Skocz do zawartości

Cała aktywność

Strumień aktualizowany automatycznie

  1. Dzisiaj
  2. Dziękuję ci Cahan za fajny konkurs i cierpliwość. Serdecznie gratuluje też wszystkim uczestnikom. Przyznam, że złapała mnie niemoc na końcu dlatego pewne wątki jak Identyfikator wyszły słabo. Brakło też planowanej sceny w nocnym klubie. Jeszcze się poprawi i wklei w odpowiednie miejsce.
  3. Czołem, pierniczki! Ponieważ godzina jest słuszna, a z jakiegoś dziwnego powodu w większości fików konkursowych pojawiła się Luna i nawet miała jakąś w miarę istotną rolę, to chyba nawet adekwatna. Bo przychodzę z wynikami. Na wstępie chciałabym podziękować wszystkim za uczestnictwo. Szczególnie radują mnie nowe nicki, które spróbowały swych sił w pisarskich szrankach. Muszę też zaznaczyć, że ciężko było mi zdecydować, kto powinien zająć, które miejsce na podium. Mieliście różne mocne i słabe strony, ale poziom wyszedł dość równy. Najbardziej klasyczny i retro fanfik należał do Krisa07, choć Sun również trzymał się mocno klasyki, choć z pewnym twistem. Pozostali uczestnicy woleli eksplorować mniej znane (przynajmniej w naszym fandomie) oceany prozy. I miejsce Nepaxor II miejsce Darth Evill III miejsce Sun Dokładne wyniki i minirecenzje: https://docs.google.com/document/d/1gjfjgUW51gmZjF_L-xaT0ShO3OBEE56szSmNHo7RvFA/edit?usp=sharing Gratulacje, Panowie! A co do nagród - zgłoście się na PW.
  4. Ostatni tydzień
  5. Właściwie nie powinienem komentować tego fanfika. Jest to bowiem zaledwie pierwszy rozdział porzuconego projektu. A jednak właśnie ta „oldschollowość” zaczynająca się w umieszczeniu fanfika wprost w temacie mnie do niego przyciągnęła. „O rajusiu”, jakby to powiedziała Cosy Glow. Ten fanfik jest „all over the place”, jakby to powiedział cytujący panów z YT polski nastolatek. A jednak to prawda. „MLP:Emperors Key” posiada niesamowite tempo akcji. Główny bohater to kuc ziemski imieniem Snow (poza tym, że nosi imię Kalvin). I nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie to, że jego ojciec był pegaz o groźnie i potężnie brzmiącym imieniu Remulus. Otrzymawszy takiego potomka pegaz wpadł w szał, rozwiódł się z żoną, a ją i jej dziecko zesłał na dół. Jego imię, Snow, oznaczało tego, kto spadł z nieba i miało mu ono przynosić wstyd do końca życia… Mam wrażenie, że autor przeczytał co nieco z serii „Pieśń lodu i ognia”, bo nie chce mi się wierzyć, że wpadł na takie imię dla głównego bohatera przypadkiem. Tak czy inaczej, akcja fanfika pędzi z jakąś chorą prędkością, której mogę oczekiwać i którą widziałem nieraz, u na ogół początkujących autorów. Ale nawet wtedy, pamiętam tylko jednak fanfika, gdzie bohater rodzi się i osiąga dojrzałość w ciągu jednego rozdziału, zresztą liczącego jak sądzę do 7 stron A4. Sądzę jednak, że jak na pierwszy rozdział to jakimś cudem jeszcze może przejść, aczkolwiek, jeśli by tak miały wyglądać kolejne rozdziały to nie chciałbym tego czytać. Najbardziej zastanawia mnie, że początek dość dokładnie opisuje miejsce, gdzie narodził się Snow i prawa, jakimi się rządzi miasto. To mnie zmyliło i nie przygotowało na pośpiech, jaki nastąpił później. A mamy tam: nową szkołę, uzyskanie uroczego znaczka, powtórny ślub mamy bohatera, jakąś imprezę pożegnalną i… tyle. Muszę jednak dodać, że początek był obiecujący. Pod względem języka też nie jest rewelacyjnie: Uśmiałem się, także z tej kobiety powyżej. Czy polecam? Tak, jeśli potrzebujesz szybko punktów w jakimś konkursie ten fanfik jest idealny do skomentowania.
  6. „Pony City” to dzieło oryginalne i nietuzinkowe. Stwarza to tyleż korzyści co problemów. „Pony City” należy traktować jako eksperyment i jak to eksperyment jest on częściowo udany, a częściowo nie. Odnoszę wrażenie, że z podobną próbą opowiedzenia konfliktu zetknąłem się już wcześniej w postaci piosenki „Boney was, a Warrior”, bardzo krótkiej piosenki o życiu Napoleona względnie „Pieśni o Rolandzie”. Co do tej pierwszej, najwyraźniej Anglicy bali się go tak bardzo czarodzieje Voldemorta, bo w piosence nie pada ani razu imię wodza. Jednak, jak zaznaczyłem, „Boney was, a Warrior” to krótka piosenka, a pierwsza część „Pony City” ma 9 rozdziałów. Nie komentuję tutaj spinoff. Mam wrażenie, że te 9 rozdziałów to jednak za dużo, przynajmniej w tej formie. Zacznę może wyjątkowo od strony językowej. „Pony City” to historia napisana wierszem. Nie jest to historia konkretnej osoby, ale całego konfliktu. Niestety, chociaż strona formalna tutaj dominuje nad treścią, to nie mogę jej ocenić właściwie, bo się nie znam na wierszach, rymowaniu etc. Wydaje się jednak, że na początku ta forma przyciąga uwagę, ale szybko zaczynają pojawiać się problemy. Dodam, że „Pony City” to nie jest pod względem słownictwa utwór, który dąży do piękna języka, jest on wręcz często turpistyczny. To nie jest bardzo poetycki język, nie jest subtelny, lecz często dosadny. W każdym razie nie jest to utwór podczas czytania, którego czytelnik doznaje estetycznych uniesień dzięki pięknu języka. Przy czym taka forma rodzi kilka poważnych problemów. Szybko wydarzenia zaczynają się zlewać, tracą na wyrazistości, bo jest tutaj dużo… streszczeń (?) bitew, ale bitwy te różnią się głównie miejscami, gdzie się one rozgrywają. Innych detali poza tym, siłami stron i liczbą ofiar jest niewiele. I to zaczyna być odczuwalne bardzo szybko. Czasem autor doda jakieś uwagi typu, że po jednej stronie walczyły, Jaki, że PRE „inwestowało” w pegazy, że w obozach pracy pracowali jeńcy (co biorąc pod uwagę jak krwawe są bitwy dziwi, bo przy takiej ilości ofiar jeńców by już chyba nie było etc. Tego też trochę jest, ale mam wrażenie, że forma nie radzi sobie z przybliżeniem wysiłku przemysłowego i skąd w ogóle PRE posiadało taki potencjał. Czy to jest jakieś AU, czy po prostu Celestia wykazała się największą możliwą indolencją i nie zauważyła, że obcy twór zajął część jej kraju, zanim jeszcze zaczęła się wojna. Cóż, to Equestria wszyszystko jest możliwe. Największą jednak bolączką jest niszczenie atmosfery przez samego autora. „Pony City” próbuje być bardzo klimatycznym fikiem, próbuje przedstawić nam wojnę kucyków, po czym autor dodaje takie oto rozważania na ćwierć strony: Te ćwierć strony wystarczy by zniszczyć klimat na resztę rozdziału. Czasami odnoszę wrażenie, że autor prowadzi rozważania ogólne, których celu nie mogę dociec, dodają one jednak materiału, który chyba nie dodaje nic do treści, a tylko ją wydłuża. Czy polecam? To utwór eksperymentalny, więc trudno go ocenić, ale sądzę, że przydałaby się bardziej poetycki język i inny, bardziej wzniosły styl. Rymy są bowiem często bardzo proste. Ponadto mam wrażenie, że z czasem robi się on zbyt monotonny i nie zaszkodziłoby jego skrócenie, zwłaszcza że pewne fragmenty bardziej szkodzą w odbiorze niż pomagają.
  7. Myślałem, że jak zacznę coś pisać, to jakiś ciekawy pomysł sam przyjdzie, ale nic ciekawego nie przyszło. Pierwszy kontakt [Oneshot][SoL][Human]
  8. Przyleciałem po ostatnie miejsce. Latający Tramwaj [TCB][SOL][AU][SK-98][KD-b]
  9. Zgłaszam mój tekst do konkursu. Chciałem coś spróbować napisać z nadzieją że nie będzie tragiczne. Niespotykane Zdarzenie
  10. Wrzucam za autora, który ma problemy z forum: autor: Czysty Czesio https://docs.google.com/document/d/1p4Bps7Qmc-sexK46a0JWX1SjdLU-pzD4px9dHScW_d0/edit?tab=t.0#heading=h.to0of3plrp0
  11. We have something special for you if you enjoy MILFs.free nudespics Our Ebony MILFs are completely different types of warm. You'll be amazed at how amazing they are both by their appearance and experience. Yet in their solo clips, these women never clutter around. They are confident in their actions and don't fear to flaunt it. We also have that in our lineup if you enjoy black-on-black actions. Some severe scenes with BBCs and rosy, pink-faced mouth are included in our selection. These MILFs, however, also adore pale wieners because they are not simply about ebony cocks. Interracial activity is evident in our clips, consequently be sure to watch. Don't fear if you don't like to see douchebags. Ebony MILFs are also having fun with one another. In their seductive underwear, they enjoy using with each other's systems.
  12. „Lojalność” to bardzo ciekawy fanfik. Nic dodać, nic ująć. „Lojalność” to crossover MLP:FIM i gry „Mirror’s Edge”, która powstawała w czasach, gdy parkour, czyli przemieszanie się po dachach, poręczach etc. był bardzo popularny i po którego gra ta chętnie sięgała. Dodam, że „Mirror’s Edge” nie był jedyną grą w owych czasach, które sięgnęły po ten motyw (przykładowo seria polskich gier Dying Light). Bohaterką była tzw. kurierka, która biegała po mieście, przekazując cenne informacje i przy okazji unikając złapania przez policję. Po ten motyw sięgnął też autor fanfika „Lojalność”. Fanfik ten składa się z dwóch części. W pierwszej zapoznajemy się z „pracą” kuriera. Jest to głównie dynamiczny opis, pokonywania przeszkód oraz opisu działania organizacji, do której należą kurierzy. Już ta część jest bardzo dobrze napisana, treściwie, lecz przejrzyście. Zawiera dużo informacji, lecz następna część podbija poprzeczkę znacznie, znacznie wyżej. Tak, autor myślał, kiedy pisał „Lojalność”. Dobrał idealnie te bohaterki, które cenią sobie prędkość i brak strachu przed przeszkodami i upadkiem. Są to oczywiście Scootaloo i Rainbow Dash. Konfrontacja między nimi jest bardzo emocjonalna, chociaż nie dlatego, że klacze „drą się na siebie”. Dzięki niej uzyskujemy dużo informacji o tym, dlaczego bohaterki zakończyły swoją znajomość, co się stało z jedną z Mane6, o tym, jakie będą przyszłe wybory dwóch pegazów, będących bohaterkami fanfika. Także ten fragment jest napisany w bardzo zajmujący sposób, który podsumuje najlepiej ten przejmujący fragment: Żałuję tylko jednego. Żałuję, że „Lojalność”, nie jest dłuższym fanfikiem. Bardzo mnie wciągnęła ta „wersja demonstracyjna”. Ten fanfik naprawdę zasługuje na rozbudowanie, może nie „wielorozdziałowiec”, ale taki „miniserial” mający trzy lub cztery „odcinki” po 20 stron. Czytelnik mógłby wtedy lepiej poznać losy pozostałych Mane6 oraz otrzymać o wiele więcej informacji o świecie fanfika. Dodam, że mnie braki w świecie przedstawionym, nie raziły, a więcej uznaję je za świetnie dobrane, jeśli wziąć pod uwagę krótkość fanfika. Moim zdaniem miejsce na podium dla „Lojalności” było jak najbardziej uzasadnione. Polecam, zdecydowanie polecam ten fanfik i za opisy pościgu na początku i za emocjonalne zakończenie.
  13. Przyznam, że nie skończyłem „Exanimy” i poddałem się już na drugim rozdziale z trzech dostępnych. Wynudziłem się bowiem strasznie. „Exanima” dzieje w świecie, gdzie ludzie i kucyki koegzystują i razem walczą z demonami. Główny bohater ma na imię… nie pamiętam, jak ma na imię. Zresztą to może nie jest aż tak istotne, podobnie jak imię bohatera „Za garść dolarów” nie jest istotne, liczy się to, co robi. A morduje demony. I o tym właściwie jest ten fanfik, o zabijaniu demonów. Główny ludzki bohater ma chyba kucykowego pomocnika o imieniu Lars, ale uważam, że pomogłoby, gdyby kucyk miał jednak typowe kucykowe imię. Fanfik przypomina mi film w rodzaju „48 godzin” i jest jakby nawiązaniem do gatunku Buddy movies, gdzie miejsce Murzyna (bardzo sympatycznego na ogół) zajmuje kucyk. Zresztą główni bohaterowie zachowują się jak typowi bohaterowie tego typu filmów: Co jeszcze robią bohaterowie jak w tego rodzaju filmach? Przeklinają: Chciałbym coś napisać o tym fanfiku, o świecie o bohaterach, ale prawda jest taka, że wszystko mi się zlewa w jedną całość. Fabuła ma nieco strukturę misji z gier wideo albo odcinka jakiegoś serialu. Po jakimś czasie zacząłem się zastanawiać, że w zasadzie byłyby to ciekawy materiał właśnie na grę albo film. Niestety, to co w filmie czy grze, czyli dużo akcji, by mi wystarczyło, tutaj tchnie jakąś opisową „biedą”. Nie wiem prawie nic o świecie, który przez to wydaje się całkowicie „generyczny”. Nie ma klimatu, poza tym, że jest mrocznie i jest dużo przekleństw. To, że są kucyki w ogóle nie pomaga, bo ja przez cały czas nie poczułem, że pomiędzy kucykami a ludźmi są jakiekolwiek różnice w sposobie działania, możliwościach etc. Przykładowo bohater zna magię run. I po co mu te runy, skoro ma pistolet? Przecież magią mógłby się zajmować kucyk i to by już jakoś różnicowało bohaterów. Nie ma sytuacji, że np. człowiek gdzieś nie wejdzie, ale mały kucyk może to zrobić albo potrzebne są skrzydła. To, że partner bohater nosi ludzkie imię wraz z powyższym powodowało, że kucyki i ludzie stali się w ogóle nie do odróżnienia. Nie widzę różnic w metodach działania, myślenia ani próby, choćby pogodzenia różnego systemu wartościowania. Można by z tego fanfika wyjąć kucyki i bym wcale nie zauważył ich braku. „Walki” są tutaj opisane bardzo pobieżnie. Bohater wyjął broń/rzucił zaklęcie – wycelował – strzelił - strzelił - strzelił w coś innego - zmienił magazynek itd. Sun by to bardzo ładnie opisał, ale to nie jest fanfik Suna. Nie ma czegoś takiego, jak np. plan działań, koordynacja pomiędzy ludźmi a kucykami. O możliwościach bohaterów dowiadujemy się dopiero wtedy, gdy już używają swoich umiejętności co w przypadku pierwszych rozdziałów wcale nie jest błędem, ale pozwala płynniej poprowadzić akcję. To zapiszę autorowi na plus. Fanfik jest napisany raczej dobrze pod względem technicznym, ale wrzucanie wszędzie wulgaryzmów, mam wrażenie, że czyni go bardziej infantylnym. Bohaterami są specjaliści (podobno) do walki z demonami, chyba powinni trzymać nerwy na wodzy, a tymczasem klną tylko nieco mniej, jak przysłowiowy szewc. Czy polecam? Nieszczególnie, bo chociaż nie jest to fanfik napisany źle pod względem technicznym, lecz wydał mi się on po prostu nudny. Gdy go czytałem, miałem wrażenie, że „czytam” film albo grę wideo. Nie odnalazłem tutaj wiele inwencji (z wyjątkiem przekleństw), tylko wytarte klisze. Jest to fanfik akcji, ale ja odnalazłem tutaj tylko znużenie i nieco edgy infantylizmu.
  14. Rozdział IX, a w nim Blackburn zastanawia się, kto może nie lubić Lockwooda, a on wie, ale nie powie.
  15. Wcześniej
  16. „Winny” to bardzo fajny fanfik i jest tym lepszy, że jest bardzo krótki. Połączenie treściwości z ilością słów, nie zawsze idzie w parze. Jest to także fanfik „który wydaje mi się znajomy, chociaż nigdy go wcześniej nie czytałem, nawet z opisów. „Winny” składa się z części opisowej i monologu. Oba są bardzo klimatyczne. Osadzony w industrialnym Hoofington opowiada historię (niegdyś) bogatego ogiera imieniem Golden Dust, który zwierza się ze swej winy klaczy Mint. Już sam klimat miejsca, w którym rozgrywa się akcja jest nakreślony krótko, acz bardzo wyraziście. Przywodzi na myśl Europę okresu industrializacji, ze wszystkimi tego konsekwencjami. Mnie jednak Hoofington przypomina z jakiegoś powodu Manchester i to niekoniecznie z okresu rozkwitu industrializacji, ale raczej z okresu powojennego upadku przemysłu. Miasto bowiem jest już, jakby zastygłe, szare, pokryte kurzem bez ferworu pierwszych lat industrializacji z przestarzałymi fabrykami. Może dlatego jest to ciekawe, że jest takie znajome, że autor tworzy coś, co czytelnik najpewniej poznał, nawet jeśli jest to tylko kanon szkolnych lektur. Nie będę wnikał w historię Golden Dusta ani Mint. Są one także „znane”, chociaż postacie te pojawiły się po raz pierwszy (i zapewne po raz ostatni) w twórczości autora. Są one dość często reprezentowane na kartach powieści Charlesa Dickensa, Bolesława Prusa czy Maksyma Gorkiego. Typowy dualizm, ktoś bogaty, ale bez przyszłości za to z tragiczną przeszłością i ktoś bez biedny, bez przeszłości za to może z przyszłością. Wydaje mi się, że pojawia się tutaj, chociaż niezamierzenie, rozważanie o tych, wielkich tego świata, którzy otrzymali wszystko bez własnego wkładu i tych, którzy mogą stać się wielcy, bo są bliscy dna. Autor, jednak nie rozstrzyga tego wątku, wątku Mint, wszak miał tylko 6 stron. Stylistycznie fanfik, jednak cierpi. Nie chodzi tutaj o warstwę językową tylko formalną. Akapity są oznaczone jednocześnie wcięciem i odstępem, co jest zbędne. Innym razem tylko wcięciem, innym razem nawet tego brak. Dialogi zaczynają się od pojedynczego „-”. Wydaje mi się też, że autor nadużywa „…”, chociaż sam chętnie sięgam po ten „zabieg”. Widać, że fanfik nie przeszedł korekty. Podsumowując, „Winny” mi się spodobał, chociaż wydaje mi się, że trochę dlatego, że lubię te motywy, znane mi z lektur szkolnych, w tym mojej ulubionej „Lalki” Bolesława Prusa. W ogóle lubię wiek XIX i wczesny wiek XX, a ten fanfik wydaje mi się wręcz „skrojony” pod moje gusta. Czy polecam? Trochę irracjonalnie, ale polecam. Ostatecznie jest powiedzenie „że najbardziej lubimy te piosenki, które już znamy”.
  17. „Tajna broń” to najlepszy przykład fałszywej reklamy. Po przeczytaniu zapowiedzi w temacie z fanfikiem spodziewałem się, cytując autora „Wodnego świata”. Tymczasem, parafrazując Cezarego Pazurę otrzymałem „fanfika o kucykach w łódce”. Fabuła fanfika, całkiem długiego fanfika, bo liczącego 36 stron, jest prosta. Celestia miała wizję, że tylko odnalezienie pewnego drzewa ocali Equestrię. Wysłała w tym celu dwóch marynarzy, aby je odnaleźli. A mieli bardzo długą drogę do przebycia, gdyż to, co było kiedyś Equestrią znajdowało się pod wodą i to od wielu lat. Proszę mnie źle nie zrozumieć. Jako dziecko i nastolatek widziałem „Wodny świat” przynajmniej kilka razy i nigdy mi się ten film nie spodobał. Inspiracje tym filmem w „Tajnej broni” też są raczej luźne i poza samą koncepcją, że cały Świat znalazł się pod wodą i że gdzieś tam jest suchy ląd, to nie zauważyłem innych. Jednak to, co otrzymałem jest biegunowo odległe od „Wodnego świata”, że mam wrażenie, że autor po prostu trochę „trollował”. Wyszedł mu, zatem fanfik o dwóch ogierach w łódce. Moim zdaniem największym problemem „Tajnej broni” jest niezbalansowanie, pewne partie są zbyt ospale poprowadzone, a na inne poświęcono zbyt mało czasu. Dość napisać, że po piorunującym początku akcja bardzo, ale to bardzo zwalnia i miałem wrażenie, że po prostu przez kilka stron w ogóle stoi w miejscu. Dopiero w połowie zaczyna się, jakkolwiek rozpędzać by pod koniec zacząć wprowadzić jedną rzecz w ogóle bez ostrzeżenia. Powolność akcji nie musi być problemem, jeśli potrafi się ją wypełnić, ale moim zdaniem tego właśnie tutaj zabrakło. Miałem nieustannie wrażenie, że bohaterowie łatają cieknącą jednostkę pływającą i… tyle. Opisy świata tego nie wynagradzają, ale nawet ona wydawały mi się nużące. Jak to można by wypełnić? Przykładowo pokazaniem wiedzy autora o pływaniu, czy nawigacji. Jak na fanfik, którego akcja w 80% dzieje się na wodzie jest tutaj bardzo, ale to bardzo mało fachowego słownictwa, jakim posługują się żeglarze. Bohaterowie? Bohaterowie są naprawdę nudni, zwyczajnie nudni. Na koniec nie potrafiłem powiedzieć o głównym bohaterze, imieniem Silver Spear, wiele więcej niż to, że to doświadczony marynarz. O jego towarzyszu, Shiningu, wiem tylko, jak ma na imię i że to gwardzista. Poza tym język opowiadania jest ładny, nie rewelacyjny, ale zgrabny. Niestety nie ratuje on całości. Dopatrzyłem się jednak zalety, mianowicie braku idiotycznego słowotwórstwa w postaci wprowadzania na siłę feminatywów. Weźmy taki przykład: I co, wiadomo, nawet bez podawania płci, że kapitan Blaze to klacz, a kapitan Spear to ogier? Ludzie sobie jakoś radzą bez potrzeby masakrowania naszego pięknego języka. Największa wada tekstu wychodzi jednak na koniec. Oto pojawia się „Wielka Kahuna Luna”, siostra księżniczki. W tym momencie osłupiałem, bo przez całego fanfika nie było wspomniane ani razu, że jest jakaś siostra Celestii imieniem Luna. Bierze się ona po prostu, jakby znikąd. Jakby był potrzebny nagły zwrot akcji, czy inne wstrząsające zakończenie. Po co to jest? Nie dało się tego zasygnalizować wcześniej, zamiast tworzyć całych partii opowiadania o, mam wrażenie, „niczym”? Czy polecam „Tajną broń”? Klimat jest unikalny, ale wykonanie pozostawia do życzenia na lepsze. Mam zatem wątpliwości, czy polecić to opowiadanie.
  18. Powiem tak, nazwa dokumentu "Idiota", najlepiej oddaje, czemu shining się zakochał. Ten fik, to sztos!
  19. „Nie ma przeznaczenia” to bardzo oldschoolowy fanfik. Tak „oldschoolowy”, że mógłby się on ukazać kilkanaście lat temu. Niestety ma też elementy z naszych czasów. „Nie ma przeznaczenia” to u swych podstaw fanfik, który mnie zaintrygował. Akcja dzieje się przed wydarzeniami znanymi z fanfika „Fallout: Equestria”, ale takim jakby innym? „Fallout: Equestria” „zaczynał się”, zanim Twilight dostała skrzydeł. Tutaj nawet nie jest ona Twilight Sparkle tylko Twilight Twinkle, Pinkie Pie jest zaś pegazem. Są to zatem pierwotne koncepty postaci, które ostatecznie nie weszły do ostatecznej wersji serialu. Jak się zawiązuje akcja? W bardzo, bardzo prosty sposób: główny bohater, Paweł, spadł na Rainbow Dash, po czym wylądował w szpitalu. To bardzo ciężka diagnoza. Ale od czego są czary! Dlatego przymknę oko, że bohater sobie już po kilku dniach hasa, kradnie kapcie… Trudniej przymknąć oko, że w ciągu kilku dni, pomimo opowiadania o istotach zwanymi ludźmi, którzy jakoby istnieli, pomimo aresztu domowego, Paweł, który, jak widać, nosi bardzo niekucykowe imię, awansuje bardzo szybko, tak wręcz nienormalnie szybko na gwardzistę królowej. Tak, przypuszczam, że jest to kolejne nawiązanie do wczesnego etapu prac nad serialem. Skądinąd podobają mi się takie elementy, chociaż nie wiem (i zapewne się nie dowiem, bo fanfik jest porzucony), co to miało wnieść. Czyżby to było AU w ramach innego AU? Nawiązań do innych fanfików jest zresztą więcej. Biorąc pod uwagę, że Paweł jest człowiekiem ma to sens. Jednak mam problem z tym jego błyskawicznym awansem. To wszystko, co się dzieje z Pawłem, dopuszczanie go do wszystkich informacji pomimo tego, co mówi i że na dobrą sprawę powinien się znaleźć pod obserwacją psychiatry, jest tak dziwne i wymuszone. Nie wiem, czy Paweł to self insert autora, ale mam podejrzenia, że tak. Tak czy inaczej, Paweł, chociaż wygląda jak kucyk, ale nie gada jak kucyk został już tym gwardzistą, a przynajmniej inni gwardziści na tyle go poważają, że słuchają jego obiekcji i porównań zebr do radzieckich szpiegów… Tak, Paweł twierdzi, że chce być historykiem, dlatego tłumaczy, że zebry planują coś niedobrego, skoro wzywają do stolicy szefa swojego wywiadu w Equestrii, bo jak Związek Radziecki odwoływał swojego rezydenta do Moskwy to ten już nie wracał itd. I kucyki tego słuchają z uwagą, słuchają, ale nic z tym nie robią. Wcześniej Paweł wyjaśnił przyczyny rewolucji październikowej w Rosji i… naprawdę nie rozumiem, czemu oni go słuchają. A tak na marginesie, autorze, jeśli chcesz być historykiem i Paweł jest twoim self insertem, to odnośnie do przyczyn rewolucji październikowej polecam np. „Stracone dekady”, Mieczysława Smolenia, czy „Historia Imperium Rosyjskiego” Michaiła Hellera, to te krótsze książki dostępne w jednym tomie. Polecam też świetnego fanfika „Kanclerz”, który także omawia kwestie rewolucji, tylko że na gruncie Equestrii. Natomiast, co mi się podobało, to ostrzeżenie, jakie Pinkie Pie daje Pawłowi, żeby nie próbował zmienić historii. Pinkie Pie, jakby doskonale wiedziała, co się wydarzy i to byłoby świetnym i interesującym wątkiem, gdyby został rozwinięty. Samo hasło PINKIE PIE PATRZY! ZAWSZE! Jest również nawiązaniem do właściwego „Fallout: Equestrii”. Językowo nie jest tragicznie ani wybitnie, można powiedzieć, że jest znośnie, że zdania są wystarczająco komunikatywnie napisane, żeby nie budzić wątpliwości co autor na myśli. A potem pojawia się to. Co to jest „komandorko”? Poszukałem trochę i okazało się, że słowo, które używa autor istnieje, ale znaczy coś zupełnie innego. Jak widać, można pisać poprawnie. Niestety autor idzie w zaparte. „Kapitanka”? Tego słowa nawet nie ma w słowniku. Sprawdzałem dzisiaj nad ranem. Mam nadzieję, że nie jest to wytwór naszego systemu edukacji i na lekcjach nie ma rozważań na temat tego, że nie należy używać słowa menstruacja, tylko womenstraucja, bo słowo to zawiera element „men” albo „Herstoria”, bo słowo „Historia” zawiera „His”, a więc na pewno dotyczy mężczyzn… Już nie piszę, że oba słowa, zarówno komandorka, jak i kapitanka brzmią, jak 90% „ulepszeń języka polskiego” wymyślonych przez osoby feministyczne, po prostu źle. To są dowódcy, ich tytuły nie powinny się kojarzyć ze zdrobnieniami! Skoro znęcanie się nad osobami feministycznymi jest już odhaczone, to przejdźmy do podsumowania. „Nie ma przeznaczenia” mnie zaintrygował, nie tyle swoimi „ulepszeniami” języka polskiego co tajemnicą. Dlaczego Pinkie Pie tyle wie, czy to, że jest pegazem, a Twilight Sparkle jest Twilight Twinkle ma jakieś znaczenie? Bardziej mnie to przykuło do lektury niż jej naiwność (a jest to fanfik bardzo naiwny) czy nie najlepszy styl (i używanie podwójnego „-” jako oznaczenia partii dialogowych), jakim jest napisany. Sądzę, że bym z zainteresowaniem przeczytał kolejne rozdziały.
  20. Przeczytałem ostatnimi czasy sporo opowiadań i zaczynam sądzić, że tagi „Legendary” i „Epic” nadaje się nazbyt często, a już na pewno zbyt wcześnie. „Nie ma tego złego” to pierwsze opowiadanie z serii wampirach. Pierwsze i ostatnie, gdyż od 2019 r. nic nowego w temacie na forum nie zostało opublikowane. Bohaterami fanfika jest wampirzyca Annares i jej stado nietoperzy, które obudziły wampirzycę z kilkuwiekowego snu. Fanfik opowiada o tym, jak wracała ona do formy… można w sumie stwierdzić, że to fanfik trochę o niczym. Naprawdę nie dzieje się tutaj wiele. Ilość wydarzeń można policzyć na palcach jednej ręki i przypominają one część fabuły z dowolnego filmu o wampirach, poczynając od wprowadzenia postaci wampira. Potem mamy urządzanie sobie „leża”, pierwszą ofiarę, zauważenie przez wieśniaków, że coś się zaczyna dziać, w związku z czym pojawia się sceptyczny „pogromca wampirów”, w tym wypadku byłaby to być może zebra, Nyszyt’anh, ale co do tego już nigdy nie będziemy mieli pewności. Wszak fanfik jest porzucony. Nie będę tutaj wspominał poszczególnych dowcipów, które mnie rozśmieszyły. Nie to jest celem komentarza. Mam jednak podejrzenia, że zarówno tytuł, jak i ten nieco sarkastyczny fragment są motywem przewodnim jakiegoś konkursu: Nie mogę zaprzeczyć, że „Nie ma tego złego” to fanfik napisany lekko, ale nie będący komedią tego rodzaju, które lubię (piszę, że to komedia, bo ma więcej wątków komediowych niż przygodowych, których nie ma wcale). Gdybym miał utwór porównać do komedii o wampirach, które lubię to „Nie ma tego złego” przypomina mi raczej „Nieustraszonych pogromców wampirów” w reżyserii Romana Polańskiego niż „Dracula: Wampiry bez zębów” z Leslie Nielsenem wyreżyserowany przez Mela Brooksa. Oba filmy bazują na motywach znanych z powieści Dracula, a raczej na jej adaptacjach tych klasycznych z lat 30. czy też z brytyjskiego studia Hammer, czy też, w przypadku drugiego z przytoczonych tytułów „Dracula” Forda Coppoli. Humor w „Nie ma tego złego” lekko nawiązuje do kanonu. Jest to zabawne, ale nie jest to śmieszne. Podczas czytania „Nie ma tego złego” zaśmiałem się może dwa razy. Jednym z dowcipów, który mi się spodobał było: Nie każdy to wyłapie, ale wampirzyca jest z rodu wampirów z zamku, który nosi nazwę „Zamek”. To się nazywa inteligentny humor. Styl jest bardzo dobry, postacie mówią w zróżnicowanym stylu i można odróżnić styl wykształconych postaci od mieszkańców wioski. Poza tym fanfik jest ładnie napisany pod względem językowym. Czy widać, że „Nie ma tego złego” jest fanfikiem konkursowym? Nie widać. Nie ma tutaj nadmiernych skrótów fabularnych albo uproszczonej logiki zachowań bohaterów. Jest to fanfik, natomiast urwany. Przez większość czasu mam wrażenie, że akcja nie zmierza donikąd, że jest to taka długa ekspozycja jednej postaci. Potem pojawia się nagle zebra, która ma chyba zadatki na pogromcę wampirów i… fanfik się kończy. Przecież to nie jest skończona opowieść. Tag „Przygoda” w ogóle nie jest wykorzystany. Dlatego lepsza z tego komedia (i tak oceniam ten utwór, jako próbę napisania czegoś śmiesznego), chociaż nie jest to utwór tak oznaczony niż „przygoda”, chociaż jest to fanfik tak otagowany. Czy polecam? Fanom wampirów i owszem. Czy jest to materiał na „Epic” albo „Legendary”? Po pierwszym (i jedynym) rozdziale nie dałbym tej oceny.
  21. Zastanawiałem się jak ocenić „Spadającą gwiazdę”, gdyż w momencie czytania byłem bardzo senny. Postanowiłem powrócić do komentarza, gdy wypocząłem, ale nadal nie mogę napisać, by ten fanfik mnie szczególnie wzruszył. Zastanawiam się jednak, czy autor ma pewne zdolności profetyczne, te bliższe i te dalsze. Główny bohater fanfika, pegaz imieniem… nie pamiętam, jak miał na imię, ale główny bohater fanfika, uczęszczający do szkoły pegaz, odnalazł pewnego razu, będąc na spacerze ranną kuc operkę. Zawiązała się między nimi przyjaźń, gdy ten zaczął ją karmić swoim drugim śniadaniem. Kuc operka imieniem Midnight nie znalazła się w pobliżu trasy spacerów zupełnym przypadkiem. Była ona uciekinierem z ogarniętej wojną domową Equestrii. Akcja fanfika dzieje się w kraju zwanym Astria. Jest to kraj neutralny. Najwyraźniej jest tak totalnie neutralny, że nie pozwala nikomu z Equestrii wkraczać na swoje terytorium. Midnight mimo wszystko się tam znalazła. Prawdopodobnie jest dezerterem, nie mogę bowiem inaczej wyjaśnić, dlaczego jest na neutralnym terytorium, przy czym nie potrafiła ukryć swojej zbroi. Chciałbym napisać, że ten fanfik mnie wzruszył, ale tak nie było. Rozumiem jednak co mogło kierować autorem. Wyprawy młodego Star Dusta, jeśli dobrze pamiętam, przypominają mi nieco serię książek „Pięcioro dzieci i XXX”. Rodzeństwo spotykało tam magiczne istoty i stopniowo zaczynało się z nimi zżywać, ale ten czas był skończony. O jego upływie świadczyły nie tylko ubywające do końca strony. Działy się tam rzeczy, które wskazywały na to, że magiczna przygoda dobiega końca. „W spadającej gwieździe” tego brak. Owszem, autor wspomina, że Midnight ma gorączkę, ale przecież ona tam siedzi nie jeden, nie dwa i nie trzy dni. Trwa wojna domowa w Equestrii, a ona efektywnie uchyla się od walki. Autor nie rozwinął tego wątku. Nie rozwinął także, dlaczego Astria jest aż tak absurdalnie niechętna uchodźcom, że nie otworzy jakichś obozów dla nich. Ba, przecież żołnierzy walczących stron w krajach neutralnych się internuje. Dla mnie postawa tak żądu Astrii jak Midnight jest po prostu „dziurawa”. Gdzieś tam są dodatkowe informacje, ale są skrywane. A mnie odpowiedź na te pytania zaczęła interesować bardziej niż pogadanki i wzajemne wpatrywanie się w gwiazdy bohaterów fanfika. Wiarygodność uczuciowa wymaga też wiarygodności świata. Natomiast ciekawi data publikacji fanfika. Zastanawiam się, czy był on jakoś przerabiany, ale jego zamieszczenie w lutym 2014 r. poprzedziło dosłownie o dni inny konflikt, ten za naszą wschodnią granicą. Ciekawe, czy miało to jakiś wpływ na autora, który przecież musiał napisać „Spadającą gwiazdę” wcześniej. W tekście jest całkiem niemało literówek, weźmy taki przykład: Podsumowując „Spadająca gwiazda” nie urzekła mnie ani nie rozczuliła. Dlaczego? Sądzę, że powodem jest to, że bohaterów znamy zbyt krótko, nawet jeśli weźmiemy pod uwagę to, że fanfik jest treściwie napisany, bez przysłowiowego „lania wody”. Jednak brak informacji o świecie nie pozwalał się mi wczuć w nich. No i sam motyw wpatrywania się w gwiazdy, jest, że tak to ujmę silnie wyeksploatowany. Czy polecam przeczytać tego fanfika? Innym się podobał. Może to ich opinia wyda się wam bliższa prawdy.
  22. Na klubie konesera odbywały się warsztaty i jednym z tematów było napisanie historii o Cadance, na góra 1000 słów. To coś powstało w jakieś 40 minut, a po kolejnych 10 minutach poprawek wygląda jak coś, co można przeczytać. Uwaga jest chaotyczne, bezsensownie i odpowiada na pytanie, jak Shiningowi udało się zdobyć serce Cadance. Krótka historia o miłości [oneshot][humor][short]
  23. „Zasłona” to ciekawy fanfik. Krótki, acz intensywny i chyba z bezsensownym „twistem” na koniec. Prawdę, pisząc, gdy zobaczyłem, że „Zasłona” ma niecałe dwie strony nie chciałem dawać mu szansy. Jednak komentarz innych zachęciły mnie do lektury. Fanfik jest bardziej opowieścią, mógłby stanowić część innego utworu. Jednak to, co jest, wystarcza, aby być kontent. Fanfik porusza problem długowieczności i tego, co ona zmienia w postrzeganiu danej osoby. Najpierw zastąpiono nazwę księżniczka na królową. Potem została boginią… Przypomina mi to trochę cesarza Austrii, a potem Austro-Węgier Franciszka Józefa, który chociaż niewiele dobrego zrobił dla kraju (poza tym, że długo żył co wydłużyło żywot jego państwa). Władca, który wraz z wiekiem tracił coraz bardziej wpływania na sytuację w kraju, lecz obrastał legendami o dobrym władcy. Powstawały anegdoty, sławiące jego mądrość… a po rozpadzie kraju pojawiła się nostalgia za czasami „prosperity”. Z Celestią byłoby podobnie, ale ona nigdy nie umarła. Umarł natomiast jej świat. A ona, tak jak ją znamy z ostatnich sezonów, nie mogła wiele zrobić. „Zasłona” jest ciekawym fanfikiem właśnie przez próbę pokazania jak zastój wpływa na władcę, który nie mając potrzeby się wykazać z czasem popada w stagnację. A jednak Celestia jest nie tylko obdarzona wielką czcią. Jest też bardzo, bardzo stara. Stara i nawykła do pewnych schematów. Ale wraz z zagładą kucyków te ulegają załamaniu. „Zasłona” wprowadza ważny wątek, jakim jest to, że władza zasadniczo potrzebuje uwielbienia. Zastanawiam się, czy końcówka fanfika nie dodaje jeszcze jednej rzeczy, że władza potrzebuje samej siebie. I jeśli nie ma kim rządzić, to… sobie znajdzie kogoś do rządzenia. Jest to dość ironiczne podejście. Ale faktem jest, że władza zawsze się odrodzi, świat nie znosi próżni. Jeśli to uwzględnimy to może tajemnicza końcówka nie wydaje się aż tak „bezsensowna”. Czy polecam fanfika? Tak, jest bardzo ciekawy. A to, że jest tak krótki nie przeszkadza ale dodaje mu właśnie tej tajemnnicy, którą bardziej rozwlekła forma mogłaby zabić.
  24. Brak tagów obowiązkowych, czas na poprawę wynosi 2 dni. I najlepiej wrzuć też wersję w google docs.
  25. Jakby ktoś miał pracę, a nie miał możliwości umieszczenia jej na forum (bo np. czeka na akceptację) - piszcie bezpośrednio do mnie na discordzie (może być przez forumowego lub Klub Konesera Polskiego Fanfika). Przedłużam deadline równo o tydzień. Dłużej nie będzie.
  26. Dobra, nic więcej nie wyczaruję. Ten tekst szedł mi ciężko i nawet chciałem go porzucić, ale nic lepszego mi nie przychodziło do głowy, a nie chciałem się poddawać. Może następnym razem pójdzie mi lepiej. Anomalia przestrzenna [Oneshot][Stalker][HiE]
  1. Załaduj więcej aktywności
×
×
  • Utwórz nowe...