Jump to content

Leaderboard

Popular Content

Showing content with the highest reputation on 10/01/17 in all areas

  1. Gdy zapomnisz przelogować się na inne konto...
    8 points
  2. 6 points
  3. [Napisy PL] Link do Sparkle: MLP:FiM S07E20 Plik z napisami: Google Drive [.srt]
    4 points
  4. Tego nikt się nie spodziewał...
    3 points
  5. 1. - Jezus: Kto z was jest bez grzechu, niech pierwszy rzuci w nią kamieniem... *Z tłumu wylatuje niewielki kamień, Magdalena dostaje nim w głowę. - Jezus: Mamoooo, jak Ty mnie czasem denerwujesz... 2. Po weselu w Kanie Galilejskiej wszyscy leżą skacowani, w pewnej chwili z jednego końca sali słychać głos: - Wyślijcie kogoś po wodę! Na to głos z drugiego końca sali: - Tylko nie Jezusa! 3. Przychodzą apostołowie do Józefa z Arymatei po Jego śmierci i pytają: - Te, Józef, a nie szkoda Ci takiego nowego piękniutkiego grobu dla Jezusa. - Spoko, luz, to tylko na trzy dni.
    3 points
  6. Wczoraj usłyszałem przypadkowo o nadchodzącym zlocie Fiata Multipli... z początku się śmiałem, ale w sumie skoro istnieją na świecie ludzie lubiący anthro, podmieńce i kucykowe porno to ostatecznie fani samochodu z downem i tak wychodzą na ich tle nie najgorzej.
    3 points
  7. 2 points
  8. Napisy do... ostatniej tury shortów?
    2 points
  9. no ładny odc ładny piosenka też spoko nawet Od początku~^^ Czy to dziwne, że już na samym początku myślałem, że te koło które narysowała ta mała klaczka, to jakiś podejrzany symbol. Pierwsze co mi przyszło na myśl, to jakieś krwawe znaki kopytek nowego villaina, czy luj wie co. A potem walnąłem się porządnie w pysk i ogarnąłem - to przecie jest symbol Zen xD Szanuję pan hasbro, szanuję. Co do samego zamysłu odcinka, też mi się spodobał. Takie obozy to druga rzecz, zaraz po strasznych opowieściach przy ognisku, którą chciałem koniecznie zobaczyć w serialu. A z racji tego, że "Campfire Tales" wypadły mocno średniawo, liczyłem, że tutaj zobaczę coś lepszego. No i w sumie zobaczyłem. Cutie Mark Campers! ^^ Circle paintin'! Ten tekst Scootie "Uhm, Rainbow Dash is practically my sister and she's a Wonderbolt too!" to było urocze x] Whoops, whoops, whoops. Rumble przypominał mi w tym odcinku Weddy z Rodzinki Addamsów (w drugiej części bodajże, tej na obozie) Spodobał mi się ziomeczek jako postać, cieszę się, że w końcu wprowadzili taki temat odcinka. No i Rumble miał sporo racji, łatwo możnaby pomyśleć, że znaczek może Cię ograniczyć, skoro jest na całe życie. Swoją drogą, zastanawiałem się kiedyś, czy ktoś z fandomu stworzył kiedyś Equestrię (czy to w fanfiorze, czy w innym dziwactwie) w której cutiemark zmienia się za każdym razem jak coś robisz. Nie polega na tym, że jesteś w czymś dobry i to robisz, tylko że po prostu pokazuje co aktualnie robisz. To byłoby coś fajnego x) Hm, spodziewałem się trochę, że podczas treningu spotkamy chociaż Dashie, ale jakoś tak średnio. Omujbosz, on powiedział, że nie chce mieć znaczka, trzeba go odizolować zanim zarazi resztę... Woops! Too late Swoją drogą, ta opcja z Applebloom i tymi miksturami u Zecory, zapomniałem już prawie o tym. Zastanawiałem się przez jakiś czas po tamtym sezonie, czy jeszcze do tego wrócą. Tamta mała klaczka rysująca wszędzie symbole zen to chyba mój nowy ulubiony źrebaczek w serialu. I ten znaczek który dostała, awww ^w^ On a leafless branch A crow comes to rest – Autumn nightfall Nigdy nie lubiłem haiku, ale dzięki temu poni, chyba jednak polubię. No i piosenka, bardzo fajna. Większość piosenek w tym sezonie trzyma całkiem niezły poziom. Swoją drogą, czy tylko ja miałem przez całą piosenkę przed oczami scenę z 5 sezonu? A nawet piosenkę? IN OUR TOWN IN OUR TOWN Podejście zgoła całkiem inne, ale też w nienawiści do znaczków tak zostałem wychowany. Szczerze, przemknęło mi przez głowę, że może Glimmy jakoś wpłynie na Rumble'a pod koniec odcinka i wyjaśni mu znaczenie znaczków. Yay! Camp Blankflanks foreva! Dołącz do naszego klubu bezrobotnych! Możesz robić co tylko zechcesz, bo tak! Wyobraźnia mocno mnie nosiła po tym odcinku, bo po raz kolejny mój chory umysł podpowiadał mi dziwne pomysły. Wyobraziłem sobie tłum źrebaków krzyczący BLANK FLANKS FOREVER, tańczący wokół ogniska podczas rytuału przyjęcia do sekty obozu. Widziałem krew, nóż i odcinanie skóry na zadzie, aby żaden znaczek nie mógł się tam pojawić. Czy jestem chory? Zdenerwowana Sweetie Bell jest urocza. No i fajnie im się posypała ta idea z pustymi boczkami. NO FUN ALLOWED, bądź jak to było w jednej z książek Kinga "No bounce, no play". Prychłem srogo, kiedy Thunderlane wzleciał w górę i powiedział "Hey everypony, it's me!". Miałem przed oczami pana meeseks z Ricka i Mortiego, mówiącego "IM MR MEESEEKS, LOOK AT ME!" Rozwiązanie było nawet ciekawe, jak na standardy poni. No i morał, morał bardzo życiowy i w porząsiu. Ech, Niklas ukradł mi żart z Breaking Bad, a tak mi chodził po głowie podczas zakończenia :c Podsumowując: Bardzo porządny odcinek, ładnie się starają z tymi CMC odcinkami w tych nowszych sezonach. Fajnie wykreowana postać Rumble'a no i mój nowy ulubiony źrebaczek - Kettle Corn, the haiku poni. Swoją drogą, doceniam tytuł odcinka, Parks and Recreation jest genialne~^^ Więc tak w sumie 8/10 no i czekamy kolejny tydzień ;3
    2 points
  10. A to zdjęcie z dzisiejszej wycieczki rowerowej.
    2 points
  11. Po pierwsze, proszę o pomoc z tagowaniem, bo żaden mi nie pasuje. W zeszłym tygodniu podjąłem decyzję, że czas zostać odrobinę pożyteczniejszym piwniczniakiem. Nie mam talentów (Tak jak pani Glimmer powiedziała), więc powziąłem zamiar kradzieży czyjejś pracy i napisania jej w naszym języku. W tym celu odwiedziłem forum naszych zachodnich sąsiadów, by znaleźć coś godnego mojego wysiłku. Dziękuję serdecznie @Lyokoheros i koledze spoza fandomu za pomoc w obróbce posttranslacyjnej. To chyba na tyle opowiadania. Me pierwsze dzieło kroczy... Takie tam refleksyjne małe co nieco o przygodach Twalot w Wyraju autorstwa niejakiego Dandela, tamtejszego kacyka działu fanfików. Z tego miejsca chciałbym pochwalić naszą lechicką administrację za utrzymywanie porządku. Znalezienie czegokolwiek konkretnego w gąszczu nieotagowanych gryzmołów lepszych i gorszych graniczy z cudem. Nie bijcie za mocno za tę abominację.
    1 point
  12. Witam was serdecznie, drodzy czytelnicy. Dziś przedstawiam wam owoc pracy moich ostatnich dni - tłumaczenie jednego z najdłuższych i najlepszych fanfików światowego fandomu. Tym razem to nie jest żart. Kolejne rozdziały postaram się wydawać regularnie, co trzy dni. No to co, zaczynamy! Austraeoh Autor: Imploding Colon Tłumaczenie: mua, czyli Coldwind Prereading, korekta i konsultacja tłumaczenia: @Dolar84, @Geralt of Poland, @karlik, @Kredke, @Alcyone Podziękowania za drobną pomoc przy tłumaczeniu dla @Poulsen Opis: Rainbow Dash leci na wschód. Oryginał Spis rozdziałów: Rozdział 1: Świt Rozdział 2: Mapa Rozdział 3: Jedzenie Rozdział 4: Przebłysk Rozdział 5: Źródło Rozdział 6: Chatka Rozdział 7: Jaskinia Rozdział 8: Wapień Rozdział 9: Węgorze Rozdział 10: Stalaktyt Rozdział 11: Gwiazdy Rozdział 12: Zawroty Rozdział 13: Błysk Rozdział 14: Ślad Rozdział 15: Kucyki Rozdział 16: Krzemień Rozdział 17: Gust Rozdział 18: Bezkres Rozdział 19: Pychota Rozdział 20: Ogląd Rozdział 21: Trawers Rozdział 22: Ups Rozdział 23: Mgły Rozdział 24: Kły Rozdział 25: Hydra Rozdział 26: Przybycie Rozdział 27: Windthrow Rozdział 28: Hushtail Rozdział 29: Wintergate Rozdział 30: Sladesteed Rozdział 31: Luna Rozdział 32: Nawroty Rozdział 33: Prawda Rozdział 34: Petals Rozdział 35: Stwory Rozdział 36: Walka Rozdział 37: Salwa Rozdział 38: Niemoc Rozdział 39: Wisior Rozdział 40: Zebranie Rozdział 41: Entuzjazm Rozdział 42: Kopalnie Rozdział 43: Przestrzeń Rozdział 44: Rainbow Rozdział 45: Ściana Rozdział 46: Hipotetycznie Rozdział 47: Kubeł Rozdział 48: Porwanie Rozdział 49: Pościg Rozdział 50: Wytrzymałość Rozdział 51: Przyspieszenie Rozdział 52: Potyczka Rozdział 53: Spotty Rozdział 54: Kamieniołom Rozdział 55: Podstęp Rozdział 56: Potrzeba Rozdział 57: Cela Rozdział 58: Pociągnąć Rozdział 59: Zawór Rozdział 60: Cios Rozdział 61: Powódź Rozdział 62: Thunderhorn Rozdział 63: Kładka Rozdział 64: Ponton Rozdział 65: Ucieczka Rozdział 66: Element Rozdział 67: Strumień Rozdział 68: Łodzie Rozdział 69: Obiekt Rozdział 70: Wejście Rozdział 71: Wnętrze Rozdział 72: Stare Rozdział 73: Migoczący Rozdział 74: Płomień Rozdział 75: Szare Rozdział 76: Lawendowa Rozdział 77: Droga Rozdział 78: Powrót Rozdział 79: Tchórz Rozdział 80: Rozwiązanie Rozdział 81: Złoża Rozdział 82: Wyjście Rozdział 83: Jasność Rozdział 84: Nagrody Rozdział 85: Podpieracze Rozdział 86: Złocista Rozdział 87: Tułaczka Rozdział 88: Wschód Zapraszam do przeczytania, skomentowania, wytykania błędów, itd.
    1 point
  13. Oto mój OC, a raczej ponysona ^^ Imię: Starray Rasa: Jednorożec Wiek: 16 lat (ludzkich, nie wiem jak to się przelicza) Talent: Tworzenie czegokolwiek (np. rysowanie lub pisanie) CM: Granatowy kleks z białą czteroramienną gwiazdką w środku. Kleks może być farbą lub atramentem (odnosi się to do talentu) i symbolizuje niezdarność, co pasuje do Starray całkowicie. Gwiazdka symbolizuje jej hobby: interesuje się nocnym niebem (niestety w wielkim mieście nie ma szans na zobaczenie gwiazd). Spróbujcie mnie zapytać o dzisiejszy księżyc Wygląd: Starray ma jasnobrązową sierść, żółto-limonkowe oczy i niebieską, jaśniejszą z jednej strony grzywę z pasemkiem w kolorze oczu. Charakter: Jest spokojna, trudno ją zirytować. W otoczeniu obcych kucyków jest dosyć cicha i nieśmiała, ale ma kilku przyjaciół z którymi rozmawia, śmieje się i przeżywa różne rzeczy bez przeszkód. Jest niezdarą. Nie żeby to od razu nazywać gracją słonia, ale coś potrąci, upuści lub zaleje o wiele częściej niż inni. Przywiązuje się do przedmiotów. Nawet, jak pewna śrubka, której by w życiu nie użyła się zgubi, to uparcie jej szuka. No bo co z tego, że może łatwiej, szybciej i taniej kupić nową, skoro stara gdzieś leży? Rodzina: Mama - Alltest - to lekko nierozgarnięty ziemski kucyk z pegazimi korzeniami, w średnim wieku. Próbuje różnych prac, więc co chwila je zmienia, chociaż ostatnio coraz rzadziej. Po niej Starray ma niezdarność i w sumie chęć tworzenia nowych rzeczy. Tata - Arrange Cube - jednorożec w podobnym wieku co mama. Jest zorganizowany, jak porządna głowa rodziny. Zdecydowanie jest ścisłowcem. Po nim za to Starray odziedziczyła cierpliwość i kreatywność. Ma jeszcze dwie młodsze siostry: Feather Dance (kucyk ziemski) i Heartlet (pegaz), ich głównym zainteresowaniem jest taniec, w przypadku Feather również tworzenie fantazyjnych historii. Miejsce zamieszkania: Manehattan, chociaż zawsze marzyła o przeprowadzce do Baltimare lub Ponyville. Stan cywilny: Singielka Historia: Starray urodziła się w dzielnicy na obrzeżach Manehattanu. Na początku szkoły podstawowej nie miała znaczka, tak jak prawie wszystkie kucyki. Zdobyła go podczas sytuacji, kiedy została sama w domu, na dworze burza, nic ciekawego nie było do roboty. Niechętnie spojrzała na pustą kartkę papieru. Po chwili jednak, nie mając niczego innego do roboty, spróbowała coś z tym zrobić i w sumie nieźle jej szło. Kiedy wrócili rodzice mała klaczka podbiegła do nich, chcąc pokazać kolekcję kilku figurek z papieru, po drodze potrąciła kałamarz i przewróciła się. Wtedy małemu, zdezorientowanemu i poplamionemu atramentem jednorożcowi pojawił się znaczek. W podstawówce nauka szła jej bardzo dobrze, niestety nie można było tego powiedzieć o zdobywaniu przyjaciół. Z powodu tego, że nie była w klasie od początku roku, istniały już grupki kucyków, a ona była sama. Była jeszcze zbyt nieśmiała i cicha, aby do kogoś zagadać, stała się więc klasową szarą myszką. Rok później poznała Doves Heart. Była plamkowatą pegazicą, która kolegowała się z Feather. Zauważyły, że mają podobne zainteresowania i zaprzyjaźniły się. Razem również były zakochane w Kryształowym Królestwie i ich dziecięcym marzeniem było wyjechanie tam i spotkanie księżniczki. W wakacje wyjechała na obóz. Podczas dni pełnych wysiłku, musztry, ale też odpoczynku, śmiechu i wyzwań pozbyła się trochę tej nieśmiałości, którą miała w sobie. Przed obozem bała się podejść do obcego kucyka i zapytać o godzinę, po powrocie nie miała w tym przeszkód. Dzęki Doves Heart i kilku innym kucykom, które poznała przez nią nie groziło jej zwariowanie w szkole. A wydawało się być tam coraz gorzej. Podczas ostatniego roku podstawówki odliczała dni, aby już zostawić za sobą klasę, w której ledwo mogła wytrzymać. W dniu skończenia szkoły, po apelu, wszyscy spotkali się w sali. Przypomniała sobie wtedy kilka scen, które były śmieszne, niemożliwe czy po prostu zapadły jej w pamięć. Nagle te sześć lat wydały się mniej nieznośne. Nadeszła chwila pożegnania. Wszyscy przytulili się tworząc jedną wielką masę. Wszyscy płakali, że muszą się rozłączyć. Starray zauważyła, że jako jedyna miała suche oczy. W gimnazjum było lepiej. Na początku była trochę speszona, ale to minęło. Mimo to czuła, że miedzy nią a resztą klasy stoi jakaś niewidzialna ściana. Nie wiedziała czy to przez zainteresowania, bycie w jakimś klubie, jej wiek (była o rok młodsza od reszty kucyków) czy po prostu problem siedzi w niej. Przyjaźń z Doves i resztą pozostała niezerwana. Fakt, były wzloty i upadki, ale, jak to mówią, przyjaźń to magia. Czasem zazdrościła swojej przyjaciółce zdolności lotu. Kiedy spotykały się w drodze ze szkoły, szły razem chwilkę, ale ta później wracała do domu z łatwością wzbijając się w powietrze. Starray mogła tylko patrzeć przytwierdzona do ziemi. Później jednak zastanowiła się nad tym z innego punktu widzenia. Przecież Doves mogła zazdrościć jej możliwości posługiwania się magią, tak samo jak ona teraz zazdrości jej skrzydeł. Od tego czasu mniej zwracała uwagę na to, czego nie ma. Kilka lat później zaczęła interesować się magią transmutacyjną. Zmienienie się w coś innego okazało się jednak zbyt trudne. Codziennie ćwiczyła, ale nic się jej nie udawało. Mogła mieć tylko nadzieję, że kiedyś jej się poszczęści, więc codziennie przed snem próbuje rzucić zaklecie transmutacji, na razie bezskutecznie. Znalazła też trochę czasu na swoje hobby. Jako że w Manehattanie nie ma jak zobaczyć gwiazd, używa zaklęcia, które pozwala je chociaż w przybliżeniu pokazać na suficie. Obecnie kończy szkołę wyższą, dorabiając już na pracy dorywczej. Planuje znaleźć pracę, którą polubi i będzie mogła w końcu wyprowadzić się z głośnego Manehattanu do Baltimare czy Ponyville, a może nawet do Kryształowego Królestwa. --------- I jak OC-ek? Piszcie co myślicie, przyjmę krytykę z otwartymi kopytami
    1 point
  14. Studenciaki miesiąc temu śmieli się z uczniaków, to ja teraz się śmieje z was obu
    1 point
  15. Małe przesunięcia w harmonogramie, by dać wam ciut odetchnąć: "Poszukiwaczy Ścieżek" autorstwa @Alberich omawiać będziemy w ten piątek - 6. 10 - o 20. "Czarne Słońce" od @Dadudałe zaś omówimy w przyszły piątek - 13. 10 - o 20. Zapraszam!
    1 point
  16. Zrobisz okładkę do mojego ficka? link Obecna okładka nie wyszła mi najlepiej, a ty masz do tego prawdziwy talent.
    1 point
  17. Jest kilka rzeczy do których bardzo chciałbym się odnieść, ale na początku muszę poświęcić nieco czasu na dwie sprawy. Punkt pierwszy - po ostatnim skierowanym do mnie poście Verlaxa ponownie przeczytałem wątek o "Kryształowym Oblężeniu" i pragnę przyznać, że kompletnie pomyliłem posty oraz ich autorów. Istotnie, Verlax napisał coś innego niż myślałem że napisał, skrytykował on "Oblężenie" używając innych argumentów i przytaczając inne aspekty konstrukcji świata czy podejścia autora do tematyki. Chcę aby to wybrzmiało, ponieważ przez moją pomyłkę wyniknęło poważne nieporozumienie. Dlatego też znów pragnę przeprosić za impulsywne zachowanie, ale po prostu już tyle się negatywnych opinii o "Oblężeniu" przewinęło, że najwyraźniej straciłem rachubę albo jakoś mi się to zlało w jedno i nawet nie pokwapiłem się sprawdzić czy aby na pewno Verlax pisał to co myślałem, że pisał, bo po prostu byłem święcie przekonany, że to był właśnie on, pośród wielu innych osób które poświęciły czas na krytyczną analizę wspomnianego fanfika. Nie gniewajcie się. Punkt drugi - pragnę z całego serca, zupełnie szczerze zaapelować do wszystkich zainteresowanych zarówno tą, jak i wszelkimi przyszłymi dyskusjami na tematy fanfikowe o zdrowy rozsądek oraz szacunek. Hejt na Socks Chaser jest po prostu tak przesadzony, tak przerysowany, że naprawdę człowiekowi już się robi po prostu przykro. Nie mam tutaj na myśli Verlaxa który odniósł się do jej wypowiedzi i przytoczył własne argumenty, przykłady. Mam na myśli już takie trochę rytualne minusowanie postów bez merytorycznych odpowiedzi, odniesień do konkretnych cytatów czy ogólną "pełzającą nagonkę". Odnoszę również wrażenie, że jej osoba jak i prezentowane stanowisko nie są traktowane poważnie, a powinny. Socks jest osobą wrażliwą, można się z nią nie zgadzać, jednakże zwracam uwagę, że w dzisiejszych czasach, kiedy łatwiej jest wykonać pojedynczy klik zamiast poświęcić czas na pisanie akapitów i argumentację, a także w czasach kiedy coraz mniej ludzi ma swoje zdanie a ślepo podąża czy to za celebrytami, czy masami, osoby takie jak ona są bardzo wartościowe i potrzebne. Podśmiechujki z niej wydają mi się nieuczciwe również dlatego, że, z tego co widzę, ona naprawdę ma wiedzę na temat podejmowanych zagadnień i lubi patrzeć na sprawy wielowymiarowo. To również bardzo cenne podejście. Od razu powiem, że w kwestiach historycznych czuję się żółtodziobem zarówno przy niej, jak i przy Verlaxie. Zresztą, moja pierwsza wypowiedź niewiele miała wspólnego z merytoryczną krytyką, była emocjonalna. A mimo to potem wywiązała się z tego dobra dyskusja, wymieniliśmy się argumentami, może dla przyszłych czytelników "Krwawego Słońca" nasze wypowiedzi i stanowiska okażą się interesujące i zdopingują do własnych przemyśleń. Krótko mówiąc, ze wszystkimi moimi emocjami oraz osobistymi odczuciami poczułem się uszanowany i byłoby dobrze gdyby Socks była traktowana tak samo. A teraz odnośnie "Krwawego Słońca". Jeżeli chodzi o te postacie, to zupełnie nie o to mi chodziło i szczerze mówiąc nie wiem skąd wyciągnąłeś wniosek, że chciałbym mordować więcej postaci z którymi czytelnik mógłby wcześniej się zżyć i których mógłby żałować. Może nie wyraziłem się precyzyjnie, ale zupełnie nie o to mi chodziło. Ale! Nie chciałbym teraz się o tym rozpisywać, gdyż przytoczyłeś w jednej ze swoich wypowiedzi coś dużo, dużo bardziej interesującego i co ma, w moim odczuciu, większe znaczenie w kontekście formy "Krwawego Słońca" oraz tego czym ono ostatecznie jest a czym mogłoby być. Być może będziesz zdziwiony, ale... Nic nie wiem o "Folwarku Zwierzęcym'', to dla mnie prawdziwa terra incognita. No, poza tym tekstem, że "wszystkie zwierzęta są równe, ale niektóre są równiejsze" Natomiast, "Mausa" znam. Wprawdzie minęło sporo czasu odkąd ostatnim razem miałem go w rękach, ale co nieco pamiętam. I szczerze mówiąc nie spodziewałem się go w tym wątku, jako iż jest on... Idealną ilustracją tego czym "Krwawe Słońce" spokojnie mogłoby być przy Twoim warsztacie i źródłach, a czym niestety nie jest. Albo nie jest tak do końca. Nie chcę tutaj rozstrzygać kto był gorszy, czyje zbrodnie były brutalniejsze, zło to jest zło. Przyjmijmy takie oto uproszczenie na potrzeby tejże dyskusji. Niemniej, "Maus" był właśnie bardzo, ale to bardzo oszczędny w środkach wyrazu i bardzo wielu rzeczy które mogłyby tam być ukazane po prostu nie było. Czy może raczej, były, ale genialnie ukryte, stonowane, bądź też tak przemyślane by czytelnik wiedział co się działo, miał to w głowie, ale nie przed oczami. Doskonały przykład tego, o czym pisałem wcześniej - czasem mniej to jest więcej. Pamiętam na przykład, że był tam kadr, gdzie przerażona mysz krzyczała, to w pewnym momencie podszedł do niej nazista, złapał za nogę i po prostu przywalił tą myszką o mur. Na tym kadrze widoczna była tylko czarna plama po krwi, a mysz ukazana była od pasa w dół, w następnych kadrach CHYBA ta plama została przykryta dymkiem, ale wciąż były widoczne niewielkie rozbryzgi. I to właśnie była ta znakomita powściągliwość - nie widzieliśmy zbyt wiele, ale mieliśmy pojęcie, że tam przecież jest pełno krwi, pewnie jeszcze głowa tej myszki została rozwalona, możliwe że nawet mózg wypłynął... I że to nie był odosobniony przypadek. Autor niczego nie zakłamał, a jednocześnie nakreślił bestialstwo nazistów. Pamiętam też, że w pewnych kadrach, już dużo później, ukazane były sterty martwych, wychudzonych mysz, a także kadry pokazujące ich kremację, gdzie autor skupił się na ich martwych oczach i utrwalonym na ich twarzach przerażeniu, podczas kiedy płomienie trawiły ich ciała. I znowu - zero przekłamań, powściągliwość w przekazie, czytelnik wie co się wydarzyło, ale nie odrzuca go od tytułu, bo zbrodnia została ukazana w możliwe jak najbardziej naturalistyczny sposób. Tam chyba jeszcze było pokazane wieszanie kilku myszy, to chyba najmniej brutalna ze wszystkich ukazanych tam metod egzekucji, ale znów, to nie byłby problem uczynić to brutalnym, szokującym aż do granic możliwości. Ale autor tego nie zrobił. Poza tym, "Maus" ma wiele innych wątków i aspektów, również występuje tam motyw przemiany bohatera (jak ocalały Spiegelman stał się nieufny i podejrzliwy) i właśnie w żadnym momencie nie miałem wrażenia, że przez jakieś przesadnie dokładne obrazy bestialstwa wojny czy śmierci ofiar cała reszta traci jakoś na znaczeniu czy jakości, nic nie jest zakłamane, a cała opowieść jest szokująca i przejmująca. Nawet bardzo. I właśnie o to mi chodziło - nie ugrzecznianie, nie milczenie wobec pewnych zbrodni, ale właśnie zdrowy rozsądek, powściągliwość w środkach wyrazu czy formie, chociażby po to by nie stracić wrażenia szoku tak prędko i nie sprawić, że czytelnik ma ochotę by ten tekst jak najszybciej się skończył. A kiedy to następuje, to w głowie zostają tylko te przesadnie gorowate obrazy i cała reszta ulatuje. Jasne, "Maus" to powieść graficzna, a "Krwawe Słońce" to słowo pisane, ale nie wierzę, że Ty nie dałbyś rady odnaleźć złotego środka w tej formie. Ale wiem, wiem. Odpowiadając Socks przywołałeś "Mausa" nie w kontekście gore czy formy przekazywanych wydarzeń, ale w kontekście alegoryczności "Krwawego Słońca". I przyznam szczerze, że na tym polu również "Maus" wypada lepiej, a dlaczego. Otóż "Maus" jest taką... No, prawdziwą alegorią. Mam na myśli to, że poszczególne postacie (narodowości) zostały ukazane jako zwierzęta, jako różne zwierzęta i takie a nie inne ich przedstawienie wiązało się z symboliką i generalnie było tam drugie dno. Eksterminowani Żydzi zostali przedstawieni jako myszy, a Niemcy jako koty - koty polują na myszy i w tym sensie Niemcy zostali ukazani jako myśliwi, drapieżnicy, a myszy jako ich ofiara, która w bezpośrednim starciu nie ma szans się obronić i tak zostanie pożarta. Francuzi chyba zostali ukazani jako żaby, Brytyjczycy jako ryby, co też ma jakieś głębsze znaczenie, niejednokrotnie spotkałem się opinią, jako w przypadku Brytyjczyków było to nawiązanie do powiedzenia "ryby głosu nie mają", albo że nawiązuje to do tego, że Wielka Brytania nie zabrała głosu w kluczowych momentach, nie zrobiła nic by powstrzymać Niemców, w ogóle, spora część Europy stała z boku kiedy działy się straszne rzeczy i zaczęła działać relatywnie późno, kiedy już pewnych rzeczy nie dało się cofnąć. W ogóle, w sieci można się natknąć na inne, bardziej precyzyjne czy lepiej ugruntowane interpretacje. W "Krwawym Słońcu" czegoś takiego po prostu nie ma. Zgoda, może drugiego dna, jako takiego, nie miało być w ogóle, ale tam ludzie zostali po prostu zastąpieni kucykami. I teraz - w "Mausie" mamy prawdziwe zwierzęta, a kotom naprawdę zdarza się polować na myszy. Różne gatunki miały budzić określone skojarzenia w stosunku do danych narodowości. W "Krwawym Słońcu" magiczne kucyki nie wzięły się z realnego świata, są to istoty fantastyczne, pochodzące z serialu animowanego dla dzieci, bardzo cukierkowego. I w sumie, obawiam się, że za taką oto wymianą nie idzie nic więcej i stąd też "Krwawe Słońce" nie jest stricte alegorią, ale właśnie ponyfikacją. W mojej opinii to nie jest to samo. Zresztą, już sam serial w swojej "surowej" formie był oparty o personifikację, kucyki czerpały mnóstwo rzeczy ze świata ludzkiego (zachowania, cechy charakteru), zachowywały się i postępowały jak ludzie, toteż wzięcie ich do fanfika i użycie do czegoś co ma być alegorią, jest w mojej opinii działaniem nieco chybionym i w związku z tym nie przedstawiałbym "Krwawego Słońca" jako alegorię, ale jako ponyfikację. No, może gdyby różne narodowości były reprezentowane jako różne znane z serialu gatunki i miało to jakieś powiązania z tym jak wyglądały relacje między nimi w serialu, wówczas to by się lepiej zazębiało, a na pewno jakkolwiek kwalifikowało na alegorię. Zresztą, "Maus" już trochę lat ma, nie wiem za bardzo z jakim odbiorem się spotkało w latach swej premiery i pierwszych tłumaczeń, ale na intuicję wydaje mi się, że byli tacy, którzy jako ocaleli, poszkodowani przez nazistów, poszkodowani przez Niemców, mogli poczuć się urażeni, że ich historia została przedstawiona w alegorycznej formie i że zrobiono z nich myszy. Może nawet czuli się obrażeni? Rzeź Nankińska to inna zbrodnia, inny wymiar bestialstwa, ale wciąż wydaje mi się, że gdyby okoliczności były inne i wśród odbiorców byli tacy co te czasy pamiętają, myślę, że taka ponyfikacja spotkałaby się z dużo bardziej podzielonymi opiniami, może nawet opiniami skrajnymi. Jakiś czas temu dorzuciłem swoje pięć groszy w statusie Lyokoherosa, który twierdził, że serial byłby jeszcze lepszy, gdyby wprost był o chrześcijaństwie i zawierałby sceny, w których kucyki chodziły na mszę, modliły się, takie tam. No właśnie nie. MIĘDZY INNYMI, wyobrażam sobie, że osoby wierzące mogłyby się poczuć urażone tym, że ich sfera sacrum zostaje sponyfikowana, że nagle kolorowe, cukierkowe postacie wykonują pewne obrzędy czy wypowiadają słowa zarezerwowane dla prawdziwych duchownych, to po prostu kompletnie nie ta atmosfera, nie ten nastrój. Tak jak pomysł by w programie rozrywkowym "Jaka to Melodia?" pojawiły się pieśni patriotyczne. Dwa kompletnie różne światy, różne nastroje. Podobnie uważam, że ponyfikacja pewnych ludzkich zbrodni czy aktów bestialstwa to cholernie ryzykowna operacja. Forma to również delikatna sprawa. I generalnie, w mojej opinii, lepiej jest zachowywać powściągliwość czy nie epatować przemocą i gorem, bo to naprawdę może zrobić każdy i to jest taka pierwsza z brzegu, najbanalniejsza metoda próby ukazania wojennych realiów. I nawet jeżeli cel jest sam w sobie ambitny, ostatecznie sprowadza się to do coraz liczniejszych, coraz bardziej dokładnych opisów czynów zbrodniczych w nadziei, że jednak się uda. A coś takiego co zaprezentował właśnie autor "Mausa" to nie każdy potrafi zrobić. I w swoim przekazie, pomimo braku wielu środków wyrazu, uważam, że tytuł ten jest potężniejszy. Na zakończenie dodam, że chcę zrobić sobie przerwę. To znaczy, nadal będę działał w materii fanfików, ale także feedbacku i za jakiś czas zamierzam powrócić do "Krwawego Słońca" i zbadać je dokładniej, co może zaowocować nowymi postami. Póki co, myślę, że jeśli komuś takie klimaty i taka forma odpowiadają, to "Krwawe Słońce" jest lepszą pozycją niż "Kryształowe Oblężenie". Poza tym, jest krótsze i fabuła jest bardziej... Konkretna. Nie mam nic do tego jeśli komuś się taki finał podoba, różni ludzie mają do tego prawo, aczkolwiek... No wiecie, nie czuję się komfortowo widząc "O to chodziło!" w odniesieniu do tego kawałka. Wydarzyła się straszna, potworna masakra i zbrodnia. Minęło sporo czasu. Wyciągnijmy wreszcie jakieś wnioski na przyszłość. Dużo jeszcze uwagi będziemy poświęcać przemocy i bestialstwu? Pozdrawiam! AKTUALIZACJA: Odnośnie alegoryczności, zapomniałem nadmienić, że w "Mausie" jeden z rozdziałów (już nie pamiętam który) był opatrzony obrazkiem na którym była pułapka na myszy. To również miało wielkie znaczenie symboliczne.
    1 point
  18. until
    To jest ten czas! 7 października śląska zgraja zaprasza na wspólne wyjście do kina na film My Little Pony: Film. Zobaczymy czym nas Hasbro uraczy, zwłaszcza, że film zapowiada się całkiem dobrze. Parę uwag od organizacji poniżej: 1. Miejcie pieniądze na bilet z blisko 25 zł - jest weekend a wtedy kupno biletów jest zdecydowanie droższe. 2. Idziemy do Multikina w Galerii Katowickiej. Spotykamy się na 2 piętrze przy lokalach fast food'owych w Galerii Katowickiej już od godz. 11:00. 3. Godzina rozpoczęcia filmu będzie wybrana gdzieś w godzinach 13 - 15. Dajemy czas ludziom na dotarcie na miejsce, aby wspólnie pójść na seans bez nagonek. I w sumie tyle. Seans ma trwać blisko 1h 40min. Po filmie wrócimy w dogodne miejsce, aby w spokoju pogadać o nim, jak o wszystkim i o niczym . Jak się da to przekażcie wydarzenie dalej, aby inne osoby usłyszały o naszym wspólnym wyjściu. Niech Luna i Celestia nam sprzyja, żeby było nas jak najwięcej, aby pokazać, że Śląsk nie jest martwy :D. Widzimy się 7 października o 11:00 w Galerii Katowickiej kochani. Wydarzenie również na facebooku: https://www.facebook.com/events/768216980051628 ~Bronies Silesia ~Cheese
    1 point
  19. Ok, żeby się nie powtarzać napiszę, że osobiście chętnie widziałbym rozwinięcie właśnie tego wątku serii, a dokładniej wydarzeń sprzed zniknięcia "dwunogów". Przybycie wspomnianych istot na Ziemię, pierwsze zderzenie z ludźmi, itp., itd.. Poza tym, uważam, że fajne mogłoby być opowiadanie z punktu widzenia ludzi lub tych Ligornów, lub jednych i drugich, dotyczące ostatnich dni funkcjonowania placówki i co się działo później, kiedy ludzie przepadli (nie wszyscy, jak mniemam z zasadniczej części cyklu, ale o tym nie tutaj). Jedno mnie tylko zastanawia. Nie potrafili się dogadać z ludźmi, ale ich język pisany rozumieli? Pozdrawiam
    1 point
  20. A mnie zupełnie nie dziwi. Jak wspomniałeś, Rainbow ma tendencje do bycia lekkomyślną, więc jak tylko usłyszała o rezygnacji, rzuciła wszystko (podejrzewam, że nawet kazałaby Spitfire spadać ze swoimi treningami Wonderbolts ), zabrała ze sobą Pinkie, bo była pod... emm, kopytem i heja przygodo! Somnambula
    1 point
  21. Prędzej bym powiedziała, że mlp ostatnimi czasy załapało chorobę tępego tłumu. Przez parę ostatnich odcinków tego doświadczyliśmy. Bardzo mi się to nie podoba. Kiedyś też to były wykorzystywane ale nie w każdym odcinku. Swoją drogą przez to ciężko mi ocenić odcinek. Był spoko, Rumble miał ładne kolorki i dość ciekawe obawy co do siebie i cutie marków. Piosenka też w porządku, dobrze się słuchało ale no właśnie. Tępy tłum zabił ten odcinek jak parę poprzednich.
    1 point
  22. I tak jakby nie patrzeć, Rumble ma gadane i łatwo przekonał pozostałych, by poszli za nim do gułagu. Ma zadatki na przywódcę w przyszłości xd Ale póki co... Rumble, we need to cook
    1 point
  23. Aktorka podkładająca głos pod Sonate, Hiromi Hayakawa, zmarła 27 września podczas porodu. Niestety, dziecko również nie przeżyło. Aktorka miała 34 lata i dopiero w 2017 roku wyszła za mąż. Trudno jest mi wyrazić, jak zabolała mnie ta wiadomość. Nie dość, że postać Sonaty bardzo spodobała się fanom i wręcz niemożliwe byłoby zastąpienie jej kimś innym przy potencjalnym powrocie, to sama śmierć aktorki to chyba najgorszy scenariusz, jaki może przytrafić się człowiekowi. Niech spoczywa w pokoju...
    1 point
  24. kolejny bazgroł w przerwie przed kontynuacją pracy powyżej, at ze znajomą moje przyjaciela troszke pikselowaty wyszedł
    1 point
  25. Moim zdaniem, wśród tagów tego opowiadania zdecydowanie brakuje [Slice of Life]. Poulsen ma reputację mistrza tego gatunku i w "Efekcie Magii", mimo, że niewątpliwie jest to opowiadanie przygodowe, to widać. Mocną stroną fika są postacie poboczne. Są one interesujące i charakterystyczne, nawet te, które pojawiają się tylko w tle (urzekł mnie kucharz składający origami). Wiele uwagi jest poświęcone relacjom między bohaterami, dzięki czemu postacie nie wydają się puste. Jedni się lubią, inni nie lubią, a jeszcze inni ze sobą rywalizują. Wszystko to razem tworzy żywe i naturalne otoczenie. Świetnie w kontekście postaci i relacji między nimi wypadła scena narady na Cytadeli i wejście Celestii, a także napięcie między nią, a księżną Adamantium. Plusem jest to, ze chociaż fik jest crossoverem z grą, to w przeciwieństwie do choćby Fallout: Equestria, nie czyta się go jak relacji z rozgrywki. Mało tego, główna bohaterka nie ma w sobie nic z "postaci gracza", a wręcz przeciwnie: w oryginalnym Mass Effect mogła by raczej pełnić funkcję NPC. Co do samego świata, to jest to ciekawe połączenie świata kuców, ze światem ME. Motywy z ME zostały zręcznie połączone z historią Equestii, znalazło się nawet miejsce dla Mane 6. Czyli jest to porządny crossover. Jeśli mógłbym coś zasugerować, to dodać nieco charakteru statkowi "Ponyville". Statki kosmiczne, takie, jak choćby "Normandia" z Mass Effect mogą być niemal bohaterami samymi w sobie. Krótko mówiąc, zapowiada się ciekawy fanfik w ciekawym uniwersum.
    1 point
  26. Wow, odcinek mega, tak długo wyczekiwany przez te wszystkie sezony! Wygląd i charaktery rodziców świetnie dopasowane, fajnie że i oni mieli podobne cechy jak ich dzieci, więc widać, że są bardzo podobni do siebie. Spoko piosenka, ciekawe retrospekcje i fajnie też było zobaczyć znane nam kucyki w młodości. Szkoda jednak, że nie wiemy co się z nimi stało, po rozdzieleniu się rodzin, nie wiemy też jak i kiedy zginęli, może jeszcze autorzy wrócą do tej kwestii? Ciekawe jest też, czy ten Dziadek będzie teraz mieszkał na ich farmie, lub przynajmniej w miasteczku i będzie się pojawiać w następnych odcinkach... Odcinek na mocne 11/10
    1 point
  27. Nie ma podobnego głosu. Ma taki sam akcent i tak samo mruczy, co daje złudne wyobrażenie, że podobny głos. Akcent dużo robi i wielu przypadkach, szczególnie jak jest taki specyficzny
    1 point
  28. Napisy. Później niż zwykle, ponieważ chcieliśmy je trochę dopieścić. Dobry odcinek na to zasługuje. Wyraźniejsze napisy (upscale do 1080p) na Sparkle po krótszej chwili. Link do Sparkle: MLP:FiM S07E13 Plik z napisami: Google Drive [.srt]
    1 point
  29. Jednakże tutaj była pewna różnica.
    1 point
  30. Nareszcie poznaliśmy ich historię, nie powiem odcinek był momentami wzruszający i szczerze jestem usatysfakcjonowany. Poznaliśmy nowe epizodyczne postacie (mam nadzieję że Burnt Oak jeszcze kiedyś wystąpi). Jedynie co mnie zniesmaczyło to powrót tych M&M'sowych oczu, Jezu dlaczego nie mogli dać im normalnych oczu. Ale pomimo tego oceniam odcinek na 7/10.
    1 point
  31. Ładny to odcinek wyszedł. I Jabłkowi tak przesiąknęli nienawiścią do Gruszkowych od Granny, że... nawet sami nie wiedzieli, dlaczego zachowują się tak jak się zachowują. No to zaczynają się zastanawiać i powoli odkrywają zarówno swoje pochodzenie, jak i prawdę o swoich rodzicach. Wnioskując po tym, że w zasadzie cały czas były to retrospekcje i to, w jaki sposób różne kucyki opowiadały o nich, po raz kolejny potwierdzają się słowa Kory Kosickiej i spekulacje fanów, że rodziców AJ nie ma już z nami. Wciąż jednak nie wiemy, co się z nimi stało i pewno się nie dowiemy... I widać, że to Grand Pear głównie nie potrafił się pogodzić z tą całą miłością, do tego stopnia, że posłużył się nawet bardzo bolesnym atakiem psychologicznym, a potem zwyczajnie swoją córkę porzucił. Później to możemy gdybać, co się działo. Jabłkowi musieli "zniknąć" jakoś szybko za życia swoich dzieci, skoro te tak mało o nich wiedziały i dowiadywały się o nich poprzez mieszkańców Ponyville (a kto podejrzewał taki akurat kolor grzywy młodszej Mayor Mare?). W sumie, ciekawe, ile fików o tej tematyce zostało obalonych, a które wciąż mogłyby się wpasować w kanon. I w sumie, mogę sobie wyobrazić, że coś się z tymi stało, Grand Pear usłyszał o tym i całe swoje życie w Vanhoofer wyrzucał sobie, że to jego wina i bał się później powrotu do Ponyville, aż doszedł do porozumienia z samym sobą wiele lat później. Być może tak było, a może nie. Póki co, wciąż zagadką pozostaje los rodziców AJ i w jakich okolicznościach odeszli.
    1 point
  32. -Nic nadzwyczajnego, politycy się leją o byle gówno- odpowiedział mu Slow Pie z obojętnością w oczach. Kolejna kłótnia pozwoliła duchom Windygo na namierzenie jaskini i odrazu robiło się bardzo zimno. Kucyki uciekły pod ściany jaskini, ale te zaczęły pokrywać się lodem więc wróciły na środek. Przy ścianie zostali tylko First Wing, First Horn i First Hoof. -Co ty robisz!? Odejdź od tego jednorożca!- powiedział First Wing powoli zamarzając, ale Slow Pie go nie posłuchał i dalej stał ze starcem-jednorożcem i Busmą. Po chwili First Wing, Horn i Hoof zamarzli i tylko ich trzech zostało. -No, i dobrze im tak, mają za swoje. Wiecie? Nie wiem jak wy ale ja lubię każdego kucyka bez względu na rasy- powiedział Slow Pie z ulgą.
    1 point
  33. Trzy kucyki: First Horn, First Wing i First Hoof stanęli znów na jednej drodze. Patrzyli na siebie ze wściekłością przez pare minut. Kucyki towarzyszące nie wiedziały co się zaraz stanie. -Ja tu byłem pierwszy- wypalił w końcu First Wing. -No, na pewno, zaraz możesz być pierwszy, który dostanie w ryj- powiedział First Hoof. -Taki cwany jesteś? To chodź- podszedł do niego, a ten momentalnie przyłożył mu, że upadł na ziemię. First Wing wstał, wytarł krew z nosa i rzucił się na First Hoofa. First Horn dołączył nieco później. Ta bójka zwabiła duchy Windigo. Po chwili zza horyzontu nadciągnęły bardzo szybko gęste chmury. Tym razem nawet duchy można było zobaczyć. Temperatura spadła z 24℃ na -80℃. Chmury momentalnie przykryły niebo. Wiatr i śnieg stworzyły wielką zamieć. Holi podszedł do Lighta i Silvera -moc drzewka harmonii ochroni naszą trójkę, duchy nas nie widzą i będzie nam nadal ciepło, tamci muszą schować się do tamtej jaskini- powiedział.
    1 point
  34. (Busma, Silver) -O, to jest was tam więcej? Powiedz że mają przerwać i szykować się do podróży. Jak słońce będzie na wysokości trzech kopyt, wszyscy opuszczamy wioski i idziemy- mówili raz jeden, raz drugi.
    1 point
  35. (Busma) -Jest coraz zimniej i rośliny nie chcą rosnąć- odpowiedział jeden, a drugi kontynuował -trzeba znaleźć inne miejsce-. -Cieplejsze- powiedział pierwszy. -Gdzie rośliny będą rosły- powiedział drugi. -A, i jeszcze jedno...- zaczął pierwszy. -...trzeba wziąć najpotrzebniejsze rzeczy potrzebne do odbudowy wsi- skończyli razem. -A tamten kucyk co tam stoi, znasz go?- zapytali chórem, odsłaniając w oddali stojącego Silvera.
    1 point
  36. (Light) -Oczywiście, to nie tajemnica. Wszystkim wmawiane jest że to kucyki ziemskie nie chciały dać jedzenia a jednorożce się za to zemściły. Bzdura totalna. Każdy miał określone zadania, a przyczyną rozpadnięcia było zapomnienie i nie dopilnowanie obowiązków. A ten ratusz rozwaliły pegazy, które były za oddaleniem się od innych ras. Na pewno nie chciałbyś Fast za żonę? Świetnie gotuje i bardzo szybko piecze ciasta, stąd jej imię, Fast Pie. Po za tym dobrze zbudowana i zadbana- odpowiedział. Fast tylko spojrzała na dziadka ironicznie i podniosła ostatnie pudło.
    1 point
  37. Ziemskie kucyki był oburzone że ktoś przerywa im żniwa, ale podszedł do niego jeden -Pokaż to gówno, uwagi nie wart- powiedział.
    1 point
  38. until

    Wprowadziłem małe korekty w wydarzeniu. Radzę je poczytać.
    0 points
  39. Making of My Little Pony The Movie
    0 points
  40. @The Sorrow - i na razie wygląda, że podobnie będzie w nadchodzącym odcinku z zeppelinem. Spodziewam się tłumu z cyklu "płacę i wymagam".
    0 points
This leaderboard is set to Warsaw/GMT+01:00
×
×
  • Create New...