głupi Milfin nie zda sesji

Brony
  • Zawartość

    782
  • Rejestracja

  • Ostatnio

Reputacja

956 Equestriańska Legenda

O głupi Milfin nie zda sesji

  • Ranga
    Wypłosz pospolity
  • Urodziny 04.03.1996

Kontakt

  • Strona www
    https://twitter.com/W_Ylthin
  • Skype
    ylthin96

Informacje profilowe

  • Płeć
    Klacz
  • Miejsce zamieszkania
    Czarna dziura/Poznań

Ostatnio na profilu byli

6552 wyświetleń profilu
  1. Heroes of Beton & Cement Beton May Cry Cowboy Beton BetoN: Automata Beton of Rage Beton Fight
  2. Sesja jednak zdana, a przy okazji dorzucam nowy obrazek - bieda-ilustracja do fika. Plakatówki i czarny żelopis na papierze do akwareli.
  3. @up - Sama czasami się łapię na tym, że powtarzam pewne motywy, od sposobu prowadzenia fabuły (powolny start, późne zawiązanie akcji, luźny przebieg historii) po schemat postaci (zbyt często łapię się na "szorstkim w obejściu gościu o złotym sercu", heh). Nie jest to może zbyt wyraźne, bo w praktyce nie napisałam prawie niczego i stwierdzam to tylko w pomysłach na fiki, ale troszkę mnie to drażni. Nie chcę wpaść w autoplagiat.
  4. Troszkę źle to ująłeś. Zarówno postać kanoniczna (serialowa), jak i napisana od zera przez autora (OC) z definicji jest fikcyjna Jeśli chodzi o to, czy postać kanoniczna w wersji AU może być traktowana jako OC... Z jednej strony dopisujesz jej inną, w domyśle wymyśloną przez siebie osobowość, rolę w historii czy biografię, więc jest wkład własny, z drugiej - imię i (podstawowy) design zostają raczej takie same, więc jest to trochę odtwórcze. Na moje postacie AU są takie fifty-fifty, pół-kanon, pół-OC. Przy okazji podepnę swoje pytanie: jak zapatrujecie się na powtarzające motywy, na przykład pisanie na podobny temat, powtarzanie pewnych wizji czy poglądów w różnych utworach, wykorzystywanie podobnego schematu przy tworzeniu postaci...? Jak często autor może coś powtarzać, zanim zacznie zjadać własny ogon?
  5. Istnieje taka niepisana zasada - zasada trzech. Trzech odcinków serialu. Trzech rozdziałów książki/fika. Trzech godzin gry. Tyle czasu dostaje autor, żeby przekonać czytelnika, że tekst jest warty jego uwagi, czasu i pieniędzy. Jeśli Cahan nie spodobała się pierwsza część - po co ma się pchać dalej? Po co ma wydawać pieniądze na pozostałe tomy lub biegać po bibliotekach/kolekcjach znajomych, żeby czytać coś, co przy pierwszym podejściu ją odrzuciło? "Bo robi się lepsze" nie jest dobrym argumentem w sytuacji, kiedy do tego lepszego trzeba dobrnąć przez morze przeciętności lub wręcz słabizny, tracąc przy tym ograniczone zasoby czasu i pieniędzy. Nie jestem ekonomem, ale... czy nie jest to jakiś mechanizm rynkowy? Dostarczasz klientowi dobry produkt w rozsądnej cenie lub tracisz pieniądze, bo klient wybiera "lepszą" konkurencję? OK. W takim razie zamiast rzucać błotem w recenzentkę, może zleźcie z tego wysokiego konia i łaskawie wytłumaczcie, co jej umknęło i czego nie zrozumiała? Co niby świadczy o geniuszu Grzędowicza i jego dzieła, a czego Cahan miałaby w jakiś sposób nie dostrzec? W tej chwili ten argument można sprowadzić do "a ty jesteś gupia i się nie znasz". Jaki jest sens czytania recenzji "po fakcie"? Żeby porobić rzeczy, których na publicznym forum nie wypada opisywać? Połechtać swoje ego? Upewnić się w przekonaniu, że coś, co lubicie jest lubiane przez innych? Wykazujecie w tej chwili taką samą mentalność, co horda wściekłych fanboy'ów Nintendo, którzy DDoSowali stronę pewnego recenzenta i YouTubera, bo śmiał wystawić nowej Zeldzie "tylko" 7/10. Bo wyraził swoją subiektywną opinię. Na tej zasadzie powinnam wykopać ze znajomych i zablokować Ghatorra, Zodiaka czy Boga Moderatora (Dolczego znaczy). Bo mają przeciwstawne poglądy i czasami popierają czy wygłaszają tezy, które mi się nie podobają. Powinnam też wyprowadzić się z Poznania (bo nie lubię miejskiego powietrza, hałasu i dużych skupisk ludzkich), zrezygnować ze swojego kierunku (bo nie lubię biochemii czy statystyki), w ogóle zabarykadować się w odizolowanej od świata chatynce (bo boję się i nie znoszę kontaktu z obcymi ludźmi). Powinnam też unikać np. nowych dań, utworów muzycznych, gier czy książek, bo, nie daj Borze Tucholski z Puszczą Augustowską, nie spodobają mi się. Patrz zasada trzech. Patrz punkt powyżej, gdzie wytykam błąd logiczny w twoim własnym argumencie o unikaniu nielubianych rzeczy. Zgodnie z twoją analogią Cahan opisała jedno ciastko. Jedną całą książkę. Nie smakowało - więc nie sięga po kolejne ciastka, nie czyta kolejnych tomów. Plączesz się w zeznaniach, kolego. Co do samego PLO i recenzji Cahan: nie czytałam tego cyklu, ale miałam kontakt z inną książką Grzędowicza - "Popiół i kurz" bodajże. Czytałam ją co prawda dawno temu (dwa razy zresztą), ale... jak sobie przypominam sposób, w jaki Grzędowicz opisywał głównego bohatera i jego seksualne podboje, to mi się "Anatomia zwierząt" Krysiaka otwiera na biurku. Idealnie na rozdziale dotyczącym męskich narządów rozrodczych u zwierząt gospodarskich. Wnioski wyciągnijcie sobie sami. Być może wyłazi ze mnie wielgachny bias, może jestem skłonna uwierzyć opinii Cahan przez kolesiostwo czy inną solidarność lewackich jajników, ale na podstawie tego, co pamiętam z PiK (książki napisanej, zdaje się, po PLO, a więc teoretycznie przez autora bardziej doświadczonego i wyrobionego w swoim rzemiośle) jej recenzja brzmi... wiarygodnie. Reszta numeru - cóż, krótko, ale przyjemnie. Kilka sympatycznych recenzji i fajny artykuł od Moonlight. Mam gdzieś chyba dwa antyczne zestawy kredek od Derwentu, być może czas dać im drugą szansę...
  6. Gandzia ponoć rozważa przedłużenie terminu, jeśli frekwencja (hehe) dalej będzie tak niska.
  7. Fandom umiera tak skutecznie, że jak dołączyłam do niego w okolicach 2011 (premiera bodaj "Hurricane Fluttershy"), tak w roku pańskim 2018 pojechałam na drugiego w życiu ponymeeta (jeśli można tak określić spotkanie grupy znajomych z Discorda poświęconego fikom - Klub Konesera Polskiego Fanfika, polecamy się), nie oglądam serialu od 4. sezonu i piszę fiki wyłącznie o OCkach... i absolutnie mi to nie przeszkadza. Bo fandom to nie serial. Fandom to nawet nie kuce. Fandom to, wybacz truizm, przyjaźnie zawarte po drodze. Fandom to fanowska twórczość. Fandom wypączkował z serialu, ale nie potrzebuje kolejnych sezonów, żeby istnieć - takie chociażby Bionicle szczyt popularności przeżywało we wczesnych dwutysięcznych, drugą generację anulowano, a społeczność fanowska i tak zbiera się na fejsbukowych grupach, żeby budować własne modele, dyskutować o lore (tak) i smarować zabawki Vegemite czy innym majonezem (tiaaaa). Tak więc jak ktoś mi zacznie znowu smęcić, że fandom umar, to zapoznam go z Taktycznym Harperem. Żyje i ma się wcale nieźle.
  8. Jeśli mogę coś doradzić w kwestii wrzucenia plików: Imgur (https://imgur.com/) nie ma tak dużego ograniczenia rozmiaru, jak forum. Ewentualnie możesz też korzystać z DeviantArt, chociaż tam musiałabyś już założyć (darmowe) konto.
  9. Odpad z weterynarii studiujący biologię stosowaną. Wypadkowa "nie wiem, co ze sobą zrobić", "trochę interesuje mnie biologia i zwierzątka" oraz skandowanego w gimnazjum "a na drzewach zamiast liści będą wisieć humaniści", co nakłoniło mnie do nadrobienia chemii i odpuszczenia studiów językowych/kulturoznawczych. Nie jest to zły kierunek, ale pieniędzy mieć raczej z tego nie będę.
  10. Cudowny nick

    1. Pokaż poprzednie komentarze  [1 więcej]
    2. PervKapitan

      PervKapitan

      Ja nie zdałam egzaminu państwowego których jest dwa na semestr xD

    3. Talar

      Talar

      Dzisiaj byłem po raz drugi na wykładzie z mikrobiologii. Było łącznie 5 osób i babka powiedziała, że na za obecność dzisiaj mamy 3- na wejściu na egzaminie xD

    4. WhiteHood

      WhiteHood

      @Talar też bym tak chciał. Mnie chciała uwalić, za to, że położyłem pipety 20 co na lewo od palnika, zamiast 10cm.

  11. ...po czym opublikowałeś to na polskim forum. Zresztą nawet na FIMFiction lub innym serwisie anglojęzycznym fik z brzydką literówką w tytule nie miałby zbyt wielkiego powodzenia. Rzuciłam na tekst raczej... pobieżnym okiem, bo jestem z natury człowiekiem leniwym ceniącym swój ograniczony czas, jeśli kilka pierwszych zdań mnie nie wciągnie - odpuszczam. To, co napisałeś to raczej streszczenie, niż faktyczny tekst. Nie, nie obchodzi mnie, czy to prolog, wprowadzenie czy inna pierdoła, rozdział ma przedstawiać opowieść ze scenami, dialogami i akcją, nie podsumowanie z bryka. Na to nakłada się ubogi (nawet z moim przeciętnym zasobem słownictwa) język i problemy z czasami gramatycznymi oraz ogólna nijakość tych pierwszych kilku linijek - ot, człowiek pojawił się w Equestrii. Kuce najwyraźniej są biologicznie upośledzone i nie widziały małpy człekokształtnej. Ani (jeśli historia kręci się wokół Mane6 lub Celestii) Spike'a. Celka wtrąciła przybysza z innego świata do lochu (ponieważ gdyż). Kuce (mające w serialu między innymi rozwiniętą kolej i w miarę nowoczesne maszyny do szycia) robią wielkie oczy na armię z bronią palną. Właśnie, pojawia się wzięta z tyłka armia ludzi, którą nasz więzień (zwiadowca) zatrzymuje... wychodziłoby na to, że groźnym spojrzeniem. I jeszcze narrator (kimkolwiek nie jest) odwiedzał człeka w więzieniu i w ogóle zostali przez ten tydzień przyjaciółmi, gadając ze sobą o Equestrii i świecie ludzi - materiał godny całych wielorozdziałowych wątków zostaje sprowadzony do kilku zdań, a mnie trafia ciężka cholera. Sam początek tekstu usiłuje mi sprzedać Wielkie Przygody™, które mają rzekomo miejsce gdzieś w przyszłości... ale, jak mówiłam, nie mam zwyczaju czytać rzeczy, które mnie nie interesują. Ani fików, które ledwie fikami są. Na twoim miejscu pisałabym raczej w języku, który znasz lepiej, przemyślała dokładnie, co piszę, przeczytała kilka innych fanfików czy książek... i spróbowała od zera. Pisząc tekst literacki, a nie streszczenie dla Wydawnictwa GREG.
  12. Napisałam i jestem zła. Jak pisałam wcześniej: to nie fik ani opowiadanie. To wpis z nastoletniego bloga czy inny pamiętniczek. Opowiadania mają z reguły zupełnie inną strukturę i podejście do historii. I nie stawiamy spacji przed znakami interpunkcyjnymi. Jak wrócę z uczelni, przejrzę tekst jeszcze raz i wydam konkretniejszą opinię.
  13. Przyjacielska rada od kogoś, kto miał kiedyś 16 lat (co prawda prawie sześć lat temu, ale pamiętam... aż za dobrze), płakał po nocach i dorobił się bez mała fobii społecznej przez ludzką podłość: to, co piszesz, to nie fanfik. To dosłownie wpis, jaki zostawiłabym na gimbazjalnym blogu w przypływie doła. I pisanie tego tu, w tym dziale i w tej formie... to nie jest dobry pomysł. O nie. Co jest dobrym pomysłem w takich sytuacjach? Psycholog. Psychiatra. Jak najszybciej i na poważnie, nie ma w tym żadnego wstydu i jest zdecydowanie "po co"... zakładając, że cała historia jest pisana poważnie, a nie jako głupawy żart. Nawet z perspektywy własnych doświadczeń reaguję na takie sytuacje z dawką sceptycyzmu i nie bierz mi tego za złe - po prostu cię nie znam i nie mogę zweryfikować, ile w tym prawdy, ile hormonów, a ile wyłudzania uwagi i nadużywania empatii. Bez urazy.
  14. Mały, agresywny gremlin i wielki, tulaśny Wilczek. Obgryzanie mu ręki (no, palców) nie jest nawet najgorszą rzeczą, która się zdarzyła w historii tego związku. Wciąż trochę walczę z tym, jak działają Promarkery. Czasem wychodzi fajnie i równomiernie, innym razem są brzydkie paski i zaciemnienia. I trochę kolorów mi brakuje, mieszanie markerów średnio działa... chyba że powinnam poeksperymentować z blenderem. A, i zdałam anatomię. Za to sesję na 100% uwalę.
  15. Wpadnę dorzucić ostatnie trzy grosze i ostatecznie zamknąć temat ze swojej strony. Powtórzę tylko to, co się parę razy przewinęło w temacie: L&T to troll 4chana. Haczyk z tłustą dżdżownicą wrzucony do jeziora, by łapać leszcze (czy inne rybki) i wyśmiewać się z ich naiwności i braku wiedzy o życiu. Kwestie "nawracania" gangsterów i przywracania ludzi z kryminalną przeszłością społeczeństwu to skomplikowany temat, z którym mądrzejsi od nas mają problemy. Tolerancja również wykracza poza naiwne "tulić wszystkich, wszyscy są kochani, świat jest piękny", a asymilacja imigrantów i fanatyzm (skoro ktoś się uparł, by pojeździć z tego tytułu po Zachodzie) również nie są czymś, co można odbębnić w pięć minut przy piwku. Życie jest trudne, niewdzięczne i skomplikowane. Wszystko takie jest. Nie ma łatwych odpowiedzi i łatwych rozwiązań. A, i ewolucja naszych przodków poza stadium małpy dłubiącej kijem w mrowisku była najgorszą rzeczą, która spotkała tą planetę, mizantropia i nihilizm jedynym słusznym ideololo.