Bleflar

Brony
  • Content Count

    481
  • Joined

  • Last visited

Community Reputation

288 Wzorowa

About Bleflar

  • Rank
    zerg/Największy hejter Thoraxa/Dzierżyciel złotej łopaty.
  • Birthday May 10

Informacje profilowe

  • Gender
    Ogier
  • Miasto
    Char
  • Zainteresowania
    Nauki ścisłe, zergi, Doctor Who,Czytanie,MLP, teorie spiskowe, RPG i koty.
  • Ulubiona postać
    Chrysalis.
    Luna.
    Discord.
    Derpy.
    .Pinkie Pie.
    .Doctor Whooves.

Recent Profile Visitors

2,679 profile views
  1. Bleflar

    988. Chciał powstrzymać siebie przed zabiciem własnego pradziadka ale przez przypadek się zabił.
  2. Bleflar

    983. Zrozumiał powiedzenie "chwycić byka za rogi" zbyt dosłownie.
  3. Bleflar

    978. Zobaczył jak blisko jest do końca zabawy i umarł z ekscytacji.
  4. Bleflar

    Po pracy pojechała taksówką do galerii. Po czym udała się do jednej kawiarni mieszczących się w niej, Wesołego Słonia. Mieli dobre miłą atmosferę i dobrą obsługę. Ale przede wszystkim stoliki były odgrodzone. Dzięki czemu nikt nie słyszał rozmowy chyba że by się krzyczało. Rozglądała się po numerach. Jest, stolik numer 12. Odsunęła kotarę. I jej oczom ukazała się jasnozielona klacz z potarganą ciemnozieloną grzywą z białymi paskami. -Hej, nareszcie jesteś. Spóźniłaś się. Zamówiłam już napoje. -Tak wiem wybacz, było dziś dużo pacjentów. Z wiadomych powodów… -Nie musisz się obwiniać, wiedzieli na co się piszą. A poza walczymy za słuszną sprawę. Zupełnie jak podczas wojny. -Wiem, ale stawanie z kimś takim twarzą w twarz robi sporą różnicę. -Tree położyła kopyto na jej ramieniu. -Lily, ostatnie lata na wszystkich z nas odcisnęły piętno. Ale nie możemy pozwolić by to nam przysłoniło cel. Więc pokażesz mi po co ryzykowaliśmy życie? -Oh, jasne. Byłabym zapomniała. -Wyjęła niewielki kawałek papieru z warkocza i rozłożyła go w zdjęcie tabliczki z powozu. Po czym pokazała go przyjaciółce. -Hmm. Nigdy czegoś takie nie widziałam. Ale to chyba musi być coś ważnego skoro to przenosili pod eskortą. Może na czarnym rynku będzie ktoś kto to przeczyta. Tylko nie wiemy gdzie jest. -Ale jak to? Przecież Stone już tam był. -To nie takie proste. Czarny rynek ciągle zmienia położenie. A ten dureń zapomniał się dowiedzieć się gdzie będzie następnym razem. -W tym momencie kotara się rozsunęła i oczom klaczy ukazał się Stone Breaker w ubraniu kelnera. Niósł jedną filiżankę herbaty i dużą szklankę gęstego różowego płynu pokrytego górą bitej śmietany którą ledwo było widać spod tęczowej posypki i pianek, a we wszystko była wbita gruba sztywna słomka, tak zwany “puchaty jednorożec na tęczy”. -Hej no patrzcie, jaki ten świat mały. -Powiedział wesoło podając klaczy ziemskiej herbatę a pegazicy szklankę niemalże czystego cukru. -Hej, właśnie o tobie rozmawialiśmy, dosiądź się. -Tree powiedziała uśmiechając się do niego. -To ty tutaj pracujesz? -Dodała Lily. -Tak, wybaczcie że wam nie powiedziałem ale z poprzedniej pracy mnie wywalili. Konflikt na podstawie rasowej, no wiecie. I, myślę że nie zauważa jeśli mnie nie będzie przez parę minut. -Przeklęci naziści. -Wtrąciła Tree. -W sumie to tu nie jest tak źle. -Odpowiedział pegaz. -Stone, pamiętasz skąd dowiedziałeś się o czarnym rynku? -Zapytała dosadnie Lily. (Sorry że długo nie pisałem, przechodziłem przez przewlekłą chorobę. Teraz wrócę już do zwykłego dla siebie tępa pisania.)
  5. Bleflar

    967. Grał w rosyjską ruletkę karabinem maszynowym.
  6. Bleflar

    Hope szła przez korytarz w swoim stroju pielęgniarki. Przyglądała się drzwiom. Jest. 22A. Otworzyła je i jej oczom ukazał się kompletnie obandażowany jednoróg. Miała za zadanie wymienić mu bandaże. Jej przełożeni uznali że nie trzeba jej będzie zapoznać z aktami do czegoś tak prostego. -Dzień dobry. Jak się czujesz? -Zapytała. -Dzień dobry siostro. Już mnie nawet tak nie boli ale nie czuje nóg. Czy… Czy to trwałe? -Lily spojrzałą na jego kopyta. Były zawieszone i ustabilizowane nad nim. -Nie martw się. To tylko złamania. Będziesz chodzić za kilka miesięcy. -Odparła po czym zdjęła opatrunek z rogu. Cały był popękany a kawałki nawet ukruszone. -I jak? -Zapytał z nadzieją w głosie? -Niestety, przykro mi. -Och… Rozumiem. -Następnie założyła świeży bandaż i przeszła do tułowia. Wszędzie ledwo zasklepione dziury i wielka rana po oparzeniu. Zastanawiała się co go mogło tak urządzić… -Brałeś udział w tej… tym zdarzeniu z wczoraj? -Miała zamiar użyć słowa “masakrze” ale to byłoby nieczułe. -Ehh, niestety. Ci cholerni rebelianci. Zaskoczyli nas. Nagle wszędzie zaczęły rozlegać strzały i wybuchy. Roztoczyłem tarczę nad nami ale ta bez ostrzeżenia zniknęła. A potem pamiętam tylko czarny ekran. -W tym momencie tylko wpatrywał się w pustą przestrzeń. Pielęgniarka szybko założyła świeży opatrunek gdy zaklęcie znieczulające przestało działać a pacjent stracił przytomność. Zostawiła posiłek dla niego blisko łóżka i poszła wezwać doktora. To było dosyć niezręczne spotkanie. Po wyjściu z pracy wezwała taksówkę. Była już prawie spóźniona na spotkanie.
  7. Bleflar

    W momencie w którym przybyły posiłki straży Lily była już paręnaście ulic dalej. Przebyłaby więcej ale musiała pozostać niezauważoną. Kiedy oddaliła się odpowiednio od miejsca zdarzenia wyszła z ukrycia do tłumu kucyków. W zasięgu wzroku żadnej straży, zapewne wszyscy robili inspekcje w tamtym rejonie. Na zewnątrz była całkowicie spokojna ale wewnątrz kotłowały się emocje. Nie miała pojęcia co się stało z pozostałymi. Kiedy dotarła do swojego mieszkania zasunęła rolety i włożyła cały sprzęt z powrotem na miejsce. Tabliczkę wsadziła między srebrne kliny żeby nie można było wykryć aury magicznej. Weszła do połączonej z salonem kuchni i postawiła wypełniony wodą czajnik na ogniu. Kiedy czekała aż się zagotuje z jej tyłu dobiegł dźwięk dzwonka, podniosła słuchawkę przyczepionego do ściany telefonu. -Hej, wydzwaniam do wszystkich bo dawno się nasza paczka nie spotykała. Jak się miewasz? -Zapytał dochodzący ze słuchawki melodyjny głos Tree Guard. Musieli używać szyfru przy rozmowach telefonicznych, gdyż linie telefoniczne niemalże na pewno były monitorowane. -Wszystko u mnie w porządku. A jak u chłopaków? Czy u nich wszystko dobrze? -Odpowiedziała klacz ziemska z napięciem w głosie. -U nich wszystko dobrze. Chcesz się jutro spotkać w galerii o 13? Mamy kilka spraw do omówienia. -Uff, to dobrze, słyszałam że ostatnio w okolicy szaleje epidemia grypy. Dobrze wiedzieć że nie są chorzy. Tak, chętnie przyjdę. Trzymaj się. -Hope odłożyła słuchawkę z ulgą. Gdyby pegazica powiedziałaby że któryś jest chory znaczyłoby to że został złapany.
  8. Bleflar

    Lily ostrzeliwywała uciekających, a Stone zrzucił na nich kolejnego mołotowa. kiedy usłyszała alarm -Niech to, już? Musimy się spieszyć. Wszyscy na ziemię! Saper! Odpalaj! -Sama szybko padła na ziemię, a pegazy przebiły się przez okna pobliskich mieszkań. Z okolic wozu wydobył się przeraźliwy huk, przy odrobinie szczęścia strażnicy w polu siłowym też oberwą. Odłamki przecięły powietrze nad nimi a kiedy przestały lecieć klacz ziemska zaczęła biec w stronę otoczonego dymem wozu. Wypatrzyła dziurę w wozie. Szybko zgarniając zawartość do dużego worka. -Szybko! póki jest zamieszanie schowajcie się gdzieś, i wmieszajcie się w spanikowany tłum! -Nadała przez radio po czym zaczęła biec w stronę najbliższego bloku, wszystko spowijał dym więc nie powinni zauważyć gdzie pobiegła. Przekroczyła drzwi. -Nikogo nie było. Więc udała się do komórki na szczotki. We wszystkich blokach w okolicy były w tych samych miejscach. Zdjęła skórzany kostium i otarła pot z czoła. włożyła broń i strój do worka i przyjrzała się co było w wozie.
  9. Bleflar

    Lily zobaczyła startującego pegaza, najprawdopodobniej żeby zaatakować Stone’a który krążył nad konwojem wypatrując momentu w którym któraś z barier się otworzy. Nadała przez radio -Wróbel, startuj. Pegaz będzie atakować. Załatw go, i to szybko! -Zrozumiałam, już się tym zajmuje. (używają pseudonimów na wypadek gdyby ktoś przechwytywał rozmowę.) Jak tylko to usłyszała z dachu wyleciała pegazica z karabinkiem automatycznym, ustabilizowała lot i zaczęła ostrzeliwać skrzydła oponenta w każdej chwili będąc gotowa do walki w zwarciu. Hope szybko rozejrzała się po polu bitwy. Nie mają dużo czasu zanim przybędą posiłki, ale wszyscy przeciwnicy byli zajęci. Gdyby któryś z jednorożców obniżył tarczę żeby zrobić coś innego natychmiast by zginął. Tak więc pobiegła do wozu, tym razem w linii prostej, i przykleiła ładunek wybuchowy do boku wozu przy pomocy srebrnej taśmy klejącej. -Bomba na miejscu. Teraz tylko załatwmy jednorożce. -Nadała po czym schowała się za wozem i wyciągnęła srebrny klin oraz linkę z obciążnikiem na końcu i pętelką po środku. Podbiegła do bariery i w biegu przerzuciła linę przez pole -Te bombowiec, choć tutaj zaraz rozpyknę pole siłowe. Kilkoma wytrenowanymi susami znalazła się na szczycie i przełożyła klin przez pętelkę. i kopnęła z całej siły wbijając klin w pole siłowe. I przygotowując się do oddalenia się od grupy napastników w momencie zniszczenia bariery między nią a gwardzistami. (Sorry że mało ostatnio piszę. Rozchorowałem się a dodatku mi na parę dni internet odcięło.)
  10. Bleflar

    Ziemska klacz weszła do ciemnego, opuszczonego budynku niedaleko celu, niosła dużą czarną walizkę. Rozejrzała się. Chyba była pierwsz… -Heja. -powiedział nagle głos z tyłu. Lily z zaskoczenia upuściła walizkę z głośnym brzękiem. -O rany Stone, ty kiedyś nas wszystkich zabijesz. Wiesz co by się stało gdybym w tej walizce niosła ładunki wybuchowe? -Powiedziała odwracając się. A jej oczom ukazał się szary pegaz z białą grzywą. Wzruszył ramionami. -Nie moja wina że jesteś cały czas taka spięta. Ja się tylko przywitałem, a ty od razu podskakujesz jak jakiś królik. -Niech ci będzie, poza tobą ktoś już jest? -Nie, umówiliśmy się z chłopakami żeby wchodzić w pewnych odstępach. No wiesz, żeby to nie było podejrzane. Chcieliśmy cię poinformować ale byłaś w pracy. -Przecież mogliście zadzwonić na służbowy, nie ważne, masz koktajl? -Zgadza się, mam tego trochę, ale będziemy musieli najpierw zniszczyć ich pola siłowe. -Tym to zajmą się Lily i Peanut. -Odparł nowy głos. Należał on do pomarańczowego jednorożca. Klacz uśmiechnęła się pod nosem. -Nareszcie jesteś Beetle. Masz ładunek wybuchowy? -Ano mam, niestety nie mogłem znaleźć elektronicznego zapalnika więc użyłem srebrnego drutu. Kiedy użyję na nim magii powinien odpalić bombę. -Oby to wystarczyło. A tak w ogóle. Czy przypadkiem dzisiaj nie jest ta ceremonia czytania w myślach? -Zapytał zaniepokojony Stone. -Nie martw się. To tylko sprawdza potencjał magiczny. Nie wykryją buntu. -odparł ze spokojem. Po krótkim czasie dołączyła pozostała dwójka, ziemski Peanut i pegazica Tree. Wszyscy włożyli swoje stroje i zaczęli się przygotowywać, Beetle wąchał jakieś swoje kadzidełka a Tree się modliła. Mieli jeszcze około pół godziny zanim konwój tędy przejedzie. Zrobili również próbę radyjek w kostiumach. Kiedy wszyscy byli przygotowani zaczęli ustawiać się na pozycjach. Peanut ze swoim ciężkim karabinem maszynowym ustawił się na dachu budynku, Stone i Tree na dachu przeciwnego budynku. A Beetle i Lily za załomami ulic. -Dobra wszyscy już ich widać. Plan jest taki, Jak dam sygnał Stone rzuci mołotowem w tego kuca ziemskiego oddalonego od jednorożców, a Peanut zacznie strzelać to Jednorożca po prawej. Tree osłania Peanuta i Stone’a przed tymi pegazami. Ja skorzystam z zamieszania i podłoże bombę. A Beetle będzie mnie osłaniać. Wszyscy gotowi? Już! -Kiedy to krzyknęła Stone opalił rzucił butelkę łatwopalnego płynu w jednego ze strażników a kiedy ta się rozprysła Peanut zaczął strzelać. Chaos bitwy się rozpoczął a Lily pobiegła w stronę wozu zygzakami trzymając pistolet i starając się być małym celem.
  11. Bleflar

    Manehattan od zawsze był nazywany miastem wolności. Ale w tych czasach niewiele to znaczyło. Chociaż władza Canterlotu była słabsza niż gdzie indziej wszędzie byli uzbrojeni strażnicy. A raz dziennie na wszystkich ekranach leciał ten sam przekaz co wszędzie. Jakie to wspaniałe są nowe rządy Crystal i jak złe były poprzednie. Prawie nikt w to nie wierzył, a przekaz był prawie wyłącznie po to żeby przypominać kucom kto tu rządzi.Szła do pracy, ale nie mogła się skupić na sprawach cywilnych. Jedyne co zaprzątało jej głowę to wypad dzisiaj wieczorem. Według ich informatora dzisiaj przez Manehattan będzie przejeżdżał konwój z dużą opancerzoną skrzynią. Zmierzający do Canterlotu. Zapewne z czymś bardzo ważnym. Przygotowywali się już od jakiegoś czasu. Lily udało się gwizdnąć trochę srebra kiedy miała wachtę przy chorych psychicznie jednorożcach. Stone Breaker (pegaz) kupił na czarnym rynku trochę chloranu potasu i benzyny. A Beetle Bottle (jednorożec) ulepił z nich ładunek wybuchowy by przebić skrzynię. Oprócz tego w akcji brały udział dwie osoby. Jeden pegaz i jeden kuc ziemski. Wszystko zaplanowane, uspokajała się. Teraz musisz się skupić na dotrwaniu do tego momentu. Po powrocie z pracy wróciła do bloku. Wjechała windą do mieszkania i opadła na kanapę. Dzisiaj musiała się zajmować niedoszłym samobójcą oraz kucem który wpadł do toksycznego szlamu. Wbrew komiksom nie dostaje się od tego supermocy, a raczej poparzenia chemiczne. Zasunęła rolety i otworzyła szafkę. Odsunęła puszki na bok i zdjęła dno. Były tam magazyny pornograficzne, odsunęła je i zdjęła drugie dno za którym był jej sprzęt. To był pomysł Stone’a żeby zmniejszyć prawdopodobieństwo wykrycia podczas przeszukiwania. Lily była przeciwna, w końcu nigdy by na coś takiego nawet nie spojrzała, ale Stone wytłumaczył jej że jest to najbardziej wiarygodna legalna rzecz jaką ktoś mógłby chować. Wyjęła strój, był to kostium z samego końca pierwszej rebelii. Pokrywająca całe ciało czarna skóra z goglami przez które nie można było stwierdzić koloru oczu. Strój również był tak zaprojektowany że ciężko było określić rasę dopóki ten ktoś nie zacznie latać lub przejawiać innych rasowych umiejętności. Wewnątrz były spore kieszenie które miały zawierać srebrne płyty aby chroniły przed magią ale nigdy nie udało się zdobyć wystarczająco dużo srebra.. Wyjęła również dwa pistolety, strzelbę, nóż, kilka srebrnych klinów oraz bandaże. To wszystko włożyła to walizki. Potem włożyła wszystko (oprócz sprzętu) na swoje miejsce i odsłoniła rolety. Napiła się herbaty, zjadła kanapkę i udała się na miejsce zbiórki.
  12. Bleflar

    To i tak było moje ostatnie pytanie.
  13. Bleflar

    Ok, a skąd mam wiedzieć kim mam grać?
  14. Bleflar

    Aha. A trza zrobić jakąś kartę postaci? Bo tam nie pisało.
  15. Bleflar

    A tak w ogóle czy można zagłosować na samego siebie podczas coniedzielnego palenia?