kapi

Magiczne Odrodzenie

Recommended Posts

Thomas Peeny przepłynął kanał La Manche, wypłynął z Dover, gdzie tanio wynajął statek handlowy. Pogoda była ładna i podróż minęła szybko. Załoga o nic nie wypytywała swego pasażera, gdyż sama wyglądała na ludzi ściganych przez prawo. Mężczyzna zdążył już zadomowić się we Francji. Odwiedził kilka hoteli i karczm w Calais. Ludzie zdawali się go nie zauważać. Szybko wyruszył w głąb lądu, aby oddalić się od ewentualnego pościgu. Dzisiejszego ranka otrzymał gońcem list, którego się nie spodziewał. Przysłał go Paul de Viermis. Był on dawnym znajomym taty Thomasa jeszcze z czasów studiów. Początkujący mag pamiętał jego drobną postawę i prawie zawsze uśmiechniętą twarz. Paul lubił także dziewczyny i mimo wieku oraz siwizny nie rezygnował z kulturalnych balów, nie mówiąc o pogłoskach, jakoby wychodził często w nocy z domu. Tak przynajmniej przedstawiał to ojciec Thomasa. Sam młody dziedzic widział go tylko trzy razy, gdy to ów starszy jegomość zatrzymywał się u nich, aby wypocząć w drodze do Londynu i z powrotem. List był niebywałym zaskoczeniem, bowiem Thomas nie zdradzał nikomu planów wyjazdu. Mimo to odczytał go pawie od razu.

 

        Witaj chłopcze 

Miło mi znów móc się do Ciebie odezwać, a zwłaszcza w tych okolicznościach. Mielibyśmy pewnie

całą masę spraw do omówienia, ale chwilowo nie mogę pozwolić, abyś szwendał się po okolicy

przyjmując noclegi w jakiś spelunach, podczas gdy ja mam tutaj drobne letnie włości.

Chciałbym zatem z całego serca zaprosić Cię do mego dworku. Oczekuję, że przyjedziesz od razu,

zwłaszcza, że sądząc po Twoich dokonaniach i odkryciach w Anglii, będziemy mieli dużo spraw do omówienia.

Nie martw się to co wiem dowiedziałem się samemu, a Ty dalej jesteś bezpieczny. Stare klechy z kościoła nie mogą mieć jeszcze

konkretnego tropu, a w tej mieścinie nie mają rozwiniętych macek. Tak więc sądzę, że z chęcią przyjmiesz gościnę, jak i

informację, które mogę Ci przekazać. Zatem zbieraj manatki i zapraszam w me skromne progi.

Goniec, który przysłał Ci list to mój człowiek, pojedź z nim.

Paul de Viermis

 

List wydawał się początkowo dość podejrzany, ale młody mag nie mógł się oprzeć pokusie, bowiem, wyglądało na to, że stary znajomy ojca wie coś na temat magi. Dziwne było co powiedziało mu o przyjeździe Thomasa, ale to najprawdopodobniej miało się okazać później. Mężczyzna zebrał rzeczy i pojechał z gońcem...

 

Peter był w podróży od dłuższego czasu. Przebył całe Niemcy, aż w końcu dotarł do Francji. Pościg nie ujawniał się zbyt często. Owszem było kilka prób złapania go, ale Peter zawsze się wymykał i ginął w lasach. Ostatnio chyba od pół roku nie zdarzył się żaden incydent. Chłopak stopniowo studiował swą księgę, próbując zgłębić jej tajniki. Zauważył przy tym dziwną zależność. Gdy po nocach studiował tomiszcze, później podczas snu doświadczał wizji. Niektórzy pomyśleliby, że to zwykłe sny, ale nader często zgadzały się z rzeczywistością, czasami ostrzegając go nawet przed następnym atakiem grupy pościgowej. Ostatnie wizje wyraźnie kierowały Petera w stronę Calais. Zastanawiało go skąd one się biorą, ale jako iż wielokrotnie ułatwiły mu wiele spraw tam też się udał. Gdy dotarł do miasta na ulicy zahaczył go pewien bogaty jegomość. Przyjrzał się mu uważnie, po czym oznajmił, że właśnie kogoś takiego szukał. Z miejsca zaproponował dobrze płatnął pracę, choć nie mówił jeszcze na czym miałaby ona polegać. Peter stwierdził, że ni ma sensu trwonić posiadanego, sporego majątku, a za tak dobry zarobek mógł wyżyć i jeszcze zaoszczędzić. Dzisiejszego wieczoru miało odbyć się pierwsze spotkanie w wili jegomościa. Mężczyzna zatem obejrzał miasto, bo tylko to mu pozostało do zabicia czasu, a później udał się w stronę domu.

 

Carme chciała pozostać w rzymskiej wiosce. Była początkowo pewna siebie, jednak zmieniło się to, gdy pewnej nocy jej schronienie obeszło kilku mężczyzn. Wszyscy nosili kapelusze z szerokimi rondami. Na piersiach widniały srebrne krzyże, a twarze mieli zamaskowane. Tylko tyle zapamiętała, gdyż zaraz musiała uciekać. Bez ostrzeżenia rzucono w jej dom pochodniami. Mała chatka zajęła się szybko. Carme wybiegła, a tam napotkały ją bełty z kusz, szczęśliwym trafem uniknęła ich, prowadzona przez kobietę w kapturze. Pamięć ją zawodziła, tamta noc rysowała się dość słabo. Pamiętała tylko, że pościg nie był dokładny. Ktoś w oddali krzyczał i błagał o litość, zaklinając się, że nie jest wampirem. Z dalekiego wzgórza, na które uciekła dziewczyna widać było świetnie unoszącą się łunę pożaru, który trawił okoliczne domy od jej chatki. Pamiętała także, że od śmierci dzielił ją włos. Nie mogła zostać w tamtej okolicy. Powoli dowiadywała się podczas ucieczki kim byli podpalacze. Przed inkwizycją podobno nie sposób było uciec, ale jednak wampirzyca stwierdziła, że im dalej od ich gniazda tym bezpieczniej. Tak też po wielu latach snu opuściła tereny Włoch i udała się do Francji. Tam dalej uciekała, posuwając się na północ. Żyła ze swego fachu - kradzieży, magię ograniczała do minimum. Zauważyła bowiem, że gdy tylko coś kombinuje natychmiast w okolicy staje się o niej głośno i wcześniej czy później zjawia się Inkwizycja, albo w najlepszym wypadku sami hierarchowie Kościoła zaczynają doszukiwać się czarnej magii. Tak doszła do samego Calais. Była wycieńczona długą podróżą i mało ostatnio jadła. Nagle na ulicy przez przypadkiem wpadła na wysokiego bladego mężczyznę o ciemnych włosach. Ten od razu zdał się jej przyjazny i na koniec dowiedziawszy się o tym, że nie ma gdzie przenocować zaprosił ją do swego domu. Wampirzyca udała się tam.

 

Zapadła już zmrok, gdy oboje dotarli do małego wejścia do podziemi na obrzeżach miasta. Pajęczyny zasnuwały przejście, jednak to nie odrażało młodzieńca. Wszedł śmiało i ruchem ręki dworsko zaprosił Carme do środka. Dziewczyna usłuchała. Idąc głębiej przez plątaninę korytarzy, w jakiś chyba starych katakumbach, zaczęła się zastanawiać czy to na pewno dobry pomysł. W końcu doszła do małej, ale przytulnie urządzonej komnaty. Przy ścianie stały dwa łóżka otoczone paroma regałami na książki. Literatura wyglądała staro, wyblakłe oprawy i pożółkłe strony pośród kilku zapalonych pochodni nadawały specyficzny klimat pomieszczeniu. Mężczyzna usiadł przy małym stoliku i przysuwając wcześniej potężne, stare krzesło, przypominające bardziej tron z ciemnego drewna, wskazał dziewczynie miejsce na nim. Gdy Carme usiadła Ten wpatrzył się w nią swymi brązowymi oczyma, które w świetle pochodni zdawały się przebłyskiwać czerwienią i rozpoczął rozmowę.

​- Dziękuję, że Pani zechciała zaszczycić mnie samotnego, swą wizytą. Jeśli można zarazem spytać co  Panią sprowadza w te strony, bo nie wygląda Pani na tutejszą. -  Jego głos brzmiał pewnie i odważnie, a zarazem przyjemnie i ciepło, a płomienie świec na złotym, topornym świeczniku oświetlały mu twarz i odbijały się refleksami we włosach.

 

Tymczasem tej samej nocy Thomas i Peter przyszli do dużej miejskiej willi Paula. Sam budynek wyglądał okazale. Położony był na lekkim wyniesieniu poza głównym miastem, a w jego wschodnią ścianę wchodziła stara wieża sprzed paru wieków, wysoka na jakieś 30 stóp. Każdy z nich wypytał się o gospodarza i dostał polecenie od służby, aby czekać na niego. Siedzieli w oddzielnych bogatych salach. Na ścianach wisiały obrazy, wraz ze zdobionymi świecznikami. Mężczyźni nie wiedzieli do końca co robić, więc po prostu w skupieniu czytali swe księgi, w końcu na polecenie sług udali się do nowej sali. Pokój był obszerny. Weszli dębowymi drzwiami, położonymi na przeciwko siebie. Ujrzeli potężne meble z tego samego materiału, rzeźbiony duży kwadratowy stół, nad którym wisiał kryształowy żyrandol. W ścianie znajdował się kominek, w którym wesoło skakał ogień. Potężne okna, teraz lekko zasłonięte purpurowymi firanami, wychodziły ku morzu i zawierały drobne witraże. Za stołem siedział mały człowieczek ubrany w dość modne szaty. Umyty i zadbany, wydawał się o 5 lat młodszy niż był w rzeczywistości. Lekkie zmarszczki pokrywały jego przyjazną twarz z małym śmiesznym wąsikiem. Siwe włosy na głowie otaczały kształtującą się w najlepsze łysinę, choć oczy dalej bystro patrzyły na przybyszów. Ręce spoczywały na stole przy kilku otwartych księgach. Były czerstwe i pomarszczone. Starzec odwrócił się do przybyłych i pokazał im miejsca siedzące na przeciwko jego siedziska. Peter obrzucił badawczym spojrzeniem Thomasa i vice versa. Mężczyźni nie spodziewali się dodatkowych gości. Jednak zanim zdążyli zadać jakiekolwiek pytanie starzec się odezwał:

- Witam serdecznie w mych skromnych progach. Wybaczysz mi Thomasie, że nie okażę Ci przez chwilę należnych naszej znajomości względów, ale zapewniam, że nadrobię to w przyszłości. Tymczasem musimy o czymś poważnie pomówić. Tak więc daruję sobie pytania jak poszła Ci podróż, choć mnie to niezmiernie interesuję i również niedługo będę chciał poznać odpowiedź. Raz jeszcze witajcie o znamienici tego świata. Powiem teraz po co Was zaprosiłem. Otóż dzisiejszej nocy nadarza się dla Was świetna okazja na zwiększenie mocy. 

 Tutaj Paul spojrzał wymownie na zdziwione twarze mężczyzn.

​- Tak doskonale zdaję sobie sprawę kim jesteście i jaki macie potencjał. Otóż ja również mam podobne do waszych zainteresowania. Szperałem w okolicy dość długo, aby dowiedzieć się więcej niż wy, ale samemu nie jestem w stanie spożytkować tej wiedzy. Wiem ,że mówię dość enigmatycznie, więc przejdę do sedna. Zlokalizowałem kryjówkę magicznej istoty, która jest w posiadaniu pewnego bardzo wartościowego papieru, który będzie nam przydatny. Ale zanim o tym lepiej abyśmy się poznali, gdyż wybieranie się z obcymi na wyprawę jest niewłaściwym pomysłem. Tak jak już wiecie nazywam się Paul, pochodzę ze szlacheckiej rodziny, a magią zajmuję się od studiów z ojcem Thomasa. Tam zaczynał wykładać profesor Moritz, to on mnie zaintrygował całym chowanym przed nami światem. Z tego co się dowiedziałem, dla jednego z was to imię coś znaczy. Mam nadzieję, że uszczęśliwi więc mą starą duszę i powie co u tego człowieka słychać, bo jestem tego wybitnie ciekaw...                 

Edited by kapi

Share this post


Link to post
Share on other sites

Carme siadając zauważyła odrobinę niechęci na twarzy kobiety z kapturem. Zostawię was tu samych. To powinna być prywatna rozmowa. Sama odpowiedz. Dziewczyna myślała co powiedzieć. Ja dziękuję Panu za zaproszenie. Przybywam z Włoch. Nie mogłam tam dłużej zostać. Czy mogłabym zapytać: tutaj to normalne, taka blada skóra? Jeszcze jestem przyzwyczajona do osób z ciemniejszym odcieniem skóry. Patrzyła się na niego badawczo

Edited by Silionce aka Dakelin Reja

Share this post


Link to post
Share on other sites

Skłoniłem się nisko, uśmiechnąłem, a następnie nie zważając na wszelkie słowa jak i drugiego mężczyznę w pokoju jedynie postąpiłem o krok w stronę mego znajomka, trzymając księgę w mej lewej dłoni. Następnie odgarnąłem z lekka czarne włosy z twarzy i odezwałem się, choć moje słowa mogły być dość niespodziewane.

 

-Witaj, miło mi cie widzieć.

 

Wtedy to uśmiech spłynął z mojej twarzy a pojawiła się tam jedynie maska skrywająca jakiekolwiek uczucia wyuczona przez lata życia w kupieckiej rodzinie.

 

-Jednak jak oboje wiemy, nasze znajomości były jak dotąd zwykle zawodowe i dlatego od razu, pomijając wszystkie miłe słowa i moją szczerą chęć dowiedzenia się co u ciebie słychać, przejdźmy do spraw ważnych. Więc, kim jest mój kompan? - Tu wskazałem drugiego mężczyznę skłaniając ku niemu lekko głowę w geście szacunku. -Czemu od razu mówisz o "Nas", oraz czemu uważasz iż ten papierek będzie dla "Nas" tak wartościowy, bowiem z mej kupieckiej natury wiem że skoro mi coś proponujesz, to musi przynieść ci to większą korzyść niż tylko kawałek papieru. Czemu uważasz że ci pomogę, lub lepiej ujmę to zdanie: czemu ma mi się to opłacić? Oraz ostatnie jednak nie najmniej ważne pytanie. Skąd wiesz o mojej wiedzy?

 

Tu zakończyłem moją małą przemowę czekając na odpowiedzi. Miałem już w głowie plan na to co chcę uczynić, teraz jedynie pozostało wprowadzać go w życie, a do tego musiałem obliczyć koszty i zyski z tego dość nieoczekiwanego spotkania, które mogło się okazać tak zbawienne, co i opłakane w skutkach, choć jak dotąd ukazywało same pozytywne strony. A nóż drugi mężczyzna będzie chciał ruszyć wraz ze mną za cesarstwo i stamtąd zacząć ze mną zmieniać świat, choć do tego potrzebowalibyśmy wielu zasobów jak i popleczników.

Edited by Jaenr Linnre

Share this post


Link to post
Share on other sites

Miałem właśnie odpowiedzieć tajemniczemu gospodarzowi gdy nagle drugi mężczyzna ,który także został zaproszony do tego domu, podszedł dostojnym krokiem do miejsca gdzie siedział gospodarzy rozpoczął dialog. Po jego krokach, postawie i sposobie mówienia ,i także wypowiedzi można było wywnioskować ,że jest albo szlachcicem zajmującym się handlem albo dobrze wychowanym kupcem. Kruczo czarno włosy jegomość miał racje co do jednego dlaczego ten mag przed nami od razu założył ,że będziemy współpracować i zlecił nam zadanie do wykonania. Tak więc sam zrobiłem krok naprzód i zabrałem głos.

 

- Po pierwsze jeżeli chcesz wiedzieć co się stało z Mistrzem to spalili go - urwałem ,przełknąłem ślinę i kontynuowałem - po drugie mój "kompan" ma racje czemu zakładasz że będziemy współpracować? Po trzecie nawet cię nie znam nawet nie raczyłeś się przedstawić ,a ja sam tu jestem tylko dlatego ,że miałem wizję i wnioskuję ,że ty jesteś ich sprawcą więc nie zaczynaj od zlecania nam zadani tylko wytłumacz pierw: O CO TU CHODZI!!

Edited by Darth Imperius

Share this post


Link to post
Share on other sites

Paul wyprostował się w fotelu i spoważniał, obrzucił dziwnym spojrzeniem siedzących przed nim mężczyzn, po czym uśmiechnął się smutno i ciągną dalej, nalewając każdemu wina do kieliszków z karafki wyciągniętej z szuflady.

- Ech Thomas wdałeś się w ojca, nie ma co... zawsze tylko interesy i interesy. Fakt zapewnia to jakąś przyszłość, ale gdzie w tym zabawa tajemniczość, poezja? Mniejsza z tym, znając życie, gdybym próbował Ci udowodnić co się w życiu liczy, zezłościłbyś się na mnie, jak Twój szanowny ojciec miał w zwyczaju przy każdej okazji. Dobrze, dobrze, napijcie się uśmiechnijcie, a ja wszystko opowiem. Po pierwsze drogi Petarze przedstawiłem się, uważniej słuchaj na przyszłość, ale niemniej mogę zrobić to jeszcze raz. Nazywam się Paul de Viermis i jak mówiłem znałem Twego mistrza. Zaiste wielka szkoda, że tak skończył. Moje najszczersze kondolencje. O wizjach nic nie wiem, nie pochodzą ode mnie, ale to ja powiedziałem o kartce. Ten skrawek papieru zawiera zapiski dotyczące położenia punktu mocy gdzieś w okolicy. Próbowałem jego lokalizacji przez wiele lat, ale na próżno. Na szczęście w toku poszukiwań odkryłem, że cenna strona z księgi, spalonej dawno temu przez inkwizycję ocalała. Ma ją tajemnicza istota, gdyż na pewno nie jest człowiekiem sądząc po długowieczności. Dzięki tej stronie będziemy mogli odszukać kolejny punkt. Jak mi wiadomo, jesteście magami, a zatem podobnie jak innym magom powinno wam zależeć na powiększeniu mocy. Tylko dzięki temu będziemy mogli pewnego dnia wyzwolić się spod jarzma Inkwizycji i wyjść na ulice, pokazać ludziom, czego mogą dokonać z tą mocą. Dlatego stwierdziłem, że przystaniecie na tę propozycję. Opłaca się to wszystkim magom w równym stopniu, a zatem i mnie i Wam, moi drodzy. Jak poznałem Was, no cóż w miarę doskonalenia sztuki magicznej czarodzieje są w stanie wyczuwać od których postaci bije więcej energii. Na tej podstawie można też określać moc spostrzeżonego maga. Coś takiego jak uruchomienie punktu magi nie może zostać przeoczone przez ludzi i inne stworzenia tym się zajmujące. Stąd wiem o wydarzeniach w Anglii. Ja przez lata studiów doskonaliłem umiejętności rozpoznawania mocy. Nie ukrywam, że ucieszyłem się widząc Ciebie Thomasie, jako jednego z nas. Pochłonąłeś wiele mocy z tamtego punktu. Ostatnie wasze pytanie jak mniemam brzmiało, dlaczego macie działać razem? Cóż to bardziej skomplikowane. Czarodziei na świecie jest mało, a z dawnych czasów zostały nadal relikty przeszłości, czyli stworzenia w sposób specyficzny i trwały przesiąknięte magią. To one wywołują tak liczne plotki o tajemniczych morderstwach, czy wielkich wilkach w lesie. Te starożytne stworzenia zgromadziły i zapieczętowały cała dawną moc magiczną. To one pilnują jej jak oka w głowie i nie chcą aby została odblokowana. Zważcie przyjaciele, że często stworzenia takie jak wampiry żywią się kosztem ludzi, dla których dużą obroną byłaby magia. Teraz mogą hulać. Im więcej magi w świecie tym więcej czarodziei i to co raz potężniejszych czarodziei, którzy będą w stanie im zagrozić. Ja jestem już stary a na dodatek mimo szczerych chęci zdolności magiczne mam słabo wykształcone, więc nie mogłem zdobyć się aby spróbować zdobyć ten papier. Wy natomiast posiadacie aurę silniejszą, niż większość magów, jakich spotkałem, widać, że nie panujecie nad nią i jesteście nie wyszkoleni ale macie potencjał. Sądzę, że Wy dwaj dacie radę odzyskać te zapiski. Chciałem Wam dwóm to zaproponować, aby ryzyko, że stanie się coś nieprzyjemnego było jak najmniejsze. To z grubsza tyle, może teraz przejdziemy do milszej części, hm? Pogadamy, napijemy się, ja posłucham waszych historii, bo w prawdzie umiem wykrywać moc, ale ona wszystkiego nie powie. To jak będzie panowie? - Paul skończył z uśmiechem na ustach ocierając z wąsów kilka kropel wina, które pił przed chwilą.

 

Carme spoglądała uważnie na mężczyznę, ten uśmiechnął się lekko, na jej słowa, po czym odpowiedział:

- Cóż zdecydowanie nie jesteśmy tutaj tak opaleni jak przybysze z Włoch, ale rzeczywiście i ja jestem bardziej blady niż ogół. Czasami się zdarza mój tata też był taki. A cóż się Pani stało, że nie mogła Pani pozostać w ojczystym kraju? Wszakże to dość niebezpieczne podróżować samotnie w tak dalekie strony.

 

W tym samym czasie, gdy księżyc był już wysoko na niebie do Calais zbliżył się wędrowny bard. Podróżował przez całą Francję w poszukiwaniu przygód, jednak te jak na złość go omijały. Stwierdził, że może nad morzem znajdzie jakieś opowieści wilków morskich, a w najgorszym wypadku popłynie do innego kraju szukać wrażeń. Podróżnego zmęczył cały dzień marszu, dlatego, gdy zobaczył światła miasta ucieszył się. W pewnym momencie przy gdzieś poza miastem zobaczył światło. Bywał już w różnych dziwnych karczmach, więc pomyślał, że może to jedna z nich. Zbliżył się i spostrzegł dużą dziurę w ziemi, z której sączył się blask świec i pochodni. Wszedł do środka dość niepewnie. Mogło to też być schronienie bandytów, ale on z takimi się znał, nawet wiele razy zdarzyło mu się nocować w jaskiniach łotrów. Ze względu na jego przeszłość, przeważnie traktowano go nadzwyczaj miło, a za kilka ładnych piosenek potrafił dostać nawet parę (najprawdopodobniej skradzionych) monet. Posuwał się więc dalej, aż w końcu wszedł do dziwnej sali, gdzie spostrzegł mężczyznę i kobietę rozmawiających przy stole ze świecami. Dość blady mąż zauważył go i wstając zapytał:

- Witam Pana, co Pan tutaj robi?

Carme dość zdziwiła się tak łagodną reakcją jej gospodarza, choć nie znała tutejszych zwyczai i właśnie tradycją tłumaczyła sobie to zjawisko.

 

Do sesji dochodzi SolarIsEpic wraz ze swoją postacią: Remusem, życzę miłej zabawy :pinkie:          

Edited by kapi

Share this post


Link to post
Share on other sites

Kiedy Remus w końcu wkroczył do karczmy blady mężczyzna powitał go i zapytał go o powód zjawienia się, bez większego zastanowienia bard przywołał na twarz ciepły uśmiech typu "jestem najbardziej miłą i uczciwą osobą pod słońcem jaką widziałeś, nie myślisz chyba że mógłbym cię okraść czy oszukać" i zaczął swoją zwyczajową nawijkę:

 

-Witaj dobry człowieku. Zwą mnie Remus Norrington, lecz niektórzy z rozmaitych przyczyn zwą mnie Szczęściarzem- tu lekko się skłonił- Kim jestem już wiesz a co mnie sprowadza? Osobę siewcy sztuki takiego jak ja, rycerza bez zbroi i miecza jednak uzbrojonego w lutnię z dala od domu popędzić mogła tylko dzika chęć odkrywania, przygody czy też samego znalezienia weny co jak sen złoty może wpaść nie wiadomo skąd i nie wiadomo pod jaką postacią. Jednak ludziom nie przyszło umieć iść na własnych nogach przez dnie czy też lata, i człek strudzony odpocząć musi. A jak każdy wie karczmy są oazami wszelkich podróży, gdzie można odpocząć, napić się czy też pojeść dostatnio. A jak rozumiem mam chyba przyjemność z właścicielem owego przybytku. Tak więc proszę o gościnę, mieszek mój może nie jest wagowo imponujący ale jego zawartość powinna wystarczyć bym uiścił mą obecność.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Zostałam fałszywie oskarżona. Nie chcę o tym mówić. Nie jest to dla mnie przyjemny temat. Po momencie czekania wszedł mężczyzna. Nie lubiła wspominać tego wydarzenia.Kiedy usłyszała o jego imieniu zrobiło się jej naprawdę niemiło.  Kto w ogóle nadał mu to imię? To bluźnierstwo. Wobec mnie i wobec historii. Remus to był wielki człowiek. Za nim weszła kobieta w kapturze. Wyglądała jakby miała pęknąć ze śmiechu. Po chwili podskoczyła i uciekła ile miła sił w nogach. Poczuła się niepewnie. Jakby ktoś... coś... jakieś stworzenie... była za nią. Bała się odwrócić. Słyszała dziwne, mroczne głosy. ..polowanieee... łowyyyy... zaczęło sieeeeeeeee... Adaptujjj....... Zabijajjjj..... ewoluuj......... EWOLUUJ!!!!!  Poczuła pragnienie. Ogromne pragnienie. Popatrzyła na przybysza. Myśl o ciepłejjjj... ciepłejjjjj.... KRWI!! Napij się... Napij się... ZRÓB TO! Nie... mogę...  szepnęła. Zaczęła ciężko oddychać. Polują na ciebie. Musisz ich zabić zanim oni przyjdą po ciebie. Ledwo powstrzymała się od upadnięcia na ziemię. Spróbowała się uspokoić. Głosy ustały a ona przestawała szybko oddychać. Przepraszam ale czasami mam takie... problemy.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Spojrzałem na szlachcica z nie smakiem, nie byłem pewien czy mu ufać ale i tak nie miałem nic do stracenia ,a może faktycznie może mi się to opłacić. A nie ma nic wspanialszego niż zgłębić tajniki magi. Zgodzę się na jego warunki.

- zgadzam się pomogę ci - powiedział podchodząc do starszego jegomościa - ale wiedz dalej ci nie ufam...

Tylko ciekawi mnie jeszcze jedno czemu o nim mistrz nie wspominał

Share this post


Link to post
Share on other sites

-Dobrze więc, jednak nie pochodzimy stąd, ja nie znam na pewno języka. Jak damy sobie radę nie zwracając niczyjej uwagi? Potrzebujemy jakiegoś przygotowania...

 

Mężczyzna siedział i rozmyślał nad wszystkim. Nie spotkał jeszcze żadnej magicznej istoty, ponadto pozostanie w tym kraju nie było po jego myśli, jednak nowy punkt mocy był bardzo ważny i nie mógł go odpuścić. Trzeba było się dowiedzieć więcej, zadziałać, a dopiero następnie ruszyć w dalszą drogę.

 

-Kiedy mamy w ogóle zacząć?

Share this post


Link to post
Share on other sites

Remus miał brzydki zwyczaj słuchania jednym uchem czyiś rozmów, miał też mniej brzydki zwyczaj chęci do przebywania w towarzystwie. Jednak miał również brzydki zwyczaj wtykania nosa w nie swoje sprawy.

Bard obrócił się w stronę rozmawiających.

 

-Witam panów oraz nadobną pannę. O czym sobie tak gwarzycie? Pozwolicie że się przysiądę?- niem usłyszał jakiekolwiek słowa zachęty czy zaprzeczenia przystawił sobie do stolika krzesło po czym usiadł na nim i w końcu rozciągnął zmęczone nogi, lutnie powiesił na oparciu krzesła. Zaczął grzebać w swoim mieszku z pieniędzmi i wyciągnął jedną złotą monetę- Gospodarzu sądzę że to wystarczająca zapłata za jedną u ciebie i odpowiednio mocny trunek-

Share this post


Link to post
Share on other sites

Paul początkowo ucieszył się z pozytywnej odpowiedzi, jednak zaraz zrzedła mu mina, po tym, jak Peter stwierdził, że mu nie ufa. Starszy pan podniósł się gwałtownie od stołu i dopijając wino z kieliszka powiedział ostro:

- Co za maniery! Rozumiem, że po podróży można być zmęczonym, ale to już chyba lekka przesada. Poza tym co to za odpowiedzi. Myślałem, że posiedzimy sobie w miłej atmosferze i porozmawiamy, ale jeśli wolicie być tacy tajemniczy to proszę! Jak będziecie chcieli porozmawiać miło, bez takiej oschłości, jak przystało na porządnych ludzi to będę w swoim pokoju. Puki do tego nie dojdzie, mimo że zostałem przez was tak niecnie potraktowany pozwalam wam zostać w mojej rezydencji, czujcie się jak w domu... Thomasie, gdy będziesz gotów, to przyjdź do mnie, to porozmawiamy o tym przygotowaniu, a zacząć im szybciej tym lepiej, inkwizycja i te stworzenia nie śpią, więc zaraz mogą tu się wedrzeć i nas wszystkich wypatroszyć! A przez wasz brak manier tylko tracimy czas!...

Staruszek jakby pod koniec wypowiedzi gubił się w nienaturalnie silnych emocjach, które nim targały. Cały poczerwieniał na twarzy, a słowa wypluwał z ust, często myląc się. Powoli wyszedł z pokoju, zamykając za sobą drzwi i zabierając butelkę wina. Do uszu magów doszły lekkie pomruki spod nosa jegomościa.

 

Wysoki mężczyzna w podziemiach zdawał się patrzeć dziwnym, rozbawionym wzrokiem na nowego przybysza.

​- Nie wiem, dlaczego pan stwierdził, że jest tu jakiś dwóch panów. Jestem tylko ja, Pan i ta oto piękna kobieta. Jednak nie zmienia to faktu, że to nie tyle karczma co mój prywatny dom. Jednak nie przeszkadza mi przyjęcie kolejnego wędrowca. Napitki też się znajdą, przysiądź się zatem o panie do naszego stołu, a ja udam się po trunki.

To mówiąc mężczyzna, wziął monetę i oddalił się w jeden z ciemnych korytarzy znikając w mroku. W pomieszczeniu została Carme i Remus. Gospodarz zdawał się nie zwrócić uwagi na dziwne zachowanie damy, co uspokoiło trochę dziewczynę. Pochodnie przy ścianach raźno migotały, a dwójka nieznajomych zaczęła się sobie przyglądać.   

Edited by kapi

Share this post


Link to post
Share on other sites

(No, cóż)

 

Jakieś majaki mnie chyba wzięły, chyba jestem bardziej zmęczony niż sądziłem, no cóż...-Remus spojrzał na bladą niewiastę przed nim i pomyślał że to wcale nie problem iż nikogo innego tu nie ma, na jego twarzy zakwitł odruchowy uśmiech w stylu "Witaj bejbe" który jednak szybko zniknął zmieniając się w bardziej świadomy klasyczny "Uśmiech nonszalanckiego kawalera" po czym zaczął nawijać:

-Witam droga pani. Cóż panienkę przywiało samą do tego miejsca? A może nie jest panienka sama?- tu klepnął się w czoło cały czas się uśmiechając- Gdzieżże podziały się me maniary? Me imię to Remus, Norrington to zaś me nazwisko, niektórzy zwą mnie Szczęściarzem, i jeśli można wiedzieć... Jak panienka ma na imię?

Share this post


Link to post
Share on other sites

Ehhh... a mogło się wydawać że będę mieć na chwilę spokój. Gdy wysłuchała mężczyzny zastanowiła się chwilę.  Co ona by powiedziała?  Nazywam się Carme. Ostatnio podróżowałam z towarzyszką ale niedawno... zniknęła. Mnie nic nie przywiodło ale bardziej odgoniło. Przez kilka wpływowych osób nie byłam lubiana we Włoszech. W końcu stwierdzili iż jestem dla nich takim zagrożeniem, że lepiej będzie jak zniknę ażeby nie stracili swych stanowisk. Ledwo uciekłam a i okazało się że ich wpływy są większe niż myślałam. Więc stwierdziłam że im dalej od nich tym będę bezpieczniejsza. Przechodziłam daleką drogę każdego dnia. I dotarłam tutaj, niewiele przed tobą. Jednak niech pan nie sądzi iż jestem kobietą która sobie nie poradzi sama. Przestała mówić i zaczekała na reakcję przybysza.

Share this post


Link to post
Share on other sites

-Interesujące. Również wychowałem się w Italii, i mnie również nie bardzo tam lubią, choć głównie w mieście gdzie się wychowałem...Wenecja.Byłaś tam kiedyś? Z kanałów czasami odór sunie straszliwy jednakowoż w ciepłe dni można sunąć po nich w gondoli...No dosyć bo się rozmarzę. Zaspokój moją ciekawość i powiedz, za co takiego mogłaś zrobić że musiałaś uciekać? Wieżę że mogłabyś poradzić sobie w świecie ale...wpływowe osoby? Co żeś im uczyniła?

Share this post


Link to post
Share on other sites

Nie, i nie sądzę że kiedyś się tam udam. Czasami chciałabym mieć taki entuzjazm jak młodzi ludzie. Ile to już mam lat? W ciągu ilu lat tyle się zmieniło? 300? 500? 1000 lat?   No dobrze, niech ci będzie. Szczerze nie wiem. Jeśli masz z tymi osobami kontakt to pójdź do nich i się zapytaj. Ja im nic nie robiłam w każdym razie. Myślę, że to kim jestem, może sprawić że ich wysoka pozycja może przestać być... stabilna. Nieszczęście jest takie, że wśród osób czujących się zagrożonych znajdują się dostojnicy kościoła przez co moja sytuacja jest trochę... kłopotliwa. 

Share this post


Link to post
Share on other sites

-Ah...dostojnicy kościelni. Im to czasem za łatwo zaleźć za skórę, osobiście jestem raczej wierzący ale jednak czasem mam wrażenie że ci świętobliwi biskupi i kardynałowie czasami mają trochę za dużo wygód jak na ich profesje...Jednakowoż twoja wypowiedź sprawia że nadal się zastanawiam co mogłaś uczynić. Mówisz że przeszkadza im to kom jesteś. Rozumiem że to taka tajemnica której nie chcesz wyjawić nieznajomemu ale pozwól że zacznę zgadywać, jesteś może...panną wydaną za starego aczkolwiek potężnego oraz bogatego szlachcica a was związek mógłby zmienić to i owo więc uciekłaś by nie mógł cię poślubić? - mężczyzna zmarszczył czoło i zastanowił się

-Chyba wpadłem w zbyt dramatyczny ton...lecz my bardowie tak mamy, słowa poezji niosą się za nami jak lekka północna bryza co niesie kwiaty róż... I znowu uczyniłem poezję. Zmieniając temat co teraz panna zamierza zrobić? Jeśli można wiedzieć oczywiście.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Niestety twoja odpowiedź nie była do końca trafna, Remusie. Ale możesz zgadywać dalej. Zamierzam Uciec tam gdzie dostojnicy mnie nie dosięgną. Może do Anglii a jeśli to się nie uda najprawdopodobniej udam się na wschód. Jeśli tam tego nie uniknę, będę musiała uciec tam gdzie chrześcijaństwo nie jest dominującą religią. A myślę że gdzieś jest takie miejsce. Nie sądzę że pozbycie się owych dostojników jest dobrym pomysłem, gdyż mogło by być z tego więcej szkody nie pożytku.

Share this post


Link to post
Share on other sites

-Morderstwo to nigdy nie jest dobry pomysł kiedy nie jest konieczne...Czyli rozumiem że teraz zamierzasz szukać jakiegoś miejsca gdzie nikt cię nie będzie nękał? Muszę przyznać że to może być trudne ale kto wie może znajdziesz jakiś, że się tak poetycko wyrażę "Kraj bez stosów" - zaśmiał się po czym z wyrazem olśnienia na twarzy spojrzał w oczy Carme.

-A może to właśnie o stos chodzi? Może jesteś czarownicą? Ha, to by było nawet możliwe, ale nawet jeśli, to sądzę że to głupota. Nie lękam się magii. Nie mogę się lękać czegoś co nie istnieje, a jarmarskie sztuczki jeszcze nikogo nie zabiły. Prawda?- znowu się zaśmiał

Share this post


Link to post
Share on other sites

Cicho się zaśmiała. To prawda, że jarmarskie sztuczki nikogo nie zabiły. Może sądzą że jestem czarownicą? Może ktoś mnie oskarżył? Nie wiem czy mają rację. Skoro jesteśmy przy temacie rzeczy nie istniejących to wierzysz w wilkołaki, wampiry albo inne magiczne stworzenia? Skoro jesteśmy już w temacie rzeczy nie istniejących to czemu się chwilę nie pośmiać. Ja nie sądzę aby wampiry istniały. W dzieciństwie straszyli mnie gdy byłam niegrzeczna mówili że mnie porwą i wypiją krew. Znowu się zaśmiała cichutko. Pod stołem wykonała gesty zaklęcia i spróbowała wygasić pochodnie w pomieszczeniu.

Share this post


Link to post
Share on other sites

-Droga Carme, jako osoba która czasem śpiewa o nieistniejących marach oraz człowiek który wychował się z osobami które wyjątkowo lubiły opowieści mam połowiczną wiarę istnienie tych istot. W magię nie wierzę gdyż to niemożliwe by coś poruszyć czy zamienić od takm to nie ma żadnych podstaw realnych. Jednak co do fantastycznych stworów to wytłumaczeń należy szukać w mitach. Znasz może historie o moim imienniku Remusie i jego bracie? Więc tam tych dwoje wychowała wilczyca, ktoś mi jednak wytłumaczył że dwaj bracia mogli być synami ważnego urzędnika oraz...kurtyzany, w tamtych czasach nazywanych czasami "Lupami", czyli wilczycami po łacinie. Tak samo myślę o wilkołakach i wampirach. Pomyśl że jest człowiek który oszalał i znalazł schronienie w lesie gdzie dziczeje wychodzi z niego tylko podczas pełni by blask księżyca pokazywał mu drogę. I proszę. Opowieść o takim człowieku mogła by przejść przez wiele ust by w końcu stworzyć historie o człowieku-wilku. Z wampirami jest podobnie, wystarczy tylko jakiś szaleniec z ciągotką do ludzkiej krwi oraz nigdy nie wychodzący na słońce. Chodź znałem kiedyś gościa, który znał gościa, który znał strażnika którego kuzyn miał syna, który miał żonę, która znała księdza, który znał medyka któremu kiedyś inny medyk powiedział że zajmował się kiedyś człowiekiem który przysięgał że jest łowcą wampirów, ponoć na znak prawdy pokazał medykowi nawet kieł, ale był to już człowiek stary i schorowany, pewnie majaczył, chodź pewnym było to że ponoć w domu trzymał dziwne uzbrojenie a wszędzie unosił się zapach czosnku. Niektórzy ludzie to jednak dziwacy- po raz kolejny się zaśmiał

Share this post


Link to post
Share on other sites

Gdy Remus skończył mówić i się zaśmiał, nagle wszystkie pochodnie w pomieszczeniu zgasły, jakby pod podmuchem zimnego wiatru. Zapanowała całkowita ciemność, która zaniepokoiła mężczyznę, zwłaszcza, że przed chwilą rozmawiał o dość nie przyjemnych tematach. Przez chwilę dostrzegał jeszcze błyszczące oczy Carme, które chwilę później zniknęły w cieniu. Z oddali słychać było równe kroki gospodarza, który powracał z odległych komnat.

 

W domu Paula zapanowała cisza. Obaj mężczyźni pozostawieni samymi sobie przez gospodarza nie odzywali się. W końcu po kilku minutach stary jegomość wyszedł z pokoju. Jego oczy nieprzytomne skakały po całym pomieszczeniu. Wyglądał jakby, przez cały czas nieobecności pił. Spojrzał na Thomasa, po cyzm rzekł:

- Tsss oo jakkk bedzzie. Już sieee wyhuczczelissscie. Nie mamy dużo cczczasu. Mam nadziejje ze w pszszyszłosci bedziecie miec więccej manier w głowach. Gotowi panowie?  

Share this post


Link to post
Share on other sites

Pierwsze słowo jakie przeszło bardowi przez głowę to była "ironia"

 

-Czyż to nie jest zabawna sytuacja biorąc pod uwagę o czym rozmawialiśmy? A to pewnie tylko wiatr...- "chodź nie czuć tu przeciągu", pomyślał, po czym zanotował sobie w głowie żeby następnym razem kupić, lub ukraść jakieś krzesiwo

Share this post


Link to post
Share on other sites

Kiedy pochodnie zgasły a w pomieszczeniu zrobiło się ciemno Carme uśmiechnęła się. Czemu zgasły? Albo ktoś chce nas przestraszyć, albo dzieje się tutaj coś w co chyba nie chciałabym być wmieszana. Podniosła dłonie i nagle pojawiły się na nich płomienie. Co się... Skąd... Zgaś je! Zgaś! Poczekała na reakcję Remusa. Ciekawe jak się będzie starać po tym jak mu się nie uda kilka razy.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Remus o mało nie dostał zawału. Nagłe zgaszenie pochodni to jedno ale potpalenie się niewiasty? To już było za wiele. Jednak bez zbędnego komentarza (a miał ich kilka) zerwał się z krzesła, odczepił od pasa "to coś" na wodę (powiedzmy że "to coś" na wodę , worek na trochę prowiantu i mieszek z pieniędzmi jest na pasie), złapał Carme w połowie tej części ręki między łokciem a nadgarstkiem (żeby móc w miarę zniwelować machanie dłonią oraz samemu mieć dłoń w miarę daleko od płomieni) i zaczął miarowo polewać dłoń wodą. Przy czym cały czas mówił pod nosem trochę nerwowo:

-Spokojnie,spokojnie,spokojnie,spokojnie- bardzie do siebie niż do niewiasty w opałach

Share this post


Link to post
Share on other sites

Create an account or sign in to comment

You need to be a member in order to leave a comment

Create an account

Sign up for a new account in our community. It's easy!

Register a new account

Sign in

Already have an account? Sign in here.

Sign In Now