Sign in to follow this  
Malvagio

Śnienie [Oneshot][Dark][Sad]

Recommended Posts

Historia Wielkiego Zmieniania Zdania. Początkowo chciałem opublikować to opowiadanie osobno w jakiś czas po premierze antologii "Na Ostrzu Iluzji", do której zostało napisane. Następnie w ten pomysł zwątpiłem. Później zaś, pod wpływem głosów zachęcających mnie do rozważenia całej sprawy powtórnie, przyszło zwątpienie w zwątpienie. Ostatecznie, po skonsultowaniu całej sprawy z Dolarem (jako że Porządek Musi Być) i otrzymaniu zielonego światła, zdecydowałem się jednak zrealizować pierwotną koncepcję.

 

Tytuł: Śnienie

 

Tagi: [One-shot], [Dark], [sad]

 

Obrazek okładkowy:

 large.jpeg

 

Link: https://docs.google.com/document/d/1X_CelzprEm6djRzzS5HXyp_9dMd_XrWHUVljVg7cm2U/edit

 

Opis: Księżniczka Luna poszukuje prawdy skrytej w Krainie Snów.

 

 

Życzę miłej lektury.

  • Upvote 2

Share this post


Link to post
Share on other sites

Jest progres, udało mi się przeczytać fanfik Malvagio i nie dostać przy tym k*rwicy od stylu i silenia się na głębię.

Pomysł na fabułę ciekawy, choć większą jego część zdołałam przewidzieć gdzieś w połowie tekstu. Cały czas jednak dręczyło mnie uczucie braku kontekstu - jakbym zaczęła oglądać jakiś serial w połowie sezonu.

Styl - jak pisałam, jest mały postęp. Nie mam już do czynienia z boleśnie nijakim, do bólu wygładzonym stylem, jaki znałam z "Pielgrzyma..." oraz "Dwunastu Uderzeń".

Trochę drażnił mnie fakt łatwości, z jaką bohaterka wysnuwała kolejne poprawne wnioski. Prawie w ogóle się nie wahała, nie popełniała błędów, nic. Zupełnie jakby gdzieś za kulisami siedział sufler mówiący jej: "dobra, a teraz znowu jesteś we śnie".

Wątki filozoficzno-głębokie - brak. Z jednej strony to dobra rzecz, bo "Pielgrzym..." był wyjątkowo marną parabolą, z drugiej jednak - czy ja coś ominęłam, czy może cała ta antologia miała być poświęcona filozofowaniu i mąceniu wody?

Werdykt końcowy: dalej meh, ale przynajmniej moje zęby (i zwoje mózgowe) są całe.

  • Upvote 1

Share this post


Link to post
Share on other sites

Jakby podsumować całość... Jeśli ktoś czytał jakiekolwiek opowiadanie Malgavio i mu się podobało, to polecam także i to. I jak zwykle zarezerwujcie sobie wtedy też trochę czasu po przeczytaniu, na analizę standardowej dawki tajemniczości i samego zakończenia.

 

A poniższa część to już moja nieco spoilerowate wrażenia, więc uciekać, jeśliście jeszcze nie czytali samego fika.

 

Mal dalej w formie. Choć początek zdawał się być aż za bardzo w twoim stylu - eleganckie opisy, miejscami nieco zbyt barwne porównania - to przyznam, że był mało wciągający, zbytnio przypominał inne twoje opowiadania. Na szczęście po kilku stronach bach! Incepcja. Intryga się zagęściła (oczywiście nie mogło zabraknąć twojej ulubionej postaci ;)), acz nie liczyłem szczerze mówiąc na tak... neutralne zakończenie. Raczej spodziewałem się końca Księżniczki Nocy - jakoś tak się przyzwyczaiłem, że twoje fiki kończą się zwykle dość ciężko dla głównych postaci :P

 

Fik czytało się płynnie i bez zgrzytów (może z wyjątkiem "alicornki", ale to już osobista fanaberia, omawiana setki razy), ale to norma u ciebie. Błędów nie wyłapałem, ale też ich zbytnio nie szukałem.

 

I najlepsze zdanie jak dla mnie:
'Draconequus zaśmiał się potężnie, każdy swój dźwięk materializując w postaci unoszącej się w powietrzu onomatopei."

Serio, jak to sobie wyobraziłem też zacząłem się śmiać jak głupi :P

Edited by aTOM

Share this post


Link to post
Share on other sites

Opowiadanie zrobiło na mnie naprawdę dobre wrażenie, przede wszystkim budową klimatu (co zaskoczeniem dla mnie nie jest) i pomysłem.

Z początku myślałem, prawdę mówiąc, że długie opisy mnie w końcu zmęczą, a na dodatek zbyt mało przez nie miejsca na prezentację osobowości Luny, ale ostatecznie zostałem wciągnięty, a Luna została wystarczająco dobrze ukazana poprzez swoje słowa i działania. Więc jak dla mnie ten styl tutaj się sprawdza. A opisy budują gęstą atmosferę niemal każdej sceny, nawet jeśli czasami (rzadko) trochę mi się dłużyły.

Jeśli miałbym się czegoś czepić, to powtórzyłbym, że Luna, niczym Batman z lat 60tych, trochę za prosto dochodzi do popychających do przodu fabułę wniosków. Do końca sceny z Chrysalis jest dobrze, potem jednak robi się nieco naciąganie. Scena z Discordem jeszcze broni się tym, że Luna przypomina sobie rzeczy z odległej przeszłości. Natomiast to tajemnicze przeczucie, że Celestia powinna być w sali tronowej, wygląda jak deus ex machina, na dodatek niepotrzebne, bo Luna mogła się zorientować że coś jest nie tak w zupełnie inny sposób.

No i to "Cienie i marzenia to jedno", oraz pokrewne... Może czegoś nie łapię, ale dla mnie mogłoby śmiało rywalizować na na nic nie wnoszącą pretensjonalność z "Pszczoły to życie" (a może to było "Życie to pszczoły"?). :)

Ale to drobiazgi. Skoro klimat i fabuła trzymają poziom, to nie mam wyboru jak tylko uznać fik za wielce udany.

  • Upvote 1

Share this post


Link to post
Share on other sites

Ciągle nie rozumiem, dlaczego ten tekst jest jednocześnie w dwóch tematach w tym samym dziale, ale nie muszę wszystkiego rozumieć.

 

W każdym razie – usłyszałam od Mala, że to opowiadanie pod względem stylu nie odbiega raczej od reszty jego prac, toteż powinno mi się spodobać.

 

Owszem, podobało mi się, może nie wszystko, ale z pewnością jest to świetna praca.

 

Na początek to, co mi się podobało nieziemsko: styl. Nie, nie jak zawsze, nie tym razem, bo chociaż czuć tutaj, że pisał to Malvagio, to jednak coś się zmieniło. Atmosfera jest gęsta, mroczna, wszystko jest na swoim miejscu… a dodatkowo ten tekst płynął, po prostu płynął. Fenomenalnie się to czytało, Mal, muszę to przyznać otwarcie, tak się wciągnęłam, że prawie zapomniałam wsiąść do swojego autobusu. Jakoś tak prędziutko mi przeleciały te strony, nawet nie wiem kiedy. Bardzo fajnie ci to wyszło.

 

Dalej mamy fakt, że opowiadanie jest wyjątkowo intrygujące. Czytelnik, przeczytawszy pierwszą i drugą stronę, ma przemożną chęć poznać dalsze losy bohaterki. To się chwali. Nie patrzyłam na Lunę obojętnie, chciałam wiedzieć, co się z nią stanie, jak postąpi. Sam pomysł, a raczej główny motyw ze snem wydał mi się mocno banalny – wałkowano to już wiele razy. U ciebie mi to nie przeszkadza, jest to motyw wykorzystany dobrze, chociaż może nie do cna. Ci, którzy komentowali tekst przede mną, zwracali między innymi uwagę na fakt, iż Luna bardzo szybko dochodzi do prawdy i odnajduje odpowiedzi na kolejne zagadki. Z jednej strony to jest zarzut trafny i logiczny (bo skoro tak łatwo jej przychodziło „budzenie się” z każdego kolejnego snu, to czemu tak długo tkwiła w pierwszym?), z drugiej jednak – nie przeszkadzało mi to i nie zakłócało odbioru dzieła. Ot, przeszłam nad tym do porządku dziennego, w sumie nawet się cieszyłam, że akcja jest dynamiczna, bo naprawdę mnie wciągnęło i nie mogłam się doczekać kolejnych wydarzeń.

 

Sama Luna – oddana bardzo dobrze. Dla mnie kanoniczna, poważna, majestatyczna, chociaż tak naprawdę przez większość czasu skupiasz się na jej działaniach niż budujesz jej portret psychologiczny. Dopiero pod koniec poznajemy nieco głębiej jej myśli… i wtedy opowiadanie się kończy.

 

Co jeszcze było dobrego? Fajny, choć oklepany pomysł snu we śnie, na pewno wybitne wykonanie (no, tym razem przeszedłeś samego siebie, twoje opisy i twój klimat zawsze lubiłam, jednak tutaj to wszystko ma jakąś taką lekkość), dobra Luna, nieźli antagoniści, chociaż to nie oni byli ważni, więc ich wizerunek miał się jedynie „nie kłócić” z tym znanym z serialu… Wadą jest przewidywalność. Kolejnych kroków Luny i kolejnych wydarzeń można się domyślić niezwykle łatwo, ostateczne rozwiązanie sytuacji nie było dla mnie żadnym zaskoczeniem. Liczyłam jednak na wielkie bum w zakończeniu, na coś, co mną wstrząśnie, bo przez całą lekturę czułam przechodzące po kręgosłupie mrówki pt. „na koniec zostanę wepchnięta w fotel”… i zawiodłam się nieco, bo nic takiego nie miało miejsca. Przy ostatnich akapitach aż się dziwiłam, że jeszcze tak mało tekstu mi zostało do przeczytania, skoro zakończenie powinno być takie cudowne i miażdżące, a tutaj akcja już się kończy… Nie, nie przekonuje mnie to, liczyłam na coś innego, mniej… oczywistego. Może głębszego? Spidi mocno reklamował całą „Antologię” jako zbiór tekstów filozoficznych i skłaniających do refleksji (i nie o grzybobraniu), no i się nastawiłam na nie wiadomo co.

 

Jednakże.

 

Pomijając rozwiązanie i zakończenie, które wydały mi się trywialne i takie mało ambitne, opowiadanie jest naprawdę doskonałe. Luna jest świetną postacią, atmosfera genialna, fanfik czyta się jednym tchem, płynnie i lekko, a twój świetny styl jest wyczuwalny jak nigdy, mimo że ten tekst jest trochę inny, choć trudno mi dokładnie określić, na czym jego „inność” polega.

 

Nie żałuję ani jednej minuty poświęconej na lekturę, bo jak zwykle napisałeś coś dobrego.

 

Pozdrawiam,

Madeleine

 

Może czegoś nie łapię, ale dla mnie mogłoby śmiało rywalizować na na nic nie wnoszącą pretensjonalność z "Pszczoły to życie" (a może to było "Życie to pszczoły"?).

 

Madzia Coelho poleca się na przyszłość! ^^

Share this post


Link to post
Share on other sites

Nie wydaje mi się, żeby istniał jeden jedyny słuszny styl, którego wszyscy powinni kurczowo się trzymać. Nie żyjemy w końcu w głębokiej, socrealistycznej komunie. A to ciągłe szydercze odwoływanie się do mojej debiutanckiej pracy srogo zaczyna mi już działać na nerwy. Słowo daję, jeśli jeszcze raz ktoś to zrobi, zacznę rzucać mięsem. W ruch pójdą schabowe i karkówki, a i przed sięgnięciem po golonkę się nie zawaham. Zapewniam, że oberwanie golonką to nic miłego.

 

Mniejsza z tym, przejdźmy do samego tekstu.

 

 

Trochę drażnił mnie fakt łatwości, z jaką bohaterka wysnuwała kolejne poprawne wnioski

 

 

Jeśli miałbym się czegoś czepić, to powtórzyłbym, że Luna, niczym Batman z lat 60tych, trochę za prosto dochodzi do popychających do przodu fabułę wniosków.

 

 

Ci, którzy komentowali tekst przede mną, zwracali między innymi uwagę na fakt, iż Luna bardzo szybko dochodzi do prawdy i odnajduje odpowiedzi na kolejne zagadki. Z jednej strony to jest zarzut trafny i logiczny (bo skoro tak łatwo jej przychodziło „budzenie się” z każdego kolejnego snu, to czemu tak długo tkwiła w pierwszym?)

 

 

Ta łatwość była w pełni zaplanowana. Luna jest u mnie władczynią Krainy Snów, dlatego też w chwili, gdy zorientowała się, że w niej przebywa, stała się tak naprawdę OP jak jasny gwint i wszyscy anieli w niebiesiech. Stwierdziłem, że byłoby nielogiczne, gdyby miała jakieś większe trudności z rozwiązywaniem zagadek. W pierwszym natomiast tkwiła tak długo, ponieważ nie była wówczas swego stanu świadoma - gdy się to zmieniło, pozostała już wyczulona i mogła ścigać prawdę jak chart myśliwski.

 

Natomiast to tajemnicze przeczucie, że Celestia powinna być w sali tronowej, wygląda jak deus ex machina, na dodatek niepotrzebne, bo Luna mogła się zorientować że coś jest nie tak w zupełnie inny sposób.

 

Tajemnicze przeczucie było związane z tym, co było pokazane w serialu, gdzie kokon Celestii był właśnie tam. Coś, co miało być rzeczywistością, a okazało się być jedynie wyśnione.

 

Wadą jest przewidywalność. Kolejnych kroków Luny i kolejnych wydarzeń można się domyślić niezwykle łatwo, ostateczne rozwiązanie sytuacji nie było dla mnie żadnym zaskoczeniem.

 

 

Cóż, uznałem, że z tematu "Luna odkrywa, że rzeczywistość jest snem" ciężko będzie wykrzesać coś zaskakującego, a teoretycznie znów miałem mało czasu na pisanie (w praktyce po zakończeniu pracy okazało się, iż termin publikacji musi zostać przesunięty). W każdym razie postawiłem stricte na budowanie klimatu i atmosfery.

 

 

czy może cała ta antologia miała być poświęcona filozofowaniu i mąceniu wody?

 

 

Spidi mocno reklamował całą „Antologię” jako zbiór tekstów filozoficznych i skłaniających do refleksji (i nie o grzybobraniu), no i się nastawiłam na nie wiadomo co.

 

 

O tym, że antologia ma skupiać teksty o nacechowaniu filozoficznym, dowiedziałem się dopiero w chwili, gdy znalazła się na forum. Spidi poprosił mnie tylko o napisanie opowiadania na wspomniany już wyżej temat... no i cóż, właśnie takie opowiadanie napisałem.

 

 

Liczyłam jednak na wielkie bum w zakończeniu, na coś, co mną wstrząśnie, bo przez całą lekturę czułam przechodzące po kręgosłupie mrówki pt. „na koniec zostanę wepchnięta w fotel”… i zawiodłam się nieco, bo nic takiego nie miało miejsca. Przy ostatnich akapitach aż się dziwiłam, że jeszcze tak mało tekstu mi zostało do przeczytania, skoro zakończenie powinno być takie cudowne i miażdżące, a tutaj akcja już się kończy… Nie, nie przekonuje mnie to, liczyłam na coś innego, mniej… oczywistego.

 

 

Nie jestem pewien, czy dobrze Cię zrozumiałem, ale tym razem chciałem siłę zakończenia i jego "czynnika miażdżącego" pozostawić interpretacji czytelnika. Moja autorska (co nie znaczy, że jedyna słuszna) wydaje mi się dosyć przygniatająca, a przynajmniej taka jest dla mnie. Zamykam to wszystko w tym małym zdaniu "Znów znajdzie się w spokojnym świecie, w którym historie kończą się szczęśliwie i możliwe jest przebaczenie...". Nie powiedziałem w końcu, jak długa Luna jest uwięziona. Możliwe, że nie minęło jeszcze serialowe tysiąc lat i powrót jeszcze jest przed nią, ale możliwe jest również, że tysiąc lat minęło już dawno temu, a jej zamknięcie nie będzie miało nigdy końca. Moją interpretacją jest właśnie ta druga, w którym jedna błędna decyzja doprowadziła do nieodwracalnej katastrofy.

 

Tak, czy inaczej, dziękuję za opinie.

Edited by Malvagio

Share this post


Link to post
Share on other sites

Moja opinia spóźniona, ale jednak. Trudno pisać jeszcze raz o czymś, o czym już mówiłem, zwłaszcza, gdy dawno nie formułowało się "na kartce" myśli dłuższej niż paręnaście zdań. Ale spróbuje. Ponadto, na pewnym poziomie opowiadań, niektóre dzieła nie można opisywać na poziomie "edycja tekstu be, fabuła be, bohaterowie dobrzy, tempo akcji meh".  Dlatego raczej podzielę się po prostu paroma przemyśleniami.

 

Pomijam nudy w stylu edycji tekstu, itd., bo jest tak jak lubię, czyli czysto i schludnie. Można skupić się na samym ff, a nie na "dodatkach". Tak się składa, że był to jeden z pierwszych ff w tym fandomie, który przeczytałem po dużej przerwie i mówiąc w skrócie, podobał mi się. Najbardziej chyba atmosfera mi się podobała, mimo, iż nie zaliczyłbym ją do "dark", tak samo jak całe opowiadanie. Była ciekawie oniryczna, ale bez przesady, autor pisał w taki sposób, by można było odczuć, że coś jest *nie tak*. Nie jest łatwo to zrobić, wprawić czytelnika w pewne zakłopotanie. Można powiedzieć, że "podświadome zakłopotanie", co tylko pomaga w budowaniu atmosfery. Przypadły mi do gustu także delikatne szczegóły w opisach, które krzyczały, by je zauważyć i gdzieś sobie na skraju umysłu odnotować. W sposób nienachalny, ale interesujący budowały dodatkowe cegiełki świata przedstawionego. Robiły to tak, by można było te wszystkie cegiełki połączyć w całość, a autor nie musiał silić się na pisanie, jak to dziwnie bohaterka się czuła. To było po prostu widać. Jedna rzecz - czytając ff wtedy, i teraz powtórnie, to nie mogę się oprzeć się podobieństwu do "Pszczół" pani u góry. Podobna dawka... rezygnacji, albo raczej smutnego pogodzenia się z rzeczywistością. Dobrze to wyszło, nie powiem, przez to ff ma swój specyficzny styl, za co plus. Fabuła chyba najbardziej mi się spodobała, aż się zdziwiłem, że tak późno się zorientowałem, do czego to wszystko dąży - wydaje mi się, że takie klimaty to bardzo popularny wątek teraz. Co mnie cieszy, bo lubię takie "niedopowiedziane" historie. Duży plus także za tempo zakończenia, które nie było ani zbyt przyspieszone ani rozwałkowane, często trudno napisać zgrabne zakończenie opowieści. Tutaj się udało, jak się zaczęło, tak się zakończyło, troszkę mroczno, ale spokojnie. Tak jak powinno.

 

No tak, z tym, że po przeczytaniu opowiadania po raz drugi, zacząłem też widzieć nieco więcej skaz, na które wcześniej nie zwracałem uwagi. O pierwszej rzeczy ktoś już wspomniał - bohaterce idzie wszystko troszkę za łatwo, przez co autor pozbawia czytelnika tego małego dreszczyka emocji, który każe się obawiać, że być może nigdy nie poznamy odpowiedzi na nurtujące nas pytania. Ale nie jest to dla mnie duży problem, rozumiem, że konwencja ff była inna, trudno się o to przyczepić. Zauważyłem, że niektóre dialogi były aż do bólu "serialowe". Nie powiem, nie lubię tego, nawet jeśli przez to dobrze odzwierciedlają postać. Według mnie wypowiedzi (a także miejscami zachowanie, pomijając koniec) bohaterki jest miejscami do bólu prozaiczne i nie na miejscu. Nie na miejscu w ff oczywiście. Swoją opinię uzasadniam tym, że wiadomy serial z wiadomymi postaciami, został napisany dla wiadomych odbiorców ( <10? ). Z pustego to i Salomon nie naleje, a według mnie nadmierna chęć odwzorowania postaci w ff wprowadzi tylko prozaiczność i wyłamanie się z konwencji, którą się wcześniej konsekwentnie wdrażało w opowiadaniu. Oczywiście tutaj to tylko występuje miejscami, ale jakoś kuło mnie to w oczy. Idąc dalej - koniec był trochę cliche, wszyscy lubimy lecące łzy itd., ale według mnie nie powinno się przesadzać z obrazowymi opisami, to często psuje puentę. A tutaj była naprawdę dobra, chociaż przyznaje to z bólem - nieco oklepana. Co akurat mi nie przeszkodziło w czytaniu. 

 

Podsumowując - chyba najlepszy ff jaki czytałem autora, zdecydowanie lepszy niż "PiP'. Ogólnie Malviago jest dla mnie wzorem pisarza, do którego wszyscy początkujący powinni dążyć, nie spotkałem wiele osób które mają dobrze wyrobiony sam kunszt literacki. Jedyne o co mogę prosić, to o jedno - o to, by próbować poszerzyć konwencję,/tematykę/formułę opowiadań w tym świecie, a nie zamykać się w niej. Dobry, solidny i czytany z chęcią autor, wciąż nie jest najlepszym. He.

  • Upvote 1

Share this post


Link to post
Share on other sites

Create an account or sign in to comment

You need to be a member in order to leave a comment

Create an account

Sign up for a new account in our community. It's easy!

Register a new account

Sign in

Already have an account? Sign in here.

Sign In Now

Sign in to follow this