Jump to content

Strona Główna  |  Ogłoszenia  |  Lista Fanfików  |  Fanpage  |  Feedback
Burning Question

Samotnicy, łączmy się! ...osobno ;)

Recommended Posts

Witam wszystkich samotników, singli, introwertyków a nawet socjopatów.

Każdego, kto wysoko ceni sobie swoją prywatność lub potrzebuje co najmniej kilku godzin dziennej dawki świętego spokoju od społeczeństwa.

Każdego, kto jest sam z wyboru i tak mu wesoło jak też każdego, kto chciałby mieć towarzystwo lecz z jakiegoś powodu go nie ma. 

Każdego, kto jest zwyczajnie zbyt nieśmiały żeby mieć bogate życie towarzyskie i każdego pewnego siebie człowieka, który nie potrzebuje innych by czuć się dobrze.

Każdego, kto jest singlem jak i każdego, kto nawet będąc w związku chadza swoimi ścieżkami, nie targa wszędzie swojej drugiej połówki i nie domaga się wpuszczania pod prysznic za każdym razem. XD

 

9vhaaf.jpg

Źródło: http://ric-m.deviantart.com/

 

Nawet w pastelowym świecie Equestrii, gdzie wszyscy starają się być w grupie i z przyjaciółmi, jest kilka postaci, które całkiem sporo czasu lubią spędzać w swoim kącie.

Daring Do: ceni sobie prywatność i bezpieczeństwo swoich sekretów, woli "działać solo" i dobrze jej z tym.

Luna: tajemnicza, niezbyt wylewna, minęło trochę czasu zanim otoczenie oswoiło się z jej nową, dobrą stroną.  :lunasmile:

Twilight: przeszła drogę od mocnej introwersji do "introwersji odważnej" jak ja to nazywam. Na pewno trzeba jej wielu godzin spokoju na czytanie.  :twiblush2:

Zecora: mieszka samotnie w lesie, gdzie ma łatwiejszy dostęp do "ziółek" i pewnie lepsze warunki do medytacji.  :zecora2:

Big Mac: zwyczajnie nie jest gadatliwy, bo nie widzi takiej potrzeby lub... jest nieśmiały. Przez to ma raczej małe grono bliskich przyjaciół, ale nie słyszałam, by narzekał.  :bigmacintosh:

 

Oczywiście jest ich więcej. Wymieniajcie śmiało!

 

To o czym gadamy?

 

Czy jesteś samotnikiem, jakiego rodzaju i w jakim stopniu? Dobrze ci z tym?

Jeśli nie, gorąco zachęcam do poszukiwania równowagi między potrzebą kontaktu a czasem dla siebie i korzyści jakie z tego płyną!

Kto jest twoim ulubionym introwertycznym kucykiem i z którym możesz się najmocniej identyfikować?

Edited by Burning Question

Share this post


Link to post
Share on other sites

Samotnikiem właściwie jestem od zawsze. Nigdy nie przepadałem za tłumami ludzi czy jakimiś imprezami. Z reguły jestem również małomówny. Ciężko mi się po prostu odnaleźć wśród ludzi, których dopiero poznałem. Nawet nie bardzo lubię często wpadać do znajomych. Ogólnie najlepiej się czuje w swoim domu w swoich czterech ścianach. A najlepiej jest, gdy na kilka godzin wszyscy opuszczają dom na kilka godzin. Po prostu cisza i spokój to lubię najbardziej. Więc właściwie dobrze mi z tym. Chociaż przez taki tryb życia niezbyt dobrze dogaduje się z rodziną. Mimo wszystko nic bym nie zmienił w swoim trybie życia. Bo po prostu go lubię. Gdybym miał wybierać, z który samotnik z kuców jest mi najbliższy ciężko byłoby wybrać jednego. Po części pewnie Twilight. Też lubię usiąść w ciszy i spokoju i poczytać dobrą książkę. No i trochę z Big Maca z powodu, że z reguły jestem raczej małomówny.

Share this post


Link to post
Share on other sites

ahhh... tak pachnie samotność...albo brudne skarpetki, hmmm.

 

Lubię powtarzać że samotność to dar ale i przekleństwo, przekleństwo które ubóstwiam i z którym mi dobrze. Oczywiście wiążą się z tym jakieś tam minusy, jak np. problem z nawiązywaniem kontaktów itp. ale jakoś to mi nie przeszkadza, bo dlaczego by miało? oczywiście są momenty gdy umysł wyję a ciało pali, ale wtedy odzywa się wewnętrzny głos który mówi: "miej wyebane, po co ci to?" i zazwyczaj po piętnastu minutach przechodzi, ale zostaje nienawiść do ludzi, chociaż i bez tego ich nienawidzę. Generalnie jest to przyjemne zwłaszcza jak nikogo nie ma w domu, cisza... nikt mnie nie w...denerwuję, normalnie cud nad odrą. Oczywiście niewielka grupka znajomych których o zgrozo posiadam, nieustannie podejmuję próby wyprowadzenia mnie na ludzi: "Weź wyjdź gdzieś", "znajdź se dziewczynę" i inne brednie, efektem tego jest to że udzielam im pięciosekundowej nagany wzrokowej, ale rzecz jasna piwko ze znajomymi obalić można a nawet trzeba raz na jakiś czas. Ogólnie samotność z wyboru jest fajna, bo spędzasz czas z jedyną osobą która cię w 100% rozumie, czyli z sobą(tak wiem żałosne to i blabla bla) dobrze mi z tym i za nic tego nie zmienię. A kuc? nie ma takiego z którym pod tym kątem się utożsamiał dziękuję dobranoc. 

  • Upvote 1

Share this post


Link to post
Share on other sites

Za samotniczkę się nie uważam - przeciwnie, uwielbiam ludzi. Jeśli spędzam czas sama, to tylko przez zamiłowanie do rozwijania się, chęć przeczytania czegoś czy nauki. Z drugiej strony dobrze dobrane grono znajomych świetnie wspiera taki rozwój i pracę nad sobą - ilu fascynujących artykułów czy książek nie znalazłabym bez tych ludzi, ilu dyskusji bym nie odbyła, ilu pojęć bym nie poznała! Nie mówiąc już o inspiracji, jaką zapewniają mi takie osoby wokół mnie.

 

Dlaczego więc przyszłam? Cóż, jestem ciekawa, jakie korzyści płyną z większej ilości czasu dla siebie. Te, które znam, już wymieniłam - możliwość rozwoju, nauki, zapoznawania się z interesującymi materiałami. W gruncie rzeczy to nawet te zajęcia są dla mnie ściśle powiązane z ekstrawertyzmem, bo po co czytać książkę, jeśli nie mogę potem przeprowadzić z kimś debaty na temat występujących w niej dylematów moralnych? Chętnie usłyszę o innych korzyściach i kto wie, może nieco zmienię plan dnia?

 

Kiedy teraz o tym myślę, to odkrywam że ostatnimi czasy znacząco wzrósł odsetek moich relacji opartych takich czy innych formach komunikacji online. Mam nadzieję, że nie przekreśla to prawdziwości pierwszego akapitu - chętnie widywałabym te osoby codziennie, gdyby nie dzielące nas odległości. Mam szczęście (?) w poznawaniu fascynujących osób w odległościach zaczynających się od pięciuset kilometrów.

  • Upvote 2

Share this post


Link to post
Share on other sites

1. Jestem jedynaczką i przywykłam radzić sobie sama z moim wolnym czasem. To, co sprawia mi najwięcej frajdy to rzeczy dla których potrzeba skupienia i ciszy. Czytanie, śpiewanie, rysowanie, granie w gry, wielogodzinne wewnętrzne monologi. Gdy byłam mała potrafiłam godzinami siedzieć sama i wyobrażać sobie jakieś barwne fantastyczne historie-nie było kasy na kino, nie było kompa i nie było internetu, ale umiałam to sobie zastąpić. To wszystko z czasem uświadomiło mnie jak niewielu ludzi jest w stanie wytrzymać z samym sobą - więc jak chcą, żeby ktoś inny wytrzymał z nimi. Wielu nie potrafi samych siebie zająć czymś ciekawym- więc dlaczego spodziewają się, że komuś innemu wydadzą się interesujący? I w końcu, wiele osób nie poświęca żadnej uwagi patrzeniu wstecz na siebie i swoje zachowanie, na analizowanie swoich reakcji i zmian w poglądach- jest to coś czemu poświęciłam w życiu wiele wiele cichych godzin i niesamowicie mi to pomogło w kontrolowaniu i ukierunkowaniu mojego rozwoju. Bez tego, do pewnego momentu nie byłam nawet świadoma swoich intencji, źródeł reakcji, nie miałam w sobie zdolności do wyciągania nauki z każdej myśli. Kiedy się to naprawi, nie można już nigdy nudzić się z samym sobą. ^^

2. Jestem w sporym stopniu socjopatką i każdy kto mnie zna dłużej na różnych płaszczyznach powinien to potwierdzić. Powodów jest kilka i bardzo różnych. Po pierwsze negatywny wpływ środowiska. Od zawsze miałam skrajnie przerąbane w miejscu, gdzie mieszkam. Ludzie omijali mnie szerokim łukiem, albo atakowali i psychicznie i fizycznie. Wiele z tych rzeczy wynikało z negatywnych stereotypów na temat mojego pochodzenia itp. Miałam dwie opcje: dopasować się do nich i stać się tym małym potworkiem jakiego oczekiwało społeczeństwo lub iść dalej swoją drogą i udowodnić wszystkim, że się mylą. Tą walkę ze społeczeństwem wygrałam w pięknym stylu, ale wymagało to tej socjopatycznej tendencji do absolutnego nie przejmowania się opiniami, wyzbyciem się poczucia wstydu tam, gdzie ludzie chcieli je wywołać i nauczenie się obracania tych działań przeciwko nim z podniesioną głową. Równocześnie wiele występowałam i musiałam oswoić się ze sceną tak, by być w stanie wyjść przed jakikolwiek tłum, zrobić swoje najlepiej jak umiem i dumnie zejść ze sceny. Inna sprawa, że próbowano mnie wychowywać w rodzinie zarażonej częściowo kulturowymi muzułmańskimi bredniami, dlatego też łamanie tradycji weszło mi w krew i nie mam przed tym żadnych oporów, jeśli uznam jakąś zasadę za niemądrą. Z tych wszystkich powodów jestem teraz tą kontrowersyjną postacią, która zawsze mówi to, co uważa za słuszne nawet jeśli oznacza to, że wszyscy na sali będą szczerze chcieli mnie pobić. Praktycznie nie tęsknię nawet za ludźmi, których naprawdę lubię. Ciężko jest mi nawiązać przyjaźnie, bo mało kto nie czuje się przy mnie źle czy niepewnie i ja mało kogo jestem w stanie szanować w 50% chociażby. Również kontakty z ludźmi sa dla mnie wielkim wyzwaniem, bo to, co dla mnie jest najgrzeczniejszą wypowiedzią pod słońcem często ludzi obraża i nawet, gdy się nad tym zastanawiam nie umiem wyobrazić sobie jak mogłabym grzeczniej sformułować zdanie. Wszelkie oficjalne formy grzecznościowe, to dla mnie koszmar. Nie rozumiem ich. Dlatego niewiele jest osób z którymi umiem się dobrze dogadać i zwykle one też są dość... dziwne. Ale w pozytywnym sensie. ^^

3. Introwersja to coś, co tworzy się w nas już podczas życia płodowego. Oznacza, że potrzebujemy bardzo małej ilości bodźców do poprawnego funkcojonowania i łatwo jest "przeciążyć mózg" - zacznie się męczyć. To cecha charakterystyczna dla mnie. Być może powodem jest to, że moja matka głodowała podczas ciąży i tylko cudem nie urodziłam się martwa także nigdy nie byłam zbyt ruchliwa. Nie lubię szumu, tłumu, hałasu, dyskotek, imprez. Prawie wszyscy moi dobrzy przyjaciele to introwertycy, którzy nie dręczą mnie co 5 minut, nie domagają się bycia przy nich fizycznie, łażenia na imprezy. Spotykamy się kilka razy w roku i to nam wystarczy. Równocześnie przez internet rozmawiam codziennie z kilkoma osobami i zajmuje to sporą część mojego dnia, jednak taki rodzaj interakcji nie jest męczący- mogę zrobić sobie przerwę kiedy chcę, moge się spokojnie zastanowić co napisać, mogę robić coś przy okazji i nikt się nie obrazi, że "nie szanuję rozmówcy" bo czymś się rozpraszam. Idealnie!

4. Jestem chyba jedyną osobą jaką znam, która nigdy nie jojczyła ani głośno ani we własnych myślach, że jest sama i kiedy to ja w końcu znajdę swoją miłość. Nigdy nie było mi to potrzebne do szczęścia i jestem pewna, że właśnie dojście do takiego stanu najlepiej przygotowuje nas na poważny związek. Trzeba najpierw nauczyć się być emocjonalnie samowystarczalnym, by potem nie stać się niczyją pijawką. Nawet teraz, gdy z kimś jestem mogę być w tym związku na odległość właśnie dlatego, że nie potrzebuję mojego partnera 24/7. Chodzę sama na spotkania, gdzie jest kilka par i nie czuję się źle. Mogę sobie robić co chcę w ciągu dnia i dopiero wieczorkiem przysiąść z nim do spokojnej rozmowy. Nawet, gdy mieszkamy razem każde z nas ma czas dla siebie i nie musi martwić się, że zaniedba to drugą osobę. Myślę, ze takie podejście wywala masę toksyczności i frustracji z jakiegokolwiek związku, dlatego paradoksalnie bycie z natury samotnikiem jest tu bardzo zdrowe i nijak nie szkodzi sile uczucia. :)

 

No, sporo tego, więc chyba wystarczy, chociaż mogłabym jeszcze pisac i pisać w nieskończoność. Na koniec dodam tylko ten fragment:

 

There is pleasure in the pathless woods,
there is rapture in the lonely shore,
there is society where none intrudes,
by the deep sea, and music in its roar;
I love not Man the less, but Nature more.
— George Byron

Edited by Burning Question
  • Upvote 1

Share this post


Link to post
Share on other sites

1. Jestem. Lubię towarzystwo w rozsądnych dawkach, ale na dłuższą metę bardzo mnie nuży. Pewnie wiele osób na studiach myśli że jestem nieśmiała czy mam deprechę. A mi po prostu wystarczy, że spędzam z nimi czas na zajęciach, a po chcę mieć święty spokój sama ze sobą. Choć i tak nie do końca - Internety, którymi zapewniam sobie przede wszystkim szybką, łatwą rozrywkę.

Kiedyś miałam silną fobię społeczną, ale dałam sobie kopa w 4 litery i mi przeszło.

Jako dziecko byłam mocno samotna i nie przeszkadzało mi to. Zazwyczaj bawiłam się sama i wolałam to od zabawy z innymi. Teraz też często wolę pracować samodzielnie, choć w grupie też sobie radzę - chyba że to baby. Z nimi za cholerę pracować nie potrafię.

 

2. I to jak :D. Dlaczego miałoby mi nie być dobrze z moją naturą? Taka już jestem i tyle. Lubię w samotności godzinami gapić się w nocne niebo, akwarium czy na rośliny. Kocham tworzyć - pisać i rysować, a to też robota, którą robię sama. Granie? Samotna gra lepsza, choć zależy w co. Dobra partyjka w hirołsy jest dobra. Nawet jeśli współgracz lama i trzeba dawać fory.

 

3. Chyba Twilight. Ją też przyjaciółki na dłuższą metę męczą, co nie znaczy, że nie są istotne i ich nie lubi. Po prostu potrzebuje czasu dla siebie. No i cóż... Ja z wyboru i z natury też jestem samotniczką, a i tak życie wkopało mnie w bogate życie towarzyskie. 

  • Upvote 1

Share this post


Link to post
Share on other sites

 

Czy jesteś samotnikiem, jakiego rodzaju i w jakim stopniu? Dobrze ci z tym?

 

Tak, definitywnie jestem samotnikiem, introwertykiem, odludkiem i jak to Dayan ładnie ujął "po prostu no-lifem."

Czy mi z tym dobrze? Tak. Fakt, miewam momenty, kiedy dopada mnie emocjonalny dół, osamotnienie i generalnie mówiąc "feelsy"

SR0xMJG.jpg

To w ostatecznym rozrachunku dobrze mi z tym. Fakt, że czasami przeklinam moją nieśmiałość i "aspołeczność", która niekiedy objawia się nawet w trudnościach w nawiązywaniu relacji "niebezpośrednich" (online) i zdarza się, że zwyczajnie doskwiera mi brak kogoś, żeby przez chwilę po prostu pogadać o wszystkim i niczym. Jednak cieszy mnie fakt, że w odróżnieniu od osób typowo ekstrawertycznych potrafię się bez problemu obyć bez towarzystwa innych, nie jestem od niego zależny.

 

Mam paru kumpli, z którymi mogę od czasu do czasu pogadać o mniejszych lub większych pierdołach, czy pośmieszkować z jakichś głupot, ale nie wydaje mi się, żebym nawiązał w życiu coś, co mógłbym nazwać głębszą przyjaźnią (choć może po prostu sam mam nieco zbyt idealistyczne spojrzenie na niektóre sprawy).

 

Co do przyczyn mojej introwersji, to prawdopodobnie leżą w moim najwcześniejszym dzieciństwie, którego sporą cześć z powodu ówczesnych problemów zdrowotnych spędziłem w szpitalach. Pewien wpływ może też mieć fakt, że jako jedynak wychowywałem się bez rodzeństwa. Generalnie także później, mimo, że posiadałem pewne niewielkie towarzystwo, to jednak dużo czasu spędzałem w samotności, woląc zabawę samotną i rozwijanie zainteresowań albo z kilkoma konkretnymi osobami, niż ganianie z piłką po polu, lub w późniejszych czasach chlanie po krzakach (cóż, taki los życia w małej miejscowości, gdzie duża część osób w podobnym wieku nie wykraczała i nie wykracza poza podobne rozrywki i "rozrywki"). Po prostu przez dużą część życia ciężko mi było znaleźć w otoczeniu odpowiadające mi towarzystwo, choć myślę że z drugiej strony sam swoją straszliwą nieśmiałością i zamknięciem zmarnowałem w życiu  kilka okazji.

 

Generalnie więc uważam, że pewne kontakty z ludźmi są oczywiście potrzebne do życia, by nie stać się pustelnikiem zarastającym pajęczynami w jaskini, ale w odpowiedniej jakości i oczywiście umiarkowanych ilościach (tak, jak jedni lubią w skupieniu delektować się dobrym winem, inni walić jabole pod sklepem.) Staram się w pewnych względach przełamywać i przechodzić do

 

"introwersji odważnej"

ale na razie no-liferstwo jest we mnie silne.

 

Mam jednak swoje hobby i mniejsze lub większe zainteresowania i na tym staram się opierać, więc wystarczy dać mi do roboty coś, co lubię albo widzę w tym warte wysiłku wyzwanie (nie lubię tracić czasy na pierdoły, choć w sumie często to robię. Cóż, są głupoty ważniejsze i mniej ważne :twiblush: ) a wszystko będzie gut. Oczywiście nie lubię przesadnej monotonii i staram się jakoś przełamywać, rozwijać, czy próbować co jakiś czas czegoś, co może być jakoś związane ze wspomnianym przeciążaniem introwertycznego mózgu.

 

 

Kto jest twoim ulubionym introwertycznym kucykiem i z którym możesz się najmocniej identyfikować?

 

Myślę, że z każdym po trochu. Często jestem skryty w różnych kwestiach i zwykle nie bywam zbyt wylewny. Tak, jak Twilight potrzebuję czasu dla siebie, kiedy mogę porobić coś w spokoju. I tak samo jak Big Mac w większości sytuacji (poza wspomnianym gronem paru kumpli) staram się raczej milczeć (typowa reakcja wielu nowo poznanych osób: "Co ty taki smutny\poważny"), nie czerpiąc jak niektórzy perwersyjnej przyjemności z samego faktu emitowania dźwięków. :bigmacintosh:

  • Upvote 2

Share this post


Link to post
Share on other sites

Jestem introwertyczny do granic autyzmu. :spike: Nie umiem nawiązywać kontaktów, choćby nie wiem co. Nie umiem zaczynać rozmowy, czy to ze znaną, czy nowo poznaną osobą. Dlaczego? Chyba głównie dlatego, że czuję się wtedy jak natręt. Tak samo mam, jeśli chodzi o podtrzymanie rozmowy. Ciężko mi znaleźć temat, którym mogę zainteresować drugą osobę. Jeśli ktoś rzuca tematami albo wiem, że mamy wspólne zainteresowania, to jest lepiej, nie mam problemu z odpowiadaniem, ale żeby samemu wyjść z inicyjatywą... Impossibru. I tak to jest...

Czy mi dobrze z samotnością? Człowiek się dostosowuje do każdej sytuacji. Może miło byłoby mieć do kogoś otworzyć usta. Z drugiej strony, patrz wyżej. Poza tym kontakty z ludźmi zawsze mnie męczyły. Parę godzin raz na jakiś (długi) czas można wytrzymać, można się nawet dobrze bawić, ale zwykle w połowie dystansu miałem tego serdecznie dość i myślałem tylko o powrocie do domu.

Z kucyków najbardziej utożsamiam się z Big Makiem. Raz, że nie lubię dużo mówić, zawsze tak miałem. O ile zdarza mi się pisać długie posty, to częściej, zwłaszcza IRL, zdarza mi się rzucać lakoniczne uwagi, mam nadzieję, że zwykle trafne. Dwa, że jak trzeba coś zrobić, to biorę się za to bez zbędnych komentarzy i narzekania. Trzy, rzekomo mam gruby głos, więc kolejna cecha wspólna. Cztery, autyzm. No, ale przynajmniej nie jestem czerwonym osiołkiem.

Edited by Airlick

Share this post


Link to post
Share on other sites

Hm, od czego by tutaj zacząć...

 

Samotnikiem bynajmniej nie zostałem wyłącznie z własnego wyboru. Mieszkam na obrzeżach miasta w dodatku przy dość ruchliwej ulicy, gdzie o wypadek nie trudno, toteż wychodzenie z domu za młodu wiązało się z ryzykiem. 

Cóż, zostało mi przynajmniej spore podwórko do zabawy... szkoda tylko że w okolicy nie było innych dzieciaków do zabawy. 

 

Tak więc musiałem poprostu radzić sobie i z czasem nauczyłem sobie cenić zalety samotności. Lubię czytać i mam dość inne hobby które nie wymagają uczestnictwa kilku osób. Jednak cóż... od zawsze też mam problemy z zawiązywaniem nowych znajomości, podjąć temat czy rozmowę, to dla mnie prawie jak maraton, zwłaszcza z doświadczenia mam duży dystans do ludzi, bo za bardzo od nich w życiu ucierpiałem. Kilka osób stwierdziło, że traktuję ich wrogo. Cóż, poprostu życie nauczyło mnie jak z wrogami sobie radzić, bo przyjaciół nie mam za wielu.

 

Z jakim kucem się utoższamiam w tym przypadku? Chociaż ubóstwiam Lunę, to jednak mówiąc szczerze, dużo bliżej mi do Twilight. Ja poprostu muszę mieć kilka godzin świętego spokoju od całego świata aby móc funkcjonować normalnie, a potem z resztą to już jakoś pójdzie. 

Choć nie powiem... coraz częściej uświadamiam sobie że samotność przez całe życie boli niesamowicie. I tego się boję - że pomimo moich starań na wspólne zycie z kimś... skończę w całkowitej samotności.

 

To tyle...

 

Co dziwne, moja praca wymaga ciągłego kontaktu z ludźmi, rozmowy, dyskusje itp... a człowiek jest zawziętym samotnikiem i odludkiem. Paradoks? Mało powiedziane, ale ogólnie lubię swoją pracę, choć czasem mam ochotę rozstrzelać wszystkich na swojej drodze.

Share this post


Link to post
Share on other sites
Jestem podobnym typem osoby, jak Dayan czy Geralt of Poland siebie opisali powyżej.
 
Znaczna większość mego życia to siedzenie na obrotowy krześle przy biurku z postawionym monitorem, grając w gry czy oglądając multum filmów na YouTube lub livestreamy. Może dla niektórych to smutne życie, ale co z tego? Jakoś mi nie przeszkadza takie egzystowanie. 
 
Od małego preferowałem samotne oglądanie kreskówek, niż bawienie się z innymi dziećmi na podwórku. Teraz to się trochę zmieniło, pewnie dlatego, że mam więcej znajomych.
 
Jeśliby spojrzeć na to, co głosi Wikipedia, to jestem flegmatykiem. Najmocniejszą cechą z listy tam zawartej to z całą pewnością jest to, że wolę obserwować ludzi wokół mnie, niż z nimi wchodzić w interakcje. Jeśli ktoś podejdzie do mnie i zacznie rozmowę to z łatwością mogę zacząć gadać i gadać, w przeciwnym razie czuję w sobie mechanizm, który blokuje mnie. Dlatego na ponymeetach (a raczej konwentowych ponymeetach), w których było mi zaszczyt uczestniczyć (a było ich na razie kilka), byłem "samotnym jeźdźcem bez kucyka do towarzystwa" i chadzałem od prelekcji do prelekcji, czasem robiąc przerwę na oglądanie stoisk i wałęsanie się po korytarzach. Przez tą wewnętrzną blokadę często wychodzę na dziwaka, no ale co poradzić... Jakoś tak mam...
 
Ten "mechanizm obronnych" powoduje, że nie udzielam się za często w Internecie, co można wywnioskować po ilości postów na forum, które napisałem przez prawie rok istnienia konta. Nigdy nie przepadałem za tego typu komunikowaniem się. Jestem istotą, która preferuje porozumiewanie się w grupie ok. sześciu osób naraz, gdyż łatwiej wtedy skupić się na samych osobach. 
 
Samotnikiem nie jestem. A na pewno nie w 100%-ach, o ile takim można być. Lubię samotność, ale zawsze jestem chętny do wspólnych wyjść ze znajomymi, rozmów z rodziną czy wypadów na spacery lub wycieczki w góry. Bez ludzi myślę, że mógłbym żyć, jeżeli tak wyglądałoby me przeznaczenie. Ale na dłuższą metę takie życie jest kompletnie dla mnie niemożliwe. Przyznam szczerze ( w ogóle stwierdzenie "przyznam szczerze" czy "szczerze" jest takie śmieszne/dziwne, jakby to, co wcześniej się mówiło bądź pisało było kłamstwem), że od roku czuję w sobie jakąś potrzebę integracji z innymi, co wychodzi em... słabo.
 
 
Jeśli chodzi o postać, z którą się indentyfikuję: Trudno wybrać. 
 
Dni, tak jak u Twilight, na samotne czytanie nonstop przez kilka godzin czy po prostu filozofowanie to u mnie chleb powszedni.
 
Nie ograniczam słów w mych wypowiedziach kiedy z kimś rozmawiam. Ba! Często gadam za dużo, na szczęście nie z prędkością Pinkie. Jednak to się tylko tyczy bliższych znajomych lub rodziny. Jeśli mam rozmawiać z poznaną dopiero co osobą, wtedy usta wypowiadają zdania z bigmacową częstotliwością. Do Big Maca zatem jest mi blisko, jak i daleko.
 
*zakłada maskę radykalnego wyznawcy Słoneczka Celestii* Jeśli chodzi o, tfu, Lunę *zdejmuje maskę*: wolę, tak jak ona, obserwować otoczenie, co sprawia, że jestem na swój sposób "tajemniczy".
 
Zecorcia pasuje do mojej chęci mieszkania samemu. A raczej niechęci do osób, które wchodzą do mojego azylu a.k.a. pokoju. Od kilku lat wyewoluowała we mnie złość, która ujawnia się wtedy, kiedy jakaś osoba przebywa w mych kilku metrach kwadratowych dłużej niż kilka minut. Irytuje mnie to, iż ta osoba może spojrzeć za moich pleców na to, co robię, nawet, jeśli jest metr za mną, odwrócona do mnie plecami i robiąca coś, co ją pochłania całkowicie. To powoduje u mnie niechęć do robienia czegoś kreatywnego, co także mnie wnerwia... Zazwyczaj wtedy zaczynam robić to, co u mnie "normalne", czyli gram lub oglądam YT...
 
No i to tyle mojego długie wywodu.
 
 
  • Upvote 2

Share this post


Link to post
Share on other sites

Nie mam ochoty na długie wywody z rana, bo boli mnie głowa, ale odpowiedzieć można.

Jestem samotnikiem, a przynajmniej tak myślę. Trzymam się określonej grupy ludzi (2-3) z którymi od ponad dwóch lat, kontaktuje się przez internet, chociaż mieszkają całkiem niedaleko. (Wszelakie próby wyciągnięcia mnie z domu skończyły się niepowodzeniem) Oprócz tego kontaktuje się z jedną supi osóbką, którą znalazłem na tym forum, i która jest supi. Nie mam pojęcia czy jestem introwertykiem czy inne bla bla bla. Męczą mnie kontakty międzyludzkie i stanowczo wolę wykonywać większość czynności samemu. 
Dość dobrze mi z tym. 
Nie utożsamiam się z kucykami.

  • Upvote 1

Share this post


Link to post
Share on other sites

×
×
  • Create New...