Jump to content

Strona Główna  |  Ogłoszenia  |  Lista Fanfików  |  Fanpage  |  Feedback
Dayan

[Dyskusja] Nasze Wielkie sympatie, a nasza nieśmiałość...

Recommended Posts

Lekcja 18

 

Przełamanie nieśmiałości w sytuacji okazania sympatii wyjątkowej osobie

 

Big_Mac_Cheerilee_moment_ruined_5_S2E17.

 

Witam was ponownie. Dzisiaj chciałam poruszyć z wami poważny, życiowy temat, powiązany z tematyką naszego tegorocznego Eventu walentynkowego "Dzień Serc i Podków".

 

A mianowicie chciałam z wami porozmawiać o waszych doświadczeniach, wspomnieniach, nostalgiach związanych z przełamywaniem waszej nieśmiałości, gdy to chcieliście wyznać ukochanej osobie wasze uczucia. Wiele z osób ma problemy z nieśmiałością, wstydliwością, pruderyjnością, boryka się z różnymi fobiami społecznymi i to jeszcze w czasach społeczeństwa informacyjnego. Może i mamy wspaniałe narzędzia komunikacji, możemy kontaktować się z różnymi ludźmi z różnych kultur, z różnych stron świata, lecz kiedy przychodzi co do czego, nie możemy lub nie potrafimy okazać prostych emocji czy uczuć chociażby sympatii czy przyjaźni drugiej osobie, za dnia w świecie realnym, poza Internetem. Zamykamy się na świat w swojej skorupie i boimy się nawet wyjąć głowę z kokonu. Zajadamy się lodami ze smutku czy patrzymy z zazdrością na inne pary myśląc niekiedy negatywnie, albo koncentrując uwagę na czymś innym zatajając czy maskując swoje prawdziwe uczucia, a potem bardzo żałujemy, że nie zrobiliśmy prostego kroku, chociażby zapytania "Jak ci minął dzień?", "Ładna dziś pogoda", "Ale przegryw z tego gościa z matmy".  

 

Jak to jest, że coraz więcej ludzi ma z tym kłopot? Nie mogą? Nie potrafią? Nie chcą? To jakaś choroba cywilizacyjna? Czy może lenistwo, a może nieuzasadniony lęk?

 

Jak to jest z wami?

 

Potraficie przełamać nieśmiałość? Zagadać do kogoś? Poderwać? Poflirtować z kimś nie okazując uczucia wstydu czy nie żałując po godzinie rozmowy, typu "Jaki ze mnie... Co ja powiedziałem! Nie!"?

 

Jakie macie doświadczenia na tym polu?

 

Piszcie...

Share this post


Link to post
Share on other sites

Ha. Gdybym wybrała sobie styl życia singielki, która tylko wyrywa pojedyncze osoby "do zabawy", nie miałabym  z tym żadnego problemu- mogę sobie zagadywać do kogo chcę, flirtować jak chcę i peszyć biednych ludzi nie będąc przy tym nachalną. Ale mi ten styl życia nie podchodzi po prostu - zamiast tego jeśli mam być w związku, musi on wychodzić z porządnej przyjaźni. No i tu jest problem, bo jak już kogoś naprawdę dobrze poznam, polubię za to, mogę ta osobę szanować i jeszcze jest atrakcyjna fizycznie... to czas umierać. Wobec takich przypadków jestem nieprzytomnie nieśmiała. Kończy się na tym, że próbuję tą osobę omijać szerokim łukiem, jeśli na nią wpadnę robię się cała czerwona, nie jestem w stanie głośno mówić, jeśli jeszcze mam z nią utrzymać 1 sekundowy kontakt wzrokowy, można mieć pewność, że buchnie ode mnie żarem na metr. Bywało, że ktoś aż to odczuwał i sprawdzał przy mnie powietrze ręką, żeby upewnić się, że to ja jestem źródłem gorąca. XD Tak to wygląda i większości ludzi kompletnie nie pasuje do mojej generalnie śmiałej i bezwstydnej osoby. ^^" Jak ktoś nie jest całkowicie ślepy, to z łatwością zauważy, że go ubóstwiam. Tyle, że u mnie tak NAPRAWDĘ stało się to tylko raz i to przez internet, więc... raczej nie dało się zauważyć mojego buraczenia się co 5 minut i mogłam dzięki temu nawiązać jakiś normalny kontakt z tą osobą, nie czułam, że muszę jej unikać jak ognia. Ale moja nieśmiałość doszła do tak chorego poziomu, że wolałam pomóc tej osobie w znalezieniu dziewczyny niż samej przyznać się, że mi się podoba. ...moron ze mnie, wiem. Na moje nieprzytomne szczęście wszystko skończyło się dobrze dla mnie, ale w cale nie musiało i  żałowałabym do końca życia. Więc, poważnie... lepiej dać komuś znać, że wam się podoba niż męczyć się do końca życia z pytaniem czy coś by z tego wyszło, gdybyście tylko mieli odwagę.

  • Upvote 1

Share this post


Link to post
Share on other sites

Wedle testu MBTI jestem synonimem nieśmiałości. Jako singiel z przymusu obchodzę go jak każdy inny dzień. Próbowałem wiele razy, ale jestem "koszykarzem". Bez względu na sposób - nic. I tak od lat... Irytuje mnie jedno. Walentynki to tylko: zwalająca z nóg komercja i nie tyle tradycja, co wręcz przymus kupna czegoś. Jednak dla mnie 14 luty, jest dniem wyjątkowym, takim który pojawia się raz do roku, a o którym nie wie tak wielu... Moja choroba rozwaliła kilka dobrze rokujących związków. Jeśli chcesz z kimś być, musisz być szczery. Osobiście mam dwie opcje:

1. Powiedzieć na pierwszej randce (?)

2. Ukryć to do pewnego momentu

Sam nie wiem, co jest gorsze. Próbowałem i jednego i drugiego. I nic. Dałem sobie spokój i wiem jedno. Obecnie nie szukam nikogo. Może kiedyś trafię na dziewczynę, która będzie akceptować moją chorobę lub nie będzie musiała tego robić, ponieważ sama będzie chora? Pożyjemy, zobaczymy.

A co do mojej sympatii... było ich kilka. Ale potwierdza się reguła: stara miłość nie rdzewieje, a w szczególności ta pierwsza. Gdy spotkałem ją po latach, poczułem się, jakbym spotkał ją po raz pierwszy.

PS. Prezenty: czekoladki, róże i inne badziewie można wręczyć z okazji braku okazji.

Edited by Triste Cordis
  • Upvote 1

Share this post


Link to post
Share on other sites

Cóż, to może ja opowiem o swoich przeżyciach, tudzież doświadczeniach. Z polecenia Burning Question z własnej, nieprzymuszonej woli!  :squee:

 

Z natury jestem nieśmiałą osobą. Od zawsze. Chociaż przyznać muszę, że czasy, gdy był to naprawdę ogromny problem już minęły (mimo, iż nadal ta cecha potrafi być dla mnie bardzo ucążliwa). Najgorzej było w czasach do skończenia podstawówki, wtedy jakakolwiek próba rozmowy z dziewczyną kończyła się kiepsko, po prostu nie miałem odwagi zagadać do jakiejkolwiek przedstawicielki płci pięknej. Moja samoocena oscylowała gdzieś pomiędzy "kompletną porażką" i "istotą nieskalaną zaletami", co też miało niemały wpływ na moje podejście do tych spraw. Co jest chyba niespotykane, wtedy już miałem pierwszą... miłostkę można powiedzieć, lecz tu za wiele do powiedzenia nie mam, gdyż z powodu nieśmiałości nie rozmawiałem z nią wtedy ani razu  :ming: Nie robiłem też wtedy nic z tymi problemami, gdyż znalazłem wygodną odskocznię od rzeczywistości w postaci gier komputerowych, a jak wiadomo - exp sam się nie wbije  :ming: Nadmienię też, że aparycją przypominałem ogra z Gothic 3 ( źródło dla tych, co nie wiedzą :3 ), głównie ze względu na moją... dość okrągłą figurę i wyjątkową dbałość o higienę w tamtych czasach (no co, przez neta nie czuli! ). Uspokoję, że to ostatnie od wielu lat już nie jest problemem :v 

 

W gimnazjum pojawiła się pewna poprawa. Wtedy też po raz pierwszy naprawdę mocno się zauroczyłem (przez co w 2 miesiące z człowieka z mocną otyłością zmieniłem się w szkielet ). Zacząłem wtedy też w końcu rozmawiać z dziewczynami, tak naprawdę pojawiło się to znikąd, z dziwnego powodu dziewczyny z klasy (była ich cała trójka) same do mnie zagadywały, zapewne dlatego, bo reszta chłopaków to byli młodociani dresiarze. W samego zauroczenia... cóż, nic nie wyszło, trochę Hugo wtedy pomarudził, trochę się pozałamywał, ale wyszedł z tego.

Potem jeszcze się spotykałem z inną koleżanką ze szkolnych lat, ale brak zaskoczenia, nie udało się, głównie dlatego, bo w swojej głupocie i strachu pozwoliłem komuś za mnie wszystko wtedy robić.

Była też trzecia dziewczyna wtedy. I tu był prawdziwy problem, ja jej nie znałem osobiście, znajomy żaden też nie. Opcja tylko jedna - musiałbym sam do niej zagadać. A to już było ogromne wyzwanie, bo nigdy wcześniej nie zagadywałem sam z siebie do kompletnie nieznajomej osoby, a brak śmiałości robił swoje. Po miesiącu (tak, dobrze czytacie, miesiąc mi to zajęło! ) w końcu to zrobiłem. I szczerze żałuję, że to na nią padło, bo skończyło się tym, że na następny dzień po szkole poszła fama, że "zagadał do niej ten brzydki Adrian". Radość, że się przełamałem momentalnie zmieniła się w smutek i do dziś mi przez to brak odwagi, by zagadywać do obcych ludzi. Brak w tym logiki, ale póki co nie zdołałem sobie z tym problemem poradzić. 

 

Potem nadeszło liceum. Tutaj to będzie śmiesznie  :ming: Będzie też lekkie nawiązanie do mojego nicku mimo, iż to nie z tego powodu go mam. Liceum to i nowi ludzie (w większości, miałem w klasie paru starych kolegów również). Sam... niewiele się zmieniłem. Jedynie z powrotem trochę przytyłem, ale nie do tego stopnia, że ludzie rozmyślali, czy to ja przyciągam Ziemię, czy ona mnie, inaczej mówiąc - nie wyglądałem źle). Poznałem też paru nowych ludzi z klasy, ogółem był to przyjemniejszy okres mojego życia, bo w końcu znalazłem się w gronie, które bardziej tolerowało moją osobowość i mi nie truło, że nie słucham rapu i inne takie  :ming:

Poznałem też wtedy koleżankę (tylko koleżankę, proszę nie dopowiadać :twiblush: ). No i przy którymś przywitaniu z rzędu... przytuliła mnie. Byłem wtedy jeszcze BARDZO niewtajemniczone w kontakty z koleżankami i w swojej naiwności myślałem, że to jest zarezerwowane raczej do związków.. moja reakcja? Zrobiłem się czerwony jak burak, oczy jak 5 zł, a ona się trochę z tego potem pośmiała XD (wcale o tym nie myślałem wzdychając potem cały czas w domu XD). Raz nawet mi buzi w policzek dała... chyba jej pytanie "nic Ci nie jest?" mówi wszystko, prawda? >.> xD 

Ogółem była to raczej ciepła osoba i też pomogła mi się trochę bardziej otworzyć, żałuję, że po roku wyjechała do Anglii, brakuje teraz mi takiej osoby w życiu :c W każdym razie w czasach liceum zacząłem poznawać więcej dziewczyn, przez co miałem raczej... równy stosunek między ilością kolegą i koleżanek :v Jednakże w liceum dramy brakło, więc na tym zakończę. 

 

A jak jest teraz po liceum? Gdy jakąś dziewczynę poznam to nie mam wielkich problemów, by z nią rozmawiać. Z początku potrafię być nieśmiały (no i nadal nie potrafiłbym do niej sam zagadać). Przez te lata nauczyłem się nie skrywać w sobie swoich uczuć, jeszcze mi to nie pomogło, ale wierzę, że w przyszłości pomoże bardziej niż czekanie na cud, mówiąc inaczej - jeśli coś czuję, to się z tym nie chowam jak kiedyś. Jestem raczej z tych, co gadają dużo głupot i sporo żartują, no i... jak kogoś dobrze znam to też potrafię być całkiem wylewny jeśli chodzi o sprawy osobiste o ile to nie przeszkadza. Nie jest źle, ale mogłoby być lepiej i staram się to poprawić. Ogółem rzecz biorąc - mimo paru negatywnych doświadczeń wiele u mnie się zmieniło na lepsze, lecz przyznam się, że nastąpiło to samo z siebie i miałem na to raczej mały wpływ :P

 

 

A odpowiadając na pytania zadane dodatkowo w wątku (na te, na które do tej pory nie padły w moim laniu wody odpowiedzi)

Nie potrafię niestety flirtować i nawet jak się przełamię to najpewniej to się skończy wypominaniu samemu sobie. Strach przed negatywnym ocenieniem mojej osoby robi swoje. Brak mi odwagi na bardziej otwarte podejście (nawet o huga spytać mi ciężko na żywo, szczególnie, gdy używam polskiego odpowiednika, co jest co najmniej dziwne). Niewątpliwie częściowo są za to odpowiedzialne doświadczenia z gimnazjum :c

 

 

A co do ludzi ogółem - i ich strachu przed pierwszym krokiem - wiem, że nie jestem jedynym "szczęściarzem", który za próbę zagadania do dziewczyny został ładnie... pokarany i za część wypadków na pewno można to winić. Niestety czasem jak człowiek trafi raz na złą osobę, to się zniechęca/traci odwagę na długi czas, po prostu boi się potem tego, że dana sytuacja się powtórzy, tak zresztą jest u mnie (w internecie to oczywiście nie działa, ale nie porównujmy zagadania przez internet do zagadania na żywo, bo to dwie różne sytuacje). Tak więc moim zdaniem jest to nieuzasadniony lęk. Tak określam tą sytuację u siebie - podświadomie wiem, że nawet jak nie wyjdzie to nie ma się czym przejmować, lecz mimo wszystko nadal nie mogę się przełamać. Niesłusznie oceniam wszystko przez pryzmat tego, co mnie spotkało kiedyś. Ale pocieszam się tym, że jestem świadom swojego błędu, a jak wiadomo - jest to pierwszy krok ku poprawie ;) 

 

 

Mam nadzieję, że nie namieszałem zbytnio... xD 

  • Upvote 2

Share this post


Link to post
Share on other sites

Oj tam, oj tam. Nie łam się, przełam się. Ja wyglądam jak Uruk hai. No dobra, dbam o higienę i odwiedzam dentystę ;) Nie mam też takich długich włosów. Ale podobieństwo jest. Odrzucili mnie podczas castingu :( Powiedzieli, że jestem jedynym, którego nie trzeba będzie charakteryzować, a te muszą na czymś zarabiać xD

  • Upvote 1

Share this post


Link to post
Share on other sites

×
×
  • Create New...