Jump to content

Strona Główna  |  Ogłoszenia  |  Lista Fanfików  |  Fanpage  |  Feedback

Arena V  

14 members have voted

  1. 1. Kto wykazał się większą mocą w tym pojedynku?

    • Bosman
      6
    • Camed
      8


Recommended Posts

Pierwsza runda turnieju odbywała się na podstawowej arenie. Organizatorzy najpewniej nie chcieli nikomu dawać lepszych kart na początek. Sama zaś arena była prosta. Wysoki kamienny mur otaczał długi na kilkadziesiąt metrów plac pokryty ubitą od licznych walk ziemią. Arena nie miała dachu, więc prócz naturalnego, dodano też magiczne oświetlenie, by walka była doskonale widoczna dla widzów. Ci zaś oddzieleni byli, jak zawsze, silnym polem antymagicznym od toczących się starć.

 

 

celestia_vs_luna__commission__by_bronyse

 

 

Już za chwilę rozpocznie się starcie, w którym zobaczymy Słuchającego wiatru, lubującego się w grach, mandze i anime Bosmana oraz Broniesowego Informatyka, fana tenisa stołowego i badacza malware, recenzenta oprogramowania wszelkiej maści, Cameda! Zdaje się, że pojedynek pomiędzy tymi dwoma panami będzie bardzo wyrównany, ale też całkiem możliwe, iż obfitujący w zwroty akcji. Camed ma już pewne doświadczenie w Magicznych Pojedynkach, toteż Bosman będzie musiał się postarać!

 

Gotowi? Zatem przekonajmy się, czyja moc przeważy! Niech rozpocznie się pojedynek!

Edited by Hoffman

Share this post


Link to post
Share on other sites

Ciemno wszędzie. Głucho wszędzie. Ale jakoś to będzie.

- 21:59 - zerknąłem na zegarek wchodząc na pustą jeszcze arenę. Była ona prosta, złożona głównie z piachu, braku dachu oraz dopiero co zbierającej się widowni chronionej specjalnym antymagicznym spektrum. - Repetitrionale - pomyślałem. Czar ten był prosty, nie wymagający zbyt dużych umiejętności magicznych, ale nadzwyczaj skuteczny. Co prawda zabierał bardzo dużo energii, ale zapewniał widowni należyte bezpieczeństwo.

Szedłem dalej. Przeciwnika wciąż nie było. Uznałem, iż bierna obserwacja nie ma sensu. Jak to było napisane w Boskiej Komedii? - Lasciate ogni speranza, voi ch'entrate - co znaczy oczywiście "Porzućcie wszelką nadzieję, wy, którzy wchodzicie". Jednak ja uważam, że bez ryzyka nie ma zabawy. - Naj­niebez­pie­czniej­szy wróg to taki, którego nikt się nie obawia. - kolejny jego cytat, jakże pasujący do sytuacji. Dlatego należy być stale czujnym. Nie dać się zaskoczyć. Dałeś się zaskoczyć? Już po tobie. Nie żyjesz. A więc refleks. Koordynacja. Płynne ruchy. Jedność z magią jak i światem fizycznym. Myślenie abstrakcyjne. Przewidywanie ruchów wroga. Tworzenie niemożliwego - wbrew pozorom nie jest niemożliwe - wymaga zwyczajnie nieco więcej wysiłku. Nieco więcej... finezji w działaniu. I z pewnością wytrwałości. Spójrzmy na ziemię. Widać tylko suchy piach. Teraz skup się. Zamknij oczy. Wysil swój mózg, wydobądź z siebie nieco energii. Otwórz oczy. Czy widzisz to co ja? Bo ja widzę stworzone przeze mnie z niczego krystaliczne berło. Bardzo kruche, lecz jakże potężne. Użyjmy go. Ciekawe co ono spowoduje. Skupiam się i je uruchamiam. Widzę jasny błysk i słup światła pędzący ku górze. Nagle przestaje go widzieć, berło kruszy się i znów zamienia się w piach. Jakby go nie było. Bo czymże jest nasz świat, jeśli nie iluzją? Ruszam dalej. Oby to berło coś robiło. Coś. Sam nie mam pojęcia co. Ale mówi się trudno. Tworzymy dalej. Idziemy dalej. Myślimy dalej, bo bez myśli bylibyśmy nie lepsi od kamieni, od drzew, od istot nie posiadających własnego ego, własnego ja. Ruszam do przodu. Skupiam się, zapadam się pod ziemię. Dosłownie. Harmonia. Z wodą. Zamieniam się w wodę. Człowiek jest z 80% zbudowany z wody, więc nie jest to trudne. W powietrzu znajduję się ja, jako myśl. Drugie, cielesne ja wsiąkam w Ziemię. Patroluje z góry wydarzenia i czekam na swojego przeciwnika. Wydobywa się moja myśl. Ta myśl to: Twój ruch, przyjacielu.
 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Bosman spokojnie zmierzał na arenę, gdzie miał się rozpocząć jego pojedynek. Wiedział jak wygląda arena. Miała odkryty dach.

-Cóż chyba nie zaszkodzi jak pojawię się w dość nietypowym stylu.- Powiedział do siebie z uśmiechem. Zdjął czapkę z daszkiem i zapiął ją o swój pas. Okulary przeciwsłoneczne schował do zapinanej kieszeni w bojówkach. Rozejrzał się wokół po czym przykucną i wyskoczył. Nie było by to nic nadzwyczajnego, gdyby nie fakt, że żołnierz wyskoczył ponad arenę. Dłonie skierował w stronę ziemi. Przez chwilę lewitował w miejscu po czym przemieścił się w powietrzu nad miejsce pojedynku, gdzie rozejrzał się za przeciwnikiem.

-Cholera jeszcze go nie ma?- Zdziwił się nie widząc z powietrza nikogo.- Cóż pewnie się gdzieś ukrywa. Nie wierzę, że jeszcze się nie zjawił.- Pomyślał rozglądając się jeszcze raz z podobnym skutkiem. Po chwili zobaczył, że widownia zajmował już swoje miejsca.

Cóż chyba nie zostaje mi nic innego jak przygotować się na arenie Pomyślał po czym nagle przyłożył obie dłonie do nóg jakby stawał na baczność. Zaczął opadać i nabierać prędkości.

-Uwaga wojsko nadlatuje!- Krzyknął po czym rozłożył szeroko ręce i nogi oraz wymamrotał jakieś słowa pod nosem. Utworzył w ten sposób coś na kształt bańki z powietrza,  która zamortyzowała jego upadek. Następnie wylądował. A raczej uderzył o podłożę. Fala uderzeniowa wywołana jego jego lądowaniem rozniosła się po niebie i ziemi. Bosman podniósł się z krateru otrzepując się z pyłu i kurzu, który powstał. Następnie strzelił barkami i rozejrzał się lecz nadal nie widział nikogo. Czuł tylko coś dziwnego w powietrzu. Jakby czyjąś obecność. Postanowił być bardzo uważny.

-Dobra wiem, że tu jesteś!- Krzyknął a jego głos odbił się echem po arenie.-Skoro mamy walczyć to chociaż stań przede mną. -Dodał rozglądając się wokół.

Edited by Bosman

Share this post


Link to post
Share on other sites

Masz rację, jestem tu - powiedziałem. W dołku, który uformowałeś amortyzując swój upadek zaczęłem szybko się formować. Z wody, która błyskawicznie przesączała się do góry, przez piasek przecząc prawom fizyki. Uformowałem się, już nie byłem tylko myślą w powietrzu. Podszedłem do oponenta. Klepnąłem go po przyjacielsku w plecy, powiedziałem tylko jedno: Witaj. I znów zacytowałem, tym razem Dana Browna, który inspiracje czerpał również z Boskiej Komedii Najmroczniejsze czeluście piekieł przeznaczone są dla tych, którzy zdecydowali się na bierność w dobie kryzysu społecznego. Wydaje się, że nie jest to powiązane z aktualną sytuacją, lecz sens tych słów poznasz jeszcze podczas tego pojedynku. - rzekłem. Nie czekając na jego reakcję oddaliłem się. Odwróciłem się do niego plecami. W mojej głowie pobrzmiewała jedna myśl. Skupienie. Energia. Całkowicie się skupiłem. Czułem energię. Czułem swoją myśl. Należy rozpocząć walkę. Uruchomić machinę. Nagle wzniosłem się do góry na jakieś 5-6 metrów. Lewitowałem. Potem wystarczyło mi tylko jedno słowo, i racjonalne użycie energii. Cado - po łacińsku kropla. Kropla w ekstremalnie suchym otoczeniu. Ta kropla to jednak tylko symbol, a mam zamiar połączyć go z ogniem. Nagle ziemia pod stopami oponenta zaczęła się osuwać. Powstała głęboka, 15-16 metrowa wyrwa. Wyrzeźbiona przez kroplę. Na dole płonął ogień. Na dole było "Piekło" Dantego - Te, o którym Ci wspominałem. Krzyknąłem lewitując, widząc spadającego w kierunku ognia oponenta. Przez moją twarz przemknął cień uśmiechu. Zdanie sobie sprawy, iż ten świat to iluzja, iż to co materialne, w rzeczywistości wcale nie jest. Kluczem do zrozumienia świata, kluczem do osiągnięcia harmonii, jest wiara w samego siebie i myśl - nie w istoty nadprzyrodzone, gdyż poświęcanie życia dla istoty, której istnienie jest wątpliwe, mija się z celem. Zabawne jest też to, iż te przemyślenia trwały tylko ułamek sekundy, a oponent był coraz bliżej ognia, wydrążonego przez kroplę wody.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Bosman zdziwił się trochę widząc kolesia, który zmaterializował się przed nim.

Hmm woda... zaczyna być ciekawie. Pomyślał. Widział jak ten do niego podchodzi, klepie go w ramię i odsuwa się. Już chciał coś powiedzieć gdy nagle poczuł coś dziwnego. Ziema zniknęła pod jego stopami. W wyrwie widział ogień. Czuł, że spada. Jednak był na taką ewentualność przygotowany.

-No nieźle. Masz ciekawą magię. - Odparł. Rozłożył obie ręce i dłonie skierował w dół. Można było zobaczyć leciutkie światełko z rękawów jego kurtki. Po chwili żołnierz zaczął unosić się w powietrzu. Podniósł się ponad wyrwę i wylądował obok na piasku.

To raczej nie tylko woda. Trzeba będzie uważać. Pomyślał obserwując lewitującego już przeciwnika. Spodziewał się, że jego oponent nie będzie zwykłym magiem bitewnym. Musiał mieć to na uwadze.

-Dobrze zatem chyba czas zacząć walkę.- Odparł z lekkim uśmiechem po czym jednak spoważniał. Podniósł obie ręce jakby trzymał w nich dwuręczny miecz.

-Kaze- Mruknął pod nosem po czym machnął rękami jakby wykonywał cięcie z nad głowy. Ponownie spod jego rękawów dało się zobaczyć lekkie światło. W stronę przeciwnika natomiast poleciał cienki, pionowy słup powietrza. Dało się słyszeć świst, kiedy atak zbliżał się do lewitującego oponenta. Bosman po chwili wykonał podobne cięcie tyle, że z dołu. Oba leciały jedno za drugiem w niedużym odstępie. Bosman nie liczył na to, że jego atak zrani przeciwnika. Chciał sprawdzić jak on zareaguje, jakiej magii użyje. Żołnierz wiedział już, że jego przeciwnik jest specyficzny. Musiał się dowiedzieć co jeszcze potrafi aby móc wymyślić jakąś taktykę.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Bosman spadał. I nagle przestał, zobaczyłem mały rozbłysk światła. Oponent też już lewitował, i osiadł na piasku niedotkniętym moim zaklęciem. Z jego twarzy wyczytałem swego rodzaju zaciekawienie i intrygę. Nagle posłał w moją stronę 2 szybkie cięcia. W jakiś sposób zmaterializowały się i pędziły w moją stronę. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie to że jest to jedne z najbardziej elementarnych części magii bitewnej. Byłem tego ciekawy. A ciekawość, to pierwszy stopień do piekła - tyle zależności! Uśmiechnąłem się, a fale magicznej energii były coraz to bliżej. Zrobiłem to, co dyktowała mi intuicja - zszedłem zaklęciu z drogi. Nie była to zaawansowane posunięcie, lecz efektywne. Czy jednak to właśnie nie jest piękne? Że to najprostsze pomysły, że wszystko jest możliwe do wykonania za pomocą najprostszych dostępnych działań? Magia jest jak matematyka, fizyka. Wymaga myślenia, abstrakcji i prostoty by okazać swe piękno w całości.

Ominąwszy prowizoryczny atak Bosmana, złapała mnie chęć na wykorzystanie w kreaktywny sposób niektórych teorii. Stwórzmy organizm. Organizm ten nie będzie komórką, jednak będzie wymagał on ich do pracy. Wirus Wektorowy - stworzony przez Antrophos, czyli człowieka wirus zmieniający genom ofiary. Nazywam go "Czarnym Aniołem", lecz z czernią, śmiercią i anielskością miał niewiele wspólnego. Wystarczy pstryknięcie palcami, mam w magicznej materii ukrytą buteleczkę z pół sekundy temu wytworzonym przeze mnie Biogazem. Otworzy się dopiero przy nim. Utworzy wokół niego swego rodzaju barierę. Zmodyfikuję kod genetyczny oponenta. Jego skóra będzie biała jak śnieg. Zabraknie melatoniny. Bosman zacznie odczuwać zimno. Duże ilości zimna. Odbierzmy mu ciepło. Ale z tym spokojnie. Tymczasem zmaterializuję moją myśl - równie realną jak to wszystko co widzisz dookoła. Mam pojemnik. Teraz tylko kolejny punkt programu, w mojej sztuce. Replicionare - szepnąłem. Dookoła zaczęły pojawiać się moje klony. Dokładnie - moje myśli, moje własne alter-ega. I wszystkie trzymały ten sam pojemnik z biogazem. Było ich w sumie 6, największą jednak ich słabością była zależność ode mnie. Nie były one moją idealna kopią, jedynie odwzorowaniem mnie. Lecz tyle mi wystarczy. Teraz tylko skupienie. Wymieszanie się w tłumie samych siebie. Potem prędkość. Błyskawiczne otoczenie oponenta. Wycelowanie pojemników z biogazem. Namierzanie celu. 1, 2, 3 - strzał. Skóra Bosmana będzie błyskawiczne bladła. Będzie biała. Biała jak śnieg. Efekt braku melatoniny. Odbija całe ciepło które do niego trafia. Dodatkowo nic go nie będzie chronić przed promieniami UV, a to jest szczególnie groźne na arenie bez dachu - dokładnie takiej, jak tej. Będzie mu... Chłodnawo. Kto powiedział, że w piekle będzie gorąco? - pomyślałem, jednocześnie delikatnie się uśmiechając. Wówczas któryś z moich klonów krzyknął - Twój ruch, amigo! A Biogaz błyskawiczne przemieszczał się w jego stronę.

Edited by Camed

Share this post


Link to post
Share on other sites

Bosman nie zdziwił się, że jego atak nie zadziałał ani nie wywołał żadnej reakcji u przeciwnika.

-Cóż to było do przewidzenia.- Powiedział pod nosem. Po chwili zobaczył, że jego oponent wykonuje ruch. Skupił się na przeciwniku. Chwilę później zobaczył, że wokół niego pojawiły się kopie Cameda. Zaczął się rozglądać i zapamiętywać, gdzie stał oryginał i jak rozmieszczone są klony. Już miał zamiar wyprowadzić atak ale coś przykuło jego uwagę. Każda z postaci miała jakiś pojemnik w rękach. Po chwili usłyszał, że jakiś gaz ulatnia się z butli. Odruchowo zasłonił twarz ręką a drugą wycelował w jedną z postaci Cameda.

Nie podoba mi się ten gaz. Lepiej abym nie miał z nim kontaktu.Pomyślał po czym rozejrzał się szybko wokół. Sześciu przeciwników. I teraz który jest prawdziwy? Chyba będzie trzeba zaatakować wszystkich naraz. Nie zastanawiając się dłużej sięgnął po nóż i wyjął go z pochwy. Był to prosty nóż wojskowy . Jednak tuż pod rączką miał wygrawerowaną runę.

-Kaze- szepnął pod nosem. Spod rękawów ponownie błysnęło światło. Wokół niego zaczęło wirować powietrze. Ziarenka piasku unosiły się i po chwili wokół żołnierza powstało coś na kształt małego, piaskowego tornada. Bosman skierował nóż przed siebie.

-Kasai- Runa na nożu zaświeciła jasnym światłem. Wirujące powietrze zaczęło się ogrzewać. W bardzo szybkom tempie. Piasek stawał się coraz gorętszy, Na żołnierzu widać temperatura nie robiła wrażenia. Stał po środku tego małego tornada więc piasek nie miał z nim żadnego kontaktu. Skierował nóż w dół. W jednej chwili wiatr, który go otaczał zaczął wiać we wszystkie strony. Rozgrzany piasek poleciał we wszystkie postacie wokół niego. On sam natomiast skierował obie dłonie w dół i po chwili podleciał i oddalił się kawałek od miejsca, gdzie wcześniej stał. Odetchnął głęboko i popatrzył na przeciwnika.

-Twój ruch.-Powiedział.

Edited by Bosman

Share this post


Link to post
Share on other sites

Nagle zrobiło się naprawdę gorąco. Tak, całkiem piekielnie gorąco. Czemu nie? Widziałem wielką kolumnę wirującego piasku niszczącą moje klony jeden po drugim. Prawie zdążyłem uciec, lecz piasek dostał mi się do oczu, butów, uszu. Okropne uczucie, dodatkowo był gorący. Widziałem trochę gorzej niż powinienem, trzeba było się nieco "podleczyć". -  Helio octopus - gotowe. Widziałem już lepiej. Zostały tylko poparzenia na twarzy i kilka zadrapań po pędzącym piasku. - Ciekawy ruch - pomyślałem. Ruszyłem do przodu. Ujrzałem przeciwnika czekającego spokojnie na moją kolej. Jeżeli chce tak walczyć - proszę. Walczmy. Piasek jest gorący. Znów zamienię się w wodę i myśl. Gotowe. Myśl jest już w powietrzu, woda na piasku - wrze. Paruje. Teraz w powietrzu jestem i ja, i myśl. Stanowimy "odrębną" całość - ciekawe, czyż nie? Zapętlamy się. Woda tworzy chmurę. Niską chmurę - popularnie zwaną mgłą. Lecz ta mgła była inna. Była "żywa". Myśl tworzy teraz coś co z tej mgły się wyłania. Duże stadko (9-10) żywiołaków piachu. Gorących piaskowych potworów, zmierzających w stronę przeciwnika. Lecz wciąż ukrytych we mgle. Mgła ta była stworzona z ~80% mojego ciała. Lecz myśl wciąż jest. Myśl nie potrzebuje ciała. Myśl potrzebuje innych źródeł energii. Lecz tymczasowo ukryte we mgle żywiołaków piachu zbliżało się do Bosmana. Ciekawe, jak na to zareaguje. Woda na niewiele się zda, wtedy będą to tylko żywiołaki piachu, które "pełzną" roztopione i bezkształtne w jego stronę...

Share this post


Link to post
Share on other sites

Bosman przyglądał się spokojnie poczynaniom jego przeciwnika. Widział, że jego atak odniósł jakiś tam skutek.

Cóż przynajmniej klony zniknęły Pomyślał. Jednak teraz przygotowywał się na odpowiedź jego oponenta. Zobaczył pojawiającą się mgłę. Widział, że ona zbliża się powoli w jego stronę. Nie widział za to niczego przez nią.

Na pewno coś tam ukrył. Może jakąś pułapkę terenową. A może coś innego. Dziwnego. Nie mogę sobie pozwolić na to. Szybko analizował sytuacje. Po chwili wyciągnął przed siebie nóż.

- Kaze - Spod rękawa błysnęło lekkie światło. Wokół noża zaczęło zbierać się powietrze. Lekko wirowało otaczając nóż. Bosman położył dłoń na ostrzu i przeciągnął ją po całej długości ostrza. Widać było, że wiatr stał się czymś na kształt przedłużenia ostrza.

- Kasai - powietrze wokół ostrza, które zaświeciło się lekko ponownie zaczęło się nagrzewać. Następnie żołnierz wziął zamach i machnął przed sobą poziomo. Przed nim pojawiła się pozioma fala gorącego powietrza, która popędziła przed nim. Celem tego ataku było rozwiać mgłę i dowiedzieć się czy coś tam jest. Zaraz po tym ataku Bosman położył dłoń na ziemi.

- Chikyu - powiedział cicho. Tym razem nic nie błysnęło. Na ziemi nie pojawiło się nic. Można by było pomyśleć, że nic się nie stało. Jednak nie była to prawda. To była mała pułapka. Jednak jej zasada działania była owiana tajemnicą dla Cameda.

- No dawaj - Powiedział Bosman podnosząc się. Widać było, że się lekko uśmiecha.

Naprawdę ciekawy przeciwnik. Muszę z nim porozmawiać po walce. Wydaje się być interesującą osobą. Pomyślał czekając na jego ruch.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Mgła została rozwiana, wróciłem do poprzedniego stanu skupienia. Znów jestem ciałem. Nie tylko myślą i wodą. Co oczywiście nie zmienia faktu, iż rozwiana mgła zatrzymała pochód żywiołaków piachu. Wciąż szły ku niemu pewnym krokiem. Wszystko wydawało się całkowicie normalne, choć brak ruchu Bosmana (prócz rozwiania mgły oczywiście) wydawał się... lekko podejrzany. Co najmniej lekko podejrzany. W sumie nieważne. Walka wciąż trwa, i chyba jeszcze trochę potrwa. Ruszyłem do przodu. Szedłem wolnym krokiem około 10 metrów za szeregiem żywiołaków piachu kierujących się na oponenta. Były coraz bliżej, a ja stałem nieco zaniepokojony. - Trzeba coś zrobić - pomyślałem. Teraz to. Słowo coś. Samo to słowo jest czymś. Może mieć wiele postaci. Przykładowo w formie pisemnej jako "coś", czy też w formie werbalnej (fale dźwiękowe), jak i binarnej (011000110110111101110011). Mnogość form zwykłego cosia zaskakuje - czyż nie? Gdyby to pomyśleć nieco dłużej - nie mam pojęcia ile, od kilku sekund, przez minuty, aż po dni czy godziny da się wymyślić jeszcze dużo form zapisu, odtworzenia tego - czyż nie? Więc robimy prawdziwe coś. Nie byle jakie coś. Ruszam. Ciekawe czym okaże się coś ale wkładam w to spory zapas energii. Czyli to coś będzie silne. Rozpoczynam coś. To coś już się zaczęło. Nagle w powietrzu widać coś. Ma to naprawdę spory zapas energii. Skupia się w jednym miejscu działając jak laser. Coś skupia swoją wiązkę i celuje w Bosmana.  Teraz zagrażają mu nie tylko żywiołaki, ale i coś.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Po rozwianiu mgły Bosman ujrzał żywiołaki.

- Więc jednak coś tam ukryłeś - Powiedział pod nosem. Przewidywał, że mgła była tylko zasłoną. Pomiędzy stworami dostrzegł swojego przeciwnika. Skierował w jego stronę swój nóż.

piasek to nie problem. Mogę je usunąć. Teraz trzeba przejść do... Zaraz co to do cholery jest? Żołnierz zobaczył w powietrzu coś. Było to dobre określenie. Nie wiedział co to dokładnie jest ale wolał nie sprawdzać tego na swoim ciele. Zaczął szybko analizować fakty.

żywiołaki przede mną. Coś w powietrzu. A on za tym wszystkim. Muszę szybko zaatakować z dwóch stron. Albo przynajmniej nie dać się trafić. Nie tracąc więcej czasu przeszedł do działania. Zgiął wolną rękę w pięść i uderzył w miejsce, gdzie wcześniej coś robił.

- Chikyu - mruknął pod nosem. Ziemia w miejscu, gdzie uderzył pękła. Pęknięcie szybko przemieszczało się w stronę Cameda. Bosman w tym czasie zaczął obiegać swoich przeciwników. Biegł w prawo trzymając pewien dystans między przeciwnikami, co chwilę spoglądając na to coś.

A teraz traf ruchomy cel. Uśmiechnął się w myślach. Jednak jego twarz była napięta. Biegnąć wziął zamach lewą ręką, w której trzymał nóż.

- Kaze - W stronę Cameda poleciało powietrzne cięcie, identyczne jak wcześniej. Żołnierz biegł nadal wyprowadzając jeszcze dwa kolejne cięcia. W tym samym czasie pęknięcie wydłużyło się. Było ono na tyle długie, żeby wszystkie stwory były w jego zasięgu. Bosman zatrzymał się będąc na wysokości Cameda i uderzył ręką w ziemie.

- Chikyu - Pęknięcie natychmiast rozszerzyło się. Po chwili pod stworami ziemia rozstąpiła się. Żywiołaki piasku zaczęły spadać. Żołnierz zaczął oddychać głębiej. Widać było, że taka zagrywka kosztowała go trochę energii. Stał na pewnych nogach starając się ustabilizować oddech. Jednak nadal obserwował i swojego oponenta, i to coś. Był gotowy aby znowu pobiec.

Twoja kolej Pomyślał czekając na ruch Cameda.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Więc żywiołaków już nie ma... Szkoda -  pomyślałem. A miałem taki ciekawy pomysł na wykorzystanie ich potencjału. Nieważne. Nie śpimy, stała czujność. Oponent wyprowadza silne, a co ważniejsze szybkie ruchy, muszę mieć się na baczności. W moim kierunku zmierza kilka fal energii. Idziemy na przód. Wprost na "cięcia". Wyciągam ręce do przodu. Mówię: Tendero. Powstała swego rodzaju tarcza z energii. Wyczerpująca, lecz efektywna. Nie mogłem pozwolić na choćby najdrobniejsze zranienie się. Spora część mojej energii została zużyta, czas trochę się zregenerować. Użyć mocy Ziemi, nie tylko swojej. Ruszam w kierunku sporego pęknięcia w ziemi. Zamierzam to wykorzystać. W, krótko mówiąc, ciekawy sposób. Wypróbuję zaklęcie nigdy wcześniej nie używane. Zerknąłem na swój płaszcz. Otworzyłem kieszeń, znalazłem paczkę z dosyć nietypowymi nasionami. Błyskawicznie ją otworzyłem a nasiona zasiałem wewnątrz małego wąwozu. Błyskawicznie je przykryłem. Potem powiedziałem tylko jedno słowo:
-Hervesto

Nasiona zaczęły rosnąć. Używały one mocy Ziemi przywołanej przeze mnie zaklęciem. Zaczynają rosnąć w błyskawicznym tempie. Po zaledwie 10 sekundach wydostawały się już poza wąwóz. Ich oślizgłe macki ruszyły w stronę Bosmana. Miały za zadanie oplątać go i... poddusić, "wyssać" z niego jak najwięcej energii magicznej. Działają całkiem podobne do chowańców, ciekawych stworzeń rodem z piekła. Lecz były "ziemne" i pracowały dla mnie. To właśnie odróżniało je od nich. Ciekawe są te rozmyślania. Nieważne. Grube, zielone pędy otaczają Bosmana. Ma mało możliwości ruchu. Dodatkowo, gdzieś tam wysoko, znajduje się coś czekające tylko na dogodną sytuację by wymierzyć wiązkę energii prosto w oponenta. - Ciekawy przeciwnik, bardzo ciekawy. Bazuje jak widać na magii fizycznej. Ale ja stawiam umysł ponad ciało. - I uśmiechając się zrobiłem mały krok do przodu - Twój ruch. - Szczęśliwie sam miałem jeszcze kilka asów w rękawie...

Edited by Camed

Share this post


Link to post
Share on other sites

Dobra to stworzonka mamy z głowy  Pomyślał widząc jak spadają w dół. Niestety jego atak nic nie zdziałał. Było to do przewidzenia. Nie przejął się tym zbytnio. Zainteresowało go natomiast to co robił jego oponent przy szczelinie. Nadal obserwował to coś nad jego głową. Po chwili zobaczył jak coś wyrasta z ziemi i przemieszcza się w jego stronę.

- O cholera - Zaklną widząc, że zaczęły otaczać go macki. Zaczęły się powoli zaciskać. Jednak nawet złapała go za nogę. Poczuł, że jego moc jest powoli pochłaniana przez to coś.

-Chyba nie mam wyboru. Muszę je użyć. - Szybko sięgnął do kieszeni spodni i wyjął z nich małe, przeźroczyste, prostopadłe pudełeczko. W środku były 4 nieduże, szklane kuleczki z cieczami w różnych kolorach: niebieskim, zielonym, czerwonym i białym. Bosman otworzył pudełko, wyjął białą kuleczkę a resztę ponownie schował do kieszeni.

- Wybacz. Muszę jednak znikać stąd. - Powiedział w stronę Cameda po czym uderzył płazem noża w kuleczkę.

- Kaze - Kuleczka rozbiła się a płyn wyciekł z niej. Jednak nie opadł na ziemię, tylko zaczął wirować wokół żołnierza. Po chwili Bosman zniknął. Jakieś dziesięć sekund później coś zawiał lekki wiatr i na drugim końcu areny pojawiła się gęsta, biała mgła. Po chwili owa mgła rozwiała się a z niej wyszedł żołnierz. Widać było, że trochę ciężej oddycha a przy nodze ma jeszcze kawałek ziemnej macki. Szybko oderwał ją i rzucił przed siebie.

-Cóż muszę przyznać, że nie spodziewałem się takiego zagrania. - Powiedział z lekkim uśmiechem w stronę Cameda. - Może zaskoczysz mnie czymś jeszcze? - Zapytał przybierając pozycję bojową. Nóż spoczywał w jego prawej ręce.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Uwolnił się w ciekawy sposób - pomyślałem. Lecz poczułem się nieco dziwnie. Jakby lekko... urażony. Otóż wyprowadzam dużo ataków, a sam przyjmuje bardzo mało. Przeciwnik albo gra defensywnie, co średnio mi się podoba, albo próbuje wyczerpać mój zapas energii. A do tego drugiego nie mogę dopuścić. Za żadne skarby. Widzę jak przeciwnik czeka na mnie dzierżąc w dłoni nóż. Oddaliłem się o kilka kroków, chcę rozpocząć krótką medytację. Wpierw jednak musiałem nieco się... zabezpieczyć. Nie chciałem by ktoś zakłócił moją medytację. A na arenie o to nie trudno.
Protego maxim - mruknąłem. Dookoła mnie pojawiła się przeźroczysta bańka lekko unosząca się ku górze. Znajdowałem się około ~50 cm nad ziemią, byłem chroniony przed fizycznymi obrażeniami. Oby. Co wymyśli oponent? Tego nie wie nikt. Trudno. Rozpoczynam medytację. Nogi ułożone w kwiat lotosu, zamknięte oczy. Energia regeneruje się dużo szybciej niż zazwyczaj. Wręcz czuję elektryzujące uczucie wewnątrz mego ciała, przebiegające aż od palców stóp, aż po czubek głowy. Coraz więcej energii. Jeszcze chwila, dosłownie 60 sekund a będę w pełni naładowany. Będę jak nowy, jak na początku walki. Jeszcze 50 sekund. Czuję się coraz to lepiej, coraz normalniej. Skupienie. Nie dać się zaskoczyć. Otwieram oczy, medytuję z otwartymi oczyma. Zostało 30 sekund by napełnić wskaźniki. Twój ruch - przekazuję Bosmanowi szybką, głośną i energiczną myśl.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Bosman widział, co robi jego oponent. Stał spokojnie przez chwilę.

Nie podoba mi się to. Ta cała bańka to chyba coś na kształt pola ochronnego. lepiej się jej pozbyć jak najszybciej. Nie tracąc więcej czasu wziął się do roboty. Przeanalizował szybko miejsce, gdzie lewitowała bańka. Następnie położył rękę na ziemi.

- Chikyu - Na ziemi pojawiła się mała górka. Szybko przemieściła się w stronę, gdzie wisiał Camed. Po chwili Bosman uderzył ręką w to samo miejsce. Górka nagle wystrzeliła w górę tworząc pod sobą coś na kształt słupa. Słup miał kształt walca o średnicy podobnej do średnicy bańki. To zagranie miało na celu zmusić jego przeciwnika do przerwania swojej medytacji. Jednak żołnierz nie stał w miejscu. Przemieścił się trochę w swoje lewo po czym skierował w stronę oponenta nóż.

- Kaze - Powiedział pod nosem po czym wykonał krótkie cięcie. W stronę bańki poleciało powietrzne cięcie. Było ono nie wiele silniejsze niż te, które wykonywał wcześniej. Żołnierz próbował tymi zagraniami przełamać jakoś bańkę przeciwnika lub zmusić go do zrobienia czegoś innego.

Po ataku, Bosman zaczął przygotowywać swoją obronę.

- Kasai - Wokół niego powoli zaczęło wirować gorące powietrze. Tworzyło to coś na zasadzie pancerza, które otulało jego ciało. Była to dość prosta i skuteczna obrona. Bosman wiedział, że jego przeciwnik potrafi zaskoczyć go niezwykłymi sztuczkami więc postanowił się trochę na jego ataki przygotować.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Zostało 10 sekund - myślałem medytując. Oby mi się to udało. Ale nie. Poczułem pewien bodziec, coś czego nie powinienem poczuć. Górka ziemi od dołu moją "bańkę" podnosiła na gigantyczną wysokość, przestraszyłem się, miałem lęk wysokości. Kiedy byłem już na wysokości czegoś wskoczyłem na to coś. Zaczęło błyskawicznie spadać, lecz wiedziałem że nic mi ono nie zrobi. Spadałem dalej. Około 5 metrów nad ziemią błyskawicznie zahamowała zmieniając swą prędkość na energię użytą do hamowania. Potem te coś zwyczajnie zniknęło. Wyparowało. A moje akumulatory były pełne w jakichś 70%, ale to wystarczy. Spojrzałem w stronę przeciwnika. Ujrzałem lecące w moją stronę cięcie. Cholera. Dałem się zaskoczyć. To było coś, na co nie powinienem dopuścić. Trudno. Muszę uniknąć tego ataku. Mam mniej niż sekundę. Rzucam się w bok. Prawie zdążyłem. Cięcie uderzyło w moje lewe udo, miałem je teraz rozcięte. Słabo - pomyślałem. Nie mogę pozwolić oponentowi na więcej takich zagrań. Czas użyć czegoś, na co czekałem przez całą walkę. Teraz naprawdę się cieszę, iż byłem na arenie przed przeciwnikiem. Użyję tego - pomyślałem.  

 

 

 

 

Tworzenie niemożliwego - wbrew pozorom nie jest niemożliwe - wymaga zwyczajnie nieco więcej wysiłku. Nieco więcej... finezji w działaniu. I z pewnością wytrwałości. Spójrzmy na ziemię. Widać tylko suchy piach. Teraz skup się. Zamknij oczy. Wysil swój mózg, wydobądź z siebie nieco energii. Otwórz oczy. Czy widzisz to co ja? Bo ja widzę stworzone przeze mnie z niczego krystaliczne berło. Bardzo kruche, lecz jakże potężne. Użyjmy go. Ciekawe co ono spowoduje. Skupiam się i je uruchamiam. Widzę jasny błysk i słup światła pędzący ku górze. Nagle przestaje go widzieć, berło kruszy się i znów zamienia się w piach. Jakby go nie było.

 

 

Czas tego użyć. Muszę to zrobić. Jedno słowo, jakże potężne. Ile mnie to energii będzie kosztować? Nie wiem. Ale muszę to zrobić. Wpierw tylko uleczę swoją nogę. Curatio - mruknąłem. Rana na mojej nodze zagoiła się, pozostała tam tylko blizna po użyciu zaklęcia. Trudno, nie zawsze ze wszystkiego wychodzi się w przysłowiowym jednym kawałku. Lecz kontynuując, używam tego. Wstaję. Skupiam się, zamykam oczy. Jedno słowo - Aetheria. I stało się to, co miało się stać. Z nieba zaczęły spadać krwisto-czerwone krople. Uderzając w Ziemię wytapiały w niej ubytki. Dziury. Coraz to większe. Przed tym deszczem nie sposób się chronić. To... można by rzec samobójczy atak. Lecz nie. To było moje berło. Szczęśliwie dla mnie ten deszcz spływa po mnie jakby nigdy nic. Jak zwyczajna jesienna mżawka. Lecz szkody które jest w stanie wywołać Bosmanowi... wolę o nich nie myśleć. Przykro mi, twój ruch. - powiedziałem widząc pierwsze krwistoczerwone krople deszczu spadające ku oponentowi.

Edited by Camed

Share this post


Link to post
Share on other sites

Bosman widział, jak jego atak osiągnął swój cel. Jednak nie tak jak on sobie to wyobrażał, ale lepsze to niż nic. Żołnierz już chciał przejść do następnego ataku lecz wtedy zobaczył co robi jego oponent. Widział jak leczy swoją ranę a po czym wypowiada jakieś słowo. Po chwili zaczął padać deszcz. Jednak widać było, że nie był to zwykły deszcz. On wypalał ziemie. Żołnierz zobaczył jak czerwona kropla spada na czubek jego ostrza o to po chwili topi się.

- Cholera - Powiedział pod nosem po czym próbował uniknąć kilku kropel spadających na niego. Niestety to nie było takie proste. Jedna z nich spadła na mankiet jego bluzy robiąc w niej dziurę. Po chwili czerwona kropla spadła na policzek Bosmana. Ten zawył a jego policzek zaczął piec i swędzieć. Żołnierz błyskawicznie przyłożył do rany rękę.

- Mizu - Wokół jego dłoni pojawił się mały bąbelek. Widać było, że po chwili kropelka zabarwiła się lekko. Po chwili bąbelek spadł na ziemie. Na policzku Bosmana widać było dość paskudną ranę jednak nie pogłębiała ani nie poszerzała się.

 Nie sądziłem, że będę musiał użyć mojego najsilniejszego żywiołu. Przyznał smutno po czym zaczął się bronić.

- Mizu - Zza kołnierza wprawniejszy obserwator mógł zobaczyć lekką, jasną poświatę.  Wokół Żołnierza zaczęła się tworzyć wodna bariera. Otoczyła go całego jednak nie dość szybko by osłonić go przed kolejną kroplą, która spadła mu na nadgarstek. Bosman syknął i przyłożył zdrową rękę do nadgarstka. Po chwili ponownie pojawił się wodny bąbelek, i oczyścił ranę. Jednak widać było, że zostaną po tym ślady. Dodatkowo widać było, że walka powoli męczyła go. Oddychał głęboko, niemiarowo. Mimo tego żołnierz nadal walczył. Po utworzeniu bariery upadł na kolano Czerwone krople spływały po jego osłonie jednak niektóre zatrzymywały się dłużej, jakby chciały przejść przez barierę.

- Wybacz, ale nie mogę poddać się tak łatwo - Powiedział głośno, aby Camed usłyszał każde słowo. W jego głosie było słychać determinacje. - Walczymy a mimo tego nadal się nie znamy. Mówią mi Bosman - Odparł po czym przystąpił do ataku. Położył rękę na ziemi, potem drugą.

- Chikyu - Na ziemi pojawia się okrąg o średnicy ok 60 cm. Camed stoi po środku tegoż okręgu. Wygląda to tak, jakby ktoś narysował wokół niego linię na ziemi.

- Kasai - Mówi żołnierz po czym uderza rękami w ziemie. Nagle z linii na ziemi zaczyna buchać ogień. Płomienie sięgają dobrych 3 metrów. Jednak idą pionowo w górę. Bosman, widząc to rozkłada ręce na boki

- Kaze -  Z jego rąk wylatuje potężny podmuch, który z obu stron leci w stronę Camego. Ma on na celu przemieścić ogień prosto w jego przeciwnika. Ten atak jednak sporo kosztował agresora. Upada on na oba kolana i kładzie jedną ręką na ziemi aby się nie przewrócić. Bariera z wody zaczyna migotać jakby zaraz miała zniknąć ale Bosman skupia się teraz aby ją utrzymać jak najdłużej. Z kącika ust spływa mała strużka krwi.

- Dobrze - Każde słowo jest przerwane wdechem. - Teraz twoje kolej. Chcę poznać twoje imię. - Lekki uśmiech zagościł na jego twarzy. Jednak Camed mógł spostrzec, że przychodzi mu to z trudem. Krew powoli skapuje na ziemie.

Share this post


Link to post
Share on other sites

- Teraz twoje kolej. Chcę poznać twoje imię. - usłyszałem wolno wydobywające się zdanie z ust przeciwnika. A więc dobrze. Myślę, że nawet wypadałoby, byśmy tak podstawowe informacje o samych sobie wiedzieli - Jestem Camed. Nic specjalnego, czyż nie? - powiedziałem na tyle głośno by oponent, który jak zdążyłem zauważyć specjalizował się w magii gorąca/ognia usłyszał moje słowa. A muszę się naprawdę postarać. Naprawdę, muszę się postarać. Trzymetrowe ściany ognia pędzące wprost na mnie - to nie będzie łatwe. Czas się skupić. - 3... - Ściany ognia są już coraz bliżej - 2...  - Jeszcze bliżej, obym się wyrobił - 1... - wykonuje ruch. Pode mną tworzy się duża dziura. Spadam. Tuż przed upadkiem podnoszę pod sobą ciśnienie, ono szybko i bezinwazyjnie spowalnia mój upadek. Spoglądam do góry - widzę ścianę ognia. Wygląda na to, że wszystko jest dobrze. Albo i nie. Widzę palący się materiał spadający prosto na mnie. Dosłownie się wkopałem. Coś co płonęło spadało na mnie z wysokości dobrych ~20 metrów. No nic. Kopiemy się w bok. 

Amoveo! - krzyknąłem. Piach obok mnie zniknął i pojawił się na górze. Przesunąłem się. Znów używam tego czaru. W miejscu gdzie stałem pół sekundy temu pojawiła się kolejna wyrwa. Ogień ma tam spaść nie dokonując żadnych poważniejszych obrażeń. Zadziałało. Zaczynam medytację. Odzyskuję energię, lecz nagle zaczynam kaszleć. Że o tym nie pomyślałem! - pomyślałem zdenerwowany sam na siebie. W pomieszczeniu gromadzi się dym. Muszę się stąd jak najszybciej wydostać. Mam raptem kilka chwil. I dobrze, że odzyskałem choć trochę energii. I użyłem teleportacji. Pojawiłem się na arenie, na górze. Już poza zasięgiem ognia. Strasznie zmęczony, podduszony, z wieloma oparzeniami. Muszę wykonać ciekawy ruch. Coś, co zaskoczy Bosmana. Krwisty deszcz już się skończył. A więc wykonam inny manewr. Użyję czegoś, czego się nie spodziewa. Będzie to trudny manewr, zostanie mi naprawdę niewiele energii. Ale szczęśliwie nie muszę niczego przywoływać, gdyż cały wymagany materiał mam tutaj. Piach. Burza piaskowa, swego rodzaju tornado. Siła tarcia i uderzenia milionów ziarenek piasku powinna być wystarczająca.
- Harena Tempestate! - krzyknąłem. Błyskawicznie uformowała się kolumna piachu, żwiru i innych drobinek. Zmierzała ku oponentowi z zawrotną prędkością. Widząc to uśmiechnąłem się. Opadłem na kolana. Strasznie mnie to zabolało. Piach wbijający się w poparzoną skórę nie był miłym odczuciem. Rzuciłem krótkie, ciche hasło - Twój ruch - i ponownie zacząłem regenerować energię.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Bosman oddychał głęboko starając się chociaż trochę odzyskać sił. Na szczęście deszcz przestał padać i nie musiał już utrzymywać swojej bariery. Ta opadła powoli. Podniósł głowę aby zobaczyć czy jego atak zadziałał. Jednak nie widział nic przez ogień. Po chwili płonienie zniknęły o w miejscu, gdzie stał Camed widać było dziurę.

- Cholera chyba zwiał - Powiedział zniesmaczony nie wiedząc co się stało jego oponentowi. Chwilę później zobaczył, że on się teleportował. Żołnierz zobaczył, że nie wyszedł bez szwanku. Tyle dobrego. Nie próbował nawet wstać. Chciał jak najwięcej energii zachować aby móc zareagować na następny atak. Nie musiał czekać długo. Zobaczył formującą się przed nim kolumnę piasku.

- Co do licha - Bosman wiedział dokładnie co to jest. Sam wykonał podobny manewr w czasie tej walki. Jednak spodziewał się, że atak jego przeciwnika będzie silniejszy niż jego. Przecież on miał możliwość zregenerowanie sobie utraconej energii. Żołnierz zobaczy, że teraz próbuje zrobić to samo.

Dobra trzeba mu to przerwać. Jednak ta kolumna mi tego nie ułatwia. Pomyślał widząc jak atak jego przeciwnika zbliża się w jego stronę. Było jeszcze na tyle daleko aby móc coś zrobić. Jednak na tyle blisko, że jego ruch musiał być szybko. Pośpiesznie wyjął z kieszeni pojemnik z kulkami i wyjął zieloną. Już miał coś z nią zrobić jednak w tym momencie dotarła do niego piaskowa kolumna. Piasek zaczął wbijać mu się w odsłonięte części ciała: ręce, twarz i szyję. Bosman szybko zasłonił oczy i nos zranioną ręką raną na nadgarstku do siebie. Niestety kilka ziarenek piasku uderzyło go w ranę na policzku. Rana zapiekła i bolała niemiłosiernie. Nie tracąc więcej czasu położył zieloną kuleczkę na ziemi i roztrzaskał ją uderzeniem ręki. Szkiełko wbiło mu się w dłoń ale nie dbał o to. Po chwili wokół niego zatrzęsła się ziemia i Bosman zniknął. Zostało po nim tylko kilka kawałków szkła i nieduża plama krwi. Minęła chwila czy dwie i za Camedem wyrosła ok 1,5 metrowa ściana. Postała chwilę po czym rozpadła się i pokazała przykucniętego żołnierza. Widać było, że jest obolały, zmęczony i ranny. Jednak jego wzrok przepełniony był determinacją i, o dziwo, szacunkiem do oponenta. Bosman nadal miał w ręce nóż i postanowił go teraz użyć. Kucał za przeciwnikiem.

- Wybacz - Powiedział zza pleców i wykonał zamach nożem. Celował po plecach na całej ich szerokości od prawej do lewej. Jego nóż miał nadtopioną końcówkę, jednak to mogło zadziałać na jego korzyść.

Share this post


Link to post
Share on other sites

GONG!

 

Nadszedł czas na zakończenie magicznego pojedynku! Teraz, do akcji wkraczacie WY, droga publiczności!

 

Zdradźcie nam, kto popisał się większą mocą? Kto rzucił ciekawsze zaklęcia? Czyj styl Was ujął? Zapraszam do głosowania i komentowania!

Share this post


Link to post
Share on other sites

Wielka szkoda, że Camed i Bosman spotkali się tak wcześnie. Obaj prezentowali sobą wysoki poziom, nie robiąc z siebie nawet na chwilę OP, co dziwne w tej grupie pojedynkowej. Camed pisał nietypowo, wplatając w swe posty przemyślenia egzystencjonalne, a Bosman przez cały pojedynek ograniczał się do tylko kilku inkantancji.

Posty obu mi się spodobały. Czary obu mi się spodobały. Ale to Camed, jak dla mnie, przedstawia większy potencjał, nawet pomimo cięższych w czytaniu postów - jakoś nie widzę maga ograniczonego do kilku czarów w dalszym etapie pojedynku ( wybacz, Bosman ). Ponadto to, co Camed pisze, jest warte męki w zrozumieniu postów. Dlatego też mój punkcik wędruje na jego konto.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Ciastek całkowicie cię rozumiem. Jednak w tym pojedynku jest jeden mały haczyk. Mianowicie nie chciałem używać większej ilości sztuczek, zaklęć itd aby móc zaskoczyć kolejnych przeciwników. O ile uda mi się wygrać. Jakbym pokazał wszystko teraz nie byłoby elementu zaskoczenia w kolejnych starciach. Dodatkowo nasz pojedynek był również ograniczany przez nas samych. Każdy z nas miał trochę spraw na głowie i jak widzisz odpisy pojawiały się nieregularnie. To również sprawiło, że nie pokazaliśmy większej puli zaklęć i sztuczek. Jednak mimo tego dziękuję ci za oddanie głosu w naszym pojedynku. I jak to mówią: "Niech zwycięży lepszy".

Share this post


Link to post
Share on other sites

W związku z remisem, musieliśmy wyjątkowo przedłużyć czas głosowania. Panowie i Panie, mamy zwycięzcę!

 

Bosman - 6

Camed - 8

 

W doliczonym czasie gry, jeden z uczestników zyskał cenną przewagę. A jest nim...

 

Camed

 

Gratulujemy wygranej, jak również awansu do rundy drugiej!

Share this post


Link to post
Share on other sites
Guest
This topic is now closed to further replies.

×
×
  • Create New...