Skocz do zawartości

Strona Główna  |  Ogłoszenia  |  Lista Fanfików  |  Fanpage  |  Feedback
Arcybiskup z Canterbury

Zapisy do Oksymoron

Recommended Posts

Widzę, że aktualnie prowadzisz przynajmniej cztery sesje, a może nawet pięć. Czy miałabyś w takim przypadku czas na kolejną, czy raczej nie będziesz się wyrabiała?

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

To ja ten, do Star Wars się zgłaszam!

Matko, jak dawno nie pisałem żadnej sesji w naszym rodzimym języku. Przerażające.

 

 

1. Imię i nazwisko

YU-1337  “Yuri”

 

2. Wiek

19 lat.

 

3. Rasa

Człowiek.

 

4. Wygląd

Wygląd? Jaki wygląd! Szturmowcy nie wyróżniają się spośród Szturmowców. Biały pancerz i czarny kombinezon - To jest wygląd Yuri.

... Chyba, że postanowisz spojrzeć co kryje się pod uniformem. Wtedy ujrzysz młodą damę o niezbyt dużej wysokości czy też kobiecych walorach - można wręcz powiedzieć, że jest delikatnie poniżej normy.
Czarne włosy są na tyle długie by schować jej uszy, ścięta krótko grzywka natomiast pozwala nie martwić się o włosy wchodzące w błękitne oczy w czasie służby.
Jej twarz ma lekkie rysy, nie wyrażają one zbyt wielu emocji - ani tych negatywnych, ani tych pozytywnych. Jest... Spokojna. Być może nawet nazbyt.

 

5. Charakter

Choć młoda i niedoświdczona,  YU -1337 jest ambitną i osobą. Nieugięta postawa i fanatyczne wręcz oddanie tworzą z niej idealny materiał na Szturmowca. 
Z drugiej jednak strony, patrzy ona krytycznym okiem na każde swoje działanie. Przez to również jej postrzeganie przyszłości można sklasyfikować jako "Pesymistyczne".

 

6. Umiejętności

Poza podstawowymi umiejętnościami każdego szturmowca, takimi jak dostosowywanie się do warunków otoczenia czy korzystanie z blasterów, YU-1337 odznacza się szczególnie imponującymi wynikami w zakresie pierwszej pomocy, jak i mechaniki. Jej celność również wykracza poza standardy, niestety zdecydowanie cierpi na tym jej umiejętności w walce w zwarciu, jak i naturalna siła.


7. Ramy czasowe

ABY, 
(Po zniszczeniu trzeciej stacji bojowej, to jest - Pierwszej Najwyższego Porządku.)

 

8. Przynależność 

Imperium - Najwyższy Porządek. 

 

9. Historia

YU-1337 - Jak same imię pewnie wskazuje - była wcielona do programu szkoleniowego Najwyższego Porządku niedługo po swoich narodzinach. Praktycznie rzecz ujmując, jeżeli nie całe, to zdecydowana jego większość była jednym wielkim szkoleniem.

Nie ma większego sensu opisywanie jej życia od początku do końca, warto jednak zaznaczyć kilka ważnych wydarzeń które wystąpiły w czasach jej szkolenia.

Od samego początku YU-1337 wykazywała większą inicjatywę niż inni kadeci i uparte wręcz dążenie do postawionych sobie celów. Uczyła się z płonącą wręcz pasją, każdego dnia doskonaląc się w sztuce wojennej coraz bardziej i bardziej - nigdy jednak nie przeszło jej przez myśl, że jest już " Wystarczająco gotowa. "

 

Jej pięta Achillesową okazała się mikra postura. Brak wrodzonej siły dawał się jej w znaki - korzystanie z cięższych rodzajów broni było dużo trudniejsze niż z lekkich i poręcznych.blasterów, zaś jej umiejętności w walce wręcz nigdy nie osiągnęły zadowalającego poziomu. Przez lata służby jednak udało jej się zminimalizować jej wrodzone niedociągnięcia, głównie wykorzystując swoje mniejsze ciało jako atut - i unikając ciosów, pozwalała swoim przeciwnikom się wpierw zmęczyć.

 

Jej przydomek - "Yuri" - został nadany w czasie pierwszego sprawdzianu bojowego, mianowicie imitacji bitew prowadzonych przez kadetów z różnych oddziałów.
Jeden z jej sprzymierzeńców który objął nieformalne stanowisko dowódcy na czas bitwy, postanowił że skrócenie pełnych numerów do prostych pseudonimów zwiększy ich skuteczność komunikacji, a tym samym - zdolność bojową całego oddziału. Tak oto zapadła decyzja o przechrzczeniu jej "Yuri" - od pierwszych liter jej identyfikatora, oraz przypadkowego zakończenia.
Po niezbyt długiej, acz intensywnej batalii między kadetami, okazało się że cały jej oddział poległ, ona sama zaś została postawiona przed dwoma zjednoczonymi oddziałami. Dzięki jednak mądremu poruszaniu się po imitacji leśnego pola bitwy, zdołała wyjść jako ostatnia bez szwanku, przez co jej oddział został uznany za zwycięski, gdy ona sama skończyła z wynikiem 15 trupów.
Zapytana przez grupę egzaminacyjną co myśli o swoich osiągnięciach, odpowiedziała krótko:
"Mogłam użyć mniejszej ilości strzałów."

W czasie szkolenia wykazywała się również dużo większym zainteresowaniem w dziale medycyny polowej, jak i również na polu mechaniki. Była rozwinięta do tego stopnia, że 
Mogła przeprowadzać rutynowe naprawy i czyszczenie większości rodzaji blasterów jak i łazików imperialnych, zaś nauczyciel medycyny miał w niej kadetkę pupila. YU-1337 nigdy jednak nie widziała tego jako przywilej.

W końcu, trafiła ona do batalionu który pilnował porządku w jednej z planet na pograniczu wpływów Najwyższego Porządku. Nie była to w jej mniemaniu "prawdziwa" służba, bowiem zdala od walk i wojaczki do której była szykowana, ale nic nie mogła na to poradzić - pogodziła się tylko z tym faktem i uznała, że gdziekolwiek zostanie przydzielona, będzie równie potrzebna swojej frakcji.

 

10. Cel

Doskonalenie samej siebie i zdobywanie doświadczenia. Wszystko, by służyć dumnie pod sztandarem Porządku.
Dodatkowo, chęć pokazania swojej wartości na polu bitwy.

 

11. Profesja

Szturmowiec.

Edytowano przez Ternos23

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

1. Imię: Victor Veet; właściwie Victor Amberon

2. Wiek: 35

3. Profesja: najemnik; przedstawiciel grupy ochrony ważnych klientów banku Vivaldiego.

4. Wygląd: lekko zarośnięty, krótko ścięte włosy. Średniego wzrostu, muskularnej budowy. Oczy piwne.

5. Charakter: dość towarzyski i rozmowny, choć czasem potrzebuje chwili samotności na przemyślenia. W walce opanowany, acz potrafi się irytować, gdy ta się przeciąga w czasie. Nie ma większych uprzedzeń do nieludzi, choć został wychowany w takim duchu. Bywa jednak, że traktuje ich z dystansem.

6. Historia:

 

Victor Veet uchodził za legendę w swoim fachu. Nieposkromiony najemnik, utalentowany mówca, wąż odporny za truciznę, Czarnomówca (od znajomości języka nilfgaardzkiego), Drzewo Brokilionu (od plotki, iż został przyjacielem driad i jako jeden z nielicznych nie została mu usunięta pamięć z wizyty w ich lesie),i zwnny jak żmija zabójca – takimi mianami był określany w świecie. Choć tak naprawdę wiele z rzeczy mu przypisywanych było dalekimi od prawy, lecz Victor nigdy ich nie negował i pozwalał trwać opowieściom dalej.

 

Jego prawdziwa historia niewiele miała wspólnego z tymi fantastycznymi opowieściami. Był synem temerskiego zbrojmistrza, ale nie odziedziczył po nim talentu do tworzenia pancerzy. Miał jednak dobre oko i pamięć do materiałów, stąd zawsze wiedział, jaka zbroja będzie odpowiednia na daną okazję. Wkrótce dołączył do straży, a stamtąd do wojska. Spędził kilka lat w różnych garnizonach, szlifując swoje umiejętności w walce.

 

Wkrótce opuścił szeregi armii, by zacząć trudnić się w bardziej opłacalnym zawodzie najemnika. Był to czas, w którym przemierzał Królestwa Północy, chwytając się różnych, mniej lub bardziej legalnych zajęć. Właśnie w tym okresie porzucił swoje nazwisko na rzecz “Veet” (które wbrew pozorom nie miało jakiegoś szczególnego znaczenia. Ot dobrze się wymawiało i “fajnie” wyglądały jego inicjały). Nie zdradza nigdy, co konkretnie dokonał na przestrzeni tych trzech lat najemniczego życia, lecz pewnym jest, iż zdobyta przez niego reputacja zapewniła mu miejsce w nowopowstałej grupie “do zadań specjalnych” założonej przez Vimme Vivaldiego. 

 

Oficjalnie mieli służyć jako specjaliści na potrzeby najmajętniejszych klientów banku. W praktyce częściej byli wynajmowani jako eskorta, tudzież obstawa. Szło mu całkiem dobrze, gdy nadeszło to kolejne zlecenie. Miał odwiedzić jednego z pierwszych klientów korzystających z Wysokiej Usługi – kupca Edvina van Doorfa. Wspomniany mężczyzna kilka dni temu zlecił bankowi wypłacenie swojego depozytu w celu zasilenia nowej inwestycji. Monety zostały przygotowane do odbioru, lecz Edvin nie stawił się po odbiór, ani też nie zareagował na wysłany list z przypomnieniem.

 

Victor udał się więc do Oxenfurtu, gdzie swoją kamienicę posiadał van Doorf. Ta pozostawała zamknięta od kilku dni. Korzystając ze swoich kontaktów dowiedział się, iż nikt nie widział Edvina od co najmniej dwóch dni, a ostatnio wyglądał na dość roztrzęsionego. Ponoć reagował panicznie na każde głośniejsze słowo i nerwowo patrzył za ramię. Strażnicy zaś nie zauważyli niczego niepokojącego, a i zgodnie stwierdzali, iż pewno “wyruszył za biznesem, jak zwykle”.

Dla Victora były to na tyle niepokojące wieści, że postanowił wejść do mieszkania kupca. O ile drzwi do kamienicy pozostawały zamknięte, mężczyzna dostrzegł otwarte okno na pierwszym piętrze, do którego łatwo mógł się dostać poprzez dach targu rybnego nieopodal. Pomyślał, że być może właśnie tędy dotarł ten ktoś, kogo obawiał się spotkać Edvin. Przeczuwając najgorsze, wszedł do środka. Uzbrojony w miecz ostrożnie przemierzał korytarze budynku. Towarzyszyła mu cisza przerywana czasami odgłosami sprzedawców ryb. Wszystko wyglądało w porządku i na swoim miejscu, przynajmniej do czasu, gdy wszedł do mieszkania van Doorfa.

 

Wyglądało jakby przeszedł tędy sztorm. Meble zostały poprzewracane i połamane, zewsząd walały się luźne kartki papieru, targane wiatrem z otwartych okien. Część dokumentacji wciąż płonęła w kominku. Victor zdołał ocalić kilka kartek. Nie odczytał w nich niczego szczególnego. Ot, dzienny bilans przychodów i rozchodów datowany na trzy dni temu, zamówienie dotyczące kolejnej dostawy ziół z Ofiru, w pół spalony druk z banku Vivaldiego dotyczącego wycofania zgromadzonych funduszy oraz małą notkę z napisem “Staw się. Prędko. A.Z..”, cokolwiek to miało znaczyć.

 

Spędził jeszcze pewien czas szukając jakichkolwiek poszlak, lecz bezskutecznie. Nie znalazł niczego, co mogłoby nakierować go na ślad zaginionego kupca. Niezadowolony z porażki postanowił opuścić Oxenfurt i zdać raport swojemu szefowi.

Niedługo potem powrócił do Novigradu. Ledwo zdążył zejść ze statku i ruszyć w stronę rynku, gdy został osaczony przez nieznanych zabójców. Nie odzywali się, byli jak w transie, bująjąc się lekko. Powietrze przeszył świst, a bandyci zaatakowali. Zdobyte umiejętności pozwoliły Victorowi nawiązać z nimi równą walkę. Szybko zaułek pokryła posoka, a bruk przyozdobiły ciała. Kolejny świst nakazał zabójcom odwrót. Nim jednak do tego doszło, został draśnięty bełtem.

Szybko przekonał się, że grot był zatruty. Zdołał uciec z uliczki i przebiec kilkaset metrów, nim substancja dała o sobie znać. Jego wzrok stał się rozmyty, widział jak na skórze powstają przebarwienia, a żyły stają się widoczne i nabierają czarnego koloru. Próbował coś powiedzieć, lecz nawet nie zrozumiał tego, co mówi. Oparł się o skrzynię, po czym osunął się na ziemię. 

 

Znał ten rodzaj trucizny – powstawała ona na bazie wiedźmińskich eliksirów. Wielokrotnie zwiększano ich stężenie, po czym mieszano je ze zmielonymi ziarnami sporyszu. Niewielka dawka na grocie strzały czy bełtu wystarczyła do zabicia celu w ciągu kilkudziesięciu minut. Trucizna, zwana też Zemstą Wiedźmina, była przy tym dość “humanitarna”, o ile można było to tak nazwać. Powodowała bowiem olbrzymi ból, lecz szybko “przeciążała” organizm, co sprawiało, iż ofiara nie odczuwała nic i powoli odchodziła w ramiona kostuchy, a dla postronnych wyglądała jakby śmiertelnie zatruła się alkoholem. Skuteczny, ale i rzadki środek.

 

Głosy zaczęły zlewać się w jedno i nabrały pogłosu. Przez moment miał wrażenie jakby leciał w powietrzu. Później ktoś przeglądał zawartość jego torby. Nie rozumiał słów, ale był pewien, że się wściekał. Jakiś głos powiedział “niech zdycha”. Nie spodziewał się niczego innego.

 

Przymknął oczy. Ku swojemu zdumieniu otworzył je ponownie. Panowała właśnie noc, a on leżał praktycznie w tym samym miejscu, zasłonięty skrzyniami. Nie powinien tego przeżyć, nie było znanego lekarstwa na Zemstę Wiedźmina. A jednak… przeżył i czuł się “zaledwie” zmęczony. Skołowany spojrzał na swoje rzeczy: miał je wszystkie, jak również dokumenty zabrane od kupca. Ktoś zadał sobie wiele trudu, żeby nie dotarł do celu. Ale czego szukali? I w co wmieszał się ten kupiec? 

 

7. Ekwipunek: redańska szabla, lekka zbroja skórzana, torba: dokumentacja, zioła lecznicze, symbol Banku Vivaldich. 

8. Cel: Dowiedzieć się, kto czyhał na jego życie i co spowodowało zniknięcie kupca. I jakim cudem przeżył coś, czego nie powinien.
 

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Imię i nazwisko: Late Degg 

Wiek: 23 lata

Profesja: Łowca skarbów/ obibok

Wygląd: Szczupły mężczyzna o ostrych rysach, lekkim zaroście i bujnej, roztarganej czuprynie. Wzrostu wahającego się na granicy metra osiemdziesiąt. Oczy piwne, często nieobecne, rozmarzone. Garderoba pełna wypłowiałych płaszczy i prostych, wygodnych spodni, umożliwiających swobodę ruchową. Nie cierpi kapturów, bo kojarzą mu się z magami. Wygląda na podróżnika, który nie do końca wie dokąd zmierza. 

Charakter: Lekkoduch, który czasami lubi udawać, że naprawdę wie co robi. Nieodłącznymi towarzyszami jego wędrówek są kompani: poczucie humoru, odwaga granicząca z głupotą i skłonność do prostych rozrywek. Jest w miarę towarzyski, ale dobrze wie, że w niektórych zakątkach świata może się to źle skończyć. Bywa lekkomyślny, co w połączeniu z jego profesją jest równie niebezpieczne co zbyt częste kłapanie jadaczką. 

Miejsce rozpoczęcia akcji: Nie mam zielonego pojęcia, może to być jakieś targowisko w wygwizdowie dolnym albo mroczny grobowiec Dupensztajna, wybór należy do Ciebie, jeśli można. 

Historia: Tak więc od początku, Late przyszedł na świat jako syn osławionego badacza - Augusta Degga, początkowo miał na imię Lance, jednak po wyprowadzcce od ojca zmienił swoje imię na krótsze i (według niego) bardziej chwytliwe. Twierdził, że świat nie może znać tak wielkiego człowieka jak on pod tak żałosnym imieniem jak Lance. Jak więc nie trudno zauważyć, już od najmłodszych lat Late miał ambicje do zostania wędrownym zawadiaką. Lata dzieciństwa spędził na obijaniu się w starej bibliotece ojca, którą na przestrzeni lat przewertował od góry do dołu. Już wtedy zaczynał się w nim rodzić duch przygody, który żyje z nim do teraz. Jego ojciec pragnął, aby syn kontynuował jego dzieło i studiował pradawne księgi, dostarczane przez jego kontakty, rozłożone po całym świecie. 
Wiadomo jednak, że studiowanie ksiąg to robota nudniejsza nawet od szorowania wielbłądzich garbów, dlatego też w wieku 16 lat, Late uciekł z domu, zabierając ze sobą jedynie parę przydatniejszych ksiąg (tych, które zawierały ładne obrazki i przydatne mapy) i wyruszył w świat, w poszukiwaniu rzeczy, których nikt jeszcze nie odkrył. 
Początkowo szło mu to bardzo miernie, za resztki oszczędności, które również ze sobą zabrał (nie mógł przecież odejść z pustymi rękami, no nie?) włóczył się po tawernach i zbierał informacje o wszelkich grobowcach, piramidach, świątyniach i wszystkich miejscach, które mógł spenetrować w poszukiwaniu skarbów. 
Podczas pierwszej przygody poznał przyjaciela, który jest z nim do teraz i czasem pomaga mu w co raz to nowszych ODKRYCIACH. 
A szło to mniej więcej tak: 
W jednym z okolicznych barów, w mieście którego nazwy teraz już nawet nie pamiętał, dowiedział się, że nieopodal jest klasztor magów, którego podziemia strzegą zaginionego dawno skarbu. Zaginiony, to słowo które akurat kompletnie tutaj nie pasowało, bowiem każdy dobrze wiedział gdzie skarb się znajduje. Był na najniższym piętrze w podziemiach klasztoru, pilnowany przez szeregi magów i nieopisaną, magiczną moc, której nikt nie odważył się poskromić. Prawda była taka, że magowie nie dopuszczali nikogo do tego poziomu a sami bali się przejść przez barierę, która smutno wisiała w drzwiach komnaty, w której miał się znajdować rzeczony skarb. A jak to bywa z takimi rzeczami, których się obawiasz - albo je omijasz albo zaczynasz czcić jako coś niezrozumiałego i pradawnego. Nie  trudno się domyślić, którą opcję wybrali tamtejsi magowie. 
Late, jako łowca przygód uznał, że to jego wielka szansa. Nikt jeszcze nie przekroczył drzwi komnaty, a taki wyczyn na pewno byłby pomocny w osiągnięciu sławy. Jak już było wspomniane, nie należał do najbystrzejszych i najrozsądniejszych łowców przygód, dlatego nie pomyślał w jaki sposób uda mu się przejść przez magiczną barierę, strzegącą tego miejsca. Za to wpierw zorganizował poszukiwania członków do drużyny. Po dwóch tygodniach wygłaszania swoich przemówień w tawernie, zgłosił się do niego jeden karzeł imieniem Sterling. Tak narodziła się ich przyjaźń, nie, naprawdę, dokładnie tak, wiadomo wszak, że tawerna, wspólny cel i parę kufli piwa połączyłoby każdego człowieka. 
Plan wyglądał następująco, magowie urządzali w każdy ostatni dzień tygodnia ogromną biesiadę, na którą spraszali okolicznych mieszkańców i poili ich darmowym winem i różnościami. Dlaczego? Nikt konkretnie nie wiedział, ale magowie zapewne mieli w tym jakiś cel, nikt bez powodu by nie oddawał takiej ilości wina byle ochlejtusom. Late i Sterling postanowili przyłączyć się do biesiady i w jej trakcie po cichutku przedostać się na najniższe piętro. 
Jak to jednak bywa na przyjęciach - trudno im było odmówić co kolejnych kielichów wytrawnego wina, które pojawiały się przed nimi na stole. Kiedy byli już nieźle wstawieni, postanowili że wdrożą w życie swój plan. Przewracając po drodze niezliczoną liczbę starożytnych waz przemknęli na niższe piętra, których strzegli magowie w posępnych, fioletowych kapturach. Nie pytajcie mnie, bo sam nie wiem jak im się to udało, ale dostali się na ostatnie, najniższe piętro niezauważeni. Może magowie na straży też nie wylewali za kołnierz i stali tam wyłącznie z obowiązku duchowego i klasztornego. 
Sterling postanowił odwrócić uwagę ostatnich strażników, zaczynając tańczyć po środku ostatniej komnaty, potem zaczął wrzeszczeć, że się zgubił i prosił, aby ktoś go odprowadził na biesiadę. W tym czasie Late, mocno podchmielony, zakradł się pod drzwi ostatniej komnaty i bez zastanowienia przeszedł przez magiczną barierę. Do dzisiaj nie było wiadomo, czy ona faktycznie coś robiła, czy była tam tylko dla ozdoby poprzedniego właściciela. Wewnątrz znalazł kufer pełen skarbów, którymi napchał kieszenie i torbę, po czym wydostał się na zewnątrz niezauważony (Sterling wciąż szarpał się z magami, jeden z nich znudzony w końcu podniósł go magią za nogi i odesłał na przyjęcie) Wszystko szło według planu, gdyby nie to, że na jednym z ostatnich pięter Late został zauważony. Dalszą noc pamięta jako niewyraźną, zbitą krzątaninę różnokolorowych szat i kapturów. To co się liczyło jednak, udało mu się zbiec ze skarbem, którym podzielili się na pół ze Sterlingiem. 
Po tak zuchwałej kradzieży, którą Late wolał nazywać "ODKRYCIEM" (W końcu nikt tam nie wchodził od wieków, prawda?) rozkręcił się na dobre. Przez najbliższe lata zasłynął jeszcze paroma występkami, między innymi kradzieżą złota z zaginionego pałacu Bezimiennego Króla, odkryciu grobowca jakiegoś brodatego sułtana, który okazał się być obiektem kultu i paroma innymi rzeczami, o których długo by opowiadać. Nabrał przez to trochę doświadczenia, zarówno w walce jak i w ucieczkach, które przez jego szczęście, zwykle kończyły się sukcesem. 

Cecha charakterystyczna: Stawia wszystko na jedną kartę, jeśli o to chodzi, a jeśli o fizyczną cechę charakterystyczną - blizna na policzku, pamiątka po spotkaniu z niezadowolonym rolnikiem, którego sierp znalazł się w nieodpowiednim miejscu w nieodpowiednim czasie. 

Cel: Zdobyć sławę i skarby, fajnie byłoby też znaleźć partnerkę, żeby było z kim osiąść jak kości nie będą się już nadawały do skakania po ścianach i kopania grobowców.

Ekwipunek: Sztylet, pieszczotliwie nazywany Hrabią. Torba wypełniona mapami i resztkami oszczędności. 

Towarzysz: Sterling, włóczący się za Late'm po każdym mieście, znikającym na jakiś czas w pobliskich zamutzach i tawernach, ale zawsze gotowy do pomocy, jeśli taka konieczna.

Rasa: Człowiek

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

1. Uniwersum - Marvel Avengers (jeśli pozwolisz to dodam tutaj symbionta. Chodzi dokładnie o taką akademię Avengers dla młodziaków którzy posiadają supermoce itp.)

2. Imię i nazwisko + przydomek: Michael ,,Carnifex" Davis

3. WIek: 17 lat

4. Umiejętności: jakby to. Michael ma w sobie symbionta który nazywa się Carnifex. Z powodu młodego wieku Davisa jak i Carnifexa ich umiejętności nie są są specjalnie rozbudowane. Dzięki umiejętnością symbiontu Michael potrafi unieść ciężar o wadze 120 kilogramów jako człowiek,a jako Carnifex  46 ton. Dodatkowo Jako symbiont ma umiejętności zbliżone do umiejętności Spider-mana. Wspinanie się po gładkich ścianach oraz posługiwanie się siecią. Dodatkowym plusem posiadania Carnifexa przez Michaela jest powiększenie siły fizycznej oraz tworzenie z symbiontu pancerza w kształcie tarczy przed sobą.

5. Wygląd: 

Michael jest wysokim chłopakiem. Ma 1,80m wzrostu. Z wyglądu jest trochę powyżej przeciętnej. Czarne włosy dość krótki jak na jego upodobanie metalem są postawione w górę dzięki czemu widać jego wcale nie pasujące szare i zwykle patrzące z rozmarzeniem w dal oczy. Z twarzy jest dość normalny. Gładkie policzki, lekko wydęta dolna warga i zadarty nos. Z ciała jest dobrze umięśniony przez częste trening, na prawym ramieniu ma tatuaż (zrobiony nielegalnie oczywiście) w kształcie wilka. Ty chyba tyle z wyglądu fizycznego. W co się zwykle ubiera. Nie ma on określonego ubioru. Uwielbia na pewno t-shirty z zespołów i kreskówek, na rękach ma pełno różnych bransoletek ze zlotów i wyjazdów, na nogach zwykle ma jeansy i zielone trampki.

 

 


4b279ad1fd14c2a89705d655ad81ae27.jpg
 

 

 

Carnifex. No cóż.Ten symbiont jest specyficzny. Ogólnie jest on koloru ciemnego brązu, A jego biały wzór na klatce piersiowej przypomina białego pająka z czterema odnóżami. Tak dość dziwnie ale wygląda fajnie. Przynajmniej zdaniem symbiontu. Jego wzrost wyniosi 2 metry. Bardzo szeroki i dość z gęby odrażający. Przypomina on z pyska Toxina ale z większą ilością zębów. Ogólnie straszny z niego skurczybyk. 

 

6. Charakter: Michael jest dość wesołym chłopakiem ale ma charakterystyczne poczucie humoru ( bardzo czarne ). Nigdy się specjalnie na kogoś nie obraził ale sam potrafi dokręcić śrubę. Ogólnie jest bardzo przyjacielskim chłopcem poszukującym miłości w świecie bo dalej nie ma laski. No cóż. W tym temacie jest bardzo wybredny. No ale cóż. Z takich błahostek to bardzo szybko zjednuje sobie ludzi i uwielbia koty choć ma na nie uczulenie. Z takiego klasyka to: "Wróg mojego wroga jest moim przyjacielem." czy jakoś tak.

7. Cechy charakterystyczne: Jest bardzo wrażliwy na wysokie dźwięki. Czyli te powyżej 7000 Mhz. Uwielbia truskawki i mocną czarną kawę. Czasami też zachowuje się jakby był kimś ważniejszym niż rzeczywiście jest

8. Historia: Michael mieszkał w południowej Dakocie i no szczerze no... Jego rodzina nie była najbogatsza. Sam w wieku 16 lat zatrudnił się u mechanika samochodowego w zakładzie aby pomóc jakoś rodzinie. Ale może opiszmy sytuację jak Michael "złapał" Carnifexa? Przenieśmy się o półtorej roku wstecz. Był to dzień dość przyjemny i w dzielnicy Michaela było dość spokojnie. Klasycznie o 9 chłopak wyszedł z mieszkania w stronę zakładu. Weekend i praca. Normalnie żyć nie umierać. Takie myśli zaprzątały umysł chłopaka gdy ten szedł ulicą. W pewnym momencie usłyszał dziwne dźwięki z zaułka obok którego przechodził. Nogi kazały wiać ale zainteresowanie wygrało i wszedł do niego po cichu. To co zobaczył wyglądało dziwnie. Na ziemi leżał mężczyzna któremu ewidentnie puściły zwieraczy, a nad nim stał jakiś chłopak na oko 16 letni. Gdy usłyszał kroki odwrócił się i skoczył na Davisa. Po dłuższym czasie uników i zadawaniu ciosów dziwny chłopak upadł bez przytomności. Michael już miał odejść gdu jakaś dziwna substancja wydostała się z ciała 16-latka i skoczyła na Davisa. Chłopak nie zdążył zareagować i substancja skoczyła na niego i wchłonęła się w jego ciało. W ten sposób Carnifex poznał Michaela i zaczęły się codzienne walki o jedzenie i tłumaczenie czego nie wolno a co wolno. Na początku Carnifex próbował przejąć ciało Davisa ale on się nie dawał i po pewnym czasie symbiont stwierdził, że już mu się nie chce i po krótkim czasie stwierdził, że nawet polubił chłopaka. Wtedy też zaczęli współpracować i pomagać mieszkańcom dzielnicy z mafią. Jakimś cudem Avengersi dowiedzieli się o nowym "bohaterze" i jego prawdziwej tożsamości i wysłali zaproszenie do Akademii Avengers dla młodych utalentowanych ludzi. Michael przyjął zaproszenie gdy się dowiedział, że jego rodzina będzie otrzymywała 200 dolarów miesięcznie jako pomoc dla biednych i o też dostane kilka groszy na wydatki. W ten sposób dostał się do Nowego Yorku i ma zacząć naukę u boku prawdziwych super bohaterów.

9. Cel: Chce zostać prawdziwym super bohaterem i pomagać słabszym. Po części chce też być chociaż troszeczkę sławny.

 

 

Chyba może być :v 

Edytowano przez Lucjan
Musiała być miała poprawka

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Chcesz dodać odpowiedź ? Zaloguj się lub zarejestruj nowe konto.

Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony

Utwórz konto

Zarejestruj nowe konto, to bardzo łatwy proces!

Zarejestruj nowe konto

Zaloguj się

Posiadasz własne konto? Użyj go!

Zaloguj się


×