Arceus

[Sesja RPG] Nowa era

Recommended Posts

-Będziesz mi o to wyrzuty robił?- zapytał niewzruszony widokiem trupa Shadow- Ty też chciałeś mnie zabić, wygrał lepszy i tyle. Skoro będziesz ze mną do końca to mogę chociaż poznać twoje imię? Bo ty chyba moje znasz, albo powiedz mi czy mam powiadomić twoją rodzinę lub coś w tym stylu.- pegaz ruszył dalej przed siebie, w końcu miał cel, dać Silver kwiatka i zamierzał go zrealizować zanim znowu go zgubi, albo właduje się w jakieś tarapaty.

  • Upvote 1

Share this post


Link to post
Share on other sites

 Gwardzistka burknęła pod nosem kilka zirytowanych słów. Następnie założyła hełm i zamknęła go, robiąc przy tym tyle hałasu, ile tylko się dało, po czym, nie widząc sensu w obiekcji, poszła za Clintem i towarzyszącą mu klaczą. Dziwiło ją tylko jego niespodziewane towarzystwo. Uniosła też delikatnie brew, widząc, w jaki sposób został pożegnany - wyraz twarzy niby bezcelowy, gdyż przez hełm nikt nie widział jej twarzy.

 - Czy nasz Casanova w czasie swoich miłosnych podbojów dowiedział się czegoś użytecznego? - zapytała, używając do tego sarkastycznego tonu.

  • Upvote 1

Share this post


Link to post
Share on other sites

Chwila... Clint i ta klacz... I wchodzą przez okno? Chyba dla tutejszych jest to normalne. Efekt wygląda dziwnie ale... Czemu temu Diskrobowi czy jak mu tam zależy na władzy? Smok skoczył z dachu i podleciał do okna które było wejściem. Ten gościu chyba nic nie powie. Silver pewno dowiedziała się tyle co była w stanie. Xryh wszedł za gwardzistką do ratusza i milczał. Nie mam nic do roboty, to lepiej chyba, żebym trzymał się grupy. Czemu on mógłby chcieć przejąć Zebricę? Na czym może mu zależeć?

  • Upvote 1

Share this post


Link to post
Share on other sites

Xryh zleciał z dachu na ziemię i ruszył za swoimi towarzyszami. Gdy tylko wylądował z leżaka zerwał się ogrodnik, po czym chwycił za kocę i energicznym krokiem wymachując kosą podszedł do smoka

-Smok, gadzina, szkodnik jeden. Cały dzień robić jak wół, a po pracy przylatuje taka pokraka łuskowata i niszczy wszystko. Nic z tego, nie tym razem gadzino wstrętna.- mówił raz poraz atakując smoka, który zwinnie unikał kosy przeciwnika. Po zakończeniu wywodu stanął na tylnych kopytach i wzniósł swą broń w górę by z impetem wbić ją w grzbiet Xryha, który miał jeszcze miejsce by odskoczyć w tył lub w bok.

 

Wewnątrz budynku Silver i Clint usłyszeli wywód ogrodnika. Z jego słów wynikało, że krzyczy na smoka. 

 

Shadow tym czasm wrócił do miasteczka, a konkretnie do parku w którym już był. Tym razem jednak na drugim jego końcu zobaczył śnieżnobiałego kuca o nieprzeciętnie długiej, ciemno czerwonej grzywie. Po kilku krokach jakie ogiery poczyliły w swoją stronę Shadow zobaczył, że na niebieskim ubraniu kuca widnieje symbol słońca, dawnej Equestrii.

 

Po wielu dniach wędrówki Wine Spade dotarł w końcu do Clockmelt, ostatniej mieściny Equestrii na jego drodze do księżniczki. Biały jednoróg cały czas miał w pamięci dzień kiedy chaos dotarł do jego wioski. Początkowo obiawy chaosu nie były zbyt uciążliwe, ot drobne anomalnie pogodowe, czy wielobarwna trawa. Szybko jednak ta niecodzienna i niegroźna sytuacja zmieniła się w klęskę. Nasilające się anomalnie pogodowe, od pierwszego deszczu jabłkowej galaretki, zaczęły być niebezpieczne, chmury wyrzucały z siebie coraz cięższe i twardsze przedmioty. Zarządzono ewakuację, kuce nie opierały się i szybko opuściły swoje domy. Tego dnia tęgo padało zwykłym piaskiem. Epee pomagał wydobywać uwięzione w domach kuce. Pociąg odjechał gdy on zaglądał w każde widoczne okno. Został sam, w swojej dawnej wiosce, w której żył i w której się wychował. Został sam na wyludnionej pustyni, która kiedyś była jego domem. Po wielu dniavh wędrówki dotarł tu gdzie jest teraz, do Clockmelt, do parku w sercu miasta, do miejsca w którym spotyka kuca w zbroi uzbrojonego w młot. 

 

(nie muszę mówić, że ktoś dołączył do gry, nie muszę mówić kto, bo już dobrze o tym wiecie. Powiem tylko, że proszę abyście go ciepło przyjęli... Może jakaś owacja? *wstaje i klaszcze robiąc solo owacje na stojąco, tak na miłe powitanie*)

 

 

 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Shadow aż zatrzymał się ze zdziwienia gdy ujrzał herb Equestrii, lecz po jego ostatnich poczynaniach przychodziła mu do głowy jedna myśl, mianowicie że jednoróg przybył go ukarać. Pegaz chwycił więc za młot, aby być gotowym do ewentualnego starcia. Nic przy tym nie mówił mierząc wzrokiem przeciwnika.

Edited by NekoRex'Monster' Crusader
Drobny błąd, ale Adv mnie poprawił

Share this post


Link to post
Share on other sites

Czyżby grasant? Nie, ci nie noszą takiego opancerzenia. Zwida, mara stworzona przez otaczający chaos? Ta by raczej nie zwlekała z atakiem. Zwyczajny kuc, niepewny swojego bezpieczeństwa? Na to wyglądało. Épée postanowił przybliżyć się do niezidentyfikowanego obiektu kucowatego z ciągłą uwagą, pozwalającą wykonać manewr ataku albo ucieczki, zależnie od nastawienia napotkanego kuca.

- Witaj, nieznajomy! - zaczął, gdy uznał, że ten już go usłyszy. - Zwę się Épée Vineux, poszukuję księżniczki Celestii, wspaniałej władczynii, której ród mój od wieków służy, a ja tę tradycję kontynuuję, czyniąc dobro w jej imieniu - patrzył na niego, uśmiechając się delikatnie, choć wciąż był czujny. Teraz nawet i z daleka od niepokojących kuców taki był, nigdy w końcu nie wiadomo, czy któreś drzewo zaraz nie zacznie bombardować stalowymi owocami. - Chciałbym jednak poznać twe miano i poprosić o spokój, a także odłożenie oręża. Nie warto być wrogami w świecie, gdzie nawet kałuża może się okazać bezdenną otchłanią - ukłonił się lekko, okazując szacunek, jakim obdarzał każdego nieznajomego, o którym nie krążyły złe opinie. A nuż ten przypadkowo napotkany kuc wspomoże go w jego misji? No i może wie, gdzie tu jest jakaś karczma, jak na złość skrywająca się przed wzrokiem szermierza! O to też warto się spytać.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Kiedy jednoróg się zbliżał Shadow chwytał coraz bardziej kurczowo swój młot, lecz słowa kucyka wprowadziły pegaza w dziwny stan.

-Szlachcic.- prychnął, po czym powiedział do  Épée Vineux'a- Witaj, jeśli szukasz Księżniczki, to muszę cię zmartwić, po tym jak nasze siły uległy chaosowi wycofała się ona za granicę i jej tutaj nie uświadczysz. Za to masz przyjemność rozmawiać z jednym z żołnierzy wysłanym tutaj, aby przywrócić harmonię.- pegaz wbrew słowom Vineux'a nie odłożył swojego młotu, lecz jedynie rozluźnił chwyt broni. Wciąż przecież nie był pewien czy jego zbrodnie są znane czy nie.- Wrogiem ci nie jestem, bo ostatni skończył martwy, gdy tylko mnie zaatakował. Nie mogę ci jednak oznajmić, że ufam twojej osobie, dlatego muszę prosić ciebie o jakiekolwiek potwierdzenie twych słów, bo kto wie czy nie jesteś zdrajcą chcącym sabotować naszą misję?

Share this post


Link to post
Share on other sites

Nieco drgnął, gdy zobaczył, że broń pegaza wciąż może mu zagrozić. Jednak słowa uspokoiły go. Nie musiał się bać, był przecież szczery i naprawdę chciał wesprzeć księżniczkę.

- Sabotaż? To przecież takie... niehonorowe - na jego pyszczku wymalował się grymas oznaczający obrzydzenie powodowane takimi podstępnymi taktykami. Szybko jednak wrócił do swojego serdecznego uśmiechu. - Jednak zaintrygowała mnie ta misja, którą ci zleciła jaśnie pani królująca na nieboskłonie. Nie masz chyba nic przeciwko temu, że ci pomogę... Albo wam? Powiedziałeś przecież "naszą". Nie widzę tu jednak nikogo poza tobą - rozejrzał się naokoło w poszukiwaniu jakichkolwiek innych zbrojnych. - Nie powinniśmy jednak tak tu stać, nie wiadomo przecie, kiedy niebo zacznie walić nam się na głowy. Znasz może jakieś miejsce, gdzie będziemy mogli przysiąść i porozmawiać spokojnie w towarzystwie jakiegoś doskonałego trunku, monsieur? - nie chciał naciskać na imię ogiera, był pewien, że prędzej czy później je pozna, miał przecież zamiar pozostać przy nowym znajomym do zakończenia jego misji, nie chciał w końcu stracić okazji do zdobycia chwały w imieniu Celestii.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Shadow nie lubił jak ktoś ignorował część jego wypowiedzi, miał już od tego głos w głowie, więc kolejny kucyk to robiący lekko go zdenerwował, ale dzięki hełmowi nie widać było grymasu na twarzy gwardzisty.

-Powiedziałem "naszą", bo jest nas kilku, mam przynajmniej taką nadzieję, że jeszcze żyją, bo sam jak już ci wspominałem zostałem niedawno zaatakowany.- pegaz uniósł swój młot i ruszył dalej przed siebie w kierunku miejsca gdzie ostatnio widział resztę drużyny- Jak chcesz ich zobaczyć, to pomóż mi ich znaleźć. Tak samo będzie z jakąś gospodą, trzeba ją odnaleźć.- pod koniec Shadow odwrócił głowę w kierunku Vineux'a i powiedział- Jestem gwardzistą, nie szlachcicem. Znam swoje miejsce, więc nie nazywaj mnie mości szlachcicu  "monsieur". A tak poza tym jestem Shadow Punch.

Share this post


Link to post
Share on other sites

 Silver rzecz jasna usłyszała ciężkie do pominięcia wrzaski ogrodnika, chyba dotyczące smoka. Nie chciała jednak czekać, aż skończy mówić, więc czym prędzej wyszła, chwilę tylko gryzmoląc się z przejściem przez okno. Zrobienie tego w zbroi nie było przecież takie łatwe. W końcu jednak ominęła przeszkodę, stając w pobliżu rolnika akurat w momencie, kiedy ten wznosił swoje narzędzie. Powinna mu na to pozwolić?

 Westchnęła krótko, szybko sięgając glewią przed siebie, aby następnie zahaczyć o kosę rolnika kolcem, umiejscowionym na grzbietowej stronie ostrza. Pewnym chwytem złapała swoją glewię, tak, aby rozjuszony kucyk miał trudności z wyzwoleniem swojej broni.

 - Smok jest pod jurysdykcją equestriańskiej armii, a twój atak może być uznany za napaść na członka sił zbrojnych - powiedziała chłodno.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Naprawdę ucieszyła go wiadomość o tym, że zapozna się z innymi kucykami, które miały pomóc w przywróceniu światu dawnych barw. Ruszył więc z ochotą za pegazem, wypatrując... właściwie sam nie wiedział czego.

- S'il te plait, Shadow. Mi też możesz mówić po imieniu - zgodził się na zaprzestanie formy grzecznościowej. - Nurtuje mnie jednak kwestia rozpoznania twoich kompanów. Możesz mi powiedzieć, jak wyglądają? Nie chcę cię niepokoić każdym napotkanym przechodniem, którego uznałbym za twego towarzysza.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Shadow już chciał otworzyć pysk, aby się odezwać, lecz nagle uświadomił sobie, że nie ma żadnej grawarancji, na to że jego rozmówca nie jest mu wrogiem, który chce się dowiedzieć jak najwięcej o wyprawie.

-Poznasz ich, nie bój się.- powiedział chłodno Shadow- Nie są stąd i jak po mnie to widać. Z resztą zapewne jak ja wpadli w tarapaty, więc skup na tym swą uwagę, Épée. Po za tym smok na pewno będzie rzucał się w oczy, dzięki czemu odnajdziemy przynajmniej jednego członka drużyny, a on już resztę powinien pomóc nam znaleźć.

Shadow bardzo ucieszył się przebiegłością swojej wypowiedzi, ponieważ mało zdradził, oprócz faktu, że mają smoka i do tego starał się jak tylko mógł, aby wywnioskować z jego słów, że smok to "as" w ich drużynie. Pegaz doszedł również do wniosku, że jednoróg jeśli chce uzyskać jego zaufanie musi na to zapracować, a szczerość jego intencji ukaże to czy bez zwrócenia na to słownej uwagi jednoróg podejmie kroki w tym kierunku.

Edited by NekoRex'Monster' Crusader
Sorry for long post, here is potato :v

Share this post


Link to post
Share on other sites

Xryh trochę się zaniepokoił kiedy ogrodnik wstał, ale jak już zaczął wymachiwać kosą zaczął powoli się cofać. Oho... Emm... Nie przypominam sobie żebym palił tą wioskę... Dobra... Mam nie zabija... Myśli przerwała fruwająca blisko niego kosa. Smok starał się uskakiwać na boki, co mu jakoś wychodziło. Był zaskoczony tą sytuacją. Lecz kiedy rolnik stanął na nogach, gad stwierdził że albo powinien walczyć albo uciekać. Jeszcze Silver wyszła z ratusza. Mimo że chciał się sprawdzić w możliwej bójce, coś mu podpowiedziało żeby jednak unikać problemów. Jaszczur skoczył do tyłu i spróbował machnąć skrzydłami aby bardziej oddalić się od napastnika.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Zastrzygł uszami, gdy usłyszał chłód w głosie ogiera. Widocznie wciąż mu nie ufał, jednak dlaczego? Wciąż miał jakieś nieprawdziwe podejrzenia? Czyżby Épée sprawiał jakieś wrażenie szpiega? W swojej opinii już dość powiedział, że gardzi szpiegostwem, aby zmyć z siebie tę nieprzychylność. Postanowił jednak zamilknąć w tym temacie, prędzej czy później i tak zdobędzie zaufanie tego nieprzestępnego pegaza. Może to i w gruncie rzeczy lepiej, że tak się on do niego zachował? W końcu, mógł trafić na kogoś, kto rzeczywiście miał niehonorowe zamiary ku tej misji.
Teraz jednak bardziej przejmująca była sprawa smoka. Skłonić bestię do współpracy to niezwykłe osiągnięcie, choć słyszał, że czasem smocze jaja są darowane wybitnym młodym czarodziejom na północy. Czy to był taki, tego jeszcze nie wiedział. Wiedział za to, że musi spotkać tego smoka, zobaczyć stwora na własne oczy. Jego dziadek też miał taki zamiar, przy okazji dodając do tego chęć ukatrupienia stworzenia dla chwały, choć skończyło się to jednak niezbyt miło, rzecz ujmując krótko, utratą życia przodka Épée.
- Naprawdę wyjątkową tworzycie drużynę, gdy nawet smok wam pomaga. To tylko dowodzi, że sprawa jest naprawdę światła i każdy powinien dołożyć do niej kopyto, szpon czy łapę - rzekł z niezakłóconym entuzjazmem. - Jednak dziwi mnie, że go nie widzimy, stworzenie tej wielkości przecież powinno być widoczne ponad dachami budynków i koronami drzew - zauważył.

Share this post


Link to post
Share on other sites

-Ha ha ha.- zaśmiał się Shadow jak usłyszał wypowiedź swojego nowego kompana, co rozeszło się po hełmie nadając metalicznego pogłosu- Zobaczysz go to o wszystkim się przekonasz. Gwarantuję ci, że będziesz zdumiony.- pegaz zdawał sobie sprawę, że jak wspomni o rozmiarach smoka zapał szlachcica może osłabnąć, więc postanowił nie wspominać nic o tym fakcie, za do dodawać aury niepewności, która tylko zwiększy głód ciekawości młodego jednoroga.

Share this post


Link to post
Share on other sites

- Nie rozumiem twych śmiechów - zmarszczył nos, jako że taka zagadka była dla niego nie do rozwiązania - jednak wierzę w twe słowa i uszanuję twą decyzję, choć nie wiem, dlaczego ją podjąłeś. Dlatego też od tej pory, miast niepokoić cię pytaniami, skupię się w zupełności na poszukiwaniach - po wyjaśnieniu tej kwestii postanowił zamilknąć.

Nie można jednak zaprzeczyć, że czuł się zagubiony w tajemnicach tworzonych przez pegaza. Nie rozumiał tej skrytości, jako że w jego rodzinnych stronach wszystko traktowało się otwarcie i wszyscy mieli ku sobie zaufanie, szczególnie gdy dotyczyło to światłych celów, do jakich ratowanie Equestrii niewątpliwie należało. Umysł jego zajął się więc próbą wytłumaczenia tej sprawy, podczas gdy zmysły bacznie badały otoczenie w celu odkrycia śladów tego niezwykle tajemniczego smoka.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Clint, wyraźnie zadowolony tym jak został pożegnany, nie zdołał odpowiedź Silver która to wystrzeliła jak z procy w stronę chałasów. Rad nie rad Clint po jakimś czasie popędził za nią. Po dotarciu na miejsce i zobaczeniu co się dzieje, zwrócił się do wieśniaka i zaczął mówić. 

 

-  Drogi Panie, jestem przekonany że nie ma się Pan czym gorączkować. Rozumiem że smok to stworzenie raczej niewidziane w tych stronach ale zapewniam Pana że ten tutaj to istny baranek w smoczej skórze. A co do możliwych strat, jestem pewny że nasi pracodawcy chętnie zapłacą za szkody - po tym jagby sobie coś przypomniał - Silver, puść pana. 

Edited by SolarIsEpic

Share this post


Link to post
Share on other sites

Shadow i Epee wędrowali po mieście w poszukiwaniu towarzyszy pegaza. Oba ogiery wypatrywały wszelkich kucopodobmych stworzeń licząc że któreś z nich to te właściwie. Mimo szczerych chęci nie udało im się znaleźć żadnego członka wyprawy. Shadow jednak znalazł karczmę. Ogiery przystanęły przed nią, wtedy też w głowie gwardzisty odeswał się głos cały czas martwy, pozbawiony uczuć i nieco syczący.

-Jestem EastGuard. A twój nowy kolega przypomina mi Eturisa... Z drugiej strony nadal żyjesz więc to nie on, albo chce się tobą pobawić. Kto wie.

Przed ratuszem sytuacja była nieco gorsza. Gwardzistka i łowca wyskoczyli z budynku na ratunek swojemu. Silver wzorowo zaczepiła swoją glewię o kosę przeciwnika, jednak nie zatrzymało go to. Ogrodnik wykonał zamach pociągając glewię i trzymającą ją gwardzistkę. Xryh zdążył jednak odskoczyć na kilka kroków od niego i wylądować bezpiecznie, z tej pozycji mógł bez problemu skoczyć na ogrodnika i spróbować go obezwładnić.

Ciągnęta za glewią Silver pozostawiła za sobą pas przeoranej ziemi. Ogrodnik natomiast pierwsze co zrobił po wykonaniu ataku to ustalił dlaczego poszedł on tak topornie. Szybko jego wzrok padł na klacz w zbroi, a zaraz po tym na wyrządzone przez nią szkody.

Ogrodnik spojrzał na nią z nienawiścią wymalowaną na twarzy tak wyraźnie jak gniew na nią. Krzyknął coś, jednak w tej furii ciężko było cokolwiek zrozumieć, po czym z pełną mocą wyprowadził poziome cięcie kosą w stronę wysłanniczki Celestii.

 

  • Upvote 1

Share this post


Link to post
Share on other sites

-Sku*wysyn.- powiedział Shadow gdy usłyszał głos w swojej głowie, ponieważ zdawał sobie sprawę z tego, że EastGuard może zarówno mieć rację w sprawie swoich podejrzeń, wtedy to pegaz jest w trudnej sytuacji, ponieważ idzie pierwszy i jest podatny na ewentualny atak od tyłu, lecz również głos może po prostu celowo siać niepokój.- Chcesz zatrzymać się w karczmie czy idziemy dalej?- zapytał kompana starając się nie myśleć o tym co przed chwilą usłyszał. Pegaz postanowił poczekać na rozwój wypadków, lecz z ostrożności nie zrezygnował, sposób w jaki trzymał młot bardzo niedyskretnie to sugerował.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Wybory, wybory... Z ich powodu aż przygryzł wargę i zatroskany nimi nie zauważył zmiany w zachowaniu nowego kompana. Trochę czasu minęło nim ostatni raz uświadczył karczemnych uciech, więc z chęcią by tam poszedł, z drugiej strony jednak kompanii Shadowa byli zagrożeni, a przynajmniej na to wyglądało z informacji danych mu przez pegaza. Nie powinien przedkładać uciech nad sprawy tej wagi, w końcu samolubstwo nie należało do chwalonych cech, mimo wszystko jednak wybór stanowił wyzwanie.
- Idźmy dalej - w końcu zadecydował. - Nie powinniśmy zwlekać ani chwili, gdy twym towarzyszom może dziać się krzywda - głos jego był niepewny, wciąż nie powstrzymał w sobie chęci do zabawienia się przez choćby w chwilę. Dlatego też miał nadzieję, że później będą mogli wrócić w to miejsce i bez zmartwień w nim odpocząć.

 

Share this post


Link to post
Share on other sites

-Jak chcesz.- powiedział Shadow bacznie obserwując jednorożca, głos w głowie miał na niego zdecydowanie zły wpływ. Pegaz postanowił jednak trzymać się priorytetów, miał dać kwiatka Silver zanim go ponownie zgubi, a w razie potrzeby pomóc jej i gdyby sytuacja tego wymagała reszcie w ewentualnych tarapatach. Shadow ruszył więc dalej zostawiając za sobą karczmę i co raz to bardziej kurczowo trzymając się młota.

Share this post


Link to post
Share on other sites

 Pozbierała się szybko z ziemi. Rolnik nie był zwyczajnym kucykiem, to prawda, ale dziwienie się musiała odłożyć na później. Zauważyła bowiem, że zaraz może stracić głowę. I to dosłownie. Postanowiła więc zrobić jedną z rzeczy, których nauczono jej w walce z takim przeciwnikiem. Bądź co bądź, wysoka siła była cechą wśród gryfów bardzo pospolitą. Ten kucyk jednak nie był gryfem, co oznaczało, że nie miał też jego masy. Mogła to wykorzystać. Skupiła się więc, aby przygotować stosowne zaklęcie.

 Pochyliła nagle głowę, jednocześnie wydobywając ze swojego rogu zaklęcie. Na raz, odbiła od niej fala, która uderzyła rolnika przed nią z siłą wystarczającą do zerwania przeciętnego kucyka z nóg. A użyciu zaklęcia towarzyszył grzmot, podobny do uderzenia pioruna.

 - Clint! - zawołała, nie tracąc wściekłego kuca z oczu - strzelaj!

Edited by Riddle

Share this post


Link to post
Share on other sites

Cholera... Gdybym... Smok zaczął biec w stronę rolnika i skoczył na niego. Chciał go wytrącić z równowagi lub chociaż wyrwać kosę. Pomimo mniejszych rozmiarów gad jakoś wcześniej bił się w karczmach z kucami. Tyle że karczemna bójka w której stracisz zęba i klejnoty nie była tym samym z wściekły kuc z kosą, który próbuje cię zabić. Po "wylądowaniu" na napastniku Xryh chciał mu zionąć prosto w twarz. Albo ryknąć, gdyby płomienie nie wydobyły się z paszczy bestii. Wywołać w nim strach. Chociaż próba rozerwania mu gardła wydawała mu się jednym z "wydajniejszych" środków zaradczych, smok zachował tę opcję na ostateczność.

Share this post


Link to post
Share on other sites

"A chciałem to załatwić pokojowo",  pomyślał Clint i potrząsnął głową by jego czerwone oko było widoczne dla wieśniaka po czym zdjął zaklęciem rękawicę imitującą normalne kopyto i wyceował w wieśniaka. 

 

-Nie chce ci zrobić krzywdy! Uspokójmy się i załatwmy to na spokojnie! Teraz oddam strzał ostrzegawczy! - powiedziawszy to wycelował i strzelił nad głową wieśniaka. Po krótkim namyślę strzelił dodatkowo Silver pod kopyta. 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Shadow i Epee zdecydowali że nie wejdą do karczmy i poszukają reszty oddziału dalej jednak było to trudne zadanie. Znaleźć kuca w mieście to jak szukanie igły w stogu siana. Albo byłoby gdyby nie echo strzału. Gwardzista i szermierz ledwo dosłyszeli strzał, jednak drugi usłyszeli bardzo dobrze. Na tyle dobrze że wiedzieli już z której strony dochodził.

 

Silver przygotowała czar. Mimo dobrych chęci i wyszkolenia gwardzistka miała za mało czasu aby wykonać swój plan tak jak chciała. Czar był znacznie słabszy niż chciała. Fala uderzyła rolnika, jednak prawie w ogóle go nie odepchnęła. Kosa dalej leciała na spotkanie z klaczą. Silver nie miała już czasu na ucieczkę, mogła jedynie liczyć, że zbroja zatrzyma tą broń. Clint był gotowy do strzału i już mierzył w kuca.

 

Dosłowne w ostatniej chwili na ogrodnika wskoczył Xryh, w tej samej chwili strzelił Clint. Rolnik padł na plecy pod smokiem, który był gotowy zionąć mu ogniem w twarz. Xryh już miał go spalić gdy poczuł potworny ból w prawej łapie. Xryh zgarnął kulę od swojego kompana. Zawył żałośnie i spróbował uciec.

-Nic z tego szkodniku.- Zawołał rolnik chwytając gada za lewe skrzydło, po czym szarpnął mocno rozrywając nieco błonę tego skrzydła. Obolały gad padł dalej po czym przetoczył się na brzuch i z wmiarę bezpiecznego miejsca obserwował przebieg walki. 

Ogrodnik jescze nie wstał, jednak gdy tylko spróbował Clint przestrzelił mu kopyto. Ogrodnik leżał na ziemi z zakrwawionym kopytem. 

 

 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Create an account or sign in to comment

You need to be a member in order to leave a comment

Create an account

Sign up for a new account in our community. It's easy!

Register a new account

Sign in

Already have an account? Sign in here.

Sign In Now