Arceus

[Sesja RPG] Nowa era

Recommended Posts

-Co się na Celestię tam wyprawia!- powiedział zdziwiony Shadow, którego obawy najprawdopodobniej się potwierdziły. Pegaz bez chwili zastanowienia ruszył w stronę z której dobiegł strzał, przygotował sobie też młot, aby w razie czego móc od razu zaatakować. Shadow stracił również zainteresowanie swoim kompanem, no cóż reszta drużyny była dla niego zdecydowanie ważniejsza.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Clint miał ochotę strzelić sobie w głowę. Miał też ochotę nawrzeszczeć na Silver i Xryha że mu pszeszkadzają. Ostatecznie uznał że najpierw zajmie się rannymi a później będzie narzekać. Zwrócił się do Silver: 

 

-Zajmij się naszym smokiem. Sprawdź czy zdołasz wyciągnąć kulę z jego łapy, ja spróbuję zahamować upływ krwi u tego gościa. 

 

To powiedziawszy ruszył spokojnie w stronę poranionego wieśniaka,  nie bardzo chciał go budzić. Przed tym oszukał wzrokiem kosę i odłożył ją dalej od wieśniaka. Po tym zaczął obowiązywać nogę wieśniaka tak by zahamować krwawienie, użył do tego rękawicy na swoją broń . Mógł w prawdzie użyć fragmentu płaszcza ale jednak miał do niego za duży sentyment. 

Share this post


Link to post
Share on other sites

 Zaboli, pomyślała przelotnie, widząc pędzącego na nią rolnika. Odruchowo zmieniła tylko nieco pozycję ciała, aby nachylić płyty pancerza tak, żeby kosa nie uderzała pod kątem prostym, co umożliwi ciosowi ześlizgnięcie się i poczynienie mniejszych szkód. Zamknęła oczy, szykując się na szarpnięcie i najpewniej ból. Nic takiego jednak nie nastało. Usłyszała tylko huk strzału, krzyki bólu i kilka innych hałasów. Kiedy otworzyła oczy, zobaczyła smoka z krwawą łapą, rolnika z krwawym kopytem, oraz nieco dalej - dymiącą lufę broni Clinta. Stanęła w bardziej zrelaksowanej pozycji, z bronią nadal w gotowości.

 - No i masz swoje strzały ostrzegawcze - prychnęła, a następnie podeszła do leżącego smoka. Kiedy znalazła się odpowiednio blisko, szturchnęła go tępą stroną swojej glewii; tak, jak szturcha się zwierzę aby sprawdzić, czy zdechło. - Wstawaj. I nie bądź takim dużym dzieckiem, bo przecież nie urwało ci łapy.

Edited by Riddle

Share this post


Link to post
Share on other sites

Tylko dlatego że sytuacja nie była całkiem opanowana Clint nie wybuchł. Zaciskając rękawicę na nodze poranionego kucyka powiedział na tyle głośno by Silver go usłyszała. 

 

-Zamiast go męczyć może pomóż mu wstać i zaprowadź go gdzieś gdzie mu pomogą?! 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Smok chciał czegoś nauczyć rolnika jednak coś mu przerwało. Najpierw huk, potem ból. Nigdy nie był postrzelony. I od dawna nie czuł takiego bólu. Krzyk był pierwszą reakcją. Drugą była ucieczka. Widział kilka takich przypadków, ale... tamte pociski były mniejsze. Zszedł z kuca i spróbował postawić kilka kroków, jednak tamten nie poddawał się. Szarpnął go za skrzydło i lekko ją rozerwał. Towarzyszył temu syk bólu gada. Po tym Xryh uciekł na tyle daleko żeby nie uczestniczyć w walce. Chyba rozerwanie mu gardła byłoby przyjemniejszym końcem niż myśl że chodzi ze spaloną mordą. pomyślał. Trudno było nazwać walką to co się stało. Łowca nagród strzelił w kuca, a ten padł. I Silver podeszła do bestii, po czym ją szturchnęła. Podparł się jedną łapą, drugą trzymał się za pierwszą. Rozwinął skrzydło żeby je obejrzeć. Jakoś z tego wyjdę. Tylko co z łapą?

- Clint, ja tu żyję, cholera jasna, przestrzeliłeś mi tylko jedną łapę a nie obie i nogę! - powiedział głośniej po czym zwrócił się do klaczy. - Łapy mi nie urwało, ale jakoś się tym trzeba zająć. - tu popatrzył na ranną kończynę. - Zdaję się na ciebie - popatrzył na gwardzistkę pełen powagi. Kiedy innych strzelali to zawsze ich gdzieś zabierali, a następnego dnia byli pobandażowani. Ze mną powinno być tak samo?

Share this post


Link to post
Share on other sites

Biegł za pegazem, wystrzały mogły przecież oznaczać tylko jedno - walkę. A za tą starą towarzyszką zdążył się już stęsknić. Jednak to, że po wystrzałach już niczego więcej nie usłyszał, oznaczało raczej, że cokolwiek się tam działo, było już skończone. Mimo to, starał się biec jak najciszej. Nie wiedział w końcu, kto strzelał, swój czy wróg, a największą szansą przeciwko komuś takiemu było rozbrojenie, nim ten zareaguje. Gdyby spróbowałby to zrobić inaczej, podejmowałby zbyt duże ryzyko. Może i takie podejście nie było zbyt honorowe, ale czy używanie broni palnej przeciwko komuś uzbrojonemu w szpadę by było? Na pewno nie w opinii Épée, lubującego się w wyrównanych starciach.

Share this post


Link to post
Share on other sites

(wiem że już najpewniej straciliście nadzieje na odpis. Mimo to go dostaniecie ;) )

Shadow i Epee ruszyli galopem w stronę, z której słyszeli strzały. Początkowo ogiery biegły nawet równo jednak ze względu na masę zbroi Shadow po pewnym kawałku został w tyle. Pierwszy na miejsce dotarł szermierz. To co zobaczył było dokładnie tym czego się spodziewał. Zobaczył zakrwawionego kuca leżącego na ziemi. Zobaczył istotę kucopodobną z działkiem wielolufowym zamiast kopyta, która robi coś z leżącym kucem. Nieco dalej jego oczom ukazał się gwardzista, który stoi nad bliżej nie określonym obiektem, to chyba jeszcze żyło. Widok dość interesujący, jednak sytuacja nie ciekawa. Z tego towarzystwa nie znał nikogo, praktycznie każdy mógł okazać się wyznawcą chaosu i zaatakować przybysza.

 

Clint Zabrał się za opatrywanie ogrodnika. Udało mu się znaleźć kosę i odłożyć ją nieco dalej. Strzelec zdjął rękawice i chciał jakoś zatamować krwawienie. Gdy tylko zbliżył się dość blisko ogrodnik sprawnym kopytem kopnął go w pyszczek. Clint nie był gotowy na coś takiego, myślał przecież że ten typ jest nieprzytomny. Pomijając zaskoczenie sama siła uderzenia była na tyle duża, że łowca nagród przekoziołkował i padł plecami na trawę. Obraz mu się rozmył, a w ustach poczuł smak krwi. Prawdopodobnie* stracił zęba. Epee widział, jak napastnik zaczął czołgać się w stronę swej broni. Silver i Xryh byli zajęci sobą i nie zauważyli nadchodzącego zagrożenia.

 

Silver nie zrobiła niczego użytecznego poza rzuceniem kilku suchych słów, które w istocie nic nie zmieniły. Xryh obejrzał swoją łapę, mimo dużej ilości krwi udało mu się zachować zimną krew i znaleźć kulę, która nie wbiła się jakoś strasznie głęboko, mógłby spróbować wyciągnąć ją samemu, jednak wiązało by się to z nieznośnym bólem. Mógł też wskazać kulę Silver i liczyć że jakoś ją usunie.

 

Smok patrzył na Silver z powagą, Silver patrzyła na smoka próbując coś wymyślić, Ogrodnik, już sięgający po kosę, także patrzył na smoka chcąc mu odgryźć głowę. Epee obserwował jak uzbrojony kuc zbliża się do dwóch innych nieświadomych niebezpieczeństwa kucy. Clint leżał ledwo przytomny na ziemi i widział dokładnie wszystkie gwiazdy, a Shadow miał jeszcze z 50 metrów do przebiegnięcia...

Share this post


Link to post
Share on other sites

-Muszę popracować nad bieganiem w zbroi.- powiedział Shadow, próbując nadążyć za jednorogiem, po czym zawołał- Nie ładnie to tak wyprzedzać ciężkie wsparcie, szlachcicu!- przez chwilę pegaz zastanawiał się nad wyrzuceniem czegoś, aby szybciej biec, ale myśl o zgubieniu tego lub konieczności powrotu po to coś stanowczo go zniechęciła. Bieg jednak nie przeszkadzał Shadowowi w byciu gotowym do walki, jego młot zawsze był gotowy do zabijania.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Épée już nie usłyszał pegaza, za bardzo się od niego oddalił. Jednak gdy słuch już się nie przydawał, w roli rozpoznania w sytuacji zastąpił go wzrok. Na początku nie potrafił rozróżnić poszczególnych osobników przed sobą, wystarczająco jednak szybko zorientował się, kto tu jest zagrożeniem. A był nim kuc wyglądający na ogrodnika, dzierżący kosę i zmierzający w stronę niewielkiego, w opinii ogiera dość pokracznego stworzenia, w którym rozpoznał smoka, o którym dowiedział się od Shadowa. W tej chwili mógł być tylko wdzięczny, bo bez tego byłby naprawdę zdezorientowany. Jednak ponieważ miał tę wiedzę, pobiegł w kierunku ogrodnika, starając się naraz zrobić to zarówno jak najciszej, jak i możliwie najszybciej, aby w jak największym stopniu wykorzystać swoją przewagę wynikającą z zaskoczenia. Celował w grzbiet, co mogło spowodować przebicie płuc, jeśli ostrze ominie żebra, albo rozprucie innych narządów, położonych niżej, nie posiadających kościanej ochrony. Cios miał być śmietelny, od dawna już wiedział, że o ile bandyta może się poprawić, to spaczony przez wszechobecną magię kucyk już nie ma na to szans. Dlatego takich zabijał, w możliwie najszybszy i najbardziej humanitarny sposób, aby oszczędzić im cierpień. W tej sytuacji nie miał jednak wyboru, miał szansę na zabicie szybko, ale też na powolne wykrwawienie lub zaduszenie się wroga. W każdym razie, pchnięcie było niemal pewne, w tej sytuacji musiałby mieć naprawdę wielkiego pecha, by nie uszkodzić plugawej istoty.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Clint przypomniał sobie parę rzeczy, najpierw kiedy dwa dość wredne bizony dosłownie wykopały go z baru (było wtedy "troszeczkę" gorzej niż teraz) oraz ta cała masa klaczy które strasznie nie potrafiły zrozumieć że je ratuje i wcale nie muszą go okładać. 

 

-Wolałbym żeby był młodą klaczą- wymamrotał słabo chociaż po prawdzie przez krew którą miał w ustach brzmiało to bardziej jak- Wlblymwelbyblymlblbklby. 

Zastanowił się co z jego zębem, ale uznał że strasznej prawdy przekona się już po kłopotach. Z drugiej strony zastanawiał się co właściwie może zrobić. Uznał więc że zacznie robić najbardziej rozpaczliwe rzeczy jakie może. Najpierw odwrócił łeb na bok i wypluł krew, starając się nie patrzeć czy nie ma w niej jeszcze czegoś. Teraz plan wyglądał tak, znaleźć w sobie te siły by wstać, podczas wstawania może rzucić za pomocą telekinezy kapeluszem w stronę tego starego wariata by go rozproszyć a później trzymać go na muszce, celowaniem i strzelaniem zajmie się potem, nie czuł się na tyle przytomny by od razu się tym zajmować. 

Share this post


Link to post
Share on other sites

 Obejrzawszy ranę, zaczęła myśleć. Kulę może wyjąć, ale co potem? Kiedy ona miała na sobie podobną ranę, to po wyciągnięciu pocisku musieli ją zszywać. Bez tego, ani nawet bez bandaża, gad się wykrwawi, albo dostanie zakażenia. Chociaż... był chyba jeden sposób.

 - No dobra - odparła w końcu smokowi, po czym usiadła przy nim i złapała za jego nadgarstek kopytem. Wpierw delikatnie, lecz potem uścisnęła go z całych swoich sił. Upewniła się też, że jej przyłbica jest założona i zamknięta. - Nie owijając w bawełnę, mówię od razu: zaboli. Postaraj się jednak nie mdleć. Nie chce mi się ciebie potem ocucać - powiedziała, nawet lekko drwiącym tonem. Następnie, nie czekając na jego odpowiedź, objęła kulę lewitacją i wyciągnęła ją szybko, starając się nie szarpać, ani nie używać kilku mniejszych ruchów. Teraz, po pozbyciu się ciała obcego, miała nastąpić gorsza część roboty. W celu zatamowania krwawienia, w sposób mechaniczny zetknęła ze sobą brzegi rany, po czym przywołała płomyk na końcu swojego rogu i użyła go do przyżegania miejsca krwotoku.

Edited by Riddle

Share this post


Link to post
Share on other sites

Dobra, dobra... Smok pomimo zdenerwowania starał się być opanowanym w tej sytuacji. Rozejrzał się, czy nie ma w pobliżu rolnika. Klacz mocno chwyciła jego łapę, a smok odpowiedział na to co rzekła: - Sam wolałbym nie mdleć. Takie rzeczy zwykle... - nie dokończył gdyż klacz już zajęła się wyciąganiem kuli. Smok syknął mocno z bólu, mając nadzieję że już więcej nie będzie postrzelony, zwłaszcza przez Clinta. Jednak teraz skupił się na tym, żeby wytrzymać, ponieważ później będzie czas na myślenie, a jeszcze ten kuc z kosą żyje.

Share this post


Link to post
Share on other sites

 Silver zajęła się smokiem. Szybko i bez większych problemów pozbyła się ciała obcego, jednak po tym musiała zająć się raną co też uczyniła. Kto wie może nawet ze swego rodzaju zadowoleniem że zada ból "nie kucykowi".

Xryh po silnym bólu, czekał na coś jeszcze gorszego. Czekał i niecierpliwił się. Chyba że przyjemne ciepło na łapie to zasługa gwardzistki.

Początkowo Silver myślała że smok zwyczajnie zemdlał. W pewnej jednak chwili rzuciła na niego okiem. Nie dość że był przytomny, to jeszcze wyglądał na zadowolonego.

 

Clint zebrał się w sobie i z nie małym trudem wstał. Ogier dalej był zdezorientowany, a jego świadomość skupiała się na nieznośnym bólu. Nawet nie poczuł jak traci równowagę. Poczuł jednak kontakt z ziemią. Próba urzycia magii nie powiodła się. Strzępy myśli i palący ból nie stwarzał dobrych warunków do czarowania. 

 

Silver już prawie kończyła. Podobało jej się to że gad nie robi problemów, gdy nagle smok jęknął, nie z bólu raczej z przerażenia. Nic dziwnego skoro ogrodnik doczołgał się już dostatecznie blisko i już unosił kosę do ataku.

Gwardzistka zobaczyła to, ale nie miała czasu na reakcje. Xryh też nie miał jak uciec. Tym razem byłby to koniec, świadom tego smok odwrócił wzrok. Usłyszał jakiś plusk i stęknięcie, po czym odgłos jakby coś upadło.

Dalej oddychając obrócił się z powrotem w stronę napastnika. Zobaczył ostrze kosy 5 centymetrów od swojej głowy, naztępnir ogrodnika. Był martwy, a nad nim stał jakiś nieznany kuc.

Po wszystkim na miejsce dotarł też Shadow.

Share this post


Link to post
Share on other sites

 Spojrzała na napastnika, z mieszanką zdziwienia, pewnego rodzaju wdzięczności, oraz gniewu na siebie, wywołanego własną nieuwagą. Tak czy siak, zerwała się szybko z ziemi i, przybrawszy stabilną postawę, skierowała koniec swojej broni w jego stronę, w geście ostrożności... oraz aby być gotową do wyprowadzenia ciosu. Na potencjalnego napastnika spoglądała w milczeniu. Po tej upokarzającej sytuacji nie chciała się już odzywać.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Clint nie całkiem ogarniał co się wydarzyło. Wiedział tylko że wciąż leży pobity na ziemi jak jakiś żółtodziub. Czuł się upokorzony. 

Ostatecznie wydedukował że zagrożenie minęło i pojawił się ktoś nowy... A ta opancerzona szajbuska grozi mu bronią. 

Plan był prosty - jeszcze raz spróbować podźwignąć się na nogi i w miarę możliwości uspokoić sytuację. Chyba że wcześniej żyłka mu pęknie. 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Po usunięciu kuli smok nie spodziewał się kojącego ciepła. Jednak spokój przerwała uniesiona kosa. Jestem martwy. Po mnie. Zamknął oczy i... Zdziwiło go to, że nic się nie działo. To ogrodnik leżał martwy. A nad nim ktoś stał. Gad wstał i popatrzył się na osobę, która go uratowała. Czemu to zrobił? Xryh zapytał się go: -Dzięki. Ale tak w ogóle to kim jesteś?

Edited by Dakelin

Share this post


Link to post
Share on other sites

Oczyścił broń z posoki i wzniósł głowę do nieba, a jego usta poruszały się, wymawiając słowa niesłyszalnej modlitwy. Z transu wyrwał go jednak głos domniemanego smoka, który zdecydowanie był skierowany do niego.
- Zwę się Épée Vineux - pokłonił się, choć zwyczajowy uśmiech nie znalazł miejsca na jego ustach. Mimo wszystko zabicie kucyka, niezależnie jak złego, to pozbawienie życia kogoś, kto kiedyś miał rodzinę, prowadził normalne życie i tak naprawdę wiele się nie różnił od niego samego. Ale sytuacja nie wybiera. - Wasz ami, Shadow Punch, ujawnił mi, jaki szczytny cel macie obrany i, ku chwale naszej Equestrii i świetlistej pani Celestii, postanowiłem was wspomóc wszelkimi swoimi siłami. Jednakże nie miałem przyjemności poznać waszych imion, monsieur Shadow dość zazdrośnie strzeże wszelkiej informacji.

Share this post


Link to post
Share on other sites

-Zazdrośnie?- powiedział Shadow dobiegając do reszty.- Bezpieczeństwo przede i nade wszystkim. Wybaczcie spóźnieni, ale ciężko się biega w zbroi. Macie mi coś do powiedzenia, bo coś mnie tak trochę zaniepokoiło?

Edited by NekoRex'Monster' Crusader

Share this post


Link to post
Share on other sites

 Poznając wreszcie nastawienie przybysza, ustawiła się w bardziej zrelaksowanej pozycji, na chwilę nawet zdejmując z szermierza swoje czujne spojrzenie, aby popatrzeć na leżące przed nią martwe ciało. Pierwszy dzień... i już martwy cywil. Ale nie było chyba innego wyjścia... prawda? Nawet myśl o tym, że zrobił to ktoś inny, nie była w stanie przynieść jej ulgi.

 - Smoku - zaczęła, nawet jednak nie spoglądając na Xryha - idź sprawdzić, co z łowcą nagród - powiedziała, podchodząc do martwego kucyka, po czym obejrzała jego rany, położywszy na ziemi zdjęty zawczasu hełm. Najbardziej rzecz jasna rzucała się w oczy głęboka, trójkątna rana na grzbiecie, zadana przez szpadzistę. - Wzorowe pchnięcie. Dużo się przed śmiercią nie nacierpiał. Przynajmniej tyle dobrze, ale miejscowi teraz raczej nie spojrzą na nas przychylnie. - Przerwała na chwilę; wystarczająco długą, aby zamknąć powieki martwego ogrodnika. Następnie spojrzała na Epeego. - Sierżant Silver, ósma kompania Gwardii Canterlot, o której zapewne już słyszałeś. Wiesz już o naszej misji, więc nie będę się nad naszym celem długo rozwodzić. Wydaje mi się jednak, że nie wyruszyłeś do tych przeklętych ziem z zamiarem wsparcia dawnej Equestrii. Co więc sprowadza cywila do tych niebezpiecznych ziem?

Share this post


Link to post
Share on other sites

Jeśli miałby być zupełnie szczery, zarówno ze sobą, jak i z Silver, to by przyznał, że zupełnie nie kojarzy tej całej kompanii. W jego stronach sławę zdobywało się, broniąc słabszych w bohaterskich pojedynkach, a nie biorąc udział w regularnej rzezi. Jednak niektóre rzeczy można przemilczeć. Mimo to, na zadane pytanie lepiej odpowiedzieć.

- Pomoc Equestrii, ma amie. W te strony sprowadza mnie pomoc Equestrii, a szczególnie słonecznej pani - przyjrzał się klaczy. Całkiem ładna, jak na wojskową. Wolał jednak delikatniejsze niewiasty, a na dodatek to nie był czas na romanse. Nie będzie robił żadnych kroków w jej kierunku jeżeli sama niczego nie zrobi. - Jeżeli jednak chodzi o truchło... Powinniśmy je pogrzebać. Okażmy choć tyle szacunku, ile powinniśmy.

Share this post


Link to post
Share on other sites

 - Rozumiem jednak, że nie nosisz ze sobą łopaty? Można też po prostu przysypać go ziemią, bez kopania dołu. Nie posiadając narzędzi nie uda nam się zrobić niczego więcej. Należy też wspomnieć, że nadal stoimy nad ciałem kucyka. Osobie postronnej może się to źle skojarzyć. - Powiedziała i spojrzała gdzieś ponad swego rozmówcę, namyślając się. Co powinni teraz zrobić?

Share this post


Link to post
Share on other sites

- Jesteśmy jednorożcami, a wzniesienie odrobiny ziemi nie jest zbyt wymagające, szczególnie jezeli dokonamy tego razem - zauważył Épée. Może i był specyficzny pod wieloma względami, była to jednak kwestia jego charakteru i wychowania, nie zaś jego inteligencji. Innymi słowy, nie był tak głupi, na jakiego wyglądał.

Share this post


Link to post
Share on other sites

 - O tym właśnie mówiłam. Trzeba jednak znaleźć na to dobre miejsce. Nie zawsze ziemia jest odpowiednio miękka... albo w ogóle jest ziemią. Zakładam, że byłeś tutaj nieco dłużej niż my, szermierzu. Widziałeś może jakąś stosowną przestrzeń na pochówek? Jeśli nie, to zostaje las. - Zwróciła na chwilę głowę w stronę wspomnianej okolicy, o ile nie zasłaniał jej budynek albo góra.

Share this post


Link to post
Share on other sites

- Niestety, niedawno tu przybyłem, czasu na rozejrzenie się nie miałem. Las byłby dobrym miejscem, jeżeli nie znajdzie się lepsze... Lecz wy wszakże się rozdzieliliście, może ktoś inny z twoich towarzyszy coś wie?- mówił to już nie tylko do Silver, lecz też do reszty obecnych tu kuców i niekuców.

Share this post


Link to post
Share on other sites

-Las, to zły pomysł.- powiedział Shadow, dobrze pamiętał co reszta drużyny może znaleźć w lesie- Z resztą bardzo łatwo w świecie chaosu się zgubić i kto wie kogo spotkać.

W jego głosie wyczuć można było lekkie przerażenie, ponieważ wiedział że nie ma zbyt dużego wpływu na decyzję drużyny, zwłaszcza że ta powiększyła się o jednego kucyka.

-Kategorycznie odradzam ten pomysł, mein Freund.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Create an account or sign in to comment

You need to be a member in order to leave a comment

Create an account

Sign up for a new account in our community. It's easy!

Register a new account

Sign in

Already have an account? Sign in here.

Sign In Now