Zegarmistrz

[Gra]Zapowiedź

Recommended Posts

 Wchodził powoli po schodach, uważając by nie zrobić za dużo hałasu... i nasłuchując. A wtedy zatrzaskiwane drzwi usłyszał tak, jakby stał od nich kilka metrów – ale w linii prostej. Pogłos, jaki pozostawiły po sobie przyprawiał o ciarki na plecach.

 Doszedł do czwartego piętra. Spadając nawet nie poczuł, że aż tyle pokonał, w uścisku z trupem. Najwyraźniej spotkanie trupa na tak obleganym miejscu, jakim był dach, wyczerpało dzienny limit pecha – choć wolał tego nie sprawdzać. Zbyt często takie oczekiwania się nie sprawdzały by miał odwagę zweryfikować prawdziwość swojej tezy.

 Na szczęście dłonie miał duże. Jak sprawdził był zdolny trzymać siekierę i jakoś trzymać się drabinki. Jakiekolwiek wychylenie, przy którym trzymałby się tylko ręką z siekierą byłoby z pewnością groźne, jednak takiego nie miał w planach.

 Zaczął wchodzić na górę mając nadzieję, że nic nie stoi na drzwiczkach; nie są one zamykane na klucz i dbano o zawiasy.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Jericho

 

- Co ty? Oszalałeś? - Zapytał zbliżając się do Siemiona. - I co zrobisz jak się obudzą? Skrzykną się wszyscy i wrócą tu by nam wytłumaczyć że zrobiliśmy im bardzo złą rzecz...

- Trzeba ich zarżnąć. Zarżnąć tak aby krew tryskała mocno i długo. Truchła zanieść gdzieś z dala od poczty. Te monstra pójdą za żarciem a naszą kryjówkę ominą z dala

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Siemion

 

- Zadziała, jeśli my się tą krwią nie upieprzymy. Inaczej dupa zimna. I jest nas za mało, by ich zabić, wynieść, i jednocześnie pilnować tych tu. Może najsampierw pozbądźmy się właśnie ich? - zaczynałem się coraz bardziej stresować. To było jak polowanie na takiego dzika, zawsze może ci się odgryźć, a do tego ten "dzik" jest jeszcze, cholera, inteligentny. Postanowiłem zdać się na Jerrego, dochodząc do wniosku, że skoro ma ten swój toporek, to umie nim wymachiwać naprawdę dobrze. Strzelę dopiero, kiedy będzie to nie do uniknięcia. Huh, przynajmniej nabrałem sto procent pewności, że się nie zawaham i za ten cyngiel pociągnę.

Edytowano przez Po prostu Tomek

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Leda

 

Na dole było cicho. Za cicho, jak na twoje standardy. Latarnie padły a jedyne oświetlenie jakie było w okolicy to księżyc, co chwilę znikający za chmurami. Na ulicy gdzieniegdzie walały się jakieś ciała, mniej lub bardziej ogryzione do kości, liczne samochody pozderzane o siebie w jednym wielkim karambolu. Tak, zdecydowanie za cicho.

 

Wiking

 

Klapa nie tylko działała ale też była stosunkowo lekka, więc bez problemu wyszedł na dach. Kiedy tylko się wyprostował jego oczom ukazał się ogrom zniszczeń. Wiele budynków w oddali płonęło, dym niósł się nad miastem niczym zły omen. Gdzieś w oddali słychać było krzyki niesione wiatrem, choć ledwo słyszalne nawet dla niego. Z zamyślenia wyrwała go troska o swoje graty, które musiały być nieopodal. Każdy budynek tego typu miał zewnętrzną drogę pożarową w postaci metalowych schodów umieszczonych na boku budynku. Jeśli pamięć go nie myliła, kładka powinna być...tak, była tam gdzie mu się wydawało że będzie. Teraz zniszczona, nie nadawała się do przejścia, ale grunt że widział stąd swoje rzeczy. Leżały na 2 piętrze, na owych schodach. Konstrukcja była solidna, z pewnością utrzyma jego wagę.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

 Po otworzeniu klapy rzucił na dach topór i ostrożnie, by do absolutnego minimum zminimalizować szansę spadnięcia, wszedł na górę. Zamknął za sobą lekko i cicho chodzącą klapę. "Kultura".

 Dopiero jak ujrzał łuny pożarów nos wyczuł ledwie wyczuwalną nutę w powietrzu. Być może po prostu odtworzył pasujący zapach, by wszystko pasowało do tego, co widział. Jedno było jednak pewne - ogień lubi się rozprzestrzeniać. A gdy straż pożarna zaprzestała działalności taki pożar mógł spopielić sporą część miasta.

Szybko znalazł ślady po niedawnej bytności kładki, a zaraz później, trochę niżej, swój plecak. Niepotrzebnie wchodził po schodach. Wystarczyło przejść przez okno.

Jednak nie stracił tego czasu na marne. Przynajmniej w tym budynku było spokojnie. Jeśli miał szczęście był pusty. A wtedy może uzupełni tu swoje zapasy. Może znajdzie nawet jakąś broń lub adres. Pistolet był bardzo przydatny, jednak amunicja nie rosła na drzewach. Póki co miał jej dość, by przez jakiś czas się bronić - ale tylko ciągle myśląc tak, jak teraz. Gdyby szukał jej tylko gdy się kończyła już kilkukrotnie obudziłby się z ręką w nocniku.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Jericho

 

- Spokojnie, umiem ciąć tak by się nie upieprzyć juchą ale niech będzie. Zajmijmy się tymi nienaturalnymi krzykami...lecz czuje że z nimi będzie trochę ciężej. 

Chłopak powoli zaczął iść w stronę z której przyszli tamci trzej. Odruchowo jeszcze spojrzał za siebie, czy aby na pewno Siemion go ubezpiecza. 

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Co ona właściwie robiła przez ten cały czas? To pytanie zadawała sobie widząc to wszystko, cały ten chaos. Miała jedną pustkę w pamięci i za grosz nie mogła sobie przypomnieć. Kierowała się wzdłuż ścian , dalej przyzwyczajając swój wzrok do mroku. Niestety wraz z tym widziała więcej szczegółów, więcej śmierci. Skrzywila się zamierajac, wszechobecna cisza płatała jej żarty. Był to po prostu wewnętrzny strach. Ruszyła dalej, powoli i ostrożnie. Jej celem były medykamenty oraz woda.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Wiking

Sprawdziłeś czy wszystko jest. I było, dziękować szczęściu. Cholerny trupak, pojawił się dosłownie znikąd. Postanowiłeś przeszukać budynek, ale wracając do mieszkania przez okno nie znalazłeś za wiele - trochę jedzenia które dziewczyna zostawiła za sobą, a ponad to ogołocone szafki. I zamknięte drzwi. Jeśli chciałbyś sprawdzić inne mieszkania - trzeba było wrócić na dach, albo próbować wybijać okna, choć dźwięk tłuczonego szkła może przyciągnąć czyjąś niepożądaną uwagę.

 

Poczta

Wyszliście na klatkę schodową, Jericho przodem a Siemion ubezpieczając tyły. Była ona dość przestrzenna, to pewnie tędy znosiło się co większe paczki do furgonetek. Schodziliście powoli po schodach, krok po kroku, orientując się w ciemności tylko dzięki znikomej łunie uderzającej przez nieliczne okienka. Kiedy dotarliście do parteru, zobaczyliście dwa truposze, które chodziły po parkingu. Jeszcze was nie zauważyły, ale powoli kierowały się do wejścia, najpewniej zwabieni zapachem juchy.

 

Leda

Wybrała sobie konkretne zadanie - lekarstwa i woda. Szpitale w takich chwilach były zatłoczone, o ile w ogóle aktywne, zaś największy w mieście był Szpital St. Paul mieszczący się na północnym końcu miasta. Z kolei woda była w każdym sklepie, których w okolicy było dużo. Pytanie czy nie rozszabrowali już wszystkiego, wszak w chwili kryzysu z ludzi wychodzi najwięcej zła. Ewentualnie były jeszcze apteki, lub w ostateczności sklepi z ziołami w bardziej chińskiej części miasta. Musiała zdecydować gdzie udać się najpierw.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Siemion

 

No, jakoś udało nam się zleźć na dół, nie ściągając sobie na łeb żadnego towarzystwa i nie łamiąc sobie nóg. Oby tak dalej, a może przeżyjemy, powiedzmy, z następne dwa tygodnie. Na dole było jaśniej niż na schodach, jednak i tak nie zobaczyłem naszego celu, przynajmniej na razie. Za to widziałem trupy, stanowczo zbyt ruchliwe jak na mój gust. No i oczywiście lazły tutaj za rannymi. Za krwią. No i niestety trzeba było możliwie niepostrzeżenie przeparadować przed nimi, by dostać się do budynku, aby tych cholernych rannych zlokalizować. Zabrałem się za to z najwyższą ostrożnością.

Edytowano przez Po prostu Tomek

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chodzi najlepiej byłoby znaleźć filtry do wody, te specjalistyczne, które można znaleźć w sklepach turystycznych czy survivalowych. To rozwiązałoby problem wody na przyszłość. To byłoby coś. Starała sie przemieszczać sie jak najciszej, choć nerwowo przekładała kawałek materiału między palcami. Rozkojarzenie w aktualnej chwili moze być zabójcze, dlatego uważnie patrzyła pod nogi. Nie chciała zwrócić na siebie uwagi, ani "umarłych" ani ludzi. Będzie przeszukiwać każdy możliwy sklep, w końcu nie każdy musiał być doszczętnie rozgrabiony, a i ona była uparta. Czasu też miała pod dostatkiem. 

Tak samo będzie z aptekami, to one są na pierwszym miejscu. Powiększenie swoich zapasów o podstawowe antybiotyki czy nawet podstawowe sprzęty jakie mogły być strzykawki i igły. Równie dobra będzie jodyna, dobrze odkażała , nawet wodę, więc była kolejną alternatywą do oczyszczania wody. 

Dziewczyna pewnie wyglądała jak niedoszły gracz podchodów, ale co poradzić. 

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Jericho

 

Fakt, żywe trupy jeszcze nas nie zobaczyły. Jednak przez woń krwi nic ich już raczej nie powstrzyma do wejścia do poczty. Co jak co ale ten budynek nie będzie bezpieczny dopóki będą się tu kręcić te bezmózgie, wieczne nienasycone monstra. Nie ma rady, trzeba się ich pozbyć.

Jericho próbując wydawać jak najmniej odgłosów podreptał w kąt obok wejścia do budynku. Wolał zabić ich po kolei, po cichu. Gdyby to byli zwykli ludzie bez problemu mógłby stawić im czoła w otwartej walce. Zombie to już niestety z deka inne wyzwanie. 

 

 

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Sprawdził drzwi i zaklął bezgłośnie. Dziewczyna zamknęła je, wychodząc. Nie znalazł też niczego, co mogłoby go zainteresować. Wyszedł tą samą drogą, którą ciągle wchodził do tego mieszkania i podszedł do najbliższego okna, prowadzącego do innego mieszkania. Wydawałoby się, że wybicie go byłoby równoznaczne z ogłoszeniem o posiłku dla szaleńców. Jednak pozostało także rozkruszenie fragmentu, co było znacznie cichsze.

Sięgnął do środka plecaka i wyjął z niego grubą szpulę srebrnej taśmy i scyzoryk. Powycinał kilkunastu centymetrowe odcinki i zaczął obklejać nimi okno, blisko ramy i klamki. Wyjął nóż w pochwie i skierował trzonek rękojeści na okno. 

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Wiking

 

Trzask który rozległ się chwilę po twoim uderzeniu rozniósł się echem po twojej głowie. W otaczającej cię ciszy nawet oddech był głośnym szumem, lecz dźwięk tłuczonej szyby nie zagłuszył go zbytnio. Jak przewidziałeś, kiedy tylko trafiłeś trzonem w oklejone miejsce taśma zrobiła swoje i mieszkanie stało otworem. Cicho otworzyłeś okno, wchodząc do środka i od wejścia krzywiąc się od ohydnego smrodu który panował w pomieszczeniu. Kiedy twoje oczy przywykły odrobinkę bardziej do półmroku, zobaczyłeś powieszone ciało w stanie lekkiego rozkładu. Kimkolwiek był ten mężczyzna, postanowił wyrwać się z szaleństwa w dość skuteczny sposób. Ciemne ślady poniżej ciała i źle uwiązana lina dość dobitnie świadczyły o długości katuszy jakie sobie uczynił.
Minąłeś go przeszukując mieszkanie utrzymane w nienagannym stanie - racje żywności w postaci puszek z fasolą, grochówką, warzywami i owocami, do tego dobrze wyposażona apteczka - leki przeciwbólowe, opatrunki. Cholera, koleś który się tu wiehnął miał dość wszystkiego żeby przetrwać bardzo długo. Mieszkanie składało się z 4 pomieszczeń - pokoju przez który wszedłeś, łazienki, kuchni i jeszcze jednego pomieszczenia, lecz drzwi do niego były zamknięte na klucz. Szybkie sprawdzenie szuflad i szafek nie pozwoliło na zlokalizowanie klucza.

 

Poczta

 

Trupy powoli zmierzały do waszej pozycji. Półżywe, zdawać by się mogło bezmyślne istoty, które odczuwały tylko jeden instynkt - głód. Powoli, szurając nogami po ziemi niczym groteskowe wersje zombie z jakiegoś horroru kategorii C, ociekając śluzem i wnętrznościami.

Plan był dobry, poczekać aż pierwszy wejdzie w zasięg i ściąć go. Więc czekaliście, a minuty dłużyły się niemiłosiernie. Monstra zbliżały się, krok za krokiem.

Nagle jedno z nich stanęło odchylając głowę do tyłu, ukazując rozerwane gardło. Wyglądało jakby węszyło za czymś, co utwierdziło was iż najpewniej polują dzięki węchowi, po czym wydało z siebie przeraźliwy ryk, od którego cali się zjeżyliście. Odpowiedziało mu po chwili kilka innych, jedne dalej drugi bliżej, a waszym oczom ukazała się grupa, pięciu, może sześciu, zdechlaków wychodzących z pobliskiego budynku. Wychodziło na to, że te cholery potrafią się komunikować. Jakoś.

 

Leda

 

Przeszukiwania pomniejszych sklepów niewiele dało - skrupulatność z jaką je ograbiono była niezwykle dokładna. Ktokolwiek to zrobił, albo miał czas albo dość ludzi żeby przeprowadzić cała akcję tak sprawnie. Nasuwały się pytania - kto, ilu i kiedy. Do tego gdzie. Co innego w sklepie wędkarskim starego Boba. Niewielu ludzi myślało o tym miejscu, dlatego stało sobie zamknięte i praktycznie nie naruszone. Był tylko jeden problem - drzwi były zamknięte, a prócz nich jedynym wejściem była przeogromna szyba witryny która chyba tylko cudem zachowała się w nienaruszonym stanie.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Z wielką radością ujrzał apteczkę. Od dłuższego czasu gryzł się z myślą, że zraniony nie będzie mógł nic zrobić. A teraz ten problem w końcu się rozwiązał.

Wiedząc z czego może wybierać wypakował plecak i zaczął pakować go ponownie, zostawiając mniej wolnego miejsca niż było wcześniej. Na dół powędrowały ładnie ułożone puszki z najdłuższą datą przydatności, wyżej narzędzia przemieszane z apteczką, a najwyżej rzeczy pierwszej potrzeby. Gdy już spakował główną przegrodę owinął ją liną, tak jak było wcześniej. 

Chciał sprawdzić, czy jest bieżąca woda oraz gaz w kuchni. Już od dawna nie miał okazji umyć się pod bieżącą wodą i wypić coś gorącego bez otoczenia dymem. A jeśli miałby taką możliwość to potrzeba przestawienia jakiegoś mebla, by zabezpieczyć choć minimalnie wybitą dziurę, byłaby mała.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Siemion

 

Widać nie dane mi było zakończyć żyć tych nieszczęśników i tym samym zapewnić sobie i mojemu niespodzianemu towarzyszowi spokoju na jakiejś poczcie w tym zapomnianym przez wszystkich mieście. Odwrócił się niezwykle powoli, z wiernym karabinem gotowym do strzału, bo wolał do tego strzelać niż się okładać, w stronę truposzy. Wzdrygnął się lekko, choć akurat z takimi rzeczami jako w-wolnych-chwilach-myśliwy był cokolwiek obyty. Po prostu te zewłoki były czymś tak nienaturalnym, że nie mógł powstrzymać tego dreszczu. I do tego poza węchem, którego już się domyślał, działał im słuch. No pięknie. Strzelać zapewne wcześniej czy później i tak będzie musiał, ale dzięki tej wiedzy nie będzie potem stał jak kołek w miejscu. A może w ogóle odpuścić pocztę?

- A może odpuścić pocztę? - zwokalizowałem swoje wątpliwości.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Wiking

O dziwo mieszkanie miało podłączoną kanalizację. Woda w kranie była, a generator wbudowany w bojler uświadomił cię iż właściciel był chyba jakimś paranoikiem, przygotowanym na wszystko. Mieszkanie miało nawet metalowe opuszczane zasłony na okna, z bliżej niewiadomych przyczyn wciąż otwarte. Miałeś cholerne szczęście że facet tutaj się powiesił bez wcześniejszego zamykania ich. To było dobre miejsce na kryjówkę, gdyby nie fakt śmierdzącego trupa, którego musiał byś się ewentualnie pozbyć, no i niewiadomej w postaci zamkniętego pokoju w korytarzu.

Poczta

Twoje wątpliwości dość szybko podbudował krzyk na górnym piętrze za waszymi plecami. Zdążyłeś się jeszcze obrócić żeby zobaczyć jak jeden z wcześniejszych wchodzących celował w plecy Jerycho z jakiegoś gnata. Potem rozegrało się piekło. Jak na zwolnionym filmie widziałeś kulę przebijającą się przez szyję mężczyzny, jego upadek na kolana i zdziwienie na twarzy, gdy krew trysnęła mu z rany. Instynktownie wycelowałeś, pociągając za spust, który zaowocował krwistą różą na sercu poprzedniego strzelca, który poleciał do tyłu siłą odrzutu. Dźwiękowi upadającego ciała towarzyszył cichy stukot łuski u twoich stup. Nie potrzebowałeś długo patrzeć, rana na szyi towarzysz była wystarczająca by posłać go na tamten świat w ciągu kilkunastu sekund. Co gorsza, dopiero teraz miała zacząć się walka, bowiem dwa wystrzały i świeża krew to o wiele więcej niż dość by zwrócić uwagę zbliżających się potworów. Musiałeś szybko podjąć decyzję co dalej, o ile miałeś dość silną pukawkę o tyle jej szybkostrzelność była dyskusyjna.

Pietrov

Patrzyłeś jak kilka z potworów omijało budynek w którym się zatrzymałeś by odpocząć. Cały dzień w biegu, co chwilę jakaś mniej lub bardziej niemiła niespodzianka. Wrzask który się rozszedł po okolicy oceniłeś jako przerażający, ale spełnił jedną z twoich cichych modlitw - stwory odsunęły się od wejścia do twojego budynku a zaczęły sunąć w stronę pobliskiej poczty. Potem rozległy się dwa strzały, na dźwięk których te cholerne koszmary przyśpieszyły. Ktokolwiek był na poczcie, miał teraz przerąbane. Ty z kolei zacząłeś rozglądać się po budynku. Stary magazyn pełen był skrzyń różnej wielkości. Niektóre pootwierane inne nietknięte, z oznaczeniami wszelakiego rodzaju. Co dziwne, bo wiele paczek było o wiele większych niż drzwi które prowadziły do tego miejsca. Ale szybkie oględziny wyjaśniły tą zagadkę - jedna z metalowych ścian była też rampą, otwieraną mechanicznie, zaś bezpośrednio nad nią widziałeś 3 zaczepy, które z powodzeniem mogły robić za dźwigi.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Siemion

Jasna cholera, mój jedyny towarzysz od dłuższego czasu, już gryzie piach. Tuż po wyeliminowaniu zdradzieckiego strzelca zacisnąłem zęby, w ciszy znosząc policzek od losu. I to potrójny. Nie dość, że jedyny koleś, przy którym rozważałem położenie się spać za jakieś dwa czy trzy dni został zabity, to ci debile byli nie tylko wrogami, ale pomogli sprowadzić mi na głowę pieprzone truposze. Bo to, że zleci się ich więcej niż te co widziałem, było bardziej niż pewne. Przeładowałem broń, klnąc siarczyście, następnie zwijając mojemu już-nie-towarzyszowi ten jego fikuśny toporek. Niech kretyni na poczcie radzą sobie sami, ja ruszyłem w poszukiwaniu innego miejsca, oczywiście w miarę cicho i odwrotnym kierunku niż ten, z którego przyszły pierwsze stwory. Rozglądałem się za jakimś warsztatem, apteką lub sklepem. Niby takie rzeczy ocaleńcy rabują jako pierwsze, lecz można spróbować szczęścia.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Pietrow

Spoglądając na oddalające się powoli trupy, mogłem jedynie poczuć ulgę i poczucie względnego bezpieczeństwa. Rozejrzałem się po miejscu, w którym było dane mi się schronić - magazyn, bez dwóch zdań. Wszędzie tylko skrzynie, skrzynie i skrzynie. Biorąc pod uwagę, że nie miałem aktualnie nic do roboty, a żywe trupy raczej nie przedostaną się do wnętrza mojego aktualnego schronienia, postanowiłem rozejrzeć się za dodatkowymi zapasami lub sprzętem. W tych skrzyniach musiało być coś przydatnego. 

Podszedłem do pierwszego pojemnika z brzegu - była to mała skrzynia, obok niej leżała urwana kłódka. Otworzyłem ją i zajrzałem do środka - pusto. Mogłem się tego spodziewać. Parę metrów dalej stała duża skrzynia, ta też miała urwany zamek. Uchyliłem drzwi i moim oczom ukazała się biała lodówka jakiejś koreańskiej firmy.

-Meh -westchnąłem. "W tych skrzyniach musi być coś przydatnego!"

Podszedłem do kolejnej skrzyni, a właściwie kufra. Takiego starego kufra, w których piraci, według pogłosek, trzymali swoje skarby. Tym razem trafiłem na zamek. Próbowałem go wyrwać ręcznie, ale mimo pokrywającej go rdzy, trzymał się mocno. Zdjąłem plecak z pleców i zajrzałem do niego. Po kilku sekundach grzebania znalazłem swój cel - szwajcarski scyzoryk, który dostałem od swojego wujka na 18 urodziny. Od zwykłego scyzoryka różnił się tym, że posiadał też wytrychy -nieoceniona pomoc w dzisiejszym świecie. Powoli i precyzyjnie, zabrałem się za otwieranie zamka. Po kilku minutach puścił, a ja mogłem zabrać zawartość skrzyni, którą był długi, czarny płaszcz, z parą zewnętrznych głębokich kieszeni i kilkoma wewnętrznymi. Włożyłem go - pasował jak ulał. Schowałem scyzoryk do kieszeni, zarzuciłem plecak na ramię i poszedłem korytarzem skrzyń i skrzynek w poszukiwaniu dalszych fantów.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

I co ma teraz zrobić ? Najchętniej trzasnęłaby pięściami w te cholerne drzwi. Sięgnęła do klamki w nadziei, że może jakimś prawem sie otworzą pod jej dotykiem.

Rozejrzała się szukając czegokolwiek czym mogłaby otworzyć te drzwi. Może Bob zostawił klucze pod wycieraczką albo w szczelinie, gdziekolwiek gdzie przy normalnych okolicznościach nikt by ich nie szukał. Była zdesperowana, ale moze znajdzie coś czym podważy drzwi lub zrobi do nich wytrych. Można próbować, dopiero w ostateczności pozbędzie się szyby, nie ejst na tyle zdesperowana by robić raban na całą ulicę. Póki co nie jest, 

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Zdumiony przystanął i rozejrzał się dookoła, choć nie patrząc się na nic. Było to miłe zaskoczenie, że ten trup na długo przed śmiercią przygotował takie luksusy - choć może mieszkał w gorszej dzielnicy? Skoro sklepy miały metalowe wzmocnienia dla wystaw to dlaczego nie mogło być tego w domu?

Ale nadal nierozwiązana była sprawa zamkniętego pokoju. Wiking chciał się dowiedzieć co tam jest - nie mógł go jednak otworzyć. Dlatego podszedł do niego z szklanką i przyłożył ją do drzwi i ucha, napierając na nie w celu wykluczenia własnych drgań. Póki co nie chciał szukać dziury między drzwiami i podłogą, choć był na to gotowy - czuł jednak jakiś wstręt przed myślą, że będzie musiał klęknąć.

Edytowano przez Ohmowe Ciastko

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Siemion

Szybko wycofałeś się z miejsca śmierdzącego krwią. Na szczęście toporek niedoszłego kolegi nie był nią ubabrany, przez co nie ryzykowałeś podnoszeniem go. Nie minęły minuty kiedy usłyszałeś krzyki i strzały dochodzące z poczty. nie trwały one długo, zaś następującą po nich cisze przyjąłeś z milczącym zadowoleniem. Dostali na co zasłużyli, prawda? Najbliższym sklepem od twojej pozycji był sklep z narzędziami Paulsa. Trochę dalej ulicą mogłeś trafić na jakiś spożywczak, jeśli pamięć cię nie myliła, obok niego był też mały kiosk, o ile jeszcze stał, to mogło w nim być coś przydatnego.

 

Pietrov

Kolejne skrzynie odkrywały różne zawartości. Sprzęty AGD, RTV, fragmenty jakiejś maszyny, tłoki samochodowe czy nawet górę peruk. Sporo sprzętu którym można by udekorować dziuplę, ewentualnie skutecznie zablokować drzwi jakiegoś miejsca. W większych skrzyniach znalazłeś nawet garderobę z przebraniami na karnawał - Elvis, Drakula czy Indianin, do wyboru do koloru. Do tego meble, kowadło kilka narzędzi - młotki, kombinerki i im podobne. Najlepszym znaleziskiem okazał się generator, który miał podłączony panel solarny. Gdyby go oczyścić i wystawić na słońce, może miałbyś stałe źródło elektryczności. Niestety, były też złe wiadomości. Pierwszą było natrafienie na skrzynię, która cuchnęła zgnilizną i przez jej zbite deski wybijała się pleśń i grzyby. Nalepka na niej mówiła coś o produktach mrożonych, które pewnie przez ciepło zdążyły się rozłożyć. Drugą był ogólny brak pożywienia które mogło by się nadawać do spożycia. Trzecią zaś fakt, że generator obecnie był kompletnie pusty. Chodząc pomiędzy skrzyniami natrafiłeś na schody, prowadzące wyżej, ale były oddzielone od twojego piętra kratą otwieraną mechanicznie. Widziałeś skrzynkę rozdzielczą z wsadzonym w nią kluczykiem, ale lampki na niej świadczyły o braku zasilania.

 

Leda

Szarpanie za klamkę nie przyniosło żadnego efektu. Tak jak i przeszukiwanie okolicy drzwi w poszukiwaniu klucza. Nie miałaś zbytnio czym wyłamać drzwi, choć drewniane nie wyglądały na słabe. Co gorsza czas leciał, a w oddali słychać było strzały i coraz głośniejsze wycie. Nie wiedziałaś co mogło wydawać takie dźwięki, ale wiedziałaś że cokolwiek to jest, zbliżało się. Szybki rzut oka na zamek powiedział ci, że teoretycznie można by go było wyłamać lub przestrzelić, ale tylko jeśli drzwi nie były jeszcze jakoś zablokowane od środka. No i zawsze istniało ryzyko, że ktoś mógł się zamknąć w środku. Lub że ktoś usłyszy to włamanie.

 

Wiking

Przystawienie szklanki niewiele dało, po drugiej stronie była cisza. jakby to ująć, grobowa. Żadnych szmerów, skrzypnięć czy szeptów. Kompletna, niczym nie zmącona pustka dźwiękowa. Zasadniczo miał trzy możliwości. Mógł próbować wyłamać zamek, ale stan drzwi od razu krzyczał że będzie to nie lada wyczyn. Mógł zacząć przebijać się siekierą, choć to mogło sprowadzić mu na głowę niechcianych gości. Mógł też przeszukać jedyne miejsce, którego nie obszukiwał. Trupa. A nuż on miał klucz do zagadkowych drzwi.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Leda

 

Zirytowana do granic możliwości, przynajmniej tak sobie wmawiałam, nawet nie potrafiłam zarejestrować, dlaczego kilka sekund później z całej siły kopnęłam w drzwi. Zaraz po tym doszło do mnie, że było to na tyle głośne zachowanie, ze równie dobrze mogłabym sobie śpiewać jak na Broadway'u . 

Przez strzały i wycie oraz nadpobudliwe wrażanie, że to co to wszystko powodowało mogło wychylić sie zza rogu, włosy zjeżyły mi sie na karku. Byłam tchórzliwą dupą w sprawie ryzyka. Sama nauka samoobrony była dla mnie trudna, bo zawsze miałam wizje, że jeśli zrobię coś źle zamiast unieszkodliwić przeciwnika to sobie sama coś wyłamię. Smutne, jeśli miałoby się patrzeć przez pryzmat aktualnego stanu porządku na świecie. ten który wpadł mi do mieszkania, pewnie dałby mi 3 dni, góra 4.

Przez chwilę nasłuchiwałam tego co mogło sie tam dziać, ale postanowiłam, ze ruszę w przeciwnym kierunku. Wzdłuż ścian, przestraszona, zostawiając sklep za sobą. Gdzieś sie przyczaję, gdzieś gdzie nikt mnie nie zauważy, może cały ten korowód śmierci mnie minie. 

Edytowano przez Dżuma
zapomniałam nazwy przed treścią

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Siemion

Choć nie byłem nigdy specjalnie mściwy, uśmiechnąłem się tak paskudnie, jak to tylko w danej sytuacji było możliwe. Zaraz po krótkim rozejrzeniu się oraz ocenie otoczenia skierowałem się powoli i zachowując ostrożność ruszyłem w stronę sklepu z narzędziami. Kiedy przygotowywałem broń - toporek zwinięty prawie-kompanowi - dziękowałem wszystkim bóstwom na raz za to, że nie był niczym upaprany. Cel mój był bardzo prosty: wejść do sklepu, najlepiej nie frontem, znaleźć młotek lub łom by otwierać drzwi. Sposób głośny, to prawda, ale nie zawsze można było liczyć na wytrychy, był też szybszy. Kolbą albo toporkiem nie chciałem rozbijać okien, drzwi czy skrzyń. Po zgarnięciu tych dwóch fantów zamierzałem podreptać, wciąż cicho i ostrożnie, do spożywczaka.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Chcesz dodać odpowiedź ? Zaloguj się lub zarejestruj nowe konto.

Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony

Utwórz konto

Zarejestruj nowe konto, to bardzo łatwy proces!

Zarejestruj nowe konto

Zaloguj się

Posiadasz własne konto? Użyj go!

Zaloguj się