Recommended Posts

Ostatnie promienie słońca oświetlały wnętrze zamku Canterlot, wpadając do środka przez ogromne okna i witraże, przedstawiające ważniejsze wydarzenia z historii Equestrii. Zdobione kolumny, marmurowe płyty i wszelkiej maści pozłacane detale robiły ogromne wrażenie na dosyć nietypowej zbieraninie kuców, gryfów czy innych zebr, do której zaliczała się też Twoja osoba. Zamkowa straż obserwowała zgrupowanie spode łba, dumnie prezentując swoje płytowe pancerze, a kilku z nich miało pozłacane zdobienia na zbrojach. Ich zachowanie nie było zaskoczeniem, w końcu do tej części zamku rzadko mieli dostęp mieszkańcy, wyjątkiem była zaufana służba i część gwardzistów. Dzisiejszy wieczór stanowił jednak wyjątek, gdyż do zamku wpuszczono śmiałków chętnych wziąć udział w wyprawie organizowanej przez samą Panią Nocy. Podobno polegała na odnalezieniu należącego do niej artefaktu o dużej mocy. Szczegóły były jednak nieznane i miała przedstawić je sama Luna, tuż po wybraniu odpowiednich kandydatów.


Po pewnym czasie z głównej komnaty wyszedł lekko podstarzały  jednorożec, ubrany w purpurowe szaty ze srebrnymi zdobieniami. Towarzyszył mu kucoperz, będący członkiem przybocznej gwardii Księżniczki Luny. Oba ogiery stanęły przed zgromadzonymi przybyszami, którzy zamilkli, przeczuwając coś ważnego.

– Ekhem… – odchrząknął starszy kuc, po czym zwrócił się do grupy. – Jej Wysokość Księżniczka Luna niedługo rozpocznie audiencję, jednak zanim do tego dojdzie chciałaby dowiedzieć się więcej o śmiałkach, którzy się tutaj pojawili.

 

Po tych słowach podszedł do drzwi pobocznej komnaty, cały czas poruszając się w towarzystwie gwardzisty, i zasiadł za umieszczonym obok nich biurkiem.


- Podchodzić pojedynczo - rozległ się głos kucoperza, kiedy wskazał on na biurko. - Odpowiecie tutaj na trochę pytań, żebyśmy wiedzieli, z kim mamy do czynienia.


Różne pomruki przemknęły przez tłum, jednak zebraliście się w coś na wzór kolejki.  Pierwsi chętni ruszyli, a wy cierpliwie czekaliście. Dziwny był jedynie fakt, że kilku śmiałków odeszło od biurka i wyszło z zamku. W końcu nadeszła też Twoja kolej, aby stanąć przed starszym jednorożcem. Ogier spojrzał na Ciebie badawczo.


- Zaczniemy standardowo. Imię, nazwisko, rasa, skąd pochodzisz i czy masz jakąś rodzinę, a także jak przebiegało wcześniej Twoje życie - powiedział, w międzyczasie przygotowując pergamin i pióro, po czym znowu spojrzał na Ciebie. - Wygląd też się przyda, no i jakieś określenie charakteru nie zaszkodzi, ponieważ te zapiski idą prosto do kopyt Księżniczki. Do tego jeszcze dwie inne kwestie, mianowicie Twoje umiejętności i wykonywany zawód czy tam klasa, różnie to nazywacie, oraz istotna informacja. Gdy tylko ten pergamin trafi do Pani Nocy, a Ty przejdziesz do komnaty obok, nie będzie już odwrotu. Teraz masz jeszcze moment na zastanowienie się nad służbą pod sztandarem nocy.



Zbiór luźnych informacji (koniecznie do przejrzenia)

Proszę o nie tworzenie Mary Sue/Gary Stu, a także alicornów.

Dostępne są rasy, które pojawiły się do tej pory w serialu (oprócz smoków. Prosiłbym też o w miarę dobrze opisane historie). Zróżnicowanie gatunkowe byłoby miłe. Podobnie różne umiejętności, i pamiętajcie, że postacie nie znają się na wszystkim.

Współpraca nie gryzie.

Wszelkie pytania można i trzeba kierować do mnie lub Sosny.

I na koniec, ten temat służy TYLKO zapisom. Pytania proszę kierować na pw, do wyżej wspomnianych osób.

Zapisy będą trwały tydzień do dwóch tygodni, w zależności od ilości chętnych.

Edytowano przez Sosna
upsik pomyliło się rasę z gatunkiem :v

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Moje skromne podanie napisane w dość nietypowy sposób.

 

<Spojrzałem na strażnika i rozpocząłem  monolog.>

 

-Nazywam się Black Line, jak zapewne Pan zauważył jestem jednorożcem. Mój stan cywilny  to kawaler a moi rodzice, mieszkają w Manhattanie skąd pochodzę.

 

< Ogier zrobił krótką przerwę w wypowiedzi, aby zastanowić się nad dalszymi słowami.>

 

-Urodziłem się i wychowałem w Manhattanie. Moi rodzice to Bull Line oraz Eleonora Line, moje dzieciństwo przebiegało spokojnie. Zawsze byłem cichym i spokojnym dzieckiem co pozostało mi do teraz, nigdy nie kierowałem się młodzieńczym szaleństwem, a rozwagą.

 

<Zrobiłem krótką przerwę drapiąc się po uchu.>

 

-Kiedy zaczął się dla mnie okres szkolny, to większość czasu spędzałem na nauce. Rzadko wychodziłem na przyjęcia do znajomych czy coś, już jako źrebak chciałem zostać lekarzem i udało mi się. Ukończyłem uniwersytet medyczny w Canterloci, zdobywając wyróżnienie wraz z grupką innych studentów. Aktualnie pracuję w szpitalu, w Filadelfi jako chirurg. Cóż mogę więcej powiedzieć o swoim dotychczasowym życiu? Pracuję w szpitalu ratując życie innych, jestem spokojny, mam dobre relacje z kolegami i koleżankami z pracy, bywam złośliwy, ale w zdrowym stopniu. Wydaje mi się że to wszystko co mam o sobie do powiedzenia.

 

<Zerknąłem na strażnika i stuknąłem się kopytem w czoło.>

 

-No, tak! Zapomniałem o wyglądzie. Ehm.. Kuc średniego wzrostu, jak i średniej postury. Z grzywą zaczesaną na prawo i dość krótkim ogonie, o kolorze czarnym. Reszta mojej sierści jest ciemno brązowa, natomiast na świat patrzę za pomocą swych piwnych oczu.

 

<Po tym przypomniałem  sobie o jeszcze jednej rzeczy.>

 

-Co się tyczy moich umiejętności, to znam się na: chirurgii, leczeniu, anatomii, posługuję się klasycznym oraz znam się odrobinę na aptekarstwie, jednak nie tak jak inne wykwalifikowane w tym celu kucyki. Poza tym wykonuję zwykłe czynności dnia codziennego, ale to przecież potrafi każdy, prawda?

 

<Uśmiecham się do strażnika cierpliwie czekając na jego odpowiedź.>

Edytowano przez Voltiur2

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

(A też spróbuje może ta postać się zakwalifikuje)

 

Imię: Crystal

 

Rasa: Jednorożec

 

Pochodzenie: Baltimore

 

Wygląd: Grzywa jak i ogon Crystal jest w barwie białej. Jest bardzo długa. Zakrywa połowę jej pyszczka i sięga niemal ziemi opadając z grzbietu. Jest bardzo szczupła a jej sierść jest w barwie błękitu ponadto jest troszkę wyższa niż przeciętna klacz. Oczy klaczy są w barwie pomarańczowej jej cutie mark to pergamin

 

Historia: Crystal niewiele wie o swojej prawdziwej rodzinie a właściwie nic i nie bardzo chce to zmieniać. Jak sama uważa nigdy nie byli jej do niczego potrzebni, bo sama potrafi o siebie zadbać. Jako źrebak wychowała się w sierocińcu. Od najmłodszych lat nie potrafiła nawiązywać znajomości z innymi. W końcu mając już dość tego miejsca w wieku 14 lat uciekła z miejsca, który służył jej za dom. Pierwsze tygodnie wolności były dla niej udręką i walką o przetrwanie. Przekonała się też wtedy, że świat nie jest taki jak go dokładnie malują i trzeba nauczyć się dbać o siebie. Przez lata dorastała w świadomości, że zawsze można liczyć tylko na siebie, dlatego też nie zawiązywała trwałych znajomości. Chciała tylko samodoskonalenia. Z czasem odkryła zamiłowanie do alchemii, która stała się jej talentem. Zaczęła tworzyć coraz lepsze eliksiry, które stały się przy okazji jej sposobem na zarobek. Jednak wciąż jej czegoś brakowało. Pragnęła czegoś więcej. Chciała by wszyscy ją zapamiętali by każdy znał jej imię. A ona by mogła na zawsze zapisać się w historii. Jej szansa nadeszła, gdy dowiedziała się o wyprawie księżniczki. Postanowiła spróbować swych sił w tej wyprawie mając nadzieje, że to pomoże jej spełnić jej marzenia.

 

Charakter: Milcząca samotniczka trzymająca się z boku. Brak jej również poczucia humoru. Z reguły jest bardzo sztywna i trzyma się wcześniej ustalonych zasad

 

Zawód: Miejski alchemik

 

Umiejętności: Zna kilka zaklęć. Głównie podstawowe dla jednorożców, ale głównie zna się na tworzeniu eliksirów, co jest jej głównym talentem

Edytowano przez Magus

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

ringo_the__delivery_griffon_by_wonder_wa



"Nareszcie!" - pomyślał gryf na widok odchodzącego od punktu zapisów jednorożca - "Ile można było czekać?! Czas to pieniądz, a nie lubię marnotrawstwa."

Do oficera rekrutującego podszedł dumnym i pełnym gracji krokiem. Oczom rekrutera ukazał się gryf stosunkowo mały jak na standardy swej rasy. Ciemnobrązowa sierść oraz skrzydła kontrastowały z białym upierzeniem szyi i głowy, jak również końcówką ogona. Jasnobrązowe oczy patrzyły oceniającym wzrokiem na wszystko i wszystkich. Na szyi ponadto zawieszone były gogle oraz podręczna, czarna torba. 

-Jestem Garret Goldwing, prosto do usług Jej Książęcej Mości - rzekł, opierając lewy szpon o biurko. Jego głos był bardzo pewny siebie, lekko zachrypnięty, ale ewidentnie należący do młodego przedstawiciela gatunku.

-Jestem z Manehattanu. Trafiłem tam jak byłem pisklakiem, więc nie pamiętam gdzie mieszkaliśmy ze staruszkami razem. Zresztą, ich też nie bardzo pamiętam, bo zmyli się niedługo potem. Wychowywałem się u wujka Granta, on prowadził taki zakład zegarmistrzowski. Wiesz, trochę mnie poduczył zawodu, nawet lubię dłubać w tych małych mechanizmach - ciągnął dalej, podkreślając swoje słowa gestami prawego szpona.

-Ale to nie wszystko. Od zawsze miałem oko do cennych błyskotek. Wiesz, jak generalnie my gryfy wiemy co nieco w tych sprawach, tak masz przed sobą prawdziwego znawcę. Umiem rozpoznać, co jest bublem, a co prawdziwym diamentem koronnym. Czasami nawet na pierwszy rzut oka! - wyprostował się, ewidentnie z dumy.

-Niestety, pomimo faktu, iż byłem rozchwytywany przez... klientów, musiałem zakończyć interes. Teraz szukam czegoś bardziej pewnego, ale z pewną dozą ryzyka. No i oczywiście dobrze płatnego. Za coś trzeba żyć na starość, co nie? Tylko żeby nie było pająków. Nienawidzę pająków.

-Tak więc widzisz, księżniczka potrzebuje kogoś takiego jak ja. Myślę, że wiecie gdzie mnie szukać - powiedział, po czym oddalił się od stolika...

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Imię : Angela  De La Rose
 
Rasa : Pegaz 
 
Pochodzenie :Kryształowe Królestwo
 
Rodzina : Mam tylko starszego brata Dewlina który zostawił mnie na pastwę losu rok temu
 
Historia : Jak przebiegało moje poprzednie życie hmm...... nie pamiętam nic sprzed 2 lat, jak dostałam znaczek wiec te 2 lata spędziłam na szukaniu odpowiedzi...
 
Charakter : Ciekawa życia, niewielka klaczka, o zachowaniu godnym... prawie anioła.
 
Zawód : Jestem miejscowym akrobatą powietrznym i listonoszem.

post-7847-0,29481500-1437558174_thumb.pn

Edytowano przez Nidra

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

(A spróbuje nowy, może się dostajne. Za wszelkie błędny gramatyczne bądź ortograficzne z góry przepraszam, ale tablet próbował mnie poprawiać...)

Pomarańczowy pegaz z jednym lekko krzywym skrzydłem podszedł do strażnika. Grzwa jego była czerwono, pomaranczowo, żółta (w takiej kolejności). U boku miał skórzaną torbę z namalowanym zielonym listkiem, w torbie zmieściła by się dorosła fretka. Po krótkim czasie (około pięciu minut), kilku krzykach z tyłu by się pośpieszył i tej samej uwadze od strażnika przemówił:

-Witam Pana jestem Fafkes, mimo iż pracuje w królewskich ogrodach nigdy nie dane mi było cię poznać... Ale przechodząc do rzeczy mimo lekko uszkodzonego skrzydła mam dość codziennej rutyny... Więc, teraz już naprawdę przechodząc do rzeczy...

Powiedział to dość szybko, na jednym wdechu. Wziął głęboki wdech i zaczął od początku o wiele spokojniej.

-Jestem Fafkes. Jestem ogrodnikiem w ogrodach królewskich. Mimo iż jestem ogrodnikiem znam się na wielu innych rzeczach, ale teraz wymienieni te które się wiążą z mą pracą.

Wziął kilka głębokich wdechów i kontynuował:

-Potrafię rozróżniać gatunki najróżniejszych roślin, wiem jakie są ich zastosowania, co jest jadalne a co nie. A teraz to co nie związane z moją pracą. Spędzanie większości czasu w ogrodach nauczyło mnie wiele o zwierzętach mieszkających w nim, i nie tylko o tych. Moje umiejętności mogą się wydawać nie potrzebne, ale nigdy nie wiadomo co się może zdarzyć, na przykład jakimś sposobem cały prowiant zniknie a nie day rady już zawrócić ponieważ jesteśmy już za daleko lub ktoś zachowuje a nie będzie w pobliżu lekarza, może nie pomogę bardzo, ale jakoś na pewno. Co prawda to nie wszystko co potrafię, ale tylko to mi przyszło teraz do głowy... Zawsze mogę robić co ktoś mi powie...

Zrobił krótką przerwę

-Dobra a więc teraz pochodzenie i rodzina, historia życia tak? Jak mus to mus. Urodziłem się w Ponyville, mam trójke rodzeństwa... o których wolę nie wspominać, w szkole niezbyt byłem lubiany, wprost dręczony. Gdy miałem lat dwanaście uciekłem z domu, uszkodziłem skrzydło i tak pierwszy raz znalazłem się w Canterlocie gdzie poznałem Księżniczkę, w sumie potem rzadko ją spotkałem... Czasami tylko ją widzałem jak po ogrodach spacerowała... Ale kontynuując, przy pierwszym spotkaniu z Księżniczką zemdlałem... Nie wiem czy to przez uszkodzone skrzydło czy przez nadmiar wrażeń, ale zemdlałem. Obudziłem się w zamku, w jakiejś komnacie... Pierwszy raz leżałem na tak miękkim łóżku... Myślałem że się topie w nim, ale spadłem z niego weszła Celestie i zaproponowała mi oprowadzenie po zamku. Poszedłem z nią, gdy doszliśmy do ogrodów królewskich poznałem głównego ogrodnika, pojawił mi się znaczek,on zaproponował mi nauczanie, a ja w wolnych chwilach wymykałem się z Canterlotu i dom sobie w lesie budowałem... Ale kontynuując, przez osiem lat w moim życiu nic ciekawego się nie wydarzyło... może oprócz poznania pewnej fretki którą nazwałem Sparta...(...)

Coś Fafkesowi zaszeleściło w torbie, ale nie zwrócił na to uwagi, zapewne leniwe zwierzątko futerkowe.

-(...)I teraz chciałbym to zmienić chciałbym mieć o czym opowiadać wnukom, jeżeli takowych będę mieć... O, jeszcze charakter... Jestem nieśmiały, ale jak już się do kogoś przekonam, lub nie, to mogę mówić bez przerwy, no dobra... Wystarczy że ktoś mnie słucha... Ciekawski, na swój sposób odważny, nie lubię być w centrum uwagi, jestem ufny, cierpliwy, i mógłbym tak wymieniać jeszcze długo same zalety... Ale i strachliwy... Och nieśmiałości to też wadą... Trudno samemu sobie wymyślić wady... Ogólnie samoocena jest trudna... No dobra mam nadzieje że tyle wystarczy... Do zobaczenia.

Uśmiechnął się szeroko pokazując krzywe zęby, górne do tyłu, dolne do przodu, od kły wyrosły normalnie co nadaje mu wygląd wamira. Powinien nosić aparat na zęby. Ruszył do komnaty obok.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Jednorożec kończył właśnie zapisywać informacje o ostatnim kandydacie, gdy usłyszał niski pomruk.

- Mighty Warden.

Sługa Luny uniósł wzrok i zobaczył dobrze zbudowanego ziemskiego kuca, wyższego od większości zgromadzonych o głowę. Miał sierść w kolorze zgniłej zieleni i czarną, krótko przyciętą grzywę. Pierś zasłaniał mu odrapany i poobijany kirys z kolczą podpinką, zasłaniającą przednie nogi. Jego żółte oczy wpatrywały się nieprzerwanie w skrybę.

- Pochodzenie?

- A księżniczka ma jakieś ulubione? Mogę być stamtąd - Kuc próbował zażartować, lecz zobaczywszy, że nie zdołał wywrzeć na skrybie żadnego wrażenia westchnął - Ech... Hoffington.

Jednorożec zapisał szybko odpowiedź.

- Zna pan dalsze pytania. Rodzina, historia, czym chce pan pomóc?

Mighty Warden spojrzał się na resztę zgromadzonych.

- Czuję się z tym trochę winny, ale w porównaniu do większości zgromadzonych tu biedaczyn mam kochającą rodzinę. Matula i tatko, żyją i mają się świetnie, piszę z nimi regularnie. Wychowali mnie najlepiej jak potrafili. Chwalili za dobro, lali, gdy coś przeskrobałem i gonili do paciorka, by Celestia zawsze słonko nad nasze kartofelki wznosiła. Mam też siostrę. Niedługo się żeni - Kuc podrapał się kopytem po brodzie, zastanowiwszy się chwilę- Powinienem chyba kupić dla niej jakiś prezent.

Skryba chrząknął znacząco.

- Proszę skupić się na pytaniach.

- Dobra, dobra, już... Eee... historia. Znaczek dostałem, gdy wlałem jakimś wyrostkom, którzy czepiali się słabszych od siebie- Pokazał swój bok. Widniała na nim tarcza z wyrysowaną sylwetką kuca stojącego na dwóch nogach i napinającego muskuły-  Radości nie było by końca, ale ci sami dranie przyszli potem po mnie w dwa razy większej ilości. Wynik tego starcia zostawię pańskiej wyobraźni do ustalenia. Moje życie w Hoffington, było pasmem dni spędzanych na polu kartofli, czasem przerywanym przez wspomniane bójki. Czasem wygrywali oni. Czasem prawie wygrywałem ja, jednak z czasem zacząłem być coraz lepszy w laniu po pyskach i wtedy też poczułem, że moje życie nie musi tak wyglądać. Nie chciałem go przeżyć przekopując ziemniory i lejąc się z chuliganami. Chciałem czegoś więcej. Więc ucałowałem siostrę i matulę, podałem tatkowi kopyto i ruszyłem w świat, nie mając nic poza węzełkiem z drobiazgami i kopytami do zwojowania świata. Byłem tu i tam, aż skończyłem w Canterlocie, jako ochroniarz jednego z arystokratów. Praca przednia, ale nadal to było dla mnie za mało. Ciągle tliła się we mnie potrzeba pomocy słabszym, ta sama dzięki której zdobyłem mój znaczek. Wtedy też usłyszałem o misji na którą zbieracie chętnych i mnie olśniło. Bo jak można pomóc wszystkim będąc tylko jednym kucem? Należało pomóc komuś, kto swoimi decyzjami może pomóc wszystkim innym. Więc znajdziemy dla księżniczki Luny to magiczne coś i wszyscy na tym skorzystają, co nie?

- A czym pan chce w tym pomóc?

Zapytał skryba.

- No jak to czym? Umiem się bić. Kopyto w kopyto, zapasy. Udało mi się nawet liznąć trochę egzotycznych stylów walki zebr, ale jeszcze lepiej umiem się bić, gdy trzeba kogoś chronić. Wiem, to nie jest alchemia, zielarstwo, czy wiedza tajemna, ale patrząc na te wszystkie chudziny, które puściliście do tej pory, to jestem pewien że mocne kopyto się przyda, jeżeli nie walce, to w innym zadaniu wymagającym krzepy, czy wytrzymałości.

Mighty Warden zastanowił się co jeszcze dodać. Skryba nie wyglądał na będącego pod wrażeniem.

- Jeżeli powodzenie misji będzie zależeć od umiejętności kulinarnych, to umiem jeszcze przygotować ziemniaki na sto sposobów. Jak się księżniczka zdecyduje to wiecie gdzie mnie szukać.

Mocarny kuc skinął głową skrybie i kucoperzowi i ruszył do pokoju obok by oczekiwać werdyktu.

Edytowano przez Pelerynek

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

347zmdd.jpg

 

 

Imię: Bolt

 

Rasa: Jednorożec

 

Płeć (dla tych co mają wątpliwości): Klacz

 

Historia (są tu zawarte infromacje o rodzinie): Urodziłam się w Fillydelphi. Na świecie przywitała mnie kochająca rodzina - matka, która była pielęgniarką, ojciec, którego zawodem było górnictwo i starszy, 13-letni brat. Od mojej mamy można o mnie usłyszeć dużo sprzecznych rzeczy - raz mówi, że byłam dzieckiem zesłanym z niebios, tą co zawsze była grzeczna i posłuszna, zawsze kładła się spać o 21  i myła zęby. Z drugiej strony, opowiada również co zaczęło się dziać kiedy dorastałam - o upartej klaczy, która buntowała się każdemu kto spróbował kazać jej coś zrobić, tej co biegała w blasku księżyca na ulicach miasta razem z przyjaciółmi i nie dbała jak układa się jej grzywa. Co zrobić, taka była prawda. Kiedy przekroczyłam 14 rok życia stałam się utrapieniem życia moich rodziców, ale mimo wszystko kochali mnie ponad życie. Nie byłam też złą uczennicą, wręcz przeciwnie. Mimo chwilowo paskudnego charakteru zdobywałam wysoki osiągi w nauce bo zwyczajnie sprawiało mi to przyjemność. Zdarzało mi się oblać jeden czy dwa egzaminy, ale nie zwracałam na to większej uwagi. Szczególnie interesowałam się...cóż, to głupie, ale bardzo interesowałam się burzami. A dokładniej piorunami. A jeszcze dokładniej to zaklęciami związanymi z piorunami i innymi formami zaklęć związanych z elektrycznością. Tak, to było coś w co mogłam się zaangażować bez pamięci. Opanowałam większość zaklęć z nią związanych i ciągle się uczę. Przy przywołaniu swojego pierwszego pioruna i przy okazji zapaleniu pobliskiego drzewa dostałam swój uroczy znaczek - błyskawicę. Skończyłam liceum w wieku lat 18 i uświadomiłam sobie, że nie mam co dalej robić w swoim życiu. Sama magia na nic mi się nie przyda, więc co dalej? Miałam dobre wyniki końcowe i dobrze napisaną maturę więc świat stał przede mną otworem. Postanowiłam się na razie wstrzymać i pomyśleć nad poważniejszym zawodem. Na razie zostałam przyjęta do kopalnie, gdzie pracuje mój tata i pomagam przy pracy, ciągnę wózki z węglem i tym podobne...niesamowicie fascynująca praca, nieprawdaż? Wydoroślałam z bycia małą niegrzeczną klaczką i staram się zachowywać racjonalnie w każdej sytuacji...o ile jest to możliwe.

 

Zawód: Brak, tymczasowo pracuje w kopalni.

 

Charakter: Mimo wszytko przyjacielska, potrafi dać się we znaki dosadnymi komentarzami, realistka. 

Edytowano przez Trashgod

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Imię: Cold Wind

Płeć: Ogier

Rasa: Pegaz

Pochodzenie: Ponyville

Wygląd: Krótko ścięte brązowe grzywa i ogon, białe umaszczenie, żółte oczy.

Znaczek: Pół czaszki z butelką eliksiru

Historia: Urodziłem się i dorastałem w Ponyville kiedy miałem 5 lat moja matka została brutalnie zamordowana na moich oczach. Ojciec zaś natomiast mnie nienawidził, ciągle mnie bił i obrażał, nie umiał ścierpieć mojego widoku kiedy wracałem ze szkoły. Jak pan zapewne się domyśla moje dzieciństwo nie było zbyt kolorowe, po odejściu matki, wróć po odebraniu mi jej byłem wyśmiewany i całkowicie na marginesie życia. Nikt się ze mną nie zadawał. W wieku 13 lat uciekłem z domu chcąc odciąć się od wszystkiego co znałem, udało mi się to. Zamieszkałem w lesie Everfree, tam nabawiłem się choroby zwanej rozdwojeniem jaźni. Ja i moja druga osobowość współpracujemy ze sobą,Kiedy usłyszałem o werbunku natychmiast tu przybyłem, ponieważ uważam, że moje talenty mogą się przydać pani nocy.

Charakter : Zamknięty w sobie, samotnik, miły/ Psychopata, kochający zabijać w okrutny sposób(Druga jaźń)

Talent: Potrafi Tworzyć potężne eliksiry / Potrafi zabić lub okaleczyć na setki sposobów.

Zawód: Płatny Morderca

Edytowano przez Sosna

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

- Girgo... Tak po prostu - powiedział cichym głosem gryf, odprowadzając wzrokiem pegaza.

 

Był wysoki, i choć jego wieku nie dało się dokładnie określić, sprawiał wrażenie raczej młodszego niż wyglądał. Miał ciemnoszare upierzenie, poza głową, która była nieznacznie jaśniejsza. Ubrany w prawie czarny, poprzecierany płaszcz, wyglądał jakby od dłuższego czasu był w podróży. Na szyi zawieszone miał gogle lotnicze, zaś przez ramię znoszoną, lecz porządną, ciężką torbę.

 

- Pochodzę z Griffonstone'u - dodał, zwracając na urzędnika spojrzenie żółtych, poprzetykanych mnóstwem czarnych żyłek oczu - Ale od lat tam nie byłem. Sporo podróżuję - wyraźnie zawachał się, po czym kontynuował ciszej - Miałem tam rodzinę, ale nie jestem pewien co z nimi... Moja siostra Glaria mieszka tam na pewno... - zmarszczył brwi, jakby rozważając, czy te pytania mają jakikolwiek sens, po czym wzruszył ramionami.

 

Zerknął za siebie, aby upewnić się, iż póki co jest ostatni w kolejce, i kontynuował.

 

- Byłem mechanikiem, ale obecnie bardziej pasuje do mnie określenie... kartografa, chyba. Tym się ostatnio zajmuję. Podróżuję po świecie sporządzając mapy. Czasem wykonuję różne inne zlecenia, zależy co się trafi - kolejny raz wzruszył ramionami, jakby chcąc powiedzieć, że to przecież oczywiste.

 

Kiedy mówił, jednorożec mógł dostrzec, iż pod płaszczem trzyma różne przedmioty, i choć nie zdołał ich dokładnie zidentyfikować, zorientował się, że muszą to być jakieś różnej wielkości i przeznaczenia narzędzia, a i zapewne broń także.

 

- Znam się na wielu rzeczach, choć w niczym nie jestem mistrzem, że tak powiem - kontynuował gryf, rozglądając się po okolicy - Ostatecznie można powiedzieć, że moją specjalnością są mechanizmy i proste reakcje chemiczne... Tak, powiedzmy - dodał, jakby do siebie.

 

Cały czas zdawał się być pogrążony we własnych myślach, jakby oderwany od rzeczywistości, a jednak sprawiał wrażenie jednocześnie niezwykle czujnego. Niby od niechcenia rozglądał się, ale gwardzista spostrzegł, iż uważnie lustruje otoczenie, prawie niezauważalnie skupiając się dłużej na wszelkich oznaczeniach, dokumentach, wyjściach (drogach ucieczki?). Kucoperz nie był pewny, czy można mu zaufać. Coś ukrywał.

 

- Istotna informacja? - spytał retorycznie gryf, na co jednorożec skinął powoli głową - Nie, chyba nic takiego - powiedział po chwili - Chociaż... - dodał, po czym nachylił się, rozglądając podejrzliwie, zaś jednorożec dostrzegł, iż czarne żyłki w jego oczach nieznacznie zmieniły pozycje - Interesowałem się kiedyś starożytnymi... rytuałami, jeśli wiesz co mam na myśli... - wyprostował się nagle - Ale nic z tego nie wyszło - rzucił tajemniczo w zamyśleniu, na co kucoperz i jednorożec wymienili spojrzenia.

 

Gryf wyjął stary zegarek na łańcuszku spod płaszcza i spojrzał na niego, unosząc brwi.

 

- Chyba dość dużo czasu już wam zmarnowałem? - rzucił, z trzaskiem na powrót zamykając klapkę i chowając urządzenie do kieszeni - To wszystko?

 

Z tymi słowami poszedł w ślad za pegazem, który zapisywał się przed nim, odprowadzany wzrokiem gwardzisty.

 

 

 

Mam nadzieję, że postać jest odpowiednia, a "karta postaci" przejrzysta :)

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

- Midnight Rose - powiedziała wpadającym w mezzosopran altem. - Ale może być też Adler.

Miała dziwną tendencję do przeciągania samogłosek. Co drugie wypowiadane przez nią słowo brzmiało, jakby wciągała powietrze, zamiast je wydychać. Słowa nieprzyjemnie świszczały przez zęby.

- Jestem, jaka jestem. Jeśli jednak w dzisiejszych czasach nie można już śmiało ocenić: klacz, pegaz, to sprostuję. Płci pięknej jestem, kucoperz. Włosy posiadam czarne, choć czarny w przyrodzie nie występuje. Przyjmijmy więc, że ciemnoszare. Z naciskiem na ciemno. Jestem szara, ale nie taka ciemnoszara jak moja grzywa. Wyglądam na bardzo... monochromatyczną osobę, ale nią nie jestem. Bo mam oczy. Ciemne. Ciemnoczerwone. Mam nadzieję, że zauważyłeś te rzeczy przed moim opisem? - zrobiła teatralna pauze, choć wiedziała, że nie otrzyma odpowiedzi. - Przejdźmy więc do rzeczy bardziej istotnych.

Przygryzła wargę, zastanawiając się jak zacząć. Miała tendencję nie tyle co do kłamania i wybielania historii, co... usuwania z niej pewnych fragmentów. Uważała, że wtedy jest bardziej bezpieczna. Ale czy potrafiłby opowiedzieć swoją historią bez omijania nieprzyjemnych dla niej faktów?

Nauczyła się do perfekcji usuwać z umysłu niechciane wspomnienia. Kłamstwo powtórzone tysiąc razy staje się prawdą.W końcu otworzyła usta. Z jej głosu znikła wyćwiczona przez lata maniera. Ćwiczenie tej kwestii w domu było łatwe, ale w pewnym momencie, kucyk nie umie kłamać. Zaczęła mówić głosem cichszym, dość wysokim, ale nie operowym.

- Urodziłam się na przedmieściach Canterlotu. Byłam nieplanowanym dzieckiem, moja rodzicielka była jedną z tych młodych matek. Mój ojciec był nieznany, a matka zbyt pijana by pamiętać jego twarz. Ale nie miałam złego dzieciństwa. Moja matka była najwspanialszą kobietą na świecie. Wychowywała mnie razem ze swoim narzeczonym. Lata dzieciństwa wspominam jako najpiękniejsze z mojego życia.

Zatrzymała się na chwilę. Stwierdziła, że jednorożca nie będzie zbytnio interesować jej dzieciństwo. Jak trafiła do gwardii, dlaczego - to się liczyło.

- Gdy byłam młoda, byłam harcerką. Miałam własny zastęp i te sprawy... to tam stwierdziłam, że muszę zrobić coś dla kraju. Poszłam do szkoły wojskowej. Okazało się wtedy, że jestem świetnym strategiem. Strateżką? Nieważne. Może czekałaby mnie jakaś przyszłość w tym kierunku, gdyby nie jeden pieprzony fakt. W ciągu jednej nocy zabito moją matkę. To miała być podobno kara za przeszłość. Tak pisało na karteczce. W impulsie zrezygnowałam ze studiów, a później nie chciano mnie już przyjąć. Więc zdecydowałam się na szkolenie dla gwardii. I tak trafiłam tutaj.

Zrobiła krótką przerwę.

- Tyle miałam do powiedzenia.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

(A co mi szkodzi, najwyżej zginę głupią śmiercią, YOLO)

 

Młody jednorożec obejrzał się za odchodzącą klaczą i podszedł do stolika by również się zapisać.

 

- Nazywam się Arken, jak widać jestem jestem jednorożcem i mam 24 lata. - Arken zastanowił się czy opisywać swój wygląd, przecież było go doskonale widać, jednak patrząc na staruszka nabrał co do tego wątpliwości.

- Eeee...No i jak widać jestem średniego wzrostu, bez nadwagi, kolor sierści jest ciemno-niebieski, natomiast grzywa i ogon czarne z białymi pasemkami...- Zastanowił się chwile - A, no i znaczek przedstawia otwartą księgę nad którą tańczy płomień.

 

Zastanowił się chwilę co powinien teraz powiedz odnośnie swojej historii.

 

-Najlepiej krótko i zwięźle - pomyślał - Będzie dobrze jeśli opowiem jak i dlaczego się tu znalazłem.

 

- Urodziłem się w Philadelphi i tam wychowałem. - Zaczął trochę nieśmiało - Mam jeszcze brata i siostrę, jednak to we mnie i bracie rodzice pokładali największe nadzieje. Dlatego od najmłodszych lat podsuwali mi książki i przymuszali do nauki. Kończyłem szkoły z bardzo dobrymi wynikami. Jednak perspektywa spędzenia połowy życia na nauce, a reszty na badaniach naukowych nie napawała mnie radością. - Arken powoli się rozkręcał, a w jego wypowiedzi można było dostrzec to, że jednorożec otrzymał staranne wykształcenie  - Uznałem więc że chcę robić w życiu co innego i opuściłem Wyższą Akademie Nauk w Philadelphi. Chciałem rozpocząć studia tutaj, w Canterlocie. Niestety mój ojciec uznał to za brak szacunku do niego i oznajmił, że nie otrzymam od niego żadnych pieniędzy póki on żyje. Tak więc uznałem, że zamiast na studia pomogę trochę naszej kochanej księżniczce. No więc jestem.

 

- Jednorożec skończył mówić i milczał przez kilkanaście sekund licząc że urzędnik coś powie. Gdy to nie nastąpiło, Arken odezwał się ponownie, tym razem na chwilę.

 

-Co do umiejętności to znam dość sporo ciekawych  zaklęć defensywnych, kilka leczniczych, potrafię się bardzo sprawnie teleportować na średnie odległości, natomiast gdyby zaszła taka potrzeba znam kilka zaklęć ofensywnych: głównie magiczne pociski. Jako że słyszałem o celu wyprawy, nauczyłem się zaklęcia które w pewnym stopniu może ułatwić ominięcie niebezpieczeństw.

 

- To chyba byłoby na tyle. Liczę że księżniczka Luna rozpatrzy moją kandydaturę pozytywnie. - Arken odwrócił się odszedł, robiąc miejsce kolejnym kandydatom.

Edytowano przez tom98dober

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Do biurka podeszła niebieska jednorożka.

-Nazywam się Light Star.

Przedstawiłam się. Bardzo mi zależało na dostaniu się, więc zastanowiłam się. Muszę zabłysnąć.

-Jak pewnie widać, jestem jednorożcem. Pochodzę z Vanhoover.

Przełknęłam ślinę. To proste. Dam radę. Robiłam się zestresowana, ale nie chciałam dać po sobie tego poznać. Zaczęła mówić dalej.

-Nie mam rodzeństwa, ale mam obu rodziców oraz dużo kuzynów. Urodziłam się w Vanhoover.

Teraz moja historia. Chyba nie potrzebują szczegółów. Wiem co mówić i po raz pierwszy czuję się pewnie.

-Od zawsze pragnęłam służyć Pani Nocy. Gdy miałam 6 lat moi dziadkowie zginęli w wypadku. Po jakimś czasie mój drugi dziadek zachorował i umarł. Moja babcia zamknęła się w domu i nie wychodziła. Nic nie jadła ani nie piła. Zachorowała, ale żaden z lekarzy nie wiedział na co. Umarła gdy miałam 8 lat. Te zdarzenia sprawiły, że praktycznie nigdy nie płaczę.

Tak, to tylko to. Tak naprawdę, tylko choeam uczucia w środku mnie i nie pozwala by wyszły.

-W szkole miałam tylko dwie przyjaciółki. Projekty zawsze robiłam sama. Znaczek zdobyłam, gdy one namówiły mnie do zrobienia z nimi. Musieliśmy w nim zaprezentować skutki zaklęć. Mary Blue, jedna z nich była jednorożcem, ale nie mogła poradzić sobie z zaklęciem Wiecznej Gwiazdy, a pegazica, White Clouds nie mogła znaleźć żadnych informacji o nim. Poprosiły więc mnie o pomoc. Po dłuższym trudzie udało mi się je wykonać. Za projekt dostałyśmy 6, a ją otrzymałam znaczek.

No, to było w miarę dobre. Zaczynam się rozkręcać. Zaczęłam się zastanawiać, co dalej. Nie wiedziałam, czy opowiedzieć coś jeszcze. Reszta nie jest taka ciekawa.

-W 18 urodziny pojechałam do Canterlotu i zaczęłam pracować w kawiarni.

Tyle mi starczy.

-Mam jasnoniebieską sierść i fioletową grzywę. Mój znaczek to czteroramienna, biało-żółta gwiazda. Mam fioletowe oczy i małą bliznę, którą ukrywam pod grzywą. Aura na moim rogu jest fioletową.

-Na ogół nie jestem uczuciowa, choć dla przyjaciół staram się być miła. Moją podstawową cechą jest spokój, ale potrafię się zdenerwować.

Krótka przerwą. Co ją robię? Lepiej powiedzieć, że chętnie współpracuję. Ale wolę nie kłamać. Nie umiem.

-Moje umiejętności to wykonywanie niektórych trudniejszych zaklęć, oraz potrafię zrobić jedzenie praktycznie z niczego. Proste zaklęcia znam i umiem się teleportować na 20-50 metrów, czasami trochę więcej. Mogę łatwo kogoś przed czymś powstrzymać. Potrafię walczyć.

Tyle. Gdybym chciała się wywyższać nazmyślałabym czegoś, czego jeszcze nie próbowałam. Ale nie chcę.

-A co do mojego zawodu to pracuję w kawiarni, ale planuję to zmienić.

Zastanowiłam się. Czy mam coś jeszcze do powiedzenia? Nie, chyba nie.

-To tyle. Liczę na pozytywne rozpatrzenie tego wniosku.

Powiedziała z kamienną twarzą i odeszłam.

(Dobra, nie rozpisałam się, ale nie miałam jak)

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Wciągnąłem powietrze i powiedziałem:

- moje imię i nazwisko to Rocker Guards ale wszyscy moi znajomi mówią na mnie Rock z powodu tego, że kiedy byłem źrebakiem próbowałem nauczyć się latać, bo jestem przecież pegazem, wszedłem na wysokie drzewo i spadłem prosto na głaz, byłem w śpiączce trzy tygodnie ale przeżyłem - wszystko powiedziałem na około dwóch wdechach lekko sepleniąc. -  Wracając jestem ogierem, pegazem jak wcześniej wspomniałem. Pochodzę z Ponyville ale dużo podróżuję, w końcu przybyłem tu do Canterlotu i usłyszałem o wyprawie więc się zjawiłem.  No to rodzina, mój tata jest gwardzistą, ciągnie wozy ważnych kucyków, mama jest w szpitalu, jest chora psychicznie. Właściwie kiedyś wybrała się do lasu Everfree i nie wracała kilka dni a kiedy wróciła była już chora, byłem wtedy bardzo młody. Mam starsze rodzeństwo, sześciu braci i jedna siostrę. Moja historia jest taka pomijając momenty  które powiedziałem,  bracia nigdy się mną nie zajmowali nie mam z nimi kontaktu, siostra trochę się mną przejmowała, ale ojciec uważał mnie za czarną owcę z powodu że nie nauczyłem się latać tak szybko jak moje rodzeństwo. W szkole uczyłem się dobrze, gdy ją ukończyłem poszedłem w świat. W tedy natrafiłem na mantykorę która atakowała kucyki. Mając kij i sznurek za broń pokonałem stwora. W tej chwili ukazał mi się znaczek łowcy potworów sznur z pętlą i kij przechodzący przez tą pętlę. Tak wędrowałem przez świat, nie bałem się żadnej pracy.  Gdy niedawno wdałem się w bójkę przeciwnik walną mnie w głowę tuż z uchem, mam tam bliznę po moim pierwszym locie - ogier uśmiechną się -  straciłem przytomność i w tedy pokazała mi się księżniczka Luna. Gdy się obudziłem nie miałem żadnych rzeczy oprócz mojego lassa. Wtedy udałem się do Canterlotu i tak znalazłem się tutaj – ogier westchną. -  Rozgadałem się. Więc tak kolor skóry kremowy,  średni wzrost, włosy rozczochrane brązowe z czarnymi końcówkami, mam czerwony płaszcz ukryte w nich lasso. Jestem pesymistą ale znam dobre dowcipy. Jestem łowcą potworów ale nie boje się żadnej pracy jak już wspominałem. mam nadzieje, że w misji moje umiejętności się przydadą. Dziękuje. I odeszłem od biurka.

Edytowano przez Nubira Mysterious

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Gdy ostatni kuc odszedł od biurka, skryba zebrał wszystkie pergaminy, po czym wszedł do komnaty. Znowu towarzyszył mu strażnik. Natomiast wy po raz kolejny czekaliście, jednak zachowaliście powagę. Spotkanie z Księżniczką Luną było coraz bliższe, także wypadało zachować jakąś powagę sytuacji.

 

Słońce schowało się już dawno za horyzont i w zamku zapłonęły magiczne lampy. Wtedy też z komnaty wyszedł do was kucoperz. Stanął on przy drzwiach, po czym zwrócił się w waszą stronę.

 

- Jej Wysokość Księżniczka Luna zechciałaby was zobaczyć, także proszę za mną - powiedział i wprowadził was do całkiem obszernej komnaty, oświetlonej jedynie światłem wpadającym przez przeszklony dach. Po drugiej stronie komnaty stała granatowa klacz. Grzywa i ogon alikorn delikatnie falowały, co ładnie się komponowało z ich gwiaździstym wzorem. Na widok Pani Nocy przyklękneliście przed nią.

 

- Witamy was, drodzy śmiałkowie - odezwała się po chwili Księżniczka. Jej głos był władczy, ale na swój sposób też łagodny. - Zapoznałyśmy się z dostarczonymi dokumentami i wybrałyśmy odpowienich kandydatów do poszukiwań. Dowiecie się dosłownie z moment...

 

Róg alikorn zajaśniał lekko, a wy poczuliście ogarniającą was senność. Była ona nie do odparcia i już po chwili pochłonęła was ciemność, zastąpiona krainą snów...

 

 

 

 

Do sesji dostały się postacie Magusa, Burego, Pelerynka, Seluny i Arkane Whispera.

 

Sama sesja niedługo wystartuje.

Odpisy powinienem dawać raz na tydzień (minimum) i zazwyczaj w weekendy. O nieobecnościach każdy powinien poinformować z wyprzedzeniem (mnie też to dotyczy, żeby nie było).

Edytowano przez Amolek

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość
Temat jest zablokowany i nie można w nim pisać.