Recommended Posts

Zanim przejdę do rzeczy, chciałbym się zapytać, czy ktoś z forumowiczów zetknął się z tymże tytułem?

 

Przyznam szczerze, że fanem takiej bezwzględnej, wszechobecnej równości akurat nie jestem, ale niejednokrotnie o powyższym tytule słyszałem, jako dogłębnej i szczegółowej analizie otaczającego nas świata będącego w epoce prężnej globalizacji, w odniesieniu do spotykanych na co dzień nierówności oraz szkodliwego ich wpływu na społeczeństwo, ogólnie. Z szybkiej relacji przyjaciółki wiem, że autorzy książki zwracają uwagę na wymierne korzyści wynikające z jak najmniejszego rozwarstwienia w osiąganych dochodach ludzi, uwzględniając również kondycję psychiczną społeczeństwa i zaufanie społeczne. Z takim podejściem do zagadnienia jeszcze się nie spotkałem, toteż mam w planach zapoznanie się z tymże tytułem. No, chyba, że ktoś mi go kategorycznie odradzi ;)

 

Jak już wcześniej wspominałem, fanem absolutnej równości nie jestem, ponieważ uważam, że jej brak oraz różnice wszelakie wynikają po prostu z samej natury – każdy człowiek jest inny, każdy inaczej patrzy na różne rzeczy, każdy inaczej podchodzi do różnych rzeczy, każdy ma inne predyspozycje, w konsekwencji czego ślepe dążenie do zrównania wszystkich i wszystkiego wydaje mi się bardziej walką z wiatrakami, pochłaniającą mnóstwo pieniędzy i czasu, zupełnie niepotrzebnie. Zmniejszanie – owszem, w podejściu zdroworozsądkowym, ale tak, aby nie zwariować.

 

Oczywiście, zdaję sobie sprawę, że nie chodzi o to, żeby wszyscy mieli identyczne ubranie, żeby każdy myślał tak samo, mówił to samo, kochał wszystkich bezwarunkowo, chodził w ten sam sposób, dostawał za swoją pracę tyle samo i tak dalej, i tak dalej. To już by była paranoja, jednakże, kiedy tak słucham sobie różnych osób, działaczy, dochodzę do wniosku, że ich idea równości przewiduje w bliższej lub dalszej przyszłości taką oto unifikację. Co za dużo, to niezdrowo.

 

Odnosząc się do sławnego odcinka o, nazwijmy to, małym królestwie równości rządzonym przez Starlight Glimmer, mam wrażenie, że właśnie tak to pokazano – jako zrównanie wszystkich aż do przesady, w taki sposób, że wszyscy są tak samo biedni, trochę w krzywym zwierciadle, natomiast sam plan nie został wprowadzony ze szlachetnych pobudek, ale w ramach podstępu. Ergo, czyżby Starlight sama nie wierzyła w to, do czego dążyła? A może planowała odebrać samej sobie talent dopiero po tym, jak jej magia dosięgnęłaby absolutnie wszystkich, wszędzie? A może chodziło wyłącznie o władzę?

 

Gdzie kończy się przekonywanie do idei, w które się szczerze wierzy i którym się jest oddanym, a zaczyna sterowanie innymi, zmuszanie?

 

Wracając już do przytoczonego na początku „Ducha równości”, głosicielom zmniejszania różnic przyświeca raczej idea tego, aby każdy był równie bogaty, żył w równie godnych warunkach, na ile to tylko możliwe. Czyli, równość na polu ekonomicznym, równość wobec prawa, spisanego przez ludzi i dla ludzi. Niemniej, tak jak wcześniej wspomniałem, mam wątpliwości co do intencji niektórych działaczy. Czasem wydaje mi się, że szczytne przemowy nakręca zazdrość skierowana ku ludziom, którym powodzi się lepiej, a różne okazje do dzielenia się swym zdaniem mają w konsekwencji dopiec określonej grupie osób, uzasadnić coś, co nie do końca jest sprawiedliwie, ale brzmi nieźle w uszach przeciętnego, szarego obywatela.

 

Czy panująca wszech obecnie równość ma kiedyś szansę stanowić swego rodzaju bezpiecznik, czy może nadrobić za nieodpowiedzialność niektórych osób? Chodzi mi o to, że jeżeli komuś nie chciało się uczyć (nie mówię, że było mu trudno, czy ktoś miał gorsze predyspozycje, ale że po prostu mu się nie chciało palcem kiwnąć, kiedy była okazja), jeżeli ktoś nigdy do pracy się nie palił, żył za czyjeś, hulaj dusza, piekła nie ma, to niech nie ma pretensji do wszystkich wokół, że może tylko cegły nosić, czy rowy kopać. Jednocześnie, zgadzam się, że takiego człowieka, który prędzej czy później znajdzie się w nieciekawej sytuacji, nie powinno się zostawić samemu sobie… No, chyba, że nie chce pomocy, bądź nie ma zamiaru sobie rąk splamić popracowaniem nad samym sobą. Uważam, że odpowiedzialność za siebie i świadomość konsekwencji zaniechania ważnych życiowych decyzji, na przykład dotyczących wykształcenia, są to szalenie ważne rzeczy, których nie da się zastąpić żadną ustawą.

 

Ale znów, czy jesteśmy na to gotowi? Czy naprawdę będzie to narzędzie dla tych, którzy z różnych przyczyn nie potrafią sobie poradzić, czy też prędzej znajdzie się armia cwaniaków, która będzie różnych pomocy i mechanizmów niwelujących rozwarstwienie nadużywać?

 

Oczywiście, w ramach dowodu na słuszność tezy o równości, na myśl przychodzą społeczeństwa krajów określanych mianem rozwiniętych. Aczkolwiek, jaką mamy pewność, że to faktycznie zasługa mniejszego rozwarstwienia, a nie czegoś innego? Skąd wiemy, że to się w pewnym momencie nie rozpadnie? Wszak nic nie jest wieczne. A co ze zdaniem sceptyków, którzy twierdzą, że jest to tylko maska ukrywająca faktyczną stagnację? Z jeszcze innej strony, czy uważacie, że postępująca globalizacja i zmiany są w pewnym sensie eksperymentem społecznym?

 

No i kwestia kondycji psychicznej – każdy człowiek jest inny i kto wie, co komu w głowie siedzi. Znam osoby, które dostają przysłowiowego małpiego rozumu, kiedy tylko zobaczą nieco więcej banknotów naraz, lub kiedy dowiadują się, że dostaną coś „za darmo”. Trudno tu jednoznacznie określić co jest pięć. Ale zawsze warto wyszukiwać i śledzić korelacje (nie mylić z ciągiem przyczynowo-skutkowym).

 

To moje gadanie mogłoby trwać i trwać, ale to ma być wątek do rozmowy, a nie wykład w wersji tekstowej, zatem może na razie na tym poprzestanę :) A jak Wy to widzicie? Których rozwiązań jesteście zwolennikami, w którym kierunku powinny Waszym zdaniem podążyć zmiany społeczne? Co sądzicie o równości, ogólnie?

 

Dyskutujemy.

Edytowano przez Hoffman

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

W zasadzie wszystko rozbija się o pieniądze i sądzę, że wiem skąd je wziąć, ale to już osobny temat (lub ich kilka). Przydało by się też żeby szkoły pomagały odkryć i rozwijać swoje talenty, i żeby ludzie byliby by trochę bardziej uprzejmi dla siebie.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Wiadomo że równość społeczna czy jakaś kulturowa unifikacja są niemożliwe. Towarzysz Mao i Pol Pot dawno już tego dowiedli. Jednak widmo równości ekonomicznej ciągle krąży po świecie entuzjastycznie forsowana przez różnorakie środowiska lewicowe. I zbierająca coraz większy poklask wśród ludzi. Im więcej wdrażania takich ideałów, tym więcej korupcji, kulty niekompetencji, braku produktywności i kradzieży. Zresztą co ja się będę rozpisywał jak są lepsi ode mnie. Polecam ten fragment "Atlasu zbuntowanego".

 

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Uważam, że każdy powinien mieć równy start w życie, ale czy to jest możliwe? Wszystko ludzi różni: zdolności, wiedza, pozycja społeczna, majątek. Jeżeli chodzi o ostatni przypadek, jeden dorabia się ciężką pracą, drugi dziedziczy spadek, a trzeci wygrywa w na loterii. I jak tu wprowadzić równość? Ludzie się różnią, dzięki czemu możliwe jest powstanie specjalizacji, organizacji i hierarchizacji społeczeństwa. Całkowita równość może istnieć tylko na prymitywnym etapie rozwoju, gdzie kopiący doły może zastąpić nosiwodę. Równać można tylko w dół. Żyjemy w społeczeństwie opartym na wiedzy i umiejętności, które decydują, jaką zajmujemy pozycję w społeczeństwie. Nowoczesne społeczeństwo hierarchizuje jak żadne inne, przydzielając każdemu odmienne miejsce. Chodzi o to, żeby każdy zajmował taką pozycję, na jaką zapracował. Są tacy co rodzą się na szczycie, ale tego się nie zmieni, takie są prawa natury.

Wysłane z mojego C2105 przy użyciu Tapatalka

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

W naszych czasach równość to tylko propagandowe hasełko, nic więcej. Żyjemy w państwie demokratycznym, które jest politycznym wyrazem idei równości. I co, mamy równość? Posłowie mają immunitety, co narusza równość wszystkich wobec prawa, podobnie sędziowie, prokuratorzy, istnieją równi i równiejsi.Żeby nie było, nie wierzę w równość, podaję tylko przykład, że nawet w państwach demokratycznych jej nie ma. Prawem natury jest hierarchia, a nie równość.

Zresztą, ludzie w wielu przypadkach nie chcą być równi. Po co były wyścigi rydwanów, turnieje rycerskie a obecnie zawody sportowe? Żeby wyłonić najlepszego, kogoś, kto się wyróżnia. Dlaczego lud rzymski wybierał zawsze dobrze urodzonych? Bo nie chciał podlegać byle komu, czyli ludziom, którzy z tego ludu pochodzą.

Wysłane z mojego C2105 przy użyciu Tapatalka

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach


W naszych czasach równość to tylko propagandowe hasełko, nic więcej. Żyjemy w państwie demokratycznym, które jest politycznym wyrazem idei równości. I co, mamy równość? Posłowie mają immunitety, co narusza równość wszystkich wobec prawa, podobnie sędziowie, prokuratorzy, istnieją równi i równiejsi.Żeby nie było, nie wierzę w równość, podaję tylko przykład, że nawet w państwach demokratycznych jej nie ma.

Jaką masz definicje równości? Dla mnie równość jest wartością rozmytą, są systemy bardziej i mniej równe. My żyjemy w systemie w którym ludzie są całkiem równi. Immunitety są konieczne, drobne nierówności zawsze będą. Wojsko zawsze mieć będzie większy dostęp do broni, a naukowcy do niebezpiecznych środków chemicznych. Niektórzy są po prostu bardziej odpowiedzialni - i jest to największy (zaraz po nierównościach w sprycie) powód nierówności praw.

 


Prawem natury jest hierarchia, a nie równość.

Jak tak lubisz naturę, to zachęcam do zamieszkania w jaskini. Od lat chędożymy wszystkie prawa natury jakie zostały dotąd odkryte i jakoś dobrze na tym wyszliśmy.

 


Zresztą, ludzie w wielu przypadkach nie chcą być równi.

Tak, ale z innego powodu. Ludzie po prostu uciekają pod przywództwo by uciec od odpowiedzialności.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Czym jest równość? To wieczne marzenie ludzi znajdujących się na niższych szczeblach drabiny społecznej do tego, aby zrównać się z elitami.

Po prostu inaczej patrzę na świat niż ty, wszędzie widzę elementy hierarchii.

Wysłane z mojego C2105 przy użyciu Tapatalka

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Ergo, czyżby Starlight sama nie wierzyła w to, do czego dążyła?

 

A Stalin wierzył? (Fajna gra słów)

 

Chrześcijaństwo było piękną ideą równości. Wiadomo, że człowiek bez nóg nie pobiegnie, ale nie o taką równość chodziło. Wracając, tak piękna równość, ale jak zwykle człowiek musiał wszystko spieprzyć. Jeśli ktoś jest ciekawy to Biblia mówi, że nie ma równości. Hmm... teraz możecie źle zrozumieć o co chodzi .....

 

 

Interesowałeś się kiedyś mechanikami władzy?

Piękna sprawa. Jak rządzić ludźmi aby nadal myśleli, że są wolni.

Edytowano przez White Hood

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Równość można rozumieć na dwa sposoby:

- jako chęć podwyższenia poziomu ludzi z niższych warstw społecznych na poziom wyższych

- lub jako obniżenie elit na poziom tłumu. Prosta i jasna definicja.

Drugi wariant znacznie łatwiej zrealizować.

A propos Chrystusa, On nauczał jedynie o równości ludzi wobec Boga. Akceptował ziemskie hierarchie, np. przypowieść o panu i słudze lub przykazanie podległości wobec cesarza.

Wysłane z mojego C2105 przy użyciu Tapatalka

Odnośnie pierwszego postu w temacie. Socjaliści i inni którzy głoszą równość majątkową, popierają podatek progresywny, tzn. bogaci płacą najwięcej. Tylko żeby uniknąć podatków, najbogatsi mają setki możliwości ich obejścia, np. nizapłacenia sobie zysku, tylko pozornego zainwestowania (mieszkanie i samochód dla prezesa=koszty inwestycyjne, a nie dochód). Progresja podatkowa uderza przede wszystkim w klasę średnią, która zarabia na tyle dużo, aby na kolejny próg się załapać, ale zbyt mało, by skorzystać z ulg. I tu jest źródło rozwarstwienia dochodów w Polsce, brak średniaków.

Edytowano przez Cichy Buntownik

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Trochę poza konkursem, ale w sumie ważne dla tematu. Wiadomo, że Grecja ma miliardowe długi, nieco lepiej wygląda sytuacja Włoch, dalej są jeszcze UK, Francja i Hiszpania. Niemcy też mówią, że wszystko mają na kredyt i kiedyś mogą mieć przez to problemy. USA też niedawno były na progu bankructwa. Niektórzy chwalą Chiny i Rosję, ale jak przychodzi co do czego, to nikt nie chce tam żyć. Kraje Ameryki Południowej też coraz gorzej przędą. O Bliskim Wschodzie i Afryce nie warto wspominać, może coś tam mogą zdziałać Indie i RPA, ale bez przesady.

Teraz wyobraźmy sobie, że w jednym pokoju jest dwóch ludzi, jak obydwaj od siebie pożyczą 100zł, to ich bilans wyjdzie na zero. Jak to jest możliwe, że świat składa się z samych dłużników? Czy to nie powinno być tak, że jak każdy jest zapożyczony u każdego, to wszyscy wychodzą na zero, albo ewentualnie ktoś kto udzielił kredytu wychodzi na plus na odsetkach?

Edytowano przez fallout152

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach