Zegarmistrz

[Eden] Ze śmiercią im do twarzy.

Recommended Posts

Zamknij te cholerne drzwi. I bez tego mamy dość problemów. Kto by się spodziewał, nie? A zaczęło się tak zwyczajnie.

 

Żelazny Kuc - wnętrze.

Droga dłużyła im się niesamowicie. Kolejne godziny spędzone we wnętrzu nieklimatyzowanego składu dla niektórych były męczarnią.

Ale nie dla niej, bowiem mnisi nauczeni sztuki cierpliwości, doskonalili swoje ciała by rzecz tak trywialna jak temperatura im nie przeszkadzała. Pociąg zmierzał z Tybetu do Neonagi - oddalonego o setki kilometrów Okręgu w okolicy dawnych Niemiec.

- Młoda, nie oddalaj się za bardzo - głos Logana był jak zwykle delikatnie poddenerwowany - nie chcę żadnych incydentów, w tym mieście gliniarze zbyt mocno biorą do siebie swoje obowiązki.

Logan, niezbyt wysoki cyborg o szarych jak stal oczach zawsze zdawał się być tym zestresowanym. Każda osoba która by na niego nie spojrzała nie tylko by go nie zapamiętała, ale też nie szczególnie zwracała by uwagę na jego słowa. Taki już był, co poradzić. Ale kiedy trzeba było działać, nie znajdziecie lepszego nożownika po tej stronie globu.

- Zgodnie z instrukcjami, mamy udać się do BON'u, sprawdzić czy są nowe zlecenia i ruszyć tyłek z działaniami. Potrzebujemy kredytów mała, inaczej znowu zaczną nam przydzielać idiotyczne zadania. Jak to z pocztą w zeszłym miesiącu. Skąd mieliśmy wiedzieć że system obrony zareaguje na uzbrojonego agenta z cholerną pocztówką?

Cóż, ostatnie miesiące nie były zbyt łaskawe dla Vinci, prywatnej firmy zajmującej się rozwiązywaniem spraw wszelakich. Ale Mariko nie narzekała. Mogła pozwiedzać świat, obejrzeć to i owo. A teraz dostali wyraźne polecenie od Adusa. Odwiedzić BON, wybrać zlecenie i nie dać dupy jak to malowniczo określił ich szef.

 

Stacja Uzupełnień, Posterunek Pustkowie-Neonaga

W końcu miał okazję przytaszczył łupy na sprzedaż. tyle tylko że opylenie sprzętu strażnikom było nieopłacalne, sknery zawsze zaniżały cenę. A do miasta nie chcieli go wpuścić. Bo względy bezpieczeństwa. Cholerne pasożyty, liczyli pewnie na łapówkę. Musiał to dobrze rozegrać inaczej, sprytniej. Aron nie był głupi, nie urodził się wczoraj. A ze strażnikami zadawać się musiał każdorazowo kiedy uzupełniał sprzęt.

- Panowie, nie wnoszę nic zakazanego prawda? A jeśli uważacie inaczej, poproszę o rozmowę z przełożonym i pokwitowanie.

- Ale dlaczego od razu tak poważnie kolego - jeden ze strażników wydawał się bardziej tępy od drugiego - my tylko wykonujemy swoje obowiązki. A co jeśli to to - ostukał pałką w plecak do którego Aron wpakował znaleziony na pustkowiach solarny akumulator - wybuchnie albo co? I będzie na nas bo cię wpuściliśmy?

Gdyby nie fakt że trzymali karabiny, pokazał by im co może wybuchnąć z jego ekwipunku.

- Hej kolego, nic tutaj nie wybuchnie, moja w tym głowa. A twoja, by koledzy dali mi zarobić. Jeśli zarobię ja, to zarobicie i wy, nie? Bo przecież trzeba uiścić opłatę za wyjście z miasta nie? A wychodząc będę miał więcej kredytów, nie?

Strażnik potrzebował dłuższej chwili żeby zrozumieć sens jego wypowiedzi po czym głupkowato się uśmiechnął.

- Made, otwórz bramę, sprawdzony. Panie Aron, witamy w okręgu Neonaga.

Chwilę potem rozległ się ciężki zgrzyt i stalowo-tytanowe wrota przed nim stanęły otworem do miasta. Kiedy tylko wszedł do środka, znalazł się na stacji wyjścia, małym postoju z szarymi taksówkami, cała masą reklam virturealnych i kioskiem zaopatrującym w różne drobnostki.

 

Neonaga, Siedziba Ares Corp.

- Dyrektor panią przyjmie.

Jun usłyszała kroki sekretarki jeszcze zanim ta wyszła z gabinetu by ja zawołać. Z wyuczonym wdziękiem wstała i udała się za nią, wprost przed oblicze dyrektora naczelnego działu badań korporacji Ares.

- Dziękuję, panno Giz, proszę zostawić nas samych.

Sekretarka tylko skinęła głową zamykając za Jun drzwi.

- Witam, dostałem pani maila i muszę przyznać jestem pod wrażeniem. Specjalnie że nie łatwo jest dostać mój mail. I wie pani co? Z chęcią zatrudnię kogoś zdolnego. Takich ludzi nigdy za mało. Choć określenie człowiek mija się z celem, czyż nie?

Pan Hans Wald, cyborg zajmujący się prototypowymi badaniami w korporacji był osobą szczerą. A system czujników który ją przeskanował od pięt po czubek mechanicznie farbowanych włosów powiedział mu wprost z kim ma do czynienia. A przynajmniej na tyle ile się dało, bowiem niektóre miejsca i części bioandroidów były zabezpieczone lepiej niż niejedna wojskowa baza.

- Widzi pani, potrzebuje pozyskać pewne dane. Udało nam się ustalić miejsce ich pobytu, ale w plan odzyskania wkradł się drobny chochlik. Urządzenie na którym są przetrzymywane jest sprzętem stacjonarnym bez dostępu do sieci. Więc potrzeba nam kogoś na miejscu kto włamie się do systemu, wyciągnie pliki i mi je dostarczy. Oczywiście załatwimy pani ochronę, znam też adres pod którym będzie pani mogła się zakwaterować. To luksusowy przybytek, na nasz koszt oczywiście. Jeśli podejmie się pani zlecenia, wynagrodzenie stanowi 8 tysięcy kredytów, a wszystko inne co pani tam znajdzie można sobie zachować. Czy taka oferta panią interesuje?

 

Neonaga, Warsztat

Popołudnie było przyjemne. Choć za oknem padał nieustający deszcz, to nawet na chwilę się nim nie przejęła. Pracowała właśnie przy protezie którą wczoraj dostarczył jej jeden z okolicznych mieszkańców. Była dość ciekawa, choć z pewnością stara. Ale co poradzić, w tym mieście tylko niektórym się powodziło, reszta musiała łapać się czego popadnie by mieć kredyty na niezbędne opłaty. A jej warsztat był jednym z tych nielicznych miejsc które nie pobierało legendarnych opłat. A nawet lepiej, bo czasami pozwalała klientom płacić pożywieniem. Był to wygodny układ który nie tylko zapewniał jej dochód, ale też okoliczne rozrabiaki zawsze omijały ją łukiem, by nie narazić się weteranom żyjącym w jednym z bloków, którzy byli jej stałymi klientami. Spokój warsztatu i dźwięków narzędzi zakłócił czyjś nawołujący głos.

- Przepraszam, czy otwarte? Potrzebuję pomocy!

W drzwiach stał kompletnie przemoczony mężczyzna w długim płaszczu.  Kapelusz zachodził mu na twarz, ale nawet on nie ukrywał świecących punktów które nieznajomy miał w miejscu na oczy.

- Przepraszam jeśli przeszkadzam, ale miałem drobny wypadek, na posterunku powiedziano mi że tutaj mogę otrzymać pomoc. Mogę zapłacić.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Eliza lubiła deszcz. Znaczy się, lubiła deszcz i nie zwracała na niego żadnej uwagi, jeśli był on oddalonym przynajmniej o dziesięć kilometrów od niej albo akurat była w swoim kochanym warsztacie. Dopiero, gdy wychodziła na dwór zaczynał jej towarzyszyć ten dziwny, nieco paranoiczny strach, że woda na zawsze uszkodzi jej wszczepy. Wiedziała, że tak się nie stanie, były na to zbyt dobre, ale lęk pozostawał. Właśnie dlatego, gdy przez szeroką na jakieś dziesięć centymetrów szparę pomiędzy framugą, a uchylonymi drzwiami zobaczyła kogoś, kto prawdopodobnie również był... metalowy, obudziła się w niej swego rodzaju empatia.

- Niech pan poczeka chwileczkę. - Zamknęła na moment drzwi warsztatu, by zdjąć z nich łańcuszek i po chwili ponownie je otworzyła. - Proszę wejść, niech pan tak nie moknie na tym deszczu. - Wpuściła mężczyznę do środka. Zmrużyła nieco oczy, by lepiej przyjrzeć się mężczyźnie. Miał naprawdę dziwne oczy. Miał naprawdę...

- Mówił pan, że może pan zapłacić... - zaczęła, ale w jej głowie szybko pojawiła się myśl, że może nie warto zaczynać rozmowy od tematu pieniędzy. - Jaki rodzaj wypadku pan miał? Czy to coś związanego ze wszczepami?

Podeszła do biurka i szybkim, wyćwiczonym już ruchem ręki odsunęła protezę, nad którą wcześniej pracowała. Jeśli miałaby cokolwiek naprawiać na tym stole, wolała mieć wolną przestrzeń. Odwróciła się z powrotem do swojego klienta i zmierzyla go ponownie wzrokiem. Nie widziała go tutaj wcześniej. Znaczy się, mógł mieszkać w mieście od dawna, Eliza rzadko wychodziła do ludzi. Ale wydawało jej się, że ktoś taki jak on rzucałby się w oczy.

- Jest pan stąd? - zapytała szybko, po czym jej zwrok spoczął na paczce cameli leżącej tuż obok odsuniętej przed chwilą protezy. - Pali pan?

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Przed wejściem Jun Jun ściągnęła kaptur swojej ulubionej białej bluzy i spojrzała na cyferblat elektronicznego zegarka, upewniając się, że nie minęło zbyt wiele czasu. Bez ściśle określonego harmonogramu, a zwłaszcza planu na wieczór, czuła się dziwnie nieswojo. Znajomy cybernetyk zachwalał jej kiedyś liczne bary Neonagi, ale myśl o bezczynnym przesiedzeniu kilku godzin w ciemnym pubie wywoływała u niej odruchowy sprzeciw.
    Zaraz po wejściu złożyła krótki, oszczędny ukłon. Słowa Hansa, konkretne i pełne całkiem zadowalających liczb, trafiły prosto w jej oczekiwania, ale za sprawą zarówno wrodzonej, jak i nabytej ostrożności przesortowała pobieżnie w myślach dostępny jej katalog motywacji i potencjalnych zaburzeń psychicznych jej nowego szefa - prawdopodobieństwo podstępu było nikłe, nie łączyło ich absolutnie nic, nie stały między nimi żadne zadawnione animozje ani widoczne na pierwszy rzut oka różnice światopoglądowe, ponadto nie stanowiła dla nikogo zagrożenia, byłoby to więc raczej bezcelowe. Z drugiej strony tak bezpośrednie podejście zawsze było dla niej alarmujące. Ukryty haczyk, zwykły pośpiech czy może tylko specyfika lokalnych biznesmenów?
    - Cóż - odpowiedziała, rozciągając usta w wystudiowanym, łagodnym uśmiechu - proszę mnie wtajemniczyć w szczegóły, a mogę rozpocząć choćby teraz.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Ruda kita latała to w prawo to w lewo. Rozglądając się dookoła, ciężko było jej ukryć zachwyt.

- Już nie mogę się doczekać. Powiedz nam proszę, powiedz więcej o tym mieście. Jak wygląda? Czy inni są tacy jak ty?

Jej towarzysz raczej nie był zadowolony z tej serii pytań. Opuściła uszy i usiadał obok na wskazane przez niego miejsce. To była dla niej zupełna nowość, opuszczenie gór i podróż w szeroki świat. Nic więc dziwnego, że zachowywała się trochę jak dziecko w wesołym miasteczku. Spojrzała w dół, na swoje sandały, potem na szary sufit pociągu, obróciła łepek w kierunku cyborga.

- Jak myślisz co to będzie? Co będziemy robić? Czy ktoś będzie na nas czekał? I czemu masz takie oczy?

 

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Aron rozejrzał się po lokacji. I zobaczył to, co zwykle. Masa wirtualnych reklam, które tylko zapychają przestrzeń i tyle samo taksówek gotowych wycisnąć go do ostatniego kredytu. "Jak to mawiał na reklamy Jack: "Nawet Polsat miał więcej serca"." - pomyślał podchodząc do jednej z taksówek. Zapukał o dach wozu.

- Panie, sprawa jest. Muszę dostać się do handlarza, żeby mi ten złom upchał - powiedział wskazując na plecak. Gdzieś tam w głębi duszy miał nadzieję, że trafił na dobrego kierowcę, który nie będzie żądał setek kredytów za parę przecznic. Tacy ludzie już powoli go irytowali.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Żelazny kuc - wnętrze.

Skład toczył się powoli i nieubłaganie ku celu. Logan odpalił papierosa i zamyślił się na chwilę, co nadało jego twarzy jeszcze bardziej poirytowany wyraz. Zalety apokaliptycznej urody.

- Spokojnie mała, wszystko w swoim czasie. Podstawy pewnie ci się przydadzą, ale co tu dużo mówić. Neonaga to jeden z pierwszych okręgów. Typowe państwo w którym wojsko lub jakiś jego odłam władzy przejął kontrolę. To daje nam miejsce gdzie z "władzą" lepiej nie zadzierać. Miasto to jedna wielka kopuła, ze sztucznym oświetleniem i wiecznym deszczem. Wiesz, system chłodzenia który powoduje że nasze niekochane słoneczko nie stopi kopuły jednocześnie wytwarza tak wielką wilgoć nad okręgiem, że cały czas panuje tam klimat deszczowy. Śnieg, deszcz, mżawki. Cały zestaw. Co do ludzi. Zakładam - wciągnął trochę dymu z fajki - że u siebie w Tybecie widziałaś niewiele. Może to i lepiej. Zapamiętaj sobie dobrze, nikomu nie ufaj, nikomu nic nie obiecuj. Ludzie to często potwory a nasz mały koniec świata tylko dał im możliwości.

Czekał ich jeszcze jeden przystanek, potem będą na miejscu. A ta cholerna panda wciąż zadaje pytania. No cóż i tak nie miał nic lepszego do roboty.

- Nie wiem co nam się trafi, ale najpewniej będziemy brali coś z umiarkowanym poziomem ryzyka a jak największą liczbą kredytów. Może transport, może ochrona, czasami trafi się jakieś odzyskanie ale to często robota dla wielu. W każdym bądź razie co by to nie było, musimy dać radę bo Adus urwie mi głowę, a tobie dupę, i powiesi nad kominkiem.

 

Posterunek Neonaga, Przystanek.

Za kółkiem taksówki siedział starszy animalus. Z pyska wyglądał na coś psowatego choć Aron nie dałby sobie głowy uciąć. Ani niczego innego jak już była o tym mowa. Taksówkarz zmierzył go wzrokiem a potem odłożył telkom na którym czytał nowe wydanie jakiegoś tabloidu.

- W mieście jest kilku handlarzy. Pytanie co masz ze sobą. Bo nie każdy handlarz zajmuje się tym samym. Złom, elektronika, informatyka? Znam w mieście praktycznie wszystkich. A jeśli masz tam rzeczy natury "lepiej nie wiedzieć" to zawsze mogę ci wskazać jakiegoś pasera. Wsiadaj, co będziesz na deszczu stał.

Jak na komendę zaczęła się ulewa. Trochę mokra choć miła odmiana po gorących piaskach otaczającej okrąg pustyni.

- Nazywam się Jack i dzisiaj będę twoim Charonem, zatem dokąd - formułka brzmiała jak wyuczona, wiele godzin przed lustrem. Cóż, zdarzają się i tacy.

 

Neonaga, Warsztat

- Dziękuję - mężczyzna skorzystał z zaoferowanej paczki papierosów wyciągając jednego, chwilę po tym jak postawił pod ścianą taszczoną przez siebie walizkę. Co zauważyła od razu to fakt, że zrobił to trochę nieporęcznie jedną ręką, zaś druga wisiała wzdłuż ciała.

- Mam trochę specyficzny rodzaj wszczepu, nie każdy umie zajmować się takimi rzeczami. A powiedziano mi że akurat pani może pomóc.

Powoli rozpiął suwak płaszcza, następnie ściągnął kapelusz. Oczom Elizy ukazał się mężczyzna nieokreślonego wieku, z dość jasną cerą oraz srebrnymi włosami. Twarz szczupła, żeby nie powiedzieć chuda, z mocno wystającymi kośćmi policzkowymi, krogulczym nosem i ostrą brodą.

- Chodzi o protezę prawej ręki. Praktycznie całe ramie wysiadło, tak bez ostrzeżenia. Nigdy wcześniej się to nie działo.

Pod płaszczem miał praktycznie garnitur. Biała koszula, czarne spodnie w kant, typowy obraz biznesmena. I te oczy. Od razu poznała drogie wszczepy, pewnie z cała masą interesujących funkcji. Wyglądały na jego twarzy jak dwie rozlane krople rtęci. Rozpiął guziki które miał na rękawie zwisającego ramienia po czym usiadł na stołku przed biurkiem, opierając się na zdrowym ramieniu. Jego ciało pokrywała syntetyczna skóra, coś co była w stanie rozpoznać od razu po wielu latach spędzonych na pracy z tym materiałem. Mężczyzna płynnym ruchem palców przejechał po nadgarstku, powodując przerwę w syntetyku, który drobnymi płatami zaczął się składać, ukazując wnętrze protezy.

Zegarowe wnętrze.

Z cała masą zębatek, przekładni i sprężynek. Niczym wnętrze jakiegoś przedpotopowego zegarka. A niektórzy uważali ją za antyk.

 

Neonaga, Siedziba Ares Corp.

Hans uśmiechnął się na jej słowa. Choć miała wrażenie że jego uśmiech skrywał coś więcej.

- Przepraszam za ten pośpiech, ale pracujemy właśnie nad pewnym przełomowym projektem a dane które chcielibyśmy żeby pani odzyskała mogą okazać się kluczowe w tej sprawie. Wiemy też że nie tylko my możemy szukać tych danych, przez co czas staje się luksusem na który nie możemy sobie pozwolić.

Podszedł do biurka i z szuflady wyciągnął teczkę ze sporą liczbą dokumentów.

- Celem jest baza militarna oddalona o 4 dni drogi od Okręgu. A dokładniej, osobisty komputer jednego z naukowców którzy pracowali w tej bazie. Doktor Agahiko pracowała tam nad pewnymi czysto hipotetycznymi rzeczami. Ale teraz, kiedy technologia ruszyła na przód, hipotezy można zamienić na działania praktyczne. I dochodowe. Jak wspomniałem wcześniej, trzeba by było wejść do ośrodka, namierzyć jej jednostkę osobistą, włamać się do ewentualnych komputerów z zabezpieczeniami, no i oczywiście dostarczyć nam dane. Z tego co wiemy baza jest kompletnie opuszczona, ale wolę nie ryzykować, dlatego przydzielimy pani stosowną obstawę. Wolę przepłacić za ochronę niż potem wysyłać drugi skład, jeśli mnie pani rozumie. Czy ma pani jeszcze jakieś pytania?

W teczce fakt faktem było wiele informacji. Zdjęcia personelu, teraz, po prawie 200 latach nie wiadomo czy zostały z nich choćby kości. Całe spisy pomieszczeń, teoretycznych map poziomów, z oznaczonymi schodami, windami, czasami różnymi systemami jak przeciwpożarowy, czy anty chemiczny. Gdyby to wszystko wgrać w pamięć, pewnie powstała by dość wygodna mapa przestrzenna.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Jun Jun przyłożyła palec do ust, pozorując zastanowienie..
    - Chętnie usłyszałabym jeszcze słowo o tej obstawie, ale jeśli naprawdę nagli nas czas, mogę wyruszyć w każdej chwili. Och, i chciałabym jeszcze wiedzieć, jak aktualne są te dane i czy znajdę tu coś więcej o doktor Agahiko. Zdaje mi się, że nigdy o niej nie słyszałam. Oczywiście to wszystko informacje, które prawdopodobnie ułatwią mi pracę, ale mogę obyć się bez nich.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Eliza odsunęła papierosa od twarzy, a przez moment jej źrenice wydawały się większe. Podeszła powoli do mężczyzna i dotknęła delikatnie mechanizmu.

 - Takie, jakie powinno się... - wyszeptała. Potrząsnęła głową. - Przepraszam. Kiedy to się stało? Robił pan coś... nietypowego? - Ruchem ręki zaprosiła go na krzesło obok biurka. Rękę z wszczepionym mechanizmem położyła delikatnie na deskach i rozchyliła trochę syntetyczną skórę, upewniając się, że niczego nie uszkodziła. Włączyła jasną, tanią, ale najlepszą z obecnie dostępnych lampę i przyjrzała się mechanizmowi. Na razie nie dostrzegała żadnej usterki, ale zapewne znajdowała się ona nieco głębiej. Wstała i powędrowała gdzieś na drugi koniec warsztatu, by po chwili wrócić z pudełkiem pełnym pędzelków, gąbeczek, szczypiec i czegoś, co wydawało się po prostu metalowymi patykami.

 - Lubię mieć porządek - powiedziała, jakby sama do siebie. Spojrzała na mężczyznę. Powiedziałaby, że ma piękne oczy, o ile rzeczywiście wszczepy można by nazwać prawdziwymi oczami. - Jest pan z jakiegoś dużego miasta, prawda? Od jak dawna ma pan ten wszczep? - Wyjęła z pudełka narzędzie podobne do cyrkla i włożyła pomiędzy kilka pozornie niepodłączonych do siebie zębatek. Szybkim ruchem ręki sprawdziła, czy są one sztywne. Na szczęście nie. Pokręciła gałką, a ramiona narzędzia rozchyliły się ukazując wnętrze wszczepu. Eliza stwierdziła, że wewnątrz wygląda jeszcze piękniej. Wyciągnęła małą latarkę i poświeciła do środka, by lepiej się przyjrzeć.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

- Cenie sobie swoje futerko, to też dam z siebie wszystko. Może pan na mnie liczyć. - uśmiechnęła się szeroko pokazując białe kiełki. - Ale, jeśli tam ciągle pada to, nie dobrze. Jak inni to znoszą? Być mokrym cały czas? Przemoczone futro jest ciężkie i łatwo można się przeziębić. - patrzyła przez chwile na swoje rude łapki po czym przeniosła wzrok na towarzysza.

- Czy dużo pan podróżuje? Sporo pan wie i o miastach i o zadaniach. - cierpliwość jest cnotą, powtarzał to mistrz wielokrotnie. Ona, mała panda siedziała w pociągu. Podróż dłużyła się niesamowicie. Chciałaby już tam być, zobaczyć na własne oczy, wszystko to, co oddzielały mury świątyni. To jeszcze chwilę, już niedługo. Jeszcze troszkę musi poczekać.

- Ciekawe... jak daleko jeszcze?

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Chcesz dodać odpowiedź ? Zaloguj się lub zarejestruj nowe konto.

Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony

Utwórz konto

Zarejestruj nowe konto, to bardzo łatwy proces!

Zarejestruj nowe konto

Zaloguj się

Posiadasz własne konto? Użyj go!

Zaloguj się