Jump to content

Strona Główna  |  Ogłoszenia  |  Lista Fanfików  |  Fanpage  |  Feedback

Recommended Posts

3 listopada 2225r.

 

Nowowybudowane miasto na wodzie niedaleko Francji o nazwie Eufrat prezentowało się naprawdę okazale. Nie borykało się jeszcze z wieloma problemami starszych morskich metropolii, takimi jak niszcząca budynki sól, czy awarie kanalizacji. Eufrat był rozległy, miał wiele dzielnic połączonych ze sobą wąskimi mostami.

Na krawędzi dachu jednego z budynków, wpatrzony w kanał piętra poniżej siedział mężczyzna koło trzydziestki. Jego blond włosy szarpał porywisty wiatr, standardowy na tych wysokościach. Brodę opierał o rękę. Siedział zgarbiony, z nagimi stopami opartymi o ścianę budowli. Ubiór sugerował zwykłego mieszkańca miasta po godzinach pracy i tylko wielkie, czarne skrzydła nie pasowały do całości. Jedną z trzech par osłaniał się od wzmagającego się deszczu. Westchnął ciężko, z nostalgią obserwując miasto.

Obok mężczyzny był ktoś jeszcze. Istota o twarzy tak pięknej, że ciężko ocenić, kim była. Budowa reszty ciała sugerowała, że owa istota także była mężczyzną. Jego brązowe włosy spływały gładko w dół a błękitne oczy spoglądały w dal z melancholią. Była jeszcze jedna rzecz...  sześć śnieżnobiałych skrzydeł. Dwójki używał jako płaszcza, jednego jako osłony przed deszczem. Wziął głęboki wdech, jakby chciał coś powiedzieć.

Chmury na niebie gęstniały i tak samo gęstniał tłum ludzi z parasolami na jednej z głównych ulic Eufratu. Był to prawdopodobnie jeden z cotygodniowych przywozów mieszkańców, mających zasiedlić nowopowstałe miasto, jak oceniła w myślach stojąca nieopodal Astaroth. Tłum przesuwał się coraz bardziej w kierunku dzielnicy mieszkalnej, a za nim jechała furgonetka wypełniona ich bagażami. Dziewczyna starała się zapamiętać twarze co bardziej charakterystycznych. Wyglądała na młodą kobietę, emanująca zdecydowaniem i chłodem. Odwróciła głowę i zmrużyła oczy. Po chwili na jej ramionach i piętach pojawiły się błoniaste skrzydła. Wzbiła się w powietrze i poleciała w kierunku jednego z dachów.
— Witaj, Samaelu. — Przycupnęła tuż przy krawędzi, a jej skrzydła zniknęły. Po chwili zuaważyła też drugiego mężczyznę. Dziwne, że nie rzucił się jej w oczy wcześniej. — I Gabrielu.
— Dobrze was widzieć — odpowiedział Samael, głosem śliskim jak jedwab. — Wiesz, Gabrielu, tam na dole przygotowania wrą. Ale im dłużej nad tym myślę, tym bardziej odczuwam ten dziwny rodzaj tęsknoty. No bo spójrzcie tylko, pomyślelibyście, że dojdą tak daleko? Że będą budować miasta na środku mórz? Gdyby ktoś mi to powiedział za czasów wieży Babel, chyba bym go wyśmiał. Ile miała metrów? Z dwadzieścia? Nie więcej. A teraz takie cuda techniki... Z jednej strony jestem tym wszystkim zmęczony i pragnę końca, ale z drugiej będę tęsknić za niektórymi aspektami ziemi i ludzi. Umieli się bawić, to na pewno. Więc oczywiście odczuwam do nich pewną niechęć, ale patrząc na to jak daleko doszli, odczuwam pewne niedowierzanie, ale może i trochę podziwu? — Skierował wzrok na towarzyszy.
Błękitnooki skierował wzrok na nowoprzybyłą i kiwnął głową,  proste,  aczkolwiek grzeczne przywitanie.  
Jedno ze skrzydeł poruszyło się delikatnie.  
— Zawsze lubiłem ludzi, byli ciekawi. Tacy prości, pewni swojego miejsca, pełni wiary w to, że mają znaczenie. Że dominują. — Głos Gabriela był gładki, melodyjny. Idealny. — I w zasadzie też bede tęsknić. Będzie trochę pusto — stwierdził, po czym spojrzał na Astaroth.
— Zabawne istoty — powiedziała głosem niepokojąco spokojnym. — Oni nigdy do końca nie znikną. - Odwróciła głowę w kierunku Gabriela. — Sto czterdzieści cztery tysiące wciąż będzie żyć. Na garnuszku u Boga. — Skierowała wzrok na morze. Demon i anioł. Obok siebie. Rzadko spotykany teraz widok, gdy wiele młodych demonów stało się jakimiś dziwnie rozumianymi patriotami. — Z papcia się zrobił człowiek z humorem. Najpierw Isaac i Abraham, teraz to... — Prychnęła.
— Zdarza mu się trochę przesadzać. To fakt. Ale cóż, może tak trzeba? Chociaż w zasadzie zastanawiało mnie, co będzie dalej. Do czego dojdą, co odkryją. Niestety, raczej się nie dowiem. - westchnął ponuro Serafin. Potem spojrzał na Asaroth. — A co takiego dzieje się na dole? Bo z tego co mówicie, jest tam chyba dość... — zawiesił się na chwilkę, jakby szukał słowa — interesująco? — powiedział wreszcie.
— Przeciwnie, Gabrielu. Nastroje są dość ponure. Z jednej strony szkolenia i szykowanie, mnóstwo zamieszania hałasu, a z drugiej wszyscy są przygaszeni. Wiesz chyba, jak tam wygląda organizacja. Nadmiar rozrywek w piekle jest równie przerażający co nuda w Niebie, a teraz nagle wszyscy muszą wykonywać konkretne zadania. Najbardziej zastanawia mnie Lucyfer, bo siedzi cały czas zamknięty w komnacie, nie odzywa się prawie do nikogo. Jeśli chcesz znać moje zdanie, to uważam, że przeżywa jakiś rodzaj załamania, a przynajmniej głęboką nostalgię. Przestał torturować dusze i demony, a to do niego niepodobne — odparł Samael.
— Lucyfer który nie torturuje? — Twarz Gabriela przybrała wyraz zdziwienia, wielkiego zdziwienia. Jakby usłyszał informacje, która go zszokowała, bardziej niż cokolwiek. Wpatrywał się w Samaela przez chwilę po czym odchrząknął. — U nas w sumie nie jest wiele lepiej, wszyscy zabiegani, dawno nie widziałem, żeby Uriel był taki zabiegany, cały czas czymś się zajmuje. Ja w sumie też jestem zajęty, po prostu udało mi się załatwić sobie małą przerwę. — Pokręcił głową. — Dziwne to czasy nastały... 
Astaroth milczała od dłuższej chwili, wpatrując się w horyzont.
— To będzie piękny koniec.

 

REGULAMIN

1. Trzymamy się tego, co jest nadane postaciom, jak dorzucicie sobie nową moc, to nie będzie wam do śmiechu.
2. Regulamin forum, brak gore, golizny, te sprawy. Grzecznie się tu bawimy.
3. Zero statków, które są płytkie jak talerz. Jak już musicie to proszę, róbcie to z głową.
4. Animcom mówimy stanowcze nie
5. My kontrolujemy, oceniamy ile wasz atak zada i co zrobi z otoczeniem, pamiętać o tym. 
6. Przyjmujemy tylko dobrze napisane KP i to maksymalnie 3.
7. Mistrzowie Gry to: @Arcybiskup z Canterbury @Mephisto The Undying @Seluna
8. Nie rozmawiamy o fight clubie.

 

RASY

Każda rasa posiada własne umiejętności rasowe, z których wybrać można tylko 3.

 

Człowiek:
Transhumanista — możliwość posiadania wszczepów zwiększających kondycję fizyczną.
Pancerz duchowy — odporność na magiczne ataki.
Egzorcysta — możliwość wypędzenia jednego demona/anioła w czasie walki. Nie może być aktywne razem z Przyzwaniem
Przyzwanie — możliwość przyzwania demona/anioła w czasie walki. Nie może być aktywne razem z Egzorcystą.
Strzelec — umiejętność obsługi broni palnej, działającej również na anioły i demony.
Uduchowiony — potrafi obrócić magiczne ataki aniołów i demonów przeciwko im samym.
Wybrany przez Boga — anioły nie atakują go, za to demony — jak najbardziej.

 

Demon:
Chowaniec — demon posiada chowańca, dowolnie wybrane zwierzę które jest jego uszami i oczami. Może je opętać i podróżować w jego ciele, bądź przyzywać więcej zwierząt tego samego gatunku (do pięciu)
Zaborczość — demon obezwładnia człowieka i przejmuje nad nim kontrolę, wchodząc w jego ciało. Opętanie jest dość czasochłonne, ale zapewnia dobrą osłonę. Dusza człowieka przy opętaniu wciąż tkwi w ciele. Wersja alternatywna: demon uwodzi człowieka, który od tej pory aż do przełamania czaru jest mu podległy. 
Telekineza — demon ma możliwość przenoszenia przedmiotów (z początku małych, z czasem możliwe jest poruszanie większą ilością przedmiotów)
Nawiedzenie — możliwe jest pojawienie się we śnie danego czlowieka i kreacja jego snu (w tym tworzenie koszmaru i przybranie innego wyglądu) 
Mrok — w ciemności demon potrafi manipulować temperaturą (obniżać ją) i wpływać na umysły przeciwników, wywołując strach, zamroczenie, a nawet napad paniki. W takich warunkach jest w stanie znikać i tworzyć iluzje dźwiękowe. (Działa także na anioły, choć łagodniej niż na ludzi) 
Szał — demon wprowadza się w stan medytacji bojowej i przez chwilę jest szybszy, silniejszy i odporny na obrażenia (łącznie z obrażeniami zadawanymi przez anioły) 
Pazury i kły (odpowiednik anielskiej broni) — zęby i szpony demonów są nasączone jadem, który jest w stanie zabić pomniejsze anioły i ludzi, oraz ranić te wyższe.

 

Anioł:
Świetlista Broń
(każdy anioł ją ma) — broń stworzona ze światłości, służy do walki wręcz. 
Błogosławieństwo — zaklęcie leczy rany, wymaga skupienia i utrzymywania czaru nad raną, aby ją wyleczyć. Przy odpowiednim skupieniu można też wyleczyć choroby.
Spopielenie — wzmacnia Świetlistą Broń, otacza ją świętym ogniem, części ognia można użyć aby wystrzelić go jak pocisk.
Pryzmatyczne Więzienie — Świetliste Słupy wbijają się na około celu (około 3 metry średnicy).
Rozbłysk Ognia — anioł formuje pocisk ze świętego ognia, jeśli chce aby pocisk był większy, musi poświęcić chwilę na przygotowanie go. Ogień szczególnie dobrze sprawdza się w walce z demonami, chociaż na ludzi też działa.

Zmiana formy — anioł zmienia się pomiędzy swoją prawdziwą formą, a ludzką. Forma Anioła:  anioł przybiera swoją prawdziwą formę, w której jest w stanie latać, do tego jego ogólna siła oraz zręczność rosną. Forma Człowieka: anioł może przybrać ludzką formę, nie może w niej latać oraz jest słabszy, ale wciąż może używać zdolności. Odróżnienie go od zwykłego człowieka jest bardzo trudne.
Głos Światła — promień światła wystrzeliwany przed siebie z ramion anioła. Bardzo męczy, ale jest skuteczny. 

 

KARTA POSTACI

Człowiek:

Spoiler

Imię i nazwisko:
Płeć:
Wiek:
Rasa:

Wygląd: <jak już było wspomniane, animcowym obrazkom dziękujemy.>
Charakter:
Krótka historia:
Umiejętności rasowe:
<przypominam, że tylko 3>
Wszczepy: <tylko, jeśli występuje umiejętność "Transhumanista">
Uwagi:

 

Anioł/demon:

Spoiler

Imię:
Rola: <np. Demon Zarazy, Anioł Śmierci itp.>
Rasa:
Wygląd
: <tutaj również bez obrazków z anime.>
Charakter:
Umiejętności rasowe:
<tylko trzy.>
Uwagi:

 

KP można oddawać do 31 sierpnia.

 

Jedyna słuszna sesja na forume o tematyce fantastycznej, jedyna w pełni apokaliptyczna! Będą wybuchy, będzie akcja, nie będzie dziwnych wątków zakrawających o perwersję. Zapraszamy!

Edited by Seluna
  • Upvote 2

Share this post


Link to post
Share on other sites

Trzech MG? Pytanie moje więc brzmi: jak wyglądać będę odpisy z waszej strony, jak to ogólnie będzie wyglądać?

Share this post


Link to post
Share on other sites
Właśnie teraz Mephisto The Undying napisał:

To bardzo proste.

Jeden MG odpowiada za jedną grupę. 

Ten mg będzie zajmował się opisywaniem świata dla swojego gracza. 

Ach, dobra. Dzięki.

Lubię jak wyjaśniasz, bardzo łatwo wtedy zrozumieć.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Imię: Xozal
Rola: Demon szaleństwa
Rasa: Demon (Jakby rola nie wystarczyła)
Wygląd:  Jego wygląd nie różni się zbytnio od przeciętnego ludzkiego mężczyzny.  Wysoki na 170 cm, troszkę chudawy. Szara skóra. Na jego twarzy cały czas gościu wyszczerzony uśmiech. Oczy jego są całościowo białe. Nie posiada powiek. Odziany jest w czarne szerokie spodnie obwiązane skórzanymi pasami, biały długi płaszcz oraz cylinder „przyozdobiony”  kartami do gry.  Całe jego ręce są oplątane złotymi łańcuszkami oraz małymi talizmanami.
Charakter: Szalony (Co chyba oczywiste), apatyczny, przesadnie wesołkowaty, irytująco ciekawski. 
Umiejętności rasowe:  Mrok, nawiedzenie, telekineza.
Uwagi: Wydaje się pozornie nastawiony przyjaźnie do wszystkich innych ras. Pozornie.

Share this post


Link to post
Share on other sites

 

Imię i nazwisko: Konrad Landsmann-Compatriote 

Płeć: Mężczyzna
Wiek: 19 lata
Rasa: Człowiek
Wygląd:

 

Spoiler

 

Ciemnobrązowe włosy obcięte są krótko, nie wchodzą one nawet na czoło. Konrad ma wielokolorowe oczy, choć wielu ludzi na pierwszy rzut oka mówi, że ma niebieskie. Wszelaki zarost zostaje prawie natychmiastowo zgolony, więc chłopak nie posiada ani brody, ani wąsów.
Wzrost można spokojne nazwać wysokim, ma 1,82 m wzrostu, choć ma nadzieję jeszcze urosnąć. Jego sylwetka bardzo często nazywana jest chudą i niezbyt umięśnioną, ale nie wynika to z niedożywienia czy braku ćwiczeń, lecz z genów chłopaka( nie wiem jak to dokładnie nazwać, ale wszelakie próby przytycia czy zwiększenia masy mięśniowej kończą się fiaskiem). Zazwyczaj nosi fioletowo-niebieską koszulę z długim rękawem, aby zakryć żyły, które widać na jego rękach. Koszula jest zazwyczaj rozpięta, dlatego chłopak zakłada pod nią czarny lub biały T-shirt, zależnie od dnia( czy też tego koszulki jakiego koloru są aktualnie czyste), warto wspomnieć, że każda z tych koszulek ma na lewej piersi lilię francuską. Oprócz tego nosi czarne jeansy i trampki. Czasem do jego stroju dochodzą słuchawki.

 

Charakter:

 

Spoiler

 

Konrad jest przekonany co do niektórych spraw(np. światopogląd) i jego spojrzenie nie może zostać zmienione, przez co wiele osób uważa go za upartego. Jego charakter łączy się głównie z jego światopoglądem, ponieważ chłopak dąży do prawdziwej supremacji swojej jednostki nad innymi przez co jest często fałszywy. Jest bardzo skryty i nieufny, lecz zazwyczaj tego nie okazuje, udaje nawet czasem, że jest odwrotnie.  Jakoż, że dąży do zwiększenia/umocnienia swojej pozycji w społeczeństwie porażki innych go cieszą, dodają mu "skrzydeł". Jest inteligenty( albo czasem bywa), ale często zdarza mu się powiedzieć za dużo, bądź po prostu z powodu olbrzymiego dystansu do siebie przegiąć w niektórych sprawach, przez co wielu uznaje go za idiotę. Potrafi jednak współczuć innym, bądź też pomóc i być miłym, są to przebłyski jak to on mówi "dobrego Konrada". Czasem jego działania potrafią być chaotyczne bądź szalone, lecz wynika to z światopoglądu chłopaka( np. uważa, że w walce celem jest zabicie/pokonanie przeciwnika i nawet jeśli on sam przypłaci to życiem to liczy się osiągnięcie celu; wyznaje również zasadę walki nieograniczonej( no chyba, że to ma być honorowy pojedynek)) Czyli w skrócie fałszywy oszust, który może zdradzić, lecz może być również miły i lojalny, a niektóre jego działania mogą zdawać się dziwne oraz bywa czasem honorowy. 

 

 

Krótka historia:

 

Spoiler

 

Jak wskazuje nazwisko jest on w połowie Niemcem, a w połowie Francuzem. Urodził się w Metz, lecz w wieku 5 lat jego rodzina przeprowadziła się do Stuttgart'u. W dzieciństwie Konrad można powiedzieć, że miewał problemy, które stopniowo zmieniały jego światopogląd i psychikę. Czasem był to prosty zawód z powodu zostania oszukanym przez kogoś komu ufał, czy też zawód jaki sam powodował niemożnością osiągnięciem czegoś z "wyższej półki". Miejscami chłopak zetknął się z dążeniem, lecz udało mu się przetrwać i dojść do wniosku, że silni trzymają władzę, a słabi przegrywają. Widać to bardzo jasno w jego przyszłości, w której to on stopniowo zamienił się z "ofiary" w "dręczyciela". Przez cały ten czas udawał przed rodziną, że wszystko jest w porządku, że nie ma z niczym problemów. Wykształciło to w nim pojęcie "masek", które musi przywdziewać przed ludźmi, maska dla rodziny udawała inteligentnego, miłego oraz uczynnego chłopaka, z którego rodzina może być dumna, maska dla znajomych przedstawiała inteligentnego, lecz złośliwego i podstępnego. Ukojenie chłopak znalazł w książkach, muzyce oraz grach, nawet można powiedzieć, że to ostatnie wciągnęło go najbardziej, zaintrygowało go to tego momentu, że postanowił w przyszłości samemu tworzyć gry. Również ukojenie przyniosły mu kucyki, czy jak kto woli mlp. Stopniowo zapał chłopaka słabł, ale w pewnym momencie Konrad zaczął oglądać anime i pasjonować się kulturą Japonii, przez co pozostał mu sentyment do kucyków, lecz obecnie nie jest nim jakoś szczególnie zainteresowany. Właśnie, z powodu tych "masek" chłopak miał olbrzymie problemy z tym kim chciałby zostać w przyszłości, od zawsze ciągnęła go polityka, lecz żądzy siły idealnie odpowiadałaby kariera w wojsku, a do tego rozbudowana wyobraźnia aż prosiła się o zostanie pisarzem bądź twórca gier. Konrad aż do obmyślenia ostatecznego planu był rozdarty, lecz kiedy już obmyślił swoją ścieżkę postanowił się jej trzymać, mianowicie udał się do technikum informatycznego, następnie planuje dostać się na Wojskową Akademię Techniczną( szczerze, to nie wiem czy w Niemczech jest coś takiego), następnie pobyć jakieś 2 lata w wojsku niemieckim, a następnie zająć się tworzeniem gier i polityką.  

 

 

Umiejętności rasowe: Strzelec, Pancerz duchowy, Uduchowiony

Uwagi: 

 

Spoiler

-Wbrew wszelakim pozorom twierdzi, że ludzie powinni żyć zjednoczeni w jednym kraju. To samo może tyczyć się wszelakich innych humaniodalnych postaci( Konrad jest mocno stuknięty, ponieważ czasem myśli nawet nad mutacją niektórych ludzi, aby uzyskać jakiś mix ras). 
-Uważa, że bóg nie istnieje i w kwestiach religii bardzo często mówi: "Nie wierz w czegoś czego nie ma, uwierz w siebie".
-Lubi skrajnie różne rodzaje muzyki( metal, dubstep, muzykę klasyczną, miejscami pop, rap, a w szczególności nightcore).

 

 

 

Jeśli w KP są jakieś błędny dajcie mi znać jakie, a ja je poprawię.

Edited by NekoRex'Monster' Crusader

Share this post


Link to post
Share on other sites

 

Imię: Zytran (Zitran/Zytren/Zitren/Zutrin/Zerath/Dekhur i inne)

 

Rola: Anioł łowca

 

Rasa: Anioł

 

Wygląd: 

Spoiler

Anioł:

Spoiler

57c0846952b25_Anio(daa).thumb.jpg.7faaff

Człowiek: 

Spoiler

57c0856a16e03_samotno.thumb.jpg.ec9025dd

 


Charakter:  Spokojny, opanowany, nostalgiczny, bezwzględny dla przeciwnika. Stara się unikać kłótni. Często nieobecny myślami. Błądzi we własnym poczuciu winy, sumieniu i poczuciu obowiązku.

 

Umiejętności rasowe: Spopielenie, Zmiana Formy, Pryzmatyczne Więzienie

 

Uwagi: Przez tysiąclecia mordów osób winnych w różnym stopniu jego skrzydła poczerniały od wysiłku i ciążącej na nim winy. Sam nie wie, kiedy został stworzony i ile żyje. Zabija tych, którzy na to zasługują od kiedy pamięta. Brał udział w każdej większej wojnie. Według niego wojna czyni oby dwie strony grzesznymi, przez co ma prawo wykonać na nich wyrok. Przez pewien czas opanował go obłęd pozwalając mu zabijać każdego napotkanego śmiertelnika. To właśnie między innymi on rozpętał Rewoltę An Lushana, był jednym z wojowników podbijających Rzym i bawił się z Mongołami. Nie żałuje swej przeszłości, uważa to za "kolejną lekcję dla ludzi". 

 
Edited by Arekeen
Zmiana karty za pozwoleniem MG (Industries)

Share this post


Link to post
Share on other sites

Imię: Russell

 

Rola: Anioł Popapraniec

 

Rasa: Anioł

 

Charakter:

Pewny siebie w większości normalnych (a czy on sam jest normalny?!) sytuacji, posiadający (ale czy z nich korzystający?) w sobie spore pokłady charyzmy, umiejętność manipulacji oraz gry aktorskiej - a to wszystko by... zwodzić ludzi. On sam z siebie grać nie lubi, ot co, woli być sobą - ale czasami musi się w to bawić, by dopiąć swoich jakże anielskich, wyznaczonych celów, o tak. W końcu już samo zwodzenie, nie pokazywanie, że jest nadczłowiekiem jest grą. Odgrywaniem swej roli, które z każdym wiekiem przychodzi mu coraz trudniej. To jest jeden z powodów, przez które nie lubi ludzi. Przymus. Udawanie. Trzeba przy nich udawać.


Aniołka nie obchodzą jego własne grzechy - w końcu sam jest przekonany (a przynajmniej - w większości przypadków sam sobie to wmawia. W końcu nie biczuje się bez powodu, no nie?), że każdy grzech, jakiego się dopuści jest po prostu... czymś koniecznym. On robi to wszystko dla większego dobra i koniec! Lepiej mu tego nie wytykać, inaczej się go tylko zirytuje (ewentualnie wstąpi w niego konsternacja. Albo poczucie winy. Zależy o jaki grzech chodzi, od aktualnego nastroju, etc!). Tak troszeczkę... Czemu troszeczkę? Ano dlatego, że po prostu trudno wytrącić go z równowagi tak bardziej (a już tak na POWAŻNIE-POWAŻNIE, doprowadzić do szału - jest w cholerę trudno) - ale to tak z reguły. Kiedyś było trudniej, teraz jest nieco łatwiej - ale wciąż nie jakoś specjalnie prosto! No chyba, że już jest w niezbyt-dobrym-nastroju. No, ale toż to nieprzewidywalna istotka jest! EKHM. Zazwyczaj... oczywiście, gdy zachowuje się w naturalny dla siebie sposób... jest osobą dość pogodną, lubiącą zaczepiać, drażnić, droczyć się z innymi, być także złośliwym, nakłaniać różne osoby do różnych rzeczy... ekhm. W skrócie - lubi się się czasem trochę pobawić. Innymi istnieniami głównie. Czasami to całe dokuczanie jest wręcz idealnym wypełnieniem czasu! Oh, bywa to niesamowicie infantylne, ale cóż poradzić - po prostu tkwi w nim wiecznie ta cała odrobina (a może i więcej) dziecinności.
Russell lubi także sprawdzać reakcje innych na swoje różne działania, czyny, no bo przecież to może być niesamowicie zabawne, co nie?! A przynajmniej dopóki nie dostanie się po mordce... teheh~ Zdarza mu się nawet odnajdywać rozrywkę w... jak to on nazywa... "anielskich obowiązkach".
Często jak coś walnie, zamiast trzymać język za zębami, to normalnie pożal się Boże. Jest święcie (HA!) przekonany, że jest w stanie naprawić większość rzeczy, bazując choćby na swej boskości, talentach i... oh-ah, jaki z niego zdolny aniołeczek...~! A jak naprawiać? Nawet siłą - chociaż to już taka ostateczność. Właśnie - on nie cierpi siłowych rozwiązań! Jest cholernym pacyfistą - a w każdym razie gdy chodzi o fizyczne... takie tam różniaste rzeczy. Jeśli żarcie się z kimś, to... tylko słownie, tak, tylko i wyłącznie. A doprowadzenie go do szału graniczy z cudem. A gdy już się go tak porządnie wku... wkurzy, lepiej jest jak najszybciej się wycofać. Gdy skończy być złośliwcem, agresywnym tylko w słowach i dostrzeżesz w jego oczach tajemniczy błysk, który w połączeniu z poważną miną nie wróży nic dobrego... po prostu wiej! Bo najprawdopodobniej przekroczyłeś granice. Najpewniej wtedy cała najbliższa okolica zostanie rozwalona. Ale jak to - rozwalona?! NO BA. Gdy Russell zostanie doprowadzony do szału, ciężko mu kontrolować swoje moce. Właściwie... nawet się nie stara tego robić. Dlatego jak podniesie w tym stanie głos, wysoce prawdopodobne, że skończy się to zawaleniem jakiegoś budynku. A nawet budynków... Ups! Zazwyczaj jednak po przekroczeniu pewnej granicy woli zrobić w tył zwrot, zanim dostanie po mordce albo będzie zmuszony zniszczyć sobie fryzurkę, ubrudzić się... takie tam! Zresztą wszelkie bójki to niechciany kontakt fizyczny, przesiąkanie zapachem innych - a fuj, Russellek podziękuje za te wszystkie zarazki, nie chce tego!
Jeśli przez dłuższy czas nie jest w stanie zrobić czegoś co powinien lub by dostać to, czego chce (co powinien dostać!) - staje się sfrustrowany, rozdrażniony, czasem nawet rozżalony - lepiej wtedy go nie zaczepiać, bo kto by chciał mieć do czynienia z agresorzącym nieśmiertelnym, co? Lubi stawiać na swoim i jest baaardzo uparty - przetłumaczenie mu czegoś graniczy niemalże z niemożliwością (ale jest możliwe! Jakoś...), bo on i tak wie lepiej. Oczywiście są pewne wyjątki - osoby nieco bliższe, bardziej lubiane przez Russellka. Ich słowa chętniej rozważy! Ale to i tak nie znaczy, że przekonanie go do swoich racji stanie się nagle kompletnym banałem - trzeba mieć jeszcze do anioła odpowiednie podejście, trzeba wiedzieć jak najlepiej to robić i... takie tam, ha.
No i tak bardziej ogólnie - bywa irytujący, często infantylny, w stosunku do (większości) ludzi (głównie ludzi) bezwzględny. A naruszanie przestrzeni osobistej innych? Spoko, ale jego już nikt nie ma prawa tykać! Robienie dziwnych min i wykonywanie równie dziwnych ruchów jest u niego na porządku dziennym, nie zdziw się więc, jeśli pstryknie cię w czoło w środku konwersacji albo złapie cię za nos. Potrafi jednak zachować powagę w sytuacjach, które tego wymagają. Zresztą - jak było wspomniane - to dobry aktor, potrafi skrywać swój aktualny nastrój. A najczęściej robi to (a przynajmniej się stara, czasem wychodzi mu to nieudolnie, zwłaszcza, jeśli w grę wchodzą silniejsze emocje), by ukryć właśnie zły humor. Zasłonić się tym pogodnym, pozytywnym, nie pokazywać po sobie, że coś jest nie tak. Jest wrażliwy, nawet nadwrażliwy, bardzo, oh, czego w sobie po prostu nienawidzi. Tak samo jak uczuciowości. W dodatku BARDZO, po prostu STRASZNIE nieufny. I podejrzliwy, tak. Stara się dusić w sobie negatywne emocje, różne rzeczy, przemyślenia, bo nie cierpi pokazywać, że coś jest z nim nie tak. Uważa to za słabości, ot co, dlatego stara się to maskować - czasem aż nazbyt dużą wesołością, innym razem przy użyciu chłodnego dystansu. Osób, do których się przywiąże, nie lubi "obarczać swoimi problemami", jak to ujmuje. Jeśli chodzi o emocje i zmartwienia jest bardzo zamknięty w sobie, tak, w tym aspekcie można go nazwać kaleką emocjonalnym~ Zaborczy i cholernie zazdrosny o różne rzeczy i istotki, jeśli się przywiąże. Stara się jednak nad sobą pracować, bo aniołkowi nie wypada być takim. Jednak... cóż, średnio mu to wychodzi. Gdy już się tak bardziej przywiąże, to zapewne się nie odczepi. Robi się bardziej przylepowaty (o ile istota do której się "przylepowywuje" jest czysta i nie drażni jego nosa!). Ale dodajmy do tego to, że do wszelkich obcych osób podchodzi z dystansem, a bywa nawet, że jest nieprzyjemny. Cóż... 

Oprócz tego narcyz, pedant i egoista (zwłaszcza, jeśli chodzi o jedzonko). Gdy podzieli się z tobą czymkolwiek, to możesz być naprawdę dumny, albowiem kopnął cię przeogromny zaszczyt!
A tak na koniec jedno ze słów, które bardzo dobrze go określają: NIEPRZEWIDYWALNY. Jego reakcje, zachowania (etc!) zależą od sytuacji, osób z którymi ma aktualnie kontakt, nastroju, a nawet pogody.

 

Wygląd:

Bardzo... charakterystyczny. Ale zacznijmy najpierw od budowy ciała, co?

Mierzy sobie jakieś... o, mniej więcej (nie no - jeśli już, to bardziej mniej, phew) - 165 centymetrów. Wzrostu, oczywiście (...przepraszam)! Sami sobie oceńcie, czy jest wysoki/niski jak na te czasy, na ten kraj, czy jednak nie, e. Jest szczupły - mieści się w tych dolnych granicach "wagi odpowiedniej do swojego wzrostu", czyli jest jak najbardziej okej. Posiada nieco wystające biodra. Łopatki. Żebra także się odrobinkę pod skórą odznaczają, o ile Russell nie będzie miał zbyt dużo na sobie, ha! Anioł posiada także lekkie umięśnienie. Nieduże, ale widać delikatny zarys mięśni, a jak się go pomaca, to również wyczuje się co nieco pod łapkami. Ale co z tego, że jest chucherkowaty - jest także aniołkiem, to ma siłę w łapce. W obu. W ogóle ma w cholerę dużo siły, więc niech nie zwiedzie cię jego budowa ciała! Anioł posiada także dość długie, smukłe palce, można rzec, iż pianisty - ot, po prostu, takie rączki nadają się idealnie do gry na instrumentach!
Ma jasną cerę. Tchh, tak, jest całkiem blady. Ale nie biały. Troszeczkę mu do tego jednak brakuje!
Miła buzia. Dość kobiecych rysów, delikatnych. Oh, chłopięca taka! Proporcjonalna. I tyle wam trzeba o niej wiedzieć, tch.
Posiada wąskie ramiona, tak, niezbyt męską budowę ciała, bardziej taką chłopięcą, no (ale też bez przesady!). Oprócz tego, że ramiona nie są jakieś szerokie, to dodatkowo są całkiem smukłe. ...oh wait, Russell to ogólnie prawie cały jest smukły, raczej wąski i to akurat nie ma już nic wspólnego z wagą, taka tam budowa i tyle, że szerokie z niego stworzenie nie jest. Taki smukły, gibki i powabny.
Nogi. No ten no... proporcjonalne i tyle. I ZGRABNE, jako istota boska w końcu musi mieć boskie WSZYSTKO. No wiecie. Boskie, hehe.
Dalej... i tu właśnie przechodzimy do tej, hm, baaardziej charakterystycznej części! Russell na łbie ma włosy barwy turkusowej. Są one bardzo długie, sięgają one niemal podłoża... i to wtedy, gdy anioł stoi! Najczęściej je związuje w jedną, jedyną kitkę (czy raczej wielką kitę), by mu zwyczajnie te kłaki nie przeszkadzały. Są wiecznie zadbane, mięciutkie, lśniąceee~ Aksamitne, po prostu aż chciałoby się głaskać (dodając, że zapach mają taki milusi, cytruskowy! Pomarańczki, etc!) Co mamy niżej - oczyska, nad którymi widnieją cienkie brwi. A ślepia to Russell ma duże, zielone - jadowicie zielone dokładniej. A przynajmniej w większości. Zapatrz się dłużej w jego oczy, a poczujesz coś... iście hipnotyzującego, przeszywającego cię na wylot, teheh! Zaraz, zaraz... być może to przez to, że są dwukolorowe, ha! Charakterystyczne, nie? Dodajmy jeszcze, że jego źrenice nie są równe - a mianowicie, prawa jest większa od lewej. Widać to mniej lub bardziej w zależność od światła i emocji w jakich znajduje się Russell. Aniołek posiada także gęste, grube, czarne rzęsy - jednak nie są one jakieś długie. Ot, długość... normalna... średnia po prostu, przeciętna, o.
Ubiór ma także charakterystyczny - zazwyczaj o rażących w oczy kolorach. Często jednak przywdziewa na siebie długi płaszcz barwy białej, szarej lub czarnej, by nie rzucać się w oczy, nie walić swymi jakże zacnymi kolorkami... a w każdym razie - nie walić aż tak. Robi to zwykle w bardziej uczęszczanych, popularnych miejscach. Ciuchy, które na siebie zakłada, są z reguły ciut większe niż być powinny. Luźne, wygodne - no chyba, że jakieś przyjęcie czy inne spotkanie wymaga innego stroju, uh! Nie cierpi się obnażać, a przynajmniej nie przy innych, bo chociażby w mieszkanku czasami zdarza mu się nosić ciuchy na tyle luźne, że mogą mu się zsuwać z ramion. Czy coś w ten deseń. Preferowany kolor - albo kolorowy, albo czarno-biały, albo... mieszany.
Czasami na jego plecach pojawiają się różne blizny, ot, wyniki samobiczowania się (w ramach pokuty!). Zjawiają się nowe, najróżniejsze i znikają całkiem szybko (w końcu anioł, to się ładnie się goi - ale jak sam nieraz przyrżnie, wooh...!). Wciąż i wciąż.

 

Umiejętności rasowe: Świetlista Broń, Błogosławieństwo, Łaska

 

Uwagi: Brak

 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Piekło, Pawlex

Powszechnie znanym, acz nieoficjalnym był fakt, że jeśli istniały stworzenia których Lucyfer nienawidził bardziej niż ludzie, to były to z pewnością demony. 

W Piekle panował słynny nadmiar rozrywek, ale mimo to nie był to dom ani dla demonów, ani dla upadłych aniołów, ani - tym bardziej - dla pokutujących dusz, choć niewątpliwie niektórzy potrafili się ustawić. 

Jeden z pomniejszych, acz wcale nie mało znaczących demonów został tego dnia wezwany na 'audiencję' u Pierwszego Upadłego i wiedział dobrze, że nie był to powód do radości. Oderwany od tortur jakiejś duszyczki, szedł prosto do komnaty niekwestionowanego Władcy Piekła (który nie był zadowolony ze swojego królestwa i miało już tak pozostać) z niepokojem przerywanym panicznym lękiem o swoją demoniczną egzystencję. Niewielu wracało z owych audiencji, jeszcze mniej wracało w całości, a zadowolonych można było policzyć na palcach jednej ręki. Niekoniecznie kompletnej. 

Do komnaty prowadziły wielkie, srebrne wrota. Samo pomieszczenie było dość rozległe i ciemne. Z otworów w ścianach ciekła woda, kierując się do rowów, które prowadziły do basenu z wodą. Po jej powierzchni przesuwały się liście wodnych roślin, których Xozal nie rozpoznawał. W środku nie było słychać nawet wrzasków torturowanych i śmiechów oprawców. Słowem - sielanka. Gdyby nie jasnowłosa postać, od której biło światło, siedząca u szczytu kamiennego stołu. Ubrany w biel, z oryginalnego wyglądu zachował tylko dwie pary czarnych skrzydeł. Kolejny powód, za który nienawidził demony - nie mógł ukazywać się w ich towarzystwie w prawdziwej postaci. Choć często miał ochotę, wiedział, że destrukcja większej części swoich zastępów była kompletnie nieopłacalna. 

Zimne oczy wpatrywały się uważnie w demona, a na młodej, ludzkiej twarzy igrał niesamowicie uprzejmy uśmiech. To było najgorsze. Zawsze był spokojny i uprzejmy, nawet kiedy dochodziło do tortur. 

- Usiądź - odezwał się Lucyfer, zapraszając Xozala do stolu. 

Edited by Arcybiskup z Canterbury

Share this post


Link to post
Share on other sites

Niebo

Dla wielu niebo było czymś niewyobrażalnym, doskonałym, pięknym. Dla ciebie jak i tysięcy innych aniołów było po prostu domem, czymś zwyczajnym, chociaż fakt, widoki zapierały dech w piersiach. Dolina, znajdująca się w miejscu nieznanym nikomu. Tysiące roślin, zielona trawa, kwitnące drzewa, sielanka. Miejscem najbardziej rozpoznawalnym był pałac stworzony z białego kamienia. Tam mieszkała większość Serafinów oraz sam Stwórca. Nie był to jednak twój cel, na polecenie Uriela miałeś udać się do Anioła Sekretów. Co za tym szło, musiałeś udać się do wieży z kości słoniowej znajdującej się na jednej z kamiennych gór. 

Przemierzając trasę mogłeś dostrzec inne anioły, większość zdawała się pracować, tylko nieliczne odpoczywały, najwidoczniej miały przerwę. Każdy czasem musiał odpocząć.

Po pewnym czasie stanąłeś pod drewnianymi drzwiami, zapukałeś ale nie usłyszałeś nic w odpowiedzi. To nie było niczym niezwykłym, Raziel często był pochłonięty swoją pracą. W zasadzie mało kto wiedział co dokładnie robił. Popularną wersją było to że obserwował inne światy oraz strzegł sekretów. Chociaż kto wie czy nie robił czegoś jeszcze. 

Wreszcie zdecydowałeś się wejść, pierwsze co ujrzałeś to olbrzymie wielopiętrowa biblioteka wypełniona setkami tysięcy książek, chociaż mogło być ich więcej. A oprócz  ksiąg, zwoje, malowidła i wiele innych. Do tego masa luster, kryształów i kilka posążków prezentujących groteskowe kreatury, nie wiedziałeś czy to element wystroju czy może coś z innego świata. 

Nie było dość miejsca żebyś mógł polecieć toteż musiałeś pokonać te trzydzieści pięter na nogach. Na dwudziestym dziewiątym minąłeś zamknięte drzwi, pewnie biuro, albo coś takiego. Ostatnie piętro było obserwatorium, sufit pełny malowideł przedstawiający gwiazdozbiory, kilka szafek i półek. W samym centrum stała fontanna, a w zasadzie krąg z kamienia wypełniony srebrzystym płynem. Wreszcie ujrzałeś Raziela. Był smukły o twarzy myśliciela. Jako Cherubin miał dwie pary skrzydeł, srebrnych.  Stał wpatrując się w fontannę. Po chwili jednak spojrzał na ciebie. 

- Witaj Zytranie. - odezwał się. Jego głos był lekko ochrypły, poważny i spokojny. Uśmiechał się przyjaźnie. 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Ziemia, Stuttgart

 

Podobno Stuttgart był kiedyś naprawdę dużym miastem. Podobno księżyc jest z sera, myślałeś, idąc cichymi ulicami. Jak to możliwe, że w zaledwie dwieście lat miasto może tak po prostu umrzeć? Tuż przed tobą przeszedł spory tłum ludzi. No tak. Śpieszno im na pociąg do Eufratu. Porzucenie całego ich dotychczasowego życia przychodziło im tak łatwo.

 

Tłum ludzi znikał za gmachem jednego z już nie tak nowoczesnych wieżowców, a na przejściu dla pieszych zostało tylko kilku maruderów, próbujących jak najwygodniej przetransportować swoje kilkutonowe walizy. Nagle, na samym środku skrzyżowania, zauważyłeś tajemniczą postać. Musiała wyjść z tłumu, myślałeś, przecież przed chwilą jeszcze jej tu nie było. Różowa walizka ostatniego z przechodniów zniknęła za wieżowcem. Początkowo stwierdziłeś, że stojąca przed tobą postać to chuderlawy mężczyzna. Szybko jednak zauważyłeś, że jest to krótko ostrzyżona (tuż przy czaszce) kobieta ubrana w wyjątkowo męski strój. Szybko też zauważyłeś, że zbliża się do ciebie energicznym krokiem.

 

Ostatnią rzeczą, jaką zauważyłeś, zanim chwyciła cię za rękę, były jej kolczyki. Wszędzie. Trzy albo cztery w ustach, uszy przebite na wszelkie możliwe sposoby, kółka w obu brwiach. Gdyby otworzyła usta, mógłbyś zauważyć dwie kulki na jej języku - jedną większą, drugą mniejszą. Szybko jednak przestałeś się jej przyglądać, gdy poczułaś na nadgarstku dotyk jej lodowatej ręki.

 - Chodź - odezwała się niskim, szorstkim głosem, bezpardonowo ciągnąć cię w stronę, z której przyszedł tłum. Nie zdążyłeś nawet zaprotestować, a już znajdowałeś się po drugiej stronie ulicy.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Byłem zdziwiony, świeżo wydarty z moich przemyśleń, kiedy jakaś postać chwyciła moją rękę, początkowo myślałem, że to mężczyzna, lecz po krótkiej chwili dostrzegłem prawdziwą płeć postaci.

-Co się dzieje?- zapytałem zdziwiony, lecz ku mojemu kolejnemu zdziwieniu znalazłem się nagle po drugiej stronie ulicy. Czulem, że to jedno z tych wydarzeń co diametralnie zmieniają życie, lecz szczerze miałem nadzieję, że coś takiego będzie bardziej spodziewane i będę mógł się przygotować. Niestety muszę grać takimi kartami jakie dostałem i jedyne co mi pozostało to wyczekiwać przyszłości.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Prawdą było, że bycie zaproszonym przez Lucyfera bardziej było odbierane jako karę, niż okazją do dumy i przechwalanie się tym innym demonom. Inni którzy dostąpili tego "zaszczytu" nigdy nie wrócili, wrócili w częściach, bądź nigdy nie byli tacy sami. Każdy demon bał się takiej sytuacji. Nawet ci, którzy znaczyli coś więcej niż większość podrzędnych demonów, nie ukrywali strachu, jakim byli przepełnieni gdy musieli zjawić się u władcy piekieł. 

Xozal był jednak wyjątkiem. Bardzo nielicznym wyjątkiem. Może nawet jedynym.

Nie, nie było to spowodowane za dużą pewnością siebie. Nie było to również spowodowane chęcią przypodobania się wyższym demonom, co cechowało wszystkich z kategorii Xozala. Demony z prawie że najniższej hierarchii. Mięso armatnie bądź króliki doświadczalne. 

Nie bez powodu nazywano go "Demonem szaleństwa". Jego umysł był zaplątany i pogmatwany tak bardzo, że nie odczuwał żadnego zagrożenia. Żył we własnym świecie, przez co ledwo mógł określić prawdziwą ocenę sytuacji. 

W ogóle nie odczuwał strachu przed Lucyferem. Takie luźne podejście nie było wywołane brakiem szacunku czy chęcią zabłyśnięcia. Xozal po prostu nie był w stanie zrozumieć jakie zagrożenie na niego czeka. Czy jednak można go za to winić? Szaleństwo jakie demon rozsiewa wokół siebie przyniosło mu nie mały rozgłos w piekle. Najbardziej był znany z tego że nigdy nie dotknął ofiary jaką torturował. Jednakże z ich psychiki nie pozostawało właściwie nic. Xozal jest stukniętym, pomniejszym demonem, jednakże zignorowanie jego umiejętności było głupotą, wręcz samobójstwem.

 

Demoniczny wariat podczas wędrówki do miejsca swojego przeznaczenia prowadził bardzo ożywioną konwersację... z samym sobą. Tematem tej rozmowy była jego ofiara którą musiał z bólem zostawić, sytuacja polityczna w piekle oraz jego miłość która jest aniołem. Oczywiście nikt taki nie istnieje, toć kolejny wybryk jego zwariowanego i żałosnego umysłu. 

Na jego twarzy wiecznie widniał wyszczerzony uśmiech. Jeszcze nikt ani nic nie sprawiło, aby zniknął. 

Kiedy minął wielkie, srebrne wrota, miał wrażenie jakby opuścił piekło. Xozal zastanawiał się, czy aby przypadkiem nie zabłądził i dziwnym trafem nie znalazł się w niebie. Nie ułatwiała to również postać Lucyfera. Światło które od niego biło, sprawiło że demon był zmuszony zasłonić swoje oczy kapeluszem. W porównaniu do innych diabląt, jego ubranie było całkiem ludzkie. 

Kiedy władca piekieł nakazał mu usiąść, ten posłusznie powędrował do stołu. Dobrze że wcześniej niektóre demony ostrzegły go, aby wykonywać wszystkie rozkazy Lucyfera. Mimo iż był szalony, nie zamierzał ich kwestionować. 

Kiedy demon usadowił się przy stole, wpatrzył się w Lucyfera, mrużąc oczy przez światło. Uśmiech, jego cholerny uśmiech w ogóle się nie zmienił.

- Och... czy jesteś aniołem? - Zapytał. Jego głos nie był niski, nie był groźny ani stanowczy. Mimo to budził u większości lęk bądź chociaż niepokój. Co ciekawe, jego głos był całkiem klarowny. Nawet miło się go słuchało. 

- Jesteś taki jasny... biały... piękny... jak anioł! 

 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Piekło, Pawlex

Zapadło milczenie, zakłócane tylko szumem wody. Kącik ust Lucyfera powędrował wyżej w krzywym uśmiechu. Efekt był wysoce niepokojący. 

- To dlatego, że jestem aniołem. Ale nie o tym będziemy rozmawiać - uciął. W jego dłoni zmaterializował się cienki plik papieru, który położył na stole, chwilowo odwracając wzrok od Xozala.

- Prosiłem, żebyś tu do mnie przyszedł, ponieważ chciałbym, abyś coś dla mnie zrobił. Ucieszy cię z pewnością wieść, że dostaniesz przepustkę na ziemię. A dostaniesz ją, bo bardzo zależy mi na pewnej duszy. Duszy człowieka, który ma mieć zapewnione miejsce w Niebie. Szkopuł tkwi w tym, że ów człowiek nie zasługuje na Niebo, a przecież to nasza święta misja, karać złych ludzi i nie dopuścić, aby ujrzeli bramy niebieskie. Prawda? - zapytał. Wzrok znów przeniósł na goszczonego demona i Lucyfer powoli wstał z krzesła i skierował kroki w jego kierunku. Miał bose stopy.

- Orientujesz się, mam nadzieję w najnowszej sytuacji politycznej? - Słychać było, że naprawdę miał nadzieję. A jeszcze większą nadzieję mógł mieć rozmówca. - Sto czterdzieści cztery tysiące ma zapewnione miejsce w Niebie. Od razu, bez Sądu. Należy więc naprawić błąd, bo jest to niemal na pewno błędem. Człowiek ten to siedlisko korupcji i nieczystości. Jest gorszy niż większość z was - prychnął i oparł się o blat stołu blisko krzesła Xozala. 

- . Ponadto stawka jest wysoka. Apokalipsa, której pragniemy nie może zacząć się bez Jeźdźców. A ów człowiek przyzwał i spętał Śmierć. Musisz go uwolnić, a duszę starego durnia dostarczyć mnie. Jesteś demonem szaleństwa, Xozalu. Jednym z moich dzieci. Stworzyłem cię i wierzę, że jako mój syn przyłożysz się i poradzisz sobie z tym niewątpliwie poważnym zadaniem. Potrzebuję cię. Nie możesz mnie zawieść. - Upadły chwycił dłoń Xozala i włożył w nią plik papieru. 

- Tu masz informacje, których potrzebujesz. A tu... - jego palec wskazujący dotknął czoła Xozala. Zanim demon poczuł ból, poczuł swąd palonej skóry. 

- ... Tu jest twoja przepustka. Czy chcesz wiedzieć coś więcej? 

Edited by Arcybiskup z Canterbury

Share this post


Link to post
Share on other sites

Demon uważnie słuchał Lucyfera, mimo iż w cale tak to nie wyglądało. Strzelał oczami w każdy możliwy kąt, podziwiał to miejsce. W końcu był tu pierwszy raz. Na władcy piekieł skupił się dopiero, gdy ten wręczył mu papier. Na ból, wywołany paleniem skóry, zareagował cichym pomrukiem. 

- Dział administracji musi być w niebie naprawdę zaniedbany... - Odezwał się, przeglądając plik papieru. - Ktoś taki zły, bardziej niż ja czy reszta, może być takim pięknym aniołem? - Dodał, tym razem do siebie. Xozal często potrafił skupić się na rozmowie z samym sobą, pomimo iż druga osoba stała kilka centymetrów od niego. 

Demon odlepił wzrok od kartki i przeniósł go na Lucyfera.

- Człowiek był w stanie spętać Śmierć? Kim on jest? 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Piekło, Pawlex

Na wspomnienie o niebiańskiej administracji twarz Lucyfera na ułamek sekundy stężała. Rzec by można nawet, że na podejrzanie łagodne oblicze wpłynęła burzowa chmura, niosąc ze sobą jawną groźbę natychmiastowego dostąpienia przez Xozala dogłębnego poznania osobistej komnaty tortur upadłego. Ale to trwało zaledwie ułamek sekundy, zanim uśmiech powrócił, pełen wyrozumiałości.

- Sprawy natury niebiańskiej nie powinny zaprzątać twojego demonicznego umysłu, Xozalu. Moralność tym bardziej. Nie zapominaj, kim jesteś. - Odchrząknął.

- Pytasz: kim jest ten człowiek? Odpowiadam: cwaniakiem, który w lepkie ręce dostał wiedzę, której dostać nie powinien. Dlatego wysyłamy na niego drugiego cwaniaka. Ab igne ignem. Przyjmij to jako komplement, bo liczę na to, że okażesz się tym lepszym. Zwłaszcza, że szanse są całkiem równe. On ma pieniądze, ty masz swoje talenty i w związku z tym nie możesz zawieść. Wiesz, że nie. Prawda? - zapytał.

Edited by Arcybiskup z Canterbury

Share this post


Link to post
Share on other sites

Tym razem demon był całkowicie skupiony na władcy piekieł. Nawet nie mrugnął, słuchając Lucyfera.

- Ma pieniądze? Ja też mógłbym zarobić pieniądze. Czy wtedy byłbym większym cwaniakiem od niego? - Zapytał, bardzo poważnie jak na niego. Mimo to już sam wygląd Xozala sprawiał że jego słów raczej nie powinno się traktować poważnie.

- Mógłbym na przykład otworzyć szpital dla obłąkanych... albo grać na giełdzie... wtedy miał bym swoje talenty i pieniądze.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Ziemia, Stuttgart

 

Dziewczyna zatrzymała się na chwilę, by odetchnąć i spojrzała na ciebie.

 - Dobra, słuchaj. Sprawa jest taka, że... - Zrobiła na chwilę przerwę, jakby czegoś zapomniała. - Nazywam się Mercedes i sprawa jest taka, że... że idzie koniec świata, a ty możesz być bardzo nam przydatny - zrobiła pauzę, jakby chcąć podkreślić wagę swoich słów. Normalny człowiek pewnie uciekłby od takiej wariatki, ale ty byłeś na swój sposób zaciekawiony tym, co mówiła ta dziewczyna. - A z resztą, pokażę ci.

 

Znowu poczułeś na nadgarstku ucisk zimnej ręki, która pociągnęła cię w stronę jednej z wąskich uliczek. Nie wiedziałeś, że takie jeszcze istnieją. Obskurne, z odpadającym ze ścian tynkiem. Spojrzałeś w górę. Wielopiętrowe wieżowca wydawały pochylać się, jakby zaraz miały się na siebie zawalić i tylko dzięki niebieskiej wstędze nieba pomiędzy nimi mogłeś stwierdzić, że nadal jesteś na dworze. Coraz bliżej był koniec uliczki, a tam - czerwone drzwi, wyraźnie odcinające się od błękitnosrebrnych budynków. Dziewczyna podeszła do nich i nacisnęła mało widoczny guzik w miejscu, gdzie powinna znajdować się klamka. Mała klawiatura wysunęła się, a Mercedes wpisała PIN. Starałeś się go zapamiętać. 1-8-1-8. 1-8-1-8.

 

Drzwi otworzyły się, a wy zeszliście po śliskich, stromych schodach. Twoim oczom ukazała się duże, kwadratowa sala, z wbitymi po środku kilkoma rurami. Przy jednej ze ścian zauważyłeś blat, będący kiedyś zapewne barem, a na jednej ze ścian - kilka starych plakatów. Zauważyłeś dwoje białych drzwi po lewej stronie sali. Mercedes poprowadziła cię w stronę barku, a jej uścisk rozluzował się. Coś, co wcześniej wydawało się workiem ziemniaków, okazało się być starym, zgarbionym mężczyzną. Łypnął an ciebie i przemówił głosem łagodnym, kremowym. Nie pasującym.

 - A więc to jest on - spojrzał w stronę Mercedes, która potaknęła. - Wyobrażałem go sobie inaczej. - Odwrócił się w twoją stronę. - Posłuchaj dziecko... za ile jesteś w stanie sprzeciwić się absolutowi? - prychnął. - Brzmię jak jakiś kretyn z tych dwudziestopierwszowiecznych filmów.

 

W tym momencie usłyszałes dziwny odgłos dochodzący z jednego z pokojów za białymi drzwiami. Mercedes zmarszczyła brwi, a tajemniczy mężczyna machnął ręką.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Na początku zacząłem obawiać, że zostanę okradziony bądź nawet porwany. Choć szczerze zawsze chciałem poznać jakąś dziewczynę z imieniem Mercedes, dlatego postanowiłem chwilowo się poddać. PIN warto było zapamiętać, może się kiedyś przydać. Kiedy zauważyłem pokój moja ciekawość została zwiększona oraz wreszcie zostałem puszczony.

-Fajnie, zostałem zaproszony do sekty.- powiedziałem z uśmiechem kiedy odezwał się starzec- Za ile? Proponuj, a coś utargujemy.- kiedy rozległ się dziwny odgłos udałem, że tego nie słyszałem, w końcu jestem w środku negocjacji, dlatego moja twarz pozostała uśmiechnięta.

Share this post


Link to post
Share on other sites

- Witaj Razielu - powiedział odwzajemniając uśmiech. Lub przynajmniej próbując, bo nie był przyzwyczajony do uśmiechu, przez co na twarz wpełzł mu niemalże depresyjny grymas. Przynajmniej próbował. Szczery uśmiech... Nie pamiętał, kiedy ostatni raz takowy miał na ustach. Może przechadzając się wśród ofiar Hiszpanki? A może to była Rzeź Grunwaldzka? Już nie pamiętał. Ostatnio wielu rzeczy nie pamiętał.

Po chwili Zytran uzmysłowił sobie, że znowu dał się pogrążyć we własnych myślach. Popatrzył na rozmówcę przepraszającym, lecz wciąż lekko pustawym życiowo wzrokiem. - Przybyłem tu z polecenia Uriela. Czy coś się stało?

Share this post


Link to post
Share on other sites

Piekło, Pawlex

- Xozelu... Xozelu. Skup się, proszę - powiedział Lucyfer tonem jeszcze bardziej łagodnym niż wcześniej, chwytając w dłonie twarz demona. Przez tkanki i kość do mózgu zaczęły przenikać impulsy, najpierw odczuwalne jako lekkie mrowienie, przechodzące przez kłucie aż do bólu, jakby w jego mózg wbijano szpikulce. Niemałe szpikulce. Jasnym było, że najwyższy przełożony demona szaleństwa nie chce, aby ten otwierał jakiekolwiek instytucje. Wola Lucyfera zdołała przebić się przez najgrubsze warstwy szaleństwa, docierając do szczątków rozsądku. Przekaz stał się jasny prawie tak bardzo, jak ślepia Lucyfera, teraz rozżarzone białym światłem.

- Chcę, abyś poszedł na ziemię, przybrał rolę jednego z bliskich współpracowników człowieka, Waltera Sullivana, a następnie spowodował, że dusza Waltera Sullivana trafi wprost do Piekła. Wcześniej jeszcze masz sprawić, że Śmierć odzyska wolność. Pragnę z całego serca, abyś odpowiedział mi teraz, czy rozumiesz co do ciebie powiedziałem. Dam ci chwilę na zastanowienie, a ty kiwniesz bądź pokręcisz głową. Dobrze, Xozalu? - zapytał. Światło zaczęło boleśnie razić białe gałki oczne demona. 

Edited by Arcybiskup z Canterbury

Share this post


Link to post
Share on other sites

Kiedy demon poczuł okropny ból, kąciki jego ust zadrżały. Wieczny uśmiech z jego ust prawie zszedł. Prawie. Nikt nie był w stanie tego zmienić, chociaż Lucyfer był zdecydowanie najbliżej.

Xozal zamknął łzawiące oczy, chcąc chociaż trochę złagodzić ból, jakie dopadł jego gałki oczne. Światło które wydzielał Lucyfer było naprawdę paskudne. 

- Którędy... którędy na ziemię? - Zapytał, chcąc jak najszybciej oddalić się od władcy piekieł. Co prawda odezwał się, zamiast wykonać gest głową. Liczył jednak że Lucyfer już odpuści mu taką błahostkę. 

Share this post


Link to post
Share on other sites

×
×
  • Create New...