Jump to content

Strona Główna  |  Ogłoszenia  |  Lista Fanfików  |  Fanpage  |  Feedback

Recommended Posts

Niebo, Arekeen
Anioł odsunął się od fontanny. Podszedł bliżej ciebie. 

- Stało się coś do czego potrzeba prawdziwego specjalisty. - oznajmił. - Otóż, potrzebujemy informacji na temat Księgi. Informacje ma pewna osoba, problem w tym że ta osoba jest obecnie w piekle, jest to rzecz którą mało który anioł zrobił aczkolwiek, potrzebujemy abyś poszedł do piekła. Nie w celu zabijania demonów a w celu wydobycia z tej osoby informacji, następnie korzystając z nich odnalazł księgę. Będę mógł ci pomóc z poszukiwaniami na ziemi, niestety zgodziłem się że nie będę osobiście ingerował w domenę Lucyfera. Ty jednak możesz to zrobić, nie składałeś takiej obietnicy. - powiedział gestykulując przy tym żywo. - Chociaż, jeśli nie będę w swojej prawdziwej postaci, będę w stanie ci towarzyszyć. - dodał wreszcie. 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Piekło, Pawlex

- Wyjdziesz stąd i wskażą ci drogę. Nie jest daleka ani skomplikowana. Ale nie posłuchałeś i wciąż nie mam pewności, czy rozumiesz co do ciebie powiedziałem, Xozalu. Miałeś kiwnąć głową na potwierdzenie, bądź pokręcić, aby zaprzeczyć. Nie zrobiłeś ani jednego, ani drugiego, choć o to cię poprosiłem. Teraz chcę, abyś ten błąd naprawił - powiedział. Palce zacisnęły się mocniej na szczęce demona, potęgując nieprzyjemne doznania. 

Edited by Arcybiskup z Canterbury

Share this post


Link to post
Share on other sites

- Naprawiam! Naprawiam! - Krzyknął, energicznie kiwając głową. Wolał nie opuścić piekła z pogruchotaną szczęką. 

- Walter Sullivan! Współpracować! Uwolnić śmierć! Zabrać duszę człowieka do piekła! Zrobię to, przyrzekam! 

Share this post


Link to post
Share on other sites

- Piekło. Dawno go nie widziałem - powiedział Zitran. Nie był tam odkąd Jezus zszedł na ziemię. Jak tam teraz jest? Czy torturami nadal zajmuje się każdy? A może są tam inne zajęcia? Ciekawe, co tam Lucek porabia. Może przy okazji skorzysta z oferty Azmodana? W końcu nie każdy może odwiedzić piekielne kasyno. - Ale jeżeli zabiję demona, to nic się nie stanie, prawda? - zapytał przezornie. Wolał mieć pewność, że może utłuc parę demonów nie chcących się odczepić. Chociaż wątpił w taką możliwość. Mimo anielstwa zadawał się z wieloma demonami. Kiedyś. Demon choroby, obłędu, suszy. Nawet samotność. I, chociaż mógł je zabić, nie zrobił tego. Bo ludzie bardziej zasługiwali na śmierć. Odchrząknął. - No dobra, najpierw: Co to za osoba?

Share this post


Link to post
Share on other sites

Arekeen

- Wolałbym żebyś raczej nikogo nie zabijał. Sądzę że to ułatwi nam to całe poruszanie się po piekle. - oznajmił. - Osobą którą szukamy jest kobieta, nazywa się Ana Smith, znajdziemy ją po śladzie jej duszy, to o wiele łatwiejsze niż pytanie demonów i potępieńców czy nikt jej nie widział. - wyjaśnił podchodząc do półki z książkami i biorąc z niej jedną. Potem podszedł do ciebie. Otworzył księgę szukając w niej czegoś. - jesteś gotów? - zapytał po chwili patrząc na ciebie. 

Share this post


Link to post
Share on other sites

- Zawsze jestem gotowy - powiedział Zytran przeglądając na szybko kalendarz w głowie. Na dzisiaj chyba nic nie miał. W każdym bądź razie nie będzie przesadą powiedzieć, że był ciekaw piekła tych czasów.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Arekeen

- To bardzo dobrze. - oznajmił jeszcze szybko Raziel

Otoczyło was jasne światło, przez chwilę dało się słyszeć cichy odgłos sugerujący ruch powietrza aż w reszcie przestaliście znajdować się w obserwatorium. Zamiast tego byliście na stepie. Wszędzie była pożółkła trawa, ciernie, do tego pustka. W zasadzie można się było tego spodziewać po piekle. A przynajmniej po wejściu do piekła. W oddali dostrzegliście sporych rozmiarów mur. O dość dziwnym kolorze. Zaczęliście iść w jego kierunku, im bliżej tym bardziej wydawało się że mur się rusza, wreszcie byliście na tyle blisko że ujrzeliście materiał z którego był mur, były to istoty, humanoidalne. Żywe. Do tego brama, stworzona ze złota i kości. Skala tego wszystkiego była naprawdę wielka. 

- Cóż, my mamy wielki biały pałac, a oni żywy mur. - stwierdził Raziel po chwili. Podszedł pod bramę i uderzył w nią dłonią kilka razy. Jakby pukał. 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Piekło, Pawlex

- Teraz widzę, że rozumiesz - mruknął z zadowoleniem. Puścił twarz demona i wyprostował się. - Idź, Xozalu. Idź z moim błogosławieństwem. Mam nadzieję, że się sprawisz.

Wrota komnaty otwarły się, otwierając też drogę dla demona szaleństwa.

Został nakierowany na wyjście z Piekła przez pomniejszego demona. Wyjście i wejście znajdowały się w zupełnie innych miejscach i trudno było powiedzieć, co było gorsze. Liczne drogowskazy wskazywały kierunek wyjścia i już wkrótce Xozal otworzył drzwi i wszedł do długiego korytarza o białych ścianach i białej podłodze. Końca korytarza nie było widać przez koszmarnie długą kolejkę złożoną z demonów. Już przy wejściu stała budka, w której demon-urzędnik w postaci zbliżonej do ludzkiej sekretarki w średnim wieku (choć ze zdecydowanie zbyt dużą ilością oczu) rozdawał innym karteczki z numerkami. Na ścianach wisiały ekrany z numerem interesanta, który akurat szczęśliwie dostawał przepustkę na ziemię. Z głośników umieszczonych pod sufitem brzmiała "Nad modrym Dunajem" Johana Straussa II, bynajmniej nie poprawiając humoru nikomu z obecnych. To właśnie ponury proceder powodował, że wbrew pozorom niewielu było takich, którzy byliby w stanie wytrwać lata w kolejce do wyjścia.

Demon w okienku spojrzał na Xozala i pokiwał głową.

- Pan szanowny tymi drzwiami tutaj, o - powiedziała, wskazując białe drzwi których przed chwilą tam w istocie nie było. Xozala odprowadziły zazdrosne, a nawet złowrogie spojrzenia.

Za drzwiami były kolejne drzwi, tym razem drewniane. Pokój był mały i zupełnie pusty.

 

Wrota Piekieł, Arekeen

Przede wszystkim na wstępie powitał go smród zgnilizny, jako zwiastun tego co czeka nowo przybyłych. Za samymi wrotami był plac, którego ziemia wybrukowana była czerepami. Trudno było się poruszać, jako że ludzkie i zwierzęce łby były mocno wyślizgane. Wokół panoszyły się pokurczone i nieszczęśliwe dusze, kierując się w stronę niskiego budynku - czegoś w rodzaju piekielnego urzędu, w którym - jak się okazało - interesanci otrzymywali swoje dokumenty i karty identyfikacyjne. W Piekle zmieniło się wiele, ale odkąd zagościła tam biurokracja, stało się jeszcze bardziej nie do zniesienia. Zwłaszcza, że Wielcy Możni Piekła jak tylko mogli starali się uczynić ją toporną i nielogiczną.

Strażnik przy drzwiach rzucił okiem na anioły. Jedynym, które miał. Przypominał nieco psa skrzyżowanego z krokodylem, a pachniał jeszcze gorzej. W łapach trzymał plik papierów.

- Państwo gdzie? - zapytał. - W jakiej sprawie?

Edited by Arcybiskup z Canterbury

Share this post


Link to post
Share on other sites

Ziemia, Stuttgart

 

Mężczyzna wstał i podszedł do ciebie. Spodziewałeś się, że mężczyzna będzie śmierdział alkoholem lub czymś podobnym, ale nie. Pachniał wodą kolońską wysokiej jakości, zapewne bardzo drogą. W ręku trzymał księgę.

 - Uwierz mi, że nie chce mi się tłumaczyć. Dlatego mam dla ciebie tylko prostą ofertę; ty weźmiesz tę księgę - powiedział, po czym spojrzał w stronę białych drzwi - ale za nic w świecie jej nie otwieraj. Tu za tymi drzwiami znajduje się mężczyzna, którego możesz nazywać Śmiercią. Twoim jedynym zadaniem jest dopilnowanie, by nikt się do nich nie dorwał. - Wydawało się, że skończył, ale po chwili dodał: - Ponieważ prawdopodobnie jesteś jednym z 144 000, nie zabiją cię. - Zauważyłeś, że Mercedes przewraca oczami. Podeszła do was.

 - Może to brzmieć dla ciebie nieprawdopodobnie, ale uwierz, że w przeciwnym razie większość ludzi na świecie nie przeżyje. A w ogóle, co ja ci się będę tłumaczyć. Ile chcesz pieniędzy, by to zrobić?

Share this post


Link to post
Share on other sites

-Nie mam pojęcia.- odparłem zapytany o cenę- Powiedzmy, że nie znam trudności zadania, więc umówmy się że cenę omówimy kiedy już je wykonam. I tak w ogóle co znaczy, że ludzkość może nie przeżyć?- zapytałem, ponieważ nie mogłem już powstrzymać się od odrobiny ciekawości.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Podczas wędrówki długim i białym korytarzem, Xozal nie mógł się powstrzymać od rozmowy z samym sobą. Tym razem dodatkiem było również bardzo żywe gestykulowanie rękoma. Z krzyków, niezrozumiałego bełkotu i śmiechu dało się wychwycić pochwały skierowane w stronę Lucyfera. "Dzisiejszego dnia był wyjątkowo łagodny". 

Gdyby nie gonił go czas, z wielką chęcią zagadałby do urzędniczki, oraz czekających w kolejce demonów. Prawdopodobnie cały tłum zmniejszyłby się o jakieś 3/4. Podczas wieloletniego, nudnego czekania na pewno nikomu nie brakowało jeszcze pieprzącego od rzeczy wariata. 

Zanim demon szaleństwa przekroczył białe drzwi, pożegnał wszystkie zazdrosne i rozzłoszczone demony... środkowymi palcami. Dobrze wiedział że skoro idzie z błogosławieństwem od Lucyfera, nikt go nie ruszy. 

Kiedy znalazł się w pustym pokoju, bardzo dokładnie mu się przyjrzał. 

- Chwila... od kiedy w piekle mamy urzędników? - Zapytał samego siebie. Nie czekając na odpowiedź swojego chorego umysłu, tanecznym krokiem doskoczył do drugich drzwi, drewnianych. Złapał za klamkę i pociągnął... 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Ziemia, Pawlex

 

Za drzwiami znajdował się korytarz typowego, niewielkiego mieszkanka w kamienicy. Podłoga była wyłożona ciemnymi kafelkami, ściany pomalowane szarą farbą. Całość sprawiała wrażenie nowoczesnej, schludnej. A zza ściany słychać było włączony telewizor.

Mieszkanie miało dwa pokoje, pokój dzienny, łazienkę i kuchnię. Współlokator Xozala siedział w pokoju dziennym, na kanapie, z butelką piwa w ręce i oglądał jakiś dokument o oceanach. Młodo wyglądający człowiek o jasnych włosach i twarzy sugerującej wieczne kombinowanie spojrzał na Xozala i uniósł dłoń w geście powitania. Uniósł butelkę z piwem.

- Chcesz? Jest  w lodówce, częstuj się.

 

Share this post


Link to post
Share on other sites

×
×
  • Create New...