Jump to content

Kod Equestria[NZ][Multiwersum][Przygodowy][Przemoc][Sci-Fi][Fantasy][Ludzie][Alternatywne Uniwersum][Kod Lyoko][Equestria Girls]


Recommended Posts

Rozdział 7

 

Byłem gotowy na bitwę, a tu na dzień dobry dostałem absurdem, który miał łatać kolejny absurd. To absurd!

 

Chodzi mi tu o uzbrojenie, o te miecze przytwierdzone do kopyt... Dobra, nieważne.

 

Początek obrony Kryształowego Imperium, póki co wszystko idzie po myśli kucysiów. Dalej mamy... ech sekcję młodzieżową, która ma się udać na misję zwiadowczą do Cantelotu... omg i zostaje do tego wyznaczona Znaczkowa Liga... Ale nie ma tego złego bo pojawia się Młody, yyy, to znaczy Button, który zabije Xanę drewniany mieczem...
Nie no, nie zabije. Cholera, po co on z nimi idzie? Ech...


"– Wygląda trochę jak miecze z tej gry, w którą graliśmy z Buttonem tydzień temu – przypomniała sobie ze zdziwieniem Sweetie Belle. "

 

KTOŚ, KTO GRA W MINECRAFTA I MA OKOŁO DZIESIECIU LAT Z PEWNOŚCIĄ NIE POWINIEN UDAWAĆ SIĘ NA TAK POWAŻNĄ MISJĘ...
AAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAA!
 
"– No niech będzie – zgodziła się przywódczyni sekcji młodzieżowej. Jakby nie patrzeć może i dostawał dotąd drobne misje, ale wywiązywał się z nich wzorowo," I dobrze, niech wraca strugać ziemniaki, pacan jeden, bo tam powinien siedzieć! Na miłość Pinkameny...

 

"– Myślę, że chyba się dogadamy – powiedziała Sweetie Belle uśmiechając się nieco do ich nowego towarzysza. Ten zarumienił się nieco, ale na szczęście nie było to tak widoczne na jego brązowym futrze, więc nikt  tego nie zauważył."

Ja to zauważyłem! Ty, który to czytasz, też to zauważyłeś... No dobra przesadzam, ale mam nadzieję, że ten wątek będzie rozwijany... tak naprawdę to nie. Ale w sumie może wykorzystam to w moim
ff. Dzięki Mistrzu Lyoko.

 

"Cała czwórka, ubrana w ciemne, maskujące kombinezony zwiadowców, ruszyła przez ulice, na których panował jeszcze bardziej ożywiony ruch niż kiedykolwiek dotąd"

W mojej głowie panuje większe poruszenie niż zazwyczaj!
Oddychaj, oddychaj...

 

No więc Znaczkowa Liga se poszła na tę arcyważną misję. Co teraz? Teraz Maud rozwali Kolosa...

Wielkiego jak góra kamiennego golema...

Dlatego, że zna się na skałach... 

 

Ech... No ok, w serialu było pokazane, że rozbiła ten głaz, który właśnie miał przygnieść jej nie do końca inteligentną siostrę Pinkie, ale tutaj ponowie mamy to czynienia ze zwykłym przegięciem. Maud jest zbyt op!
Mogłaby się przydać jako wsparcie; powiedzieć jaka to skała, jakie są jej słabe punkty, wskazać gdzie uderzyć, a nie kuźwa rzucać się z kopytami na tego giganta! No przecież to jest niepoważne... 
Z jednej strony mamy do czynienia z bardzo realistycznym podejściem do wojny, to na duży plus. No ale zaraz cała otoczka się psuje bo Maud umyśliła sobie, że rozwali Kolosa. Mój Boże... To się nie powinno udać, ale niestety się udaje i Maud nie zginie bezsensowną śmiercią.

 

Dalej mamy ciąg dalszy walk. Shining jak idiota szarżuje na Sombrę, który ma przy boku nowego plota - jego siostrę Twilight Sparkle. Ta sama siostra niedługo zadaje mu duuuży ból...

 

Ja nie mogę... Shining, proszę Cię, SPÓJRZ MI W OCZY! Dlaczego poleciałeś jak debil w stronę wroga? Jesteś najważniejszą postacią w świecie kucyków i ty tak naraziłeś swoje życie? No błagam...

 

Obrona nie idzie najlepiej... Wojska Xany przebijają się dalej i dalej... ok. Fajnie, że to tak zostało ukazane. Rzeczywiście jest co czytać, bo jest to po prostu ciekawe. Pomimo tych wszystkich absurdów. Pierwsza linia wojsk Kryształowego Imperium pada, więc ci muszą się wycofać i osłaniać odwrót. Pojawiają się również nasze ludzkie kucyki, starające się pomóc Shining Armorowi. To również jest fajne. Pojawienie się gryfów też było dobrym pomysłem. To muszę pochwalić.

 

Nie mogłem się powstrzymać i tego tu nie przywołać:

"– Prawdziwymi leszczami są ci, którzy się mu [Xanie] sprzeciwiają! Param pam pam pam pam!"

Mój Boże... Co to miało być? Czy Rainbow Dash nasłuchała się Gangu Albanii?

 

Tak więc wszystko kończy się tak, że Xana wygrywa bitwę. Ale ruch oporu również odnosi swoje małe zwycięstwo, gdyż udało im się ewakuować cywili. Jak do tej pory, to był najfajniejszy rozdział. Lubię to.

 

Rozdział 8

 

No więc mamy spotkanie królewskiej pary z generałem gryfów i pojawia się kolejna fajna postać - Gabi! Ta sympatyczna gryfica, której mi było bardzo szkoda, kiedy nie dostała swojego znaczka i kiedy była zazdrosna o Spike'a. Plus za to, że się pojawiła. Potem niestety mamy tę męczącą przemowę Shining Armora... matko, jakie to było przeciągnięte, co widać po długości tamtego dialogu.

 

Ok, mamy jeszcze to wspomnienie o Snowdrop... ZARAZ SIĘ POPŁACZE! NO NIE WYTRZYMAM!

 

Przechodzimy do mojej ULUBIONEJ SEKCJI MŁODZIEŻOWEJ!

 

Szkoda, że ja takiej nie założyłem. Dzieci byłyby znacznie lepszymi niewolnikami, niż myślałem.

 

"Po drodze minęli Dolinę Mgieł, o której krążyły różne dziwne legendy, ale wyszli z niej równie szybko, jak do niej wkroczyli, nawet nie zauważając żadnej mgły." *Parsk*, że co? Jakie kurde legendy? Po co wspominać o czymś takim, skoro to i tak nie jest rozwijane. To tylko filler...

 

"– Button zaprosił mnie raz po szkole do siebie, by pokazać mi jakąś grę, była o kopaniu tuneli, nawet całkiem fajna. – Przypomniała sobie tamto popołudnie spędzone z kolegą z klasy. – Tylko nie rozumiem, czemu mówił, bym nie kopała nocą…" Fuuuuuck... 

 

 

"– Bo w nocy wychodzą potwory! – stwierdził Button oburzonym tonem." Herobrine? Heropony? Nieważne...

 

"Przecież [Button] nie mógł od tak powiedzieć, że Sweetie Belle mu się podoba, prawda?" Mógł i powinien. Przecież jest już dorosłym chłopem. Tylko dorosłe chłopy wysyłane są na tak poważne misje! A nie, to tylko sekcja młodzieżowa... Cholera... 

 

Tak w ogóle to... no nie mogę, ale muszę znowu się do tego przywalić. Dlaczego oni zostali wysłani na tę cholerną misję? Dlaczego? Przez cały czas gadają o bzdurach, wpadają w pułapki, drą ryja. No nie tak wyglądają misje zwiadowcze.

 

Ale tak to fajnie jest zobaczyć stolicę Canterlotu obróconą w chaos przez Discorda. Za to należą się pochwały.

 

Znaczkowa Liga kontynuuje swoją misję, przedziera się przez zamek i dociera do lochów, gdzie spotykają Celestię.

 

"[Celestia] Miała jednak otwarte oczy i chyba mogła obserwować otoczenie, bo były one napełnione bólem i to bynajmniej nie przez ciasto, którego nie mogła zjeść." OMG... poważnie? Jest zamknięta w krysztale, jej królestwo upadło, tysiące kucyków zginęło śmiercią tragiczną, a my tu mamy wspomnienie o cholernych ciastach,
których nie może zjeść Celestia? AAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAA! Coś takiego zupełnie psuje klimat!

 

W trakcie przeczesywania zamku, Znaczkowa Liga napotyka Honor Shielda. To fajny smaczek. Nie będę więcej o tym pisać. Docierają do dziwnej wieży z kryształów.

 

"– Cokolwiek to jest, to musi być ważne – Button wyciągnął swój miecz, po czym chwycił w pyszczek. W każdej grze taki wyróżniający się i świecący obiekt musiał czemuś służyć, więc doszedł do wniosku, że tak będzie i teraz." A więc jednak TVN miał rację. Gry szkodzą dzieciom, przez co nie mogą potem odróżnić świata wirtualnego od rzeczywistego.

 

Niestety Button tak bardzo się w to wkręcił, że postanowił odłupać kawałek kryształu, które wcześniej znaleźli. Cóż... ja już wiem, że próbka tego minerału będzie ważna, ale cholera jasna przypomnę po raz setny; te dzieciaki nie nadają się na takie misje! Działają bez zastanowienia, tak jak w tym przypadku. I tylko cudem nie zostały złapane.

 

Tuż po tym Buttonowi wychodzi na dupie znaczek. Diamentowy miecz z Minecrafta... więc górnikiem już nie zostanie, a szkoda.

 

Gorzej jednak, że Znaczkowa Liga została wykryta. Flutterbat! Moja kolejna ulubiona postać! To właśnie ona zauważana naszych agentów specjalnej troski i postanawia ich zaatakować, aż tu naglę... przychodzi im z pomocą Lara Croft albo raczej Dzielna Doo! Wspaniale! Razem udaje im się uciec z zamku, a po tym spotykają się już jakiś kilometr na północ, aby obgadać parę spraw. Wyśmienicie. Do końca rozdziału nic takiego już się nie dzieje. Najważniejszy w tym momencie jest ten kawałek kryształu.

 

Rozdział 9

 

No wiec mamy opis tego jak bardzo zostały pokiereszowane kucyki. Ok, to jest git. Dalej mamy dramę Winged Hussara i Herbal Treat. No nie powiem, żebym jakoś bardzo się przejął wydarzeniami, które spotkały tę dwójkę. Po prostu na mało czasu spędziliśmy z nimi do tej pory, żeby teraz tak się tym przejmować. Jednak to dobrze, że mamy pokazane żniwa wojny. W końcu Xana jest okrutny i bezwzględny, co powinno sprowadzić na ten świat wiele niewinnych ofiar. Fajnie, że mistrz Lyoko nie ograniczał się tylko do czystej statystyki, czymś w stylu "zginęło wiele żołnierzy". Tutaj możemy się przyjrzeć z bliska temu okrucieństwu. Bardzo fajnie zostało to pokazane.

 

Potem mamy Maud, które jest chyba niezniszczalna, po pomimo tego, że powinna być MARTWA po tym, jak wskoczyła na golema, który ociekał lawą, to jednak miała na tyle siły, żeby wymknąć się
z kryjówki i wskoczyć do opuszczonego pociągu, aby pojechać nim do Canterlot. To ona w ogóle wie jak się tym wszystkim obsługiwać?

 

Następna jest scena rodzinna z życia, bardzo fajna dodam. Sunset odwiedza dziadków Flurry Heart oraz Thoraxa, który się nią opiekuje. To słodkie, powiem szczerze. Ach ten Thorax. Scena krótka, ale fajna.

 

No i wracamy do Xany. Ten opieprza Discorda i Flutę za to, że nie zastosowali się do jego rozkazów. Potem przybywa... Maud! To chyba terminator T 3000. Wbija sobie bez jakiejkolwiek żenady i każde swojej... zxanyfikowanej(?) siostrze wracać do domu... No ku***, co za bezmyślność... No ciekawe jak to się skończy?

 

No oczywiście, że kolejnym absurdem. Dlaczego do jasnej cholery Xana pozwolił wybrać Maud grę, w której czuje się najpewniej? Dlaczego po prostu jej nie zamieni w swojego sługę lub nie zniszczy jej, nie uwięzi? Dlaczego taki Pan i Władca Xana traci sam na użeranie się z jakąś tam klaczą? To ma być ten bezwzględny Xana? No chyba nie... i po raz kolejny rujnuje to klimat.

 

Ta więc będą walczyć na spojrzenia... och, aha. No to wspaniale. To prawie jak pojedynek na miny w Ferdydurke!
Epickość!

 

"Bez tej Maud też odniesie zwycięstwo. Szkoda tylko, że zmarnował na nią swój cenny czas. "

No właśnie!

 

Więc Xana jednak postanowił nie dotrzymać obietnicy... hah, no HAHA! Ale  niego "mhroczny" gość! Już miał przejąć kontrolę nad Maud, kiedy... ktoś uratował tę klaczkę! Normalnie porwał ją z miejsca i wzleciał w  powietrze. Tym kucykiem okazała się być Lighting Dust. Następnie dowiadujemy się, że postanowiła walczyć  samotnie z Xaną, co nie ma żadnego sensu... ale dobra. Ważne jest to, że postanawia się przyłączyć do ruchu oporu (nareszcie). 

 

Następny podrozdział pokazuje nam, jak to Znaczkowa Liga zmierza do Kryształowego Imperium  wraz z Dzielną Do. Po drodze spotykają oddział kucyków-nietoperzy, które okazują się być dobre. Dołącza równie Lighting Dust. Wszyscy zmierzają do KI (Kryształowe Imperium, tak to będę teraz pisać). Docierają tam i akcja płynie tak, jak w sumie powinna. Dostarczony zostaje kawałek kryształu.

 

Ruchu oporu zyskuje nowych sprzymierzeńców. Koniec!

  • Upvote 1
Link to comment
Share on other sites

Rozdział 10

 

Ku innemu światu, czyżbym to tutaj miał wreszcie zobaczyć bohaterów z Kody Lyoko? Nie pamiętam już tego szczerze mówiąc, ale chyba jednak dopiero w następnym odcinku albo raczej rozdziale.

 

No więc mamy wątek tej Herbal Treat, która się burzy do Winged Hussara, potem Lighting Dust chce powrócić do Wonderbolts. Matko, tyle się dzieje. Ale to dobrze, że postanowiłeś skupić się na tych pojedynczych historiach i rozwinąć, ubarwić jakoś ten świat, właśnie tymi wątkami.

 

Niektórzy początku jacy pisarze mają problem z napisaniem długiej powieści, gdyż nie rozwijają wątków pobocznych, postaci drugoplanowych przez co ich książka kończy się po trzydziestu stronach.

 

Dalej mamy spotkanie Doktora Hoovesa z ludzką Sunset. Wpadają na to, że odczytanie kod binarnego wokół grzywy Xany może doprowadzić ich do jakiś nowych informacji. Przy okazji dowiadujemy się, że Derpy, asystentka doktora jest kompletnie pier********. Okazuje chorobliwą zazdrość, gdy tylko doktor pochwalił ludzką Sunset za powiedzeniu mu o tym, że te zera i jedynki wokół grzywy Xany to właśnie kod binarny. W dodatku spada na głowę Sunset, zadając jej ból. No to jest kolejny powód, żeby lubić Derpy, prawda?

 

Później następuje zbiórka sekcji naukowej, naukowy bełkot i już wiemy jak skonstruować portal, który zabierze bohaterów do wymiaru Kodu Lyoko. Żyjemy w idealnym świecie, gdzie dzieciaki są w stanie konstruować portale do innych wymiarów, maszyny do przenoszenia się w czasie, reaktor zimnej fuzji... no bajka po prostu. No w końcu ludzka Sunset była dopiero w liceum.

 

Reszta rozdziału to przygotowania do przejscia przez portal. Nie mam się do czego przyczepić. Kucykowa Sunset, Rainbow oraz Applejack ruszają w nieznane...

 

Rozdział 11

 

To w tym rozdziale spotykamy się z Wojownikami Lyoko. Mam nadzieję, że pojawi się Sisi oraz pan od wf-u, bo to jedyne, prawilne postacie.

 

Akcja w tym wymiarze rozgrywa się gdzieś tak tuż po zakończeniu kreskówki z tego co pamiętam. Xana miał zostać zniszczony, a ojciec Aelity poświęcił się. Niestety, jak dobrze już wiemy, Xana wciąż ma się dobrze.

 

Nasze trzy przybyszki z Equestrii lądują w wirtualnym świecie i spotykają postacie z Kodu Lyoko. Niestety dostajemy tutaj cholernie przeciągnięty i niepotrzebny fragment o wyglądzie Sunset i jej towarzyszek. Bez komentarza... 

 

Krótkie zapoznanie się z sytuacją i przechodzą do normalnego świata; czyli rozumiem, że dosłownie naszego, bo to się dzieje w Paryżu. Chyba.

 

I tutaj wychodzi na to, że jestem PIER****** RASISTĄ, bo cieszę się, że kolor skóry Sunset i Rainbow, i Pinkie, i Applejack zmienił się na ten normalny. Mam nadzieję, że biały. 

 

Następuje wymiana informacji. Dostajemy streszczenie historii z Kodu Lyoko. Przy okazji fajnie jest zobaczyć interakcje pomiędzy wojownikami Lyoko, są autentyczne i czuć więź pomiędzy tymi bohaterami. Pinkie Pie (która rzuciła się w portal za Sunset i też wylądowała w tym świecie, nie wspomniałem o tym) opowiada o swojej... przepowiedni? W sensie ona dokładnie odgadła, że istnieje taki wymiar jak ten, w którym żyją Wojownicy Lyoko, nie mając do tego żadnych poszlak.

 

"No ale taka była Pinkie Pie – nieprzewidywalna i często pozornie łamiąca prawa logiki. "

Ech... nie zdziwię się, jeżeli jest jakimś Bogiem.

 

W każdym razie... po wyjaśnieniu sobie większości ważnych spraw, cała grupka idzie coś zjeść. Ja też pójdę. 
Czas na obiad!

 

Rozdział 12

 

Niespodziewany gość... ciekawe kim on się okaże.

 

No więc wojownicy Lyoko idą se na stołówkę i gadają o wcześniejszych wydarzeniach. Po tym wszystkim wracają do opuszczonej fabryki, gdzie pozostawili przybyszki z Equestrii. Tam się okazuje, że Pinkie Pie udekorowała wszystko jak na przyjęcie urodzinowe.

 

O... M... G... Alelita jest w żałobie, bo dopiero co zmarł jej ojciec, a ta kurde robi dziecinną imprezę. Przecież w Equestrii również jest coś takiego jak żałoba. Nie wie, że raczej
nie powinno się robić takich rzeczy?

 

"– Impreza na cześć zmarłego? – spytał powątpiewająco Ulrich. Spojrzenia innych pokazały, 
że są tego samego zdania." No właśnie!

 

"– Tylko nie wiedziałam, czy nie zrobiłam za długiej brody [o twarzy ojca Aelity] – odparła Pinkie, chwytając 
się za własny podbródek i robiąc taki ruch, jakby gładziła brodę.
– Wygląda dokładnie tak, jak go zapamiętałam – odpowiedziała jej Aelita. – Ale skąd wiedziałaś?"
Skoro ta Pinkie Pie jest taka wszechwiedząca, to dlaczego nie powie od razu wszystkim jak zniszczyć Xanę?!

 

"Chwilę później rozpoczęła się impreza i wszyscy doskonale się bawili." Ugh... idę się wyrzygać...
Jak, po prostu jak to jest możliwe, że ta młoda, wrażliwa dziewczyna mogła przejść do porządku dziennego tuż
PO STRACIE SWOJEGO OJCA?! JAAAAK?!

 

Do fabryki wraca Odd, ale okazuje się, że śledziła go Samantha, jego prawie dziewczyna. Dowiaduje się o sekrecie wojowników Lyoko. Teraz następuje tłumaczenie kolejnej postaci to, co doskonale już wiemy... nuda.

 

Zdecydowanie zbyt często to się pojawia. Jednak nasz Jeremy Fitzgeralt po tym, jak wszystko wyjaśnił Samancie, chce zrobić Skok do Przeszłości, co wymaże pamięć Samathy. No kurde... to po prostu nielogiczne!
Najpierw tłumaczysz coś komuś, a potem chcesz wymazać pamięć tej osoby...

 

"– No ta, Equestria jest krainą kucyków – westchnęła płomiennowłosa, 
musząc tłumaczyć to wszystko, już nie wiadomo który raz." Akurat westchnąłem kiedy ona to zrobiła! Jak ten ff to
robi?!

 

"– Miałeś rację, to jest znacznie bardziej szalone niż wasze poprzednie przygody. Wchodzę w to! – potem [Samantha] 
puściła do niego [Odda] oko. – Ciekawe czy będziemy takim samym typem kuców – na te słowa Odd się nieco zaczerwienił."
Ale co? Lepsze dopasowanie seksualne?

 

Całą drużyna umawia się na następny dzień w fabryce. Wszystko zostaje zaplanowane. Wszyscy mają się udać do Equestrii, by tam walczyć z Xaną. Gdy nadchodzi już odpowiednia chwila, rozpoczyna się WIRTUALIZACJA!

 

A Pinkie podczas tego procesu wywala errory Jeremie'emu Fitzgeraltowi.

 

"– Ta dziewczyna [Pinkie] to chodząca anomalia… – szepnął [Jeremie]" No tak, bo pochodzi z Zony. Albo to jakiś
SCP.

 

Tak więc pomijając już szczegóły, wszyscy wracają do Equestrii.

 

Rozdział 13

 

Na początku nic takiego specjalnego się nie dzieje. Zwrócę tylko uwagę na to, że Shining Armor powinien się najpierw zastanowić, zanim będzie oskarżać swoją żonę o zdradę. No bo przecież już raz miał do czynienia z podmieńcami. Widział swoją żonę obściskującą się ze jego podwładnym.  Może to był właśnie podmieniec, a nie jego żona? Ja wiem, że można się zdenerwować, ale ta zdrada nie miałaby sensu...

 

"– Mam zaraz was obu postawić przed sądem wojennym!? – ryknął, odskakując od nich. – 
I niby czemu tak jej bronicie? Może też z nią romansowaliście, co!?" Shining Armor to DEBIL. Stężenie debilizmu
rośnie w zastraszającym tempie.

 

"Ta [Cadance] rzuciła się w jego stronę i wtuliła w jego pierś [Shining Armora].
– Wybaczam kochanie, tak się cieszę, że już nie jesteś na mnie zły… i dziękuję ci Sunset." Powinnaś go zdzielić
w pysk i szykować papiery rozwodowe, bo z nim jest coś nie tak. Lepiej odpuść sobie dziewczyno...
W ogóle cały ten wątek nie miał sensu. Nie miał znaczenia.

 

Potem śledzimy wojowników Lyoko, jak sobie jedzą na stołówce frytki z McDonalda, a do tego Odd przeżywa szok związany z tym, że koniki nie trawią mięsa. Przy posiłku dowiadują się tego, co już doskonale wiemy; czym są znaczki, puste boczki, krysztaler... o matko. Dalej już nic ciekawego nie ma, oprócz tego koszmaru Rarity.

 

Rozdział 14

 

Rozpoczynam koszmarem Fluttershy. Miło ujrzeć Flutę, bo jej prawie nie ma w tym ff, a to fajna postać.Pozwalam nam to lepiej poznać te postacie, o czym już wspominałem. Mam nadzieję, że później zostanie to jeszcze lepiej wykorzystane.

 

Nadchodzi czas narady. Opracowany zostaje plan Operacji Canterlot. Fajnie to wszystko brzmi, to akurat jest dobry fragment tego ff. Wszyscy zostają przydzieleni do odpowiednich zadań. Wojownicy Lyoko docierają do zbrojowni, aby wybrać sobie broń. Ponownie mamy powielanie tego absurdu. Miecz trzymany w ręc... to znaczy kopycie? Ech...

 

"– A dużo takich masz? Przydałyby się dwie na obydwie rę… znaczy przednie kopyta." Oho, widzę, że nie tylko
Mistrz Lyoko się czasem myli.

 

Następnie mam ciąg dalszy dramy Herbal Treat i Winged Hussara. Ble... to nie jest zbyt dobry wątek.

 

"– Ty mnie nie lubisz? Dobre sobie, ja cię NIENAWIDZĘ! – wykrzyczała. " Tak właśnie rozmawia ze sobą dorośli,
niczego sobie nie tłumacząc. Jest to po prostu śmieszne.

 

Zaraz po tym mamy atak wampirów, które wcześniej były normalnymi kucykami, ale przez tytułową zarazę przeszły transformację. Niech zgadnę... po tym jak Winged Hussar uratuje Herbal Treat, wszyscy się pogodzą i znów  będzie dobrze. Mam rację? Zaraz się okaże...

 

Rozdział 15

 

No póki co się to nie okazało. W każdym razie ten rozdział był naprawdę fajny. Wybuchła epidemia zombie, co tylko dołożyło dodatkowych problemów. Mamy tutaj sporo planowania, obmyślania taktyki, jest nawet parę fajnych scen akcji. Ogólnie nie ma się nad czym pochylać. To był po prostu dobry rozdział. Starlight udało się złapać jednego z zarażonych. Na podstawie tego ruch oporu będzie mógł się przenieść w pobliże wieży Xany, która była odpowiedzialna za wybuch zarazy.

  • Upvote 1
Link to comment
Share on other sites

Rozdział 16

 

Cały rozdział skupia się na walce z potworami Xany, z tymi, które mogliśmy zobaczyć w kreskówce. Cała ekipa ląduje na mroźnych pustkowiach, gdzieś niedaleko KI i odnajdują wieżę odpowiedzialną za zarazę. Rozpoczyna się starcie. Tutaj chciałbym nadmienić to, że o ile oblężenie KI było naprawdę fajnie napisane, do tego klimat tego ff zmienił się, sytuacja robiła się coraz gorsza. Poczucie beznadziei rosło wraz z kolejnym trupem padającym po stronie kucyków. I sytuacja stała się naprawdę poważna.

 

W każdym razie wieża została zniszczona, a Aelita przestała być pustym boczkiem.

 

Rozdział 17

Antropologia? Trzymaj się ode mnie z daleka zboczona Lyro! ZA DALEKA POWIEDZIAŁEM!

 

Dowiadujemy się, że Winged Hussar to tak naprawdę HuzarPL. Powiedziała nam o tym ta mała klaczka, która to została wykorzystana do ustalenia lokalizacji wieży. A tak już na poważnie, to rozdział jest całkiem przyjemny.

 

Dobrze, że dostajemy trochę oddechu po tych wszystkich walkach i możemy bardziej się związać emocjonalnie z bohaterami. Takie moment również są bardzo potrzebne. Czytanie o interakcjach pomiędzy postaciami wyszły tu naprawdę w porządku. Dodatkowo charaktery postaci są również wiernie oddane; te z Kodu Lyoko, jak i z serialu. No więc zamykamy w tym rozdziale dramę Huzara oraz Herbal. Wiedziałem, że to tak się skończy, no ale cóż.

 

Mamy jeszcze krótki wątek odnośnie odnalezionego grobowca poprzednich władców KI. Daje się nam tu poszlakę, która wskazywałaby na to, że to być może Sombra jest tym prawowitym dziedzicem KI. No ciekawe... Czekam na ciąg dalszy.

 

Już za stołówce Odd próbuje szpanować i wyrywać klacze... bleee! BLEEE! Może i ma ciało kucyka, ale umysł wciąż jest ludzki. To jest po prostu BLEEE!

 

Do towarzystwa dołącza Lyra, która zaczyna zasypywać pytaniami wojowników Lyoko.

 

"[...] Zresztą i tak kucyków ani koni się generalnie u nas nie je… znaczy, w niektórych dziwnych krajach 
jedzą koninę, ale według mnie to dziwny pomysł." Oj kłamczuszku Odzie! Chyba coś Ci się pomyliło... U was
również się je koninę. 

 

No nic, rozdział się kończy. Teraz czeka nas narada... W sumie narady zawsze wychodziły spoko w tym ff, więc mogę się spodziewać kolejnego, ciekawego rozdziału.

 

Rozdział 18

 

Rozdział zaczyna się tak: "Parę chwil po pożegnaniu z Lyrą, [...]" NARESZCIE!

 

No rozdział jest spoko, choć przeciągnięty. Co ja będę długo tu pisać; mamy naradę, jak zdradza tytuł. Przygotowania do właściwej akcji. Także rozwijany jest lore uniwersum, które wykreował Mistrz Lyoko. No trochę jedna zbyt dużo tego jest. Ten rozdział mógłby być o połowę krótszy moim zdaniem. No rodzą się również konflikty pomiędzy Wojownikami Lyoko. To akurat jest interesujące do obserwowania.

 

Rozdział 19

 

Zaczynamy koszmarem RD. Nie będę się na tym zatrzymywać. Już pisałem co sądzę o tych sekwencjach.

 

Mamy również kolejną dramę! Tym razem pomiędzy Aelitą, a Jeremie'm Fitzgeraltem. Ale całe szczęście zostaje szybko zażegnana. Cóż... takie fragmenty rzeczywiście są quality. Bohaterowie są zmęczeni, nerwowi zaistniałą sytuacją. Może to zrozumieć i się z nimi utożsamić.

 

Tutaj również mamy dopiero takie przedednie operacji Canterlot. Wszystko zmierza do finału, który rozegra się już niedługo! Fajne jest tu budowane napięcia. Nieźle to wyszło.  No i tak sobie czytam i czytam... AŻ TU NAGLE!

 

"– Hej, Odd! – krzyknęła zbliżająca się korytarzem Lyra. Tuż za nią biegły też Bon Bon i Minuette."
Z DALEKA POWIEDZIAŁEM!

 

"– Słyszałeś, Odd, będziemy w tej samej grupie co ty, razem z Minuette!" NIEEEEEE...

 

No więc miętowa klacz, którą to niestety nie jest Minty Lipstick, przywala się do Odda jeszcze bardziej niż ja do tego fanfika. No i Yumi jest zazdrosna o Odda... Bleee! 

 

"– Akurat… znając ciebie, już ją zaprosiłeś na randkę – stwierdził Ulrich."

DOŚĆ TEGO! KONIEC ROZDZIAŁU 19!

 

Rozdział 20

 

Wziąłem ze sobą pół litra, więc dam radę.

 

Ale w sumie ten rozdział jest kolejnym z tych dobrych. Akcje pokazuje się nam z wielu perspektyw, co chwile mamy przebitki na to, jak sobie radzą bohaterowie z powierzonymi im zadaniami. Wszystko idzie świetnie, aż docierają do Nightmare Moon.

 

Pojedynek również jest niezły, chociaż momentami trochę zbyt powolny. No i te miecze... one są zbyt wolne, a już z pewnością wolniejsze od typowej magii. Dlaczego Nightmare Moon nie mogła jakoś inaczej skoncentrować tej energii magicznej? Trochę to ograniczało jej ruchy i możliwości. Mogłaby spróbować manipulować otoczeniem w jakiś sposób. To wszystko byłoby do wymyślenia, ale miecze... no nie było to zbyt efektywne, że tak powiem.

 

No ale udało się uciec z Celestią i więźniami! Hura!

  • Upvote 1
Link to comment
Share on other sites

Rozdział 21

 

Ostatni... jak na razie! Znowu możemy odsapnąć po akcji, przez co fanfik przyjmuje kształt takiej sinusoidy. To jest bardzo dobry zabieg, nadający się idealnie nie tylko do literatury, ale również filmów choćby. One też bazują na takim schemacie i w tym fanfiku jest to właśnie dobrze pokazane. No więc co się tutaj dzieje...

 

Ano spotkanie po latach. Powiem tak; to był naprawdę dobry rozdział. Widać, że się rozkręcił. Całe szczęście mam już za sobą te karkołomne początki, które wiały nudą. No i coraz mniej absurdów. Mam nadzieję, że to się utrzyma. Punkt kluczowym było tutaj spotkanie Sunset oraz Celestii. Powiem szczerze, że to naprawdę chwytało za serce. Dużo zdążyliśmy przeżyć z tą bohaterką, a teraz możemy towarzyszyć płomiennowłosej podczas próby konfrontacji jej wątpliwości oraz żalu za grzechy przeszłości. To był mocny moment i spodobał mi się. 

 

Niestety pojawiąją się tu znowu te memy, tym razem od Rarity i do tego powtórzone... Błagam! Błagaaaaam!

 

Skończyliśmy rozdziały. Dodam jeszcze parę spostrzeżeń;

 

- "Jej pół-materialna, czterokolorowa grzywa" Co? Pół-materialna? To znaczy, że można włożyć w nią palec do połowy? To zabrzmiało dwuznacznie...

 

- "Hm... klacz z brodą... nie, to chyba jednak niemodne, jak uważasz, Rarity?" To bardzo modne! W sam raz na Eurowizję!

 

- "Nim zdążyła się nad tym głębiej zastanowić kolejny kryształowy kolec wyrósł i miał właśnie trafić w przechodzącą tędy Vinyl Scratch, która – jak zwykle nosząc słuchawki i fioletowe okulary przeciwsłoneczne – niczego nie zauważyła." Gdyby żyła w ruchliwej ulicy już dawno by skończyła jako mokra plama. Osobiście nie cierpię czegoś takiego.

 

- "Zaczekaj, wcale nie powiedziałam, że nie przyjmujemy twojego zaproszenia – powiedziała szybko, a oczy się jej zaświeciły na widok ciasta." Ech, ile było tych wspomnień o tym, że
Celestia jest łasuchem? Chyba więcej niż odcinków Mody na Sukces.

 

– "O nie, szczypie mnie w kolanie, zaraz stanie się coś strasznego!" Ano tak, przecież Pinkie posiada swój pinkowy zmysł. Miło, że scenarzyści serialu nie zapomnieli o tym w następnych sezonach.

 

- "Część z nich [podmieńców] zginęła, ale ich żrąca krew zadawała rany gwardzistom ilekroć upuścili jej nieco najeźdźcom." Nie wiedziałem, że podmieńce to ksenomorfy!

 

- "Bolało... – jęknęła cicho. – Ten dureń jeszcze mi zapłaci. Zaboli go co najmniej dwadzieścia procent bardziej!" Nieeeeeee! It's time to STOP! 2017!!!


- "Oczywiście [Grzyb] nie wniosła żadnego oskarżenia do kuratorium, bo by ją wyśmiali, ale prywatnie nie umiała czasem powstrzymać rozżalenia." Pomimo tego, że wydarzenia z tamtych igrzysk widziało masa ludzi, wszyscy tam mają telefony, kamery, więc to pewnie nagrali. To nie ma sensu! Ale to akurat absurd z samego EG, więc... no.

 

- "„Kucykowały”? Serio, nie mogłyście lepszej nazwy wymyślić?" No co? Bardzo dobra nazwa. Nikt by lepszej nie wymyślił.

 

- "– Jak ty to…? Przecież człowiek nie może biegać z taką prędkością, to fizycznie niemożliwe!  Ale nieco mi tym porozwalałaś…" Jeszcze zrozumiem, że magia dała ten dopalacz Rainbow, ale jak ona jest w stanie widzieć cokolwiek podczas biegania? Oczywiście to nie jest absurd fanfika.

 

- "Flash zaprowadź je do budynku spa, by zdjęły z siebie ten cały czarci żart" To spa jest od czegoś takiego? A myślałem, że to w szpitalu się leczy kucyki z różnych chorób, jaką to z pewnością jest czarci żart.

 

- "Ach jak to możliwe, żeby pociągał ją kucyk, skoro była człowiekiem?" Ugh... idę się wyrzygać.

 

- Flash dowiedział się, że istnieje jakiś Timber, bo Spike się wygadał. Twilight mówi mu, że to nic takiego, a on na to; "– Skoro tak mówisz… – Pomarańczowy strażnik wzruszył ramionami." Albo jest idiotą, albo takiego udaje, żeby nie zdradzić się z uczuciami. 

 

- "Gdybym nadal z nimi była to pewnie udałoby się opóźnić szturm tak jeszcze chociaż o jakieś 20%..." Błagam, nie... Jeżeli licznik dojdzie do 10 to kończę ten komentarz...

 

- "Niezdarna szara pegaziczka, znana ze swojego złotego zeza – Derpy – znalazła miejsce w siłach powietrznych, jako żywy bombowiec, wspomagający działania oddziałów zaczepnych." Ktoś, kto rozwalał ratusz nie nadaje się na "żywy bombowiec". Powinni ją trzymać jak najdalej od siebie albo wysłać do wrogów, aby tam zrobiła rozpierdziel.

 

- "– Ja dam nawet 20% więcej niż wszystko – mruknęła pod nosem Rainbow" LICZNIK BIJE...

 

- "Młody pegaz czuł się jakby ktoś rozdzierał jego duszę na milion kawałków" - Czyli według 50 Twarzy Grey, jego dusza dostała orgazmu.

 

- "Inne kucyki najczęściej patrzyły na nią [Derpy] trochę jak na dziwaczkę, tylko dlatego, że była ciut niezdarna i nie potrafiła spojrzeć obydwoma oczami w jednym kierunku." Ciut niezdarna? CIUT NIEZDARNA? Ona spuściła na łeb kucykowi fortepian, co powinno go zabić na miejscu, potem stanowiła realne zagrożenie podczas remontu ratusza i jeszcze wleciała przez okno Twilight, rozwalając wszystko wokół... no wiele było takich sytuacji! A teraz służy w wojsku jako bombowiec... chyba tylko, żeby walić raz do swoich, raz do wrogów.

 

- "– Nic nie farbowałyśmy – odparła Sunset. – To nasze naturalne..." Moje to jej urok... może to Maybelline!

 

"– Czekaj, kucyków!? – krzyknęła, wyrzucając ręce w górę. " Ło matko, mam nadzieję, że jej nie odpadły.

 

"– Bez rogu i skrzydeł [o kucykach ziemskich] – wyjaśniła Sunset, widząc zdezorientowaną minę Sam. – Za to mają większą siłę fizyczną od innych ras. " No normalnie idealni niewolnicy!

 

- "– Ja tylko myślałam… no wiesz, o tym, co się wtedy stało w Kartaginie." A co miało się stać? Rzymianie wszystko zaorali, jak Korwin Unię Europejską.

 

- "Oddział Dark Stara właśnie pojawił się w lochach Canterlotu. Zaraz po nim dotarła reszta grupy „Zmierzch”." Jeżeli to jest oddział wampirów, to ja kapituluję!

 

- "– To cudowna wiadomość, jak zawsze jesteś niezastąpiona, kochanie. Jak szybko mogą tu być? Zapadła krótka cisza, w czasie której zauważył, że część jego żołnierzy rechocze pod nosem na czułe słówko, które mu się wymsknęło w rozmowie z żoną." No hahaha!

 

- "„Ze wszystkich możliwych nieszczęść TO! JEST! NAJGORSZE!”." Tak, wklejanie tego typu tekstów jest najgorsze. Tu się zgodzę.


No i to byłby koniec... Na zakończenie powiem, że ff jest dobry, ale ma parę takich wad, że... no nie będę już kończyć. Fajnie było do tego wrócić, a to się liczy najbardziej!

 

Kończę... bo ledwo żyję... 

 

Życzę powodzenia w pisaniu.

 

Pozdrawiam!

  • Haha 1
Link to comment
Share on other sites

  • 2 years later...

Długo się zastanawiałem, czy pisać ów komentarz teraz. Z jednej strony, fanfik ten ma już swoje lata, na dzień dzisiejszy cieszy się ponad dwudziestoma rozdziałami (włączając w to prolog), a ja mam z nim wcale nie taką krótką historię, bowiem moje z „Kodem Equestria” początki sięgają późnego roku 2018, kiedy to postanowiłem nie tylko zapoznać się z tą historią, ale i poprawić ją pod kątem formy, na ile oczywiście pozwolą mi moje możliwości. A uwierzcie mi, było przy tym sporo pracy. Z drugiej strony, nadarzyła się – nie po raz pierwszy zresztą – dobra okazja ku temu, by jednak to i owo skomentować, aczkolwiek – i to jest ta trzecia strona – moja korekta, idąca równolegle z lekturą, daleka jest od skończenia, a przecież dopiero w tym wiekopomnym (?) momencie planowałem skomentować całość, dosyć obszernie. Z czwartej strony, oczywiście, że wszystko się przedłuża, wszyscy mamy swoje obowiązki, zmartwienia, takie tam, toteż i autor nie uporał się ze wszystkim, co mu w tekście pozostawiłem, nie tylko ja zresztą. W sumie, sam się sporo nauczyłem przy tejże korekcie, zważywszy na uwagi Midday Shine, więc z całą pewnością jest to podróż, która trwa nadal, no i... Ostatecznie zdecydowałem się co nieco tutaj napisać. Cóż za niespodzianka – jakże miałoby być inaczej, skoro tu jesteście i czytacie kolejne moje wypociny? :D

 

Oczywiście, w tym wszystkim jest nadzieja, że być może to będzie tym, co zmotywuje autora do popchnięcia pewnych rzeczy naprzód i powrotu do tegoż fanfika, nie tylko jeśli chodzi o ciąg dalszy, ale także, a może przede wszystkim, o pochylenie się nad licznymi sugestiami – czymś, przez co opowiadanie, bez włączenia opcji tylko wyświetlania, w ramach poszczególnych jego rozdziałów staje się niemal aczytalne. Serio, poprawek, komentarzy, propozycji, jest AŻ tyle.

 

No, jest jeszcze ta piąta strona, w zależności od indywidualnego wyczucia, najistotniejsza. Mianowicie wierzę, że to ostatnie z kucykowych dzieł Lyokoherosa, którego jeszcze nie skomentowałem. Nawet troszeczkę, nic a nic. To trochę taka... niezałatwiona sprawa. Stąd, z biegiem czasu, tym większe są moje chęci, by w końcu coś w tej materii zrobić i zabrać głos.

 

W związku z powyższym, czym jest „Kod Equestria”, zapytacie? Mówiąc ogólnie, jest to sporych rozmiarów crossover, niekoniecznie multicrossover, gdyż osobiście traktuję światy kucyków i ludzi jako jedne uniwersum, dwie strony tego samego medalu, stąd widzę jedynie dwa światy, które kolidują ze sobą w ramach tejże historyjki. Tytuł mówi wszystko – chodzi o świat „Kodu Lyoko”. Dla osób kojarzących dorobek autora nie powinno to być żadne zaskoczenie. Tagi obiecują nam alternatywne uniwersum i rzeczywiście, chociaż na powierzchni wygląda to tak, jak pisałem powyżej, pod spodem mamy prawdziwe, autorskie uniwersum, inspirowane kucykową Equestrią, ludzkim jej spin-offem, czyli Equestria Girls, no i Wojownikami Lyoko. Ale tajniki Lyokoverse to temat na inną dyskusję. Jeżeli ktoś się zastanawiał, skąd może być to [Multiwersum] wśród tagów – teraz już wiecie :rdblink:

 

Przeglądając temat, odkryjemy, iż swego czasu wywiązała się ciekawa, dosyć burzliwa dyskusja na temat poszczególnych aspektów tejże opowieści, a także uniwersum, w którym została osadzona, wkraczająca nawet na subiektywny pogląd autora dotyczący wyższości oryginalnej wersji językowej nad naszym, polskim tłumaczeniem i dubbingiem. Bardzo chciałbym to rozkopać i poodnosić się do co ciekawszych cytatów, ale to innym razem. Być może po tym, jak doczytam fanfik do końca opublikowanej zawartości, po tym jak już autor to skończy, a może... kiedyś. Zależy. Istotne jest to, że hipotetyczny ktoś, kto myśli nad przeczytaniem „Kodu Equestria”, widząc rozmiary poszczególnych postów oraz uświadamiając sobie jak szeroki wachlarz zagadnień one poruszają, może odnieść wrażenie, że przed lekturą należy wykonać niemały research, coby zrozumieć w pełni to, co się dzieje w fabule. Otóż nie. Miałem to już przy okazji „Naszej Małej Sunset” i podobnie było tutaj – chociaż pojęcia nie mam o „Kodzie Lyoko”, a jeśli chodzi o Equestria Girls, to trzy obejrzałem, czwartego nie dałem rady, opowiadanie wypadło moim zdaniem dostatecznie przystępnie, by nawet taki laik jak ja połapał się co, kto, z kim, jak, po co i dlaczego. Jasne, nie wszystko było dla mnie oczywiste od razu, ale według mnie ambitny plan autora na dłuższą metę nie uczynił tego fanfika niezrozumiałym, czy (zbyt) trudnym w odbiorze bez uprzedniego przygotowania merytorycznego.

 

Gra zatacza pełen krąg i dotykam dzisiaj, na samym końcu, pisarskiego debiutu autora w fandomie MLP. To przeurocze, że jak na początek Lyokoheros postanowił opowiedzieć nam długą i epicką historię o Xanie siejącym spustoszenie w Equestrii, który z łatwością przeciąga główne bohaterki na swoją stronę, a nawet wyciągając z odmętów zapomnienia znanych złoczyńców takich jak królowa Chrysalis czy sam król Sombra :D W krótkim czasie dokonują oni błyskawicznej ekspansji, której jako ostatni bastion dobra opiera się Kryształowe Imperium. Jednakże nie wszystko jeszcze stracone. Zjednoczone siły Aimei (nazwa ludzkiego wymiaru w Lyokoverse) oraz Wojowników Lyoko przybywają na odsiecz do magicznej krainy zwanej Equestrią, by stawić czoło największemu od dziesiątek tysięcy lat złu. To może być największa walka w historii świata! Jak do tego doszło? Jak udało się zaalarmować równoległy wymiar? Jak potoczyło się oblężenie ostatniego bastionu sił dobra i co się wydarzy później? Odpowiedzi na te oraz inne pytania szukajcie w fanfiku.

 

Aha, nim przejdę dalej, mała informacja dla Cahan – chociaż wydaje się, jakbym startował do całej opublikowanej zawartości, zamierzam przyjrzeć się po kolei tylko tym rozdziałom, które już przeczytałem i skorektorowałem. Całą resztę należy traktować jako wstęp. Trochę zbiorczy, ale wstęp. Będzie jeszcze podsumowanie. I inne, takie tam.

 

A skoro o rzeczach zbiorczych mowa, dotknę pokrótce formy opowiadania, która okazała się niezwykle chaotyczna, często wadliwa (objawiało się to zgrzytającym szykiem zdań, licznym powtórzeniom, w ogóle, nieładnie skonstruowanymi zdaniami/ opisami), w całości pozostawiająca wiele do życzenia. Autor nie ustrzegł się przez ekspozycjami, które ok, być może i przydadzą się komuś, kto w materii crossoverowanych uniwersów jest zielony jak trawa, lecz nie musiały być pisane w tak... mało angażujący sposób (o tym nieco później). Formatowanie także momentami nie było doskonałe, ogółem widać mocno, iż to jedno z pierwszych opowiadań i że pisarz próbuje z tej okazji trochę za bardzo, styl zyskiwał na jakości dosyć powoli. Trudno było odnieść wrażenie, że w ramach kolejnych odcinków autor zbiera doświadczenie. Ale ok, nie każdy musi się rozwijać w błyskotliwym tempie, można pewne rzeczy przyswajać sobie wolniej.

 

Czarę goryczy przelewają niekiedy nieprecyzyjnie skonstruowane opisy (o czym pisał już psoras), po których czytelnik w sumie nie wie co konkretnie sobie wyobrazić, momentami idzie zgubić rozeznanie kto jest podmiotem w danym zdaniu, kto co mówi, a nawet (ma to miejsce podczas późniejszych scen walki) kto gdzie się znajduje tj. w jakiej odległości, gdzie konkretnie, skąd atakuje, dokąd się wycofuje, co utrudnia wyobrażanie sobie poszczególnych akcji i manewrów, nie tylko utrudniając odbiór tekstu, ale i zabijając dynamikę scen, które raczej miały być szybkie, emocjonujące, ekscytujące i tak dalej. No i paradoksalnie, o ile tak wielki crossover daje fantastyczne możliwości i z pewnością jest czymś świeżym... to jednak trudno jest odczuć, że mamy do czynienia z czymś nowym, niekiedy trąci to wtórnością i mimo pewnych przebłysków, to wszystko już gdzieś jakby było, w efekcie czego klimat sporo traci. Na szczęście tekst spełnia swoje zadanie, czyli wciąga, niekiedy idzie się uśmiechnąć czy to ilekroć trafia się odpowiednia ku temu scenka, czy też przewinie się zgrabnie wpisane w całość nawiązanie. Niestety, jak na razie, przy fanfiku wciąż jest mnóstwo do zrobienia i to nie mnogość postaci, crossoverowane uniwersa, ani nie ich lore – to forma stanowi główną przeszkodę w lekturze, gdyż jej niedoskonałości nieustannie odwracają uwagę czytelnika od treści, niekiedy wręcz zamazują mu jej obraz, w związku z powyższym tekst czyta się... źle.

 

Szczęśliwie, część z tych rzeczy, przynajmniej w ramach początkowych partii tekstu, została już zaadresowana. Przejdźmy zatem do szczegółu i przyjrzyjmy się indywidualnie poszczególnym rozdziałom. Uprzejmie przestrzegam przez spoilerami i to w hurtowych ilościach!

 

 

Prolog, czyli nowy alikorn w Equestrii

Pierwsze wrażenie? Zupełnie jakby to była historia z innej bajki. No i chyba jest, skoro pierwszym, czym raczy nas opowiadanie, jest finał „Kodu Lyoko”. Chyba. Owszem, może się to wydać od czapy, ale mnie, mając na uwadze tagi, wydaje się to całkiem atrakcyjne z punktu widzenia narracji, gdyż wiedząc z czym ma to być crossover, spodziewam się zastać przewijające się w opisach postacie później i w sumie już jestem ciekaw, jak poradzą sobie one w innym świecie. Świecie, do którego zamierza zbiec Xana. Dobra zajawka na początek. W obecnej formie, jak dla mnie, pierwszy fragment robi dobrą robotę, jeśli idzie o przedstawienie naszego głównego antagonisty w jego „naturalnym środowisku”, a przy okazji napomknięcie o kilku postaciach, na których powrót jeszcze sobie poczekamy.

 

Kolejny fragment, to przybycie Xany do Equestrii. Lądowanie w Everfree. Jako alikorn. Czarno-czerwono-biały. I to w momencie rozpoczęcia akcji serialu. OK, to trzeba zaadresować, gdyż nadal jest w fanfiku, ale, o ile mnie pamięć nie myli, teraz jest to wszystko lepiej opisane, wiele pomaga fakt, iż istnieje rysunek przedstawiający Xanę w tejże postaci, z którego wynika, że nie taki alikorn straszny, jak go malują ;) W ogóle, motyw z zerami i jedynkami w grzywie bardzo przypadł mi do gustu. Koniec końców... tak, trąci to sztampą i jest odtwórcze, lecz ze wszystkich fragmentów, które mogłyby wywoływać takie oto wrażenie, ten chyba póki co został zrealizowany najkompetentniej. Świetnie, że cała narracja jest pisana w taki sposób, byśmy przypadkiem nie zapomnieli, że to w gruncie rzeczy program komputerowy. Opisy analizy otoczenia, odkrywania swojej nowej formy, to wszystko wypadło moim zdaniem bardzo, bardzo dobrze i czytało się ok. W takiej, poprawionej nieco formie, z perspektywy czasu, jest to dobra scenka wprowadzająca i swego rodzaju homage do tego, jak rozpoczynało się zbyt wiele wczesnych fanfików, najczęściej o człowieku trafiającym do Equestrii i zmieniającym się w alikorna :D Gabaryty prologu w porządku. 

 

I w sumie, nie mam nic więcej do dodania poza tym, że jakiś czas temu zapatrywałem się na to krytyczniej, ale teraz na tego typu rzeczy patrzę nieco przychylniejszym okiem. Szczególnie, kiedy rzeczy są wykonane z humorkiem. Tutaj funkcję tę pełnią wstawki w postaci przemyśleń Xany. Jednocześnie, prolog napełnia człowieka wiarą, że pierwsze rozdziały będą napisane z perspektywy tegoż właśnie, dając nam jakieś pojęcie o jego mocy, w jaki sposób mógł obserwować kluczowe wydarzenia z serialu (On mógł tam być przez cały czas!), jak dowiedział się o Discordzie, Chrysalis, a nawet Sombrze, jak „instalował” swoją bazę i przygotowywał się do inwazji, te rzeczy. Myślę, że to mogło by być na swój sposób zaskakujące. Widzieć znajome sceny z serialu z perspektywy skrywającego się za kulisami Xany, odkrywać jak mógł wpływać na te wydarzenia, szykując wszystko pod swój plan... Myślę, że to byłby idealny... tymczasowy protagonista. Na pierwsze rozdziały, nim zamieni się miejscami z ludzką szóstką, wspieraną przez Sunset (sztuk dwie) i resztę, by po pewnym czasie wkroczyć mogli Wojownicy Lyoko.

 

 

Zburzona Harmonia

Ech... Tak się jednak niestety nie stało, gdyż akcja pierwszego rozdziału rozgrywa się już po przeskoku czasowym, kiedy to obchodzona jest druga rocznica przejścia Discorda na jasną stronę mocy, zwaną tutaj nawróceniem. Chociaż opisywana na początku rozdziału serialowa sielanka wypada sympatycznie i barwnie, muszę przyznać, iż... jest to troszeczkę przesłodzone. No i samo w sobie niczego szczególnego nie wnosi, a tylko ukazuje życie kucyków na krótko przed wkroczeniem Xany do akcji. Zapewne dla kontrastu, gdyż to, co się dzieje później, próbuje zmienić diametralnie klimat i... nawet się to udaje. W pewnym stopniu. Ale po kolei.

 

Dostrzegam pewne... sam nie wiem jak to nazwać. Niech to będą trudności z pisaniem postaci kanonicznych. Nie zrozumcie mnie źle, przecież Lyokoheros doskonale odnajduje się w serialowych klimatach, trzyma się kanonu, który to kanon niejednokrotnie mi tłumaczył, pokazując mi w jaki sposób go interpretuje i na czym opiera argumentację, ujawniając przy tym swoją dedykację. Z oddaniem znanych postaci nie powinno zatem być problemu, racja? Co się zatem stało? Moim zdaniem zabrakło doświadczenia w pisaniu postaci nieprzewidywalnych, działających spontanicznie, nietuzinkowo, zachowujących się abstrakcyjnie. Stąd, zarówno Discord, jak i Pinkie Pie, niby zachowują się tak, jak powinni, ale nie robią niczego spektakularnego ani wzbudzającego podziw kreatywnością, jedynie „robią swoje”, powodując wrażenie rzemieślniczej roboty. Jakby Lyokoheros przyjął tu strategię pt. „Play it safe” i po prostu „uspokoił” chaotyczność jednego i drugiego, odtwarzając to, co możemy kojarzyć z serialu. Oj, tego odtwarzania jeszcze trochę będzie.

 

W sumie, coś podobnego można stwierdzić o pozostałych postaciach – są, zachowują się tak jak w serialu, ale niczym szczególnym się nie wyróżniają. Zupełnie jakby celem tych scen było zaledwie przypomnienie nam znajomych z serialu klimatów. Także jest spokojnie, sympatycznie i klimatycznie, acz bez rewelacji, serialowość ma tu charakter rzemieślniczy.

 

Dalej akcja przyspiesza i autor już jakby odważniej odgrywa postacie, przy czym nie potrafię pozbyć się wrażenia, że Xanie została poświęcona specjalna uwaga. Zupełnie jakby Lyokoheros lepiej odnajdywał się w butach poszczególnych postaci „Kodu Lyoko”. W kontekście bohaterów „Naszej małej Sunset”, nabiera to jeszcze więcej sensu, tj. skąd ten pomysł, by i w tę historię wpleść postacie tejże animacji. Po prostu w tym uniwersum, mimo wszystko, czuje się swobodniej, stąd też taki a nie inny wybór rodziców dla malutkiej Sunset. I całego miejsca akcji.

 

Powracając do „Kodu Equestria”, obserwujemy konfrontację Discorda z Xaną, od której rozpoczyna się całe zło w tym fanfiku. Pierwsza rzecz – w sumie podoba mnie się dialog między tymi dwoma, to wyszło w porządku, poza tym jak łatwo Discord dał się wrobić... znowu. No, ale chcę wierzyć w to, że Pan Chaosu próbował manipulować Xaną. Natomiast – i to jest druga rzecz – w życiu nie uwierzę w to, że Draconequus dałby się tak łatwo opętać... Ba, że w ogóle da się to zrobić z taką łatwością. Jasne, jasne, wiem, że Xana przygotowywał się do tego trzy lata, ale mnie chodzi o sam proces. Domyślam się, że tak to działa w świecie „Kodu Lyoko”, ale Discord to jest postać ostateczna. On jest najpotężniejszą istotą w Equestrii i dosłownie może wszystko na zawołanie. Kupię jeszcze, że da się go jakoś wysterować, ale opętać z taką łatwością? Wniosek z tego może być tylko taki, że najwyraźniej moc Xany jest czymś tak nieznanym i tak skomplikowanym w Equestrii, że nawet Discord (jeszcze) nie nabawił się na to odporności. Albo nawet on nie jest w stanie oprzeć się czemuś, co pochodzi z innego świata. Chociaż z drugiej strony, jak musiał przebiegać proces translacji możliwości Xany jako programu komputerowego na formę alikorna, skoro przenosząc się do nieznanego sobie świata, zyskał taką moc?

 

W sumie, i to też się tyczy tego rozdziału, wcielanie planu w życie naprawdę przychodzi mu z taką łatwością, że aż dziwne, że trzeba mu armii i niepotrzebnych walek, żeby podbić resztę świata.

 

Jednak z drugiej strony, wszystko to mieści się w konwencji kreskówkowej bardzo dobrze, serialowej chyba też – autor ma szczęście – bo niedawno miałem okazję obejrzeć po raz pierwszy kinówkę z kucami i w sumie tam też Tempest Shadow wzięła (prawie) wszystkie księżniczki na strzała, w pięć minut cała nacja była zniewolona. No, może nie cała, ale tak czy owak stolica została zajęta. Nawet dostali celebrytkę w prezencie :D Skoro mogła ona, to dlaczego nie mógłby Xana?

 

Swoją droga, to by było MEGA – dlaczego w filmie nie było Discorda? Bo go w tym czasie opętał Xana :rdblink:

 

OK, zostawmy to, przynajmniej na razie. Fani Discorda swoje wiedzą i dla nich tak czy inaczej będzie to herezja. Co mamy dalej? Do Twilight przybywa Zecora, z tajemniczą przepowiednią na ustach, jednak nim druga najmłodsza księżniczka Equestrii (ha ha, przegrałaś z Flurry Heart :lol:) rozgryza przesłanie prawdy tejże zagadki, miasto Ponyville...

 

Zostaje zaatakowane!

 

Obraz jak ze „Świtu żywych trupów” - jest normalnie, spokojnie, ale budzisz się następnego dnia rano i jak okiem sięgnąć, wszędzie wokół, po okolicy przez wziętymi nie wiadomo skąd zombie uciekają twoi znajomi. Wokół chaos, zniszczenie, a ty, walcząc o życie, próbujesz jakoś zrozumieć, co się wokół ciebie dzieje, jak to możliwe, aż tu nagle atakuje cię twój własny zzombifikowany mąż... znaczy, przywrócony do życia król Sombra. Akcja od tego momentu leci na łeb, na szyję i o ile kiedyś mi to zgrzytało, tak teraz, zwłaszcza po poprawkach, jest pod tym kątem nieco lepiej, a i skojarzenie z wyżej wymienionym filmem pomaga jakoś się w to wszystko wczuć i już jest fajnie :D Od tego momentu fanfik próbuje jakoś zmienić ten idylliczny klimat i stworzyć atmosferę zagrożenia, ale jak tu się czuć zagrożonym, kiedy mamy np. Vinyl Scratch, która oczywiście unika wszystkiego przypadkiem, dzięki mocy słuchawek i okularów przeciwsłonecznych? Także nadal jest to kreskówka pełną gębą. W ogóle, trąci tutaj zbytnim ugrzecznieniem wszystkiego i może to jest przyczyna problemów z pisaniem postaci Discorda czy Pinkie? Nie ma w tym... Iskry? Zadziorności? Agresji? Bezpośredniości? Odwagi?

 

Discord tymczasem wypełnia rozkaz Xany i zajmuje uwagę księżniczek. W desperackiej próbie opanowania sytuacji, Twinkle Sprinkle Twilight Sparkle wraz z przyjaciółkami robi to, czego Zecora jej zabroniła, powodując w ten sposób opętanie swoje oraz wcześniej wymienionych, w związku z czym Xana z całą ekipą rusza zdetronizować Celestię. Ja wiem, że bez tego nie byłoby ciągu dalszego (albo byłby on zupełnie inny), ja wiem, że to typowa Twilight, która zamiast posłuchać się jednej z bystrzejszych postaci (Zecory), robi dokładnie odwrotnie, ja wiem, że to ma być serialowe, ale... czy ja wiem? Nie to, że zupełnie mnie się to rozwiązanie nie podoba, ale chyba nigdy się do niego nie przekonam. Koniec końców motyw wypada bardziej jako pretekst, by ruszyć na Canterlot i popchnąć fabułę dalej, aniżeli naturalną progresję wątku. Nie miałem wrażenia, że Twilight wyczerpała już absolutnie wszystkie możliwe alternatywy, nim zdecydowała się zaryzykować i zrobić cokolwiek wbrew przepowiedni. Z drugiej strony, skoro to warunkowało ciąg dalszy, może tak miało być? Ach, te przepowiednie :bemused: Miały mówić prawdę, całą prawdę i tylko prawdę.

 

Myślę, że mimo wszystko, jak na pierwszy pełnoprawny rozdział, w najnowszej jego odsłonie, jest w porządku. Mamy nieco spokojniejsze rozpoczęcie, przedstawiające nam typowo kucykową beztroskę dnia codziennego, a następnie konfrontację Discorda z Xaną, po której efektem kuli śniegowej i tempem pendolino zaczynają się pojawiać nowi złoczyńcy, powodując coraz to większe zamieszanie, w efekcie czego na dzień dobry główna szóstka staje po stronie Xany i staje się ZUA. Dostaliśmy zajawkę, szkoda, że nie spędziliśmy z Xaną jako takim quasi-protagonistą więcej czasu, ale to nic, trafiliśmy do miejsca akcji właściwego fanfika, dosyć szybko rozpoczęła się eskalacja, której już za chwilę ciąg dalszy. Po poprawkach czyta się to dużo lepiej i sprawniej, poprawione zdania brzmią o niebo lepiej niż „na surowo”, zdecydowana większość sugestii została już zaadresowana, zatem można śmiało czytać. Jest pewien kłopot z klimatem, wszystko wydaje się niepotrzebnie stonowane, ugrzecznione, ale autor i tak trzyma się ram serialowych, więc przesady nie ma, toteż i nastrój jest. Mniej wyrazisty, ale wciąż. Nie przedłużając, rzućmy okiem co dalej.

 

 

Detronizacja Celestii

Rozdział otwiera króciutka na jedną stronę scenka znęcania się psychicznego i fizycznego nad Spikem. W sumie, nic szczególnego. Podtrzymuję swoje zdanie – w takiej postaci powinno to być zakończenie poprzedniego rozdziału („I wyteleportował stąd siebie i wszystkie swoje sługi.”), lecz jeśli ma otwierać kolejny, przydałyby się jakieś opisy, zwłaszcza na początek.

 

Tak czy owak, trzymamy się kreskówkowej konwencji i Spike, uznany za zbyt słabego i niegroźnego, zostaje zostawiony sam sobie. Duży błąd, jako iż natychmiast nawiązuje współpracę ze Znaczkową Ligą, mało tego, równie szybko całej czwórce zostaje udzielone wsparcie ze strony Starlight Glimmer, której obecność akurat tu i teraz wprawdzie zostaje wytłumaczona, ale... No cóż za zbieg okoliczności :bemused: Akurat jak Xana szykował się do ataku była z Trixie poza Ponyville, wróciła na chwilę przed zamieszaniem, a przez twardy sen obudziła się akurat gdy było po wszystkim, by nie narazić się Xanie, ale by mogła jednocześnie włączyć się do akcji u boku Spike'a. Który to Spike, po wysłaniu donosu do Celestii, streszcza jej ostatnie wydarzenia i rozkminia przepowiednię pod kątem tajemniczego innego świata, z którego przyjść miał nowy, nieznany Equestrii wróg. Sprawa wydaje się jasna – trzeba skontaktować się z Sunset Shimmer i poprosić ją o pomoc.

 

Tymczasem odwiedzamy chaotyczny wymiar Discorda, do którego zaprosił Celestię i Lunę, coby nie przeszkadzały Xanie w zdobyciu stołecznego zamku. Muszę przyznać, że jakkolwiek podtrzymuję swoje zastrzeżenia co do jego kreacji, o tyle wymiar, w którym rezyduje, wydał mnie się ciekawy i pomysłowy, to już zdecydowanie bliżej tego, czego bym się spodziewał po jego postaci. Nie jest to może szczyt spontaniczności, ale przyjmuje u siebie księżniczki, to ok, może tego wymaga kultura. Ciekawe wydało mnie się to, że najwyraźniej Spike jest w stanie przesyłać swoje listy nawet do wymiaru chaosu, w wyniku czego Celestia zostaje o wszystkim powiadomiona, w związku z czym ucina wizytę. Przed czym Discord nie protestuje, w sumie, to nie robi niczego szczególnego, co zasiewa w czytelniku ziarno niepewności. To serio jest opętany, czy tylko udaje? Albo z pozoru tylko wypełnia rozkazy Xany, by uśpić jego czujność? A może ma swój własny, mały plan? Widzę tutaj potencjał do szokującego zwrotu akcji (nie wiem jakiego), możliwe, że w końcu coś takiego otrzymamy. Myślę, że to by mi się bardzo spodobało.

 

Ech, kogo ja oszukuję, potem dzieje się coś, co wskazuje na zupełnie co innego, ale przynajmniej człowiek mógł się łudzić, że wydarzy się tu cokolwiek zaskakującego... :twilight6:

 

Następnie rozgrywa się bitwa, zupełnie nieźle zrealizowana, w trakcie której przedstawione zostają nam nowe postacie, wojskowi – Winged Hussar, Wall Calm, Honor Shield. Dobrze, że na wymienieniu ich z imienia się nie kończy i że pełnią w rozdziale (oraz dalszej historii) swoją rolę, przez co ich wprowadzenie nie jest wprowadzeniem nowych postaci dla samego wprowadzenia nowych postaci. Odpowiednio szybko autor ściąga do fanfika znajome postacie, najznakomitszych z Wonderbolts. Oczywiście to niewiele zmienia, na domiar złego, do Sombry i Chrysalis dołącza przemieniona z powrotem w Nightmare Moon księżniczka Luna, w połączeniu z główną szóstką nie ma już nadziei... Serio muszę tutaj cokolwiek więcej pisać? Przecież i tak tytuł rozdziału wszystko nam zaspoilerował – antagoniści pod wodzą Xany mieli zdetronizować Celestię i dokonują tego. Koniec. Towarzyszyła temu wielka, dobrze zrealizowana bitwa, ale jak tu poczuć jakiekolwiek napięcie, skoro z góry wiadomo jak się to skończy?

 

Ciekawie robi się później, gdy ocalałe postaci wyruszają do Kryształowego Imperium zaalarmować Cadance i Shining Armora, w międzyczasie do obsady dołączają nowe postacie (np. Maud Pie wpadająca na sam koniec), z jednej strony wydaje się, jakby w ramach jednego rozdziału było za dużo wszystkiego i wszystkich, ale po wielokrotnej lekturze przestałem na to zwracać uwagę. Protagoniści, rozumiejąc już gdzie będzie się mieścić ich ostatni bastion, przygotowują się do kolejnego, być może decydującego starcia z Xaną, który nie tylko wydaje się absolutnie niemożliwy do pokonania, ale i coraz silniejszy.

 

Hm, ciekawe jak fani Nightmare Moon, Sombry, czy Chrysalis zniosą to, że ich ulubione postacie, ulubieni antagoniści, tak po prostu przyjmują rozkazy od Xany, który – zakładając, iż nie znają oni uniwersum „Kodu Lyoko” – będzie dla nich jakimś kompletnym randomem xD W sumie, czemu nie przerobił Celestii na Daybreaker? Skoro w opowiadaniu mogą się pojawiać odwołania do rzeczy po sezonie szóstym, to czemu nie?

 

Generalnie, ów rozdział był pociągnięciem dalej wątku podbijającego Equestrię Xany, jak już mówiłem, tytuł tegoż odcinka zaspoilerował nam wynik bitwy, niby to było do przewidzenia, z drugiej jednak strony, nadarzyła się idealna okazja do zaskoczenia czytelnika i ukazanie, że być może Xana nie jest taki OP, na jakiego wygląda. Ale po co, zapytacie? Na przykład po to, by stworzyć jakieś napięcie? Przygotować sobie grunt pod kolejne zwroty akcji? Zaangażować odbiorcy? Rozdział czytałem, zwracałem uwagę na błędy, sugerowałem, ale jeśli chodzi o samą fabułę... śledziłem to bez większego zaangażowania.

 

 

Dusze bliźniacze

Oj, ile tutaj było roboty. Ale było warto. Jeszcze nie wszystko gotowe, lecz po poprawkach, zwłaszcza wyeliminowaniu powtórzeń, które były zmorą nie tylko tego, ale i następnego rozdziału (ta powracająca w kółko aparatura wciąż mnie prześladuje :shock:), forma znacząco się poprawiła, co komplementuje treść w całkiem satysfakcjonujący sposób. Wiele się nie dzieje, lecz to interakcje między bohaterkami są tutaj głównym specjałem, plus jeszcze jedna, nowa postać. Na którą w sumie czekałem i której byłem najbardziej ciekaw... w sumie, nadal jestem, gdyż historia nie jest zakończona, a i ja mam jeszcze sporo przed sobą.

 

Rozdział rozpoczyna się tak, jak moim zdaniem powinien rozpoczynać się rozdział poprzedni. Troszeczkę bardziej rozbudowany opis, odnoszący się do akcji z poprzedniego odcinka, ale wprowadzającego nas w inne miejsce/ inną scenę/ skórę innej postaci, zamiast bezpośrednio kontynuować wątek. Trafiamy do Aimei – równoległego wymiaru, w którym spotykamy ludzkie wersje znanych kucykowych bohaterek, pochłonięte swoimi sprawami, jak co dzień. Odwrotnie jak w przypadku pierwszego rozdziału, autor tym razem daruje sobie opisywanie typowego szkolnego życia i konfrontuje doskonale znające się bohaterki z ludzką Sunset Shimmer, która – cóż za niespodzianka – o przyjaźni wie tyle samo, co o wypowiadaniu naturalnie brzmiących zdań, myszkującą przy odbudowanym WonderColcie z jakimiś dziwnymi przyrządami... I tutaj muszę autora pochwalić, bo zważywszy na pewną wtórność, która do tej pory objawiła się czy to na początku, gdy w Everfree w momencie rozpoczęcia akcji serialu pojawił się tajemniczy alikorn z innego świata, czy też później, gdy Rainbow Dash wspomina o dwudziestu procentach więcej czegoś, tutaj obawiałem się, że scena ta będzie przekalkowaną sceną otwierającą trzeci film „Equestria Girls” i że ta tajemnicza postać, którą oczywiście jest ludzka Sunset Shimmer, zaraz zwieje do autobusu i przynajmniej na początku okaże się niczym więcej niż reskinem ludzkiej Twilight (Sci-Twi). A tu proszę – nawiązała normalny dialog z bohaterkami, potem zupełnie niczym się nie przejmując, udała się do szkoły, bo tego wymagały jej badania, gdzie doszło do konfrontacji z equestriańską Sunset. Mało tego, okazało się, że żadnego zaskoczenia nie było, bo o to naszej nowej bohaterce chodziło – o dowód, który mógłby potwierdzić jej hipotezy, które sformułowała już jakiś czas temu. Jest to bardzo ciekawy motyw :D

 

W ten sposób autor przedstawił nam coś, co nie jest kalką wydarzeń znanych z filmu, ale czymś co niby na początku wygląda podobnie, ale już za chwilę toczy się inaczej, bez dłużyzn, bez udawanej tajemniczości, unikając wrażenia wtórnej, rzemieślniczej roboty. Bardzo dobrze!

 

Jednakowoż wciąż podtrzymuję swoje zdanie, że w świecie, w którym istnieją media społecznościowe, internety i takie tam, to nie powinno zająć ludzkiej Sunset aż tyle czasu, by zorientować się, że jej hipotezy dotyczące światów równoległych oraz pochodzącej nie z tego świata przybyszki są prawdziwe. Nawet gdyby przyjąć, że musiała swoje „odczekać”, zanim equestriańska Sunset postawiła kopyta w Aimei po raz pierwszy. No bo jednak ta spędziła trochę czasu wśród ludzi i, z tego co wiemy z filmów, w swojej szkole była dosyć popularna. Popularna despota xD A potem podążyła za nią Twilight... No i zaczęły się dziać dziwne rzeczy, które owszem, zapewne były doskonale tuszowane, ale to, co winno interesować ludzką Sunset i tak powinno wyjść na jaw. Nadal uważam, że jest to naciągane, że przez cały ten czas nie natrafiła na żadne posty, ani na wpisy na forach, ani na wspólne zdjęcia equestriańskiej Sunset z przyjaciółkami, na widok których nie pomyślała sobie, że „Eno, co jest grane?” Zwłaszcza, że w filmach widzimy jak np. Pinkie korzysta z takich mediów, czy też jak Rarity strzela zdjęcioszkę sobie, Fluttershy i bodajże Sunset właśnie (a w tle Spike jako bohater drugiego planu), no nie ma bata, żeby to nie trafiło do sieci, prędzej czy później. OK, ludzka Sunset nie musi z tego korzystać, nawet nie musi jako takim internetem się interesować, ale jak na kogoś kto prowadzi badania i komu w sumie przydałaby się każda wskazówka, to aż dziwne, że miałaby tego nie śledzić czy nie wyszukiwać, coby szybciej się zorientować np. gdzie może być portal.

 

Zresztą, z następnego rozdziału dowiadujemy się o stanowiskach piastowanych przez jej rodziców i owszem, mają one bardzo wiele wspólnego z edukacją, stąd wyciągam wniosek, że jako tak zacne persony, muszą oni znać masę ludzi, którzy przecież też mają swoje rodziny, muszą się oni interesować tym środowiskiem, muszą mieć też pojęcie o tym, co może wyprawiać ich córka, kiedy oni są strasznie zajęci. Naprawdę, nigdy nie przewinął się tam nikt, ani jeden osobnik, który by do nich zagadał, że „Ej, co to za pidżama party se wasza córcia odjaniepawla, przecież miała się uczyć itd.”

 

W ogóle, co do ludzkich bohaterek, to po tym wszystkim, co widziały i czego doświadczyły, do konkluzji, iż musi to być ludzka Sunset, dochodzą jak dla mnie trochę za wolno. Według mnie, zwłaszcza po „Igrzyskach Przyjaźni”, od razu powinna im się zapalić lampka, że to na sto procent ona. Poza tym, może to moje czepialstwo, ale nie powinno się w tym kontekście używać słowa „sobowtór”. One obie są prawdziwe, tylko z różnych światów ;) To nie jest tak, że ktoś udaje tę konkretną Sunset Shimmer :D

 

Jeszcze co do nowej bohaterki i to zdaje się też zostało wytknięte w tym wątku, jej dialogi, zwłaszcza o przyjaźni, są skrajnie nienaturalne, przez co postać wypada sztucznie. Nie jestem sobie w stanie wyobrazić kogoś, kto mógłby tak mówić. Może przedwcześnie wykraczam w kolejny rozdział, ale rozumiem, że mogłaby być do przyjaźni uprzedzona (zwłaszcza, że nie znamy jej pełnej historii), ale w sumie wcale się nie zachowuje jak ktoś rozpieszczony. Nie wiem co o tym myśleć. Nie żeby coś, ale sądzę, że to byłby idealny dodatek do jej charakteru. Jak equestriańska Sunset ma problemy z opanowaniem własnych nerwów, tak ta aimeiska jest rozpuszczona jak diabli i chodzi taka zadufana w sobie, to mogłoby być nawet zabawne :D

Nie wspominając o tym, że byłaby to jakaś wada, którą przygoda z nowymi przyjaciółkami i Xaną pomogłaby jej wyeliminować.

 

Co jeszcze? Trochę za dużo ekspozycji, co do filmów. W sumie, fanfik jest publikowany i na forum o kucykach, i na stronie autora, chyba bardziej zorientowanej na Kod Lyoko, toteż spodziewałbym się, że jednak tekst odpuści sobie tak szczegółowe wprowadzanie czytelnika w backstory poszczególnych grup postaci i w przypadku Xany tak właśnie było. Skąd zatem pomysł, by streszczać akcję filmów „Equestria Girls”? Szczęśliwie, czyta się to wartko i już po chwili otrzymujemy ekspozycję dotyczącą alikornów, co autor wykorzystuje w ciekawy sposób, by zaprezentować nam to, jak twardo aimeiska Sunset stąpa po ziemi, dziwiąc się np. jak można kogoś wysłać na księżyc na tysiąc lat, mało tego, jak ten ktoś w ogóle mógłby stamtąd powrócić i zwyczajnie funkcjonować. To było fajne.

 

Ale tak poza tym, to był to naprawdę spoko rozdział. Miło się czytało interakcje między bohaterkami, chociaż aimeiska Sunset mogła wypaść lepiej, to jednak jej kreacja, jako całokształt, wyszła ok. Czuć było, że bohaterki zbierają się i że mają plan. Jest to jednocześnie rozdział, po którym przyszło mi do głowy, że autor nie tylko odnajduje się lepiej w klimatach Lyoko, ale także w motywach Equestria Girls. Niebawem przekonamy się, jak jeszcze poszkodowane mogą się w tym wszystkim czuć kucyki.

 

 

Migotliwy zachód słońca

A póki co, kolejny ludzki rozdział, nazywający się tak jak najulubieńsza postać autora :D Widzę, że te rozpoczęcia rozdziałów to tak na zmianę – raz są opisy, które wprowadzają w klimat, jest dobrze, z pomysłem i w miarę dobrym flow, raz opisów praktycznie nie ma, wątek leci dalej bez wprowadzenia, potem znów mamy opisy i jest fajnie, a potem znów. Tak jak tutaj :bemused: No nic, nie można mieć wszystkiego, aczkolwiek, jak komentowałem w tekście, przydałoby się trochę więcej opisów, organicznego wprowadzenia w kolejny odcinek, odniesienie się do poprzedniego, właśnie tak, jak w „Duszach bliźniaczych”.

 

W sumie, ten kawałek tekstu jest w gruncie rzeczy bezpośrednim ciągiem dalszym wątku z wyżej wymienionego rozdziału, na tyle, że w sumie dałoby się je połączyć w jeden, duży rozdział. Niemniej, poprzednio bohaterki zbierały się i ustalały plan, czemu towarzyszyło wrażenie przedsmaku wielkiej przygody, teraz wcielają w życie jego pierwszą fazę. Wszakże nie można skutecznie walczyć w Equestrii, bez uprzedniego wynalezienia portalu do niej prowadzącego :rdblink: I to właśnie robią dziewczyny – doświadczenie aimeiskiej Twilight pozwala użyć technologii „wysysającej” moc magiczną, której nośnikiem są amulety, które dziewczyny otrzymały po aferze w Everfree (tak myślę, jak pisałem, tej części do końca nie obejrzałem), w razie gdyby to zawiodło, można trochę pośpiewać, prawda? Motyw ten posłużył autorowi do przypomnienia nam paru klasyków z... chyba „Rainbow Rocks”. Ech, nie mogę uwierzyć, ile lat już mają te animacje. Niezbędnym składnikiem do nawiązania więzi (znaczy, zlokalizowania Equestrii... w przestrzeni?) okazało się wysłanie wiadomości do Spike'a przy pomocy księgi Sunset.

 

Jest to wytłumaczone całkiem wyczerpująco i działa tak, jak należało się tego spodziewać, mieszcząc się w serialowej konwencji. Poza tym, tutaj aimeiska Sunset zachowuje się troszkę bardziej tak, jak bym tego oczekiwał, więc jest widoczna poprawa, bardzo dobrze :D Widać, że jest cięta na psy, w sumie, szkoda, że się nie okazało w międzyczasie, że ma uczulenie na sierść czy coś w ten deseń. Fajnie, że autor kontynuuje motyw niedowierzania w magiczne moce bohaterek i próbę powołania się na naukę, czyli logikę, liczby, aksjomaty i tego typu rzeczy. Tym bardziej czytało się to z uśmiechem na pysku. Aha, wspomniane moce oczywiście zostają przed Sunset zaprezentowane. Chyba zamiast kolejnych przydługich ekspozycji. To znaczy, pojawiły się odniesienia do filmów (Chyba, mam na myśli wspomniany przez Rarity kryształowy żyrandol, wykonany specjalnie na bal, coby pozbierać kaskę na obóz Everfree. Bo to było w filmie, czy nie?), ale zostały wplecione w dialogi naturalnie, więc znów – duża poprawa, bardzo dobrze.

 

Całość czytało się naprawdę miło. Bez dłużyzn, dialogi wypadły już nieco lepiej, na pewno było mniej sztuczności, oczywiście formę trapiły (i gdzieniegdzie nadal trapią) powtórzenia czy też mylące czytelnika opisy (komentowałem to w dokumencie, do niektórych rzeczy odniósł się też Grento), momentami wspomniane opisy dobrze by było rozbudować, np. jak wtedy, gdy bohaterki udają się do dyrektor Celestii... O, prawie zapomniałem. Pojawiła się Dyrestia :D W bardzo fajnej, klimatycznej scence, którą autor wykorzystał również do małego developmentu postaci equestriańskiej Sunset Shimmer. Miło. W każdym razie, tam się aż prosi o opis, jeden dłuższy akapit albo dwa, można też się pokusić o jakieś przeżycia wewnętrzne Sunset po rozmowie, tego typu rzeczy. Tak, jak jest teraz, to jest trochę, że:

 

„-Hej, chodźmy pogadać z Celką!”

„-Kk”

 

BACH!

 

I już jest gabinet Celestii, jakby dosłownie spadł na nas z nieba :woops:

 

Ale tak czy owak, przyjemny rozdział przepełniony miłymi momentami między postaciami. Póki co widzę dużą poprawę i liczę, że tendencja wzrostowa się utrzyma. A przynajmniej ogólna jakość nie spadnie poniżej w miarę niezłego poziomu.

 

Aha, byłbym zapomniał. Aimeiska Sunset Shimmer, jeśli tego nie wyłapaliście, mieszka w wielkiej willi. Z ogrodami, pewnie jeszcze labiryntem. Ma nawet lokaja. Przysięgam, autorze, że gdybyś znowu napisał, że ona ma to wszystko, bo w wieku <18 lat GRAŁA NA CHOLERNEJ GIEŁDZIE, to kolejnym graczem byłby ten fanfik, ale tylko kilka liter przeżyje XD

 

Po cichu liczę, że w fanfiku jednak poznamy jej rodziców. Będzie aimeiska Scarlet Sword? :)

 

 

Ostatni bastion

Kolejny szybki początek rozdziału i powrót do Equestrii. Ogółem, jest całkiem zabawnie i sympatycznie, jak i w poprzednich odcinkach. Nie jest to nic wielkiego czy też super odkrywczego, ale w pełni wystarczy, by wciągnąć. Podobały mnie się początki bohaterek w nowych formach, czy była to wystraszona własną nagością Rarity, czy też Applejack, która jeszcze nie do końca wyobraża sobie funkcjonowanie w oparciu o technologię kopyt i odpowiedź Sunset Shimmer na ten właśnie problem, oczywiście nie mogło zabraknąć entuzjazmu Pinkie czy też przechwałek Rainbow Dash. Prawie wszystko jest na swoim miejscu. Prawie.

 

Wielkim zaskoczeniem rozdziału jest forma alikorna, którą po przejściu przez portal posiada equestriańska Sunset (czego jej aimeiska bliźniaczka zazdrości, urocza scenka), podczas gdy (z tego co się zorientowałem) kanonicznie skrzydła posiadała ludzka Twilight. To znaczy, posiadła je po, jak mniemam, pokonaniu final bossa w czwartym filmie. Jest to zaskoczenie tym bardziej, że to Lyokoheros jest autorem fanfika, ten sam Lyokoheros, który znany jest z hiperanalizy serialu, a także dbałości o kanoniczność swoich opowiadań (nie licząc alternatywnych uniwersów), który zresztą w prywatnych konwersacjach wyjaśniał mi to i owo, przy tych argumentach to dziurawe jak sito lore nie wydaje się już takie dziurawe. Rozumiem sympatię do Sunset i zgoda, że zmieniła się i napracowała chyba najbardziej ze wszystkich, sam uważam, że te skrzydła to się jej jak psu buda należą. Ale było jak było. Z jednej strony wygląda to dobrze, jest zaskakujące, ale z drugiej, trąci trochę wrażeniem, że ktoś tu chciał dowartościować i tak jedną z lepszych bohaterek.

 

Tym bardziej, że był w tym potencjał. To znaczy, by jednak zostawić te skrzydła przy Twilight, a obie Sunset niech rozrabiają jako jednorożce. Wyobraziłem sobie rozszerzoną scenę, w której ta aimeiska Sunset jest zazdrosna, mniej więcej tak jak już to jest opisane w fanfiku, ale za to equestriańska nabiera wątpliwości i czuje się w jakimś sensie zostawiona w tyle, zwłaszcza po tym, co przeżyła w filmach. Nie widzimy tego, ale wchodzimy w jej głowę i czytamy te przemyślenia. Mogłoby to w niej narastać z czasem, a równie dobrze autor mógłby tego typu rzeczy dawkować rzadko, w niewielkich ilościach. Nie wiem, co jest zaplanowane na ciąg dalszy, ale mam w głowie scenę konfrontacji Xany z Sunset (obiema), w której ten próbuje w jakiś sposób kusić bohaterki formą alikorna, podejść je, nakłonić, by jednak zmieniły stronę, bo w sumie to te przyjaciółki coś średnio je doceniają i... to mogłoby pójść w różne strony. Mogłyby np. obie wyśmiać Xanę i stanąć do walki, by właśnie na tej podstawie zdobyć wreszcie te skrzydła, equestriańska Sunset mogłaby odmówić, ale aimeiska skusić się i albo trzeba by było z nią walczyć, albo jakoś inaczej ją podejść, myślę, że to miałoby głębszy wymiar emocjonalny, bo praktycznie equestriańska Sunset musiałaby doprowadzić aimeiską bliźniaczkę do tego, co czego ją doprowadziły dziewczyny na końcu pierwszego filmu. Czyli do przyznania się do winy, przeprosin i zmiany na lepsze. Zupełnie jakby Sunset zobaczyła samą siebie w lustrze i jeszcze raz – w jakimś symbolicznym sensie – stanęła do walki ze swoim złem. I wtedy mogłaby dostać te skrzydła. Naprawdę, ja widziałbym tu wielki, kolosalny wręcz potencjał na różne rozwiązania, nie wspominając o tym, że gdyby jeszcze musiała czegoś dokonać, by stać się alikornem, podejrzewam że i czytelnik poczułby większa satysfakcję, że postać coś zdobywa, osiąga, że spotyka ją jakaś nagroda za trudy.

 

Na szczęście mamy spin-offowy konkurs literacki :D

 

OCZYWIŚCIE że jak ja bym to pisał, to bym wszystko elegancko wystylizował a'la Zero kontra Omega Zero, aczkolwiek z weselszym zakończeniem ;)

 

Zostawmy świat Megamana, wróćmy do „Kodu Equestria”. Rozdział obiecuje nam długą i żmudną wędrówkę do Kryształowego Imperium, aż z lasu Everfree. Tak, tak, oczywiście, że bohaterki trafiły właśnie tam. A dokąd niby miały trafić, do Detroid? Nie zabraknie czarciego żartu i znów, już się bałem, że autor odtworzy jeden do jednego rzeczy, które dobrze znamy z klasycznych odcinków serialu, a jednak... efekt dotyka tylko Pinkie i Rarity. Efekt, który jest dokładnie taki sam, co w animacji. Czyli mamy kompromis – autor nawiązuje do czego chce, ale stara się unikać wrażenia wtórności. Jednocześnie próbuje jakoś urozmaicić tę wędrówkę, stąd uświadczymy np. Discorda podszywającego się pod Zecorę, czy też powracający motyw Applejack targającej na grzbiecie Rarity. Nawet nieopodal patrol podmieńców się napatoczy. Właściwie, rzeczy te niewiele wnoszą do samego wątku wędrówki, ale mile się to czyta, gdyż dochodzi wtedy do interakcji między bohaterkami, od czasu do czasu autor stara się wpleść w to jakieś światotworzenie, przy okazji wyjaśniając to i owo, acz zgodzę się z Grento, że tłumaczenie jak kuce chwytają przedmioty kopytami można sobie było darować. To znaczy, ze wszystkich rzeczy, które można było w tym miejscu poruszyć, wypadło akurat na to. W serialu np. Coloratura gra kopytami na fortepianie, więc ok, wiemy, że kuce mogą kopytami różne rzeczy robić jak ludzie. Nie trzeba tego tłumaczyć :rdblink:

 

Bohaterki docierają do celu bezpiecznie, zaś ich pobyt w Kryształowym Królestwie upływa – mimo trwającej wojny – dosyć spokojnie. Jak się okazuje, każdy musi pełnić jakąś funkcję, nikt nie działa sam. Jest nawet sekcja młodzieżowa, która, z tego co czytałem w wątku, wywołała troszkę kontrowersji, ale jak na realia serialowe, myślę, że przejdzie. Zwłaszcza, że małolaty nie prowadzą czynnej walki, prędzej jakieś czynności zwiadowcze czy coś. W sumie też całkiem ciekawy motyw. Aimeiskie postacie spotykają rodzeństwo swoich equestriańskich bliźniaczek, co jest kolejną okazją do poczytania w sumie całkiem dobrze napisanych momentów tychże postaci, rozwinięcie charakterów (to znaczy, na ile można mówić o rozwijaniu tychże w kontekście znajomych postaci, które zachowują się niemalże identycznie co ich kucykowe odpowiedniki), przewijają się też wojskowi, z którymi po raz pierwszy zetknęliśmy się parę rozdziałów temu, co oczywiście oceniam pozytywnie. Tak jak wspominałem, widać, że to nie było wprowadzanie nowych postaci dla wprowadzania nowych postaci i ci bohaterowie pełnią w fabule swoje role, będą nam jeszcze towarzyszyć.

 

W sumie, byłem ciekaw jak wypadnie przed kucykami ta podwójna Sunset i w sumie... było ok. Fajnie napisane, aczkolwiek serio, co ta aimeiska Sunset ma z tymi dialogami, że niekiedy brzmią tak sztucznie? OK, z tą szarlatanerią co ją niby Zecora uprawia wyszło lepiej, niż z potępianiem przyjaźni, ale wciąż, brakuje w tym ikry. Jakby sama nie wierzyła w to, co mówi, a mówi, by mówić. Może to ze mną jest coś nie tak, ale raz, że wypada przy tym nienaturalnie, to jeszcze... nie wiem, brakuje agresji w jej wypowiedziach?

 

W sumie, określenia takie jak „młokos” czy „urwipołcie” są w porządku w narracji, ale jak na wypowiedzi bohaterów, w tej konkretnej sytuacji, również – niestety – wypada to deczko sztucznie. W ogóle, co oni tacy grzeczni i wyluzowani są? Nie mówię, że wszyscy się mają wyzywać i wszędzie startować z kopytami, ale niechże oni przejawią więcej emocji :determined:

 

Aha – w fanfiku nie zabraknie postaci Flasha Sentry'ego i jednak okazuje się, że ta ludzka Twilight w sumie coś do niego chyba czuje? Nie wiem, możliwe, że autor pociągnie to dalej, może wyjść z tego wątek obyczajowy, aczkolwiek oby to nie zostało rozpisane jak relacja romantyczna między innymi postaciami, z innego fanfika... Za którego remake w sumie trzymam kciuki (autor wie o co chodzi). Kurczę, albo się starzeję, albo mam amnezję, ale który to był ten Timber?

 

Godnym odnotowania jest, że o ile poprzednie rozdziały zostały już z grubsza przepracowane, choć zostało w nich jeszcze trochę sugestii, o których autor nie zdecydował, o tyle „Ostatni bastion” to pierwszy kawałek tekstu, który jest poprawkami usłany dosyć gęsto, co może utrudniać czytanie, acz jeśli ktoś jest ciekawy, może sobie rzucić okiem ile pracy wymaga oryginalna forma fanfika, coby brzmiało to lepiej, ładniej, no i nie było w tym tylu powtórzeń czy zagadkowych szyków zdań. W sumie, „Ostatni bastion” z perspektywy czasu okazał się dla mnie małą niespodzianką. Pamiętam, jak przez, jak to wówczas nazwałem, brzydki styl wypowiedzi, błędy, powtórzenia, rozdział wydawał mnie się strasznie nijaki. Raziły mnie liczne błędy. Aż pomyślałem, że może dobrze będzie się zamknąć i pomóc przy fanfiku, coby nabrał lepsze formy. No i rzeczywiście, po kilkukrotnej lekturze, po poprawkach, po przebadaniu tego z różnych stron, rozdział wiele zyskał. Naprawdę dobrze było do niego wrócić, okazał się całkiem urozmaicony, serialowy, co prawda ma on pewne problemy, lecz jako całokształt... dobrze pcha fabułę do przodu, w przyjemny i lekki sposób kreśli relacje między postaciami oraz początek ich przygody w nowym świecie, od czasu do czasu puszczając oczko w kierunku starszych odcinków serialu.

 

Aha, rymy Zecory. Średniawe rymowanki przeplatają się z tymi do poprawy, ale autor już o tym wie. Na tym polu także będzie się działo, coby brzmiało to lepiej, aczkolwiek to już raczej nie będzie moja broszka, gdyż jeśli chodzi o rymy, to jestem totalnym beztalenciem. Ale zobaczymy.

 

 

Cisza przed burzą

Jeśli ktoś tego nie wyłapał, od poprzedniego rozdziału zaczynają się odcinki skąpane w kolorkach sygnalizujących poprawki. Poprawki i sugestie, rozłożone często i gęsto, mogą uniemożliwić lekturę, lecz po włączeniu samego wyświetlania ukaże się Wam obraz fanfika sprzed dodatkowej korekty. Jak poprzednio – osoby zainteresowane mogą sobie porównać i zobaczyć ile przy tym było zabawy.

 

No i rozdział rozpoczyna się tak, jakby autor serio chciał w całość wpleść motyw zmagającej się ze swoją przeszłością Sunset Shimmer. Towarzyszy temu strach przed odwróceniem się od niej przyjaciółek, powrót do diabelskiej formy, a także tajemniczy głos, który twierdzi, że Sunset zła była, jest i zawsze będzie, bo taka jest prawdziwa natura. Oczywiście jest to sekwencja koszmaru (niejedyna zresztą), ale napisana w porządku. Autor bardzo szybko (równie szybko jak wprowadza nas w nowy rozdział) stworzył wokół tego odpowiedni nastrój, czuje się, że Sunset jest w tym koszmarze psychologicznie dręczona i że naprawdę się tym przejmuje. Jej przemyślenia o swej aimeiskiej bliźniaczce, już po przebudzeniu, dopełniły efektu i nakręciło mnie na ciąg dalszy tego wątku... I kto wie, może jest to mały foreshadowing konfrontacji obu Sunset? Zobaczymy. Ciekawi mnie też rola Xany w tym wszystkim.

 

Dwie sekwencje koszmarów są obok siebie, co troszkę mnie dziwi, nawet się przez moment obawiałem serii takich oto sekwencji i sztucznego zatrzymania akcji, ale wyszło nawet ok. Ale jakoś wolałem koszmar Sunset Shimmer. Ten Shininga wydaje mnie się niepotrzebny, nawet za bardzo nie wiem co miał wnieść poza tym, że wspomnienie Chrysalis cały czas go prześladuje i że obawia się o córkę. Niby wszystko gra, ale Shining w tejże historii to raczej postać... może nie trzecioplanowa czy jeszcze dalsza, ale w sumie pierwszych skrzypiec nie gra, trudno go gdzieś jednoznacznie zakwalifikować. Drugoplanowa, niech będzie. Ale czy aż tak istotna? Mam wątpliwości.

 

W sumie, Nightmare Moon mogłaby być w fanfiku takim Freddym Kruegerem, który prześladuje protagonistki w ich koszmarach. To by było ciekawe, sceny te mogłyby popisać się kreatywnością.

 

Generalnie, ten rozdział to kolejny maraton interakcji między postaciami, seria momentów między bohaterami, a także nawiązania, odniesienia do serialu, w tym streszczanie co ważniejszych wydarzeń np. przemianę Thoraxa, ale nie zabraknie też szczypty budowania własnego lore np. o królowej Arachne, będzie też troszkę tzw. „naukowego bełkotu”, przybędzie nawet poselstwo z Jakjakistanu. Ano, ostatnio chyba zapomniałem wspomnieć o możliwości wsparcia ze strony gryfów i napomknięcie o potopie gryfim... Co, zważywszy na położenie Griffonstone, jest iście intrygującym konceptem :D W każdym razie, o co mi chodzi – autor balansuje między zwykłymi interakcjami, standardowym popychaniem akcji, a światotworzeniem i tłumaczeniem zjawisk zachodzących w świecie przedstawionym w taki sposób, że unika przestojów, polegając na postaciach, które wyjawiają nam te szczegóły w trakcie akcji, co się z grubsza sprawdza, jednakże tak silna przewaga dialogów, długich dialogów ponad opisami, na dłuższą metę jest trochę nużąca, gdyż konwersacje tracą na naturalności, a całość zmienia się w ekspozycję, za długą ekspozycję. Postacie stoją sobie gdzieś i rozmawiają, przy okazji opowiadając historię całego świata. Wyolbrzymiam, ale chcę tylko pokazać schemat działania. W ogóle, opisów bardzo mi brakuje. Dłuższych przejść między scenami też. Sprawie nie pomagają drobne rzeczy, które potęgują wrażenie wtórności, jak ta nieszczęsna Rainbow Dash wspominająca o tych dwudziestu procentach czy też... A nie. Trixie cały czas mówi, jaka to jest wielka i potężna :begone:

 

No właśnie – znów odniosę się do kinówki, bo kinówkę niedawno miałem okazję obejrzeć. Powiedziałem wówczas coś takiego, że jak na taką ilość znanych i lubianych postaci drugoplanowych, to naprawdę zdumiewające, że film dał czas antenowy tylu całkowicie nowym postaciom, których na dodatek ponownie nie zobaczymy, zupełnie pomijając kuce, które chyba niejeden chciałby w filmie zobaczyć, robiąc z nich tło. „Kod Equestria” działa wedle zupełnie odwrotnej filozofii – autor raczej oszczędnie sypie oryginalnymi postaciami, starając się włączyć do fabuły jak najwięcej postaci kanonicznych, każdej dając jakąś rolę, każdej dając dłuższy lub krótszy dialog. I w tym rozdziale widać to jeszcze lepiej, niż w poprzednich – prawie wszyscy się znaleźli. I Trixie, i Sunburst, jest nawet doktor Hooves, a i Filthy Rich ma swoje scenki. Mnóstwo postaci naraz, może z jednej strony za dużo, ale z drugiej, jeżeli się to nie gryzie samo ze sobą, jeżeli nie jest na siłę, jeżeli jest po coś, to wszystko w porządku. Jedynie forma nie do końca mi odpowiada. Niektórych dialogów albo jest za dużo, albo poszczególne wypowiedzi są zbyt długie. Gdzie są opisy?

 

Merytorycznie, rozdział to także ciąg dalszy przygotowań do nadchodzącej bitwy i co by nie mówić, jak na warunki serialowe, autorowi udaje się stworzyć nieco napięcia, czuć, że zbliża się coś dużego. Poszczególne rzeczy wymagają poprawek, to na pewno, ale być może nadchodzi pierwsza, naprawdę duża bitwa i czas próby dla postaci. Z taką obsadą... może być naprawdę miodnie. Raz zdarzają się jednak rzeczy, które nawet jak na realia kreskówkowe wydają mnie się mega naciągane. Chociażby jaskinie, które w jakieś... dwa, może trzy dni przystosowano w następujący sposób, cytuję:

 

Cytat

„Dosłownie każdy robił, co mógł, przygotowując obronę, dbając o zaopatrzenie czy dostosowując sieć jaskiń do potrzeb całych milionów kucyków.”

 

To ja mam teraz pytanie, jak rozległa jest ta sieć jaskiń, ilu kucyków przy tym pracowało i na czym to dostosowywanie polegało, ewentualnie jakie są te potrzeby „całych milionów”. I jak oni to zrobili w parę dni?

 

Akurat jeśli chodzi o rozwiązania oparte o podziemia i jaskinie, od czasów ukończenia podstawki „Heroes of Might and Magic III” (Nighon podkopał się pod ocean, żeby sięgnąć kontynentu i przeprowadzić inwazję), mam do tego wielką słabość i cholernie mnie się to podoba (chociaż w sumie nie wiem czemu), oczywiście, że sam się tym inspiruję. Kto ma wiedzieć o co chodzi, ten wie. Ale nawet u mnie, nie zajęło to paru dni. I nawet nie służyło stricte do mieszkania. Ja rozumiem serial, magię i tak dalej, ale bez przesady. Jeżeli prawie cała Equestria ewakuowała się na północ, uciekając przed Xaną, to czy oznacza to, że cały kraj zmieści się w kilku jaskiniach? Jak?

 

No chyba, że Maud Pie samodzielnie „wykopała” w górach nowe jaskinie i od razu wyrzeźbiła z tego mikrokawalerki :bemused:

 

Tak czy inaczej, rozdział w porządku, ale deko przegadany, no i wciąż brakuje mi dodatkowych opisów. Miło zobaczyć znajome postacie, pełnione przez nie funkcje wymagały nieco kreatywności, ale autor stanął na wysokości zadania. Czuć, że to nie ma być realistyczny, mroczny konflikt, walka na śmierć i życie, ale pojedynek utrzymany w serialowych realiach i w tej samej stylistyce, na wesoło i z przygodami. Co jednak nie powinno wykluczać napięcia czy poważniejszych motywów. Od czasu do czasu trąci to wtórnością czy rzemieślniczą pracą, głównie przez powtarzanie do znudzenia tych samych odzywek czy też recykling motywów z serialu, ale częściej jest to po prostu mruganie okiem do czytelnika, no i jest to utrzymane w jakichś granicach, historia wydaje się „sztywna” głównie przez dialogi, które niekiedy wydają się nienaturalne. Na szczęście tylko nienaturalne, a nie nienaturalne plus infantylne, bo czasem bywa i tak.

 

 

Oblężenie

Pora na siódmy rozdział, na którym jednak zakończę niniejszy komentarz, uprzedzając jednocześnie, że rozpocząłem już jego korektę, ale jeszcze jej nie skończyłem. Zapoznałem się natomiast z jego treścią i... Hm, w sumie, od czego by tu zacząć?

 

To może od wątku fabularnego. Ten rozdział to akcja, akcja i jeszcze więcej akcji, wielka, duża bitwa, wydaje się, że o wszystko, na którą przygotowywał nas autor i pod którą chyba próbował zbudować napięcie. Oczywiście nie odmówił sobie przyjemności wplecenia w treść szczypty światotworzenia (opis uzbrojenia, ale jak komentowałem w dokumencie google, niezbyt sobie wyobrażam dwa lekkie miecze przytroczone do kopyt, ale złożone przy kończynie i wysuwalne w razie potrzeby) czy nawiązań, tym razem będzie to Button Mash z drewnianym mieczem, zarzekający się, że obroni Sweetie Belle. I jej przyjaciółki. I Lyokoheros ma szczęście, że na ostatnim Rosiczkomeecie, akurat był taki mini-maraton kucykowych rzeczy, bo teraz nareszcie wiem o co z tym chodzi, jednakże muszę zadać pytanie. OK, łapię, dzieciarnia ma wyruszyć z misją do Canterlotu, ale czy to naprawdę było konieczne? No bo w sumie niewiele wniosło do fabuły i moim zdaniem to było takie nawiązanie dla nawiązania. Co innego Maud Pie, nacierająca na Kolosa (olbrzyma ze skał wulkanicznych) gołymi kopytami i rozbijająca go w stylu Chrisa Redfielda (AKA je%$&^go głazobijcy xD) – jest to coś, co widzieliśmy w serialu, a tutaj ma znaczenie, bo przecież chodzi o obronę przed zatrzęsieniem nieprzyjaciół nacierających na ostatni bastion protagonistów. Jest też wielka tarcza ochronna rzucona na całe miasto, co – znów – przywodzi na myśl barierę, którą mieliśmy okazję oglądać w „Canterlot Wedding” i którą Kolos próbuje rozbić, do spółki z Podmieńcami i kucoperzami, co ma znaczenie w fabule.

 

No i trudno napisać tu coś więcej bez spoilerowania. Zatem ostrzegam jeszcze raz, że w dalszej części posta będą szczegóły zdradzające ciąg dalszy fabuły, a możecie mieć chęć odkryć ją samodzielnie. Zostaliście ostrzeżeni.

 

Ten rozdział uświadomił mi jedną rzecz. Bardzo ważną. Autorowi zdecydowanie lepiej wychodzą kawałki życia, obowiązkowo utrzymane w stylistyce serialowej, takie ładne, spokojne, grzeczne rzeczy, które w założeniach ma się czytać lekko i mile. Natomiast, gdy próbuje jakkolwiek wprowadzić do fabuły elementy mroczniejsze, poważniejsze, czy zbudować napięcie, stworzyć wrażenie, że to jest „na serio”, niestety wychodzi to w sposób niezadowalający. Tutaj to widać. Szczęśliwie, i tak jest dużo, dużo lepiej niż w przypadku „Krwawego Diamentu”, ale czytając rozdział dostawałem pewnej schizofrenii poznawczej. Jak mam to odbierać? OK, wśród tagów nie ma ani [Dark], ani czegoś innego, sugerującego, że ma to być ciężkie i gęste w odbiorze, ale jest [Przemoc] i nawet to nie wypada jakoś szczególnie poważnie. To znaczy, postacie walczą, biją się, odnoszą obrażenia, niekiedy chyba nawet ich życiu zagraża niebezpieczeństwo, ale czyta się to bez zaangażowania, ani obawy, że faktycznie mogłoby się im stać coś złego. Jest np. zła Twilight Sparkle, walcząca u boku Sombry, która w pewnym momencie oplata Shininga jakimiś kolczastymi pnączami i zadaje mu rany, prawie go zabijając, co chyba miało być przejmujące i dramatyczne, ale nijak nie da się tego odczuć. W ogóle, Shining Armor agrujący się na Sombrę, bo ubliża Cadance, wyszedł przekomicznie. Nowa postać, Scorpio Fighter, ma swoje rozterki i nie jest pewny czy przetrwa, ale chce ocalić brata i Celestię (w tej kolejności), ale wiemy o nim zbyt mało, by przejąć się jego losem. Z jednej strony ktoś w bohaterskim akcie łamie sobie skrzydło, co przecież boli i może nawet niefajnie wyglądać (złamanie otwarte), ale za chwilę jest tekst, że ów ktoś prawie oberwał tęczową smugą. I tak dalej, i tak dalej.

 

Od czasu do czasu wpadną nawet komediowe wstawki, głównie za sprawą Pinkie Pie, która mimo opętania przez Xanę zachowuje się jak zwykle. No, prawie. Plus obarczone wieloma błędami, mylące opisy, zwłaszcza w scenach, w których Maud atakuje Kolosa, gdzie miałem kłopoty z wyobrażeniem sobie kto w jakiej jest odległości od kogo, skąd atakuje, dokąd się wycofuje, jak to ma w ogóle wyglądać itd. Bitwa o Kryształowe Królestwo, jak widzę, miała trwać ponad dwie godziny, nie mam pojęcia, czy to długo, czy krótko, bo o tym nie mam pojęcia, może ktoś, kto interesuje się historią, bitwami średniowiecznymi, uzbrojeniem itd. mógłby to ocenić. Natomiast, kiedy po długich i wyczerpujących starciach armia Xany ostatecznie wchodzi do miasta, do pałacu, cywile przy wsparciu wojska ewakuują się do tuneli, co jest napisane tak, jakby potrwało to moment, aż przy Kryształowym Sercu zostaje tylko Shining i Cadance... Dochodzi do konfrontacji i... zamiast znokautować parę i snagnąć sobie Kryształowe Serce, obowiązkowo złoczyńcy muszą urządzić sobie pogaduchy, coby protagoniści zdążyli teleportować się w inne miejsce. Sam nie wiem co o tym myśleć. Całe to napięcie, cała ta bitwa, po to, by ani jedna, ani druga strona nie osiągnęła swojego celu... A Xana ma królewski głos Canterlotu? Dziwne.

 

Aha, w trakcie bitwy niespodziewanie przybywa Gilda z oddziałem gryfich żołnierzy, pod koniec przewinie się też Iron Will. I co w związku z tym? Chyba nic. Wrzuceni na szybko po to, żeby wystąpić w rozdziale. Gilda przynajmniej nawiązuje jakąś interakcję z kimkolwiek...

 

Cytat

„– Nie sądziłam, że okażesz się takim leszczem, by przyłączyć się do tego Gzany – rzuciła Gilda w stronę Rainbow Dash, próbując ją zaatakować i schwytać, ale ta zwinnie się jej wymknęła. 

 

– Prawdziwymi leszczami są ci, którzy się mu sprzeciwiają! Param pam pam pam pam! – rzuciła w jej stronę, po czym wykonała nagły zwrot i nim jej przyjaciółka zdążyła się zorientować, kiedy to się stało, została mocno kopnięta kopytem prosto w brzuch.”

 

Serio? To już „Your stupid” wypowiedziane przez Upset Sugar brzmi groźniej.

 

Ale nasz niebieski minotaur, jak wynika z opisu „dosłownie miażdży” nieprzyjaciół, nie mam pojęcia czy traktować to poważnie i czy serio robił to dosłownie, ale raczej nie.

 

Niestety, ale autor chciał troszkę zbyt wiele, nie posiadając potrzebnego doświadczenia, powiedziałbym nawet, że zabrakło też odwagi, by dodać temu więcej wiarygodnej agresji, brutalności, czyniąc te sceny walki bardziej przejmującymi i przez to absorbującymi czytelnika. Tak, jak jest teraz, mimo ogólnie dobrego tempa akcji, ciekawych pomysłów oraz skali, naprawdę ciężko to potraktować chociaż troszkę na poważnie, uwierzyć, że bohaterowie są w niebezpieczeństwie, że gra toczy się o dużą stawkę. Przez to nie czuje się zagrożenia, trudno się w to jakoś zaangażować. Zdecydowanie lepiej wypadały fragmenty z poprzednich rozdziałów, gdzie postacie rozmawiały, robiły zwyczajne rzeczy, rozwiązywały problem czy wędrowały. Czyli coś bardziej a'la [Slice of Life]. Wtedy też był najlepszy klimat.

 

Ale muszę przyznać, że nie spodziewałem się, że Maud Pie dostanie większą rolę w fabule. Myślałem, że będzie się pojawiać sporadycznie, bardziej a tle, a tu proszę – powalczyła z Kolosem. Było to nawet zaskakujące i mi się spodobało ;)

 

 

W porządku, chyba pora na jakieś małe podsumowanie. Jeszcze sporo przede mną, i fabuły, i pracy nad formą opowiadania, ale wypada jakoś te siedem rozdziałów ocenić. Co fakt, iż dzieła Lyokoherosa znam, powinien mi sprawę ułatwić, skoro mam pełniejszy przegląd jego twórczości i orientuję się, jak zdobywane z każdym kolejnym tekstem doświadczenie rzutuje na ogólną poprawę jakości jego fanfikcji. No to co z tym „Kodem Equestria”...

 

Nie da się ukryć, że jest to całkiem ambitny crossover, który – niestety – ma problemy, wynikające zarówno z tego, że jak na debiut w fandomie MLP, autor porwał się na zbyt wiele, jak i z tego, że najwyraźniej do określonych klimatów, jako twórca jest lepiej predysponowany i też lepiej się w nich odnajduje, co oznacza, że gdy próbuje pisać nieco inaczej, ma trudności z wykreowaniem odpowiedniego nastroju, a nierzadko z opisywaniem rzeczy w fabule. Lyokoheros zdecydowanie lepiej odnajduje się w klimatach serialowych, szczególnie gdy jest to [Slice of Life], a historia z założenia spokojna, ładna, miła i lekka w odbiorze. O wiele trudniej idzie mu z mrokiem czy napięciem, niestety przez większość czasu tak czy inaczej wychodzi z tego coś, co próbuje nas przejąć czy wprawić w niepokój, niepewność, ale pozostaje kreskówką – ze wszystkimi przerysowaniami, głupotkami czy swoją słodką naiwnością.

 

Spróbuję pokazać to na przykładzie. Moim ulubionym. „Shadow the Hedgehog” z 2005 roku, gdzie obierając mroczną ścieżkę, możemy w jednym z poziomów zestrzelić pojazd latający z prezydentem na pokładzie. Problem w tym, że w następnej cutscence ten prezydent wciąż żyje. Innym razem, ale na tej samej ścieżce, możemy doprowadzić do tego, że laser z kosmosu uderza w miasto i generalnie zmiata je z powierzchni ziemi, ale w cutscence jest powiedziane, że wszyscy zostali ewakuowani. Nie wiem jak i kiedy, ale jednak.

Jakie znaczenie mają w takim razie nasze czyny, skoro nie ma po nich żadnych poważnych konsekwencji? O jakim napięciu możemy mówić, skoro tak czy inaczej skutki różnych decyzji są takie same? Wreszcie, po kiego przejmować się tym, po czyjej stronie staniemy, skoro ostatecznie czeka nas to samo, tylko w trochę innej formie? Ewentualnie w innej lokalizacji?

 

Gdyby Xana przegrał z ruchem oporu, nie zdobyłby Kryształowego Serca. Ale on po długiej bitwie jednak wygrywa. I wciąż nie zdobywa Kryształowego Serca. Na litość, on nawet zakładnika nie wziął. I Shining Armor, I Cadance, teleportują się razem z artefaktem. Gdyby np. w przypływie heroizmu Shining zrobił coś, żeby przenieść Serce i Cadance w inne, bezpieczniejsze miejsce, ale sam opadł z sił i w ten sposób znalazł się na łasce albo niełasce nieprzyjaciół, co mogłoby pójść w kilka stron i stworzyć jakieś konsekwencje porażki ze strony protagonistów, co z kolei zbudowałoby napięcie i dało jakiś cel do wypełnienia. Z drugiej strony, dlaczego miałbym kibicować ruchowi oporu? Gdyby odparli natarcie, obroniliby cywilów, Cadance oraz Kryształowe Serce. Natarcia nie odparli, ale co mieli obronić, to obronili. Po prostu pałac został zamieniony na tunele.

 

Jeżeli ta historia miała zawierać w sobie motywy poważniejsze, mroczniejsze, jeżeli czytelnik miał się czymkolwiek przejąć i poczuć, że istotnie ważą się losy świata, trzeba w tym celu coś w tej historii na rzecz tego celu... przeznaczyć. Jeżeli mimo wszystko bohaterom jakoś udaje się uciec, nikomu trwale lub na dłużej nie dzieje się krzywda i w sumie nikt nie znajduje się w opresji, brakuje napięcia i przez to historia nie ma szans w pełni rozwinąć swojego potencjału.

 

Sprawy nie ułatwia fakt, że nawet jeśli nie traktować tego do końca na poważnie (na ile możemy mówić o wzięciu na poważnie kucykowego fanfika, w którym dwie armie prowadzą wojnę), zamiast tego podejść do tego jak do kreskówki, tak czy inaczej widać – typowe dla kreskówek – rażące dziury w fabule, przez które fabuła staje się naciągana.

 

Przykład? Discord. Jeżeli Xana ma pod swoim kopytem Pana Chaosu, absolutnie najpotężniejszą istotę w uniwersum, dla której nie istnieją żadne granice i która może wszystko pstryknięciem paluchów – i której mocy najwyraźniej opętanie nie ogranicza, skoro koleś pojawia się w chacie Zecory, robi sobie co chce, a potem znika – dlaczego Xana nie rozkaże mu, by po prostu pojawił się tam, gdzie jest Kryształowe Serce, wziął je, a potem zniknął i pojawił się razem z sercem z powrotem i po prostu mu to serce dał? Discord w mgnieniu oka potrafi pojawić się w dowolnym miejscu i równie szybko przenieść się gdzie indziej, co w fanfiku jest pokazane. Nawet podróżuje między wymiarami, co też jest w fanfiku pokazane. Akurat tam, gdzie trzymają Kryształowe Serce nie może się pojawić? How convenient :twilight6:

 

Po co zatem się trudzić, zbierać armię i prowadzić bitwę, skoro można to załatwić w parę sekund?

 

Zdaję obie sprawę, że gdyby to zastosować, to historii praktycznie by nie było... A może by była? W każdym razie, przy tego typu tematyce, tak szerokiej skali, jest to coś, czego na dłuższą metę się nie uniknie. Czy nie lepiej byłoby zatem nie czynić Xany tak potężnego i mimo wszystko trochę go ograniczyć? Discorda przynajmniej na razie zostawić po dobrej stronie, ale wytłumaczyć, że moc Xany w jakiś sposób utrudnia mu korzystanie ze swojej magii? Pokazać, że mimo przygotowań, jedne rzeczy przychodzą Xanie z łatwością, ale drugie już niekoniecznie, przez co ten musi się „dokształcić” bezpośrednio w trakcie realizacji swojego planu? Tak żeby powalczyć o napięcie czy też o to, by czytelnik zastanawiał się, co może się wydarzyć? Zaskoczyć go czymś?

 

Ale zostawmy już fabułę, motywy i to, co jak autorowi wychodzi. Przymykając oko na dziury, w historii tejże są rzeczy napisane bardzo dobrze, z klimatem, przyjemne w odbiorze i zapadające w pamięci, za które należy autora pochwalić. Z drugiej strony, są rzeczy, które udają się średnio albo wcale i nad którymi trzeba jeszcze dużo popracować. Odniosłem wrażenie, jakby autorowi z większą łatwością przychodziło pisanie o postaciach uniwersum „Kodu Lyoko”, dobrze radził sobie w klimatach equestriagirlsowych, co mnie w sumie zaskoczyło, w tym wszystkim najmniej fajnie wypadły kucyki, ale ogółem nie ma tragedii. Jest nad czym pracować, także w materii kreacji postaci, zwłaszcza jeśli chodzi o dialogi. Ale wszystko jest do zrobienia.

 

Nie szczędzę krytyki wobec „Kodu Equestria”, ale nawet mimo wszystkich zarzutów, jakie sformułowałem, chciałbym przeczytać ciąg dalszy. Głównym powodem jest obietnica dołączenia do obsady wojowników Lyoko, których bardzo chciałbym zobaczyć w akcji, w tym dla nich innym, nieznanym świecie, no i mamy przecież Ligę Znaczkową, która ma misję do wypełnienia. Gra wciąż trwa. Na pewno będę czytać fanfika dalej i wciąż będę przy nim pomagać, stąd żywię wielką nadzieję, że autor, na początek, uczyni dwie rzeczy. Po pierwsze, rzuci okiem na poprawki i sugestie, które wciąż znajdują się w tekście. Po drugie, wróci do pisania i w końcu stworzy dla nas ciąg dalszy ;) Wierzę, że z czasem będzie coraz lepiej i że póki co mamy po prostu dobrego mieszane początki :D

 

 

Życzę powodzenia i pozdrawiam serdecznie!

Link to comment
Share on other sites

Posted (edited)

Dopisze swoje trzy grosze. Tekst jest dobry. Dlatego tym bardziej zastanawia mnie długa przerwa w dalszych rozdziałach. Pośrednio przypuszczam że to jest spowodowane głównie brakiem weny (mam tak czasami, mimo że sam na razie nie jestem aktywny w tym kontekście na razie), ale twórca tego tekstu jest moim zdaniem żywszy (aktywniejszy) i w danej chwili niż ja. Dla tego życzę by zawieszka przeminęła.

Edited by Król Etirenus
Link to comment
Share on other sites

Create an account or sign in to comment

You need to be a member in order to leave a comment

Create an account

Sign up for a new account in our community. It's easy!

Register a new account

Sign in

Already have an account? Sign in here.

Sign In Now
 Share

×
×
  • Create New...