Gość Ziemowit

Szkoła Rainbow Dash - gra

Recommended Posts

Black Void ujrzał startującego Twistera i uśmiechnął się. To dopiero rozgrzewka, a ten pędzi jakby się ścigał. Zero taktyki. Gdyby chciał mógłby go wyprzedzić, ale nie ma co się spieszyć. Ruszył za nim w spokojnym tempie, nie lubił biegać w deszczu, ale też nie przeszkadzało mu to tak bardzo jak niektórym. Przebiegając oglądał dokładnie tor, zapamiętał wszystkie zakręty i proste. W pewnym momencie zobaczył jak Twister wpada w poślizg i natychmiast się podnosi. Jest szansa, że dopiero jutro odczuje skutki tego upadku. Kiedy Black Void zakończył swoje 5 okrążeń, również ruszył w stronę stołówki. Po znalezieniu się w ciepłym i suchym wnętrzu, wyszczerzył pyszczek. Mimo, że biegł w spacerowym tempie dotarł tu jako drugi.

- Ma się tę formę - powiedział z uśmiechem i usiadł przy stole.

  • +1 2

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Tost ruszył spokojnie swoim tempem, na początku badając całą trasę, nie spieszyło mu się. To była tylko rozgrzewka. I to nawet przyjemna. Krocząc pierwsze kółko delektował się strugami deszczu omywającymi jego głowę. Chwilę później ujrzał jak Twister wpatruję się w bok, po czym upada. Ogier skrzywił się na ten widok. Jednak widząc szybko podnoszącego się adepta, doszedł do wniosku, że nic się nie stało.

- Ciekawe na co się zapatrzył? - pomyślał i zwolnił przy tym samym zakręcie. Zauważył okno, a w nim Rasberry Scent, krzątała się przygotowując posiłek. Tost spojrzał na Rainbow, po czym uśmiechając się niewinnie przyspieszył starając się nie myśleć o kucharce i skupić na treningu, ani też zwalniać przy trzecim zakręcie. Każde kolejne okrążenie pokonywał coraz szybciej. Jednak i tak jego wyniki nie mogły się równać ze zawodowcami. Ani tym bardziej z Twisterem.

- Jak on to robi? - pomyślał - w dwie minuty pięć okrążeń... - Przekroczył linie mety. Następnie przystanął na kilka sekund, aby odsapnąć.

- Będę musiał się mocniej przyłożyć do treningów - wyszeptał do siebie. Do szerszy do siebie Tost spokojnie wrócił do budynku akademika, po czym udał się do kuchni pod pretekstem umycia kopyt, przed zjedzeniem śniadania.     

  • +1 1

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Klacz ruszyła praktycznie ostatnia, lekkim truchtem ma się rozumieć. Jak nie trzeba się spieszyć, to ona nie będzie się spieszyć. Na początku zmierzyła mniej więcej tor, przyspieszyła dopiero gdzieś przy ostatnim okrążeniu, uważając aby się przypadkiem nie poślizgnąć, komuś podczas biegu już się tak udało. Ale trza przyznać, że Twister formę miał, aby w takim tępię zaliczyć pięć kółek. Szacunek.

Zakończyła również jako ostatnia, ale przynajmniej nie zmęczyła się aż tak bardzo. Po zatrzymaniu, przeciągnęła się raz i spokojnym krokiem weszła do stołówki. Będą w końcu pod dachem otrzepała się z wody, niezbyt zwracając uwagę, czy kogokolwiek pochlapie przy okazji, po czym dosiadła się do reszty.

- Piękny sposób na rozpoczęcie dnia. - mruknęła do siebie. Nie miała w sumie nic przeciwko deszczowej pogodzie, choć latanie w takich warunkach nie należało do najprostszych, a jest duże prawdopodobieństwo takiego zadania. Nie wyglądało na to, aby instruktorka miała zamiar prowadzić luźne zajęcia...

  • +1 2

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość Ziemowit

Dash spoglądała jak pokonywaliście kółka. Skrzywiła się na widok upadku Twistera i zrobiła zezłoszczoną minę. Gdy każdy z was poszedł do kuchni Dash chrząknęła. - Jeżeli będziecie wciąż lecieć tak niebezpiecznie to każdy trening zakończy się wizytą u pielęgniarki. - mówiąc to spojrzała na Twistera. - Tak, tuż przed zajęciami Twister, pójdziesz do pielęgniarki. Przez to twoi przyjaciele z drużyny stracą  czas wolny - oznajmiła z twarzą pogardy Dashie. Wy, zaś skonsumowaliście kanapki i poczęstowaliście się warzywną sałatką, która bardzo dobrze wyszła Rasberry Scent. Klaczka na moment podeszła do Black Void'a i rzekła cicho, lecz usłyszeli to wszyscy - Bardzo ładnie latasz - powiedziała łagodnie klacz i wróciła do kuchni. Gdy skonsumowaliście podreptaliście w stronę sali.

 

TWISTER @Twister

 

Zgodnie z wolą Rainbow poszedłeś wraz z nią od gabinetu pielęgniarki. Była nią wysoka turkusowa klacz z puszystym, lecz krótkim błękitno-srebrno-czarnym ogonem, który aż kusiło by go dotknąć. Posiadała długą długą, błękitno-srebrną-czarną grzywę i piwne oczy. Popatrzyła na twoje kopyta, aż się zarumieniłaś. Nałożyła plaster na jedno z nich. - Gotowe - powiedziała swoim delikatnym głosem.

 

SALA LEKCYJNA

 

Wszyscy w nudzie oczekiwaliście na przyjście jednego z waszych kolegów. Minął kwadrans i zjawił się Twister. Zamienił słowo z Rainbow i usiadł. - Witajcie - rzekła Dash. - Dzisiaj coś organizacyjnego. W ciągu tygodnia będziecie mieli tylko dwa dni wolne. Przez ten czas robicie co chcecie, albo jedziecie do swoich rodzin, albo rodziny przyjeżdżają do was. - oznajmiła. Wy słysząc, że to lekcja organizacyjna posmutnieliście. - Od czasu do czasu będę posyłać najlepszych na zawody towarzyskie, lecz za miesiąc rozpocznie się nowy sezon Pucharu Equestrii właśnie w wyścigach. Cykl osiemnastu zawodów, a wy macie szansę w każdym z nim wziąć udział. Puchar Equestrii jest najważniejszym cyklem zawodów, ostatnio wygrałam go.... JA! - krzyknęła z dumą. Rainbow chrząknęła i uspokoiła się. - Wy, zaś przez cały tydzień będziecie wstawać o 5:55, pójdziecie na zbiórkę. Trzy okrążenia, śniadanie. Potem idziecie do sali wykładowej, sali gimnastycznej bądź na tor. Poćwiczymy, lub pouczymy się od ósmej do trzynastej. Pół godziny po zakończeniu idziecie na obiad. O szesnastej będziecie znowu ćwiczyć, z tym, że tylko godzinkę. Od siedemnastej macie czas wolny do osiemnastej. Idziecie na kolacje, później na apel i macie dwie godziny na czas wolny. W piątki możecie organizować jakieś dyskoteki. Czas wolny możecie spędzać w piwnicy. Jutro będzie tam telewizor i będziecie mogli oglądać występy Wonderboltsów - rzekła Rainbow. Dzisiaj w ramach zajęć obejrzy was pielęgniarka. Wzrost, waga itd. Potem sprawdzę jak jesteście szybcy o ile pogoda dopisze. Jak nie to niestety jakieś zajęcia teoretyczne będę musiała wymyślić - zakomunikowała błękitna klacz.

 

Czas na odpis: 2 dni (Środa 13:00) 

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Tost słuchał wszystkiego jednym uchem i wypuszczał drugim całą swą uwagę skupiając na Black Void'a. Obserwując jego zachowanie i reakcje na słowa Rainow. W tej chwili nic innego się dla niego nie liczyło. Czuł złość, nie nawieść, smutek wszystkie te emocje pełną gamą szalały niczym najpotężniejsza z burz waląca co chwile piorunami w każdym kierunku. Jednak to wszystko było skryte pod normalnym codziennym uśmiechem. Jego wspaniale zapowiedziany dzień lęgnął w gruzach.

- Dobrze, że najważniejsze dla niego są zawody i zwycięstwo. - pomyślał przypominając sobie jego reakcję na uczciwą przegraną jedną z dwóch partii, które zagrali razem w bilarda. Jednocześnie wmawiając sobie, że wydarzenie ze stołówki nic nie znaczyło.  

 

Podczas wizyty u pielęgniarki:

Ogier jako pierwszy znalazł się u pielęgniarki. Jej wygląd nie zrobił na nim większego wrażenia. Dokładnie wykonał wszystkie jej polecenia. Waga, wzrost, ciśnienie, rozpiętość skrzydeł wytrzymałość wszystko to było w jak najdoskonalszym stanie i nie przekraczało żadnych norm. Wychodząc z gabinetu zatrzymał się na chwilę, chcąc zapytać pielęgniarkę o Rasberry Scent, jednak widząc innych czekających w kolejce zrezygnował.        

  • +1 1

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Black Void w spokoju wysłuchał przemawiającej nauczycielki. Plan był ułożony porządnie i nie zostawiał miejsca na inwencję własną. Bardzo dobrze, im wyraźniej zaznaczone zasady tym łatwiej jest skoncentrować się na treningach. Wstawanie przed szóstą nie będzie najmniejszym problemem, o tej porze on zawsze jest na kopytach. Jedyne co mu nie pasowało to, te dni wolne. Najzwyczajniej w świecie nie miał do kogo pojechać w odwiedziny. Na chwilę pogorszył mu się nastrój. A z zresztą to nie ma znaczenia, poświęci ten czas na dodatkowe treningi. Kiedy Rainbow skończyła opowiadać o sprawach organizacyjnych udał się w stronę gabinetu pielęgniarki. Wrócił myślami do śniadania. Miło ze strony tej kucharki, będzie musiał z nią pogadać. To, że ładnie latał było rzeczą oczywistą, ale dawno nikt mu tego nie powiedział. Uśmiechnął się. Uwielbiał robić na kimś wrażenie. Nie miało znaczenia na kim. Każda pochwała sprawiała, że starał się mocniej. Może i to oznaczało, że jest arogancki, ale w sumie nie bardzo go to obchodziło. Otrząsnął sie z tych myśli, pora na zajmowanie się fanami przyjdzie później, teraz trzeba się zabrać za wygrywanie.

Wchodząc do gabinetu minął w drzwiach Tosta, który wyglądał jakby był pijany i miał przekomiczny wyraz pyszczka.

- Ciekawe co jemu się stało? - pomyślał.

Nie mógł już się doczekać sprawdzianu szybkości. Rano była rozgrzewka, a teraz pokaże im kto tu jest najszybszy.

Edytowano przez Pan B
  • +1 2

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Rain słuchała niby, ale jednym uchem. Jak zwykle nie zwracała również uwagi zbytnio na wydarzenia wokół. Oczywiście najbardziej uderzyło ją to, jak wcześnie będzie musiała codziennie wstawać, ale cóż.... jakoś się przeżyje. Rygor to rygor. Potem Rainbow gawędziła coś jeszcze, ale klacz skupiła swoją uwagę na przelatującej obok muszce, która była zdecydowanie ciekawszą od tamtego wywodu. W końcu otrząsnęła się, aby usłyszeć ostatnie stwierdzenie. Pielęgniarka, co? Niby zawsze powinny być zaliczone te badania fizyczne. 

Tak oto właśnie klacz ruszyła leniwie do gabinetu pielęgniarki, mając nadzieję na to, że uwinie się w miarę szybko. Cóż, lepsze to niż miliardy kółek wokół kampusu.

  • +1 2

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Gość Ziemowit

Dash chwilę dyskutowała z pielęgniarką. Dokładnie przestudiowała wyniki zadań na kartkach. Wam kazała podreptać na obiad. Powitały was kotlety ryżowe, które z powodu głodu dość szybko zjedliście. Czas wolny spędziliście czytając książki w swoich pokojach czy w dostarczającej tak wiele radości piwnicy. Rainbow gwizdnęła, co oznaczało zbiórkę przed gmachem. Klaczka poprowadziła was i za budynkiem stało "kręcidło". - Wywołuje one silne zawroty głowy. Wy macie za zadanie wrócić do pionu i ładnie wylądować. Cały czas widnieje mój rekord czyli 6,0 sekund w locie. - Rainbow zrobiła dumną pozę.

 

 

Waszym zadaniem jest jedynie opisanie lotu i lądowania, Tego co czuliście, jak się wybiliście itp.

 

Czas na odpis: Piątek 1 Dzień. 

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Tost wystrzelił z kręciła jak z procy. Wszystko mu się w oczach dwoiło i troiło. A w głowię miał tylko jedną myśl - wytrzymaj i nic więcej. Dla ogiera wszystko działo się za szybko aby odczuwać jakiekolwiek emocję. Krzywym lotem, bardziej przypominającym chód kaczki niż lot adepta największej lotniczki w Equestrii. Wylądował tuż naprzeciwko Twistera i Rain zachwiał się oparł o kuce, po czym grzecznie przeprosił stanął na własnych kopytach i ciesząc się, że ma już to za sobą uśmiechnął się z ulgi i krążącej w żyłach adrenaliny.  

  • +1 1

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Black Void ze spokojem przyjął wiadomość o niejako teście wytrzymałości na zawroty głowy. Pewnie wkroczył do "kręcidła" i już po chwili znajdował się w powietrzu, nie był to jego specjalność, ale jakoś wytrzymał silne wirowanie przed oczami. Chwiejnym lotem pokonał kawałek drogi, by po chwili całkiem gładko wylądować. Zatoczył się kilka razy, ale udało mu się utrzymać pozycję pionową. Wyprostował się i uśmiechnął, nie było źle, ale mogłoby być lepiej. Odwrócił się w stronę kolejnego "lotnika".

  • +1 2

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Pegaz stał i stał w miejscu. nieruchomo oglądając zmagania pozostałych absolwentów. Niby nic takiego, ale wpatrując się w nich miał wrażenie, że tygodnie mijają i nic. Tak jakby wredny staruszek czas. Dla swojej zabawy zamknął go w tej jednej chwili i zapomniał o jego istnieniu. Ale świadomość Tosta mimo że uwięziona w swym ciele, jakby był w śpiące odczuwała odlatujący czas. Czy to minęła sekunda czy tylko kilka tygodni. Tego nie wiedział. Miał tylko drobną nadzieję, że to tylko złudne wrażenie, które szybko pryśnie...  

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Jednak wrażenie nie chciało od tak zniknąć. Zamiast maleć i zaczynało rosną. Sekundy zaczynały jakimś nieznanym sposobem zamieniły w lata. W głowie Tosta zaczynały się tworzyć najdziwniejsze niemożliwe scenariusze i wizje. Może ja śnie? - pomyślał. Rozprostował skrzydła i zamachał nimi kilka razy, powodując przytym lekki wietrzyk. - A może czas się zatrzymał i mogę zrobić wszystko? - pomyślał znowu wychodząc przed szereg i dla sprawdzenia swej teorii zamachał kopytem przed oczami Dasz. 

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

           Czas nie zlitował się nad biednym pegazem, który postradał zmysły. Odkąd machanie kopytem przed obliczem Rainbow Dasz nie dało skutku. Jego myśli dość, że iść poczęły innym tonem to same układały się w trudne do oczytania sformułowania. Kuc był tak pochłonięty w tym chaosie, że zapomniał oblicza swego ojca, matki i imienia. Wydawało mu się, że w tej chwili nie ma granic, ba może zrobić wszystko i to bez żadnej odpowiedzialności... Pegaz wyjął nóż. Skąd go miał? Sam nie wiedział po prostu tam był i tyle.

           Cóż - stwierdził w myślach - brak reakcji też jest reakcją. A jak to sen to najlepiej wyjść z niego popełniając... - lecz ostatnie słowo nie chciało przejść ogierowi przez pysk. - Może lepiej sprawdzić na kimś innym. Po prostu go wybudzę i tyle. 

          Jak postanowił tak zrobił. Zaczął od osobników, którzy znajdowali się najbliżej. Wbijając narzędzie służące do szybkiego wybudzania śpiących najczęściej z słitaśnym efektem łał! lub monosylabowym aaaaaaa! spostrzegł dziwną rzecz: kuc krwawił i to obficie. Ale osobnik trzymający narzędzie wzruszył kopytami, ponieważ nadal nie wiedział czy jest w realu postanowił skrócić sen kolejnemu i jeszcze następnemu. Dochodząc w myślach do specyficznego wniosku- budzenie innych to niezwykle krwawa i męcząca robota, ale przyjemna. 

         Po dokonaniu swego czynu stanął przed Rainbow i zasalutował, lecz nie spodziewał się odpowiedzi. Udzielił jej sobie sam. 

        - Doskonale się spisałeś! Gratulację dostaniesz order uśmiechu. - Osobnik pokiwał głową, wbił nóż w sam środek tarczy do czegoś tam ( oczywiście nazwy nie pamiętał), po czym zrobił z teńczową noski eskimoski. Przekrzywił głowę o jakieś dziewiędzieśią i osiem dziesiątych stopnia, lęgnął na chmurce śmiejąc się. Ale czemu się śmiał tego już nie pamiętał...   

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Chcesz dodać odpowiedź ? Zaloguj się lub zarejestruj nowe konto.

Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony

Utwórz konto

Zarejestruj nowe konto, to bardzo łatwy proces!

Zarejestruj nowe konto

Zaloguj się

Posiadasz własne konto? Użyj go!

Zaloguj się