Bosman

[gra] A rzeki spłyną krwią niewinnych...

Recommended Posts

( Wopybook Proszę zapoznaj się z regulaminem sesji o długość postu. Teraz to puszczę, ale następnym razem będę się czepiał :v )

 

Wszyscy

 

Mnich czekał w milczeniu, czy któryś z zebranych będzie się chciał o coś zapytać. Słysząc słowa wampira skierował głowę w jego stronę. 

- Tak. Waszym zadaniem będzie odnaleźć pozostałe fragmenty. Na nasze szczęście wiemy, gdzie, prawdopodobnie znajduje się drugi element. A to - Poklepał ręką pokrywę szkatułki - To są rzeczy, które pozwolą wam wejść do krypty, gdzie mamy nadzieję znajdziecie część ostrza - Powiedział brat Felicjusz po czym otworzył szkatułkę. W środku znajdowały się zaledwie trzy rzeczy. Jedną z nich był metalowy klucz wielkości ludzkiej dłoni. Widać było na nim elementy rdzy i innego osadu. Torin i Cerberus poczuli się nieco niekomfortowo, kiedy zobaczyli nieduży nóż, leżący obok klucza. Był on bowiem wykonany ze srebra. I w przeciwieństwie do klucza wyglądał, jakby wykonany zaledwie kilka dni temu. Ostatnią rzeczą, która była w środku, była mapa. Na niej zaznaczono kilka punktów. Jednym z nich, chyba największym, Była Katedra Bractwa, w której znajdowali się wszyscy. Punkt, oznaczony czerwonym krzyżem, znajdował się na zachód od budowli, w miejscu o bardzo "zachęcającej" nazwie, mianowicie "Grobowce Zatraconych" Mnich wyjął mapę i rozłożył ją na biurku. Pokazał na czerwony krzyż. 

- W tym miejscu znajdują się grobowce wojowników i dowódców, którzy czterysta lat temu walczyli z demonami. Prawdopodobnie w jednym z nich znajduje się część miecza. Musicie znaleźć odpowiedni. Na dodatek bracia odkryli, że klucz pasuje tylko do jednej krypty, a nóż jest po to, aby otworzyć ostatnią komorę. Oraz, jak już zapewne wiecie, Każda krypta jest broniona. Jednak nie wiem dokładnie co może tam być. Bracia sprawdzili kilka z nich w poszukiwaniu części. Kilkoro padło ofiarą pułapek, dwóch z nich ledwo uszło z życiem, uciekając przed ożywieńcami a jeden popadł w szaleństwo - Wyjaśnił mnich, odsuwając szkatułkę od wampira i wilkołaka, aby nie czuli się niekomfortowo. 

 

Harald

 

Powóz trząsł się przez całą drogę do. Mnich do końca drogi nie powiedział już ani słowa. 
Po zaledwie godzinie drogi powóz zatrzymał się. Mnich posłał mężczyźnie lekki uśmiech. 

- Dotarliśmy na miejsce. Proszę chodź za mną - Powiedział po czym wysiadł z powozu. Harald i mnich znajdowali się na terenie Bractwa. Twój przewodnik zaczął powoli iść w stronę katedry. - Nie mogę wejść z tobą do środka. Wzywają mnie inne obowiązki. Zatem proszę wejdź do środka. Na wysokości ołtarza po prawej stronie jest pomieszczenie. Podejdź do drzwi i zapukaj. Poczekaj, aż mistrz pozwoli ci wejść. Reszta już tam czeka - Wyjaśnił mnich, podchodząc pod drzwi Katedry. Otworzył je i skłonił lekko głową. Następnie odszedł w przeciwnym kierunku, zostawiając wojaka samego, przed ogromnym wejściem do Katedry. Nawet stąd Harald mógł zobaczyć dwie rzeczy. Jedną z nich był bardzo skromny wystrój. Proste ławki, brak malowideł, krótko mówiąc ubóstwo. Drugą z nich był witraż za ołtarzem. Przedstawiał on postać anioła. Prosta, biała tunika oraz skrzydła były poplamione krwią, Złote włosy były w nieładzie a na nieskazitelnej twarzy widać było gniew. Dzierżył on półtoraręczny, ognisty miecz, a pod bosą stopą widać było głowę demona. Rogata, paskudna gęba. Obłoki siarki wydobywające się z nosa, a zęby krzywe i liczne jak u rekina.

 

( W gwoli wyjaśnienia, żeby nie było potem pytań czy niedomówień. Musiałem jakimś sposobem połączyć wątki jego i reszty graczy, więc akcja Harolda dzieje się nieco przed waszą. Następny post już będzie wspólny, O ile nic się nie stanie w "międzyczasie" :v ) 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Krasnolud niezbyt dokładnie zobaczył to co było na mapie, dlatego też chwytając krzesło postarał się zbliżyć do biurka z mapą. Przyjrzał się niej uważnie, starając się doszukać skali żeby ocenić odległość. Potem wysłuchał słów mnicha. 
"Pułapki, truposze i klucze... może być naprawdę ciężko" pomyślał jeszcze. Zastanowił się jeszcze nad słowami zakonnika. Nie znał się na ludzkich kryptach, ale w pułapkach krasnoludy były niezłe, może udało by mu się coś nawet zrozumieć. Chociaż marne szanse, nie znał się na pracy z kamieniem. 
- Ci bracia którzy wrócili, opowiadali coś o tych pułapkach? Bo sądzę, że mogą być one większym problemem od samych nieumarłych - odezwał się i zerknął na mnicha. 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Huh, pomyślał Harald zaraz po wejściu do majestatycznej, choć surowo wyglądającej świątyni, zajebisty kościół se trzasnęli, nie ma co. Styl budownictwa był mężczyźnie coniebądź znany, lecz znacznie częściej dało się go zobaczyć odwiedzając warownie, czy samotne chutory chłopów ceniących wolność ponad bezpieczeństwo. Majestatyczny witraż, obrazujący dość dosadnie walkę dobra ze złem czy coś takiego też całkiem ładnie wyglądał, nadając budowli wygląd trochę bardziej sakralny niż obronny. Ciekawe, czy ci mnisi chodzą i łoją skóry rzezimieszkom w tym mieście, trochę jak straż. Hmm. Chyba lepiej będzie się tego nie dowiadywać, odpowiedział sam sobie w myślach wojownik. Następnie, rozglądając się po raz ostatni, raźnym i zdecydowanym krokiem podążył tam, gdzie mu pokazano. Zapukał grzecznie i czekał na rezultat.

Share this post


Link to post
Share on other sites

"Lepiej to zabierz" pomyślał Cerberus patrząc na nóż. Wiele razy widział już srebrne ostrza. Wiele razy też próbowały one zabrać mu życie. Za ten akt ma do nich lekki uraz.

Cerberusowi całokształt zadania wydawał się... Standardowy. W swoim podróżniczym życiu zwiedził niejedne katakumby odnajdując niejeden relikt. Zakładał więc, że to będzie rutyna w trudniejszej wersji. Spojrzał jeszcze na mapę dla poznania, jako tako, okolicy, po czym kiwnął głową. Jeżeli grobowce to coś więcej, niż ta, jakże zachęcająca do odwiedzin, nazwa, to lepiej zacząć ostrzyć miecz...

Share this post


Link to post
Share on other sites

Zerknął na srebrne ostrze, ale tego nie skomentował. Miał ze srebrem do czynienia wiele razy, choć raczej jeśli chodzi o przedmioty codziennego użytku niż broń, która miałaby mu odebrać życie. Niemniej zawsze czuł się dziwnie w jego obecności i był wdzięczny, że mężczyzna odsunął od niego szkatułkę. Kątem oka nieistniejącym z medycznego punktu widzenia zerknął na wilkołaka, ciekaw jego reakcji. 

Ożywieńcy i krypty brzmiały całkiem interesująco, choć Torin przyznał sam sobie, że nie są to do końca jego klimaty. Ale przynajmniej mniej będzie szans na dostanie srebrem. A to już coś. Cóż, nastawiał się bardziej na walkę na otwartym terenie i pomaganie rannym, ale w taki sposób też można było pomagać. Pod warunkiem, że będzie miał rannych w drużynie. 

Share this post


Link to post
Share on other sites

W końcu coś fajnego, pomyślał widząc pokazane przedmioty. Klucz wprawdzie otwierał tylko jedną kryptę, ale i tak było to jakieś ułatwienie. I przede wszystkim przydało by się go wyczyścić, a on by to z chęcią zrobił, oczywiście za drobną opłatą. Następnym przedmiotem było kolejne narzędzie ze srebra, szkoda że nie dla wszystkich był to przyjemny widok. Ostatnim przedmiotem była niepotrzebna mapa, może pokazywała gdzie jest wejście ale po wejściu już nic nie pomoże, no chyba że po drugiej stronie coś jest. Pułapki? Nic trudnego, myślę że je rozbroję, ale ożywieńce mogą sprawić kłopoty.

-Ten nóż jest kluczem czy za jego pomocą trzeba będzie się włamać? I czy jest mapa tego podziemnego cmentarza lub coś o tych pułapkach?- zapytał.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Mnich popatrzył na oba krasnoludy. 

- Niewiele wiemy o tych pułapkach. Jedyne, czego udało nam się dowiedzieć, że nie są to pułapki magiczne. Tylko mechaniczne. Płytki naciskowe, linki. A połączone jest to ze spadającymi ostrzami, kolcami w podłodze oraz ruszającymi się ścianami. Podobno jeden z braci zginął, kiedy spadł na niego sufit. Tak więc musicie być bardzo ostrożni. Patrzcie uważnie pod nogi - Powiedział poważnym tonem. Widać było, że to nie były żarty. Po chwili rozległo się pukanie do drzwi.

- Tak więc mamy komplet - Powiedział mnich po czym powiedział w stronę drzwi. - Wejść! - I machnął ręką. Dało się poczuć lekki powiew powietrza a drzwi same się otworzyły. Tak więc mnich znał się trochę na magii. Ale nie o tym teraz. W tym momencie każdy, kto popatrzył na drzwi zobaczył szczupłego mężczyznę z krótką brodą i mieszanym sprzętem. Trochę skórzanych, trochę metalowych elementów, Półtoraręczny miecz na plecach. Felicjusz zachęcił go ręką, żeby usiadł. - Witaj. Czekaliśmy na ciebie. Tak więc zebrali się wszyscy. Możemy przejść dalej. A raczej wy będziecie mogli. Wyruszycie, kiedy skończymy przygotowania. - Poinstruował wszystkich mnich po czym popatrzył na Haralda - Proszę usiądź i zapoznaj się ze wszystkimi. W końcu od teraz to będą twoi towarzysze, a ty będziesz ich towarzyszem. Jeśli masz jakieś pytania to pytaj śmiało. To damo reszta z was - Na jego twarzy pojawił się lekki uśmiech. Widać było, że jest zadowolony, że wszyscy już się zebrali. 

 

(Postać Clocky została pominięta, zgodnie z zasadami.  I przypominam tylko, że każdego z was obowiązują maksymalnie 3 posty pomiędzy akcją. ) 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Harald, dumnie wyprostowany, potoczył wzrokiem po pomieszczeniu. Zakapturzony mistrz, jakieś pudełko z nie do końca był pewien czym, podlotek, krasnoludy, blady gość i ktoś kto wyglądał jak wymięty wagabunda, który trafił tu przypadkiem i jakoś tak wyszło, że został. Zajebiście. Kompania braci, cholera. I jednej siostry. To jak w tej bajce, o czterech jeźdźcach i psie. Mężczyzna świsnął lekko, wciągając powietrze nosem, skrzywił się i otworzył lekko usta, jakby chciał puścić jakiś adekwatny komentarz, jednak po sekundzie zmienił zdanie. Lepiej nie drażnić mnichów w ich własnym klasztorze. Zamiast komentować, skłonił się więc lekko.

- Witaj, mistrzu, ty, panienko i wy... reszto - rzekł z pewnym wahaniem. - Nazywam się Harald. Ominęło mnie coś, co powinienem wiedzieć, bo chyba wam przerwałem?

Edited by Po prostu Tomek

Share this post


Link to post
Share on other sites

-Yhm, w skrócie? Demony znów nas napadają, musimy poszukać jakiegoś super fajnego miecze który ich pokona, ale my tylko jedną część tej broni, a druga "prawdopodobnie" jest zaznaczona na mapie, i poza mapą mamy jeszcze stary klucz i srebrny nóż, wg mapy druga część jest w grobowcu pełnego pułapek i ożywieńców- odpowiedział szybko odwracając się w stronę nowego przybysza, bowiem oczekiwał jeszcze na odpowiedź pierwszego pytania. Czyżby brat Felicjusz zapomniał? Na wszelki wypadek zapytał jeszcze raz -...więc ten nóż jest kluczem czy narzędziem do włamania?-

Share this post


Link to post
Share on other sites

Pułapki mechaniczne, a nie magiczne? Brzmiało całkiem przyjaźnie, pod warunkiem że konstruktorów pułapek nie było stać na pokrycie potencjalnie ostrych metalowych elementów powłoką srebra. Póki co brzmiało to jak możliwość wykazania się refleksem, nie umiejętnościami medycznymi. 

Torin szeroko się uśmiechnął najbardziej przyjaznym uśmiechem na jaki tylko było go stać. Wrażenie było ogólnie rzecz biorąc udane, pomijając wychodzący na pierwszy plan uśmiech jak od rekina. Uważał, że podstawą dobranej drużyny i udanej współpracy była szczerość, tak więc nie zamierzał ukrywać się ze swoją egzystencją. Kiwnął głową, słysząc opis  krasnoluda. Uniósł dłoń w geście powitania z nowym towarzyszem. 

 

 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Pierwsze co zrobił Harald na widok jakże wesołego uśmiechu potencjalnego towarzysza, tego bladego kolesia, był krok w tył i odruchowe ujęcie rękojeści buzdyganu zwisającego mu z boku. Dopiero po momencie zreflektował się, że bez srebra może co najwyżej wampira postraszyć, zatem uspokoił się nieco, wciąż jednak zostając nieco bardziej z tyłu niż na początku. Uśmiechnął się nawet niemrawo, z trudnością wznosząc puste dłonie na powitanie.

- Tego kurwa w planach nie było - powiedział powoli do siebie, po czym podniósł głos by mówić do wszystkich. - Tu jest więcej pułapek, niż wspomniałeś moim kamratom, mistrzu. Ale czego to się nie robi, nie? Wszyscy są pewni, nie ma tu, khem, demonicznych wtyk? Bo brzmi jak ważna misja, a przezorny zawsze ubezpieczony.

Edited by Po prostu Tomek

Share this post


Link to post
Share on other sites

Mechaniczne pułapki zdecydowanie były mniej niebezpieczne od magicznych. Chociaż to mogło być złe określenie. Mniej śmiercionośne, większe szanse przetrwania. Tak, to ma więcej sensu. 

Gdy wszedł następny człowiek, łatwo było poznać, że nie należy do tych przyjaznych względem wszystkiego co człowiekiem nie jest. Po samej jego reakcji, nawet przed zobaczeniem upiornego uśmiechu wampira. Na przywitanie krasnolud tylko kiwnął głową, potem wrócił do studiowania mapy i tym samym planowania co zrobić. 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Najpierw poczuł się zbity z tropu, słysząc o "demonicznych wtykach". Sama reakcja z kolei nie była dla Torina zaskoczeniem. Niektórzy po prostu tak reagowali i absolutnie ich za to nie winił, ale uznał, że najlepiej będzie zaprezentować tę gorszą stronę wyglądu przy wszystkich, zwłaszcza w obecności mnichów. 

- Nie, nie, nie, jeśli o mnie chodzi, nie jestem pułapką. Wiem, że może się to okazać nieco trudne w takich okolicznościach, ale gdyby pan... Mistrz nie był pewien, nie byłoby mnie tutaj. - Pozwolił sobie wstać z krzesła i emanując entuzjazmem, wolno i spokojnie, acz pewnie podszedł do nowo przybyłego z wyciągniętą dłonią. - Torin Muierann, medyk. Choć może trudno w to uwierzyć i nie tylko jako, he he, pijawka. Od złamań przez zatrucia, aż po odbieranie porodów, choć mam szczerą nadzieję, że to ostatnie się nie zdarzy. Miejsce w którym przyjdzie nam pracować byłoby nieodpowiednie. 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Popatrzył na wyciągniętą w jego stronę dłoń, na wampira, znowu na dłoń i znowu na wampira. Czy on tak na serio, poważnie, bez jajec? W sensie, to było zdarzenie tak niecodzienne, że Harald aż się jakby zaciął trochę, kompletnie zbity z pantałyku. Dopiero teraz przyszło mu do głowy, że może to dobry pomysł, by mrugnąć, bo oczy zaczynały go lekko piec od, nazwijmy to, uważnej obserwacji rozmówcy. Tak, brzmi lepiej niż "gapienie się jak cielę na malowane wrota".

- C'huh - powiedział samemu sobie, zanim z dużą dozą ostrożności bardzo lekko ścisnął wyciągniętą dłoń człekokształtnego stwora, uważając, by za długo jej nie trzymać. Zaraz potem spróbował niepostrzeżenie wytrzeć dłoń o portki, markując drapanie się po dupie. - Medyk ssawka, ciekawe. Mam nadzieję, że obejdzie się bez interwencji. Mogę znać resztę waszych imion, czy każdemu mam mówić "ej ty tam?"

Share this post


Link to post
Share on other sites

Yrd wsłuchiwał się w słowa w milczeniu. Słuchał i analizował wszystko. Nie był pewny czy dadzą sobie radę ale... Musieli. Chciał ich wspierać. Na razie nikt nie mówił nic o wieku czy doświadczeniu. To chyba dobrze, tak uważał.

- Uważam, iż klucz powinna dostać osoba która jest odpowiedzialna. Która schowa go i będzie pilnować. No i trzeba mieć pewność, że jej nie wypadnie - powiedział spokojnie. Potem weszła kolejna osoba. Kolejne obserwacje i słuchanie tego co ma do powiedzenia on i reszta. Po chwili lekko zmarszczył brwi.

- Panienko? Czy to było skierowane w moją stronę - zapytał widoczenie rozbawiony ową sytuacją. - Jestem Ruby Yrdo Gorgeous. Ale możesz się do mnie zwracać także Yrd lub Syrenku - powiedział spokojnie po czym się uśmiechnął.

Share this post


Link to post
Share on other sites

-Imię me, Gronkiel. Wstałbym do ciebie by uścisnąć twą dłoń, lecz krzesło zbyt wysokie bym zeń zeszedł, więc rzeknę "witaj"- odpowiedział zadowolony, ponownie odwracając się do przybyłego. Atmosfera się trochę zbyt bardzo rozluźniła i gdyby nie fakt że nie są w barze to pewnie i alkohol by się polał. Pamiętając że to nie miejsce i chwila na takie rozluźnienie, Gronkiel ukradkiem spoglądał na twarz brata Felicjusza sprawdzając czy zaraz na nich nie ryknie.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Mapa była prosta tak więc niewiele dało się z niej odczytać. Ale Krasnolud mógł dostrzec ścieżkę przez las, nieco na północ od drogi, którą wskazywał mnich, która prowadziła od  Bractwa do miejsca, gdzie były krypty. Droga nie była długo. Zaledwie 2 dni pieszo. Pod warunkiem, że podróżowałoby się bez odpoczynku, co w przypadku krasnoludów czy ludzi raczej nie wchodziło w grę. Ale ta droga pozwalała ominąć trakt a co za tym idzie potencjalne zagrożenia w postaci bandytów. 

Brat Felicjusz popatrzył na wchodzącego mężczyznę. 

- Tak. Zapewniam cię, że każdy z tu obecnych przyszedł z własnej woli i nikogo nie dotknęło demoniczne spaczenie - Odpowiedział na pytanie ze spokojem i lekkim uśmiechem. Potem zwrócił się do krasnoludów. - Nie jestem pewny. Ale z tego, co powiedzieli bracie to kluczem można otworzyć wejście do grobowca. Na końcu każdej krypty jest ściana, w której trzeba znaleźć szczelinę i wsunąć do niej nóż. Wtedy otworzy się przejście, prowadzące do ostatniego pomieszczenia - Wyjaśnił po czym wstał i podniósł rękę, tym samym uciszając wszystkie rozmowy. - Dobrze to skoro już wszyscy tutaj jesteśmy to nie traćmy czasu. Chciałbym, żebyście wyruszyli od razu. Przed Katedrą czekają na was czekały dwa konie z zapasami oraz najważniejszymi rzeczami, takimi jak krzesiwa, podpałka czy nieduża łopata. Więcej niestety nie jesteśmy w stanie wam teraz zapewnić - Powiedział mnich podsuwając bliżej wybrańców szkatułkę z nożem i kluczem. - Pilnujcie się, aby mroczne siły nie splamiły waszych myśli.  Bowiem tylko wy jesteście w stanie uratować świat - Mnich wyjął z kieszeni swojego ubrania drewniany krzyżyk i zacisnął na nim ręce. Wyszeptał kilka słów w obcym, nieznanym nikomu języku po czym popatrzył na wszystkich zebranych i odprawił krótką modlitwę. - Zbliża się wojna i śmierć przybędzie by zabrać to co do niej należy. Niech krew naszych wrogów wypełni morza i oceany a ciała poległych utworzą stos, na którym zabłyśnie krzyż pokoju. Niech niebo zapłonie twoim ogniem a demony padną u twoich stóp. Marcusie wysłuchaj mych słów. Daj mi siłę, żebym nigdy nie zwątpił. Niech twój płomień oświetla mą drogę a twoja ręka prowadzi me ostrze - Powiedział po czym skłonił głowę, na znak, że skończył. 

 

( Tak wiem miało być przed południem. Ale spałem do 13 więc tak trochę średnio miałem jak napisać :v )

Edited by Bosman

Share this post


Link to post
Share on other sites

Harald potoczyl wzrokiem po wszystkich obecnych, zatrzymujac go dluzej na wampirze i mnichu, a przy okazji skinal Yrdowi. Po wczesniejszych zebatych widokach nie dal po sobie poznac zdziwienia na wiesc o przeciwnej niz zakladana plci druha, choc owe zdziwienie czul. Niby zapewnienie mnicha jakos tam go uspokoilo, jednakze zwykle mial do czynienia z mniejsza iloscia niespodzianek na raz. Od tej pory zdecydowal w duchu, ze kazdego z czlonkow tej ciekawej druzyny bedzie traktowal z dodatkowa doza ostroznosci. Nie zeby jakos im super nie ufal czy cos, nawet pomijajac fakt rasy, lecz przezorny zawsze ubezpieczony, ta zasada nie raz uratowala mezczyznie zycie w trakcie roznych przygod.

- Ruszajmy wiec. Dziekuje za informacje, podwozke, goscine i chyba blogoslawienstwo, mistrzu - oznajmil, starajac sie by brzmialo to wystarczajaco razno, po czym podszedl do drzwi. - No, mamy tylko dwa konie, zatem musimy wyciagac nogi. Idziecie?

Share this post


Link to post
Share on other sites

-Racja, komu w drogę temu wre- powiedział i zeskoczył z krzesła. Podszedł do drzwi i rozglądał się szukając okna żeby ustalić porę dnia. Ukradkiem spoglądał też na to, kto weźmie szkatułkę z biurka biorąc na siebie odpowiedzialność wyprawy. W sumie to on by to wziął bo miał najbliżej, ale że nie ma torby i nie chciało mu się tego pakować do kieszeni lub do paska mocować to postanowił sprawdzić kto uważa się za dowódcę i to weźmie, zresztą inni mieli torby to na pewno któryś z nich się pofatyguje.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Krasnolud skinął głową na znak podziękowania i zeskoczył z krzesła. Chwycił swój młot i odchrząknął. Podszedł bliżej do szkatułki. 

- To ja to wezmę. Srebro mi niezbyt przeszkadza, a i torbę mam do której mogę takie rzeczy chować - oznajmił wyciągając po nią ręce. Może nie uznał się za przywódcę, ale uznał, że raczej wampir ani wilkołak nie będą mieli ochoty nieść niczego ze srebra, a nikt inny na razie jakoś nie kwapił się żeby ową szkatułę wziąć. Gdy już ją zabrał i schował do torby odwrócił się do reszty. - Ja mogę ruszać. Jeśli konie mają już zapasy, to w zasadzie, jak na moje, jesteśmy gotowi. No chyba, że ktoś tak nie uważa? 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Odczekał, aż mnich przestanie się modlić. Potem Torin wstał niespiesznie z krzesła i strzelił palcami, rozprostowując kości. 

- Sądzę, że przebyliśmy wystarczająco długą drogę, by móc teraz śmiało ruszać bez konieczności wskoczenia do domu po drodze - oświadczył, zmierzając powoli w stronę drzwi. Zdążył zerknąć jeszcze na mapę i dojść do wniosku, że nie jest szczególnie skomplikowana. Nie lubił bezczynności, więc całkiem pozytywnie nastawił się do nadchodzącej drogi. 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Syrenek wstał nadal z lekka rozbawiony.

Uważał, że mogą już ruszać. Otrzepał się i zdmuchnął sobie grzywkę z oczu. Poprawił torbę. 

- Dwa konie? To komu one przypadną? Jesteście starsi, chyba powinniście się oszczędzać. Dam radę iść na pieszo tak sądzę, chyba - powiedział spokojnie po czym uśmiechnął się.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Mnich spojrzał po kolei na każdego z zebranych. Widząc, że większość z nich zbiera się do drogi uśmiechnął się lekko. 

- Tak więc w drogę. Niech Marcus was błogosławi - Powiedział po czym usiadł na swoim krześle. Popatrzył na wilkołaka, który jakoś nie kwapił się do drogi. Jednak nic nie powiedział. Czekał na to co on zrobi. 

Kiedy wszyscy pozostali przybysze wyszli z klasztoru mogli zobaczyć dwa czarne konie z dużymi, skórzanymi jukami po obu stronach. Torin od razu wyczuł, że w jednym z juków było trochę ludzkiej krwi. Tak więc Felicjusz pomyślał także o nim. Konie wyglądały, jakby każdy z nich mógł nieść jeszcze rosłego człowieka. Jednak problem był jeden. Konie nie miały siodeł czy ogłowia. Tak więc raczej nie były przeznaczone do jazdy na nich. Obok nich stał mnich, który głaskał jednego z nich po grzbiecie. Widząc wychodzących z Katerdy podszedł do nich i skłonił się. 

- Konie już czekają na was. Są dobrze wyszkolone, więc wystarczy, ze wydacie im proste polecenie - Poinstruował wszystkich mnich - A w razie czego znają drogę powrotną tutaj, więc nie bójcie się, jeśli je zgubicie - Uśmiechnął się lekko po czym podszedł do zwierzaków, poklepał je i odszedł zostawiając wybrańców samych, gotowych do drogi. Wystarczyło tylko wyjść za teren Bractwa i obrać właściwą drogę do Krypty. 

 

(Postać Arekeena zostaje w klasztorze. Jeśli nie odpisze na ten post jego postać zostanie tam na dłużej, a na jego miejsce wskoczy nowy wybraniec)

Share this post


Link to post
Share on other sites

(Koniec roku pali w rzyć ;-;.)

 

Wilkołak, widząc swoich "towarzyszy" wychodzących, oderwał się od swoich myśli o przeszłości, w których się wcześniej zatopił. Co prawda chciał wcześniej dodać parę słów do dyskusji, ale słysząc innych odechciało mu się marnować powietrza na zbędne słowa. Wyręczyli go. Chociaż zdziwił się wylewem informacji krasnoluda. To było trochę... Cóż, wie, komu nie powierzać poważniejszych słów na przechowanie. Przywitanie też - w jego mniemaniu - było zbędne. Każdy dowie się o drugim w swoim czasie, jeżeli będą spędzać podróż we wzajemnym towarzystwie.

Opuszczając kompletnie tereny przeszłości, w których po raz pierwszy zwiedzał podziemia, sam i bez doświadczenia, spojrzał na mnicha i posłał przepraszający pół-uśmiech. Potem wyprostował się z trzaskiem kości i poprawił wzięty wcześniej ze straganu kapelutek.

- Znowu się zamyśliłem - mruknął do siebie, po czym lekko skinął na pożegnanie mnichowi. Strzelił jeszcze karkiem, po czym udał się do wyjścia.

Słońce na zewnątrz zrobiło doskonałą robotę. Oślepiło go w sposób, od którego wszelkie mechanizmy i zaklęcia błyskowe mogłyby pobierać lekcje, i to na zaawansowanym poziomie. Vormund pomyślał wtedy, że światło kocha go, jak wampiry. W ogóle.

Kiedy przyzwyczaił się do oświetlenia, spostrzegł grupę wraz z dwoma końmi. Wyczuł też delikatny zapach ludzkiej krwi, na którą wyczulił się przez lata wędrówki. Uznał to jednak za nie jego problem, więc tylko podszedł bliżej zgromadzenia bez słowa dołączając do drużyny. Głęboko w umyśle jednak był lekko zaniepokojony. Powroty nostalgii nie zdarzają mu się często, ale jeżeli się zdarzają, można go łatwo podejść. Musiał przywiązywać więc mniejszą wagę do zadania, aby takie wyskoki się nie zdarzały. Wiedział, że chodzi tutaj o cały świat, i takie tam... Ale jego to jakoś niezbyt obchodziło. Swoje przeżył i wiedział, że kiedyś każdy umrze. Byle tylko wraz ze swoją śmiercią pociągnąć jak największą ilość wrogów.

Edited by Arekeen

Share this post


Link to post
Share on other sites

Torin był bardzo zadowolony z faktu, że fundatorzy wyprawy tak świetnie to wszystko zorganizowali. Jeśli było coś, czego się nie spodziewał, to właśnie zapas krwi. A miał już zaczynać się martwić i myśleć nad opcjonalnym glodowaniem w razie braku zaludnienia miejsca docelowego. 

Podszedł do jednego z koni (do tego z zapasem jedzenia) i poklepał go po grzbiecie. Miał nadzieję, że wyruszą jak najszybciej. 

- Dziękujemy za wszystko - odezwał się do jednego z mnichów. - Nie spodziewałem się, że będziecie tak dobrze przygotowani.

Share this post


Link to post
Share on other sites
Guest
This topic is now closed to further replies.