Bosman

[gra] A rzeki spłyną krwią niewinnych...

61 postów w tym temacie

Po schowaniu szkatułki do torby i wyjściu razem z resztą na zewnątrz pozostało chyba już tylko ruszać, ale coś jeszcze zaprzątało myśli kapłana...

 

Rulmolrig miał okazję spotkać kilka wampirów, które niestety nie były tak przyjazne jak ten tutaj, który go zaciekawił, w końcu medyk wampir to rzadkość, chyba nikt temu nie zaprzeczy. Ta ciekawość sprawiła, że krasnolud miał ochotę zacząć z nim rozmowę, poczekał moment i podszedł do medyka. Odchrząknął znacząco. 

- Przepraszam... - tu coś go mu się przypomniało, przez co prawie natychmiast wyglądał na zaniepokojonego, nie przestraszonego, raczej jakby właśnie stanął przed dylematem "Jasna cholera, on jest facetem... czy babą...? Dlaczego wampiry wyglądają tak elfio! Już elfy trudno odróżnić..." pomyślał szybko i wytarł pot z brwi. -... panie... Torin, prawda? - zapytał niepewnie. Miał nadzieje, że się nie pomylił. - Pan mówił, że jest medykiem, tak się zastanawiałem, spuszcza pan krew z pacjentów pijawkami, czy samemu ją wypija? - zapytał opierając łokieć o trzonek młota. 

0

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Wampir odstąpił od konia i zwrócił wzrok niżej, na krasnoluda. Gdyby kto inny zadał to pytanie, pokusiłby się o złośliwość w odpowiedzi na jawną zaczepkę; ale nie można było winić krasnoluda za bycie bezpośrednim. Torina rozbawił niepokój Rulmolriga i to, że nie był do końca pewien w jaki sposób powinien się do niego zwracać. Zachichotał. 

- Tak, "panie" Torin, nie "pani". Torin jest wskazówką - odpowiedział i położył dłoń na piersi. - I jednak mimo wszystko jestem raczej płaski. Zbyt płaski jak na kobietę. Na brak zarostu nie mogłem nic poradzić - odparł, wzruszając ramionami.

- Co zaś się tyczy pijawek, niestety nie mam ich ze sobą, ale nie używam w tym celu siebie. Pijawki wypuszczają pewną substancję, która z punktu widzenia medycyny jest atrakcyjna. Ja jej nie mam i nie sądzę, żeby pacjenci byli zadowoleni nawet gdybym ją miał. Poza tym, spuszczanie krwi wam raczej nie grozi, a już na pewno nie moimi zębami. - Mrugnął do krasnoluda. 

0

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Czyli trafił, niestety wampir wyczytał z jego ekspresji znacznie więcej niż krasnolud chciał. 

- Ach, wybacz... po prostu... ciężko to czasem odróżnić... u Krasnoludów jest łatwiej, albo masz brodę i jesteś facet, albo nie masz i jesteś baba - podrapał tył głowy z niepewnym uśmieszkiem. - Ale wiesz, Torin, jeśli jesteś medykiem, znasz się na fachu i takie tam, to jak na moje gdyby to miało mi uratować dupsko to nawet jakbyś własnymi zębiskami miał mi spuścić krew to bym się raczej nie obraził. Się co prawda na medycynie nie znam, najwyżej ranę mogę opatrzyć, więc dobrze to chyba dobrze, że też tu jesteś - oznajmił. Zaraz potem odchrząknął. - No, także ten - znowu odchrząknął. 

0

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Torin znowu zarechotał, sprawdzając dla pewności juki konia. 

- Nie ma co wybaczać. Rozumiem. Jeszcze w dodatku noszę się na modłę elfów, a to dlatego że przygarnął mnie i wychował jeden z nich. Ale nie śpiewam do księżyca, nie pląsam po lesie, ani niestety nie rozmawiam ze zwierzętami. Co się tyczy krwi, w naszym przypadku bardziej przyda się raczej uzupełnianie krwi, niż jej upuszczanie - odpowiedział i odwrócił się z powrotem do krasnoluda. 

- Nieszczególnie znam się na kulturze krasnoludów. Nie miałem okazji poznać wielu z was, a już na pewno nie kapłana. Jak to jest, kapłan z młotem? - zapytał. 

0

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Harald jako tak mimochodem przysluchiwal sie rozmowie dwoch nieludziow, grzebiac w jukach drugiego konia i gestem oraz skinieniem dziekujac mnichowi za dostarczenie czworonoznych tragarzy. W pewnym momencie parsknal smiechem.

- Widzialem bardziej plaskie baby niz ty, kolego Zabek, tak kosciste, ze moglyby pociac mi ledzwie gdybym probowal przeleciec - odezwal sie, totalnie nie przejmujac sie faktem, ze wlasnie wpieprzyl sie komus w rozmowe. Wszak nieludzie, dzieci i ryby glosu nie maja, przynajmniej u brzegow Zmarzlego Morza. - Taka durna moda z zachodu, ze niby jak baba wyglada jak zaglodzona jalowka, to jest atrakcyjna. Zaklepuje tego konia, jesli moge uniknac tachania wlasnej sakwy, zrobie to z przyjemnoscia.

 

Z tymi slowy zdjal tasie z plecow i przytroczyl niechlujnie do konia, ot tak, coby nie spadlo podczas marszu. Buzdygan tez tam zawiesil, miecz zostawiajac przy sobie. A o nozu pod lachami nikt wiedziec nie musial. Och, oczywiscie nie zapomnial przeniesc piersiowy z sakwy do kieszeni,, po drodze pociagajac solidny lyk. Bez slowa poczal prowadzic konia ku temu cmentarzowi czy gdzie. Szedl z wolna, bo w sumie nie wiedzial, czy nie idzie w zla strone.

0

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Krasnolud wychodząc z klasztoru łyknął trochę wina i podszedł do pozostałych.

-To... Co mówi mapa?- zapytał drugiego krasnoluda przerywając ten jakże dziwny temat do rozmowy.

Hmm... Ciekawe, nie przypominam sobie żebym wiking zerkał na mapę, więc skąd wie gdzie iść? - pomyślał patrząc jak człowiek oddala się zwolna z koniem.

0

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Tak więc piątka wyruszyła, aby zdobyć jedną część z artefaktu, który może zatrzymać to, co jest nieuniknione. Jedynie człowiek, mężczyzna, który swoim wyglądem przypomina niewiastę został w obrębie murów Bractwa, zapewne po to aby lepiej przygotować się do nadciągającej wojny. Bo wojna nie jest miejscem dla tych, którzy boją się walczyć. (Clocky jest zawieszona z powodów nauki i kilku ważnych spraw. Jest nadal w grze, ale wróci do niej później. Reszta nadal gra)

 

Wszyscy

Mimo nieznajomości otoczenia, czy choćby chęci spojrzenia na mapę, kiedy była jeszcze rozłożona Harald obrał właściwy kierunek. Konie ruszyły za nim, taszcząc w jukach zapasy oraz sprzęt wojaka. Reszta kompanii, zapoznana co prawda z mapą, ruszyła wraz z nim. Droga, którą poruszali się wybrańcy była często uczęszczana przez kupców, którzy jechali nią do kolejnego miasta, tak więc była wyraźna, prosta i sprawdzona. Ale mimo tego atmosfera nie napawała optymizmem. Każdy z wybranych wiedział, że zmierza do miejsca, gdzie śmierć odcisnęła swoje piętno. Było to widać nawet tutaj, wiele mil od celu podróży Wybrańców. Przy drodze można było zobaczyć drewniane krzyże, zniszczone przez czas, deszcze, burze czy silne wiatry. Kolejnym elementem, który świadczył o tym, że śmierć dotarła nawet tutaj były... maki. Niewinne, czerwone kwiaty rosły przy drodze w mniejszych lub większych skupiskach. Kwiaty te kojarzone ją przez ludzi jedynie ze śmiercią, przelaną krwią i cierpieniem. Na domiar wszystkiego, jeśli ktoś potrafił wyczuwać magię, mógł odczuć, że magia na tej drodze jest wypełniona bólem, krzykiem i cierpieniem. Jakby nieżyjący już wojownicy chcieli przekazać innym, co czuli, kiedy umierali. 
Słońce nadal wisiało wysoko na niebie. Do zachodu było nie mniej niż 5 długich godzin. 

0

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Torin był medykiem i przejawiał nastroje zdecydowanie antyromantyczne, dlatego też był odporny na wszelkiego rodzaju symbolikę, zwłaszcza tę związaną ze sferą metafizyczną. Jeśli jest się nieśmiertelnym i nie trzeba się martwić o przyszłość (póki na horyzoncie nie pojawi się srebro), kwestie duchowe nie były tymi szczególnie interesującymi. A jeśli było dla Torina coś, co bezpośrednio łączył ze śmiercią, to były to zdecydowanie rany, których już nie dało się zasklepić i zaawansowane objawy nieuleczalnych chorób. Maki były tylko kwiatami, a krzyże tylko symbolami. 

Dlatego też szedł raźno przed siebie, od czasu do czasu pogwizdując, ale tak, żeby nie przeszkadzało to żadnemu z uczestników wyprawy. 

0

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Krasnolud szedł przy koniu, widząc krzyże zastanawiał się, co mogą one oznaczać. Ale dla bezpieczeństwa trzymał swój topór mocno, żeby w razie czego się obronić. Dziwił się że wampir szedł sobie na luzie jakby niby nic. Idąc dalej rozglądał się to na reakcje pozostałych, to na otoczenie.

-Co to, cmentarz?- zapytał dla pewności, normalnym głosem.

0

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Harald wiódł swego konia dość powoli, krok za krokiem, choć droga była równa i dobrze wydeptana. Nie żeby się wlekł, ale jakoś nie miał ochoty zapieprzać skoro misja mogła być później męcząca. W swoich przygodach natykał się na różne miejsca, błąkał się po różnych cmentarzyskach i polach bitew, dlatego maki dobrze znał. To były kwiaty poległych. Co się tutaj wydarzyło? Czy pod ziemią leżały ofiary jakiejś okrutnej wojny? A może zarazy, na co wskazywałyby choleryczne krzyże? Przynajmniej mężczyzna uznał je za choleryczne. Dla pewności jednak skłaniał lekko głowę za każdym razem gdy jakiś mijali, tak na wszelki wypadek. Jeżeli te krzyże były symbolem jakiegoś boga, wolał okazać należny szacunek, niż dostać po zadzie piorunem lub gorzej.

- Być może. Cholera wie. Tak czy inaczej, nie chcę zostać tutaj na noc.

0

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Cerberus szedł nieco uboczem drogi podziwiając otoczenie. Widział już stare pola bitewne, cmentarzyska, czy inne miejsca cuchnące odorem śmierci. Zastanawiał się nawet czasem, czy sam kiedyś nie zostanie ich częścią. Z drugiej strony, nie ma komu go pochować, więc zapewne jego martwe ciało zacznie swój rozkład w jakiejś dziurze. W chodzie schylił się urywając delikatnie jeden z maków. Raczej nikt się za to nie pogniewa...

- To nie cmentarz, tylko droga do niego. A to oznacza, że skoro już tutaj jest odczuwalny wpływ cmentarza, to dalej będzie tylko gorzej - powiedział wczepiając kwiat w, wcześniej zabrany ze stoiska, kapelusz.

0

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Chcesz dodać odpowiedź ? Zaloguj się lub zarejestruj nowe konto.

Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony

Utwórz konto

Zarejestruj nowe konto, to bardzo łatwy proces!


Zarejestruj nowe konto

Zaloguj się

Posiadasz własne konto? Użyj go!


Zaloguj się