118 postów w tym temacie

Napisano (edytowany)

6800ed8372cf39ce3d82f84fdd092279.jpg

 

I znów Tristram...

Ale tym razem dzień jest niespodziewanie pogodny i dosyć ciepły jak na warunki panujące w Sanktuarium. Na drodze do Nowego Tristram pojawia się typ spod ciemnej gwiazdy w gustownym, czerwonym płaszczu. Jego stopy wzburzały pył na udeptanym gruncie, bo od kilku dni nie padało i padać nie zamierzało.

Widział już wyrastającą sylwetkę Nowego Tristram, które, chociaż było wsią i zapadłą dziurą, miało ambicje nazywać się miastem. A wszystko to dlatego, że leżało w pobliżu szlaku handlowego i kupcy często przybywali do Nowego Tristram zatrzymać się w gospodzie czy wymienić się z innymi historiami z traktu. 

Tony minął po drodze dwa wozy kupieckie leniwie przesuwające się w promieniach wiosennego słońca. Brama prowadząca do Tristram nie była szczególnie okazała, bo i "miasto" nie miało nawet porządnych murów. Ale biznes się kręcił, a społeczność rozrastała się z dnia na dzień i kto wie, może w najbliższym czasie Nowe Tristram zyska jakieś znaczenie? 

Pierwszym co powitało Tony'ego była stojąca nieopodal bramy tablica ogłoszeń. Po ostatnich problemach i drace sił dobra ze złem nastały stosunkowo spokojne czasy i choć nie wszystkie potwory zginęły i od czasu do czasu coś wybebeszyło wnętrzności jakiegoś nieszczęśliwego podróżnego, zdarzało się to sporadycznie. Przede wszystkim ludzie wciąż byli ostrożni i mało kto odważał się na podróżowanie nocą, a już w szczególności omijano lasy i cmentarze. Na wszelki wypadek. 

Spoiler

auhpU1h.jpg

 

Edytowano przez Arcybiskup z Canterbury
0

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Pogodny dzień w ogóle nie pasował do Nowego Tristram. Każdy, kto chociaż raz postawił tu nogę, wspominał że jest to bardzo ponure miejsce. Widok słońca musiał być dla mieszkańców nie małym szokiem...

Ta niby mieścina do najpiękniejszych nie należała. Łowca nawet przez chwilę dumał nad tym, jakim cudem to miasto nadal stoi. W tych czasach miasto bez porządnych murów aż się prosi o szybki najazd i zrównanie z ziemią. Mimo to stoi. Szczęście czy przypadek, grunt że stoi.

Mijając bramę, Tony natychmiastowo zwrócił swe kroki w stronę tablicy z ogłoszeniami. W miejscach takich jak to zwykle jest coś do zrobienia. Natomiast z wypłatą może być gorzej. Oceniając po stanie miasta, raczej żadni bogacze tu nie mieszkają. Jednakże to nie będzie jakimś wielkim problemem, jeżeli zabraknie złota, zawsze może się znaleźć jakiś interesujący zamiennik. 

Dwa pierwsze ogłoszenia wydawały się interesujące. Tak po prawdzie to Tony najpierw szukał, czy w zleceniach jest coś wspomniane o nagrodzie. Toteż ostatni, ten najkrótszy, kompletnie zignorował. Łowca zerwał obie kartki, po czym teraz już dokładnie przeczytał ich treść. Zaginiony kowal i polowanie na potwora. Łowca postanowił skupić się na bestii. Rada Tristram na pewno sypnie większą ilością pieniędzy, niż jakaś zatroskana małżonka. To oczywiście nie oznaczało, że zignoruje poszukiwania kowala. Zrobi to po zabiciu potwora.

Tony schował obydwa zlecenia, po czym postanowił od razu udać się do domu radnego. Drogi co prawda nie znał, jednak miasto do wielkich nie należało...

0

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Nowe Tristram nie różniło się od zwyczajnych wiosek przy szlakach (no może poza tymi, które były spalone). Jedyną różnicą była stojąca przed bramą karawana kupiecka i parę wozów w środku miasta. Było też całkiem sporo ludzi, pomijając zwykłych wieśniaków pracujących w polu. 

 

Dom radnego dało się znaleźć całkiem szybko, bo i wszyscy we wsi wiedzieli gdzie ów radny mieszka. Dom był duży, miał stodołę i zagrodę po której łaził drób. Nie mogło też zabraknąć gromady rozwrzeszczanych dzieciaków, trudno powiedzieć czy radnego czy kogoś z sąsiedztwa.

Przed domem, na ławce, siedział mężczyzna słusznej postury w lnianej koszuli i płóciennych spodniach. Palił fajkę i uważnie obserwował zbliżającego się Tony'ego. Wyglądał na chłopa, ale bystre oczka spoglądające spod bujnych, czarnych brwi sugerowały, że nie jest tak do końca durny. 

0

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

W tej chwili Tony nie marzył o niczym innym, jak tylko wystrzelać każdego obsmarkanego, drącego się gówniarza, jakiego tylko zobaczył. I w drodze wyjątku, zrobił by to kompletnie za darmo. 

Łowca jednak postarał się aby stłumić tą dziką chęć chwycenia za kusze i ustrzelić wszystko co biegało i darło mordę. Mimo wszystko jednak zabijanie dzieci raczej nie było akceptowane przez społeczeństwo. 

Nawet nie znając miasta, dom radnego szło bardzo łatwo znaleźć. Wyglądał na najbardziej wartościowy. Mężczyzna strzelał, że chłop siedzący przed domem był właśnie tą osobą, do której miał się zgłosić. Już z daleka łowca zaczął uważnie mu się przyglądać. Typowy, barczysty wieśniak. No a jak mówi stereotyp, wieśniak równa się debil. 

Tony westchnął ciężko, na myśl o raczej niezbyt inteligentnej konwersacji. Kiedy już zbliżył się do mężczyzny, wyjął zlecenie, rozwinął je i pokazał.

- Aergis... jakiś tam, jak mniemam? - Zapytał. - Interesuje mnie szybkie wykonanie tej roboty, i jeszcze szybsze wypełnienie mieszka. Liczę że oszczędzi mi pan zbędnego pierdolenia, i uraczy tylko wartościowymi szczegółami? - Pomijając że głos był nieco zniekształcony przez maskę, Tony po części brzmiał jak ktoś o całkiem dużym wykształceniu, ale z drugiej strony również jak podstępny rzezimieszek, który w życiu nie trzymał chociaż jednej księgi. Całkiem oryginalna mieszanka. 

0

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Przez chwilę radny nie odpowiadał. Przyglądał się łowcy spode łba, nie przerywając fascynującej czynności jaką było palenie tytoniu. W końcu jednak odsunął fajkę od ust, odchrząknął i usiadł nieco bardziej prosto, rezygnując z niedbałej pozycji. Westchnął ciężko, nim zaczął mówić. 

- Aergis wystarczy, bez "jakiśtam". W skrócie: sto dwadzieścia sztuk złota za wykonanie roboty i dowód, żeś to zrobił. Łeb, łapa, ogon, jakakolwiek inna część cielska, wedle uznania i miejsce w którym ten wieprz to wszystko ukrył. Pierwszy raz to tak bedzie z tydzień temu jak zaatakował. Nocą, na pijanego kupca. Chłopa żeśmy znaleźli żywego, w stanie kompletnej trzeźwości i połamanego. Nie muszę mówić, że bzdury jakie plótł nie pozwoliły na stwierdzenie co go złapało. I tak atakuje sobie drań co dwa dni, ale jak już się rozochoci, to kilka wozów dziennie. Raz przy starej Katedrze, a tak to przy trakcie do Tristram. Raz się trup trafił, dwóch kupców nie znaleźliśmy. Poza tym czterech miejscowych się zgubiło, w tym jedna dziewka i chociaż za dnia szukaliśmy, to ni cholery nawet śladu nie było. Do twoich stu dwudziestu sztuk dorzucam konia, jak z powrotem przyprowadzisz też kowala. Kowal we wsi zawsze się przyda, a jego najstarszy dzieciak ma co prawdę parę w łapach, ale to jeszcze nie to co ojciec. To jak? Bierzesz? Mogę ci zaraz jeszcze kobyłę pokazać, żeby nie było że sobie żarty robimy z twojej roboty. 

0

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

- Trzysta sztuk. Sto płatne teraz. Inaczej mogę sobie przywłaszczyć wszystko to, co ten stwór wam ukradł. - Odpowiedział stanowczo. Tony bardzo często się targował, i to tak by wyszedł na tym jak najlepiej.

Chłopak na chwilę odwrócił się, by spojrzeć na otoczenie. Zaraz potem wrócił wzrokiem do chłopa.

- Wiesz, na twoim miejscu bym się zgodził. Wielkiego ruchu do miasta nie ma, a kogoś mojego kalibru, kto zdoła zabić bestię raczej nie prędko spotkacie. Do tego czasu ten potwór narobi wam sporo strat. - Łowca próbował brzmieć jak najbardziej przekonująco. 

- Kobyły sprawdzać nie muszę. Przecież dobrze wiem że nie chcesz mnie wykiwać. - Tony położył dłoń na jednym z kołczanów, po czym postukał w niego palcem. - Takich ludzi lepiej nie oszukiwać, chyba się z tym zgodzisz... 

0

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Radny najpierw podniósł brew, słysząc żądanie Tony'ego, a zaraz potem wybuchnął śmiechem. I nie brzmiało to jak śmiech kogoś, kto naprawdę dobrze się bawi. 

- Może i by mi zależało na tym co ukradł, ale to nie nasze. To kupców. Możesz ruszyć i szukać towaru który zabrał, pod warunkiem że w ogóle to potwór, a nie zgraja leniwych kretynów, którzy postanowili napadać na przejeżdżających. Ale wtedy zostaniesz bez swoich... usłyszałem sto osiemdziesiąt? No to bez swoich stu osiemdziesięciu sztuk złota i bez młodego, karego ogiera. Niezłe bydlę, jedno z najlepszych jakie widziałem. A twoje kusze nie robią na mnie wrażenia. Rozumiesz, całkiem niedawno obijaliśmy mordy truposzom którym nudziło się w grobie. Nie boję się faceta z pukawkami - odparł spokojnie, opierając się o ścianę domostwa. 

- Podsumowując, koń i sto osiemdziesiąt mieszków złota za zlecenie albo idź szukać szczęścia gdzie indziej. 

0

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Śmiech nie zrobił na łowcy jakiegoś specjalnego wrażenia. W zasadzie to był całkiem żałosny. 

- Z tego co słyszałem, to Tristram żyje tylko dzięki temu, że leży przy szlaku handlowym. Potwór czy grupa bandytów, cokolwiek tam jest, odstrasza każdego potencjalnego kupca, bądź klienta. Jak długo ta mieścina wytrzyma bez kupców i ich towarów, bez dochodów? - Zapytał, krzyżując ręce. 

- dwieście pięćdziesiąt sztuk, a konia biorę już teraz. - To była już ostateczna decyzja. 

Słysząc o obijaniu mord nieumarłym, Tony'emu skoczyło ciśnienie. Czy ten chłop dawał do zrozumienia, że nie widzi różnicy między łowcą demonów a pospolitym, bezmózgim umarlakiem? Poczuł się bardziej niż urażony. 

0

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

- Tristram wiedzie się lepiej, bo jest przy szlaku handlowym. Poza tym mamy też pola uprawne i hodowlę bydła, więc o nasze przetrwanie martwić się nie musisz. Chociaż fakt faktem, bydła mamy tu sporo i bez hodowli. No, niech ci będzie dwieście dziesięć. Hej, ty! Wien, przytargaj tu konia! - krzyknął, a dzieciak który znajdował się najbliżej odwrócił głowę w jego kierunku i kiwnął głową, znikając za stodołą.

Niedługo potem przyprowadził ze sobą czarnego jak sam diabeł konia. Koń wyglądał na takiego, który by był całkiem sporo wart. Z pewnością był młody, z pewnością silny i po wzroście sądząc, wytrzymały. Szedł w miarę spokojnie za chłopcem, od czasu do czasu strzygąc uszami. Chłopiec przekazał uzdę radnemu, a ten niespiesznie wstał z ławki i stanął obok ogiera. 

- To jak będzie? 

0

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Kiedy jeden ze smarkaczy przyprowadził konia, Tony na ułamek sekundy uniósł brwi, ze zdziwienia. Musiał przyznać, że spodziewał się prędzej jakiejś starej, słabej szkapy. Ten koń jednak... łowca uznał że będzie musiał poważnie się zastanowić nad okazją to odsprzedania takiego konia. Wyglądał na takiego, o którego najbogatsi ludzie w Sanktuarium byliby skłonni się pobić. 

Tony odetchnął nerwowo. Czarne umaszczenie konia tworzyło bardzo tajemniczą aurę. Pasowałby do niego idealnie. Łowca powoli wystawił dłoń, pragnąć by uzda znalazła się w jego szponach.

- Stoi! Na trakcie albo przy katedrze, tak? 

0

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

- Dokładnie tak - odparł radny i przekazał Tony'emu cugle. Tyle tylko, że koń nie miał siodła - ale na koniu dało się jeździć i na oklep, a ten miał grzbiet na tyle szeroki, że utrzymanie równowagi nie powinno być problemem. Jeśli by tylko nie był zbyt narowisty.

- Przypomnę, że kupcy chętnie odzyskają towar! - krzyknął jeszcze radny. A koń prychnął i potrząsnął łbem, ale wciąż był dosyć spokojny. 

 

0

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Łowca w pośpiechu wdrapał się na konia. Brak siodła nie był jakimś wielkim problemem. 

- Odzyskają, odzyskają... - Powiedział pod nosem, oddalając się od radnego. Najpierw zamierzał udać się na trakt. To w końcu tam częściej dochodziło do ataku potwora. 

Jadąc, Tony bardziej zwracał uwagę na swojego wierzchowca, niż drogę. Gładził go po grzywie i cały czas się zastanawiał, czy za jakiś czas nie zamienić go na pieniądze. Na całą górę pieniędzy. 

0

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Koń biegł szybko i lekko, jakby galop nie sprawiał mu żadnych trudności ani zmęczenia. Ale że było ciepłe popołudnie, póki co nie było nawet szans na spotkanie tajemniczego potwora, a na trakcie nie było poszlak. Do czasu. 

Lad odżywał po zimie. Niósł się po nim śpiew ptaków i dyskretny zapach kwitnących kwiatów zmieszany z niedyskretnym smrodem gnicia martwej masy roślinnej pozostałej po zimie i lekkiego odoru bagien. Teren był lekko podmokły, bo ziemia nie zdążyła jeszcze dobrze odmarznąć i pochłonąć wody z topniejącego śniegu, który zebrał się między drzewami. Gdzieniegdzie, choć z rzadka, było widać pozostałości po wydarzeniach które wstrząsnęły nie tylko Nowym Tristram, ale i całym Sanktuarium. Bielejące wśród liści ludzkie kości i powykrzywiane trupy niezidentyfikowanych stworzeń.

A oto i poszlaka, aż nazbyt wyraźna. Szkielet. 

Nie był to zwykły szkielet, bo i szkielety mimo wszystko nie mają w zwyczaju się ruszać. Ten konkretny egzemplarz leżał kilka metrów od ścieżki, mechanicznie ruszając żuchwą i wydając z siebie chroboczące dźwięki. Ruszała się jego ręka i wyglądał jakby umierał gdyby nie fakt, że był już martwy. 

Żałosna kupka kości próbowała najpewniej doczołgać się do traktu, ale szło jej to mizernie. O ile wcześniej tego typu kreatury powstawały z grobów kosmiczną siłą upadłej gwiazdy będącej w rzeczywistości upadłym aniołem, o tyle tym razem nikt nie doniósł o żadnym tego typu zjawisku astronomicznym. A jednak kościotrup był tu, o wiele bardziej ruchliwy niż być powinien. 

0

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Widok otoczenia, które powoli odradzało się po zimie, pomieszany z ludzkimi szczątkami i innymi martwymi stworzeniami tworzył ciekawy widok. Zapewne byłby inspiracją dla nie jednego malarza. Lepszego czy gorszego. 

Oczywiście Tony nie zawitał tutaj w celu podziwiania widoków, czy tym bardziej przeniesienia ich na płótno. Jak każdy łowca demonów, był wyczulony na wszystko, co nie było człowiekiem z dobrymi zamiarami. Oznaczało to że bardzo szybko spostrzegł ruszające się ludzkie kości, które ruszać się raczej nie powinny. Zatrzymał konia w bezpiecznej odległości, po czym zeskoczył z niego, z ciężkim odgłosem lądując na nogach. Wyszedł o krok na przód, po czym odwrócił się do swojego wierzchowca i pogładził go po pysku.

- Tylko nie próbuj uciekać. W całym Sanktuarium już raczej nie znajdę tak perfekcyjnego zwierzaka jak ty. 

Tony podszedł do szkieletu. Oczywiście był w takiej odległości, że raczej powinien zdążyć odpowiednio zareagować na cokolwiek, co szkielet mógłby zrobić. Niby wyglądał tak, jak chciał umrzeć drugi raz, jednak łowca nie przekreślał opcji nagłego zerwania się potwora i rzucenia się w jego stronę. W końcu był łowcą, nie jakimś tępym barbarzyńcą. Był ostrożny. 

Chłopak oparł ręce o biodra. Myśląc o potworze miał na myśli coś bardziej... pospolitego. Może jakiś rosły wilk, przerośnięta jaszczurka, wielkiego pająka, nawet jakiegoś zabłąkanego kolcozwierza. No ale to był kościotrup. Jakim prawem to mógł być kościotrup. Tony'emu kiedyś obiło się o uszy inwazja nieumarłych istot na Tristram, ale to było dawno temu! Co teraz mogło sprawić że ta kupa kości ożyła? Jeżeli gdzieś grasował tutaj jakiś nekromanta, musiał być naprawdę bardzo słaby w swoim fachu. Przywrócenie do życia czegoś takiego, i w tak opłakanym stanie, było chyba raczej pomyłką w kastowaniu innego czaru. 

Mężczyzna spojrzał w głowę i jęknął z niezadowoleniem. Żałował że coś takiego nie potrafi się komunikować. Może byłoby tak miłe i powiedziało o wszystkim, co tu się stało. Na to jednak nie było szansy.

Tony cofnął się o parę kroków, by zaraz zerwać się do biegu, zamierzając z całej siły kopnąć swoim płytowym buciorem w czaszkę kościotrupa, posyłając ją daleko, daleko przed siebie. 

0

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Koń podążył parę kroków za Tonym, ale kiedy już wyczuł czy też zobaczył nadgorliwego truposza, położył uszy po sobie i wycofał się do poprzedniej pozycji, wyraźnie zaniepokojony.

Czerep był mocno zespolony z karkiem, dlatego też pokazowy kopniak nie wysłał czaszki w przestrzeń międzygwiezdną, ale przerzucił marne truchło kilka metrów dalej, wywołując po drodze sporo hałasu. Zwłoki nie zostały za sprawą tego uczciwymi, nieruchomymi zwłokami, bo mimo że czaszka została mocno pogruchotana i popękała, żuchwa wciąż się ruszała, a ożywieniec próbował podjąć jakieś działanie - ze względu na problemy motoryczne trudno było określić, jakie dokładnie. 

A pod kościotrupem leżał kawałek granatowego, mokrego i brudnego atłasu. Strzępek był potargany jakby materiał zahaczył o gałęzie, albo po prostu został rozerwany. 

Wokół nie było żywej duszy nie licząc Tony'ego, konia zajmującego się konsumpcją trawy czy okoliczności przyrody do których nie należał szkielet. Od ścieżki odchodziły co prawda ślady kół wozu skręcające nagle w las, ale na granicy lasu się kończyły i jedyne co pozostało to kierunek w który ślady wskazywały - między drzewa. 

0

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Jak na szkielet który prezentował się niezbyt imponująco, przyznać trzeba było że kości były ze sobą bardzo mocno złączone. To też kopnięcie całego okazu i przewalenie go parę kroków dalej nie dało takiej wielkiej satysfakcji, na jaką Tony liczył. Dopiero potem zauważył rozdarty atłas. Najprawdopodobniej mógł należeć do tego osobnika, jeżeli kiedyś był człowiekiem, bądź była to pozostałość po jego ofierze, chociaż to ten szkielet bardziej wygląda na ofiarę.

Łowca dobył jedną ze swoich kusz. Zamierzał za pomocą zamontowanego do niej bagnetu zadać ciosy w odcinek szyjny umarlaka, żeby prawdopodobnie pozbawić go jego drugiego życia. Może i nie wyglądał na wielkie zagrożenie, jednak i tak musiał to zrobić. Taka praca. 

Zaraz potem zamierzał udać się za śladami kół, które to biegły w stronę. Aktualnie był to jedyny porządny trop. 

0

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Cios między kręgi zapewnił ożywionemu trupowi skuteczny powrót w zaświaty. Nawet żuchwa przestała się ruszać, a z kości uniósł się lekko fioletowy pył, który wkrótce rozwiał się w powietrzu. 

Ogier zarżał i machnął łbem. Poszedł za Tonym dopiero wówczas, gdy zauważył, że ten oddala się na niebezpieczną odległość. 

Nie było już dalej śladów. Z ziemi co jakiś czas wyrastały kości, ale ogółem teren nie wyglądał na stwarzający zagrożenie. Nawet wtedy, gdy słońce zaczęło zachodzić.

Nie było więcej ożywieńców, plugawych matek ani niczego innego prócz starego wilka, który i tak zwiał kiedy tylko usłyszał ludzkie i końskie kroki. 

Ostatecznie między drzewami zaczęło się przejaśniać i pokazała się stara, zaniedbana kapliczka w stanie rozkładu. Zbudowana była z kamienia i otoczona tradycyjnie starym, ale malutkim cmentarzem. Mógł należeć do jakiejś wpływowej rodziny, bo groby nie mogły przekraczać liczby dwudziestu, nie licząc sarkofagów które zapewne były w samej kapliczce. Z zawalonego dachu wyrastał młody dąb, a nagrobki w kształcie krzyżyków były albo połamane, albo częściowo zakopane. Tu nie było kości. Nie było niczego upiornego i nawet atmosfera nie sugerowała działających w pobliżu sił zła albo potępionych dusz. Wszystko w jak najlepszym porządku. 

0

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Jasnym okazało się, że za ożywieniem tego kościotrupa musiał ktoś stać. Czymkolwiek był ten fioletowy pył, raczej sam się w jego kościach nie znalazł. Łowca jednak nie mógł ocenić co to było, z racji tego że szybko się rozwiał. Nie było sensu na razie zaprzątać sobie tym głowy. Prędzej czy później winny się znajdzie.

Tony był tak czujny, jak najmocniej potrafił. I jak na złość, teren wyglądał aż irytująco bezpiecznie. Kompletnie nikogo ani niczego, co mogło stać za tymi napaściami. 

Aż w końcu natrafił na kapliczkę. W za dobrym stanie to ona nie była. Mimo iż wyglądała najnormalniej na świecie, łowca miał cichą nadzieję, że to właśnie tu mieszka cokolwiek, co jest jego celem. Może własnie ta spokojna i bezpieczna atmosfera była celowa, by uśpić jego czujność. Tony brał taką możliwość pod uwagę, jednak sam czuł, że robił to na siłę. 

Chłopak nie mógł sobie odmówić zwiedzenia cmentarza. Pierwsze co przykuło jego uwagę to nagrobki. Uklęknął przy takim pierwszym lepszym, i uważnie mu się przyjrzał. 

- Ktoś chyba nie lubi krzyży... - powiedział sam do siebie. Zaraz potem przeniósł wzrok na kapliczkę. Chyba nikt się nie obrazi, jeżeli spróbuje do niej wejść. Oczywiście w celu sprawdzenia, czy nic podejrzanego tam nie znajdzie. Mimo wszystko, okradanie grobów nawet w środowisku złodziej było uważane za żałosne. 

0

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Drzwi z kaplicy wisiały na jednym tylko zawiasie. Były z żelaza, ciężkie i grube, ale nadżarte rdzą i wgniecione. 

Jeśli zaś chodzi o wnętrze, pokryte było grubą warstwą kurzu i brudnego piachu. Na kamiennej podłodze leżały rozkruszone kamienne odłamki porośnięte pierwszymi pnączami bluszczu, który dążył ku dziurze w dachu.

Na trzy kamienne sarkofagi tylko jeden ostał się w całości. Resztę rozgromiły kamienie które spadły i teraz zalegały w zniszczonych tumbach razem z pokruszonymi (ale za to uczciwie martwymi) kośćmi. 

I stała się niepokojąca rzecz, na którą tak czekał. W ciemności coś się poruszyło, w dalszej części kapliczki. Tej schodzącej w dół, do jednokomorowej krypty z wyrwanymi kratami. 

0

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Z tymi drzwiami należało obejść się bardzo ostrożnie. Bardzo łatwo o zniszczenie ostatniego sprawnego zawiasu, a gdyby tak ciężkie drzwi gruchnęły o ziemię, huk pewnie usłyszano by nawet w Tristram. Może nawet wszystko co było tu martwe, znów by odżyło, ze strachu. 

Wnętrze wyglądało raczej zwyczajnie, na ile zwyczajnie może wyglądać kaplica. Duchy raczej nie powinny się złościć o zniszczenie dwóch sarkofagów, kamienie które je zniszczyły raczej nie zrobiły tego specjalnie. Chociaż nie mu to oceniać, któż może wiedzieć co kto tu wyprawiał. 

Zanim jednak Tony zdołał zbliżyć się do jedynego, ocalałego sarkofagu, do jego uszu dobiegł dźwięk czyjejś obecności, tam dalej w ciemnościach. Przeczucie jednak go nie myliło. Natychmiast dobył parę swoich kusz, po czym żwawym krokiem ruszył w tamtym kierunku. Teraz łowca mógł mieć tylko nadzieję, że cokolwiek to jest, nie jest niczym, co mogłoby go przerosnąć.  

0

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

W krypcie panowała zupełna ciemność. Słabe światło, czy też jego resztki ledwie wystarczyły na oświetlenie pojedynczego sarkofagu w środku ciasnego pomieszczenia. Ale już pod ścianami mogło znajdować się dosłownie wszystko.

Rozległ się huk, gdy coś uderzyło o ocalały sarkofag na górze. Uderzyło od środka, bo dźwięk był przytłumiony. Podobny dźwięk wydobył się z sarkofagu w krypcie, pod ziemią. Potem płyta nagrobka z ciemnego kamienia wydała z siebie chrobot - coś drapało ją od środka. Ktoś. Właściwie w grobach rzadko kiedy można było spotkać coś poza jednym i naprawdę w nielicznych przypadkach było to coś żywego. 

A teraz truposze się uaktywnili, najwyraźniej próbując wyleźć na zewnątrz i byli bardziej ruchliwi niż egzemplarz na skraju lasu. 

0

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Tony zatrzymał się, kiedy to z obydwu sarkofagów coś chciało się wydostać. Cokolwiek, co usłyszał wcześniej, prawdopodobnie chciało zwabić go w pułapkę. W ciemność, bez możliwości obrony przed czymś, co chciało przebić się przez kamienną płytę. 

No właśnie. "Chciało" zwabić w pułapkę. Bo zdecydowanie temu czemuś się to nie udało. W zasadzie, mężczyzna dziękował, że pozwolono mu wejść w tą ciemność. W końcu był Łowcą Demonów, a ta profesja w końcu specjalizowała się w wykorzystywaniu mroku, a ten tutaj był bardzo, bardzo gęsty. 

Chłopak był bardziej niż chętny do skorzystania ze swojej magii. Ostatnio nie miał zbyt wiele okazji do tego. Rozłożył ręce, a całe jego ciało zamieniło się w cień. Jego oczy zaś rozbłysły żółtym światłem. 

Cokolwiek chciało wyjść z tych sarkofagów, szybko tego pożałuje. 

0

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Problem polegał na tym, że punktem programu nie byli zmarli. A wkrótce ów problem stał się problemem "punktu programu".

- O kurwa! - Rozległ się męski głos, gdy Tony podstępnie zamienił się w cień z żółtymi oczami. Pod ścianą w której znajdowało się wejście stał facet. Właściwie młody chłopak z blond czupryną, w białej koszuli i w płóciennych spodniach, zupełnie bosy. Jak najbardziej materialny. Całe wrażenie niszczyły turkusowe, świecące oczy, ale mimo działania magii widać w nich było niepokój. - Wyłaź, gnoju! - zawołał z autentycznym wyrzutem. W jego dłoniach rozbłysły płomienie podobnej barwy co oczy. - Pokaż swoją demoniczną mordę! To ostatni raz, kiedy próbowałeś kogoś napaść! 

0

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

- Napaść? - W pomieszczeniu rozległo się pytanie Tony'ego, nie szło jednak ocenić z której strony ono doleciało. - Ciekawe, bo jestem tu po to by skończyć z tymi napaściami...

Kimkolwiek był ten mężczyzna, wyglądał na jakiegoś maga, bądź kogoś w tym rodzaju. Mimo przewagi w postaci ciemności, łowca postanowił na razie się nie ujawniać, nie znał możliwości nieznajomego. 

- Aha, nie demon tylko łowca demonów, tępy idioto. I zgaś te ręce, zanim ci je przestrzelę - Dodał, nie kryjąc się ze swoją skurwysyńską naturą. 

- Lepiej spróbuj mnie przekonać, że to ty nie stoisz za tymi napadami na kupców. Za kogoś kto potrafi czarować, mógłbym zażądać większego wynagrodzenia... 

0

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

- Co? - zapytał, wyraźnie zbity z tropu. Na chwilę rzeczywiście płomienie i oczy zgasły, tylko po to żeby chwilę później zapłonąć od nowa. 

- Jeśli spróbujesz przestrzelić mi ręce, przestrzelę ci ręce... Kośćmi - stwierdził niepewnie. - Nie mam pojęcia, czy to możliwe i czy dam radę to zrobić, ale wyobraź sobie tylko jak świetnie będziemy się bawić sprawdzając to! - dodał radośnie z wyszczerzem na twarzy. Był z pewnością młodszy niż Tony, a przynajmniej na takiego wyglądał. 

-... A za mojego trupa dostaniesz co najwyżej kopniaka w dupsko. Nikt nie uwierzy, że podrostek bez butów był albo jest magiem czy innym świństwem. Niech wystarczy, że czekam tu na sprawcę porwań... A znalazłem ciebie. 

0

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Chcesz dodać odpowiedź ? Zaloguj się lub zarejestruj nowe konto.

Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony

Utwórz konto

Zarejestruj nowe konto, to bardzo łatwy proces!


Zarejestruj nowe konto

Zaloguj się

Posiadasz własne konto? Użyj go!


Zaloguj się