118 postów w tym temacie

Pierwszy z trupów padł od razu, a czerep drugiego został zgnieciony z mokrym chrupnięciem. Zawartość czaszki rozlała się po podłodze. 

To by było na tyle, jeśli chodziło o to konkretne zbiorowisko trupów. Nie został ani jeden żywy element. 

A Laurie stała blisko, widocznie z całych sił starając się przybrać obojętny wyraz twarzy. Mięśnie twarzy drgały i tylko siła woli powstrzymywała je przez wykrzywieniem twarzy w obrzydzeniu od smrodu, który unosił się wszędzie wokół. 

0

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Szybko poszło. Żywe trupy nigdy nie stanowiły wyzwania. Tak było i w tym przypadku. 

Chłopak przejechał nogą po podłodze, aby pozbyć się z buta większości krwi i resztek mózgu. Walka z zombie może i była łatwa, ale na pewno nie było higieniczna. No i ten smród, który powoli wypalał oczy, sprawiał że łowca chciał jak najszybciej stąd uciec.

Zanim jednak zrobił krok do przodu, przypomniał sobie o swoim małym towarzyszu. Odwrócił się i spojrzał na nią. Widać było że walczy sama ze sobą aby nie zwrócić. 

Tony machnął ręką i ruszył przed siebie. Jeżeli choć jeszcze chwilę tu postoją, prawdopodobnie żołądki obydwojga się poddadzą, a przecież nikt tego nie chciał. 

0

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Po znalezieniu schodów wijących się stromą spiralą z powrotem na powierzchnię opuszczenie podziemi nie było praktycznie problemem. Wyjście prowadziło do prezbiterium i dopiero tu zaczynał się problem. 

Posągi były co prawda nieruchome, a w każdym razie tak wyglądały od strony ołtarza, ale w każdej chwili mogły ożyć. Przynajmniej jeden egzemplarz widziany wcześniej przez Tony'ego. 

Najbliższe drzwi znajdowały się na końcu transeptu, czyli nawy poprzecznej do pozostałych trzech naw. Dawało to na oko sześćdziesiąt metrów dystansu i drewniane, niewielkie wrota na końcu, które przy odrobinie szczęścia dało się otworzyć zgrabnym i bezkompromisowym kopniakiem. Póki co jednak w ogromnym cielsku katedry panowała cisza.

0

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Łowca spojrzał na odległość, jaka dzieliła ich od drzwi wyjściowych. W sytuacji takiej jak ta, było to cholernie daleko.

Tony szybko dostrzegł pomnik, który wcześniej chciał go zabić. Cóż, przynajmniej teraz nie da się już zaskoczyć. W dodatku, jeżeli tamten potrafił się ruszać i mordować, to pewnie nie był jedyny. 

- Smarku... - Odezwał się, mając w głowie tylko jeden plan. - Biegnij do wrót. Jeżeli któryś z tych pomników ożyje... ściągnę jego uwagę na siebie. 

0

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Wspomniany smark stanął na palcach i wyjrzał na nawy, w kierunku posągów. Zmarszczył brwi, myśląc intensywnie. 

- Ale one są wolne. Zdążymy dobiec do drzwi i je otworzyć, a po co niby miałyby wyłazić na zewnątrz? Poza tym, one reagują tylko wtedy, kiedy jest głośno. Wcześniej przeszłam cały kościół i dopiero jak hałasowałam przy ołtarzu to się ruszył. Wystarczy być cicho - odpowiedziała szeptem. Żaden z posągów w dalszym ciągu nie zareagował. 

Dlatego też Laurie zaczęła powolną i cichą wędrówkę w stronę drzwi, co i rusz zerkając na kamiennych agresorów. Nie skutkowało to poruszeniem. 

0

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Łowca, po chwili zastanowienia, ruszył za dzieciakiem, również próbując poruszać się najciszej jak mógł. Jeżeli faktycznie reagowali tylko na hałas, to bardzo możliwe że uda im się dostać do wyjścia w całości. Oczywiście cały czas zerkał to na jeden pomnik, to na drugi. Ostrożności nigdy za wiele. Toteż ściskał w dłoni jedną z bomb. Przekonał się już że te pomniki potrafią się zregenerować, ale chociaż da im to czas na ucieczkę. 

0

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Drzwi były zamknięte na klucz. Laurie klęczała przy zamku i próbowała go rozpracować, ale widocznie to nie zadziałało, więc stanęła obok i czekała, aż łowca dotrze do wrót. W dalszym ciągu żaden z posągów się nie poruszył i nie zanosiło się na to, żeby ten stan się zmienił. 

Co zaś się tyczy samych drzwi, deski z których były zbite były zbutwiałe i sforsowanie ich nie było trudne. 

Dlatego też wkrótce oboje stanęli na zewnątrz i mogli odetchnąć świeżym, zimnym, nocnym powietrzem. 

Dziewczynka stanęła i czekała na to, co zrobi Tony z rękami założonymi za plecy.

0

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Nareszcie udało im się wyjść z tej nawiedzonej katedry. Świeże powietrze było niezwykle przyjemne i odprężające. Fantastyczny zamiennik od smrodu gnijących ciał. 

- Odstawię cię do wioski, smarkaczu. - Powiedział, powoli krocząc do miejsca, gdzie zostawił swojego wierzchowca. O ile jeszcze tam był. Jeżeli nie, czeka ich wędrówka do osady pieszo.

- Dalej będziesz radzić sobie sama. Nie mam zamiaru niańczyć małego pasjonata świeczników. 

Jakby nie patrzeć, dziewczyna potrafiła obalić chodzące trupy celnym rzutem kamieniem w głowę. Skoro potrafiła coś takiego, to co to dla niej zadbanie o siebie? 

0

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Laurie omiotła Tony'ego wzrokiem, zanim ten ruszył w poszukiwaniu rumaka. 

- Nie zarabiasz zbyt dobrze jako opiekunka, nie? - zapytała, drepcząc za nim. W pobliżu traktu okazało się, że konia istotnie tam nie ma. Były za to ślady kopyt, prowadzące wzdłuż traktu i zapewne do wioski. Odległości między odciskami w ziemi sugerowały, że ogier nie spieszył się zbytnio nim podjął decyzję, a i potem nie zawracał sobie głowy biegiem. 

-... To dlatego szukasz potworów i je zabijasz? Dorabiasz sobie? 

0

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

- Jeżeli jest jakieś zlecenie na potwora... to tak, dorabiam. Jeżeli spotkam jakiegoś, na którego nie ma zlecenia, to i tak muszę go ukatrupić. Taki zawodowy obowiązek... - Odparł, myśląc raczej o tym, czy jego wierzchowiec bezpiecznie dotarł do wioski. Z jednej strony był nieco zawiedziony że sobie poszedł, ale z drugiej strony w cale mu się nie dziwił. Na jego miejscu sam by stąd poszedł. 

- I nie. Nie szukam potworów i ich zabijam dlatego, że źle mi wychodzi bycie opiekunką, smarku. Nie mam zamiaru być cholerną opiekunką! - Głos łowcy był tak stanowczy, na ile tylko się dało.

- Nie cierpię małych, zasmarkanych, gadających, rozwydrzonych, mądralińskich bachorów! 

0

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

- Świetnie się składa, ja też takich nie znoszę - padła odpowiedź, ale właścicielka głosu natychmiast się zreflektowała. - Znaczy no dobra, przepraszam. I dzięki że mogłam wyjść z tych lochów z tobą. Trupów było za dużo i nie dałoby rady ich wszystkich zabić - stwierdziła, idąc za nim. Cisza zapadła, ale tylko na chwilę. - To było świetne. Jak ich wszystkich załatwiłeś i tą, co rzygała. Tak szybko. Dobrze, już nic nie mówię. - I na powrót zapadła cisza, tym razem już nieprzerwana żadnymi przemyśleniami.

Po konia nie trzeba było wracać całą drogę, bo naprawdę się nie spieszył i Tony znalazł go za Starym Tristram, w połowie drogi do Nowego Tristram. Koń musiał usłyszeć go albo wyczuć wcześniej, bo zarżał i wyszedł zza zakrętu, kierując się w stronę łowcy. 

0

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Tony odetchnął, zmęczony. Chociaż tyle, że ta mała potrafiła kontrolować swoje gdakanie. 

Kiedy udało im się dogonić konia, chłopak był bardzo zadowolony. Szybko podszedł do niego i zaczął gładzić po grzywie. 

- Świetnie. Mam cię niecały dzień, a jesteś jedynym stworzeniem, które śmiało mogę powiedzieć że lubię. - Rzekł, po czym leniwie odwrócił głowę do dziewczyny. Tak jak mówił, zawiezie ją do wioski i radź sobie sama. Kiedy ta w końcu raczyła się zbliżyć, łowca złapał ją pod pachy i usadził na wierzchowcu. Musiała jakoś przeboleć brak siodła. Zaraz potem usiadł za nią.

- Spróbuj nie spaść. Nie mam najmniejszej ochoty się zatrzymywać, i wciągać cię z powrotem... - Popędził konia. Tony zdał sobie sprawę, że sam będzie musiał sobie znaleźć jakiś nocleg w Nowym Tristram. Wizyta w katedrze potrafiła zmęczyć. Jednak tym, co najbardziej zmęczyło Tony'ego to fakt, że nadal nie znalazł tego czegoś, co napada na kupców i skradło ich towary. 

Po chwili jednak do głowy Łowcy przyszła pewna myśl. 

- Ty, dzieciaku. Nie widziałaś, albo nie słyszałaś o czymś, co w tej okolicy napada na kupców i kradnie ich towary? 

0

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

- Nie. Nie mieszkam w tej wsi, a byłam tam tylko dzisiaj rano. A co? - zapytała, trzymając się grzywy konia. - Ale widziałam za to chłopaka, który miał ze sobą jakiegoś faceta. Wczoraj jakoś. Byłam w tym mieście co je minęliśmy, nocowałam w stodole i słyszałam jak idzie i wlecze takiego grubasa. Nie był za bardzo żywy, albo spał, albo udawał. Nie wiem. Myślałam, że tamten jeden to jakiś zbój zwykły, to nawet nie wychodziłam, żeby nie dostać nożem czy czymś takim. Siedziałam tylko cicho, a on go ciągnął przez ulicę. Nie wiem, gdzie potem poszedł, bo poszłam spać. 

0

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

- Ta, tą sprawę przez przypadek załatwiłem... - Odpowiedział dziewczynie, przypominając sobie co zaszło w krypcie. - Dam ci radę na przyszłość, gilu. Nawet za darmo. Jak jeszcze raz zobaczysz tego gościa, co ciągnął tego grubasa, odwróć się i idź gdzieś indziej. Nie rozmawiaj z nim, nie słuchaj go, nie patrz na niego. Jest niebezpieczny. Wygląda na nieszkodliwe chucherko, ale niech nie zmyślą cię pozory. 

Sam Tony miał nadzieję, że już nigdy nie natrafi na tego nieśmiertelnego, zwariowanego śmieszka. Czy to przypadkiem czy nie.  

- To jedna z tych osób, która uważa że uprzykrzanie życia innym to "żarty". Nie widzę nic śmiesznego w zamykaniu kogoś w trumnie z gnijącymi kośćmi...

0

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

- Zabijesz go? - zapytała. Koń tymczasem docierał do bram Tristram pogrążonego w nocnej ciszy. Przy bramie wytrwale stała dwójka strażników, z czego jeden z nich nawet nie spał i przyglądał się nieufnie łowcy zmierzającemu do środka. 

W Tristram nie powinno być dużego wyboru jeśli chodzi o nocleg. Gdzieś w centrum wioski znajdowała się gospoda z dumnym, drewnianym szyldem pod którą stały wierzchowce i kupieckie wozy. 

0

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

- Nie można go zabić. Jest nieśmiertelny... - Odpowiedział.

Kiedy zbliżali się do bram miasta, Tony odpowiedział na nieufne spojrzenie strażnika środkowym palcem. Można powiedzieć że był nawet nieco zaskoczony tym, że nie spał. Strażnicy bram zwykle są znani z tego, że są beznadziejny i śpią, albo chleją na służbie. Albo śpią po chlaniu...

Łowca zatrzymał się przed gospodą. Leniwie zeskoczył z konia, po czym pomógł zejść dziewczynie.

- Tak jak mówiłem... - Powiedział, po czym poszedł przywiązać do czegoś lejce, aby koń w nocy przypadkiem nie postanowił sobie gdzieś pójść. - Dotarliśmy do Tristram. Dalej radzisz sobie sama. Spadaj. 

0

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

- To cześć - odpowiedziała dziewczynka i po krótkim rozeznaniu ruszyła w stronę najbliższej stodoły. Ale coś ją zatrzymało. Odwróciła się z powrotem do Tony'ego.

- A co trzeba zrobić, żeby nauczyć się tej magii co masz i żeby tak szczelać? Jakiś magiczny klasztor na magicznej górze? Przeczytanie magicznej księgi? Trzeba mieć od początku, od dziecka taką moc? - zapytała. 

0

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Łowca myślał że w końcu udało mu się pozbyć tej smarkuli. Wykonał jeden jedyny krok w stronę drzwi gospody, kiedy do jego zmęczonych uszu znów dotarł ten cholerny, dziecięcy głosik. 

Pytanie nieco go wybiło z rytmu. Powoli odwrócił się do niej, z uniesioną brwią.

- Klasztor? Czy ja ci wyglądam na mnicha z Iwogrodu? - Zapytał, nieco zirytowany takim pytaniem. - Dla twojej wiadomości dzieciaku, wszystko to co potrafię, nauczył mnie inny łowca. Żadnych magicznych ksiąg, żadnych medytacji w klasztorach. I nie, nie potrafiłem robić takich rzeczy kiedy byłem dzieckiem.

Tony po chwili oparł ręce o biodra i nieco przechylił głowę.

- Skąd w ogóle takie pytanie, co? Chyba nie liczysz na to że zacznę cię uczyć... 

0

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Chcesz dodać odpowiedź ? Zaloguj się lub zarejestruj nowe konto.

Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony

Utwórz konto

Zarejestruj nowe konto, to bardzo łatwy proces!


Zarejestruj nowe konto

Zaloguj się

Posiadasz własne konto? Użyj go!


Zaloguj się