Flashlight

Magiczne dolegliwości. [Z] [Sad] [Slice of Life] [Alternate Universe] [Equestria Girls]

Recommended Posts

Tytuł: Magiczne dolegliwości.
Tagi:  [Z] [Sad] [Slice of Life] [Alternate Universe] [Equestria Girls]
Autor: Flashlight
Korekta: karlik
                            Świeży rekrut


Od autora słów kilka: Po długiej przerwie od pisania i publikowania czegokolwiek na tym forum (spowodowanej szkołą, maturą i tego typu sprawami) postanowiłem wrócić i ponownie spróbować swoich sił w tym dziale. Liczę, że za pomocą konstruktywnych komentarzy pomożecie mi wrócić do dawnego, co prawda mizernego, ale zawsze jakiegoś poziomu.
Również chciałbym bardzo podziękować karlik za przeprowadzenie korekty tekstu, Świeżemu rekrutowi za wszelka pomoc jaką od niego uzyskałem i jeszcze jednemu znajomemu, który co prawda na tym forum nie występuje, ale za to bardzo mnie wspierał.


Magiczne dolegliwości: To opowiadanie najprościej będzie opisać jako kolejna przygoda Sunset Shimmer i jej przyjaciółek, Choć w tym wypadku historia będzie dotyczyć smutniejszych wydarzeń, a sama główna bohaterka przekona się ile trzeba poświęcić dla przyjaźni i jak bardzo te poświęcenie potrafi być bolesne.
 

Magiczne dolegliwości. Rozdział I

Magiczne dolegliwości. Rozdział II

Magiczne dolegliwości. Rozdział III

Magiczne dolegliwości. Rozdział IV

Edited by Flashlight
  • Upvote 5

Share this post


Link to post
Share on other sites

Troszkę wyszłam z wprawy w komentowaniu fanfików, ale spróbuję coś napisać, bo w sumie mnie wciągnęło.

 

Moim zdaniem fajnie się rozkręca, doceniam postacie kanoniczne w fanfikach :)
W dodatku Slice of Life i Sad :D
Podoba mi się, że w uniwersum Equestria Girls próbujesz podejmować poważniejsze problemy, szczególnie intrygujące jest przedstawienie historii Sunset Shimmer w świecie ludzi, wcale nie takie banalne. Podoba mi się tworzenie świata przedstawionego.

Ciekawi mnie co będzie dalej, bo może być naprawdę nieźle.
Co do kwestii technicznej, to chyba czasem wyłapałam coś, co mi nie pasowało, ale nigdy nie byłam mistrzem w takich rzeczach, więc się nie wypowiem za bardzo.

Liczę na kolejne rozdziały i życzę powodzenia w pisaniu.

Edited by Nika
  • Upvote 4

Share this post


Link to post
Share on other sites

Fanfik zapowiada się dosyć ciekawie, choć nie jest pozbawiony błędów.

Pod względem treści jest całkiem dobrze. Podoba mi się, że nie do końca wiadomo, o co chodzi w tym liście na początku, dodaje to odrobinę tajemnicy. Przyczepiłabym się tylko do tego, że jest on trochę rozwleczony, podobnie jak kolejna scena - cała strona rozmowy o tym, że zaraz spóźnią się na lekcję to jak dla moim zdaniem za dużo i mnie osobiście znudziło. Potem na szczęście jest lepiej, szczególnie spodobała mi się historia Sunset w świecie ludzi, ciekawa i dość realistyczna.

Postacie kanoniczne są jak dla mnie dobrze oddane. Mane6 co prawda nie dostały jeszcze zbyt wiele miejsca w tekście, ale pomimo to widać, że każda ma swój własny charakter. Wbrew pozorom nie jest to takie proste, więc za to duży plus.

Pod względem technicznym jest już niestety gorzej. Znalazłam sporo błędów interpunkcyjnych i trochę ortograficznych, te drugie to były głównie niepotrzebne spacje, jak różowo włosa zamiast różowowłosa albo w tedy zamiast wtedy. Nie przeszkadzało to jakoś bardzo w czytaniu, dziwię się jednak, że tyle błędów znalazło się w tekście sprawdzonym przez korektora.

Przeszkadzały natomiast błędy składniowe. Tu i tam starałam się poprawić, ale czasem musiałam się dobrze zastanowić, co dokładnie autor miał na myśli.

A, i dodałabym tag [Equestria Girls]. Co prawda nie ma go na liście, ale tagi autorskie są dozwolone, a ten wydaje mi się dość istotny.

Podsumowując, fanfik jest dobry i ma potencjał, jeśli popracujesz nad pewnymi rzeczami, przydałby się też prereader i może drugi korektor.

Pozdrawiam i życzę powodzenia w dalszym pisaniu. 

 

  • Upvote 2

Share this post


Link to post
Share on other sites

Serdecznie dziękuje za szczere i rozbudowane komentarze.

 

@Nika  Miło mi słyszeć, że opowiadanie trafiło w Twój gust. Również cieszę się, że doceniłaś wraz z karlik postacie kanoniczne. Nie powiem,  momentami potrafiły mi dać w kość i spowolnić całą pracę, ale za to widzę, że było warto.
Co do Slice of Life i Sad, to wydaje mi się to wspaniałe połączenie do którego idealnie wpasowują się poważne tematy, a uniwersum Equestria Girls postanowiłem użyć głównie dlatego, że można łatwo formować fabule w dokładnie w taki sposób jak potrzebuję bez specjalnego kombinowania. No i ostatnio spodobał mi się ten świat.

Historia Sunset, nad nią musiałem trochę pomyśleć, bo chciałem żeby była jak najbardziej "prawdopodobna", tak samo jak cały tekst.

21 godzin temu Nika napisał:

Ciekawi mnie co będzie dalej, bo może być naprawdę nieźle.

Pozostaje mi mieć nadzieję, że historia nie okaże się rozczarowywująca.

 

@karlik Bardzo się cieszę, że Cię to opowiadanie zaciekawiło, a jeśli chodzi o błędy, to chyba przez to, że za bardzo naciskałem na Świeżego Rekruta:flutterblush:.
Właśnie chciałem aby list wprowadzał dozę tajemniczości, a zarazem co nieco tłumaczył. Jeśli chodzi o jego długość, to z założenia całe opowiadanie miało być znacznie krótsze i w ten sposób chciałem dorobić więcej stron. Ostatecznie wyszły cztery rozdziały, a ja nie miałem serce nic wycinać. Natomiast pierwsza scena jest taka pokaźna ponieważ chciałem wprowadzić czytelnika w taki codzienny rytm w liceum Canterlot i dać każdej z dziewczyn się wypowiedzieć w charakterystyczny dla siebie sposób.

3 godziny temu karlik napisał:

A, i dodałabym tag [Equestria Girls].

Osobiście nie uważałem tego za coś bardzo ważnego, jednak postanowiłem posłuchać rady.

  • Upvote 1

Share this post


Link to post
Share on other sites

Na wstępie zaznaczę, że słabo ogarniam tematykę „Equestria Girls”, osobiście nie jestem wielkim zwolennikiem tegoż konceptu, gdyż to co mnie nadal trzyma przy oryginale i to co przyciągało moją ciekawość jakiś czas temu, to fakt, iż jest to historia o magicznych kucykach właśnie. Kucykach, a nie ludziach. Znaczy się, to nie jest do końca tak, ale nieważne, wiecie o co chodzi ;)

W każdym razie, rozumiem, że w opowiadaniu autor odwołał się do wydarzeń z poszczególnych filmów, nie wiem na ile rzeczy ukazane w retrospekcjach zgadzają się z „Equestria Girls”, czy tak wyglądały poczatki Sunset w świecie ludzi, czy to wymysł autora... Nie wiem, nie wiem, ale ten kawałek, ulokowany na końcu rodziału, został napisany bardzo sympatycznie, była to ciekawa odskocznia od kawałków szkolnego życia, jakie zostały nam zaserwowane wcześniej. Przy okazji udzielił się nieco smutniejszy, cięższy klimat, co doskonale współgrało z tematyką czy też opisem fanfika, którzy rozbudził we mnie nadzieję, na coś naprawdę absorbującego.

 

W gruncie rzeczy, tak było. Pomimo licznych błędów interpunktcyjnych, kilku literówek, czy pomniejszych błędów w odmianie, historia wciągnęła mnie i w zasadzie lektura przebiegała bezstresowo. Momentami miałem wrażenie, że historia zmierza trochę donikąd, ot takie kawałki ze szkoły, dialogi, niby nic zwyczajnego... Jednak niedługo potem wszystko nabrało sensu i okazało się potrzebne. W sumie, lubię takie szkolne klimaty, tylko... Sam nie wiem, liczyłem, że autor skupi się na relacjach z nową nauczycielką, a zamiast tego była po prostu lekcja wfu, później mamy scenę z Twilight, w której znów pojawia się postać pani Demandingjob. Ogółem jest to ze sobą nieźle połączone, chociaż nadal mam wrażenie, że nie został wycieśnięty z tego cały potencjał.

 

W każdym razie, postacie zostały przedstawione bardzo dobrze. Bez żadnych łamiących kark rewelacji, ale też bez niczego co spowodowałoby złapanie się czytelnika za głowę. Jest po prostu solidnie, sympatycznie, bohaterki dają się polubić, są sobą. Fajna sprawa. Tak jak napisała Nika, bardzo dobrze, że w zamierzeniach mają zostać podjęte sprawy ważne, życiowe. Liczę, że tag [Sad] będzie się udzielał coraz mocniej, a historia będzie coraz dojrzalsza i przez to bardziej porywająca. W ogóle, decyzja by prowadzić narrację w pierwszej osobie i obserwować świat z perspektywy Sunset Shimmer wydaje się idealna. Daje to ogromne możliwości na osobiste porównania, wspomnienia, czy budowanie różnych analogii. Lubię, kiedy można zajrzeć do głowy postaci ;) W tym przypadku wygląda na to, że autor jest skazany na sukces :D

 

Wracając na moment do błędów – może zbyt czesto używane są takie określenia jak „dziewczyna”/ „kobieta”. Zbyt blisko siebie co powoduje wrażenie powtórzenia. Ale poza tym i błędami już zaznaczonymi w tekście, jest ok. Czytanie leci sprawnie, nie zaobserwowałem jakichś szczególnych dłużyzn. Ogólnie, ciekaw jestem jak to potoczy się dalej, toteż będę odwiedzał ten wątek w poszukiwaniu kolejnych kawałków fanfika :D

 

Pozdrawiam!

Edited by Hoffman
  • Upvote 3

Share this post


Link to post
Share on other sites

@Hoffman Tobie również dziękuje za komentarz.

 

W pełni rozumiem dlaczego Equestria girl Ci nie podchodzi, choć spróbuję cię przekonać ;). Mianowicie spróbuj to obejrzeć jako niezbyt ambitną komedię, a zamiast widzieć magicznych ludzi spróbuj dojrzeć ich charaktery, motywacje i uczucia (wejdź w ich głowę). Też pozwolę sobie stwierdzić, że jak przetrwasz pierwsze dwa filmy, to potem będzie lepiej.

Tak w tekście jest wiele odniesień od filmów, choć również wiele dodaje. Przykładem takiego wymyślonego fragmentu są właśnie początki Sunset na Ziemi. Również ten fragment miał za zadanie zrobić to, co "Żyjący piszący" uznali za niemożliwie, czyli załatać wszelakie dziury fabularne. Natomiast ostatni "sympatyczny" fragment i elementy ze szkoły mają za zadanie wprowadzić czytelnika  w zwykłą codzienność i nieco uśpić jego uwagę

 

Ta... zapewne pełny potencjał nie został wykorzystany, ale to przez to, że Demandingjob będzie miała nieco inne zadanie w tej historii.

 

Jak już pisałem wcześniej, trochę czasu musiałem poświęcić postacią kanonicznym, co było dla mnie ważne, choć nie najważniejsze. Wszystko przez to, że mare6 w tym opowiadaniu będą pełnić rolę drugoplanową, a pierwsze skrzypce będą należeć do Sunset.
Jeśli chodzi o rozwój historii, jej dojrzałości i [sad], to powiem tyle. Przeczytacie, zobaczycie ocenicie:P.
Zdaje sobie sprawę, że narracja w pierwszej osobie daje wielkie możliwości, dlatego ją wykorzystałem. Do tego wychodzi mi najlepiej i najłatwiej jest mi wczuć się w postać.

8 godzin temu Hoffman napisał:

W tym przypadku wygląda na to, że autor jest skazany na sukces :D

Dziękuje za wiarę, choć słysząc wasze opinie zastanawiam się, czy jeszcze co nieco nie poprawić dalszych rozdziałów (o ile znajdę dość czasu :fluttercry2:)

 

Mogę zapewnić, że nad błędami będziemy jeszcze pracować. Jeśli chodzi o dalsze dzieje, to powinny być dość nietypowe i ciekawe, choć sam osobiście uważam inaczej.

  • Upvote 2

Share this post


Link to post
Share on other sites

Drugi rozdział jest już dostępny.

 

I jeszcze specjalne podziękowania dla karlik za to, że tak szybko się z nim uporała.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Moim zdaniem to było dobre opowiadanie, napisane solidnie, z ciekawą fabułą.

Niżej spoilery.

 

Zdaje mi się, że Applejack jeśli byłaby w stanie, powinna uciec wraz z Sunset i Flashem, bo pomogła przy "wejściu". Tak podejrzewałam, że Demandingjob nie ma nic wspólnego z tą sprawą, ale fajnie stworzony fałszywy trop. Rozwinięcie postaci syren było naprawdę fajne.

Swoją drogą, strasznie podoba mi się motyw "ciągłości" i połączenie filmów we wspólną całość.

 

No i najważniejszy element: zakończenie. Zszokowało mnie i musiałam przeczytać więcej niż raz, by całkowicie zrozumieć.

Bardzo przykre. Myślałam, że tag [sad] będzie ograniczał się jedynie do tajemniczej choroby i pożegnania. Nie spodziewałam się takiej decyzji ze strony Sunset, było to dość niecodzienne i niebanalne i trochę uderzyło. Na początku zdawało mi się, że nie pasuje do reszty klimatem, ale po dłuższym zastanowieniu - świetnie dopełnia całość (szczególnie biorąc pod uwagę wspominki na temat życia Sunset Shimmer na Ziemi). Bardzo ładnie rozegrane, naprawdę.

 

Nie czytałam wielu fanfików, szczególnie tych o Equestria Girls, ale mi się podobało. Po tekstach osadzonych w tym uniwersum nie spodziewałam się tego typu historii, a tu proszę, takie dobre opowiadanie.

  • Upvote 2

Share this post


Link to post
Share on other sites
21 godzin temu, Nika napisał:

Moim zdaniem to było dobre opowiadanie, napisane solidnie, z ciekawą fabułą.

W takim razie, z czystym sumieniem mogę powiedzieć, że warto było pisać to opowiadanie.

 

21 godzin temu, Nika napisał:

Zdaje mi się, że Applejack jeśli byłaby w stanie, powinna uciec wraz z Sunset i Flashem, bo pomogła przy "wejściu".

Cóż... jeśli czegoś bym nie przeoczył, to nie byłbym sobą.
Dzięki za zwrócenie uwagi na tą lukę. Postaram się ją wkrótce załatać.

 

21 godzin temu, Nika napisał:

No i najważniejszy element: zakończenie. Zszokowało mnie i musiałam przeczytać więcej niż raz, by całkowicie zrozumieć.

Bardzo przykre. Myślałam, że tag [sad] będzie ograniczał się jedynie do tajemniczej choroby i pożegnania. Nie spodziewałam się takiej decyzji ze strony Sunset, było to dość niecodzienne i niebanalne i trochę uderzyło. Na początku zdawało mi się, że nie pasuje do reszty klimatem, ale po dłuższym zastanowieniu - świetnie dopełnia całość (szczególnie biorąc pod uwagę wspominki na temat życia Sunset Shimmer na Ziemi). Bardzo ładnie rozegrane, naprawdę.

Z zakończeniem była taka ciekawa sprawa, że po jego napisaniu jeszcze sporo dyskutowałem na jego temat z wieloma osobami. A żeby dorzucić mi tematów do rozmyślań, to każda z nich miała inne zdanie o zakończeniu i podawała swoje pomysły jak skończyć tego fika. Jednak ostatecznie zostałem przy mojej wersji (bo najmniej było przy niej roboty :D) i chyba dobrze, że tak się stało, choć z ostatecznym werdyktem wstrzymam się do czasu aż pojawi się więcej komentarzy na ten temat.

 

21 godzin temu, Nika napisał:

Nie czytałam wielu fanfików, szczególnie tych o Equestria Girls, ale mi się podobało. Po tekstach osadzonych w tym uniwersum nie spodziewałam się tego typu historii, a tu proszę, takie dobre opowiadanie.

Dziękuje bardzo za słowa uznania i nie pozostaje mi nic innego jak skłonić się w pół i polecić się na przyszłość.

  • Upvote 1

Share this post


Link to post
Share on other sites

Jakiś czas temu zakończyłem lekturę tego opowiadania. Z góry mówię, że nie czuję się dzisiaj za dobrze, toteż gabarytowo opinia może być trochę szczupła... Ale postaram się podzielić wszystkim co sądze o tym tytule.

 

No właśnie... Po pierwsze - dlaczego takie krótkie? Jasne, tyle tekstu spokojnie wystarczyło by dotrzeć do zakończenia i po drodze zrealizować wątek, ale z drugiej strony szkoda, że autor nie pokusił się o poświęcenie czasu na wątki podoczne, które dzielę na dwie kategorie. Pierwsza to te wątki, które zostały w jakimś stopniu wprowadzone do opowiadania, ale nie zostały zbytnio rozwinięte. Druga kategoria to te, które mogłyby nam przedłużyć delektowanie się tymże tekstem, ale nie zostały nam zaserwowane w ogóle. Owszem, kwalifikuje się to trochę na zmarnowany potencjał, ale przecież nic nie jest jeszcze przesądzone i autor w każdej chwili może dać nam jakieś side-story ;)

 

Przechodząc do konkretów, za jeden z najsmakowiciej zapowiadających się wątkówi nam ukazanych, ale nie rozwiniętych, uważam wątek z Syrenami. Chyba głównie dlatego, że jest to w jakimś stopniu kontynuacja filmu i takie "zlecenie z piedestału" uważam za motyw interesujący, otwierający wiele możliwości na autorskie rozwinięcie charakterów danych postaci. Tak... I w sumie szkoda, że nasze Syrenki zbytnio się nie zmieniły, ale dobrze, że mamy to co mamy - nowy, "śmieciowy" wizerunek, chęć odzyskania mocy oraz... Powrót do Equestrii. Zdecydowanie, autor narobił nam smaka na opowieść o tym jak Syreny mogłyby odnaleźć się po powrocie ze świata ludzi. Czy każda z nich poszłaby w swoją stronę? Różnice zdań omówione w "Magicznych Dolegliwościach" dosyć mocno to sugeruje. A może byłyby to nowe przeciwniczki dla kucyków? Nie wiadomo.

 

Poza tym, szkoda że nie wiadomo jak sobie poradziły dziewczyny po odejściu Sunset Shimmer, no i co się działo z samą Shimmerką w Equestrii, zanim miało miejsce zakończenie. Chociaż z drugiej strony taki nagły przeskok to był zabieg dobry o tyle, że mamy tutaj pewien szok, niedowierzanie, a także takie trochę... Urwanie. No bo jednak nie otrzymaliśmy stricte sceny, ale list, więc... Teoretycznie, wszystko da się zmienić, a bohaterkę uratować.

 

No właśnie - bohaterka. Przyznam, że kibicowałem Sunset Shimmer przez całe opowiadanie. Chciałem by jej się powiodło, chciałem by uratowała przyjaciółki i nie musiała się już o nic martwić. Aczkolwiek po jakimś czasie zaczałem się domyślać, że zmierza to do raczej umiarkowanie nautralnego zakończenia... Dopóki nie nadeszła pora na ostatni list zamykający całą historyjkę. Choć nie jest to nic nowego, absolutny przełom, to jednak było mi przykro. Ale, jak już pisałem, Shimmer jest jeszcze do uratowania!

 

W ogóle, cała ta historyjka jawi się jako swego rodzaju special, czy też fanowska kontynuacja wszystkich filmów, zebranych w całość, tworzących jedną, spójną historię. W sumie, autor połączył to całkiem zgrabnie. Owszem, ktoś kto średnio się orientuje w uniwersum Equestria Girls może mieć pewien problem z odnalezieniem się w realiach, ale ogółem wszystko jest właśnie w tychże filmach. Zresztą, w tekście pełno jest opisów tego jakie pozy przyjmują bohaterki, jak się zachowują itp. Nie jest to zbyt obszerne przedstawienie, ale w pełni wystarczy by wyobrazić sobie jakby to wyglądało na ekranie - każdy grymas, skrzyżowanie ramion, czy uniesienie dłoni. No i właśnie dzięki temu wiele scen widziałem w głowie, jakby oglądał fanowską animację. Fajna sprawa.

 

Generalnie, postać Demandingjob posłużyła nam tu tylko w charakterze fałszywego tropu, ale... Z drugiej strony pozostaje w pamięci i w sumie ciekawe czy dawała dziewczynom wycisk na wuefie, czy też może w związku ze zniknięciem Sunset nieco zeszła z tonu... No bo pewnie przyjaciółki ciężko to przeżyły, toteż niemądrze by było męczyć je treningami. Chociaż, kto wie? To się łączy bezpośrednio z tym co już pisałem, czyli tym jak dziewczyny sobie radziły po tym jak Shimmer wróciła do Equestrii. Tak, jest niedosyt. Uważam, że w tak zdefiniowanej historii i tak oto naszkicowanych wydarzeniach autor ma mnóstwo możliwości na przeróżne dodatki do historii. Syreny w Equestrii, próby powrotu do życia Shimmer w krainie kucyków prowadzące do tego co zobaczyliśmy w zakończeniu, życie dziewczyn po utracie przyjaciółki... Coś jeszcze? W sumie chętnie zobaczyłbym jakiś oneshot o Syrenach, ale jeszcze w świecie ludzi. Taki tam, uliczny survival ;)

 

Klimat jest. Szkoda, że opisy nie są trochę dłuższe, czy też częściej nie czytamy o emocjach, ale i tak jest nieźle. Poza tym, kiedy już pojawiają się wstawki emocjonalne, generalnie spełniają swoje zadanie i pogłębiają charakterystykę Sunset. W ogóle, podoba mi sie przedstawienie jej rodziców, życia z nimi, takiej codzienności. Ciekawie się to ściera ze wspominkami na końcu. Tym bardziej chce się wejść do tego świata i jej pomóc. Szkoda, że dosyć czesto natykałem się na literówki, jakieś uchybienia w materii interpunkcji, czy inne usterki raczej natury technicznej... Odniża to nieco wrażenie, ale nie jest to nic za co chciałbym opowiadanie odesłać z powrotem do korekty. Po prostu taka moja rada na przyszłość - nieco więcej czasu poświęcić na poprawianie błędów, czy też uplastycznienie, ubarwienie opisów... No i ogólnie pozostać w tym uniwersum, bo wygląda na to, że autor czuje się w tym świecie znakomicie.

 

Cóż... Mimo wszystko szkoda, że tag [Sad] nie rozwinął w pełni swoich skrzydeł. Po zakończeniu lektury nie mogę pozbyć się wrażenia, że można było z tego wysmażyć o wiele, wiele, więcej, zwłaszcza z perspektywy pozostałych postaci. Brakuje jakiejś szczerej, dłuższej sceny porzegnania, jakichś melancholijnych urywek z Sunset w Equestrii, czy też tego co się dalej stało z jej rodzicielami. Takie proste sprawy, wręcz proszące się o jeszcze jeden, dodatkowy rozdział, gdzie moglibysmy zobaczyć, poczuć to rozstanie nieco lepiej.

To znaczy, wiem że dziewczyny ogólnie się pożegnały, ale zabrakło mi ich wszystkich zebranych w jakimś kręgu, tulących się, dających Sunset jakieś pamiątki, czy wspominających to co możemy zobaczyć na filmach... Wyobraziłem sobie rodziców Sunset, siedzących w ciemnościach, pogrążonych w smutku, czekających na powrót córki do domu,chociaż jako czytelnicy wiedzielibyśmy, że to nie miało prawa nadejść... Te rzeczy. Po prostu rozwinięcie tego co otrzymaliśmy, w postaci extra rozdziału. No, szkoda, że wyszło to takie krótkie.

 

Podsumowując, to dobry kawałek tekstu, mógł on być nieco lepiej dopracowany pod kątem technicznym, ale ogółem zaprezentowana historia wciąga i pozostawia otwarta furtkę na jeszcze wiele historyjek pobocznych. Nie nudziłem się, czytało się to sprawnie, bez jakichś szczególnie rażących zgrzytów, zupełnie niezły fanfik osadzony w uniwersum Equestria Girls. Mam nadzieję, że nie jest to ostatni tekst autora i że każde kolejne będą coraz lepsze i lepsze ;)

 

Pozdrawiam!

Edited by Hoffman
  • Upvote 3

Share this post


Link to post
Share on other sites

@Hoffman to koniecznie przeczytaj jego "Początki bywają różne", jest lepsze. Nie bez powodu wygrało konkurs "Pierwszy dzień" Sunset Shimmer. Jest poniekąd rozbudowaniem wątków z tego. 

Choć ja zaczynałem właśnie od tego konkursowego. Właściwie do sięgnięcia po to zachęciła informacja o tym, że znajdę tu odpowiedź na nastęującą kwestię

"Poczekaj, aż usłyszysz, w jaki sposób tłumaczyłam się rodzicom ze zrobienia wielkiej dziury w ścianie szkoły podczas jesiennego balu." - to właśnie Sunset powiedziała pod koniec do Flasha w tamtym opowiadaniu... 

Cóż ten aspekt mnie trochę rozczarował... I po fantastycznym "Początki bywają różne" spodziewałem się naprawdę wiele. Choć ani tak [Slice of life] ani [sad] nigdy nie były dla mnie wybitnie zachęcające(nawet jeśli moje najulubieńsze opowiadanie ze wszystkich posiada właśnie te tagi - choć pierwszy moim zdaniem nie do końca słusznie, przynajmniej jeśli mówimy o głównym opowiadaniu). 

 

No i cóż po części dlatego moja opinia będzie znacznie mniej entuzjastyczna niż poprzednie. 

Ale jednak mimo to zacznę od tego co mi się podobało. 

 

Generalnie postacie oryginalne zostały całkiem dobrze oddane(z jednym wyjątkiem, ale o tym później, bo to nieco dłuższy wątek), fajne jest to połączenie wątków wszystkich filmów, to ukazanie pewnej ciągłości, o którym już zresztą moi poprzednicy mówili. Sam fakt powrotu syren jest dla mnie wielkim plusem, bo zawsze lubiłem Sonatę... no nie tak jak Sunset oczywiście, dlatego fakt, że to ona jest główną bohaterką to dla mnie też znaczący plus. No i to ukazanie jej relacji z rodzicami, tego jak bardzo jej zależy na przyjaciółkach było naprawdę Super. Podobała mi się też kreacja Flasha. Niby nic takiego nadzwyczajnego, w sumie tylko naturalne przedłużenie tego co widzieliśmy w pierwszym filmie, ale i tak cieszy. 

Sama fabułą poprowadzona też dość zręcznie, co prawda były drobne potknięcia stylistyczne czy językowe/literówki/słowa pozostałe chyba po zmianie koncepcji na zdanie, ale nieliczne, zresztą w rozdziale III i IV Ci je pozaznaczałem(poprzednie czytałem z komórki). 

Pomysł na źródło owej choroby i to jak Sunset to wydedukowała też w sumie interesujący ale...

 

No właśnie i tu zaczyna się to co mi się w tym opowiadaniu nie podobało. Już pal sześć, że jest to chyba od mojej wizji tego jak dalsze losy Sunset i jej przyjaciółek mogłyby się potoczyć tak odległe jak to tylko możliwe - wszak wizje mogą być różne. Problem jednak tkwi dla mnie w czym innym. Czymś, na co dziwię się, że nikt nie zwrócił uwagi...

Właściwie to już sam początek napełnił mnie złymi przeczuciami co do tego co będzie się dziać. Właściwie na samym początku miałem nadzieję, że będzie trochę tak jak w "Mojej Małej Dashie".

 

Tak wiem, że sam mówiłem w sumie niejednokrotnie, że kompletnym absurdem jest ocenianie jednego opowiadania przez pryzmat tego co działo się w innym. Nie o jednak o podobieństwa do Mojej Małej Dashie mi chodzi(których w sumie fabularnie nie ma... zresztą tego opowiadania nawet nie czytałem, jedynie oglądałem ekranizację), ale o pewną ogólną cechę konstrukcji fabuły - tworzenie sztucznego, nierozwiązywalnego  problemu, by uczynić opowiadanie jak najbardziej dramatycznym. "Tani wyciskacz łez", jak to kiedyś w Klubie Konesera Polskiego Fanfika określili... i choć niesłusznie nazwali tak też Past Sins, to jednak trochę tym jest takie konstruowanie fabuły - tworzeniem takiego "wyciskacza łez". W Mojej Małej Dashie mieliśmy jednak coś niejako w zamian - to jak nawiązała się relacja ojciec-córka między Dashie a człowiekiem, który ją znalazł, ta szczera bezinteresowna miłość, była czymś po prostu pięknym. Nawet zakończnie mimo wszystko nie było takie do końca tragiczne, tylko bardziej słodko-gorzkie, mimo wszystko budujące... 

 

Tu jednak nic takiego nie otrzymujemy. Choć same wysiłki podejmowane przez Sunset są czymś pięknym, to jednak nierozwiązywalność problemu nie była do tego nijak potrzebna, ostatecznie nie mamy nic budującego, raczej dołującego. A ten początkowy list i jego dokończenie tylko dopełniają pesymistycznego obrazu. A tego właśnie - poza wszelkimi patologiami(gore, clop itp) - nie lubię najbardziej: skrajnego pesymizmu. 

 

Nie oczekuję oczywiście by każde opowiadanie swym optymistycznością dorównywało serialowi, uderzenie w nieco smutniejsze tony jest czasem na miejscu, ale tu moim zdaniem z tym stanowczo przesadzono. 

 

[I tu zaczynają się spoilery]

Nie byłoby tak, źle, gdyby po prostu skończyło się na tym, że Sunset zostanie w Equestrii i dopiero po całych latach będzie mogła ponownie zobaczyć swoje przyjaciółki. 

Ale nie musiało być jeszcze gorzej - Sunset po przelaniu tych jakże gorzkich słów na papier popełnia samobójstwo... jak dla mnie, ze wszystkich możliwych zakończeń TO JEST NAJGORSZE! 

Po za tym kompletnie nie pasuje do Sunset. Sunset jaką znamy jest silną, zdeterminowaną, nigdy nie poddającą się osobą. Choć tuż po nawróceniu się miała ciężko, niemal nikt jej nie ufał, prawie całą szkoła traktowała ją wrogo, nawet Celestia(!) boleśnie przypominała jej o tym co zrobiła... 

I tu mimo tego całego wsparcia miałaby się do tego stopnia załamać by targnąć się na własne życie? To kompletnie nie pasuje do Sunset! 

Decyzja o powrocie do Equestrii owszem pasowałą do niej, ale to? To właściwie kompletne zaprzeczenie tego jaka ta postać jest. 

 

Druga rzecz sam problem był... kompletnie absurdalny. Przeładowanie magiczną energią? Mocno naciągane i zalatuje biurami adaptacyjnymi(gdzie magia była czymś zabójczym dla ludzi). Tutejsi ludzie bardzo wyraźnie są z equestriańską magia kompatybilni, właściwie widać wręcz, że stała się ona wręcz do pewnego stopnia ich częścią(lub może wręcz od zawsze była, ale dopiero została wzbudzona, jak sugerował Vein w jednej ze swoich analiz). Co więcej to odsysanie magii miało wyraźnie szkodliwe efekty(Igrzyska Przyjaźni i amulet Twilight), w dodatku magia w nich się regenerowała, one same stały się jej źródłem. Więc generalnie cała ta koncepcja magicznej choroby nie klei się z filmami, jak się im bliżej przyjrzeć. 

 

[tu już bez spoilerów]

No i jedna ostatnia rzecz "Ziemia". Świat z Equestria Girls to w wyraźny sposób nie jest Ziemia. To nie nasza planeta, a jedynie planeta bardzo do niej podobna i zamieszkana przez podobne do nas, ale nie identyczne nam istoty.

No chyba, że ludzie z gatunku homo sapiens mają tak zróżnicowene kolory włosów i skóry oraz w jakimś kraju noszą kucykowe imiona. I jeszcze coś na kształt znaczków. (Ich nazwałbym raczej "Homo Equestrialis" - człowiekiem equestriańskim.)

 

 

  • Upvote 2

Share this post


Link to post
Share on other sites

@Lyokoheros dziękuje za rozbudowany komentarz i cieszę się, że tak wiele elementów spodobało się Tobie, jednak teraz przejdę do tych rzeczy, które nieprzypadły Ci do gustu, ponieważ tu będzie nieco więcej pisania.

 

Tajemnicza choroba: Dla mnie ona była niczym innym jak sposobem na sprawne przedstawienie fabuły w taki a nie inny sposób. Jednak starałem się, aby całość była jak najbardziej prawdopodobna.
Mówisz, że pomysł z przedawkowaniem magi jest naciągany, a spójrz na to jak na alkohol. Od czasu do czasu w niewielkich ilościach jest ok. W końcu wszystko jest dla ludzi tylko z umiarem, ale jak co dnia będziesz z nim przeholowywał, to w końcu zacznie cię wyniszczać. W ten sam sposób miała działać magia na nasze nieszczęsne bohaterki.
I tak jeszcze z ciekawości. Gdzie widzisz nawiązania do biur adaptacyjnych?

 

Nierozwiązywalny problem: Powiem szczerze, że nie do końca rozumiem o co Ci z tym chodzi. Tworząc fabule nie chciałem aby była prosta i jedno liniowa. Wręcz przeciwnie, starałem się stworzyć coś co będzie nieco mylić i zachęcać czytelnika do rozmyślań wraz z główną bohaterką. Poza tym takie rzucanie kłód pod nogi Sunset dawało jej większe szanse na wykazanie się, co było dla mnie bardzo ważne ponieważ w filmach miała z tym problemy. Również chciałbym podkreślić, że samo rozwiązywanie problemu miało pokazać jak bardzo zależało jej na przyjaciółkach i tak jak napisałeś, miało ułatwić wyciskanie łez u czytelnika.

 

Zakończenie: Ono już od samego początku miało być potężnym uderzeniem, które poruszy czytelnika swoją drastycznością i smutkiem. Nie chciałem stworzyć czegoś banalnego co na końcu kończyłoby się mniejszym lub większym happy endem. Tu nie było miejsca na "słodko-gorzkie" zakończenie, a jedynie na prawdziwy dramat.

Wspomniałeś również, że takie zakończenie nie pasuje Sunset. Jest to mocny argument, jednak zwróć uwagę, że po swojej wewnętrznej przemianie mimo problemów w szkole miała poukładane życie. Dom, rodzinę zastępczą, przyjaciółki (co prawda nieliczne, ale zawsze jakieś) i cel! Przecież dążyła do tego, aby naprawić swoje błędy. Natomiast jak trafiła do Equestrii, to straciła wszystko co miała, całe swoje poukładane życie i wszystko co widziała w świecie kucyków tylko przypominało jej o stracie. Również straciła cel, bo niebyła w stanie nic zrobić aby szybciej wrócić do domu. W skrócie mówiąc, tu kropelka goryczy, tam tam kolejna kropelka, aż nazbierało się tego tyle, że niewytrzymała.

 

Nazewnictwo: Używałem nazwę "Ziemia" dla zwyczajnego uproszczenia, a poza tym świat po drugiej stronie portalu nie jest niczym innym jak bajkowym przedstawieniem naszego świata.

 

Na koniec coś jeszcze dodam, choć nie chciałem o tym wspominać.

Nie mamy przedstawionej sceny samobójstwa, lecz tylko list pożegnalny, który do niczego nie zobowiązuje i daje multum możliwości. I choć coś po trochu myślę, to nic nie obiecuję, bo ostatnimi czasami czyje się strasznie wypalony.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Nie tyle nawiązania co pewne podobieństwo bardzo ogólnej natury. Ale że dotyczy ono pomysłu dość moim zdaniem absurdalnego - szkodliwości magii dla ludzi - to się skojarzyło. 

Jednym z głównych elementów idei biur adaptacyjnych jest fakt, że magia jest dla ludzi zabójcza. Co prawda w bardziej drastyczny i natychmiastowy sposób niż tu, ale jednak ostatecznie wpływ magi na ludzki organizm był taki sam - śmiertelny. 

 

A porównanie z alkoholem jest mocno nietrafione, bo... 

Czy pozbycie się alkoholu z organizmu szkodzi człowiekowi? (co prawda jego odessanie nie jest możliwe, ale wiesz o co mi chodzi)

Czy organizm ludzki sam zaczyna sobie wytwarząć alkohol po tym jak spadnie jego poziom? 

Nie. A w wypadku magii jest dokładnie na odwrót.

 

Zasadniczo bez "Igrzysk Przyjaźni" twoja interpretacja skutków magii miałaby sens i dałoby się ją obronić. Ani "Equestria Girls"(w sensie pierwszy film), ani "Rainbow Rocks" ani "Legenda Everfree" czy wszystkie dodatkowe filmiki nijak nie dawały jednoznacznych informacji o wpływie magii na stan zdrowia. Ale nawet gdyby faktycznie taki negatywny wpływ na stan zdrowia był możliwy, to całe Twoje założenie ma jeszcze jeden słaby punkt. Odnosisz się do faktu, że Sunset i syreny to rodowite Equestrianki i z tego powodu nie tylko magia nie może im tak zaszkodzić, ale wręcz wysyłają one magiczne promieniowanie, są jej źródłem...

Tylko, że to się nie zgadza kompletnie z pierwszym filmem i Rainbow Rocks. Gdyby sam fakt pochodzenia z Equestrii wystarczył, to Twilight nie straciłaby swojej magii po przejściu przez portal, podobnie Sunset nie potrzebowałaby korony by czarować. A Syreny nie potrzebowałyby swoich naszyjników, po których kompletnie straciły moc i głos. 

Bycie rodowitą Equestrianką nic tu nie zmienia, mają takie same ciała jak każdy inny człowiek(no z tym wyjątkiem, że kryształki pozwoliły syrenom zachować młodość przez jakieś kilkaset lat). 

 

Ale oczywiście Igrzyska Przyjaźni jasno pokazały, że nasze bohaterki same wytwarzają magię - "magiczne źródło" albo w nich powstało, albo zawsze było i zostało obudzone. Jedno z dwojga. W dodatku odbieranie magii im właśnie szkodziło jak już wspominałem(i jak pokazał Vein w swojej analizie magicznej). Jest więc kompletnie nielogicznym by magia im szkodziła. Poza tym dość wyraźnie było widać, że magia z tych kryształków miała do nich trafić. 

Spoiler

Co prawda w pewnym punkcie z poprzednich analiz, do którego się odnosił się nieco myli - emocje nie są źródłem magi, a przynajmniej nie tylko emocje nimi są. Wszak przyjaźń, uczciwość, dobroć, szczodrość itd. to nie są emocje ;) Generalnie szerzej to tego odniosłem się w swojej prelekcji o magii Equestriańskiej(i nie tylko). Opartej w pełni na serialu i Equestria Girls. 

No i po za tym - taka choroba nijak się nie zgadza z tym jak to uniwersum działa. 

 

 

Rzucanie kłód pod nogi jest jeszcze w miarę okej. Owszem, pomogło we wczuwaniu się w sytuację Sunset. Ale szanse wykazania się? Ona już się przecież wykazała w filmach(zwłaszcza Rainbow Rocks). 

Nie rozumiem jednak co było niejasne w mówieniu o nierozwiązywalnym problemie. Ale może spróbuję wyjaśnić to inaczej. Stworzyłeś sytuację, w której NIE ISTNIAŁO do końca dobre wyjście. Każda decyzja byłaby zła. 

W mojej małej Dashie było to utracenie Dashie albo przez jej przyjaciółki, albo prze adopcyjnego ojca. Każda opcja była zła. A mimo to autor dał radę przeprowadzić to tak, by jednak ostatecznie nie było do dołujące, by było ostatecznie bardziej piękne niż smutne. Nie mieliśmy wyciskania łez dla samego wyciskania łez. 

U ciebie natomiast mamy przedstawioną alternatywę: albo Sunset zostanie, ale jej przyjaciółki najpewniej przez to zginą, albo nie będzie mogła ich zobaczyć przez co najmniej 10 lat. W sumie nawet mniej dramatycznie. Prawie. Bo dołożyłeś do tego (prawdopodobne) samobójstwo Sunset, a z jej listu aż wylewała się gorycz i zgorzknienie(porównajmu to z listem Rainbow Dash - ech nie lubię porównywać, ale czasem to najlepiej pozwala pokazać w czym leży problem, szczególnie gdy inne dzieło rozwiązało względnie podobny problem lepiej - on był przepełniony miłością, był piękny, przez co mimo zastosowania podobnego zabiegu fabularnego(nierozwiązywalny problem, sytuacja w której każde wyjście jest złe) wydźwięk oby tych historii jest diametralnie różny). 

 

W ten sposób otrzymałeś właśnie to co było - samo w sobie słusznie - krytykowane w Klubie Konesera: zmieniłeś swoje opowiadanie w tani wyciskacz łez. 

Oczywiście wyciskanie łez z czytelnika to nic złego. Ale jeśli w opowiadaniu tylko o to chodzi, jeśli cała fabułą ma prowadzić właśnie do tego... to takie opowiadanie pozostawi tylko niesmak. 

I właśnie przez to, że wszystko było tylko po to by doprowadzić do tragedii... było to bardziej banalne niż gdyby zakończenie miało choć jakąś nutę słodyczy, nie było 100% gorzkie i tragiczne. 

 

Faktycznie u Ciebie Sunset miała w tym świecie nie tylko przyjaciółki, ale też rodzinę i cel... ale skoro wiedziała, że jednak będzie mogła ich potem zobaczyć, to tymbardziej powinno jej to dawać siłę do działania. Szczególnie, że w Equestrii miała przecież Twilight i Celestię. To nie jest tak, że tam nikogo nie miała. Oczywiście byłoby zrozumiałe, gdyby trzymała się dalej od przyjaciółek Twilight(szczególnie, że 10 lat w świecie ludzi to 30 lat w świecie kucyków). 

Sunset zawsze była silną klaczą/kobietą. Potrafiłaby znaleźć Cel. Mogła szukać sposobu, by ograniczyć negatywne skutki magii na ludzi... owszem byłoby jej ciężko, ale nie bardziej niż na w świecie ludzi. Nawet przy założeniu o rodzinie zastępczej. 

 

Po za tym spokojnie sam fakt, że musiała czekać 30 lat(przypominam o dylatacji czasu), a jej przyjaciele i rodzice mieliby 10 lat więcej sam w sobie byłby dość tragiczny. Zwłaszcza gdyby... przyjąć, że po powrocie okazało się, że stała się alikornem. Wróciła by do nich pewnie w tak młodym ciele jak wtedy gdy je opuściła. I wiedziałaby, że przeżyje swoich biologicznych rodziców... to samo w sobie byłoby zdecydowanie dość tragiczne. A jednocześnie nie byłoby takiego niesmaku, nie byłoby nadmiernej, niepotrzebnej tragedii. 

 

A jak chcesz tragedię... jej badania mogły doprowadzić do tego - co uda jej się potwierdzić dopiero po drugiej stronie, bo będzie potrzebowała jakichś danych stamtąd - że jednak się myliła, że jednak przyczyna była inna(i co prawda jej przyjaciółki przeżyły, ale niepotrzebnie nastąpiła całą rozłąka). Generalnie dało się to zrobić lepiej. 

 

 

Co do nazwy dość irytujące uproszczenie, szczególnie, że nie sposób się zgodzić, że jest to "nic innego jak bajkowe przedstawienie naszego świata". Ten świat jest do naszego podobny, ale nie było choćby poszlaki mówiącej, że to nasz świat. Za to wiele rzeczy wskazujących przeciwnie. 

 

Co do tego ostatniego... no to jest jakaś deska ratunku dla tego opowiadania...

Spoiler

Aż o oczach stanęła mi scena jak Twilight zrozpaczona próbuje odnaleźć Sunset, by ją powstrzymać, choć "wie", że już jest za późno... trafia do jej pokoju, a tam znajduje... Sunset wypłakującą się w ramionach Celestii, która przed chwilą powstrzymała ją przed próbą samobójczą. Celestia widziała nieszczęście swej dawnej uczennicy i próbowała zbadać tą sprawę. Odkryła wtedy prawdziwą przyczynę problemów i okazało się, że Sunset może wrócić choćby teraz... 

Tylko brakuje mi tego co byłoby faktycznym powodem. 

Share this post


Link to post
Share on other sites
Dnia 2.09.2017 o 00:16, Lyokoheros napisał:

Nie tyle nawiązania co pewne podobieństwo bardzo ogólnej natury. Ale że dotyczy ono pomysłu dość moim zdaniem absurdalnego - szkodliwości magii dla ludzi - to się skojarzyło. 

Jednym z głównych elementów idei biur adaptacyjnych jest fakt, że magia jest dla ludzi zabójcza. Co prawda w bardziej drastyczny i natychmiastowy sposób niż tu, ale jednak ostatecznie wpływ magi na ludzki organizm był taki sam - śmiertelny. 

 

A porównanie z alkoholem jest mocno nietrafione, bo... 

Czy pozbycie się alkoholu z organizmu szkodzi człowiekowi? (co prawda jego odessanie nie jest możliwe, ale wiesz o co mi chodzi)

Czy organizm ludzki sam zaczyna sobie wytwarząć alkohol po tym jak spadnie jego poziom? 

Nie. A w wypadku magii jest dokładnie na odwrót.

Faktycznie, nawiązanie jest widoczne, jednak podobieństwo nie jest tak wielkie jak to opisujesz. W uniwersum biur adaptacyjnych magia jest zabójcza dla ludzi, a w "Magicznych dolegliwościach" jest jedynie szkodliwa. Co prawda  jej nadużycie może być śmiertelne, ale przy przyjmowaniu niewielkich dawek nawet nie odczuje się jej skutków.
 

Porównanie z alkoholem faktycznie ma wiele dziur, ale ma tą zaletę, że w prosty sposób obrazuje zasadę działania magii. Mianowicie magia w niewielkich ilościach jest nieszkodliwa dla ludzi, a wręcz nieodczuwalna. Jednak gdy będzie się jej używało zbyt często (jak u Rainbow Dash), bądź w jednej chwili wykorzysta się zbyt dużą ilość (tak jak Gloriosa), to stanie się niebezpieczna dla życia.

 

Dnia 2.09.2017 o 00:16, Lyokoheros napisał:

Zasadniczo bez "Igrzysk Przyjaźni" twoja interpretacja skutków magii miałaby sens i dałoby się ją obronić. Ani "Equestria Girls"(w sensie pierwszy film), ani "Rainbow Rocks" ani "Legenda Everfree" czy wszystkie dodatkowe filmiki nijak nie dawały jednoznacznych informacji o wpływie magii na stan zdrowia. Ale nawet gdyby faktycznie taki negatywny wpływ na stan zdrowia był możliwy, to całe Twoje założenie ma jeszcze jeden słaby punkt. Odnosisz się do faktu, że Sunset i syreny to rodowite Equestrianki i z tego powodu nie tylko magia nie może im tak zaszkodzić, ale wręcz wysyłają one magiczne promieniowanie, są jej źródłem...

Tylko, że to się nie zgadza kompletnie z pierwszym filmem i Rainbow Rocks. Gdyby sam fakt pochodzenia z Equestrii wystarczył, to Twilight nie straciłaby swojej magii po przejściu przez portal, podobnie Sunset nie potrzebowałaby korony by czarować. A Syreny nie potrzebowałyby swoich naszyjników, po których kompletnie straciły moc i głos. 

Bycie rodowitą Equestrianką nic tu nie zmienia, mają takie same ciała jak każdy inny człowiek(no z tym wyjątkiem, że kryształki pozwoliły syrenom zachować młodość przez jakieś kilkaset lat).

Filmy z uniwersum EG nie dawały żadnych informacji o wpływie magii na stan zdrowia, dlatego był to idealny element aby wykorzystać go według własnego widzimisię. Po prostu starałem się wyciągnąć jak najwięcej dobrego z tego, co filmy nie tłumaczyły. W ten sposób uzyskałem swobodę manewru i ciekawą fabułę.
Podobny zabieg zastosowałem w opowiadaniu pod tytułem "Moc imienia", gdzie fabuła była jak najbardziej spójna do czasu, aż serial wszystko wytłumaczył. Jednak mimo to uważam, że to opowiadanie jest bardzo dobre, pod warunkiem, że czytelnik weźmie poprawkę na czas powstania. Stąd też moja dygresja, że może kiedyś w uniwersum Equestria Girls zostanie w pełni wytłumaczony wpływ magii na ludzi, jednak liczę, że mimo to czytelnicy dalej będą się dobrze bawić przy czytaniu "Magicznych dolegliwości".

Jeśli chodzi o magiczne promieniowanie pochodzące od rodowitych Equestrian, to powiem tylko, że mówimy o dwóch rożnych rzędach wielkości. Z Twojego opisu wygląda to tak, jakby Sunset była swego rodzaju gniazdkiem podłączonym do sieci elektrycznej, a tak na prawdę miała być czymś na wzór niewielkiej baterii, która sama nie morze zdziałać zbyt wiele, ale już z innymi źródłami energii może zaszkodzić.

 

Spoiler

 

Ale oczywiście Igrzyska Przyjaźni jasno pokazały, że nasze bohaterki same wytwarzają magię - "magiczne źródło" albo w nich powstało, albo zawsze było i zostało obudzone. Jedno z dwojga. W dodatku odbieranie magii im właśnie szkodziło jak już wspominałem(i jak pokazał Vein w swojej analizie magicznej). Jest więc kompletnie nielogicznym by magia im szkodziła. Poza tym dość wyraźnie było widać, że magia z tych kryształków miała do nich trafić. 

 

(Tu na wstępie chciałbym przeprosić, bo naprawdę nie mam za wiele czasu, przez co nie jestem w wczytać się w podane liki, ale jak tylko będe w stanie nadrobię lekturę i odniosę się do niej)

Faktycznie, ten element nie został dobrze wytłumaczony, co nie oznacza, że jest sprzeczny. Pozwolę sobie zwrócić uwagę, że żaden z filmów nie potwierdza, że mare6 stały się źródłem magii. Natomiast w "Igrzyskach przyjaźni" nie szkodziło im odbieranie magii (przynajmniej niebezpośrednio), a wyssanie pewnej cechy, swego rodzaju jestestwa, które aktywowało magię. Nawet osoby tak żywiołowe jak Pinkie Pie mają od czasu do czasu gorsze dni, gdzie chodzą ospali bez chęci do życia, pozbawieni swojej  charakterystycznej cechy. Tak samo to wyglądało z głównymi bohaterkami EG, a co do sprawy regeneracji magii mam kilka pomysłów, ale pokarze je dopiero w kontynuacji. Puki co, pozwolę na wszelkie spekulację w tej materii.

 

Spoiler

 

Rzucanie kłód pod nogi jest jeszcze w miarę okej. Owszem, pomogło we wczuwaniu się w sytuację Sunset. Ale szanse wykazania się? Ona już się przecież wykazała w filmach(zwłaszcza Rainbow Rocks). 

Nie rozumiem jednak co było niejasne w mówieniu o nierozwiązywalnym problemie. Ale może spróbuję wyjaśnić to inaczej. Stworzyłeś sytuację, w której NIE ISTNIAŁO do końca dobre wyjście. Każda decyzja byłaby zła. 

W mojej małej Dashie było to utracenie Dashie albo przez jej przyjaciółki, albo prze adopcyjnego ojca. Każda opcja była zła. A mimo to autor dał radę przeprowadzić to tak, by jednak ostatecznie nie było do dołujące, by było ostatecznie bardziej piękne niż smutne. Nie mieliśmy wyciskania łez dla samego wyciskania łez. 

U ciebie natomiast mamy przedstawioną alternatywę: albo Sunset zostanie, ale jej przyjaciółki najpewniej przez to zginą, albo nie będzie mogła ich zobaczyć przez co najmniej 10 lat. W sumie nawet mniej dramatycznie. Prawie. Bo dołożyłeś do tego (prawdopodobne) samobójstwo Sunset, a z jej listu aż wylewała się gorycz i zgorzknienie(porównajmu to z listem Rainbow Dash - ech nie lubię porównywać, ale czasem to najlepiej pozwala pokazać w czym leży problem, szczególnie gdy inne dzieło rozwiązało względnie podobny problem lepiej - on był przepełniony miłością, był piękny, przez co mimo zastosowania podobnego zabiegu fabularnego(nierozwiązywalny problem, sytuacja w której każde wyjście jest złe) wydźwięk oby tych historii jest diametralnie różny). 

 

Co do wykazania się Sunset, to bym polemizował. Z reguły jest dodatkiem, mniej ważna od innych postaci, którym z reguły asystuje.

 

Jeśli chodzi o odpowiedź do nierozwiązywalnego problemu to powiem tak:
To nie jest Twoja wizja tego jak dalsze losy Sunset i jej przyjaciółek mogłyby się potoczyć, to nie jest "Moja mała Dashie" ani nawet "Kod Equestria". To są "Magiczne dolegliwości, które przedstawiają sobie moje wyobrażenia dalszych losów głównych bohaterek. A zakończenia jest takie a nie inne, ponieważ posługuje się piórem o nazwie smutek i używam tuszu zwanego mrokiem, dlatego też moja wizja zakładała ciężkie i smutne zakończenie.

 

Każda Sunset opisana w jakimkolwiek fanfiku jest wersja alternatywną oryginału.

Jak już pisałem, to nie jest "Moja mała Dashie". Tu miał być wielki dołujący smutek, który poruszy serce i skłoni czytelnika do namysłu ile jest w stanie poswięcić dla przyjaźni i czy byłby w stanie przetrzymać wszelkie konsekwencje.

 

(W tym momencie autorowi komentarza zabrakło czasu na poruszenie pozostałych kwestii. Reszta odpowiedzi już wkrótce)

Edited by Flashlight
  • Downvote 1

Share this post


Link to post
Share on other sites

Wiesz, ostatecznie u Ciebie też było śmiertelne. 

Tylko, że to założenie jest raczej dość irracjonalne. 

Jak magia może być dla nich szkodliwa, skoro pokazane zostało jasno, że SAME zaczęły ją wytwarzać? Jak więc mogłaby być szkodliwa? 

Magia nijak nie szkodziła kucykom sama w sobie, ani żadnym innym istotom w Equestrii, nie ma żadnego powodu by w ludzkim świecie miało być inaczej. 

 

Bezpośrednich informacji o wpływie magii na stan zdrowia może w filmach nie ma... ale za to z Igrzysk Przyjaźni jasno wynika coś kompletnie odwrotnego do zasugerowanej przez Ciebie interpretacji. Jasno pokazane jest, że to pozbawianie magii ludziom szkodzi, bo magia stała się (lub zawsze była) ich częścią. Innymi słowy nie ma pokazanego wpływu magii na zdrowie, ale jest pokazany wpływ jej odebrania... i bynajmniej nie był on pozytywny. 

 

Ponadto taka interpretacja jak Twoja nijak nie jest "wyciągnięciem jak najwięcej dobrego z tego, co filmy nie tłumaczyły", a wręcz przeciwnie, jest wyciągnięciem NAJGORSZEJ możliwej interpretacji. Tworzenie sztucznego dramatu to nie jest sposób na ciekawą fabułę. Szczególnie, że generalnie najlepsze były moim zdaniem te rzeczy dziejące się niejako poza wątkiem głównym, który zasadniczo wszystko zepsuł...

Nie mówiąc o tym, że, choć wyjaśnienia Sunset na temat choroby zgadzały się z kolejnością występowania objawów i faktycznie jej sposób wydawał się działać, to jednak nie trzymało się to kupy. 

 

Do przykładu się specjalnie nie odniosę, bo nie czytałem mocy imienia, a post-apo mnie nie kręci za bardzo... ale jest między tym a Magicznymi Dolegliwościami jedna zasadnicza różnica. Mówisz, że informacje przeczące pojawiły się w kanonie dopiero po jego publikacji. No może tak było nie wiem... ale za to w wypadku "Magicznych Dolegliwości" takie zaprzeczenie już mamy w kanonie. I byłoby jeszcze pół biedy gdybyś postanowił zignorować Igrzyska Przyjaźni, ale ty wyraźnie się do nich odwoływałeś! Przez co osiągnąłeś naprawdę sporą niespójność. 

Share this post


Link to post
Share on other sites
Dnia 2.09.2017 o 00:16, Lyokoheros napisał:

Faktycznie u Ciebie Sunset miała w tym świecie nie tylko przyjaciółki, ale też rodzinę i cel... ale skoro wiedziała, że jednak będzie mogła ich potem zobaczyć, to tymbardziej powinno jej to dawać siłę do działania. Szczególnie, że w Equestrii miała przecież Twilight i Celestię. To nie jest tak, że tam nikogo nie miała. Oczywiście byłoby zrozumiałe, gdyby trzymała się dalej od przyjaciółek Twilight(szczególnie, że 10 lat w świecie ludzi to 30 lat w świecie kucyków). 

Sunset zawsze była silną klaczą/kobietą. Potrafiłaby znaleźć Cel. Mogła szukać sposobu, by ograniczyć negatywne skutki magii na ludzi... owszem byłoby jej ciężko, ale nie bardziej niż na w świecie ludzi. Nawet przy założeniu o rodzinie zastępczej.

Należy jednak zwrócić uwagę, że Sunset na tym świecie miała całe swoje życie. Wszystko co ceniła i każdego kogo kochała. Equestria natomiast była miejscem z którego pochodziła, lecz nie miała z nią tak silnej więzi jak z tym światem. Poza tym Twilight z Sunset wywnioskowały, że jedynym sposobem na uratowanie przyjaciółek jest całkowite odcięcie tamtego świata od magii. Z tego powodu niemożna wcześniej wrócić, ani wpaść na chwilę z odwiedzinami.
Equestria stała się jej wiezieniem. Co prawda bardzo dużym i pięknym więzieniem, ale zawsze. Jest zmuszona siedzieć w swojej ojczyźnie mimo, że tego nie chce. Otoczona obcymi osobami, bądź takimi, których obecność sprawia jej ból. Mare6 myślę, że wiadomo dlaczego, Celestii będzie się bała i wstydziła stanąć przed nią, przez to co zrobiła w przeszłości, a cała reszta jest dla niej po prostu obca.

 

Dnia 2.09.2017 o 00:16, Lyokoheros napisał:

Po za tym spokojnie sam fakt, że musiała czekać 30 lat(przypominam o dylatacji czasu), a jej przyjaciele i rodzice mieliby 10 lat więcej sam w sobie byłby dość tragiczny. Zwłaszcza gdyby... przyjąć, że po powrocie okazało się, że stała się alikornem. Wróciła by do nich pewnie w tak młodym ciele jak wtedy gdy je opuściła. I wiedziałaby, że przeżyje swoich biologicznych rodziców... to samo w sobie byłoby zdecydowanie dość tragiczne. A jednocześnie nie byłoby takiego niesmaku, nie byłoby nadmiernej, niepotrzebnej tragedii. 

Cóż w tym wypadku nie pozostaje nić innego jak stwierdzić, że nie jest to "Kod Equestria" oraz, że autorzy obu dzieł inaczej kreują losy Sunset, dlatego też nie powinno nikogo dziwić, że mają rożne zdanie i sposoby na osiągniecie smutku w swoich opowiadaniach. Lepsze czy gorsze? Ciężko powiedzieć, choć wydaje mi się, że dość sprawnie poprowadziłem historie i zaserwowałem zakończenie, które zaskoczyło i wstrząsnęło czytelnikami. Doszedłem do takich wniosków czytając komentarze powyżej.

 

Dnia 2.09.2017 o 00:16, Lyokoheros napisał:

Co do nazwy dość irytujące uproszczenie, szczególnie, że nie sposób się zgodzić, że jest to "nic innego jak bajkowe przedstawienie naszego świata". Ten świat jest do naszego podobny, ale nie było choćby poszlaki mówiącej, że to nasz świat. Za to wiele rzeczy wskazujących przeciwnie. 

Istoty tam żyjące określają się mianem ludzi, więc tak jakby pasowało aby żyli na ziemi. A na to, że świat tam przestawiony nie jest kopią jeden do jeden nic nie poradzę.

 

Dnia 6.09.2017 o 00:35, Lyokoheros napisał:

Wiesz, ostatecznie u Ciebie też było śmiertelne. 

Tylko, że to założenie jest raczej dość irracjonalne. 

Jak magia może być dla nich szkodliwa, skoro pokazane zostało jasno, że SAME zaczęły ją wytwarzać? Jak więc mogłaby być szkodliwa? 

Magia nijak nie szkodziła kucykom sama w sobie, ani żadnym innym istotom w Equestrii, nie ma żadnego powodu by w ludzkim świecie miało być inaczej. 

 

Bezpośrednich informacji o wpływie magii na stan zdrowia może w filmach nie ma... ale za to z Igrzysk Przyjaźni jasno wynika coś kompletnie odwrotnego do zasugerowanej przez Ciebie interpretacji. Jasno pokazane jest, że to pozbawianie magii ludziom szkodzi, bo magia stała się (lub zawsze była) ich częścią. Innymi słowy nie ma pokazanego wpływu magii na zdrowie, ale jest pokazany wpływ jej odebrania... i bynajmniej nie był on pozytywny.

Nie po to siedzę na tym forum przez dwa i pół roku żebym nie był w stanie coś takiego wytłumaczyć. I jak powstanie kontynuacja, to na pewno zostanie dopowiedziane to, czego w "Magicznych dolegliwościach" zabrakło.

 

Dnia 6.09.2017 o 00:35, Lyokoheros napisał:

Ponadto taka interpretacja jak Twoja nijak nie jest "wyciągnięciem jak najwięcej dobrego z tego, co filmy nie tłumaczyły", a wręcz przeciwnie, jest wyciągnięciem NAJGORSZEJ możliwej interpretacji. Tworzenie sztucznego dramatu to nie jest sposób na ciekawą fabułę. Szczególnie, że generalnie najlepsze były moim zdaniem te rzeczy dziejące się niejako poza wątkiem głównym, który zasadniczo wszystko zepsuł...

Nie mówiąc o tym, że, choć wyjaśnienia Sunset na temat choroby zgadzały się z kolejnością występowania objawów i faktycznie jej sposób wydawał się działać, to jednak nie trzymało się to kupy.

Bardzo smuci mnie Twoja opinia, lecz argumenty "nie wytłumaczyłeś pewnej kwestii" czy "ja zrobiłbym to inaczej" niekoniecznie mnie przekonują do tego, aby określić to opowiadanie mianem złego. W tym miejscu pozwolę sobie jeszcze stwierdzić, że osoby, które komentowały przed Tobą bardzo chwaliły całość i największy problem miały z jego małą objętością. Tu jeszcze zwrócę uwagę, że są to osoby bardziej doświadczone i poważane na naszym forum.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Przeczytane, czas na komentarz
 

Spoiler

To pierwszy fanfik w świecie Equestria Girls, jaki przeczytałem i muszę powiedzieć, że był ciekawą odskocznią oraz chwilą oddechu od "kucykowego stuffu". Czytało mi się bardzo przyjemnie, Sunset jest zdecydowanie postacią, która zasługuje na więcej blasku w fandomie. Tu jest przedstawiona jako zaradna oraz pełna pewnego takiego wigoru postać, która jednak ma problemy, głównie ze swoją dość niską samooceną. Sunset po prostu chce wszystkim udowodnić, że wiele potrafi (bez pomocy księżniczki Twilight), jak również wciąż "wewnętrznie" pokutuje za krzywdy wyrządzone innym (Tak na Ziemi, jak i w Equestrii). Bardzo fajnie przedstawiona postać, pozostałe przyjaciółki również. Teraz o fabule zdań kilka. Na początek zimny prysznic - Nie obraź się, kolego, ale pewność przyjaciółek, że ich nowa nauczycielka jest istotą z Equestrii tylko dlatego, że ktoś przy niej zasłabł czy nie zachowywał się tak, jak zwykle, to dla mnie głupota (ale całkiem to w sumie zabawne). Kurde, a na mnie wczoraj pies sąsiada krzywo się spojrzał, jakoś tak złowrogo i warknął nawet (pewnie "wywarczał" jakieś paskudne zaklęcie), bo jak wracałem z zakupami, to mnie samochód ochlapał. Czyli ten pies pewnikiem jest demonem! ;)  Bardziej poważnie - przez cały czas miałem wrażenie, że fabuła dopiero się rozkręca, że jeszcze przyjdzie czas na "te pościgi, te wybuchy", aż tu nagle fanfik się skończył. Jego skromna długość to w tym przypadku wg mnie wada, acz niewielka. Ogólnie jest nieźle - syreny, czarna(?) magia i tajemnice. Wszystko to podlane strawnym "szkolnym" sosem. Od strony technicznej jest ok, ale nie sposób pominąć paru literówek, zaznaczę je czytając (kiedyś tam...) po raz drugi. W każdym razie nie są to błędy, które wpływają na odbiór całości. A wspomniany odbiór jest pozytywny. Czego mi brakowało? Ogólnie pojętego "smutku". Pierwszym tagiem jest [SAD], ale ja jakoś za cholerę nie potrafiłem się zasmucić, czytając "Magiczne dolegliwości". Może nie mam serca, a może ten tag został wpisany nieco, ja wiem... asekuracyjnie? Brakowało też pożegnania Sunset z jej przybranymi rodzicami (i to jest ten idealny moment dla wprowadzenia zawartości tagu [SAD]), co jest niestety minusem, bo nie chciało mi się wierzyć, że Sunset tak po prostu opuści Ziemię bez choćby krótkiego "żegnajcie" (co swoją drogą byłoby nawet bardziej wg mnie przykre od długiego pożegnania), skoro się tak z nimi zżyła, a jednak... Cóż, nie można mieć wszystkiego. Po fanfiku z uniwesum Equestria Girls i tak spodziewałem się mniej (oczywiście z powodu "miałkości" tego uniwersum, a nie z powodu czyichś umiejętności pisarskich - to tak po to, aby nie było niejasności ;) ). Tymczasem to dobre opowiadanie, choć niepozbawiona rzeczy dziwnych czy pewnych głupotek. Ale które opowiadanie ich nie zawiera? :)

I to tyle, polecam.

  • Upvote 1

Share this post


Link to post
Share on other sites

@Youkai20 dziękuję za komentarz. Nie sądziłem, że jeszcze kiedyś ten fanfik zostanie odkopany z czeluści fandomu :yay:

 

Ciesze się, że opowiadanie Ci się spodobało mimo wszelkich niedogodności, a odnosząc się do nich:

 

Dobrze że chociaż się uśmiałeś z tych oskarżeń, zawsze coś. A z tym psem uważaj, bo nigdy nic nie wiadomo ;). Wracając do tematu, może faktycznie podejrzenie rzucone na nową nauczycielkę było mocno naciągane, choć zamysł wydawał mi się do przyjęcia. Chodziło o to, że dzieje się źle i dziewczyny nie wiedzą dlaczego. Z tego powodu miały szukać wszelkich zmian w otoczeniu, a z powodu pogarszającej się sytuacji miały łapać się każdej deski ratunku.

 

Długość... cóż, jest to chyba najczęściej powtarzany zarzut pod tym opowiadaniem, co akurat mnie osobiście cieszy :). A tak szczerze mówiąc, to nie miałem za bardzo motywacji i pomysłów na rozbudowywanie poszczególnych wątków, dlatego nie chciałem pisać nic na siłę. Ale tak z drugiej strony, czy nie lepszy taki niedosyt niż zapchanie byle czym?

 

Z tegiem [sad] chodziło mi o samo odejście Sunset, jej porzucenie nowego domu, utrata wszystkiego o co dbała. Jednak podejrzewam, że jako autor i twórca tej historii przeżyłem to nieco bardziej. Dlatego uznajmy, że ten tag został podany nieco nad wyrost.

 

Pożegnania z rodzicami nie było, aby pokazać jak bardzo się śpieszyła. Zasmucić czytelnika tym, że nie miała czasu aby się przygotować na cokolwiek.

 

Na koniec jeszcze raz wielkie dzięki za komentarz i docenienie kreacji postaci. Szczególnie Sunset nad którą szczególnie się starałem.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Create an account or sign in to comment

You need to be a member in order to leave a comment

Create an account

Sign up for a new account in our community. It's easy!

Register a new account

Sign in

Already have an account? Sign in here.

Sign In Now