Hoffner

[Gra]Planescape: Złodzieje żywiołów

Recommended Posts

Soft Note

 

Podnosząc głowę do góry, Soft Note dostrzegł kopytko, niewysokiej klaczki, ruszył w tamtym kierunku sprężystym krokiem, przyglądając się przy okazji tej która go zawołała i jej towarzyszce. Miał wrażenie, jakby gdzieś już tę twarz widział. Ale nic poza tym. Gdy już dotarł skłonił się lekko i posłał obu klaczą uśmiech, jeden z tych przez które sprawiały, że klacze, oraz niektóre ogiery, miały miękkie kolana. No nie zawsze. Ale na ogół się udawało. 

- A więc, wołałaś? - zapytał głosem cwaniaczka. 

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Crystal

W tej chwili jedno pytanie krążyło w głowie klaczy, gdy Fate zaczęła wołać nieznajomego ogiera do nich. Mianowicie, czym kierowała się przy tworzeniu tej grupy? Z reguły nie osądzała kogoś z góry jednak widok tego jak ten ogier choćby szedł w ich kierunku sprawiał, że miała coraz większe wątpliwości, co do tego planu lub doboru członków grupy do tego zadania. Jej niepewność jeszcze bardziej się pogłębiła z chwilą, gdy ogier tylko się do nich zbliżył i posłał ten nietypowy uśmiech. Czy naprawdę ktoś jeszcze potrafił reagować na takie zachowanie? Może świat kończył się z jakiegoś powodu choćby, dlatego że wszystko zaczynało stawać na głowie. Mimo wszystko postanowiła zaufać klaczy obok. Pewnie niedługo wyjaśni, co nią kieruje przy tworzeniu grupy a wszelkie wątpliwości się rozwieją. Nie zareagowała w żaden sposób na przybycie ogiera poza tym, że wycofała głowę głębiej w swój kaptur tak, że teraz było już widać tylko jej oczy.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

[Soft Note]

     - Tak wołałam Cię - rzuciła parując jego uśmiech swoim własnym i dla niepoznaki mrugnęła mu zalotnie oczkiem, strzepując kurz z rzęs... W jej kopytku znalazła się co najmniej calowa, złota moneta, nie podobna do żadnego ze środków płatniczych Equestrii czy innych krain ościennych. Kręciła się na nim, wbrew prawu grawitacji, by zniknąć w jednej enigmatycznej chwili, rozpływając się w powietrzu. - Bo czeka nas przygoda... i to całkiem niedaleko. Pytanie czy chcesz ją zobaczyć i się obłowić... - Moneta znowu pojawiła się w jej kopytku, gdy nawet nim nie poruszyła, pojawiła się od tak, a była na wyciągnięcie kopyta ogiera...

 

[Luned]

     Przed jej oczami jaśniało wiele pomniejszych punktów, ale najjaśniejszy był w pałacu. Idąc drogą wśród kucyków, mogła dostrzec jeden odróżniający się od reszty tym że błyskał się co chwilę najprawdopodobniej w rytm jakiegoś serca, gdy częstotliwość zjawiska gwałtownie wzrosła, jakby w przypływie fascynacji. Skupiając się troszkę bardziej mogła dostrzec jak wokół głównego punktu krążą trzy inne o wiele mniejsze, przysłaniając co moment w momencie przejścia światło tego większego.

     Równie dobrze mogła zignorować tą nieprawidłowość i pójść dalej do pałacu... Tylko jak miała się dostać do sali tronowej.

 

[Kati]

     - Nie zasługują by o nich wspominać... - mówiąc to jego ton stał się jakby bardziej dorosły, wręcz nieczuły i pełen egoizmu zupełnie niepodobnego do postaci właśnie w tym wieku. Tylko chwile patrzył na smoka zmatowionymi oczami, a później krzątając się dalej widoczny był w nich blask, a sierść na policzkach wilgotniała z wolna, gdy nie pozwalał emocją by znalazły jakiekolwiek ujście. Nawet pociągania nosem nie było słychać, a on już robił wszystko tak by nie musieć pokazywać pyska swojemu rozmówcy.

 

[Rasp]

     Las odzwierciedlał życie klaczki... Gdy była na skraju, całe otoczenie zamarło pod zgrozą emocji rozchodzących się dookoła. Nic się nie działo pod presją ciągłego nie wytłumaczalnego zagrożenia, co zniknęło, gdy słońce wspięło się mozolnie na sam zenit nieba. Ona już wtedy oddychała w miarę normalnie, śpiąc i grzejąc się od ogniska. Jeszcze nie świadoma że będzie miała blizny na całe życie... Będąc wciąż za słabą na podjęcie działania, by w ogóle wybudzić się.

     Ptaki czując brak zagrożenia, hałasowały beztrosko wypełniając otoczenie zwykłymi tonami, ginącymi gdzieś pomiędzy zaśnieżonych gałęziami. Nie wszystko było w porządku. Pies mógł wyczuć jak myszy poruszają się pod śniegiem... a nawet jak coś jednostajnie zanurza się w płytkim śniegu, najprawdopodobniej po traktacie wydeptanych przez zwierzęta, gdy jego uszy mogły po raz kolejny doliczyć się taktu na cztery... Cztery kończyny, ale nie poduszki czy szpony, gdy resztki śniegu chrupały raz za razem przy każdym kroku... im bliżej się to zbliżało tym bardziej pewny mógł być że były to co najmniej dwie postacie idące blisko siebie jednym tempem.

     Nasuwał się jeden wniosek... Ta część lasu była za ruchliwa...

 

//będę to czytał jeszcze raz gdy wstanę...

Edytowano przez Hoffner

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Rasp

 

Potrawka była gotowa do spożycia, więc przygasił trochę ogień śniegiem, żeby nie przypalić pożywienia. Mógł wprawdzie zjeść surowe - lubił smak mięsa sam w sobie - ale z przyprawami było o wiele lepsze. W czasie kiedy kuc jeszcze spał Rasp nazbierał sporo kolców w które ten się wcześniej wplątał. Po wygotowaniu trucizna z nich idealnie nadawała się do uzupełnienia jego własnych składów. Była dobra i wydajna, do tego łatwa w użyciu.

Spojrzał na klacz i miejsca które musiał przypalić. Cóż, wiele z nich będzie widocznych nawet po latach. Ale wtedy będzie ona na tyle dorosła by wybaczyć samej sobie, że potrzebowała jego pomocy. Tak jak on nigdy nie wybaczy sobie, że musiał jej udzielić. Krąg życia, jak mawiał jego ojciec.

Ale trzeba było się powoli zbierać. Dogasił ogień pod potrawką, potem potrząsnął kucem.

- Pobudka, musimy iść - podał jej trochę przygotowanej potrawy - jedz szybko, ale żuj dokładnie. Uratowałem cię od trucizny, nie planuję ratować od zadławienia.

Czekał aż skończy, samemu zjadając stosowną porcję, potem zaś rzucił hełmem w bok. Zabieranie pancerzy należących do zmarłych uważał za zły omen. Dość pecha krążyło po lesie, żeby jeszcze ze sobą taszczyć kawałek. Planował teraz wrócić na trakt, specjalnie że miał nadliczbowy bagaż. Sprawdził jeszcze raz wszystkie torby, po czym okrył kuca swoim płaszczem i ułożył go sobie na ramionach, niczym worek ziemniaków. Nie była to najwygodniejsza opcja dla nich obu, ale przynajmniej zapewniała tępo marszu psa, a nie rannego kuca. No i nawet bez płaszcza futro Raspa wystarczało by było mu ciepło, czego nie można było powiedzieć o sierści, teraz dość naruszonej, kuca.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Soft Note

Pieniądze były dość intrygujące, jakby nie było chciał zarobić. No i miałby wspaniałą historię do opisania i opowiedzenia. Lub zaśpiewania. 

Przyjrzał się monecie w kopytku klaczy, która to potem pojawiła się bliżej niego. Pochwycił ją i przyjrzał się jej uważnie. 

- Och, ktoś musi te przygodę zobaczyć i opisać. Wchodzę w to - oznajmił. 

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Coś ciągnęło ją do pałacu. Ale było to przeczucie czy coś, co wywowołała na niej osoba chcąca by tam poszła? Nie była do końca pewna. Owa anomalia którą zaobserwowała podczas tego gdy niosła spokojny krok. Była ciekawa, kusiła, jednak... Powinna wybrać jedno. Albo pałac, albo anomalia. Nie była pewna co powinna wybrać. I wtedy przypomniała sobie o słowach nieznajomych. Tych o śmierci... Przez chwilę zawahała się i chciała pójść sprawdzić światła. Postawiła kilka kroków w tamtą stronę, jednak... Szybko zawróciła. Odszukała drogę do pałacu i tam wyruszyła. Miała tylko nadzieję, że uda się jej tam dostać.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

- Gdyby nie oni nic byś nie wspominał. - Dali mu życie to w końcu chyba powinien być za to wdzięczny czyż nie? - A nie zaraz, wybrali zły okres czasu i uznali zrobionego źrebaka za ciężar gdy kraina skończyła pokryta śniegiem. Co za pech że nie byli jasnowidzami i nie mogli tego przewidzieć, może wtedy bylibyście szczęśliwą rodziną - Jej głos był przepełniony fałszywym współczuciem i udawaną troską. Chciała zobaczyć jego łzy lub usłyszeć jego krzyk w przypływie złości że wolałby się nigdy nie urodzić. Była ciekawa czy jest w stanie doprowadzić ogiera do jednej z tych dwóch reakcji, może nie powinna go tak dręczyć ale nie będzie specjalnie miła tylko dlatego że znajduje się w trudnej sytuacji. Próbuje sprawiać wrażenie twardego powstrzymując płacz ale czy jest taki naprawdę? 
 

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

[Soft Note][Crystal]

            - Nawet nie wiesz jak mnie to cieszy... - westchnęła patrząc jak kolejny koralik w jej łańcuszku przechodzi wcale nie tak daleko i mówiąc te słowa sama go zaczęła śledzić wodząc za nim wzrokiem przez ścianę, zacinając się na jeden krótki moment że ostatnia samogłoska dość długo brzmiała w jej ustach. - Mnie zwą Fate, a to jest Crystal... - przedstawiła siebie i swoją towarzyszkę na jednym wdechu, by zaraz potem jej kopyta trzasnęły o podłogę z niewielkim stuknięciem. - Nie mamy na co czekać... Już się zaczyna. - Z jej ust wyszła swego rodzaju melodia wynikająca z czystej ekscytacji. Potem ruszyła do drzwi, pokazując ruchem ogona że powinni się udać za nią. Gdy przeszli przez drzwi mogli zobaczyć że wcale nie znajdują się na zewnątrz, a raczej w jakimś składziku na szczotki w jakiejś posiadłości.

 

[Luned]

            - To już czas... - wysyczał jej damski, niezwykle gardłowy głos do ucha prawie rycząc ze szczęścia. Za to klacz mogła poczuć jak jej grzbiet porywa się wyimaginowanym szronem, mrożąc jej ciało na wskroś, co chwile później wybuchło potężnym gorącem, jakby znajdowała się w samym centrum ognistej pożogi rodzącej się okolicach jej serca i rogu. Czuła jak moc magiczna się w niej gotuje... Pragnie uwolnić w spektakularny sposób. Ciało rozpiera niewyobrażalna energia, że byłaby wstanie przenieść góry. Róg wydłużył się od aury i zmienił się w latarnie morską, uwalniając ładunek w postaci błysku, co ogłuszył na moment klacz nieprzyzwyczajoną do obcowania z taką mocą.

            - Czas wyboru, czas umierać... - odezwał się dyskretniej głos, a jej wzrok błyskawicznie wyostrzał się gdy widziała że Celestia to tylko jakaś doskonała iluzja pod którą chował się jakiś cudak, którem nie można było odmówić uroku. Klaczy na podium wręczony miał być przedmiot z daleka budzący jej pożądanie. To on ją tu ściągnął. To on był tym ważnym. Musiała reagować szybko skoro to ona była tu intruzem, a nie oszustka, bo to nie mógł nikt jej uwierzyć.

 

[Rasp]

            Klaczka zrobiła dziwną skwaszoną minę gdy budził ją. wyglądała na osobę bynajmniej na kacu... Głowa ciężka, sucho w ustach, a żadne mięśnie nie chciały działać tak jak powinny, jak gdyby chodziło o ciężką grypę. W tamtym momencie spojrzała na wilczura wzrokiem zupełnie obojętnym ~ bez żadnej konkretnej siły. Wzrokiem egzystencji jak to robiły to zazwyczaj wszystkie drzewa dookoła, u których ciężko znaleźć było jakąś większą pomoc. Po prostu stały i patrzyły. Tak jak ona... Uśmiechnęła się tylko słysząc żart w takiej sytuacji jak to kucyk, zanim nie przyssał się do swojej porcji, co wydawała się być zupełnie bez smaku. Może i lepiej że nie wiedziała co je? Nie protestowała nad ruchami wilczura... Zawinięta jak gąsienica czuła się bezpieczniej, a samej ciężko było jej przetrwać w lesie, a jej spokój został zdławiony myślami gdy wróciła do oczu i znów wrócił lęk, gdy widziała tą parę oczu...

            - Oni zabrali mnie dla zabawy, cień zabił ich - wyszeptała, a gula zebrała się jej w gardle... - Cień rozdzierał mnie... - Na tym skończyła gdy próbowała się otrząsnąć, a ze zwyczajnego odruchu strzygła uszami nasłuchując tego co znajdowało się dookoła. Jak gdyby coś kazało jej się bać... a to doskonale widoczne było w jej oczach gdy ciało pokrył pot...

 

[Kati]

           Ogierek trzasnął kopytem o podłogę, odbijając jego obrys w twardej desce, nastała cisza i kompletny bezruch, gdy jedynym dzwiękiem był ogień trzaskający w piecu... A jego wzrok, odbijający pomarańczowe świetliki świdrował smoka z nienawiścią i jednocześnie z dziwnym respektem wiedząc że i tak nie ma co pokazywać swoich humorów...

           - Gdyby nie oni, nie musiałbym prosić nikogo o pomoc... - warknął przez zęby przyznając Kati dwojako rację.

 

//Przepraszam że po takiej przerwie... Harmonogram następujący...

Rasp i Kati jak tylko napiszę posty...

Scena w sali tronowej: Luned, Wildfire, Bright

Wyjście z tawerny: Crystal, Soft

Edytowano przez Hoffner
  • Haha 1

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Crystal

No to grupa się rozrasta, choć nie bardzo wiedziała jak ten osobnik będzie mógł być pomocny dla tego zadania to jednak nie wnikała w to. Fate nie bez powodu go wybrała zapewne wiedziała coś, czego ona jeszcze nie dostrzegała. W końcu to jej przeczucie pokierowało ją za nim i tak spotkała Fate. Nic nie działo się przez przypadek dobrze o tym wiedziała. Gdy klacz przedstawiła się ogierowi a zaraz potem podała jej imię tylko lekko wzruszyła ramionami. W końcu jej imię nie było żadną tajemnicą niemal wszyscy je znali jednak ci przewrażliwieni, przesądni idioci woleli nadać jej własne przydomki, przez co jej imię, mimo że dawniej znane stawało się zapomniane.

 

Gdy do jej uszu dobiegł dźwięk stuknięcia kopyt skierowała swój wzrok na źródło dźwięku, którym była klacz obok. Zaczyna się, ale co? Fate jak do tej pory podawała skrawki informacji nic, co można by szczególnie wykorzystać. Jednak Crystal wyczuwała, że posiada wiedzę i moc, która może być poza jej zrozumieniem. Chociaż niektóre jej zachowania nadal pozostawały zagadką. Jak choćby to nucenie w takiej chwili. Mimo wszystko powoli za nią ruszyła. Jednak, gdy jej oczom zamiast podwórza ukazało się jakieś pomieszczenie mrugnęła kilkukrotnie. Teleportacja? Nie to na pewno nie to. Nigdy to się nie odbywa w taki sposób. Zupełnie jakby zmieniła otaczającą wszystko rzeczywistość. Zamieniła podwórko na to pomieszczenie, ale czy to możliwe?

 

- Niesamowite - odparła w końcu patrząc na to wszystko. Nadal jednak nie rozumiała, czemu akurat tu ich zabrała. Skierowała swój wzrok, na Fate ignorując ogiera. - Byłaś trochę oszczędna w słowach. Co dokładnie się zaczyna? I gdzie i dlaczego właściwie jesteśmy? - pytała cicho tak by przypadkiem ktoś ich nie usłyszał. W końcu nie mogła być pewna czy starają się tego unikać.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Zwykła podczas walki kierować się instynktami. Były one u niej już tak naturalne i płynne, że nie można było stwierdzić kiedy się nimi kierowała. Tak jak w tańcu. Dawała się porwać rytmowi i temu, jak prowadzi ją partner. Walka byla swego rodzaju tańcem, sztuką. Dlatego zdecydowała się kierować instynktem. Może tutaj ujawniała się jej lekka impulsywność, którą pokazywała bardzo żadko, jak i uparte dążenie do celu. Uczucie wielkiej mocy magicznej i te wszystkie odczucia lekko wyprowadziły ją z rytmu. Bo było to coś nienaturalnego i coś czego nie rozumiała. Po chwili zrozumiała. Była tu intruzem. Działać trzeba szybko. Obiekt który miał zostać przekazany dziwakowi. Budził jej zainteresowanie i ciągnął tak jak hienę padlina. Dlatego zdecydowała się wybrać instynkt. Brak jakiegokolwiek najmniejszego zawahania. Choć może było w niej coś, co prosiło o odwrót. Już tego niesłyszała. Liczyła się ta chwila, ta która teraz trwała. Mogła mieć ona wielkie konsekwencje. Doskonale zdawała sobie z tego sprawę. Dlatego rozpędziła się i rzuciła z szablą na cudaka, by wytrącić mu to, co ją tak interesowało.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Już tak blisko... Już tak blisko! Oczy Celestii rozbłysnęły ekscytacją widząc, że to czego tyle szukała właśnie jest przed jej obliczem. Jej mózg skupiony był właśnie na dwóch rzeczach: Podcienieniu, oraz regulowaniu tego uczucia, by wszystko to co tyle cierpliwie, planowała nie odeszło w niepamięć przez chwilę nieuwagi. Ale i tak... Zaraz jej wierny strażnik przekaże jej To. Pomimo walki samej z sobą, nie mogła przejąć się tym z jakim zainteresowaniem obserwowała ją niemal cała Sala Tronowa - Ale czy te kucyki miały cokolwiek do powiedzenia? Oczywiście, że nie.

- Szybciej. - krótkie polecenie wyrwało się z jej ust, powodując podniesienie brwi u niektórych osób znajdujących się w tym pomieszczeniu. Ale Ona już o to nie dbała... Niestety nie zauważyła "pewnego" czynnika, który mógł wiele zmienić. Jakaś klacz właśnie zaatakowała, nawet nie zwróciła na nią wcześniej uwagi a teraz ostrze szabli leciało ku niej. Mimika Celestii szybko ukazała zaskoczenie, będąc całkowicie nieprzygotowaną na taką sytuację. Na szczęście jej wierny strażnik zareagował momentalnie, z szybkością reakcji nieosiągalną dla innych, skoczył do tyłu, by przyjąć cios broni na swoją zbroję.

- Straże! - krzyknęła niemal instynktownie, w czasie trwania tej akcji.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Rasp

 

Dobrze że kuc reagował. Nawet jeśli niemrawo, bo to zawsze była jakaś reakcja. Brak takowej oznaczała powolne wypalenie, oznaczała śmierć. A pies jeszcze nie skończył. Wszak teraz trzeba było dostać się do jakiegoś miejsca gdzie uzupełni zapasy, nie przewidziane na 2 osoby, a także nie da się zabić. Kuce może i są przyjazne w sześciu przypadkach na dziesięć, ale jeśli zobaczą to co niesie na ramionach, to nie było gwarancji, że mu pozwolą na jakiekolwiek tłumaczenie. Zastanawiał go też ten cień. Nie znał żadnego stworzenia, no może poza smokowcami, które mogło by tak przemodelować oddział gryfów, nawet najgorszy i najsłabiej uzbrojony. A ani pierwszego ani drugiego nie można było powiedzieć o zmasakrowanych pierzastych których zostawił za sobą. Nie podobało mu się to, nic a nic. Żałował teraz, że psy nie znają się na magii. Pewnie coś by pomogła a tak pozostało mu zgadywanie. Nie rozumiał też dlaczego on i kuc jeszcze żyli. Jeśli to coś, czymkolwiek było, potrafiło być tak skuteczne, to dlaczego oszczędziło ich dwoje? Z pewnością było w pobliżu, od czasu zajścia do chwili wpadnięcia na kuca nie minęło dużo czasu, zatem można było bezpiecznie założyć, że żądza krwi którą wyczuł wcześniej należała akurat do stwora. Tartar nadał z takimi zagadkami. Ale nic, teraz trzeba było myśleć o najbliższej przyszłości. Upewnił się co do uchwytu i szybciej ruszył przed siebie. Najpierw na trakt, a potem w kierunku najbliższego miasta.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Soft Note

 

- Soft Note - oznajmił w odpowiedzi na przedstawienie klaczy, po czym ukłonił się teatralnie, wciąż zachowując się cwaniacko. Chociaż nie do końca wiedział o co jej chodziło, zrobił dobrą minę do złej gry i ruszył wraz z nimi, na razie czekając z pytaniami, uznał, że zada kilka na raz zamiast jednego co kilka sekund. Chociaż szybko jego skupienie przeniosło się na pomieszczenie, składzik na szczotki. 

- Okej, jest to miejsce które nie spodziewałem się dzisiaj zobaczyć - stwierdził. Był zaskoczony, to fakt, chociaż uznał, że to po prostu zwykła teleportacja. Dziwniejsze od tego było przeniesienie się akurat tutaj. - Ale po co tu jesteśmy? - zapytał. 

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Jakikolwiek nieodpowiedni ruch w tej chwili mógł skończyć się śmiercią. Dlatego trzeba było działać z głową ale szybko. Instynktownie. Raz, dwa trzy. Niech żądza krwi prowadzi do zwycięstwa. Ale nie ta zła, ta dobra, która przynosi nadzieję dla dobra. Nie mogła dać się złapać. Nie mogła dać się zabić. Nie mogła dopuścić by przedmiot, który tak zwracał jej uwagę dostał się w rękę tego przebierańca. Dlaczego ktoś był w stanie idealnie podrobić Celestię? To pewnie jakaś magia. Zaczęła atakować przeciwników. Zwinnie i bardzo płynnie, powiedzieć by można że prawie jak w tańcu. W jej ruchach było dużo stoickiego spokoju ale także agresywności niczym u lwa. Jednocześnie próbowała magią zabrać przedmiot. Jednak trudno było skoncentrować się na obu rzeczach.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

- Proszenie o pomoc to chyba nic złego. - powiedziała z zastanowieniem, wiele słyszała na temat kucyków i była zaskoczona gdy okazało się że te stereotypy koło prawdy nawet nie leżały. Przynajmniej oceniając po zachowaniu tego ogiera i jego rodziców.  - Jesteś tylko małym źrebakiem a to że trafiłeś na nie do końca miłego smoka to nie twoja wina. Miałeś po prostu pecha i sądząc po sytuacji w której się znalazłeś to nie pierwszy raz. - Spojrzała na swojego rozmówce z kpiącym uśmiechem i spotkała się ze wzrokiem pełnym nienawiści tak bardzo nienaturalnego dla dziecka, przynajmniej w odczuciu Kati.

- Nie ma jednak co się denerwować i tupać kopytem na osobę która upodobała sobie sprawianie przykrości innym ponieważ czerpię z tego przyjemność. - powiedziała odsłaniając powód dla którego stara się go rozzłościć lub doprowadzić do płaczu. 

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach