Recommended Posts

Królestwo Bretonii kwitło w erze rycerzy. W świecie w którym magia istniała a smoki panowały na niebie i gdzie honor był wszystkim istniało także wielkie zło. Nekromanci od wieków próbowali zniszczyć siły ładu. W dziwnych okolicznościach zniknął święty artefakt który trzymał w szachu nekromantów. Królowa zebrała najodważniejszych rycerzy ze swojego królestwa by ci odnaleźli na czas przedmiot. Czas wyruszyć na niebezpieczną i wymagającą przygodę i uratować kraj.

 

begl.jpg

 

Deskrypcja mówiąca o zadaniu czekających śmiałków:

 

 

"Jeśliś mość odważny i silny

honor zyskać oraz

zaszczyty u królowej Henrietty

Śpiesz się i przyjedź do stolicy Couronne."

1344642-bigthumbnail.jpg

 

Młodzi rycerze którzy nie zdążyli jeszcze zdobyć własnej sławy byli bardziej niż chętni. Gdy już zebrali się w stolicy urządzono krótki test, wylosowano właśnie was na tą jakże ciężką misje dla Królowej i jej poddanych by ocalić kraj od zła.

 

 

Mapa:

OldWorldMap_Render_(1).jpg

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

 

Zasady jak zawsze.

 

Bogowie do wyboru<2 max>:

- Ecate - Bogini łowców czarownic.

- Handrich - Opiekun Kupców.

- Manann - Bóg mórz, patron żeglarzy i rybaków.

- Morr - Bóg śmierci i snów. - Czczony nie tylko przez nekromantów.

- Myrmidia - Bogini rzemiosła wojennego i odważnej walki.

- Ranald - Bóg złodziei i przemytników.

- Shallya - Bogini leczenia i życia.

- Ulryk - Bóg bitwy, zimy i wilków

- Verena - Bogini sprawiedliwości, prawdy oraz nauki.

 

 

Można grać magiem z tym że magia ofensywna ograniczona jest do małego ognia nad ręką i małych wyładowań elektrycznych. Magowie są bardziej supportami< czyli leczenie>.

 

kp

 

Imię:

Nazwisko:

Ród:

Specjalizacja:

Czczeni Bogowie:

Historia i Pochodzenie:

Wygląd: <opis i obrazek>

Wiek:

Krótka Historia:

Broń:

Dodatkowe Info:

 

Moje KP

Imię: Alicia

Nazwisko: Roseheart

Ród: Roseheart

Specjalizacja: Walka halabardą, tankowanie.

Czczeni Bogowie: Verena oraz Ulryk

Historia i Pochodzenie: Couronne , młoda Alicia zawsze podziwiała swojego dziadka który był kapitanem gwardii królewskiej. Postanowiła że nie będzie damą i pójdzie w ślady swojego ojca i dziadka i zaczęła naukę jak i ciężki trening. Tak minęło jej życie gdy jej rówieśniczki uganiały się za rycerzami ona uczyła się walczyć i panować nad swoim ciałem. Gdy miała 18 lat wstąpiła do gwardii królowej i służyła u niej wiernie. Udało jej się pokazać swoje umiejętności i możliwości podczas nocnego rajdu najemników przez co została mianowana na panią kapitan straży królewskiej.

Wygląd: Ma 185 cm wzrostu, zielone duże oczy, płomienne czerwone długie włosy. Jest bardzo wysoką kobietą

femalewarrior_by_imortaljim-d9fz584.jpg

Wiek: 25

Broń: Halabarda taka jak na zdjęciu.

Dodatkowe Info: Jeśli chodzi o romans to słabo jej to wychodzi. Zazwyczaj jest poważna i nie wzruszona kobieta. Swój chłop.

 

 

 

Edited by Dead Radio Man

Share this post


Link to post
Share on other sites

Muszę przyznać że jesteś zdeterminowany. Mimo tylu martwych gier nadal robisz kolejne nie zmieniając praktycznie nic w sposobie prowadzenia. (powolne klaskanie)Teraz serio. Nie chcę być złośliwy ale produkowanie masowo niemalże identycznych sesji nie sprawi że któraś z nich magicznie dożyje końca. Możesz robić jak ci się żywnie podoba ale jeśli chcesz by którakolwiek z twoich sesji musisz coś zmienić. Taka drobna przyjacielska rada. Życzę powodzenia w branży mistrza gry :)

  • Upvote 4
  • Downvote 1

Share this post


Link to post
Share on other sites

Imię: Ban

Nazwisko: Primaveo

Ród: Primaevo

Specjalizacja: Walka rapierem, skrytobójstwo 

Czczeni Bogowie:Morr, Ranald 

Historia i Pochodzenie: Ban pochodzi z Nosca. Jako młodzieniec został przygarnięty przez dziadka i uczony przetrwania w dziczy. Gdy skończył 15 lat zaczął się uczyć walki rapierem co wychodziło mu tak dobrze, że został uznany za mistrza tego fechtunku a przynajmniej w górach czyli w swojej okolicy. Gdy po okończeniu 21 roku życia usłyszał o misji pożegnał się z rodziną, smakował i wyruszył do stolicy po sławę.

Wygląd: Ma 1,86 m wzrostu, wysokie buty z cholewami, spodnie są tego samego koloru co góra stroju

5d94565f00b3bbeeb29540c94b15a248.jpg

Wiek: 21

Broń: Rapier 

sword-rapier-french-infantry-officer-545

Dodatkowe Info: Wesołek. Lubi wprowadzać kobiety w zakłopotanie, babiarz

Edited by Lucjan

Share this post


Link to post
Share on other sites

A co mi szkodzi, zapiszę się. I tak nie mam co na wykładach robić.

 

Imię: Vernell

Nazwisko: Vintelbann

Ród: Vintelbann/Yobhender

Specjalizacja: zabijanie czym popadnie, walka jataganem, kradzież kieszonkowa

Czczeni Bogowie: Manann i Myrmidia

Historia i Pochodzenie: Vernell urodził się jako dziecko dwóch znacznych rodów - Vintelbann po mieczu, oraz Yobhender po kądzieli, co zapewniło mu łatwy start w życiu. Jego ojciec szybko nauczył go podstaw walki bronią białą, co Vernell wykorzystywał do pojedynkowania się z różnymi opryszkami, bądź wszczynania burd w karczmach. Jego natura zawsze była bowiem bardziej zbliżona do szukającego przygód awanturnika, niż do prawego, cnotliwego rycerza. Szybko, bo już w wieku 16 lat stał się członkiem gildii złodziei, a gdy ukończył 18 rok życia, skrzyknął ochotników i wypłynął w morze, wiodąc żywot takiego "pirackiego Robin Hooda". Podczas jednego z łupieżczych wypadów poznał Elise, córkę bogatego kupca. Młodzi ludzie zakochali się w sobie bez opamiętania, a Vernell zaczął wieść bardziej stonowany żywot. Gdy miał 23 lata Elise zmarła, a młodzieniec załamał się, powracając do awanturniczego trybu życia. Na wieść o rekrutacji do tajemniczej wyprawy coś go jednak tchnęło - przekazał swój statek najlepszemu przyjacielowi i wyruszył do stolicy.

Wygląd: Jest bardzo wysoki, około 190cm. Budowa ciała szczupła, wyrzeźbiona, ale nie jest to jakieś ciało spartiaty. Zielone oczy, średnio długie brązowe włosy. Nosi lekkie stroje, dopasowane do ciała, wzmacniane od spodu skórzanym pancerzem.

 

original.jpg

 

Wiek: 26 lat

Broń: Długi jatagan, spontanicznie wszystko co znajdzie się pod ręką

 

ph-0.jpg

 

Dodatkowe Info: Gadatliwy, uważany za pesymistę (chociaż sam nazywa siebie realistą), łatwo nawiązuje znajomości, pije dość często, chociaż rzadko kończy pijany. Mimo średnio szlacheckiego trybu życia, jest obeznany w dworskich manierach.

 

Share this post


Link to post
Share on other sites

O! Warhammer Fantasy. Słodko. (Nie mogę się powstrzymać)

Imię: Stanisław

Nazwisko: Zdulski

Ród: Zdulskich(herbu Strzemię)

Specjalizacja: szermierka, szarża konna, planowanie, zarządzanie.

Czczeni Bogowie: Ursun

Historia i Pochodzenie: ,,Dziadki moje - szepnął stary człowiek w łożu, patrząc na dwie twarze. Jedną gołą, drugą z pokaźnym wąsem - Spuścizno, moja krew. Wszystko co moje, zostawiam dla was. Po równo. Mości sekretarzu...notuj - skinął do innego mężczyzny siedzącego z kartą i piórem w ręku. Przekazuję moją siedzibę, wraz z dworem, wioskami przyległymi, młynem i karczmą, wojskiem prywatnym oraz miastem Kopno, pod zwierzchnictwo mej szabli najstarszej. Stanisławowi.

- Ojcze, niech ci Ursun błogosławi - starszy przycisnął rękę ojca do swej twarzy - Nie zawiodę!

- Pawełkowi, mej najwierniejszej zbroi, wioski Rybników, Niedźwinów, i wszstykie tam zagrody z łowiskami, w dzierżawę wieczną oddaję.

- Dzięki czy panie! - młodszy skrył twarz w pościeli.

- Spojrzyjcie na mnie, nim odejdę, bo muszę wam coś powiedzieć - westchnął - To wasze, ale nim dostaniecie akty własności każę wam przysiąc. W czasie mej młodości, walczyłem wraz wojskami Imperium przeciwko orkom. Wśród rycerstwa, był szlachcic świetny. Z Bretoni pochodził. Przyjaźniliśmy się. W bitwach walczyliśmy razem, jak bracia. Do czasu, kiedy wpadliśmy w sidła zielonoskórych...

- Przeklęte bestie! - krzyknęli razem.

- Tak synkowie, ale dajcie skończyć - kaszlnął - W zamieszaniu, kurzu i dymie, goblin strzelił do mnie. Bretończyk własną piersią mnie zasłonił. A zbroje miał nie naszą, tylko z metalowych kółeczek, jak obrączki. Po wszystkim, w jego ostatniej woli, ubłagał mnie, abym ruszył z pomocą jego ojczyźnie. Obiecałem, bo Bretonia Imperium bliska, toteż zagrożenie żadne. Ale ostatnio dotarł do mnie list, że coś się dzieje. Zło, z północy. Okropieństwa...Przysięgę moją, oddaję wam. Na honor! Zaklinam! Dla dobrego imienia rodu. Jeśli któryś was na misji padnie, uchowaj Ursunie, to i tak nazwisko czyste. Rozumiecie?

Kiwnęli.

- Nie tak. Na honor Zdulskich, każę wam przysiąc.

- Ojcze. Ja to zrobię - uprzedził Stanisław - W razie mej śmierci, Paweł ma wszystko. Lepsze rozwiązanie. On dobry gospodarz.

- Szablo! Tyś prawdziwy Zdulski. Dobrze. Przysięgni!

- W imię Ursuna, Carycy, rodu mego, honoru przysięgam obietnicy dotrzymać, lub zginąć próbując. Tak mi dopomóż - wyrecytował trzymając zaciśniętą pięść przy piersi.

 

Po miesiącu i pogrzebie, skończyły się przygotowania do podróży. Stanisław zabrał na statek ze sobą dziesięciu towarzyszy husarskich z ekwipunkiem, mały tabor, paru parobków, najwierniejszego konia, oraz orła. Stał na przystani z bratem, kobietą, małym dzieckiem i szlachcicem.

- Pewny jesteś bracie że chcesz to zrobić?

- Obiecałem na honor. Złamać się nie odważę. Nie martw się. Nauczę tych jak się walczy. Mości sekretarzy, za mojej nieobecności ty wszystkim gospodarujesz.

- Jak każesz, mości panie.

Podszedł do kobiety, o brązowych włosach i niebieskich oczach w której tliły się łzy.

- Droga Helnko. Nie psuj swej buzi ładnej. Wrócę. Nim się obejrzysz, a rządzić będziemy włościami razem - złączył swoje usta z jej. Kucnął do dziecka.

- Gdzie płyniesz?

- Do dalekiego kraju. Wiesz, muszę bić się ze złymi, którzy zagrażają...nam.

- Ale jak wrócisz, to wszystko opowiesz?

- Jak wrócę, to cię nie zostawię, póki całej historii nie poznasz - uśmiechnął się i zmierzwił mu czuprynę.

Wszedł na pokład i patrząc na familię, odpłynął.

Wygląd: Wysoki 170cm. Głowa prawie wygolona, oprócz włosów na samym ,,szczycie" Oczy niebieskie, pokaźny wąs. Zazwyczaj ubrany w czerwony żupan i czarne buty. W czasie bitwy, przyodziewa zbroję husarską, na którą składa się napierśnik z ruchomymi folgami, naramienniki z ruchomymi pachami, stalowe koło na plecach, karwasze, szyszak z ochroną na kark, nosalem, daszkiem i osłonami na policzki.

54udr8.jpg

Wiek: 28 lat

Broń: szabla, 6m kopia z kitajką, koncerz(180cm miecz) dwa pistolety

Dodatkowe Info: Do bitwy idzie na koniu, z kopią i towarzyszami w szarży. No chyba że zasadzka.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Wiecie, te całe demony i anioły jakoś mi nie pasowały. Ale wiecie co? Strzelanie do ludzi jest fajne. Chce to robić

 

Imiona i nazwisko: Percival, Creighton, Bruno, Muslek, von Kosslowski De Buccelatti Trzeci. 

Ród: Buccelatti

Specjalizacja: Alchemik, strzelec i wynalazca. 

Czczeni Bogowie: Bogowie? To człowiek nauki. Nie wieży w zabobony.

Historia i Pochodzenie:
Urodzony jako jedno z siódemki dzieci, jak czwarty, Percival miał dużo czasu aby skupić się na sprawach, w jego mniemaniu, ważniejszych. Nauka, technologia, wiedza. Dla niego było prawie całe życie, spędzał dnie studiując księgi, ucząc się i majsterkując i ogólnie tworząc dziwa jakich wiele osób nie widziało. 
Jako szlachcic pieniędzy mu na to nie brakowało, do tego uczył się w domu. Ale cała ta wiedza wywalczyła mu miejsce w najbardziej prestiżowej akademii w kraju. Z umysłem takim jak jego nie było to specjalnie trudne. Do tego jego szansę na naukę wzrosły wielokrotne. Jak i jego dzieła... 
Rozbudowane studia alchemii, biologii, filozofii, ale i inżynierii, chemii i fizyki dały mu wszystko czego pragnął. A nawet więcej.
Wojna popędza rozwój technologii, ale i bez niej da się tworzyć broń, w końcu jeśli chcesz pokoju szykuj się na wojnę... 
Napędzony chęcią udoskonalenia standardowej broni palnej istniejącej na świecie, no ale, musi je gdzieś przetestować. A gdzie lepiej niż na misji?

Wygląd: Dwumetrowy mężczyzna, o jasnej cerze, ciemno szarych oczach i  siwych włosach. Twarz ma stosunkowo zwyczajną twarz, mocną, prawa brew przecięta blizną, wygląda jakby widział dość sporo. 
 

Spoiler

7d01a547fe60fa467b5e79c13d5397c8.jpg

c1a9c0a5c9b6e9536645100c5f703aba--live-l

Wiek: 27

Broń: Rozmaite trucizny, wywary, petardy, pistolet skałkowy: Litość (Znacznie celniejszy niż Pepperbox, niestety wolniej strzela) rewolwer wiązkowy: Pieprzniczka. (Niezbyt celny ale dość szybkostrzelny). Przerobiony Muszkiet: Złe Wieści  (Mający prawie dwa metry, co znacznie utrudnia transport. Do tego z dorobionym celownikiem. Przeładowanie trwa dość długo, gdy się zatnie trzeba go przygotować przed następnym wystrzałem co trwa prawie trzy razy tyle co przeładowanie a do tego używa specjalnej amunicji. Nadrabia to jednak mocą. Dało by radę odstrzelić tym komuś łeb.) Bo nic nie podróżuje szybciej. 

Dodatkowe Info: Oburęczny, potrzebuje nosić okulary. Uważa wiarę za zabobon dla głupców. Kieruje się filozofią przypominającą tą Nietzschego. 

Edited by Mephisto The Undying

Share this post


Link to post
Share on other sites

(( Dobra zaczynamy))

 

Byliście w jakimś dużym salonie pałacowym, czekaliście aż ktoś was wprowadzi na audiencje do królowej. Króla nie było ponieważ prowadził armie przeciwko nieumarłym i wampirom. Po chwili wpadł jakiś młodzian w czerwono złotych szatach i poprowadził was za sobą do środka sali tronowej. Na tronie siedziała królowa w błękitnych szatach, jej urok sprawiał że czuliście się zakłopotani. Po lewej i po prawej stronie stali strażnicy z włóczniami a obok samej królowej stała czerwono włosa kobieta. Największa jaką do tej pory spotkaliście. Zastanawialiście się też przypadkiem czy nie miała doczynienia z olbrzymami. Co dziwne była w zbroi płytowej, miała miecz półtoraroczny przy pasie a w dłoni trzymała wielką metalową Halabardę.

- Witajcie mości panowie. - Powiedziała królowa.

Share this post


Link to post
Share on other sites

O, zaczyna się robić ciekawię. Ja rozumiem, wszystko, ale kobieta w Gwardii? Dobra. Z szacunkiem, co kraj to obyczaj.

Zdjął z głowy swój szyszak i wykonując oficjalny gest ręką, skłonił się w pół.

- Witaj, pani szlachetna. Zaszczytem prawdziwym, aby moją szablę, ofiarować ci do użytku. Życiem mym rozporządzaj, skieruj przeciwko swym wrogom, a żaden z nich nie przeżyje. Jestem Stanisław Zdulski, herbu Strzemię, szlachcic Kislevski, rotmistrz husarski.

Edited by Hetman WK

Share this post


Link to post
Share on other sites

Wielu mogło czuć zakłopotanie, tak. Jednak Percival miał pełną świadomość sytuacji w jakiej był, wiedział dokładnie co ma robić, jaki przybrać wyraz twarzy, co mówić a nawet jak kroczyć. A kroczył dumnie. Był w końcu Buccelattim, musiał utrzymać image rodziny, no i pokazać, że Akademia Nauk Naturalnych nie przyjmuje w swoje szeregi byle pospólstwa. Zatrzymał i rozejrzał się szybko po pomieszczeniu spod okularów, a potem występując jedną nogą delikatnie wprzód wykonał standardowy dworski ukłon, okazując swój szacunek względem władczyni. Potrwał tak kilka sekund po czym znowu dumnie się wyprostował, poprawił szybko okulary i oparł lewą rękę o pierś w miejscu serca, prawą zaś o plecy, w okolicy krzyża.

- To zaszczyt, wasza wysokość - oznajmił skłaniając się delikatnie. Wyprostował się po raz drugi i spojrzał na kobietę z halabardą. - Doktor Percival, Creighton, Bruno, Muslek von Kosslowski De Buccielatti Trzeci. Reprezentant Akademii Nauk Naturalnych oraz rodu Buccelattich. Do usług waszej wysokości - skinął lekko głową. Wiedział, że królowa wie kim jest. Ale powtarzano mu wiele razy, czy to w akademii, czy to w dworze. Zawsze bądź dumny ze swojego nazwiska i swojego tytułu. Zawsze się przedstawiaj. Nawet na dworze królewskim. Tak więc robił...

Share this post


Link to post
Share on other sites

Po dłuższej chwili do sali wszedł białowłosy mężczyzna. Miał na sobie strój kojarzony z ubiorem francuskich muszkieterów lecz był bez nakrycia głowy. Na nogach miał wysokie buty z cholewami a na dłoniach czarne rękawice. - Przepraszam za spóźnienie. Zgubiłem się. - powiedział z niewinnym uśmiechem. Lecz po chwili spoważniał. - Jestem Ban Primaveo, książę Nosca. Oddaję się oraz swoją broń i umiejętności pod twoje rozkazy o pani. - powiedział uroczyście.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Vernell wszedł rozluźnionym krokiem do sali z całą resztą. Czuł się niezbyt dobrze, zwłaszcza że ostatni tydzień był dla niego tygodniem abstynencji. Elise mawiała że mam nie pić tydzień przez ważnym wydarzeniem, bo to pomaga. Nonsens. To tylko przeszkadza, ale czego się nie robi dla zmarłych? Poza pierwszą fazą odstawienia młodzieniec był jednak w dobrym humorze. Gdy zbliżył się na tą samą odległość do królowej co reszta, zatrzymał i się i wykonał klasyczny ukłon jaki praktykuje się w nadmorskich regionach, z jedną ręką na piersi, drugą wyrzuconą w bok, cofniętą w tył nogą i schyloną głową. Wymyślili to na statkach. Na kiwającej się powierzchni ma to zdecydowanie więcej sensu. 

 

- Vernell z rodów Vintelbann oraz Yobhender. Bez zbędnych epitetów i tytułów, jestem w końcu jedynie sobą. - wyprostował się i dodał przybierając pogodny wyraz twarzy - Do usług wasza wysokość, składam swoją duszę, swoje ostrze, swoje talenty i swoje ciało do twojej dyspozycji. Oczywiście wszystko w ramach ludzkiej przyzwoitości.

 

Zrobiłem dobre wrażenie? Pewnie nie. Mam za mało nazwisk. I nie mam takich śmiesznych wąsów. Nawet się nie spóźniłem. Jedyne czym się wyróżniam, to dziwny strój. U królowej wolno latać z połową gołej klaty na wierzchu? Może. Nie wiem, takie moje morskie tradycje. - popatrzył po trzech mężczyznach o zwrócił wzrok na czerwonowłosą kobietę - Zaczynam się zastanawiać czy członków tej misji nie wybierali według wzrostu.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Królowa kiwnęła głową i podniosła rękę.

- Dziękuje wam za przybycie. Mam dla was pewne zadanie, misje od której będzie zależał los Bretonni. Jeśli uda wam się wykonać tą misję zostaniecie sowicie wynagrodzeni. Musicie odzyskać kielich pani Jeziora który odpędzał zło z naszych ziem i po części nie pozwalał na reanimacje martwych ciał. Przewodzić wam będzie Alicia Roseheart.

Czerwono włosa kobieta wystąpiła, nie chodziła jak dama tylko jak żołnierz było widać że mało zna się na etykiecie salonów. Lekko schyliła głowę nic nie mówiąc.

- Wiemy że bandyci którzy ukradli nasz artefakt wyruszyli do Estalii gdzie znajduje się kryjówka nekromantów. Wyruszycie dzisiaj.

Podeszła do was Alicia.

- Ruszajmy, czekają na nas osiodłane konie z przygotowanym prowiantem na kilka dni. - Ruszyła przechodząc obok was prowadząc do wyjścia.

Share this post


Link to post
Share on other sites

- Mości panno, ja szanuję szlachcianki, ale konie mi nie potrzebne. Jam przybył, nie wiem jak wy, panowie bracia, a pachołkami i towarzyszami. Nie brak mi wierzchowców i jadła. Dzięki za chęci, ale wolę jeździć na mych konikach niż waszych - spokojnie powiedział, idąc za gwardzistką.

Edited by Hetman WK

Share this post


Link to post
Share on other sites

- Darmowe konie, świetnie! - uśmiechnął się Vernell i ukłonił się nisko w kierunku królowej. Kobieta w dowodzeniu? No nieźle. Przynajmniej chociaż to my jeździmy na koniach a nie na odwrót. Wyprostował się i ruszył za czerwonowłosą. Przyspieszył kroku i gdy zrównał się z kobietą i zwrócił się do niej. - Ahoj szefie! Mam mówić szefie, czy Alicia wystarczy? Mogę skoczyć na chwilę do pobliskiego sklepu? Daję słowo, zajmie mi to kilka minut. No, może kilkanaście. Ale raczej kilka.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Ban ruszył za czerwonwłosą kobietą. Gdy usłyszał jak jeden z rycerzy zaczyna zagadywać Alicję jak ma ją nazywać i czy może iść do sklepu, tylko westchnął. - Mam własnego rumaka. Tym razem spasuję z propozycji. - powiedział Ban wyrównując krok z Alicją.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Percival skłonił się królowej i ruszył za "Alicją". A więc podróż konna. W zasadzie, to można było się tego spodziewać. Nie był nigdy dobrym jeźdźcem, ale umiał chociaż utrzymać się na koniu. No i przybył tutaj w powozie, nie na koniu. 

- Mości pani. Nie mam nic przeciwko dostaniu konia, nie przyjechałem tu na swoim. Jednak, problemem jest to, że moje uzbrojenie mi odebrano przed moim przybyciem tu. Nie mógłbym wejść do sali tronowej z uzbrojeniem. Zatem muszę cały mój ekwipunek odzyskać. No chyba, że przewidziano to i koń ma moje rzeczy. A raczej, są przygotowane wraz z koniem. Wolałbym oszczędzić czas na przynoszenie tego tutaj, ale nie ruszę się bez mojego ekwipunku - oznajmił. 

Share this post


Link to post
Share on other sites

- Niech będzie - Odpowiedziała spokojnie do Stanisława. - Wyruszamy natychmiast ale możemy wszyscy przejechać przez dzielnice kupiecką tak by nie tracić czasu. - Odpowiedziała Vernellowii. - Wystarczy Alicia, dobrze. A i twój sprzęt alchemiku z uwagi na to że od razu wyruszamy został przeniesiony od razu do miejsca z którego wyruszamy. - Ton głosu był bardziej męski niż damski, przypominał żołnierską gwarę niż świergot damy. Schodziliście dużymi schodami przed którymi stały drewniane drzwi prowadzące na dziedziniec zamku. 

Share this post


Link to post
Share on other sites

- Och, nie jestem tylko alchemikem. Mam doktorat z dzieciny fizyki i chemii. Jeśli już mamy mówić tytułami, w takim razie niechaj to będzie doktorze. Ale możecie też mówić mi po prostu Percy. Bądź Percival. To moje pierwsze imię i zdecydowanie wystarczy do komunikacji. A zarazem bardzo ją ułatwi - oznajmił spokojnym, poważnym i dość dominującym tonem, gestykulując przy tym nieco lewą ręką. Zerknął jeszcze na resztę drużyny. Będzie musiał zadać im kilka pytań, ale to później. 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Niech zobaczą. Wybiegł na przód, otwierając jedno z drzwi. Miało ty wyglądać że zna zasady dobrego wychowania. Teoretycznie tak, ale chciał jak najszybciej zobaczyć znajome twarze. I faktycznie, już na dziedzińcu czekała na niego w szeregu towarzysze husarscy z podniesionymi kopiami. A tuż przed zamkiem, jego ulubiony koń o paście kasztanowej. Śnieżynka. Z powodu tego że na śniegu było ją widać świetnie.

Share this post


Link to post
Share on other sites
Guest
This topic is now closed to further replies.