Recommended Posts

Gdy Taliyah przemówiła, Gassot zdziwił się trochę, bo był pewny, że Shurimianka zasnęła. 

- Tobie godzina nie wystarczy, powinnaś się przespać - zwrócił się do Taliyah gdy ta się odezwała, zaraz potem wrócił wzrokiem do Jarla. - A i ja nie mam zbytnio siły. W takim stanie nie damy rady nic im dostarczyć. Nie wiem... kiedy chcesz wysłać ten zwiad... ale... jeśli zdążę do tego czasu odpocząć to ruszę z nimi. 

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Odpoczynek zajął nieco więcej, niż trzy godziny. Ulokowano ich w domu samego jarla, który był po prostu nieco większą i bardziej bogatą chatą, ale też bez zbytnich wygód. Ludzie z Freljordu lubili być zahartowani. 

Gassota i Taliy'ę wzięto za parę, ale omyłki nikt nie starał się poprawić - byli zbyt wycieńczeni, a dwa łóżka w pokoju gościnnym wyglądały zbyt zachęcająco. Opatrzono odmrożenia Gassota, Taliyah ich nie miała i zapadli w sen. 

Zjawiła się oczywiście ta sama dziwna dziewucha, jakby nie mogła dać mu spokoju. 

- Cześć! - pisnęła, mając przynajmniej na tyle instynktu samozachowawczego, aby nie przerywać mu snu. Akurat Gassot stal sobie na samym szczycie Targonu, na kamiennej platformie lśniącej księżycowym światłem w geometrycznych szczelinach. 

Dziewczyna unosiła się w powietrzu tuż przed Gassotem, w pozycji leżącej.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Gassot nie pamiętał żeby kładł się spać na szczycie Targonu. Jednak stosunkowo szybko rozpoznał głos który to wyrwał go ze snu. A może jednak dalej spał? Zwłaszcza, że była tutaj dziewczyna którą raz spotkał. 

Rozejrzał się jeszcze uważnie, było to dość dziwne, bo ostatnio obudził się w swoim pokoju. 

- Cześć - odezwał się. - Co tu robię? Bo wiesz... pamiętam, że kładłem się spać... w chacie jarla - zapytał po chwili. 

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

- Jesteś tam dalej. A tu jesteś, bo śnisz. Słuchaj, spodobało mi się, że pomagasz tym ludziom o, tam. Uważam, że to bardzo miłe, chociaż nie należysz do szczególnie zabawnych, no wiesz. To zawsze na minus, hehe. Ale nie szkodzi. Bo patrz, bo ja myślę, co nie, że to jest bez sensu żebyście tam wracali do góry. Byłam, widziałam, ten mężczyzna, rycerz znaczy się... Czy facet może być piękny? No to on chyba sobie z nimi poradzi, a ja myślę, że lepiej jakbyście wy, znaczy ty i tamta druga jak jej tam pojechali w dół. Ostrzec tych na dole - powiedziała zaaferowana, teraz lewitując w powietrzu na siedząco, ze skrzyżowanymi nogami.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Gassot przemyślał słowa dziewczyny. Faktycznie, Taric dawałby radę ochronić tych ludzi. A gdyby zwiadowcy wyszli by im na pomoc. Jednak nie wiedział dokładnie kogo miała na myśli. 

- Wiesz jak dokładnie tam dotrzeć? I do kogo dokładnie miałbym się zwrócić? - zapytał po chwili. - Nie znam zbyt dokładnie Frejlordu, nie wiem czy Taliyah zna, albo wie jak tam dotrzeć. Jeśli możesz mi powiedzieć gdzie mamy iść, będę wdzięczny - poprosił. 

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

- Pff. Po prostu w dół, do stolicy. Chyba mają tu stolicę, nie? No to tam - stwierdziła. - Nie znam się na ziemiografii. Nudy. Ale mniej więcej wiesz o co chodzi, pewnie ktoś powie gdzie macie iść. Albo jechać na kamieniu, to ciekawe. 

I Gassot się obudził, powitany przez jeden z najmniej przyjemnych widoków - Zallena siedzącego na pościeli i wgapiającego się w Noxianina. Taliyah dalej spala, za oknem było jasno.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

- Dobra, zapytam się kogoś - odpowiedział jeszcze nim się obudził. Dosć zdziwiony. 

Gassot wystraszył się niemiłosiernie gdy zobaczył Zallena gapiącego się na niego. Cofnął się trochę i rozejrzał. 

- Na bogów, co ty robisz? - zapytał zdziwiony wgapiając się w Darkina ze zdziwieniem. - Czemu się tak na mnie gapisz? 

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Nie uważasz tego za romantyczne? - zapytał złośliwie. Zallen co prawda nie miał warg, więc wyszczerz był u niego permanentny, ale dało się rozróżnić poszczególne jego rodzaje. Ten był prześmiewczy. 

Taliyah przewróciła się w łóżku, po czym podniosła do pozycji siedzącej i rozejrzała na boki nieprzytomnym spojrzeniem. Gassot raczej nie widział wcześniej kogoś tak bardzo nastroszonego. 

- Gozina... Któa? - wymamrotała. 

Na zewnątrz było jasno, to wszystko co Gassot wiedział. 

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

"Uważam to za niepokojące. O co chodzi z tym patrzeniem? Co ty nigdy nie śpisz?" 

Zaraz potem zerknął na Taliyah która to zapytała go na godzinę i jego wzrok zatrzymał się na chwilę na jej fryzurze. W zasadzie to wyglądało to trochę zabawnie, przez co uśmiechnął się pod nosem, ale zaraz potem zerknął na okno. 

- Na pewno jest jasno. Ale nie wiem która dokładnie - powiedział. 

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

- Aha - odparła Taliyah, najwidoczniej nie przyjmując do wiadomości informacji, albo przetwarzając ją na swój sposób. Z wolna przechyliła się i z powrotem padła do pozycji horyzontalnej. Pauza trwała parę sekund. 

Zaraz potem zerwała się do ciężkiej walki z kołdrą, żeby następnie wypaść z łóżka, stanąć migiem na nogi i rozejrzeć się dzikim spojrzeniem po pokoju. 

- POMÓC. Pomóc trzeba, ludzie w górach, chodźmy! 

Gassot tymczasem czuł się nadzwyczaj dobrze jak na to, co wcześniej przeżył. Odmrożenia magicznie stały się ledwie zaczerwienione i niektóre co prawda lekko piekły, ale większość zanikła. 

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Gassot ze zdziwieniem obserwował nagły zryw Shurimianki samemu siadając na krawędzi łóżka. 

- Znaczy... zdaje mi się, że Taric da sobie radę. A my powinniśmy ruszyć do stolicy. Jeśli ktokolwiek miałby dość sił do zwalczenia armii nieumarłych to właśnie oni - powiedział po chwili. Przy okazji zerkając na swoje rany. Nie dodał już tego, że informacje te dostał od dziewczyny która już raz go uleczyła. Do tego we śnie gdzie stał na szczycie Targonu. W sumie... będzie musiał zapytać o to Tarica. 

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Zamrugała, nie do końca rozumiejąc przekaz. Potrzebowała chwili. 

- A, jasne. Stolica. No tak, powiadomienie innych. Nie ma co zwlekać, ruszajmy - orzekła Taliyah i wstała z łóżka. Pierwszym co zrobiła było nałożenie na głowę shurimiańskiej ozdoby, potem się przeciągnęła, a potem wyjrzała przez okno. 

- Aż dziwne, że wczoraj tyle się wydarzyło.

O, tak. Bezsprzecznie. Bierz miecz, Gassot. Mam ochotę coś zamordować. 

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Gassot również wstał, rozglądając się wpierw za swoimi rzeczami. Ziewnął jeszcze po czym podniósł miecz. 

- Muszę przyznać, to był długi dzień. Bardzo długi - oznajmił również wyglądając przez okno. - Może jeszcze coś zjedzmy, bo jeśli znowu będziesz używać swoich mocy, to lepiej, żebyś miała siły - stwierdził rozglądając się za resztą swoich ubrań. 

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

- Jarl kazał ruszyć do Avarosan - oznajmiła gospodyni na powitanie, kiedy już zeszli na dół. Akurat była w trakcie prania i podobnie jak chyba wszyscy Freljordczycy, nie była szczególnie wylewna. - Nad paleniskiem mają zupę, na stole jest chleb pod ścierką. Niech lepiej jedzą szybciej, bo nie ma co zwlekać, a jarl ostrzegł, że jeśli nie znajdzie po drodze mieszkańców i wioska istnieje, to was znajdzie. 

- Chyba dobrze się złożyło - szepnęła Taliyah, idąc w miejsce wskazane przez kobietę. Rzeczywiście, nad paleniskiem wisiał kociołek z wrzącą zupą, zapewne bardzo tłustą i bardzo mięsną, a na stole stała drewniana deska z wielkim bochenkiem chleba. 

Edytowano przez Arcybiskup z Canterbury

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

- Czyli mój plan jednak nie jest tylko moim planem - rzucił podchodząc do stołu szukając jakiejś miski, żeby nałożyć sobie zupy, sobie i Taliyii. Gdy już coś znalazł podał dziewczynie misę, potem wziął swoją i poszedł do stołu, siadając na ławie. 

Chociaż przez moment wgapiał się w jedzenie, zastanawiał się nad tym czy Taric da radę. Chociaż powinien. 

- Po co mielibyśmy kłamać z całą tą wioską? - burknął do siebie, nawet tego nie zauważając. 

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Taliyah wzruszyła ramionami, pochłaniając zupę. 

- Może nas nie lubią, tak jak nikogo z zewnątrz... Ani wewnątrz. Ale poszli, to dobrze. 

- Ponieważ nie ufają nikomu i starają się być groźni. Amatorzy. 

Chwilę później, jeszcze w trakcie posiłku podeszła ta sama gospodyni i położyła na stole kawałek skóry z paroma koślawymi runami i symbolem baranich rogów. Obok położyła dwa skórzane worki. 

- Wikt i symbol klanowy, żeby wam uwierzyli. 

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Gassot wyrwał się na chwile z zamyśleń gdy odezwała się Taliyah. Nawet nie zauważył, że się odezwał. Za to faktycznie, Taliyah miała racje. Zallen zresztą też. Frejlordczycy byli dumnym narodem. 

Zerknął jeszcze na kobietę gdy ta przyniosła im symbol klanowy. Mężczyzna w odpowiedzi kiwnął głową. Zerknął jeszcze na Taliyah.

- Więc... będę gotowy, gdy ty będziesz gotowa - powiedział. 

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Chcesz dodać odpowiedź ? Zaloguj się lub zarejestruj nowe konto.

Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony

Utwórz konto

Zarejestruj nowe konto, to bardzo łatwy proces!

Zarejestruj nowe konto

Zaloguj się

Posiadasz własne konto? Użyj go!

Zaloguj się