Skocz do zawartości

Strona Główna  |  Ogłoszenia  |  Lista Fanfików  |  Fanpage  |  Feedback

Recommended Posts

Żołdak parsknął śmiechem.

- Nie śpieszy? Coś czuje że wręcz przeciwnie. Po za tym nikt nie powiedział ze akurat ciebie wyzwą, albo ty kogoś. Równie dobrze możesz być sekundantem. Choć w to nie wierzę.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

To oficerowie, czy szlachta, czy może oficerowie należeli do szlachty? Prawdopodobnie. Przekrzywiłam głowę, nie wiedząc, ze tak się sprawy mają... formalnie. Rozumiem, że forma obijania sobie mordy po kątach też funkcjonowała? 

- Co jeśli ktoś po prostu odmówi pojedynku? - odchyliłam ramiona do tyłu, dalej mając ręce zaplecione. Nie żebym już rozważała taką opcje. Zaśmiałam się pod nosem na słowa Jacka - Z tego co do tej pory widziałam to Ty zachowujesz się niczym kogucik, zawsze napuszony i gotowy do walki. - napomknęłam z głupim uśmiechem, nie patrząc nawet na niego. 

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

- No...jeśli nie jest się człowiekiem honoru, to teoretycznie można, ale...można mieć przegwizdane. Czy była taka sytuacja...słyszałem chyba. Dwóch znajomych. Jeden oskarżył drugiego że ten przespał się z jego żoną. Odmówił pojedynku. Musiał wynieść się z miast, bo na pluciu z okien się nie skończyło. A co jak co ale kwestia honoru, to dla nas kwestia życia.

Towarzysze spojrzeli na niego, trochę dwuznacznie.

 - Ta...zazwyczaj - spuścił wzrok.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Jack tylko się zaśmiał. - Gdybym nie był ranny to na ślepo bym Cię pokonał wtedy w czasie pojedynku. - powiedział jakby od niechcenia. Następnie rzucił pustą butelką w powietrze. W tym samym momencie złapał pistolet który jeden z majtków miał przy pasie, obrócił się i strzelił w butelkę która wybuchła w powietrzu. Następnie oddał pistolet i uśmiechnął się. - Chciałem sprawdzić mojego cela. - powiedział i usiadł na ziemi. - To co? Robimy coś czy siedzimy na dupach? - zapytał.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Żołdak odebrał swoją broń.

- Ogólnie to czekamy na kapitana. W teorii, bo zostajemy tu na noc. Czekamy ponoć na jakiś statek. Wymiana czy coś. Jakiś też ponoć pirat. Zapomniałem tylko jak on miał na imię. Nie ważne. Jak chcesz wejść do dżungli, żeby dać się zabić jakiemuś dzikiemu kotowi, to proszę bardzo. Dla nas w sumie lepiej. Ewentualnie, jeżeli czujesz się na siłach, to możesz nam pokazać jak walczysz. Bo razem z kompanami, zakładaliśmy się które z was by wygrało. Bo wcześniej to żeście walczyli nie swoja bronią. I teraz mógłbym odebrać swoją należność. Chyba, że się cykasz.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

(disclaimer: Lucjan tak samo jak teraz tylko strzelił do butelki, może ja Osmą od razu zacznę bić Jackowi pokłony d: ) 

 

Uniosłam lekko brwi. Zaimponował mi? Nie, dalej wydawał sie tak samo głupi. 

- Ano tak jest, gorzej, że ze statku nie da się tak łatwo wynieść. - dopowiedziałam nawet wesoło, poświęcając chwilę na obejrzeniu kolegów mojego rozmówcy. Przyjemni. - Słuchaj Jack. Dalej jesteś ranny i przez jakiś czas będziesz. Bardzo bym chciała zobaczyć jak jesteś w stanie się kontrolować po tym jak Ci wyłupią jakimś tępym prętem oczy, o ile nie zdzierałbyś gardła na prośby o łaskawe dobicie Twojej osoby.  - moja twarzy przybrała bardzo nieładny grymas. 

Dla swojego dobra poczekam aż go ktoś jeszcze raz postrzeli. - mruknęłam wręcz z wylewająca się ze mnie ironią. Nie jestem tresowaną małpą by mogli oglądać to jak walczę. Jack z resztą też deklarował się, że nie szuka guza. 

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

(Spokojnie. Nie denerwujmy się)

Niebieskie kubraki pokiwali głowami z aprobatą.

- Alvar, daj spokój. I tak tych pieniędzy nie dostaniesz - odezwał się któryś.

- Zobaczymy. W każdym razie...

Przerwał mu jeden z marynarzy, którzy podbiegł.

- Panowie! Statek. Doś spory. Rzucił kotwicę i już płyną łodzie.

- Jakiej bandery?

- Czarna. Z białym kościotrupem, trzymającym włócznie w kierunku serca.

Najbliżsi, na te słowa zwrócili na nich uwagę.

- No ciekawie. Ale spokojnie. To nasi. I to nie byle jacy.

- Nie siedzieć panowie. Trzeba gość dobrze przyjąć - krzyknął pierwszy oficer.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Jack westchnął tylko na słowa Osmy. Jakoś jej słowa go nie zranił. Za to zainteresował się kto ma ich odwiedzić. - O kim mowa? - zapytał młodych piratów.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Prychnęłam. Co nie odezwał się? Nie mam zielonego pojęcia jak to robił. Najpierw reaguje na każdą możliwą zaczepkę, a teraz nie chciał się nawet pokłócić. Ja chciałam, nie ma nic lepszego na oczyszczenie atmosfery. W każdym razie, tak jak kazano to sie ruszyłam, trzeba będzie pomóc. 

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

- Zobaczysz - pokiwał głową. Dwie łodzie, pełne piratów, podpłynęły do brzegu. Na przeciw, wyszedł im Magnus, wraz z dwójką załogantów. Kapitan nowo przybyłych, wyglądał dość...charakterystycznie. Miał na sobie ciemny ubiór, dość zniszczony, sześć pistoletów zawieszonych na klatce piersiowej, długą, czarną brodę, oraz kapelusz. Z pod niego, wychodziły dwa lonty, z których sunęła ku niebu para. Albo dym, jak kto woli. Całościowo, wyglądał jak sam diabeł, z tymi małymi, szarymi oczyma, patrzącymi na resztę. Prawą rękę, opierał na rękojeści kordelasa.

- Edward Teach - zaczął pierwszy oficer - Jak życie? Były jakieś łowy?

- Ahh! - machnął ręką - Łowy. Dupa nie łowy. Ledwo trzy brygi i jedna fregata. Trochę desek z tych ochłapów, metal, dwie skrzynie ze złotem i tyle. Do kroćset z tymi tchórzami. Kiedyś to się zdobywało, a teraz...ni angole, ni iberyjczycy nie mają dość jaj, żeby się tu wybrać. Albo chociaż przewieźć coś interesującego. Ale ważniejsze sprawy. Gdzie Arvin?

- W dżungli.

- Też pewnie wróci z niczym. Lub bez ludzi - spojrzał na swoich - No psy! Zanieść co macie do fortu - ryknął na nich. Bez większego zająknięcia, zabrali się do przenoszenia dwóch beczek do rzeczonego miejsca.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Jack gdy zobaczył tego gnoja to zaniemówił. To są jakieś jaja. - A więc dlatego taki smród czułem - mruknął sam do siebie. Adrenalina mu podskoczyła więc musiał ją odreagować i z takim planem ruszył szybkim krokiem w stronę drzew aby znów usiąść na drzewie. Im dalej od Czarnobrodego tym lepiej.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Odprowadziłam Jacka wzrokiem, zanim sama zajęłam miejsce wystarczające by móc całe wejście i rozmowę poobserwować. Ze zwykłego braku zajęcia się czymkolwiek, niż wścibskości. Zawsze to ciekawsze informacje się dosłyszy. Bez większych emocji przypatrywałam się nowym jegomościom i temu co przenosili. 

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Dwie skrzynie, przenoszone przez załogantów Czarnobrodego, wyglądały w miarę zwyczajnie. Z normalnego drewna, okute żelazem. Raczej mało prawdopodobne żeby chowali w nich złoto, ale kto wie. Sami załoganci, też posiadali inny ubiór. Okryci na czarno, z czerwonymi opaskami na głowach. Na twarzach, mieli kilka ran, co znaczyło że świeżakami nie byli. Ładunek, nieśli do fortu.
- A jak idą wasze zamiary? - spytał Edward.

- Coraz lepiej. Rodriquez obiecał wspomóc. Podejrzewam że nie długo połowa naszego planu zostanie zakończona.

- Nie martwisz się, że porywasz się z motyką na słońce?

- Uwierz mi. Jestem zdeterminowany, żeby tylko to się udało, jeśli w grę wchodzi...

Urwał rozmowę, patrząc na niektórych załogantów. W tym Osmę i Jacka.

- W każdym razie nie mam zamiaru się poddać. Ni ja, ni reszta oficerów.

- Podziwiam was.

Paweł i Ferdynand, w tym czasie już skończyli się pojedynkować, przechodząc do rozmowy, na jakiś temat.

 

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Wyglądałam na mało zaciekawioną, tak starałam się wyglądać. Jakkolwiek by to absurdalne nie było, nawet tym nie chciałam się nikomu i niczemu narzucać. W sobie aż się paliłam z lekkiej irytacji, którą wywoływało ciągłe odwlekanie informacji, które i tak każdy wiedział. No prawie każdy. Może nie ciągnęło mnie by po prostu być częścią tego przedsięwzięcia, ale fakt, ze tak o tym sie rozmawia mnie po prostu niepokoił. Tą część które nie chcę się wtrącać w coś do czego nie powinna należeć. Nie mam zadatków na utrudnianie innym i w szczególności sobie życia. Gdy ci co nieśli skrzynki oddalili się w stronę fortu, zmierzyłam wzrokiem załogę wychwytując wzrokiem znaną sobie dwójkę. Trochę się biłam z sobą czy do nich podejść, ale nie będe sie przecież patrzyła na innych jak sroka w gnat. 

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Do Osmy podszedł Paweł.

- Co? Korci ci żeby się dowiedzieć o co w tym wszystkim chodzi? - parsknął - Słuchaj - ściszył głos - Nie bierz tego do siebie. Magnus jest podejrzliwy. Nie zna cię dobrze, albo tego Jacka. Po za tym, część załogantów to najemnicy, a z nimi bywa różnie. Dla sporej grupy tu obecnych, to jest sprawa osobista, dlatego muszą najpierw zobaczyć, że można ci ufać.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

- Aż tak to widać? - spytałam drapiąc się po podbródku. - Też bym sobie nie ufała, ale fakt, że niekoniecznie lubię wchodzić w układy o których nic nie wiem, trochę mi utrudnia zrozumienie. - odpowiedziałam, dość spokojnie patrząc na mężczyznę z ukosa. Co jeśli już się dowiem i faktycznie nie będzie to mnie warte? Co jeśli nie zgodzę się z niczym co mi powiedzą? Głupie gdybanie, nie chciałam się też nastawiać bykiem od samego początku, ale było to silniejsze ode mnie. Zawsze wolałam być przezorna. 

- Widzę, że twój brat wygląda już lepiej. - zagaiłam bez większego celu. 

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

- Wiesz. Reszta raczej nie interesuje się tak tymi skrzyniami. Po za tym...nie często widzi się kobiety na okrętach. No chyba że tych pasażerskich dla bogaczy. I jeszcze jedno. Kiedy nadejdzie pora, kapitan sam cię uświadomi o co w tym wszystkim chodzi. Inny mogą cię tylko uświadomić połowicznie.

- A tak. Wiesz...jesteśmy ze wschodu. Nasi dziadowie gorsze rany dostawali. Pamiętam jak pewnemu szlachcicowi strzelili w samą facjatę i mu podniebienie wyrwało. Wstawili mu na to miejsce metalową płytkę i żył w sumie dalej. A tak w ogóle, walczyłaś kiedyś z kimś kto posiada szablę, zamiast rapiera czy kordelasa? - zagaił z ciekawości - Bo wierz mi, są spore różnice.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

- To wiem. Sama się dziwie gdy widzę inną kobietę na statku. Powiedzmy, że mało kiedy mamy spore szanse na przeżycie. - zaśmiałam się. Nie kiedy nie ma innego wyjścia niż samo poddanie się, a tu już było różnie czy dadzą żyć czy nie. 

- No ładnie, nic dziwnego, że mówią żeście twarde skurczybyki. - przekrzywiłam lekko głowę - Za zaleceniem pułkownika, powinnam spróbować wszystkiego, nie? Z chęcią dowiem co i jak. - uśmiechnęłam się do niego, trochę płytko, ale skoro zaczął to skorzystam. 

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

- Tak? Świetnie - zatarł ręce - Z racji tego że w tej sztuce jesteś dość nowa, to zacznę od pokazania ci całkowitych podstaw. Bo szabla i rapier...to naprawdę spora różnica. Ferdynand! Podejdź!

Młodszy, ledwo chowając szablę podbiegł.

- Co jest? - spytał.

- Mała prezentacja.

- W porządku.

- Jak wolisz? Od razu chcesz stanąć w szranki, czy najpierw teoria - złapał za rękojeść.

 

W ten czas, na Jacka spojrzało dwóch piratów Edwarda.

- Mówię ci, gdzieś już go widziałem.

- A mało to statków złupiliśmy? Ja też, jak wypije to widzę podwójnie. A czasem poczwórnie.

- Nie no, słuchaj. Stawiam swoją kolejkę. Poważnie ten pysk już mi kiedyś mignął. Tylko nie mogę skojarzyć.

Towarzysz parsknął i podszedł do pirata.

- Ej ty! Mój znajomy twierdzi że już cię widział. Pomożesz mu wyjść z problemu? - zapytał z widoczną ironią.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Jack spojrzał na pytającego i westchnął. Wiedział, że ktoś się kapnie na przykład sam Edward.. Ale żeby majtek? No nic. Zawsze coś. Wstał i rzucił butelkę na ziemię. Podszedł do dwójki. - Skąd macie mnie znać? Dopiero się zaciągnąłem na statek. - powiedział spokojnym głosem i pustym wyrazem twarzy.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

- Mnie w sumie nie interesuje. Kolega tylko znowu przeholował - usprawiedliwił się.

- Mówię ci...wiele już ludzi ubiłem...ale twoja mi coś przypomina. Tylko nie jestem pewien co - zamyślił się drugi.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

- Mówiłeś na początku coś o pokazywaniu. Możecie zacząć.  - uniosłam lekko brwi, przyjmując zainteresowany wyraz twarzy. Lepiej się uczyłam na własnych błędach, ale by w pełni się nie zbłaźnić, a i by dać się popisać braciom swoimi umiejętnościami wolałam odpuścić by mi wsyztsko pokazali. 

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Jack tylko westchnął i spojrzał mu w oczy. - Może jakiś pechowy abordaż czy coś? - stwierdził od niechcenia Jack.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Spojrzeli po sobie.

- Więc patrz uważnie - rzekł Paweł.

Stanęli na przeciwko siebie. Wyciągnęli szable i przyjęli pozycje bojowe.

- Tylko nie daj się trafić - powiedział starszy - Zasłona pierwsza!

Ferdynand obrócił dłoń i skierował szablę w dół, zasłaniając lewą nogę, odbijając ostrze.

- Zasłona druga!

Ponowił zabieg, tylko tym razem, chroniąc prawą nogę.

- Trzecia!

Szybkim ruchem wyprostowanej szabli, zasłonił atak z prawej, kierujący się na jego bok.

- Czwarta!

Skierował ramię w lewo, aby ostrze zasłoniło celujący w pierś sztych.

- Piąta!

Obrócił dłoń w górę, a pionowo ułożona szabla, odbiła cięcie na czoło.

- Szósta!

Opuścił szablę na skos, odbijając cięcie, które oszpeciłoby mu twarz.

- Siódma!

- Abecadło kawalerzysty - zdążył orzec. Wygiął nadgarstek w dół, broniąc dzięki temu plecy.

Obrócili swoje szable i skłonili się sobie.

- Najważniejsza jest zawsze obrona, albowiem...- zaczął starszy.

- ...jeśli trafi cię ciężkie żelastwo, dalsza walka będzie niemożliwa - dokończył.

- Aspekt fechtunku gotowy. Podejdź - zachęcił ją.

 

 

- Dobra, daj temu pijaczynie spokój - machnął ręką.

- Coś mi się matli...że jakaś dziewucha krzyczała...i jego morda.

- To może chędożyłeś i za dużo przy tym wychlałeś rumu? - zaśmiał się.

 

 

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Chcesz dodać odpowiedź ? Zaloguj się lub zarejestruj nowe konto.

Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony

Utwórz konto

Zarejestruj nowe konto, to bardzo łatwy proces!

Zarejestruj nowe konto

Zaloguj się

Posiadasz własne konto? Użyj go!

Zaloguj się


×