Skocz do zawartości

Strona Główna  |  Ogłoszenia  |  Lista Fanfików  |  Fanpage  |  Feedback
Arcybiskup z Canterbury

[Multi] Ku chwale światłości!

Recommended Posts

- Hm. Tak sądziłem. Nie za bardzo te miejscowość - podążył za nią, patrząc to w jedną to w drugą - Wiesz...sądzę że powinniśmy pójść do tamtego lasu, to może z bezpiecznej odległości się zoreintujemy, hm? Bo mam jakieś złe przeczucie.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

- Pewno - odparła. 

Droga do lasu nie należała do szczególnie emocjonujących, bo w jej trakcie zupełnie nic się nie działo... No może poza jednym. 

Gdy mijali pierwszą linię drzew, dało się usłyszeć kaszlnięcie. Pojedyncze, ochrypłe kaszlnięcie gdzieś z lewej strony, z grupki krzaków skupionych w niewielkie zarośla. Jako że nie były zbyt gęste, na ich dnie widać było coś, co prawdopodobnie było leżącym, pojedynczym człowiekiem. Nie był on w żadnej pozycji bojowej. 

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Starał się iść w miarę szybko, bo przeczuwał że chwilowy spokój zaraz się skończy. No i miał rację. Stanął jak wryty, kiedy dosłyszał kaszlnięcie. Odwrócił się i odruchowo przeniósł rękę do kieszeni, ale przypomniał sobie że nie ma ni swojego noża, czy rewolwera. 

- Czekaj chwilę - szepnął, po czym po woli podszedł do źródła dźwięku.

 

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Oczywiście nie posłuchała i ruszyła w małym odstępie za Adamem, stąpając nieporównywalnie ciszej niż on. 

W krzakach leżał chłopak. Miał na sobie podarty mundur wojskowy, na jego posiniaczonej, nabiegłej krwią twarzy widać było ból. Jedno oko miał opuchnięte, drugie zaś lekko i z trudem otworzyło się, zerkając na Adama. Odkaszlnął, spluwając sobie na brodę krwią. Był zbyt słaby, by się ruszyć. Wokół nie było broni i na pewno był sam. 

- Ha... halt - wycharczał. -... Bitte. 

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

O kurna kurna kurna. Germaniec. A ja nawet Błyskawicy nie mam. Co tu robić, co tu robić - przełknął ślinę, kiedy dosłyszał germański język. Wzdrygnął się. 

- Boże... - powiedział cicho - Jasna cholera co tu się wydarzyło. 

Nie. Nie to nie może być to o czym mówił Wilk. Nie ma możliwości żeby...ach coś chyba jeszcze z niemieckiego pamiętam. Skup się. 

- Emm...jak to.... - strzlił palcami - Was ist...passiert! Was ist passiert?

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

- Co się dzieje, Adam? Ten chłopak jest wrogiem, tak? - zapytała cicho Irene. 

Młody Niemiec zakasłał okropnie i wypluł kolejną porcję krwi. Teraz dopiero Adam zobaczył rany na korpusie - w podbrzuszu i na klatce piersiowej, wyglądające jak zadane nożem. Kimkolwiek był, a wyglądał na szeregowego żołnierza, nie zasługiwał na takie cierpienie i raczej nie było dla niego ratunku. Tym gorzej patrzyło się na przerażoną twarz z błagalnie wykrzywionym grymasem. 

Irene odwróciła głowę. 

- Adam? - zapytała, szarpiąc go za rękaw. - Ktoś tu idzie! Musimy się zwijać! Jeszcze jest daleko.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

- Nie wiem. Wierz mi, nie wiem - odrzekł jej, zakrywając usta dłonią - Niby mudnur z Wermachtu, więc może z poboru...ale cholera go wie. 

Widząc jak biedak się męczy, zrobiło mu się go trochę...trochę szkoda. Tak, niby okupant, z drugiej strony kilku dobrych germańców też się czasem trafiało. Nie zawsze, ale jednak. 

,,Może gdybym miał jakiś nóż, albo lepiej, Visa, to bym mu męk ukrócił. Ale z gołymi łapami to ja nic nie zdziałam"

Spojrzał za siebie - Niemiec nie chce nic mówić. Albo nie może, albo mój niemiecki jest tak kijowy. Podejrzewam że oba. Ukryj się w krzakach. Szybko! W otwartym polu to masz małe szanse - ponaglił ją - Jeszcze raz spróbuję. 

Uklęknął - Was. Ist. Passiert? - jak dobrze pamiętał ze szkoły, nie wiadomo jak, znaczyło to coś w rodzaju ,,co się wydarzyło?"

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

- He... - zaczął, ale znów zakrztusił się krwią. Coś będącego ręką Irene pociągnęło Adama do tyłu tak mocno, że niemal stracił równowagę. Potem zas poprowadziła go w stronę gęstych zarośli, a nowe umiejętności towarzyszki, czyli jej siła, nie pozwoliły się Adamowi wyzwolić póki nie znaleźli się w ukryciu. 

A nadchodziła w ich stronę grupka żołnierzy, czy też jak się wkrótce okazało - partyzanci. Nie wszyscy mieli kompletne mundury, niektórzy mieli prawie cywilny ubiór i bliżej okazało się też, że paru ma niemieckie karabiny. 

Na przedzie szedł nie kto inny, jak Wilk. Ale w odróżnieniu od ducha, od tego młodego mężczyzny biła siła i pewność siebie. Idealny przywódca, można było powiedzieć. Przynajmniej na takiego wyglądał. 

Ranny chłopak oczywiście nie umknął ich uwadze. Wyglądało to wręcz tak, jakby go szukali. 

- Spocznij - padła komenda z ust Wilka. Przybliżył się i stanął nad rannym. 

- Tyś to bratku zwiał moim chłopakom wczoraj pod wieczór? - zapytał przyjaźnie. Do uszu Adama nie dotarła odpowiedź Niemca. 

- Mareczek, chrzest bojowy. Gdzie jesteś, powsinogo? No, chodź tutaj. Śmiało, chłopie, ile mam czekać? 

Wspomniany Mareczek był chyba nawet młodszy niż Adam. Jasne włosy, wątła postura i niezbyt pewny krok, choć może to ostatnie wynikało z tego, że wiedział, co go czeka. 

Wilk wcisnął mu w rękę pistolet. 

- Co robimy? - szepnęła Irene.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

- Czekaj.... - nie zdążył dokończyć, kiedy wylądował w zaroślach. ,,W sumie może lepiej nie będę się jej sprzeciwiał. Nie wiem ile dokładnie siły w tyn niewielkim ciele"

Po obraniu pozycji, kucnął, by zminimalizować szansę na wykrycie, oraz by przygotować się na ucieczkę. Teoretyczną, rzecz jasna. Zaczął obserwować sytuację. Nie był zdziwiony widokiem partyzantów. Bardziej tym że za dnia tylu ich przybyło.

,,Patrol mógłby ich wyłapać. Chyba że żandarmeria ma posterunek daleko"

Zauważywszy Wilka, zdziwił się. Głównie tym, że wyglądał tak młodo. Wyobrażał go sobie co najmniej kilka lat starszego. Ale pozory lubią mylić. Jak już niejednokrotnie, zdążył się przekonać. 

,,A więc o to mu chodziło, z tym chłopakiem. Mogłem właściwie odgadnąć. Było do przewidzenia. Tylko co teraz zrobić. Wspominali że muszę pokazać że to tylko sen, czy iluzja. Pytanie jak mam to zrobić"

Z rozmyśleń wyrwało go Irene. 

- Wiesz...sam do końca nie wiem. Z pewnością, musimy jakoś wyrwać mojego byłego kompana. Pytanie tylko jak. Hetman mówił że ten koszmar się powtarza. Trzeba będzie poznać dokładnie jego przebieg, a potem pomyślimy jak przekonać Wilka, że jest to tylko iluzja. Zgadasz się? - zapytał szeptem. 

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Chcesz dodać odpowiedź ? Zaloguj się lub zarejestruj nowe konto.

Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony

Utwórz konto

Zarejestruj nowe konto, to bardzo łatwy proces!

Zarejestruj nowe konto

Zaloguj się

Posiadasz własne konto? Użyj go!

Zaloguj się


×