Jump to content

Strona Główna  |  Ogłoszenia  |  Lista Fanfików  |  Fanpage  |  Feedback
Emily

[Gra]W obliczu rebelii

Recommended Posts

Kate wysłuchała tego co miał do powiedzenia szlachcic. - A skąd wiesz jaki mam plan w związku z rebelią? - zapytała z ironią. Nikomu nie mówiła i nikt nie powinien o nich wiedzieć. No ale cóż. Znalazł się wróżbita Maciej w tej wiosce. Następnie rozejrzała się po miejscu zgromadzenia. Miała ochotę poszukać niebieskowłosą ale po chwili zrezygnowała i podeszła do grupy szepcących chłopów. Ni to z zainteresowaniem ni to ze znudzeniem chodziła to tu to tam aż w końcu stanęła obok nich. - Jakiś problem panowie? - zapytała. Jej głos nie był zbyt miły.

 

[Hetman twoja postać nie wie jakie plany ma Kate. Tak samo moja nie wie jaki cel ma twój szlachcic w walce w rebelii.]

Share this post


Link to post
Share on other sites

(Przyjmijmy też, że moja postać nie zdążyła odpowiedzieć, gdyż tłum, twoja postać podeszła do tamtych chłopów. Także czekamy na resztę)

Share this post


Link to post
Share on other sites

Bartek jak chciał to nawet umiał w przemowy. Porywające mniej lub bardziej, obiecujące zrównanie praw wszystkich mieszkańców królestwa i nawet wymyślił nowe słowo. "Redystrybucja" albo gdzieś usłyszał, bo był niepiśmienny to przeczytać nie mógł. Ale problem leżał w tym, że akurat teraz przemawiać nie chciał. Wypruwacz, co zresztą widać po ksywce, był człowiekiem czynu, nie słów. Zatem bez większych ceregieli i uprzejmości zaczął przekazywać polecenia swojemu przybocznemu kumplowi, żeby ten puścił je dalej. Dozbroić wszystkich chętnych w coś dobrej jakości. Wziąć tyle samopałów i kusz ile tylko się da, bo chłop miał też zalążek planu jak udupić nieco królewskich by ci tu mieli czas się okopać. Objechać okoliczne wsie i zgarnąć ile chłopa się da, to nie powinno być takie trudne zważywszy na to co głosił Bartosz. I ostatni rozkaz, którego wydanie zdecydował się zrobić głośnym i otwartym. Tak dla wszystkich.

- A na koniec, uciekinierzy mogą sobie żyć, ale każdego spieprzającego w stronę królewskich wychłostać do krwi i powiesić. Przy drodze, tak, by było widać.

Edited by Po prostu Tomek

Share this post


Link to post
Share on other sites

//Przepraszam za opóźnienie, ale niestety miałam problemy z połączeniem internetowym, a moje poczucie czasu poszło w cholerę. Postaram się napisać odpowiedź jak najszybciej mogę.

Share this post


Link to post
Share on other sites
Dnia 31.12.2017 o 19:22, Emily napisał:

Przepraszam za opóźnienie, ale niestety miałam problemy z połączeniem internetowym, a moje poczucie czasu poszło w cholerę. Postaram się napisać odpowiedź jak najszybciej mogę.

Czy twój problem został rozwiązany bo nadal zegary na odpis...

Share this post


Link to post
Share on other sites

[Here we go!]

 

Rozległ się nagle huk. Głośny i donośny. Cywile, wcześniej skupieni na trójce, teraz skulili się, a co po niektóre damy padły z omdlenia. Wzrok wszystkich, skupił się na miejscu obok podium. 

Stało tam trzech ludzi. Dwóch z nich, byli to wojacy, z pokaźnymi wąsami i w puchatych czapkach. Odziani w ubrudzone żupany, przy pasach, mieli przypięte nadziaki, a jeden trzymał rusznicę skierowaną w niebo. Obserwowali tłum z lekkim obrzydzeniem, co rusz łypiąc wzrokiem. Między nimi, znajdował się całkowicie inny od swych towarzyszy. Ten natomiast, miał piękny ubiór, wręcz abstrakcyjny. Brązowa kamizelka, na białej koszuli, czerwone rękawy, spodnie z żółto-białymi pasami. Włosy, skrywał pokaźny kapelusz, z fioletowym piórkiem. Pokręcił niewielkim wąsem i zacmokał. Kiwnął swym kompanom po czym razem weszli na podest. 

- Kapitanie Annum - powiedział, dość niskim głosem jak na człowieka jego pokroju - Co my tu mamy? 

- Emm - chrząknął - No cóż, wezwaliśmy wszystkich którzy jakkolwiek mieli uczestniczyć w naszej rebelii i...

- Tak? To czemu tylko słyszę trzy osoby a reszta potulnie patrzy? - skrzyżował ręce na korpusie - A was w ogóle nie byłem w stanie rozróżnić. 

- Ja...em...wiecie...

- No już - poklepał go po ramieniu - Nie ty o wszystkim decydujesz. 

- Wybaczcie, panie, ale czy wy to nie...Carl Vern? - zapytał nieśmiało Eryk. 

- A i owszem mości przyjacielu. Jam ci to - zaśmiał się - Pogratulować ci rozeznania w sytuacji. 

- Zaszczyt to dla mnie, mój panie - skłonił się - Powierzam wam...

- Nie trzeba - przerwał mu - Przyjdzie na to czas.

Car odwrócił się do całego tłumu - Drodzy! - krzyknął - Praca nasza, dopiero się zaczyna! A do tego potrzebujemy robotników. Znaczy was, kochani. Kto chce walczyć, potraktuje jak swoich. Kto nie chce, również potraktuje jak braci i siostry. Jesteśmy wolni. I żadna władza nam tego nie odbierze. Także ci co są gotowi oddać swe zdrowie, czekajcie - podszedł do kapitana i nachylił się. 

- Wiesz gdzie mnie znaleźć. Zabierz tą trójkę, chcę z nimi porozmawiać. Rozumiemy się? 

- Oczywiście. 

Mężczyzna kiwnął głową, a potem wraz z najemnikami odszedł w innym kierunku. 

- Więc! Eryk Orłowski! - krzyknął Olaf - Kate i...ten...eee...Bartosz! Podejdźcie tu! 

Share this post


Link to post
Share on other sites

(( No niezbyt mądre z kuli tego kim jest Katarina ale ok. I za szybko opisałeś całą sytuację. Przypominam że Tomek gra chłopem który też reaguje instynktownie po usłyszeniu nagłego strzału. Ale ok.  Mogę grać w twoją grę ;) ))

 

Katarina po usłyszeniu wystrzału z rusznicy zareagowała instynktownie. 

Prawą ręką wyciągnęła dwa sztylety, które były zawieszone przy pasku i rzuciła nimi w stronę mężczyzny który trzymał strzelbę. Jeden sztylet uderzył rękojeścią w nadgarstek szaraka tak aby ten puścił broń a drugi wbił się ostrzem w drewnianą część rusznicy tak żeby ta poleciała w tym pod wpływem bólu i naporu który teraz poszedł na nadgarstek.

W momencie rzutu sama Katarina skoczyła w stronę mężczyzny, wciągnęła nóż z tylnej pochwy i skoczyła w jego stronę, złapała go od tyłu i przyłożyła ostrze  do gardła szaraka.

- Co jest i kim jesteście? - zapytała trzymając mężczyznę tak by wszystkie pociski które mogły zostać wystrzelone trafiły z szlachcica a nie w nią. Była gotowa na kontratak.

Edited by Lucjan
Nie pasowało m kilka rzeczy i odpowiedź była za krótka ;-;

Share this post


Link to post
Share on other sites

(( spokojnie. Tylko powiedziałem. I nie róbmy offtopu bo to tylko miejsce zajmuje.  Czekam z niecierpliwością na kolejny post :v )) 

Share this post


Link to post
Share on other sites

[Nie no, spoko wstęp i od razu zapodaje jakąś akcję, to jest dobre. Jedyna uwaga to to co wspomniał Lucek - uważaj na instynktowne zachowania porywczych postaci, nic trudnego do przećwiczenia w praktyce. No to jadziem.]

 

Bartosz także bystro spojrzał w stronę najświeższego przybusia wyciągając do połowy miecz z pochwy. Ów nowy gość, wyglądający nieco na regularnego żołnierza lub coś takiego, pojawił się nie wiadomo jak i kiedy. Do tego strzelając. Przy nabuzowanym i przestraszonym tłumie. Chłop nawet by i zareagował, ale ani on, ani ochroniarz który złapał za broń, ani nikt z jego załogi nie musiał robić absolutnie nic. Wszystkim zajęła się ta kobieta. Jak się okazuje choć zgadza się ona ze zdaniem Bartka jeśli chodzi o działania wojenne, to jest aż niebezpiecznie zwinna - nawet ochroniarz Bartosza poruszał się przy niej jakby dużo wolniej. Dobrze że, przynajmniej na razie, są razem po tej właściwej stronie.

Tak czy inaczej, jednak trzeba coś zrobić, żeby się wszyscy nagle z nieporozumienia nie pozabijali. Tak się składa że chłopi raczej potrafią upilnować stada, a tłum wiele się od niego nie różni. Bartosz gwizdnął przeraźliwie, a jego ochroniarz dodatkowo gromko przywołał resztę oddziału, który przepychając się przez ludzi próbuje zbrojnym kordonem otoczyć miejsce zdarzenia. Ci, którzy mają broń strzelecką albo mają ją gotową ale nie celują, albo celują tak nienachalnie w parę, skupiając się oczywiście na mężczyźnie z kapeluszem.

- Myślę, że róg albo trąba byłaby może lepsza niż samopał - Bartosz dla odmiany zrobił się bardziej przyjazny i wyluzowany. Wystąpił spomiędzy swoich pstrokatych i nienajlepiej pachnących wojaków. - Teraz mamy taką zagwozdkę, wszystko wygląda jakbyśmy się mieli mordować, a tego właśnie nie chcemy, prawda? Panie... kolego Vern, bo panów już nie ma, może kolega po prostu zaspokoi ciekawość Kate i wtedy siądziemy, pogadamy, pomyślimy. Jest kurwa zdecydowanie za wcześnie by zabijać się między sobą.

  • Upvote 2

Share this post


Link to post
Share on other sites

Wojak z rusznicą, miał begatela, prawie dwa metry i do tego umięśniony nie licho. Tylko bardzo szybka reakcja sprawiła, że dał się złapać jak żółtodziub, z nożem na gardle. Jednak jego kompan miał znacznie więcej oleju w głowie. Otrzeźwiał prędko, i lewdo jak Kate skończyła pogróżki, złapał ją za kołnierz i odciągnął od kompana, co większych trudności mu nie sprawiło. Towarzysz, już wolny, dostał małego ataku wściekłości, bowiem błyskawucznie sięgnął po nadziak.

W ten czas, gdy zbrojna hałastra wycelowała w jegomościa, Eryk wraz ze swymi najemnikami stanął przed nim murem.

- Głupcy! - wrzasnął - Nie wiecie co czynicie, ni z kim macie do czynienia!

- Starczy młodzieńcze, rzekł pełen spokoju Vern - Faktycznie źle zaczęliśmy. Pozwól że naprostuje - poniwnie wyszedł na przód, unosząc ręce - Mości druchowie. Opuście swe lufy i klingi. Nim wróg do nasz przybędzie, oszczędzajcie siły. Tutaj wszyscy jesteśmy swoi. Jeżeli chcecie wyjaśnień, dam wam je. Ale po pierwsze. Andrij, Choryłko...zostawcie ją - zwrócił się do swych kompanów. Ci, zrezygnowani, ale posłuszni, wrócili na pozycje - Po drugie, byłbym rad, gdyby tą...grupkę zbrojną, odprawić -spojrzał na Bartosza - Wtedy możecie zadać pytania.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Bartek pozostał wyprostowany i patrzył, nienachalnie ale też niepokornie, prosto w oczy tego całego Carla. Nie było to jednak żadnego rodzaju wyzwanie, jeno naznaczenie swojej pozycji w mającej zapewne niedługo nastąpić dyskusji. Bez odwracania wzroku zdecydował się poświęcić chwilę uwagi zarówno Kate jak i Erykowi, jednak nietrudno się było domyślić kto od teraz jest takim jakby faktycznym zwierzchnikem. Zwrócił się zatem najsampierw do tej pierwszej, obawiając się, że takie złapanie ją za kołnierz jak gówniarza może ją podkurwić. Nawet po fakcie. Kobiety są nieobliczalne.

- Kate, nie myśl sobie bogowie brońcie że ci rozkazuję - powiedział otwarcie, rozkładając ręce - ale czy mogę cię prosić o nie wiem, potowarzyszenie mi? Tak mniej więcej o tutaj w tym miejscu. Koło mnie. Tylko wiesz, lojalnie radzę stań pod wiatr, jeszcze nie udało mi się zorganizować miednicy i prezencja na tym cierpi. A ty, chłopcze...

 

W tej konkretnej chwili głos chłopa nieco przycichł i nabrał głębszej, nieco może groźniejszej barwy. Bartosz spojrzał na Eryka przeciągle, zanim gestem dał swoim ludziom znać że nie będzie trzeba nikogo na widłach wynosić.

- Pamiętaj o jednym. Mogę mieć do czynienia z samym królem czy cesarzem, jest takim samym człowiekiem jak ja. I tak się będę odnosił. Teraz myślę że moglibyśmy wszyscy na spokojnie porozmawiać o ważnych rzeczach. Na przykład jak nie wystawiać na zagrożenie nieszczęsnych kobiet, dzieci i starców a przy tym nie przegrać z kretesem. Ba, może nawet i wygrać by się udało, kto wie. Jakieś piwko, samogon, słonina z chlebem? Czym mam tym poczęstuję, a każdy kretyn wie że przed dysputą gardła trza dokładnie naoliwić. To jak?

Share this post


Link to post
Share on other sites

Katarina gdy tylko poczuła że ktoś ją łapie za kołnierz, bez ogródek uderzyła typa w kroczę. Następnie poprawiła ubiór, wzięła swoje sztylety i podeszła do Bartka. 

- Jesteś tutaj jedynym gentlemanem więc przystanę na twoją prośbę. - stwierdziła podchodząc. 

- A smród przynajmniej zabije muchy. - szepnęła mu na ucho z uśmiechem. Poprawiła dekolt i spojrzała na młodych szlachciców.

Share this post


Link to post
Share on other sites

- Powiedz mi chłopcze, ci tutaj to miejscowi?

- Mości panie, pozwól mi nie marnować słów. Powiem jeno...nie - westchnął.

- Hm...Dobrze. Ludu! - zwrócił się do cywili - Wracajcie do domów i czekajcie rozkazów. Obiecuje wam, w dobrych rękach jesteście, a ja swój obowiązek zamierzam względem was spełnić.

Mieszczanie, trochę zmieszani zaistniałą sytuacją, opuścili teren zbiórki.

Carl zeskoczył z podestu, poprawił strój i zwrócił się do dwójki.

- Kwestia wyjaśnienia. Dawna kadra dowódcza już tu nie urzęduje. Tą...organizacją, zarządzam obecnie ja. A kim jestem, to wyjaśni się później. Właśnie w sprawach strategii...mości Eryk miał rację, przydałoby się wokół mieściny postawić jakieś zasieki, co by utrudnić życie ewentualnemu szturmowi. Co do tego ukrycia starców i niewiast...mam co do tego inny pomysł. Nikt nie może opuścić naszego miasta, gdyż wojska królowej będą mogły ich wyłapać i żądać rozmów. Na co nie możemy sobie pozwolić. Miast tego, gdyby...żołnierze mieli świadomość iż bronić muszą swych rodzin, walczyć będą lepiej. Można wręcz rzec, znacznie lepiej. Chyba się ze mną zgadzacie? 

- Rzecz jasna, mospanie - wtrącił Eryk - Sam chciałem to przeforsować. 

- Doskonale. I tak też uczynimy. A w kwestiach stricte militarnych, macie jakiś konkretny pomysł?

Edited by Hetman WK

Share this post


Link to post
Share on other sites

- Ej chwila kurwa - do tej pory miła, otwarta i przyjazna postawa Bartosza zmieniła się w jednej chwili. Uśmiech zniknął jak sen jaki złoty, zastąpiony grymasem zaskoczenia i złości wykrzywiającym brodatą mordę. Postąpił dwa kroki do przodu w stronę dwójki szlachciców. Wielu z jego żołnierzy było technicznie miejscowymi, lokalnymi wieśniakami z różnych wsi i pańskich włości naokoło, dlatego miał parę spraw do powiedzenia. - Hola jaśniepanowie, ale rozmawiać będziemy tu i teraz. Chcę pomóc z całego serca i pomagać będę, ale nie ma takiego chowania się po kątach. Nie ma byłych dowódców bo wszyscy uciekli? Dobrze, cieszę się że mamy ciebie, kolego Vern. Ale siedzimy w tym wszyscy i wszyscy mamy prawo głosu, a nie że hehe dwaj się zgodziliście bo chciał przeforsować i nagle cyk gotowe. To tak nie działa. I nie będzie działać, jeśli wygramy z królową.

 

Po tych słowach chłop poprawił nieco ubranie, przygładził włosy pod czapką, pogładził się po brodzie i odchrząknął. Przez chwilę wyglądał bardzo poważnie, ale wraz wszystko zepsuł i uśmiechnął się lekko do Katariny, która do tej pory całkiem mu imponowała. Następnie spojrzał na Carla i Eryka.

- To nie tak że będę chciał nas teraz jakoś dzielić. Właśnie wręcz przeciwnie, złączyć bo jesteśmy równi - oznajmił donośnie ale nie do przesady, powracając do powagi. - Dlatego też uważam, że jako równi powinniśmy wpierw zagłosować. Jak ktoś będzie przeciw to od razu ma wyjaśnić czemu, tyle. Każdy głos liczy się jako jeden. Teraz do rzeczy, ja ogólnie szczerze mówiąc jestem za, bo to nawet lepsze niż to co chciałem zaproponować. Trochę skurwysyństwo, ale cóż. Wojna. Także głosuję za. Koleżanko Katarino?

Share this post


Link to post
Share on other sites

Katarina tylko słuchała słów Bartka z zainteresowaniem. Może dlatego że jako chłop wydawał się inteligentniejszy i nawet taki był w odróżnieniu od szlachciców. No ale plan był dobry. Gdy zobaczyła, że mężczyzna się do niej uśmiecha, odwzajemniła uśmiech i oparła ręce na biodrach. Po chwili namysłu westchnęła i spojrzała jednym okiem na chłopa. 

- No cóż. Też jestem za. Plan jest nawet dobry a mi to i tak bez różnicy. Chronię własny tyłek i jednego kumatego chłopa więc luz. - stwierdziła. Gdy mówiła o kumaryny chłopie, wskazała palcem na Bartka.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Kiedy Bartosz zbliżył się do nowego dowódcy, najemnicy również przystąpili bliżej, oczekując jakiejś konfrontacji. Natomiast Vern, pozostał spokojny i słuchając łupieżcy tylko się uśmiechał. 

- Ta cała rewolucja pójdzie w rozsypkę, bez dobrego przywództwa. Ale mówcie dalej, Bartku, chętnie posłucham co macie jeszcze do powiedzenia - złapał się za brodę, będąc zaciekawionym personą rozbójnika. Kątem oka dostrzegł jego uśmiech to tajemniczej zabójczyni, ale swoje przemyślenia zostawił sobie na potem.

Odchrząknął wreszcie, mlasnął językiem, nabrał powietrza i zaczął.

- Nie istnieje równość jako taka. Tylko przed Stwórcą jesteśmy tacy sami - spojrzał na moment w górę - A sprawa wygląda obecnie w ten sposób. Ja jestem tutaj przewodnikiem. Każde stado potrzebuje pasterza. Natomiast zamierzam karać tak samo oficerów, kiedy się pojawią, oraz zwykłych żołdaków tak samo. I zamierzam liczyć się z waszym zdaniem, rzecz jasna o ile będziecie się zwracać do mnie z należytym szacunkiem. Będzie to korzystne dla obu stron. Tak czy tak, pomysł przeszedł. Eryku, przyjacielu, pozwolisz że do zadania fortyfikacji wyznaczę mojego kompana?

- Rzecz jasna - kiwnął głową. 

- Cudownie. Natomiast ty, zacznij przygotowywać chłopów ze swoich zagród. 

- Zrobię co w mojej mocy. 

- Co do was, towarzysze - kaszlnął - Jest mnóstwo rzeczy do zrobienia. I mam co nieco zadań, rzecz jasna jeśli jesteście w stanie je wykonać. Katerine, o ile pamiętam, jak dobrze wiemy w miasteczku mogą być szpiedzy. Rzecz jasna nie ma go w polu najbliższych kilku stóp. Chciałbym żebyś spróbowała się czegoś dowiedzieć. Najlepiej zacząć w tawernie, w gorszej dzielnicy tej mieściny. Łatwo tam trafić. Więcej oprychów jest chyba tylko w ściekach stolicy. Co co was, Bartoszu...jesteście sławni wśród chłopów. Na drodze, prowadzącej do nas, znajduje się pewna wieś. Nie wiem jak z jej przyzwoitością. Sprawdź ich. Zbierz ochotników, namów do tego, aby poinformowali kiedy przybędą wojska królewskie i tak dalej. Gotowi jesteście to zrobić? 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Kobieta spojrzała na szlachcica i westchnęła. - Jestem Katarina. - poprawiła mężczyznę i poprawiła włosy. Czyli wracamy do przesłuchań. Czemu jej to nie zdziwiło? Może przyzwyczajenie. - No cóż. Skoro tak proponujesz może być. Ale nie obiecuję że wszyscy będą cali i zdrowi. Może wyjdą bez kilku palców. - stwierdziła jakby nigdy nic i spojrzała gdzieś indziej ocierając wzrokiem Bratka.

Share this post


Link to post
Share on other sites

- No widzisz, nie istnieje, to prawda - Bartek odparł spokojnie Carlowi, stojąc niewzruszenie w tej samej pozycji i lekko mrużąc oczy. - Równość jako taka. Ale będzie istniała. Oczywiście wiadomo, przewodnicy i pasterze są potrzebni, i są potrzebni zawsze. Mądrość to cecha godna szacunku, a i wielce pomocna jeśli chcemy wszyscy przetrwać, kolego Vern. Ale czego nie potrzebujemy już więcej to król czy królowa, magnaci, albo szlachta. Taka wiesz... grupa co to oczekuje szacunku za darmo, tylko dlatego bo mieli szczęście się dobrze urodzić.

Po tych słowach chłop zdecydował jednak cofnąć się rozważnie o ten krok czy dwa, po to by zaznaczyć swoją czasową nazwijmy to podległość jednemu zorganizowanemu dowództwu. Skłonił głowę na znak zgody i akceptacji. Nie mógł jednak powstrzymać parsknięcia takim wesołym cichym śmiechem, kiedy zabójczyni przyjęła swoją misję ostrzegając z góry o... potencjalnych problemach. Kiedy Bartoszowi udało się wrócić do jako takiej powagi, postanowił kontynuować.

- Powierzone zadanie wykonam najlepiej jak będę mógł - zapewnił Carla, także i Erykowi oferując takie przyjaźniejsze skinienie. Nie miał problemu z wyznaczeniem kogoś spoza swoich do budowy tych, nooooo, fortyfikacji, bo gówno się na tym znał. - Prosiłbym o to by ktoś powiedział mi gdzie się po fakcie zbierać i jak też to te forty będą wyglądać, byśmy wiedzieli gdzie iść. Niestety nie dotrzymamy w polu konnym rycerzom.

 

[Po odpisie proszę nie przewijać za bardzo do przodu, bo jak dostanę odpowiedź od Carla/MG to chcę jeszcze wydać dodatkowe dyspozycje.]

 

 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Szlachcie popatrzyli po sobie.

- Nie interesuje mnie czy ten szpieg będzie w jednym kawałku. Masz go zlokalizować, upewnić się że to on, a potem przyprowadzić do mnie. Potem przekażę kolejne instrukcje. Nalegam, aby zdrajca, lub zdrajcy, zostali zabici dopiero gdy wydam taki rozkaz, gdyż mam pewien pomysł co do nich. W każdym razie, możesz zacząć od razu. Rzeczoną tawernę znajdziesz idąc na wschód, główną drogą. Łatwo znajdziesz. Wierzę w twoje umiejętności, panno Katarino - uśmiechnął się i podszedł do Bartosza - A wy, Bartoszu. Sprawa wygląda następująco. Jak mówiłem, póki co namówcie chłopów do współpracy. Albo bezpośrednio dołączą do ciebie, albo milicji przyjaciela Orłowskiego. Jednak przede wszystkim, chodzi mi, aby, kiedy wojska królowej zbliżać się będą, zabrać zapasy i wycofać się do lasu...

- Tak mówiąc, nic nie uprościsz - ozwał się niskawy głos. Do zebranych podszedł starszawy jegomość. Oblicze zdradzało że nie jedno w życiu widział, Przez prawy policzek przechodziła mu blizna, dość stara. Końcówki posiwiałego wąsa, opadały w dół, zasłaniając trochę popękane usta. Silnej postury, odziany w błękitny płaszcz, stanął po prawej stronie Carla. 

- Magnus...właśnie miałem po ciebie posłać. 

- Oczywiście. Beze mnie nic nie wskórasz - parsknął - A to...?

- Powiedzmy że nasi nowi sojusznicy. Do pokonania Królowej nasza trójka nie wystarczy. 

- Co prawda do prawda. 

- Także kolego Bartku, mój kompan powie wam o co konkretnie mi chodzi. 

Ten, rozłożył mapę miasta i okolicy. Rysunki przedstawiały, że mieścinka jest otoczona lasem. Małym bo małym, ale jednak. Wioska, znajdowała się po drugiej stronie muru drzew. 

- Jeżeli uda ci się ich przekonać, wyślij zwiadowców na północny zachód. Z stamtąd przybędzie armia. Dzięki temu dokładniej poznam ich stan liczebny. Wtedy, na karzecie chłopom wycofać się ze wszystkimi zapasami tutaj. Nawet jedna bułka, czy ogórek, nie może zostać na pastwę rojalistów. Natomiast ludzie mają skryć się tutaj. A swoją bandę ukryjesz w lasach. Ale to kwestia jeszcze kilku dni, także spokojnie. Natomiast, jeżeli nie będą chcieli współpracować...chyba wiesz co trzeba będzie zrobić?

Share this post


Link to post
Share on other sites

×
×
  • Create New...