Cahan

Bitwa Userów [Zabawa][Turniej]

Recommended Posts

Według mnie dalej powinni przejść:

 

1. White Hood. Jego rymy były po prostu lepsze, sam tekst też wydawał się plynniejszy i bardziej z pomysłem. Cudów nie uświadczyłem, na sylaby nikt nie zwracał uwagi. Rapsy White'a są też dłuższe, bardziej rozbudowane. Fakt, w drugiej rundzie Triste się poprawił, ale to niestety nie wystarczyło, jeśli o mnie chodzi.

 

2 i 3. Rzymianin i Kruczek wygrywają walkowerem. Co Wam mogę powiedzieć, chłopaki? Good job!

 

4. Zegarmistrz. Jego rymy były, podobnie jak w przypadku White Hooda, po prostu lepiej napisane i płynniejsze. Poza tym u Sosny czasem pojawiały się rymy dla rymów, nie mające zbyt wiele sensu (ja wiem, że to bitwa na fandomowy rap, ale bez przesady). Również treść rapu Zegara wydaje mi się lepsza, jakaś taka... celniejsza. 

 

Taki werdykt mój z oceną

W życiu Waszym nic nie zmienią

Jeszcze walnę rymy ładnie

Czy bym wygrał? Kto to zgadnie

W slowach moich jest finezja

Pozdro, slowo i poezja!

  • +1 5

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

W takim razie dalej przechodzą: White Hood, Kruczek, Rzymianin i Zegarmistrz! Gratki, panowie!

 

A co z półfinałami? Zmieniam nieco formę, bo poprzednia nie wyszła. Zaczynacie od jutra i każdy ma 2 dni na napisanie swojej części rapsów. Jeśli nie zmieści się w czasie, to odpada.

 

Nasze pary to:

@WhiteHood i @Rzymianin oraz @Zegarmistrz i @Kruczek

Czyli jutro swoje rapsy zaczynają White Hood (przeciwko Rzymianinowi) i Zegarmistrz (przeciwko Kruczkowi).

  • +1 2

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

@Kruczek

 

W końcu jakiś kąsek godny uwagi. Zatem zacznijmy ten karnawał.

 

Na nic zda ci się obrona, kiedy moim wrogiem wrona,

Smoka ci pokaże siłę, choć me słowa są niemiłe.

Ale kto wszystko to tu zliczy, gdy przeciwnik mój jest z dziczy.

Tutaj szczęście twe przepada, walkowerów ot parada,

Mnie po prostu tak nie zgnieciesz, kiedy słowa swoje pleciesz.

Bo tyś tylko jest przyczyna, a zwycięstwa mego wina.

Cobyś mógł się zabrać w troki, a wraz z tobą obiboki,

Które rymy nawrzucały, i bez sensu i bez wiary.

A gdy tylko spojrzysz w górę, to spostrzeżesz tam wichurę,

Która słowem ognia pali, która mury twoje zwali.

Przegrać rola dana tobie, a mi tańczyć na twym grobie.

  • +1 1

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

@Zegarmistrz 

Wrona dotarła na miejsce zdarzenia, ekhem, ekhem. 
 

Prawie południe na zegarze, witaj w swoim koszmarze.
Jakoś tu nie widzę Smoka, oto słowa Proroka: 
Chronometr, Samotny Bóg i jego plaga. 
Spójrz w dół, co tam leci? 
To chyba Twoja przewaga. 
 

Zgodnie z moimi wizjami, bawisz się zapałkami. 
Teksty prosto z średniowiecza, brakuje hełmu i miecza, 
chciałeś palić heretyków a jesteś w Klubie Antyków. 
To ja podpalam stos i zostawiam trupa, 
ty bądź grzeczny, Zegarze i sam się przywiąż do słupa.
 

Jeśliś taki skory do tańca, skąd ta mina skazańca? 
Dasz radę się uśmiechnąć, Zegar, ja w Ciebie wierzę.
Ty tańczysz na moim grobie, a ja w nim dawno nie leżę. 
Wstałem i zrozumiałem, że mam coś do zrobienia, 
skopać Ci tyłek, ot co, nie zrzucę tego brzemienia.
 

Na naszej walki rozpoczęcie, pomyślałem o małym prezencie:
Proszę, łap kołkownicę, trzymaj kciuk na blokadzie, 
próbuj szczęścia i pamiętaj, masz pełno nabojów w zadzie~
 

  • +1 2
  • Mistrzostwo 2

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

No popatrzcie drogie panie, wrona czeka już na lanie,

I zobaczą wnet  panowie, lanie będzie co się zowie.

Bo miast wrony za kamrata, dano mi tu ot kurczaka.

Co to gdacze "ma wygrana", a w rosole skończy z rana.

 

Lecz gdzie moja jest maniera, pora spalić tu pozera.

Nie wiem czego ty tu szukasz, skoro słowa tylko rzucasz,

Na wiatr zbędę twe pogróżki, skoro kurze ty masz nóżki,

Wśród zbłąkanych mknąc strumieni, wynik walki się nie zmieni.

 

Lecz ty ze mną chciałeś tańczyć, więc nie będę cię tu niańczyć,

Zapałkami spalę słowa, wnet odejmie ci się mowa,

Hełm i miecz mi niepotrzebny, na twe pierze całkiem zbędny,

Swoją liczbę masz nauczek - mi zostanie tu McKruczek.

 

Lecz nie spuszczaj swojej grady, wszak tyś pewny żeś jest twardy.

A me słowa niczym młoty, wnet rozerwą twoje loty.

Kiedy skończę z tobą wreszcie, nie pokażesz się na mieście.

Bo to sprawa niesłychana, żeby popiół dotrwał rana.

 

  • +1 2

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

@Rzymianin

Przyszło nam staruszku miły, stanąć na się dla zgrywy.

Tejże oto gawiedzi, co najmniejszy rym cedzi.  

Ale przejdźmy do konkretów, nie jesteśmy tu dla bzdetów.

Masz przed sobą przeciwnika godnego, nie zniżaj się do poziomy adwersarza poprzedniego.

Słowa swe dobieraj ostrożnie, by nie skończyć z myślą niepłodnie.

Umysł swój wzbij nad szczyty, może to sprawi, że nie będziesz stał jak wryty.

Antyczny mężu oniemiały, Sedesem z Ebonitu zwany.

Rzym miał przetrwać, co się stało?

Jakieś państewko go zdeptało

Jak Cesarstwo upadł i ty upadniesz, filozofie marny.

Duchu dawnej epoki, pora pójść na spoczynek

I przekazać młodym piedestały lirycznych świątynek.

Dumasz, że Wergiliusza wielkość żeś osiągnął

Gdyby to usłyszał, tylko by się żachnął

  • +1 2

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

@Zegarmistrz 
Tik, tak, tik, tak, tik, tak, tik, tak...

 

Dobra Zegar, dość już tej mętnej rozkminy 
teraz jak Mickiewicz - dam ci trzy godziny.
 

Godzina pierwsza, posłuchaj mojego wiersza, 
gaśnie świeczka, na nic zda się ucieczka. 
Cień skrzydeł, myśliwy, usłyszysz moją mowę, 
spada pół tony pierza, lepiej uważaj na głowę. 
 

Nie jestem kurą, Ty zaś jak kogut bez głowy, 
miotasz się bezradnie w kółko, to moje łowy. 
A Ty wpadłeś w moje szpony mimo marnych prób obrony. 
Jesteś skończony. 
 

Godzina druga, moja miła przysługa. 
Dobra rada, zostań przy role-playowaniu, 
bo wiem tyle o balecie, co ty o rapowaniu. 
Poćwicz walkę na słowa i napisz wszystko od nowa.  
Chyba już łapiesz to pomału, jesteś tylko moją przepustką do finału.
 

Są trzy pewne rzeczy, prawda dobrze znana: 
Wszechświat, Czas no i Twoja przegrana.  

Godzina trzecia, nokaut stulecia. 
Gaśnie świeca ostatnia, wpada kula armatnia. 
Spada zegar, zębatki toczą się po podłodze, 
to był strzał ostrzegawczy, ku Twojej przestrodze. 

Mogliśmy być kumplami, wyglądasz jak dusza bratnia, 
niestety ta godzina, to chyba Twoja ostatnia. 
Więc weź przykład z Sosny i wreszcie wracaj do lasu, 
zegar tyka, a ja już nie mam  dla Ciebie czasu. 
 

  • +1 4

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

@WhiteHood

 

Śmiało powiedz nam, co skrywa ten Twój kaptur,

Który chroni twoich tajemnic, tak jak mur.

Nie zdejmujesz go, więc musi być przyczyna.

Ja obstawiam, że siwizna lub łysina.

 

Ale starczy teraz gorzkich słów zachęty.

To nie czas, by prawić sobie "komplementy".

Wyjmij swoje ostrze, ja przyniosłem wałek.

Swe ataki poprowadzę według strzałek:

 

Góra, dół, lewo, prawo, skok na trzy pralki.

Taki wielki z Ciebie jest mistrz sztuk walki?

Lewo, prawo, góra, dół i bieg po stole.

Ruszasz się jak półmartwa mucha w smole.

Dół, prawo, lewo, góra, gwiazda i salto.

Teraz leżąc, powiedz, czy Ci było warto?

 

Dziś zostawiam Cię już, więc nie będę gnębić.

Wiedz, że ja mam litość nawet dla gołębi.

  • +1 1

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Siwizna czy łysina, powodem mają być rozterki?

Gdy srebro przyozdobi me lico, tylko w powagę się wzbiję, a twoja mądrość zgnije.

W oparach absurdu słów rzuconych na wiatr, gdzie bluzgi innych podobnych tobie hydr, przepadną.

Z powierzchowności swej w pychę się wzbijasz, i tym właśnie umysł upijasz.

Ostrze me chcesz ujrzeć? Patrz więc, podziwiaj, zniesmacz się trochę. W tym ostrzu nie ma połysku, nie ma finezji, nie ma szlifu, ale jest praca w nie włożona i potu kropli miriad.

Spójrz, nawet papieru nie przetnie, a jeno jak dzikie zwierzę, gdy zdobycz w kłach trzyma, rozszarpie.

Żadnej w tym finezji mistrzom przynależnej, ani elegancji, ani ostrości, ale jestem ja, Elukubrat.

Twórca i stworzenie.

Dzień za dniem wykuwam me ostrze w ogniu doświadczeń. I tylko spoglądam w surowy kawał stali, na te kroplę trudu, które zmieniły się w pot i na czas, element który spaja wszystko.

Jak walczyć ze mną chcesz, skoro każdy twój cios to kpina.

Meta jest na wprost nas, a ty chcesz wygrać idąc raz w prawo, raz w lewo?

Pięknym nas baletem raczysz, ale skończ bo się tym tańcem tylko zburaczysz.

Ja wolę proste rozwiązania, blok i pchnięcie. Czego potrzeba więcej?

 

  • +1 1

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

@WhiteHood

 

Zarzucasz mi pobieżność, lecz sam jesteś ślepy.

Nie zdając sobie sprawy, pozwoliłeś, żeby

Omamił wzrok twój słów wiaterek przebiegliby.

 

Ten błąd niestety sprawi, że nie ujdziesz żywy

Z tej jatki dźwięcznej, która po oczach cię gryzie

I echem odbija po twej duszy, narcyzie!

(A wiedz, że określenie to jest bardzo trafne.

Pół tekstu poświęciłeś, by opisać marne,

Moim zdaniem, ostrze z fascynacją szaleńca,

A za to jak mniemam, nie dostaniesz ni wieńca).

 

Wracając do sedna człowieku jak pień prosty,

Autorze rymów do prawdy wielce żałosnych.

Naczytawszy się tych moich tekstów wcześniejszych,

Uznałeś, że jesteś de facto potężniejszy.

Przestałeś się starać, zwodzony po przekątnej,

Kreśląc, co Ci przyjdzie w zawierusze trójkątnej.

Tak wpadłeś w me sidła, zastawione po drodze,

A przekonasz się o tym boleśnie i srodze.

 

Taki z Ciebie filozof, kochanek mądrości?

Takim to się podobno łatwo łamie kości.

Przeniosę to na obraz dla naszej wygody,

Pomijając zawiłe mych określeń schody.

 

Otóż równa płaszczyzna piaskiem jest pokryta

Zupełnie nie suchym, bo dusza nienapita

Odkryłaby od razu, że to piach wilgotny.

Na błękitnym niebie obraz słońca samotny.

 

A toczy się po równinie golem włóczęga,

Który idąc przez piaski do celu, nie pęka.

Wokół niego podskoczy skoczek akrobata.

Ty jesteś golemem, a ja ten, co tak lata.

Idzie golem powoli, lecz trochę koślawo.

(Jak Twoje składnie, wersy i rymy, jak całość).

Tymczasem doskwiera i łaskocze go skoczek.

(Tak samo i ja się z Tobą mym słowem droczę).

Golem tylko ręką, jakby muchę przeganiał,

A pół drogi o sile swojej wielkiej gadał.

Nie patrzy pod nogi i uwagi nie zwraca,

Przez myśl mu nie przejdzie, że się właśnie zatraca.

Ślepota to najpewniejsza jest jego wada

I choć do celu idzie, to w muł się zapada.

 

Dlaczego go skoczek nie wyprzedzi najpierwszy?

Zamiast tego po bokach mocno mu węszy

I raz w lewo, raz w prawo dość sprawnie uskoczy.

Może po prostu sobie lubi tak okroczyć.

W tym czasie nasz golem widzi metę po prostej

I choć jest w błocie do kolan, nie złamiesz mocnej

Jak stal jego woli, zatem pewnie by doszedł,

Gdyby go nagle wcześniej nie przegonił skoczek.

 

I tak myśli golem po pas zakryty w błocie:

„Czego potrzeba więcej ty przeklęty kocie,

By cię przewrócić, pokonać albo przegonić”?

Czasem się wystarczy po prostu raz ukłonić

 

- odpowiadam.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Chcesz dodać odpowiedź ? Zaloguj się lub zarejestruj nowe konto.

Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony

Utwórz konto

Zarejestruj nowe konto, to bardzo łatwy proces!

Zarejestruj nowe konto

Zaloguj się

Posiadasz własne konto? Użyj go!

Zaloguj się