Raxoros

Kronika Armii

Recommended Posts

Witajcie słudzy Armii Cienia!

Jako Pierwszy Generał oświadczam, że jeden z członków naszej Armii postanowił zamieszczać w tym temacie

kroniki naszego szanownego Króla! Jest nim nie kto inny jak Hetman WK!

Pierwszą część wrzucam ja, następne będą już zamieszczane przez samego autora.

Spoiler

Kuc w ciemnej pelerynie, przemierzał korytarz, który dawno już widział jakiekolwiek światło. Gdzieniegdzie, skrzyła się pajęczyna, dom pająków, jedynych w sumie mieszkańców. Popękane ściany, z leżącymi na podłodze kawałkami czegoś w rodzaju kryształu.

Im dalej, poszukiwacz zagłębiał się w tym kompleksie, tym bardziej tracił nadziei że uda mu się to, co zamierzał. Jednak wewnętrzny głos, jasno mówił, aby kontynuować podróż. Koniec końców, nagroda mogła być warta wysiłku.

Po czasie, nie krótkim, warto wspomnieć, dotarł do dużej sali. Oświetlonej tylko przez małą dziurę w suficie, przez które docierał blask księżyca.

Sama w sobie, nie należała do wymyślnych. Bez żadnych mebli, obrazów, czy czegokolwiek godnego uwagi. Z wyjątkiem małego pulpitu na środku. Już bardzo wiekowego.

Kuc zbliżył się, zdjął torbę i wyjął z niej dwa zawiniątka, kładąc je równocześnie na blacie. Odsunął się, otwierając księgę. Ostatnią rzecz w torbie. Spojrzał na słowa, wziął głęboki oddech, aby móc za jednym razem przeczytać formułkę. Po cichu.

Zrobiwszy to, spojrzał w przód. Nic się nie zmieniło.  

Powtórzył czytanie jeszcze raz, ale bezskutecznie. Uderzył kopytem o podłożę i już miał odchodzić, gdy ziemia zaczęła się trząść. Zaczęły rozbrzmiewać dziwne szepty, a nad środkiem pokoju, lewitowały czerwony klejnot oraz zakrzywiony róg w tym kolorze. Otoczyła je fioletowo-zielona aura. Nabierała mocy, błyszcząc coraz to mocniej, aż w końcu eksplodowały, jak granat rzucony między szeregi.

Kuc rozejrzał się, niczego nie dostrzegając.

Nagle, przez grzbiet przebiegł mu lodowaty podmuch. Z nagłym napływem nerwów, odwrócił głowę.

- Mów że, kim jesteś? - dotarł do niego głos. Lekko zachrypnięty i niski.

Przełknął ślinę.

- T-to ty, o królu? - spytał ostrożnie.

- A jak sądzisz?

- C-cóż. Nie widzę cię, więc…

- Gadaj kim jesteś i po co mnie przywołałeś, albo zobaczenie mnie, będzie ostatnią rzeczą w twoim marnym żywocie - czuć było narastające w głosie...zirytowanie.

- Jestem Raxoros. Przybyłem aby ci służyć.

- Ha! - kłąb czarnego dymu, skumulował się na dole, a wyszedł z niego jednorożec, o szarej sierści, z metalową zbroją, czerwoną płachtą oraz koroną. Grzywa, wyglądał jak u alicorna, tylko że ciemna, przypominała ogień. Czerwone oczy, patrzyły na nowego, a zęby szczerzyły się.

- Służyć?

- Tak. Jako twój wierny sługa - skłonił się.

- Już kiedyś zaufałem pewnemu z was - spoważniał - Zdradził mnie, mimo że deklarował uległość.

- Ja będę inny. Obiecuje. Choćby nie wiem co, zawsze na twe wezwanie.

- Mhm - podszedł - Czuć od ciebie strach. Ale to dobrze. Od strachu do szacunku, krótka droga. Do tego, mimo że wyglądasz na wątłego, to jednak masz w sobie potencjał. Niech będzie. Od teraz, będziesz moim pierwszym generałem.

- Dziękuje - wyprostował się - Nie zawiodę.

- Przed nami długa droga. Wielu moich popleczników odeszło. Wrogowie rosną w siłę. A ja sam musiałem odsunąć się w jedyne bezpieczne miejsce. Na szczęście, dla nas, jest jeszcze kilku wiernych, a przynajmniej jeden znaczący. A przecież, są też tacy, co pierwszy raz dołączą.

- Ręcze za to, władco.

- Mam nadzieje. Czas odbudować nasze siły. Odbudować, moją armię.

 

  • Like 1

Share this post


Link to post
Share on other sites
Spoiler

- Zdrowie Hetmana! - krzyknął młodzian z lekkim wąsem, podnosząc kubek.

Na to, odpowiedziała mu zbieranina, powtarzając gest. Potrząsali szablami, strzelali z muszkietów, a paru puszkarzy walnęło z armat, zaczynając tym samym popijawę, z towarzyszącą muzyką gitar lub akordeonów.

Ten, co wzniósł toast, usiadł ponownie na krześle. Spoglądając na towarzysza po lewej, na którego twarzy widniał pokaźny zarost.

- Panie bracie! Pijcie - dolał mu czerwonego napoju.

- A powiedz mi, za co? - spojrzał na niego.

- Noc piękna, towarzystwo dobre...a jeszcze przejęliśmy ten transport.

- I tak to teraz wygląda? Sześć tysięcy, raduje się że przejęliśmy karawanę?

- Cóż poradzić? Tak nam los wybrał - wypił zawartość naczynia.

- Jak chcecie - westchnął - Ja muszę się przejść.

Wstał od stołu. Położył rękę na uchwycie szabli, powoli odchodząc od ognia i namiotu  głównego. Kroki stawiał spokojnie, bez pośpiechu. Zależało mu na jak najdłuższym spacerze.

Znalazł się w końcu na polanie, z dala od obozowiska. Oparł się o jakieś drzewo, patrząc na księżyc.

- Eh. Od banity, do banity. Kto to przeznaczenie kształtuje - pokiwał głową - A jeszcze do niedawna jakiś bardziej doniosły cel miałem.

Wtem, jakby coś usłyszał. Niby szept.

- Kto tu? Szymon? Jak to znowu ty, to ci uszy utnę - zagroził, wyciągając broń.

Rozejrzał się, nie widząc w sumie niczego, prócz traw, oraz konaru.

Ponownie, dźwięk do niego dotarł.

- No pokaż się warchole! Miej trochę ikry! - zagroził.

I jak ręką odjął, ponownie zagościłą cisza.

- Psia mać. Coraz gorzej ze mną - opuścił wzrok, który zatrzymał się u podnóża drzewa. Kucnął, wyciągając rękę po tajemniczy przedmiot, przypominający kamień. Obrócił go i oniemiał.

Pobiegł z powrotem do centrum obozowiska.

-  E! Chłopy! - wrzasnął. Nikt jednak nie zwrócił na niego uwagi.

Zaklął pod nosem, wyciągnął samopał w górę i wystrzelił. Wszyscy spojrzeli na niego.

- Szykować się! Wyruszamy!

 

 

Cała formacja, zatrzymała się przed strukturą, przypominającą świątynie. Dość wysoką, z kilkoma wieżami, wykonaną z czarnego kryształu. To co jednak najdziwniejsze, że wyglądała na dziwnie świeżą. Jakby ledwo co powstałą.

- To powinno już chyba leżeć w gruzach - zauważył jeden z pułkowników.

- Zaprawdę - odrzekł przywódca, w czarnym pancerzu - Ale oznaczo to, że nie sprowadziłem was na próżno.

- Nie było nawet takiej możliwości.

- Dobra dobra. Paweł, Adam, za mną. Reszta rozstawić się - nakazał.

Zszedł z konia, wraz z dwójką podobnie mu opancerzonych. Z tą różnicą że ich zbroje były srebrne.

Przeszli przez wielkie wrota, bardziej podobne do bramy. Znaleźli się w sali, z kilkoma przejściami.

- To którędy, mości panie?

- Środkiem.

Taki kierunek obrali.

Towarzyszył im puste ściany, roźwietlane przez zaklęte kamienie szlachetne. Ciągle mieli wyciągnięte szable, czując że zaraz ktoś, lub bardziej coś, się na nich rzuci. Przedzierali się dość długo. Bądź co bądź, to jednak mieli długą drogę do pokonania. Zakładając jeszcze że obrali odpowiednią drogę. Okazał się, że tak.

Stanęli na początku pomieszczenia, przypominającego salę tronową. Długa, z biegnącym po środku dywanem i misami z ogniem na jego brzegach. W najważniejszym miejscu, ciemny tron, jednak bez właściciela.

- Szczerze to czego innego się spodziewałem - stwierdził towarzysz.

- Ale ktoś musiał to zapalić. Znaczy że jakiś żart, lub pułapka - rzucił drugi, wykonując obrót głową, jakby spodziewał się ataku.

W ten czas, Heman podszedł do siedziska. Popatrzył na nie.

- Albo jestem już na tyle zmęczony chłopcy - spojrzał na nich.

- Może, ale i zmysłu chyba nie straciłeś - odezwał się niski głos.

Ponownie się odwrócił.

Ujrzał szarego jednorożca, z czarną grzywą, czerwonym, zakrzywionym rogiem, oraz w pancerzu.

- Sombra - szepnął, a tamci pochylili głowy.

- Czyli pamięć ci jeszcze działa. Przynajmniej tyle.

- Jakże bym mógł zapomnieć - oparł ostrze o podłogę - Myślałem że już nie wrócisz po tym jak…

- Nie wypowiadaj jego imienia - uderzył kopytem, a podłoże zatrzęsło się - Ten mięczak zarzekał że będzie wierny, a wiesz jak się skończyło.

- Wiem. Ciekawi mnie co z resztą. Choć wolałbym nie być na ich miejscu.

- Ty przecież też odeszłeś.

- W przeciwieństwie do nich, dopiero kiedy ty zniknąłeś. Poza tym, nie mam nadprzyrodzonych zdolności, więc przyzwać bym cię, o władco, nie mógł.

- He.

- W każdym razie, rozumiem że teraz ja przejmuję…

- Nie. Jak powiedziałeś, nie potrafisz parać się magią - przerwał mu - Roxoros!

Z bocznego wejścia, wyszedł kuc w lekkim pancerzu.

- Oto mój nowy, pierwszy generał.

Hetman spojrzał na niego, mrużąc oczy.

- Jeśli taka twa wola, jestem w stanie ją zaakceptować - skłonił się.

- Nie martw się. Bo choć on - kiwnął - Jest od teraz moją prawą ręką, to ty przejmujesz kontrolę nad większością przyszłych sił lądowych - jego róg rozbłysnął, a na środku pokoju pojawił się stół z rozłożoną mapą. Człowiek podszedł do niego, patrząc na teren. W jego myślach, już pojawiły się plany nowego obozu, przyszłych manufaktur, oraz sposobów ataku na to jedno, wielkie miasto.

- Niech mnie! Wracam w końcu do prawdziwej roboty! Panowie! Powiadomić resztę, że przerzucamy się ze zwykłego rabunku. Teraz mamy jakiś faktyczny cel.

 

  • Like 1

Share this post


Link to post
Share on other sites
Spoiler

Dotąd, zimne pustkowie, lodowa pustynia, zmieniało się powoli, ale jednak, w tętniące życiem obozowisko. Oczywiście, w aktualnej formie, wszystko składało się z parunastu namiotów. Acz lepszy ryc, niż nic. W głównej mierze, członkami byli przybyli razem z drugim, głównodowodzącym. Dzięki pewnym działaniom, oraz posłańcom, ściągali tu nowi. W chwili obecnej, najemnicy, zabijacy, dezerterzy, przestępcy etc. Mało zdyscyplinowani, więc więcej roboty dla oficjeli, żeby to wszystko ogarnąć. Produkcja broni...no nie istniała, więc trzeba było wszystko sprowadzać zza gór. Od kupców, którzy słono sobie liczyli, za samo wyposażenie dla piechoty. Także nie było tragicznie, ale do rewelacji daleko.

- No wiara. Jak tam z raportami? - Hetman spojrzał po swoich pułkownikach.

- Jest...do przyjęcia. Nie licząc pewnej kwestii.

- To znaczy?

- No cóż. O ile jesteśmy w stanie wytrenować kuce czy te psy, to jest jeśli chodzi o istoty latające...mamy problem. Niby mogłyby tak samo walczyć jak reszta, ale żal nie wykorzystać takiej możliwości.

- To tak jakby mieć załogę artylerii, a kazać im szarżować - dodał ktoś.

- Macie panowie rację. Przydałby się ktoś znający się na tej sztuce. Mógłbym rozdzielić zakres obowiązków. Jakiś pomysł?

- Niespecjalnie.

- Ech. No cóż. Na chwilę obecną też żadnej idei. A jak z zakupem tych pięciu armat?

- Niedługo dotrą. Ale…

- Ale?

- Boimy się że fundusze się zbyt wcześnie wyczerpią. Nasi są lojalni, a najemnicy...właśnie.

- Psia jucha. Wiem jak to rozwiązać. A żeby się tylko zgodzili.

- Konkretniej?

- Nasi ,,straceńcy’’ długo nie brali udziału w atakach. Pojawią się nowe dyrektywy.

 

Drzwi do sali otworzyły się. Stanął w nich posłaniec.

- Panie, jest coś o czym Król chciał z tobą omówić.

- Dobra. Już idę.

Poprawił szablę przy pasku. Nie czekając długo, zaczął zmierzać do celu. Droga, nie należała do specjalnie długich, gdyż sala narad, znajdowała się blisko sali tronowej. Wszedł do niej spokojnym krokiem. Czekali już tam Sombra i pierwszy generał.

- Mój panie - przyłożył zaciśniętą dłoń do klatki piersiowej pochylając głowę - Czemu zawdzięczam, wezwanie mnie.

- Otóż kolejny chce dołączyć do naszej sprawy. I sądzę że na chwilę obecną, powinniśmy być wszyscy, przy przyjmowaniu. Nie sądzisz?

- Oczywiście. A kto to się zdecydował?

- Zobaczysz. Wprowadzić! - wydarł się na strażników.

Ci, otworzyli drzwi główne. W progu, stanęła pegazica, o szarym umaszczeniu i czerwonej grzywie. Po pyszczku, widać było że jest zestresowana. Ale weszła dalej.

- Masz zamiar ją przyjąć? - szepnął Hetman do Raxarosa

- Wiesz, jest nas zbyt niewielu, by być wybrednymi. Może kiedyś - pokiwał głową.

Ta, stanęła przed tronem, wykonując ukłon, co pozytywnie wpłynęło na króla. Dobry początek.

- Mów, jak cię zwą.

- Emm - zająkała się - Jelly. O królu.

Jeden z ludzki wartowników, próbował powstrzymać śmiech.

- Co cię tu sprowadza?

- Chcę ci służyć, królu.

- A z jakiego powodu? - uniósł głowę.

- Oczywiście, by poprzeć twą sprawę - powiedziała.

O panie - pomyślał Hetman, przewracając oczyma.

- Szlachetność i bezinteresowność. Nie - zaśmiał się - Nie okłamuj, bo prędzej czy później się dowiem. Więc?

- W porządku - wyprostowała się - Mam parę rachunków do wyrównania. Po za tym, chęć wzbogacenia.

Zaczyna mówić z sensem.

- He. Nareszcie. Jeśli będziesz wiernie służyć, to dostaniesz swoją zemstę i nagrodę. Ale spróbuj mnie zdradzić, to zdechniesz. A przed to zapewnie ci świetne atrakcje. Jasne?

- Jak słońce.

- Jeśli mogę - wtrącił się człowiek - Co możesz do nas wnieść? Nie licząc własnej osoby. Broń, oddziały…

- Cóż, brak mi tych rzeczy. Nie jestem z zamożnego rodu, to nie stać mnie na to o czym…

- A więc można cię posłać do pierwszego szeregu. Zawsze coś - wzruszył ramionami.

- Ale znam się na lataniu. Nawet w zarządzaniu, pewną grupą.

Jego oczy rozszerzyły się - Czyżby niebiosa są mi wdzięczne?

- Lotnik, powiadasz?

- Tak, znałam nawet - przerwała, rozglądając się - Pewnych, bardzo doświadczonych z Wonderbolts.

- Aha. A jeśli, powiedzmy, miałabyś objąć pieczę nad gryfami i pegazami, aby nauczyć ich dyscypliny, byłabyś w stanie?

- Trochę by to zajęło, ale sądze że dam radę.

- Więc postanowione - Raxoros zabrał głos - Zostaniesz kapitanem sił powietrznych. Oczywiście za twoim pozwoleniem, panie.

- Jeśli będziesz skuteczna.

- Będę. Przysięgam.

- Zapamiętam - zmrużył oczy - Witaj w armii - zmienił się w kłąb dymu, który rozpłynął się.

- Więc? Zajmiesz się tym? - zagaił pierwszy.

- Nawet mam pewien pomysł. Jasne - zerknął na nią - Nie zawiedź naszych oczekiwań.

 

 

  • Like 1

Share this post


Link to post
Share on other sites

Create an account or sign in to comment

You need to be a member in order to leave a comment

Create an account

Sign up for a new account in our community. It's easy!

Register a new account

Sign in

Already have an account? Sign in here.

Sign In Now