Arcybiskup z Canterbury

[Advilion, Riddle] Bring me that horizon!

Recommended Posts

Rosie uśmiechnęła się, słysząc jego odpowiedź.
— Ale ja... no... niezbyt znam się na walce i tego typu rzeczach. Lepiej się czuję działając cicho, poza czyjąkolwiek uwagą, i takie tam. A rabowanie statków brzmi jak coś całkiem przeciwnego. Myślisz, że znaleźliby tam dla mnie miejsce pomimo tego?

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

- Znajdują miejsce dla tych, których uznają za dobrych. Jeśli będziesz dobra, będziesz miała samozaparcie i te inne, to czemu nie? Właściwie to może będzie lepsze, niż bycie szpiegiem od Chii. Póki co, wybacz, ale idzie ci dość... kiepsko. Ale może zrzucimy odpowiedzialność za to na pierwsze dni tutaj? - zapytał z delikatnie złośliwym uśmiechem. - Rozmawiamy parę minut, a ja już wiem o tobie dużo za dużo. Zakładam że to prawda, bo jest raczej niekorzystna zarówno dla ciebie, jak i dla niej i jeśli ona chce wykorzystać twoje talenty, to do kradnięcia informacji, a nie biżuterii. Cóż, gdybym był plotkarzem, byłabyś już w tym mieście skończona, chyba że wszystko czego się dowiedziałem to fałsz, w co wątpię. Mam rację, czy jest inaczej? - zapytał, szczerząc się zwycięsko. 

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Rose zrobiła przez chwilę kwaśną minkę, po czym jednak przyjęła bardziej obojętny wyraz twarzy, westchnęła i wzruszyła ramionami.
— Już i tak wiedziałeś o tym, czym się zajmuje Chia. Gdybyś chciał, to mógłbyś wtopić nie tylko mnie, ale i wszystkie jej dziewczyny. I idzie mi dość kiepsko, ponieważ, uwierz lub nie, nie zostałam tutaj wysłana po to, aby kogokolwiek wypytywać. Po prostu zainteresował mnie alikorn niebędący księżniczką... czy tam księciem — "...a przy okazji pierwszy nie najgorzej wyglądający ogier, jakiego tu zobaczyłam", dodała w myślach — Czy wszyscy zawsze muszą tu rozmawiać o swoim lub czyimś biznesie? — burknęła wreszcie markotnie, z lekkim sfrustrowaniem.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

- W praktyce dalej jestem księciem, tylko że.. Troszeczkę wygnanym. - Wyszczerzył się z teatralnym zakłopotaniem. - Parę wpadek tu, parę tam i jakoś to poszło. Ty chyba rozumiesz, nie? Potem długie przystosowanie i proszę, jestem tu gdzie jestem i ty też. Niedługo sama zobaczysz, że będziesz rozmawiać o czyichś biznesach. To specyfika tego miejsca, chociaż tak, ja też chciałbym czasem porozmawiać z kimś o biologii morskiej albo starożytnej sztuce Equestrii - wyjaśnił. Przy okazji Rose mogła zauważyć, że po pierwsze, co chwila zerka na nią Chia, a po drugie... praktycznie wszyscy, od czasu do czasu, z bardzo pozorną i bardzo nieskuteczną dyskrecją. To tylko dowodziło, że morskie miasto było jednym, wielkim i brudnym zaściankiem. Wzrok mogły przykuwać też trzy młode, powabne klacze, które zerkały na nią i możliwe że komentowały to, co widzą. Wszystkie w pastelowych sukniach ze złoceniami, każda miała futro w innym odcieniu niebieskiego. 

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Klaczka uśmiechnęła się i popatrzyła na niego weselej. Może zrozumiał, że w tej chwili zależało jej teraz bardziej na rozmówcy, niż zdobywania informacji od każdego... bo przecież Chia nawet nie dała jej żadnego celu. Po prostu miała się przystosować. A spojrzenia wszystkich na sali jakoś jej zbytnio nie peszyły... no, może poza wzrokiem Chii, od którego chyba miały ją zaraz przejść ciarki. Wszak w Equestrii często oglądał się za nią niejeden ogier... chociaż z drugiej strony byli też zazwyczaj większymi desperatami, niż większość tych, których spotkała tutaj. Ale to może być też spowodowane tym, że są albo innej rasy i nie interesują ich kucykowe klacze... No albo są jak ten wygnany książę, po którym raczej ciężko jest nie oczekiwać wysokich standardów. 
— A ze mną o czym chciałbyś porozmawiać? — zapytała lekko uwodzicielskim tonem, nim zamrugała i przechyliła nieco główkę.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Wzrok Chii nie był skierowany na Rose w celu przypomnienia jej czegokolwiek, a już na pewno nie wywoływania dreszczy. Sekundę później zresztą już była zajęta rozmową z kimś innym. 

Alikorn podniósł brew. Wyraz jego pyszczka w ciągu sekundy zmienił się z poważnego na cukrowo miły, niemal równie uwodzicielski co ton Rose. Za szybko, żeby był szczery i wystarczająco szybko, żeby uświadomić klaczy celowość tego zabiegu. 

- Och, a o czym lubisz rozmawiać? Nie chciałbym pozostać bez inicjatywy, ale powiedz mi, czym się interesujesz - odparł, teatralnie mrugając. Wysilił się nawet na przygryzienie wargi i raczej nie było to na poważnie. Naśladował Rose.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Rosie przez chwilkę patrzyła się na niego nieco krzywo, jakby okazując lekkie zirytowanie, po czym spojrzała w podłogę i zaczęła z rozbawieniem chichotać. Może nieco przesadziła... albo po prostu ten ogier nie dawał się na takie tanie triki. Niemniej jednak... intrygować potrafił. Do tego stopnia, że Rosie niezmiernie ciekawiło, jak się to potoczy dalej.
— Rozmawiać chociażby o takich cwaniakach, jak ty — powiedziała, wciąż rozbawiona, podnosząc na niego równie roześmiane oczka o złocistych tęczówkach. — Chyba że... wolisz mnie dalej naśladować? — zapytała, pokazując mu znowu bardziej sugestywny uśmiech. Ciekawe, jak to jest z alicornem...

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

- Rzeczywiście, mógłbym znaleźć bardziej interesujące rzeczy do zajęcia czasu - odparł, przyjmując już normalny ton. Na chwilę oczy ogiera powędrowały gdzieś za Rose, ale potem wrócił już do niej, poważniejąc. 

- Możemy wyjść do ogrodu, właściwie nalegałbym. Róg i skrzydła na jednym kucu wystarczają tutaj żeby zyskać status i autorytet, które póki co są dla mnie korzystne. Jeśli mam się wydurniać to z mniejszą publicznością - poprosił. 

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

 Chyba faktycznie nie chciał, aby zaczęto go tutaj inaczej postrzegać. To potrafiła zrozumieć. Miała tylko nadzieję, że konieczność tej przerwy nie zepsuła im nastroju, a jedynie uspokoił się w celu zachowania swojego obrazu pośród innych uczestników przyjęcia. W końcu chyba też musiał zdać sobie sprawę z tego, że każdy ich obserwuje, bo oglądał się za nią.
 — Oczywiście. Prowadź — odpowiedziała, przybierając równie spokojny, pogodny ton. — Mam nadzieję, że ogród nie jest daleko — dodała, uśmiechając się do niego lekko, ale już bardziej skromnie.

Edytowano przez Riddle

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

- Niezbyt. Nie ma tu wiele miejsca - odparł, prowadząc Rose przez salę ku niezadowoleniu trójki klaczy. 

Ogród robił całkiem niezłe wrażenie. Kamienne, wąskie ścieżki wiły się pomiędzy kępkami krzewów kwiatowych, z których nieliczne obecnie kwitły.  Ogrodnik postarał się nawet o wykonanie tunelu z roślin, a cała przestrzeń ogrodu osadzona była na półce skalnej i oddzielona murkiem od przepaści. Cóż, nocne niebo robiło teraz naprawdę niemałe wrażenie. 

Paru innych gości postanowiło skorzystać ze świeżego powietrza, podobnie jak Rose i Jalen. Do uszu Rose dotarł przytłumiony, perlisty chichot gdzieś z boku. Na maleńkim placyku otoczonym małymi arkadami siedziała parka, zasypując się pocałunkami. Już teraz widać było, że na tym się nie skończy. 

- To jakie plany na dzisiaj? - zapytał Jalen. - Mówię o reszcie wieczoru i imprezie. 

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

 No... czasami zdarzało jej się podglądać kucyki w trakcie... różnych sytuacji. Dobrze wiedzieć przynajmniej tyle, że choć jedna rzecz się nie zmienia. Ale co jej teraz po oglądaniu, kiedy ma szansę na takiego przystojniaka, a do tego jeszcze alikorna? Przez cały ten długi czas podróży na ciasnym statku ciężko o praktycznie jakąkolwiek "akcję", a że była klaczą z dość częstymi potrzebami oraz nie do końca przejętą cnotliwością, to korzystała z nadarzających się okazji, a takowa już od dłuższego czasu nie nadeszła... co nie oznaczało, że była desperatką. Ale akurat tego ogiera nie mogłaby się wstydzić, prawda? Tylko jak się za to zabrać? Co innego wykradnięcie jakiejś pannie młodego szlachcica, któremu rodzice każą wytrzymać do ślubu, a co innego zainteresowanie w podobny sposób kogoś doroślejszego, i to o takich korzeniach!
— Nie wiem, jak długo "ciocia" — to słowo nieco przeciągnęła — pozwoli mi tu zostać. Mam jednak nadzieję, że starczy nam czasu na wszystko, co trzeba — powiedziała cicho. — Ale pytałam się, czy nadal będziesz próbował mnie naśladować — dodała, już nieco głośniej i bardziej figlarnie, wesoło się też do niego uśmiechając. Ciekawe, czy podobają mu się jej piegi...

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Jalen opuścił szyję i zbliżył głowę do głowy Rose, uśmiechając się z przekąsem. 

- A ja odpowiedziałem, że mam lepsze pomysły na gospodarowanie czasu - odparł. A potem zwrócił uwagę na obściskującą się przy fontannie parkę. Spojrzał na Rose, potem spojrzał na nich i z powrotem na Rose. Przewrócił oczami. 

- Dla mnie to żenujące i mam szczerą nadzieję, że nie jesteś jedną z wielbicielek wymieniania kolekcji chorób wenerycznych na imprezach, bo jeśli tak, to muszę cię zawieźć, to nie jest to co planowałem - ostrzegł z nutą obrzydzenia w głosie. - Musisz wybaczyć mi nietakt, ale cnotką na pewno nie jesteś, a tutaj czasem lepiej ostrzec o zamiarach. 

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Szlag. Chociaż... może jeszcze da z nim sobie radę? Widocznie wolałby ją nieco bardziej poznać. Może to i lepiej? Może nawet się umówią, spotkają gdzieś przy świecach i czymś smacznym, a nieco później... och! No, ale na razie czeka ją jeszcze troszkę pracy.
— Aż tak mi do tych spraw nie jest śpieszno — a przynajmniej zazwyczaj, dodała w myślach —ale miło by było być świadomą pańskiego ewentualnego zainteresowania, nim przejdziemy dalej. Może niekoniecznie zainteresowania tak bliskim spotkaniem, ale... ogólnie — powiedziała, spoglądając na niego zupełnie pogodnie oraz niewinnie, w taki też sposób się uśmiechając. 

Edytowano przez Riddle

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

- Fantastycznie, bo to mogłoby być... bardzo ordynarne - odpowiedział, uśmiechając się cwaniacko. - Ale mamy przecież inne rozrywki, prawda? Jeśli chcesz się naprawdę zabawić na tym nudnym jak rybie truchło i równie napuchniętym, napompowanym balu, to mogę mieć ciekawą propozycję... - stwierdził, tym razem z kolei demonicznie się szczerząc. Na tle nocnego trudno było wątpić w pochodzenie Jalena, nawet jeśli go oficjalnie nie potwierdził. - No co tam, zaryzykujemy, czy może urocza Rose woli resztę wieczoru spędzić wdzięcząc się do obwieszonych złotem i klejnotami arystokratów? - zapytał, nie próbując ukryć w głosie odrobiny przekornej złośliwości. 

 

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Urocza? Pomyślała, uśmiechając się do niego. Oj, jeszcze zobaczysz, co za niedługo powiesz o tej "ordynarności". Jednocześnie jednak klacz miała wrażenie, że mogło jednak szykować im się tu coś większego, niż po prostu jej starania o pójście z nim do łóżka. Ale jeśli ma do tego czegoś większego dojść... to niech i tak będzie. Jak na razie podobało jej się jego towarzystwo. Inna sprawa, ile by ten związek przetrwał... ale do tego klacz także już przywykła.
— Wdzięczenie się do tych, co są obwieszeni złotem i klejnotami daje świetną okazję do sprawienia, by stali się... mniej obwieszeni. Ale szkoda marnować siły na jakichś grubych bogaczy, kiedy można umilić sobie czas wraz z księciem z bajki — odparła, uśmiechając się do niego miło. Miała też nadzieję, że nie odbierze negatywnie nazywania go księciem. Jakoś ciężko było jej uwierzyć, ze mógł w jakikolwiek inny sposób zdobyć jednocześnie skrzydła i róg. Ale jak już, to stawiała, iż oryginalnie był pegazem. Bo rogi... nawet, jeśli pękną, to nie świecą się cały czas w ten sposób.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Jalen zarechotał, pobłażliwie mierząc Rose wzrokiem.

- Zanim znajdziesz księcia, znajdź sobie lepszą scenerię do bajki. Nie słyszałem jeszcze o takiej, która by już na starcie cuchnęła rybami. 

Alicorn podszedł do murku dzielącego ogród od przepaści. Wskoczył na niego, rozejrzał się, czy ktoś ich może obserwuje, a potem przesunął się kawałek, za krzewy różane i bluszcz. Potem z kolei Rose widziała, że zeskoczył z murku i zapewne ona miała zrobić to samo. 

Przepaść była nieco osłonięta od otwartego morza, a w powietrzu nie szybował żaden kształt. Pełna dyskrecja. 

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

— Syrenki też mają marzenia — odparła przekornie, po czym sama podbiegła do murku, w porę jednak reflektując się, że z rozbiegu może łatwo wpaść w poślizg. A jako że w dół długa droga, to zrobiła to na spokojnie, po prostu podchodząc i zręcznie wdrapując się na szczyt, co już robiła w Equestrii tyle razy, że nie musiała się nad tym praktycznie w ogóle zastanawiać. Widać, że nie żartowała o swoim złodziejskim pochodzeniu, chociaż teraz musiała uważać na sukienkę; na szczęście prostą oraz krótką, ale nadal wymagającą uwagi. Wreszcie, przesunęła się nieco tak, jak Jalen, szybko upewniła się, że zeskoczy w bezpieczne miejsce, a wreszcie poszła w ślady ogiera.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Jalen miał nad Rose przewagę w postaci skrzydeł, bo bezpiecznego miejsca... Nie było. Tylko przepaść i najeżone skałami daleko w dole morze. 

Do wskoczenia na wąską półkę potrzebne były więc właśnie skrzydła, umiejętność teleportacji bądź pomocne kopyto, które zostało do Rose wyciągnięte z maleńkiej groty doskonale zakamuflowanej w skale. 

Otwór był niewielki, ale dało się iść z podniesioną głową. Alicorn szedł przodem, póki co nic nie mówiąc. Im głębiej w ciemność, tym do nozdrzy Rose docierał dziwny zapach. Odrobinę słodki, z nutą cytrusów i korzennych ziół. 

Wreszcie korytarz skończył się w całkowitej ciemności, która wkrótce została rozproszona światłem świecy zapalonej przez Jalena trzymającego w zębach zapałkę. Potem kolejna i kolejna świeca, aż wreszcie mała, naturalna komnata została w pełni oświetlona ciepłym światłem. Na jej dnie leżała cała masa poduszek, tworząc naprawdę wygodny i zmysłowy kącik. 

- Rozgość się, a ja przygotuję główną atrakcję wieczoru - stwierdził, udając się w małe zagłębienie oddzielone od reszty komnaty płachtą. 

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

 Tja. W dół jest naprawdę długa droga. Chociaż słyszała kiedyś o jakichś wariatach, co to z takich wysokości skakali w stogi siana. Jej jednak nieśpieszno było na tamten świat. Może jednak potrafiłaby jakoś wylądować na tej wąskiej półeczce, ale dawała sobie w najlepszym wypadku 50% szans. Bez większego marudzenia przyjęła więc znacznie bezpieczną opcję skorzystania z pomocnego kopytka. Ciekawe, gdzie to ją zabierał. Do swojego domku, gdzie ugotuje ją w zupie i zje jak czarownica?
 Rosie jednak została miło zaskoczona. Świecie? Tyle poduszek? I... główna atrakcja? Czyżby... randka? A może jednak coś więcej, pomimo tego, że wcześniej mówił, iż nie interesuje go seks na imprezie? Nie, nie zmieni tak nagle zdania... choć jednorożka trochę na to jeszcze liczyła. Nie, nie, na pewno chodziło mu tylko o randkę! Ale... ten zapach, to oświetlenie i te podusie naprawdę rozbudzały wszystkie jej zmysły, z każdą chwilą coraz to bardziej wzmagając w klaczy chuć, jakiej długo już nie czuła. To było teraz chyba niestosowne, ale Rose nie należała do dziewczyn mogących tygodniami się powstrzymywać. A szczególnie gdy ktoś wciągał ją w takie sytuacje!
 Odetchnąwszy głęboko i potarłszy swój lekko rumiany pyszczek kopytkiem, położyła się bokiem na poduszkach, tylne nogi trzymając razem a przednimi, skrzyżowanymi, podpierając się w pół-leżącej pozycji, zaś rozmarzonym spojrzeniem patrzyła w jakiś punkt między ścianą a sufitem, wciąż zadając sobie pytanie: a jeśli?

Edytowano przez Riddle

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Zza kurtyny dochodził cichy stukot, aż wreszcie alikorn wyszedł, niosąc przed sobą coś, co wyglądało jak kwiatowy pączek. Nawet w świetle świec wydawał się być jaskrawo-turkusowy. Jalen usiadł przed klaczą i postawił dziwny, obły pączek na ziemi. 

- Czegoś takiego z pewnością jeszcze nie przeżywałaś. Teraz odetchnij głęboko i myśl o jakichś przyjemnych rzeczach - poinstruował, a potem lekko dotknął pączka kopytkiem. 

Kwiat otworzył się i rozkwitł jak lotos, ale żaden lotos nie miał w zwyczaju świecić neonowymi kolorami. W powietrzu natychmiast rozszedł się ten sam, intensywny i ciężki zapach cytrusów i ziół, a już po jednym oddechu Rose zakręciło się w głowie. Ale nie było poczucia zagrożenia, raczej narastająca z jakiegoś powodu euforia i niespotykany natłok myśli. Kollory z kwiatu zaczęły przenikać na ziemię i na ściany, tworząc fantazyjne, geometryczne wzory, a Jalen nagle stał się dziwnym cieniem, jedyną ciemną sylwetką w tym ogromie pstrokatości. 

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Ta bulwa nie przywodziła Rose na myśl niczego dobrego. Kiedy zaś usłyszała instrukcję Jalena, od razu zorientowała się, że może... nie, na pewno chodzi o narkotyk. Racja, nigdy żadnego nie próbowała... i w sumie nie chciała, ze strachu przed uzależnieniem, czy też niszczącym wpływem na organizm. Złodziej, któremu kopyta trzęsą się jak galareta, to żaden złodziej. Nim jednak zdążyła zaprotestować, zaciągnęła się odurzającymi oparami, a dalej rozejrzała po wielobarwnej grocie.
 — Ja... Jal... —  zająknęła się, a dalej przewróciła na plecy i usiadła na zadzie, oddychając głęboko, oraz co chwila lekko chichocząc. A że czuła się jak czuła, to jej myśli wnet obrały wiadomy zboczony tor, jeszcze bardziej tylko zachęcając Rosie do czynu, co zresztą wkrótce stało się zapewne widoczne. A może chciał ją odurzyć i potem sobie ulżyć? Zaśmiała się na tą myśl. Teraz wydało jej się to bardziej ekscytujące, niż jakiekolwiek inne.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

- Na początku może być trochę... - Głos Jalena rozjechał się, zmieniając w dziwaczną symfonię niezrozumiałego echa. Chwilę potem wrócił, przedzierając się przez falę bodźców. Obecnie dominował agresywny różowy kolor i dźwięk dzwonków, a Rose czuła się jakby ktoś ją wsadził na karuzelę. -...Intensywnie, ale to minie. Za chwilę będzie już tylko miło - poinformował. Do świadomości Rose wbiła się myśl, że Jalen raczej nie zachowuje się, jakby narkotyk działał na niego równie pobudzająco jak na nią. Z tego co jej otumaniony umysł rejestrował, położył się, zachowując "bezpieczną" odległość i patrzył w sklepienie. 

- Idealne jest to, że możesz zobaczyć gwiazdy nawet w pochmurną noc. I to w dodatku będąc w skale - zarechotał. I rzeczywiście, tam gdzie były rozlane, dziwaczne kolory, tam teraz było po prostu gwiezdne niebo. Zmysły klaczy wróciły do porządku dziennego... prawie. Nad nią nie było skały, razem z alikornem leżała na pojedynczym slupie skalnym otoczonym zewsząd przez morze. Daleko, daleko w dole. 

 

 

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Rose obracała powoli głowę i rozglądała się z szerokim uśmiechem jak zdziwiony bobas, za bardzo nawet nie słuchając ogiera. Jakie śliczne kolorki! I dzwonki? Słysząc dźwięki, zakryła bezsilnie swoje uszy, potem odkryła, powtórzyła te dwie czynności parę razy, nim wrażenie obracania się spowodowało, że upadła prosto w poduszki. Z sekundy na sekundę zapominała i przypominała sobie o palącym pożądaniu, parę razy niemalże biorąc sprawy we własne kopyta. Och, jak by teraz chętnie... zaraz, co? Podniosła nieco główkę, rozejrzała się po kolumnie, na której teraz się znalazła i obejrzała swoje kopytka, potem siebie, a potem alikorna. Czyżby... czyżby już po wszystkim? Co się stało? Chociaż... nie. Nie wyszła przecież z jaskini! I nadal czuła się... tak. Prawda..? Przez chwile nieco to jednorożkę zmartwiło.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

- Jak tam? Już spokój? - zapytał ogier, wpatrując się w niebo niewzruszenie. Rose była w stanie panować już nad swoim ciałem, pozostało tylko lekkie uczucie błogości, jakby po zeskoczeniu ze skalnej kolumny mogła latać, czy też raczej unosić się w powietrzu. Daleko świecił blady księżyc, swoją tarczą oświetlając spokojną taflę wody. Sielanka, można by rzec. Gdzieś w zakamarkach głowy klaczy kołatało się przekonanie, że właściwie nic więcej już nie potrzebuje. Jakby od problemów i paskudnego otoczenia rzeczywistości oddzieliła ją magiczna wata. 

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Och... pomyślała, ponownie się kładąc, zakładając kopytka za głowę i, podobnie jak ogier, spoglądając w górę z niemalże absolutnym spokojem oraz pogodą, nie czując nawet doskwierającej dotychczas potrzeby biologicznej. Miło, wygodnie... ale nie chciała chyba tak zasypiać. Nie wtedy, gdy noc tak piękna, a jej jest tak dobrze! I wcale nie było to tak mocne uczucie, jak po alkoholu, czy zapewne silniejszych narkotykach, chociaż na początku intensywność była wręcz przerażająca. Ale teraz... a zresztą, szkoda myśleć. Tak uznawszy, przeciągnęła się niczym leniwy kot.
 — Spokój — odparła pogodnie, z wesołym uśmiechem na pyszczku. To znacznie milsze od pijackiej imprezy! Tylko... czy Jalen zrobi coś dalej? Już tam jej nawet nie chodziło o seks, tylko... no...

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Chcesz dodać odpowiedź ? Zaloguj się lub zarejestruj nowe konto.

Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony

Utwórz konto

Zarejestruj nowe konto, to bardzo łatwy proces!

Zarejestruj nowe konto

Zaloguj się

Posiadasz własne konto? Użyj go!

Zaloguj się