Arcybiskup z Canterbury

[Advilion, Riddle] Bring me that horizon!

Recommended Posts

- Krótko cię trzymało. Miło się czasem poświęcić takiej chwili zapomnienia, prawda? Gorzej, że w przeciwieństwie do nas cała reszta nie zapomina i pewnie cała masa twoich nowych koleżanek i CIOCIA też nie zapomniały, he, he. Pewnie będzie wściekła, co? - zapytał, szczerząc się złośliwie. Przetoczył się z grzbietu na brzuch i teraz patrzył na Rose lekko z góry. - Wystawiłbym ci szczere pięć na dziesięć punktów za pierwszą próbę Chii, ale można to usprawiedliwić. Nie wiedziałaś, że zamierzam nas narkotyzować. - Wzruszył beztrosko ramionami. 

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

- Ty to chyba naprawdę nie rozumiesz, kiedy ktoś jest tobą naprawdę zainteresowany - odparła spokojnie, choć jakby ze szczyptą melancholii. - Chyba że chcesz mi coś sam z siebie powiedzieć, żeby klaczce nie było smutno...? Może za buziaka? - zapytala słodko, podobnie też na niego patrząc, choć wyglądała, jakby przede wszystkim chciała zrobić to drugie. Skoro tak bardzo o tej pracy wspomina, to może w ten sposób dowie się czegokolwiek.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Jalen westchnął tak głęboko, jakby ktoś zdjął z niego właśnie ciężar świata. 

- Robisz to tak ostentacyjnie i bez jakiejkolwiek dyskrecji, że musiałbym być ślepy, głuchy i pewnie martwy żeby nie zauważyć i nie zrozumieć - odparł w tym samym, melancholijnym tonie. 

- Sporo osób tutaj okazuje mi swoje zainteresowanie. Na tyle, że już zdążyłem sobie poużywać i parę razy tego pożałować. Nie zależy mi na twoim tyłku, Rose. Zaprosiłem cię tutaj dla wspólnej rozrywki i jest mi przykro, że jesteś tylko... Rozczarowaniem. I w dodatku nie słuchasz zbyt dokładnie. 

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Rose również westchnęła głęboko.
— To ty mi wypominasz ciągle Chię. Nie mówiąc już o tym, że sama liczyłam na coś bardziej kreatywnego niż naćpanie się i dalsze gadanie o pracy czy biznesie. Paniom zaczyna się to w końcu nudzić. Zresztą, czy ja ci chciałam wcisnąć swój tyłek? Owszem, może przed chwilą. Szczerze nie wiem, bo coś na mnie wtedy wpływało. No i kurczę: podobasz mi się! Naprawdę nie wiem, jakiego innego zakocha... em, zachowania ode mnie oczekujesz. Mam się... podkochiwać potajemnie i wysyłać liściki? Albo grzecznie słuchać farmazonów na temat tego, jak mnie tym razem niby przechytrzyłeś? No ale nie chce też zachowywać się tutaj jak parka przed ślubem — burknęła, zakładając kopytka i marszcząc twarz.Ta. Czyli jednak nie różni się tutaj od reszty "arystokracji". No, może jest bardziej inteligentny od reszty. Ale widocznie zależy mu na towarzystwie bardziej, niż na osobie je zapewniającej.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

- Na coś bardziej kreatywnego? Tak się składa że miało być jeszcze coś bardziej kreatywnego, ale chyba postrzegamy ten termin inaczej. W spółkowaniu nie ma nic kreatywnego. Nie wiem, nie masz tak, że chcesz się z kimś najpierw poznać? Bo jeśli nie, to naprawdę rekordowo szybko się zakochujesz - stwierdził, przewracając oczami. - Jesteś w ogóle w stanie wytworzyć z innym kucem relację nieromantyczną? Bo wiesz, bywa że nie wszystko się o to opiera. 

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

— Chcę się poznać i to wcale nie dla seksu! — odparła żywo, nieco się czerwieniąc ze złości. — Może i mam ochotę na pocałunki, ale bez przesady. I tak, chciałam cię poznać, ale chyba mi to trochę przerwałeś swoimi wymysłami. Tak, jestem zdolna do relacji nieromantycznych, ale nie z kucami, które nie dość, ze mnie samą interesują, to same też rzucają wskazówki mające pokazywać ich zainteresowanie. Chyba nie wziąłeś tutaj po prostu pierwszej lepszej klaczy tylko po to, żeby sobie była? Ale och, po co ja to mówię. Przecież sam też mnie tak wspaniale poznałeś że bez problemu możesz wysuwać wnioski na temat tego jak mi wychodzą relacje z innymi, prawda? I... — tutaj po prostu warknęła, wstała i podeszła na skraj kolumny, by tam usiąść tyłem do niego. Za kogo on się uważa? Żeby jej jeszcze prawić taką gadkę o swojej wizji tego, jak powinny wyglądać spotkania i że... i co? Że to ma być tylko przyjaźń? Przyjaciele dają drugim takie wskazówki? Jak on ją denerwował! — Ciągnąć mnie przez to wszystko tylko po to, by oznajmić mi brak zainteresowania. Phi — wyburczała ze złością, już najwyraźniej nie dbając o to, czy ją usłyszy. Żaden książę, tylko ćpun i bękart, który naczytał się w książkach o idealnej miłości. A niech sobie szuka swojego ideału. Powodzenia.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

- Spokojnie, to i tak by nie było możliwe. Jestem tylko twoim głosem sumienia i jego wizualizacją - odezwał się i chwilę później zarechotał z własnego żartu. - No już, nie wściekaj się. Chociaż fakt faktem, jak już się denerwujesz i pozwalasz sobie na chwilę szczerości jesteś znacznie bardziej znośna. Mówił ci to ktoś kiedyś? Nie? No to widzisz, jednak są jakieś plusy z tego spotkania. Dobra, starczy. 

Ogier podszedł i dwa razy pacnął Rose w grzbiet. 

- Chcesz te swoje kreatywne fajerwerki?

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Klacz odetchnęła głęboko, a gdy tylko dotknął ją za pierwszym razem, zręcznie się obróciła i złapała jego kopytko.
— Jeszcze zobaczymy czy naprawdę jeszcze nie uda mi się rzucić cię w poduszki — odpowiedziała, szczerząc się szeroko, lecz po chwili jej uśmiech znormalniał. — No, ewentualnie podsuniesz mi kogoś, kto bardziej od ciebie będzie podzielał mój zapał. Masz tu w końcu znajomości, nie? — zapytała, już spokojniej. Widać, że nie chciał jej zrobić na złość, a nawet dał druga szansę, więc nie będzie się na niego obrażać jak córeczka zbyt bogatego tatusia. — O. Fajerwerki? W sensie... umiesz strzelać takimi z rogu, czy to taka metafora? — zapytała, unosząc lekko brew. Ach, ten narkotyk. Jakby nic przez niego nie rozumiała...

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

- Metafora - odparł. Dopiero słysząc od Rose potwierdzenie, było widać narastająca u alikorna ekscytację. 

- Świetnie! Widzę u ciebie jakieś przejawy intelektu, więc mam wrażenie, że jesteś dobrą osobą na dobrym miejscu. Żartuję z tymi przejawami, nie musisz się obrażać. Kontynuując, mam nadzieję, że lubisz zagadki. Otóż narkotyk który zażyliśmy nie do końca jest narkotykiem. Tak, wprowadza w trans, ale pokazuje prawdę. To znaczy prawdę o tym miejscu, jeśli wystarczająco długo nad tym popracujesz. I tak... 

Tupnął kopytkiem i nagle byli znacznie, znacznie wyżej. Pod kopytami Rose w ogóle nie było już gruntu, za to wszędzie unosiły się jasne punkty świetlne. Pod nimi było morze, bardzo daleko i niewielkie plamki. Ląd. 

- Patrz, tu jest Wreckarck - wskazał na największe skupisko wysokich słupów i łuków skalnych, gęsto zabudowanych. 

- I reszta wysepek, które widnieją na mapie. Ale to tutaj... - kopyto Jalena wskazało na małą wysepk. - Tego nigdzie nie ma. I czterech kolejnych też nie. Wszystkie są ułożone jak gwiazdy w Kasjopei. 

Rzeczywiście, nieco oddalone od zatoki wysepki tworzyły znajomy kształt. Pytanie tylko co to oznaczało i czy nie było tylko narkotycznym wyobrażeniem. 

- Za każdym razem wizja pokazuje to samo, a kwiat który wydziela ten zapach znalazłem w wodzie, po burzy. Teraz masz dwie możliwości: możesz uznać mnie za wariata, albo podjąć się udziału w małym śledztwie. Byłaś złodziejką, Rose, nie wierzę że kopyta cię nie świerzbią by odkryć co może się tam znajdować. 

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

No trudno. Najwyżej sama znajdzie kogoś, kogo zaciągnie do łóżka. Ale teraz... widocznie Jalen miał jakiś plan, czy pomysł, więc da mu na razie spokój z tego typu tematami i posłucha. Pokazuje prawdę? Czyli.. och - pomyślała, rozglądając się, kiedy znalazła się z nim w powietrzu. Czyli chciał jej powiedzieć, że narkotyk zapewnia im prorocze wizje, czy jak? Słysząc zaś jego ostatnią wypowiedź, uśmiechnęła się.
— Wybieram obydwie te możliwości. Brzmisz na naćpanego wariata i pewnie nie wiesz, co w ogóle może oznaczać ta wizja, ale ja też jestem naćpana i w sumie jeśli się na to nie zdecyduję, to będzie mi się okropnie nudzić. Ale czekaj... skoro możemy się w tej całej wizji wznieść aż tutaj, to czy nie da się zejść teraz na te wyspy i się rozejrzeć?

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Jalen wyszczerzył się wesoło, słysząc słowa Rose. Znów stuknął kopytkiem w ziemię, której nie było widać. Zaczęli się przybliżać. 

- Myślę, że dziwne brzmienie to w mojej linii rodowej norma. Ale przypomnę Ci, że też jesteś teraz pod wpływem narkotyków, więc w praktyce też jesteś ćpunem.

Im bliżej, tym mniej było szczegółów. Zupełnie jakby skały rozmywały się, a przez nie przebijały błyski dziwacznych kolorów z początku narkotycznego snu. Nie tworzył się żaden krajobraz, nic nie było widać. 

- Widzisz? Nie da się. To tylko mapa.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

— Wiem, sama powiedziałam, że też jestem. Nie słuchasz zbyt dokładnie — powtórzyła jego słowa Rose, szczerząc się. Ale hmm... Im bliżej, tym mniej szczegółów, tak? — A próbowałeś może zabrać tu ze sobą lunetę? — zaproponowała kolejne rozwiązanie Rose. — Chociaż nie, dobra. Gdyby to było takie proste, to ktoś taki, jak ty, pewnie by już coś z tym zrobił. Tak więc... co? Ruszamy zwiedzać niezbadane wyspy, jak w jakichś książkach przygodowych? — zapytała, uśmiechając się wesoło oraz z determinacją, ale nie prześmiewczo. W książkach wyglądało to przecież naprawdę fajnie!

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

- Jeszcze pytasz... 

Kolejne stuknięcie i oczy Rose zalała feeria agresywnych, neonowych barw. Tym razem jednak przejście przez ten dziwaczny stan trwało ledwie parę sekund i z powrotem była w grocie. Jalen siedział na przeciwko, również budząc się ze snu, a pączek nieznanego kwiatka przekwitł. 

- Trzeba się umówić na jakiś konkretny termin. I chyba najbezpieczniej zrobić to nocą - zaproponował.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Jęknęła, znów widząc kolorki. Za pierwszym razem było fajnie, ale teraz już piekły ją od tego cholerstwa oczy. Więc albo nie był to narkotyk służący typowo przyjemności, albo po prostu nie podpadały jej takie formy rozrywki, bowiem zwyczajnie nie rozumiała jak komukolwiek mogłoby spodobać się wypalanie sobie oczu na pstrokatych światłach. Ale na szczęście wnet przebudziła się z tego dziwnego snu. Wtedy powoli się podniosła, przeciągnęła, a dalej prędko przetarła oczka kopytkami.
— Postaram się dowiedzieć, kiedy Chia będzie wymagała ode mnie pracy, a kiedy dostanę dłuższe wolne. Bo na razie nie dostałam grafiku, o ile coś podobnego istnieje dla klaczy o podobnym do mojego zawodzie — wzruszyła ramionami. Właśnie, Chia. Chyba będzie musiała skłamać i powiedzieć, że niczego się o Jalenie nie dowiedziała. Bo jeżeli na wyspie był jakiś skarb, to lepiej podzielić go na dwie części niż trzy, o ile po prostu ktoś by ich nie ubiegł. Była chciwa? Jasne. Ale w przypadku złodzieja to przecież nic dziwnego!

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Chcesz dodać odpowiedź ? Zaloguj się lub zarejestruj nowe konto.

Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony

Utwórz konto

Zarejestruj nowe konto, to bardzo łatwy proces!

Zarejestruj nowe konto

Zaloguj się

Posiadasz własne konto? Użyj go!

Zaloguj się