Jump to content

Strona Główna  |  Ogłoszenia  |  Lista Fanfików  |  Fanpage  |  Feedback
Arcybiskup z Canterbury

[Advilion, Riddle] Bring me that horizon!

Recommended Posts

Rosie lekko się uśmiechnęła, słysząc komplement, a jej pyszczek delikatnie się już zarumienił, co już nie było udawane. Zapewne każdy kucyk lubił, gdy doceniało się jego urodę, jednak Rose szczególnie miłe były takie komplementy, ponieważ bardzo lubiła być podziwiana.
— Chciałam zobaczyć trochę świata — powiedziała krótko, spokojnie i cicho - jednak nadal na tyle głośno, by dało się ją usłyszeć.

Share this post


Link to post
Share on other sites

- Ha! Dobre sobie! I dlatego przybyłaś w największy zaścianek znanego świata? Nie ten adres, moja miła. Ale może to i dobrze? Docenisz wspaniałości Canterlotu. Kto z obecnych tutaj naprawdę nie chciałby wrócić w łaski Equestrii? - zapytała, a w jej głosie na moment wesołość zastąpiona została nostalgią. Ta jednak minęła bardzo szybko. - Ach, mniejsza z tym. Chcesz kogoś poznać? Skoro już tu jesteś, wypadałoby się zakręcić w towarzystwie, co, Chia? Pozwolisz swojej podopiecznej się wyszaleć? Wygląda jakby jej tego brakowało. 

Chia spojrzała na Rose niemal moralizatorsko.

- Ręczę za ciebie głową przed twoimi rodzicami, więc... Grzecznie!

Share this post


Link to post
Share on other sites

 Rosie zaśmiała się cicho, słysząc wywody gryficy. Doni, tak jej było? Cóż, na pewno wydawała się całkiem przyjemna, choć może tylko ciut zbyt gadatliwa. Ale skoro Rose miała siedzieć cicho i udawać nieśmiałą, to zapewne dobrze będą się uzupełniać. Zaś na spojrzenie Chii odpowiedziała pogodnym uśmiechem.
— Jasne, chętnie kogoś poznam. W takim miejscu na pewno musi być dużo kucyków, i nie tylko, wartych poznania! — odparła gryfce, starając się brzmieć tak, jakby tłumiła w głosie entuzjazm. Czy w końcu nieśmiała klacz byłaby taka otwarta z emocjami? Po tym zaś spojrzała na Chię. — I dobrze... ciociu!

Share this post


Link to post
Share on other sites

- To lubię! No to teraz chodź, moja droga - poinformowała, prowadząc jednorożca w pierwszej kolejności w stronę bufetu, na którym właśnie stawiano kieliszki z musującym alkoholem. Gryfka kiwnęła głową, aby klacz również się poczęstowała. 

- Och, czy to Doni Laver? - padł głos z tyłu. W stronę Rose i jej towarzyszki zbliżał się pegaz w średnim wieku, o żółtym futrze i pomarańczowej grzywie. Dystyngowany do bólu, z wąsikiem wieńczącym pysk. Ubrany był w kiczowaty, brokatowo-niebieski surdut z wysokim, białym kołnierzem przyozdobionym złotą broszą. Był przygruby i wyglądał na kogoś, kto ma zbyt wielkie ego. 

- Niemożliwe, markiz Broccoli! Co też cię przywiało w te strony? Same niespodzianki, widzisz, Rose? Och, właśnie. Rose, to markiz Broccoli. Broccoli, to Rose, kuzynka Chii. Czy tam siostrzenica... Bratanica? Nieważne, nigdy nie byłam dobra w krzyżówkach genealogicznych - zachichotała. - Markiz jest znaczącą osobistością na okolicznych wodach. 

- Nie przesadzaj, Doni. Panienka wielkiej urody, jak widzę... Pozwolę sobie ucałować kopytko - rzekł i to też zrobił. 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Rose popatrzyła na kuca z zaciekawieniem, podobnie też wysłuchując ich krótkiej wymiany zdań. Gdy zaś usłyszała swoje imię, to stanęła trochę bardziej wyprostowana. Zaśmiała się też z jej "krzyżówek genealogicznych", po czym zwróciła uwagę na kuca. Markiz, co? Wyglądał tak, że zbierało się jej chyba na zwrócenie obiadu, albo też na próbę zgarnięcia od niego czegoś ładnego i drogiego. Nie wiedziała, na które miała bardziej ochotę, ale nie zamierzała teraz ryzykować reputacji Chii, ani też popadać od razu w niesławę, więc powstrzymała oba uczucia.
— Dz-dziękuję — powiedziała cicho, następnie się uśmiechając, spoglądając w bok i chowając pyszczek za kopytkiem. Może jeszcze rumieniec? ...nie, raczej przed kimś takim nie da rady się na to wysilić.

Share this post


Link to post
Share on other sites

- Nie ma za co dziękować! Nie docenić takiej urody to grzech najwyższy. Właściwie... Właściwie... - zerknął znacząco na gryfkę, a potem znów jego świńskie oczka skierowały się na Rose.

- Na wydaniu? - zapytał. 

- Broccoli, świnio! Ty byś tylko jedno i to samo, jedno i to samo. Jestem pewna, że panienka Rose sama sobie wybierze odpowiedniego kawalera - stwierdziła, przyciągając klacz do siebie w geście solidarności. 

- Idź już, stary bucu. Twój syn też sobie znajdzie jakąś damulkę, dajże chłopakowi spokój!

Broccoli najpierw popatrzył na Doni niezbyt przychylnie, a potem się roześmiał serdecznie. Zbyt serdecznie, żeby mogło to być szczere. 

- Ty i twoje poczucie humoru, Laver. No nic, mówi się trudno. Baw się dobrze, panienko Rose. Ale nie czaruj za bardzo, bo wielu byłoby na tę magię podatnych, he, he. 

I poszedł. 

- No, typowe - skomentowała Doni, wzrokiem wodząc za odchodzącym ogierem. - Tak to już tutaj jest. Pijesz alkohol? 

A nieopodal pojawił się zaskakująco skromnie ubrany, niemal gustowny, granatowy ogier, którego Rose widziała tego samego dnia na rynku, podczas wycieczki krajoznawczej z Roo. 

 

Share this post


Link to post
Share on other sites

— C-co? — mruknęła cicho Rose, gdy tylko usłyszała komentarz ogiera, brzmiąc zupełnie tak, jakby nie wiedziała o co chodzi. Oczywiście, nie było to prawdą. I właśnie dlatego zazwyczaj nosiła płaszcz. Takie kuce ją już po prostu męczyły, zwłaszcza że zazwyczaj interesowali się nią tacy, jak ten Broccoli: grubi, głupi i o rozdmuchanym ego. Zaś gdy została pociągnięta, wydała z siebie ciche "Och?", po czym rozejrzała się, jakby skołowana, dalej zaś wodząc złocistymi oczkami po salonie podczas gdy gryfka i kuc rozmawiali. Wreszcie, gdy się z nią pożegnał, nieśmiało spojrzała na niego, przechylając nawet lekko główkę.
— Dlaczego ci ładni nigdy nie podchodzą sami z siebie, jak on... — powiedziała z cichym westchnięciem. — I w zasadzie nie. Ciocia mówi, że tak nie wypada — odpowiedziała, tuż po czym zauważyła znów tego tajemniczego ogiera. Na szczęście przypomniała sobie przestrogę Roo, aby sie nie gapić, więc wlepiła prędko wzrok w podłogę, jak nieśmiałą dziewczynka, którą udawała. Nadal jednak trapił ją ten kuc. Kto to w ogóle był?

Share this post


Link to post
Share on other sites

Gryfka zarechotała pod nosem, słysząc komentarz Rose.

- Wiedziałam. Pod całą tą świętą, dziewiczą otoczką kryje się rogata dusza, co? No, no, jesteś zabawniejsza niż z początku się wydaje, Rosie. Oczy dookoła głowy, licho nie śpi, a jest tu paru takich co lubią cnotki - rzuciła. 

Nim klacz odwróciła wzrok, nawiązała szybki, przelotny kontakt z granatowym, aczkolwiek kłamstwem byłoby dodanie, że towarzyszył temu wybuch namiętności czy jakiekolwiek inne emocje. Kontakt wzrokowy szybko się urwał.

- O którym ładnym mówiłaś? Ten fioletowy z zieloną, krótką grzywą? Caracas. Były wojskowy, generał. Były, bo zdaje się że wplątał się w jakąś equestriańską aferę, każdemu opowiada co innego. 

Rzeczywiście, obok granatowego stał pegaz potężnej postury z dość ordynarną, aczkolwiek nudną urodą typowego samca alfa. Ubrany był w przejaskrawioną marynarkę, która miała udawać mundur, akurat zabawiał jakąś młodą arystokratkę w srebrnej kreacji.

- Chcesz do niego podejść? - zapytała gryfka, podając klaczy kieliszek z musującą, lekko różową cieczą.

Share this post


Link to post
Share on other sites

 Na cnotę już u mnie trochę za późno, pomyślała sobie Rosie, kręcąc głową. Chyba troszeczkę ją przyłapano. Chociaż z drugiej strony.. może ktoś polubiłby to jeszcze bardziej? Taka tajemnicza, skrywana część charakteru, czy też drugie dno. Coś takiego. 
 — N-nie. Myślałam raczej o takim... marzeniu, które się jeszcze zjawi. Ale ten jest... — przyjrzała się mu, łapiąc kieliszek lewitacją. Jakieś wino, czy szampan? Mniejsza z tym. Chia kazała nie pić, a Rose nigdy na tym jakoś nie zależało. Zwłaszcza, że kraść pod wpływem... nie było najprościej. — No, nie wydaje się zły. Ale za to wygląda na chyba już troszkę zajętego — powiedziała. 

Share this post


Link to post
Share on other sites

- Tym lepiej, straszny z niego pacan, łajdak i buc w dodatku - odparła Doni, popierając swoją wypowiedź wypełnionym pogardą prychnięciem. 

- Ach, mówiłaś o tym obok, który akurat nie jest zajęty? - zapytała gryfka, podejrzliwie mrużąc oczy. Na jej dziobie widniał cwaniacki uśmieszek. Granatowy pegaz zajmował się niczym konkretnym, to znaczy dyskretnie obserwował otoczenie. Ale czujne oko Rose dostrzegło zmierzające z wolna w jego stronę dwie klacze jednorożca, które wymieniały między sobą opinie na jakiś temat, szepcząc albo chichocząc. 

- Jeśli chcesz możemy podejść, tylko musimy się pospieszyć. To interesująca osobistość, plotki mówią, że jest synem Księżniczki Luny z nieprawego łoża - szepnęła Doni i mrugnela do Rose. Niestety, na próżno było szukać potwierdzenia plotek w znaczku pegaza, bo ten był zakryty płaszczem. 

Share this post


Link to post
Share on other sites

— No... zawsze myślałam, że jedyne alicorny to księżniczki... — przyznała, nie ukrywając w głosie zdziwienia. — Myślisz, że byłby trochę jak one? Bo słyszałam, że spotkanie jednej z nich jest naprawdę niewiarygodnym przeżyciem — dodała, po czym przez chwilę się zamyśliła. — Chyba... chyba możemy podejść — powiedziała w końcu, z pewną nieśmiałą niepewnością w głosie. Trochę... bała się tego, jaki może być. Że, na przykład, nie lubi wspominania o swojej przeszłości, czy też o rasie, a chyba właśnie to najbardziej ją teraz ciekawiło!

Share this post


Link to post
Share on other sites

- Nie wygląda mi na księżniczkę, więc uważaj żeby cię to twoje niewiarygodne przeżycie nie zawiodło - zażartowała Doni i ruszyły w kierunku pegaza. 

Faktyczne, im bliżej były tym bardziej widoczny był krótki róg na czole ogiera. Tyle, że róg był popękany dziwacznymi, białymi szparami. Sam jego właściciel zaś z bliska prezentował się nawet lepiej. Był młody, nie 

- Witaj, Jalen - odezwała się gryfka. Alicorn uśmiechnął się, niezbyt entuzjastycznie i ukłonił głowę. 

- Dobry wieczór, pani... Doni.

- To jest Rosie, Rosie to Jalen. No, bawcie się dobrze - rzuciła i utleniła się szybko, rzucając jeszcze klaczy znaczący uśmieszek. 

- Czy to jest próba zeswatania? - zapytał po przedłużającej się chwili niezręcznego milczenia. 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Rosie otworzyła szeroko oczy, przyglądając się z bliska tajemniczemu ogierowi. Popękany, słabo wykształcony róg... czyżby Luna przespała się z pegazem? To by mogło wyjaśniać, dlaczego tak właśnie wygląda. Chociaż kto tak naprawdę by to wiedział? Nie studiowała przecież metod rozmnażania się alicornów.
— Chyba... chyba jest — mruknęła cicho, spuszczając też nieśmiało głowę. — Przepraszam, jeżeli panu przeszkadzam... — dodała po chwil, unosząc lekko i nerwowo kopytko, jakby z zamiarem cofnięcia się.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Nawet jeżeli coś go obserwowało, to teraz nie miało to znaczenia. Był zmęczony, nawet gdyby mu grzywa płonęła, to by się nie przejął, a co dopiero samym uczuciem bycia obserwowanym. Mógł spać gdzieś indziej niż na ulicy, a to było już całkiem niezłą opcją, z której miał zamiar skorzystać. Dlatego też zignorował wszelkie wrażenia, szczególnie że przez zmęczenie to mogły być zwyczajne zwidy. Zamknął oczy i postarał się dojść do stanu spokoju, który sparowany z wycieńczeniem pozwoliłby mu zasnąć już za kilka chwil....

Share this post


Link to post
Share on other sites

ROSE

 

- Jesteś w podobnym wieku, jeśli nie władasz iluzją albo makijażem w stopniu wybitnym. Nie jestem żadnym panem... I, jeśli mam być szczery, nikt tutaj nie jest. Mogą sobie nosić złote szaty, ale to banda degeneratów i banitów. Właściwie ja też. Nie daj się zwieść tytułom, tutaj nic nie znaczą - rzucił wesoło i mrugnął do Rose. - Dlatego też ciekawiej jest w dolnych partiach miasta. Na górze to takie łajno pomalowane złotem, a na dole nikt przynajmniej nie udaje. No, co przeskrobałaś, że tu trafiłaś? Intryga w Canterlocie? Znalazłaś komuś za skórę? Nie ma co się wstydzić, każdy tu coś przeskrobał, opowiadaj - zachęcił, kopytem zgarniając ze stołu kieliszek i biorąc z niego łyk.

 

 

REDWATER

 

Red szybko popadł w odmęty snu. Zmęczony mózg nie zaserwował mu żadnych sennych atrakcji, a przynajmniej nie zadbał o to, by je zapamiętać. Dlatego też jednorożec obudził się rano wypoczęty na skrzypiącym łóżku z wystającymi z materaca sprężynami. Przez nieszczelne okno do środka wpadało wilgoć, ale już dziwaczne pomruki były z wnętrza. Coś jak ględzenie kogoś starego połączone z dziwnym strzykaniem. 

Ktoś tu poza Redwaterem był.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Rosie uniosła główkę, spoglądając na alicorna, po czym uśmiechnęła się do niego miło. Nawet jeżeli tylko udawał uprzejmość... to i tak czuła się przez to miło.
— No... chciałam tu wyruszyć — zaczęła, już nieco śmielej. Najchętniej po prostu by mu powiedziała, co tu tak naprawdę robi, ale lepiej będzie jeżeli każdemu, kogo spotka, opowie jedną wersję, a coś podobnego przekazała już o sobie tej całej Doni. — Ale też... tak trochę... wiesz... ukradłam komuś coś kosztownego, ale okazało się, że był na tyle wpływowy, aby mnie w końcu złapać. No i... zesłano mnie tutaj.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Pokiwał głową z pewnym uznaniem. 

- Mam nadzieję, że to było warte trafienia do tego kurwidołka... Za przeproszeniem. A powiem szczerze, że nie wyglądasz na osobę trudniącą się złodziejskim fachem. Pewnie takie pozory ułatwiają kradzieże. Albo ułatwiały. - Jalen upił kolejny łyk i spojrzał na Rose. Cały czas poza nielicznymi momentami utrzymywał pokerową, wręcz ponurą twarz co gryzło się z rozrywkowym tonem. Tak jakby wygląd należał do potomka władcy, a głos do kumpla ze szkoły podstawowej. 

- Klasa suknia, widzę, że preferujemy podobny styl. Długo już tu jesteś? Jeszcze nie miałem okazji cię zobaczyć. Z kim przyszłaś?

Share this post


Link to post
Share on other sites

Rosie uśmiechnęła się ciepło do rozmówcy, jednocześnie wpatrując się w niego swoimi złocistymi, wręcz wesoło iskrzącymi oczami, zupełnie niezrażona jego wyrazem twarzy. Wydawał się całkiem miłą osobą!
— Dziękuję! — odparła na komplement, teraz już całkiem śmiało i wesoło. — Przybyłam całkiem niedawno. Dzień, może dwa. A na to przyjęcie przyszłam z ciocią Chią. Chciała mnie... wprowadzić w całe to "wytrawne" życie wyższych sfer tego miejsca.

Share this post


Link to post
Share on other sites

W tym miejscu alikorn podniósł jedną brew do góry, ze zdziwieniem przyglądając się Rose. W jasnofioletowych oczach nowego znajomego mogła dostrzec coś na kształt rosnącego dystansu. 

- Z Chią - powtórzył. - Więc to nie żadna próba zeswatania, tylko wywiad? - zapytał. - To jeszcze gorzej. To nawet bardziej... Żenujące. Dlaczego wysłała cię do mnie? - To z kolei brzmiało, jakby ów ogier miał jakieś tajemnice o które bardzo się lękał.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Klacz zmarszczyła brwi i popatrzyła na niego w wyraźnym zmartwieniu.
— Ciocia Chia mnie do ciebie nie wysłała. Po prostu pozwoliła mi chodzić z Doni, która zaś chciała mnie tutaj trochę zapoznać, ale... przepraszam... że tak to wygląda... — mówiła głosem niemalże na skraju płaczu, a do tego coraz ciszej, aż wreszcie ostatnich parę słów niemalże wymruczała.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Wzrok ogiera się nie zmienił, dalej był nieco podejrzliwy. Już parę sekund później jednak nastąpiła przemiana, bo na pysku ogiera pojawił się lekki uśmiech.

- Nie wierzę ci, ale mogę dać radę. Widać, że jesteś tu nowa, nawet mając na uwadze fakt, że zwyczajnie nikt cię wcześniej nie widział, Rose. Może to narzucona rola, a może brak wyczucia, ale będąc tutaj, musisz nauczyć się rozpoznawać charakter ofiary z samego wyglądu. Zjedz, albo zostań zjedzonym. Nie na wszystkich działa to samo i naprawdę jestem w szoku, że nikt ci tego nie powiedział. Ale nie przejmuj się, każdy od czegoś zaczynał - mrugnął. - No dawaj, chwila szczerości. Naprawdę jest twoją ciotką? Najbardziej poważana burdelmama w całym Wreckarck? A ty chyba nie jesteś jedną z jej... klaczy? - zapytał, kładąc nacisk na ostatnie słowo. Wiadomo, co w domyśle oznaczało. 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Rosie jak gdyby nigdy nic podniosła wzrok, z twarzą nie pokazującą choćby jednej łezki, po czym zamrugała parę razy, a dalej westchnęła.
— Ta... nie jest moją ciotką. A ja jestem "z zawodu" złodziejką. Tyle że... wiesz, kosztowności. Zazwyczaj moja praca nie polega na gadaniu aż tyle. A jestem tutaj, bo, jak mówiłam, jakiś bogaty buc zmobilizował całą straż miejską, aby mnie złapać, po czym sprzedał mnie do tutejszego burdelu, ale Chia stwierdziła, że można lepiej wykorzystać moje talenty. Bo sama sobie najpewniej i tak nie poradzę, jak to każdy próbuje mi tu wmówić — ostatnie zdanie wymówiła prawie wręcz nadąsana, ze zmarszczonymi brwiami i nieco zagniewanym spojrzeniem patrząc gdzieś w dal. W sumie to były ogiery lubiące, gdy klacz się złości, ale nigdy tego nie rozumiała. Nie robiła tego jednak celowo. Po prostu... była pewna, że dałaby sobie jakoś radę!

Share this post


Link to post
Share on other sites

- No to dlaczego po prostu od niej nie odejdziesz, jeśli uważasz, że dasz sobie radę... W co nie wątpię, bo przecież nie wiem w istocie jak by to wyglądało? Jeśli nie zakuła cię w łańcuchy to droga wolna, idziesz gdzie chcesz, robisz co chcesz, kradniesz co chcesz... Albo umierasz przy próbie kradzieży, ale to przecież ryzyko wpisane w zawód. Możesz też zaciągnąć się do załogi pirackiej, to dopiero kradzieże - zachęcił Jalen mrugając do klaczy znacząco, ale bez żadnego podtekstu. - W przeciwieństwie do Canterlotu tu naprawdę można zrobić co się chce, ze wszystkimi tego skutkami. 

Share this post


Link to post
Share on other sites

— No bo... tak jest chyba mimo wszystko prościej. Nie muszę być nawet dziewczynką na "usługi", tylko po prostu zajmuję się tym jej zdobywaniem informacji, a kraść w sumie tak też można lepiej, bo od bogatszych, którym jest co zabierać. Ale... załogi pirackiej? W sensie, chodzi o tych w takich czapkach? Miałabym pływać, warczeć taką śmieszną gwarą i w ogóle? — zapytała, zaciekawiona, ale też pokazując niewinnym tonem głosu, że jej niewiedza nie była ironią. Większość życia spędziła dość daleko od wybrzeża, więc o piratach najwyżej czytała kilka lat temu w książkach i uważała to raczej za wytwór jakichś pisarzy. Znaczy, pewnie istnieli, jednak nie wydawało jej się aby wyglądali jakkolwiek podobnie do książek.

Share this post


Link to post
Share on other sites

- Nie znam wielu piratów w czapkach, nie jestem pewien czy trzeba warczeć, a już na pewno nie trzeba warczeć śmieszną gwarą - odrzekł po chwili zastanowienia. - Ale tak jak mówię, to kradzieże na większą skalę i w dodatku w drużynie, czy może być coś lepszego? Pewnie tak, ale to też jest chyba niezłe. Całkiem przypadkiem jako źrebak spędziłem parę tygodni na statku pirackim, wspominam to naprawdę pozytywnie. Jeśli nie pasuje ci kariera szpiega z burdelu, czemu nie zająć się tym? - zasugerował. 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Create an account or sign in to comment

You need to be a member in order to leave a comment

Create an account

Sign up for a new account in our community. It's easy!

Register a new account

Sign in

Already have an account? Sign in here.

Sign In Now

×
×
  • Create New...