Verlax

Twarzą ku Słońcu [Oneshot][Dark][Political][Crystal Siege]

Recommended Posts

Od twórcy Krwawego Słońca

korektowane przez Gandzię oraz Rarity

 

Twarzą ku Słońcu

7e53477e1a.png

[Oneshot] [Dark] [Political] [Crystal Siege]

 

Opis Opowiadania:

 

Kryzys polega dokładnie na tym,

że to, co stare, umiera, gdy nowe jeszcze się nie narodziło;

w takim interregnum pojawia się

szeroki wachlarz patologicznych symptomów.

 

- Antonio Gramsci, 1930

 

Link

 

 

Od Autora:

 

"Twarzą ku Słońcu" to opowiadanie konkursowe napisane na edycję Spin-off "Kryształowe Oblężenie", dostępnego pod tym linkiem. Ze względu na limit słów oraz brak umiejętności autora w pisaniu bez korektora, opowiadanie na tym trochę ucierpiało. Przedstawiona tutaj wersja "Twarzą ku Słońcu" jest jej wersją reżyserską, rozszerzoną o blisko 6000 słów oraz skorektowaną przez Gandzię. Szczerze polecam więc przeczytać tę wersję, a nie jej konkursową (no chyba, że jest się sadomasochistą). Z oczywistych więc względów, "Twarzą ku Słońcu" jest spin-offem Kryształowego Oblężenia, acz nie wydaję mi się by jego przeczytanie było w jakikolwiek sposób wymagane do zrozumienia tego opowiadania i można to pominąć.

 

Opowiadanie może nie wydawać się jasne w niektórych miejscach przez dosyć obfite szafowanie terminami oraz tematykę, tyczącą się przede wszystkim duchu i historii międzywojnia, okresu dosyć skomplikowanego i mało znanego. W razie pytań, nie bójcie się zapytać w komentarzu w tym wątku, z pewnością odpowiem. 

 

Życzę miłej lektury.

 

- Verlax

 

 

Epic: 9/10

Legendary: 9/50

 

Edytowano przez Dolar84
Dodanie 9 głosu na Epic
  • +1 3
  • Lubię to! 2
  • Mistrzostwo 1

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Przypada mi w zaszczycie napisanie pierwszego komentarza.

 

Zacznę od tego, że już dawno przeczytałem wersję konkursową, która spodobała mi się pomimo niedostatków formy. A jak wypada rozszerzenie?

 

Muszę przyznać, że poziom został utrzymany. Jeżeli szukacie odpowiedzi na pytanie, jak wyglądałoby Kryształowe Oblężenie, gdyby było bardziej zgodne z logiką, to odpowiedzią jest właśnie opowiadanie Verlaxa. W realistyczny sposób przedstawione zostały zarówno kolejne wycinki historii stojącej na progu wojny Equestrii, jak i rozterki szarych obywateli, którym przyszło żyć w dość ciężkich czasach.

 

"Twarzą ku Słońcu" czytało mi się lekko i przyjemnie pomimo niewesołej jednak tematyki. Być może było to możliwe za sprawą narracji z perspektywy zagranicznego korespondenta, która to ułatwiała wczucie się we wszystko to, co ukazane zostało w fanfiku; sprawiała, że całe te wydarzenia, bohaterowie, ogólnie świat przedstawiony w pełnej okazałości stał się mi bliższy jako czytelnikowi.

 

Jeżeli miałbym się do czegoś doczepić... niby jeszcze jakieś błędy pozostały w chwili, gdy piszę ten komentarz, lecz widzę, że autor zabrał się za poprawianie, więc tu już chyba nie powinno wystąpić nic drażniącego.

 

Ocena: dobra, niech będzie 11/10 :salut:

 

Poza tym tu i teraz ogłaszam, że "Twarzą ku Słońcu" otrzymuje ode mnie głos na Epic. Wołam też @Dolar84, który miał uczynić to samo po opublikowaniu poprawionej wersji opowiadania.

 

Pozdrawiam i czekam na kolejne fanfiki od szanownego Autora.

Edytowano przez Coldwind

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Twarzą ku słońcu po raz pierwszy przeczytałem, gdy było fikiem konkursowym. Znając KRwawe Słońce, byłem świadom stylu jaki mnie czeka. Nie zawiodłem się, bo Verlax zaprezentował fanfik, który mógłby bez wysiłku zgarnąć pierwsze miejsce i wdeptać konkurencję w błoto. Mo właśnie. Mógłby. Otóż w konkursie Verlax zmasakrował bezlitośnie formę. 

Na całe szczęście, to nie jest konkurs, gdzie ograniczał go limit słów i brak korektora. Rozszerzona i poprawiona wersja jest prawdziwym majstersztykiem, z genialną fabułą, świetnym pomysłem i mistrzowskim wykonaniem, które ubrano (z pomocą korekty) w świetną,w  zasadzie pozbawioną błędów formę. Teraz ten tekst czyta się przyjemnie i pochłania wręcz jednym tchem. Sama fabuła, pisana z perspektywy dziennikarza z obcego kraju, który jest obserwatorem zmian i ich następstw, które nastąpiły w czasie przygotowań do wojny jest ciekawa i dodaje smaczku fanfikowi. Sam research historyczny, oraz smaczki poukrywane w fiku również są wartością dodaną. Fabuły szerzej nie omówię, by nie uronić ani jednej kropelki i nie zepsuć nikomu lektury. Powiem więc jedno, co już wcześniej z resztą obiecałem.

Oddaję głos na EPIC. Bo ten fanfik naprawdę na to zasługuje i polecam go każdemu. 

  • +1 1

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Już oryginalna wersja konkursowa stała na bardzo wysokim poziomie, a po sporych poprawkach jest tylko lepiej. Pięknie oddana industrializacja Equestrii, narastające problemy związane z próbą stworzenia "społeczeństwa zaangażowanego", coraz mocniej oddziałująca na psychikę narodu psychoza wojenna... aż się chce czytać. Tekst jest dość długi, ale łyka się to w dosłownie kilka chwil, bez odrywania się od ekranu.

Verlax po raz kolejny udowadnia jak głęboka jest jego wiedza odnośnie militariów oraz sekretów polityki. Gwałtowny rozwój Equestrii nie wygląda tu jak w grach - gdzie, pyk, klika się jeden przycisk, traci się 400 golda i nagle w całym kraju wyrastają piękne fabryki. Nie, tutaj każda, nawet najdrobniejsza zmiana wymaga chirurgii na duszy narodu i ciężkiej rekonwalescencji, która będzie bolesna zarówno dla zwykłych kucy jak i dla miłościwie im panujących. Wszystko zaś obserwujemy z punktu widzenia zagranicznego dziennikarza, który dzięki swojej pozycji i kontaktom może "podziwiać" cały proces, zbierając relacje i opinie wielu innych fascynujących postaci. 

Z mojej strony szczery głos na EPIC. 

Ps - pisz dalej. 

Edytowano przez Ghatorr
  • +1 1

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Po wielu obietnicach podjęcia się lektury KSa w końcu przeczytałam opowiadanie Verlaxa. Tylko nie to, które powinnam… ;P Było to chyba pierwsze moje spotkanie z jego twórczością i po usłyszeniu rozmaitych recenzji byłam bardzo ciekawa, jak mi się spodoba. Pierwsze wrażenie to niestety pozostała nawet po korekcie duża liczba błędów, w tym mnóstwo powtórzeń. Jeśli chodzi o treść, to powiedziałabym, że jestem ukontentowana, ale też nieco skonfundowana. Spodobała mi się, a nawet zaimponowała mi znajomość tematu, jaką wykazał się autor. Widać, że wie on, o czym pisze, a zachodzące w społeczeństwie przemiany i rodzące się ruchy nie zostały całkiem wyssane z palca, podobnie jak porażki Meremachtu. Właśnie motyw braku przygotowania do prawdziwiej walki mi się spodobał – chrzest bojowy pastelowych kucyków rzeczywiście powinien być dla nich ciężki, a brak doświadczenia dowództwa widoczny w wydawanych rozkazach. Wątek polityczny również jest ciekawy, choć przyznam, że rozmaitość ruchów, partii i poglądów może wprawić czasem w konsternację. Z jednej strony pokazuje to, jak złożonym tworem jest społeczeństwo i że przedstawienie go jako w pełni zgodnego w obliczu przemian jest nierealistyczne, ale z drugiej strony trochę powoduje, że sama nie wiem, co się właściwie dzieje. Autor zaofiarował się wyjaśnić wszelkie wątpliwości, więc zadam może swoje (zapewne naiwne) pytania.

Rolnictwo zostało zredukowane, by pracujące w nim dotychczas kucyki przeniosły się do fabryk. Jest powiedziane, że robotnicy otrzymują niezłe wynagrodzenie, skąd więc wspomnienia o pogłębiającej się biedzie i złych warunkach życia społeczeństwa?

Crimson Steel. W całym kraju kucyki mają dość reform, wybuchają bunty i strajki, tłumione przez pegazią panią generał. Równocześnie pojawia się ryzyko, iż Crimson mogłaby przy poparciu społeczeństwa przejąć władzę nad krajem. Czy mi się wydaje, czy równoczesne organizowanie powstania i uwielbienie do tłumiącej je dowódczyni są jednak nieco sprzeczne? No dobrze, pojmuję, że to nie jest ta sama grupa kucyków. Jednak czytając o jakimś kolejnym ruchu, zazwyczaj miałam wrażenie, że jest on popierany przez większość społeczeństwa. A potem pojawiał się inny, zupełnie z nim sprzeczny i także zdobywał wielką popularność.

Podobna wątpliwość: pod koniec jest napisane, że obywatele tracą wiarę w realność zagrożenia ze strony Sombry, nie podobają im się reformy, rodzą się nowe ruchy polityczne, bazujące nawet na ustroju Sombrii. Jak to ma się do faktu, że na wygraną w wyborach ma szansę partia, która silnie popiera reformy i dalsze uzbrajanie kraju?

Dziwi mnie także nieco zachowanie Celestii: nie popiera właściwie reform w obecnej formie, ale też ich nie wstrzymuje, swoim biernym oporem powodując, że kucyki tracą wiarę w sens działań Rady oraz Luny. Mam wrażenie, że pełne poparcie księżniczki mogłoby zmienić nastawienie społeczeństwa, które pragnie jej powrotu do władzy. Władzy, której w sumie nie straciła. No cóż, pod tym względem logika powstańców z Ellenois chyba nieco mi umyka.

Zastanawiająca jest też nieco różnica w podejściu do przelewania krwi przez Maremacht oraz powstańców/strajkujących. Teoretycznie zostało to wyjaśnione miłością do małych ojczyzn i brakiem chęci do walczenia z dala od domu, ale mimo wszystko wydaje mi się, że skoro żołnierze nie potrafili zmusić się do strzelania do przeciwników, to także walczący po przeciwnej stronie mieszczanie czy chłopi powinni mieć większe opory i nie rzucać się radośnie z kosami. Mimo chęci obrony swojej prowincji powinni moim zdaniem wykazywać nieco mniejszy entuzjazm czy więcej litości i nie zarzynać próbujących się poddać żołnierzy – podobnie jak ich przeciwnicy, wiedli dotychczas spokojne życie i ta bojowość jest nieco nienaturalna, gdy mówimy o kolorowych kucykach.

Sam pomysł, by napisać opowiadanie z punktu widzenia znającego kraj gryfa wydaje mi się bardzo dobry, dłuższa nieobecność dobrze tłumaczy jego brak zrozumienia dla pewnych spraw i pozwala autorowi tłumaczyć je czytelnikowi w naturalny sposób. Podobają mi się jego rozmowy zarówno z cywilami, jak i żołnierzami oraz ich instruktorem. Ładnie ukazują różne poglądy i tłumaczą, czemu Equestria wygląda obecnie tak, a nie inaczej.

Spodziewam się, że w odpowiedzi dostanę dłuższy esej, dlatego też wstrzymam się jeszcze z ostatecznym podsumowaniem opowiadania.

  • +1 1

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Bardzo dziękuję Rarity nie tylko za komentarz, ale przede wszystkim za celne uwagi oraz słuszne pytania jakie pewnie i inni czytelnicy mieliby w trakcie lektury. Pozwolę sobie odpowiedzieć na nie, po kolei w spoilerach:

 

4 godziny temu, Rarity napisał:

Rolnictwo zostało zredukowane, by pracujące w nim dotychczas kucyki przeniosły się do fabryk. Jest powiedziane, że robotnicy otrzymują niezłe wynagrodzenie, skąd więc wspomnienia o pogłębiającej się biedzie i złych warunkach życia społeczeństwa

 

Spoiler

Transformacja społeczeństwa rolniczego w społeczeństwo industrialne, choć odbywały się w licznych krajach na różne sposoby, to jednak stanowiły ogromny problem. 

 

Najpierw należałoby zacząć od tego, że historycznie od czasów feudalizmu, chłop pańszczyźniany za swoją dolę otrzymywał tyle by móc przeżyć. Miało to potwierdzenie nie tylko ekonomiczne, ale też i etyczne (katolicka jak i potem protestancka etyka pracy), bo chłop co otrzymuje więcej niż potrzebuje będzie się po prostu obijał w swej pracy. Pomijając jednak to oraz jak fatalna jest wizja "pańszczyzny" w obecnej współczesnej nam kulturze ("średniowieczne niewolnictwo"), to jednak warto pamiętać, że choć chłop zarabiał tyle by żyć i utrzymywać rodzinę, to jednocześnie w wielu przypadkach nie pracował długo. Dodając do tego brak wykształcenia oraz wiedzy o świecie i relatywnie sielskie życie, taki stan społeczny chłopa był bardzo łatwy do utrzymania, nawet później gdy już pańszczyznę próbowano znosić (patrz -> zniesienie pańszczyzny w Carstwie Rosyjskim). 

 

Na chwilę przenieśmy nasze oczy na Anglię końca XVIII wieku. Są to narodziny szkoły klasycznej w ekonomii oraz ogromnych przemian w gospodarce. Anglia była prymusem epoki z wielu powodów, od bardzo innowacyjnie rozwijanej floty i polityki handlowej po reformy wewnętrzne w postaci procesu grodzenia. Nowożytna Anglia weszła w procesy industrializacyjne na wieki przed innymi państwami europejskimi. Pierwszy ład gospodarczy w Anglii był budowany na doktrynie merkantylistycznej, czyli chroniącej rodzimych producentów. Sercem tej doktryny w Anglii było "Corn Law" czyli "Ustawy Zbożowe". Ich zadaniem było chronienie producentów żywności Anglii, przede wszystkim wielkich landlordów i ich majątków. To "działało"... do czasu. Szkoła klasyczna ekonomii na czele z Adamem Smithem, Ricardem, Say'em oraz Millem w swoich pracach argumentowali, że nadszedł koniec - gospodarczo jest to do nie do obrony. Przeciwnicy protekcji rynku wygrali, narodził się liberalizm gospodarczy - a w tym też angielski przemysł. Rolnictwo W. Brytanii zaczęło zanikać, do tego stopnia, że Anglia w znaczącej mierze opierała się na imporcie taniej żywności z zagranicy. Ale to pozwoliło na całkowitym przekalibrowaniu gospodarki na przemysł - co sprawiło, że W. Brytania stała się mocarstwem gospodarczym i pierwszą potęgą przemysłową. 

 

I tutaj mamy problem, ponieważ tak - obiektywnie industrializująca się Wielka Brytania rosła w siłę (jej PKB rosło ogromnie), ale jednocześnie te warstwy najniższe nic z tego nowo-zdobytego bogactwa nie zdobyły. Dlaczego? Mieszkańcy ruszali do miast w poszukiwaniu pracy w fabrykach, ale ta praca była kompletnie innego charakteru. Pańszczyźniany chłop pracował do czasu aż mógł wyżywić swą rodzinę, albo do zobowiązania szlacheckiego - a często nie było to dużo. W fabryce zaś musiał pracować od rana do wieczora z czasem tylko na sen i z powrotem do roboty, i tak każdego dnia z wyjątkiem świąt, aż do choroby, kalectwa albo śmierci. Żeby wyżywić rodziny, masy przybywały do miast, do fabryk - ponieważ rzeczywiście - w fabryce można było zarobić więcej - ale wiązało się to ze znacząco większym obciążeniem pracy. Jednocześnie, nic się nie zmieniło w tym sensie, że dalej pracownikom płacono najniższą pensję jaką się dało - dzięki taniej żywności importowanej z zagranicy. Poziom życia w niektórych aspektach wzrósł (dostęp do edukacji, walka z analfabetyzmem, lepsza medycyna), a w innych spadł (skala pracy, ucisk). Kiedy więc Narrator zwraca uwagę, że robotnicy otrzymują "lepsze" wynagrodzenie nie mówi, że było ono jakieś spektakularne - raczej, że było po prostu trochę lepsze od tego co było na wsi. Zarabiał lepiej. No fajnie, i co z tego?

 

Stąd też pojawiają się prace Saya i Malthusa które się zajmują "skoro Wielka Brytania jest tak bogata, to czemu jest tak biedna?", oraz powstają pierwsze organizacje broniące praw robotniczych. W warunkach wiejskich było dużo trudniej o organizację ponieważ analfabetyzm oraz duże rozbicie terytorialne (trudniej zgromadzić zwolenników), podczas gdy w gęsto zaludnionych miastach zorganizowanie ruchu robotniczego było naprawdę dużo prostsze. Właśnie w takich warunkach powstała w W. Brytanii Partia Pracy oraz liczne inne organizacje jak związki zawodowe czy konfederacje pracowników. 

 

4 godziny temu, Rarity napisał:

Crimson Steel. W całym kraju kucyki mają dość reform, wybuchają bunty i strajki, tłumione przez pegazią panią generał. Równocześnie pojawia się ryzyko, iż Crimson mogłaby przy poparciu społeczeństwa przejąć władzę nad krajem. Czy mi się wydaje, czy równoczesne organizowanie powstania i uwielbienie do tłumiącej je dowódczyni są jednak nieco sprzeczne? No dobrze, pojmuję, że to nie jest ta sama grupa kucyków. Jednak czytając o jakimś kolejnym ruchu, zazwyczaj miałam wrażenie, że jest on popierany przez większość społeczeństwa. A potem pojawiał się inny, zupełnie z nim sprzeczny i także zdobywał wielką popularność.

 

Spoiler

Operowanie "większością" jest tu bardzo niebezpieczne. Raczej pojęcie "większości' w samym opowiadaniu nie istnieje, operuje się tylko na częściach społeczeństwa. Jeśli partia otrzymuje 51% poparcia przy frekwencji wyborczej 50%, to znaczy, że popiera go 25,5% społeczeństwa. Jest to więc większość? W "Twarzą ku Słońcu" raczej widać, że właśnie takiej większości nie ma - gdyby była poszłoby tutaj trochę lepiej. 

 

Wracając jednak do Crimson Steel, pozwolę sobie przypomnieć fragment:

Cytat

Wyniki pierwszych wyborów parlamentarnych wyraźnie pokazały, że choć lojalność wobec Celestii i Luny była niepodważalna, to w rzeczywistości samo społeczeństwo było ogromnie podzielone. Partie propagujące centralizm władzy dominowały w stolicy Canterlot, wysoce uprzemysłowionych miastach oraz w centralnej Equestrii. Legitymiści dominowali zaś w regionach wiejskich oraz na obrzeżach państwa.

 

To, że Crimson Steel jednocześnie tłumiła bunty w jednym regionie Equestrii, a w drugim była witana jako bohaterka nie jest sprzeczne w żadnym stopniu. W warunkach rozbitego społeczeństwa i różnych dominujących poglądów politycznych jedni będą ją popierać, a jedni nie. Jest to postać polaryzująca - kocha się ją albo nienawidzi. Poza tym jednak, że można rozpatrywać poparcie dla osoby po regionach (w jednym mieście będą lubili, w innym nie), to można rozpatrywać też poparcie po klasach. Powstańcy z Manehattan byli syndykalistami, anarchistami i sombrystami, a wszystkich łączył postulat zniesienia własności prywatnej. Stąd też osoba, która stłumi takie powstanie będzie cieszyć się ogromnym poparciem każdego zdrowo-rozsądkowego przedsiębiorcy. Jak mieliśmy Steel Oaka:

 

Cytat

"Bo nie mam żadnej pewności, że za chwilę mojego biznesu nie trafi szlag. No bo patrz, obecnie handluję meblami, nie? W Vanhoover mam dwie małe fabryczki. Jeśli w pewnym momencie rząd przekaże mi „ofertę nie do odrzucenia”, w której zażąda sprzedaży tych fabryk na Skarb Państwa grubo poniżej ich wartości, to zostanę bez dochodu. Będą tam, nie wiem, montowali fotele do samolotów czy coś, a ja zostanę tylko z moim zapasem na czarną godzinę. Boję się, że jak pomogę Lilly’emu, to potem nie starczy dla mnie, jeśli państwo przejmie mój biznes."

 

Taki przedsiębiorca tak samo będzie się bał, że nagle robotnicy powiedzą - to nie jest już twoje, teraz to jest nasze przedsiębiorstwo. A w czasach międzywojennych przedsiębiorca reagował na to prosto - dzwonił na milicję by ich spacyfikowano. Francisco Franco, dyktator Państwa Hiszpańskiego w okresie wojny domowej trzymał wsparcie właściwie całego duchowieństwa, klasy posiadaczy ziemskich oraz dużo obszarów wiejskich, ponieważ były to klasy, które wszystkie bały się skrajnie lewicowego rządu republikańskiego, który bezpośrednio godził w ich interesy i w swej rewolucyjnej retoryce i znoszeniu własności prywatnej poszedł mocno za daleko.

 

 

4 godziny temu, Rarity napisał:

Podobna wątpliwość: pod koniec jest napisane, że obywatele tracą wiarę w realność zagrożenia ze strony Sombry, nie podobają im się reformy, rodzą się nowe ruchy polityczne, bazujące nawet na ustroju Sombrii. Jak to ma się do faktu, że na wygraną w wyborach ma szansę partia, która silnie popiera reformy i dalsze uzbrajanie kraju?

 

Spoiler

Błąd interpretacyjny, z dialogu z Bundle'm to nie wynika.

 

Cytat

– Equestria płonie. Poparcie dla reform po prostu leży. W rezultacie Powszechny Blok Poparcia dla Reform i Mała Rada nie będą w stanie utrzymać władzy i kontynuować modernizacji. Przyśpieszone wybory wygrają pacyfiści i liberałowie w koalicji z rojalistami powiązanymi z Komitetem Restauracji Celestii. Jak nie starczy im miejsc, to może nawet zrobią sojusz z syndykalistami. To będzie kres reform, a tym samym kres przygotowań do wojny z Sombrią… ale…

 

Bundle odwrócił się w moim kierunku.

 

– W tych czasach chaosu, kryzysu i radykalizmu AEQ rośnie i rośnie. Blok promodernizacyjny może się utrzymać.

 

– ...tylko AEQ musi zdobyć dobry wynik i wejść do koalicji… – szepnąłem.

 

– Bingo.

 

Z tego w żaden sposób nie wynika, że to koalicja pro-reformacyjna ma największą szansę na wygraną. Raczej z kontynuowanego dialogu wynika bardziej coś w stylu : 70% dla pacyfistów, 20% dla koalicji pro-reformacyjnej, koalicjant AEQ oraz 10% dla rządu sformułowanego z AEQ, czyli stan 70-30, ew. 60-40. Niezależnie od tego, jest wysoce prawdopodobne, że niezależnie kto wygra, nie wygra on przekonującą większością (frekwencja, koalicja łatana). A to oznacza, że przegrani będą mogli i tak to kontestować - pierwszy krok na drodze do wojny domowej. 

 

4 godziny temu, Rarity napisał:

Dziwi mnie także nieco zachowanie Celestii: nie popiera właściwie reform w obecnej formie, ale też ich nie wstrzymuje, swoim biernym oporem powodując, że kucyki tracą wiarę w sens działań Rady oraz Luny. Mam wrażenie, że pełne poparcie księżniczki mogłoby zmienić nastawienie społeczeństwa, które pragnie jej powrotu do władzy. Władzy, której w sumie nie straciła. No cóż, pod tym względem logika powstańców z Ellenois chyba nieco mi umyka.

 

Spoiler

W społeczeństwach z silną monarchią i kultem władzy, wszystkie protesty, a nawet pełne rewolucje odbywały się "w imię i z poparciem Cesarza". 

 

Najbardziej klasycznym przykładem jest carska Rosja i rewolucja 1905, a konkretnie to "Krwawa Niedziela", gdzie protestujący uważali, że jest niemożliwe, że to Car dokonał tu czegoś złego, to tylko ci paskudni urzędnicy, którzy otaczają Cara mu szepczą kłamstwa do ucha. Stąd noszone w trakcie protestu carskie portrety i śpiewanie "Bozhe, Tsarya khrani!". W społeczeństwach o ogromnym kulcie jednostki jest niemożliwe by oskarżyć tę konkretną jednostkę o zło. W rezultacie, gdy przychodzi do walki, rebelii i powstania w takim kraju, walczący ogłaszają, że mają wsparcie monarchy (nawet jeśli to gówno prawda). W podobnych warunkach odbywały się wszystkie powstania w Japonii, włączając w to wojnę Boshin (uważano, że cesarz Meiji był zakładnikiem i był przetrzymywany wbrew woli, ergo, będziemy walczyć by go odbić). Powstańcy z Ellenois zachowywali się bardzo logicznie. 

 

Natomiast co do braku reakcji - samo opowiadanie wyjaśnia dlaczego Celestia zachowywała się tak, a nie inaczej - wiedziała, że reformy były potrzebne (zbliżająca się wojna z Sombrą, będącą filarem Kryształowego Oblężenia), a jednocześnie, dla niej te reformy były absolutnie obrzydliwe (bo zbytnio jej przypominały to z czym miały walczyć). Samo przedstawienie Celestii imspiruje właśnie instytucją Cesarza Japonii, który jest istotą boską, władcą absolutnym, który ma nawet uprawnienia konstytucyjne do pełnienia takiej roli, ale z założenia jej nie wykonuje, bo nie o to chodzi. Tym bardziej, że "rządzenie jednostkowe" w społeczeństwach nowoczesnych przestało być możliwe. Znacząco istotniejsze od absolutnego monarchy, czy nawet wodza były instytucje - partie, związki zawodowe, czy zamknięte koła decydentów jak Wielka Rada Faszystowska we Włoszech.

 

4 godziny temu, Rarity napisał:

Zastanawiająca jest też nieco różnica w podejściu do przelewania krwi przez Maremacht oraz powstańców/strajkujących. Teoretycznie zostało to wyjaśnione miłością do małych ojczyzn i brakiem chęci do walczenia z dala od domu, ale mimo wszystko wydaje mi się, że skoro żołnierze nie potrafili zmusić się do strzelania do przeciwników, to także walczący po przeciwnej stronie mieszczanie czy chłopi powinni mieć większe opory i nie rzucać się radośnie z kosami. Mimo chęci obrony swojej prowincji powinni moim zdaniem wykazywać nieco mniejszy entuzjazm czy więcej litości i nie zarzynać próbujących się poddać żołnierzy – podobnie jak ich przeciwnicy, wiedli dotychczas spokojne życie i ta bojowość jest nieco nienaturalna, gdy mówimy o kolorowych kucykach.

 

Spoiler

Jest to celne spostrzeżenie, ale warto zwrócić uwagę, że od samego początku wróg był kreowany błędnie. Kategoria ta miała być tą mobilizującą do walki i poza tym, że "bronimy swojego, swojej Ojczyzny", to walczymy z kimś kto jest absolutnie ohydny i dlatego warto go zabić. Tym wrogiem dla equestriańskiej armii mieli być sombryści - i dlatego wszystko poszło w piach, bo wyszło, że pierwszym wrogiem dla tej armii mieli nie być sombryści. Podsumowując:

 

- Mija kilka lat reform, w których nowo-powstałej armii Maremachtu i jej żołnierzom wciska się, że wrogami są sombryści i należy ich zgładzić - wszystko idzie kompletnie w piach, bo nie walczymy z sombrystami, to nie tak miało wyglądać.

- Mija kilka lat absolutnie fatalnych reform, które zabiły rolnictwo, a przez te kilka lat na prowincji rosła nienawiść do rządu canterlockiego i wszystkiego co jest przez zeń reprezentowane, sprawiając, że mieszkańcy Ellenois wręcz buchają wściekłością. 

 

W opowiadaniu w trakcie opisu kampanii "Chrzest w Ogniu" jest dużo opisane właśnie o tym jak mieszkańcy naprawdę niecierpili Canterlotczyków, Małej Rady, Luny i tych chorych reform. Chociaż nie jest to napisane wprost, można się domyśleć, że ta ogromna niechęć istniała jeszcze przed samą kampanią, a rosła w trakcie wprowadzania reform. W rezultacie, powstańcy z Ellenois byli dużo, dużo bardziej chętni do walki przeciw wrogowi, do którego nienawiść "dojrzewała w czasie". Moim zdaniem jest to dobre wytłumaczenie tej kolosalnej różnicy dwóch wojsk w starciu. 

 

Mam nadzieję, że moje odpowiedzi pozwoliły rozwiać wszelkie wątpliwości i jeszcze raz bardzo dziękuję za trochę bardziej dociekliwy komentarz.

 

Pozdrawiam

 

- Verlax

Edytowano przez Verlax
  • +1 1

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Dziękuję bardzo za tak wyczerpującą odpowiedź. Nie będę już odnosić się szczegółowo do poszczególnych kwestii, jednak podsumowując – moje wątpliwości zostały rozwiane. Część moich pytań wynikała z nieuważnej lektury/ błędnej interpretacji (poparcie dla różnych opcji w różnych rejonach czy klasach społecznych faktycznie jest bardzo sensowne), część zaś z braku należytej wiedzy historycznej. Wyjaśnienie dla nienawiści buntowników i nastawienia Maremachtu także jest przekonujące. W związku z tym, że moje zarzuty zostały odparte, z przyjemnością mogę oddać głos na Epic. Moje uzasadnienie znajduje się w moim poprzednim komentarzu (gdyby było trzeba, mogę je jeszcze rozwinąć, ponieważ jak zwykle skupiłam się na domniemanych wadach), chciałabym też jeszcze raz podkreślić, że autor zaimponował mi swoją wiedzą i zdolnością do wykorzystania jej w opowiadaniu o kucykach.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Przeczytane.

 

Opowiadanie jest tym, czym mogły być pierwsze rozdziały KO, gdyby trochę posiedzieć nad opisem transformacji Equestrii z pseudośredniowiecznej monarchii do nowoczesnego państwa z I połowy XX wieku, zrobić odpowiedni "risercz" i tak dalej. Z zainteresowaniem czytałem, jak to przygotowania do wojny wpływają na życie kucyków, a narastająca psychoza wojenna i związany ze zbrojeniami opór społeczny wpływają na rozwój niebezpiecznych ideologii. Do tego dodać należy masę smaczków dla miłośników historii, świetne opisy i stosunkowo mroczną atmosferę.

 

Głosuję na [Epic].

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Verlax jaki jest każdy widzi. To człowiek posiadający ogromną widzę o historii i polityce, co świetnie widać na załączonym obrazku fanfiku. Zaznaczam już w tym momencie, że owy komentarz opisuje opinię kompletnego laika, jeśli chodzi o tematy okołopolitycznoustrojowodrugowojenne. tl;dr gówno się na tym znam.

 

Od samego początku do samego końca widać, że autor wie o czym pisze i wie, co chce osiagnąć. Na początku wspomnę o bardzo sprawnie przeprowadzonym zabiegu pozbawienia głównego bohatera imienia. Nie rzuciło mi się to w oczy ani przez chwilę, dopiero jakiś czas po przeczytaniu uświadomiłem sobie, że nie mam pojęcia jak nazywa się narrator. Well played. Jeżeli chodzi o samą treść... czytałem z zainteresowaniem i pochłonąłem te 50 stron w zaskakująco krótkim dla mnie czasie. I chociaż czasem nie wiedziałem o czym mówi główny bohater albo postacie, z którymi rozmawiał to i tak lektura sprawiała nie lada przyjemność. Szczgólnie, że wprowadzało do KOversum coś, czego mu brakowało: logikę i przede wszystkim konsekwencję. Verlax zrobił co mógł, żeby opisać błyskawiczne uprzemysłowienie Equestrii i jego skutki. Jedno wynikało z drugiego i było podparte sporą dawką wiedzy o rzeczywistych wydarzeniach. Nie mogę też nie wpsomnieć o po prostu dobrym warsztacie autora jeśli chodzi o uzyskiwanie pewnych efektów. Osobiście brzydzę się politykę, propaganda i manipulacją, a te były opisane na tyle dobrze, żeby wzbudzić u mnie niechęć. A każde wzbudzenie emocji u czytelnika jest sukcesem pisarza.

 

Za to forma, no to juest gorzej... Powtórzenia robią sobie rękawiczki z ludzkiej skóry, i bryloczki z wątroby, anglicyzmy wyciskają ofierze białko z oczu... Generalnie tu jest kiepsko .Szczególnie z powtórzeniami, których są całe roje niemal w każdym akapicie. Pewne osoby, których imion nie będę wymieniał uczuliły mnie na to i teraz nie mogę przejść obojętnie obok takich rzeczy. Zaś wspomniane anglizycmy? Chodzi mi tu w szczególności o przeklęte Cutie Marki. Abolutnie nie rozumiem, co kierowało autorem kiedy zdecydował się tego nie tłumaczyć. Że urocze znaczki brzmią infantylnie? Mam wrażenie, że wszyscy piszący fanfiki powinni przypiąć sobie obok monitorów karteczki z napisame "piszę fanfika o My Little Pony: Friendship is Magic". 

 

Na koniec wspomnę jeszcze o nawiązanaich, których ponoć jest dużo, ale ja wyłapałem tylko 2, z czego oba są tak oczywsite, że aż za bardzo. Mam na myśli scenę skopiowaną z "Ostatniego Samuraja" i "Jutro należy do nas". Nie chłodno.

 

Mimo wszystko liczę, że ten komentarz wystarczy żeby podeprzeć mój głos na EPIC.

 

Pozdrawiam serdecznie.

  • +1 1

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Nie wiem jakim cudem wciąż powracam do opowiadań drugowojennych, skoro za nimi generalnie nie przepadam i z w którymi mam bez przerwy problemy. Najprawdopodobniej skusiły mnie trzy rzeczy.

 

Pierwsza to oczywiście fakt, iż jest to opowiadanie tematycznie wpisane w świat „Kryształowego Oblężenia”, z którym jestem już bardzo prawie na bieżąco. Ilekroć myślę o sformułowaniu swojej opinii o wspomnianym tytule, w głowie pojawia się kłębowisko myśli, najróżniejszych skojarzeń, poruszony zostaje co się dyplomatycznie nazywa szeroki wachlarz problemów. Zebranie w jedno wszystkich moich wrażeń jest zatem bardzo trudne.

 

Dwa, tag [Political], do którego od lat nie mogę jednoznacznie się przekonać. Nie ma w nim nic złego, jednak przyłapywałem się na tym, że bardzo często za jego sprawą kucykowy świat nagle stawał się ludzki, a treść bardzo łatwo zamieniała się w wykład lub też debatę polityczną, która jest niezła do oglądania czy słuchania, ale żeby czytać całego fanfika napisanego wokół niej? Czy ja wiem? W każdym razie, jest we mnie chęć do sprawdzania opowiadań opatrzonych tychże tagiem, przekonywania się.

 

No i trzy, sprawa najważniejsza, gdyż najważniejsi są po prostu ludzie, a więc osoba autora, który odpowiada między innymi za „Krwawe Słońce”, które to „Krwawe Słońce” akurat wszelakie smaczki polityczne, kulturowe miało w mojej ocenie zrealizowane bezbłędnie. Chociaż nie było ono opatrzone tagiem [Political], ale [Wojenny].

Że nie wspomnę już o zapleczu w postaci materiałów źródłowych oraz różnych odniesień, które ubogacały opowiadanie. Jednocześnie zdążyłem się zorientować, tym razem bez pomyłek, że w „Kryształowym Oblężeniu” pełno było rzeczy, które autora niniejszej historii, mówiąc potocznie, wpieniało niemiłosiernie i byłem ciekaw jak się z tym rozprawił w ramach „Twarzą ku Słońcu”.

 

W takiej oto postaci, zabrałem się za lekturę najnowszego opowiadania Verlaxa.

 

 

Znaczenie opowiadania jako spin-offa

Będzie to najdłuższy i najobszerniejszy akapit z tego względu, że ta właśnie kwestia wydaje mi się kluczowa, nadrzędna. Co zdecydował się poprawić autor, co wyjaśnić po swojemu, co dodać i jak dużą stworzyć nadbudowę dla siebie, na wypadek przyszłych pomysłów osadzonych w niniejszym uniwersum. Zaufajcie mi, tego jest mnóstwo i każdy z tych elementów zasługuje na uwagę, z pełną odpowiedzialnością mogę powiedzieć, że Verlax nie próżnował i postarał się zrealizować wszystkie te punkty w sposób wyczerpujący, satysfakcjonujący.

 

„Kryształowe Oblężenie”, w jakimś sensie zrodzone bezpośrednio z „Żelaznego Księżyca”, według moich obserwacji, było pisane ze zdecydowanie innym przeświadczeniem na temat tego jak może wyglądać kucykowa powieść wojenna oraz o czym pisać w ramach realiów silnie opartych o czasy II wojny światowej, począwszy od kwestii wizualnych, poprzez technologię, na zagrywkach strategicznych kończąc.

Takie oto podejście doprowadziło do powstania historii, która choć jest wielowątkowa, nastawiona na akcję (często w stylu hollywoodzkim, nie szczędząc pewnych jaskrawych przerysowań), skupia w sobie mnóstwo różnych, nawet i skrajnie różnych akcentów wynikających z mnogości przyjętych tagów, nie jest pozbawiona różnych bolączek, z których największą może wydawać się pójście na skróty w materii skoku technologicznego, wyścigu zbrojeń, a także bardzo proste, zakrawające jakoś o bajkową naiwność wyjaśnienie skąd tak właściwie wzięła się tam broń, wojna totalna itd.

 

Oczywiście była to autorska wizja autora „Kryształowego Oblężenia” i wszystko to, jakkolwiek naiwne, godzące w elementarną logikę/ ciąg przyczynowo skutkowy, czy uproszczone by się nam nie wydawało, było konieczne do jej zrealizowania. Jednocześnie, przytoczę cytat z oficjalnej strony opowiadania:

 

„Natomiast najbardziej znam się na wojskowości III Rzeszy, interesuję się też poszczególnymi militariami. Dlatego to ją wybrałem jako główną bohaterkę. Nie ma w tym żadnego ukrytego propagowania zakazanych ideologii lub wyrażania dla nich poparcia.”

 

Znamy zatem prawdziwą główną bohaterkę „Kryształowego Oblężenia” oraz wiemy na co położył on największy nacisk, realizując swoją wizję.

 

Tak jak militaria, wojskowość grały pierwsze skrzypce w „Oblężeniu”, tak w „Twarzą ku Słońcu” takimi prawdziwymi, głównymi bohaterkami są polityka, socjologia. I znów, nie da się ukryć, że ich kreacje oraz wszystkie zagadnienia z nimi związane, opisane w ramach opowiadania, zostały poparte materiałami źródłowymi oraz literaturą, dzięki czemu w tym sensie jest to historia realistyczna, czy wręcz zgodna ze stanem historii.

 

A teraz – jak przywołane „Kryształowe Oblężenie” podchodziło do logiki z przymrużeniem oka, stawiając bardziej na odwzorowanie militariów, naiwną epickość, czy wręcz kreskówkową kucykowość, tak „Twarzą ku Słońcu” bynajmniej nie odrzuca sztywnych zasad logiki i realizmu, bazując na dziurawym pod tym względem „Oblężeniu”, stara się wszelkie dziury w logice wypełniać i, co cieszy niezmiernie, czyni to kompetentnie. Oczywiście nie jest idealnie, ale wynika to z fabuły „Oblężenia” i tego ile sztywno czasu miała Equestria na reformy oraz skok technologiczny. Słowem, tyle ile było tam, tyle samo musiało być tutaj, kropka. Ale wciąż, udało się mnóstwo rzeczy wyjaśnić, wytłumaczyć, naprostować.

 

Przede wszystkim, widzimy tutaj genezę reform oraz jak to wszystko działa „w praniu”, poprzez wdrażanie w życie machiny propagandowej, obserwację z pierwszej ręki (a raczej, szponów ;)) jej działania w praktyce, poprzez różnice nie tylko w nastrojach społecznych, ale także między poszczególnymi nacjami, ogólnie, kończąc na powstaniu w Ellenois, które zostało tutaj potraktowane jako swoisty sprawdzian dla sił Maremachtu, test weryfikujący wyobrażenia Twilight oraz podejście strony Equestriańskiej - z czym chcą startować, a czym bronić się przed Sombrią.

 

Szczególnie te późniejsze części tekstu, kiedy mamy nieco więcej akcji oraz walki w Ellenois wraz ze wszystkimi, mniej lub bardziej pośrednimi jej następstwami. Widzimy tam zderzenie propagandy i pobożnych życzeń z rzeczywistością oraz przedstawienie w najjaskrawszy z możliwych sposób dowodu na słuszność słów Iron Clawa, że ci rekruci może i umieją obsługiwać sprzęt, ale nie potrafią zabijać, nie mają morale, a ostatecznie to właśnie to zadecyduje o tym czy odniosą jakiś sukces, czy pogrążą się w niesławie. Jest to również satysfakcjonujące w tym sensie, że zadaje to, w sposób srogi, kłam słowom oraz postawie Twiligt Sparkle. Jak wiemy doskonale, ona w roli generała (jak w „Kryształowym Oblężeniu”) to pomysł mocno kontrowersyjny, ale także prowokacyjny, gdyż jasno daje do zrozumienia, że można mieć doświadczenie, można mieć predyspozycje, można mieć lata ciężkich szkoleń i morderczych walk, ale można też być ulubienicą księżniczki i o tym po prostu przeczytać (!) by znaleźć się na tym samym poziomie. Albo i wyżej.

Mogę to porównać do oryginalnej historii Son Goku, który musiał namęczyć się ostro (Vegeta zresztą też), żeby w ogóle osiągnąć pierwszy poziom SSJ, a Saiyanie z Wszechświata Szóstego głównie się wyzywajo się i jest w pięć minut SSJ i parę kolejnych.

 

Na dosyć podobnej zasadzie w "Oblężeniu" odczułem degradację poziomu generała, w ogóle, wyższych stopni oficerskich, skoro można o tym czytać albo, po prostu, być Elementem Harmonii, cała reszta przychodzi sama. To co uczyniono w „Twarzą ku Słońcu” rozpatruję dwojako. Po pierwsze, jest to przede wszystkim sprowadzenie na ziemię nie tylko Twilight, ale również pewnych wyobrażeń odnośnie tego jak wiele i czy w ogóle trzeba wysiłku aby wspiąć się wysoko w hierarchii (czyli długie lata ciężkiej pracy i narażania życia versus naiwne, kreskówkowe wyobrażenie o pojawieniu się niezbędnej wiedzy i umiejętności *pstryk* od tak), a także oddanie pewnym funkcjom ich pierwotnej, wysokiej rangi. To zostało osiągnięte we wspaniałym stylu głównie dzięki postaci Iron Clawa oraz krótkim przybliżeniu na czym polegają różnice między szeregami armii Gryfonii, a Maremachtu – wygrywa ten, kto ma morale i umie zabijać. Po drugie, widzę to jako sprytnie wpleciony w opowiadanie komentarz, czy wręcz polemikę do oryginalnego „Kryształowego Oblężenia”, na zasadzie przyłożenia tamtych rozwiązań i zabiegów do własnej, twardo stąpającej po ziemi miary i zdekonstruowaniu naiwnej epickości po którą idzie oryginalny tekst.

 

Wczytując się dokładniej, można doszukać się jeszcze paru innych komentarzy, również zaadresowanych do innych dzieł, np. „Przewodnika Stada”. Przyznam, że momentami brzmi to jak próby przebicia się przez czwartą ścianę, ale w samym tekście nie dzieje się nic co przekraczałoby pewne granice, toteż nie można mówić o niesmaku, czy zepsuciu ogólnego klimatu.

 

Dekonstrukcja różnych kontrowersyjnych motywów z „Kryształowego Oblężenia” oraz wypełnianie dziur niesie ze sobą jeszcze jedną, szalenie ważną funkcję, która w ostatecznym rozrachunku doskonale uzupełnia oryginał. Mianowicie, podczas kiedy w oryginale wyraźnie brakowało tej warstwy ideologicznej, odrobiny historii, genezy co dlaczego tak się nazywa albo co jak wygląda, tutaj otrzymujemy staranne, wyczerpujące wyjaśnienia, odnośnie ugrupowań politycznych i ideologii, autor nie poskąpił dodatkowych wytłumaczeń co się z czego wzięło oraz dlaczego poszczególne partie świata wyglądają tak a nie inaczej. Szczególnie spodobało mi się zdroworozsądkowe podkreślenie warunków terenowych obszarów Ellenois, a także opis uzbrojenia tamtejszych sił oraz analogie do doświadczeń sił Gryfonii, które to swego czasu prowadził działania w Zebrice.

 

O, jedna rzecz, która mi zgrzytnęła – przedstawienie zebr jako prymitywnych plemion z dzidami i skórami. Jasne, komuś musiała przypaść ta rola, ale czemu zebrom? Powiało nieco sztampą, spodziewałbym się, że autor porwie się na obsadzenie w tej roli innego gatunku, czegokolwiek na co trochę trudniej wpaść za pierwszym razem. No, ale nie przesądza to zbytnio o jakości tekstu, gdyż z tych scen należy wynieść ich znaczenie i przyłożyć je do tego co się dzieje w Ellenois.

 

No, ale tak czy owak, późniejsze fragmenty przynoszą nam rewolucję w Equestrii, zostaje nam silnie zasugerowane, że Sombria zainstalowała swoją agenturę i po cichu finansuje rożne bojówki, przez co autorytet oraz stabilność władzy w Equestrii zaczyna się chybotać. Było to bardzo ciekawe, chociaż postać Crimson Steel wydała mnie się wepchnięta nieco na siłę, aczkolwiek bardzo chętnie widziałbym kolejne teksty, w których miałaby nieco więcej do odegrania, czy powiedzenia, skoro została ukazano jako „Wódz”, za którym mogłyby pójść kucyki, a Celestię zostawić.

 

Ilość tych elementów ubogaca „Kryształowe Oblężenie”, czyniąc ten świat po prostu żywszym, obszerniejszym, czujemy już, że faktycznie rzeczy zależą od siebie i że poszczególne zdarzenia w jednym miejscu na świecie nakręcają wydarzenia w drugim. Co mnie cieszy, teraz będę o tym pamiętał, będę miał przeświadczenie, że te elementy są, istnieją, wywierają wpływ, ponieważ dla siebie przyjmę „Twarzą ku Słońcu” za kanon, a więc lektura „Oblężenia”, każdy ewentualny powrót do niego będzie doświadczeniem bogatszym.

 

Wniosek zatem nasuwa się jeden – jako spin-off, jako rozszerzenie do „Kryształowego Oblężenia”, niniejsze opowiadanie jest bardzo cenne, co w sumie nakręca mnie na przeczytanie pozostałych opowiadań konkursowych innych autorów. No, ale jeszcze zobaczę, jak wspominałem, nie przepadam zbytnio za opowiadaniami drugowojennymi, po prostu „Twarzą ku Słońcu” odbiło się szerszym echem. Ale wszystko jest jeszcze możliwe.

 

Podobnie jak kolejny akapit mojej wypowiedzi.

 

 

Bohater, którego imienia nie pamiętam, to Verlax

Co mnie nieco smuci, nie wyłapałem z tekstu zbyt wielu wyraźnych kreacji, poza Iron Clawem. No, może jeszcze Twilight jako tako zapadła mi w pamięć, ale głównie poprzez swoją pewność siebie, zadzieranie nosa oraz bezgraniczne przekonanie, że wszystko się musi udać bo mają lepszy sprzęt. Niecierpliwie czekałem aż rzeczywistość zweryfikuje jej stanowisko.

 

Natomiast nie cierpię mówić o osobie mówiącej w tekście jak o oryginalnej postaci, po prostu nazywam gościa Verlaxem ;) Wydaje mi się to za interesujące podejście, ponieważ nie tylko umożliwia mi zagłębienie się w treść z większą doza ciekawości i cierpliwości, ale także poszerza pole interpretacji, gdyż autor nie występuje już wyłącznie jako... Cóż, autor, ale także jakże jako autor, który świadomie, w oparciu o pewną wiedzę i źródła kreuje swoją wizję, wypełnia luki w logice, wyjaśnia to i owo, a następnie, jako on sam, tylko w nieco innej postaci, wchodzi w tę historię, opowiada o tym co widzi, recenzuje, komentuje dla nas.

 

Jest to o tyle istotne, gdyż opowiadanie ma tag [Political]. No i od czasu do czasu występują w nim momenty, w którym mamy wykładane typowo polityczne rzeczy, począwszy od rozmaitych ideologii, poprzez przemiany społeczne (czyli skrócona wersja historii najnowszej tegoż kucykowego świata), po pewne mechanizmy rządzące gospodarką i rynkiem, aż do wieców partyjnych, czy też komunikatów radiowych. Jest tego sporo i choć przez większość tekstu poszczególne porcje wiedzy są umiejętne przeplatane z dialogami, czy jakąś akcją, to jednak często zaczynałem odczuwać znużenie, gdyż z historii robił się troszkę taki wykład. Najlepiej mi się to trawiło kiedy przybierało to formę dialogów, jednakże kiedy opis zaczynał ciągnąć się zbyt długo rzeczywiście, bardzo chciałem po prostu przejść do dalszego punktu, chciałem wiedzieć co będzie dalej i jak się to skończy.

 

Myślę, że nie miałbym tyle cierpliwości i nie wysiedziałbym przy tych fragmentach wciąż zachowując pełną uwagę, gdybym nie myślał o osobie mówiącej jak o samym autorze, którzy wysłał samego siebie na karty swojego opowiadania, by jeszcze skomentować co nieco dzieło oryginalne, oraz swoje, osobiście zwracając uwagę na to co najważniejsze. Uczciwie przyznam, że wrażenia pewnych dłużyzn są bardzo nierówne, bo np. o takiej teorii podkowy czytało mi się bardzo dobrze, natomiast kiedy wymieniane były kolejne „izmy” czułem już trochę jakby autor starał się za bardzo, momentami historia właśnie stawała się dziwnie „ludzka”. Ale ma to sens – w końcu jest oparta na prawdziwych wydarzeniach z historii.

 

Ale generalnie, już nie identyfikując głównego bohatera z osobą autora, a oceniając go jako po prostu pewną postać w opowiadaniu, wypada on dosyć... Blado. Przez większość czasu jego wizerunek oraz manieryzm są budowane głównie jego interakcjami z innymi postaciami oraz poprzez odwiedzanie poszczególnych miejsc. Dopiero pod koniec następuje znaczący przeskok w jego rozwoju, jako bohatera, kiedy zdaje sobie sprawę, że obecna Equestria to już nie to samo państwo, nie ten kraj, który tak polubił i z którym się w jakimś sensie związał. Ale poza tym po prostu Iron Claw kradnie mu show, tyle.

 

Co do innych postaci... Nie wiem. Jakoś nikt nie zapadł mi w pamięć. Jeśli jest jeszcze coś co mógłbym powiedzieć o głównym bohaterze to jego profesja. No i decyzja o narracji pierwszoosobowej, śledzeniu akcji z jego perspektywy, jako dziennikarza, to był strzał w dziesiątkę. W ogóle, styl jest z lekka publicystyczny co bardzo pasuje do zawodu osoby mówiącej oraz przyjętej konwencji. Mimo wszystko, rekomenduję tę oto interpretację, że to samego siebie autor wysłał do tekstu, aby samodzielnie nam to i owo wyłożyć, pokazać, wytłumaczyć, a może nawet tu i ówdzie troszkę polemizować z utworem macierzystym.

 

 

O klimacie słów kilka

Opowiadanie jest opatrzone tagiem [Dark], ale przyznam szczerze, że nie potrafiłem się w nim doszukać jakichś intensywniejszych fragmentów, bardziej był to taki [Slice of Life] z domieszką akcji. Z drugiej strony, co pokazało „Krwawe Słońce”, ja nie mam odcieni szarości, po prostu dopóki pewne granice nie zostają przekroczone, to wszystko jest białe, zatem również w „Twarzą ku Słońcu”, jeżeli jest tam jakieś stopniowanie, to znów nie jestem w stanie tego wyłapać. Chyba najbliżej rozpoznania tego aspektu byłem podczas wędrówki z początkowych fragmentów o wizycie w szkole i komentarza odnośnie indoktrynacji najmłodszych w ramach zreformowanego systemu szkolnictwa, poprzez scenę w barze i ukazanie poszczególnych postaci jako zatroskanych rodziców zdolnych zrobić wszystko byle tylko „wykupić” swoje pociechy i oszczędzić im wojska, by po jakimś czasie trafić w wir akcji, gdzie nowoczesny sprzęt i teoria przegrywają z morale oraz hartem ducha, gotowością poniesienia śmierci za swoją małą ojczyznę, a za moment wybuchają bunty w kraju. Po prostu, jeden biegun to relatywnie spokojna rzeczywistość, pewność swojej wyższości na polu walki, stabilność władzy, a drugi biegun to brutalne zderzenie z rzeczywistością, chaos, destabilizacja.

 

Niemniej klimat jest budowany dosyć starannie, a ponieważ miałem pewną styczność z wersją konkursową tegoż opowiadania, powiem bez ogródek – Gandzia oraz Rarity po raz kolejny spisali się na medal i bez nich opowiadanie to z całą pewnością nie rozwinęłoby skrzydeł, ucierpiałaby na tym i atmosfera historii.

 

Ogółem jest to bardzo solidny, poważny klimat, sprzyjający opowiadaniu wojennemu o zabarwieniu polityczno-społecznym. Tak jak „Kryształowe Oblężenie” jest w znacznej mierze naiwnie epickie, niekiedy troszkę przerysowane, a niekiedy bardzo zorientowane na akcję oraz militaria, tak „Twarzą ku Słońcu” przybliża nam rozmaite aspekty gospodarczo-społeczne tego świata, ukazuje różnice w poszczególnych nacjach, uwypuklając jakie cechy winni mieć żołnierze, a czym nigdy nie osiągnie się prawdziwej siły rażenia. A przynajmniej, nie w zadowalającym tempie.

 

Co cieszy niezmiernie, podczas kiedy w „Kryształowym Oblężeniu”, z uwagi na przyjęte tagi, mieszały się akcenty romantyczne z makabrą, wojenny dramat z takim koszarowym nieco humorkiem, prowadzono wiele, wiele wątków, czy też zdarzały się przeintelektualizowane opisy (autor po prostu starał się trochę za bardzo, za mocno chciał nadać swemu dziełu artystyczny, kunsztowny wydźwięk), tak tutaj mamy pełną konsekwencję, klimat od początku do końca poważny, momentami melancholijny, a momentami dramatyczny. Tekst traktuje wyłącznie o rzeczach kluczowych, ba, otrzymujemy nawet wyjaśnienie skąd Equestria wzięła pewne minimum doświadczenia w stosowaniu nowo wynalezionego sprzętu wojskowego oraz kierowaniu formacjami. Poszczególne segmenty opowiadania znakomicie się uzupełniają i współgrają ze sobą. Zdecydowanie nie można powiedzieć niczego złego o tym elemencie fanfika.

 

 

Podsumowanie

Wydaje mi się, że nie mam nic więcej do dodania. W ogóle, mam wrażenie, że wiele rzeczy zostało już wymienionych przez moich przedmówców, toteż skupiłem się na przeanalizowaniu tekstu maksymalnie ze swojej stopy.

 

Czy tekst polecam? Pewnie. Co może wielu osobom wydać się kontrowersyjne, ale przy „Krwawym Słońcu” finalnie miałem mieszane wrażenia, zaś przy „Twarzą ku Słońcu” są one, pomimo pewnych zgrzytów, pozytywne, zatem w tym sensie stawiam najnowszy utwór Verlaxa ponad „Krwawym Słońcem”, a co stanowi dla mnie bezsprzecznie dobry omen – wedle tej logiki opowiadania te stają się coraz lepsze i lepsze.

 

Jest to cenne uzupełnienie „Kryształowego Oblężenia”, nadanie mu pełnoprawnej warstwy ideologicznej, przez co zyskuje ono na jakości, toteż pewne rzeczy przestają tylko wyglądać jak tylko stylizowane na III Rzeszę oraz CCCP, ale de facto nabiera to rumieńców historii, pewnych ideologii. To żelazna konsekwencja w tym o czym i jak chce się opowiadać, podparcie tekstu źródłami historycznymi, a także wyselekcjonowanie tego co najważniejsze i zadbanie o szczegóły, wszystko to uczyniło „Twarzą ku Słońcu” tak dobrym opowiadaniem. Polecam Państwu serdecznie.

 

 

Pozdrawiam serdecznie!

  • +1 1

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Jak zawsze, chciałbym bardzo podziękować Hoffman za jakże wielki komentarz. Trochę długo się zabierałem do odpowiedzi na niego, ale studia mnie mocno przycisnęły i nie dały nawet trochę czasu by się sensownie zabrać za to.

 

Pozwolę sobie skomentować tylko co niektóre rzeczy, z różnej kolejności:

 

Dnia 11.05.2018 o 14:23, Hoffman napisał:

Bohater, którego imienia nie pamiętam, to Verlax


<długi tekst>

 

Raczej trudno mi się zgodzić. Nie takie było założenie i nie jestem pewien czy taka interpretacja ma sens.

 

Warto zwrócić uwagę, że tak naprawdę nasz bohater to to nic nie wie - to on się ciągle dowiaduje nowych rzeczy i inne kucyki/gryf mu pewne rzeczy wyjaśniają. Jeśli więc czujesz jakąś projekcję, to raczej to wszystkie postacie poza głównym bohaterem bardziej odwzorowują autora, niż sam anonimowy gryf.

 

Pisząc tę postać w taki sposób, specjalnie pozbawiając ją imienia, wyglądu i większej ilości informacji tworzyłem właśnie postać, która była tak pusta zawartościowo, że czytelnik mógł lepiej w nią wejść i patrzeć przez ten świat jej oczyma. Dlatego też nasz anonimowy bohater nie ma jasno sprecyzowanych poglądów aż do ostatniej strony - wcześniej jedyne co robi to zadaje pytania. Z tego samego powodu też zastosowano narrację pierwszo-osobową, bo zadaniem tak skonstruowanego głównego bohatera było bycie kamerą dla czytelnika.

 

Chciałbym podkreślić Hoffman, że ja jako pisarz wierzę w supremację opowiadania (fabuły) nad postaciami. Znaczy to tyle, że jeśli dla dobra fabuły, narracji czy wydarzeń w opowiadaniu lepiej nie rozbudowywać bohaterów, nie dodawać wydłużających scen nadających charakterystykę czy też po prostu ubić postać, którą czytelnicy lubili - zawsze stawiam fabułę pierwszą, a postacie jako drugie. Z tego samego powodu notabene w Krwawym Słońcu jeśli uznawałem, że rozbudowanie postaci i nadanie jej więcej charakteru by bardziej psuło, niż naprawiało opowiadanie, to tego nie robiłem.

 

Z tego samego też powodu niespecjalnie mnie martwi twoja krytyka, że nie ma tutaj specjalnie dużo ciekawych, dobrych postaci poza Iron Clawem i Twilight Sparkle, bo w Twarzą ku Słońcu postacie naprawdę nie mają znaczenia, a liczy się narracja i wielki opis toczącej się historii. To, że akurat Iron Claw tak ci się przypodobał oczywiście mnie cieszy, ale też cóż - nawet nie było to planowane.

 

Dnia 11.05.2018 o 14:23, Hoffman napisał:

O, jedna rzecz, która mi zgrzytnęła – przedstawienie zebr jako prymitywnych plemion z dzidami i skórami. Jasne, komuś musiała przypaść ta rola, ale czemu zebrom? Powiało nieco sztampą, spodziewałbym się, że autor porwie się na obsadzenie w tej roli innego gatunku, czegokolwiek na co trochę trudniej wpaść za pierwszym razem. No, ale nie przesądza to zbytnio o jakości tekstu, gdyż z tych scen należy wynieść ich znaczenie i przyłożyć je do tego co się dzieje w Ellenois.

 

<wzrusza ramionami>

 

Dnia 11.05.2018 o 14:23, Hoffman napisał:

O klimacie słów kilka

<długi tekst>

 

Muszę przyznać, że nie wiem do końca jak doszedłeś do tego wniosku. Opowiadanie jest jak najbardziej “mroczne”, choć grimdarku w nim nie ma. Jak sam zaznaczyłeś, poszukiwałeś “intensywniejszych” fragmentów, ale po prawdzie, tego też do końca nie rozumiem, bo intensywne fragmenty też były. Sama forumowa definicja darka mówi, że potrzebny jest ciężko, mroczny klimat (już niekoniecznie przemoc jako taka).

 

Moim osobistym zdaniem Twarzą ku Słońcu jest jak najbardziej pełnoprawnym “darkiem” z trzech przyczyn, które ukryłem za spoilerami:

Spoiler

 

a) “Realizm”

 

Z realizmem i opowiadaniami mrocznymi w dziełach literackich generalnie jest problem. Jedną z najbardziej klasycznych metod robienia dzieła “realistycznym” jest jego dekonstrukcja i uczynienie go mrocznym na siłę, co nazywam syndromem GoTa. Skróca się to do jednego zdania: “jest to realistyczne, ponieważ jest to mroczne”. Problem z takim podejściem polega na tym, że autor często przesadza i dzieło staje się tak “mhrooczne”, że z realizmem zaczyna się gubić (patrz - właśnie GoT).

 

Twarzą ku Słońcu robi model dokładnie odwrotny: “jest to mroczne, ponieważ jest to realistyczne”. Poświęciłem sporo czasu na research i przez większość czasu skupiałem się bardziej na realistycznym opisie rzeczywistości i transformacji społecznej niż po prostu próbie uczynienia tego świata z założenia złym. TkS jest mroczny właśnie dlatego, że sytuacja w nim przedstawiona mogłaby jak najbardziej wydarzyć się w świecie rzeczywistym. Biorąc pod uwagę o jakie wydarzenia chodzi, jest to z oczywistych względów martwiące i budzące grozę.

 

b) “Niemożność”

 

Żadna postać w opowiadaniu nie ma własnej agencji, nie jest w stanie w jakikolwiek sposób zmienić rzeczywistości. Indywidualizm zdycha, wszystko jest rozwiązywane w większym kolektywie - państwie, partii, Małej Radzie, Sztabie Generalnym, społeczeństwie. Mówimy tutaj zarówno o pojedyńczych żołnierzach, którzy nie mają większego wpływu na przebieg starcia, gryfiego instruktora, którego polecenia są kompletnie olewane, przez generała Frostbite’a, którego otrząśnięcie się, że “ten atak to nie jest dobry pomysł” nie ma znaczenia. Wreszcie, jedyna postać, która wydaje się mieć jakiegokolwiek ducha, pomysł, energię, charyzmę i zdolność do zmiany rzeczywistości zostaje spektakularnie wygnana z Equestrii.

 

Warto zauważyć, że wszystkie nazwane postacie w tym opowiadaniu nie mają kompletnie żadnego wpływu na to co się dzieje, wliczając również takie postacie jak księżniczkę Celestię (możesz sobie przeczytać jej przemowy w radiu i potem się zastanowić czy to ona w ogóle je pisała).

 

Opowiadanie, które nie określa się jako Dark zwykle charakteryzują się tym, że owszem - może istnieć jakieś wielkie zagrożenie, ale zwykle jest jasna droga jego pokonania i nasi bohaterowie choć mogą mieć wiele trudności przed sobą, to jednak są w stanie w ogóle podjąć walkę. W TkS postacie nawet nie wiedzą jak walczyć z tym co trafiło ich kraj.

 

W ogóle teraz jak o tym myślę, to niemożność postaci do zrobienia czegokolwiek mającego realny wpływ na wydarzenia to trochę częsty motyw w fanfikcji mojego autorstwa...

 

c) “Przyszłość”

 

Opowiadanie kończy urywa się dosyć nagle i nie znamy sytuacji z przyspieszonych wyborów. Można się jednak domyśleć, że cokolwiek wydarzyło się później nie mogło być dobre i właśnie ten “domysł” pozostaje tutaj głównym elementem, który określa jak bardzo mroczna i zła przyszłość czeka Equestrię. Istnieją warianty optymistyczne, a nawet takie, w których sytuacja zostaje rozwiązana, ale istnieje olbrzymia niepewność i strach, że to co nadchodzi będzie prawdziwie przerażające.

 

Przełom wieku XIX i XX do którego tu nawiązuje to przede wszystkim okres deklinizmu, w którym pewność upadku społecznego, końca demokracji oraz kapitalizmu i zagłady dawnego porządku były na porządku dziennym - była to mroczna wizja rzeczywistości, na którą było mało zaleceń i jakichkolwiek sposobów zaradzenia sobie z nadchodzącym kryzysem. Jako preludium do czegoś znacząco gorszego, definitywnie TkS spełnia definicję tagu "Dark".

 

 

To chyba tyle z mojej strony, mógłbym opowiedzieć coś więcej, ale chyba tyle będzie w porządku. Jeszcze raz bardzo dziękuję za komentarz Hoffman, takie rzeczy nikt tu inny nie pisze i liczę, że jeśli (to jest mocne jeśli) kiedyś coś jeszcze uda mi się popełnić to też wpadniesz.

 

Pozdrawiam

 

- Verlax

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Trudno mi stwierdzić dlaczego w ogóle wziąłem się za lekturę, choć muszę tu zaznaczyć, że absolutnie nie można za to winić ani tekstu ani autora – o jednym i drugim nasłuchałem się sporo dobrego i nie miałem żadnych podstaw by się z takimi opiniami nie zgadzać. Problem tkwił raczej w mojej, nazwijmy to kulturalnie, niechęci do „Kryształowego Oblężenia”, miernej znajomości historii drugiej wojny światowej oraz wciąż nieodpartym przekonaniu, że mimo wszystko są rzeczy, których łączyć się ze sobą nie powinno. To wszystko, a także tag [Political] budziły we mnie nieliche wątpliwości ale też przeczucie, że nie daje autorowi szansy nie mając ku temu właściwie żadnego powodu.

 

Zacząłem więc czytać, a to to co rzuciło się w oczy jako pierwsze to imponujący, jeśli można by to tak nazwać, research. Pewnych rzeczy o zainteresowaniach Verlaxa domyśliłem się już wcześniej głównie na podstawie tematyki publikowanych przez niego opowiadań i z tych bardzo nielicznych słów, jakie zdarzyło nam się zamienić na Discordzie. „Twarzą ku Słońcu” od pierwszych słów ukazuje jak bardzo autor interesuje się polityką, ile wie o historii, jak łatwo przychodzi mu nadawanie sensu wątkom, które w „Kryształowym Oblężeniu” wypadły tak blado. W tak ukazanej transformacji Equestrii jest logiczny ciąg przyczynowo-skutkowy, a opisano go w sposób rzeczywiście przywodzący na myśl styl dziennikarski – nie jest to może gazeta, ale swoista kronika już chyba tak.

 

Opowiadanie czyta się szybko. Pióro autor ma lekkie, język dość prosty, ale nie banalny. Całość okraszona jest niewielką ilością dialogów, a te które są także nie odbiegają od reszty tekstu i zamiast poznaniu osób mówiących, bardziej służą opisom krainy zmierzającej ku wojnie. Powiedziałbym nawet, że to właśnie Equestria jest tu głównym, a może nawet jedynym, bohaterem. Bo cóż można powiedzieć o postaciach przewijających się przez karty opowiadania? Ot, są wspomniane ich imiona, czasami szczypta słów o wyglądzie, ale jest to tylko ilość symboliczna, czego jednak nie należy uznawać jako wady. Zagłębianie się w postaci i bardziej szczegółowe ich przedstawianie tylko zaszkodziłoby opowiadaniu jako całości. To co o niektórych postaciach można się dowiedzieć wystarczy w zupełności aby zbudować sobie obraz najważniejszych z nich, obraz kuców zahartowanych bądź złamanych przez trudne czasy, który absolutnie nie wywołuje, jak to się czasami w takich sytuacjach zdarza, zażenowania, a wręcz autentyczną w wiarę. „Oni istnieli!” można by pomyśleć, ale tylko przez chwilę bo dużo częściej myśli się: „To się wydarzyło!”

 

Bo autor, słowami anonimowego, gryfiego narratora, opisuje tutaj samą krainę kucyków, całą resztę odsuwając jakby na bok i to wychodzi znakomicie. Opowiadanie to jakby umiejętnie połączone kilka historii – polityczne zmiany, pierwsze starcie, chaos, narodziny bohatera narodowego, a wszystko, powtórzę to bo to ważne, ma sens.

 

Nie mogę jednakowoż oprzeć się wrażeniu, że bijąca od takich opisów przygnębiająca atmosfera kłóci się z kolorowym światem MLP w zbyt dużym stopniu. Doskonale zdaję sobie sprawę, że takie a nie inne jest założenie całego uniwersum, ale znowu, moim zdaniem pewne rzeczy zwyczajnie do siebie nie pasują. Z drugiej strony, właśnie dzięki opowiadaniu Verlaxa spojrzałem na istotę wojny od wcześniej nieznanej mi strony i to w olbrzymim stopniu wynagradza mi niechęć jaką darzę całe uniwersum KO.

 

Co jednak niezwykle istotne, przedstawiona tutaj transformacja Equestrii rzeczywiście boli. Nie wywołuje, tak jak w „Kryształowym Oblężeniu”, siarczystego facepalma. Jest logiczna w sposób iście brutalny, szczegółowy, sensowny i przerażający. Czytelnik podobnie jak narrator, zadaje sobie pytanie „Gdzie się podziała tamta kraina?” U mnie na przykład, opowiadanie wywołało jeszcze większe poczucie odrazy do świata polityki. Czytając, nie potrafiłem się zgodzić z tym co się dzieje, nie umiałem w pełni zrozumieć decyzji, jakie podejmowali poniektórzy z bohaterów. A może raczej rozumiałem je choć bardzo tego nie chciałem i sam nie potrafiłbym takich decyzji podjąć? Sam nie wiem… Fakt faktem, choć gryfi narrator, jak na dziennikarza przystało, przedstawia prawdę i to co za prawdę sam uznaje, niemal całkowicie pozbawiając ją osobistych odczuć, to jednak nie sposób czytać jego relacji nie odczuwając współczucia – zarówno do niego jak i to wielu przewijających się przez opowiadanie postaci. Paradoks tkwi w tym, że opisy, rzecz jasna w naprawdę bardzo wielkim uproszczeniu, mówią „zabił” a nie „zabił, zgwałcił, posiekał, zjadł”. Okrucieństwo wojna nie jest tu ubarwiane na siłę. Nie ma tu groteskowych wręcz potworności, a jedynie zło takim jakie jest. Bo wojna jest tutaj złem – po prostu, tylko tyle i aż tyle i ta specyficzna, zimna wręcz, prostota chyba jeszcze bardziej potęguje bijącą z opowiadania atmosferę przygnębienia. Będąc całkiem szczerym, nie podobało mi się to uczucie, ale bądźmy fair – to także nie jest wada opowiadania, a wręcz zaleta, że autor potrafi w tak przekonywujący sposób oddać klimat wojny.

 

Niestety, dostrzegam też w opowiadaniu pewną wadę… nie, to złe słowo… Oj, trudno będzie mi się tu wyrazić precyzyjnie.

 

Otóż, obok poczucia przytłaczającego przygnębienia pojawiło się u mnie jeszcze jedno uczucie i od razu mówię, że nie oskarżam autora o nic niegodziwego, jednakże scena jawnie inspirowana „Ostatnim Samurajem” wywołała u mnie uczucie nieprzyjemne w innym znaczeniu. Scena owa jest wręcz żywcem przekopiowana i to moim zdaniem jest przesada, której najmniejszą bolączką jest brak u czytelnika odpowiednich emocji – w tak klimatycznej przecież scenie pojawia się tylko rozczarowujące nieco uczucie, że gdzieś to już widziałem i doskonale wiem jak to się dalej potoczy. Wraz z tym wrażeniem poczułem też jakby impuls by zacząć się zastanawiać ile z przedstawionych w fiku wydarzeń to odbicie wydarzeń autentycznych. Zastanawia mnie jak dużo z przebiegu prawdziwych  wydarzeń autor zaczerpnął z historii a jak dużo zaprojektował sam. Oczywiście, laik, taki jak ja w ogóle się w tej kwestii nie zorientuje. Jest też bardzo prawdopodobnym, że moje wątpliwości są bezpodstawne, ale nie ukrywam, że byłbym rozczarowany gdyby okazało się, iż Verlax w swoim opowiadaniu tylko umiejętnie połączył motywy „nieswojego autorstwa”. Rzecz jasna, pewne nawiązania do historii i innych dzieł są jak najbardziej wskazane i mile widziane, ale, przynajmniej we wspomnianej, żywcem przekopiowanej scenie, moim zdaniem autor pozwolił sobie na zbyt wiele. Ja osobiście nie tak wyobrażam sobie dobre nawiązanie i mam naprawdę wielką nadzieję, że jest to tylko jedna, jedyna wpadka tego typu w całym opowiadaniu. Bo jeśli jest ich więcej, a ja w swojej niewiedzy po prostu ich nie dostrzegam, opowiadanie dużo straciłoby w moich oczach. Autor dużo bardziej imponowałby mi swoją umiejętnością tworzenia sytuacji politycznej niż samą wiedzą jak połączyć ze sobą puzzle historii w coś, co prawda odmiennego od oryginału, ale jednak bardzo, bardzo dobrze znanego.

 

Podkreślam jednak, to nie jest oskarżenie, a jedynie wyrażenie pewnych wątpliwości. Jedyne za co mogę się do autora w tym względzie z czystym sumieniem przyczepić to skopiowanie zbyt jednak powszechnie kojarzonego motywu. Bo mimo, że pasuje, został ładnie wpleciony i wyjaśniony to osobiście nie potrafiłem pozbyć się odczucia, że to pewne pójcie na łatwiznę.

 

Ale to tylko jedna, naciągana chyba zresztą bolączka, jakiej się dopatrzyłem. Opowiadanie zdecydowanie warto przeczytać, ale absolutnie nie dla samej przyjemności czytania. Verlax nie prezentuje tu ani czytadła ani opowiadania historycznego w ścisłym tego słowa znaczeniu. „Twarzą ku Słońcu” to trudna do sklasyfikowania opowieść, która potrafi zmienić sposób patrzenia na niektóre rzeczy. Nie powiedziałbym, że posiada coś tak banalnego jak morał. Uświadamia raczej czytelnika co do spraw z których niekoniecznie musi sobie zdawać sprawę. Zostawia go z masą pytań, na które sam musi sobie odpowiedzieć.

 

„Twarzą ku Słońcu” to jedno z najlepszych opowiadań, jakie czytałem. Z pewnością wrócę do niego nie jeden raz i zachęcam każdego by także poświęcił mu chwilę uwagi ale też żeby przygotował się nie na chwilę rozrywki ale na coś co trudno mi konkretnie nazwać – może to starcie ze smutną ale jednak rzeczywistością, które w jakiś sposób wpływa na światopogląd.

 

Oddaje głos na [Epic] bo tym opowiadaniem Verlax zasłużył sobie na niego bez dwóch zdań.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Musisz mi wybaczyć @Johnny za tak późną odpowiedź, ale ostatnimi czasy byłem bardzo zajęty w związku ze studiami, a nie chciałem też odpisać w sposób bardzo uproszczony i na odwal się, gdyż wskazana przez ciebie wątpliwość jest bardzo ciekawa. Wada wskazana przez ciebie która może nie otrzymała od ciebie precyzyjnej nazwy, a ja ją skrócę do “uczucia, że trochę zbytnio jednak widać inspirację wydarzeniami historycznymi z naszego świata” - dla mnie osobiście nie jest wielką wadą, ale pozwolę sobie rozwinąć czemu to wygląda w Twarzą ku Słońcu tak jak wygląda. Powodów tego stanu rzeczy jest kilka:

 

1. Wymaganie spin-offowe:

 

Konkurs był na “spin-off” do KO, co znaczyło, że chciałem pozostać w uniwersum KO w relatywnej zgodzie, nawet jeśli uważam, że uniwersum KO w aspekcie world-buildingu jest zbudowane źle. Byłem w tym konsekwentny i pomimo mojego braku sympatii trzymałem się oryginału, w tym próbowałem wyjaśniać problemy oryginału na tyle dobrze na ile potrafiłem.

 

Niestety, nawet pomijając moje próby - dalej to co zostało opisane w TkSie nie jest realistyczne, a tylko brzmi bardziej realistycznie w stosunku do tego co było w KO. Po prostu pewne aspekty jak transformacje społeczne, reformy wojskowe, tradycje wojskowe, esprit de corps, kadry, nowoczesna administracja, uprzemysłowienie - wszystkie te rzeczy zajmują dużo więcej czasu i moja próba ogarnięcia tego była z góry skazana na porażkę.

 

Innymi słowy - gdybym nie pisał tego jako spin-off do konkursu, opowiadanie wyglądałoby zupełnie inaczej - i to mówię o każdej pojedyńczej scenie, opisie czy bohaterze. To, że trzymam się tak usilnie nawiązań do historii naszego świata z międzywojnia XX wieku jest zwyczajnym utrzymywaniem konwencji jaką ustawiło KO jako dzieło do którego spin-off pisałem.

 

2. O powtarzającej się historii:

 

Generalnie, nie do końca rozumiem akurat uczepienia się tego, ale z mojej perspektywy, niezależnie od tego jak spojrzeć na historię naszego świata oraz historię światów przeróżnych fikcji, to wszystko się powtarza, nawet jeśli sam autor nie zdaje sobie z tego sprawy. Czytałem różne rzeczy i w większości przypadków byłem w stanie zauważyć alegorię do czegoś co już się wydarzyło, do pewnego państwo co dawniej istniało, do kultury czy języka wciąż obecnego.

 

Jest to zrozumiałe, bo takie wydarzenia jak powstanie komunizmu i faszyzmu, industrializacja, nacjonalizm, liberalizm, rewolucje - wszystkie te rzeczy jesteśmy w stanie sobie uzasadnić na podstawie obiektywnych przesłanek i nie posiłkując się argumentem “bo tak się wydarzyło”. Przykładowo: jeśli rozumiemy powody popularyzacji komunizmu wśród mas i z jakiegoś powodu w dziele fikcji wystąpią te powody, to autor dzieła nie tylko może, ale wręcz powinien jakoś do tego nawiązać. Ruch ten może się nazywać inaczej, ktoś inny może go stworzyć, w innym kraju, w innej rzeczywistości - ale historia wyjdzie właściwie taka jak w naszym świecie.

 

Odpowiadając na pytanie - w Twarzą ku Słońcu nawiązań jest cała masa, ponad kilkadziesiąt mniejszych i większych. A jednocześnie - tutaj się trochę przechwalając - uważam, że w znaczącej większości przypadków wszystko jest - jak sam zresztą spostrzegłeś - “obrzydliwie logiczne”. Stanowią one integralną, a nie doczepioną na siłę część opowiadania będąc jeszcze smaczkiem dla tych osób co je rozpoznają.

 

3. Uproszczenia historyczne czyli dlaczego każdy na świecie autor fikcji to leń, wliczając mnie:

 

Tworzenie autorskiego świata to tytaniczne zadanie, a jest w nim tylko jedno ułatwienie - przeciętny czytelnik będac leniem nawet nie pomyśli, że pewne aspekty opowiadania nie są “oczywiste”, co przyzwala na lenistwo autora. Kilka oczywistych drobnych rzeczy:

 

- Język - jakkolwiek byś próbował - nie uciekniesz od tego, nie wymyślisz języka do pisania w nim opowiadania (chyba, że jesteś Tolkieniem). Prowadzi to do masy ogromnej ilości problemów. Największy jest z łaciną i dziedzictwem łacińskim - przykładowo mnóstwo nazw związków chemicznych nie ma żadnego sensu bez łaciny i bez implikacji istnienia jakiegoś rodzaju Imperium wcale-nie Rzymskiego. Dlatego osobiście, w każdym swoim fanfiku implikuję, że kiedyś takie państwo było (które u mnie sie zwie Cirra, a język “staro-cirrański”). Ułatwia mi to życie.

 

Związki chemiczne to oczywistość oczywistości, ale jak się naprawdę wgłębnisz, to mnóstwo słów w języku ma sens tylko jeśli przyjmiemy implikację w świecie fikcji na istnienie czegoś. Angielskie słowo “spruce” (świerk) pochodzi od określenia “Z Prus”, bo stamtąd pochodziło mnóstwo drzew wywożonych na handel do Anglii. Czyli co, jeśli w opowiadaniu fantastycznym po angielsku użyjemy słowa “spruce” to implikujemy, że w tym konkretnym uniwersum fantasy w którym nawet smoki latają istnieje kraina geograficzna o nazwie Prusy?

 

I te problemy się ciągną i ciągną...

 

- Gesty, zwyczaje, obyczajowość, slang - taki banalny zwyczaj jak salutowanie przez dotknięcie głowy/czapki pochodzi z średniowiecza i czasów rycerstwa. Ale jeśli w naszym opowiadaniu fikcji nie było okresu średniowiecza i rycerstwa jako takiego to co? Podobnie: środkowy palec jako obelżywy gest (też z średniowiecza, kara dla walijskich łuczników z wojny 100 letniej jak dali się złapać Francuzom, więc Anglicy używali go do wkurzania przeciwników).

 

- Wreszcie, chyba najważniejsze - w większości przypadków autor nie ma czasu, ani miejsca by wyjaśniać rzeczy, też nie chce zanudzić czytelnika na śmierć. W teoretycznym fanfiku autor X mógłby wyjaśniać genezę ideologii Y na swój autorski sposób przez 7 stron by miało to sens, ale może też zrobić nawiązanie do historii rzeczywistej i zrobi to w trzy akapity. Mogę ci też zagwarantować, że dla czytelnika bardziej strawna będzie ta druga wersja.

 

Podsumowując - przede wszystkim dla dobra czytelnika nie próbuję aż tak mocno wgłębiać się w world-building, bo przeciętny czytelnik zwariuje. Podobieństwa historyczne i liczne nawiązania są naturalne, ponieważ a) powody ich występowania są tożsame zarówno dla naszej historii jak i tutaj przedstawionej fikcji, b) bardzo ułatwiają i przyśpieszają przyswojenie opowiadania, c) stanowią smaczek dla osób, które są w stanie je rozpoznać i docenić.

 

Gdyby cię jednak interesowało, mogę polecić “Koło Historii” - opowiadanie historyczne i niemalże kronikarskie, zaczynające się nie we współczesności, a w odpowiedniku wczesnego średniowiecza - w rezultacie mam dużo większą swobodę w kreacji świata i nie używaniu współczesnej historii jako wspomagacza. Wykorzystuję w nim również do pełna potencjał różnych ras oraz elementy magii i nieśmiertelnych bóstw, w porównaniu do TkSa. Pracę następują powoli, ale wydaję mi się, że może ci to bardziej przypaść do gustu.

 

Cieszy mnie jednak, że Twarzą ku Słońcu się podobało pomimo pewnych wad i bardzo dziękuję za głos na “Epic”.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

W końcu doczytałem poprawioną wersję TkS.

 

Dlaczego to nie mogło od razu tak wyglądać, ja się pytam? Gdyby tekst został podany na konkursie w takiej formie to dostałby 11/10/Instant Win! A tak trzeba było krzyczeć...

 

Komentarz nie będzie specjalnie długi, zacznę więc od tego co było złe:

 

Jedyna wada (poza formą) jaka była kiedyś pozostała i teraz. Za dużo Verlaxa w Verlaxie. Czego dotyczy ten dziwny zarzut? Przeładowania informacjami związanymi z polityką, partiami, ruchami społecznymi etc. czyli ogólnie pojętą wiedzą specjalistyczną. Należy albo upraszczać albo dodawać stosowne wyjaśnienia, wtedy czytelnik będzie czerpał z lektury zdecydowanie większą przyjemność. Pamiętaj że nie piszesz dla ekspertów.

 

A co było dobre? Również wymieniona w wadach wiedza specjalistyczna - widać, że autor wie o czym pisze. Budowa świata - "Twarzą ku Słońcu" to fundament światotworzenia jakiego bardzo brakowało w fanfiku-matce. Tam ledwie wzmiankowane pięć lat przyspieszonego rozwoju tutaj zostało opisane, w swoich blaskach i cieniach. Widać niepowodzenia, widać galopującą niekompetencję, widać próby, no i widać też podwaliny przyszłego sukcesu. Wszystko po prostu jest na swoim miejscu.

 

Opis kampanii przeciwko buntownikom jest dobry, chociaż mniej skupia się na technicznych aspektach walk, a na szerokim obrazie - to zdecydowanie nie jest typowe ordere de battalie, ale raczej... panorama wydarzeń, które zresztą są tylko podstawą do opisu dużo poważniejszych problemów społecznych gnębiących przedwojenną Equestrię.

 

Na osobną, pozytywną oczywiście uwagę zasługuje masa nawiązań tak do historii, jak i do wielu filmów - te smaczki zostały zgrabnie wplecione w tekst.

 

Na koniec wspomnę jeszcze o samej końcówce, czyli o scenie stadionowej - tego nie da się należycie opisać, to po prostu trzeba przeczytać. Tommorow belongs to TkS!

 

Naturalnie głos na Epic.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Spin-off  Kryształowego Oblężenia lepszy niż samo Kryształowe Oblężenie? Trudne to nie było. xD

Oryginał, a przynajmniej jego początek zatytułowany "Czerwona Uwertura" znam, dlatego też z wielką przyjemnością przeczytałem tego fanfika, bo w udany sposób rozprawia się z głupotami  oryginału, jak choćby tym, że Celestia sfinsowała zbrojenia złotem ze swojego skarbca. Nie dość, że wyjaśnia czemu to  był zły pomysł to jeszcze zgrabnie demaskuje to jako "propagandę" i od razu wyjaśnia skąd naprawdę wzięto "zasoby walutowe".

Toteż tak, jest zdecydowanie lepiej, jednak żeby zrozumieć kunszt światoworzenia w tej historii to trzeba mieć jakieś blade pojęcie o przemianach społecznych spowodowanych industrializacją oraz urbanizacją, ekonomii oraz kulturze. Dlatego, choć mimo bycia jakościowo lepszym to fanfik jest trudniejszy w odbiorze niż samo "Kryształowe Oblężenie". Co prawda na obronę bazowej opowieści działa to, że w MLP:FiM mimo niskiej industrializacji to jest sporo technologicznych nowinek, toteż "wojenny przemysł dieselpunkowy w 5 lat" (według mnie) byłby wykonalny. Jednak pozostaje kwestia przemian społecznych, i to na nich skupia się ta historia.

Jednak na pewno na plus jest to, że Verlax temu wszystkiemu próbuje nadać w miarę lekką formę poprzez samą konstrukcję fanfika, gryfi reporter, który łazi tu i tam, przeprowadza wywiady z różnymi osobami, dzięki czemu wielką przemianę pacyfistycznego społeczeństwa w zdolny do obrony naród poznajemy z perspektywy przeciętnego obywatela Equestrii. Czyli mamy dokładnie to czego brakuje w "Kryształowym Oblężeniu".
 

Spoiler

Szczególnie podoba mi się scena z tym gryfim weteranem oraz ziemniaczanym rekrutem. Niby ta scena jest zerżnięta z "Ostatniego Samuraja", jednak tak naprawdę ma zupełnie inny wydźwięk. W filmie, cała akcja miała pokazać, że podkomendni głównego bohatera "nie są gotowi", i rzeczywiście, później w czasie bitwy przez brak dyscypliny salwa idzie zbyt wcześnie. Tutaj przesłaniem całej sceny jest to, że świeżo zwerbowani żołnierze zwyczajnie nie są w stanie strzelać do innych istot. Przez co później w czasie bitwy nawet nie strzelali do "wroga".

A wróg? No cóż, po pierwsze "bronił swojego domu", a po drugie: gdy "Equestriański najeźdzca" zbombardował główne miasto "rewolucjonistów" to wielu buntowników musiało poczuć zwyczajną chęć odwetu za zniszczenie "rodzinnego domu" oraz (prawdopodobne) zabicie ich krewnych i przyjaciół. Dlatego mieli powód by mordować wroga na miejscu.

Jedyne co mi nie pasowało to tylko wzmianka o tym, że w czasie odwrotu za bardzo nie przejmowano się osuwającymi się z osłabienia towarzyszami. Według mnie to zostało bezmyślnie zerżnięte z historii ludzkości. Skoro kuce nie mogły znieść psychicznie zadania innym cierpienia, to dlaczego miałyby być obojętne na cierpienie towarzyszy? Owszem byli pobiciu w boju, owszem stracili organizację, ale nie byli wygłodzeni, ani wyczerpani. No i jako czworonożne stworzenia kuce mają większy udźwig. xD

Jednak jedno jest pewne, finałowa scena jest piękna.


Głos na [Epic], bo jeśli ten fanfik na to nie zasługuje to żaden fanfik na to nie zasługuje.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Chcesz dodać odpowiedź ? Zaloguj się lub zarejestruj nowe konto.

Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony

Utwórz konto

Zarejestruj nowe konto, to bardzo łatwy proces!

Zarejestruj nowe konto

Zaloguj się

Posiadasz własne konto? Użyj go!

Zaloguj się