Magus

Nowy świat TCB [ZAPISY]/[GRA]

Recommended Posts

Okoliczne wsie

Owad, który utracił ostatnią kończynę, piszczał, wijąc się na ziemi, lecz nie wykazywał woli walki. Żaden inny się już nie wił. Niektóre odnóża nadal się poruszały oddzielone od ciała, lecz nic ponadto. Niestety dźwięki zwycięstwa zostały zagłuszone, przez nowe piski. Wszystko wskazywało, że nowe owady nacierały na wykończonych obrońców. Zaraz jednak, stało się coś niespodziewanego. Nad głowami wyczerpanych kucyków, przeleciały pegazy, w miejsce, z którego dochodziły piski. Niedługo potem doszło do potężnej eksplozji, a piski ucichły. Niedługą chwilę później, stała się kolejna niespodziewana rzecz. Pojawiły się ogromne ilości gwardii, przerastające liczebnością i uzbrojeniem tutejszych obrońców. Walka z nimi teraz byłaby samobójstwem. Nagle jeden z gwardzistów, którego zbroja miała dodatkowe zdobienia, wyszedł przed szereg. Nadepnął kopytem na zmasakrowane cielsko jednej ze stonek i spojrzał na kucyki ziemskie.

- Kto tu dowodzi? - warknął w kierunku obrońców. Powoli zaczął chodzić w jedną i drugą stronę, przyglądając się kucykom. - Niech natychmiast wystąpi przed innych

 

Night Tale

Wsłuchiwał się w słowa Haze, nie wiedząc co do końca myśleć. Mystra była alicornem? Tak jak księżniczki? Patrzył jak róg mechanicznego kucyka zapłonął. Zacisnął jednak zęby, słysząc nieprzyjemny dźwięk, który towarzyszył temu wszystkiemu. Zapomniał jednak o dźwięku, gdy usłyszał co dalej powiedziała. Mystra była czymś więcej niż był w stanie sobie wyobrazić. Tak przynajmniej wynikało z jej opowieści. Jeśli naprawdę ona obdarowała światy magią, to miała najwyraźniej również wpływ na jego. Jeśli jednak zostawiła strażników, którzy mieli pilnować aby magia nie czyniła zła, to czemu pozwolono działać królowi Sombrze lub Crystal? Czemu istniała mroczna zakazana czarna magia? Słysząc jednak dalsze słowa źrebaka, lekko się uśmiechnął. Nikt do tej pory nie chwalił jego marzeń. Zanim pojawiła się Crystal, uważano jego wizje za paranoję.

 

- W tym wypadku, Qualm Mask, ma niestety racje - mruknął ponuro. - Widziałem wiele, ale kogoś takiego jak Ty nigdy. Niestety, nie każdy kucyk byłby do Ciebie przyjaźnie nastawiony. Myślałem, że po zobaczeniu prawdziwej postaci Qualm Mask, nic mnie nie zdziwi, ale szybko odkryłem jak bardzo się pomyliłem - lekko się uśmiechnął. - Ja też się cieszę naszą rozmową. Nigdy nie miałem okazji rozmawiać z istotami z innych światów. Nie licząc ludzi, ale oni nie mają pojęcia o magii i innych wymiarach, a stwory z lasu Everfree, nie są zbyt rozmowne. Niestety, nie bardzo wiem cokolwiek również o Primusie. Domyślam się, że moja niewiedza na temat tak typowych rzeczy musi być irytująca. Mimo wszystko, wierze, że spełnisz swoje marzenie - na niewielką chwilę się uśmiechnął, by zaraz zmarszczyć lekko brwi. - Jeśli dobrze zrozumiałem, Qualm Mask jest kronikarzem, czyli strażnikiem magii wybranym przez Mystre do pilnowania równowagi magicznej. Nie rozumiem jednak, jeśli ona zajmuje się naszym światem. to czemu pozwala na istnienie czarnej magii, a przy tym pojawianie się istot pokroju Sombry lub Crystal. O ile ta druga w ogóle jest z naszego świata - przyłożył kopyto do brody. - Qualm Mask najwyraźniej przewodzi waszej wyprawie, to tłumaczy jej nieufność i niechęć do mnie. Ty musisz być jak mechanik. Przynajmniej takie mam wrażenie, gdy wspomniałaś o statku i budowaniu dział, a Dancing of the Fate, najpewniej jest niczym mediator, bo jest z tego świata - lekko mrugnął. - Statek pewnie jest w kapeluszu Fate i bez niego utknęłyście w naszym świecie jeśli dobrze rozumiem. Jeśli jednak tak jest, to czy Crystal też podróżuje podobną maszyną? Skoro była w waszym świecie i ukradła z niego artefakt? Zastanawiające - mruknął.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Usłyszawszy nowe piski, już mieli się rzucić do ucieczki, kiedy to pojawiły się pionki królowej. Nikomu przez myśl by nie przeszło, po postawić opór zbrojny. Wszyscy ,,wyżsi stopniem", byli w tym momencie blisko siebie.

- Stójcie spokojnie, zobaczymy co się stanie - szepnął do swoich Eryk. 

Usłyszawszy pytanie oficera, wszyscy popatrzyli po sobie, czekając na reakcję. 

- No to patowa sytuacja - mruknął Lucius - Musimy coś zrobić. 

- Wiem wiem...i chyba mam pomysł, ale musicie mi zaufać. 

Kiwnęli głowami. 

- Victor...ty idź. 

- Co? Niby czemu ja?

Cezar nachylił się nad nim i wyszeptał mu coś do ucha. Ten pokiwał kilkukrotnie i westchnął.

Zrobił kilka kroków naprzód. W ten czas, Terens zbliżył się do swoich. 

- Starszy wioski leży schorowany w domu, więc zapewne nawet nie wie co tu się stało. Zorganizowaliśmy prowizoryczną obronę, a ja mogę się pod tym podpisać? A co? Mamy zakaz walki w obronie swoich upraw? - zapytał, bez wrogości, a ze zwyczajną ciekawością. 

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Okoliczne wsie

- Skądże - mruknął oficer, patrząc na kucyka, który się wychylił. Zaraz potem, znów zaczął rozglądać się po polu niedawnej walki, a na koniec zaczął patrzyć na zebranych obrońców. - Niesamowicie "prowizoryczna" obrona, jak mam być szczery - nie sposób było ocenić wyraz pysku oficera, przez hełm, który zasłaniał całą jego głowę. Ruszył krok do przodu i nagle stanął. Skierował swój wzrok w dół, widząc jak jedna stonka nadal żyje i piszczy, poruszając się po ziemi. Pokręcił lekko głową i nagle wyciągnął miecz, który wbił jej w głowę. - Nauczka na przyszłość, bardzo dobrze się leczą - znów skierował spojrzenie na Victora. - Nie wiedzieliście co jest za posterunkiem, bo to niemożliwe. Mimo to, zdołaliście przygotować obronę i odeprzeć atak w bardzo krótkim czasie. Niesamowity sukces jak na bandę wieśniaków - uniósł kopyto do brody. - No chyba, że to wszystko było przygotowane z myślą o czym innym.. - znów rozejrzał się po obrońcach. - Gratuluje wam waszego zwycięstwa - zwrócił się do wszystkich, - Teraz jednak będziecie pod lepszą obserwacją, chyba nikt nie ma nic przeciw - znów spojrzał na Wiktora, a potem innych, znów mówiąc donośniej. - Jeśli dowiemy się, że któreś z was planuje coś za naszymi grzbietami, to... - nagle nastąpiła teatralna pauza. - Zapłacą za to wasi najbliżsi. Rozumiecie? - spytał podchodząc do Wiktora. - Nie będziemy karać buntownika, o nie. Zamiast tego, taki który, nie akceptuje dobroci naszej pani, będzie musiał poczuć jej gniew. Czy jest lepszy rodzaj bólu niż patrzenie bezradnie jak schorowana matka, mała siostrzyczka lub ktokolwiek inny nam bliski jest na naszych oczach karany chłostą,a my możemy tylko bezradnie patrzeć? - mimo braku możliwości zobaczenia wyrazu pyska ogiera, można było się domyślić, że ten się uśmiecha. - No cóż, ale to na wypadek gdyby coś głupiego przyszło wam do głowy, a teraz rozejść się. My musimy tu posprzątać i upewnić się, że nie przybędzie ich więcej, a wy musicie przygotować się do pracy w polu na jutro - warknął.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Grupa dowodząca, cały czas patrzyła na oficera, bojąc się czy czasem czegoś nie zwietrzył. Ale usłyszawszy słowa pochwały, uspokoili się, nawet mieli lekką nadzieje, iż zaczną ich szanować...Ale rzecz jasna ta ładna mowa, była tylko grą. Bo jakże to, dumny jednorożec stojący po stronie zwykłych rolników, nie mówiąc już o tym, że są byłymi ludźmi? O co to to nie. Eryk, usłyszawszy o lepszej ochronie, trochę się zmartwił, ale nie zamierzał zmienić planów. Za to naprawdę się zagotował, kiedy dotarła do niego treść nowego prawa. 

Sukinkoty, prawdziwego buntownika nie potrafią złapać, to wykończą słabszych.

Terens dostrzegł unoszenie się przywódcy, więc lekko uniósł kopyto by go uspokoić. Szczęśliwie się udało. 

- J-jasne. Jak słońce - odrzekł Victor - Chodźmy. Trzeba trochę odetchnąć - zwrócił się do reszty. 

Rolnicy, przestraszeni, niemal od razu zaczęli zbierać się do domów.  Będąc w bezpiecznej odległości, główna czwórka stanęła obok siebie. 

- I co robimy? - zaczął Lucius - Zawieszamy akcję? 

- Jeszcze czego. Zgodni z planem, nic nie zmieniamy. Musimy tylko zachować większą ostrożność. Mogę na was liczyć?

Kiwnęli głowami. 

- Dobrze. Wychodźcie ze swoich domostw pojedynczo i uważajcie żeby nikt was nie zobaczył. 

Rozeszli się w swoje strony, pilnując, czy aby ktoś ich nie śledzi. 

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Sinister

- Może kiedyś ci to wyjaśnię. - Powiedziała do nieznajomej i skierowała swoje kroki do wnętrza świątyni. Pierwsze co się rzuciło Sinister w oczy to panujący przepych który wywołał w jej negatywne odczucia. Crystal wydaje masę pieniędzy na złote zdobienia i dekoracje podczas wojny na dwa fronty. Nie, jest to całkowicie potrzebne a kucyki niech pracują ciężej motywowane strachem przed przegraną z gryfami lub co gorsza z podmieńcami.

- Mają rozmach... - Stwierdziła Star rozglądając się z podziwem. - Może tego mi zabrakło gdy próbowałam stworzyć własny kult.

Sinister tymczasem stanęła na końcu kolejki i z toreb wyjęła pergamin wraz z piórem feniksa i atramentem. Wyglądało to jakby chciała zrobić pisemne notatki o wyglądzie budynku i całego rytuału ale jej intencje były inne. Umoczyła końcówkę przyrządu do pisania w tuszu i zaczęła pisać.

" - Wydaje mi się że w twoich czasach kucyki były bardziej inteligentne i mniej podatne na propagandę. Zupełnie jakby głupiały wraz z upływem czasu. Crystal też się na tym przejechała gdy wprowadzała czarną magię, nie sądziła że jednorożce stały się tak delikatne."

- Cieszę się że nareszcie to przyznałaś że jestem mądrzejsza - Powiedziała z uśmiechem wiedząc że Sinister nie o to chodziło. - I przy okazji obraziłaś całe swoje pokolenie.

"- Co ja poradzę że większość to idioci. Kto uznaje ją za lepszą od poprzedniej władczyni jest niespełna rozumu, jakby nikt nie widział dokąd to wszystko zmierza. Sprawuje takie same rządy jak Celestia ale jej polityka jest bardziej stanowcza, każe tyrać w fabrykach, wprowadza podział rasowy i publiczne egzekucje. Ona rządzi strachem faworyzując jednorożce gdy one są mniejszością, jeśli reszta kucyków..." - Nie zdążyła dopisać ponieważ Star jej przerwała. 

- Z tym ma racje, jednorożce są więcej warte - W jej głosie było słychać aprobatę. - Niech walczy jeden wyszkolony magicznie jednorożec wobec trzem kucykom ziemskim, przy odrobinie szczęścia może zbliżą się na trzy metry zanim wszyscy padną martwi. Co z tego że dwie trzecie kucyków się zbuntują jak nie wygrają, to tak samo bezcelowe jak twoje próby bycia dobrym i wyrzekaniem się własnego talentu jakim jest czarna magia bo White mówi że jest zła.

" - Star, wiem że jej nie lubisz ale ona mnie uratowała. Gdybym słuchała ciebie cały czas teraz byłabym zamieniona w kamień czy gniła w lochu najpierw u Celestii a teraz u Crystal."

- Nieprawda. Celestia może i by cie trzymała w celi ale wydaje mi się że Crystal byłaby zadowolona mając po swojej stronie jednorożca z talentem do czarnej magii. Musiałabyś tylko zwrócić na siebie jej uwagę i zgodzić się współpracować. Tylko tyle i nie rozumiem co ci w tym przeszkadza. Zdaje mi się że ja też poznałabym nowe zakazane sekrety a przynajmniej zdobyła wiedzę potrzebną do praktyki bym mogła się uczyć gdy w końcu odzyskam ciało.

" - Co mi w tym przeszkadza? Ty mnie nauczyłaś że jedyne co się liczy to przyjemność z życia, wiedza i moc a innych trzeba wykorzystywać. Masz racje, gdy byłam młoda i słaba inni mnie gnębili bawiąc się moim kosztem. White jednak wskazała mi inną drogę, co jeśli mogę się zmienić i przestać czerpać przyjemność z krzywdzenia innych. Swoim talentem dać im coś z czego będą się cieszyć, sprawić że świat odczuje stratę gdy zginę a nie ulgę."

- Zadziwiające... - Powiedziała trochę zdumiona. - Niby się z nią nie spotkałaś od dłuższego czasu a teraz zaczynasz gadać zupełnie jak ona - Zdziwienie jednak szybko zostało zastąpione przez uśmiech. - Muszę cie jednak rozczarować bo nie zmienisz tego, jesteś sadystką tak samo jak ja i nie ważne jak bardzo się powstrzymujesz przyjdzie moment gdy twoje starania okażą się bezcelowe bo nie możesz zaprzeczyć swojej naturze.

Czas na rozmowę dobiegł jednak końca, Sinister była druga w kolejce i jednorożec przed nią właśnie kończył rytuał. Szybko schowała pergamin, pióro i atrament do toreb i przygotowała się na swoją kolej. Wyraz twarzy Sinister nie był sympatyczny, wyglądała jakby przed chwilą z kimś się pokłóciła i nadal odczuwa złość. 

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Okoliczne wsie

- Wiecie co macie robić - mruknął oficer, w kierunku kilku gwardzistów. - Ten, który podał się za dowódcę, ma mieć całodobowy ogon. Chce wiedzieć wszystko o jego znajomych i rodzinie

- Może poprośmy o pomoc oddziały śmierci - odparł jeden z gwardzistów.

- Wiesz dobrze, że nikogo nie słuchają. Tylko cesarzowa może wydać im polecenia. Poza tym jeśli nie upilnujemy bandy rolników, upokorzymy się w oczach władczyni i całej gwardii - spojrzał na ciała stonek i poległych. - Na razie zajmijcie się tymi, nim jakaś zaraza nas dopadnie

- Spalić ciała? - spytała gwardzista. Oficer spojrzał na pole bitwy.

- Nie na razie nie. Pozwolimy im pożegnać jutro poległych, a potem się tym zajmiemy. Na razie martwe kucyki wsadzić do trumien, a stonki wypalić. Na tyle jeszcze można im pozwolić - zgodnie z rozkazem, gwardziści zaczęli zbierać to co zostało z poległych i wypalać ciała stonek. Dym zaczął wzbierać się nad okolicą, a światło ognia dochodziło do domostw.

 

Świątynia

Kucyki zdawały się nie zwracać uwagi na to co robi Sinister, Rytuał był najwyraźniej ważniejszy, niż to co wypisuje jakaś przypadkowa klacz. Kilku gwardzistów zwróciło wzrok w jej kierunku, jednak nic więcej nie zrobili. W końcu pisanie, mimo wszystko nie było zakazane. Ostatni kucyk, który stał przed Sinister, odszedł ze skwaszoną miną, po tym jak berło go nie wybrało. Najwyraźniej miał nadzieje na wielką przyszłość, która go ominęła. Kapłan powoli zbliżył się teraz do klaczy, posyłając jej ciepły uśmiech. Spostrzegł jednak wyraz pyszczka klaczy, domyślając się, że coś ją zdenerwowało.

 

- Nie denerwuj się dziecko, w tak radosnym dla nas wszystkich dniu - powiedział ciepłym tonem i zaraz potem zbliżył berło do rogu Sinister. Podobnie jak każdy inny, klacz mogła poczuć moc obecnej władczyni Equestrii, tak bardzo inną niż wszystkie. Mroczną, a jednak w zupełnie innym stopniu niż ta, którą ona znała. - Dobrze, a teraz.... - kapłan nie dokończył, tylko otworzył szeroko oczy, widząc jak berło wypełnia się czernią, która wręcz z niego wykapywała. - Czarna magia,,, - powiedział do siebie, bardziej zdziwiony niż przerażony.

 

Zaraz potem klacz mogła usłyszeć szepty, zarówno kucyków za sobą jak i kapłanów mówiących do siebie. "Jesteś pewny?" Mówił któryś z kapłanów. "Nie ma wątpliwości, berło się nie myli" "Każdy kto uczył się czarnej magii, jest zarejestrowany, więc jak?" "Crystal nie uznaje czarnej magii za złą, ale zaprzestała jej nauk, po sami wiecie czym?" "Czy ona też jest niestabilna?" "Skąd posiada wiedze, skoro wszystkie księgi są w bibliotekach pani?" Kucyki stojące niedaleko Sinister, odsunęły się od niej, niczym od trędowatej. "Mój kuzyn uczył się czarnej magii i oszalał" "Czy ona też jest potworem?" "Może przyszła nas pozabijać?" Najwyraźniej mimo władzy Crystal, przeciętne kucyki nadal nie ufały czarnej magii. Nagle w kierunku klaczy ruszyła piątka gwardzistów.

- Pozwoli pani z nami. Musimy zadać parę pytań - powiedział jednorożec, stając przed nią, gdy reszta zablokowała jej drogę ewentualnej ucieczki.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

     - Wszystko pokręciłeś... - zachichotała naprawdę głośno, a piszczałki w jej krtani doszły do głosu... Zagrały dość wysoko, przeciągle i brzmiały jeszcze długo, gdy już następne słowa były gotowe opuścić jej usta. - Fate widzi i prowadzi, podobno nawet czas odkrywa przed nią swe tajemnice... - powiedziała to dość krytycznym naprawdę nie wierząc w tą ostatnią informacje. - Qualm jest tu za karę, z tego co wiem, domyślam się - zamyśliła się przez jeden moment i zawahała - pilnuje jej by ta nie zrobiła czegoś naprawdę niemądrego... To przez nią wszystko to się dzieje... Nie dopilnowała swoich obowiązków, ale odemnie tego nie wiesz... - Wypięła dumniej pierś. - Ja poruszam się po wieloświecie z największą wprawą... One są ograniczone do ślepego losu. - Mówiła dość spokojnie... Miała jeszcze coś powiedzieć, ale zaprzestała, gdy pierwsze młoteczki i piszczałki uderzyły wydobywając z niej pierwszą nutę.

     - O to powinieneś zapytać Fate... O magię... - powiedziała naprawdę ostrożnie nie chcąc niczego pomieszać. - Ja znam się raczej na innych rzeczach.. A jeśli chodzi o Crystal... Jeśli jest tak potężna nie potrzebuje żadnej maszyny. To nie byłoby nic dziwnego. - Potakiwała sobie głową, jednak nie umiejąc odpowiedzieć całkowicie pewnie na to pytanie. - Jest wiele istot które naturalnie pokonują granicę... - Uśmiechnęła się, a z astralnych oparów które wydobyły się z jej rogu powstał jej statek... Morze mgieł, kurtyn które miało nieskończoną ilość płaszczyzn, Po tym wszystkim płynęły one w trójkę... - Statek był potrzebny by poruszać się wśród mgieł eterycznych, kolejnych kurtyn... Bo mimo że świat jest tamten dość pusty to trafiłyśmy tam na największego możliwego potwora... - Według jej słów trwała akcja... Wielki potwór je zaatakował, a one wpadły do wiru... I trafiły do tego świata. Po tym wszystko się rozmyło...

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Night Tale

Dźwięk, który wydobył się z mechanicznego źrebaka, był naprawdę nietypowy. Z drugiej strony, czy to było dziwne? To nie pierwszy dziwny dźwięk jaki słyszał, gdy ten mechaniczny kucyk ukazywał emocje. Chyba wolał nie wiedzieć, jaki wydaje dźwięki, gdy ogarnia ją rozpacz. Nie był nawet do końca pewny, co służy jej za łzy. Nie sądził, by płakała, jak każdy kucyk, czy człowiek. Z drugiej strony, widząc nastroje Haze, nie potrafił sobie wyobrazić jej smutnej. Miała w sobie tak wiele pozytywnej energii.

 

Zdziwił się jednak, słysząc kolejne słowa źrebaka. Nawet jemu ciężko było uwierzyć, że czas może zdradzać przed kimś swe tajemnice. Bo jeśli tak było, to Dancing of the Fate, nie powinna widzieć przyszłości i wiedzieć z góry, jak skończy się ta wyprawa? Czy jego spotkanie z tymi klaczami przed świątynią, mogło być zaplanowane przez wyższe siły? Nie, to było niemożliwe. To wszystko był zwykły zbieg okoliczności, to on często kieruje życiem. Słysząc jednak, że wszystko co trawi jego krainę, jest spowodowane nie dopełnieniem obowiązków Qualm Mask, zmarszczył lekko brwi. Może tym był spowodowany jej gniew? Nie potrafiła sobie wybaczyć. Ciężko mu było również uwierzyć, w rolę Haze. Rozumiał, że być może to prawda, że porusza się z nich najlepiej w wieloświecie, ale ciężko mu było sobie wyobrazić, ją pilnującej Qualm Mask. Ta klacz, wyglądała jednak na najsilniejszą z nich. Ponownie spojrzał na źrebaka. Musiał pamiętać żeby nie oceniać po pozorach.

 

Kolejna rzecz, która dziś go zaskoczyła, to myśl, że dawny kucyk ziemski, może wiedzieć więcej o magii niż każdy jednorożec w tym świecie. Musiał z nią o tym porozmawiać, ale czy mu odpowie? W końcu to Dancing of the Fate zaznaczyła granicę pytań. Kolejna znów sprawa, to Crystal. Coraz bardziej myślał, że ona nie jest kucykiem, ale nawet one, nie wiedziały do końca czym jest. Co może kryć się za tym wszystkim? Zaraz jednak jego wzrok skupił się na obrazie statku, który stworzył źrebak. Nadal nie potrafił w to wszystko uwierzyć. Miejsce, w którym były, było tak niesamowite, a jednak jak wcześniej go ostrzegały, były zagrożenia. Takie jak potwór, którego właśnie oglądał. Pokręcił słabo głową i lekko się uśmiechnął.

 

- Cieszę się, że tu trafiłyście, a ja miałem okazje was poznać. Chociaż to straszne, że w tak niebezpieczny sposób... - lekko ziewnął. Widać jednak, że z powodu zmęczenia, a nie znudzenia. - Przepraszam... - lekko się zarumienił. - To był naprawdę długi i niesamowity dzień - lekko westchnął, idąc w kierunku szafy, z której wyciągnął poduszkę i koc, kładąc obie rzeczy na kanapie. Najwyraźniej odstąpił jedyne łóżko Dancing of the Fate. - Mam tylko nadzieje, że to wszystko, nie okaże się snem, który zrodziła moja głowa - znów spojrzał na Haze. - Wiesz pomyślałem, że może wiem jakbyś mogła się poruszać po naszym świecie, nie zwracając na siebie uwagi. Gdybyś udawała zabawkę, która potrafi tylko chodzić i nic nie mówić, gwardziści mogliby ciebie ignorować - lekko mrugnął, jakby zdał sobie z czegoś sprawę. - To nie tak, że chce Cię obrazić, ale pomyślałem, że to mogłoby Ci pomóc, jeśli tak nie lubisz siedzieć w kapeluszu Dancing of the Fate. A przy okazji, chyba jesteś ciekawa naszego świata i tak mogłabyś go oglądać - słabo się uśmiechnął. - Naprawdę was polubiłem.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

 Eastwind nie skomentowała na głos planu, a tylko kiwnęła głową. Ona też nie miała czasu na rozmowy (ani głupie żarty o wadze). Klacz bezceremonialnie złapała ogiera od tyłu kopytami. 

- Już. 

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Włamywacz

Nic nie powiedział, gdy Eastwind go chwyciła. Zrobił tylko to, co mówił wcześniej. Uderzył kopytem w okno, które nagle się potłukło i wydało przy tym charakterystyczny dźwięk. Tak jak przewidział wcześniej ogier. Na podwórku już słychać było krzyki gwardzistów. Część z nich układała się w łatwe do zrozumienia słowa "Słyszałeś to?" "Cholera, idziemy to sprawdzić". Nim jednak gwardziści zdołaliby dobiec do budynku, ogier zamachnął się liną i zaczepił jej hak o dach sąsiedniego domu. Zaraz potem wyskoczył z klaczą na grzbiecie, trzymając się z całej siły liny. Niedługo później oboje wylądowali na dachu. Siła upadku była tak silna, że Eastwind musiała puścić ogiera, który potoczył się pod krawędzi dachu, niemal spadając. Szybko jednak doszedł do siebie, wciągając linę na górę, w ostatniej chwili nim gwardziści ją spostrzegli. Dopiero potem znów spojrzał na klacz.

 

- Cholera, nadal dzwoni mi w uszach - warknął potrząsając głową. - Muszę się przyczaić, bo dziś nie ucieknę ze swoim łupem za dużo sługusów cesarzowej na ulicach - mruknął, patrząc na budynek, do którego niedawno się włamał. - Dotrzymałem swojej części umowy i bezpiecznie nas wyprowadziłem - burknął, odwracając się do klaczy. - Mam więc nadzieje, że gdy pomogę Ci zejść na dół, Ty będziesz na tyle miła, że nikomu nie powiesz, że mnie tu widziałaś, zgoda? - spytał przechylając głowę na bok.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

- Oczywiście. Ej, zaraz, nie pamiętam wchodzenia w żadną wiążącą umowę. Ale, co tam. W końcu uciekliśmy razem. Nie będę sama na siebie donosić, a nie ma opcji, żeby to pominąć i wyjaśnić, jak zdobyłam informacje. Całkiem sprytne - skomentowała. 

- Znaczy się, trzymam pyszczek na kłódkę. 

 Obejrzała uważnie swoje ciało. Nigdzie jej się nie wbiło szkło, więc było całkiem dobrze. Derka też nie podarta, nic nie wypadło z kieszeni. Nadal miała spryskiwacz, ale nie było raczej potrzeby amnezjować ogiera - nie doniesie na nią władzom. Pozostawał tajemniczy ktoś, kto go zatrudnił. Eastwind nie miała pojęcia, kim taki ktoś mógł być. Biorąc jednak pod uwagę postawę włamywacza, o wiele bardziej przejmował się on błyskotkami niż jakąkolwiek samozwańczą buntowniczką.

- A skąd wiesz, że na dole nie ma strażników? - zagadała, będąc już w drodze do wyjścia - Rozumiesz, wolę mieć pewność. Masz jakieś specyficzne plany ich działania w wyniku takiego włamania, czy coś? 

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

- Wątpię bym dała radę utrzymać pozory bycia otępiałą... Niespełna rozumu - powiedziała klaczka chowając swój pyszczek jakby się zaczynała się rumienić... Odczuwać delikatne zażenowanie, jak wyglądałoby to gdyby spróbowała zrobić dokładnie to o czym powiedział ogier. Udawać zabawkę, tylko ona... I w tym momencie swojego rozumowania się cały czas gubiła... - Nie obserwować wszystkiego wokół... To jest za bardzo ekscytujące. Nie dałabym rady... - westchnęła pochodząc do okna by móc spojrzeć w gwiazdy, które tak rzadko mogła obserwować. W jej krainie nie istniały... Tylko kolejne odległe wyspy przebiegały po horyzoncie w idealnej harmonii...  - Ja już lepiej zostanę w tym kapeluszu... Tam nie jest tak źle... A może coś wymyślę? - zapytała sama siebie zastanawiając się jakby jeszcze mogła rozwiązać bieżące problemy, ale nic do głowy jej nie przychodziło. - Miłych snów... Poczuwam nad tobą... - Odwróciła się do niego i puściła mu naprawdę przyjazny uśmiech, zanim ciała niebieskie jej nie pochłonęły zupełnie. Nawet ucichło delikatnie terkotanie jej rozlicznych mechanizmów. - Też się cieszę że cię spotkałam... Nie żałuje tego.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Włamywacz

- Czy każdy musi doszukiwać się problemu, którego nie ma? - warknął ogier, patrząc na klacz. - Wiem jak zachowują się gwardziści, bo to nie pierwszy raz kiedy jestem w takiej sytuacji i wiem więcej niż trzeba, jeśli chodzi o zachowanie w obecnej chwili - lekko westchnął. - Teraz będą próbowali ocucić swoich nieprzytomnych kumpli i tego pajaca w domu - uniósł swoje kopyto, na coś patrząc. - Najpierw będą przeszukiwali dom, myśląc, że gdzie tam się chowamy. Potem zaczną chodzić po okolicy, szukając nas w zaułkach. Niestety, zablokują przy tym wszystkie drogi wyjścia, dlatego dzisiaj nie zdołam stąd wyjechać i muszę poczekać. Jeśli jednak nadal mi nie wierzysz, że jest bezpiecznie, to mogę odprowadzić Cię do domu - zmrużył oczy. - Nie wiem jednak, czy inteligentnie jest pokazywać złodziejowi gdzie się mieszka

 

Night Tale

- Rozumiem Cię, Haze - mruknął ogier, wchodząc spokojnie pod koc. - Zapewne gdybym był w Twoim świecie, też bym nie potrafił się, nie ekscytować wszystkim wokół - lekko się uśmiechnął. - Szkoda, że nie istnieje sposób, byś przybrała obraz bliższy naszem,u coś jak moc podmieńca albo po prostu jakaś iluzja - lekko ziewnął. - Dziękuje za wszystko i... - lekko zmrużył oczy. - Nie zwracajcie uwagi na dziwne dźwięki, panoszące się w nocy - lekko westchnął. - Niedaleko mojego domu, kręci się kilka dziwnych stworzeń, pewnie uciekły z lasu - powiedział zamykając oczy i zasypiając.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Sinister Spell

Star stała obok i przyglądała się jak Sinister dotyka berła rogiem, zastanawiało ją co czuje w kontakcie z mocą Crystal która zdawała się najsilniejszą istotą posługującą się magią w Equestrii, przez chwilę sama chciała spróbować przejść ten rytuał ale nie była pewna jak artefakt zareaguje na kucyka utkniętego w innym wymiarze bez ciała. Spell natomiast była zaskoczona widząc jak laska wypełnia się czernią, jej wzrok podążył za czarną kroplą spadającą na ziemie i został w miejscu tam gdzie wyparowała. Czarna magia - usłyszała werdykt i wiedziała że na nic nie zda się ściemnienie że nie wie o co chodzi jednak poczuła jednak ulgę że nie odkryli całego jej talentu.

- Widzisz? - Odezwała się Star z wyższością w głosie. - Crystal nie oszukałaś a ty porywasz się na oszukanie fatum - Do uszu obydwu klaczy zaczęły dobiegać głosy kapłanów i kucyków. - Nic złego nie zrobiłaś, tak jak każdy jednorożec przybyłaś odbyć rytuał ale jako jedyna zostałaś uznana za potwora który pojawił się żeby ich wszystkich pozabijać - Oczy Sinister zapłonęły zielonym kolorem i zaczął wydobywać się z nich fioletowy dym. - Historia się powtarza. Skoro się boją nic im nie przeszkadza by zacząć żywić do ciebie negatywne odczucia. 

- Twoje próby są żałosne - Powiedziała do Star a jej oczy zgasły. White nauczyła ją jak lepiej panować nad swoją złością i gdyby nie ona zapewne byłaby już w trakcie ataku na jakiegoś kucyka. - Nadal uważasz to szczęśliwy dzień dla mnie? - Teraz zwróciła się do kapłana patrząc na niego. - Sekret trzymany 6 lat w tajemnicy właśnie się wydał i nawet jeśli uznacie mnie za... Stabilną cokolwiek to oznacza to niesmak w Ponyville pozostanie. W najgorszym razie czeka mnie kolejna przeprowadzka - Wzruszyła ramionami i zorientowała się że jest otoczona przez gwardię. - Nie stanowię zagrożenia dla innych jeśli o to chodzi. Nie umiem czarnej magii od wczoraj a nikogo nie skrzywdziłam.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Świątynia Ponyville

- Oczywiście... - powiedział niezwykle spokojnym tonem, gwardzista, stojący na czele innych. Kucyki w tym czasie cofały się bardziej, spoglądając na Sinister jak na odmieńca. Kapłani również się nie mieszali, przyglądając całej sytuacji. - Nikt tak nie uważa, panienko - mówił dalej gwardzista, unosząc kopyta w powietrze, jakby chciał tym gestem jej pokazać, że nie musi się bać. - To okrutna Celestia ścigała i zamykała takich jak Ty. Obecna władczyni, nie jest wrogiem czarnej magii. Potęga jest dla wszystkich, o ile są w stanie nad nią panować - inni gwardziści się nie ruszali, ale wyglądali na gotowych gdyby coś zaszło. - Musi jednak pani zrozumieć. Wszystkie księgi czarnej magii są pod opieką miłościwej Crystal, tak by nikt sobie nie zrobił krzywdy. My też chcemy pani pomóc, dlatego musimy zadać pani kilka pytań, to nic takiego. Chcemy tylko wyjaśnień skąd pani nabyła te wiedzę. Proszę spokojnie wyjść z nami - spojrzał na przerażone kucyki. - Sama pani widzi, że to nie jest dobre miejsce na takie rozmowy

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

- Mówiłam że ci postróżuje... - zaszczebiotała, już z mniejszym entuzjazmem jak gdyby coś innego przejęło nad nią moc... rozmyślała naprawdę długo nad tym co powiedział, prawda była jednak była taka że wydawała za wiele dźwięków. Których nie zdołałaby zdusić, a terkotanie zegara na rynku takiego jak ona nie było możliwe... Nawet gdyby panował niesamowity harmider i tak z dużą dozą pewnością pozostawała by dostrzegalna jako jedna z pierwszych. Nie znała magii umożliwiającej jej ukrycie własnej tożsamości. Jednak nie ubolewała nad tym. Mogła zrobić wiele innych rzeczy.

Edytowano przez Hoffner

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Co on tak warczy? Ma wściekliznę czy coś?

- Poradzę sobie sama - powiedziała tonem kończącym rozmowę. 

Zbliżyła się do wyjścia i wzięła głęboki oddech. 

 Okej. Podsumowanie: spotkałam pospolitego, acz uzdolnionego złodzieja. Jest to prawdopodobnie kucyk ziemski, gdyż pegaz nie potrzebowałby linki z hakiem, a jednorożec uzdolniony na tyle, żeby powalić kilku strażników naraz po cichu, powinien umieć się teleportować. Nigdy też nie użył przy mnie telekinezy, nawet gdy myślał, że nikt nie patrzy. Jednorożce kochają używać telekinezy. Może wiadomości podadzą, jak powalił strażników. Gaz, może? Magia z innego ukradzionego artefaktu? W każdym razie działa dla pieniędzy (jeśli wierzyć jego słowom), ciągle warczy i jest trochę dupkowaty. Ukradł kryształowe lusterko dla kogoś spoza Królestwa. Miał dobry plan, ale raczej nie pożyczy mi tabelki z godzinami zmian strażników. Notatka do siebie: następnym razem nosić przy sobie zegarek. Albo nie pchać się w następne razy. Nie po to tworzę organizację, żeby samej się szwendać po nocy po obcych domach. Dobrze, chyba będę już wracać do domu. To będzie... Chyba na prawo. Ok. 

- Dobranoc - powiedziała cicho, po czym wyszła. 

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Sinister Spell

Patrzyła podejrzliwie na cały ten nonsens. Mówią że nikt nie uważa jej za zagrożenie... Jak jednak zachowują się inni? Jednorożec stara się mówić spokojnie, reszta gwardzistów jest w gotowości jakby Sinister w każdej chwili mogła zrobić coś głupiego a ta chęć pomocy brzmiała jakby uważali że nie panuje nad swoją mocą. Wyjście ze świątyni natomiast miało sens ponieważ kucyki widocznie się jej bały jednak co jeśli chcą uniknąć potencjalnych ofiar wśród cywili a spacyfikują ją dopiero na zewnątrz? To również była jedna z możliwości.

- Nikt tak nie uważa? - Powiedziała z wymuszonym uśmiechem. - Niech ci będzie że wierzę w twoje słowa - Spojrzała na czwórkę gwardzistów przygotowanych na najgorszą sytuację. - Mimo wszystko to nie jest moja wina że się boją, mam takie same kopyta jak ty czy każdy inny - Teraz jej oczy zwróciły się na przerażone osoby patrzące na nią z odrazą. - Zgaduje jednak że Celestia czy inna władza kucyki nadal takie same. 

- Wierzysz w ich dobre intencje? - Star zapytała Spell stając przed nią w pewnej odległości. Po chwili zobaczyła jak delikatnie ruszyła głową na boki i wiedziała że to sygnał dla niej. - Tak myślałam.

- To kto idzie przodem? - Zwróciła się do gwardzisty by wiedziała za kim ma wyjść ze świątyni. Jej nauczycielka nadal pozostawała naprzeciwko Sinister idąc tyłem. 

Edytowano przez Shey

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

No dobrze, jako, że u niektórych, nie mam co za bardzo zrobić i co niektórzy gracze też nie mają za bardzo możliwości ruchu, lekko namieszam w czasie. Tak więc dla tych, którzy nie mają już co robić, uznamy, że minęła noc. Inni gracze, którzy nadal mają coś do zrobienia w obecnym dniu nadal w nim tkwią. Później spróbuje wyrównać czas dla wszystkich, ale póki co, trzeba zrobić takie rozwiązanie, by nikt się nie nudził.

 

Ponyville Night Tale

Słońce zaczęło powoli wstawać, zaczynając kolejny dzień. Noc w okolicy domu Nighta była spokojna. Czasem słychać było jednak podejrzane dźwięki, dobiegające gdzieś z okolicznych lasów, ale nic ponadto. Tak jak powiedział też ogier, gwardia raczej nie kręciła się w okolicy jego domu, patrolując bardziej zamieszkałe rejony. Haze, mogła zaledwie może dwa razy zobaczyć w nocy niewielkie grupy kucyków odziane w zbroje. Sam ogier spał w nocy wyjątkowo spokojnie. Wszystko wskazywało, że mimo braku księżniczki Luny, nie miał koszmarów. Nagle jednak po domu rozniósł się huk, gdy ogier spadł z kanapy nad samym rankiem. Leżał chwilę, lekko zdezorientowany, aż nagle przypomniał sobie cały wczorajszy dzień. Szybko się podniósł, nie zauważając że jego kopyto zaplątało się w koc i gdy tylko próbował się ruszyć, zaraz po wstaniu znów upadł na ziemię, lekko marszcząc przy tym brwi. Odwinął koc i znów się podniósł, rozglądając wokół.

 

- Jesteście tu, czy po prostu kompletnie oszalałem? - spytał niepewnie, nadal lekko zaspany.  Czuł jak słońce, wpadające przez okno, drażni go po oczach. Sam już nie wiedział, co było fikcją, a co rzeczywistością. Jeśli naprawdę istniały, to czy mogły odejść nic nie mówiąc? A może to wszystko był sen? Tak bardzo pochłonął się badaniami, że umysł zaczynał płatać mu figle. Sam już nie wiedział.

 

Crystal Empire

Zaraz po tym jak Eastwind wróciła do domu, słońce coraz bardziej zaczęło wznosić się na niebie. Klacz  w drodze powrotnej, nie zobaczyła już ogiera, który niedawno się włamał. Nim odeszła, rzucił jej tylko ostatnie spojrzenie, mówiąc szorstkie "Dobranoc" nim zniknął w jednym z ciemnych zaułków. Wszystko wskazywało, że nie miał też zamiaru jej śledzić, zapewne uznając, że nie jest groźna, skoro nawet nie widziała jak dokładnie wygląda. Droga do domu również przebiegła dla klaczy spokojnie, bo jak się okazało, gwardziści tak jak powiedział wcześniej ogier, zajmowali się teraz bramami miasta i domem, do którego się włamano.

 

Promienie słońca, które mogła zobaczyć klacz, sugerowały, że wkrótce nastąpią poranne ogłoszenia. Ponadto, mogła usłyszeć w okolicy swojego domu, rozmowy wściekłych gwardzistów. Nie było to nic dziwnego, w końcu do włamania doszło w jej sąsiedztwie. Można było jednak wywnioskować z rozmów, że gwardziści nie zdołali dorwać włamywacza, więc nie będzie go raczej na porannej egzekucji, jeśli znów jakieś się odbędą. Nagle klacz mogła usłyszeć pukanie do jej drzwi.

 

Okoliczne wsie

Podobnie jak nad resztą krain i tutaj słońce zaczęło pokazywać swoje promienie. Jak zawsze rolnicy musieli wstać szybciej, by zająć się uprawą roślin i hodowlą. Ponownie w okolicy, pojawiły się patrole gwardii, pilnujące porządku. Tym razem jednak wyglądały na bardziej liczne. Nie było żadnych ciał poległych, podobnie jak martwych robali. Zupełnie jakby wczorajsza bitwa nie miała miejsca. Nie było nigdzie nawet śladów krwi insektów, czy ich ofiar. Jedyne co wskazywało, że wczorajsza walka w ogóle miała miejsce, był zapach spalenizny, rozchodzący się po okolicy. Spalone truchła owadów, nie pachniały zbyt przyjemnie, zupełnie jak spalony plastik.

 

Ponyville świątynia (Nadal poprzedni dzień)

- Pójdzie pani za mną - mruknął jednorożec, który cały czas do tej pory do niej mówił. Zaraz potem, zaczął ją prowadzić z oddziałem gwardzistów ku wyjściu. Kucyki widząc klacz, wyprowadzaną przez gwardzistów, schodziły na bok, zupełnie jakby miała ich czymś zarazić. Co niektórzy jednak rzucali jej wściekłe spojrzenia, najwyraźniej oburzeni jej niedawnym komentarzem. Zaraz po tym jak znaleźli się na zewnątrz, Sinister mogła zauważyć, że nie ma tutaj klaczy, która miała na nią czekać. Musiała uciec, zaraz po tym jak zaczęła się afera. Możliwe też, że uciekła ze strachu przed Sinister, słysząc, że ta używa czarnej magii. Mieszkańcy rzucali niepewne spojrzenia klaczy, nie wiedząc co zrobiła. W końcu, nie wszyscy byli na rytuale. Mimo to każdy kto szedł otoczony przez gwardię, w taki sposób, nie wywoływał dobrego odczucia. Nie było również tajemnicą, że plotki o tym co zaszło, szybko się rozejdą. Nagle jednak gwardziści stanęli.

 

- Co to jest? - spytał jeden z nich, pokazując na coś co przypominało piłki.

- Sprawdź - warknął ogier, który niedawno rozmawiał z Sinister. Gwardzista powoli ruszył w kierunku przedmiotu i lekko go poruszył.

- To tylko jakieś zabawki - mruknął, gwardzista, widząc jak piłka się toczy. Nagle jednak z każdej piłki zaczął wydobywać się gaz. Tym razem jednak przypominał zwykły dym. - Co jest do cholery?! Trucizna?! - szybko jednak się okazało, że gaz był tylko zwykłą zasłoną dymną. Nagle Sinister mogła poczuć jak ktoś chwyta ją za kopytko.

- Spieprzamy - powiedział jej dobrze znany głos, próbując wyciągnąć ją od gwardzistów. Nagle jednak, jeden z gwardzistów, rzucił włócznie, która przejechała po grzbiecie klaczy, próbującej pomóc Sinister. Mimo, że się w nią nie wbiła, pozostawiła na niej mocno krwawiącą ranę. - Cholera - syknęła, zaciskając zęby.

Edytowano przez Magus

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Sinister Spell

- Planujesz uciekać czy po prostu dasz się przesłuchać? - Zapytała Star nie wierząc że puszczą ją wolno po paru pytaniach, uważali ją za zagrożenie ponieważ uznali że nie panuje nad swoją mocą. To nie była do końca prawda, nauczyła się kontrolować swój talent który wymykał się spod kontroli tylko pod wpływem gniewu. To było jednak pewne że jej nie zrozumieją, dla nich nie liczyło się dobro pojedynczego kuca a ogółu. Sinister zamknęła prawe oko dając do zrozumienia że wybiera drugą opcję. - Błąd - Zawyrokowała patrząc krytycznie na swoją uczennicę. Nie wiedziała jednak że jej plan zależy od tego jak przebiegnie rozmowa z gwardią i jeśli sprawy przybiorą zły obrót dopiero wtedy ucieknie. Stało się jednak coś czego obydwie klacze nie przewidziały.

- Kulki? - Powiedziała cicho Sinister, wiedziała do kogo należą i co zaraz może się stać. Nie chciała by ta nieznajoma ją ratowała, nie była w beznadziejnej sytuacji i nie potrzebowała pomocy. Tak naprawdę wolała radzić sobie sama by nie musieć się martwić o innych. Zanim jednak wpadła na pomysł jak dać jej do zrozumienia że panuje nad sytuacją było za późno, z metalowych pojemników zaczął wydobywać się gęsty dym i nagle poczuła jak ktoś chwyta ją za kopyto. - Zdurniałaś? - Odezwała się z pretensjami do wybawicielki i zobaczyła jak włócznia rozdziera jej grzbiet. Wiedziała że teraz będzie spowalniać ucieczkę przez ból dochodzący z rany ale nie mogła jej zostawić skoro ryzykuje własne życie dla kucyka poznanego zaledwie dzisiaj. Złapała za jej kopyto a w między czasie szybko wygrzebała z pomiędzy włosów i piór strzykawkę z zaledwie paroma-mililitrami cieczy. - Potrzebujesz morfiny czy dasz radę biec bez tego? 

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Nieznajoma

- Poradzę sobie... - mówiła zaciskając zęby i ciągnąć Sinister w jakieś nieznane miejsce. Gwardziści coś krzyczeli, ale klacz zdawała się nie zwracać uwagi na to. Nawet nie zwracała uwagi na krew, która wydobywała się z jej grzbietu. Na pewno można było powiedzieć, że musiała być wytrzymała. Dym nadal się unosił, tak, że gwardziści, nie dostrzegali ich drogi ucieczki. - Nie mamy na razie czasu... - mówiła nie zatrzymując się, chociaż oddech klaczy był nieco cięższy. Prowadziła Sinister z dala od oczu innych kucyków, tak by nikt ich nie widział. - Nie pozwolę żeby znowu się to stało... - wyglądało, że teraz mówiła to bardziej do siebie. Po niedługim czasie, wbiegła z Sinister do wyjątkowo śmierdzącego tunelu z dala od domów. Klacz, mogła zobaczyć przepływające resztki w szlamowatej wodzie. Nie trudno było się domyślić, że przepływały tędy kanały. W końcu nieznajoma puściła kopytko Sinister i upadła zdyszana na ziemię, patrząc na nią słabo i posyłając jej równie słaby uśmiech. - Cholernie piecze... - skomentowała, w końcu swój stan. - Ale zabawa była niezła... - ciężko westchnęła. - Jeśli nie masz nic co mi pomoże, to muszę udać się do znajomej, inaczej pewnie tu zdechnę - znów słabo się uśmiechnęła żeby ukryć powagę sytuacji.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

 Klacz wiedziała już, że nie zaśnie z powrotem. Zdjęła derkę, odłożyła spryskiwacz na swoje miejsce i wstawiła wodę na kawę. Dużo kawy. Siadała właśnie do wczesnego śniadania, gdy usłyszała pukanie do drzwi. Serce zmarło w jej piersi, po czym wróciło do pracy w przyspieszonym tempie. 

 Spokojnie, Eastwind. Nie mają podstawy, żeby cię podejrzewać. Masz prawo do milczenia. Zachowaj spokój. Głębokie wdechy. Zachowuj się normalnie. Głębokie wdechy. Nic nie widziałaś, nic nie słyszałaś. Głębokie wdechy. 

- Idę! - zawołała po chwili, a jej ton głosu był bardziej poirytowany niż przerażony.

 Klacz wyjrzała przez Judasza w drzwiach, zanim je uchyliła, nie zdejmując wewnętrznego łańcucha. 

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Sinister Spell

- Skoro tak uważasz... - Powiedziała biegnąć za nieznajomą, trochę jej nie doceniła ale to głównie dlatego że zapomniała o pewnym fakcie - Jest kucykiem ziemskim i ma ich wytrzymałość, postrzelisz takiego a pomyśli że to tylko cierń. Mimo to wiedziała że rana jest poważna, traciła sporo krwi a zwiększona ilość uderzeń serca przez wysiłek fizyczny na pewno w tym nie pomagała. Miała nadzieje że dadzą radę zgubić gwardzistów zanim jej wybawicielka znajdzie się w zbyt ciężkim stanie przez który może stracić życie. Po chwili jednak wbiegli do tunelu który okazał się ich kryjówką, niezbyt miłą ze względu na zapach i nieczystości ale nadal było to lepsze miejsce niż otwarte pole.

- W takich chwilach jak ta cieszę się że nie mam nosa - Odezwała się Star ze złośliwym uśmiechem a następnie zwróciła wzrok na jej upadającą konkurencje. - Wygląda na to że to była krótka acz wspaniała przyjaźń. 

- Ona jeszcze żyje - Stwierdziła Sinister patrząc na nieznajomą i odwzajemniając uśmiech. Z początku nie była pewna co do tej nowej znajomości ale teraz wiedziała że ta klacz jest warta jej czasu. Można powiedzieć że zrobiła to samo co White, gdy każdy patrzył na nią z odrazą pomieszaną z nienawiścią i strachem ona postanowiła jej pomóc. - Nie nazwałabym tego zabawą, co prawda dawka adrenaliny porządna ale nie warta ryzyka. - Powiedziała poważnie wiedząc że są syntetyczne metody jej otrzymania. - Nie pozwolę ci tu umrzeć. Leczenie ran to nie moja specjalność ale zrobię co w mojej mocy - Zdjęła swoje torby kładąc je w trochę bardziej czystym miejscu i wyjęła z nich czarny pokrowiec, otworzyła go praktycznie od razu ukazując nieznajomej około dwadzieścia osiem niepowtarzalnych sześcianów. Różniły się od siebie przede wszystkim barwą ale i połyskiem co wskazywało na to że każdy jest wyprodukowany z innego materiału. Wybrała z pojemnika dwie kości do gry - pierwsza z nich została wykonana z oliwinu, minerału któremu została przypisana lecznicza moc a druga z nefrytu określanego jako kamień życia. Po chwili zamknęła oczy i wzięła jeden głęboki oddech próbując uspokoić ciało wraz z umysłem co nie było do końca łatwym zadaniem zważając na zapach jaki tu panował. Podniosła lewe kopyto do góry zbierając na jego końcu energię chaosu która przybrała kształt małej nieco przezroczystej ciemnej ćmy. - Posłuchaj mnie. Uwierz że to ci pomoże a wzmocnisz efekt, niestety na jego siłę ma wpływ los... - Powiedziała nie kończąc zdania wiedząc że w tym momencie nie ma to żadnego znaczenia. - Abracadabra - Wyrecytowała otwierając oczy a nocny motyl wystartował lecąc zygzakiem do swojego celu. Po chwili rzuciła kośćmi pozwalając by przeznaczenie zdecydowało, zawsze chciała próbować wpłynąć na ostateczny wynik używając swojej magii jednak nigdy nic to nie dawało a jedynie pogarszało sprawę. Była za słaba by zmienić przyszłość. 

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Crystal Empire

Zaraz po tym jak Eastwind spojrzała w wizjer, mogła ujrzeć troje gwardzistów pod jej drzwiami. Jak zawsze z przodu stał jednorożec i to najwyraźniej on zapukał, a za nim stały dwa kucyki ziemskie lub kryształowe. Ciężko było to ocenić przez zbroje, które zasłaniały całe ciało. Wyglądali na trochę zniecierpliwionych. Dopiero gdy klacz uchyliła drzwi, jednorożec spojrzał na Eastwind, która spoglądała na niego przez niewielkie otwarcie.

- Przepraszamy, że niepokoimy o tej porze - powiedział nagle jednorożec. - Widzi pani, stało się tu coś strasznego - zaczął myśleć, jak dobrać słowa. - Ktoś zaatakował gwardzistów naszej władczyni i ciężko ich ranił, a potem próbował zabić cywila. Mamy też informacje o porwaniu źrebaków przez tego niegodziwca - westchnął, z nieukrywanym zmartwieniem, jakby wierzył w swoje słowa. - Wszystko działo się w pani sąsiedztwie. Chcieliśmy tylko się dowiedzieć, czy widziała tu pani kogoś podejrzanego lub słyszała coś niepokojącego, bardzo wczesnym rankiem?

 

Nieznajoma

Nie była już pewna, jak bardzo zły jest jej stan, ale chyba słuch jej się pogarszał. Miała wrażenie, że klacz, której niedawno pomogła, powiedziała "Ona nadal żyje". Pewnie miało być nadal żyjesz. Słyszała trochę zniekształcone słowa jakie mówiła do niej Sinister, próbując się na nich skoncentrować. Nie było to jednak łatwe. Miała wielką ochotę się położyć w wygodnym łóżku i zasnąć, a potem wyspać się za wszystkie czasy. To nie był taki zły pomysł. Chyba zasługiwała chociaż na tyle. Dotarły jednak do niej słowa, że nie pozwoli jej umrzeć. Klacz nic nie powiedziała tylko znów się uśmiechnęła, jakby nic się nie stało. Wszystko wydawało się dla niej męczące, nawet oddychanie. Rozmowy, więc z góry odpadały. Zabawne, nie sądziła, że tak szybko może się komuś pogorszyć. Wzrok klaczy stawał się coraz bardziej pusty. Miała wrażenie, że widzi już trzy Sinister przed sobą. Czuła się jak na największym haju na świecie. Dotarły jednak do niej kolejne słowa, które brzmiały strasznie niewyraźnie. Miała uwierzyć? Czy chciała nadal żyć? Świat i tak był do bani, więc po co to wszystko? Nie była już pewna co się dzieje i nagle przymknęła oczy. Wszystko wskazywało że to już koniec. Przynajmniej przez niewielką chwilę.

- Jeśli to jest piekło, to wali gorzej niż myślałam - mruknęła, otwierając słabo oczy. - Muszę zapalić

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

 Klacz niechętnie otworzyła drzwi szerzej. Oczywiście, że to była straż. Eastwind wysłuchała większości historii bez większych emocji, wyrażając jednak zmartwienie, kiedy strażnik wspomniał o źrebakach. Nie widziała żadnych dzieci nad ranem, a znając nieco sytuację, porwanie wydawało się mało prawdopodobne. Jak i przede wszystkim po co miałby to zrobić?

 Nawet, jeśli wewnątrz Eastwind była sceptyczna, wyraz jej twarzy wyrażał głęboki niepokój. Dziwne w końcu by było, gdyby było inaczej.

- Źrebaki?! Czyje? Tego cywila? Jak tak można! Wie Pan, sama nie mam i raczej ze względu na wiek już nie będę mieć dzieci, ale to naprawdę niepokojące. Może nawet je znam! Straszne!

Eastwind zrobiła przerwę na "uspokojenie i zastanowienie się". Odetchnęła głęboko. 

- Bardzo przykro mi, że nie mogę pomóc. Nie wydaje mi się, żebym w nocy coś słyszała lub widziała. Nawet gdyby tak się stało, to po powrocie do łóżka zapomniałabym. Naprawdę bardzo mi przykro. Biedne źrebięta... 

 Zaraz... Nie powiedzieli nic o włamaniu... Czyżby próbowali to zatuszować? 

- A... czy mają Panowie jakieś podejrzenia, dlaczego ktoś mógłby popełnić tak straszny czyn? Czy ktoś jeszcze może być w niebezpieczeństwie? Wie Pan, to w końcu moja okolica!

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Chcesz dodać odpowiedź ? Zaloguj się lub zarejestruj nowe konto.

Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony

Utwórz konto

Zarejestruj nowe konto, to bardzo łatwy proces!

Zarejestruj nowe konto

Zaloguj się

Posiadasz własne konto? Użyj go!

Zaloguj się