Magus

Nowy świat TCB [ZAPISY]/[GRA]

Recommended Posts

     Nawet nie wiadomo kiedy przed nosem Fate pojawił się pergamin na którym to zaczęła pisać dość zamaszystymi ruchami, zapisując wszystko w swoistym stenogramie, by niczego przypadkiem nie zapomnieć. Znaki te były praktycznie nie do odczytania dla obserwatora mimo że używała typowego equestriańskiego alfabetu, jednak z niego zostały tylko niewielkie wężyki z pozjadanymi zbędnymi literami... Haze podniosła głowę, kopyto ogiera musnęło jej metalowy policzek z delikatnym stuknięciem, by oddalić się i sama zobaczyć, jakie cuda dzieją się na zewnątrz... Mask była niewzruszona. Dla niej to nadal było mało...

     - Czarna magia to nie jest nic nadzwyczajnego... - Pokręciła głową, wzdychając cicho, bo nie lubiła gdy magia służyła złym intencją. - To tylko nazwa w większości przypadków... - westchnęła spoglądając na ogiera, nie do końca rozumiejąc jego strach. Już, tą zwykłą magią można było nabroić. A czarna tylko zawierała najgorsze cechy. - W niektórych światach nekromancja jest tak nazywana... A to z jej pomocą można uleczyć najcięższe rany, a nawet spróbować otworzyć bramy Tartaru. Co w tym złego? - Ton jej się zmienił z jednej chwili. Na bardziej pesymistyczny, gdy sama sobie odpowiadała na pytanie...

     - W łamaniu zasad... Niektóre rzeczy nie powinny się wydarzyć, bo niszczą równowagę... To jest czarna magia, a ja widziałam gorsze rzeczy. Jak ciemność pochłania cały świat, zmienia go na własną modłę. To jest straszne - stwierdziła odchodząc od okna spoglądając na ogiera... Uśmiechnęła się ale oczy nadal miała dość poważne. -  Zawsze weryfikuje prawdę z paru źródeł, ale nie podobają mi się te igrzyska... Musimy znaleźć Crystal i ją powstrzymać zanim do tego dojdzie... Ale najpierw do świątyni?

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Konwój

- Zabawne - zaczął chichotać, oficer. - Masz racje, to już powoli dobiega końca. Ty, ja i nasi ludzie, wszyscy jesteśmy częścią tej gry, która z góry została już ustalona. Wy jeszcze tego nie widzicie, ale my owszem - uniósł nagle miecz, a jego ostrze zaczęło czernieć. Zupełnie jakby zatopiło się w smolę. - O wielka, oddaje Ci te ofiarę, jako, że nie jesteśmy godni żyć dla ciebie! - wrzasnął ogier, ale zdecydowanie, nie w stronę Eryka. Wyglądał jak szaleniec, który mówi do siebie. Zamachnął się nagle mieczem, ale nie zaatakował kucyka przed sobą, a wbił miecz we własną klatkę piersiową. Nawet nie wrzasnął, gdy ostrze przebiło jego ciało i zbroje. Wszystko działo się tak szybko, że kamień rzucony przez Luciusa, uderzył oficera, ale dopiero gdy ostrze przebiło jego ciało. Na oczach Eryka, zbroja jednorożca zaczęła się zgniatać niczym puszka, zupełnie jakby nikogo nie było w środku. W końcu kawałki wygniecionej zbroi upadły na ziemię. W środku nie był ciała, tylko jakaś czarna substancja, która zaczęła wylewać się na ziemie.

 

Podobny los spotkał innych gwardzistów, zaraz po tym jak ogier przebił swoje ciało. Martwe ciała powalonych do tej pory gwardzistów, były zgniatane przez własne zbroje, a z ich kawałków wylewała się podobna czarna ciecz. Pegazy będące w powietrzu, w przeciwieństwie do ogiera, który dobrowolnie się dźgnął, zaczęły wrzeszczeć, a ich pozgniatane zbroje i ciecz, która z nich została, opadły na ziemię niczym koszmarny deszcz. Podobny los spotkał pegaza na ziemi, strzelającego z kuszy. To samo czekało kucyka ziemskiego siłującego się z pretorianem, który zaatakował go od tyłu. Terens, mógł zobaczyć również jak gwardzista, z którym walczył, wrzeszczy w agonii, zostając papką. Po niedawnych gwardzistach zostały tylko zgniecione pancerze i ciecz. Nic więcej nie wskazywało, że gwardziści kiedykolwiek tu byli. Potem jednak stało się coś jeszcze. Ciecz z ciała jednorożca, wyglądała jak żywa, tworząc napis "KONIEC JEST BLISKI".

 

Night Tale

- Czemu ta magia niby jest zła? Gdyby była nazywana białą, czy nadal uznawalibyście ją za złą? - zacytował ogier, na słowa, które padły o czarnej magii. - Gdy Crystal się pojawiła, właśnie tak nam powiedziała. Jednorożce zaczęły uczyć się jej w szkole, ale skutki były katastrofalne - zmarszczył lekko brwi. - Miejsce gdzie jestem wolontariuszem, to szpital dla kucyków z problemami psychicznymi. Około osiemdziesiąt procent kucyków, która tam teraz jest, miała kontakt z czarną magią - lekko westchnął. - Nie wątpię w to co widziałyście, ale tutaj czarna magia to nic dobrego. Król Sombra, Nightmare Moon się nią parali, a teraz Crystal - lekko pokręcił głową, na samą myśl.

 

- Jeśli to co mówią jest prawdą, Crystal już o was wie, a jednak nie zareagowała - spojrzał na trzy klacze. - Mogła wejść do Twojego lub moje snu - spojrzał na Dancing of the Fate. - A jednak tego nie zrobiła. Nie wysłała również swoich elitarnych zabójców, ani nawet zwykłej gwardii, by was zabiły. Można więc założyć pewne rzeczy - zaczął lekko dumać. - Nie wie o was, a to co mówią jest tylko kłamstwem, że widzi wszystko. A jednak nie raz pokazywała, że naprawdę potrafi wiele zobaczyć. Może się was boi? - spytał bardziej siebie niż je. - To jednak wydaje się nielogiczne, bo nie wiem czy ona posiada emocje. Zakładam, że nic nie robi, bo czeka na wasz ruch. Może wasze przybycie też byłą częścią jakiegoś jej planu - pokręcił lekko głową. - W każdym razie, nikt nie wie gdzie jest Crystal. Nie mówiąc, że ma wielu fanatyków i armię, więc pokonanie jej od tak nie jest łatwe. Ponadto sama jest potężna. Znalezienie jej, wydaje się niemożliwe. Skoro, nawet nie wiadomo jak dokładnie wygląda. Może to, że pojawi się na Igrzyskach to wasza szansa, by tam się z nią zmierzyć - zmarszczył lekko brwi, patrząc niepewnie na klacze. Na chwilę zatrzymał wzrok dłużej, na Dancing of the Fate, ale tylko na chwilę.- Chociaż nie wiem, czy to dobry pomysł. Nie chcę żeby was też zniszczyła lub uwięziła, jak każdego kto tego próbuje - lekko westchnął. - Pewnie i tak mnie nie posłuchacie, więc niepotrzebnie się produkuje - pokręcił głową zmieszany. - Nie wiem co chcecie najpierw zrobić. Iść do świątyni, a może do szpitala gdzie jest gwardzista, który być może powie wam coś więcej o Crystal. Ten, o którym wam wczoraj mówiłem. Czy może na razie chcecie zjeść śniadanie? - nie był pewny, czy Haze i Qualm Mask jedzą i piją, ale Dancing of the Fate była jednak kucykiem. Kucykiem o wielkiej nieznanej mu mocy, ale jednak kucykiem.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

- Co do... - Eryk spojrzał na pozostałości po oficerze, najpierw ze zdziwienie ale potem z pogardą - I nie wracaj, śmieciu cholerny - splunął na zbroję. Reszta kompanów, zbliżyła się do przywódcy, nadal będąc w małym szoku - Co to miało być? - Lucius pomógł wstać jednemu z pretorian - Do ciężkiej cholery...to nie byli zwykli gwardziści.

Cezar położył kopyto na zbroji gwardzisty i parsknął - Masz rację. To były pomioty przeklętej cesarzowej. Pozbawione własnej woli, wolności swobody. Teraz widzicie, że nasza walka jest słuszna. Jedynym sposobem aby im pomóc to oczyszczenie...oczyszczenie przez ogień. Teraz zdobyliśmy środki dzięki którym misja będzie znacznie wręcz ułatwiona. Nie bójcie się. My nie mamy łańcuchów - pretorianie kiwnęli głowami w akcie poparcia - Dobra, ja pomogę rannym, Terens ty sprawdź co było w tym wozie...a Lucius...mam chyba pomysł jak wykorzystać tą maź. Pod tym śmiesznym napisem, postaraj się napisać też tą czarną substsncją: ,,Legion Pervenit".

- A co to znaczy?

- Legion przybył - po czym zabrał się do oględzin czy aby ktoś z jego oddziału nie doznał poważniejszej rany.

 

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Konwój

Jak się okazało, gwardziści przewozili niewielkie zapasy broni, zapewne na posterunek. W ich pojeździe, znalazło się trzydzieści włóczni, osiem kuszy oraz dwanaście krótkich mieczy. Ponadto, w głębi powozu znalazło się coś jeszcze. Były tam skrzynki, około cztery sztuki. W jednej z nich znajdowały się bełty do kuszy, było ich około dwieście. Jednak w innych skrzynkach znalazła się amunicja do broni palnej. Dwie skrzynki miały amunicje do karabinów, a ostatnia wypełniona była amunicją do pistoletu. Kolejną niespodzianką były dwa karabiny. Z pewnością, nie przypominały tego czym ludzie dysponowali podczas szczytu swojego rozwoju. Bardziej przypominały relikty z dawnych książek do historii. Najbliżej im konstrukcją było, do karabinów typu Gew 88. Ostatnią rzeczą był pistolet, który również na szczyt techniki nie wyglądał. Kojarzył się z modelem pistoletu typu Browning M1900.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

- No...i to się nazywa łup - Terens oblizał się - Cezar, chodź! Mamy tu bardzo okazały okaz. Jeden samopowtarzalny i jeden osobisty, nie mówiąc już o masie amunicji.

Eryk już zebrał informacje odnośnie swoich ludzi i podszedł do wozu. Uśmiechnął się - Kurde lepiej niż się spodziewałem.  

- Co rozkażesz? 

- Lucius, skończyłeś już? 
- Mhm. Tylko uważajcie żeby tego napisu nie zadeptać. Bo robota pójdzie trochę na marne. 

- Dobrz...Więc tak, zawijamy te kusze, włócznie i miecze w materiał, obwiązujemy sznurkami i mamy piękne paczki które kładziemy na grzbiety. Natomiast skrzynki wezmą Lucius i Terens. A karabinem zaopiekuję się ja. W wiosce dam go temu, kto najlepiej rzucał. Znaczy że ma celne oko. A pistolet...od teraz jest mój. W wypadku zagrożenia, szybko pozbędę się jakiegoś natręta. Natomiast każdy z was dostanie własny miecz. Włócznie przekażę tym którzy chcą być legionistami. Kusze otrzymują zwiadowcy. Ogólnie, jak wrócimy do domu, zajmiemy się dzieleniem łupów. Wszystko jasne? 

Rebelianci kiwnęli głowami i zabrali się do zbierania amunicji i broni. W tym czasie, nie niepokojny przez nikogo Eryk, przywłaszczył sobie miecz oficer-samobójcy oraz kryształ z jego zbroji. Tak w ramach upominku

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

     - To kwestia czarującego, a nie samej magii... - powiedziała dobitnie, dość mocno uderzając swoim kopytkiem o podłogę, a pod nim poleciało parę iskier które uwolniły się gdy nieświadomie uderzyła w strunę rzeczywistości. - Ona tylko przybiera daną oczekiwaną formę... Nic więcej... Tak jak każdy splot... Jest jak żywa istota, jednak zupełnie obojętna... Jeśli dali się pochłonąć. To był ich błąd - powiedziała dość twardo. Nie akceptując innej odpowiedzi niż jej własna... - To własnie jest powód zmiany aury... Byli za dobrzy jeśli dali się opętać, a w nich uderzyło takie same zło które miało swą równowagę w dobru ich własnego serca, nie sprostali mu... Tylko to doprowadziło ich do obłędu, a nie magia. Czarna magia to tylko nazwa nic więcej. - Zadarła nosek do góry... a w jej oczach zapaliła się lampka ostrzegawcza, gdy kotłowały się w nich piaski czasu.

     - A czy to istotne? Musimy do niej tylko dotrzeć, mamy kompas który nas zaprowadzi...- powiedziała kryształowym głosem Qualm chcąc już ruszyć przez drzwi. To ona miała kompas. Wydawała się znać drogę. Nie pomyślała o żołądku Fate który głośno zaprotestował, a ona się tylko głupio uśmiechnęła, odwracając wzrok... Pegaz wydawała się przewrócić oczami za szklanym ekranem.

     - Najpierw coś zjem, za radą Nighta zajrzymy do szpitala i pójdziemy na rytuał... Potem zobaczymy co dalej - powiedziała Fate spoglądając na ogiera przychylniejszym okiem idąc ku kuchni. - Co dobrego masz? - zapytała się nie mogąc się doczekać by zapchać swój żołądek... Żółtym serem najlepiej... Albo białym twarogiem... 

Edytowano przez Hoffner

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

U Hetmana na razie nic zrobić nie mogę więc jak chcesz możesz powoli zaczynać nowy dzień chyba że jeszcze coś planujesz zrobić w tym.

 

Night Tale

Widząc reakcje Dancing of the Fate, nie był pewny, czy jej nie uraził. Do tej pory była niezwykle urocza i spokojna, jednak gdy wchodziło się w temat magii, w którym jak mówiła Haze to Dancing of the Fate, miała być ekspertką, najwyraźniej dawała się ponieść emocjom. Zaniepokoiło go jednak, że na końcu zabrzmiała jak Crystal, wtedy gdy chciała, by jednorożce zaczęły nauczać się czarnej magii. Mimo, że chciał wierzyć w słowa klaczy, to nie potrafił. Widział w końcu jak wiele ta zła ta magia wyrządziła temu światu. Ponadto, czemu zabójcy Crystal najbardziej się opierali jej działaniu?

 

Nim jednak zdążył cokolwiek powiedzieć, nagle wtrąciła się Qualm Mask. Kompas? Nadal nie rozumiał, jak chciały od tak wejść do Crystal i ją pokonać. Zaczynał się coraz bardziej zastanawiać, czy ta pewność siebie, nie wpakuje ich w kłopoty. Nie wiedział tak wiele o światach jak one, ale widział ile Crystal zrobiła przez lata swojej władzy. Nagle jednak dotarł do niego dźwięk jaki wydał żołądek Dancig of the Fate. Miał racje, że klacz mimo tego kim była, nadal pozostawała kucykiem. Spojrzał nagle jak ta już udaje się do kuchni i szybko za nią ruszył.

 

- Mam jabłka z farmy Sweet Apple, owies, cydr, chleb biały, żonkile, jajka, mleko i ser - powiedział na jednym wydechu, doganiając klacz. - Może coś po prostu przygotuje, w końcu jesteście gośćmi - nagle spojrzał na Qualm Mask i Haze. - Czy wy coś jecie? To znaczy... Chyba musicie jakoś uzupełniać energie. Lubicie kamienie szlachetne jak smoki, czy coś? - spytał niepewnie.

 

Sala mroku

Nie istniała ciemność i nie istniało światło. Wiedziała, że musi się zespolić z tym co ją otacza. Każdy normalny kucyk, czy człowiek, stwierdziłby, że otacza ją nieprzenikniona ciemność, której nie było końca. Ona jednak nie była jak wszyscy i dobrze o tym wiedziała. Nie rozumiała wielu uczuć, które jej wydawały się zupełnie obce. Nie potrafiła zrozumieć, czemu kucyki walczyły i buntowały się. Dawniej były słabe i niemal bezradne, a teraz miały moc, by się bronić. Ludzie stanowili podobną zagadkę. Zawsze byli gatunkiem skazanym na porażkę, niezależnie czy sami rządzili, czy z kimś walczyli, zawsze przegrywali. Wiedziała, że nigdy nie pojmie innych, bo nie jest jak oni. Z chwilą gdy się narodziła, matka powiedziała jej, że jest doskonała. Takie właśnie powinny być kucyki. Nie potrafiła tego zrozumieć, ale powiedziała również, że jest przyszłością... Inni się jej bali, wiedziała to dobrze. Wyczuwała lęk wśród sługusów swojej matki. Czuli, że chociaż wygląda jak oni, nigdy nie będzie taka sama. Zawsze bawił ją ten lęk. Skoro jej się bali, to czemu tak śpieszno było im zobaczyć władczynie? Kogoś o mocy, której nie pojęłyby ich małe móżdżki. Wtedy by zrozumieli, czym jest strach i szaleństwo.

 

Nic nie widziała. Było tu zbyt ciemno. Ciemność, której nie był w stanie ogarnąć wzrok ani przebić żadne światło. Mimo to nadal czuła. Czuła jak powietrze wokół się zmieniło. Przeciętny kucyk, czy człowiek, nie mógł tego dostrzec, ale ona tak. Słyszała i czuła, widząc, z której strony, nadchodzi atak. Nim ją dosięgnął, zrobiła teatralny unik, wybijając się na jednym przednim kopycie. Z siłą, której nie posiadał żaden jednorożec. Ostrze, które zostało w nią rzucone, uderzyło w coś twardego. Ponownie to poczuła. Teraz atak był zupełnie inny, niż do tej pory. Zbliżał się do niej coraz szybciej, a gdy był już wystarczając blisko, zamachnęła się przednim kopytem, czując jak trafia coś twardego. Zaraz potem rozległ się dźwięk upadku. Nieprzytomne ciało, leżało tuż obok niej. Był na jej łasce, mogła go zabić gdyby tylko chciała. Cóż to jednak? Poczuła atak z kilku stron. Szybko cofnęła głowę, nim ostrze zbliżyło się do jej pyszczka. Następnie upadła plackiem na ziemię, czując zbliżający się atak w grzbiet. Kolejny nadszedł z powietrza. Potoczyła się szybko po ziemi i zmarszczyła wściekle brwi. Jej róg zaczął lśnić z niezwykłą intensywnością, a potem rozległ się ogromny błysk, którego nie można było dostrzec w otaczającej ich ciemności. Lekko mrugnęła, wyraźnie zawiedziona.

 

- Koniec! - wrzasnęła, a przez hełm, nie mogli wiedzieć, że jest klaczom. Celowo ukrywała swoją płeć, tak by nikt nie wiedział. Wraz z jej krzykiem, ciemności zaczęły powoli zanikać i zaczęło wdzierać się światło. W pustym pomieszczeniu, pełnym nieznanych obcych symboli. Na ziemi leżały cztery kucyki, odziane w nietypowe zbroje, sugerujące jasno, w jakim oddziale służyli. - Ani jeden nawet mnie nie trafił - pokręciła wściekle głową. - I wy uważacie się za elitę cesarzowej? Gdybym był waszym wrogiem, już mógłbym was zabić

- Ale nie jesteś - powiedział jeden z żołnierzy, nadal obolały, wstając. Nawet wśród nich, ten kucyk wzbudzał niepokój. Nikt nie wiedział, skąd Crystal go sprowadziła.

- To żadna wymówka - warknęła wściekle. - Cztery godziny nieustannego treningu bez przerwy, to wasza kara za te porażkę, a to i tak za mało - powoli wyszła, słysząc wściekłe pomruki. Nic jej to nie obchodziło. Nie była jedną z nich i nigdy nie będzie jak wszyscy, rozumiała to dobrze.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Sinister Spell 

Wyszła z tunelu z ulgą zaciągając się świeżym powietrzem a po chwili skierowała się w stronę domu idąc spokojnym krokiem jak typowy kucyk który wcale nie został przyłapany na samodzielnej nauce czarnej magii. Star natomiast poczekała chwilę aż Crimson się oddali i zostanie z Sinister jedynie w cztery oczy.

- Powiedz mi co ci dało wyrzekanie się własnego talentu by świat był lepszy? - Zapytała znając odpowiedz. - W tym aspekcie White Ci nie pomaga, próbowałaś być taka jak ona ale dla ciebie to nie działa. Nawet jak leczyłaś osoby co zaledwie skosztowały czarnej magii i z innymi niejasnymi problemami z którymi nie radziła sobie typowa medycyna czy zaklęcia narzekali. Pamiętasz ich słowa? W stylu "Obdzierasz mnie z każdego grosza", "Cena jest zbyt wysoka" i mój faworyt pod tym względem "To twoje powołanie, nie powinnaś brać za to pieniędzy a cieszyć się jedynie z naszej wdzięczności."

- Nic konkretnego - Patrzyła w ziemie nawet nie spoglądając w stronę Star. - To co powinnam zrobić? Kontynuować naukę czarnej magii? 

- Przestać słuchać każdego słowa White - Stwierdziła z uśmiechem. - Przestań na siłę starać się być taka jak ona, ignoruj ją kiedy mówi że coś jest złe ale wzbudza twoją ciekawość i sprawia ci przyjemność. A co do zaklęć nie ma czegoś takiego jak nadmiar wiedzy, w tym wypadku wiem że się ze mną zgadzasz. Pomyśl co byś umiała gdybyś nie zmarnowała tych sześciu lat, może byłabyś w stanie przyzwać demona, czarno magiczną broń czy używać krwi do wykonywania rytuałów. A tak to masz tylko tą swoją nędzną, nudną chemię.

- Nie chce jej stracić... - Westchnęła nie będąc pewna czy rada którą zaproponowała Star jest dobra - Mimo wszystko chce dla mnie jak najlepiej. 

- Zrób co uważasz za lepsze dla ciebie i nie bierz pod uwagę nikogo innego, to nieistotne elementy - Powiedziała będąc zadowoloną ze swoich prób, wyglądało na to że Sinister nie jest już taka pewna swojej drogi a to pierwszy krok by z niej zboczyć. - Ale na dzisiaj mam dosyć twojej szlachetności, do pojutrza bo wydaje mi się że jutro nie będziesz miała dla mnie czasu. Najpierw White a potem ta Crimson... - Ostatnie słowo wypowiedziała ziewając po czym rozpłynęła się w powietrzu.

 

Dalsza cześć jej drogi przebiegała spokojnie, na szczęście nie napotkała żadnego gwardzisty który zadawałby pytania na które musiałaby kłamać. Po około godzinie spokojnego spaceru dotarła do domu i jedyne co chciała zrobić to od razu położyć się do łóżka by zasnąć. Nie mogła jednak tego zrobić, klamoty które trzymała na półkach zawierały jej czarną magię co mogłoby stanowić problem przy nieprzewidzianej wizycie stróżów prawa Crystal. Pierścionki, monety czy pióra, to wszystko musiało zniknąć ale nie musiała tego zakopywać czy wrzucać do rzeki. Sinister znała zaklęcie które sprawiało że drobne rzeczy po prostu znikają, nie wiedziała dokąd trafiają ale wystarczająco daleko by pozbyć się ich na dobre.

 

White

- Jednodniowa sława - Powiedziała cicho do siebie rozglądając się na peronie. Niby to był dobry początek ale jej zdaniem nie był tego warty zważając na potencjalne niebezpieczeństwo jakie na siebie ściągnęła. Teraz żałowała że nie przestawiła się kapłanowi co mogłoby spowodować że w codziennym obwieszczeniu zostanie wspomniane jej imię. Nagle poczuła lekkie szturchnięcie i pierwsze co pomyślała że znowu jakiś złodziej próbuje szczęścia przy kradzieży. Tak jednak nie było bo ogier nie uciekał. 

- Nic nie szkodzi - Odezwała się i pobiegła na pociąg by nie odjechał zanim do niego wsiądzie. Gdy była już w środku wyjęła bilet i sprawdzając które miejsce zarezerwowała usiadła w trzecim wagonie przy oknie. Teraz gdy nie musiała się śpieszyć  profilaktycznie obejrzała swoją sierść i grzywę czy przypadkiem nie znajduje się na niej coś co nie powinno. Była na to mała szansa ale coś tu chyba było nie w porządku że ostatnio tyle osób się o nią ociera czy szturcha. 

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Pociąg

Wagon, który zajęła White, był w pewnym stopniu wypełniony pasażerami. Gdzieś przy drzwiach, siedziało dwóch ogierów w średnim wieku, rozmawiających o biznesie i jak to rządy Crystal wpływają na finanse. W innym miejscu, siedziała samotna matka z dwójką źrebaków. Mały ogierek dokuczał klaczce, ciągnąc ją za grzywę, na co ta się wyraźnie skarżyła. Klacz, próbowała bezsilnie uspokoić oba źrebaki. Poza tym, siedziała tu jakaś grupa kucyków, żywiołowo rozmawiając. Patrząc na liczne walizki, musiała to być jakaś wycieczka przyjaciół. Nagle drzwi wagonu się otworzyły, a do środka weszła niepozorna klacz. Fizycznie wyglądała na bardzo kruchą i była prawie o głowę niższa od White. Sierść klaczy, była cała czerwona niczym krew, a grzywa i ogon w barwach brązu. Pod pachą niosła najwyraźniej dzisiejszą gazetę. Rozejrzała się ze zmarszczonymi brwiami po wagonie i nagle spojrzała na wolne miejsce obok White. Nic nie mówiąc, klacz usiadła obok niej, a potem rozwinęła gazetę czytając artykuły.

 

Na jednej ze stron, było zdjęcie Sinister, z nagłówkiem poszukiwana. Artykuł mówił o tym jak jest niebezpieczna i żeby się do niej nie zbliżać. Inny mówił o masakrze w Crystal Empire i poszukiwaniach psychopaty, który porwał niewinne źrebaki. Większość jednak tekstów, opierała się na największym wydarzeniu. Mianowicie walkach w Las Pegazus, na których miała się pojawić, miłosierna władczyni. Artykuł pełen był opisów przygotowań do uroczystości jak i opisów ekscytacji mieszkańców, którzy będą mogli w końcu być może, poznać ich ukochaną cesarzową. W miarę jak pociąg się poruszał, klacz dalej nie reagowała, przewracając kolejne strony gazety. Co jakiś czas jednak, można było dostrzec, że kąt oka kieruje w kierunku White. Jednak równie dobrze, mogła to być paranoja, w końcu klacz siedziała koło okna, więc nieznajomy kucyk, może chciał tylko czasem spojrzeć na interesujący go widok za oknem.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

     - Ja nie jestem kucykiem, nie muszę robić tak trywialnych rzeczy. Nigdy więcej o tym ci nie przypomnę - powiedziała Mask, a ostatnie zdanie wręcz wysyczała, jednak nie ruszyła za ogierem zostając z Haze w jednym pokoju. Spoglądając na nią, trącając jej policzek swoim nosem. Wymieniły się spojrzeniami, a klaczka próbowała się odwrócić, jednak nie była wstanie...

     - Przepraszam - wyszeptała...

***

     - Wybacz ale denerwuje mnie takie podejście. - Kręciła głową. - Magia to ciężka sztuka ale nie można nazywać jej czarną choćby pochodziła od samej Sharr - powiedziała siadając na jednym ze stołków przy stole... Zastanawiając się co powinna zjeść na śniadanie, a miała całkiem szerokie pole do wyboru. - Owies z mlekiem i kanapka z żonkilem to dobre śniadanie, nie uważasz? - zapytała, spoglądając na niego... Skoro sam się zaproponował że zrobi.

Edytowano przez Hoffner

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Night Tale

Słysząc syk, Qualm Mask, ogier nic nie odpowiedział. Już dobrze rozumiał jej gniew i zachowanie, w końcu Haze sporo mu wyjaśniła. Winiła się najpewniej za to co się działo, choć nie chciała się temu przyznać. Dlatego była gotowa zaatakować Crystal, mimo, że nic o niej nie wiedziała. Nie był jednak pewny, za co ją uznawać jeśli nie za kucyka, w pewnym sensie. Z drugiej strony, podmieńce do pewnego stopnia i hipogryfy też przypominały w niewielkim stopniu kucyki, ale w bardzo niewielkim jednak. Qualm Mask w obecnej postaci, bardziej przypominała kucyka, ale nie było tajemnicą czemu przybrała taką postać. Zaraz jednak zwrócił uwagę na Dancing of the Fate, której minął niedawny wybuch.

 

- Rozumiem - mruknął, lekko się uśmiechając. - W czasie rytuału, można poczuć magię Crystal - lekko westchnął. - Jest odległa, dziwna i tak niezwykła. Niepodobna do niczego co znam. Ty jednak lepiej się na tym znasz niż ja zapewne - przypomniał sobie, to co mówiła wczoraj Haze o Dancig of the Fate i jej znajomości magii. - Sama stwierdzisz, co myśleć gdy to poczujesz - znów się uśmiechnął, dalej przygotowując jedzenie. Niedługo potem, przyniósł dla klaczy miskę z mlekiem i owsem, a obok położył kanapkę z żonkilem. Sam Night Tale, wybrał sobie na śniadanie tylko kilka jabłek. - Zdecydowanie uważam - odpowiedział klaczy, uśmiechając się przy tym. - Każde śniadanie, gdzie nie muszę pokazywać zdolności kulinarnych na wysokim poziomie, jest dobre

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

White

Nie interesowały ją rozmowy o biznesach i jak to dekrety Crystal na nie wpływają, nie zwracała nawet uwagi na samotną matkę z dwójką rozrabiających źrebaków ani na żywiołowo gadające towarzystwo wokół niej. Jej ciekawość jednak wzbudziła ta krucha klacz która dosiadła się obok niej, wyglądała na słabą i niewinną ale miała świadomość że to może być tylko złudzenie. Podmieńce chyba mogły być czym tylko zachciały i wtapiając się w tłum atakowały z zaskoczenia, niestety musiała to zaakceptować i liczyć na wyuczony odruch gdy poczuje się zagrożona. Nie każe się przecież przesiąść temu kucykowi tylko dlatego że czuje się niekomfortowo jednak bała się że wyciągnie broń na niewinną osobę i zwróci to uwagę gwardii co stworzy pewne problemy. Zmienili się. Za czasów Celestii byli bardziej wyrozumiali i nie zamykali w dyby z byle powodu, na przykład gdy ktoś wyrazi sprzeciw podczas egzekucji buntowników. Spojrzała na nagłówek artykułu o Sinister. 

Ona nie była niebezpieczna... Bardziej pasowało by słowo "uczulona" na pewne zachowania jak na przykład gdy ktoś wyciąga w jej kierunku broń czy zachowuje się w stosunku do niej jakby stanowiła zagrożenie - Pomyślała jednocześnie czytając tekst o walkach gladiatorów i niespodziewanym fakcie że Crystal we własnej osobie ma się na nich pojawić. To coś nowego, jak dotąd się ukrywała i prawie nikt jej nie widział. Dlaczego jednak chce się ujawnić w czasie takiej wątpliwej uroczystości? Nie lepiej by było gdyby zrobiła to podczas jakiejś ważnej ceremonii? Na przykład w najdłuższym dniu w roku podczas letniego święta słońca, pokazać że Celestii już nie ma i to ONA wznosi tarczę słońca. O wiele bardziej pasowałoby to do wizerunku jaki tworzy propaganda, miłościwej dobrej władczyni dbającej o poddanych.

 

Po około godzinie drogi pociąg zatrzymał się w Ponyville i White z ulgą wysiadła z wagonu, powstrzymała się jednak z chęcią galopu wprost do domu Sinister by zobaczyć co u niej ponieważ chciała sprawdzić coś jeszcze. Odwróciła się i patrzyła na innych pasażerów usiłując zobaczyć czy ta krucha klacz również opuściła środek lokomocji na tym samym przystanku co ona.

 

Sinister Spell

Drugie miejsce - mruknęła rozczarowana. - Pierwsze otrzymała ta katastrofa lotnicza. Nie rozumiem tego bo od kiedy latające okręty są straszniejsze od czarnej magii? - Zwróciła się do kruka który tylko przekrzywił głowę, chyba nie miał pojęcia o czym mówiła. Spojrzała na wizerunek klaczy ukazany na ekranie a potem skierowała swój wzrok na lustro. - Hmm, nie poznaje siebie, czyżby wasz portret pamięciowy został stworzony przez ogiera bądź klacz z ostrym przypadkiem daltonizmu? Jeśli tak założyłabym się że ta osoba dostała tą pracę dzięki wysoko położonemu wujkowi... - Teraz dotarło do niej że jest głodna, w końcu wczoraj miała kupić coś na kolacje i na dzisiejszy obiad ale magia Crystal zawarta w berle skutecznie to pokrzyżowała te plany. Mając jednak nadzieje przetrząsnęła wszystkie szafki w poszukiwaniu ostatniej marchewki, ananasa czy chociażby paru żonkili. Niestety jej próby okazały się bezskuteczne. Szybko założyła torby pakując do nich dwa mieszki zawierające grudki złota z drewnianej szkatułki na wszelki wypadek jakby nie miała okazji wrócić do domu. Zamknęła za sobą drzwi przekręcając klucz dwa razy i napisała White wiadomość zawierającą informacje że znajdzie ją w Ponyville na straganach z żywnością albo w pobliżu rynku. 

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Peron Ponyville

Kolejne kucyki, opuszczały pociąg, również te, które White mogła zobaczyć wcześniej w swoim wagonie. Nie było tam jednak nadal widać klaczy, która siedziała obok niej. Może już wyszła lub tak wmieszała się w tłum, że nie sposób było ją zobaczyć. Nic jednak nie wskazywało, by miało stać się coś złego. Kolejne kucyki mijały White, nie zwracając na nią uwagi, będąc zajętymi własnymi sprawami. Sytuacja jednak po niedługiej chwili, uległa zmianie. White mogła poczuć, jak coś delikatnie kłuje ją w bok. Gdy tylko zwróciła tam wzrok, ujrzała klacz jednorożca. Nie była to jednak ta sama, która wcześniej koło niej siedziała. Była przeciętnej postury o purpurowej sierści i seledynowej grzywie. Nawet nie patrzyła na White, tylko gdzieś w przestrzeń, uśmiechając się jak na kucyka przystało. Klacz mogła spostrzec, niewielki niepozorny kolec, wystający z kopyta jednorożca, który stał obok niej. Nie wyglądało to na niebezpieczną broń, ale pewne rzeczy dziwiły. Kolec był tak niewielki, że tylko White z bliskiej odległości mogła go zobaczyć podczas gdy inne kucyki go nie dostrzegały. Ponadto, wydawało się, że jest połączony z kopytem klaczy, a nie przez nią trzymany. Z kolca opadła niewielka fioletowa ciecz. Wszystko wskazywało, że jest zatruty.

- Zachowuj się naturalnie i idź przed siebie i nie rób nic głupiego, bo będziesz martwa - mruknęła klacz w kierunku White. - Powiem Ci gdzie się zatrzymamy po drodze - na chwile, White mogła zobaczyć jak oczy klaczy zmieniają barwę na pełny błękit, nim znów stały się różowe.

 

Ponyville

Idąc prze miasteczko, Sinister mogła zobaczyć, że wszędzie gwardia jest bardziej pobudzona niż zazwyczaj. Zaczepiali przypadkowe kucyki, pokazując im jej zdjęcie i pytając, czy jej nie widzieli mówiąc przy okazji mówiąc jak jest niebezpieczna i gotowa zabić każdego kto na nią choćby spojrzy. Gwardzistów było nawet więcej na ulicach niż zwykle, a na ścianach widniały plakaty z napisem poszukiwana. Kucyki też wyglądały na wyjątkowe zmartwione, myślą, że po miasteczku kręci się niebezpieczna klacz, mogąca stwarzać dla wszystkich zagrożenie. Nie było też żadnych śladów i graffiti od Crimson Burn. Ta jednak, równie dobrze mogła wypoczywać po intensywnym wczorajszym dniu i po prostu gdzieś spała, czekając na umówione spotkanie.

Edytowano przez Magus

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

 Dlaczego, oh dlaczego te głupie, agresywne podkucyki, które zasługują na śmierć, nie kochają nas? 

- East, wpadłabyś może na herbatkę przed pracą? - zagadnęła Mason. 

- Czemu nie.

 Po zakończeniu apelu obie klacze ruszyły kłusem w stronę zewnętrznych dzielnic. Większa klacz zatrzymała się przed drzwiami i zaczęła chaotycznie grzebać w swojej torbie. W końcu znalazła kluczyki i otworzyła drzwi do niewielkiego mieszkania.

- Damy przodem - ukłoniła się żartobliwie i przepuściła Eastwind. 

 Istnieje wiele czerwonych flag, które mogą ostrzec gości, że z ich gospodarzem jest coś nie tak. W tym przypadku 'czerwona flaga' była dosłownym sztandarem zawieszonym koło wieszaka na okrycie wierzchnie. 

- To ironiczne - mówiła Mason wiele razy, nawet, jeśli nikt jej nie wierzył. 

 Granatowa klacz wystawiła na gaz przestarzały czajniczek i od razu przeszła do rzeczy. 

- Te igrzyska to całkiem fajna okazja, żeby się wysadzić. 

 Nastała niekomfortowa cisza. 

- Niiiieee. Nie. Nie zgadzam się. Nie.  

- Ale słuchaj, Crystal tam będzie, okazja się może nie powtórzyć... 

- Masz tylko jedno życie, i nie pozwolę ci go od tak zakończyć! Crystal nie zając, nie ucieknie. Poza tym, jak to niby zamierzasz zrobić? Myślisz, że nie będzie kontroli? 

- Może zapomniałaś, ale specjalnie po to mamy te tunele... 

- Tak, a potem pójdziesz na pieszo przez lodową tundrę do Las Pegasus. I dlatego to JA robię plany, nie ty.

 Mason wyglądała na urażoną. Zgasiła milcząco czajnik i zalała wrzątkiem mocną herbatę. 

- A więc co TY, pani "ja planuję a ty nie", zamierzasz robić? Wiesz, celem tajnego stowarzyszenia nie powinno być samo bycie tajnym. Jak zamierzacie zrobić cokolwiek, jeśli uważacie, że opuszczanie miasta z bronią to zbyt duże ryzyko?

 Eastwind zamyśliła się, wpatrując się w filiżankę w kwiatki. Trzymała się tego, że plan Mason był nie do zrealizowania - nawet, gdyby uniknęła przeszukiwań gwardzistów, nie ma mowy, żeby wpuścili ją z bronią na arenę - chyba, że w roli walczącego. A nawet, jeśliby się tam znalazła - czy mogłaby tak po prostu dźgnąć cesarzową Equestrii? Nie. Będzie tam mnóstwo gwardii, oddziałów śmierci, a Crystal będzie pewnie nosić pełną zbroję. A jednak - Mason zadała dobre pytania. Co zrobić, jak nie to? Czekać, aż Crystal sama podstawi się pod jej pyszczek? Do tego nie trzeba szpiegów, akt, spryskiwaczy czyszczących pamięć, pakowania źrebiąt pod nogi oddziałów śmierci... 

- A mówiłam ci już o tym włamaniu? 

- Tak. 

- Sprawdź, czy drzwi są zamknięte. 

 Granatowa klacz ziemska wydała odgłos irytacji, ale sprawdziła zamknięcie drzwi. 

- Na siedem kłódek, tak jak lubisz. 

 Eastwind szczerze się uśmiechnęła i poklepała klacz delikatnie po plecach. Pociągnęła jeszcze łyk herbaty i opowiedziała jej wszystko o porannym spotkaniu z włamywaczem. 

- No i nie wiem, gdzie on teraz jest, ani co dokładnie ukradł. Ale to musiało być coś ważnego, skoro strażnicy tak wariują. 

- Ja bym wzięła. 

- Ty to byś wszystko wzięła - zaśmiała się. 

 Black Mason kiwnęła tylko głową. 

- Słuchaj, jeśli chcesz iść na te igrzyska - idź. Może zdobędziesz jakieś ciekawe informacje. Wydarzenie wydaje się dość... dziwne, podejrzane. Nie wiadomo, po co Crystal się tam wybiera osobiście. Nie próbuj tylko dźgać słońca motyką, dobrze? 

- Porywać się z motyką na słońce. 

- Dobrze? 

- Eh, okej.

- Ja postaram się pogadać z Greenem i nie dać się zamknąć. 

- Ha! Jakby kogokolwiek jeszcze zamykał w więzieniu zamiast biczować! 

- Zgadzam się, upadek trzeciej władzy w naszym kraju to bardzo poważna sprawa. 

 Z poważną miną siorbnęła herbatę. 

- A nie spróbujecie go ostrzec? 

- Kogo, włamywacza? Przecież wszystko było w ogłoszeniach. Nie jest głupi, połapie się. Zrobił co zrobił. Wiedział, jakie będą konsekwencje. Jego sprawa, nie moja. On mnie o pomoc nie prosił, tylko o ciszę. Kropka. 

 Eastwind dokończyła herbatę i odstawiła filiżankę na stół. Spojrzała na zegar wiszący na ścianie.

- Muszę już iść. Praca czeka. 

- Żegnajcie, towarzyszko - z udawanym akcentem rzekła Mason. 

- Żegnaj. Miłego dnia. 

 Klacz wyszła z budynku, zostawiając przyjaciółkę za sobą. Jej kroki były szybkie, ale nie biegła. Po co miałaby biec? Co prawda do pracy był kawałek drogi, ale według obliczeń, Eastwind powinna zdążyć na czas.

 Dobrze, nie powinniśmy czekać, aż Crystal podstawi się nam pod pyszczki. Ale w takim razie co? Mamy wszyscy jechać do Canterlotu pociągiem z Kryształowy Sercem? Zrobić rewolucję i czekać, aż Crystal przyjdzie ją stłamsić? I to zakładając, że nie wyśle po prostu oddziałów śmierci. Przydałoby się dać jej jakiś powód, żeby przyszła osobiście.

 Czy oddziały zawsze noszą maski przeciwgazowe? Czy są odporne na ogień? Bo ten nasz amnestyk jest niby bardzo łatwopalny. Czy zrobienie miotacza ognia ze spryskiwacza do wody to dobry pomysł? Przydałoby się zapytać tego... 

 - Ał! Kto tu postawił ten słup?

 Może zostawię sobie te pytania na wieczór. 

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Crystal Empire

Nastroje w królestwie, mogły przywodzić na myśl beczkę z prochem. Wystarczyłaby iskra żeby wszyscy wokół wpadli w panikę. Nie było w tym nic dziwnego, w końcu wszyscy sądzili, że po ulicach kręci się groźny psychopata. Nikt jednak nie wiedział czego do końca się spodziewać. Nikt w końcu nie widział jak włamywacz wygląda. Co niektórzy starali się wykorzystać obecną sytuacje. Chociażby co niektóre ogiery, chcące dać pokaz swojej męskości i mówiące co niektórym klaczą jak to je obronią przed mordercą. Najbardziej utrudnione zadanie mieli gwardziści, bo nawet nie wiedzieli kogo dokładnie mieli szukać. Zaczepiali przypadkowe kucyki każąc im opróżnić rzeczy z toreb, czy worków. Czasem ktoś nie chciał wykonać rozkazu, tak jak ogier, który stanął w obronie zapewne swojej żony, mówiąc, że nic nie ma w jej torebce. Wściekły gwardzista, uderzył go obuchem włóczni i zaczął ciągnąć go nieprzytomnego po ziemi. Gdy klacz zaczęła płakać żeby go zostawili też została uderzona i nieprzytomna zabrana. Nie było tajemnicą, że na oboje czekają dyby. Niektórzy gwardziści nie widzieli sensu w poszukiwaniach, mówiąc do siebie na głos, że najpewniej napastnik uciekł już z królestwa. Pozostawało jedno pytanie. A mianowicie, jak? Skoro wyjścia były obstawione, tak, że nawet mysz nie byłaby w stanie się przecisnąć

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

- Dobra, wiara. Mamy co chcieliśmy. A nawet więcej niż się spodziewałem. Zostawiamy te pogięte puszki na drodze. Niech będą przestrogą dla tych przeklętych rojalistów. Skoro wszyscy mamy już ładunek, na grzbietach oraz pamiątkę - spojrzał na zdobyty kryształ ze zbroi oficera który schował do torby - To wracamy do wioski. Dzięki temu będziemy mogli myśleć nieco poważniej o przeciwstawieniu się władzy tej całej...Crystal, czy jak jej tam do czorta jest. Terens, weź połowę naszych i idziecie bliżej południa. Lucius, bierzemy resztę i ruszamy bliżej północy. Zachowujemy odstępy i unikamy patroli przeciwnika
Wszyscy kiwnęli głowami i już po chwili, na drodze zostały tylko stare pancerze oraz zniszczony wóz. I rzecz jasna przerobiony napis z tej dziwacznej, czarnej mazi. A pretoriania, wraz ze swymi przywódcami, spokojnie wracali do swojej małej ojczyzny

 

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

White

Tak bardzo uważnie przyglądała się kucykom opuszczającym wagony pociągu że zapomniała obserwować otoczenie, nic dziwnego więc że w momencie gdy coś ukłuło ją w bok wyraźnie podskoczyła i postawiła uszy na sztorc. Szybko obróciła głowę w kierunku zagrożenia i spostrzegła małą broń na końcu kopyta klaczy, ten kolec był zbyt niepozorny by zadać śmiertelne rany ale substancja która z niego kapała na pewno miała możliwości by spowodować śmierć. Przez chwilę zastanawiała się czy popełniła błąd poświęcając całą uwagę na jednej rzeczy i czy mogła w jakiś sposób zapobiec tej sytuacji ale pokręciła głową. Nie miała szans, żaden kucyk nie byłby na tyle uważny by być na to przygotowanym. Chcąc nie chcąc musiała zagrać w grę na zasadach osoby której dała się podejść.  

- Porażka boli cie w serduszko? - Powiedziała z fałszywym współczuciem patrząc przed siebie. Zwlekała z wykonaniem polecenia chcąc pokazać że się nie boi, sprawić złudzenie że posiada jakiegoś asa w rękawie dzięki któremu może wyjść z tej sytuacji obronną ręką. Była niemal pewna że nie mają zamiaru od razu zabijać jednorożca który ich ośmieszył, w innym przypadku trucizna już dawno krążyłaby w jej żyłach. - Wedle twojego życzenia kucyku - Odpowiedziała na żądanie klaczy i dopiero teraz ruszyła naprzód idąc normalnym tempem.

 

Sinister

Wetknęłam kij w mrowisko. Stwierdziła w myślach rozglądając się wokół i patrząc na to co dzieje się w Ponyville. Bolało ją to co rozpowiadali gwardziści ponieważ nie było żadnego dowodu na to że jest niebezpieczna i żądna krwi. Może poza faktem że "samodzielnie" uczyła się czarnej magii ale nie był to na tyle mocny powód by przechylił szalę. Miała szansę próbować kogoś zabić w tej świątyni jednak nie zrobiła tego wybierając w miarę pokojową ucieczkę co bardziej pasowało do kogoś kto chce po prostu żyć swoim życiem i mieć święty spokój od innych. Westchnęła kierując swoje kroki w kierunku kawiarni z zamiarem zjedzenia jakiegoś ciastka na pusty żołądek i napicia się kawy albo wina. Gdy była w środku rozejrzała się za wolnym stolikiem bez rezerwacji i czekając na kelnera przeglądała menu. 

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Okoliczne wsie

Podobnie jak wcześniej przed atakiem stonki, nie było widać w okolicy gwardzistów. Tym jednak razem, nic nie sugerowało, że zbliżała się kolejna fala owadów. Przynajmniej droga powrotna wydawała się bezpieczniejsza. Najwyraźniej, gwardziści, nie usłyszeli dochodzącej walki, więc nikt nie poszedł tego sprawdzić. Najpewniej powóz zostanie znaleziony nad ranem. W międzyczasie, ciemną do tej pory okolice, rozświetliły liczne światła. Szybko stało się jasne, co robiła aktualnie większość gwardii. Musiało trwać, masowe spalanie ciał robactwa i wszystkiego po walce. Zapewne dlatego, gwardziści nie usłyszeli okolicznych odgłosów walki.

 

Podmieniec

- Jesteś zabawna - zachichotał podmieniec, nie zatrzymując się. "Towarzyszka" White, odzywała się niezwykle cicho, tak by nikt nie słyszał. Zwłaszcza unikała mówienia, gdy było zbyt wiele kucyków. - Chcieliśmy coś sprawdzić, a ty to zepsułaś - mówiła głosem takim sam jak kucyk. - Tamten podmieniec i tak miał zginąć, ale to nie ważne - mruknęła, prowadząc klacz poza peron. Ponownie zamilkła, gdy ją prowadziła przez ruchliwe części miasteczka. Nie odsuwała się jednak od White. Co jakiś czas dotykała ją lekko kolcem, by dać jej do zrozumienia, żeby nie robiła nic głupiego. Zwłaszcza tak było, gdy mijały okolicznych gwardzistów, pokazujących listy gończe, na których była Sinister. Dopiero gdy przestało być tłoczno, znów podmieniec otworzył usta. - Zupełnie was nie rozumiem. Powinniście nienawidzić Crystal, a ty chronisz jej ludzi? - zmarszczyła lekko brwi, patrząc, czy nikogo nie ma. Nagle bardzo szybkim ruchem kopyta, podmieniec przycisnął White do ściany, lekko ją przyduszając i patrząc w oczy. Zbliżyła pysk do jej ucha, a kolec nadal trzymała przy jej ciele, wolnym kopytem. - Wyobraź sobie, jak to będzie, gdy nasza królowa zdobędzie całą jej moc dla siebie. Nic nie zmieniłaś, a Crystal nam się niedługo sama wystawi - zaraz potem, lekko się odsunęła, uwalniając szyje White i znów dotykając ją tylko kolcem w bok. - No na co czekasz? Właź tam - wskazała głową, na okoliczny pusty zaułek.

 

Restauracja

Wewnątrz restauracji panował całkiem spory ruch i nie było dziwne, że większość klientów to były jednorożce. Dawniej w Ponyville, nie było to tak powszechne, jednak teraz trwał rytuał i co niektórzy musieli się najeść. Zapewne część z nich znów nie zdążyła na czas i pozostanie im jeszcze zaczekać. Kelnerzy byli trochę zabiegani, zbierając i podając zamówienia. Nie mówiąc, że musieli wynosić brudne naczynia. Mimo wszystko, kamuflaż Sinister się sprawdzał, bo nikt jej najwyraźniej nie rozpoznał. Dopiero po pewnej chwili, kelner zwrócił uwagę na nią, idąc po jej zamówienie. Niedaleko słychać było niektóre rozmowy i można było usłyszeć, że dotyczyły bezpośrednio Sinister.

 

- Widzieliście te poszukiwaną? - mruknął jakiś ogier.

- Wydaje mi się, że w ogóle nie powinna wchodzić na rytuał - szepnęła klacz. - Naprawdę dziwie się, że gwardziści jej nie zatrzymali za sam wygląd. Kapłani czasem są zbyt litościwi, że pozwalają jednorożcom o takim wyglądzie wejść do środka

- Tak zdecydowanie, to ja wyglądała było obrazą dla każdego dumnego jednorożca. Bardziej by pasowała na kucyka ziemskiego. Poza tym to tylko krucha klacz z niższych sfer, jaka ona może być groźna? - spytał inny ogier, na co cała trójka zaczęła rechotać.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Grupa pod dowództwem Eryka, zwalniała co jakiś czas, obserwując łuny i dym. 
- Bogowie... - Lucius pokiwał głową - Ulitujcie się nad tymi biednymi duszami którzy zginęli w walce z cholernymi owadami. Rzecz jasna jeśli chodzi o naszych

Pretorianie zaśmiali się
- Spokój panowie. Gwardziści martwią się tylko o to, żeby dobrze na tym wyjść. Nawet bym się nie zdziwił, gdyby ta cesarzowa wysłała na nas te stonki. Ale przynajmniej nasi ziomkowie trochę nauczyli się walki czy dyscypliny. A to nam się bardzo przyda.

- Jaki będzie nasz następny cel? 
- Póki co...odpoczniemy trochę. Niech nasi Frumentari nadal mają oczy i uszy szeroko otwarte.

- Ta jest!
Im bliżej wioski, tym bardziej buntownicy rozdzielali się żeby wzbudzać jak najmniej podejrzeń, po czym wszyscy członkowie wrócili ukratkiem do domów

 

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

White

Sytuacja w której się znalazła nie wyglądała dobrze jednak nie beznadziejnie, nadal mogła używać magii ale potrzebowała czasu na rzucenie zaklęcia zanim zostanie ukłuta tym kolcem. Zastanawiała się jak zdobędzie tą drogocenną chwilę i doszła do wniosku że przydało by się coś co odwróci jej uwagę ale nie wydawało się to łatwe do wykonania. 

- Za szybko to stwierdziłaś, moja siostra uważa że jestem nudna z tą całą nauką magii - Powiedziała zastanawiając się co u niej jednak do White szybko dotarło że aktualnie ma poważniejsze problemy. Ten kolec... Ma za zadanie przebić tylko skórę więc w starciu z czymś nieco wytrzymalszym powinien się złamać. Spojrzała na swoje kopyta i wysokie metalowe podkowy, wyglądały na takie że powinny podołać temu zadaniu jednak w jaki sposób znajdzie się w pozycji by wyprowadzić cios? Nagle  poczuła że jest podduszana i przyciskana do ściany, miała ogromną ochotę by ją uderzyć i bronić się ale to nie był odpowiedni moment. 

- Wybacz, nie mam w zwyczaju wyobrażać sobie rzeczy które są krótko mówiąc mało prawdopodobne... Może jak pójdę spać to mi się przyśni - Po tych słowach dziarsko ruszyła w kierunku pustego zaułka jednak po paru krokach potknęła się prawym kopytem i upadła na ziemie. - Niezdara ze mnie - Stwierdziła krótko z krzywym uśmiechem jednak zamiast się podnieść przewróciła się bardziej na bok i zgięła lewą tylną nogę z zamiarem kopnięcia podmieńca w brzuch. Była wyższa od swojego przeciwnika więc miała dłuższe kopyta i chciała wykorzystać ten fakt.

 

Sinister

Zerknęła w kierunku towarzystwa rozmawiającej o niej ale szybko zwróciła uwagę na kelnera który przyszedł po jej zamówienie.

- Dzień dobry, poproszę  kawałek ciasta czekoladowego i kieliszek słodkiego czerwonego wina - Powiedziała zastanawiając się jaki numer może wyciąć tej trójce, wahała się między nauczeniem ich dobrych manier lub obdarcia ich z godności. Obie wizje były kuszące i Sinister nie mogła się zdecydować. Miała nadzieje że dopiero co tu przyszli i nie wyjdą zanim zdąży przygotować zaklęcia. 

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Dobra, Hettman to możesz zacząć nowy dzień, chyba, że chcesz coś jeszcze napisać w tym. Jeśli zaczniesz nowy możesz zwrócić uwagę na obwieszczenie, które go zaczęło.

 

Podmieniec

Słysząc brak wiary w siłę i możliwości władczyni podmieńców, "towarzyszka" White, niemal, nie ukrywała wściekłości. Chyba ledwo się powstrzymała, by głośno nie syknąć w jej kierunku. Ostatecznie zmarszczyła tylko brwi nic nie mówiąc. Wiedziała w końcu, że jeszcze to wszystko odszczeka, o ile rzecz jasna przeżyje dzisiejszy dzień. Zaraz jednak, podmieniec ponownie się zirytowała, widząc nieporadność klaczy. Naprawdę kucyki były żałosne. Dziwne, że jeszcze sama nie nabiła się na kolec przy jej boku. Uniosła kopyto, by złapać White za kark i podnieść na równe kopyta, przeklinając przy tym pod nosem. Stało się jednak coś, czego nie przewidziała. Nim zdołała złapać White, ta się nagle odsunęła i kopnęła ją w brzuch. Podmieniec głośno syknęła, wpadając w okoliczne kartony, ale szybko doszła do siebie, stając na równe kopyta. Przy okazji przestała udawać, pokazując swoją prawdziwą postać podmieńca. Nie różniła się niczym od reszty z nich. Syknęła głośno w kierunku White, pokazując przy tym długi cienki język i duże kły. Nim jednak podmieniec zaatakowała klacz, nagle z zaułka doszedł twardy męski, ale jakby znajomy głos.

 

- Toxic Snare, starczy - dwie skrzynie w zaułku, otoczyły się zielonym światłem i zamiast nich, pojawiły się nagle kucyki, które White mogła zapamiętać. Pierwszym z nich, był duży ogier, który wpadł na nią na peronie. Drugim była klacz, która siedziała obok niej w pociągu. - Miło znowu cię widzieć - uśmiechnął się ogier, ponownie zmieniając postać. Nagle White, mogła ujrzeć masywnego podmieńca. Był ze dwa razy większy niż ten, który na nią syczał. Widać było na nim naturalny pancerz, w barwie ciemnego błękitu. Nie było złudzeń, to był wojownik z gniazda. Zaraz po nim, postać zmieniła klacz, na szczęście gabarytami przypominając pierwszego podmieńca. - Muszę przyznać, że wyglądasz apetycznie - oblizał się lekko duży podmieniec, gdy dwa kolejne stanęły na przód niego. - Sądzę, że nim zabierzemy cię do gniazda, najpierw my się na tobie pożywimy. Sama wiesz, jesteś to winna Toxic Snare, za te kopnięcie i popsucie ataku jej bliskiej przyjaciółki

 

- Już nie mogę się doczekać - oblizała się, ta, która wcześniej prowadziła White. Teraz ona jak i drugi podmieniec, szły bezpośrednio na nią, gdy ten duży stał spokojnie z tyłu, patrząc na całą sytuacje z rozbawieniem.

 

Restauracja

Ogier przyjmujący zamówienie, zanotował słowa Sinister. Zaraz potem lekko się uśmiechnął skinął głową i odszedł w kierunku kuchni. W międzyczasie, kucyki, które tak żywiołowo mówiły o wczorajszym występie Sinister, jeszcze nic nie jadły. Ich stolik był bez jedzenia, co wskazywało, że właśnie skończyli posiłek lub nadal czekali. Nagle jednak, jeden z kelnerów zaczął nieść w ich kierunku za pomocą lewitacji zamówienie. Taca składała się ze szklanek z chłodnym sokiem jabłkowym i potraw w postaci sałatek jak i apetycznego ciasta na deser.

 

- Najwyższy czas - mruknął z niezadowoleniem ogier, który do niedawna nabijał się z Sinister.

- Musi nam pan wybaczyć. Mamy dziś straszny ruch, z powodu...

- Tylko tłumaczenia - skrzywił się, przerywając kucykowi. - Jeśli nie dajesz rady, zmień pracę, oj wybacz, nie możesz, bo takie beztalencia magiczne nic nie osiągają - wszyscy troje, parsknęli śmiechem, gdy kelner odszedł. Po około dziesięciu minutach, przyszedł kelner z zamówieniem dla Sinister.

- Proszę wybaczyć, że tak długo, mamy dziś wielu gości - mruknął, kładąc jej posiłek na stole.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

White

Odetchnęła z ulga widząc że jej plan zadziałał, co prawda klacz miała się całkiem dobrze po tym kopnięciu ale przynajmniej nie jest na tyle blisko by z tym swoim kolcem stanowić zagrożenie. Szybko podniosła się na wszystkie cztery kopyta i nagle usłyszała znajomy głos dobiegający z naprzeciwka. Spojrzała w tym kierunku i jej oczom ukazał się znajomy ogier oraz jednorożec siedzący obok niej w pociągu. ,,A jednak przeczucie mnie nie myliło", pomyślała White wyciągając z pokrowca obydwie swoje bronie i jednocześnie cofając się parę kroków do tyłu by zwiększyć odległość od przeciwników. 

- Chciałabym powiedzieć to samo ale niestety nie mogę, nie cierpię waszej rasy od mniej więcej ataku na Canterlot - Powiedziała czując się nieco bardziej komfortowo niż chwilę temu. ''Dwa drony i jeden wojownik, mogło być gorzej ale pytanie czy w niektórych kartonach nie ma ich więcej", rozglądała się przez chwilę na boki ale potem jej wzrok utkwił w ogierze. - Zabierzecie mnie do gniazda ale tylko jeśli dacie radę, nigdy nie sprzedałam swojej skóry tanio i teraz nie będzie inaczej - Lewitacją przeniosła jeden metalowy pręt na swoją prawą stronę i trzymała go przed sobą szpikulcem obróconym w stronę przeciwnika, drugi natomiast zaczęła wprowadzać w ruch obrotowy i z każdą sekundą coraz bardziej sprawiał wrażenie śmigła samolotu. - Zapraszam.

 

Sinister

Obserwowała tłumaczącego się kelnera przy stoliku szyderczego towarzystwa. Jeszcze trochę i postaram się żeby gwardziści was z stąd zaprowadzili i zakuli w dyby, może to obniży waszą ocenę osobistą do akceptowalnego poziomu", po tej myśli udała się do toalety jednak zamiast używać jej zgodnie z przeznaczeniem wyciągnęła kopyto przed siebie i zbierając swoją magię ukształtowała trzy małe, dosyć przezroczyste ćmy. Wydobyła ze swojej torby fiolkę z praktycznie czystym etanolem i do każdego czaru dodała kroplę tego płynu. 

- Będzie zabawnie - Mruknęła do siebie bardzo cicho i chowając przedmiot oraz zaklęcia do plecaka wyszła z toalety i jak gdyby nigdy nic usiadła przy swoim stoliku czekając na kelnera z jej zamówieniem.

- W porządku, rozumiem - Stwierdziła nie zwracając zbytniej uwagi na ogiera i zajęła się konsumpcją ciasta. Po około dwóch minutach z jej toreb położonych na podłodze niepostrzeżenie wyleciały trzy ćmy przenikając przez materiał i praktycznie od razu skierowały się do swojego celu. Jeśli Sinister zrobiła wszystko poprawnie towarzystwo ze stolika obok powinno zacząć się zachowywać jakby każdy z nich miał trzy promile alkoholu we krwi. 

 

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Podmieńce

- Uwielbiam takie twarde sztuki, to wzmaga apetyt - ogier lekko oblizał się, gdy Toxic Snare się cofnęła do tyłu, widząc wirujący kij. Drugi drone, nie wykonał żadnej reakcji, tylko patrzyła ponuro na White. - Sądziłem, że kucyki szukają ciągle przyjaciół i wybaczają wszystko - zmarszczył lekko brwi i nagle napiął bardziej ciało, stając twardo. Jego róg otoczyła zielona aura i ta sama zaczynała pojawiać się na kijach White. To samo zrobiły kolejne dwa podmieńce, próbując pomóc przy tym ogierowi. Teraz White musiała siłować się z trzema podmieńcami o swoją broń. - Zapomniałem cię uprzedzić - lekko się uśmiechnął, ciągnąc z całych sił. - Jedliśmy całkiem niedawno, więc jesteśmy w pełni sił jak sądzisz? Jaki to będzie miało finał? - spytał, gdy cała trójka zaczęła ciągnąć mocniej, by zdobyć kije. - Jestem wyjątkowo ciekawy, co zrobisz bez swoich zabaweczek

 

Restauracja

Towarzystwo, które już zdążyło zdenerwować Sinister, nie zachowywało się inaczej niż do tej pory. Nic nie wskazywało, żeby plan klaczy zadziałał. Nadal się śmieli, ubliżając przy okazji w ich uznaniu tym gorszym kucykom. Spokojnie przy tym dokańczali swój posiłek. W pewnym jednak momencie, wzrok klaczy się zmienił. Zaczęła się lekko kiwać na boki, a jej głowa przy tym opadała lekko. Wyglądało, że z całych sił walczy ze snem. Jeden z ogierów uśmiechał się w nietypowy sposób, nie jak zazwyczaj kucyki. Trzeci kucyk w międzyczasie, zaczął nerwowo rozglądać się po okolicznych kucykach. Otworzył nagle usta i wtedy głośno beknął. Wszystkie kucyki patrzyły na niego zniesmaczone, gdy ten kiwał się na krześle.

 

- Cś... wam... nie... psuje... - bełkotał niezrozumiale, podnosząc się. Okoliczne kucyki były zaskoczone zmianą. Nagle drugi ogier wstał od stolika, podchodząc do jakiejś klaczy.

- Masz.... takie... łydne... no... wiesz - klacz była wyraźnie zniesmaczona, widząc jego zachowanie. - Idziemy... do mnie...? - wybełkotał. Sytuacja stała się na tyle dziwna, że zaraz zjawiła się obsługa. Jeden z kelnerów podszedł do stolika, wąchając ich szklanki, by sprawdzić, czy czegoś tam sobie nie dolali. Pozostała trójka kelnerów podeszła do jednego z ogierów.

- Wszystko dobrze? - spytał niepewnie ogiera, gdy kelner koło stołu dawał znak, że nic nie czuje. Powoli podszedł do klaczy, która jako jedyna nie sprawiała większych problemów. Nie licząc tego, że spała na stole i obficie przy tym chrapała.

- A bo co? - pacnął kopytem kelnera, który lekko się cofnął. - Myślisz.... że co? Chcesz.... też...? - nagle, w restauracji pojawiło się kilku gwardzistów. Najwyraźniej okoliczny patrol, zauważył, że coś niedobrego się tu dzieje.

- Na chwałę Crystal - powiedział kelner, widząc ich i powoli idąc do jednego z nich. Zaczął mu coś mówić, a gwardzista kiwnął głową i podszedł do pijanego kucyka.

- Ma się pan natychmiast uspokoić - powiedział twardo, patrząc na ogiera.

- Skarbie,,, - oparł się o zdezorientowanego gwardzistę. - Możmy... iść na sienko i... - nagle stało się coś, co zniesmaczyło wszystkich wokół, a gwardzistę zamurowało. Ogier, który ledwo składał słowa, nagle zaczął czkać coraz mocniej i nie wytrzymał. Zwymiotował na gwardzistę, którego trzymał. Wszyscy patrzyli na to z szokiem i zniesmaczeniem. Może na chwilę było niezręcznie, ale trwało to krótko

- Dość tego - warknął wściekle obrzygany i nagle obezwładnił ogiera, przyciskając do ziemi. - W imieniu Crystal, zostajecie zatrzymani - w międzyczasie, kolejni gwardziści pochwycili chrapiącą klacz i ogiera, który zaczepiał samotną klacz przy stoliku.

- Jakiej srystal? - spytał ogier, przygniatany do ziemi, gdy wyprowadzali go gwardziści. Kucyki patrzyły na to wszystko w szoku. Nawet, gdy cała akcja się skończyła, nikt nie wrócił do posiłków, tylko coś do siebie gorączkowo szeptali.

Edytowano przez Magus

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

White

- Nie wiem czy zauważyłeś ale kucyki po kontakcie z ludźmi stały się bardziej jak oni - Spojrzała na swoją broń jak otacza się zieloną aurą i również zaparła się wszystkimi czterema kopytami dając z siebie wszystko by nie zabrali jej własności. - Po za tym nie jestem z Equestrii a z krainy daleko stąd, mniej przyjaznej niż to miejsce. Nie wiem też czego ode mnie oczekujecie, mam się poddać z uśmiechem na twarzy a potem dać się zaprowadzić do waszego gniazda by tam się z wami zaprzyjaźnić? Nikt by nie był aż tak wspaniałomyślny, co prawda może znalazłby się ktoś odpowiednio naiwny na taki czyn ale trafiliście na złą osobę - Nadal mówiła spokojnie mimo że dwa pręty zaczęły oddalać się od niej w kierunku podmieńców a nadmierne używanie magii sprawiało że zaczynała odczuwać fizyczne zmęczenie. To było oczywiste że nie wygra tego pojedynku ale tam gdzie siła zawodzi z pomocą przychodzi spryt i zaskoczenie przeciwnika. - Gdy sprawy przybiorą zły obrót zawsze mogę uciec a finał zostanie odłożony w czasie - Stwierdziła teleportując wirujący szpikulec parę centymetrów przed Toxic Snare na wysokości szyi a drugi, nieruchomy przed oko drugiego drona. Jednocześnie zmieniła kierunek swojej lewitacji na przeciwny mając nadzieje że nie mają nadludzkiego czasu reakcji by w porę uchronić się przed uderzeniem. 

 

Sinister

Czekała ze spokojem jedząc ciasto czekoladowe i popijając je winem, niezbyt udane połączenie ale Sinister to nie obchodziło, chciała po prostu czymś napełnić chociaż w części żołądek. Po paru minutach usłyszała bekniecie a zaraz po tym mamrotanie typowe po dużej dawce alkoholu. Z uśmiechem obróciła się w stronę stolika z towarzystwem lubującym się w wyśmiewaniu innych i patrzyła jakby to było jakiegoś rodzaju przedstawienie. Teraz wy się zbłaźnicie i teraz Ponyville będzie gadać o tym wybryku przez mam nadzieje najbliższe parę dni - pomyślała i opróżniła zawartość swojego kieliszka. Wyjęła ze swojej torby pieniądze i odliczając odpowiednią sumę położyła zapłatę na stoliku. Chciała wstać i wyjść ale zawahała się myśląc czy powinna zostawić napiwek. White zawsze tak robiła mówiąc że dobro wraca ale nie rozumiała tego zwyczaju. Pracownik przecież otrzymywał pensje a miłe zachowanie było obowiązkiem by klienci chętniej przychodzili pamiętając przyjazną obsługę. Wzruszyła ramionami i dorzuciła dwie monety uznając że od tego uczynku zbyt bardzo nie zbiednieje. 

- Zapłatę położyłam przy stoliku - Powiedziała w kierunku kelnera jakby nic się nie stało i trójka skrajnie pijanych kucyków zupełnie ją nie obchodziła. - Do widzenia. 

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Podmieńce

- Tak, macie to do siebie, że łatwo ulegacie wpływom innych - uśmiechnął się wojownik, nie zaprzestając ciągnięcia broni White. - Ludzie to wyjątkowo śmieszne zwierzątka, ale mówiąc szczerze, nigdy mi nie smakowali, nie to co wy - z uśmiechem, zaczął słuchać dalszych słów White. - Tym lepiej, że jesteś z daleka, Preferuje nowe orientalne smaki. A patrząc na naiwność twojej rasy, wcale bym się nie zdziwił ilu z was skorzystałoby z takiej propozycji

- Strejk... - syknęła, najwyraźniej zirytowana Toxic Snare. - To nie czas na gadki z jedzeniem. Musimy się skupić - spojrzała na masywnego podmieńca i lekko się cofnęła. - To znaczy... Jak ty uważasz

- Musisz wybaczyć moim podwładnym - znów się uśmiechnął. - Nie wiedzą kiedy się zamknąć. To prawda, możesz uciec, ale my zawsze cię wytropimy, to życie w ciągłej... - nim dokończył, otworzył szeroko oczy, widząc jak broń nagle znika. Toxica Snare była w równie wielkim szoku, gdy nagle jedna z broni pojawiła się przed nią. Nie zdążyła nawet zareagować, gdy pręt uderzył jej szyje. Język podmieńca wyszedł bardzo mocno z jej ust, a ona legła na ziemi. Nie było pewne czy nadal żyje. Zaraz potem nastąpił inny dźwięk. Drugi pręt, który poleciał w drugą podmieniec, opadł z hukiem na ziemię. Podmieniec, w którego on leciał, stała z uniesionym kopytem w górze. Wszystko wskazywało, że nim pręt ją dosięgnął, ta uderzyła go kopytem z taką siłą, że opadł na ziemię. To tylko wskazywało jaki miała refleks. Nic jednak nie powiedziała, tylko patrzyła ponuro, to na White, to na Toxic Snare.

 

- Teraz mnie naprawdę wkurzyłaś - powiedział wściekle wojownik. Na jego pysku był absolutny wyraz furii, gdy nagle skierował wzrok na podmieńca, który obronił się przed prętem. Nic nie mówiła, tylko uderzała kopytem w ziemię, zupełnie jakby używała alfabetu morsa, co było dziwne. - Nie - warknął, patrząc na nią. - Nigdzie nie idziemy - podmieniec, używający alfabetu morsa, opuścił głowę, ale patrzył spod niej wściekle na wojownika. - To, że królowa pozbawiła cię strun głosowych za karę, nie znaczy, że nie wiem co myślisz - zacisnął zęby. - Zważaj sobie i spróbuj pomóc Toxic Snare. Sam się tym zajmę - podmieniec pokiwała głową i ruszyła sprawdzić, co z drugą nieprzytomną. W tym czasie wojownik, znów spojrzał na White. - Zobaczymy jak szybka jesteś i jak sobie poradzisz bez swoich zabawek, kucyku - nagle wojownik rozwinął skrzydła, a jego ciało pokryła zielona bariera. Zaczął lecieć prosto na White, niemal z prędkością pocisku.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Chcesz dodać odpowiedź ? Zaloguj się lub zarejestruj nowe konto.

Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony

Utwórz konto

Zarejestruj nowe konto, to bardzo łatwy proces!

Zarejestruj nowe konto

Zaloguj się

Posiadasz własne konto? Użyj go!

Zaloguj się