Magus

Nowy świat TCB [ZAPISY]/[GRA]

Recommended Posts

White

Zgodnie z oczekiwaniami Toxic Snare nie obroniła się przed tym atakiem jednak drugi podmieniec zrobił coś niespodziewanego, odbił broń White jakby faktycznie była to zabawka. Jak? - Rozbrzmiało w jej głowie nie mogąc zrozumieć jakim sposobem wykazała się takim refleksem i tak twardym kopytem. 

- Za dużo gadasz - Stwierdziła krótko patrząc na podmieńca leżącego na ziemi, co prawda mocno oberwał ale istniała możliwość że jeszcze żyje i nie można było dać mu możliwości tak po prostu się zregenerować. Pręt którym dostała nadal znajdował się nad nią a White długo nie myśląc postanowiła upewnić się że zabiła przeciwnika. Rozpędziła swoją broń używając całej mocy lewitacji z zamiarem przebicia jej głowy. Potem spostrzegła że wojownik rozwinął skrzydła, pokrył się zieloną barierą i lecąc z dużą prędkością najwyraźniej postanowił ją staranować. - Jesteś głupi myśląc że te kawałki metalu to jedyne czym dysponuje - Po tych słowach pewna siebie zrobiła coś co mogło wydawać się głupie - Zaczęła ze świecącym rogiem galopować wprost w stronę wojownika. Po chwili wokół White rozpostarła się złota tarcza ale wyglądało na to że jest z nią coś nie tak, pewne jej miejsca położone głównie po bokach i z tyłu były bardziej przezroczyste jakby nie nauczyła się tego zaklęcia w pełni i całkowicie nie panowała nad magią. Była to zmodyfikowana wersja bariery ochronnej jednak w przeciwieństwie do oryginału nie przyjmowała całej energii uderzenia na siebie a powodowała zmianę kierunku magii przeciwnika co powodowało że typowy promień magiczny zakrzywiał się.  

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Podmieńcy

Pręt zaczął opadać w kierunku leżącej Toxic Snare. Podmieniec o nieznanym jeszcze imieniu, patrzyła jak ten opada na jej głowę, zupełnie jakby nie interesowała się losem towarzyszki. Nim jednak pręt zdołał dotknąć jej głowy, podmieniec stojąca nad nią, uderzyła w niego kopytem z taką siłą, że ten wbił się w okoliczną ścianę. Nie patrzyła na starcie White z wojownikiem, bo dostała jasne rozkazy. Poruszyła jej ciało kopytem, ale Toxic Snare się nie ruszyła. Podmieniec uniosła ją lekko i położyła jej bezwładne ciało na grzbiecie. W międzyczasie, wojownik uderzył w barierę magiczną, którą stworzyła White z taką siłą, że roztarł się wielki huk. Na barierze pojawiły się delikatne pęknięcia, ale wojownik nie zdołał się przebić, tylko trzymał się za głowę zdezorientowany. Z jego głowy skapywała zielona posoka, która spływała na jego pysk. Oblizał lekko strużkę własnej krwi.

 

- To było mocne... - powiedział, szybko podnosząc się, nim White go zaatakowała. Nagle milczący podmieniec, znów zaczęła uderzać kopytem o ziemię. - Zamknij się, wiem co robię - podmieniec pokręciła głową, a wojownik znów spojrzał na White, uśmiechając się. Nagle chwycił jedną z niedawnych broni White w kopyto. - Zabawimy się inaczej - warknął, lecąc bardzo wysoko w górę, co ciekawe milcząca podmieniec nie zaatakowała White, tylko stała i czekała. W międzyczasie wojownik, zniknął z oczu White i rzucił prosto w nią z dużą siłą, jej niedawną broń. Samemu lecąc z drugiej strony, tak by klacz nie spostrzegła podwójnego zagrożenia.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

White

Znowu mi przeszkodziła i nie zdziwiłabym się gdyby to ona byłaby większym wyzwaniem niż ten osiłek - Pomyślała patrząc jak wojownik uderza w jej barierę która nie do końca zadziałała tak jak powinna, tor jego lotu powinien odchylić się o 45 stopni w górę i polecieć dalej ale wyglądało na to że coś skopała w czarowaniu. Korzystając z chwili okazji gdy jej przeciwnik podnosił się z ziemi i rozmawiał z drugim podmieńcem lewitacją wyciągnęła broń ze ściany przenosząc ją w pobliże swojego lewego boku znowu sprawiając że nabierała prędkości obrotowej. Odczuwała lekki ból głowy ale nie przeszkadzał jej, wiele razy walczyła będąc w dużo gorszym stanie i mimo to radziła sobie.

- Wiesz co robisz? To ty masz rozbity pysk a nie ja - Powiedziała prowokując go a on tymczasem wzniósł się powietrze i straciła go z oczu nie mogąc patrzeć prosto w słońce. Była to dla niego idealna okazja do ataku ale White nie zamierzała dać mu tej możliwości, używając teleportacji przeniosła się pod ścianę odległą o około dwadzieścia metrów skąd doskonale widziała przeciwnika będąc w cieniu. Pierwsze co zrobiła to złapała w lewitacje rzucony przez niego pręt spowalniając jego lot a gdy znalazł się za nim ponownie zaczęła nadawać mu prędkość by ten uderzył go w plecy w rejon skrzydeł. Druga, wirująca cześć broni również zmierzała w jego kierunku tak by uderzyć go w głowę.

- Jeszcze się nie nauczyłeś że to MOJE? - Krzyknęła gniewnie. Nigdy nie lubiła gdy ktoś bez pytania zabierał jej rzeczy a fakt że robił to podmieniec dodatkowo to potęgował. 

 

Edytowano przez Shey

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Podmieńce

Nie było tajemnicą, że masywny podmieniec, nie przewidzi planu White. Leciał z taką prędkością, że nawet nie spostrzegł, że pręt, który niedawno leciał z dużą prędkością, nagle zwolnił. Był pewny, że ten już zdążył opaść na ziemię, więc nawet się nie rozglądał. Nagle jednak poczuł ogromny ból, gdy coś uderzyło go w grzbiet. Czuł, że traci powoli władzę w skrzydłach i nie jest w stanie utrzymać się w powietrzu. Nim jednak zdążył całkiem opaść na ziemię, tuż przed swoim pyskiem zobaczył pręt. Nie miał szans na wykonanie uniku, w tak krótkim czasie, nie mówiąc, że skrzydła przestały mu pracować. Poczuł jak pręt z dużą siłą uderza go w pysk, po czym spadł na ziemię z wielkim hukiem, wznosząc wokół tumany kurzu. Podmieniec leżał na ziemi z prętem wbitym w grzbiet i drugim, leżącym obok niego. Wyglądał na martwego, zwłaszcza, gdy widziało się spływającą po nim zieloną posokę, która tworzyła powoli kałużę pod jego ciałem. Nagle jednak podniósł się ledwo z ziemi.

 

- Ty suko... - powiedział słabo i padł na ziemię z wywalonym na wierzch jęzorem. Nim White mogła zaatakować ostatnie podmieńce, nagle jej broń pokryła zielona poświata. Pręt z ciała podmieńca został wydobyty z nieprzyjemnym dźwiękiem. Oba pręty leciały w kierunku White, jednak co ciekawe nie szybko, a wyjątkowo spokojnie. Nie wyglądały by miały ją zaatakować. Nagle zatrzymały się tuż przed White i tkwiły nieruchomo. Milcząca podmieniec, patrzyła na klacz spod zmrużonych oczu i jakby czekała, aż White zabierze swoją broń.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

White

Patrzyła jak jej broń najpierw wbija się w plecy podmieńca, potem obrywa drugą w twarz a na sam koniec mocno uderza w ziemie. Wiedziała że wojownicy są twardzi ale była niemal pewna że nawet oni nie są na tyle żywotni by przeżyć coś takiego. Mimo to zdołał podnieść się z ziemi ale tylko na chwilę by najprawdopodobniej wypowiedzieć swoje ostatnie słowa.  

- Ty suko? - Powiedziała z oburzeniem patrząc na ciężko rannego albo prawie martwego ogiera, sądziła że ten pojedynek jeszcze chwilę potrwa jednak jej przeciwnik nie okazał się ogromnym wyzwaniem. Nie powiedziała nic więcej ponieważ i tak było to bezcelowe, w tym stanie na pewno nie będzie jej słyszał. Chciała wyjąc swoją broń utkwioną w masywnym ciele jednak stało się coś nieoczekiwanego, metalowe pręty otoczyła zielona aura i ostatni, jeszcze zdolny do walki podmieniec zaczął powoli lewitować je w jej kierunku. Nie wyglądało to na próbę ataku, leciały zbyt wolno by mogły zrobić komukolwiek krzywdę ale była w stanie gotowości spodziewając się podstępu. 

- Dziękuje? - Powiedziała niezbyt pewnie gdy pręty się zatrzymały przed nią. Zupełnie nie spodziewała się tego gestu od kogoś komu zraniła lub zabiła dwóch pobratymców i z początku nie wiedziała co o tym myśleć. - To koniec? - Spytała już z mniejszą dozą niepewności po czym dodała: - Przynajmniej na teraz - Ta klacz była intrygująca, różniła się od innych jakby była lepsza lub w pewien sposób sprawiała wrażenie bardziej... dobrej? White jednak nie była do końca przekonana ponieważ postępowała zgodnie z rozkazem wojownika który brzmiał ,,Zważaj sobie i spróbuj pomóc Toxic Snare. Sam się tym zajmę". Gdy on padł została bez dowódcy więc chyba powinna wrócić do roju gdzie otrzyma kolejne zadania. Niezależnie od powodu chyba nie musieli walczyć, przejęła broń w swoją lewitacje ale poczekała ze schowaniem jej do pokrowca. 

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Podmieniec

Otworzyła usta, jakby chciała coś powiedzieć na wątpliwości White, ale nie dobył się z niej żaden głos. Uderzyła kopytem w swoje gardło, ale nie dało to żadnego efektu. Ostatecznie z rezygnacją pokręciła głową. Wszystkie jej obecne ruchy, mogły sugerować, że nadal nie przywykła do milczenia, a niemową została całkiem niedawno. Uderzyła kilka razy kopytem o ziemię, próbując najwyraźniej porozumieć się alfabetem morsa, którym porozumiewała się z innymi. Zaraz jednak przestała, rozumiejąc, że najpewniej kucyk przed nią nigdy się tego nie uczył. Nie miała w końcu nigdy ku temu powodów. Zaczęła więc machać kopytem przed sobą, jakby próbowała przekazać White wiadomość. Pokazała kopytem na White, a potem nim machnęła, chcąc jej najwyraźniej przekazać, że to koniec walki i może odejść. Najwyraźniej wcale nie miała ochoty na walkę z jednorożcem. Na pewno nie był to strach, bo podmieniec wcale go nie okazała. Powoli ruszyła z Toxic Snare na grzbiecie, w kierunku wojownika, który uderzył o ziemię. Stanęła nad nim i pokręciła lekko głową. W końcu spróbowała go podnieść, jednak ten był za duży dla niej gabarytami i wyglądało to całkiem komicznie, gdy dwa razy mniejsza podmieniec próbowała go unieść. W końcu usiadła z rezygnacją na ziemi, kładąc Toxic Snare obok i zaczęła jakby czegoś szukać.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Zgodnie z rozkazem, pretorianie podzieli łupy i pohchowali je w swoich domach. Nie zatrzymali da siebie żadnej z broni, gdyż według doktryny Legionu, mieli polegać jedynie na swym pancerzu i prostej maczecie, albowiem Cezar obawiał się, że zbytnia ilość uzbrojenia, mogłaby sprawić że jego osobista gwardia zaprzestanie polać na swym spycie, a bardziej na ekwipunku właśnie.

O świcie Terens swym zwyczajem udał się tartaku, wraz z innymi drwalami, a Lucius czekał na wieści swych frumentari. Eryk nie spał długo, ba można powiedzieć że wcale nie spał. Aczkolwiek czuł się bardzo dobrze. Postanowił więc przejść się po wiosce. 
- I jak? Węszyli coś?
- Tja - Victor skinął głową - Miałeś racje. Gwardziści prawie weszli mi za próg. 

- Widzisz...a wątpiłeś we mnie.

- Dobra dobra, nie czepiaj się tak. A. I zgadnji co obwieścili ci pyszałkowie...
- Poczekaj...Dzielna gwardia Equestriańska samotnie i heroicznie obroniła wsie brudnych sponifikowancych i oczywiście odpowiedzialność za te ataki ponoszą ludzie...
- ...Jak widzicie nie potrafią okazać wdzięczności czy coś. Ale reszta się zgadza - prychnął - Łup przynajmniej zacny?
- Oczywiste. Tyle broni że możemy już stworzyć ze dwie...albo i trzy decurie.

- Ho ho. Nie spodziewałbym się tego.

- To jeszcze nic - szepnął - Znaleźliśmy broń palną. Krótką i dystansową...
- Znaczy...że lepiej nich rojaliści nie podchodzą?

- Dokładnie

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Okoliczne wsie

Niemal na całym terenie pojawiły się patrole gwardii. Mogło to mieć związek z niedawnym atakiem na konwój, ale nic na to nie wskazywało. Było spokojnie... można by pomyśleć, że,aż nazbyt spokojnie. Gwardziści patrolowali okolice i nawet nie zaczepiali mieszkańców o niedawny atak. Co jeszcze ciekawsze, nie wyglądało nawet by trwały poszukiwania zaginionej broni. W niektórych jednak miejscach, otaczająca cisza była zagłuszana przez głos młotka. Jak się okazywało, w pewnych miejscach, gwardziści przybijali jakieś tabliczki. Wszystkie były postawione, tak żeby każdy mieszkaniec mógł je zobaczyć. Treść na tabliczkach była dosyć intrygująca. Wszystko było napisane w formie rozkazu, mimo wszystko można było odnieść wrażenie, że gwardziści ukazali odrobinę serca.

"Dziś o godzinie dwunastej, wszystkie prace rolne mają zostać wstrzymane. Każdy mieszkaniec ma obowiązkowo wstawić się na głównym placu, gdzie nastąpi ostatnie pożegnanie poległych we wczorajszej walce z robactwem. Będzie to ich ostatnia podróż nim ciała zostaną pochowane. Nie wstawienie się, będzie miało poważne konsekwencje."

Ostatnie ostrzeżenie mogło jednak trochę zaskakiwać.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

- Hmm...to jest podejrzane...i to naprawdę za bardzo - Lucius szepnął do jednego z pretorian - Sądzisz że oni tak zwyczajnie chcą pokazać się od lepszej strony?
- Oczywiście...a sponifikowani są traktowani lepiej niż rodowici - parsknął - Rzecz jasna że coś znowu knują. Chcą żeby byli wszyscy... - ściszył głos - Będą nam domy przeszukiwać. 
- Hm....dobra zrobimy tak - wyszeptał - Pójdziemy i przekazymy wszystkim którzy byli na akcji...że....
- Aha...aha...Hę, dosyć mądre. W porządku, do dzieła.

Obaj rozdzielili się i poszli do tych domów w których schowane zostały łupy po czym przekazali wszystkim którzy byli na akcji, żeby broń przekazali Terensowi, a ten miał ukryć je w ,,wiadomym miejscu o którym wiedział tylko on i Cezar.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

White

Popatrzyła na podmieńca ze zdziwieniem, wiedziała że ona nie może używać swoje głosu i specjalnie zadała takie pytanie żeby mogła na nie odpowiedzieć potakując lub kręcąc głową więc to przestawienie było niepotrzebne. Przekaz kopytem jednak był jasny i White czyszcząc swoją broń szmatką wyjętą z pokrowca skierowała się do wyjścia z zaułka. Po walce nie obyło się bez uszkodzeń, jeden pręt miał stępiony czubek najpewniej po spotkaniu z czyimś kopytem a drugi został lekko wygięty prawdopodobnie z tego samego powodu co pierwszy. Nie przejmowała się tym, to były tylko dwa kawałki metalu które można było naprawić lub zastąpić by znowu pełniły swoją funkcje. Nagle usłyszała odgłosy szurania i odwróciła głowę w kierunku klaczy niemowy, wyglądało na to że próbowała podnieść wojownika ale to był daremny trud i dziwne że w ogóle się tego podjęła. Z całą pewnością była silna ale chyba nie na tyle by podnieść kogoś dwa razy większego od siebie mając jeszcze drugiego podmieńca na plecach. Czyżby aż tak bardzo chciała go uratować? Czy to dlatego że dostanie kolejną karę jeśli nie spróbuje pomóc wyższemu w hierarchii koledze? Nie mogła znać ani zapytać jaki powód nią kierował co powoli zaczynało irytować White.

- Nie próbujcie mnie znowu szukać, ta walka nie przysienie korzyści ani mi ani wam - Powiedziała głośno do klaczy a następnie jej róg zaświecił gdy używała silnego zaklęcia leczącego na podmieńcu który był na skraju śmierci. Nie wiedziała czy nie jest za późno ale warto było spróbować. Wyczyszczoną broń schowała do pokrowca a brudny kawałek materiału rzuciła na ziemie i kontynuowała swoją drogę do wyjścia z zaułka ale nasłuchiwała czy wojownik nagle nie poczuje się zbyt dobrze i postanowi skorzystać z okazji do ataku na nieczujnego jednorożca. 

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Podmieńce

Słysząc nagłe słowa White, niema podmieniec uniosła wzrok na nią. Przyglądała się jej trochę nieufnie, widząc jak magia zaczyna spowijać jej towarzysza. Zmieniła jednak zdanie, widząc, że ten znów zaczął oddychać powoli i słabo, ale jego ciało się poruszało. Spoglądała ze szczerym zdziwieniem na jednorożca. Nie było w tym nic dziwnego, w końcu nie była im nic winna. To oni zaatakowali ją i sami byli sobie winni wyniku tego starcia. Zaraz jednak pobiegła, nie w kierunku White, a skrzyń z których wybiegła, tuż przed ujawnieniem się klaczy. Wróciła ponownie do swoich towarzyszy, trzymając w kopycie dziwny kamień, który położyła obok wojownika. Nagle wokół jego ciała, powstał zielony płonący okrąg, który całkiem go pochłonął. Zaraz potem podniosła Toxic Snare i ją tam również wrzuciła. Zrobiła krok do przodu, by również wejść w ten płomień. Najwyraźniej był to rodzaj teleportu do ich domu. Nim jednak to zrobiła, rzuciła jakimś zawiniątkiem w głowę White, nim ta zdążyła odejść. Potem podmieniec wskoczyła w płomienie, a te zniknęły wraz z tajemniczym kamieniem. Nie było żadnego śladu po podmieńcach, za wyjątkiem tego czym dostała White. Jak się okazało była to kartka, a w niej krótka informacja.

"Ślad na tobie zostawiliśmy, wyczuwamy twój zapach, umyj się. Twój dom nie jest bezpieczny, jest obserwowany, wiemy gdzie mieszkasz"

 

Okoliczne wsie

Gwardziści przygotowywali miejsce, na którym mieli zostać pożegnani polegli, w walce ze stonką. Jeśli była to pułapka, musiała być niezwykle zręczna, bo niemal wszystkie siły zebrane były w tym miejscu. Tylko niewielkie patrole zostały w okolicach mieszkalnych. Pierwsi mieszkańcy powoli zbliżali się na pożegnanie zmarłych. Każdy kto chciał wejść, musiał minąć dwójkę jednorożców z gwardii, którzy za pomocą zaklęcia sprawdzali, czy nie jest wnoszone coś niebezpiecznego. Wszystko wskazywało, że to prawdziwe pożegnanie ze zmarłymi. Na widoku były jeszcze ciała z otwartymi trumnami, a mieszkańcy mieli okazje się pożegnać. Niektóre trumny były jednak pozamykane. Najprawdopodobniej ciała w nich były zbyt zmasakrowane, by pokazać je oczom wszystkich. Niewielkie patrole, będące w okolicach mieszkalnych, upewniały się również, czy wszyscy wykonali rozkaz.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

White 

Słyszała że niemy podmieniec biega w te i z powrotem i z ciekawości White znowu obróciła głowę, zobaczyła jak wojownik znika w płonącym zielonym okręgu a chwilę potem Toxic Snare. Wyglądało na to że nikt nie stracił życia w tym spotkaniu, mimo że nie lubiła ich gatunku nie zamierzała nikogo zabijać dla zabawy lub bez wyraźnego powodu. To nie sprawiało jej przyjemności jednak nie miała innego wyboru, nie pozwolili by jej odejść dopóki byliby na siłach by walczyć. Nagle poczuła jak coś uderza ją w głowę i chwytając przedmiot w lewitacje rozwinęła go by przeczytać informacje na nim zawartą. No dobrze, zmyję zapach ale co z wyglądem? Jak jakiś podmieniec mnie przypadkiem spotka to i tak będzie wiedział że to ja więc czy to ma jakikolwiek sens? Zmienić swój wygląd, zmienić miejsce zamieszkania i nigdy nie wracać z powrotem do mojego aktualnego domu? Nie, ta cena jest zbyt wygórowana. To oni muszą zrozumieć że nie warto próbować mnie zaczepiać i dać mi spokój. Wyszła z zaułka i znalazła się na targu, to był pewnie powód dla którego gwardia nie usłyszała jak wojownik uderzył w niej barierę z wielkim hukiem bo hałas panujący tutaj najwyraźniej to zagłuszył. Wróciła na peron a z stamtąd skierowała się w kierunku domu Sinister. 

Edytowano przez Shey

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

- Podejrzewasz co tu się może dziać? - Victor szepnął do Eryka idąc z nim na plac. 

- Obawiam się...że i owszem. Głównie mnie zastnawia czemu tak bardzo kazali się pośpieszyć. Ledwo swoje pamiątki zdążyłem uporządkować. 
- A te...te bardzo cenne? No, byłoby szkoda gdyby się pobrudziły - zaśmiał się - A powiedz mi, Terens to idzie wyżyć z tego...no...jak się zwało, ścinki drewna? 
Przeszli na inne tematy, rozprawiając tak jak gdyby nic się nie wydarzyło. Rzecz jasna by również nie wzbudzać zbędnych podejrzeń. Cezar był najbardziej zaniepkojony tym, iż niektóre trumny są zamknięty. Teoretycznie owszem, mogłyby to być po to aby nikogo nie zgorszyć...ale różne historie słyszał w dzieciństwie. Że jakiś przemytnik urkył się w skrzyni, czy tam złodziej...Toteż ciągle miał je na widoku. Reszta pretorian i legionistów pochowawszy swoje zdobycze w bezpiecznych miejscach również podążały by dać się sprawdzić i obejrzeć przedstawienie.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

     - Zobaczymy - wyszeptała spoglądając na ogiera, jak się krzątał i robił te wszystkie rzeczy bez użycia magii i te proste czynności wydawały się wręcz niesamowite... Ona tego nie potrafiła zrobić tak oczywistych rzeczy kopytami, że nawet kartki w książkach przerzucała podmuchami wiatru. - Ale - zająkała się - ale jestem dobrej myśli, że jest to coś co już było tylko przyjęło inną niezrozumiałą jeszcze formę, którą trzeba odkryć na nowo - rozmyślała jeszcze przez moment zanim nie zaczęła pałaszować płatków, a miała apetyt całkiem spory i to śniadanie nie stanowiło dla niej jakiegoś wyzwania, mimo że jako nawet dorosła klacz była dość nie wielka, to po misce poprosiła o dokładkę... Oblizując się ze smakiem. - Jest dość niewiele rzeczy które mi umknęło... - Zaczęła zajadać kanapkę. 

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Okoliczne wsie

- Przybyliśmy tu dziś, aby pożegnać mieszkańców, walczących w obronie swoich domów i rodzin - powiedział, z mównicy oficer, patrząc na tłumy zebranych. Wszędzie było pełno gwardzistów, co było dość dziwne, biorąc pod uwagę, że tego typu uroczystości, nie wymagały specjalnej ochrony. - Polegli bohaterską śmiercią, w walce z prymitywnymi istotami, które nigdy, nie powinny były się narodzić - zmrużył delikatnie oczy. - My jako żołnierze, wiemy czym jest śmierć w obronie naszych domów i rodzin i podobnie jak wy, odczuwamy ból, gdy tracimy towarzyszy bohatersko walczących na służbie - zapadło nagle chwilowe milczenie. - Ludzie nadal pamiętają historie, w której my jesteśmy najeźdźcami i odbieramy wam wasz świat. Wielu z was, jest zbyt młodych by to pamiętać, ale nim przybyliśmy, byliście na progu zagłady. Wasz świat umierał, a wy wraz z nim. Przyszliśmy do was z gałązką oliwną i odbudowaliśmy to co straciliście, ale wy tego nie doceniliście. Wypowiedzieliście nam wojnę i zabijaliście naszych braci i siostry. Taką okazaliście nam wdzięczność - uderzył kopytem w pulpit. - Ale to było dawno i kto by o tym jeszcze myślał - jego ton stał się spokojniejszy, aż za bardzo spokojny. - Nie możemy jednak zapomnieć, śmierci naszych braci z wczorajszego wieczoru - rozejrzał się po zdezorientowanych minach sponyfikowanych. Nagle ogier po coś sięgnął. Nim ktokolwiek mógł zareagować, wystrzelił nagle z pistoletu w jakąś postronną klacz. Postrzelona upadła na ziemię, ciężko oddychając, a krew wylewała się z jej ciała. - Ma jeszcze pięć minut nim się wykrwawi - zmarszczył lekko brwi. - Macie czas na podjęcie decyzji - wskazał kopytem na zamknięte trumny, które otworzyli gwardziści. Okazały się zupełnie puste. - Wydajcie tych, którzy wczoraj okradli nas i zabili z zimną krwią naszych braci lub patrzcie jak ona powoli umiera, a zaraz potem kolejni, aż zrównamy straty - zmarszczył brwi i znów uniósł pistolet. - Byliśmy do tej pory dla was za mili. Jeśli chcecie byśmy pokazali gorszą stronę, wystarczyło poprosić. Kto ma być następny, więc? Może on - wymierzył broń w przypadkowego źrebaka - gwardziści dookoła, czekali najwyraźniej, aż, któreś z mieszkańców zrobi coś głupiego.

 

Night Tale

- Nie pomyślałbym, że ktoś tak niewielki może mieć taki apetyt - szybko zamilkł, jakby powiedział coś niestosownego. - To znaczy, nie uważam że jesteś niska czy coś... - mówił zakłopotany, starając się dobrać słowa. - Może lepiej skończę ten temat - lekko pokręcił głową i zaczął zabierać swoją pustą miskę po jabłkach za pomocą lewitacji. Podobnie zrobił z miską Dancing of the Fate i nałożył jej dokładkę, o którą prosiła. - Cieszę się, że posiłek tak ci smakuje - lekko się uśmiechnął. - Tak dawno nie miewałem gości, że zapomniałem jakie to przyjemne - nagle lekko zmrużył oczy. - Nie chce poddawać wątpliwością waszej wiedzy i mocy, ale czy zastanawiałyście się, co będzie jeśli Crystal okaże się nawet wam obca? Wiesz mam na myśli, że okaże się czymś czego nigdy nie zanotowano w kartotekach. Z nieznanym jednak ciężko walczyć

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Kiedy dowództwo Legionu zobaczyło co oficer uczynił nagromadził się w nich taki ładunek nienawiści, że mieli ochotę od razu rzucić się i go powiesić. Wszyscy...z wyjątkiem Eryka. On marzył by go wybobeszyć, a resztki spalić i wystrzelić z armaty. Ale trzeba był jednak załatwić to w inny sposób. 
Jeden z pretorian obok klaczy, podbiegł do niej starając się zatamować krwawienie. Jako że byli przyboczną gwardią, to jakieś tam pojęcie o pierwszej pomocy mieli. Jednak czas uciekał, a skryci żołnierze nie mieli broni...nie licząc kamieni na gruncie. 
- Tacy ponoć niewinni jesteście?! - Victor zasłonił źrebaka - To niby czemu mielibyśmy was atakować, he?
- O tym co robiliście naszymi przodkami już raczej nikt nie wspomni! - ktoś z głębi tłumy rzucił. 

- Mordowaliście ich, podobnie jak teraz wszystkich, domagających się wolności, czy spokojnego życia! - ponownie jeden z innych krzyknął

- A skoro byliście dla nas tak wspaniałomyślni - tu już dorzucił się Lucius - To z jakiej racji odebraliście nam dziedzictwo zamieniając w te ohydne formy? Żeby nas poniżyć?
- Nie, dla tego że baliście się że moglibyśmy wam zagrozić, woleliście żebyśmy byli bezwładnymi marionetkami - dodał Marek - Opuszczając przed wami głowy! Mordercy i tyrani!
Dodatkowo legioniści i osobista gwardia Cezara, zaczęli wiercić się w tłumie, aby wywoływać jeszcze większe zamieszanie. Przy okazji, wzięli do kopyt większe kamienie. A Eryk, powoli i ostrożnie zbliżał się do mównicy w akompaniamencie obelg rzucanych przez jego kompanów. 

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

     - Nasze archiwa są obszerne... - mówiła, próbując nie przerywać jedzenia. - Część została nawet przepisana na kryształy, połyskujące na półkach, świecą, a czasem zyskują swoją własną osobowość i są dość trudne w obyciu przez to - mlaskała, czasem próbując, nie mogąc przyjąć do świadomości że Crystal może być czymś zupełnie nie znanym i widać było że nie jest zdolna do uwierzenia mu, nawet wzięcia poprawki na swoją niewiedzę... Usprawiedliwiała siebie samą że tak być nadzwyczajnie nie może, że coś nie jest poznane chodź trochę, przecież tyle pokoleń przed nią dawało coś od siebie do 

     - A to co zjadłam to jeszcze nic... - Przetarła swój pyszczek pęciną, nie zwracając uwagi na jego słowa, jakby jej własny wygląd nie stanowił dla niej jakieś szczególnej wagi. - Dziękuję za posiłek, dawno nie jadłam takich rzeczy - wyrzekła przez moment patrząc na swój talerzyk, który był pusty, a ona chyba już nie chciała nadużywać jego gościnności. - Crystal, jeśli tak brzmi jej prawdziwe imię, posługuje się magią... Mystra miałaby nie wiedzieć co to za magia skoro sama stworzyła każdy jej rodzaj, aspekt i tajemnicę? - zapytała się spoglądając na niego, bo tylko z tego przeświadczenia brało się to że ona nie może być czymś nieznanym. - W odpowiednim czasie wszystko się okażę i będę się śmiała z tego co mi umknęło... - powiedziała wstając od stołu.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

White i Sinister

- Zaczekaj! - Krzyknęła Sinister widząc w oddali białego jednorożca którego nie była w stanie dogonić ponieważ zakupy które niosła znacznie ją spowalniały.

- Sin... - Zaczęła White jednak przerwała w pół słowa gdy zobaczyła obcego kucyka mimo że jego głos wydawał się bardzo znajomy. - W czym mogę pomóc? 

- To ja, poszukiwany adept czarnej magii - Powiedziała z uśmiechem i z zamiarem przytulenia przyjaciółki jednak została odepchnięta kopytem. - O co ci chodzi? Nie oszalałam, to co się tam wydarzyło to nie moja wina. - Wzruszyła ramionami i kontynuowała - Berło Crystal wypełniło się czernią a wszyscy nagle ubzdurali sobie że jestem niestabilna i niebezpieczna, nikogo nie skrzywdziłam ale i tak się mnie bali. 

- Spokojnie, nie o to chodzi - White łagodnie odpowiedziała chcąc uspokoić Sinister, sama również odetchnęła z ulgą widząc że wszystko jest w porządku i gwardia jej nie złapała. - Zadarłam z podmieńcami  w Canterlot i teraz chcą żebym za to zapłaciła, mam na sobie ich zapach i nie chce by przeszedł na ciebie. Powinnam się umyć by nie zdradzić drogi do twojego domu ale nie wiem gdzie znajduje się jakieś najbliższe jezioro...

- W takim razie obydwie miałyśmy ciekawy początek tygodnia... Jezioro jest niedaleko, około dziesięć minut drogi w tamtą stronę - Wskazała kierunek kopytem i po chwili spostrzegła że broń White ma stępiony czubek a to mogło oznaczać tylko jedno. - Walczyłaś z nimi? Chyba niezbyt dobrze im poszło skoro nie zadali ci nawet jednej rany. 

- Zbyt łatwo dawali się zaskakiwać - White podsumowała starcie jednym zdaniem jednak wiedziała że Sinister to nie wystarczy.  - Gdy wysiadłam z pociągu pierwszy podmieniec grożąc mi zatrutym kolcem kazał iść za nim i nie robić nic głupiego, w pewnym momencie jednak udałam że potknęłam się i kopnęłam go w brzuch dzięki czemu wylądował w pobliskich kartonach w tym ciemnym zaułku. Na tym się jednak nie skończyło bo z dwóch skrzyń wyszły kolejne dwa podmieńce w tym jeden wojownik. Gdy podniosłam się z ziemi wyjęłam broń którą chwilę potem próbowali mi zabrać, to było urocze jak ten ogier myślał że jest górą i nic nie mogę zrobić... Teleportowałam broń przed obydwa drony, jeden został wyłączony z walki po trafieniu w szyję jednak drugi się obronił. To właśnie ona stępiła ten czubek, nie jestem do końca pewna w jaki sposób ale na pewno ma twarde kopyto i doskonały refleks.

- Zaraz - Sinister przerwała White jej monolog. - Gołym kopytem odbiła metalowy pręt i nic się jej nie stało? 

- Tak, dokładnie tak. Nie wiem jak to możliwe ale dała radę to zrobić. Wracając jednak do walki, mój sukces wkurzył wojownika który zaczął na mnie szarżować, pobiegłam w jego stronę czarując barierę ochronną i nawet się nie przebił. Potem próbował się wycwanić, chwycił moją broń i poleciał w niebo tak by słońce mnie oślepiło. Nie przewidział jednak że teleportuje się pod mur który rzucał cień i przez to doskonale go widziałam, spowolniłam rzucony przez niego pręt by znalazł się za nim po czym ponownie nadałam mu prędkość by trafił go w skrzydła. Drugą częścią broni oberwał w pysk i walka się skończyła. 

- Szybko go położyłaś - Powiedziała trochę z podziwem Sinister. - Tak naprawdę jednym atakiem a podobno wojownicy są tak bardzo wytrzymali... Co jednak z trzecim podmieńcem? Jego nie pokonałaś a powiedziałaś że to koniec walki. 

- Nie chciała walczyć - Krótko stwierdziła White wchodząc do wody po tym jak obydwie klacze dotarły na brzeg jeziora. - A to oznaczało że starcie dobiegło końca.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Okoliczne wsie

Nagle pojawiło się ogromne pole magiczne, większe niż zwykle, bo te tworzyło solidną ścianę oddzielającą oficera od burzliwego tłumu. Jak się okazało, stworzyły go dwa jednorożce, którzy stali teraz u boku oficera. Sam ogier, który pociągnął za spust, patrzył z nienawistnym uśmiechem na wściekłość mieszkańców. Gdy jednak sytuacja stała się nazbyt napięta, padły odgłosy licznych strzałów. Nikt jednak nie został tym razem ranny. Strzały były tym razem ostrzegawcze i miały na celu tylko uspokoić wściekły tłum. Nie było tajemnicą, że gdyby gwardziści chcieli, mogliby wystrzelać teraz niemal wszystkich zgromadzonych i zrobić tu istną rzeź.

 

- Mylicie pojęcia - mruknął oficer, opierając kopyto o pulpit i patrząc na wszystkich mieszkańców ze znużeniem. Nadal stał za magiczną ścianą, dzielącą go od tłumu. - Crystal nigdy was w nic nie zmieniła - zmrużył delikatnie oczy. - To był błąd poprzedniej władczyni, która sami nie wiemy, co sobie myślała czyniąc to i obrażając nas tym samym. Gdy tylko Crystal objęła tron, i pokonała wasze powstańce wojska, miała wybór. Mogła zlikwidować was wszystkich i nie dać wam szansy lub chociaż spróbować. Wy za jej miłosierdzie odwdzięczacie się krwią naszych braci. Zakładam, że gdyby ona tutaj stała, nie okazalibyście jej tyle miłosierdzia i zabilibyście w najbardziej okrutny sposób, mimo, że ona tego nie zrobiła i nie ona sprowadziła nas do waszego świata. Mógłbym teraz kazać tak samo wymordować was wszystkich tu na miejscu - rozejrzał się po gwardzistach, otaczających cały teren. - Wy byście to zrobili. Zabilibyście każdego z nas, za to, że się urodził, a my potrafimy ukazać jak widzicie, więcej tego co wy dawniej nazywaliście człowieczeństwem - spojrzał na wykrwawiającą się klacz. - Nie zostało jej wiele czasu. Myślałem, że jesteście odważni, ale najwyraźniej tchórze atakowali z zaskoczenia i teraz boją się śmierci. Gdyby to moja przyjaciółka się wykrwawiała, to bym się nie wahał przyznać

 

Night Tale

Spoglądał jak Dancing of the Fate się posila i słuchał każdego słowa. Nie wyglądał przy tym na zniesmaczonego, zachowanie klaczy przy stole. Mimo, że jednorożce obecnie miały odznaczać się jako klasa wyższa, widać było z góry, że on za takiego się nie uważał. Wyglądało, że nawet go to nieco rozbawia. Mimo wszystko, nie mógł kłócić się z tym co powiedziała. Miała racje, co do magii. Jeśli naprawdę Mystra ją splotła, a Crystal jej używała, to musiała znać jej gatunek. Najlepszą opcją by było stwierdzenie, że Crystal to po prostu kucyk. Potężny i niezrozumiały, ale jednak kucyk. Im jednak bardziej się tym interesował, miał wrażenie, że to niestety nie to. Czy mogła istnieć szansa, że ukryła wszystko o swoim pochodzeniu?

 

- Cieszę się - mruknął, na jej podziękowanie i powoli uniósł lewitacją brudne naczynia. - Mam jednak nadzieje, że okaże się to czymś banalnym, co znacie na wylot - uśmiechnął się, wstawiając naczynia do zlewu. - Teraz więc mam wam pokazać gwardzistę, a potem rytuał? - opuścił delikatnie wzrok. - Zapewne będziesz chciała schować Haze do kapelusza - szkoda mu jej było, wiedząc jak bardzo jest ciekawska świata. - Nie można zbliżyć jej wyglądu do kucyka, by była z nami? Wiecie tyle o magii, można zrobić coś jak zmiana wyglądu podmieńca, to chyba jednak magia

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

- To oddziela nas od was - Eryk zabrał głos przerywajc reszcie - Szczerze...śmierć byłaby wybawieniem w porównaniu do życia na które nas skazaliście. Nie jesteśmy wam równi...uważacie nas wszystkich, tutaj zgromadzonych, za coś gorszego niż zwierzęta i uważacie że możecie nami dowolnie pomiatać. I takim jak ty - splunął - Nie szkoda strzelać do dziecka, czy do niewinnej sami...do niewinnej dziewczyny - wskazał na klacz, której nadal starał się pomóc pretorianin - Wasza cesarzowa, jest tyranką i sadystką, skoro chcę patrzeć jak my, byli ludzie, cierpimy pod waszym butem. Za nic ma to, że wykrzystujecie nas. Mężom płacicie głodowe pensje, a dziewczyny które wam się oddadzą traktujecie jak zabawki. Nikt nie ma z tym problemu. Ale gdy grupa odważnych decyduje się sprzeciwić, wyrznąć zarazę nas trawiącą...wy karzecie tych którzy niczym nie zawinili. To jest tchórzostwo. Bezwstydne, nie przystające prawdziwym oficerom. Bo wy nie jesteście szlachetnymi wojownikami, czy czymś. Jesteście bandą barbarzyńców, w pięknych strojach. Psami spuszczonymi ze smyczy, posłusznymi swej nadrzędnej suce! - podkreślił - Jak idioci gotowi na każdy jej rozkaz. Jeżeli tacy jak wy...mają nami rządzić...to absolutnie wszystko jest lepsze niż taka rzeczywistość. I do ciężkiej cholery...już obraźliście nasz dumny gatunek i ród. To co czynisz...nie jest całkowitym przeciwieństwem, człowieczeństwa. Chociaż...to prawda. Wy, ,,czyste" kuce świetnie pokazujecie że to WY,  urągacie nam mieszkając w domach przez nas zbudowanych. 

Korzystając z monologu Cezara Lucius i Terens polecili kilku swoim podkomendnym aby czekali w gotowości obok gwardzistów. 

Edytowano przez Hetman WK

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Chcesz dodać odpowiedź ? Zaloguj się lub zarejestruj nowe konto.

Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony

Utwórz konto

Zarejestruj nowe konto, to bardzo łatwy proces!

Zarejestruj nowe konto

Zaloguj się

Posiadasz własne konto? Użyj go!

Zaloguj się