Magus

Nowy świat TCB [ZAPISY]/[GRA]

Recommended Posts

Eryk syknął, ale nie ugiął się. Uważnie wysłuchał oficera.

- Jedyny błąd jaki popełniłeś...to urodzenie się. Osądzą cię bogowie. Jeżeli mamy zginać...zginiemy w walce - warknął

Wtedy, kamienie wystrzeliły z tłumu uderzając w pole siłowe. W następstwie, czy raczej w tym samym czasie, pretorianie i legioniści z kawałkami skał w kopytach, rzucili się na gwardzistów, przede wszystkim uderzając po łbach. Mniej więcej stosunek dwóch buntowników, na jednego rojalistę, mogłoby przynieść nawet pozytywny skutek. Victor wraz z jednym z kompanów podbiegli na mównicę by dopaść głównych obecnie przeciwników. Terens natomiast przy wsparciu dwóch drwali atakował od tyłu. 

- Chcieliście żeby wam się pokazać...proszę bardzo. Ale jak dokładnie to już nie określiliście - parsknął. 

Edytowano przez Hetman WK

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

     - Wyjdź stąd... Chce zostać z nim sama... - zabrzmiała władczo jednocześnie wkradł się tam jej zwyczajny ton naprawdę przyjemny i niezmiernie wesoły... Zachował jednak swoje poważne brzmienie, gdy podmuchy wiatru powiesiły jej pelerynę i kapelusz gdzieś w powietrzu... - Jestem Dancing of the Fate,,, Jestem tu by ci pomóc... - zapełniła, ale zawiesiła głos, nie będąc pewna następnych słów.... - A tobie jak na imię? - Czekała moment na jego słowa... Dość niecierpliwie...

 

     - Czemu jest za późno? - Jej oczy przepełniła magia, a oczy wypełniły się czasowym piaskiem... Wyglądała jak wąż który hipnotyzował swoją ofiarę... Jednocześnie wypełniał ją niewyobrażalny spokój... - Co się zaczęło? Czemu świat ma się skończyć? Kto wie? - pytała pochodząc do niego dość powoli, uważając na każdy krok wiedząc że mógłby jej zrobić sporą krzywdę samym uderzeniem kopyta. Nie dawała jednak szanse strachowi by nadgryzł jej serce. Była odważna... Liczyła że zostało w nim coś ze starego gwardzisty... - Co za niebezpieczeństwo grozi tobie? Nam? Wszystkim? - brzmiała dość lekko próbując dotknąć jego ramienia... W zwyczajnym geście... Chciała mu pomóc. Jednak jej magia nie była mu wstanie tego zrobić w sposób doraźny, a raczej nie gotowa zapłacić ceny by jej użyć.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Night Tale

Lekko mrugnął, słysząc prośbę Dancing of the Fate. Nie bał się o nią. Wiedział, że poradzi sobie sama lepiej niż z jego pomocą. Co on mógł właściwie teraz zrobić? Mógł co prawda spróbować dotrzeć do gwardzisty, ale ona najwyraźniej zrobi to lepiej. Nic więc nie powiedział, tylko kiwnął głową w geście zgody, a potem wyszedł za drzwi. Mimo wszystko, był bardzo ciekawy co takiego Dancing of the Fate zdoła się od niego dowiedzieć. A może była to jedna wielka strata czasu?

 

Ogier, nie zdawał się nie zwrócić uwagi na to że został sam w pomieszczeniu z nieznajomą. Wciąż mamrotał coś do siebie, ale z pewnością nie był to język kucyków. Brzmiało to trochę jak swego rodzaju zapomniana modlitwa. Nie zareagował również, słysząc jak klacz mu się przedstawia, zupełnie jakby ciałem był tutaj, ale jego umysł przebywał w zupełnie innym strasznym miejscu. Czując magię klaczy, wyglądało jakby jego wzrok na chwilę odzyskiwał rozsądek, ale była to kilkusekundowa chwila. Coś nie pozwalało mu jasno myśleć i cokolwiek to było, musiało być potężne. Nagle jednak poruszył lekko głową, patrząc w milczeniu na klacz, a potem zaczął obłąkańczo chichotać.

 

- Miała racje... - mówił nie zaprzestając chichotu. - Przybyłaś tu... Ale była poza tamtą... - wiadomym było, że mówił o Qualm Mask. - Jeszcze jedna - podniósł się i zaczął chodzić w kółko po pomieszczeniu. Nie patrzył już na klacz, która stała niedaleko. Zupełnie jakby zupełnie dla niego zniknęła. - Było ich kiedyś wielu, a została już tylko ona... Zaczęła to składać... Berło, które ma moc niszczenia i kreacji, a gdy skończy, zakończy nasze życia... Widziałem jak światy trawią płomienie... Jak nienazwani niszczą miasta i mordują wszystko co stanie im na drodze... - nagle podbiegł szybko w stronę klaczy i chwycił ją, ale wyraźnie nie chcąc robić krzywdy. - Ona wie, że już tu jesteście i czeka... Musicie uciekać... Dla naszych światów, nie ma ratunku... - puścił nagle klacz, jakby zrobił coś strasznego i zaczął się cofać od niej jak najdalej. Stanął przy ścianie i zaczął uderzać głową o materac. - Strawią nas płomienie, a ziemie skąpię nasza krew, wszyscy zginiemy, ale wy tego nie widzicie - śpiewał, uderzając bez przerwy głową o materac.

 

Okoliczne wsie

Gwardziści okazali się jednak bardziej bojowi niż ostatnim razem. Na dodatek, gdy tylko zaczął się atak buntowników zaczęły nadlatywać pegazy, które powiększały ilości gwardzistów nad buntowników. Ostrzał powietrzny, skutecznie utrudniał zbliżenie się do gwardzistów na ziemi. Ponadto zaatakowani gwardziści, nie wahali się otworzyć ognia w stronę tłumu i atak kamieniami na niewiele się zdał. Kilkoro gwardzistów dało się zaskoczyć, ale większość była gotowa na agresje i nim buntownicy zdołali się choćby zbliżyć, zostali ostrzelani. Oficer widząc całą sytuacje, nie wyglądał na przestraszonego, a bardziej znużonego. Zwłaszcza widząc po czyjej stronie była przewaga.

 

- Myślę, że już wystarczy - mruknął ze znużeniem oficer, widząc walające się ciała po ostrzale. Minął swoich ludzi od tak i podszedł do Terensa. - Wiadomo z góry jaki będzie wynik tego starcia - spojrzał na stosy ciał. - Ale chyba dostaliście już nauczkę. Dobry dowódca wie kiedy trzeba się wycofać. Ty i twój postrzelony kolega tu zostaniecie, a reszta zostanie wolna. No chyba że chcesz mieć na kopytach krew tych źrebaków, klaczy i reszty niewinnych rodzin. Wybór należy do ciebie - oficer uśmiechnął się. Uniósł kopyto, a pegazy zaprzestały ataku. - Jak widzisz można zapobiec tej rzezi

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

- Jesteście mordercami o dobrze o tym wiecie - Eryk zbliżył się jeszcze - Skoro tak bardzo chcecie...to proszę bardzo możecie nas teraz zarżnąć, powiesić czy co wam się tam do ciężkiej cholery podoba. Ale wiem jedno. Moi kompani są teraz wolni. Z dala od tyranii i tego piekła na ziemi

Terens skinął głową

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

     - Kto miał rację? - zapytała zaskoczona, nie spodziewając się po nim takiego wybuchu, tego że ją chwyci, zacznie walić głową w materac - kim jest ona, jak jej na imię? - pytała podekscytowana, rządna tej informacji, uważając by nie zrobił sobie krzywdy, gdy powietrze wokół jego ciało zaczęło gęstnieć, by nie mógł dalej uderzać, zrobić sobie krzywdy... Imię postaci o której mówił znaczyło naprawdę wiele. Mogło naprowadzić w pewnych wypadkach na świat... Może jakąś legendę którą znała... Było wiele została jedna, berło zniszczenia... Te słowa padały wiele razy, ale i tak rzadziej niż zjawi się wybraniec i zbawi świat... Zaciskała nerwowo wargi... Zastanawiając się co powinna począć. Czy nie pożałuje swoich czynów, gdy zadbała kryształami w rogach pomieszczenia, by za wiele magii z niego nie uciekło. Nie chciała zbiegowiska, a już w tamtym momencie powietrze drgało odczuwalnie.

     Magia niebezpiecznie kotłowała się w jej oczach gdy się zastanawiała, co takiego działo się w jego głowie... Czy to była sprawa siły wyższej? Szukała śladów, zamierzała z tym walczyć wyciągnąć go z tego obłędu bo przecież sam w niego nie wpadł. Nie mógł znać tych znaków. Nie w tej rzeczywistości. Tak myślała, gdy fioletowe wstęgi wypływały z jej spojrzenia... Kolejne znaki wokół niej się formowały... Rosła w siłę, budowała potęgę, czerpiąc ze splotu coraz więcej i więcej, gdy grzywa jej zaczęła z lekka się rozpadać na złote energetyczne pasma i obłoki... a iluzja rogu zniknęła nie mogąc być dłużej otrzymywana, gdy cała to jej uwaga skupiana była na ogierze, problemie i osobie o to odpowiedzialnej. Czy on był przez coś wiązany... Przez klątwę, czar? Jeśli tak mogła sobie z tym poradzić. Chciała to zrobić, ale chciała jego pomocy...

     - Zdradź mi imię... Powiedź więcej... - rozkazywała? prosiła? wypowiedziane słowa miały wiele znaczeń, ale w jej ustach brzmiały jak funkcje i nic więcej, gdy suchy ton zastąpił miękkie frazy którymi posługiwała się na co dzień. A każde niosło ze sobą kolejny puls drążący coraz to głębiej i głębiej. 

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Oszalały gwardzista

- Boli... - powiedział słabym tonem ogier i obejrzał się na klacz. Zarówno z nosa jak i oczu wypływały mu niewielkie strużki krwi. Nie było pewne, czy to przez magię, która teraz była w pomieszczeniu, czy może przez to, że jego umysł nie był w stanie znosić tego wszystkiego. - Nie miałem prawa tego widzieć... - mówił nadal słabo i nie zwracają uwagi na krew. - Te rzeczy i istoty, nie są przeznaczone dla takich jak ja... Nasze umysły nie są w stanie zrozumieć jak daleko to sięga... Oni nie mają ciała, to tylko iluzja dla oczu, którą karzą nam oglądać... Jak istota taka jak ja, która jest zaledwie pyłem na wietrze czasu, mogła to oglądać? Słyszę te głosy co noc... Szydzą ze mnie i mówią, że wkrótce po mnie przyjdą... Każą mi rysować, wtedy pozwolą mi tu być, ale wiem, że nadziei nie ma - zmarszczył lekko brwi. - Znasz jedno z jej setek imion, Dancing of the Fate - powiedział ponuro. - Świata, który tam był już nie ma, lecz ona została i teraz chce skończyć co zaczęła... - skulił się na ziemi szlochając jak dziecko. Najwyraźniej obłęd, który dorwał ogiera był spowodowany tym co zobaczył, a nie magią. Umysł nie był gotowy na to co ujrzał. - Widzę zapomnianych, teraz... - powiedziała nagle, unosząc głowę. - Mówią, że nie życzą sobie ciebie i tej, którą chowasz, tutaj... Karzą wam stąd wyjść... - mówił niemal przerażony. Cokolwiek widział, musiało go naprawdę przerażać, bo cały dygotał niczym galareta.

 

Okoliczne wsie

- Będziecie mieć uczciwy proces - mruknął oficer, a potem machnął kopytem na gwardzistów. - W przeciwieństwie do was, kieruje nami honor. Zgodnie z umową, wszyscy mogą odejść, poza wami - kilku gwardzistów podeszło do Terensa i Eryka, a potem założyli im łańcuchy na kopyta. Uważali przy okazji na postrzelone kopyto Eryka. - Ponieważ nie macie obrońców, zostaną oni przysłani na nasze życzenie. Dziś będziecie w naszym obozie w klatkach - wskazał na otwarte klatki. - Jesteście w tej chwili oskarżeni o zdradę i zamachy. Najgorsza dla was opcja, to śmierć, najlepsza dożywocie w kopalniach kryształu. Jeśli chcecie coś jeszcze powiedzieć to ostatnia szansa. Potem w klatkach już nikt was nie wysłucha do procesu - gwardziści stanęli przy klatkach czekając na reakcje zatrzymanych.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

White i Sinister

- A więc co planujesz zrobić z tymi podmieńcami? - Spytała z ciekawości Sinister idąc przez gęsty las wyglądem przypominającym Everfree z czasów kiedy jeszcze nie został skażony. - Wszystkich nie wybijesz, ich jest za dużo a w końcu zaatakują taką grupą której pokonanie będzie ponad twoje siły.

- Niech próbują mnie pokonać a w pewnym momencie uznają że te nędzne próby im się nie opłacają - Odparła pewna siebie White. - Potrzebuje tylko lepszej broni, takiej która zawsze pozostaje nienaruszona po uderzeniu i niemożliwej do używania przez inne jednorożce. To denerwujące i kłopotliwe gdy to robią... Umiałabyś coś takiego wykonać? 

- Pewnie, pierwszy warunek jest banalny jednak drugi to co innego, przy użyciu czarnej magii to byłby banał ale niestety ta opcja odpada - Powiedziała Sinister widocznie zastanawiając się nad możliwościami. - Gwardia od razu by wyczuła że z tą bronią coś jest nie tak, zaczęliby zadawać pytania i nie skończyłoby się do dobrze - Obydwie klacze wyszły z lasu na dość dużą polanę na której stał samotny dom co oznaczało że praktycznie dotarły już na miejsce.

- Wiesz, masz jeszcze tą magię chaosu i tak dalej. Wymyślisz coś.

- To nie takie proste jak się wydaje - Sinister wyjęła klucz i przekręciła zamek w drzwiach otwierając je. Ich oczom ukazał się dość długi korytarz z drewnianą podłogą a na jego samym końcu dało się zobaczyć przejście do kolejnego pomieszczenia jakim było laboratorium chemiczne. - Mogę praktycznie zmieniać każdą cechę materiałów ale nie jestem pewna czy istnieje coś takiego jak podatność na lewitacje czy coś innego. Muszę nad tym dłużej pomyśleć a dodatkowo zanim zacznę potrzebuje sproszkowanego metalu z twojej aktualnej broni. Wydaje mi się że chcesz zatrzymać jej unikalną cechę?

- Byłoby to dosyć pożądane... Jak mam to zrobić?

- Pójdziesz do sklepu i kupisz pilnik do metalu, potem zeskrobiesz nim wierzchnią warstwę a następnie dasz mi ten pył. Brzmi prosto prawda? - Sinister wiedziała że White nie lubi tego typu robót jednak prawda była taka że ona lepiej się do tego nadawała ze swoją silniejszą lewitacją.

- Powiedzmy... A  nie można do tego kogoś wynająć? - Spytała z nadzieją.

- Pewnie ktoś by to zrobił chcąc sobie dorobić ale czy masz pieniądze by mu zapłacić? Ja nie pożyczę - Uśmiechnęła się chytrze.

- Niestety nie przy sobie - White nie spodziewała się wydatków więc praktycznie całość bitów zostawiła w domu. - Dobrze, nie mam korony to i mi nie spadnie.

- To ty zajmiesz się skrobaniem a ja wieczorem gdzieś wyjdę się w pewne miejsce na spotkanie - Specjalnie nie mówiła z kim i gdzie, wiedziała że nie spodobałoby się to jej rozmówczyni.

- Coś ukrywasz że nie powiedziałaś co to za miejsce i co to za osoba z którą zamierzasz się spotkać? - Spytała podejrzliwie patrząc na Sinister.

- Po prostu uznałam że tak będzie lepiej, po za tym i tak będziesz zajęta więc nie masz możliwości by pójść ze mną.

- Jeszcze zobaczymy - W głosie White było czuć determinacje i zaraz po tym ruszyła galopem w kierunku Ponyville.

- Heh, zobaczymy... - Powiedziała obserwując biegnącą klacz. Było jej trochę głupio z tego kłamstwa, w końcu posiadała pilnik do metalu ukryty w którejś z szafek i wystarczyło go tylko poszukać.

  • Haha 1

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

     - Pokaż co najpierw co widzisz... - stwierdziła Fate, tupiąc swym kopytkiem w złości, a nawet z całą dostępną sobie mocą nie miała pojęcia czy mogłaby się tego podjąć wyleczenia go... To nie była jej dziedzina. Gdzie biała klacz skupiała się na kontroli chociaż był sposób który mógł go wyleczyć nie miała jednak pojęcia co się stanie z jego wiedzą z nią samą i dlatego odpuściła spoglądając w jego oczy... Nie był w nim zaklęcia do złamania. On tylko widział więcej jak i ona... Zdobył wiedzę której nie powinien. To go przerażało nawiedzało, a może wiedza którą zdobył stworzyła w jego głowie urojenia, czy to co widział faktycznie gdzieś miało miejsce, odzwierciedlenie.

 

     - Wiesz że chce powstrzymać Crystal... Wiecie - wysyczała zarzucając swoją grzywką - że zrobię wszystko co w mojej mocy by to osiągnąć - powiedziała dość dobitnie, podchodząc do niego by dotknąć jego czoła swoim... Być jak najbliżej jego, poczuć może coś czego nie mogła zauważyć z daleka, nadal liczyła że to sprawa magii a nie kucykowego umysłu... Jak miała z tym sobie poradzić. Jak... Zadawała sobie pytanie dość długo a jej moc z wolna przygasała... Jednak z blasku który sprowadziła zasklepiła jego rany... Bo moc którą przywołała ją samą by rozniosła. Samego przepływu, dlatego nie wyglądała jak Mask... Nadal była tylko delikatnym kucykiem nie znających wszystkich zawiłości świata... Chciała zobaczyć co widział on... Czy czas mógł jej na to pozwolić, czy w ogóle miał na to wpływ... - Nie odejdę... - wyszeptała, zaciskając swe zęby w źrebięcym niemal uporze... Bo ona chciała... A Czas znalazł oczy ogiera... Chciała wierzyć że to powstrzyma wizje... Jego szaleństwo... Bo jeśli to miały być omamy... To powinny być rozwiane właśnie tym... Prawdziwym widzeniem.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Oszalały gwardzista

Nie zareagował w żaden sposób, gdy Dancing of the Fate zetknęła swoje czoło z jego. Również, zdawał się już w żaden sposób nie reagować, na to co do niego mówi. Jego wzrok stał się pusty, zupełnie jakby życie w nim zniknęło. Gwardzista stał niczym pomnik, nie ukazując nawet iskry życia. Przez chwilę można było nawet odnieść wrażenie, że umiera... Jego puls zaczął słabnąć, podobnie jak oddech. Nawet nie mrugał, tylko siedział i patrzył. Trwało to dobrą chwilę, aż nie złapał nagle klaczy za kopyta. Nie zrobił tego mocno, a bardzo delikatnie. Trzymał tak chwilę kopytka klaczy, patrząc jej prosto w oczy, aż nie wymruczał słowa, którego jako kucyk nie miał prawa znać.

 

- Ashrad - wyjąkał, zupełnie jakby nie on. Głos był zupełnie inny niż gwardzisty, który do niedawna z nią rozmawiał. Słowo wywodziło się jednego z zapomnianych języków, których nie zapisano, bo istoty, które mogłyby znać ten język, dawno już przepadły. Było starsze niż mogłoby się wydawać, nawet starsze niż czas, w którym powstawała Ziemia i Equestria, a znaczyło po prostu "ujrzyj". Ogier,  nadal nie puszczał jej kopytek, a pomieszczenie wokół, zaczęło się zmieniać. Nadal było bliźniaczo podobne, do tego, w którym do tej pory siedzieli, a jednak inne... Wszystko jakby utraciło barwy i stało się zupełnie szare. Zamiast sufitu i nieba była tylko ciemność. Z niekończącej się pustki nad nimi, spadało coś na nich i ziemię, co przypominało śnieg, ale nim nie było... Jak się okazało, najbliżej było temu do pyłu. Klacz mogła zobaczyć również, Night Tale'a i Qualm Mask, w miejscu gdzie stali. Było tam również wiele innych kucyków, ale jednocześnie jakby żadnego z nich tu nie było. Wszyscy oni przypominali zupełnie białe cienie, które zdawały się ich nie dostrzegać. Całe to  miejsce, wyglądało jakby zostało stworzone ze strachu i rozpaczy. Wtedy właśnie dobiegł ich dźwięk, nieprzypominający żadnego naturalnego. Brzmiało to jak coś pomiędzy warknięciem dzikiego zwierzęcia i piskiem opon, rozpędzonego samochodu. Nie sposób było określić skąd dobiegał ten dźwięk, bo brzmiało to tak jakby, cały ten świat go wydał. Wtedy właśnie, ogier puścił kopytka klaczy i znów wszystko wróciło do normy.

 

- Mówiłem, że nie chcą was tu widzieć - szepnął, słabo. - Jestem w obu... - mówił, ciężko oddychając, a potem opadł na ziemię, szlochając. - Nie jestem tchórzem... - mówił jakby do siebie, próbując sam przed sobą się usprawiedliwić. - Jednak nie mam dość odwagi, by znów ich zobaczyć, a oni to wiedzą i cieszy ich to. Nie muszą nic zrobić, bo wystarczy, że zabiorą mnie tam, to i tu... Należę już do nich i oni to wiedzą... - podniósł głowę, patrząc teraz na klacz. - Nie pokonasz jej... Nikt nie może... A gdy już skończy, nawet nadzieja umrze - na kapeluszu i ciele Dancing of the Fate, były jeszcze resztki dziwnego pyłu, opadającego z pustki tamtego świata. Był zarówno na niej jak i ogierze. Jedyny dowód, że naprawdę tam byli.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

     - To będziemy musiały ją powstrzymać zanim skończy... - stwierdziła dość poważnie, i jak rzadko kiedy pewna jeszcze bardziej tego wszystkiego, mimo że to co zobaczyła niewiele jej powiedziało, a raczej przez to wszystko musiała zadać sobie jeszcze więcej pytań, nie zbaczając z właściwej drogi... Odpowiedzi, kim tak naprawdę jest Crystal i czego chce... Bo białej klaczy zniszczenie wszystkiego wydawało się za abstrakcyjne... A może chciała stworzyć świat na nowo? Przeszło jej to przez głowę, ale zacisnęła zęby zanim jeszcze raz zabrała głos.

 

     - Wiesz czego jeszcze potrzebuje? By skończyć berło? - zapytała biała klacz średnio zadowolona z tego wszystkiego, chcąc go opuścić tak jak o to bo nie była wstanie mu pomóc... Nie była pewna czy nawet śmierć jest wstanie... Z samego jej humoru jej szczerozłota grzywa pociemniała i zaczęła przypominać wiekowe złoto. Otrzepała swoje ciało z pomocą podmuchów powietrza... Strzepała pył z kapelusza i peleryny. Zarzucając ją na siebie...

     

     - Ukradła Oko Sharr czego jeszcze potrzebuje - zapytała już w przejściu, odwrócona do niego bokiem... Spoglądając na niego jednym ze swych oczu... A kryształy rozłożone w pomieszczeniu rozpuściły się w powietrzu wypełniając pomieszczenie świeżym zapachem morskiej bryzy.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Oszalały gwardzista

- Widziałem je... - powiedział, unosząc lekko głowę i patrząc na wychodzącą klacz. - Oko było złączone z berłem i one też jest częścią... - zaczął nagle poruszać kopytem po ziemi, jakby chciał coś narysować. Zmarszczył lekko brwi i znów uniósł wzrok na klacz. Nagle zbliżył kopyto do swoich zębów i mocno je ugryzł. Stróżka krwi zaczęła skapywać na ziemię, a on za jej pomocą zaczął tworzyć obraz. Narysował coś co wyglądało jak berło, którego koniec wyginał się w półksiężyc. W pustym miejscu półksiężyca był dziwny kulisty przedmiot, a pod nim było oko. Na zakończeniach półksiężyca, były dwie krople krwi, być może miały przedstawiać kamienie. Na środku berła narysował jakieś koło, a ostatnią rzeczą było coś długiego, owijające się wokół berła. Niestety za pomocą krwi, nie był w stanie przedstawić jak dokładnie wyglądają te przedmioty. Tylko oko i berło wydawały się wyglądać jak należy. Uniósł kopyto, i pokazał na przedmiot w półksiężycu. - Jest w ziemi... Sprowadziła to już, a teraz szuka... Inne nadal są ukryte, ale to niedługo... Ma już wasze oko i jeszcze dwa, a jej moc stale rośnie... - nagle znów upadł na ziemię płacząc. - Przepraszam księżniczko, że zawiodłem, nie jestem godny mojej zbroi - łkał załamany.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

     - Mystra wspomoże cię w następnych chwilach... - spojrzała na niego dość pobłażliwie, wspominając swoją boginie, jakby samo jej imię miałoby moc zmazania win... - Celestia wybaczy... Sama rozkażę włożyć gdy to wszystko się skończy... - próbowała dodać mu otuchy niezwykle prostymi słowami. - To właśnie ty pomożesz zaprowadzisz porządek i staniesz w obronie zarówno słońca jak i księżyca... 

 

     - Ja dziękuję - powiedziała klacz naprawdę elegancko ale i krótko, kłaniając się i unosząc swój kapelusik, by odwrócić się na jednym kopytku. Nawet po części jej humorek wrócił po tej podróży w nieznany jej cień, postacie który zdołały w jej sercu zasiać zwątpienie z którego się otrzepywała... - A teraz cię już opuszczę... Nie zostało nam wiele czasu Night - zwróciła się do drugiego ogiera już za drzwiami - a posiadam jeszcze więcej pytań niż wcześniej. Dziękuję za przyprowadzenie nas tutaj... Teraz nie można dopuścić by zrobili mu to co planują... - westchnęła zastanawiając się co powinni zrobić i przychodziło jej jedno niezbyt mądre i rozsądne rozwiązanie polegające na czymś czego sama nie pochwalała... Ale czy pomoc kucykowi nie była ważniejsza?

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Night Tale

Słysząc słowa klaczy, gwardzista na chwilę uniósł wzrok, jakby chciał coś powiedzieć, ale trwało to niewielką chwilę, bo zaraz potem znów wrócił do tworzenia symboli. Przez cały okres pobytu Dancing of the Fate z gwardzistą, Night Tale zastanawiał się co się tam dzieje. Pomieszczenie częściowo ograniczało dźwięki, jednak nie całkowicie. Tak więc, słyszał niektóre wydobywające się głosy. Nie słyszał Dancing of the Fate, bo ta była, zbyt cicha, ale głos gwardzisty owszem. Cokolwiek mu było, miał wrażenie, że jest z nim coraz gorzej. Co jakiś czas rzucał spojrzenia na Qualm Mask, zastanawiając się, czemu ona nie została z Dancing of the Fate. Czy one miały między sobą jakieś tajemnice? Zaczynał naprawdę coraz bardziej martwić się o drobną klacz, zastanawiając się, czy nie wejść do środka tak na wszelki wypadek. Powstrzymywała go jednak jej prośba, rzucona poważnym tonem zanim została tam z nim sama. Tak więc, gdy drzwi stanęły otworem, w ostatniej chwili się powstrzymał, by nie uściskać klaczy, widząc ją całą i zdrową. Zaraz potem dotarły do niego jej słowa.

 

- Chcesz powiedzieć, że on naprawdę coś... Z jego dokumentacji wiem, że znaleziono go w zaułkach, gdzie straszył kucyki, mówiąc, że muszą wszystko zabrać i uciekać jak najdalej... Nim znalazła go gwardia Crystal, został umieszczony tutaj w tajemnicy. Nikt nie chciał sprawdzać jak zareaguje obecna gwardia, na wiadomość, że trzymany jest tu dawny gwardzista. Najpewniej by go zabili... - zmarszczył brwi i spojrzał na Qualm Mask. - Może jak powiesz jej co widziałaś, to ci zdoła odpowiedzieć na te pytania - mruknął, przypominając sobie, że klacz jest starsza od Dancing of the Fate. - Co do lobotomii, nie mam tu zbyt wiele do powiedzenia... Jestem tylko z wolontariatu, nawet tu nie pracuje. Mogę zabrać cię jedynie do ordynatora tego zakładu, może zdołasz go przekonać

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

     - Night... Byłam w wielu światach, większość jest dość podobna... - powiedziała spoglądając na Qualm, która i ją mierzyła wzrokiem jakby wymieniały się doświadczeniami, ale tylko na siebie spoglądały a biała klacz po chwili zawahania pokiwała dwa razy głową... Uznając że starsza klacz powiedziałaby dokładnie to co ma na myśli gdyby nie wiedziała że musi grać swą rolę i nie pytana nie mówiła nic, gdy Fate mówiła dokładnie spowiadając się ze swoich planów, jak klaczka a nie wielka pani...  - w większość wystarcza wyłożyć odpowiednią masę by przegięła szalę obowiązku...  Zgadzasz się z tym? Jeśli tak, to zaprowadź mnie do niego - zachichotała z dokładnie tą samą myślą

 

 

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Night Tale

Nieco zmieszany słowami klaczy, ogier lekko westchnął i kiwnął głową, w geście zgody. Nie pytał co chce zrobić, bo wiedział, że może jej zaufać. Ponadto, nadal istniała ich przykrywka. Tak więc szedł w milczeniu kolejnymi korytarzami, starając się nie zwracać na siebie uwagi. Co jakiś czas mijali personel placówki, który z zainteresowaniem, nie tyle przyglądał się ogierowi, którego już znali, co jednej z klaczy. W końcu Dancing of the Fate, wychodziła tu na arystokratkę, co było nietypowe w tym miejscu. Nie sposób było jednak dostrzec pacjentów, bo ci zwykle siedzieli pozamykani w swoich pokojach. Ponadto, ogier prowadził tak klacze, że omijali sale dla pacjentów. W końcu doprowadził obie klacze do schodów. Tam na piętrze, okazał się znajdować gabinet ordynatora. Nim weszli, Night Tale nagle stanął.

 

- Dajcie mi chwilę. Muszę z nim porozmawiać, nim będziecie mogły wejść - nim którakolwiek mogła odpowiedzieć, ogier delikatnie zapukał i wszedł do środka, zamykając za sobą drzwi. Na niewielką chwilę, Dancing of the Fate i Quam Mask zostały zupełnie same na pustym korytarzu. Night Tale, w tym czasie spojrzał na starszego jednorożca o pomarańczowej sierści i szarej grzywie. Siedział właśnie nad dokumentami coś pisząc.

- Przepraszam - mruknął, w jego kierunku. Ogier uniósł głowę i spojrzał na Nighta.

- Witaj Night, coś się stało?

- Chce z panem ktoś porozmawiać - lekko westchnął.

- No to wpuść go proszę

- To nie jest on, i nie jest zwykłym kucykiem - ordynator lekko uniósł wzrok. - To klacz z wyższego rodu

- Czego tutaj szuka? - zmarszczył lekko brwi, będąc zdziwionym, tak nietypową wizytą.

- Może sama panu wyjaśni - Night Tale podszedł do drzwi i je otworzył. - Dobrze, możecie wejść - mruknął, zastanawiając się, czy coś planowały w tym czasie gdy go nie było. Ordynator, spoglądał z zainteresowaniem na Dancing of the Fate.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

     - Witam, Dancing of the Fate - przedstawiła się wchodząc sama... jeszcze zanim zdążył wydać pozwolenie wejść do gabinetu, a tylko samym tupnięciem tylnego kopyta kazała Mask zostać pod zamkniętymi drzwiami... Wyglądała na delikatnie oburzoną, wzburzoną tym co zobaczyła. - Jestem tu w sprawie ogiera na którym za niedługo będziecie chcieli przeprowadzić lobotomie... - wyłożyła swoje intencje niemal od razu na wejściu takim głosem że od razu pokazywała że nie chce usłyszeć odmowy... Mimo że ordynator był większy od niej, biała klacz miała arogancje w oczach. - Chce byście ją odwołali - stwierdziła unosząc swój nosek do góry... Liczyła że to zadziała, że nie będzie musiała podawać przyczyn dlaczego żąda o coś takiego. 

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Ordynator

Zaraz po tym jak klacz weszła do gabinetu, ogier lekko zmarszczył brwi. Ciężko było powiedzieć, czy złość była spowodowana zachowaniem klaczy, czy może jej prośbą. Równie dobrze, ogier mimo bycia jednorożcem, mógł też nie lubić jednorożców z wyższych sfer. Najpewniej zastanawiało go również, jak Night mógł zacząć zadawać się z kimś takim. Zapewne byłoby mu wygodniej, gdyby ogier również był w pomieszczeniu, a nie tylko on z tą klaczą. Zaraz jednak po wyrażeniu prośby przez klacz, ordynator nic nie powiedział, tylko położył kopyta pod brodą i spoglądał na nią zainteresowaniem.

 

- Nietypowa prośba, biorąc pod uwagę, kim pani jest - zaczął bardziej dokładnie się jej przyglądać. - Fakt, że jednorożec o takiej pozycji, przychodzi do tego zakładu, sam w sobie jest dziwny, a na dodatek wstawia się za dawnym gwardzistą księżniczek... To jeszcze bardziej intryguje. Powinnaś raczej, kazać mi go wydać cesarzowej, by go powiesili za zbrodnię - uderzył kilka razy kopytem w brodę. - Jak to było z niebiańską biblioteką i jej symbolami, które tylko wy możecie oglądać? Piasek, mgła, drzewo i ostatnie mi chyba umknęło, czy może mi pani przypomnieć? - zmrużył delikatnie oczy.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Mgła, skała, a może jezioro, nie wiedziała... Nie mogła odpowiedzieć błędnie, ani pokazać że nie wie, bo tego nie mogłaby już cofnąć. Grymas na jej pyszczku trwał tylko krótki moment, gdy klacz wyłapała moment gdy zamknął oczy ordynator, a ona rozciągnęła jego czas do niebotycznych rozmiarów... Bo nie potrafiła go zatrzymać. On musiał płynąć nieustanowienie... Jednak nie z tą samą prędkością i tą jego właściwość wykorzystała, by móc uzyskać odpowiedź której potrzebowała... 

- Night... Odpowiedź proszę - mówiła nieustannie patrząc na ogiera, by w tamtym momencie nieustanie i bezpośrednio. Nic innego już jej nie pozostało... - Mogłeś powiedzieć że taki jest - syknęła już nerwowo ale na pewno nie zła. 

Edytowano przez Hoffner

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Night Tale

Przez czas rozmowy Dancing of the Fate z ordynatorem, ogier jak zwykle siedział spokojnie czekając. Nie sądził, by coś tu mogło pójść nie tak. Bardziej się martwił, gdy klacz była sama z potencjalnie niebezpiecznym gwardzistą. A jednak jej próby ocalenia go, wskazywały, że być może wszyscy się mylą, i to co go męczyło, było gdzieś indziej niż w podłożu psychologicznym. Mimo wszystko, klacz perfekcyjnie odgrywała swoją rolę, więc i teraz musiało wszystko pójść dobrze. Szybko jednak się przekonał, że w życiu nie można być niczego pewnym. Zaraz po tym, gdy padły słowa klaczy, ogier lekko mrugnął, zdezorientowany. Po jego minie, można było założyć, że sam również się najwyraźniej tego wszystkiego nie spodziewał.

 

- Ja... - powiedział nerwowo, a na jego pysku pojawiły się krople potu. - Naprawdę nie wiedziałem... - zaczął nerwowo pocierać kopytem o głowę. - Nigdy nie miałem tam wstępu... - przełknął lekko ślinę. - Czytałem o tym coś, kiedyś... - zaczął nerwowo mrugać, widać było, że te presja trochę go przerasta. - To było coś z kryształem, na pewno - mówił dalej nerwowo. - Nie jestem tylko pewny, co to było dokładnie... Jedno z dwóch... Kryształowa fontanna lub ołtarz, cholera... Naprawdę przepraszam - opuścił głowę ze wstydu.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

     - Night na spokojnie... Jak brzmi odpowiedź - powiedziała Fate o wiele przystępniejszym głosem, nie drgał, nadal był dość poważny... - Na spokojnie - mówiła wpatrując w ordynatora... Była skłonna ku kryształowej fontannie jako iż bardziej jej to pasowało, z drugiej strony... Ołtarz brzmiał donośniej, ale biała klacz zdecydowała się na trzecią opcję. Lekkim ruchem zrzucając swój kapelusz na ziemie, a ten pokulał się aż pod nogi Night dzwoniąc swoim dzwonkiem dość głośno, jakby skarżył się na takie zachowanie swej właścicielki że się nie godzi na coś takiego.

 

     - Haze wychodź... - powiedziała o wiele spokojnie... a metalowy źrebak powoli wyszedł z miejsca swojego tymczasowego zamieszkania, a brzęczenie rozległo się po pomieszczeniu... Spojrzała z wyższością na Fate że nie umie zrobić czegoś takiego, bo wszystko słyszała... Chociaż dźwięki w środku były dość zniekształcony.

     - To co mam się upewnić? - westchnęła cicho że miała zrobić coś tak prozaicznego. Jak znalezienie odpowiedzi ABC... Liczyła że ogier myśli na temat tego co tak bardzo chce usłyszeć, bo nie było jej śpieszno by wertować całe jego życie... Wokół jej rogu będącego tak naprawdę ostrzem, zebrała się niebieska mgiełka. Ta sama która zwiastowała zjawienie się Księżniczki Luny i poleciała w kierunku ordynatora by wejść do jego głowy... Przekonać się o co tak naprawdę mu chodziło, a Astral nie był planem materialnym, tylko duchowym i nie dotyczyła go funkcja czasu.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Night Tale

Słowa ze strony klaczy, nie sprawiły, że ogier się uspokoił, jakby nie było, to była jego wina, że są w tej, a nie innej sytuacji. Zastanawiał się jaki finał może mieć to wszystko. Ordynator na pewno nie wezwie gwardii, bo ma niechęć do Crystal, wiedział to. Mimo wszystko będzie chciał wyjaśnień, tego był pewny. Próbował ze wszystkich sił sobie przypomnieć, co mogło być odpowiedzią. Przynajmniej tak było do czasu, aż nie spostrzegł co Dancing of the Fate robi. Ogier widząc mechaniczną klaczkę, wychodzącą z kapelusza, uśmiechnął się. Cały czas w końcu żałował, że nie mogła tu z nimi być. Nie rozumiał jednak, co miała niby zrobić w tej sytuacji? O nic jednak nie pytał, z zaintrygowanie patrząc na niebieską mgłę. Czegoś co dawniej kojarzyło się z obecnością księżniczki nocy. a czego dawno już nie widziano. W międzyczasie. w głowie ordynatora pojawił się obraz, którego szukała klacz, jak się okazało był to ołtarz z białego marmuru, który pokryty był również pięknymi klejnotami.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

- Kryształowy ołtarz - powiedziała Fate po tym jak posprzątała cały bałagan, który sama zrobiła. Haze wylądowała w kapeluszu, a ten na głowie złotogrzywej klaczy, gdy ta mówiła niezwykle pewna siebie... Po tym gdy czas już płynął tempem adekwatnym do tego świata. - Chce mi pan powiedzieć że jestem dziwna? - pytała podchodząc aż pod same jego biurko... - bo wiem że to mu nie pomoże, a mi przeszkodzi prowadzić badania jak się namyśle, oczywiście przyzna mi pan rację to gwardzista, którego tu nie powinno być... Wy też będziecie mieli problemy... - zamruczala patrząc na niego jednym ze swych niebieskich oczu w którym tańczyły złote iskry.

Edytowano przez Hoffner

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Ordynator

Gdy padła odpowiedź klaczy, zmarszczył lekko brwi. Najwyraźniej ogier, miał nadzieje, że zdoła wyciągnąć jakąś kartę atutową, co miałoby być spowodowane jej niewiedzą. Być może chciał w ten sposób udowodnić przy okazji, że klacz tylko perfekcyjnie udaje. Znów zaczął przyglądać się jej pyszczkowi, jakby szukał  w jej mimice czegoś co mogłoby potwierdzić jego racje, jednak niczego takiego nie był w stanie się doszukać. Wtedy padły kolejne słowa ze Dancing of the Fate, które wyraźnie niezbyt zadowoliły ogiera. Nie ukrywał nawet swojej niechęci, gdy nagle padła groźba z jej ust.

 

- Nie lubię, gdy mi się grozi - wymruczał dość poważnie, kładąc kopyta pod brodą. - Ten ogier był zasłużonym bohaterem naszej krainy, a pani chce skazać go na cierpienie i więzienie we własnym chorym umyśle - powiedział dość chłodno. - Powiadają prawdę, że w takich jak wy, nie zostało już nic z dawnych nas - zmarszczył brwi. - Teraz jednak nasze losy stały się powiązane. Jeśli pani wyda naszą placówkę, ja mogę powiedzieć o naszej umowie, ale dobrze - machnął kopytem. - Mam prośbę jednak... - odparł ponuro. - Proszę zostawić Nighta w spokoju. To dobry ogier i nie zrobił nikomu nic złego. Zasługuje na coś dobrego w życiu

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

- To dobry ogier - sparodiowała jego głos, patrząc mu w oczy - któremu chcecie zabrać osobowość, barbarzyńskim zabiegiem i to ja jestem tą złą? - zapytała gdy końcówka kołyszącego się ogona lekko zapłonęła, po czym zgasła i rozniosła się woń spalenizny po pokoju... - On naprawdę widzi więcej... tego się lęka. - Tylko tyle rzekła w komentarzu gdy zwróciła swe oczy ku drugiemu ogierowi, a głowę uniosła jeszcze wyżej tylko dlatego że była tak niska i chciała podkreślić jak ważna jest, gdy jej oczy wyrażały dezaprobatę...

 

- Idziemy nie chce tu być - wyraziła swoje zdanie w dość dworski sposób, gdy skierowała się ku drzwiom powoli, a  jej je otworzyła Mask.

Edytowano przez Hoffner

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

- Tak jak przypuszczałam - Powiedziała na głos Sinister wychodząc z domu i rozglądając się. - A, no tak. Zapomniałam że ciebie też nie ma - Wzruszyła ramionami przypominając sobie że Star postanowiła się dzisiaj w ogóle nie pokazywać. -Przynajmniej mam święty spokój. 

- Nie byłabym taka pewna - White wtrąciła się do rozmowy słysząc ostatnie zdanie, trochę zdyszana ale nadal gotowa do biegu. Miała dobrą kondycję.

- A ty co? Popisujesz się że możesz galopować cały dzień bo nie jarasz fajek? - Mówiła z wyrzutem nie doceniając tego osiągnięcia. - Też tak mogę ale nos po tym trochę boli. 

- Gdybyś przestała palić wyszłoby ci to na zdrowie, nic nie poradzę że takie są realia które zostały poparte naukowymi dowodami - Nie przejęła się tym że Sinister była niezadowolona z tego że udało jej się zdążyć. - To gdzie idziemy?

- Na coś trzeba umrzeć... - Mruknęła cicho. - Mi niestety śmierć od podmieńców nie grozi - Uśmiechnęła się po czym kontynuowała normalnym tonem jakby miejsce do którego się wybierają było po prostu zakupami w sklepie. - Na czarny rynek po jedną czy dwie rzeczy...

  • Haha 1

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Chcesz dodać odpowiedź ? Zaloguj się lub zarejestruj nowe konto.

Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony

Utwórz konto

Zarejestruj nowe konto, to bardzo łatwy proces!

Zarejestruj nowe konto

Zaloguj się

Posiadasz własne konto? Użyj go!

Zaloguj się