Magus

Nowy świat TCB [ZAPISY]/[GRA]

Recommended Posts

Sinister i White

- W takim razie może co nieco opowiesz mi o niej na zapleczu? - Powiedziała zalotnym głosem i nieco zmrużyła oczy... Po chwili kontynuowała jakby przed momentem nie padła żadna propozycja. - Pojadę po klasyku z moich stron - Ze swoich toreb wyjęła bibułkę i marihuanę z widocznym dodatkiem innych ziół. - Macie tutaj wódkę robioną na pokrzywach? - Spytała wiedząc że są raczej marne szanse na to. - A jeśli nie macie tego syfu to niech będzie ta tequila, nie wiem jak to się stało ale nigdy jej nie próbowałam więc teraz najwyżej będzie ten pierwszy raz - Uśmiechnęła się wypowiadając ostatnie dwa słowa i odwróciła się w stronę Crimson. - Też ci skręcić? 

- Ja dziękuje... - White odparła ogierowi wiedząc że nie wzięła ze sobą więcej gotówki niż parę monet. Było jej trochę głupio z tego powodu ale naprawdę nie spodziewała się wypadu do kawiarni a co dopiero w takie miejsce. - Po za tym ja rozumiem że to czarny rynek, brak zasad przyjętych przez ogół i kultury osobistej... Ale czy mógłbyś rozważyć wprowadzenie chociaż jednej? - Spytała i zanim kontynuowała zrobiła małą przerwę. - Brzmi ona nie szczać pod siebie. 

- Nie no - Tak szybko jak zaczęła mówić sama sobie przerwała by polizać bibułkę która bez odrobiny wilgoci się po prostu nie sklei. - Nie wygłupiaj się i zamów coś - Kiwnęła jej głową by się nie martwiła o rachunek. 

- W takim razie... - Co prawda rzadko w ogóle piła alkohol a jak już to najczęściej wino i była niepocieszona tym że mają z nim problemy. - Cola z dodatkiem delikatnej w smaku whisky. Najlepiej Tullamore Dew - Nie zamierzała się spić ale odrobina na rozluźnienie jeszcze nikomu nie zaszkodziła.

 

Batty

Każdy rozglądał się dookoła próbując coś zobaczyć... Mimo że okolica wydawała się nienaturalnie martwa i nieprzyjemna nie wydawało się że coś im grozi jednak nikt nie czuł się bezpiecznie. Dużo osób widziało jak ciało martwej harpii jakby rozpłynęło się w powietrzu...

- Ja... - Batty znowu się odezwała po chwili ciszy i czuła na sobie wzrok wieli kucyków. - Nie spotkałam się z niczym podobnym... - Pokręciła głową wiedząc że jeśli tutaj coś jest nie wie jak sobie z tym poradzić. - Mam przeczucie że powinniśmy stąd odlecieć tak samo jak te harpie. 

- Nie lecieliśmy taki kawał by teraz zawrócić - Odezwała się Fire która wyszła zza sterów i zatrzymała się na dziobie okrętu. - Sprawdźmy co jest w środku... - Wskazała kopytem na wejście do dawnej bazy buntowników. - Może ta harpia na chwilę starczy temu drapieżnikowi. 

- Nie jestem przekonana że... - Chciała powiedzieć coś więcej jednak Kati która przyleciała przerwała jej. 

- Co jest? - Spytała widząc że wszyscy mają jakieś niewyjaśnione opory przed zejściem na ląd. - Będziemy tak sterczeć? 

- Chcesz iść pierwsza to proszę bardzo - W tym momencie odebrała swój pistolet od innego kucyka i uzupełniła amunicje chowając dwa dodatkowe pociski do uchwytu broni. - Coś tutaj jest... Ci gwardziści nie zabili się sami a harpie również tego nie zrobiły...

- Proponuje zebrać parę osób i udać się do środka. Kati pójdzie pierwsza skoro chce, ja bo najlepiej znam rozkład pomieszczeń tej bazy, Batty bo ma najlepszą broń i słuch - Wyjawiła swój pomysł. Naprawdę jej zależało by się nie poddać i nie zawrócić z podkulonym ogonem. - I dwóch lub trzech innych kucyków jakbyśmy coś spotkali...

- Nadal uważam że to głupi pomysł... - Jednorożec z genami kucoperza znowu wyraził swoje wątpliwości. - Ale w zasadzie chciałabym się dowiedzieć co to...

Share this post


Link to post
Share on other sites

Czarny rynek

- Wybacz, tego nie mamy - mruknął, nie odpowiadając tym samym na niedawną propozycje Sinister. Jedyna jego reakcja objawiła się zmarszczonymi brwiami, jakby go zirytowała samym pomysłem. Nie zareagował nawet na skręcanie bibułek przez klacz. - Więc dwie tequile - spojrzał na Crimson spod byka. - Już ją uczysz swoich przyzwyczajeń? - klacz tylko niewinnie się uśmiechnęła, na co pokręcił głową, a potem spojrzał na White. - Niestety, nie stać mnie na opłaty dla gwardii Christiana. Nie mam zamiaru też znowu dostać czymś w łeb. Więc jak dla mnie niech robią co chcą - potem zapisał w notatniku zamówienie White. - Zaraz wracam, z łaski swojej nie róbcie problemów - dodał przed odejściem, głównie w kierunku Crimson, która teraz skupiła się na Sinister.

 

- Jeszcze pytasz? - uśmiechnęła się w kierunku Sinister, gdy barman odszedł, a zaraz potem dodała. - Jest trochę nerwowy, ale ogólnie spoko - wzruszyła kopytami, rozglądając się po barze. Jak na życzenie White, nawet jeden ogier sikał pod ścianą, śmiejąc się z tego, a potem nagle upadł zasypiając w swoim moczu. Niedługo później pojawił się barman, który położył dla Sinister i Crimson zamówienie w niewielkich szklankach. Natomiast drink White miał nieco większą zawartość. Najwyraźniej tequila była lepsza lub zawierała w sobie więcej alkoholu. Crimson patrzyła na swojego drinka z nie małym zadowoleniem, a jej wzrok sugerował, że już nie mogła doczekać się by go wypić. Nagle jednak zmarszczyła brwi i nagle złapała White pod stołem mocno za kopyto, że klacz musiała to poczuć. Crimson nie patrzyła jednak na nią, a gdzieś w bok. Jak się okazało, patrzyła na miejsce gdzie siedziała grupa ogierów, która się z czegoś śmiała. Jednego z nich White mogła poznać, bo to on kupił klacz którą widziała. Nawet ona tu była i siedziała na podłodze nadal na smyczy, patrząc ze smutkiem w przestrzeń, gdy ogier głaskał ją po grzywie jak psa.

 

Pustkowie

Cisza i niepewność z pewnością stawały się dla wszystkich nie do zniesienia. Nic jednak nadal się nie działo, a miejsce naprawdę wyglądało na opuszczone. Można było nawet odnieść wrażenie, że wszyscy doznali masowego złudzenia optycznego, a sytuacji z harpią nigdy nie było. W momencie gdy kopyta wybranego zespołu dotknęły ziemi, ponownie nic nie zaszło. Otaczała ich śmierć i zniszczenie, ale nic ponadto. Najwyraźniej żaden z gwardzistów nie przeżył starcia, które musiało wydarzyć się tu kupę czasu temu. Jedyny dźwięk, na który obecnie mogła być wyczulona Batty był wiatr. Przynajmniej było tak, aż nie znalazł się zupełnie nowy dźwięk, który mógł z pewnością na chwilę wzbudzić czujność klaczy. Szybko jednak okazało się, że to kilka kamyków spadło z pobliskiego wzgórza. Droga do dawnej bazy buntowników trwała bez zastrzeżeń, a jednak można było odnieść wrażenie, że coś cały czas ich obserwuje. Drzwi do bazy były lekko otwarte. Najwyraźniej gwardziści nie zdążyli ich domknąć. Nie było nic widać, bo z środka wypływały ciemności, które tylko dobra latarka mogła rozświetlić. Jeśli jednak na wzroku nie można było polegać, to nadal pozostał węch, a zapach, który dochodził z wnętrza nie napawał optymizmem. Z lekko otwartego przejścia wyczuć można było zapach czegoś zgniłego i zepsutego.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Sinister i White

- Spodziewałam się tego - Machnęła kopytem jakby to było nieistotne. - A nawet jeśli i tak nie byłaby lepsza od tej co robiła moja mama... - Trochę przygasła gdy wspomniała o tym ale w tej samej chwili skończyła skręcać jointa. Od razu go odpaliła, zaciągnęła się parę razy dymem i dobry humor powrócił zadziwiająco szybko... Prędzej niż by to wynikało z działania używki. - Mam jedną receptę na nerwowość i spięcie. Nazywa się... - Przerwała i z delikatnym uśmiechem szukała w myślach słowa które jej umykało. Przy okazji czuła jak napięte mięśnie przez dźwiganie reszty towaru wracają do normalnego stanu i przestają boleć. - Zielone z fioletowym to doskonałe połączenie na to - Podała Crimson swój medyczny wyrób uznając że nie będzie miała problemu z tym że już używał go kto inny i wyjmując drugą bibułkę zaczęła skręcać kolejnego. 

 

- Ah, tak - Biała klacz odparła na słowa ogiera w ten sposób uznając że szkoda języka by wypowiedzieć co o tym sądzi. Chwilę potem jak na nieszczęście właśnie zauważyła jednego, skrajnie pijanego kucyka oddającego mocz pod siebie... Odwróciła głowę w innym kierunku i przysłoniła kopytem jedno oko nie chcąc na to patrzeć. W międzyczasie barman przyniósł zamówienie i White, podobnie jak Crimson nie mogła doczekać się by go skosztować uznając że odrobinę pod wpływem alkoholu lepiej zniesie to miejsce. - Mam nadzieje że... - Nie dane było jej dokończyć ponieważ poczuła że ktoś ją złapał pod stołem. Zdziwiona spojrzała się na Burn a potem rozejrzała się po pomieszczeniu szukając przyczyny jej zachowania. Nie zajęło to zbyt długo by doskonale zrozumiała o co chodzi. - To ten ogier - Stwierdziła ze złością w głosie. - Ma pieniądze i wydaje mu się że mu wszystko wolno... - Pokręciła głową. - Albo przynajmniej tyle na ile mu starczy portfela - Złapała magią swojego drinka i wzięła delikatnego łyka nie zważając na wcześniejsze obawy że ktoś z obsługi mógł dodać coś od siebie do whisky. Nic nie wskazywało na to że zamierza wyrwać się z uścisku Crimson. 

 

Batty

- Też czujecie się obserwowani? - Batty spytała z niepokojem czując jak serce podchodzi jej do gardła. Rzadko kiedy się bała... Tak naprawdę strach w niej wzbudzało tylko to czego nie znała. 

- Nic dziwnego - Stwierdziła Fire która szła jako druga zaraz za Kati. - Taka okolica sprzyja takiemu uczuciu - Również była zdenerwowana i gwałtownie machała ogonem. 

- Strach was obleciał? - Głos smoka był raczej kpiący. - Dopóki mnie coś nie ugryzie nie uwierzę że coś tutaj jest - Gdy dotarła do drzwi schyliła się i zajrzała do środka nie zważając na przykry zapach. Jako jedyna miała zdolność widzenia przy sporym braku oświetlenia.

- Da się to szerzej otworzyć? - Kłusowniczka zignorowała słowa poprzedniczki zadając pytanie pegazowi. - Lepiej jest mieć bezproblemową drogę ucieczki...

- Raczej nie... - Odpowiedziała Fire kręcąc głową. - Zgaduje że zasilanie padło, najpierw trzeba byłoby je przywrócić włączając jedną z turbin i mieć nadzieje że kable są nietknięte. Te drzwi sporo ważą, to jednak trzydzieści centymetrów stali. 

Edited by Shey

Share this post


Link to post
Share on other sites

Czarny rynek

Klacz zaciągnęła się spokojnie podarunkiem od Sinister, na razie nie reagując na słowa White, chociaż zdziwiła się gdy ta nie zaczęła się wyrywać w chwili gdy ją złapała. Może tak się przejęła tym wszystkim, że zupełnie zapomniała, że ma zareagować. W każdym razie jej nie puszczała. Nie tylko dlatego, że to było przyjemne złapać ją za kopyto, ale i lepiej było nie ryzykować żeby nie zrobiła czegoś głupiego. Miała jednak racje, skoro gość miał wypchany portfel, mógł tu właściwie robić co chciał. Masz kasę to dyktujesz tu warunki, proste. Crimosn jednak nie ostrzegła White by nie piła jeszcze trunku, najwyraźniej wiedziała, że picie tu nie stanowi zagrożenia mimo panującego wokół klimatu. Zaraz potem spojrzała na Sinister.

 

- Musiałaś mieć ciekawą mamę - zauważyła, najwyraźniej próbując rozładować atmosferę. - Jak jeszcze powiesz, że nauczyła cię skręcać, to można ją mianować na matkę roku - nie była to drwina, bo głos klaczy był szczery. Kilka ogierów z zaciekawieniem teraz zaczęło spoglądać na Sinister. W międzyczasie, Crimson wyjęła skręta i sięgnęła po tequile. - Stęskniłam się za nią - spojrzała jednak kątem oka na White nim zaczęła pić i szepnęła w jej kierunku. - Trzymaj nerwy na wodzy. Jeszcze się zdążysz z nim rozmówić

- Przepraszam - nagle powiedział ogier w brązowym płaszczu, podchodząc do stolika klaczy i patrząc na Sinister. Był to jakiś pegaz o całkiem dobrej posturze. Miał szarą sierść i granatową krótką grzywę. Wyglądał lepiej niż większość tutejszej klienteli - Masz może coś na handel? - spytał, patrząc na skręta. Nie było tajemnicą, że zaraz i inni zaczęli patrzeć z zainteresowaniem.

 

Baza

Smoczym oczom Katie, ukazał się widok niczym z horroru. Kolejne ciała gwardzistów leżały porozrzucane w środku niczym szmaciane lalki. Wyglądało jakby część gwardzistów próbowała uciekać na zewnątrz, ale nie zdołali tego dokonać. Nawet jeden wyciągał jeszcze kopyto w kierunku ledwo otwartych drzwi. Niemal udało mu się je przecisnąć, ale zabrakło kilku centymetrów. Najbardziej niepokoił chyba widok gwardzisty przybitego do ściany własną włócznią, a nawet dwóch, którzy wisieli czymś przywiązani do sufitu. Za jednym z gwardzistów leżących pod ścianą był wypisany wielki napis o krótkiej treści "OBŁĘD"

Share this post


Link to post
Share on other sites

Sinister i White

- Robiła ten wyrób na sprzedaż - Stwierdziła beznamiętnie. - A jak czasami zniknęła jej jedna butelka to na ogół tego nie zauważała... - Wzruszyła ramionami uśmiechając się przy tym. - Nie zajmowała się jednak tak bardzo narkotykami jak ja, to znaczy nie typowymi bo jest dużo ziół o działaniu odurzającym a nie ma ich w spisie. Dobra była, potrafiła odpowiednią mieszanką wyleczyć katar w dwa dni a wiadomo że on zawsze trwa siedem dni... W szczególności u ogierów - Zaśmiała się. - Skręcać się nauczyłam w zasadzie sama kiedy odkryłam że ze sprzedając narkotyki zarobię dużo więcej niż sprzedając chwasty - Sinister poczuła na siebie wzrok White i mimo że nic nie powiedziała wiedziała o co chodzi. - No co? - Spytała zaskoczona. - To ich wybór czy to kupują czy nie... Po za tym jak nie ja to kto inny a ja dbam o jakość i nie wciskam syfu który ma szansę zabić. Przynajmniej jeśli masz mózg i nie przedawkujesz tego w cholerę - Przerwała na chwilę skręcanie skręta i sięgneła po swoją Tequile. Nabrała odrobinę powietrza w płuca, wypiła łyk trunku i dopiero po wydechu się odezwała. - Ugh, kopie mocniej niż wódka - Przetarła usta kopytem i zauważyła że ktoś ma do niej interes. - Coś się znajdzie... - Zaczęła jakby chciała się trochę podroczyć. - Hah, wcale nie wzięłam całej torby - Przeszło jej przez głowę że ktoś może spróbować odebrać jej te dobra ale coś zabrało tą myśl... - Mam trawkę, amfetaminę, lsd i trochę opium w płynie. Kokainy niestety nie zabrałam, wszystko ostatnio wysłałam do Manehattanu i nie zdążyłam zrobić kolejnej porcji ale jeśli chcesz coś czego nie wymieniłam... - Zmrużyła oczy. - Zapytaj, mam też trochę mniej spotykanego towaru.

 

White nadal siedziała zmęczona, ze złym humorem i trzymana przez Crimson. Tylko spojrzała się krzywo na Sinister gdy wspomniała o handlu narkotykami jednak nic nie powiedziała. W zasadzie wiedziała że ma rację, jak nie ona to kto inny a jej towarem przynajmniej nikt się nie zatruje...

- Na razie nie stara się aż tak bardzo bym straciła kontrolę... - Odpowiedziała szeptem Crimson patrząc najpierw na nią a potem na skręta. - Ale jeśli zacznie zabawiać się z nią tutaj na oczach wszystkich to nie wiem co zrobię

Share this post


Link to post
Share on other sites

Czarny rynek

- Nie ma co, klacz, która musiała mieć niezłą renomę. Dziś pędzenie takich trunków też mogłoby zapewnić małą fortunę, zwłaszcza, że niemal wszystko ostatnio zakazane - Crismosn lekko się skrzywiła myśląc o tym. - Jednak fakt, na dragach większa kasa, ale i większy wyrok - krzywo się uśmiechnęła, widząc jak Sinister sięga po swojego drinka, zupełnie jakby spodziewała się jej reakcji. Widząc jak reaguje po wypiciu, lekko zachichotała. - A co myślałaś? Nie robię wojny w barze o zwykły syf. To nektar bogów - powiedziała, pijąc teraz swoją, ale reagując w mniejszym stopniu niż Sinister. Nie dziwne, w końcu była zaprawiona w boju. Potem spojrzała na White. - Gdyby to był jeden z niedomytych tutejszych meneli, pewnie by tak zrobił, ale on na takiego nie wygląda. Zaczeka pewnie, aż będą sami, ale może jeszcze... - nim dokończyła, ogier nagle uderzył tamtą klacz w tył głowy, tak, że przewróciła się plackiem na ziemię i lekko stęknęła. Crimson lekko westchnęła. - To właśnie chciałam powiedzieć. Pewnie próbuje ją wytresować, by znała swoje miejsce

 

- Jestem tutejszym gwardzistą - powiedział niedoszły klient do Sinister. Normalnie mogło to oznaczać kłopoty, jednak tutaj najwyraźniej nie o to mu chodziło. - Właściwie od niedawna - mruknął ze skrępowaniem. - Mam dziś chrzest bojowy, to będzie moja pierwsza nocna służba i potrzebuje... - w jego głosie można było dojrzeć niezręczność. - Masz coś co pozwoli mi zachować jasność umysłu do rana? Inni zwykle coś biorą, ale kotu nie chcą powiedzieć co to jest, więc muszę liczyć na dealerów, ale ty zdajesz się znać na swojej pracy. Więc myślisz, że coś znajdziesz?

Share this post


Link to post
Share on other sites

Sinister i White

- Miała... - Odpowiedziała najpierw Crimson wyraźnie błądząc w wspomnieniach. - Ale ja ją trochę popsułam... - Mimo wszystko uśmiechnęła się. - Widzisz, pomagałam jej przy pędzeniu tego a reszta wioski miała stracha że klacz ze smykałką do czarnej magii może dodać coś od siebie... - Wróciła do zwijania skręta i z zadziwiającą sprawnością dokończyła go. - Co prawda mocno kusiło ale nie chciałam się mścić psując dzieło matki - Odpaliła papierosa z ciekawszym wnętrzem i zaciągnęła się. - Może i większy wyrok ale wystarczy nie dać się złapać co nie? - Wskazała kopytem na nią. - Chyba coś o tym wiesz -  Wzięła kolejny łyk alkoholu znowu się przy tym krzywiąc ale odrobinę mniej niż poprzednim razem. - W zasadzie nigdy tego nie piłam czyli można powiedzieć że przeżyłam swój pierwszy raz z tequilą przy tobie - Parsknęła śmiechem nie mogąc wytrzymać i nagle o czymś sobie przypomniała. Klient nadal czekał.

 

White za to słuchała Crimson i uważnie przyglądała się całej sytuacji. Gdy ogier uderzył tamtą klacz wystarczająco mocno by ta upadła na podłogę wyraz twarzy byłej gwardzistki się nie zmienił i mogło by się wydawać że jednak to jej nie ruszyło...

- Jedyną osobą co zasługuje na tresurę w tym barze jest on sam - Rzekła twardo - I ci co szczają pod siebie - Dodała nie zapominając o tym fakcie. Nadal wpatrywała się w oprawcę niewinnej istoty nie przejmując się że może to dostrzec. - Naprawdę boli mnie to że nie mogę jej pomóc w tym momencie... - Tylko na chwilę spuściła go z oczu by napić się swojego drinka. 

 

- Świeżak co? - Spytała bez cienia złośliwości Sinister w momencie w którym White rozmawiała z Crimson. Mimo to wydawała się odrobinę rozczarowana, liczyła jednak na osobę która będzie bardziej znać się na rzeczy i która kupi większą ilość towaru... Nie zwykła handlować z klientami co nabywali narkotyki tylko na własny użytek. - Trzy z czterech rzeczy które zaproponowałam odpadają od razu - Zaczęła jakby chcąc go zmartwić. -  Ale amfetamina będzie prawie idealna - Uśmiechnęła się do niego i wyjęła kilogramowy pakunek... - Pewnie nie wiesz jak działa - Zaczęła szukać w swojej torbie czegoś jeszcze i po chwili wydobyła prostokątny kawałek plastiku nakładając jedną, standardową dawkę. - Po tym poczujesz przyjemne, przyśpieszone bicie serca, zwiększoną koncentracje,  brak potrzeby snu i jedzenia... - Z porcji narkotyku ułożyła kreskę i położyła przedmiot po jego stronie stołu. - Mniej więcej taką ilość bierze przeciętna osoba i będzie działać przez około dwie, trzy godziny jednak jeśli nigdy tego nie próbowałeś zalecam mniejszą dawkę... Bo nie ma róży bez kolców. Są efekty niepożądane takie jak uczucie chodzenia owadów po skórze czy urojenia prześladowcze. To pierwsze jest w zasadzie niegroźne a to drugie nie wystąpi jak nie przegniesz z ilością - Musiała go trochę nastraszyć, ona również była nowa i jeśli ten gwardzista zeświruje zaszkodzi jej wizerunkowi w tym miejscu jak inni się dowiedzą skąd ma towar. - Więc pytanie czy się decydujesz i jeśli tak to ile tego chcesz?

Share this post


Link to post
Share on other sites

Czarny rynek

- I tak reagujesz nieźle - uśmiechnęła się Crimson. - Większość zaraz wymiotuje lub tarza się po ziemi po pierwszym razie - zaraz potem spojrzała na White. - Z bywalcami niewiele zrobisz - skrzywiła się lekko, widząc jak inny ogier wymiotuje gdzieś w kącie. - Wiesz na co dzień są otoczeni zasadami, teraz nie chcą o nich słuchać. Zwróć komuś uwagę, a zrobi się niezła rozróba - spojrzała w sufit. - Jeśli jednak masz ochotę by do niej doszło, wystarczy powiedzieć - uniosła sugestywnie brew. - W takich chwilach sporo się dzieje. Rzeczy znikają przez zamieszanie i nigdy nie wiadomo gdzie, a inni uciekając by uniknąć guza - mówiąc to, spojrzała teraz na skuloną klacz, chcąc dać jasno do zrozumienia White, że wystarczy słowa, a wywoła zamieszanie, a ona w tym czasie będzie mogła wyprowadzić klacz. - To takie pokręcone czasy jakby nie patrzeć

 

Młody gwardzista zdawał się nie słyszeć tego co mówi Crimson lub nie rozgryzł jej aluzji. Teraz skupiał się tylko na Sinister, słuchając jej wykładu o towarze, który posiadała. Kolejne spojrzenia skierowały się przy tym na klacz. Ciężko było powiedzieć czy zainteresowali się faktem, że mają do czynienia z profesjonalistką, a może myśleli, że klacz miała ciekawy towar i myśleli, że łatwo będzie jej go pozbawić. Kilka kolejnych ogierów podeszło bliżej stolika by się przyjrzeć całej sytuacji. Gdy Sinister zaczęła wspominać o efektach ubocznych jej towaru na niewielką chwilę, na pysku ogiera pojawiła się niepewność. W końcu lekko się przemógł.

- Ile chcesz za jedną kreskę - spytał, starając się ukryć niedawną niepewność. Cena mogła być kluczem do zainteresowania kolejnych chętnych.

Share this post


Link to post
Share on other sites

[Fate]

- Myślałam - zawahała się, kiwając głową - by udać się tam jak najprędzej, może jutro w południe pociągiem i jednocześnie wcześniej zebrać to co potrzebuje Haze do swojego statku... - powiedziała, próbując sobie przypomnieć co właściwie potrzebowała do tego wszystkiego. Całego reaktora który został rozbity i nie mógł być naprawiony od tak, bez tego, a Qualm nie mogła stworzyć kamieni szlachetnych. - Tych wszystkich kamieni - pokiwała głową, uśmiechając się szeroko że udało jej się sobie przypomnieć - wiesz może jak je zdobyć? albo gdzie... - przyłożyła kopyto do ust po czym otrzęsła się zanim znowu zaczęła mówić.
- Wyśpij się... - powiedziała dość dobitnie lustrując jeszcze go swoimi wszędobylskimi oczami - ja może odkryję o co z tym wszystkim chodzi... Może coś zrobię... Może to coś reaguje na kucyki w których moc jest słaba, albo emocje... Pobiera, albo wzmacnia magię. To może być tyle rzeczy. Czemu Crystal nie miała karmić się mocą ich wszystkich? - zapytała przymykając przez dłuższy moment swoje oczęta. To była straszna wizja, tylko splot wydawał się jej zdaniem silniejszy... Ograniczało ją tylko jej własne ciało. Mówiono że Mystra swojego się pozbyła, by móc zapanować nad własną domeną.
Fate w tym czasie myślała co ze sobą zrobić snując kolejne teorię...

Share this post


Link to post
Share on other sites

Dom Nighta

- Rarity inaczej mówiąc klejnot szczodrości, miała dar do znajdywania kamieni szlachetnych, jednak odkąd jej nie ma w Ponyville, nikt się tym nie zajmuje - powiedział lekko poruszając kopytem po brodzie, mimo niedawnych słów klaczy i jej przenikliwego spojrzenia w jego kierunku. Widać to było silniejsze od niego. - Jednak jest jaskinia pełna kamieni szlachetnych za miastem. Byłem tam kiedyś na wykopaliskach. Mogę was potem zaprowadzić. Dziś jednak już zaczęła się godzina policyjna, więc musielibyśmy udać się z rana - delikatnie się uśmiechnął, a potem chwilę patrzył w milczeniu na klacz, najwyraźniej nad czymś myśląc. - Też powinnaś czasem odpocząć - nagle powiedział. - To znaczy... Wiem jesteście poza moim zrozumieniem, ale nadal jesteś delikatną, urodziwą... - szybko zamilkł lekko zarumieniony, jakby zrozumiał, że lekko się zagalopował. Pokręcił głową i zmienił temat.. - Chce powiedzieć, że nadal jesteś klaczą Fate. Nawet stając się czymś więcej, umysł musi czasem odpocząć. Może jest coś co mogę jednak zrobić aby pomóc? Skoro to coś najbardziej reaguje przy mnie, może powinienem tu być, bo wtedy łatwiej będzie ci rozgryźć tajemnice - nie widać w nim było już niedawnego zmęczenia gdy mówił.

Edited by Magus

Share this post


Link to post
Share on other sites

[Fate]

- Odpoczywałam, gdy żeglowałam po morzu mgieł eterycznych - powiedziała to mniej więcej tak, jakby to była najlepsza rzecz na świecie, po czym jej ton się zmienił - aż do momentu, gdy nie zmiótł nas z powierzchni astralny pancernik - zachichotała, a jej kopytko zrobiło falę - tylko dlatego tu jesteśmy, przypadkiem tak byśmy długo jeszcze jej szukały, a teraz muszę wziąć się do pracy, gdy mam okazję i mogę być sobą... Nie ogranicza mnie nic - spojrzała przez moment na magię zamkniętą w kamieniu który zaczęła powiększać, zastanawiając się co zrobi, gdy będzie miała więcej miejsca, zacznie przybierać jakąś formę? Zareaguje w inny sposób musiała sprawdzić.
- Idź spać, rano wstaniemy i pójdziemy po kamienie, później na pociąg. Najwyżej prześpię się w nim, ale zirytowana sama zasnę i Haze mnie obudzi - uśmiechnęła się po czym klepnęła go po tyłku z uniesionym kącikiem ust... - Idź już... Jeśli to faktycznie reaguje na ciebie dobrze by było gdybyś się oddalił... 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Dom Nighta

Rozmowy z Dancing of the Fate, nie należały do łatwych. Problemem nie był fakt, że była niedostępna jak Qualm Mask, która wciąż za nim najpewniej nie przepadała. Tutaj problemem była wiedza. Haze była równie ciekawa tego świata jak on jej. Mógł z nią więc swobodnie rozmawiać i wymieniać się doświadczeniami. Jednak Dancing of the Fate, była z jego świata i widziała rzeczy, których on nigdy nie zrozumie. Czuł się przy niej kompletnie ograniczony. Zupełnie nie wiedział jak mogło wyglądać morze mgieł eterycznych. Nie rozumiał też co mógł robić tam ten pancernik. Wiedział jednak, że był mu wdzięczny, bo dzięki niemu mógł poznać te klacze, a jego życie nabrało sensu. Z całej głębokości tych myśli wyrwał go niespodziewany klaps w tyłek. Znów na jego pysku pojawił się rumieniec. Zdecydowanie Dancing of the Fate była inna od każdego kogo znał. Czasem bardzo chciał wiedzieć co o nim myśli

 

- Nie będę więc przeszkadzał - powiedział spokojnie, starając się zamaskować niedawny rumieniec i obrócił się na schody. - Dobranoc Fate - jeszcze dodał, nim zniknął w głębi korytarza. Zastanawiał się co teraz właściwie robiła Qualm Mask, gdy Fate bawiła się z tą magią ona wciąż stała z boku. Haze nadal była w kapelusz. To też musiało być niesamowite miejsce, skoro nigdy się na nie skarżyła. No może nie licząc tych spleśniałych kanapek. Gdy klacz zajmowała się ponownie dziwną rzeczą, z góry można było usłyszeć dźwięk wody. Najwyraźniej ogier poszedł się jeszcze umyć przed snem. Dziwna rzecz jednak, przez ten czas wcale nie chciała zareagować odkąd Night sobie poszedł. Zupełnie jakby obraziła się na klacz przed sobą. Ciszę otaczającą całe to miejsce nagle zakończyło donośne pukanie do drzwi. Night z pewnością gości się nie spodziewał, bo by powiedział, a sam będąc pod prysznicem i nie mógł też raczej usłyszeć obecnego pukania.

Share this post


Link to post
Share on other sites

[Fate, Qualm]

- Dobranoc - zawołała głośno, obserwując jeszcze przez moment jak opuścił pomieszczenie po czym słuchając jak z góry dochodziły do niej dźwięki wody. A oczy zastygły na tym czymś, jak na jakimś przesłuchaniu, myślała, analizowała wszystko i nie do końca miała pojęcie z czym właściwie się tak mierzy... Zastukała kopytem o swoją barierę. Czyli jednak to reagowało na zwykłe kucyki, na słabsze kucyki? A na nią nawet nie chciało drgnąć, bo nie miała tego czegoś... Chwilę rozmyślań przerwały jej pukanie, ale to nie ona się ruszyła gdy w pierwszym momencie z zupełnego przyzwyczajenia chciała pójść i otworzyć, bo dla niej było to zupełnie normalne. Musiała się powstrzymać zaraz po tym gdy jej kopyta dotknęły podłogi i spojrzała z zawahaniem na pegaz która usadziła ją na miejscu samym wyrazem pyszczka 

 

Qualm minęła Fate nieśpieszenie i podeszła do drzwi... Prostując się, poprawiając jeszcze swoje skrzydła i pióra, by wydawać się jeszcze większą, gdy je z lekka napuszyła. Jej oczy w tamtej chwili nie wyraziły żadnych emocji gdy otworzyła drzwi i chciała spojrzeć kogo właściwie niosło o tej porze, bo gdyby Night spodziewał się gości to by powiedział? Tak myślała, gdy zaczęła...
- Czym mogę służyć? - zapytała
 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Dom Nighta

Jak się okazało, poza ciemnością za drzwiami stał również samotny gwardzista, trzymający jakiś pergamin. Było to dosyć dziwne, bo gwardzista był sam, a zwykle chodzili w grupie. Nie mówiąc o tym, że był to jednorożec, co było jeszcze dziwniejsze. W końcu ci zawsze byli wyjątkowi i mieli eskortę składającą się ze zdecydowanie gorszych ziemskich kucyków i jednorożców. Można jednak było założyć, że nie zapowiada się na kłopoty. Jeden gwardzista by raczej nie przyszedł nikogo aresztować bez wsparcia. Tym bardziej gdyby odkryto prawdę o klaczach, nikt normalny wtedy nie wysłałby tu jednego żołnierza. Gdy gwardzista przemówił, Qualm mogła poznać głos, który słyszała już wcześniej.

 

- Przepraszam, że zakłócam odpoczynek o tak późnej godzinie, poszukujemy jednak niebezpiecznej klaczy i... - nagle spojrzał znad pergaminu, prosto na klacz. - Skąd się tu wzięłaś do cholery?! - wrzasnął z nieukrywaną wściekłością. - Zadowolona? Przez ciebie mnie zdegradowano. Muszę teraz chodzić po domach jak idiota bez oddziału. Lata uczenia się magii, a upokorzył mnie brudny pegaz - zacisnął zęby, a potem lekko mrugnął.  - Chwila, ten dom zamieszkuje Night Tale. Mam to dokładnie zapisane. Skąd ty się tu wzięłaś? Kto pozwolił ci wejść? Jeśli zrobiłaś coś właścicielowi, pójdziesz ze mną na przesłuchanie

Share this post


Link to post
Share on other sites

[Qualm Mask]

- Upokorzyłeś się sam i nie mieszaj mnie w to już... - mówiła dość mozolnie kiwając głową, a jej oczy nie spuszczały jego - mogłeś się wycofać i przeprosić panienkę Fate za zawracanie głowy i odszedłbyś dokładnie w tym samym stanie co wstałeś rano... Nie narzekałbyś na nic - powiedziała dość lekko z przekąsem... gdy kiwnęła w górę, po czym w bok wskazując na kolejne osoby o których mówiła zaraz potem. Dość lekko i bez stresu.

- Pan Night w tym momencie korzysta z łazienki, przekazać mu coś? - zapytała unosząc brew. - Czy mam prosić panienkę Fate i przerwać jej odpoczynek? - kiwnęła głową, czekając na to co jeszcze jej powie... - Jedyną niebezpieczną klaczą jestem tu ja, przynajmniej ty tak uważasz...  - błysnęła zębami. 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Dom Nighta

- Ty niebezpieczna? - wysyczał przez zaciśnięte zęby. Poruszające się przednie kopyto, wskazywało, że ledwo się powstrzymuje by jej nie zaatakować. Powstrzymał się jednak, wiedząc, że jest tam Fate, która mogła zrobić mu kłopoty widząc jej wpływy. - Jesteś równie groźna co brud spod kopyta - powiedział już spokojnie. - Możesz straszyć źrebaki, a nie gwardzistę - sięgnął po jakąś kartkę, która okazała się listem gończym przestawiającym Sinister. - Ta klacz posługuje się czarną magią, która jest wyjątkowo niebezpieczna, co zapewne sama wiesz. Kilkoro naszych gwardzistów trafiło przez nią do szpitala. W czasie ucieczki ze świątyni raniła przypadkowe kucyki i próbowała zaatakować jednego z kapłanów. Nigdzie jej jednak od tamtej pory nie możemy znaleźć. Widziałaś ją lub twoja pani albo ten Night? - spytał, pokazując portret pamięciowy klaczy. - To jest właśnie niebezpieczna klacz, z którą tacy jak ja muszą walczyć, by chronić takich jak wy. więc trochę szacunku -  dodał jeszcze, wypinając dumnie pierś.

Edited by Magus

Share this post


Link to post
Share on other sites

Sinister i White

- Reaguje niezłe bo jestem zaprawiona w boju, lubię czuć ogień w przełyku... - Uśmiechnęła się szybko jej odpowiadając by potem zająć się klientem. - Ile chce za jedną kreskę? - Spytała retorycznie. - Hmm, jestem tu nowa a i tak nie przyszłam tu zarobić tylko zareklamować siebie i swój towar że nie sprzedaje syfu... Osiem bitów - Odpowiedziała po krótkim zastanowieniu. - Cena może się wydać podejrzana bo jakim cudem mi się to opłaca skoro to odrobinę ponad połowa normalnej ceny? Odpowiedź jest prosta. Mam darmową siłę roboczą - Ucięła temat. - A jeśli nadal uważacie że sprzedaje lewy towar - Spojrzała na innych zainteresowanych. - To się pieprzcie - Zabrała sprzed nosa gwardzisty plastikową podkładkę i wsypała zawartą na niej narkotyk do tequilii - Wasze zdrowie... - Powiedziała radośnie i wypiła łyk wzmocnionego alkoholu - Motorhead - Użyła ludzkiego określenia na osobę regularnie zażywającą amfetaminę. - To mogłoby być moje drugie imię..

 

White uważnie słuchała Crimson i na zdanie o zasadach się skrzywiła. Nie trzeba było geniusza by uświadomić sobie że się z tym nie zgadzała. 

- To akurat nie są reguły czy prawa - Stwierdziła odwracając głowę w jej kierunku. - Czy w kawiarni w Ponyville dzieją się takie rzeczy? Czy jest tam znak zakazu szczania i rzygania pod siebie? - Zrobiła chwilę przerwy na wzięcie małego łyka napoju. - Nie. Czy brak zasad to powód który pozwala zachowywać się jak zwierzęta? To mnie razi... A jeśli chodzi o twój plan zamieszania, myślę że już masz wystarczającą kartotekę tutaj. Po za tym to go nic nie nauczy, kupi sobie kolejną klacz niewolnice i nadal będzie zadowolony - Znowu spojrzała na tego ogiera zastanawiając się jak do tego doszło że został tak zdemoralizowany. - Zrobię to w sposób oficjalny. Wybacz, za długo pracowałam w gwardii by zmieniać metody. 

 

Batty

- C-co wid-dzisz? - Wyjąkał ogier stojący na samym tyle w kierunku smoka.

- Za sobą czy przed sobą? - Spytała - Bo jeśli chcesz podpytać co o tobie sądzę to nie będzie nic miłego...

- Do rzeczy jaszczurko - Zdenerwowana Batty zaczęła tracić cierpliwość. - To nie pora by się popisywać pani nieustraszona. 

- Jaszczurko?! - Krzyknęła gniewnie ale zaraz złagodniała. - Jeśli powiedziałby to ten z tyłu już by skwierczał - Ogier o którym mówiła cofnął się jeszcze dwa kroki. - Więcej ciał, wygląda na to że uciekali na zewnątrz... Jeden skończył przebity własną włócznią a dwójka wisi pod sufitem, zostali czymś przywiązani - Podała dosyć rzeczowy opis. Taki jaki lubiła pewna klacz. - I jest napis... "OBŁĘD'' napisany krwią. 

- Pozabijali siebie sami? - Spytała Fire nie widząc innej opcji. - Ci gwardziści na zewnątrz też to mogli zrobić strzelając na oślep...

- Być może... A być może jednak coś tutaj jest. Harpia nie zniknęła sama z siebie. Możemy wejść do środka i się przekonać... - Przełknęła ślinę i kontynuowała. - Tylko jak to spotkamy ktoś ma jakiś pomysł na zabicie tego? Nie sądzę że kulę się na coś tutaj zdadzą - Mimo to przeładowała swoją broń otwierając rewolwerowy magazynek i wymieniając dwa kryształy. 

- Pieprzenie - Teraz dodała swoje słowo Kati i schylając się weszła do środka bazy. - Piknik robicie? 

- Uważaj na... - Fire chciała ją ostrzec ale było za późno. Smok natrafił swoją nogą na przycisk aktywujący pułapkę i... Nic się nie stało. - Masz szczęście że te urządzenia są bez przeglądu od 10 lat. To jedyne wejście do bazy, korytarz długi na 80 metrów a na samym końcu znajduje się niezbyt miłe działko dla nieproszonych gości. 

- Wcześnie mówisz... - Kati jak dotąd bez cienia strachu straciła trochę pewności siebie. W zasadzie gdyby ten mechanizm zadziałał mogła by być martwa. - Coś jeszcze o czym powinnam wiedzieć?

- Tak - Stwierdziła Fire i również wkroczyła do środka. - Nie idź szybko i stawiaj małe kroki. Powiem gdy będzie trzeba coś ominąć ale zgaduje że większość pułapek zostało już zdetonowanych - W następnej kolejności weszła Batty z zaklęciem magicznym dającym światło by inni również mogli coś zobaczyć.  

Share this post


Link to post
Share on other sites

Czarny rynek

W momencie gdy Sinister powiedziała cenę swojego towaru, wszyscy patrzyli teraz na nią z zaintrygowaniem. Nikt nie spodziewał się tak zaniżonej konkurencyjnej stawki to pewne. Nawet gwardzista, któremu powiedziała cenę patrzył na nią w nie małym szoku. Wszyscy również przypatrywali się jak klacz doprawia swojego drinka, czekając na jej reakcje. Nic jednak się nie stało. Widać było, że niektórzy mieli wątpliwości. Być może myśleli, że klacz wypiła prawdziwy towar, a sprzedaje lewy, a w jej wytłumaczenie nie chcieli wierzyć. Zaczęły się nagłe pomruki między miejscowymi, jakby każdy próbował wyrazić opinie na zaistniałą sytuacje.

 

- Darmowa siła robocza? - spytał nagle jednorożec w ciemnym płaszczu, wychodzący z tłumu. - Doprawdy wierzycie jej? - miejscowi zaczęli niepewnie na siebie patrzeć, jakby nie wiedzieli co powiedzieć. Kimkolwiek był ten ogier, był już tu najwyraźniej znany. - Sprowadzam najlepszy towar z całej Equestrii, a tu pojawia się taki byle kto i chce dawać konkurencyjne stawki, bo ma darmową siłę roboczą? - uśmiechnął się krzywo do klaczy. - To kto jest tak dobroczynny i chętny do pomocy za nic? - spojrzał na obie klacze siedzące obok niej. - Delikatna laska czy może ta dziwka Crimson?

- Co tam gadasz? - powiedziała nagle Crimson. Najwyraźniej uwaga ogiera, wystarczyła by teraz skupiła się na nim, zupełnie zapominając o White. Niedawny klient Sinister wyglądał na zmieszanego, nie wiedząc czy ma się najwyraźniej wtrącić. W końcu gwardia nie mieszała się zwykle do zaczepek dopóki nie przekraczało to pewnych granic.

- Nie bierz tego do siebie, ale wszyscy wiemy, że jesteś szmatą - Crimson nic nie powiedziała, tylko patrzyła ponuro jakby nad czymś myśląc. - Sprowadzasz teraz tu dwie zakały, a jedna z nich wchodzi na moje terytorium

- Crimson spokój - powiedział nagle właściciel, wchodząc między tłum, ale chyba to nie dotarło do klaczy. Wszystko stało się bardzo szybko. O ile wcześniej Crimson niewiele pokazała, teraz rzuciła się prosto w stronę ogiera z niesamowitą szybkością, najwyraźniej zapominając o swoich towarzyszkach. To wywołało reakcje łańcuchową. W całym barze zaczęła się rozróba i wszyscy się okładali z każdej strony. Crimson zniknęła gdzieś w całym tym chaosie, a dwie klacze zostały same. Przynajmniej, aż ktoś nie zbliżył się do Sinister przykładając jej coś ostrego do boku.

- Dobrze skarbie, podaj teraz cały towar jaki posiadasz albo inaczej pogadamy - wyszeptał jakiś ogier, z którego ust wydobywał się swąd alkoholu i tytoniu. W międzyczasie White mogła zauważyć, że ogier, którego obserwowała próbował opuścić bar zabierając ze sobą klacz. na smyczy

 

Baza

Wnętrze wyglądało na kompletne cmentarzysko. Tylko ściany mogły być świadkami tego co tu zaszło. Wszędzie były dziurę po kulach. Wyglądało, że nawet tutaj gwardziści oddawali strzały w każdą stronę, ale dało to słaby efekt. Być może Fire miała racje i sami się wystrzelali popadając w jakiś niespotykany obłęd. Okazało się, że dwoje gwardzistów było przywiązanych grubymi kablami, na których wisieli bez życia. Ktokolwiek to zrobił, musiał mieć naprawdę wiele siły. Inni gwardziści leżeli powykręcani na ziemi. Były ślady zeschniętej krwi, ale najwyraźniej należała tylko do gwardzistów. Brakowało jednak wszelkich śladów obecności czegokolwiek innego niż oni. Nie było ciał ewentualnych napastników ani krwi, chyba, że krew tego czegoś nie różniła się od krwi kucyka. Batty mogła spostrzec, że jeden z gwardzistów leżących pod ścianą, ściska z całych sił coś w kopycie, po bliższym przyjrzeniu można było zauważyć, że to dyktafon. Być może nagrał coś na nim przed śmiercią.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Sinister

Ze spokojem spojrzała na miejscowego dealera rzucającego obelgami i posłała mu krzywy uśmiech. Wiedziała że prędzej czy później ktoś przyjdzie do niej z pretensjami ale nie spodziewała się że tak szybko...Czekała aż skończy swoją paplaninę ale sytuacja dosyć szybko się zaogniła... Krótko mówiąc Crimson zrobiła to znowu i prawdopodobnie bar znowu pójdzie do remontu. Nie zamierzała brać udziału w bójce, to nie było dla niej i przyglądała się chaosowi z dziwnym zadowoleniem. Przynajmniej do momentu aż ktoś nie postanowił spróbować swojego szczęścia.

- To twoja szansa White - Odezwała się do niej czując na swoim boku ostry przedmiot. Odwróciła się teraz w kierunku napastnika i spojrzała mu w oczy. - Jesteś pewny że masz wystarczająco mocne karty? - Uniosła jedną brew a jej ciało poczynając od najbardziej zagrożonego miejsca zamieniło się w dym by po chwili zniknąć. Pojawiła się stojąc na stolę z dala od całego zamieszania... Co prawda zostawiła pakunek z amfetaminą ale była niemal pewna że go odzyska bo miała sposób na ogarnięcie tego burdelu. Szybko wyjęła butelkę z napisem Laudanum i dotknęła ją kopytem zwiększając kruchość szkła, moc i szybkość działania zawartego narkotyku... Po czym stłukła ją o kant stołu otrzymując setki szklanych pocisków nasączonych morfiną. Nieśmiertelnych w żaden sposób ale wystarczających by uszkodzić skórę i wprowadzić środek odurzający o niespotykanym działaniu uspokajającym. Odłamki powędrowały w tłum atakując plecy przeciwników z dala od delikatnych narządów takich jak oczy i omijając gwardzistę z którym rozmawiała... Nie chciała mieć problemów z tym tajemniczym Christianem. Szczególną uwagę jednak poświęciła ogierowi który wyprowadzał swoją niewolnice na smyczy a ona sama nie była celem zaklęcia. 

 

White

Jak tylko ten ogier zaczął wtrącać swoje dwa grosze wiedziała że to nie skończy się dobrze... I nie myliła się gdy chwilę potem zobaczyła bójkę na cały bar.

- O czym ty... - Nie zdążyła dokończyć Gdy Sinister zniknęła i został tylko pewien ogier z nożem. Rzuciła mu karcące spojrzenie i bez zastanowienia ruszyła w kierunku ogiera który wyprowadzał swoją niewolnicę omijając bijatykę. Nie miała pojęcia gdzie jest Crimson która mówiła że jej pomoże... Wyglądało na to że była zdana na siebie, zmęczona używaniem magii ale czuła że to jedyna okazja na uratowanie tej klaczy i wiedziała że nie może jej zawieść. 

 

Batty. 

- Sami również się powiesili na tych kablach? - Powiedziała Batty jakby była pewna że jednak coś tu jest... W przeciwieństwie do Katii i Fire. - Niezbyt tu miło... - Wygląd tego pomieszczenia był dosyć przerażający nawet dla klaczy która nie miała oporów przed skórowaniem zwierząt i zdobywaniu trofeum. 

- Zaczyna mi to przypominać jakiś film sci-fi o obcych... - Zaczęła Fire również czując się tutaj niekomfortowo i uważając by nie dotknąć kopytami zaschniętej krwi. - A na dodatek aktorzy to my. Teraz jestem zdania że nie powinniśmy opuszczać okrętu...

-  Dajcie spokój, dopóki tego nie widać nie może nas skrzywdzić - Odezwała się znowu pewna siebie Katii. - I wszystko da się zabić.

- Nie wiem o czym mówisz bo nigdy takiego nie oglądałam - Stwierdziła Batty mówiąc dosyć oczywistą rzecz. - Ale kto normalny chciałby oglądać coś takiego dla rozrywki? - Spytała nie mogąc tego pojąć a chwilę potem zauważyła pewną rzecz. - Zaraz... To dyktafon? - Przyjrzała się i ostrożnie podszedła bliżej... Nie chciała od razu wyrwać tego z jego kopyta najpierw sprawdzając czy nie jest to połączone z zastawioną pułapką. Trochę irracjonalne zachowanie bo jakie stworzenie by było na tyle inteligentne by to wykonać ale przyzwyczajenie zrobiło swoje. Po chwili czujnego sprawdzania złapała urządzenie i spróbowała odtworzyć ostatnią nagraną wiadomość. 

 

 

 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Czarny rynek

Awantura w barze trwała w najlepsze. Stoły i krzesła były rzucane niemal wszędzie, a w tle dochodziły dźwięki wrzasków. Nikogo nie było już można rozpoznać. Jakiś ogier leżał pod stołem z rozbitą głową, a inny na połamanym stole wisząc z niego do połowy. Crimson jednak i awanturującego się ogiera nigdzie nie było. Właściciel przerażony schował się za ladą, wiedząc najwyraźniej, że już nie sposób tego zatrzymać. Gwardzista, który chciał niedawno kupić trochę towaru od Sinister, również musiał sobie radzić, czasem okładając jakiegoś zapijaczonego ogiera. Najwyraźniej już zapomniano nawet w jego przypadku czym grozi atak na niego. Ogier, który próbował okraść Sinister spojrzał zdumiony jak ta nagle znika, nic z tego najwyraźniej nie rozumiał. Wszystko nagle jednak ustało, a uczestnicy bójki padali nieprzytomni na ziemię, gdy Sinister wykonała swoje zaklęcie.

 

- Co się stało? - spytał zdziwiony gwardzista, będąc nadal w szoku. Właściciel lokalu również wyjrzał zza lady. Najwyraźniej zdołał uniknąć zaklęcia dzięki kryjówce. Lokal był zdewastowany, a wszędzie leżeli nieprzytomni uczestnicy bójki i rozwalone meble. Gdy White kierowała się do klaczy, mogła spostrzec, że ta leży skulona obok jej nieprzytomnego właściciela. Widać było, że jest przerażona i nawet nie ma odwagi patrzeć. Położyła tylko sobie kopyta na głowę, czekając, aż to wszystko dobiegnie końca.

 

 

Baza

Wpis4801

Rozbrzmiał męski głos z urządzenia. To chyba już koniec. W tle słychać było wrzaski i strzały dochodzące z każdej strony. Głos ogiera, który przemawiał do urządzenia był niezwykle słaby. Popełniliśmy ogromny błąd, to wszystko nasza wina, teraz to wiem. Zabawne jak szybko spisano nas na straty. Gdybym tylko wiedział, zapewne nigdy nie otwierałbym tej puszki pandory. Wiem, że już nie wrócę do domu i nie zobaczę swojej żony i córki. Próbujemy ich zabijać, ale jest niezwykle ciężko. Skóra jest chyba pokryta jakimś pancerzem. Potrzebujemy mnóstwa amunicji by się przebić, a nawet potem nie jest łatwo. Bardzo szybko się leczą, więc trzeba poświęcić kolejne porcje amunicji i walić w okolice serca i głowy, wtedy dopiero padną. Nawet jednak z tą wiedzą ciężko je zabić. Teraz już wiem, że to nie są głupie stworzenia. Nie zabijają nas dla żarcia, a po prostu robią to, bo taka ich natura. Nadal nie pojmujemy jak to robią. Pojawiają się i znikają, zupełnie jakby były i ich nie było. Na chwilę można było usłyszeć zrozpaczony śmiech. Teraz jeśli ty tu jesteś i tego słuchasz, będziesz następny. One już wiedzą, że tu jesteś i cię obserwują. Tylko czekają na odpowiedni moment. Musisz uciekać jak najszybciej, bo podzielisz nasz los. Wiem, że to nic zmieni, ale przepraszam. Wypełnialiśmy tylko rozkazy, naprawdę nic nie wiedzieliśmy. Jeśli zdołasz dotrzeć do Canterlotu, to przekaż mojej rodzinie, że walczyłem do końca, i że bardzo ich kocham. Pamiętaj, chrobotanie to znak, że są blisko! Krzyknął jeszcze nim zaczął strzelać, a potem nagranie się urwało w momencie gdy pojawił się nieludzki wrzask nieznanego gatunku stworzenia, a na koniec krzyk gwardzisty.

Edited by Magus

Share this post


Link to post
Share on other sites

Sinister

- Uspokoiłam tą hołotę - Zeskoczyła ze stołu i wskazała na siebie z dumą. - Poleżą sobie tak w błogiej przyjemności parę minut i może ochłoną - Wiedziała że większość z nich nadal ma świadomość a jej słowa z trudem do nich trafiają. Po chwili skierowała się do swojej paczki z amfetaminą i sprawdziła czy wszystko z nią w porządku. Wyglądało na to że nic się nie rozsypało. Podniosła lewitacją zarówno ogiera który jej groził jak i broń by położyć go na jednym z niewielu ocalałych stolików. Przyłożyła głowę do jego piersi i nagle znowu się odezwała - To bierzesz pan tą kreskę czy nie? -  Powiedziała twardo dając gwardziście że oczekuje zwięzłej, stanowczej odpowiedzi. - Tak subtelne bicie serca... - Teraz mówiła jakby do siebie. - Tak łatwo byłoby je teraz zakończyć... - Przejechała ostrym przedmiotem po jego brzuchu tak by pozostawić ślad jednak nie zranić. - Co powinnam z tobą zrobić? Zabójstwo jednak byłoby za proste - Odwróciła wzrok w kierunku swojej torby - O wiele za proste, za krótko byś cierpiał - Uśmiechnęła się jednak jej wyraz twarzy nie świadczył o dobrych intencjach. Ujawniał za to że w jej głowie właśnie zrodził się bliżej nieokreślony złowieszczy pomysł. - Tylko który wybrać... Ty - Zwróciła się to barmana wskazując na niego kopytem. - Powiedz która cyfra bardziej ci się podoba - Zachichotała. - Jedynka czy dwójka?


White

- Posłuchaj mnie - Zwróciła się do niej łagodnym głosem nie chcąc jej bardziej wystraszyć. Wiedziała że samo to że została sprzedana ogierowi jako niewolnica było wystarczająco traumatyczne. Uwolniła ją od obroży najzwyczajniej w świecie teleportując ją z jej szyi na ziemie... Nie miała ochoty na szukanie kluczyka gdy nie miała najmniejszego pojęcia ile jeszcze potrwa zaklęcie Sinister. - Nie należysz już do niego - Zdeptała kopytem przedmiot uwłaszczający jej wolnej woli. - Nie możemy jednak tu zostać... Wstawaj i nie bój się, ze mną jesteś bezpieczna i zrobię wszystko by cie stąd wyprowadzić. 

 

Batty 

Wszyscy z uwagą słuchali głosu ogiera który wydobywał się z dyktafonu. Ciężko powiedzieć że napawał optymizmem ale Batty wydawała się nieco uspokojona... Prawdopodobnie dlatego że ten gwardzista wyjaśnił parę spraw o których nie mieli pojęcia. Po pierwsze nie walczą z czymś co jest niematerialne. Słyszała o stworach złożonych z magii i one były o wiele groźniejsze niż zwykła, organiczna zwierzyna... A po drugie - Dało się je zabić. Reszta, nie licząc Katii jednak była bardziej zdenerwowana i jeden z członków ekspedycji nie wytrzymał presji. 

- Spieprzamy stąd - Rzucił do wszystkich i w pośpiechu ruszył w kierunku wyjścia.

- Tchórz - Katii krótko skwitowała i splunęła na metalową podłogę wyrażając swoja pogardę. 

- Na zewnątrz też są - Stwierdziła Batty wspominając harpię która zniknęła w wodzie. - Jeśli faktycznie są inteligentne odetną nam drogę ucieczki... Jesteśmy w gównie po uszy. - Dodała zastanawiając się nad opcjami. - Skoro nie uciekniemy mamy tylko jedną możliwość - Walczyć jednak...

- Za mną - Teraz odezwała się Fire która wiedziała że bezczynność jest najgorsza... Batty dobrze myślała i analizowała sytuacje ale czasami brakowało jej szybkości działania ~ Spontaniczności. Lubiła dobrze przemyśleć sprawę jednak nie było to wskazane w momencie gdy w każdej chwili coś mogło na nich prawie znienacka wyskoczyć. Ruszyła w kierunku końca korytarza, tam gdzie znajdowało się działko służące do obrony by skręcić w prawo do hangaru. A stamtąd była już prosta droga do jednej z dwóch elektrowni tej bazy. 

- Idziemy do zbrojowni? - Spytała chcąc się dowiedzieć co planuje. Jednocześnie nasłuchiwała czy przypadkiem nie słyszy chrobotania o którym wspomniał gwardzista. To że ich nie widziała nie znaczyło że nie może oddać strzału celując przy pomocy echolokacji - Potrzebujemy lepszej broni jeśli mamy...

- Nie, potrzebujemy zasilania. Nie wiemy ile ich tu jest i potrzebujemy spalić gniazdo... - Powiedziała na głos swoje założenia jednak teraz miała wątpliwości czy nie za wcześnie uznała że te stworzenia mają coś takiego. - Na filmach działa - Dodała sobie otuchy niezbyt dobrym argumentem ale to lepsze niż nic.

Share this post


Link to post
Share on other sites

[Qualm Mask]

- Naprawdę bród z pod kopyta? A myślałam że pod kopytem to ostatnim razem to ja miałam ciebie... - stwierdziła jeszcze raz przekręcając jego słowa, mówią oczywiście prawdę ale na swój nieco zaczepny sposób, gdy jej skrzydełka zatrzepotały niecierpliwie, gdy mrugnęła oczami i spojrzała na klacz na portrecie, pokręciła głową chwilę, myślą, zacmokała ustami jakby odkrywczo po czym stwierdziła że nie widziała takiej klaczy przez cały dzień.
- Niebezpieczna klacz, jednorożec pałająca się czarną magią, a ty miałeś problem z położeniem pegaza i chciałbyś się mierzyć z nią, myślisz że dałbyś radę? - zamrugała do niego po czym westchnęła... - czeka cię pewnie jeszcze sporo domów do sprawdzenia, idź, Tu nikogo nie znajdziesz. Jeśli takowa postać się pojawi Panienka Fate na pewno sobie z nią poradzi, a teraz jeśli pozwolisz życzę ci dobry wieczór i odejdę... - powiedziała głosem pewnym ale kryło się w nim naprawdę wiele znudzenia. 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Czarny rynek

Słysząc nagłą odpowiedź klaczy, gwardzista lekko mrugnął. Jakiej innej odpowiedzi mógł się właściwie spodziewać z jej strony? Coś go jednak niepokoiło. Wiedział, że są potężne jednorożce, to nie było nic nowego. W końcu takie były zwykle elitą Crystal. Nawet Christian opłacał kilka potężnych jednorogi, które utworzyły dla niego portale by dostać się  na czarny rynek, ale kim ona była? Ta klacz miała nietypową i niezrozumiałą dla niego magię, której nigdy nie widział. Wygląd jej jednak nie wskazywał by uczyła się na słynnej uczelni magicznej lub pochodziła z jakiegoś wielkiego rodu. Jednorożce tej klasy zawsze jednak dbały by wszyscy widzieli je lepiej. Spoglądał jak ta nagle chwyciła niedawnego napastnika i teraz bawiła się nim jak zabawką. Mimo chwilowego roztrzęsienia zaczął powoli dochodzić do siebie, gdy  lekko pokręcił głową.

 

- Ta pewnie... - mruknął cicho, a potem spojrzał na nią. - Słuchaj, nie chce byś miała problemy... - mówił spokojnie, nie chcąc jej też sprowokować. - Jeśli zrobisz mu coś trwałego i groźnego może się to źle skończyć. Są tu jednak pewne zasady... - Barman przyglądał się niepewnie całej sytuacji, zastanawiając się przy okazji co odpowiedzieć i nie wkurzyć klaczy.

- Dwójka... - wyrzucił roztrzęsiony z siebie, przełykając przy tym ślinę i dygocąc gdy nagle spojrzał gdzieś w kąt gdzie spostrzegł Crimson, równie sparaliżowaną jak wszyscy wokół. Tylnym kopytem przyciskała głowę jakiegoś ogiera do ziemi gdy przednimi unosiła i wbijała w ścianę kucyka, który niedawno je obraził.

 

W międzyczasie klacz powoli uniosła wzrok, słysząc czyjś kojący głos. Nie wiedziała jak zareagować w pierwszej chwili i tylko lekko się cofnęła, najwyraźniej gotowa na pierwszy atak. Zupełnie jakby nie zrozumiała  co mówi do niej White. Mogło tak jednak być z powodu szoku i strachu jaki teraz czuła. Dopiero gdy obroża zniknęła, złapała się zdziwiona za wolną szyję, a z jej oczu popłynęły niewielkie łzy. Teraz skupiła się dokładniej na słowach mówionych przez klacz przed nią i niepewnie wstała, nadal nie mogąc w to wszystko uwierzyć.

- Dziękuje... - powiedziała niemal łamiącym głosem. - Ale dlaczego? - spytała nadal nie rozumiejąc. - Crystal takie zachowanie uważa za słabość, więc czemu? - pytała, najwyraźniej chcąc wiedzieć mimo tego co jej tu groziło.

 

Baza

Mimo ucieczki ogiera, nadal panowała nieprzyjemna cisza. Ciężko w takich sytuacjach zawsze powiedzieć czy to coś dobrego, czy może złego. Cisza była odmiennością od niedawnego nagrania. Niestety, gdy ledwo ekipa zrobiła kilka kroków mogła usłyszeć dźwięki, które nie przywodziły na myśl nic dobrego, zwłaszcza po odsłuchaniu niedawnego nagrania. Dźwięk przynoszący na myśl chrobotanie dobiegał słabo, ale był słyszalny z kierunku, w którym uciekł jeden z członków drużyny. Zupełnie jakby te stworzenia czekały, aż ktoś oddzieli się od grupy i teraz przygotowywały atak na nieszczęśnika. Jednak nie tylko to mogło być zaskoczeniem. Z okolic hangaru dobiegał jakby również ten dźwięk, ale słabiej i nie był to jedyny dźwięk. Poza nim słychać było wystrzały z broni maszynowej. Najwyraźniej jakiś gwardzista nadal tu żył i teraz próbował walczyć z jednym z tych stworzeń.

 

Dom Nighta

- Co to ma znaczyć?! - rzucił przez zaciśnięte zęby. Wiedział dobrze, że porównała go właśnie do brudu. Pegaz, gorsza istota, kpiła z jednorożca. Tego zaczynało być za wiele. Czuł narastający gniew gdy na nią patrzył, nawet nie mógł skupić się na swoim zadaniu. Upokorzyła go i teraz kpiła sobie z niego. Skąd do cholery się wzięła tutaj? Jak śmiała się tak zachowywać? Ledwo się powstrzymywał by nie zacząć zgrzytać zębami. Nadal to robiła... Wyobrażał już sobie nawet jak wyciąga miecz i wbija go w jej pierś. Gdyby tylko nie chroniła jej ta klacz... Gdyby tylko jej nie było... Powoli zaczął chować plakat i wydawało się że nic już nie powie, ale ton głosu tej klaczy i jej zachowanie, najwyraźniej coraz bardziej doprowadzało go do furii.

- Wygrałaś tylko dlatego, że używałem magii - powiedział przez zaciśnięte zęby. - Nie wiem jakim mutantem jesteś i jak to zrobiłaś, ale gdybym wtedy walczył na ostro i użył broni inaczej byś śpiewała. Zgubiło mnie tylko to, że nie próbowałem cię zabić. Byłem dla ciebie za miękki i to mnie tylko zgubiło. Możesz znikać oszustko - rzucił jeszcze, ale najwyraźniej czekał, aż to klacz pierwsza się wycofa do domu i zamknie drzwi, bo nie odchodził.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Create an account or sign in to comment

You need to be a member in order to leave a comment

Create an account

Sign up for a new account in our community. It's easy!

Register a new account

Sign in

Already have an account? Sign in here.

Sign In Now