Magus

Nowy świat TCB [ZAPISY]/[GRA]

Recommended Posts

White

- Nie będzie z tej sytuacji dobrego wyjścia... - Powiedziała kręcąc głową. - Mój dom odpada - Westchnęła. - Ale wydaje mi się że Sinister może zaoferować jeden pokój dla niespodziewanego gościa - Skłaniała się bardziej ku drugiej opcji przedstawionej przez Crimson. - Obawiam się że nie uda nam się przejść niezauważonym przez gwardię. W Ponyville poszło gładko ale w Trottingham chyba nie masz aż tak dobrze przeanalizowanych rozkładów patroli...  Chyba że się mylę - W tym momencie przypomniała sobie o pewnym fakcie. - I powinnam się umyć. Tuliłam podmieńca, wygnanego jednak to chyba nic nie zmienia i znowu będą znali każde miejsce gdzie się udam. 

 

Sinister

- A z ciebie typowy gwardzista... - Zaśmiała się. - Masz coś między tymi uszami? - Spytała. - Już wyjaśniam... Nie sądzę że zasnę - Powiedziała trochę zła jakby to on obraził ją. - Po pierwsze jak słusznie zauważyłeś jestem dealerem. Po drugie, dealerem który sprzedał ci proszek na... Przypomnisz mi na co? - Mimo że znała odpowiedz dała mu szansę się wykazać. - Po trzecie, moja magia nie musi spać kiedy ja śpię. Może to brzmieć trochę dziwnie ale uwierz mi że tak po prostu jest... I nie chcesz żebym ci go pokazała - Mimowolnie znowu się uśmiechnęła na myśl tej paniki w barze gdyby nagle pojawił się tu Stalker. - Ale jesteś uroczy że próbujesz mi pomóc za to że uspokoiłam rozróbę - Zbliżyła swój pyszczek do jego i go delikatnie pocałowała w policzek. - To niecodzienne. 

 

Batty

- Panie... Jak ci w ogóle na imię? - Tym razem pierwsza odezwała się Fire. - Z resztą, nie ważne. Możemy się przedstawić jak ujdziemy stąd żywi - Ciekawiło ją w zasadzie czy mogła spotkać tego gwardzistę już wcześniej i czy zagrała mu kiedyś na nerwach. - Jesteśmy w zbrojowni - Stwierdziła przy tym się drwiąco uśmiechając. - Nie sądzisz że odebranie tobie broni byłoby co najmniej średnio skuteczne? Z resztą jeśli któraś z tej bestii tutaj się wdarła lepiej żebyś nie szukał pukawki tylko od razu próbował ją zabić. Zgaduje że musimy jednak sobie zaufać ale dla komfortu warty będą po dwóch... - Wzruszyła ramionami wiedząc że od trzech do czterech z jej podwładnych i tak by nie spało. - Jesteśmy zdani tylko na siebie? - Spytała Peace Order'a gdy ten to stwierdził nie mając pełnego obrazu tej sytuacji. - Na zewnątrz zapewne gdzieś lata nasz okręt eskortowy wraz z czterdziestoma osobami - Widzieli kiedyś statek w powietrzu? - Pomyślała pytając siebie. - No cóż, najwyżej uznają że gadam jak potłuczona, no trudno. - Brzmi dumne ale to kupa drewnianego złomu z paroma wieżyczkami udającymi uzbrojenie. Nie sądzę jednak że nas skreślą szybciej niż po dwudziestu czterech godzinach, razem wiele przeszliśmy i tak po prostu nie odpuszczą...

 

Batty tymczasem leżąc na podłodze wyjęła książkę która bez wątpienia musiała być starsza od niej. Gdy ją delikatnie kartowała dało się zauważyć że została zapisana od dwóch różnych kopyt... Kilkanaście pierwszych stron zawierało mapy, żadna z nich jednak nie przedstawiała Equestrii a każda kolejna została poświęcona na opis najróżniejszych zwierząt. Każda charakterystyka zawierała co najmniej dwa szkice, najczęściej jedną od frontu potwora i drugą od jego boku, typowe zachowania dla tego gatunku, miejsca występowania, zagrożenia i orientacyjne informacje na temat ile są warte poszczególne okazy lub ich fragmenty.

 - Kiedyś ją ukończę... - Powiedziała bardziej do siebie niż do konkretnej osoby w tym pomieszczeniu. -  Te stwory, mają jakaś nazwę? - To pytanie zostało skierowane do gwardzisty. Jeśli ktoś miał wiedzieć to tylko on, nie czekała jednak na odpowiedz tylko przystąpiła do zapełniania kolejnej strony. 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Czarny rynek

- Nie mogę zaprzeczyć - Crimson lekko się skrzywiła. - Raczej nie wędrowałam w te okolice, a ty jesteś jednak zbyt wyczerpana na teleportacje - Pumpkin opuściła lekko głowę, najwyraźniej tracąc nadzieje gdy Crimson rozmyślała nad rozwiązaniem problemu. Znów jednak skupiła się na White, gdy ta zaczęła wyjaśniać problem, o którym nie pomyślała. - Nie bardzo znam się na podmieńcach. Jak mówiłam niewiele miałam z nimi do czynienia, ale jeśli z nich takie psy gończe, to faktycznie problem - przyłożyła kopyto do brody. - Można oblać cię wiadrem zimnej wody, ale nie sądzę by ci się to podobało - krzywo się uśmiechnęła na samą myśl. - To najszybsza metoda. Możesz skorzystać też z jakiegoś prysznica tutaj za opłatą albo jak wrócimy - wzruszyła lekko kopytami. - Sinister nadal nie ma, jednak... - znów zaczęła się zastanawiać. - Ostatecznie możecie się przekimać u mnie i tam możesz się umyć - ta myśl całkiem jej się spodobała, choć starała się tego nie zdradzać.

 

- Zdecydowanie jesteś naćpana - skomentował zaraz po pocałunku Sinister. Mimo, wszystko jednak posłał jej delikatny uśmiech, ale nie komentując tego w żaden inny sposób. Robił tylko co należało, a lepiej było służyć w takiej gwardii niż tyranki. W tym momencie wyszli na zewnątrz, a on zaczął się rozglądać, aż zobaczył znajome klacze. - Ej, zapomniałyście koleżanki! - krzyknął w ich kierunku, a potem spojrzał na Pumpkin. - Myślałem, że w knajpie były was trzy...

- Ta to moja kuzynka - szybko powiedziała Crimson, nim ktokolwiek zareagował. Obie w końcu były kucykami ziemskimi, więc to chyba była najlepsza droga. Przy okazji rzuciła okiem na Sinister, która chyba odpłynęła do krainy czarów. - Spotkałyśmy się na miejscu, prawda? - Pumpkin szybko skinęła głową i obie spojrzały na White.

 

Baza

- Jestem Lance Iron - powiedział na początek ogier, zastanawiając się nad całą sytuacją. - Zakładam, że ty jesteś dowódcą tej grupy - powiedział w kierunku Fire. - W tym wypadku oddaje się pod twoje rozkazy, zresztą i tak nie mam już nawet kim dowodzić - spojrzał ze smutkiem na swoich nieprzytomnych podwładnych. - Cesarzowa już na pewno spisała nas na straty i nie przyślę nikogo, pewnie nawet nie zależało jej na bazie, a tylko na tej przeklętej świątyni - uderzył kopytem w ścianę. - Nie rozumiem czemu nas nie wycofano wraz z oddziałami śmierci i kapłanami. Zupełnie jakby złożyli nas w ofierze lub coś badali, a my robiliśmy za króliki doświadczalne - zacisnął zęby, nie kryjąc swojego gniewu. Dopiero po chwili gdy odzyskał spokój, spojrzał na klacz i ogiera. - Możemy śmiało założyć, że z tym uzbrojeniem jakie macie wasze wsparcie może skończyć jak gwardziści, z którymi stacjonowałem tutaj. Co gorsza nawet jak się zabije te bydlaki, to wychodzą nowe zupełnie jakby nie miały końca - rozmyślał nad tym, aż nie dotarło pytanie Batty w jego kierunku. Sam nie wiedział po co jej ta wiedza, ale skoro chciała wiedzieć, to nie widział ku temu przeciwwskazań. - Najpierw nazywaliśmy je po prostu paskudnymi sukinsynami, potem jednak dowódca zaczął nazywać je gragulami i tak się już nam przyjęło. Choć nie wiem czy jest powód do zadowolenia, że odkryliśmy też żart matki natur - skrzywił się na samą myśl

 

Sala szkoleń

Pomieszczenie, do którego zawędrował Dawn i wybrane do jego kwatery jednorożce, nie różniło się zbytnio od standardowych pomieszczeń dla wojska. zwykłe drewniane łóżka z niezbyt wygodnym materacem, a pod każdym kufry, w którym można było trzymać rzeczy osobiste. Ściany zrobione były z szarego kamienia przez co można było nawet odnieść wrażenie, że pomieszczenie zaczyna przypominać lochy. Nie mówiąc, że wszystko oświetlały pochodnie. Nawet w tym zwykłym pomieszczeniu czuć było niepokojącą aurę. Każdy zajął swoje łóżko i zaczął wypakowywać swoje rzeczy. Mniej potrzebne ładując do kufrów.

- Myślałem, że ich zakazali - nagle powiedział jeden z jednorożców w kierunku Dawna. - Czarna magia podobno robiła papkę z mózgu jednorożcom, dlatego je zabierano. No wiecie słyszano głosy i widziano podobno dziwne rzeczy. Niektórzy kończyli na stałe zamknięci w zakładach mamrocąc do siebie

- To tylko spotykało słabe jednorożce i przez nie znów jej zakazali - wtrącił Might. - Potężne podobno mogły się zagłębiać

- A jak jest z tobą? - spytał kolejny jednrożec Dawna.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Peace Order

Po usłyszeniu informacji o statku lekko poprawił mu się humor, jednak po chwili mu przeszło kiedy gwardzista zaczął mówić. Był ciekaw dalszego przebiegu sytuacji mając równocześnie nadzieję, że uda im się stąd wydostać.

 

- Skoro dwójki, to będziemy stróżować razem.

 

Nic więcej nie miał do powiedzenia, uśmiechnął się lekko i kontynuował rozstawianie broni.

 

Dawn Spark

 

Tak jak się spodziewałem książki zrobiły wrażenie na kompanach. Po raz kolejny nic dziwnego, pewnie widzą je po raz pierwszy.

Może by tak spróbować zdobyć ich zaufanie?

Po pytaniu przerwałem czytanie, zamknąłem księgę i zbliżyłem się do nich.

 

- Zakazali ich, bo bandy amatorów chcących szybkiego przypływu mocy zaczęły bawić się nią. Jak nie zna się swoich własnych możliwości i brakuje cierpliwości, to ponosi się surowe konsekwencje.

 

Zdając sobie sprawę z tego, że mówiłem zbyt poważnie zmieniłem ton wypowiedzi na weselszy.

 

- Wam to z pewnością nie grozi, bardziej martwiłbym się o tych mięczaków, którzy nie dali sobie rady na treningu. Uważam, że to ich zniszczy, ale taka jest cena głupoty. Jeśli chodzi o głosy to tak, Głos istnieje, ale idzie się do niego przyzwyczaić, coś za coś.

 

Aż tak bardzo ci przeszkadzam?

Nie, jeszcze nie.

 

Kontynuowałem.

 

- Czasem pomaga, czasem irytuje ale to chyba też zależy od kucyka, pewnie członkowie szwadronów perfekcyjnie zgrywają się z Głosem, co pomaga im osiągać maksimum swojej mocy.

 

Złapała mnie senność.

 

- No ale o tym porozmawiamy następnego dnia, przyszykujcie się na pobudkę w środku nocy, czy coś. Nie dotykajcie książek, dobrego snu.

 

Położyłem się spać, nic w tej chwili mnie bardziej nie interesowało. Ciekawe, co zostanie dla nas przygotowane.

 

 

Share this post


Link to post
Share on other sites

White i Sinister

- Wolałabym nie korzystać z prysznica tutaj... -  Powiedziała White z obrzydzeniem. - Widziałam toaletę a to mi wystarczy by wiedzieć że to nie jest dobry pomysł - Nagle usłyszała głos gwardzisty i spojrzała na niego. Zdziwiło ją to że odprowadzał Sinister która najwidoczniej tonęła w doznaniach spowodowanych używkami. Wyglądała jakby chciała coś powiedzieć gdy otwarła usta ale nie wydobył się z nich żaden dźwięk. Czyżby zapomniała co miała na myśli? - Tak to prawda - Biała klacz kontynuowała przytakując Crimson i Pumpkin. Skłamała, co prawda nie lubiła tego jednak było to konieczne. - Mogę ci opowiedzieć o całym, moim dzisiejszym spotkaniu z podmieńcami ale skracając... - Zmieniła temat na poprzedni nie chcąc dalej rozmawiać o ich liczebności. Tłumaczy się tylko winny. - Jeden z nich mnie szturchnął w Canterlot by nanieść na mnie zapach i najwyraźniej dosyć dobrze go wyczuwają skoro dzięki temu mogli mnie śledzić. Dlatego jeśli tak po prostu pójdę do twojego domu się przespać to również go znajdą - Spojrzała na nią z troską. - Nie chce żebyś miała przeze mnie problemy więc to wiadro jakoś przeżyje. 

 

Batty

- Powiedzmy że miło poznać - Klacz pegaza odpowiedziała na słowa gwardzisty. - A ja jestem... - Przerwała na chwilę zastanawiając się czy powinna zdradzać mu swoje imię. - Fire Wing - Zapewne nigdy tego nie słyszał bo rzadko kiedy nim się dzieliła z nieznajomymi. - Szczerze mówiąc jestem bardziej pilotem niż dowódcą, precyzując dokładniej samolotu którego nieukończona kopia jest w hangarze. - Jeśli kiedykolwiek widział pierwowzór na niebie nie mógł pomylić tego kształtu. - Prawie nigdy nie dowodziłam będąc na ziemi  - Po prostu nie czuła się z tym komfortowo gdy nie miała doświadczenia. - Jednak osoby która to robiła nie ma już na tym świecie... - Opuściła nieco głowę. - Więc w zasadzie to chyba spadło na mnie - Cieszyła się największym zaufaniem wśród innych więc to był naturalny wybór. - Ale nie bój się kwestionować rozkazów i wtrącać własnego zdania jeśli sytuacja nie jest krytyczna i na to pozwala. Tak po prostu działamy... Dowodzi ten kto ma w danym momencie jest najbardziej kompetentny - Położyła się na podłodze by odpocząć choć trochę po tym stresującym dniu. - A ty kim jesteś? - Nagle zwróciła się do Peace Ordera. - Skąd nagle się tu wziąłeś i od razu twierdzisz że jesteś z nami? - To drugie pytanie może było trochę bez sensu... Kto by nie dołączył do większej grupy gdy na zewnątrz są potwory łaknące krwi. 

 

- Dzięki - Mruknęła pod nosem Batty zapisując tą nazwę. Co prawda na jej gust nie była idealna ale nie miała ochoty na wymyślanie nowej... A do tego oni byli jednak pierwsi więc uszanowała tą decyzję.   

Share this post


Link to post
Share on other sites

Czarny rynek

- Skoro tak, to już sobie poradzicie - powiedział nagle gwardzista, nie dopytując już w kwestii tego tematu. W sprawy podmieńców też raczej nie chciał się mieszać. W końcu były tu dobrymi klientami jak reszta i dopóki nie rozrabiały na czarnym rynku nie było powodu mieszać się w nie swoje sprawy. - Lepiej jej pilnujcie - wskazała na Sinister. - Chyba kompletnie odleciała - znów potem spojrzał na klacz. - Dzięki za towar, jakby co wystawię ci recenzje - uśmiechnął się do niej powoli odchodząc.

- Ta dzięki za pomoc - mruknęła Crimson do ogiera. - Kłopoty to dla mnie nic nowego, jednak fakt, że mój dom będzie spalony wtedy jako kryjówka, jej zresztą też by był - spojrzała na Sinister. - Chyba najlepiej będzie jak oblejemy cię wodą w Ponyville. Chyba, że tu chcesz łazić mokra, aż do powrotu. Twój wybór - nagle spojrzała na Sinister. - Cholera co jest z tobą? - nie trudno było zauważyć, że coś nie tak z nią. - Nie mów, że mieszałaś z czymś te tequile, to jak samobójstwo

- Powinnyśmy chyba iść... - powiedziała cicho Pumpkin wskazując kopytem na bar gdzie dochodziły nerwowe rozmowy. Nie trudno było się domyślić że stanie w jednym miejscu a zwłaszcza tu nie jest rozsądne.

 

Baza

- Nie wiem czy szczególnie pomogę skoro przegraliśmy walkę z nimi - powiedział ponuro. Wciąż starał się dosłuchiwać dźwięku chrobotania i ryków, ale były na szczęście odległe. Nic już jednak nie powiedział o samolocie ani o jego nieskończonej kopii. Żałował co prawda, że teraz nie mają samolotu, bo to mogłoby pomóc im się wydostać. Teraz jednak uznał, że ta Fire powinna pogadać z tym ogierem, który do nich dołączył. Zabawne jeszcze jakiś czas temu gwardia była zdana na siebie, a teraz nagle wszyscy zaczęli wyskakiwać jak grzyby po deszczu. Szkoda, że tego wsparcia nie było szybciej. Powoli odszedł i usiadł niedaleko Batty patrząc na nią.

- Jeszcze raz dzięki za to, że uratowałaś nam tyłki - powiedział w jej kierunku. - Mało jaki cywil zachowałby taki spokój widząc jednego z tych bydlaków - zmarszczył lekko brwi. - Amunicja, której użyłaś... Nigdy nie widziałem czegoś tak silnego. Rozwaliłaś go niemal natychmiast. Co to za rodzaj amunicji? Gdybyśmy mieli jej więcej, może moglibyśmy się przebić

 

Sen

Każdy z pewnością spodziewał się obudzenia w środku nocy lub złośliwości ze strony wyszkolonych gwardzistów, którzy mogli się nabijać z rekrutów. Jednak nic takiego się nie działo. Kolejne ogiery powoli zasypiały podobnie jak Dawn, aż w końcu żaden nie wytrwał. Sam Dawn mógł poczuć jak jego sen jest niezwykle realny. Stał w środku nocy w nieokreślonym miejscu. Nie było tu żadnych nawet najmniejszych śladów życia. Zupełny brak roślin mógł z pewnością niepokoić, ale nie tak jak to co go otaczało. Stał między sypiącymi się kamieniami, które dawniej musiały służyć za jakieś obeliski, na których wyryte były słowa w nieznanym języku. Słowa które były starsze niż jakikolwiek kucyk. Jednak wokół tego wszystkiego była tylko pustka i nic więcej. Nagle w kierunku ogiera przemówił głos zdający dochodzić się ze wszystkich stron.

- Dlaczego zdradzasz ideały Celestii? - spytał nagle tajemniczy głos. - Urodziłeś się kucykiem, czy przyjaźń nie jest największą magią? Czemu więc wstępujesz na ścieżkę cienia? Szukasz sławy, bogactwa, a może mocy?

Share this post


Link to post
Share on other sites

Peace Order

 

Nie był zaskoczony pytaniem klaczy, w końcu pierwszym co by zrobił widząc nową osobę próbującą dostać się do jego grupy byłoby pytanie kim i skąd jest. Chwilowo oderwał się od pracy i zaczął opowiadać.

- Jestem konwertytą, aktualnie razem z rodziną zamieszkujemy w Epsilonie, jednej z większych baz ludzkiego ruchu oporu.

Widząc lekką konsternację na pyskach kompanów od razu wystosował lekkie sprostowanie.

- Z tym że w przeciwieństwie do nich chcę powrotu Celestii. Brzmi to paradoksalnie, że ktoś taki jak ja współpracuje z byłym FOL'em, ale umówmy się - kuce same z siebie są zbyt wystraszone, aby podjąć się walki z Cesarzową. Nie robię tego tylko dla siebie, lecz głównie dla mojej rodziny oraz z wdzięczności dla mieszkańców Equestrii. W końcu gdyby nie ponifikacja to prawdopodobnie nie miałbym już dla kogo żyć.

Lekko westchnął.

- Cóż, rozgadałem się, ale skoro już zacząłem to dokończę. Miałem dokonać rozpoznania na tych terenach, gdyż nasz wywiad odkrył jakieś anomalie na tym terenie, teraz już wiemy dlaczego. Po drodze spotkałem klacz pegaza, z którą dotarliśmy tutaj, ona akurat pochodzi z którejś z baz pro equestriańskich rebeliantów. Jako iż nie pochodzi ona od nas założyłem, że ze strony jej towarzyszy wsparcia nie będzie. Specjalnie zaklejam logo FOL'u tak, aby nikt go nie zobaczył - wiem co organizacja w przeszłości robiła kucykom oraz to głównie przez nich zostałem sponifikowany. Podsumowując: nie chcę zrobić nikomu z tutaj obecnych krzywdy.

Uśmiechnął się lekko ponownie, po czym wrócił do pracy.

 

Dawn Spark

 

Pojawiłem się w jakimś dziwnym miejscu, nie było tutaj żadnego życia, jedyne co to jakieś stare obeliski. Głos też nic nie mówił, niepokoiło mnie to, gdzie oni mnie wywieźli?

Po chwili rozglądania usłyszałem głos, jednak nie był to ten, na który oczekiwałem. Docierał ze wszystkich stron, tworząc całkiem dziwne wrażenie. Nie wspomnę również o jeszcze dziwniejszej treści pytania.

- Ideały Celestii należą do niej, nie do mnie. Przyjaźń to fikcja, jesteśmy tylko stworzeniami napędzanymi przez prymitywne, egoistyczne zapędy.

Zamilkłem zastanawiając się nad tym, co powiedzieć dalej. Oczekiwałem na to, co nastąpi za chwilę, jednak nic się nie stało. Kontynuowałem.

- To ona zdradziła swój lud, przyprowadziła tutaj te... podkuce! Nie wspominając również o tym, że zachowywała się ulegle w stosunku do innych ras. To oni powinni bać się nas, a nie my ich! To my jesteśmy potężniejsi i to my będziemy władać tą krainą! Szczególnie teraz, kiedy nasza Imperatorka prowadzi nas do zwycięstwa!

Zdałem sobie sprawę z tego, że krzyczę, ciężko było mi się opanować. Czy to gniew?

- Osobiście szukam mocy. Mocy, która pomoże nam wygrać i zaprowadzić porządek. Mocy, która Jej zaimponuje. Mocy, dzięki której inni zaczną się mnie bać!

Emocje wzięły górę. Rozświetliłem róg i zacząłem strzelać we wszystkie strony, z których dochodził głos.

- Wyłaź! Pokaż się! Nie rób ze mnie idioty!

Share this post


Link to post
Share on other sites

Batty 

- Przegrana podobno uczy najwięcej - Batty odezwała się do gwardzisty. - Jeśli wyciągnie się z niej wnioski - Wzruszyła ramionami i pokazała mu swoją giwerę tak by mógł ją lepiej obejrzeć. Było to dosyć dziwne połączenie. Luneta wraz z sześciostrzałowym, bębenkowym magazynkiem? Skrzyżowanie granatnika z karabinem wyborowym? Tak to przynajmniej wyglądało... - Cywil? -Spytała niepewnie. - To prawda że nie byłam w wojsku ale bronią posługuje się nieźle...  I widziałam wiele paskud a te o których mówisz wygląd mając nawet w porządku - Uśmiechnęła się mimo że nie czuła się teraz komfortowo gdy był tak blisko, wcześniej w szybie wentylacyjnym o tym nie myślała. - To nie jest zwyczajna broń palna - Wyciągnęła jeden z kryształów które zwiększały siłę wystrzału i podała go gwardziście. - Strzela energią które jednorożce wykorzystują do rzucania zaklęć czyniąc z niej połączenie technologii i magii. Nie ja to zbudowałam więc nie wyjaśnię dokładnie jak to działa bo sama nie wiem. Kryształ służy za amunicje co daje dodatkowego kopa, ten jest rozładowany i mam jeszcze dziesięć sztuk więc raczej nie wiele... Chyba że możesz go jakoś naładować, wtedy nie musiałabym tak uważać na strzały. 

 

- To jak każdy z nas - Odpowiedziała Fire na pierwsze dwa słowa Peace Ordera - Oprócz tej czwórki - Najpierw wskazała na trójkę gwardzistów a potem na Batty. Kati pominęła bo to było zbyt oczywiste. - To nie takie dziwne że chcesz powrotu Celestii. Też ją wolę bo skoro przeszkadzała mi jej polityka to ta cesarzowa ze swoją wkroczyła na zupełnie nowy poziom... Masz rodzinę? - Nagle spytała ze smutkiem. - To dobrze, trzymaj się jej bo jak cesarzowa odkryje ten Epsilon to nie będzie nic dobrego. Przegracie jak my przez ich przewagę liczebną a jak wezmą jeńców to też nie będą mieli miło  - Pokręciła głową przypominając sobie egzekucje. - Mimo że nie chcesz zrobić tu nikomu krzywdy nie ukrywam że nie podoba mi się tu wasza obecność - Miała na myśli zarówno jego jak i gwardzistów. -  Nie miej mi tego za złe ale im mniej osób wie o nas tym lepiej. Co zrobisz jak wrócisz do tej twojej bazy? Powiesz im że nic nie znalazłeś? A co powiesz tej klaczy pegaza od Equestriańskich rebeliantów? Nie chce tu żadnego najazdu... Wiem że planuje na przód ale jednak zakładam że przeżyjemy. 

Edited by Shey

Share this post


Link to post
Share on other sites

Baza

- Rozsądne słowa - westchnął. - Moja przegrana jednak uświadcza mnie w tym, że zawiodłem tych, którzy na mnie liczyli. Jeśli tamta dwójka zostałaby rozszarpana, to zapewne sam bym sobie strzelił w łeb - uderzył kopytem w ziemię. - Na dodatek co noc widzę jak te stworzenia rozszarpują naszego dowódce, a ja nic nie mogłem zrobić. Uratowałem tylko te dwójkę, a potem się ukrywaliśmy jak szczury. Jestem żołnierzem, a nie tchórzem, ale było ich za dużo, nic nie mogłem zrobić - skrzywił się na samą myśl o tym. Potem jednak zaczął przyglądać się broni i uważnie słuchać klaczy. - Konstruktor musiał być geniuszem. Gdyby to zreplikować wolę nie myśleć o konsekwencjach. W gwardii takiej nigdy nie widziałem - mówił zaintrygowany, a potem spojrzał na kryształ. - Mogę spróbować. Zakładam, że sama jesteś na poziomie potężnego jednorożca, ale z powodu mieszanej krwi... - nagle zamilkł, czując, że wyraził się niestosownie. - Nie chciałem cię urazić, po prostu gdy leczyłaś moją podwładną, widziałem z jakim trudem używasz magii, i że najwyraźniej sprawia ci to trud. Ja nie mam raczej takich trudności jako zwykły jednorożec - słabo się uśmiechnął. - Mogę spróbować. Ta broń może się nam jednak przydać - spojrzał na miejsce, z którego dochodziły nieludzkie dźwięki. - Te klejnoty mają jakieś zagrożenie? Niektóre z tego co wiem wybuchają po przeładowaniu

 

Sen

- Pokazać się? - zabrzmiał śmiech dochodzący ze wszystkich stron. - Tutaj mogę być wszystkim, a zarazem niczym. Natomiast w waszym świecie czym naprawdę jestem? Tym co widzicie, a może czymś co skrywam? Tyle zagadek skrywa rzeczywistość, przekraczających zdolności zwykłych umysłów. A jednocześnie pragniesz rzeczy, które mogą doprowadzić do najgorszego obłędu - świat wokół zaczął wirować z niesamowitą prędkością, a kamienie zmieniać konstrukcje na dziwne zabudowania niespotykane w Equestrii czy na dawnej Ziemi. - Kucyki znały tylko jedną osobę, która mogła wejść w sen, a ja mogę nawet więcej. Kreować, zmieniać lub sprawić, że na zawsze tu zostaniesz. Tak wiele możliwości, a jednak wciąż się ograniczam, pytanie czemu? Kolejna zagadka, która pozostanie na razie tajemnicą - świat znowu stanął w miejscu, a w jego środek uderzyła fala światła, która zaczęła formować postać kucyka. Nie można było opisać wyglądu jako tradycyjny, bo najprościej mówiąc, istota przypominała po prostu kucyka ze światła. - Taka forma na razie musi ci wystarczyć - powiedział świetlisty kucyk, nie ruszając się z miejsca. - Czy masz przypuszczenie kim jestem? A może jesteś przekonany o swej przewadze i chcesz mnie zaatakować? Nawet tak prosta istota jak widzisz, może dokonać wielu wyborów, pytanie jednak, które są właściwe

Share this post


Link to post
Share on other sites

Peace Order

 

Przysłuchiwał się wyraźnie słowom klaczy. W momencie gdy skończyła przemawiać natychmiastowo zabrał się za odpowiedź.

- Po tym, co się tutaj wydarzyło chyba wszyscy zainteresowali się tym miejscem, Crystal, My i Equestrianie. Problem tylko w tym, że najprawdopodobniej niewolnicy Imperatorki wynieśli stąd wszystko, co wartościowe z racji na to, że trafili tutaj pierwsi. Mimo tego chcieliśmy się upewnić, co dokładnie zmusiło ich do ewakuacji - teraz to wiemy. Może najpierw skupimy się na zamknięciu tego portalu, a potem omówimy resztę? Szkoda tracić czas na konwersacje, które póki co nie są nam w stanie pomóc.

Nie chcąc zawieść kompanów po chwili postanowił kontynuować.

- Działam jako wolny strzelec, póki co jest to dla mnie coś nowego, ale nie mogę wiecznie siedzieć wygodnie w bazie kiedy nasi zwiadowcy padają jak muchy. Zawsze mógłbym ściemniać, jednak teraz mówię prawdę. Ze swojej strony mogę zapewnić, że żadna większa grupka się tutaj nie wybiera - jesteśmy w defensywie, bez naszej ludzkiej technologii nie mamy szans z armiami Crystal. Nasi naukowcy próbują odtworzyć z tutejszych materiałów jakieś mocniejsze bronie, jednak jedynym obiecującym materiałem są te kryształy. Problem polega na tym, że ogromne ich ilości znajdują się na tym terytorium oraz pod stolicą, ale to tylko obliczenia naszych naukowców. Wysadzenie Canterlotu brzmi ciekawie, ale znając życie Imperatorce nic nie grozi, nawet jeśli użyjemy czegoś większego.

Chwilowo zamilkł. Zdał sobie sprawę z tego, że lekko zszedł z tematu.

- Przepraszam, trochę za daleko poleciałem. Jeśli uda nam się stąd wydostać udam się dalej, w bazie radzimy sobie wystarczajaco dobrze, a siedząc na miejscu nie będę w stanie odkryć opcji na przywrócenie starego porządku. Nie wspominając już o tym, że jeśli ktokolwiek z Epsilonu dowie się o moich prawdziwych planach to raczej nie będę tam mile widziany. Tak, mam rodzinę i tak, staram się ją chronić, najlepiej jak potrafię.

Nie ufał gwardzistom Crystal. Domyślał się, że jeśli uda im się przetrwać będą w stanie w jakiś sposób go wyśledzić, a to narazi nie tylko go, ale i cały Epsilon.

 

Dawn Spark

 

Jedyną odpowiedzią na moje ataki był śmiech przeciwnika, zaczynałem czuć się bezsilny - po raz kolejny mimo dawania z siebie wszystkiego nie byłem w stanie osiągnąć celu.

Chwilowo analizowałem zasłyszane słowa, odpowiedzi było kilka, jednak zdecydowałem się wybrać tę najbardziej oczywistą.

- Zapewne masz związek z tą energią, którą czuliśmy w Canterlocie. Nie jest to zdecydowanie biała magia, zatem obstawiam, że jesteś w jakiś sposób związany z czarną.

Ponownie zamilkłem. Próbowałem porównać postać ze wszystkimi znanymi przeze mnie mistrzami czarnej magii. Z racji na to, że w większości byli martwi od kilkuset lat pomyślałem, że ta postać jest w jakiś sposób związana z naszą Panią. Nie zastanawiając się dłużej zdecydowałem ponownie działać.

Spojrzałem prosto na świetlistego kucyka. Ukłoniłem się z szacunkiem i ponownie odezwałem.

- Czy to ty, moja Pani? Proszę o wybaczenie tego nędznego pokazu niemocy, z całych sił pragnę stać się silniejszym aby móc ci służyć w należny sposób. Wierzę, że jesteś w stanie poprowadzić nas do dużo lepszej przyszłości. Czy Jestem w stanie uczynić coś, aby zdobyć uznanie w twoich oczach? Czy mógłbym poprosić o wskazówki, abym to ja stał się twoim najbardziej wartościowym sługą?

Trwałem w ukłonie. Imperatorka była jedyną osobą, którą darzyłem bezustannym szacunkiem i prawdopodobnie jedyną, do której czułem coś więcej niż tylko powinność wynikającą z bycia jej sługą.

Share this post


Link to post
Share on other sites

White i Sinister

- Nie odleciałam - Nagle się odezwała. Brzmiało to jakby chciała krzyknąć ale nie umiała się zdenerwować. - Wiesz... - Powiedziała podchodząc do niej nieco chwiejnym krokiem. - Jestem jednorożcem, potrzeba mi... - Zbliżyła się do Crimson by dalszą część wyszeptać do ucha. - Mniej dobroci by mnie zadowolić - Mimowolnie uśmiechnęła się a chwilę potem z trudem powstrzymała śmiech. To zdanie z jej punktu widzenia było dosyć dwuznaczne. - Dwie tequile, joint i odrobina amfetaminy... Są lepsze receptury na kamikaze - Machnęła kopytem. - Właśnie... Co ja... A tak - Trochę się pogubiła w myślach ale zaczęła grzebać w torbie by wyjąć odrobinę białego proszku lewitacją przy okazji rozsypując część na ziemie. Co ciekawe ten towar pochodził z innego, znacznie mniejszego worka niż ten co sprzedała gwardziście. Przynajmniej miała na tyle pomyślunku by nie wyjmować całości. - Kurwa - Nawet wulgaryzmy wymawiała bez cienia zdenerwowania. - Gdzie ta lufka - Trudno powiedzieć z którego powodu użyła przekleństwa. - Ale bajzel...

 

- I dlatego muszę z siebie zmyć ten zapach by tego uniknąć - Odparła White patrząc na Crimson i jak na razie nie przejmując się Sinister. - Nie chce z nimi walczyć i się zastanawiać czy to podmieniec czy jednak ty... - Westchnienia wiedząc że to główny problem przy takim spotkaniu. - Umyje się w Ponyville... I faktycznie lepiej stąd chodźmy - Powiedziała zgadzając się z Pumpkin. - Tylko dokąd? - Nie znała zbytnio tego miejsca. 

 

Batty 

- Nie musisz mi się tłumaczyć - Stwierdziła Batty. - Podjęcie tej walki byłoby bezcelowym samobójstwem więc w tym wypadku ukrywanie się nie było oznaką strachu a rozsądku... I skoro nie mogłeś nic zrobić dlaczego uznajesz się za winnego? Musisz się z tym pogodzić, czasami tak po prostu jest - Spojrzała w ziemie i posmutniała. - Czasami to jest bardzo trudne ale trzeba, wiem coś o tym. Przez jeden wypadek, sama nie wiem co się do końca stało ale efekt jest taki że straciłam ojca i nie pamiętam nic z moich pierwszych szesnastu lat życia. Nie wierze jednak że umarł, nadal go szukam ale to chyba na nic... - Bardzo rzadko się z tym dzieliła a zwłaszcza nieznajomym ogierom ale ten wydawał się szczególny. Nagle znowu na niego zwróciła swój wzrok i ucięła temat. - To się dzieje jak kucyk interesuje się zarówno magią i technologią. To naturalne że w jednym ze swoich dzieł będzie próbować to połączyć i jak widać udało mu się. - Odwróciła broń i ukazała mu napis ,,Opus Magnum''. - I nie uraziłeś mnie tym że mam mieszaną krew, gdybym była tylko jednorożcem nie rozmawiałbyś ze mną w tej chwili - W istocie miała inne umiejętności które równoważyły a czasami nawet wynagradzały trudności w czarowaniu. - W zasadzie to nie jestem pewna ale możesz mieć racje - Odpowiedziała na pytanie dotyczące klejnotów. Po chwili wyciągnęła ze swojej broni naładowany kryształ który delikatnie świecił. - Po prostu postaraj się by wyglądały podobnie i jak dla mnie powinno zadziałać. Nigdy ich nie ładowałam - Przyznała się ale ten fakt był dosyć oczywisty. - Zawsze odsyłałam zużyte do konstruktora broni i po tygodniu przychodziły gotowe do strzelania ale wątpię że teraz mamy tą możliwość. Poczta raczej nie obsługuje tych terenów... - Skrzywiła się czując się trochę głupio że tak mało wie o technicznych aspektach. - Wiem tylko że nie są naturalne a sztuczne. 

 

- Nie wynieśli... - Odparła Fire. - Przecież ten gwardzista powiedział że nie ruszali naszych rzeczy i z tego co zdarzyłam zauważyć to na razie nic nie jest rozebrane - To było nieco dziwne że nie próbowali rozmontować paru samolotów i użyć zdobytej wiedzy by skonstruować własne. Ludzie przecież mieli bardziej zaawansowane maszyny. - Chyba że chodzi ci o świątynie która jest jedynym powodem wszystkich problemów - Baza by stała jak stała gdyby nie to i raczej nie cieszyła by się takim zainteresowaniem. - Cokolwiek wynieśli i tak nie sądzę żeby nam się przydało... A jeśli chciałeś uniknąć tej konwersacji mogłeś zataić fakt że jest z tobą pro equestriańska rebeliantka. Zrozum mnie, martwię się że nasz trud będzie daremny i ona wraz z jej ekipą nas wykończą zanim staniemy na nogi. - Podniosła się z ziemi. Chciała go zapytać jak daleko stąd jest ten cały Epsilon jednak wiedziała że nie powie tego przy gwardziście. - Ale trudno zaprzeczyć że masz racje - Ziewnęła i skierowała się do jednej z pokryw skrzyni. - Jeśli chcesz się na coś przydać to coś wymyśl albo zapytaj tamtych - Pokazała kopytem na trójkę ogierów poszukujących broni i pancerzy. - Ja tymczasem idę spać bo poprzedniej nocy nie miałam zbytnio tej szansy... W kwestii wymyślania to może dałoby się zwabić wszystkie stwory do jednego pomieszczenia i je wysadzić? Mieliśmy chyba gdzieś miny... - Podsunęła pomysł i położyła się na wieku od skrzyni jako że drewno było przyjemniejsze w dotyku niż zimny metal a po chwili zamknęła oczy. - Zostawiam to wam.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Czarny rynek

- Zdecydowanie widać, że jesteś sobą - ledwo powstrzymała śmiech mówiąc to. Nawet odważna odpowiedź Sinister nie zrobiła na niej wrażenia. Crimson nie była w końcu typowym kucykiem, który rumienił się od tak. Zbyt wiele już widziała i sama przeżyła. Poza tym to ona zawsze rozdaje karty. Na chwilę skierowała spojrzenie na rozsypany towar. Żałowała nawet, że nie zobaczy jak kilka kretynów rzuci się na ziemię próbując wciągnąć ile się da. Nie było jednak czasu, a ona dość już narozrabiała jak na jeden dzień. No cóż tym razem chociaż bar przetrwał. Skierowała wzrok teraz na White, gdy doszła do słowa. - Pierwsza sprawa, ja na pewno bym cię nie zaatakowała, nie bije ładnych klaczy, więc tu nie ma problemu - pokiwała lekko głową. - A kolejna, że nas wyprowadzę, więc spokojnie

 

Nic więcej nie mówiąc ruszyła przodem. Nic nie wskazywało, że rynek kiedykolwiek się zamykał. Przeciwnie, im późniejsza pora tym zdawało się zbierać tu więcej mieszkańców. Widać było nocne kluby gdzie już stały kolejki. Nie trudno było się domyślić, że poza alkoholem praktykowało się tam też inne używki i zabawy. Widać było nawet w niektórych miejscach konkurentów w interesie Sinister. Dilerzy rozprowadzali własny towar w nieco wyższych cenach niż Sinister. Pumpkin szła niepewnie rozglądając się na to wszystko wokół. Chyba najbardziej ją zaniepokoił widok nocnego klubu i myśl, że sama mogła w nim skończyć gdyby nie ratunek White. Grupa gwardzistów ciągnęła za kopyta jakiegoś nieprzytomnego ogiera. Cokolwiek zrobił, musiało to być coś poważnego. Gwardia mimo, że nie była tu święta, to na pewno nie była tak okrutna jak ta Crystal, która atakowała niemal za wszystko. W końcu zaczęli powoli wychodzić w okolice dobrze znanego pustkowia. Przy wyjściu gwardziści już ich nie blokowali, najwyraźniej mając gdzieś czy coś wynoszą. W końcu liczyło się tylko bezpieczeństwo wobec tego kompleksu, a nie poza nim. Z kolejnych przejść wychodziły kolejne istoty chcące skorzystać z usług Czarnego rynku.

 

- To jesteśmy - powiedziała w końcu Crimson, wskazując kopytem na jeden z portali. - Tu jest nasze wejście do Ponyville pamiętacie jak było ostatnio? - nie dała szansy odpowiedzieć, bo kontynuowała dalej. - No tutaj będą podobne nieprzyjemności - krzywo się uśmiechnęła i spojrzała na Sinister. - Żeby teraz twój żołądek lepiej to zniósł - potem spojrzała na Pumpkin. - Ufam, że już tędy przechodziłaś - klacz lekko przytaknęła. - No to możemy wracać

 

Baza

- To nie takie proste - westchnął ciężko. - Śmierć jak na żołnierza przystało to jedno, ale być rozszarpanym przez jakieś przeklęte stwory to co innego. To nie była śmierć, na którą zasłużyli - skrzywił się na samą myśl dalej jej słuchając. Nic nie mówił dopóki nie chwycił obu klejnotów by się im przyjrzeć. - W Canterlocie są archiwa pełne zaklęć i chyba kapłani potrafią zbadać umysł. Myślę, że tymi tropami mogłabyś odświeżyć pamięć o ojcu, o ile rzecz jasna wszyscy przeżyjemy najbliższe dni. Zawsze pozostaje nadzieja, że dzięki temu jeszcze go spotkasz - krzywo się uśmiechnął. - Technologia z magią? - Cesarzowa całkiem nie zakazała ludzkiej technologii uznając, że będzie przydatna ale tak zakres... Sponyfikowany mógł tak pojmować magię czy może rodowity kucyk tak zrozumiał ludzką technologię w obu przypadkach było to równie dziwne. Zbliżył kamienień do rogu, aż po chwili oba zaczęły świecić tak samo. - Czyli ładują się jak typowe kryształy - mruknął bardziej do siebie jeszcze chwilę patrząc na nie, a potem je jej podając. - Powinnaś się zdrzemnąć. Potem może nie być do tego okazji

 

Sen

- Ile w twych słowach jest prawdy, a ile zaledwie pustych słów? - spytała istot,a przyglądając się ogierowi. - Oddziały śmierci to coś więcej niż zwykła gwardia. Wszyscy oni są wydłużeniem mojej woli. Chcąc kroczyć tą drogą stajesz się związany ze mną przysięgą jak każdy inny kto się zgodził. To jest wiara jednostronna, z której nie ma już odwrotu - istota uderzyła kopytem rozświetlając całe to miejsce. Można było teraz wszędzie na ścianach dostrzec nieznane inskrypcje. - Widziałam wiele rzeczy więcej niż może się tobie śnić. Celestia i jej plany były słabe żałosne. Ludzie mieli zakończyć wtedy swój cykl, sami to na siebie sprowadzili. Nigdy nie mieli szacunku dla siebie i wszelkich innych istot. Ona jednak zakłóciła to, chcąc ich ratować. Widać jaką wdzięczność dały za to jej te prymitywne żałosne istoty. Mam zamiar to wszystko naprawić, ale jeszcze nie jestem gotowa. Moja moc z każdą chwilą rośnie, ale to wciąż za mało by wdrożyć me plany. Wychodzę powoli poza zakres magii, którą ty rozumiesz. Nie jest to już czarna magia, a coś co przekracza wszelkie wyobrażenia. Chcesz zdobyć moje uznanie, stać się dostrzeżony? - spytała przechylając głowę w bok. - Udowodnij swą lojalność. Skończ szkolenie cienia, złóż szczerą przysięgę powierzając mi swoje życie. A gdy tego dokonasz przyjdzie czas kolejnych prób. Nigdy nie wątp w to co mówię i wykonuj moje polecenia. Nic co robię nie dzieje się bez powodu. Pamiętaj widzę wszystko wbrew pozorom, nawet jeśli co niektórzy wątpią w moje istnienie - istota znów zaczęła wbijać spojrzenie w Dawna. - Uważasz, że to sen, czy może dzieje się naprawdę?

Share this post


Link to post
Share on other sites

Peace Order

 

Przysłuchiwał się Fire z uwagą. Miała rację mówiąc o klaczy, ale i tak nie zmieniłby swojej decyzji w stosunku co do niej - nie będzie odbierał życia nikomu, jeśli nie jest to potrzebne.

- Rozumiem i zgadzam się z tobą, ale i tak nie byłbym w stanie jej skrzywdzić. Nie stanowiła bezpośredniego zagrożenia dla mnie, a szczerze mówiąc nie spodziewałem się tego, że spotkam tutaj kogokolwiek żywego. Miejmy tylko nadzieję, że nikt nieprzychylny się tutaj nie zjawi, nic więcej w tej chwili nie możemy zrobić. Odpoczywaj, my przygotujemy tutaj wszystko co potrzebne.

Wrócił do rozstawiania sprzętu, znalazł w skrzyni jakiś prymitywnie wyglądający ckm, który wyciągnął i próbował znaleźć dla niego odpowiednie miejsce. Postanowił poprosić gwardzistę o pomoc.

- Chyba już wystarczy tego gadania, teraz liczy się tylko to, aby już nikt z nas nie zginął, a samymi rozmowami nie uda nam się zbliżyć do tego celu. Możesz mi pomóc rozstawić to żelastwo? Bez dłoni ani magii nie jest to niestety możliwe.

Gdy gwardzista się zbliżył dodał.

- Niech zmarli zajmą się swoimi, to już nie nasz problem. Ponadto rozgrzebywanie takich wydarzeń w pamięci w niczym nam się nie przysłuży.

 

Dawn Spark

 

Nie przerywałem. Wsłuchiwałem się tylko w słowa Crystal, próbując zapamiętać jak najwięcej. Po przemowie wstałem i zacząłem mówić, wpatrując się w nią.

- Nie są to puste słowa Moja Pani, od samego początku kiedy zacząłem zgłębiać czarną magię czułem, że kolejny mistrz istnieje. Teraz już wiem, kto nim jest.

Chwilowo zamilkłem, próbując poukładać swoje myśli. Nie było to łatwe, gdyż stałem przed najbardziej perfekcyjną znaną mi istotą.

- Wierzę w twoje słowa i chciałbym być w stanie wesprzeć Cię w walce. Przysięgam teraz i zrobię to po raz kolejny, jeśli najdzie taka potrzeba. Nie zawiodę Cię.

Ukłoniłem się ponownie.

- Jest to zbyt piękne, aby było prawdziwe, jednak nie wątpię w twe słowa. Czuję, że teraz na pewno z Tobą rozmawiam, czy to w śnie, czy na jawie. Przysięgam, że od teraz będę się uczyć, żyć i walczyć dla ciebie tak długo, na ile starczy mi sił.

Spotkanie miało dla mnie wymiar stricte religijny. Aura Imperatorki była prawdopodobnie tym, czym dla pozostałych kucy było obcowanie z królewskimi siostrami. Wiedziałem jednak, że jedyną osobą godną podążania jest tylko i wyłącznie Crystal. Wiedziałem też, że jestem w stanie zrobić wszystko, aby ją usatysfakcjonować.

Edited by Lizergo
  • Upvote 1

Share this post


Link to post
Share on other sites

White i Sinister

- Ty nie - Stwierdziła White lekko odwracając wzrok jakby na słowa Crimson trochę się speszyła. - Ale podmieniec nie miałby tego problemu a wyglądałby dokładnie tak samo jak ty.

- Dobra olać to - Powiedziała Sinister nie mogąc znaleźć lufki która najwyraźniej postanowiła się dobrze zakamuflować. - Zrobię to w warunkach polowych... - Wyciągnęła kopyto by umieścić na nim biały proszek i wciągnąć nosem bez dodatkowych przyrządów. Stymulant kontra depresant... Kto teraz wygra wojnę o wpływy? Wiedziała że amfetamina która była silniejsza od alkoholu i zbije jego działanie. - Ona idzie z nami? - Spytała patrząc się na Pumpkin i pociągnęła nosem.

- Tak, musi gdzieś przenocować. Masz miejsce u siebie? - Spytała z nadzieją. - Dopiero jutro ją odprowadzamy do Trottingham bo teraz byłoby to zbyt niebezpieczne.

- A czy mój dom to hotel? Wydaje mi się że nie prowadzę takiej usługi - Rozglądała się na boki by zobaczyć jaki konkretnie towar sprzedają inni. Zastanawiała się czy powinna mieć w swojej ofercie to samo czy znaleźć dla siebie niszę...

- Nie ale korona ci z głowy nie spadnie jak użyczysz jedno łóżko na jedną noc - Była już trochę poddenerwowana tym dniem. - Więc Pumpkin chyba musi iść do ciebie - Powiedziała do Crimson.

- Już wracamy? - Jej głos był nieco zawiedziony. - Nie sprzedałam jeszcze towaru... I nie obawiaj się o mój żołądek, chyba nie ma już w nim nic. 

 

Batty 

- To nie twoja wina że tak się stało a tych co was nie ostrzegli - Pokręciła głową potępiając takie zachowanie. To było skazanie niewinnych na pewną śmierć i zdrada jednocześnie. - Nie jestem pewna czy powinnam... - Była pełna wątpliwości. - To kusząca propozycja ale co jeśli jednak wspomnienia mi nie pomogą go znaleźć? - Brzmiała jakby się ich trochę bała jednak nie wyjaśniła dlaczego. - Po za tym wątpię że kapłani zechcieliby pomóc jednorożcowi z defektem, nie byłam w Equestrii ale wiem że ta rasa jest tam chyba gloryfikowana - Gdy gwardzista oddał jej dwa kryształy załadowała je do broni a z ekwipunku wyjęła dziewięć kolejnych. - Mógłbyś naładować też te? - Spytała z nadzieją. - Jeśli jednak to duży wysiłek nie rób tego, nie chce ciebie wykorzystywać... Na razie jeszcze nie pójdę spać, nie czuje się zmęczona - Podniosła się z ziemi i udała się do jednej ze skrzyń ze strzelbami. - Mam problemy ze spaniem w nocy, nie mam tylko genów jednorożca. - Była po części kucoperzem które funkcjonowały wtedy kiedy słońce zachodziło. Wzięła jeden z pocisków i sprawdziła czy może ich używać w swoim pistolecie. - Hmm, pasują - Powiedziała z zadowoleniem i zabrała dwie paczki amunicji dla siebie. 

 

Fire już nic nie odpowiedziała uznając to za zbyteczne i w dalszym ciągu próbowała zasnąć, nie było to idealne miejsce ale nic lepszego w tej sytuacji się nie znajdzie. Karabin który wyciągnął Peace Order okazał się być kopią amerykańskiej konstrukcji Browning M2. Stary ale jary, to określenie do niego pasowało. Dwójka ogierów w tym czasie doprowadzała do porządku zbroje buntowników, były nieco cięższe niż te gwardzistów ale też bardziej wytrzymałe. Ostatni znalazł działo bezodrzutowe będące analogiem szwedzkiego granatnika Carl Gustaf.

- Przyda nam się to czy prędzej tym się sami pozabijamy? - Spytał nie będąc pewny. Broń kalibru 84 mm w pomieszczeniu mogła by być bardzo niszczycielska. 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Czarny rynek

- Jakoś sobie poradzę - powiedziała cicho Pumpkin, słysząc niewielką sprzeczkę między klaczami. Nie chciała ich jednak skłócić. Wystarczająco już dla niej zrobiły.

- Spokojnie - powiedziała w jej kierunku Crimson. - Jakoś się pomieścimy, chociaż trochę nie ogarnęłam chałupy, ale damy radę, a jutro wrócisz do domu - zaraz jednak znów spojrzała na Sinister. No tak, przez całą te aferę właściwie nic nie osiągnęły. Kupiła te książkę, ale nie rozkręciła interesu, który chciała tak zrobić. Głównie skupili się na ratowaniu klaczy i bójce w barze. Było jej nieco głupio, bo sama częściowo do tego doprowadziła. Nie wątpiła, że też że Sinister sobie poradzi, ale zostawiać kogoś tak samego też było jej głupio. - To co robimy? - spytała w końcu. - Może ty i Pumpkin u mnie przenocujecie, a ja tu zostanę z Sinister próbując pomóc jej rozprowadzić towar. Mogę wam podać adres, chyba znasz topografię Ponyville? - powiedziała w kierunku White. - Chyba, że chcecie to inaczej rozegrać. Jakieś pomysły?

 

Baza

- Nie widzę ku temu problemów - słabo się uśmiechnął, ładując jej kolejne pociski. - Kto wie może to uratuje nam życie. Podczas rytuału zatwierdzono, że mam poziom magii na statusie potężnego jednorożca, ale w akademii jednocześnie zauważono, że mam mierny talent do typowej magii. Ironia losu jak widać - mówił ładując kolejne pociski. -  Dlatego nie byłbym w stanie najpewniej uratować mojej podwładnej. Cesarzowa powiedziała nam, że kucyki twojego pokroju to defekt. Jesteście słabi i plamicie krew jednorożców brudem. To znaczy nie bezpośrednio. Nigdy jej na oczy nie widziałem. Teraz jednak dostrzegam, że wszystko ma drugie dno. Nie wiem co możesz odnaleźć w swojej przeszłości, ale czasem lepiej znać prawdę niż przed nią uciekać. Jeśli twój ojciec żyje też zapewne cię szuka, a jeśli prawda jest najgorszą z możliwych, to możesz go chociaż pożegnać na grobie co odda spokój jego duszy - powoli wstał słysząc prośbę ogiera i odkładając ostatni naładowany pocisk. - Nadal nie znam twojego imienia, w każdym razie jeszcze raz dziękuje, że nas nie zostawiłaś, choć mogłaś to zrobić - rzucił ostatnie spojrzenie Batty i zaczął pomagać Peacowi rozłożyć maszynę.

 

- Nie przysłuży to prawda - powiedział bez emocji. - Jednak jeśli się wydostanę, to ktoś musi powiadomić ich rodziny co zaszło i czemu nie mogą nawet dostać pogrzebu. Ich ciała leżą porozrzucane niczym nic niewarte śmieci, a w Canterlocie jeśli coś powiem zostanę usunięty. Nie wybiegam za daleko w przyszłość, ale nawet jeśli przeżyje i zdołam tam powrócić, to nie sądzę, że ktoś tam rzuci mi się na szyje witając mnie z radością. Nie, ja miałem tu zginąć, podobnie jak moi towarzysze. Mam dość oleju w głowie by wiedzieć co to znaczy. Nikt nie miał wiedzieć o świątyni, a skoro my wiemy, staliśmy się zbyt niebezpieczni. Wiem jednak jeszcze jedno, jeśli mam zdechnąć, to nie chce by zabiła mnie jakaś zdegenerowana pozbawiona wszelkich emocji kreatura

 

Sen

- Słowa bywają największą bronią. Ludzie dawniej tak wybierali swoich władców gdy ci potrafili przekazać to co chcą słyszeć inni. Czeka cię wiele prób, a to jedna z nich. Chciałbyś najpewniej poznać jej wynik, ale na to przyjdzie czas. Wkrótce zaczną dziać się wielkie rzeczy przekraczające wszelkie wyobrażenie - Dawn mógł poczuć nieprzyjemny ból na przednim kopycie, a gdy na nie spojrzał jego oczom ukazał się dziwny symbol. - Żebyś nie myślał, że to tylko sen. Przemyśl wszystko co usłyszałeś i co chcesz zrobić albowiem to droga, która nie ma powrotu. Najpewniej pierwsze myśli zaczną nachodzić cię zaraz po otwarciu oczu, ale sam musisz znaleźć odpowiedź, ja nigdy nic nie podaje na tacy. Udowodnij swą wartość, przejdź drogę cienia, a wtedy być może staniesz się częścią czegoś większego, tak długo jak nie będziesz wątpił

Share this post


Link to post
Share on other sites

Peace Order

 

Chwilę czasu zajęło mu ustawienie trójnoga, na którym gwardzista umieścił karabin.

- Spróbuj ustabilizować konstrukcję, doniosę skrzynki z amunicją.

Jak powiedział tak uczynił, z racji na bycie kucem ziemnym transport przebiegał gładko, a w międzyczasie jednorożec zajmował się karabinem.

Po doniesieniu kilku skrzynek dostrzegł, że towarzysze znaleźli granatnik.

- Bardzo ryzykowne, ale można to wykorzystać jako broń ostatniej szansy. Jeśli jednorożce odpowiednio szybko wytworzą pole siłowe, to powinno być ono w stanie pochłonąć falę uderzeniową i zatrzymać resztę odłamków. Oczywiście pod warunkiem, że nie wystrzelicie tego zbyt blisko od nas. Poza tym nieuważna osoba stojąc z tyłu może zostać solidnie osmolona.

Zwrócił się następnie do gwardzisty.

- Umiesz się tym posługiwać? Doprowadzenie broni do porządku idzie ci bardzo dobre, a z moimi brakami raczej nie będę w stanie sobie z nią poradzić.

Nie dał mu zacząć, kontynuując po chwili.

- Podobno Cesarzowa widzi wszystko, więc raczej ten akt współpracy zostanie uznany za zdradę. Może po wszystkim przyłączycie się do którejś z opozycyjnych grup? Wiedząc do czego jest zdolna wasza decyzja powinna być całkiem oczywista, no chyba, że macie tam kogoś bliskiego.

Znowu zrobił krótką przerwę, spoważniał.

- Na pewno macie. W przeciwnym razie już dawno dokonalibyście wyboru. Żona, dzieci, inni członkowie rodziny? Jesteście w dużo gorszej sytuacji od nas.

Tym razem już zaczekał na uzyskanie odpowiedzi.

 

Dawn Spark

 

Poczułem ból w kopycie. Był on bardzo nieprzyjemny, ale czując, że to część rytuału nie byłem z tego powodu niezadowolony.

Po słowach Crystal ukłoniłem się ponownie.

- Dziękuję moja Pani, nie zawiodę.

Sen nie trwał dłużej, po tym akcie obudziłem się, dalej czując lekki ból na kopycie. Sprawdzając je dostrzegłem symbol.

- A więc to prawda, doskonale.

Moje gratulacje.

Głos brzmiał wyjątkowo spokojnie.

Dzięki.

Rozprostowałem się, po czym zacząłem przeglądać książki. Długo to nie trwało, gdyż po chwili kompani zaczęli się budzić.

Ciekawość wzięła górę, spojrzałem na kopyto i zapytałem.

- Też mieliście sen? Widzieliście Cesarzową?

Uśmiechnąłem się szeroko.

- Ona tu jest, jest z nami. Wierni przetrwają, słabi zginą.

Dalej wpatrywałem się w symbol, był bardzo intrygujący.

Share this post


Link to post
Share on other sites

White i Sinister

- Zgłupiałaś? - Sinister odezwała się do Crimson. - Puść ją samą a w domu zastaniesz uratowane całe Ponyville - Nagle się roześmiała.

- Sinister... Możesz przestać? - Wzdychnęła jakby ktoś grał jej na nerwach. - Nie cierpię jej pod wpływem. 

- Ja nie White Crimson, poradzę sobie tutaj sama - Powiedziała nie czując już wpływu alkoholu. - A jak nie to Stalker na pewno, nie zapominaj o nim - Puściła jej oko. - Po za tym sprzedawanie towaru będzie nudne ale cóż, muszę za coś żyć - Skierowała się z powrotem na czarny rynek opuszczając towarzystwo. 

- To w takim razie wracamy we trójkę? - Spytała White nie będąc pewna co zrobi Crimson.

 

Batty

- A co z nie typową magią? - Spytała nie wiedząc czy taka istnieje. - Jeśli jest jakaś może byś mógł spróbować z nią, sama nie wiem... - Wzruszyła ramionami uznając że nie jest kucykiem który powinien mu doradzać. - Gdy spotkam tą całą cesarzową przeproszę ją za to że urodziłam się brudem... To bez dwóch zdań moja wina - Teraz wydawała się trochę zdenerwowana. - Z drugiej strony nie wiem za co powinnam przepraszać skoro mi jest dobrze z tym jaka jestem. Podała jakieś argumenty? Czy tak po prostu sobie powiedziała i stało się to powszechną opinią? - Schowała amunicję którą gwardzista naładował do swojej torby, każdy jeden do osobnej, usztywnionej przegródki by przypadkiem nie uległy zniszczeniu. - To nie tak że nie chce poznać prawdy... Ale boje się że ta prawda pozbawi mnie motywacji. Wiesz dlatego mam ubytek w pamięci? - Spytała ale zaraz odpowiedziała za niego. Nie było możliwości by ją znał. - Są stworzenia których jad powoduje utratę pamięci do tego stopnia że w pewnym momencie przestajesz myśleć oddychaniu... Pogryzły zarówno mnie i jego - Mówiła zdradzając kolejne szczegóły. - W międzyczasie schroniliśmy się w pustym pniu drzewa przed burzą piaskową, potem podał mi całe antidotum jakie mieliśmy ale ze mną było coraz gorzej. Byłam młoda, do tego po części jednorożcem i miałam słabszy organizm. On uznał że nie dam rady i wyszedł na zewnątrz szukać pomocy albo pewnej rośliny która mogła by mi pomóc. Nie wrócił... A przynajmniej do momentu kiedy ja musiałam opuścić schronienie by szukać wody a w tamtym momencie nie wiedziałam że mam na kogoś czekać - Wzruszyła ramionami. - Więc jeśli żyje wspomnienia w niczym mi nie pomogą... A sprawią tylko że zacznę marzyć jak pięknie mogło by być gdyby to się nie stało - Posmutniała jak za każdym razem gdy przywoływała to wspomnienie. - Faktycznie się nie przestawiłam ale krótko mówiąc nie spotkaliśmy się w dobrych do tego okolicznościach... Batty Black - Podeszła do gwardzisty gdy ten pomagał Peace Orderowi -  Mogłam was zostawić ale po co? Wiedziałam że Fire nie będzie to pasować jednak zrobiłam to co powinnam. 

 

- W takim razie położę to tutaj - Kucyk z granatnikiem odłożył go na koszyk służący do przewozu amunicji. - Przyda się jeśli jakaś większa grupka będzie na nas szarżować...

- Z tego co wiem mamy dwa rodzaje amunicji do tego - Do rozmowy włączył się drugi ogier. - Kumulacyjną i termobaryczną więc będzie sama fala uderzeniowa. Z tym że w pomieszczeniu będzie znacznie większa niż na otwartym powietrzu  dlatego wydaje mi się że bezpieczny dystans to z 40 metrów? W każdym razie musimy zabrać trochę więcej uzbrojenia by podzielić się ze z naszym wsparciem więc może będziemy tego używać na zewnątrz. 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Czarny rynek

- Jeśli nie wrócisz do jutra do jedenastej. to sama cię sprowadzę ciągnąc za grzywę - powiedziała ponuro Crimson po chwili rozmyśleń. Wiedziała. że Sinister sobie poradzi. ale nie lubiła jednocześnie nikogo olewać. Miała ją tu w końcu sprowadzić i z nią pokręcić. Znały się krótko, ale zrobiły już kilka takich akcji, które potrafiły szybko budować przyjaźń. Na dodatek dziwnie było być tylko z White, której nie towarzyszył wiecznie sarkastyczny ton Sinister. Spojrzała w końcu na dwie klacze i westchnęła. - Dobra nie ma co, skoro sama chce to idziemy - powiedziała idąc przez przejście. Pumpkin spojrzała niepewnie na White i dopiero za nią weszła ruszyła. Znowu znalazły się w okolicy lasu Everfree. Przejście przez portal nie zrobiło wrażenia na Crimson, która już spokojnie się rozglądała, ale Pumpkin czuła się najwyraźniej słabo, bo opierała się kopytem o drzewo jakby próbowała odzyskać równowagę.

- To co teraz - Crimson wyraziła swoje myśli na głos. - Znów musimy na pewno wejść do Ponyville i wyminąć gwardzistów, ale... - spojrzała na Pumpkin. - Bez obrazy, ale już widzę, że możesz być obciążeniem. Jesteś wyczerpana i masz obecnie niemal zerowy refleks - Pumkin nie skomentowała tego ani nie rzuciła złego słowa, najwyraźniej wiedząc, że Crimson ma racje. Zresztą sam widok tego jak zbladła gdy mówiło się o unikaniu gwardii to potwierdzał. - Ponadto jesteś jeszcze ty - spojrzała na White. - Nadal masz na sobie ten namiar. Możesz umyć się w jeziorze w lesie, ale to odradzam - zza drzew spoglądały podejrzane ślepia, które z pewnością nie należały do kucyków. - Przypuszczalnie mogłabyś może nas teleportować do mojego domu, ale wtedy będziesz już całkiem padnięta, bo sporo już mocy zużyłaś. Tam jednak mogłabyś odpocząć. Może jak szybko się umyjesz to cię nie wyczują. Inna sprawą, że możesz teleportować nas też w jego okolice  mojego domu, a my oblejemy cię jakimś okolicznym wężem czy coś za nim wejdziesz. Pytanie jednak czy nie będziesz zbyt na to zmarnowana. W każdym razie kiepska sprawa - krzywo się uśmiechnęła.

 

Baza

- Nie mam nikogo bliskiego - gwardzista uśmiechnął się krzywo. - Moja rodzina zginęła w jednej z bitew z buntownikami. Chyba dlatego zaciągnąłem się do gwardii - ciężko westchnął i spojrzał na swoich podwładnych. - Nie wiem też czy oni mają rodziny, raczej nie pytam nikogo o sprawy osobiste, a co do cesarzowej - zmarszczył lekko brwi. - Czasem nawet nie mam pewności co do jej istnienia. Może to ukryta opozycja obaliła księżniczkę, a Crystal wymyślono aby wszyscy w to wierzyli, w końcu teraz rządzi rada, a cesarzowej nie widać - zaraz jednak spojrzał na Batty, która do nich dołączyła.

- Wiem tyle co wszyscy jeśli chodzi o skażenie krwi. Magia ma być dla jednorożców, to nasze dziedzictwo, a inne kucyki i istoty pomniejsze, nie mają do niej prawa powinny, być pod naszymi kopytami. Jeśli jednorożec zmiesza krew, dokona najgorszej zbrodni, bo podzieli się magią z podistotą. Tak przynajmniej opowiadają kapłani w świątyniach. Jak mówiłem, Crystal nikt nigdy raczej nie widział. Co do twojej historii... - widać było, że zrobiła na nim duże wrażenie. - Twój ojciec może gdzieś tam więc być. Nadal szukać siebie samego zgubionego w pamięci. Jak jednak go rozpoznasz skoro nie pamiętasz jak wyglądał? A może jest inaczej? Pamięć mówi nam przy okazji prawdę o nas - słabo się uśmiechnął. - Poza tym Batty, nie zrobiłaś nic wbrew sobie. Taka nasza natura, że sobie pomagamy. Ale ostatnio chyba zatracamy też samych siebie - westchnął ponuro.

 

Kwatery

- Coś tam widziałem - ziewnął jeden z ogierów wstając. - Ale czy to była cesarzowa? Na witrażach w świątyni wygląda inaczej, a tutaj, bo ja wiem, u mnie widziałem zakapturzoną postać stojącą w lesie Everfree, która mnie nieco niepokoiła - spojrzał na swoje kopyto mając taki sam symbol jak Dawn. - Eee dobra, to jest dziwne

- Nie to nie jest dziwne - uśmiechnął się krzywo Might, patrząc na swoje kopyto. - Cesarzowa nas wybrała i pokazuje nam swoją miłość i wiarę w nas, jeśli tylko damy się jej pokierować

- Nie dajmy się zwariować - wtrącił kolejny ogier. - To, że mieliśmy pokręcone sny możemy zwalić na aurę tego miejsca, która cholernie niepokoi od samego początku

- A to? - pokazał swoje kopyto Might.

- Może gwardziści w nocy się z nami bawili, zawsze przecież jest jakiś chrzest - nagle drzwi stanęły otworem, a w nich pojawił się gwardzista skryty jak inni pod pancerzem.

- Co z wami? - spytał swoim niepokojącym głosem. - Doprowadzać się do porządku i na plac, chyba nie czekacie na zaproszenie?

Share this post


Link to post
Share on other sites

Peace Order

 

Wsłuchiwał się w słowa gwardzisty z uwagą. Poczuł się lekko zniesmaczony uśmiechem na jego pysku, uznał to za jeden z efektów manipulacji, której są oni poddawani.

- Przykro mi to słyszeć.

Kiedy rozmówca zwrócił się do Batty coraz bardziej się irytował. Znał z historii efekty kategoryzowania ludzi na lepszych i gorszych, jednak doświadczanie tego na żywo mocno go dotykało. Dał mu skończyć, po czym się wtrącił.

- Nie ma lepszych i gorszych. To, że urodziliście się w takiej formie a nie innej nie świadczy wcale o waszej wyższości. Wasza podatność na tanią propagandę mówi jednak coś innego. Mam nadzieję, że księżniczkom uda się to wszystko kiedyś odkręcić.

Wrócił do pracy. Widział, że reszta towarzyszy wie co ma robić, toteż skupił się na aktualnym zajęciu.

 

Dawn Spark

 

- Sen był zbyt realny. Ten symbol rzeczywiście podchodzi od Cesarzowej. Jak więc widzicie Ona istnieje i pokłada w was nadzieję na zaprowadzenie porządku. Chyba nie chcecie zawieść Jej zaufania, prawda?

Po wezwaniu przez gwardzistę odłożyłem książki do torby, a następnie wsunąłem ją pod łóżko.

W ramach rozgrzewki zapaliłem róg, trzeba się przygotować przed treningiem. Następnie po lekkim otrzeźwieniu ugasiłem go, po czym skierowałem się w stronę wyjścia.

- Chodźcie, nie pozwólmy jej na nas czekać.

Wyszedłem i udałem się w stronę, w którą biegli pozostali kandydaci. Ciągle miałem jedną rzecz na głowie, która nie dawała mi spokoju.

Zawiść. Pewnie myślałeś, że będziesz jedyny, co?

Nie gniewam się na Nią, chodzi tylko o to, że aktualnie w Jej oczach nie różnię się niczym od reszty tego... plebsu.

W takim razie udowodnij swoją wartość, nikt nigdy nie poda ci wszystkiego na talerzu.

Tak też zrobię. To JA będę tym wybranym!

Share this post


Link to post
Share on other sites

White

Biała klacz tym razem dużo lepiej zniosła przejście przez portal, w końcu teraz wiedziała czego się spodziewać. 

- Dlaczego odradzasz to jezioro? - Spytała zdziwiona i dopiero teraz spojrzała w tamtym kierunku. - Dobra, przyznam ci racje że to zły pomysł - Nie chciała prowokować walki w tym stanie. - Pytanie jak bardzo chcesz ryzykować Crimson. Ja gdy się teleportowałam do swojego domu również go wykryli - Pokręciła głową i zdała sobie sprawę że nie do końca to wyjaśniła. - Czasami tak robię na koniec dnia by zaoszczędzić czas - Posłała krzywy uśmiech wiedząc że dla innych może to być oznaką lenistwa. - Wydaje mi się że możemy kawałek podejść do Ponyville by zmniejszyć odległość z której rzucę czar a może jak szczęście dopisze znajdziemy chociażby malutką kałużę - Nie wypowiedziała ostatnich dwóch słów z komfortem jednak wiedziała że może być to jedynym wyjściem. - A u ciebie umyję się jak na cywilizowanego kucyka przystało - Spojrzała na Pumpkin i uznała że przyda się jej parę słów otuchy. - Nie obawiaj się gwardii, z nami jest specjalistka od jej unikania. 

 

Sinister

- Jeśli nie wrócisz do jutra do jedenastej to sama cie sprowadzę ciągnąc za grzywę - Powtórzyła z drwiną mówiąc w stronę portalu słowa Crimson. - Nie jesteś moją matką więc nie będziesz mi mówić co mam robić - Pokręciła głową i ruszyła z powrotem na czarny rynek. 

- Ale ja jestem - Star nagle się pojawiła i wymówiła te słowa z dumą. Szła obok Sinister równym krokiem. 

- Ty? - Spytała z delikatnym zastanowieniem. - Dziesiąta woda po kisielu - Stwierdziła beznamiętnie. 

- Wracasz z powrotem na rynek? - Spytała chociaż wiedziała. - To dobrze, możesz dla mnie coś załatwić...

- Co to takiego może być? - Odpowiedziała lekko się uśmiechając. - Zgłodniałaś? Nakarmię cie w domu a jak nie dożyjesz - Wybuchnęła śmiechem. - To wciągnij kreskę i będzie w porządku.

- Nie wygłupiaj się, wiesz że bez ciała nie jestem w stanie... - Jej głos stał się bardziej zawistny. - I właśnie tego chce. 

- Wiesz że nie mogę... - Zaczęła pamiętając o dawno temu danym słowie. 

- Mi to obiecałaś wcześniej! - Wykrzyczała ale dosyć szybko się uspokoiła. - Teraz jednak nie zrobisz całości. Pojawiła się nowa szansa i musisz mi tylko pomóc. Widzisz, rozmawiałam z pewnym kucykiem...

- Z kim?! - Była nieco w szoku, jak dotąd była pewna że tylko ona widzi Star. - Jak?

- Daj mi dokończyć a nie od razu mi przerywasz, twoja bliższa matka źle cie wychowała - Pokręciła głową. 

- Nie zaczynaj tego znowu - Dla Sinister najwidoczniej był to czuły punkt. - To przez ciebie stało się jak się stało, w przeciwieństwie do ciebie nigdy nie doradziła mi źle. 

- No cóż - Zaczęła z drwiną. - Czasami niektóre wielkie i śmiałe plany nie wychodzą... - Gdy jej rozmówczyni tego nie skomentowała kontynuowała. - Spotkałam się z akolitą czarnej róży i z naszej rozmowy wynikło że musisz tylko kupić krwawe kamienie by się ode mnie uwolnić. Ty mi nie przywrócisz ciała więc nie złamiesz tej swojej obietnicy. 

- To tyle? - Spytała podejrzliwie. - A co dostane w zamian? - W tym momencie dotarła do końca kolejki by móc z powrotem wejść na czarny rynek. 

 

Batty 

Przysłuchiwała się słowom ogiera i znienacka skojarzyła pewne dwa fakty.  Nagle zastygła w bezruchu będąc w szoku że wcześniej o tym nie pomyślała. Cesarzowa lub ta opozycja obaliła Celestię wraz z jej strażą więc włącznie z White...

- Co się stało... - Zaczęła niepewnie. - Z poprzednimi gwardzistami? - Usiadła na podłodze i spuściła głowę. - Miałam tam kogoś... - A raczej masz. Z nią jest wszystko dobrze. Wydostaniesz się z tych problemów a potem polecisz mimo że nie jesteś pegazem by sprawdzić co u niej. - Pomyślała i otrząsnęła się. - W takim razie nie wiem czy zasługuje na pomoc od tych kapłanów - Znowu się odezwała. Wcale nie uważała się za gorszą a te słowa wynikały bardziej ze wstrętu do nich. - Mam z nim jedno wspomnienie. Gdy wychodził na zewnątrz i powiedział że wszystko będzie w porządku... Wiem jak wygląda ale jeszcze go nie spotkałam. Znam jego imię bo... - Wyjęła z kabury broń która przypominała pistoletową wersję dwururki. Litery na  jednej z nich układały się w dwa słowa ,,Sun Catcher''. - Jest wyryte na lufie i jednocześnie jest to jedyna rzecz jaką po nim mam. 

 

Jeden z ogierów będących w oddali pomieszczenia rzucił gwardziście złowrogie spojrzenie gdy ten mówił o stracie rodziny przez buntowników. Po bliższym przyjrzeniu było jednak w nim coś jeszcze... Coś co świadczyło że jego historia mogła być nieco podobna. 

- Wojna taka jest... - Mruknął do siebie gdy skończył składać komplet jednej ze zbroi. - Pomożesz mi to założyć? - Spytał drugiego ogiera który układał kolejne sztuki broni na wózku. 

Edited by Shey

Share this post


Link to post
Share on other sites

Crimson

- Oj bo się zarumienię - lekko się uśmiechnęła na ostatnie słowa White, podobnie jak Pumpkin. - W sumie to nie dziwie się, że jednorogom tak ostatnio urosło ego. Fajnie byłoby tak się przenosić z miejsca na miejsce, ale nas natura tak szczodrze nie obdarowała - kopnęła w kamień, patrząc na chwilę na Pumpkin. - No nic, stanie tu do rana to też żadne wyjście, bo te całe podmieńce jeszcze tu nas zaatakują

- To chyba przesada - powiedziała cicho Pumpkin, a Crimson spojrzała na nią zaciekawiona. - To byłoby dla nich samobójstwo. Podobno trwa z nimi obecnie wojna. Weszliby tam gdzie jest tyle gwardii?

- Słyszałaś White. Sama przecież nie mieszkała w wiosce, a jednak je napotkała. Spryciarze się maskują i widać nawet gwardziści mają problem to wykryć - Pumpkin znów zbladła, to chyba było dla niej za dużo. - Gdy tak wspominałaś o wodzie... Koło mojego domu jest rynna, często cieknie z niej woda, ale możesz mi wierzyć to nie będzie przyjemne - pokręciła głową. - No dobra, ale ruszmy się - bez większego problemu doprowadziła obie klacze niedaleko ogrodzenia, ale tutaj sprawa była gorsza. - Myślisz, że dasz radę? - Crimson spytała Pumpkin, która patrzyła z przerażeniem na wieże obserwacyjną, z której dochodziło światło. - Na niewielką chwilę zmieniają kąt oświtlenia

- Ja nie wiem... - powiedziała bezradnie kuląc się ze strachu na ziemi.

- No to chyba mamy problem - westchnęła ciężko.

 

Czarny rynek

- A myślałem, że już cię nie ma - dobiegł Sinister znajomy głos gdy nagle nadeszła jej kolej. Kolejka uwijała się w miarę szybko, więc czekać długo nie musiała. Okazało się, że teraz siedział tu gwardzista, który wyprowadził ją z baru, i któremu sprzedała towar. Poza nim było jeszcze dwóch innych. - Twoje kumpele miały się chyba tobą zająć - pokręcił głową, nie wiedząc co o tym myśleć. - Wyglądasz jednak trochę lepiej niż w barze, chyba szybko dochodzisz do siebie. W każdym razie jak widzisz teraz zaczęła się moja służba - wzruszył lekko kopytami. - No dobrze, ale nie przyszłaś tu zapewne gadać. Przepisy już znasz i raczej nie ma szans byś coś wniosła w tak krótkim czasie, jak dla mnie możesz wejść. Chociaż na twoim miejscu bym odpuścił poszedł odpocząć i wrócił jutro i tak nieźle się już naszalałaś

 

Baza

- Nie jestem do końca pewien - spostrzegł, że Batty coś martwiło w tym pytaniu, dlatego i jego ton był nieco zmartwiony. - Spora część dawnej gwardii tamtego dnia zginęła w starciach. Jeśli cesarzowa istnieje naprawdę, to podobno zmasakrowała każdego kto spróbował ją zaatakować. Część gwardzistów złożyła broń po porażce księżniczek oddając swoją wierność nowej władczyni, a co do innych - lekko podrapał się po brodzie. - Chodzą różne plotki. Podobno część gwardzistów założyła obozy partyzanckie próbując prowadzić własną walkę. Inni doznali szaleństwa. Nie wiadomo co zobaczyli, ale zamknięto ich w różnych zakładach gdzie całą noc wrzeszczą i bełkocą do siebie, ale ile w tym wszystkim prawdy nikt nie wie - pokręcił lekko głową, a potem spojrzał na broń Batty. - Przykro mi, nie znam nikogo o tym imieniu. Jedyne co w tym wypadku mogę ci doradzić to zachować wiarę i się nie poddawać w poszukiwaniach. Przydałaby się moc cesarzowej, która widzi wszystko - westchnął słysząc nagle jednego z buntowników.

- To prawda taka jest, ale to nas napędza do walki właśnie. Szkoda, że obecnej sytuacji nie można nazwać wojną. Bardziej czuje się jak uwięziony szczur, a najgorsze, że niewiele można z tym zrobić

 

Plac

Jak się okazało plac był całkiem rozległy i wydawał się miłą odmianą od koszar. W końcu można było dostrzec promienia słońca padające na to miejsce. Mimo to, nie zmniejszało to ponurej aury, którą można było wyczuć w całych koszarach, co było dziwne gdy widziało się jednocześnie piękno nowego dnia. Na placu stało już wiele innych rekrutów, zarówno tych, którzy byli już na większej fazie szkolenia jak i świeżaków. Nawet jednak gdy Dawn wraz z resztą swojej grupy zebrał się wśród innych nic się nie działo. Zupełnie jakby ktoś dobrą chwilę sprawdzał ich cierpliwość. W końcu po niedługiej chwili na mównicy pojawił się jeden z gwardzistów, przynosząc za sobą mrok, którego nawet słońce dobrą chwilę nie mogło oświetlić.

- Każdy z oddziałów śmierci zanim stanie się jego członkiem musi przejść szereg prób. Pokonać własne lęki, porzucić myślenie i wątpliwości na rzecz słowa władczyni, zaakceptować mrok, a na koniec wykonać ostatnią próbę, która zostanie odsłonięta przed najlepszymi. Dziś świeży rekruci skupią się na pierwszej ścieżce. Pokonanie swoich lęków jest pierwszą fazą do zwycięstwa nad emocjami i zaakceptowania czegoś większego - uniósł kopyto w górę i kilku gwardzistów pojawiło się niedaleko rekrutów. - To indywidualna próba. Pójdziecie teraz za gwardzistami na swoje próby,  a dalej czas pokaże. Niech was Crystal prowadzi

- Idziemy - powiedział twardo gwardzista do Dawna gdy przemowa trwała dalej. Najwyraźniej dalsza część była przeznaczona dla bardziej doświadczonych. Każdy rekrut rozszedł się w inną stronę z przydzielonym gwardzistą. - Wiesz czego się boisz? - spytał ogier nadal go prowadząc. - Niewielu to wie, a nawet jeśli, to nikt nie pokonuje swoich lęków za pierwszym razem. Sądzisz, że ty zdołasz?

Share this post


Link to post
Share on other sites

Peace Order

 

Po chwili transportowania amunicji doniósł już wszystko na stanowisko. Gwardziście najwidoczniej udało się skonfigurować broń, gdyż zajął się ładowaniem magazynka.

Podszedł do niego i położył kopyto na plecach.

- To by się zgadzało, w aktualnej sytuacji jesteśmy jak szczury w klatce, więc może spróbujmy przegryźć kraty i dobrać się oprawcom do tyłka? Zapamiętaj, że nawet jeśli uda ci się wydostać z klatki i wrócisz do osoby która cię do niej wsadziła, to uczyni to ponownie. Czy tak ci się podoba aktualny stan rzeczy, mordowanie populacji nie zgadzającej się z krwawą dyktatorką? Znam waszą mentalność, kucyki nie są gatunkiem, dla którego takie zachowania są naturalne. Mam nadzieję, że dojdzie to w końcu do was.

 

Dawn Spark

 

Szedłem z gwardzistą przysłuchując się jego pytaniu. Po krótkim spacerze w końcu zdecydowałem się na odpowiedź.

- Sądzę, że tak. Wiem również, że Cesarzowa mnie wybrała i nie zawiodę jej zaufania. Zrobię wszystko, aby podołać.

Ciekawe czym we mnie rzucą. Czego się boję najbardziej? Bezsilność, brak mocy, zawiedzenie Crystal? A może wszystkiego naraz? Dowiem się już niedługo.

Będzie ciekawie.

Share this post


Link to post
Share on other sites

White 

- Dobra, miejmy to już za sobą - Powiedziała mając już dosyć dzisiejszego dnia. - Jaki jest adres twojego domu? - Spytała chcąc uzyskać niezbędną wiedzę do wykonania zaklęcia. - Teleportuje naszą trójkę prost tam - Była już dosyć zdecydowana że to zrobi. - Jednak nie wiem w jakim stanie będę zaraz po... Trochę się martwię ale dam radę. Zaprowadź mnie tylko pod prysznic lub wrzuć do wanny zanim ten zapach podmieńca zdarzy się rozejść po całej okolicy a potem mnie nie budź zanim sama nie wstanę... Chyba że bardzo przegnę to interweniuj - Uśmiechnęła się jednak zdała sobie sprawę do kogo to mówi. - Tylko nie za mocno.

 

Sinister

- Coś z tym nie tak? - Spytała udając zaskoczoną gdy ten kręcił głową. Star była wystarczająco miła by w tym momencie się nie wtrącać. - Poszły już do domu a ja mam jeszcze dwie... Trzy sprawy do załatwienia. Po prostu za dużo wypiłam w...

- Na cholerę się tłumaczysz? - Jednak się odezwała psując tą iluzję. 

- Zbyt krótkim czasie na pusty żołądek - Kontynuowała jakby wcale nie było ukrytej osoby w tej dyskusji. - Wiesz. Portal, pierwszy raz, te sprawy - Uśmiechnęła się. - Jednak feta dosyć niezłe zbija działanie depresantów więc jeśli będziesz chciał kogoś przepić to wciągnij kreskę... Będzie łatwiej jeśli lekkie oszustwo ci nie przeszkadza - Przeszła dalej widząc że nie zamierzają jej kontrolować. - Wnoszę praktycznie to samo minus butelka laudanium i około grama mniej białej kawy - To była nazwa którą określała amfetaminę. - A to co zrobiłam to jeszcze nic - Machnęła kopytem. - Pokazać ci Stalkera?

 

Batty

- Niedobrze - Powiedziała kręcąc głową. Wiedziała że White jest dosyć silnym jednorożcem ale jednak nie przeżyła by starcia z cesarzową. Ona to zupełnie inna liga, przynajmniej sądząc po opowieściach. - Pozostaje mieć nadzieje że nie było jej w tym czasie Canterlocie, to chyba jedyne wyjście.- Gdy wypowiadała te słowa odwróciła się od grupy i oddaliła się. - Spróbuje zasnąć ale nie wiem czy dam teraz radę... - Położyła się na ziemi a po jej umyślę krążyła tylko jedna myśl. Ona była w odpowiednim miejscu w odpowiednim czasie żeby mnie uratować... A ja nie bo wybrałam inną drogę. Na ogół stroniła od konfliktów politycznych ale... Jeśli zabiła White to nie chce pomocy od tej suki. 

 

- To głupie że walczymy o to samo - Stwierdził ogier zakładający zbroję z pomocą drugiego buntownika. Faktura pancerza przypominała łuski, najpewniej na podobieństwo wiwern z tą różnicą że były w kamuflażu zimowym. - Jednak nie zostało mi nic innego - Odwrócił głowę nie chcąc patrzeć na gwardzistę. - Klatka jak klatka, ciasna ale mogę ją nazwać moją - Wzruszył ramionami przypominając sobie że z ich ekipy zrobił się mały konglomerat. - Albo naszą. 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Crimson

Słysząc słowa White, Crimson rzuciła jeszcze wzrokiem na kulącą się Pumpkin, która teraz najwyraźniej zrozumiała czym się skończy jej strach. White najpierw ją uratowała, a teraz znów chciała się poświęcać ze względu na nią. Nie dość, że wiedziała, że nigdy już nie spłaci tego długu, który już u niej miała, to jeszcze teraz czuła poczucie winy i niechęć do siebie za liczne problemy jakie im sprawiała. Sama Crimson nie protestowała z wielu powodów, ale głównie dlatego, że wiedziała, że klacz, z którą były będzie miała problem z przedarciem się na taką odległość niepostrzeżenie. Zgodnie z prośbą White podała więc jej swój adres, a niedługo potem wszystkie zniknęły z tego miejsca.

 

Oczywistym było, że White nie będzie miała szansy utrzymać się na nogach po takich nadużyciach mocy. Ledwo się pojawiły, a Crimson już musiała ją złapać aby się nie przewróciła. Nie była pewna jak wiele White rozumie z jej słów i czy dobrze widzi, ale powiedziała jej o dobre robocie i że już są na miejscu. Pumpkin szła niepewnie za nimi jeszcze dochodząc do siebie po tym wszystkim. W okolicy nie było widać gwardzistów. Natomiast dom Crimson z zewnątrz wyglądał jak prosty niezbyt duży dom. Na pewno nie wyglądał na zapuszczony, a sąsiedzi mający domy obok najwyraźniej spali, co wskazywały zgaszone światła w domach obok. Crimson z pomocą Pumpkin zaczęła prowadzić White do środka.

 

- Nie ma jak u siebie - powiedziała Crimson patrząc na dom. Klacz zdecydowanie nie żyła pedantycznie, ale nie było tu też tragicznie. W salonie była zielona kanapa z lekko zrzuconym na ziemię kocem, a wokół walały się magazyny opisujące mocne zespoły muzyczne. Nawet na ścianach były plakaty z różnymi kapelami rockowymi. Na półkach zdecydowanie brakowało książek, a sporo było za to płyt. W salonie poza kanapą był tylko jeszcze fotel. Pumpkin rozglądała się niepewnie po tym wszystkim, aż Crimson nie powiedziała jej żeby się rozgościła, a sama zaczęła prowadzić White do łazienki. Trzeba przyznać że na ten obowiązek nie narzekała. Łazienka Crimson okazała się niezbyt duża. Mały czerwony dywanik leżał byle jak rzucony na ziemi, a wszelkie środki higieny były porozrzucane bezwładnie. Okazało się, że klacz nie ma wanny, a prosty prysznic, pod którym położyła White.

 

- Nie będzie przyjemnie przynajmniej na początku - odkręciła wodę, a na klacz zaczęła spływać zimna nieprzyjemna woda, dopiero po chwili temperatura się uregulowała. W tym czasie Pumpkin chodziła niepewnie po reszcie domu. Poza salonem dostrzegła niewielki korytarz, w którym nie panował zbyt duży bałagan. Było to jedno z lepiej wyglądających miejsc. Korytarz okazał się prowadzić do sypialni gdzie znajdowało się łóżko z porozrzucaną na wszystkie strony pościelą, a wokół walały się różne ubrania powyrzucane z szafy. Dostrzegła tam sporo skórzanych kurtek i kolejne plakaty, a poza tym jakąś szafkę, która była zamknięta. Wolała jednak nie denerwować Crimson naruszaniem jej prywatności, więc się wycofała. Sprawdziła kolejne pomieszczenie, które okazało się kuchnią. Stała tam prosta lodówka, umywalka i stolik z dwoma krzesłami. Dostrzegła, że w umywalce są nieumyte naczynia więc postanowiła chociaż w ten sposób się do czegoś przydać.

 

Czarny rynek

- Tak to prawda, portal nigdy nie jest przyjazny za pierwszym razem, ale to jedyny sposób by to miejsce nie zostało znalezione - w miarę gdy Sinister bardziej rozwijała się w temacie kolejka trochę narosła. Nawet gdy się odsunęła niewiele to zmieniło, bo zagadywała sprawdzającego, na co zaczęły się pomruki w kolejce. Gwardzista najwyraźniej to dostrzegł, bo zaraz spojrzał na gwardzistę obok siebie i mruknął żeby na chwilę go zmienił, a sam podszedł do Sinister. - Stalkera? Szczerze nie wiem czy możesz przebić numer z baru, ale chętnie zobaczę o czym mówisz - lekko się uśmiechnął.

 

Baza

- Masz racje nie jest to dla nas naturalne, ale nie powinniśmy byli się też mieszać. Ludzie tego nie chcieli, najwyraźniej uważali to za swoje sprawy, a księżniczka przez swą dobroć sprowadziła na nas wszystkich wojnę. Cesarzowa ma poparcie nie tylko przez strach, ale i fakt że z nią wszyscy czują się bezpiecznie. Moi rodacy pierwszy raz w życiu czują się dominujący, a nigdy jeszcze tego nie było. Nie myśl jednak, że sam dalej nie dostrzegam jak zostałem teraz potraktowany - spojrzał zaraz potem na Batty. - Mówią nadzieja matką głupich, ale każda matka kocha swoje dzieci. Odpocznij, może to ci trochę pomoże - spojrzał na buntowników i chciał już co powiedzieć gdy nagle zdał sobie z czegoś sprawę. - Słyszeliście to? - lekko się cofnął i zaczął patrzeć w kierunku skrzyń, chcąc dać im do zrozumienia co słyszał i z jakiego miejsca. Faktycznie za kilkoma skrzyniami z tyłu dochodził naprawdę cichy, ale przyprawiający o dreszcz dźwięk chrobotania. Gwardzista zaczął się cofać w kierunku swojej broni.

 

Pokój złudzeń

- Żaden kucyk nie przetrwa wszystkich swoich lęków w jednej chwili - mówił gwardzista nie zatrzymując się. - Masz zostać jednym z nas, a nie skończyć w pokoju zamkniętym szczerząc się do siebie. Zakładam, że kilkoro z was już dzisiaj nie da rady i się wycofa, więc tu nie ma żartów - mimo, że ciężko było rozgryźć ton gwardzisty można było się domyślić, że mówi poważnie. - Zwykli gwardziści muszą być silni i sprawni, my poza tym wymagamy by nasze umysły były zabójcą bronią, im więcej emocji zabijamy tym stajemy się silniejsi. Nie ma tu miejsca na strach czy współczucie. Jesteśmy wydłużeniem woli cesarzowej. Na początek więc stopniowo zajmiemy się waszym umysłem - nagle się zatrzymał przed pokojem. - Tu moja rola się kończy. Wejdziesz tam sam, a czy wyjdziesz sam zależy od twojej siły woli - zaraz po tym jak Dawn wszedł do pomieszczenia mógł odnieść wrażenie, że znalazł się w pokoju, który jest wypełniony kompletną pustką. Otaczała go tylko ciemność, aż nie wszystko wokół nie zaczęło się zmieniać. Dawn znów był źrebakiem, a przed jego oczami zaczęły stawać mu koszmary całego dzieciństwa.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Create an account or sign in to comment

You need to be a member in order to leave a comment

Create an account

Sign up for a new account in our community. It's easy!

Register a new account

Sign in

Already have an account? Sign in here.

Sign In Now