Jump to content

Strona Główna  |  Ogłoszenia  |  Lista Fanfików  |  Fanpage  |  Feedback
Magus

Nowy świat TCB [ZAPISY]/[GRA]

Recommended Posts

White

Gdy Crimson zamykała swój dom na klucz White rozglądała się po najbliższych ulicach i charakterystycznych punktach usiłując się trochę zorientować gdzie jest. Po chwili ruszyła przed siebie idąc dumnym krokiem z podniesioną głową jak na jednorożca z wyższych sfer przystało i nie odzywała się do udawanej służącej którą jak na ten moment miała. Uznała że to po prostu nie będzie wyglądać najlepiej... Gdy dotarły na rynek omijając świątynię łukiem skręciła w stronę lasu Everfree usiłując jak najszybciej wyprowadzić ich z Ponyville zmniejszając szanse że ktoś z gwardii ich zaczepi.

 

 

Batty

- Ugh - Odezwała się jakoś trzymając się na nogach mimo bólu głowy. Pierwsze co zrobiła to odłożyła swoja broń pod ścianę z tyłu nie chcąc by od tego skupiska magii się przepaliła... A potem zaprzestała korzystać z magii uznając że to może przynieść jakiś pozytywny skutek w stosunku do jej samopoczucia. ,,Czy ja mam coś przeciwbólowego?'' - Spytała siebie w myślach. ,,Chyba nie, wszystko wyszło jakiś czas temu...''. Po tym postanowiła pomóc Pearl która sama najwidoczniej nie była w stanie się oddalić. Chwyciła ją i z pewnymi trudnościami powoli odciągała ją od źródła. 

 

Fire tymczasem była zdziwiona reakcją jednorożców... Ona nic nie czuła a to co znajdowało się na środku sali było niesamowitym widokiem. Otrząsnęła się jednak odwracając oczy i ruszyła w kierunku Lanca'a podobnie jak Batty do Pearl pomagając mu oddalić się od tego przepięknego zjawiska. 

- Batty a ty się dobrze czujesz? - Nagle spytała widząc że jakoś funkcjonuje.

- Nie... - Stwierdziła trochę zdyszana i z bólem w głosie. - Ale dam radę... Chyba.

 

Baza

Kati w przeciwieństwie do Speara zbliżyła się do jednego ze stożków... Z zamiarem urządzenia im piekła w tych tunelach jak tylko pojawi się pękniecie przez które przejdzie ognisty podmuch. Chlorine ze swoim karabinem maszynowym ustawił się odpowiednio celując w kolejne wybrzuszenie w podłodze by ciągłą serią przygwoździć jedno z wyjść i być może uniemożliwiając im zalanie ich przewagą liczebną. 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Ponyville

Jak się okazało im bliżej lasu Everfree tym mniej kucyków. Nawet patrole gwardii nie zapuszczały się zbyt bardzo w te okolice. Najwyraźniej zła sława tego miejsca zapewniała do pewnego stopnia bezpieczny azyl. Bezpieczny przynajmniej przed gwardią. Nie licząc kilku wież obserwacyjnych w okolicy lasu niemal nikogo tu nie było. Sam las poza mrokiem, który z niego dochodził wydawał się niezwykle spokojny. Wiadomo jednak było, że to pozory. Każdy kto nie chciał zbyt szybko rozstawać się z życiem, nie zapuszczał się do tego miejsca, które cesarzowa po objęciu rządów zmieniła w istnie śmietnisko pełne najbardziej niebezpiecznych i nieznanych stworzeń. Nie było również widać podmieńców, być może odpuściły White, a może szykowały się na zamach w trakcie igrzysk.

Ciszę, która ich otaczała przerwał potworny ryk dochodzący gdzieś z głębi lasu. Pumpkin pisnęła przerażona, a Crimson zdawała się nie reagować.

- Nie martw się, nic nie wylezie poza las - mruknęła w kierunku przerażonej klaczy, a potem spojrzała na White. W tych okolicach była pewna, że nikt ich raczej nie podsłucha. - Mam nadzieje, że jest w domu - powiedziała już nieco bardziej nerwowo. - Właściwie daleko jeszcze do niej?

 

Świątynia

- Jakbym dostała czymś w głowę - wydyszała Pearl, nadal ledwo stojąc na kopytach. - Ten błysk w głowie... Miałam wrażenie, że patrze na słońce, które nagle wybucha... Nigdy nie czułam czegoś takiego i nie chcę poczuć nigdy więcej

- Te skupisko magicznej energii jest zbyt silne - wydyszał Lance siedząc pod ścianą. - Nadal słyszę te odległe głosy w głowie - spojrzał na Fire, domyślając się, że ta nie rozumie do końca. - Wiecie, że w naszym świecie jest energia magiczna, mimo, że jej nie widzicie, ale sami to wiecie. Kiedy ją koncentrujemy, my znaczy jednorożce, staje się widoczna jak chociażby promień. Wiesz jakie takie promienie mogą mieć siłę. A teraz spójrz na rozmiar tamtego czegoś, nie mówiąc, że widać to gołym okiem... - ciężko odetchnął. - Nie mam pojęcia co jest źródłem, ale może te symbole pod skupiskiem tej energii są odpowiedzią. Gdyby tak lepiej się im przyjrzeć... - powoli wstał chcąc podejść bliże, ale jak tylko zbliżył się w okolice pomieszczenia zaraz zaczął się cofać. - To na nic, nie mogę podejść. Zwykła broń na nic się zda do walki z czymś takim

 

W międzyczasie Order mógł zobaczyć jak dziwna istota wpatruje się w niego dziwnym świecąco na pomarańczowo punktem w wydającej się pustej czarnej przestrzeni w miejscu, które służyło najpewniej za głowę tego stworzenia. Być może ten punkt był dla tego stworzenia jak oko. Stworzenie nie było jednak się w stanie ruszyć będąc przytwierdzonym do ściany. Słabo tylko poruszało jedną wyjątkowo chudą kończyną, która zdawała się tak mizerna, że zwykłe silne pociągnięcie mogłoby ją oderwać od ciała tej dziwnej istoty. Ogier mógł słyszeć jakiś dziwny podszept w głowie jakby to dziwne stworzenie próbowało mu coś powiedzieć, ale chyba było bardzo słabe.

 

Baza

- Cholera! - wrzasnął Spear uskakując na bok przed kolejnymi stożkowatym kształtami. Próbował zbliżyć się do reszty dlatego biegł jak najszybciej w kierunku pojazdu, ale przeszkody na drodze znacznie mu to utrudniały. W pewnym momencie jeden ze stożków wyłonił się tuż pod nim wybijając go w powietrze. Ogier wyleciał wysoko w górę, a jego róg zaczął nagle świecić. W jednej chwili zniknął i pojawił w błysku światła obok innych na pojeździe będąc wyraźnie zamroczonym po tym niespodziewanym teleporcie.

W międzyczasie Kattie oczekując na jakieś pęknięcie w podłodze mogła się poważnie zdziwić. Miejsce obok, którego stała rozerwało się z głośnym hukiem kiedy jedno z tych stworzeń wystrzeliło z podłogi prosto w powietrze. Jeszcze w górze wyprostowało ostre kończyny i zaczęło spadać na smoczycę niczym pocisk.

 

Canterlot

- Jak sprawdził się twój rekrut? Nie narobił ze strachu na widok buntowników? - Dawn mógł się domyślić, że gwardzistka mówi o nim.

- Był czujny, a to już coś. Mało kto po takim czasie w tym skwarze nadal by taki był - mruknął bez emocji. - A jak ta wasza?

- Muszę przyznać, że jest niezła, ale nie miała jeszcze udziału wziąć udziału w prawdziwej walce. Potem to ocenimy - właśnie wtedy wróciła Midnight.

- Nic nie znalazłam - powiedziała swoim ochrypłym tonem. Nie spojrzała jednak na Dawna. Być może w czasie zadań wolała unikać spoufalania.

- Szkoda... - westchnęła gwardzistka. - Ale mamy chociaż jednego do zabawy - uśmiechnęła się pod hełmem patrząc na pojmanego buntownika. - Jeśli przeżyjesz, może weźmiesz udział w igrzyskach - ogier próbował się wyrywać kiedy uniosła go za pomocą magi. Aura, która otoczyła jego ciało było wyjątkowo nieprzyjemna i po jego wyrazie pyska dało się zauważyć, że sprawia mu ból. - Idziemy - rzuciła do Midnight i towarzyszącego jej gwardzisty

- Czemu w ogóle chcesz być w naszych szeregach? - spytał nagle przełożony Dawna, patrząc jak jego towarzysze odchodzą. - Wiesz, że to droga bez odwrotu, prawda?

Share this post


Link to post
Share on other sites

Sand Storm

 

Sand zupełnie ignorując to, do czego doszło wcześniej między nimi podszedł do Spear'a.

- Nic ci nie jest? Mocno dostałeś. Jakby co...

Jego dialog przerwał widok stwora wyskakującego w stronę Kati. Z racji na utracone w tym momencie skupienie nie zdążył odpowiednio szybko wycelować w jego kierunku.

 

Peace Order

 

Przyglądał się stworzeniu wzrokiem wyrażającym współczucie, ale jednocześnie determinację.

- Bardzo przepraszam za mój egoizm. Najpierw spróbuję pomóc ci się z tego wydostać.

Zwrócił się w stronę kuli. Odczuwał z jej strony lekkie ciepło, które rosło w miarę zbliżania się.

Dotknął kopytkiem powierzchni, być może dałoby radę ją zniszczyć, ale... czym?

Krzyknął w stronę grupy.

- Macie tam coś dużego i twardego, co NIE wykorzystuje magii? 

Nie mamy wiele czasu do stracenia, jeżeli nie mają tam nic takiego... to kulę będę musiał rozbić sam.

 

Dawn Spark

 

Nie spoglądałem na gwardzistkę, gdyż na moim pysku po jej słowach pojawił się grymas niezadowolenia. Midnight też unikała wzroku, ale to zrozumiałe, chciała zachować koncentrację. Grunt, że nic jej się tam nie stało.

Obserwowałem jak odchodzili, następnie słysząc pytanie gwardzisty - ciekawe pytanie. Jaka będzie moja odpowiedź?

- Chcę się doskonalić w czarnej magii, służyć królestwu, Cesarzowej. Chcę...

Czy to naprawdę to, czego chcę? Z jednej strony tak, z drugiej... czy bycie czyimkolwiek pionkiem jest szczytem mojej ambicji? Mogę jej służyć, ale jeśli zamienię się w podobne, bezemocjonalne, nudne, służbistyczne stworzenie?

Co się ze mną dzieje do cholery?!

- Chcę zrobić to, co słuszne.

Zorientowałem się, że zamiast patrzeć w jego kierunku spoglądałem w niebo. Ogarnąłem się i zwróciłem prosto do niego, tym razem już kierując wzrok we właściwym kierunku.

- Dziękuję za pochwałę. Jaka jest dalsza część naszego zadania?

 

Share this post


Link to post
Share on other sites

White

- Z perspektywy całej drogi to właściwie jesteśmy tuż przy nim... - Stwierdziła i pokazała kopytem na las przed nimi. - Konkretniej za tymi drzewami jest polana a na samym środku jej dom - Spojrzała na Pumpkin która niezbyt dobrze zareagowała na ryk nieznanego stworzenia. - Spokojnie, nie jest częścią Everfree - Po dokładniejszym przypatrzeniu dało się dostrzec przerwę wynoszącą kilkadziesiąt metrów między tymi dwoma kniejami. 

 

Kilka minut później po przebyciu gąszczu cała trójka mogła zauważyć drewniany dom który wydawał się o wiele za duży jak dla jednej osoby. Posiadał jedno piętro i dodatkowo taras na dachu gdzie rozmieszczony był stolik, hamak i luneta do najpewniej służąca do obserwacji gwiazd. Wszystkie okna mimo panującego dnia były nie dość że zamknięte to zostały dokładnie zasłonięte by nie dało się dostrzec niczego co działo się w środku. Nieopodal budynku została postawiona szklarnia z bardziej egzotycznymi roślinami które wymagały więcej ciepła a reszta swoje miejsce miała w dość zadbanym ogródku. Wyglądało na to że Sinister o niektóre rzeczy potrafi troszczyć się bardziej niż o siebie. - Nic się nie zmieniło od mojej ostatniej wizyty - White po krótkim przystanku ruszyła do przodu idąc w stronę drzwi. Zapukała do nich... A raczej parę razy przywaliła kopytem jakby wykorzystując większość swojej fizycznej siły. - Pokój ma na górze - Chyba zaczęła tłumaczyć się ze swojego zachowania. - A znając ją nie położyła się spać od razu jak wróciła tylko zajęła się czymś innym - Po kilku dłuższych chwilach jednak nic się nie stało więc nadal pozostawały dwie opcje i żadna z nich nie była pewna. Naglę pociągnęła magią za klamkę... I drzwi okazały się nie zamknięte na klucz. Ich oczom ukazał się korytarz, na samym jego końcu były jedne schody prowadzące w górę i drugie w dół, najpewniej do piwnicy. Najbardziej jednak powinno ich zainteresować to co leżało na jego środku a był to Stalker który leniwie podniósł głowę i jakby zadawał pytanie ,,O co chodzi?'' 

 

Batty

- Przedstawiłeś to w dosyć dobry sposób - Fire odpowiedziała Lance teraz już z niepokojem patrząc na skupisko magicznej energii. - Kiedyś jednym oberwałam będąc w pancerzu i to nie było zbyt przyjemne

- Ja też aż tak blisko nie podejdę mimo że nie jestem w pełni jednorożcem - Stwierdziła Batty. - I nie wiem czy rozwalanie tego nie wiedząc jakie będą tego konsekwencje to dobry pomysł... - Chwile pomyślała nad rozwiązaniem problemu po czym odczepiła lunetę od swojej broni. - Z tym dasz radę lepiej się temu przyjrzeć? - Spytała z nadzieją podając mu przedmiot po czym ruszyła w stronę Ordera zaciskając zęby. - Tak szczerze chyba niezbyt - Odpowiedziała mu na jego pytanie. - Mam tylko bagnet, twarde ale nie duże - Stwierdziła. - A co zamierzasz zrobić? 

 

Baza

Kati słysząc głośny huk rozdzieranego metalu szybko odwróciła głowę w tym kierunku by zauważyć jak jeden z tych przeklętych stworów już na nią leci. Wiedziała że walka wręcz raczej nie skończy się dobrze dla niej więc musiała tego jakoś uniknąć. W tym zadaniu pomogły jej skrzydła których jedno machnięcie wystarczyło by oddaliła się na wystarczającą odległość jednak nie obeszło się to bez dosyć głośnego syknięcia z jej strony ponieważ jedno z nich było odrobinę podziurawione z powodu pułapki zastawionej przez Fire. Ignorując ból wycelowała pistoletami w pysk stworzenia po czym oddała z nich po jednym strzale... Normalnego przeciwnika położyłoby to do grobu ale dla tych bestii to było za mało. Przynajmniej jej zdaniem dlatego zionęła ogniem przez chwilę by usmażyć mu mózg wiedząc że najpewniej już ma w nim dwie dziury.

 

 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Crimson, Pumpkin

- No chyba poznaje jej nieznaną naturę - mruknęła Crimson patrząc na teleskop. Chyba tego się nie spodziewała po Sinister. Pumpkin nic nie mówiła tylko obserwowała całą sytuację, nie do końca wiedząc co zrobią.  - Ja też bym pewnie szybko nie poszła spać - Crimson otworzyła usta dopiero jak White skończyła zmagania z drzwiami. - No, ale przynajmniej wtedy wiemy, że jest na miejscu - spojrzała na drzwi lekko pocierając je kopytem. - Może mogłabym jej wysadzić drzwi, ale nie wiem czy byłaby zachwycona takim widokiem, ja w każdym razie na pewno bym nie była - wzruszyła kopytami. - A może pozwólmy jej się wtedy wyspać i przyjdziemy tu później - westchnęła patrząc w głąb korytarza. Pumpkin poszła za nią i pisnęła przerażona na widok potwora w korytarzu. Crimosn jednak zachowała się inaczej, bo zaraz tam wbiegła nie czekając na pozwolenie White i zaczęła lekko drapać go za uchem. - Co jest słodziaku? - powiedziała w jego kierunku. - Chyba wszystko dobrze skoro tu jesteś. Nie pozwoliłeś zrobić krzywdy swojej pani, co?

 

Świątynia

- Warto spróbować - westchnął sięgając za lunetę. Chwilę przyglądał się w milczeniu, chyba próbują dokładniej przyjrzeć się symbolom. - Cholera jasna... A myślałem, że to pismo ludzkie jest skomplikowane... Nie mamy czasu żeby to rozgryźć, mogą tu wrócić w każdej chwili... Potrzebowałbym tygodnia żeby to rozszyfrować, a może i więcej - mówił wyraźnie zirytowany.

- Może spróbujmy to zdusić - powiedziała nagle Pearl, a Lance na nią spojrzał. - Stwórzmy wspólną barierę blokując przepływ tej energii, jeśli będzie wystarczająco silna może się udać

- Lub nas wysadzić - powiedział ponuro Lance. - Nie wiemy jak jest niestabilne - spojrzał kątem oka na Fire. - Chyba, że wy się wycofacie uciekając jak najdalej, a ja i Peral spróbujemy. Żaden gwardzista nie żyje wiecznie, a tak przynajmniej może zdołamy uratować wiele żyć - Pearl nic nie powiedziała, ale chyba była na to gotowa.

 

Istota wciąż machała kończyną przesuwając dziwnym punktem po obcym dla niej stworzeniu. Wyraźnie próbowała jakoś nawiązać z nim kontakt, ale chyba miała to strasznie utrudnione przez swoje położenie. Kiedy dostrzegła drugie obce dla siebie stworzenie podobne do tego pierwszego teraz przesunęła punkt w dziwnym oczodole na drugie stworzenie nadal mizernie poruszając swoją łodygowatą kończyną.

 

Baza

Spear leżał na pojeździe plackiem ciężko oddychając. Chyba stwór złamał mu żebra, a teleport był bardziej instynktowny, bo w jego momencie już tracił najwyraźniej przytomność. W międzyczasie było jak przewidziała Katie. Bestia pomimo dostania pociskami niewiele sobie z tego zrobiła dalej lecąc w jej kierunku. Dopiero kula ognia, która trafiła ją w pysk sprawiła, że ta zaczęła żałośnie piszczeć, a odrzut sprawił, że wpadła do dziury, z której przed chwilą wyskoczyła. Przez krótką błogą chwilę wszystko ucichło i można było pomyśleć, że może odpuściły. Niestety to była marna nadzieja. Stwory zaczęły z większą furią atakować podłoże. Na dodatek z dziury zaczęły dochodzić wściekłe ryki. Wszystko wskazywało, że atak na ich towarzysza jeszcze bardziej je rozwścieczył.

 

Canerlot

- Nigdy nie jest wiadome co jest do końca słuszne - mruknął gwardzista cały czas obserwującbramę. - Dawne władczynie mówiły, że słusznie jest ratować ludzi i czy to było dla kogokolwiek słuszne? Droga cienia to droga, z której nie ma odwrotu trzeba być pewnym, że kocha się tak mocno cesarzową i jej misje, że jest się gotowym oddać wszystko - na chwilę spojrzał na Dawna. - Jeśli nie będziesz tego pewny, zginiesz - uniósł kopyto pokazując zbroję. - Tylko cesarzowa wie skąd pochodzą nasze zbroje i ich ogniska mocy, ale każdy kto czuje choć odrobinę niepewności zginie nim spróbuje skorzystać - oparł się znów o ścianę. - A co do zadania... Czekamy dalej i tak do północy, aż się uspokoi

Share this post


Link to post
Share on other sites

Peace Order

 

- No dobra, pozostaje więc zrobienie czegoś innego.

Słysząc ukradkiem słowa Lance'a zaprotestował.

- Nie będziecie niczym ryzykować. Skoro nie mamy tutaj nic innego to spróbuję samemu rozwalić tę kulę, najwyżej ograniczymy straty do mnie. Cofnijcie się z widoku, wtedy ją rozbiję.

Wrócił po swoją broń. Bardzo możliwe, że w tym momencie się jej pozbędzie. Następnie cofnął się w kierunku kuli.

Jak nie dam rady rozwalić tego samemu, to... chyba się pożegnamy. Szkoda, fajny kawałek sprzętu.

 

Sand Storm

 

Przyglądając się Spearowi zdał sobie sprawę z zaistniałej sytuacji. Nie mógł pomóc, gdyż nigdy nie miał okazji użyć magii leczącej.

- Ah szlag. Trzymaj się stary. Może ekipie uda się wrócić, to dadzą radę cię...

Zintensyfikowane ataki stworów wyrwały go z próby pocieszenia Speara. Odwrócił się w kierunku gruntu będąc gotowym do obrony.

 

Dawn Spark

 

Gwardzista miał rację, droga cienia to jedno, ale zostanie bezmyślnym narzędziem w kopytkach kogoś innego skutecznie pozbawia mnie szansy na osiągnięcie mistrzostwa w tym fachu.

Zobaczymy. 

- Słyszałem już o tym, mimo wszystko dziękuję.

Więc stoimy tutaj do północy. Niech to... Nie będziemy mieć wiele czasu.

Mam pewien plan.

 

 

Share this post


Link to post
Share on other sites

White

- Nie byłaby zadowolona - Powiedziała podczas otwierania drzwi. - Chociaż nie wiem czy byłyby takie łatwe do wysadzenia... - Teraz spostrzegła Stalkera. - Czekaj, nie wychodź! - Otworzyła szerzej oczy gdy Crimson wybiegła mu na spotkanie. Głaskany chowaniec jednak nie zareagował wrogo a odpowiedział jedynie czymś na wzór mruczenia. Teraz klacz mogła zauważyć że wydaje się nieco chudszy, jakby stracił nieco swojej masy a pióra które jak dotąd były w idealnym stanie zostały postrzępione co mogło oznaczać że został czymś uderzony. Stalker na wspomnienie imienia Sinister podniósł swój ogon i wykorzystując go jako pewnego rodzaju strzałkę pokazał na schody prowadzące w dół. Pokiwał również głową dając do zrozumienia że ją obronił. 

- To stwór Sinister - Skomentowała White objaśniając Pumpkin co to jest. - Ją już poznałaś ale jego nie - Znowu zawiesiła wzrok na Stalkerze jakby mu nie ufając. - Skąd wiedziałaś że on ciebie pamięta i nie potraktuje jak wroga? - Spytała Crimson nadal nie przekraczając progu. Stalker tymczasem przez kolejną chwilę dawał się drapać za uchem po czym wstał przewyższając wzrostem klacz stojąca obok niego i zrobił pierwszy krok w stronę głębi korytarza. 

 

Batty

- Nie jestem pewna czy niszczenie czegokolwiek tutaj jest rozwiązaniem Order - Spojrzała na niego. - To miejsce wygląda mi na więzienie i co jeśli zniszczenie kuli otworzy jakąś wyrwę i wyleje się ich więcej? Ja bym potraktowała to jako ostateczność - Podeszła na odległość metra od łodygowatego stworzenia przyglądając się mu i badając jak jest przytwierdzone do ściany. Rzucił się jej w oczy brak ust a jakoś musiały się porozumiewać skoro stworzyły cywilizację. Sięgnęła do plecaka po swoją książkę i otworzyła ją na stronie gdzie narysowała szkic tych bestii po czym przekreśliła ten wizerunek iksem i narysowała znak zapytania tuż obok. Wlepiła wzrok w dziwny punkt na głowie istoty i oczyściła swój umysł ze wszystkich myśli oprócz jednej: ,,Jak"?. Próbowała nasłuchiwać ale nie za pomocą uszu a swojej świadomości.

 

Baza

- Cholera - Krzyknął Chlorine uświadamiając sobie jedną rzecz. One nie muszą wychodzić spod podłogi by ich zabić. - Pogrzebią nas żywcem - W istocie, stali na czołgu a na dole tak się kotłowało że to kwestia czasu aż się ta maszyna zapadnie. Problem z tym że nie mieli jak temu zaradzić... - Trzeba się stąd ruszyć, trzymajcie się - Po tych słowach wszedł do środka przez właz a potem rozległ się dźwięk silnika który usiłował wystartować. 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Crimson, Pumpkin

- Biedaczysko, zero szacunku do zwierząt - Crimson pokręciła głową widząc jego stan. - Jak Sinister pozwoli to potem porzucam ci piłkę - lekko się uśmiechnęła widząc jak stwór pokazuje im drogę pozwalając przejść. Pumpkin nadal była trochę niepewna, widać było, że najwyraźniej nie miała do czynienia z takimi stworzeniami. Crimson w tym czasie rzuciła okiem na White. - Miałam zawsze kopyto do zwierzaków. Nie wiem jak to jest, ale jakoś mnie lubią - wzruszyła kopytami. - Wczoraj jak Sinister pokazała mi go w mini wersji, dostrzegłam, że chyba podobał mu się komplement ode mnie. Nie mam pojęcia czy Sinister tego chciała, czy jest to efekt uboczny, ale Stalker nie jest tylko pustą maszyną do zabijania. Mimo bycia stworzeniem powstałym z magii najwyraźniej potrafi okazywać emocje i wyczuwać emocje innych. Przeczucie mówiło mi, że mnie zapamiętał i nie wyczuje ode mnie zagrożenia - lekko się uśmiechnęła. - Przynajmniej wiemy, że Sinister nic nie jest i miałaś racje, śpi na górze - rzuciła teraz okiem na Pumpkin. - Nie ma się czego bać. Jeśli okażesz mu strach, to tylko go urazisz - Pumpkin pokiwała głową i powoli ruszyła.

- Jest... Uroczy na swój sposób - powiedziała cicho.

 

Świątynia

Stworzenie przesuwało dziwnym punktem, to na ogiera, to na klacz. Nie mrugało, ale można było poczuć jego spojrzenie na sobie, co wskazywało jasno, że próbuje się porozumieć. Przez chwilę obserwowało jak dwie nieznane mu istoty rozmawiają w sposób, który mu się wydawał obcy. Zapewne gdyby potrafiło ukazywać emocje można by było zauważyć u niego zaintrygowanie tymi dziwnymi kopytnymi stworzeniami, które go teraz otaczały. Kiedy jednak Batty pokazała mu rysunek zaczął przesuwać punktem w pustej powiece po książce, jakby dziwna istota chciała coś tam znaleźć. Poruszała punktem coraz szybciej, aż ten w końcu stanął w miejscu, a nietypowa głowa istoty opadła. Stworzenie w ogóle przestało reagować dobrą chwilę. Można było pomyśleć, że zdechło, ale nagle stało się coś dziwnego, bo znów uniosło głowę i wyciągnęło kończynę ku istotą. Najwyraźniej stworzenie chciało żeby nieznane mu stworzenia złapały za jego patykowatą kończynę.

 

Baza

Silnik chwilę się opierał, a z spod ziemi wyskakiwały kolejne stworzenia. Tak jak przewidywał Chlorine, grunt pod nimi stał się bardzo niestabilny. Podłoże nawet zaczęło powoli wydawać niepokojące dźwięki. Spear nadal leżał nieprzytomny, nie widząc całego tego koszmaru. Kilka z tych stworów skierowało się ku Kattie najwyraźniej chcąc rozerwać smoczycę na strzępy. Kolejne jednak skierowały uwagę na czołg skacząc w jego kierunku. W tym jednak momencie silnik zaczął współpracować, a maszyna była gotowa do ruszenia. Kiedy tylko buntownik ruszył pojazd nieprzytomny Spear nie był w stanie się utrzymać. Jego ciało bezwładnie toczyło się po dachu kierując się ku bestiom, które teraz atakowały bazę. Ciało nieprzytomnego gwardzisty leżało już na krawędzi pojazdu między ostatnią deską ratunku, a okrutną śmiercią.

 

Canterlot

Kolejne godziny przebiegały już spokojnie. Nie było żadnych ataków, a kolejne kucyki znowu opuszczały i wchodziły do miasta. Spokój powinien zwykle cieszyć, ale Dawn mógł już zapewne być znudzony tą bezczynnością. Czas wlekł się niemiłosiernie, a przełożony ogiera stał niczym posąg. Jego brak ruchu i milczenie można było nawet pomylić ze snem, ale to raczej było niemożliwe u tej klasy gwardii. W końcu słońce zaczęło znikać za horyzontem, choć można było pomyśleć, że trwało to dłużej niż zwykle. W mieście zaczęły się świecić pierwsze latarnie, a niebo zaczęło przybierać formę granatu. Pierwsze gwiazdy pokazały swój blask, a wraz z nimi księżyc taki sam jak dawniej wznosiła księżniczka Luna. Czas nadal jednak stał w miejscu, bo gwardzista się nie ruszał. Natomiast gwardziści pilnujący bramę zmienili się z innymi, a do miasta przychodziło coraz mniej kucyków.

- To chyba na tyle jeśli chodzi o dziś - przerwał ciszę nocy głos gwardzisty. - Inni pewnie już w koszarach śpią - rozciągnął mięśnie. - I co podobało się? Bo jak ja mam być szczery, to czuje się gorzej niż po maratonie, cholerne nudy

Share this post


Link to post
Share on other sites

Sand Storm

 

Kiedy maszyna ruszyła zauważył, że Spear zaczął zsuwać się z pancerza.

Cholera, co teraz?

W ostatniej chwili złapał Spear'a magią, a następnie otworzył właz i delikatnie przeniósł go do środka.

- Teraz gagatki zróbcie miejsce dla rannego. Znajdźcie mu coś w miarę miękkiego, bo chyba trochę go połamało.

Następnie uśmiechnął się szeroko, zamknął właz, a następnie wyjął rewolwer i zaczął strzelać w kierunku stworów.

 

Peace Order

 

Peace przerwał próbę zniszczenia kuli po słowach towarzyszy. Po tym zbliżył się do istoty, którą bacznie obserwował.

Widząc, że wyciąga w ich kierunku kończynę przemówił do Batty.

- Chyba chce nam podać... kopytko? Tak czy inaczej zrobię to pierwszy, w razie W przydasz się bardziej.

Wziął głęboki wdech, po czym dotknął stworzenia.

 

Dawn Spark

 

Lekko chwiejąc się na boki doczekałem końca zmiany. Co za ponury żart, cholerne nudy.

Kiedy gwardzista skończył mówić uśmiechnąłem się lekko.

- Dobrze, że mamy podobne zdanie.

Następnie ukłoniłem się.

- Dziękuję za wspólną służbę.

Zasalutowałem, po czym ruszyłem w kierunku koszar.

Po dotarciu na miejsce zastanawiałem się nad odwiedzinami u Midnight, ale znając życie już śpi jak reszta. Zamiast tego udałem się w kierunku naszego pokoju.

Share this post


Link to post
Share on other sites

White

- Chyba z kimś walczył... - Stwierdziła White odpowiadając Crimson. - Technicznie rzecz biorąc jest martwy więc chyba jego uszkodzenia się nie goją - Mówiła o nim jak o maszynie. - Ale w każdym razie możesz mieć racje, Sinister jest raczej samotnym typem osoby więc zrobiła sobie jakiegoś zwierzaka - Zmarszczyła brwi. - Tylko magia nie działa w ten sposób. - Spojrzała na Stalkera zastanawiając się czym on może być. - Można przywołać sobie bestię która będzie uległa twojej woli lub stworzyć golema z którym będzie podobnie ale on nie jest ani jednym ani drugim tylko czymś pomiędzy? - Mimo że znała się na magii całkiem dobrze nie była w stanie tego określić. - To ty idź sprawdzić czego on od ciebie chce a ja pójdę sprawdzić czy Sinister jest cała - Dodała po chwili zamyślenia i odwróciła głowę w kierunku Pumpkin. - Jak nie chcesz iść z Crimson za tym stworem to tam masz pokój dla gości - Zadziwiające że Sinister coś takiego miała. - Ja zaraz wrócę 

 

Crimson gdy zeszła na dół mogła zauważyć coś na wzór piwnicy, dużo mniej ładnej niż reszta domu. Podłogą był zwykły, ordynarny beton na którym nie brakowało opiłków metalu czy rozbitego szkła. Po lewej swoje miejsce miało coś na wzór małego warsztatu ze sporą ilością pilników i śrubokrętów a na stole leżał rozłożony na cześć pierwsze karabin ak-47 i książka którą Sinister kupiła na czarnym rynku. Na końcu pomieszczenia znajdował się najprawdopodobniej agregat prądotwórczy więc najwyraźniej Sinister nie trudziła się z ciągnięciem kabla od Ponyville do swojego domu co raczej kosztowałoby nie mało... Ale z drugiej strony byłoby tańsze w eksploatacji. Po prawej był pojedynczy stół a nieopodal niego półki i szafki ze sprzętem laboratoryjnym i odczynnikami a oprócz tego w woreczkach strunowych podpisanych łacińskimi określeniami suszone fragmenty roślin. Wyglądało to na małe ale dobrze wyposażone miejsce do czynienia chemicznej magii. Na samym środku pomieszczenia znowu była najciekawsza z tych wszystkich rzeczy w postaci narysowanego na podłodze kręgu z nieznajomymi dla Crimson znakami i świecącymi się po kolei w przeróżnych kolorach. Stalker stanął tuż obok niego i z wyczekującym spojrzeniem patrzył to na okrąg to na klacz. On sam chyba był za duży żeby się w nim zmieścić... 

 

Batty

- Raczej odnóże? - Poprawiła Order'a jednak nie była pewna czy dobrze. - I chyba nie pozostało nam nic innego - Dodała widząc że jej próba nic nie dała. W każdym razie nie ufała w pełni tej istocie mimo że najpewniej była jedyną szansą na zdobycie wiedzy jak zrobić tutaj prawidłowy ruch. - Jak coś będzie nie tak... Będę gotowa - Powiedziała do niego i uważnie obserwowała to co się dzieje. 

 

Baza.

- I tak nie zajedziemy daleko - Stwierdził Chlorine patrząc na wskaźnik paliwa. Bak był w połowie pełny ale wiedział że to tylko kwestia czasu aż przewody zablokuje rdza zgromadzona na jego dnie. Po za tym gdzie mieli jechać? To tylko kupi im nieco czasu ale co dalej? Skierował pojazd w stronę korytarza prowadzącego do wyjścia omijając co większe kopce a te mniejsze po prostu taranując trąc o nie kadłubem czołgu. Drugi ogier widząc że ten ruch spowodował ożywienie się tych bestii doskoczył nieobsługiwanego karabinu maszynowego i zaczął pomagać Sand Storm mając nadzieje że to wystarczy. Chlorine gdy podjechał na wprost przejścia zanim do niego wjechał zaczął obracać maszynę korzystając z przeciwbieżnych gąsienic. Musiał zrobić to bardzo dokładnie bo nie miał dużego zapasu miejsca... Dwadzieścia centymetrów z każdej strony, nawet od góry dlatego troszcząc się o siebie musiał zrobić to tyłem. Dobra wiadomość była taka że gdy wyjdą z czołgu będą mieli chwile czasu na oddech zanim te stwory przez niego się przebiją. 

 

Kati w zasadzie teraz przypomniała sobie że używanie ognia przy tych stworach nie jest idealnym pomysłem... To tylko sprawiało że obierały ciebie za główny cel. Szybko się rozejrzała i spostrzegła dwie bestie spragnione krwi przed sobą i kolejne dwie od swojej prawej strony. Raczej nie miała dużych szans w tym starciu, nie sama ale wtedy w pomieszczeniu rozległ się dźwięk działka stworzonego na wzór GSz-23 za którym siedział trzeci ogier z ich ekipy, ten który postanowił uciec i się schować w którymś z samolotów. Celował w te znajdującego się z boku smoczycy licząc że zabije obydwa z powodu dużej sporej siły ognia i z elementu zaskoczenia. Kati widząc że ma pomoc ruszyła biegiem na pozostałe dwa... Licząc że zachowają się tak samo jak zawsze czyli na nią skoczą. Ona tymczasem zrobiła ślizg chcąc je ominąć i wystawiając ostrze z jednej ręki zamierzała rozpruć brzuch jednego z nich pomagając sobie drugą ręką chwytając się za nadgarstek wiedząc że to będzie ciężkie zadanie. 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Crimson

Pumpkin spojrzała trochę niepewnie na Stalkera. to na Crimson i najwyraźniej zdecydowała się zostać w pokoju gościnnym jak zasugerowała White. Nie było to dziwne biorąc pod uwagę. że raczej nie miała do czynienia z takimi stworzeniami. Crimson się jednak nie wahała i powoli zeszła za Stalkerem. Pomieszczenie. które zobaczyła nie dało jej większych niespodzianek. Poznała już trochę Sinister. a po jej wczorajszych poszukiwaniach na czarnym rynku mogła się dowiedzieć jeszcze bardziej co ją interesuje. Broń i nietypowe roślinki zwracały na siebie aż nazbyt uwagę. Sinister była najwyraźniej tak pewna, że nikt tu nie przyjdzie, że nawet tego za specjalnie nie chowała. Gdyby gwardia tylko wiedziała co tu jest już dawno zapewne zrobiłaby jej niezły nalot. Niby mówili, że Crystal wie i widzi wszystko, a jednak jakaś klacz pod jej nosem bawi się w takie rzeczy i nawet o tym najwyraźniej nic nie wie. Znów spojrzała dokładniej na broń starając się niczego nie dotykać żeby nie wkurzyć Sinister, jeśli ustawiła to sobie w jakiś dla siebie sprawdzony sposób wolała jej tego nie psuć. Jej wzrok na chwilę jeszcze zwrócił się na agregat, na którego widok lekko się uśmiechnęła. Dopiero po chwili spostrzegła spojrzenie Stalkera.

- Mam tam wejść? - spojrzała na dziwny okrąg. - Nie bardzo znam się na magii, słodziaku - podeszła żeby lepiej się przyjrzeć. Zastanawiała się czy ten krąg jej nie spali czy coś. Nigdy do końca tego typu rzeczom nie ufała. Wciągnęła ostatecznie powietrze i weszła do środka.

 

Świątynia

Kiedy Order złapał nietypową kończynę rozbłysło oślepiające światło, a świat zdawał się stanąć w miejscu. Zarówno on i Batty znaleźli się w zupełnie innej lokalizacji. Zewsząd rosły dziwne nietypowe rośliny większe niż drzewa, a jednocześnie o palecie wszelkich barw. Niektóre z nich przypominały trochę strączki fasoli, ale miały barwę fioletu obłożonych dziwnymi żółtymi kulistymi kamieniami. Te co jakiś czas migały niczym lampki na choince, a zaraz potem gasły. Poza tymi nietypowymi roślinami widać było przepływającą rzekę, ale miała nietypowo kolor trawiastej zielenie. Ponadto zewsząd otaczały ich budynki przypominające kształtem te strączkowate rośliny. Nie wyglądały jednak na wykonane z kamienia czy metalu, a jakiegoś nietypowego materiału. Najbardziej jednak mogło zaskoczyć ich spojrzenie w niebo, bo nie było tam słońca, a gołym okiem dało się zobaczyć co najmniej trzy planety na tle pomarańczowego nieba. Nie mieli jednak okazji na podziwianie tego wszystkiego, bo nagle mogli usłyszeć głos w głowie, a jego źródłem okazała się istota niedawno przymocowana do ściany, ale teraz była wolna i poruszała się lewitując kiedy jej kończyny wisiały bezwolnie w powietrzu.

Wybaczcie, ale potrzebowałem wzoru waszej budowy aby was zrozumieć. Jesteście istotami o nietypowej budowie cielesnej i dość kruchych mało adapcyjnych ciałach, co tylko świadczy, że pochodzimy z zupełnie innych światów. Zawiesiłem nasze świadomości między czasem, a przestrzenią, tworząc przy tym niewielką projekcje mojego domu. Dzięki temu możemy porozumiewać się swobodnie kiedy dla waszych towarzyszy czas stoi w miejscu. Oczywiście śmierć naszej świadomości oznacza koniec przekazu i śmierć naszych ciał, czego wolałbym uniknąć. No dobrze, ale najpierw sprawy ważne. Czemu to ukradliście? Narażacie nie tylko siebie, ale wszystkie światy

 

Canterlot

Przeczucie nie myliło Dawna, bo nikogo już nie było. Najwyraźniej on ze wszystkich rekrutów musiał zostać najdłużej. Nie było nigdzie Midnight, ale nie widać też było innych, którzy dostali inne zadania. Gwardzista, z którym wrócił poszedł jeszcze zrobić obchód zostawiając go już samemu. W całych koszarach tylko gwardziści nie spali chodząc i patrolując, ale nikt nie zwracał na niego uwagi. Najwyraźniej byli poinformowani, że wróci później lub wiedzieli jak długo trwa zadanie, które mu przydzielono. Kiedy zbliżał się już do swojego pokoju mógł usłyszeć za jednymi z zamkniętych drzwi odgłosy walki. Zagdaka szybko się rozwiązała kiedy jeden z gwardzistów wypadł z pomieszczenia dosłownie wylatując przez drzwi, a potem lądując tuż pod kopytami Dawna.

- Możesz go tu wnieść z łaski swojej - powiedział głos dochodzący z ciemnego pomieszczenia.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Sand Storm

 

Sand kontynuował ostrzał stworów, nie zwracając uwagi na nic innego. Starał się celować w głowy, co raz na jakiś czas kończyło się pudłem spowodowanym połączeniem mocnego odrzutu z  jego dosyć średnim wykorzystywaniem lewitacji.

Dostrzegając sytuację w jakiej znalazła się Kati skierował ogień w kierunku stwora, który znajdował się obok tego, którego w tym momencie atakowała. Pozostałą dwójkę ostrzał z broni maszynowej powinien powstrzymać. Zaczął krzyczeć w jej stronę.

- Wycofajcie się do nas, tam nie macie szans! Spieprzamy stąd!

Tylko co potem? Jak już wyjdziemy na zewnątrz najprawdopodobniej to ścierwo rozszarpie nas na strzępy. No chyba że nasz pokojowy żołnierzyk i reszta będą w stanie zamknąć portal.

 

Peace Order

 

Rozglądał się po okolicy wyraźnie zaciekawiony. Po chwili jednak jego zajęcie zostało przerwane przez słowa tej istoty.

- A więc i wy pochodzicie z innego uniwersum, bardzo dziękuję, że zdecydowałeś się nam przekazać informacje o twoim domu.

Następnie wziął głęboki wdech i zaczął tłumaczyć zaistniałą sytuację.

- No dobrze, postaram się to maksymalnie skrócić. Artefakt lub też artefakty o których mówisz zostały zabrane przez naszego wroga, a raczej jego służących - tym wrogiem jest potężne stworzenie znane jako Crystal, które przejęło władzę w Equestrii pozbywając się poprzednich, jakże wspaniałych władczyń. Crystal zabrała je prawdopodobnie w celu zwiększenia swojej czarno magicznej mocy. Zniewoliła cały naród, a strachem i terrorem wymusza na nich posłuszeństwo. Jest nas kilka grup, mamy sporo rozbieżnych celów ale jeden wspólny - pozbycie się jej i przywrócenie starego porządku. Czerpie ona swoją siłę z krzywdy innych, co też chcemy zatrzymać.

Zrobił krótką przerwę.

- To jej służący okradli świątynię i wypuścili te potwory. My aktualnie chcemy je powstrzymać, aby nikomu już nie zagrażały. Nie jest to cel, w którym ja i mój przyjaciel się tutaj pojawiliśmy, ale skoro mamy okazję uratować innych... czemu mielibyśmy odmówić? Wybacz mój egoizm, ale ponownie chciałbym poprosić cię o jakieś wskazówki odnośnie zatrzymania tych potworów, z tego co widzieliśmy są one wrogo nastawione również do was. Jeśli jest coś, czego za udzielenie nam pomocy będziesz potrzebować postaram, lub też postaramy się ci to zapewnić.

Skończył mówić, po czym spojrzał chwilę na Batty, a następnie skierował wzrok ku istocie.

 

Dawn Spark

 

Miałem już iść w stronę pokoju, jednak ten jakże fascynujący spacer został przerwany przez... wylot gwardzisty za drzwi? Bardzo, bardzo ciekawe.

Spojrzałem na gwardzistę, wyglądał na pokiereszowanego jednak domyślałem się, kto przebywał w pomieszczeniu.

- Tak jest!

Uniosłem gwardzistę sztywno za pomocą lewitacji, po czym wszedłem z nim do pomieszczenia. Następnie położyłem go na ziemi, po czym odsunąłem się kawałek.

- Czy mogę poobserwować, Autorze?

 

 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Sinister

Z początku nie stało się nic nadzwyczajnego ale jak tylko Crimson postawiła wszystkie cztery kopyta w kręgu nagle zaczęła spadać, betonowa podłoga jakby wyparowała a pomieszczenie w którym znajdowała się chwilę temu zostało zastąpione przez bezgraniczną czerń. Szybko jednak mogła poczuć jak zwalnia a ciemność się przejaśnia odsłaniając gwiazdy. Odległość do nich wydawała się być większa niż ktokolwiek mógł przebyć w ciągu całego swojego życia... Łapiąc równowagę na nowej, niewidzialnej powierzchni poczuła że stała się lżejsza... Albo grawitacja utraciła co najmniej połowę swojej siły. Patrząc teraz przed siebie spostrzegła Sinister stojącą przy stole wykonanym z bazaltu o kształcie koła w skupieniu pracującą nad dwoma ostrzami zrobionymi najpewniej z kryształu. Ponad nią znajdował się żyrandol w postaci drewnianego okręgu ze świecami i był zawieszony zardzewiałym łańcuchem do... Właściwie to Crimson nie mogła być pewna ponieważ znikał gdzieś w ciemności. To jednak świadczyło że to ,,pomieszczenie'' ma jednak jakieś granice. 

- Zobaczmy czy się udało - Nagle się odezwała używając szeptu nadal chyba nie będąc świadoma obecności nowego gościa. Potem uderzyła pozornie kruchym orężem w kamień rzeźbiąc w nim dość głęboką, podłużną rysę i przy okazji wzbijając z niego w powietrze cały kurz i opiłki metalu. - Całkiem całkiem... - Dodała przyglądając się ostrzu najpewniej w poszukiwaniu oznak uszkodzenia po tym teście. 

 

Batty

Batty z początku wydawała się zaskoczona nagłą zmianą otoczenia nerwowo rozglądając się na boki a potem sprawdzając czy ma swoje rzeczy przy sobie. Potem spojrzała na łodygowatą istotę ale nim zdarzyła się odezwać Order pośpieszył z wyjaśnieniami. Milczała podczas tego wywodu ale ciężko było powiedzieć to samo o jej myślach. ,,Kurde a przeczuwałam żeby cofnąć się jeszcze ten jeden krok'' - Pomyślała delikatnie kręcąc głową. - ,,I ciekawe czy ten stwór słyszy każdą moją myśl... Jeśli tak muszę uważać żeby nie pomyśleć o... - Nie - Odezwała się gdy Order skończył mówić. Szybko na niego spojrzała i dodała: - Nie mam nic do dodania... Chyba że - Znowu skierowała wzrok na istotę. - Czuje się jakbym dostała mokrą ścierą w twarz gdy nazwałeś mnie złodziejem -  Podniosła głowę nieco wyżej. - Złodzieje na ogół nie wracają na miejsce zbrodni gdy trzeba ryzykować by nie zginąć od tych bestii co stąd wypełzły. 

Edited by Shey

Share this post


Link to post
Share on other sites

Crimson

Właśnie dlatego nie przepadała za magią. Po dotarciu na miejsce potrzebowała jeszcze chwili żeby w pełni do siebie dotrzeć i ułożyć sobie w głowie wszystko co przed chwilą zaszło. Wszystko stało się tak nagle i niespodziewanie. W takich miejscach powinna być jakaś tabliczka ostrzegawcza. Taka myśl chodziła jej po głowie, kiedy powoli wstawała. Nie miała żalu do Stalkera, zwierzak chciał jej coś pokazać, a przez brak mowy ciężko żeby mógł jej wyjaśnić co takiego. Chociaż lubiła zwierzaki, to rozmawiać z nimi nie potrafiła. Nie była nawet pewna czy to co niedawno widziała było prawdą czy tylko iluzją. Powoli się podniosła rozglądając po miejscu, w którym się znalazła. Zdecydowanie była w zupełnie innym niż niedawno. Dopiero po chwili dotarło do niej, że chyba nie jest sama, bo słyszała czyjeś mamrotanie. Powoli obróciła się w kierunku głosu i szybko zrozumiała co chciał przekazać jej Stalker. Co ciekawe przekazał to jej, a nie White.

- Dobra miejscówa, robisz tu ostre imprezy? - powiedziała zakradając się po cichu do klaczy i dopiero wtedy jak zbliżyła się do jej ucha.

 

Nieznane miejsce

Wybacz węglowa formo życia, ale to nie jest mój dom, a tylko iluzja międzywymiarowa, przybliżająca jego wygląd. Powiedziała istota znów w ich głowach, dając najpierw skończyć obojgu. Wasze ciała wywołują dziwne zjawiska chemiczne kiedy się porozumiewacie, niesłychane. Poza tym zgadza się. Ewidentnie powiedział teraz w kierunku Batty. Czytam w waszych umysłach, widzę wszystko co w nich skrywacie, nawet przeszłość, której sami nie pamiętacie. Budowa waszych receptorów myślowych również ciekawi. Poza tym, ty zmieniłeś ciało. Powiedział do Ordera. Nie jesteś istotą, którą obecnie jesteś. Nie znam także bytu zwanego Crystal i nie wiem co można sobie myśleć zabierając coś takiego. Prosicie o pomoc? Kalkulacja mówi, że nie powinienem się mieszać. Jeśli coś pójdzie nie tak, sprowadzę zagładę na nas wszystkich. Widzicie, te istoty służą swoim władcą, którzy odeszli długo przed narodzinami kogolwiek z nas. Moja rasa żyje od milionów lat, co sprawia, że jesteście młodymi organizmami w stosunku do mnie, a nawet my pojawiliśmy się na długo po nich. Pewnego dnia po prostu odeszli, a te stworzenia są jednymi z wielu reliktów tamtych czasów. Zostawione tu w fazie uśpienia mające chronić to miejsce. Jak widać jednak ktoś zdołał skraść ich skarb. Zaleją cały ten świat niczym szarańcza, aż tego nie odzyskają. Biorąc pod uwagę logikę to najlepsze rozwiązanie, zginie jeden świat, ale nie wszystko co znamy. Przedmiot, który zabrano jest jednym z bardzo wielu, kiedy zostaną znalezione wszystkie nic nie ocali żadnego z nas, jeśli ktoś wie jak je użyć. Z drugiej strony nikt nie wie gdzie są wszystkie przedmioty. Tego miejsca też nie powinno być w tym świecie. Pamiętam jak poświeciłem się żeby je znowu zamknąć, ale to było gdzie indziej, więc jak mogliśmy się znaleźć w zupełnie innej rzeczywistości? To zdaje się wykraczać poza zwykłe możliwości

 

Koszary

- Ludzie mawiali, ciekawość to pierwszy stopień do piekła, to było dobre przysłowie - mruknął na pytanie Ordera, a potem machnął kopytem. - Skoro jednak chcesz, może tu się czegoś nauczysz - pomieszczenie,w którym byli było kompletnie pozbawione światła. Nie sposób było zobaczyć tu cokolwiek. Zupełnie jakby znaleźli się w ciemnej pustce. - Zostało jeszcze was dwóch - powiedział w innym kierunku.

- Może starczy... Pokonałeś już czworo z nas. Nawet ty musisz odpocząć - powiedział zupełnie inny głos.

- Cesarzowa chce sprawić żebyście byli bardziej doskonali niż kiedykolwiek, ale tak się nie stanie jeśli będziecie wiecznie jęczeć

- Mógłbyś w końcu powiedzieć jak to jest stanąć przed jej obliczem

- Zgoda - zapadła cisza. - Jeśli wytrzymacie pięć minut, pozwolę wam wejść do sali tronowej i być może wtedy ją zobaczycie

- Naprawdę?

- Pięć minut od teraz - rozmowa się skończyła, a w pomieszczeniu słychać było hałas. Z pewnością ktoś użył promienia magicznego, ale nawet on nie oświetlił tej ciemności. Powietrze również zdawało się cięższe w tym miejscu, zupełnie inne niż w reszcie pomieszczeń. Minęły trzy minuty i wszystko ucichło, a pomieszczenie się rozjaśniło. Na ziemi leżało plackiem dwoje gwardzistów, a pod ścianę kolejna trójka, plus jeszcze jeden, którego wniósł Dawn. Teraz można było zauważyć, że sala była kompletnie pusta, co zapewne pozwalało łatwiej się ruszać w czasie treningu przywódcy po pomieszczeniu. Ten nagle spojrzał na Dawna. - Mam nadzieje, że ty będziesz wytrzymalszy jak skończysz szkolenie

Share this post


Link to post
Share on other sites

Peace Order

 

Peace miał ochotę prychnąć po słowach istoty, jednak powstrzymał się. Wiedząc, że i tak czyta ona w myślach mówił to, co miał na końcu języka.

- To, że coś się wydarzyło nie po waszej myśli nie oznacza, że powinniście pozwolić, aby te stwory wymordowały masę niewinnych istnień! Nie wiem czy wierzysz w zapewnienia, ale JEŚLI uda nam się odzyskać te artefakty postaram się dopilnować, aby wróciły na swoje miejsce. Mamy jakąś możliwość żeby samemu zamknąć ten portal?

Obrócił głowę w kierunku Batty licząc na to, że teraz ona zacznie mówić.

 

Dawn Spark

 

Tak jak myślałem, Autor poskładał ich w kilka sekund. Było to bardzo interesujące widowisko, jednak trwało ono zbyt szybko, abym był w stanie dokładnie się jemu przyjrzeć.

Może te pancerze zmieniają percepcję? Może są w stanie spowolnić upływ czasu? A może...

Może sam potrafiłbym osiągnąć podobny efekt? 

Spojrzałem w stronę jednorożca, skłaniając głowę z szacunkiem.

- Dziękuję za wiarę sir, mam nadzieję, że nie zawiodę Cesarzowej i będę z dumą walczył w jej imieniu z wszystkimi wrogami.

Po wszystkim wyszedłem z pomieszczenia, po czym udałem się do mojego pokoju. Gdy wszedłem do środka wszystko świadczyło o tym, że reszta kompanów już dawno spała. Położyłem się niechlujnie w łóżku.

Eh... po wszystkim będę cholernie niewyspany.

Użyłem zaklęcia, po czym błyskawicznie zapadłem w sen.

 

 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Sinister

Jak tylko Crimson się odezwała tuż przy jej uchu wydawała z siebie przestraszony krzyk jednocześnie podskakując i upuszczając ostrze które trzymała w lewitacji. Odwróciła się... I wcale się nie uspokoiła tylko zareagowała jakby zobaczyła ducha. Odsunęła się od niej wskakując na stół plecami i dopiero wtedy jakby zajarzyła o co chodzi. 

- Jak się tu dostałaś?! - Spytała głośno charakterystycznie pociągając nosem, wyglądało na to że znowu czymś się wspomagała... - I jak ominęłaś pierwszy i drugi stopień mojej dwuetapowej pułapki? - Dodała już nieco spokojniej ale mimo to próbowała kopnąć Crimson tylnym kopytem jednak uderzyła tylko powietrze. Okazało się że jej cel był za daleko albo szybko się uchylił. - Nie, nie robię tu imprez - Przewróciła oczami. - Ale tworzy się tutaj rzeczy do ostrych imprez... - Chytrze się uśmiechnęła. 

 

White

Po której chwili Pumpkin mogła usłyszeć jak ktoś schodzi ze schodów, najprawdopodobniej White z powodu charakterystycznego dźwięku jej obuwia. Pokój w którym się znalazła okazał się dosyć prosty jakby ktoś zupełnie nie przyłożył się do wystroju. Dwie sofy, stół między nimi, trochę roślin w doniczkach i odrobina innych mniejszych mebli z grami planszowymi dla uzupełnienia przestrzeni . Na ścianie znalazły się też trzy duże okna które powinny wpuszczać dużo dziennego światła ale były szczelnie zasłonięte. 

- Crimson jeszcze nie wróciła? - Spytała rozglądając się po pomieszczeniu.

 

Batty

Sytuacja w której się znalazła coraz mniej jej się podobała. Dało się to zauważyć po jej zachowaniu, patrzyła się raczej w ziemie jakby szukając tam jakieś odpowiedzi i nerwowo przenosiła ciężar ciała to z lewego to na prawe kopyto. A więc, wie więcej o mnie niż ja sama, mam zero prywatności nawet we własnym umyśle i do tego nie chce nam pomóc kierując się większym dobrem. Po prostu wspaniale. - Wiara i logika się nie łączą - Powiedziała na głos. - Więc odpowiadając za niego zgaduje że nie - Prychnęła. - Ale łodyżko, zadam ci parę pytań - Stwierdziła patrząc mu w oko. - Co jeśli Crystal wie do czego to służy? Co jeśli to ona sprowadziła to miejsce do tego świata? I co jeśli... Zrobi to z następnymi i zbierze wszystkie artefakty? Widzisz, tu były prowadzone wykopaliska. Wiedziała czego szuka i wiedziała gdzie to jest. Okoliczny teren to zadupie poza granicami każdego państwa i co prawda jest tutaj dużo założeń... - Sama wskazała słaby punkt swojej wypowiedzi. - Ale po jej czynach da się wywnioskować że albo jest głupia... Albo dokładnie wie co robi i nie obawia się nikogo, nawet tych stworów które uwolniła - Pokręciła głową. - Więc jeśli zamierzasz umyć ręce od tej sprawy, rzucić monetą i mieć połowę szans czy przetrwa każdy czy nikt to proszę bardzo. 

Edited by Shey

Share this post


Link to post
Share on other sites

Crimson

- Może jestem tylko wytworem twojego umysłu - powiedziała niemal ze śmiechem widząc jak ta próbuje trafić ją kopytem. - Naćpałaś się. a mnie tu wcale nie ma. ale chciałabyś żebym była - machnęła kopytami jakby udawała ducha. a potem parsknęła śmiechem. - Szkoda. mogłabyś dobrze wynająć te miejscówkę - skomentowała kwestię imprez rozglądając się wokół. - A może nie, bo jeszcze jakieś drętwusy zepsułyby wszystko - pokręciła głową dalej rozglądając się po pomieszczeniu. - To ty w ogóle miałaś tu jakieś pułapki? Widziałam tylko uroczego zwierzaczka, który był tak miły, że zaprowadził mnie do śmiesznego okręgu. Najwyraźniej próbował wprowadzić mnie w miejsce dla elity - posłała jej krzywy uśmiech. - Zauważyłam jednak, że trochę zmizerniał - zmarszczyła mocniej brwi, a jej ton spoważniał. - Powiedz, że nie naraziłaś się Christianowi. Serio z tym dupkiem nie ma żartów


Pumpkin

Klacz rozejrzała się dość niepewnie po całym pomieszczeniu. Wolała niczego nie dotykać, nie chciała zdenerwować właścicielki, która nawet jej nie zaprosiła, nie mówiąc, że mieszkająca tu klacz najwyraźniej trzymała na smyczy niebezpieczne stworzenia. Nie rozumiała jak Crimson mogła pójść sama z tym stworzeniem, nie bojąc się o życie. Spojrzała niepewnie na gry planszowe, trochę to jej nie pasowało do tej reszty rzeczy właścicielki domu. Wystrój pomieszczenia, w którym była był całkiem przytulny, tylko zastanawiała się przy okazji czy Sinister może nie przepadać za światłem słońca patrząc na zasłonięte okna. Przerwała rozglądanie się kiedy usłyszała kroki, a potem pojawiła się White.

- Nie... - powiedziała dość niepewnie. - Myślisz, że mógł jej coś zrobić? - ledwo powstrzymała lęk w swoim tonie zadając to pytanie.

 

Świątynia

Niedorzeczne. Rozgrzmiał głos w głowie obojga kiedy skończyli. Te rzeczy są starsze niż światy waszej dwójki. Pochodzą z granic, których istoty waszego pokroju nie powinny móc pokonać. My również nie jesteśmy w stanie. Możemy swobodnie podróżować wśród gwiazd, a jednak i dla nas istnieją granicę. Prawda jest jednak tutaj, a byt niższy niż istoty starsze niż wszystko co znamy, sprowadził to do tego jakże młodego świata. Zaczął nerwowo chodzić po powierzchni przesuwając po niej słabo swoimi łodygowatymi kończynami. Nie kłamiecie, bo widzę, że je widzieliście, ale żadne z was nie widziało bytu imieniem Crystal, ale co jeśli naprawdę wie? Co za impertynencja myśleć, że można zapanować nad tak potężną mocą, która kreowała się u początków istnienia. Istota przesunęła punktem na Ordera teraz mu się najwyraźniej przyglądając. Nie możecie tego zamknąć. Wasza technologia nawet w dobie szczytu nie byłaby do tego zdolna. Tak widzę, że chcecie to zniszczyć, ale jeśli to zrobicie rozerwiecie jądro tej planety skazując się na zagładę. Energia, którą widzieliście już się z nim połączyła. Teraz skierował nietypowe spojrzenie na Batty. Podejrzewam również, że żadne z was nie posiada dostatecznej mocy. Nie oddacie tego co skradziono, bo jedyne rozwiązanie to zabrać to przeklęte miejsce skąd pochodzi, a potem zamknąć tak jak zrobiłem to ostatnio. To my w naszej bezgranicznej chęci poznawania natury wszechrzecy zawędrowaliśmy za daleko, odkrywając te stworzenia i historie, która przekracza ogrom zrozumienia. Jestem w stanie zwrócić to miejsce do mojego świata ponownie zamykając się z nimi wewnątrz, wtedy popadną w letarg. Musicie jednak znać odpowiedzialność. Jeśli nie odzyskacie tej rzeczy, a zostaną znalezione inne skarzecie wszystkie światy, a przy tym stworzenia je zamieszkujące na coś co nawet dla nas pozostaje zagadką. Czy jesteście gotowi coś takiego obiecać? Ostrzegam, że jestem w stanie wykryć zawahanie lub niepewność z waszej strony.


Canterlot

Sen Dawna znów sprowadził go niezwykłe, a jednocześnie inne miejsce niż zwykle. Otaczała go zieleń i kwiaty. a zewsząd wiał przyjemny wiatr. Wszystko zdawało się tak realne. że ciężko było uwierzyć żeby to był sen. Nie było tu zniszczeń czy innych śladów normalnego życia. Wszystko wyglądało tu jak idealna harmonia, w której natura sama wszystko kontrolowała. Nawet na sierści mógł poczuć te przyjemną temperaturę i czyste powietrze wokół zupełnie jakby to nie był tylko stan umysłu, a był tu fizycznie.

- Wyczuwam twoją niepewność - nagle rozległ się głos zewsząd. - Powiedziałeś, że chcesz być mi lojalny, przestałeś już ufać mojemu planowi? A może wątpliwości w tobie są spowodowane z innego powodu? - znów pojawił się światło przybierające kształt kucyka. - Poddanie się moje woli nie jest łatwe, ale trzeba naprawdę tego chcieć żeby zrozumieć. Brak zaufania i otwarcia oczu na to co czynie, sprawia, że rodzą się trudności, na które nie mogę pozwolić. Zbyt wiele czasu już zmarnowałam na błędy innych

Share this post


Link to post
Share on other sites

Peace Order

 

Peace po słowach istoty zamyślił się, zapominając o tym, że przecież jest ona w stanie czytać w myślach.

Jeśli to, o czym mówi ta istota jest prawdą, to mamy przesrane. Może jeśli uda nam się uwolnić księżniczki odstawią one przedmioty na miejsce? Raczej na pewno to zrobią, problem tylko w tym, żeby ktoś nie postanowił wykorzystać tej okazji do ich eliminacji, a przez to skazania tego świata na apokalipsę.

Zresztą i tak to go czeka do cholery, jeśli Crystal zdobędzie resztę artefaktów nawet bez tej obietnicy skaże nasze światy na zagładę. Dowództwo zrozumie raczej o co chodzi, tylko jak to rozwiążą? Spróbujemy zniszczyć Crystal zanim dobierze się do reszty artefaktów, użyjemy części z nich do jej pokonania, czy może znajdziemy inne wyjście? Coś wymyślimy.

- Jeśli o mnie chodzi dam z siebie wszystko, aby artefakty wróciły na swoje miejsce a równowaga została zachowana, ponadto postaram się przekonać moich towarzyszy żeby i oni zrobili to samo. Nie mam nic więcej do dodania.

 

Dawn Spark

 

No tak, zdecydowanie o czymś zapomniałem.

Na widok Cesarzowej ukłoniłem się nisko.

- Witaj, moja Pani. Moje zwątpienie nie dotyczy Ciebie, ale raczej mojego miejsca w twoim planie.

Zacząłem iść przed siebie kontynuując mówienie. Było tu pięknie, zupełnie jak... kiedyś.

- Moja Pani, dołączając do rekrutów myślałem, że moja rola w tym przedstawieniu będzie bardziej... specjalna? Na miejscu okazało się jednak, że zbyt wiele od innych rekrutów się nie różnię. Dodatkowo część z nich jest ode mnie... lepsza. Czy aby na pewno mnie potrzebujesz?

Zatrzymałem się siadając na miękkiej trawie, spojrzałem w niebo.

- Wiem, że wyda ci się to skrajnie egoistyczne, bo na pewno takie jest, jednak... chciałbym czuć się bardziej wyjątkowy. Moim głównym celem dołączenia do szwadronów była chęć zgłębiania tajemnic czarnej magii, wykorzystywanie ich do służenia tobie i przez to zdobycie twojego szacunku, twojej dumy. Jak mam to uczynić, kiedy wszyscy wokół są albo podobni do mnie, albo wręcz lepsi? Nie czuję, że jestem wart tego aby ci służyć. Chcę tego,  ale równocześnie nie chcę być podobny do reszty, pozbawiony własnego myślenia, ambicji i poczucia wartości.

 

 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Sinister

Gdy Crimson zasugerowała że wcale jej tu nie ma i widzi ją tylko dlatego że jest odurzona rozmaitymi środkami psychoaktywnymi wstała ze stołu i przyłożyła swoje kopyto do jej tułowia lekko ją szturchając. 

- Teoria obalona - Powiedziała obojętnym tonem. - Po za tym nawet jeśli to nie widziałabym ciebie a kogoś innego ale jeszcze nie jestem w tym stanie - Stwierdziła już teraz raczej chłodno. - To było tak dawno temu a gniew nie zanika...  - Dodała już ledwo słyszalnym tonem  ale w tym pomieszczeniu dało się to wyłapać z powodu kompletnej ciszy. ,,Dostałaś to o co prosiłaś. Dar nienawiści który pozwolił ci rzucać potężniejsze zaklęcia...'' - Odezwał się jakiś głos w jej głowie który pozostał przez nią zignorowany. - Nie powiedziałabym że się naraziłam, przynajmniej nie bardzo ale poczęstowałam go nawet skrętem w ramach reklamy - Uśmiechnęła się raczej sztucznie. - Ale pewien inny handlarz nie był zadowolony z konkurencji. Wynajął kogoś by mnie zlikwidować... Ale zaproponowałam im zakład który przegrali - Pokręciła głową.- Nie wierzyli że Stalker pokona pięć kucyków będąc rozmiarów małego psa. Dwóch zdjął praktycznie od razu, zaraz potem kolejnego ale wtedy zaczęli do niego strzelać... - Spojrzała na Crimson by zapewne zobaczyć jej zmartwienie. - Może i by zadziałało gdyby miałby na przykład serce czy płuca ale przy jego tworzeniu nawet mi nie przeszło przez głowę żeby dodawać mu takie niedoskonałości. 

 

White

- Nie wiem... - Odpowiedziała zastanawiając się. - Nie znam tego stworzenia ale nie wydaje mi się bo powinna chociażby krzyknąć jakby ją zaatakował - Mimo to wycofała się z pomieszczenia i idąc korytarzem jeszcze dodała: - Ale lepiej pójdę sprawdzić co z nią. 

 

Batty

- To co jest niedorzeczne to kwestia sporna - Odpowiedziała na jego pierwszą reakcje. - Parę minut temu dla mnie niedorzeczne było to że znajdę się z tobą w jakieś... Symulacji? - Nie była pewna tego słowa, z takimi rzeczami raczej się nie spotkała w swoich podróżach. - A mimo tego patrz, jestem tutaj - Krzywo się uśmiechnęła przekręcając głowę na bok patrząc na niego jakby z politowaniem. -  I jeśli naprawdę wie to nie nazwałabym tego wyborem tylko koniecznością by jej to uniemożliwić - Chyba nikt nie chciałby walczyć o przetrwanie gdy świat umiera niezależnie od tego czy byłyby te stwory czy to nieznane zagrożenie pozostające zagadką. - Więc obiecuje że będę dążyła do tego celu z całych sił ale czy mi się uda to kryje się w mroku jutra. Dodam jeszcze że sprawa miedzy mną a tą Crystal może być osobista... - ,,Jeśli zabiła White'' - Dodała już w myślach wiedząc że on i tak ma o tym informacje więc nie musi mówić tego na głos. - Więc moim zdaniem wybór należy do ciebie - Znowu spojrzała na niego. - Czy uważasz że będziemy skuteczniejsi niż ci strażnicy kierowani przez żądze odzyskania tego co im skradziono? 

Edited by Shey

Share this post


Link to post
Share on other sites

Crimosn

Ciężko było stwierdzić czy klacz z uwagą słuchała tego co mówi Sinister, bo wciąż rozglądała się wokół niczym ciekawskie źrebie mające nadzieje zobaczyć tu coś jeszcze ciekawszego niż to co do tej pory widziało. Mimo wszystko słuchała tego co mówiła do niej rozmówczyni. Na upewnienie się, co do tego czy jest prawdziwa zareagowała delikatnym uśmieszkiem, ale słuchając dalej poczuła lekkie zaniepokojenie. Ciężko było stwierdzić czy bardziej w związku z Christianem czy próbą napaści na jej kumpelę. W końcu jednak kiedy Sinister skończyła spojrzała na nią.

- Cholera, zawsze omija mnie cała zabawa - westchnęła i wyglądała na naprawdę zawiedzioną. - No ale nie było też u mnie źle, bo chociaż obudziłam się rano w miłym towarzystwie - nie powiedziała jednak czy to White czy Pumpkin i co dokładnie zaszło, jakby chciała żeby Sinister sama sobie wszystko podsumowała. - Potem była u mnie gwardia żeby przypomnieć jakim to jestem bezwartościowym pozbawionym rogu ścierwem, no cóż nie ma na co narzekać - wzruszyła kopytami. - Przynajmniej słodziak się dobrze bawił, ale jeśli chodzi o jego serce... Wiesz... Może on czuje więcej niż czasem ci się wydaje. Nie znam się na magii, bo wiadomo co może wiedzieć kuc ziemski, ale no nie wiem... Może jest coś czego nie przewidywałaś kiedy go tworzyłaś - kontynuowała nadal spokojnie. Nie wydawała się nawet zła o to jak potraktowała ją dziś gwardia. - No i pokazałaś kto teraz tam rządzi, mam nadzieję, że też dostałaś wszystko co chciałaś, a pobyt tam nie był tylko stratą czasu. A no tak... Słuchaj... Serio z Christianem trzeba uważać nigdy nie wiadomo co mu strzeli do łba. Może wydawać się jak każdy inny, ale on jest gorszy i bardziej niebezpieczny niż się wydaje, ale skoro nic ci nie zrobił to chyba też niepotrzebnie ci matkuje


Pumpkin

Ona też nie kojarzyła żeby usłyszała krzyk Crimson, ale wszystko mogło wydarzyć się tak szybko. Może na chwilę się odwróciła, a wtedy potwór wskoczył i odgryzł jej głowę jednym chłapnięciem. Wydawał się być w stanie to zrobić, a wizja ciała tej biednej klaczy leżącej w kałuży krwi ze zmasakrowanym ciałem była tak przerażająca, że ledwo zdołała powstrzymać strachliwe piśnięcie. Informacja, że White nie zna tego stwora wcale jej nie pocieszyła. Widząc jednak jak ta odchodzi szybko sama wstała i do niej podbiegła.

- Pójdę z tobą, wolę nie zostawać sama - mówiła niemal szeptem kiedy jej ciało się trzęsło.


Świątynia

Wyczuwam twoje wątpliwości. Powiedział w kierunku Ordera. Niewiele wiem o waszym świecie i u mnie termin dowódcy nie jest znany, ale widzę w twoich wspomnieniach dawny świat, który znasz. Jak ważne jest wykonanie w nim rozkazu tak zwanego dowódcy. Co zrobisz kiedy wszyscy cię opuszczą, a ty zostaniesz sam z tą wiedzą? Pójdziesz za nimi uznając, że dziwny stwór, który teraz do ciebie mówi nie mógł mieć racji, a to twoje dowództwo na pewno ją ma, czy może się poddasz uznasz, że sam nic nie zdziałasz i się ostatecznie poddasz? Teraz stworzenie skupiło się na Batty. Zastanawiające czyż nie? Nawet istota mojego pokroju nie jest w stanie określić czym dokładnie są te przedmioty i gdzie mogą być, tymczasem wie to istota z waszego świata, istota znacznie młodsza od naszej rasy. Chyba, że ta cała Crystal nie jest tym za co się podaje, pytanie brzmi więc czym jest i jaki ma cel. Pozostaje też pytanie, czy jeśli naprawdę zna znaczenie tych przedmiotów czemu chce zrobić coś takiego? Podejrzewacie, że jest zwykłą psychopatką, jak wy byście ją  w waszej formie określili, czy może ma jakiś większy cel, o którym nikt nie wie?


Sen

- Cierpliwość jest jedynym wyjściem - powiedziała istota po wysłuchaniu każdego słowa Dawna. - Każdy chciałby się poczuć wyjątkowy, ale nikt się taki nie rodzi, to wymaga pracy. Chcesz być lepszy od innych? Nie możesz oczekiwać, że będziesz najlepszy od tak. Wyborem twoim pozostaje, to czy chcesz przyjąć to wyzwanie i próbować ich prześcignąć czy może spróbujesz ukryć się w niesławie udając, że to nigdy nie miało miejsca - istota powoli ruszyła po otaczającym ich terenie. - Kiedyś mówiono, że Celestia jest niepokonana, podobnie jak Discord i jej siostra, a ja sprawiłam, że niemożliwe stało się możliwe. Gdybym tego nie zrobiła jej kolejne destrukcyjne decyzje zabiłyby was wszystkich. Powiedz mi, co myślisz o świecie, w którym przyszło ci żyć. Podoba ci się obecny porządek?

Share this post


Link to post
Share on other sites

Peace Order

 

Dał stworowi skończyć, a kiedy to nastąpiło przyłożył kopytko do klatki piersiowej.

- Przysięgam, że dam z siebie wszystko, aby artefakty zostały tam, gdzie jest ich miejsce, z pomocą moich kompanów lub bez nich.

Peace był już bardziej przekonany do tego, co mówił. Nawet jeśli będzie to oznaczało jego śmierć - musiał dotrzymać umowy, w przeciwnym wypadku reszcie, w tym i jego bliskim stanie się krzywda.

 

Dawn Spark

 

Ruszyłem za Crystal. Zwątpienie powoli wgryzało mi się w czaszkę.

- Przyjmuję to wyzwanie, o Pani. Proszę wybaczyć moje zwątpienie, po prostu... nie chcę cię zawieść.

Szedłem dalej zastanawiając się nad odpowiedzią na drugie pytanie.

- Moja Pani, powiem szczerze, że nie podoba mi się to, czego jestem teraz świadkiem. Wiem również, że starasz się nad tym zapanować. Za całą sytuację winię Królewskie Siostry, jak i tych przeklętych ludzi oraz resztę insektów. Ale...

Słowa coraz trudniej przechodziły mu przez gardło.

- Rozumiem, że jesteśmy lepsi od kucy ziemnych i pegazów, ale nie uważam, że powinni być traktowani jak niewolnicy. Jeśli chodzi o byłych ludzi - tak, zasługują na maksymalne poniżenie, ale rodowici Equestrianie powinni być traktowani lepiej.

No... już po mnie.

 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Sinister

- Mieli broń palną - Stwierdziła. - Nie wiem czy byś do nich dobiegła zanim by ciebie postrzelili - Uśmiechnęła się wiedząc że najpewniej by tak było. - Więc noc w miłym towarzystwie nie brzmi jak zła alternatywa - Na chwilę przerwała mówić zastawiając się czy faktycznie mogło do czegoś dojść między nią a White czy Pumpkin ale pokręciła głową raczej uznając że nic takiego się nie wydarzyło. - A co do gwardii. Powinnaś wyjebać jednemu partyzanta w róg i naśmiać się z niego że ścierwo zniżyło go do swojego poziomu... Z drugiej strony to nie jest mądre rozwiązanie patrząc na dłuższy termin... - Widząc że Crimson się rozgląda usiłując zobaczyć coś jeszcze co byłoby ciekawe poszła do przodu pokazując kopytem by ruszyła za nią. - Serce użyłam jako czysto biologicznego terminu więc nie rób ze mnie poety który bawi się w takie alegorie - Zatrzymała się w miejscu odległym o około dziesięć kroków. - I nie martw się że traktuje go źle bo gdyby tak było dałby mi do zrozumienia na swój sposób. Po za tym żyjąc na tym społecznym pustkowi nie wydaje ci się że chciałam mieć jakiegoś zwierzaka do którego można zagadać lub się przytulić? - Spytała i dotknęła czegoś przed sobą ale Crimson widziała że jej kopyto wisi tylko w powietrzu. - Zwykle nie pokazuje niedokończonych prac ale ujawnię ci do czego potrzebowałam tej książki - Na jej oczach mrok odsłonił metalowy szkielet przypominający smoka ze skrzydłami który przewyższał ją prawie trzy razy. Wyglądało na to że Sinister miała naprawdę dużą władzę nad otoczeniem w tym miejscu. -  Jeszcze chyba zejdzie na nią z czterocyfrowa kwota bitów... i masa mojego czasu - Powiedziała raczej nie zadowolona ale nagle coś ją olśniło. - Właśnie! - Spojrzała na Crimson. - Jak to jest sprzedawać broń gwardii lub Christianowi? - Najwyraźniej to rozważała traktując to jako jeden ze sposobów na zarobek. - Dobrze płacą? A co do tego drugiego wiem że nie gra fair ale ja też więc w ewentualnej różnicy zdań mamy równe szansę.

 

Batty

- Z tego co wiem niektórzy powiadają że nie jest kucykiem... Ale skąd  tak uznają nie wiem, może to tylko wypaczona pogłoska która przeszła przez zbyt wiele ust - Powiedziała robiąc przerwę by zastanowić się nad jego pytaniem. - Niestety mało o niej samej wiem ale o ile rozumiem znaczenie tych przedmiotów... Ten który ukradła wzmocni jej siłę prawda? - Spytała siadając na ziemi i zdejmując hełm. Nie wiedziała czemu wcześniej o tym nie pomyślała. - Pokonała księżniczki prawie dziesięć lat temu a ta sprawa jest świeża więc wygląda na to że jeszcze nie ma jej dość... Tylko do czego jej ona? - Usiłowała się postawić na miejscu tej Crystal. Jednej nocy przejmujesz władzę, w drugiej wywyższasz jednorożce ponad pegazy i kucyki ziemskie, w trzeciej wywołujesz wojnę z podmieńcami i gryfami... - Na pewno chce przejąć kontrolę nad tym światem jako dyktator? - Tak by skwitowała jej poczynania. - A co będzie potem? - Spojrzała się po innych. - Jak dla mnie chyba ma jakiś większy cel... do którego dąży niczym psychopatka. 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Crimson

- Nie doceniasz mnie - skomentowała krótko fakt broni palnej. Nie wyglądało to też na puste słowa.  - Szczerze mówiąc, czasem przeszło mi to przez myśl - odparła na kwestie gwardzistów, a potem poszła bez słowa za Sinister. - Bo ja tam wiem. Mieszkam sama, nie wiem jak już długo w swoim mieszkaniu i raczej nikt za bardzo nie chce ze mną gadać. Jednorożce myślą zapewne, że zarażę je jakąś nieuleczalną chorobą, a kucy ziemskich już nie ma w mieście. Zanim więc was spotkałam, w domu gadałam do ścian, chyba dlatego większość czas spędzałam na czarnym rynku, teraz się chociaż nie nudzę - mówiła, a potem skierowała wzrok na Sinister. - No to spotkał mnie nie mały zaszczyt widzę - wtedy jej oczom rzucił się wielki smokowaty kształt, na którego widok otworzyła szeroko oczy. - O cholera... - dobrą chwilę nie była w stanie powiedzieć nic więcej, przyglądając się stworzeniu. - Chyba nie chcesz wydać wojny Crystal, co? - te pytanie wyrwało jej się po dobrej chwili, ale raczej nie wyglądało żeby było szczere. - Z gwardią nie do końca wiem. Biorą co mam, mówiąc, że się im należy i przypominają jak wiele serca mi okazali nie wysyłając na rolę - mówiła dalej patrząc na stworzenie. - Christian... Cóż... To straszny dupek, ale ma mnóstwo kasy i umie docenić interes. Miej coś co go zainteresuje, a potem można się targować o niezłe kwoty, ale trzeba uważać żeby go nie urazić lub nie próbować zrobić z niego idioty, bo nieźle się wpieni, a to nic dobrego - westchnęła, a potem odwróciła głowę w kierunku Sinister. - Ogólnie wiesz, że White i Pumpkin też tu są, prawda?


Świątynia

Zniszczenie, czas, energia, kreacja, życie, śmierć oraz rzeczywistość. Zbierz wszystkie połącz na berle, a będziesz władać każdą z tej mocy. Nikt nie wie jednak gdzie owe berło jest, nawet ja tego nie wiem. Przepadło wraz z pradawnymi istotami, których ślady zaniknęły zanim tacy jak ja pojawili się w swoim świecie. Używanie tych przedmiotów bez berła niesie ogromną cenę, a ktoś kto nie jest dość silny, może zapłacić więcej niż życiem, bo są rzeczy nawet gorsze od śmierci. Gdyby ktoś jednak zdołał zdobyć nawet wszystko łącznie z berłem, to i tak nie istnieje wiele istot które mogłyby go użyć. Widzę władczynie tego świata w waszych myślach i odpowiem, że nawet one nie miałyby takiej mocy. Ponadto jeśli zostanie źle użyte, powrócą istoty starsze niż cokolwiek co znamy, a potem zgładzą nas wszystkich. Tylko szalony umysł sięgałby po taką moc. To co zniknęło z tego miejsca jest jak energia. Może ją pochłaniać, a potem przywłaszczać pozostawiając bezsilnymi. Te istoty kiedy je znaleźliśmy... Wielu takich jak ja zgniło na moich oczach, to przeklęte rzeczy. Jednak jak powiedziałem, przedmioty są w różnych miejscach w innych światach, do których nie ma się dostępu. Nawet my byśmy ich nie odnaleźli.  Chcecie wiedzieć coś jeszcze i czy pozostajecie przy swojej wcześniej decyzji? Kiedy już zacznę nie zobaczycie nas. Jeśli zawiedziecie, a ta Crystal jakimś cudem użyje tych rzeczy, będziecie odpowiedzialni za śmierć wszelkich istnień.


Sen

- Wszystko ma pewien cel, a ja nie robię nic bez powodu - powiedziała bez gniewu, nadal spokojnie spacerując. - Aby ukończyć moje plany potrzebuje czegoś więcej. Jednorożce ze swoim źródłem energii mogą to zapewnić, ale nie kiedy będą słabe. To wymaga ode mnie pewnych rzeczy, nawet jeśli inni ich nie rozumieją. Mieszana krew sprawia, że pokolenie słabnie, dlatego tak ulegało czarnej magii kiedy chciałam dać im siłę. Jedyne co można zrobić w tym wypadku, to zasiać wrogość aby unikać takich sytuacji. Kucyki ziemskie i pegazy mają swoje zadania, które muszą wykonać dla dobra planu, ale to jednorożce wytyczą nowy lepszy świat, do którego dążę. Muszę jednak zakończyć wszystko co zaczęłam. Potrafisz to zrozumieć?

Share this post


Link to post
Share on other sites

Peace Order

 

Nie myśląc ani chwili dłużej kontynuował.

- Gdyby nie fakt, że czas na zewnątrz jest zamrożony starałbym cię ponaglić... tak czy inaczej ja zdania nie zmieniam, stawka jest zbyt wysoka żebym stał bezczynnie - obiecuję, że dam z siebie wszystko, aby Crystal nie użyła tych artefaktów, a ponadto kiedy uda nam się przywrócić porządek zwrócę je tam, gdzie się wcześniej znajdowały.

Czyli jedna rzecz z głowy, jeśli ta istota ma rację muszę przekazać informacje do dowództwa. Jeszcze kilka spraw, a później będzie można przejść do finalnego planu.

 

Dawn Spark

 

- Jeżeli finalnie wszystko wróci do normy... rozumiem moja Pani, nie zawiodę Cię.

Ukłoniłem się, po czym nagle mój sen został przerwany. Obudziłem się dosyć wcześnie.

Rozejrzałem się po pomieszczeniu, reszta kucy spała. 

Źle to robisz. Przejdź się, musimy pogadać.

Głos wreszcie o sobie przypomniał. Uczyniłem więc jak mówił, wychodząc na korytarz.

Albo chcesz jednego, albo drugiego. Albo poddasz się woli Crystal i staniesz potężny, albo przez twoje głupie myśli i narastającą chęć zostania zbawicielem zadecydujesz o czymś, czego później będziesz żałować. Uratowałem ci tyłek w jaskini nie po to, żebyś teraz to wszystko spieprzył. Skończysz ten trening i pomożesz nam zwyciężyć.

Niech i tak będzie.

Ale ta Midnight to fajna sztuka, zapoznajcie się - możecie sobie wzajemnie pomóc. Nie wszystkich zasad trzeba przestrzegać, prawda?

Tak.

Zatem wspaniale. Idź do pokoju, za chwilę ktoś po Ciebie przyjdzie.

Ponownie uczyniłem to, co przekazał mi Głos. Po powrocie do pokoju spotkałem resztę ekipy, która o dziwo nie spała. Usiadłem na łóżku.

- Co wy na Cerbera planujecie? Myślicie że nie widzę, że coś ukrywacie?

 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Sinister

- Każdy na ogół jest niedoceniany - Zaczęła. - Taki już ten świat jest... - Delikatnie się uśmiechnęła i odwróciła głowę by spojrzeć jej w oczy. - Czyli ty nie wybrałaś samotności z wyboru? - Zapytała znając odpowiedz. - Ale zastanawia mnie co innego. Czy jakbyś wiedziała że jednorożce z którymi do tej pory miałaś kontakt - Była niemal pewna że znalazłoby się chociaż parę. - Tak się zmienią jak tylko poczują się wywyższone nawiązywałabyś z nimi znajomość? - Teraz wyraz jej twarzy nieco zgasł stając się bardziej przygnębiony. - Prawda jest taka że ci co się boją że ich czymś zarazisz sami są chorobą toczącą ten świat dlatego to na co teraz patrzysz - Miała na myśli metalową bestię. - Nie nazwałabym bronią a wyspecjalizowanym lekarstwem... I przy okazji panaceum na każdą inną, mniej szkodliwą chorobę - Odwróciła się i skierowała się do głównego, kamiennego stołu. - A co do wojny z Crystal - Przewróciła oczami ale Crimson raczej nie mogła tego zobaczyć. - Jeszcze nie zidiociałam do reszty by porywać się na tak głęboką wodę... To co robię to po prostu hobby dla zabicia czasu a przy okazji oglądanie reakcji osób które to widzą pierwszy raz jest bezcenne - Zamilkła na chwilę a potem zaczęła szukać czegoś w szafkach. Wyjęła cztery odczynniki z czego dwa stanowiły bezbarwne ciecze które Sinister powąchała jakby upewniając się czym one są. - To by miało sens... - Rzekła zastanawiając się. - Bez White czy Pumkin byś tu nie weszła... - W pokoju teraz dało się wyczuć zapach alkoholu gdy klacz wymieszała trzy probówki. - Nie obrazicie się jak nie pójdę z wami? 

 

White

- Stąd byś miała większe szanse na ucieczkę jeśli... - Przerwała wiedząc że to żle zabrzmi i nie polepszy sytuacji. - Po prostu sprawdźmy - Trochę nerwowo przygotowała broń schodząc po schodach nie wiedząc czy poradzi sobie z takim rodzajem bestii. Na dole jak gdyby nigdy nic czekał Stalker siedząc na środku pomieszczenia... I jak tylko zobaczył dwie klacze powoli się oblizał jakby właśnie skończył posiłek. 

- Zjadłeś ją? - Nagle White odezwała się do stwora który na to pytanie pokiwał głową. 

 

Batty

- A więc stąpa po cienkim lodzie - Podsumowała jego wypowiedz otwierając plecak i biorąc w kopyta swoją książkę... Po czym dotarło do niej że to bez sensu. Przecież i tak w realnym świecie nic się nie zmieni. - Nasza robota to skruszyć ten lód - Uśmiechnęła się. - Tylko startujemy z pozycji kurzu - Wykrzywiła się nieco w grymasie. ,,Jak można ją powstrzymać skoro jest silniejsza niż księżniczki? - Pomyślała ponuro. ,,Były uznawane za... najsilniejsze. Kim więc jesteśmy by konkurować z taką mocą? - Nikim - Powiedziała bardzo cicho odpowiadając na postawione sobie pytanie. - Ale moja w tym głowa żeby sobie poradzić - Podsumowała wstając. Widziała w swoim życiu już wiele rzeczy, tych dobrych... i tych złych ale nie chciała pozwolić by to tak po prostu przestało istnieć. ,,A więc to mój nowy cel w życiu? - Znowu pomyślała patrząc się w ziemie. - Powiedzmy że pierwszy tymczasowo zawieszę... - Mam jednak ostanie pytanie. Wspominałeś że wiesz o rzeczach których nawet sami nie pamiętamy... Czy możesz powiedzieć mi coś co mnie choć trochę naprowadzi? - Jej głos przepełniała nadzieja. 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Create an account or sign in to comment

You need to be a member in order to leave a comment

Create an account

Sign up for a new account in our community. It's easy!

Register a new account

Sign in

Already have an account? Sign in here.

Sign In Now

×
×
  • Create New...