pettankoonechankawaiidesu

Podsumowanie, wolna dyskusja, wspominki... - Wrażenia po końcu serialu

Najlepszy sezon...   

23 members have voted

  1. 1. Najlepszy sezon to...

    • Sezon 1
      4
    • Sezon 2
      5
    • Sezon 3
      4
    • Sezon 4
      5
    • Sezon 5
      2
    • Sezon 6
      1
    • Sezon 7
      0
    • Sezon 8
      0
    • Sezon 9
      2


Recommended Posts

Jako, że bajka się skończyła uznałem, że warto rozruszać trochę forum ten prawie ostatni raz. 

Jak tytuł wskazuje można się tutaj ogólnie podzielić przeżyciami, opiniami na temat całego serialu. Ogólnie, osobiście i tak dalej. 

Waifu, shipy, najbardziej epickie momenty - utworzmy tutaj galerię tego, co tworzyło nasze fandomowe życie. 

Ja już się trochę wypaliłem, nie obejrzałem jeszcze ostatnich odcinków, ale no, wziąłem na siebie tę odpowielność. 

Chwała Starlight! i miłych wrażeń 

  • Upvote 6

Share this post


Link to post
Share on other sites

Nie jestem jakoś szczególnie szczęśliwy, że to już koniec choć przez ostatni rok oglądałem bardziej z przyzwyczajenia. Ale w tym finale(nie odcinku podsumowującym) podobała mi się bardzo jedna kwestia. Nie zepsuli Chrysalis. Naprawdę wolę by moja waifu czekała na rycerza na białym ko... na białym człowieku uwięziona w kamieniu niż by miała zmienić się w to kolorowe barachło.
W samej końcówce zdziwion byłem trochę ewidentnym zshipowaniem AJ i RD. Nie spodziewałem się, że hasbro będzie miało takie jaja jak Nickelodeon i połączy 2 główne bohaterki. Niby już wcześniej były delikatne sugestie z ciotkami kurczaka i oczywiście lyra/bon bon lub tavi/vinyl, ale we wszystkim przypadkach to postacie epizydyczno-tłowe. Nie podoba mi się za to design starego spika. Że o twilight nie wspomnę(szczególnie ta grzywa cięta od linijki)(a w sumie pociągnę tą grzywę. Przez jej fizykę twilight nie wygląda jak godlikorn tylko jak zwykły duży kuc, nie czuć od niej takiego majestatu jak od Celestyny czy Lulu).
Pewnie mógłbym poruszyć tu jeszcze kilka innych kwestii. Ale to bym musiał być na świeżo. Za to z chęcią wdam się w jakieś dyskusje.

 

PS: Wiecie co habsro odwaliło w tych wspominkach twilight w ostatnim odcinku? To samo co zrobiono w filmie mlp. Całkowicie zignorowano kwestie tego, że Twilight jest już z grubsza obcykana w kwestiach przyjaźni. W tym wypadku po tych 9 sezonach wspólnego docierania się i walki ze złem uznała, że jej przyjaciółki mają ją w dupie. Efektem ubocznym było zamienienie jej koronacji w jedno wielkie fiasko.

  • Upvote 1

Share this post


Link to post
Share on other sites

Wybierałem pomiędzy seriami 3. i 4., bo mam do nich największy sentyment, od nich zaczynałem. Z kolei 1. i 2. to klasyki. Najmniej lubię 8. serię z powodu Szkoły Przyjaźni, jakoś mi ten motyw psuł wrażenia. A 9. seria też mnie dość rozczarowała. Chciałem, np. by dali chociaż sugestie co do śmierci rodziców z farmy Sweet Apple.

  • Upvote 2

Share this post


Link to post
Share on other sites

     Zastanawiałam się pomiędzy kilkoma sezonami i ostatecznie wybrałam dziewiąty. Co prawda finał zawiódł mnie okropnie, ale z drugiej strony w tym sezonie stosunek odcinków ulubionych i takich, które lubię bardzo do odcinków nielubiany bądź obojętnych jest najkorzystniejszy. Trivial Pursuit, Beginning of The End, Frenemies i jeszcze kilka odcinków z tego sezonu należy do moich ulubionych, reszta to w większości odcinki, które może i ulubione nie są, ale podobały mi się bardzo i tylko The Point of No Return nie podobał mi się wcale, a finał...no już mówiłam. 

 

     Oj zaraz się rozpiszę na tematy wszelakie :sunburst7:

 


 

ODCINKI

 

     Ah. Z początku chciałam wymieniać wszystkie ulubione odcinki i te, których nie lubię. W podpunktach, ładnie. Ale po tym jak opisałam kilka z pierwszego sezonu uznałam, że będzie tego za wiele i pewnie nikt nie przeczyta więc zrezygnowałam. Zamiast tego opowiem o nich zwyczajnie. W każdym sezonie znalazłam odcinki, które mogę oglądać na okrągło, takie, które po prostu mi się podobały, takie, które były dla mnie całkowicie obojętne i takie, które jakoś mnie zdenerwowały.

 

     W pierwszym sezonie urzekł mnie odcinek Green Isn't Your Color. Fluttersy prezentowała się przesłodko, chyba wtedy właśnie ją pokochałam. Do tego jeszcze miała debiut Photo Phinish: jedna z moich ulubionych postaci. Suited for Success zdobył moje serce wspaniałą piosenką i przepięknymi kreacjami Rarity. Podziwiałam jej oddanie przyjaciółkom, że była w stanie stworzyć dla niech najpaskudniejsze kreacje na świecie i jeszcze pokazać je przed modową szychą. 

     Warto wspomnieć, że w tym sezonie poznaliśmy mroczną naturę Pinkie Pie i Fluttershy, dowiedzieliśmy się, że Rainbow Dash może mieć tremę, Celestia lubi sobie czasem pożartować, a mane 6 były ze sobą połączone już wtedy, gdy jeszcze się nie znały, a wszystko za sprawą RD. Tutaj poznajemy Trixie, Gildę, Zecorę. Celestia odzyskuje swoją siostrę, powstaje CMC. 

 

     Sezon drugi rozpoczął się z pompą. The Return of Harmony do dzisiaj jest moim ulubionym odcinkiem ever. Debiut Discord miał mega udany, jego głos jest świetny, a on sam jako postać jeszcze lepszy. Mieliśmy trochę chaosu, Toma, kłamiąca AJ i wredną Fluttershy, picie szkła ze szklanki, czego chcieć więcej? Niedługo potem Luna Eclipsed. Odcinek trochę mroczny, trochę smutny. Bardzo mi było szkoda Luny, która nie potrafiła się odnaleźć w obecnych czasach. Dla niej to zupełnie nowy świat. Starała się, ale jej nie wychodziło. Zdawało się, że wszyscy wciąż się jej panicznie boją. Hearth's Warming Eve, następny ciepły, świąteczny i bardzo ciekawy odcinek, mówiący o ciekawej historii kucyków, zakończony piękną piosenką. Dalej, bardzo mi się podobało kiedy Fluttershy próbowała stać się asertywna w odcinku Putting Your Hoof Down i szło jej to aż za dobrze. Budziła się w niej ukryta wredota, którą poznaliśmy już wcześniej. I to dwa razy. 

     W tym sezonie Twillight świrowała po raz pierwszy, Rainbow znalazła swoje zwierzątko, po raz pierwszy pojawili się Flim i Flam, urodziły się bobasy Cake, a Spike miał okazję urosnąć przez swą chciwość. Całość zakonczył wspaniały finał z Chrysalis w roli głównej! 

 

     Sezon trzeci i znów świetny początek. Sombra zafascynował mnie niemal od początku mimo, że wielu fanów narzekało na projekt tej postaci. Pamiętam jak zarzucano mu, że wygląda jak fanowski oc'ek z pony makera :/ Mnie tam ześwirowany na punkcie kryształów i schodów mroczny władca podobał się bardzo. Warty wspomnienia jest także rzut żoną w wykonaniu Shining Armora XD Z innych odcinków, które szczególnie polubiłam to Keep Calm and Flutter On czyli powrót Discorda w wielkim stylu. Lubię reformacje złych postaci, bo złe postacie często mają najlepiej napisane charaktery i historie. Discord mnie nie zawiódł. Poznał czym jest przyjaźń, polubił to i szkoda mu było ją tracić chociaż nie wyzbył się skłonności do siania chaosu. W tym momencie zaczęłam tę dwójkę mocno shipować. 

     Tutaj po raz pierwszy pojawiły się odcinki, których szczerze nie znoszę: Spike at Your Service i Just For Sidekicks. Tutaj Spike zachowywał się okropnie. Nie wiadomo skąd wziął swój kodeks, jego odpowiedzialność gdzieś się rozwiała. Fakt, to tylko dziecko, ale jakoś w odcinkach, które nie są mu poświęcone zachowywał się najmądrzej z całej szóstki głównych bohaterek. No, ale cóż... Magical Mystery Cure to odcinek, który pamiętam chyba najlepiej. Mimo iż nie jest moim najulubieńszym odcinkiem to do ulubionych się zalicza. Wywarł na mnie niesamowite wrażenie. Do tego stopnia, że pamiętam jak oglądałam go wieczorem na komórce leżąc na jeszcze starym, niebieskim łóżku. Po koronacji Twillight zaniemówiłam. Odcinek mnie zachwycił! Piękne piosenki i Twillight jako alikorn! Niemniej...powstała wielka burza po tym wydarzeniu. 

 

     Sezon czwarty. Początek fajny, ale to tyle. Odcinek Bats! mi się mocniej spodobał. Fajny projekt kucykowego wampira. Dużo było odcinków, które mi się podobały, ale oprócz tego jednego to tylko finał dorzucę do listy ulubionych. Głównie ze względu na pomysł z kryzysem Discorda. Trudno się dziwić, że uległ pokusie powrotu do "wolności", ale szybko się na tym przejechał. Ciężko mi było patrzeć, gdy zostawał zdradzony, ale cóż...należała mu się taka nauczka. 
     Miła była wycieczka z Power Ponies, poznaliśmy Cheesa - już wtedy czułam, że pasuje do Pinkie Pie - i dowiedzieliśmy się, że Luna włada snami. Tutaj poznaliśmy Maud, którą bardzo lubię, widzieliśmy jak Discord testuje przyjaźń Twillight, każda z bohaterek przeżyła swój własny kryzys: Fluttershy musiała wypędzić bryzusie, AJ kłamała by uszczęśliwić Granny Smith, Rarity przejechała się na swojej hojności, Rainbow Dash była gotów opuścić Wonderbolts, gdy poczuła, że chyba dla nich ważniejsze są wyniki niż bezpieczeństwo i współpraca, Pinkie na chwilę zwątpiła w swoje zdolności rozbawiania innych, a Twillight musiała oddać magię by ratować przyjaciół. Świetny sezon i tylko odcinek Somepony to Watch Over Me, w którym AJ dostała nagłego świra na punkcie Apple Bloom burzy mi idealną ocenę. 

 

     Sezon piąty i znowu świetne rozpoczęcie z debiutem Starlight Glimmer i jej komunistyczną wioską XD Potem przesłodki i wzruszający odcinek Tank for the Memories, dzięki, któremu spojrzałam przychylniejszym okiem na niezbyt przeze mnie lubianą Rainbow Dash. Miło było widzieć zazdrosnego Discorda i jego zabawnego znajomego Snooze'a w odcinku Make New Friends but Keep Discord, cieszyłam się z odcinka Slice of Life napisany specjalnie dla starszych fanów, podobała mi się zabawa formą w odcinku Rarity Investigates! i załapałam chwilową fazę na Coloraturę oraz jej świetne piosenki. Fluttershy pokazała, że potrafi straszyć, CMC wreszcie zdobyły swoje znaczki i to w pięknym stylu (Crusaders of The Lost Mark to chyba jedyny odcinek z CMC, który mogę dopisać do listy ulubionych), Twillight przeżyła problemy z zadomowieniem się w pałacu, Luna pokazała nam, że ma skłonności masochistyczne, a Big Mac jest w stanie zbłaźnić się dla swojej kochanej siostrzyczki. Całość zakończył świetny finał, The Cutie Map Re-Mark, z motywami zmiany przeszłości. Uwielbiam takie motywy~

 

     Sezon szósty i znowu początek fajny, ale nie jakiś wybitny. Pojawia się Sunburst, obecnie jedna z moich ulubionych postaci, Starlight zaprzyjaźnia się z Trixie. Odcinek Heart's Warming Tale wymiata i zachwyca pod każdym względem. W końcu poznajemy rodzinę Fluttershy, a podmieńce stają się tęczowe co również mocno mnie zachwyciło! Warto wspomnieć o świetnym odcinku Dungeons and Discords

 

     Sezon siódmy zaczął się tragicznie. Zabrakło dwuczęściowego pełnego akcji odcinka, ale cóż... dostaliśmy sporo ciekawych odcinków. Moi faworyci to: The Perfect Pear, gdzie poznajemy przepiękną historię rodziców AJ, Discordant Harmony, gdzie Discord prawie przestaje istnieć przez swoje próby zadowolenia Fluttershy oraz A Royal Problem, gdzie królewskie siostry zamieniają się rolami i cudownie się ogląda jak poznają na własnej skórze, że praca tej drugiej nie jest taka prosta jak się im wydawało. 

     Poza tym poznajemy rodziców Rainbow Dash, brata Thoraxa, legendy o filarach Equestrii, tajemniczą chorobę zamieniającą w drzewo. To tutaj Big Mac zakochuje się w Sugar Belle i próbuje ją poderwać, Pinkie odkrywa, że Rainbow Dash nie lubi jej ciast - Secrets and Pies, bardzo zabawny odcinek - a spotkanie po latach Starlight z Sunburstem nie idzie tak jak powinno w bardzo dobrym odcinku Uncommon Bond. Całość kończy świetny finał, w którym powracają wszystkie filary wraz z moim ulubionym Stygianem, który strasznie kojarzy mi się z Varianem z Tangled the Series. 

 

     Sezon ósmy i ciekawy pomysł by Twillight założyła szkołę. Tutaj pojawia się moja ulubiona Smolder i przesłodka Yona. Poznajemy chłopaka Maud, a w odcinku Fake it Till You Make it Fluttershy doznaje rozszczepienia osobowości co mi się niezmiernie spodobało. Spike nareszcie dostaje skrzydła, a Celestia okazuje się kompletnie nie mieć talentu do występów scenicznych co widzimy w odcinku Horse Play. The Parent Map to ciekawa wspólna misja Starlight i Sunbursta w ich rodzinnym mieście. Podoba mi się, że twórcy zwrócili uwagę na fakt, że dzieci często nie dogadują się z rodzicami i w takim stanie ich relacji opuszczają rodzinne gniazdko. Utożsamiam się z tym problemem, ale jestem już na drodze by to zmienić. 
     To tutaj pojawia się Cozy Glow, która jest dla mnie wielką zagadką. Pamiętam jak z początku byłam pewna, że to Chrysalis się pod nią podszywa i szykuje zemstę. Mimo iż finał sezonu mi się podobał to zawiodłam się na tym jednym fakcie, że twórcy nie wyjaśnili nam skąd się wzięło takie megalomańcze źrebię. Liczyłam, że wyjaśni się to w ostatnim sezonie. 

 

     No i sezon dziewiąty. Wyszło na to, że mój ulubiony pomimo - moim zdaniem - fatalnej finałowej bitwy. Początkowo zachwycałam się pomysłem z odcinka The Beginning of The End, gdzie Grogar zbiera do kupy resztę złodupców. Sombra pokazał swój potencjał oraz prawdopodobne zamiłowanie do dzieci (w końcu oszczędził Flurry), ale niestety został pokonany, co było dla mnie ciosem w serce. Ale mimo to lubię te dwa odcinki. Wtedy jeszcze byłam pewna, że Sombra wróci. Tymczasem świetnie się bawiłam przy Sparkle's Seven i przezabawnych próbach zdobycia korony z mistrzowskim zwrotem akcji. Potem pojawił się obiecujący odcinek Frenemies. Odcinek, w którym Tirek, Cozy i Chrysalis powoli i niechętnie, ale zaczynają się zaprzyjaźniać. To dawało nadzieję, że świetne zakończenie, gdzie ta trójka na swój sposób smakuje przyjaźni i znajduje lepszą drogę życia. Niestety tak się nie stało...finał sezonu zawiódł mnie okropnie. 
   Niemniej Between Dark and Down był bardzo przyjemnym odcinkiem, The Last Laugh i pomysł z fabryką, Cheesem przypominającym mi Oncelera, bardzą fajną nową postacią: Sansem. A Trivial Pursuit to odcinek przekomiczny i oh, nadal zachwycam się jak wspaniel Sunburst ukarał Twillight >:D Miło było usłyszeć Angela w ciele Fluttershy, zobaczyć RD poznającą zalety cheerliderek, poznać lepszą stronę Gurble, rodziców Scootaloo, zobaczyć Trixie jako pedagoga. Ten sezon ma wiele zalet. 

 

 


 

POSTACIE

 

     Ah ile tych postaci było! Najbardziej lubię Discorda za świetny głos, poczucie humoru, trochę chaosu w odcinkach i idealną harmonię pomiędzy dobrem, a złem. No i ten głos! Jak wspomniałam, shipowałam go z Fluttershy odkąd do nas powrócił i cieszę się bardzo, że wszystko wskazuje na to iż rzeczywiście są teraz parą :3 
     Fluttershy i Rarity. Te dwie uwielbiam odkąd pamiętam i ciągle nie mogę zdecydować, którą lubię bardziej. Fluttershy jest słodka, bardziej się z nią utożsamiam bo też uwielbiam przyrodę i mam problemy takie jak bardzo silna fobia społeczna, którą staram się obecnie zwalczać. Ale za to Rarity jest ciekawiej napisaną postacią. Po prostu jej charakter jest bardziej wyrazisty, a co za tym idzie również ciekawszy. Na początku nie lubiłam Twillight i Rainbow Dash. Obecnie obie te postacie są mi obojętne. Trochę je lubię, trochę nie. Co do Pinkie i AJ mogę powiedzieć tylko tyle, że na pewno je lubię. Shipy? RD i AJ były dla mnie zaskoczeniem, ale cieszę się, że są razem, bo w sumie pasują do siebie. Fani się nie mylili. Cheesee i Pinkie nie zaskoczyli mnie w ogóle, ale też się cieszę. Urocza z nich para. Szkoda, że Rarity najwyraźniej została starą panną. 

 

     Jakie inne postacie bardzo polubiłam?

  • Sunburst. Jest przesłodki. Taki zabawny, gapowaty i ładnie zaprojektowany molik książkowy ^^ 
  • Stygian. Jak już pisałam przypomina mi bardzo Variana z Zaplątanych. Oboje zostali zdradzeni przez swoich przyjaciół, porzuceni. Z tego żalu i złości wkroczyli na ścieżkę ciemności, nie zasługując na taki los. Na szczęście Stygian został uratowany i to o dziwo nie tyle przez Twillight i jej przyjaciółki to Starlight. Szkoda, że nie poświęcono mu w serialu więcej czasu antenowego. Nie pojawił się nawet w finałowej walce. 
  • Sombra. Eh...postać bardzo ciekawa, komiksy tłumaczą skąd się wziął, ale serial nie. Czy mogę brać komiksy na poważnie? Dopóki nie kolidują z serialem to będę je uważać za kanon, a w tej chwili nie kolidują. W każdym razie lubię takie tajemnicze postacie. Szkoda, że gdy na końcu Sombra okazał jakieś pozytywne uczucia to i tak nikt nie dał mu szansy na poprawę. 
  • Smolder bardzo mi się spodobała. Zarówno wizualnie jak i z charakteru. Mądry z niej smoczek, dobra przyjaciółka, a i ukrywane zamiłowanie do lolitkowych strojów i herbatek...no coś słodkiego~
  • Photo Phinish, Maud Pie, Dr Hooves: po prostu bardzo ciekawe, dobrze zaprojektowane i wyraziste postacie. Aczkolwiek Hooves został wykreowany całkowicie przez fanów, ale to jest w nim fajne. 

     

     A jakich postaci nie lubiłam? Z początku nie lubiłam Tireka. Był dla mnie taki bezosobowy. Zmieniło się to w sezonie dziewiątym. Natomiast do tej pory nie cierpię Cozy Glow. Nie dość, że jest wkurzająca to wzięła się znikąd i zepsuła swoją obecnością cały finał. Jej istnienie jest nieracjonalne, nie wiadomo co nią kierowało, jak znalazła się w Tartarusie...nie wiadomo nic i to mnie wnerwia. Snips nie przypadł mi do gustu. Snailsa polubiłam po tym jak dołączył do drużyny Buckballowej. 

 

 


 

SHIPY

 

     Podoba mi się bardzo, że Lyra i Bon Bon oficjalnie wzięły ślub <3 Brakuje mi połączenia w taką parę Vinyl i Octavii. Co do Discorda i Fluttershy już się wypowiadałam, kocham tę parkę <3 O AJ i RD też już mówiłam: fajnie, że są razem. Twillight widziałabym z Flashem, skoro już są razem w EqG to niech i tu będą. 
     Miałam nadzieję, że Rarity będzie ze Spikiem, ale z drugiej strony Gabby też do naszego smoczka pasuje. Starlight i Sunburst najprawdopodobniej są parą i to też mi się bardzo podoba. 

     Z takich nietypowych shipów jakie lubię, ale wiedziałam od początku, że nie miały prawa zaistnieć to Sombra i Fluttershy bądź Sombra i Luna. Tę pierwszą parkę polubiłam, gdy zobaczył Tumblra poświęconego im, gdzie Fluttershy dostała za zadanie "naprawić" mrocznego króla i w tym celu mieszkała z nim. Zaś Sombra i Luna spasowali mi dzięki wspaniałej operze Fall of an Empire. Piękna i sensowna historia, która równie dobrze mogłaby być kanonem. Jeśli ktoś nie słuchał to bardzo polecam! 

 

 


 

FANDOM

 

     Cieszę się, że jestem jego częścią. Nigdy wcześniej nie uczestniczyłam w życiu tak wielkiej grupy. Poznałam wielu ludzi. Co prawda nie z wszystkimi utrzymuję jakiś większy kontakt, ale zdarzały się ciekawe dyskusje, trochę dram, zwłaszcza na początkach mojej działalności tutaj. Przede wszystkim to cieszę się, że znalazłam to forum. Tyle postów, zabaw, dyskusji, dram ;3 Miałam okazję opiekować się działami. Najpierw działem Hooves'a, potem przez jakiś czas Luny, a ostatecznie Sunbursta i Stygiana. Bardzo lubiłam to zajęcie. Lubiłam sobie dłubać w swoim małym kąciku, tworzyć tematy, planować co dalej. W międzyczasie spontanicznie zostałam grafikiem. Robiłam wam awatary, prezentacje do działów, awardy, potem ikonki działowe i nowe emotki. Niestety moje dziwaczne problemy sprawiły, że to straciłam. Z własnej winy, nie będę się teraz tłumaczyć. 

     Tutaj muszę przeprosić wszystkich tych, których wtedy porzuciłam @Decaded @Szonszczyk @Cahan @Triste Cordis @Dolar84 @Zegarmistrz @Bertram Quist i pewnie jeszcze więcej ówczesnych opiekunów działów. Chętnie bym cofnęła czas i przynajmniej dokończyła te awardy, które miałam wtedy zrobić, emotki, napisała, że muszę zrobić przerwę. To forum...to dziwne. Tyle czasu tu spędziłam, że choć na kilka miesięcy się od niego całkowicie odcięłam to nadal chętnie bym zajęła się działem, porobiła emotki, awardy czy inne graficzki. Wciąż, albo raczej znowu mam na to ochotę. Nawet od razu po powrocie nie mogłam się powstrzymać i natworzyłam trochę zabaw XD Uwielbiam to forum. Nawet teraz, gdy jest cichsze niż kiedy się tu pojawiłam po raz pierwszy. 


     Odkryłam, że bardzo dobrze rysuje mi się kuce i rysuję je po dziś dzień, chociaż jeśli chodzi o rysowanie to niestety z różnych powodów robię to coraz rzadziej. Ale wiem, że będę je rysować nadal i wiem, że fani również będą. Wciąż będą powstawać fan arty wszelkiej maści. Piękne ilustracje, ciekawe opowiadania, na pewno też filmiki, animaticki, może i podcasty, muzyka. Jestem pewna, że ten fandom będzie żył. Na pewno się zmniejszy przez to, że serial już się skończył. Nawet przed końcem wielu zaczął się przejadać. To naturalna kolej rzeczy. Na końcu zostają tylko ci najwierniejsi fani. 
 

     Wielu z nas dorosło z serialem. Ja mogę się zaliczyć do tego grona, bo zaczęłam oglądać jakoś z początkiem pierwszej klasy technikum. Owszem, najbardziej dziecinne dzieciństwo miałam za sobą, ale jednak w technikum czy liceum nadal jest się jeszcze dzieckiem. Czego się nauczyłam? Na pewno tego, że ludzie są niesamowicie kreatywni, że nie ma się co wstydzić swoich zainteresowań, że perełki mogą pojawić się nagle i wszędzie; nawet w bajce dla małych dziewczynek. 

 

     Kiedyś nie spodziewałabym się, że mając 24 lata będę wciąż zbierać figurki kucyków. Kupuję magazyn, który nadal wychodzi - te numery z figurkami - czasem kupię jakiegoś ładnego pluszaka czy zabawkę. Ostatnio kupiłam Photo Phinish po przecenie ^^ Nie przeboleję faktu, że vinylowa edycja Funko nigdy nie wyszła w Polsce. Mam z niej tylko Hoovesa, za którego zapłaciłam 100zł. Niezbyt się opłacało, ale moje zamiłowanie do tej postaci było wówczas ogromne. Taką siłę ma ten fandom! Ludzie mają całe pokoje przeznaczone na gadżety z MLP. Nadal można coś kupić na konwentach. Nigdy się na taki nie wybrałam, ale może kiedyś. Jeśli fundusze pozwolą. 

 

     Jeszcze bym mogła wiele powiedzieć. O postaciach, piosenkach, odcinkach, moich oczekiwaniach i zawodach, ale ten post już i tak jest stanowczo za długi więc powstrzymam się :pinkie3:

 

     Ten fandom będzie trwał. Tego jestem pewna. Będzie trwał aż nadejdzie generacja piąta, a wtedy? Pewnie wszystko zależy od twórców. Albo pokochamy nową generację, albo ja odrzucimy. Czas pokaże. 

  • Upvote 1
  • Like 1
  • Thanks 7

Share this post


Link to post
Share on other sites

Na początek: @Natuszka dzięki za Twoją przydługawą wypowiedź, przeczytałem wszystko i cieszę się, że ktoś mnie wyręczył z analizowania każdego sezonu i pojedynczych odcinków, bo też miałem taki zamiar, a Ty mnie uprzedziłaś. Mam 90 % roboty mniej! :yay:

 

Ode mnie będzie krótko i na temat.

 

MLP bardzo mocno zaznaczyło się w moim życiu i mam w związku z nim wiele wspaniałych wspomnień. Ewidentnie mocną stroną serialu jest świetna kreacja bohaterek, niektóre dialogi oraz kultowe sceny. Przypominanie sobie wybranych odcinków budzi we mnie radość i wzruszenie.

 

Jednak, żeby być sprawiedliwym muszę też napisać, że wiele odcinków jest banalna, przewidywalna i nie zrobiła na mnie jakiegoś wielkiego wrażenia. Ciągle przyjemnie się ogląda pyszczki kreskówkowych kucyków oraz ich zmagania, lecz moim zdaniem mocną stroną tego serialu są tylko wybrane odcinki.

 

Nie potrafię też darować scenarzystom, że nie domknęli wielu wątków, które myślałem, że będą wyjaśnione. Do listy wad należy też dopisać brak wewnętrznej spójności, która przy wielu innych serialach, nie tylko animowanych, jest podstawą. W MLP mamy pomieszanie z poplątaniem – niektóre odcinki są epickie i niepowtarzalne, lecz po nich następują takie, w których przedstawiane są problemy wydumane, absurdalne i pozbawione sensu. Zupełnie jakby twórcom nie chciało się dopracować historii i zaczęli ją pisać w pośpiechu, chaotycznie i na kolanie. Takie są moje (i nie tylko moje) wrażenia.

 

Długo się zastanawiałem nad tym, który sezon byłby najlepszy według mnie i doszedłem do wniosku, że jednak pierwszy. Wtedy przedstawienie przygód bohaterek było czymś świeżym, sympatycznym, uroczym i z prostym przesłaniem. Wówczas poczułem, że było w tym wielkie piękno, a sama kreskówka jest nieprzeciętnym zjawiskiem.

 

Tu moja mała uwaga: gdybym nie oglądał MLP od pierwszego sezonu, a zaczął od oglądania wyrywkowych odcinków np. Sezonu 4, czy nie daj Boże 8-ego, to na pewno bym się tak nie zachwycił, a uznałbym, że jest to przeciętna bajka dla dzieci jedynie z ładnymi postaciami. Ot, tyle. Po prostu nie mogę nie podkreślić mojego wrażenia, że mocne momenty tego serialu należą do mniejszości. Odcinki pierwszych trzech sezonów oglądałem wielokrotnie, natomiast tych z następnych często nie potrafiłem przebrnąć do końca.

 

Trudno byłoby mi ocenić serial jako całość, ale z pewnością moja ocena drastycznie byłaby zaniżona za niedomknięte wątki, brak wewnętrznej spójności, absurdy, chaos i finał finałów.

 

Przy tej kreskówce trzymają mnie jedynie dobre wspomnienia i wartościowi ludzie, których poznałem na tym forum :bronies:

 

To wszystko ode mnie.

  • Upvote 5

Share this post


Link to post
Share on other sites

Powiem że dzisiaj obejrzałem ostatnie 3 odcinki MLP... Odcinki 24 i 25 są cudowne. Lecz gdy obejrzałem odcinek 26... po prostu umieram od środka. (przez wspomnienia w tym odcinku oraz przez to co zrobili z Twilight oraz całą resztą [*] )

 

Lecz teraz o czym innym... 

 

WSPOMNIENIA:

Który sezon uważam jako najlepszy? Nie potrafię tego powiedzieć gdyż wszystkie przepełniały miłość w moim sercu oraz ratowały od dołków i gorszych dni. Jakie są najlepsze chwile które pojawiły się w serialu? Oh od czego tu zacząć... Większość piosenek które pojawiły się w serialu stały się częścią mojego dnia, chwile w których Mane 6 wspólnie pokonywało problemy wzmacniało mnie na duchu oraz każdy morał odcinka brałem sobie do serca. Pamiętam że cieszyłem się jak dziecko gdy Trixie powróciła po latach do serialu, jak spotkała się ze Starlight w spa. Pamiętam ten dzień gdy Minuette okazała się dawną przyjaciółką Twilight co jednoznacznie zrobiło z niej postać epizodyczną. Radowałem się ja nigdy. Jeśli chodzi o odcinku dwuczęściowe to jednym z lepszych był "Królestwo Twilight" "Znaczkowa Mapa"  "Stare sprawy, stare miejsca" "Kucyk Ciemności" oraz "Początek końca". O najlepszych odcinkach jednoczęściowych nie będę pisał by wypisałbym prawie wszystkie. Każdy nowy gatunek który się pojawiał, postać która była nowa lub powróciła po latach sprawiała że stawałem się to coraz bardziej ciekawy kolejnych odcinków. O Twilight która dostaje skrzydła oraz o CMC które dostają znaczki chyba nie trzeba wspominać.

 

PODSUMOWANIE:

Cały serial czyli całe 9 lat oceniam znakomicie. To było ze mną od zawsze, trudno mi będzie bez tego żyć. Dzisiaj gdy obejrzałem odcinki 24 i 25 powiedziałem że są to najlepsze odcinki jakie widziałem i że 26 napewno będzie udany i będę z niego zadowolony... myliłem się. Sezony 1, 2, 3 to klasyki, Twilight bez skrzydeł, brak zamku i zwykli cywile ratujący kraj. Sezon 4 i 5 to było coś innego, Księżniczka Twilight i jej "banda" ratowały kraj przed większymi złolami, i zdobywały nową wiedzę. Sezon 6 i 7 trochę mnie rozczarował dużą ilością Starlight którą jak każdy już wie nienawidzę. Lecz przygody w tych sezonach zwróciły mi to. Sezon 8 to już zupełny hit, szkoła, Young 6 oraz masa nowych postaci (oraz Kiriny <3 ). No i na koniec sezon 9... bardzo mi się podobał i odcinki i odcinek dwuczęściowy. Dopiero ostatni odcinek (26) z**bał mi życie... Tak zwany epilog który tak naprawdę był zwykłym prologiem do jeb**ej 5 generacji (przepraszam za słownictwo). Gdy zobaczyłem że nagle odcinek 26 odbywa się z jakieś 40 lat po odcinku 25 załamałem się. Moje serce umierało widząc Twilight w nowej postaci ale umarło całkowicie gdy zobaczyłem resztę Mane 6 jako... noooo... starych! Ja nienawidzę zmian oraz jestem bardzo wrażliwy jeśli chodzi o wspomnienia. To mnie zniszczyło. No i potem ta piosenka gdzie widzimy postacie tła... Ci którzy bili mali stali się dorośli, ci którzy byli dorośli stali się starzy a ci którzy byli starzy... no cóż... umarli, tak po prostu *PUFF*... To jest przykład jak zniszczyć 9 lat w 20 minut. Depresja sie szykuje...

 

FANDOM:

Jeśli chodzi o fandom to jestem mu naprawdę wdzięczny za istnienie. Poznałem wielu wspaniałych ludzi których szanuję z całego serca <3  Niestety poznałem ich przez internet a tylko kilku nielicznych w realu na ponymeetach. Dziękuje za to że tworzyliście arty, fanficki, muzyke, gry oraz wszystko inne. DZIĘKUJĘ! Tu zawsze mogłem popisać o pewnych sprawach i wspólnych tematach. Nie wiem ile osób odejdzie z fandomu przez koniec G4 i nie wiem co będzie ze mną ale napewno zawsze będę was dobrze wspominał i miał o was najlepsze zdanie.

 

Ps: Moje serduszko umarło...

 

 

  • Upvote 3
  • Like 2

Share this post


Link to post
Share on other sites

Cóż, ten serial to była ciekawa wyprawa.

 

Zacząłem go oglądać gdy miałem jakieś 12 lat (ale ten czas leci co? :v). Mimo że nie jest to krytycznie rzecz ujmując serial, który mógłby rywalizować o status najlepszego serialu jaki widziałem (na jedynce wciąż jest Gravity Falls), to jednak wywarł na mnie jakiś dziwny, nie zrozumiały dla mnie wpływ.

 

Nie jestem osobą co miesza się w fandomy - mlp jednak jest wyjątkiem. Po dziś dzień nie potrafię zrozumieć dlaczego. W Internecie na licznych forach i takich tam nieraz zadawano pytanie "czemu oglądasz MLP" i po dziś dzień nie mogę stwierdzić czemu. Z jakiegoś powodu jestem w stanie wejść na każde takie forum i pod pytaniem związanym z kucykami przeczytać każdy jeden komentarz, mimo że z niczym innym tak nie robię, mimo że zazwyczaj nie przejmuję się opiniami innych na temat tego co robię, co lubię. Mimo że oglądam więcej seriali, być może lepszych, MLP to jedyny serial, z którego od czasu do czasu przejrzę fanarty. Z MLP przeczytałem najwięcej fanfików. MLP to jedyny serial z którego kupiłem merch. Z jakiegoś powodu, gdy zobaczę na YT czy na Twitterze kogoś z kucykiem za avku, pojawia mi się uśmiech na twarzy. Gdy na jakimś live QnA ktoś powie "brony" to się cieszę bez powodu. Mam tak tylko z MLP, mimo że jestem też fanem innych rzeczy.

 

W tym serialu jest coś potwornie uzależniającego - w sumie pewnie wszyscy z nas o tym wiedzą skoro tu są. Z jakiegoś powodu, osoby zainspirowane przez ten serial napisały tysiące fanfików, wymalowały dziesiątki tysięcy fanartów, zrobiły setki animacji i filmików, nawet skomponowały wiele utworów muzycznych. Od czasu do czasu, wciąż odkrywam w tym fandomie coś nowego, jakieś dzieło sztuki, diament który czeka na jego znalezienie. Serial jest dobry, ale to co robi społeczność to jest prawdziwa perła (oczywiście gdy dogrzebiesz się do niej między śmieciami). Zapewne jest tak z każdym serialem, jednak z MLP obecność i kreatywną obfitość fandomu czuję najmocniej.

 

Więc tak w skrócie, serial wywarł na mnie duży wpływ. Z jednej strony cieszę się że już się kończy - seriale bez końca umierają w trakcie emisji, twórcy nie są w stanie zrealizować oczekiwań które z każdym sezonem rosną, a pomysły się kończą. Było już to trochę widać i tutaj. Ale z drugiej, będzie mi tego brakować (tak jak teraz brakuje mi Gravity Falls). Wiem, że to przejściowy smuteczek, który zawsze się ma gdy coś dobrego się kończy. Jednak mimo wszystko, ściskam swoją pluszową Sunsetkę i z optymizmem patrzę w przyszłość. Liczę na to, że nowa generacja będzie czymś dobrym, może nawet lepszym, kto wie? A nawet jeśli nie, to fandom dalej będzie żywy - może nie liczny, ale jakościowy - i będzie wydawał co jakiś czas perełki.

Dobranoc i miłej nocy :)

~feldmarszałek Imperium Solem
2019

 

BTW Mod na kucyki do Hearts of Iron 4 (EaW) to chyba najlepsza modyfikacja do tej gry, i nie tylko ja to mówię, ale i ludzie co nigdy nie oglądali kucyków

  • Upvote 2
  • Like 1

Share this post


Link to post
Share on other sites

Dobrze, ja też zapodam swoją wersję odczuć z całością produkcji jak i jej zakończeniem. Pozwoliłem sobie skopiować wzór posta od szacownej @Natuszka , bo bardzo dobrze to wyszło w przypadku długiego tekstu. :) Dla mnie to będzie eksperyment. 
 

Start


Jeżeli chodzi o zainteresowanie tym serialem to jestem zwyczajnym świeżakiem, a na forum pojawiłem się około 1.5 roku temu. Gdyby to była budowa to 90% z was ganiało by mnie do sklepu po piwo. Bajką zainteresowałem się całkiem przypadkiem - mieliśmy w pracy tygodniowy przestój z powodu niesprzyjającej pogody, więc siedziałem w domu i nieco się nudziłem. Zacząłem oglądać różne kreskówski, między innymi "Psa Chojraka", i dryfowałem po wodach internetów. Obejrzałem wtedy jeden z odcinków z serii "Historia Memów" poświęcony kolorowym pucusią i pomyślałem że może jest to jednak spoko. Ale pierwszy krok zrobiłem ostrożnie. Moja podejrzliwość skłoniła mnie do tego bym w pierwszej kolejności zasięgnął pełniejszych informacji, poszukał elementów które na serio wydadzą mi się ciekawe i dla których warto będzie wskoczyć w to tęczowe bajorko. I tym sposobem dotarłem na MLPWiki gdzie czytałem o postaciach, wątkach, uniwersum. Ogólnie spoilerowałem sobie fabułę, ale dzięki temu wzrastało moje zainteresowanie. Kluczowym był moment gdy dowiedziałem się o niewyjaśnionych okolicznościach nieobecności rodziców Applejack. Fandom podejrzewał że nie żyją! No i tak sobie pomyślałem - "no ładnie, niby bajka dla brzdąców w tutaj takie kwiatki". Niejednokrotnie pisałem na forum że lubię dramaty i filmy które potrafią wzruszyć, kto czyta moje posty ten chyba wie. :P Postanowiłem więc delikatnie zanurzyć stopy w rozciągającym się przede mną kolorowym stawie i wchodzić do niego stopniowo. Pierwszym odcinkiem jaki obejrzałem był "Apple Family Reunion", następnie "Castle Mane-ia" - obydwa bardzo fajne. Poszedłem dalej za ciosem i odpaliłem "The Cutie Re-Mark", z tym że... drugą część, bez oglądania pierwszej, i miałem lekki mind fuck. xD I na sam koniec wpadł mój ulubiony dwuodcinkowiec, ten który przechylił szalę na rzecz wskoczenia do kucykowego akwenu - "Twilight's Kingdom". :ajawesome: Później oglądałem już od początku. I było fajnie.

 

@Cheerful Sparkle
Coś mi zżera opcję cytowania, ale zabawnie, bo w kwestii tego co napisałeś: 

Cytat

Tu moja mała uwaga: gdybym nie oglądał MLP od pierwszego sezonu, a zaczął od oglądania wyrywkowych odcinków np. Sezonu 4, czy nie daj Boże 8-ego, to na pewno bym się tak nie zachwycił, a uznałbym, że jest to przeciętna bajka dla dzieci jedynie z ładnymi postaciami. Ot, tyle. Po prostu nie mogę nie podkreślić mojego wrażenia, że mocne momenty tego serialu należą do mniejszości. Odcinki pierwszych trzech sezonów oglądałem wielokrotnie, natomiast tych z następnych często nie potrafiłem przebrnąć do końca.

Mam całkowicie odmienne zdanie. Gdybym zaczął od oglądania pierwszego sezonu, nie wiedząc co będzie dalej i że kreskówka ta wraz z biegiem czasu stanie się ambitniejsza, to bym prawdopodobnie skończył dosyć szybko. Zwłaszcza gdybym zaczął chronologicznie, od "Friendship is Magic". ;) 

 


Sympatie i antypatie

O swoich ulubionych odcinkach pisałem w innym temacie :

https://mlppolska.pl/topic/7808-najlepszy-i-najgorszy-odcinek-w-g4/

 

Zachęcam do wypowiedzenia się tam. ;) Jeżeli zaś o sezony chodzi to moim zdaniem najlepszym jest zdecydowanie IV. Najgorszy VIII, a to głównie za sprawą Szkoły Przyjaźni której nie trawię najbardziej na świecie. :grumpyscoot: Tyle fajnie że pojawiła się Cozy Glow. 

Właściwie mogę z całą pewnością stwierdzić iż lubię większość bohaterów MLP - tych z pierwszego planu, jak i epizodycznych czy zwyczajnych background'ów. Mój top to zdecydowanie Applejack, a niewiele za nią, ze stratą może kilku setnych punktów plasuje się Rarity. Zebrane razem tworzą świetny duet - ta pierwsza jest cudownie troskliwa i życzliwa, z kolei Pianka świetnie obrazuje i parodiuje cechy charakteru które bawią mnie u kobiet. Epizody poświęcone tej parce to dla mnie miód! :pinkiesmile: Z pozostałych pierwszoplanowych postaci to jeszcze Spike i Fluttershy (druga po Rarity która niesamowicie mnie śmieszy). Z epizodycznych Luna, Trixie, ale również Big Mac, Filthy Rich, Flim & Flam, Cranky Doodle, Iron Will, Bulk Biceps i wiele innych. CMC też bardzo lubię, ale lepiej wypadają w epizodach nie poświęconym znaczkom. Oczywiście są też typy których tolerowania przychodzi mi z ogromnym trudem, ale od tego też jest osobny temat, który również polecam: 

https://mlppolska.pl/topic/17565-kącik-nienawiści/


Pairing, LOL

Shipy to nigdy nie była moja bajka, jakoś tego nie uprawiam i wcale mnie to jakoś nie bawi, ale zwracam uwagę na to co dzieje się w bajce i wypowiem się o tym co mi się spodobało, a co nie. 

Właściwie to przez cały czas trwania serialu natrafiamy na kilka związków - najważniejszym i bezdyskusyjnym jest małżeństwo Cadence i Shining Armora. Dwie fajne postacie, a ich miłość to motyw bez którego obecność tych kucyków w serialu straciłaby połowę sensu. Podobnie jest z osiołkami które pobierają się w sezonie VI. Są jeszcze Big Mac i Sugar Belle, Lyra i Sweetie Drops, plus jeszcze inne, niezaprzeczalne związki o których teraz zapomniałem. Nie ważne, niemal wszystkie shipy jakie pojawiły się w produkcji i które stały się niniejszym kanoniczne akceptuję i lubię. Nawet niespodzianka na koniec - Ponk i Cheese wydaje mi się być trafiona.

Zakończenie serialu ujawnia nam jednak również bardzo kiepski obrazek, a właściwie dwa wątki, chociaż tak jak zwykle w takich sytuacjach bywa są one niedopowiedziane i pozostawiają więcej miejsca domysłom i wyobraźni. Discord i Fluttershy - od samego początku wzbudzało to moją niechęć... ale jedynym powodem mojej awersji jest to że nie lubię shipów międzygatunkowych. Zwłaszcza że nie wiadomo czym Duch Chaosu właściwie jest. Ale najgorzej mam z Applejack i Rainbow Dash... :fluttercry2: Oczywiście nic nie zostało powiedziane w 100%, ale sugestia jest bardzo mocna... i nie jestem w stanie tego zaakceptować. Kiedy byłem dzieckiem i jakiś motyw w komiksie, filmie czy serialu mi się nie spodobał to zamykałem oczy i siłą swojej psyche próbowałem wyryć sobie w mózgu inne rozstrzygnięcie. Czasami pomagało, i chyba czas powrócić do tej praktyki. AppleDash to dla mnie straszliwy ból dupy, nie będę tego nawet ukrywał. Moja ulubiona bohaterka związana z moją znienawidzoną... to brzmi jak piekło. One do siebie nie pasują, nie wiem niby co miałoby sprawić że się skoligaciły? To że rywalizują? Jest to taki sam poziom absurdu co shipowanie Scorpiona z Sub - Zero z "Mortal Kombat". Przesłanek potwierdzających ich wzajemne uczucia mamy w serialu znikomą ilość, wynika w głównej mierze z fanaberii części fandomu. Czy aby to na pewno jest prawda? Poproszę NIE!

 


 

Fandom

O społeczności fanów niewiele wiem, ale przeglądam różne strony poświęcone serialowi i zapoznaję się nieco z treścią tworzoną przez bronych. Styczność z ludźmi mam głównie tutaj, i forum stanowi dla mnie najistotniejszy przyczółek powiązany z małymi konikami. Długo wahałem się czy rejestrować się w tutejszym kąciku - chyba gdzieś około roku. Mlppolska znałem i odwiedzałem, bo miałem tutaj dostęp do nowych epizodów. Można powiedzieć że obejrzałem "z wami" cały sezon VII, a później pojawił się wniosek że gdybym chciał z kimś podzielić się wrażeniami z serialu to jest to chyba najlepsze miejsce. No i wlazłem, nie żałuje. :drurrp:

Bardzo szanuję i niesamowicie doceniam ekipę SparkleSubs za to co robią. Zastanawiałem się kiedyś czy istnieje realna możliwość żeby móc się im jakoś odwdzięczyć za fatygę i trudną pracę jakie nieustannie towarzyszą im w ich działalności. Jakieś pomysły? ;) Z innych mediów to czytam jeszcze FGE i notorycznie przeglądam Derpibooru. 

Nie znam nikogo zainteresowanego serialem. Jedynie tutaj, na forum udaje mi się pogadać z innymi fanami, czyli z Wami! :D Zdaję sobie sprawę iż nigdy nie dojdzie do spotkania forumowiczów w realu, takiego zlotu tutejszej klity, ale za marzenia jeszcze nie każą no to sobie kminie. :) Jedynie z @Lemi udało mi się spotkać w rzeczywistości, ale to dzięki dobrym okolicznościom, bo ten człowiek podobnie jak ja pojmuje zajebistość Woodstocku (szacunek :bronies:). 


 

Edited by ByczekPazerny
Jestem czoło
  • Upvote 4
  • Like 1
  • Thanks 1

Share this post


Link to post
Share on other sites

Sam planowałem założyć ten temat, ale jednak zostałem uprzedzony :I

Tak czy owak, postaram się tutaj skupić głównie na samym serialu i jego otoczce, począwszy od odcinków i postaci a na twórczości fanów skończywszy. Jednocześnie skorzystam z jak widać dobrze przyjętego w tym temacie formatu stron, choć nie ukrywam, że będą to dosyć chaotycznie rzucane opinie w mam nadzieje chociaż ogarniętej formie. Zaczynamy!


Postacie

 

MLP to przede wszystkim postacie. Owszem, z jakiegoś powodu bohaterki z kucach mają bardzo zmienny charakter, przez co z odcinka na odcinek zmienia im się zachowanie, nieraz bardzo drastycznie. Dlatego moją taktyką było przydzielenie sobie do każdej postaci danych cech charakteru (nie jakiś z dupy, tylko poparte dowodami w postaci "słusznych" odcinków) i trzymaniu się tego, a jak w jakimś epizodzie coś się nie zgadza albo dana postać zachowuje się głupio, to zwalam winę na złego scenarzystę. Tak czy owak, moje TOP10 postaci:

 

10. Countress Coloratura

Bo kocham odcinek, w którym wystąpiła. Zarówno jej wersje a'la Lady Gage jak i tą "normalną", co na fortepianie grywa i pięknie śpiewa. Tyle.

 

9. Sugarcoat (z Friendship Games)

Szczera do bólu, wiecznie olewająca wszystko, co się wokół niej dzieję. Dobrze się ją oglądało i szkoda, że cała ta ekipa tak rzadko się pojawiała.

 

8. Fluttershy

Z czasem do niej "dojrzałem", bo zwyczajnie jest ona urocza i wiele jej gestów, tekstów czy minek mocno mnie bawi, jednocześnie zalewając moje serce miodem.

 

7.Bracia Flim i Flam

Ciężko mi wybaczyć twórcom, jak potraktowali oni tych dwóch. No bo popatrzmy: z początku skonstruowali oni dobrze działająca maszynę do robienia cydru i chcieli zarobić albo na wynajmie lub jej sprzedaży, a jak nie to wywalić rodzinę AJ z rynku i samemu zarabiać na cydrze (nie jest to moralnie poprawne, ale super złem bym tego nie nazwał). Potem motyw z jabłkami idzie do kosza (więc dlaczego oni mają jabłka jako znaczek?) i pojawiają się oni raczej w formie kantowania wszystkich na kasę, nieraz w bardziej okrutny sposób (tonik czy uniwersytet), a nieraz nieco mniej bezwzględny (shorty z Equestria Girls czy ten świąteczny). W środku tego wszystkiego nagle pomogli złapać tego szefa kasyna, który chciał skłócić wszystkich i co prawda sami znaleźli w tym zysk, to koniec końców jednak pomogli. Owszem, ostatecznie zostali oni ułaskawieni w finale, ale czy na prawdę musieli oni być takim kozłem ofiarnym przez cały czas (w odcinku z uniwerkiem Twilight dosłownie rzygała na ich widok i kompletnie nie brała pod uwagę tego, że mogą być oni niewinni)? Co mają wspólnego jabłka z ciągłą chęcią zdobywania kasy? Czy nie można było stworzyć kilku osobnych postaci? Uwielbiam sposób, w jaki oni mówią i śpiewają, ale powiem tak: ciężko było być ich fanem przez te wszystkie sezony...

 

6. Queen Chrysalis

Jest ładna.

 

5. Adagio Dazzle

Przez długi okres czasu było ona moja wajfu :I Ogólnie to uwielbiam jej wygląd, pewność siebie oraz sam motyw syren i ich hipnotycznego śpiewu.

 

4. Sunset Shimmer

Bez tej postaci Equestria Girls nie byłoby tym, czym jest teraz. Bez owijania w bawełnę jestem w stanie stwierdzić, że to jest najlepiej napisana postać ze wszystkich w całym uniwersum MLP. Rozważna, ale pewna siebie, czasem pasywna, czasem agresywna, troskliwa ale bez problemu wytknie ci to i tamto. W dodatku jest bardzo ładna <3

 

3. Princess Celestia

Opinia wynikająca raczej z własnych widzimisię, a nie tego, co widzieliśmy na ekranach. Tak czy tak, kochająca dobrą zabawę, żartobliwa thic księżniczka z wielkim sercem, piękną grzywą i ślicznym kolorem sierści (jakoś brzydzi mnie to słowo w tym kontekście) to dla mnie postać prawie idealna. Szkoda, że tak mało jej było.

 

2. Starlight Glimmer

Sunset v2, tylko że częściej ją widzimy, więc ocena wyżej. Uwielbiam jej cięty język i szczerość, jednocześnie przepełniona jest troską o innych i żyje z ciągłą myślą, że kiedyś było się kimś "złym". Ogólnie postać ta ratuję serial od momenty, w jakim się pojawiła, bo przejęła wiele cech, które zanikły u Twilight.

 

1. Rarity

Najwyższa nota dlatego, bo główna postać, czyli często się pojawia. Ale nie licząc tego, Rarity ma zdecydowanie najlepszy charakter ze wszystkich z mane6. Hojna, zawsze myśląca o innych, przykładająca dużą wagę do szczegółów, chyba najmądrzejsza i najrozsądniejsza z całej głównej szóstki. Uwielbiam to jak mówi, jak się porusza, jak histeryzuję i jak rozwiązuję problemy, jest ona również przepiękna <3 Dobrze napisane z nią odcinki są najlepszymi w serialu i mam ogólnie szczęście, że moja ulubiona postać jest rzadko partaczona przez twórców, w przeciwieństwie do np. Rainbow Dash, Twilight czy Pinkie.

 

Co do reszty, to ostatnio bardzo doceniłem Applejack i najchętniej dałbym ją na jakieś 11 miejsce, głównie za podejście do wszystkiego, ale również ta postać chyba najbardziej z głównej szóstki mnie śmieszy, jak się zdenerwuje itd. Pinkie Pie i Twilight z początku lubiłem, jednak z czasem serial mocno wypaczył te postacie i zaczęły się one zachowywać losowo, co zepsuło mi cały wgląd na nie. Rainbow Dash za to od samego początku nie lubiłem, głównie za jej głupotę i upartość, ale to można na twórców zwalić winę. Spike dostał imo złą rolę, bo zamiast bycia takim pomagierem żartownisiem, uczynili z niego niedorajdę, który zniszczy wszystko, co dotknie i raz na ruski rok coś mu się uda. CMC są nudne, ale najlepsza zdecydowanie jest Sweetie Belle. Za Luną nie przepadam ze względu na overhype na jej punkcie, ale nie jest ze mną tak źle, jak kiedyś więc bez hejtu. Armor i Kredens pojawili się zbyt rzadko, aby coś więcej o nich powiedzieć, a ich jedyną cechą jest to, że mają dziecko. Sombra w sezonie 3 był jedną z moich ulubionych postaci, ale spadł z rowerka wraz z premierą sezonu dziewiątego. Treixie i Discord są spoko, choć często mocno denerwują. Autumn Blaze była ciekawą osobą i dałbym ją tak na 12 miejsce. Reszta postaci nie jest jakoś szczególnie warta uwagi. Mogę jedynie wspomnieć, że nie przepadam za: Gabby (lekko irytuje), Maud Pie (ewidentnie za dużo jej było), Spitfire (denerwujący głos), Daring Do (słabe odcinki). 


Początki i końce sezonów!

 

Zacznę trochę od dupy strony, czyli od rankingu najlepszych wstępów jak i zakończeń kucowych sezonów, zaczynając od najgorszego:

 

9. School Daze - sezon 8

Zdecydowanie najgorszy wstęp ze wszystkich. O ile sam pomysł szkoły przyjaźni nie jest jakiś okropny, to ten wielgachny budynek powstał w przerwie pomiędzy wstępem a piosenką tytułową, natomiast przez pozostałe 40 minut mamy jakieś formalne pierdoły i problemy niewarte świeczki. Owszem, poznajemy tutaj Kanclerza, który pomimo bycia pieprzonym rasistą, jest jedną z lepiej napisanych "złych" postaci, oraz naszą młodą ekipę, która zaprezentowała się dosyć dobrze, choć nie ratowało to tych epizodów prawie w ogóle. Ogólnie nie pamiętam prawie nic z tych dwóch odcinków i to nie wina mojej pamięci, a raczej tego, że nic konkretnego i ciekawego się w tych epizodach nie pojawiło (pierdziel się, podwójna negacjo!).

 

8. The Crystalling - sezon 6

Powtórka z rozrywki; kompletnie niezapadający w pamięć prolog sezonu. Dzieciak Cadence, który nie odgrywa praktycznie żadnej istotnej roli do końca serialu, psuje serce królestwa płaczem bo ciocia Twilight nie mogła go potrzymać na apka. Pomysł dziwaczny, a pozostałej części odcinka (poza wątkiem Starlight z Sunbustem) kompletnie nie pamiętam.

 

7. Celestial Advice - sezon 7

Nie ma tu nic do gadania. O ile odcinek sam w sobie nie był jakiś zły (choć też nie umiem sobie przypomnieć nic konkretnego), to był to raczej zwyczajny epizod, niż wstęp do całego sezonu. Owszem, poruszał dosyć ważne kwestie, ale poza gadaniem nic tam nadzwyczajnego nie uświadczymy. Z drugiej strony, twórcy takie gadanie mogli rozwałkować do podwójnego odcinka i dzięki Bogu tak się nie stało.

 

6. The Beginning of the End - sezon 9

Zaczynało się fajnie; Grogar rekrutuje największych złoczyńców tej ziemi, aby razem pozbyć się mane6 raz na zawsze. Pomysł, że Sombra chce rządzić sam i na własną rękę postara się obalić wszystkich też niczego sobie. Jednak im dalej w las, tym gorzej. Sombrero zdobywa tron w trzy minuty, zostaje pokonany w niecałe dwie, po chwili wraca, niszczy wszystko jak leci, znowu wygrywa ale koniec końców ginie drugi raz. Wiało sandałem i amatorszczyzną, a fakt samej śmierci Króla tylko dobijał widza jeszcze bardziej. Przynajmniej coś się działo, choć i tak jestem w stanie stwierdzić, że był to najgłupszy ze wszystkich tych podwójnych odcinków, jakie były.

 

5. Princess Twilight Sparkle - sezon 4

Jak tak wracam myślami do tych odcinków, to zdawał mi się on być całkiem przyzwoity, choć nie dużo się w nim działo. Były dziwne hentai pnącza i fleshbacki z Equestirańskiego ventamu, w sumie to nawet nie wiem po co. Oglądało się dobrze, choć nawet nie pamiętam, dlaczego.

 

4. Friendship is Magic - sezon 1

Od tego się zaczęło i o ile nie był to pierwszy mój odcinek kuców, to gdy zacząłem je oglądać, ten zrobił na mnie olbrzymie wrażenie. Początek owszem jest nudnawy, ale imo prolog ten jest idealnie wręcz napisany. Twilight musi sobie ogarnąć jakieś kumpele z rozkazu Celestii, choć sama nie rozumie po co. Wszystkie osoby, jakie poznała, mocno ją irytowały, bo sama skupiała się jedynie na ich najgorszych cechach (tak to jest, jak się od niechcenia coś robi), jednak trudne sytuacje i wszelkie "próby", jakie po drodze czyhały na nasze bohaterki sprawiły, że przejrzała ona na oczy. Finałowa potyczka dowodzi, że Friendship is Magic, a całkiem spoko napisany czarny charakter tej dosyć ckliwej historii o dwóch siostrach przechodzi na dobrą stronę. Jako pierwszy z pierwszych odcinków, nie mam mu nic do zarzucenia i był on zwyczajnie dobry.

 

3. The Cutie Map - sezon 5

Ogólnie TOP 3 to odcinki, które ciężko mi sprecyzować, które są lepsze. Ten tutaj zasługuje na tak wysoką notę ze względu na niecodzienny problem, niecodziennego złoczyńca oraz oraz dosyć odmienny sposób patrzenia na "dobro i zło". Każdy poprzedni villan był zły w najprostszym tego słowa znaczeniu postaci, natomiast Starlight to był next level; bardzo dobry next level. Klimat był spoko, nowe postacie zabawne, nowy zły epicki, a całość oglądało się po prostu zacnie.

 

2. The Return of Harmony - sezon 2

Przez długi czas, szczególnie w "dawnych dziejach" mojej egzystencji w tym fandomie i z tym serialem, odcinki te wydawały mi się być szczytem kultury i nic się z nimi nie mogło równać. Wszystko było na najwyższym poziomie, a główną robotę robił Discord, który nie dość że był unikalny na każdej płaszczyźnie, to oglądało się go doprawdy świetnie. Widziałem początek tego sezonu tak wiele razy, że chyba mi się on już trochę przejadł, dlatego nie jest on na pierwszym miejscu, jednak wciąż mogę z pewnością stwierdzić, że są to jedne z najlepszych i najlepiej zapadających w pamięć odcinków tego serialu i bardzo wiele osób podziela tą opinie do dziś, pomimo 7 kolejnych sezonów.

 

1. The Crystal Empire - sezon 3

Tak wysoką ocenę ten prolog otrzymuje najpewniej dzięki temu, że przed wydaniem sezonu zacząłem śledzić fandom w internecie i był to pierwszy odcinek, na jaki czekałem. Dziś wspominam ten prolog jako połączenie czegoś nowego (bo praktycznie cały 1 i 2 sezon znałem na pamięć) z olbrzymią dozą nostalgii. Jak dziś pamiętam, jak wieczorami odpalałem sobie wybrane momenty i sceny w kółko i w kółko, bo tak mi się one podobały. Szczególnie wszystkie kwestie Króla (których nie było dużo) oraz jego pokonanie robiły na mnie piorunujące wrażenie. Bo największą robotę robił właśnie Sombra, bardzo enigmatyczna postać, zdawać by się mogło że dosyć upośledzona (w sensie że nie odzyskał swoich mocy, więc występuję w formie tej chmurki i nie gada za dużo). Szalejąca burza rozpętana przez tajemnicze zło, wszechobecne czarne kryształy, niekończące się schody i przejażdżka w drugą stronę po odwróceniu osi symetrii, mroczne wizję nieszczęśliwej przyszłości, uwiezienie Twilight, blokada Armora, wszechobecny strach i brak nadziei. Jezu, jakie to było dobre! Jestem pewien, że jakbym obejrzał te odcinki teraz, to miałbym bardzo zbliżone wrażenia, jak wtedy, te prawie 7 lat temu.

 

Co do finałów, o których jest raczej więcej do pisania:

 

9. Shadow Play - sezon 7

Osobiście finał ten wydał tak nieinteresujący, że aż bolało. O ile sam fakt połączenia wątków tych wszystkich filarów Harmonii, które ukradkiem przewijały się przez cały sezon, było dosyć dobrze rozegrane, to logika w stylu "ej wybudźmy ze snu antyczne postacie, które nie wiadomo dlaczego same się zahibernowały, przy pomocy tajemniczych artefaktów, na jakiś dziwnym cmentarzo-ołtarzu! Co może pójść nie tak?" mocno kuję w oczy. Same filary są nudne i nie pełnią ciekawszej roli do końca serii, a główny zły może i wygląda fajnie, ale na tym się kończy. Nic ciekawego i jedynie rola Starlight oraz historia o syrenach ratują sytuacje, choć i tak jest raczej słabo.

 

8. Magical Mystery Cure - sezon 3

Choć z początku dałem temu odcinkowi 10/10, to z biegiem czasu nie porywa mnie on wcale. Owszem, fajnie że w musicalowym stylu twalot zostaje księżniczką, ale poza tym trochę tu pusto. Piosenki, poza Celestia ballada są średnie, a tru tru friend i ta smutna, co Twilight śpiewa jak nie wie co robić w ogóle mi nie przypadły do gustu i szczerze ich nie lubię. Co do reszty, to fakt zamienienia znaczków jest losowy, a sam epizod pędzi jak wystrzelony z procy. Nie jest to nic złego, broń Boże, ale oglądanie tego więcej niż dwa razy chyba nie ma zbytnio sensu i nie ma tu do czego wracać.

 

7. The Best Night Ever - sezon 1

O ile sam odcinek jest świetny i idealnie pasuję na zakończenie tego sezonu jako istna bomba, to nie wprowadza on nic ważnego do fabuły serii, więc elo.

 

6. Twilight's Kingdom - sezon 4

Też z początku sypałem dychami, bo o Jezu ile walki o jak dobrze, lecz z czasem jakoś mi to przeszło. Owszem, motyw zdrady Discorda bardzo spoko, Tirek zdaję się być ogarnięty z możliwością odwalenia niezłej rozpierduchy, a same potyczki był dosyć imponujące, ale tak patrząc na to dzisiaj, czegoś mi tu brakuję. Jednak przyznam się, że finał ten miał chyba najbardziej zapadającą mi w pamięć scenę z tego serialu, czyli jak Tirek niszczy starą bibliotekę, ówczesny dom Twilight. Zwaliła mnie z nóg ta scena, w stylu "shit just got sersious!". Był to fajny finał, dobrze napisany itd., ale jednak trochę zbladł w moich oczach.

 

5. The Ending of the End - sezon 9

Pisałem o tym dosyć niedawno, więc skrócona wersja jest taka: finał ogólnie bardzo dobry. Kompletny chaos, całkowity brak nadziei, wspólna walka i wygrana: wszystko fajne, świetne. Szczególnie pomysł, że WSZYSTKIE postacie z całego uniwersum zebrały się, aby pomóc naszym bohaterką robił wielką robotę. Jednak smak ideału rujnuje rozwiązanie sprawy naszych złoczyńców, czytaj śmierć. Serio nie rozumiem, co sobie twórcy myśleli, wybierając takie rozwiązanie a nie inne, bo dosłownie wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazywały, że jest to pomysł lipny i głupi, rujnujący wszystko, co do tej pory dostaliśmy. Jednak mi akurat aż tak bardzo ten pomysł nie przeszkadza w ocenie samego finały, choć rozumiem, że dla niektórych to jest z automatu 1/10, Gdyby nie to, byłoby moim zdaniem prawie idealnie, a tak to jest bardzo dobrze, z jednym momentem który jest najgorszy jak się tylko dało.

 

4. School Raze - sezon 8

Choć Cozy Glow jako villian jest dosyć nierówna, bo o ile jej charakter i poczynania są przemyślane i pasują do czarnego charakteru jak ulał, to brak jakiejkolwiek genezy tej postaci oraz motywacji mocno ją udupia. Tak czy owak, finał ten zdawał mi się bardzo przemyślany, a jego wielowątkowość wyszła mu zdecydowanie na plus. Uwiezienie mane6 z Tirekiem w Tartarze, uwięziona Starlight, poświęcające spędzenie 40 minut w schowku CMC oraz ratujące sytuacje młodziaki sprawiły, że finał ten stoi u mnie bardzo wysoko. Szczególnie motyw przemiany tego kanclerza oraz szturm całej armii pod jego wodzą na szkołę były dla mnie czymś wyjątkowym. Ogólnie to sama scena odzyskania magii jest przepiękna. Owszem, spędzenie Cozy do wiezienia do pomysł głupi, ale koniec końców finał ten jest dla mnie jednym z najlepszych.

 

3. To Where and Back Again - sezon 6

Ten finał przywrócił mi chęć do dalszego oglądania kuców. Fakt, że mane6 wylatuje na starcie i główne skrzypce grają postacie drugorzędne, na dodatek takie asy jak Discord czy Trixie, już czyni te epizody wyjątkowymi. Działo się na prawdę dużo i dzięki temu, że zupełnie inne postacie są w sercu wydarzeń sprawia, że oglądało mi się ten finał chyba najlepiej. Mogę stwierdzić, że jest to najlepiej wykonany epilog sezonu ze wszystkich, jakie były i wszystko zagrało w nim najlepiej, jak tylko mogło.

 

2. A Canterlot Wedding  - sezon 2

Nostalgia mocno. Pamiętam to jak dziś, że gdy oglądałem ten finał w dosyć niecodziennych warunkach, to nie miałem w ogóle pojęcia, że odwali się tam taka akcja. Chyba zdawałem sobie sprawy, że Kryśka podszywa się pod Cadence, ale jak doszło do otwartej walki na ulicach, to przecierałem oczy ze zdumienia. Finał ten dorównał początkowi tego samego sezonu i jak na "tamte czasu" to pozamiatał wszystko. Solidna robota i choć też obejrzałem te odcinki ze sto razy, to nadal This Day Aria, walka z podmieńcami oraz Love is in Bloom na końcu dawały taki klimat, że długo tego nie zapomnę.

 

1. The Cutie Re-Mark - sezon 5

Jeśli ktoś mnie zapyta o najlepszy podwójny odcinek tego serialu, to bez wahania wybrałbym ten. Tony, dosłownie tony epickiej akcji, rola Starlight to mistrzostwo świata, a ujrzenie Equestrii w wielu wariantach to czyste złoto. Każdy, absolutnie każdy aspekt tego finały wgniótł mnie w fotel i ciężko mi słowami opisać, jak dobrze to zostało zrobione. Plus oczywiście nawrócenie Strlight, której widok na ekranie zwiększał mi stężenie serotoniny w moim ciele. Finał na dychę, jak nie więcej.


Sezony

 

Zamiast rozpisywać się, które odcinki były be a które mniam, skorzystam z szablonu Uszatki, czyli krótkie komentarze do poszczególnych odcinków w danym sezonie.

 

Sezon 1

Nadal moim zdaniem, najbardziej nastawiony pod młodą widownie i widać to na każdym kroku. Problemy są błahe, odcinki spokojne i za bardzo nie wychlają się poza granice bajki dla dzieci, przez co można stwierdzić, że to taki najbardziej vanilla wholesome sezon ze wszystkich, gdzie nostalgia wchodzi mocno. Bardzo dobrze wspominam odcinek z Pidżama Party u Twilight (Look Before You Sleep), gdzie Applejack i Rarity dogryzały sobie na wzajem (w moim domu jest drzewo!). Epizod z Zecorą (Bridle Gossip) był dla mnie najśmieszniejszą rzeczą, jaką wtedy widziałem, a szyjąca suknie Rarity w Suited For Success to dla mnie taka wizytówka tego sezonu i chyba najbardziej uroczy odcinek ze wszystkich. Historie znaczków naszych bohaterek w The Cutie Mark Chronicles zrobił wtedy na mnie olbrzymie wrażenie i uważałem to wtedy za jedną z lepszych historii, jakie słyszałem. Natomiast The Best Night Ever był chyba moim ulubionym odcinkiem sezonu, bo nie dość że świetna piosenka to wszystko zagrało tak dobrze, że nie dało się ocenić niżej niż na 9. Co do potknięć, to wszystkie odcinki z dolnej pułki były raczej nudne, niż złe czy głupie: Griffon the Brush Off (bo Gilda) i The Show Stoppers (bo cringe).

 

Sezon 2

Zawsze uważałem ten sezonu za najlepszy i nawet nie śmiałem tego podważać, przez co teraz ciężko mi jednoznacznie stwierdzić, że rzeczywiście taki on jest. Jednocześnie widać, że sezon ten poszedł o kilka kroków na przód, serwując nam nieco odważniejszy humor i pomysły. Sam początek to istne perełki, gdzie Twilight popada w obłęd (Lesson Zero), Luna przyjeżdża na Halloween (Luna Eclipsed), Rarity odkrywa piękno posiadania siostry (Sisterhooves Social), AppleBloom choruje na znaczki (The Cutie Pox), a Rainbow Dash próbuję sobie znaleźć zwierzątko (May the Best Pet Win!). Wszystkie te odcinki są na swój sposób wyjątkowe, z czego najlepszy z biegiem czasu wydaję mi się ten z Rarity i Sweetie Belle, bo motyw ten prawie wyciska mi łzy z oczu. Niestety, dobra pasja się kończy, bo odcinek The Mysterious Mare Do Well uchodzi dla mnie za najgorszy i najgłupszy odcinek w historii serialu. Być może teraz opinia moja byłaby inna, ale jak obejrzałem ten epizod za pierwszym razem (a byłem wtedy na swego rodzaju odwyku trwającym 3 miesiące, bo przez przeprowadzkę nie miałem internetu i ten epizod był pierwszy, jaki po tej przewie i myśleniu non stop o  kucach obejrzałem), to wydawał mi się on kompletna porażką, a gdy niewiele czasu później oglądałem go ponownie, to było chyba nawet gorzej. Tak czy owak, odcinek ten będzie uchodzić w moich wspomnieniach za najgorszy ze wszystkich. Na szczęście następny twór, Sweet and Elite, wybija się od dna, bo poza świetną piosenką, zakorzenił on u mnie istne uwielbienie do Rarity, które zostało ze mną do dziś. The Super Speedy Cider Squeezy 6000 przez bardzo długi okres czasu uważałem za najlepszy odcinek w ogóle i jedyny, jakiemu dałem 10/10. Wszystko, od faktu istnienia cydru i jego uzależnienia i RD, braci cwaniaków z najnowsza technologią, najlepszą piosenkę ever, świetną rywalizacje aż po ostateczne rozwiązanie było dla mnie idealne. Wielokrotnie odpalałem sobie pojedyncze sceny z bliźniakami, bo tak bardzo mi się oni podobali. Teraz nie jestem w stanie stwierdzić, czy ten epizod dla mnie nadal jest w TOP1, ale wciąż stawiam go bardzo wysoko. Hearts and Hooves Day to do dziś dla mnie jeden z najlepiej napisanych odcinków, a Smile Song w A Friend in Deed to utwór, którym winno się ludzi z depresją leczyć, bo jest tak niesamowity. Poza tym, praktycznie wszystkie inne odcinki trzymają wysoki poziom (7-8/10), a ewentualne skazy nie licząc dobroczynnej klaczy to Hearth's Warming EveFamily Appreciation Day (bo nuda), It's About Time (bo dosyć głupi mi się wydawał i zrobił dużo hajpu o nic) i Dragon Quest (w sumie podobnie). Koniec końców, to ten sezon ma największą średnią ocen u mnie, więc chyba nadal jest on dla mnie najlepszy i stanowi on niedoścignięty przez resztę sezonów wzór.

 

Sezon 3

W sumie, to do dzisiaj nie wiem, dlaczego ten sezon jest tak ucięty. Co do odcinków, to raczej średniawka (6-7/10), nie licząc kilka wzlotów i upadków. Magic Duel chyba każdemu się spodobał i ja nie byłem wyjątkiem, Sleepless in Ponyville też był bardzo udany, co z aktualnej perspektywy wydaje mi się dziwne, że epizod o Scootaloo i RD jest ponad dobry, natomiast co do Just for Sidekicks słyszałem różne opinie, z czego wiele takich, że był to bardzo słaby odcinek, choć ja go pamiętam jako coś na prawdę porządnego. Co do niżej półki, to Wonderbolts Academy okazał się być kompletną klapą i utwierdził mnie on w przekonaniu, że odcinki o Ranbow Dash są na ogół słabe, bo sama postać jest słaba. Spike at Your Service natomiast to według wielu najgorszy odcinek w całym serialu i trudno mi się tu nie zgodzić, bo nie umiem powiedzieć dobrego słowa o tym, co tam się działo. Ogólnie rzecz biorąc, sezon trzeci, przez to że jest taki krótki, stanowi swego rodzaje przejście ze starych kuców (sezony 1-2) do nowych, a przynajmniej ja zawsze w taki sposób to postrzegałem.

 

Sezon 4

Czwarty sezon uchodził w mojej głowie za drugi najlepszy, choć po głębszym zapoznaniu się z nim, ciężko mi jest to potwierdzić. Na pewno jednak stał się on dla mnie bardziej "wulgarny" i bezpośredni, niż pozostałe i widać było, że twórcy obrali drogę zadowalania starszych fanów. Ogólnie sam sezon skakał pomiędzy odcinkami dobrymi, a słabymi, gdzie pomiędzy walały się średnie. Po słabym początku, gdzie Daring Don't serwuje nam jeden z głupszych motywów tego serialu (Daring Do istnieje na prawdę), dostajemy świetny epizod Bats!, gdzie nietoperza wersja Fluttershy żyję w fandomie i ma się dobrze do dziś. Rainbow Falls dostał ode mnie plakietkę "nie, dziękuję" za beznadziejną scenę z RD na wózku jako kaleka. Three's A Crowd, gdzie chory Discord dawał się we znaki, do połowy był znośny, ale potem kuriozalność wybiła poza skalę i nie rozumiem, kto stwierdził, że wielki tron i walka z robakiem to dobry pomysł. Pinkie Pride, gdzie Pinkie rywalizuje z kanapką z serem, jest chyba najlepiej przeze mnie zapamiętanym odcinkiem i do dzisiaj jak słyszę "sezon 4" to mam właśnie ten przed oczami. Pamiętam, że For Whom the Sweetie Belle Toils był epizodem dobrym, choć nie mogę sobie za bardzo przypomnieć żadnej konkretnej sceny. Świetnie pamiętam natomiast Testing Testing 1, 2, 3, bo jest to zdecydowanie najlepszy odcinek sezonu, a scena w której Rainbow Dash z pamięci powtarza odegrane przez mane5 scenki jest dla mnie nie do zapomnienia. Ostatni odcinek, Equestria Games, czyli długo zapowiadane igrzyska, to było kompletne dno dna i nie rozumiem, dlaczego odcinek o długo oczekiwanych igrzyskach ma być o Spike'u, który wszystko psuję. Resztę epizodów, szczególnie z drugiej połowy, średnio pamiętam bo nie wyróżniał się one niczym szczególnym. Na przykład taki Twilight Time, o którym za cholerę nie przypomnę sobie nic, poza tym, że Twilight jadła burgery.

 

Sezon 5

Morze średniaków, na prawdę większość odcinków dostała u mnie ocenę 5/10, to przynajmniej kraks jest tu mało, za to kilak perełek się najdzie. Tanks for the Memories, pomimo głupiego zachowania RD przez większość odcinka, pod koniec mocno chwytał za serce, a scenę gdzie prawie całe mane6 płaczę mam często przed oczami. Odwiedziny miasta gryfów w The Lost Treasure of Griffonstone i nawrócenie Gildy było zaskakująco przyjemne, natomiast setny odcinek Slice of Life, spłynął po mnie jak po kaczce, bez większych emocji. Z tego, co pamiętam, to Party Pooped, gdzie Pinkie wyjechała do krainy jaków, był mega zbędny i nic w nim ciekawego nie było. Princesses Dream of Magic Sheep? był dla wielu odcinkiem kultowym, a mi np. wydał się on strasznie głupi. Rarity Investigates! to zmarnowany potencjał a Made in Manehattan to chyba najnudniejszy epizod w historii. Crusaders of the Lost Mark był natomiast świetnym musicalem i idealnym wręcz pomysłem, jak CMC może dostać swoje znaczki. Scare Master chętnie bym obejrzał ponownie, bo nie pamiętam o czym był, a raczej był spoko, natomiast What About Discord? był tak oderwany od rzeczywistości i tak okropnie nudny, że nie mam bladego pojęcia, o czym on był i nawet przeglądając screeny czy czytając opis nie umiem sobie nic z niego przypomnieć. The Mane Attraction natomiast to epizod który chyba kocham najbardziej, za wpierw powalającą Lady Gagę, a następnie za ściskającą serce piosenkę "I am just a pony". Ogólnie co do sezonu, to jednak poziom trochę spada, ale nadal są tutaj momenty warte obejrzenia całości.

 

Sezon 6

Podobnie, co do sezonu piątek, tylko gorzej. Owszem, pojawiło się wiele fajnych i kultywowanych do końca serii wątków, takich jak: Ember i smoki (Gauntlet of Fire), Trixie i Starlight (No Second Prances), Thorax (The Times They Are A Changeling) czy gra w kosza (Buckball Season). Odcinki te były dobre i sam motyw też na plus, ale żaden kapci mi z nóg nie zerwał. To uczyniły natomiast A Hearth's Warming Tail ze Starlight w roli Scrooga z Opowieści Wigilijnej, The Saddle Row Review gdzie w formie wywiadu mane6 opowiadały o nieprzyjemnościach otwarcia butiku Rarity (swip swip swip swip!), Spice Up Your Life z tą hinduską restauracją, Dungeons & Discords jak Discored, Spike i Big Mac grali w planszówki, Viva Las Pegasus czyli najlepszy odcinek sezonu, jak Flim i Flam pomogli AJ i FS dorwać tego właściciela kasyna oraz Top Bolt z zakochaną parą u Wonderboltsów. Jedyny feler, jaki ten sezon spłodził to Newbie Dash, gdzie reszta ekipy z branży wyśmiewała się z RD oraz The Cart Before the Ponies czyli derby z bolidami wyścigowymi. Nie były to jakieś tragiczne odcinki, ale za dużo dobrego o nich powiedzieć nie można. Reszta epizodów to same piątki.

 

Sezon 7

Podobnie, co sezon szósty, czyli podobnie, co sezon piąty, czyli średniawka ze wzlotami i upadkami. Wzloty to: Forever Filly gdzie Rarity okrywa, że Sweetie Belle nie jest już taka młoda, Honest Apple gdzie Aj ma być juri w jakimś pokazie mody (najlepszy odcinek sezonu, bo świetnie napisany + to i to <3), A Royal Problem jak Starlight zmienia znaczki Celestie i Lunie, The Perfect Pear czyli historia rodziców AJ, Fame and Misfortune jak mane6 opublikowały ten dziennik przyjaźni i fani byli wściekli i It Isn't the Mane Thing About You z goth Rarity. Upadki to: All Bottled Up, gdzie motyw butelkowanego gniewu był idiotyczny dla mnie, Fluttershy Leans In z budową tego rezerwatu dla zwierząt dla FS (nuda), Not Asking for Trouble o czym był to nie mam pojęcia, Daring Done? z kolejnymi idiotyzmami feat Daring Do i Uncommon Bond, jak Starlight się nudziła z Sunburstem (nuuuda). Cała reszta nie ma znaczenia.

 

Sezon 8

Sezon ten chyba jest najgorszy ze wszystkich, głównie z jednego powodu: twórcy notorycznie rzucają sobie kłody pod nogi, utrudniając sobie zdania i knocąc wszystko, co z początku miało jakiś tam potencjał. Tylko dwa odcinki znalazłem warte uwagi: The Break Up Break Down gdzie Big Mac sądzi, że dziewczyna chce go rzucić oraz Sounds of Silence z tymi stworkami Kirinami <3. Reszta to na ogół flaki z olejem i choć do ósmego odcinka włącznie raczej są one przystępne (nie licząc tragedii The Maud Couple z chłopakiem Madu), to dalej jest tylko gorzej, a Non-Compete Clause (RD i AJ rywalizują na wycieczce szkolnej), The Mean 6 (Kryśka tworzy złe mane6), A Matter of Principals (Discord denerwuje Starlight), Father Knows Beast (niby ojciec Spike'a) to już są gnioty pierwszej wody.

 

Sezon 9

Tutaj serial odbija się nieco od dna, przez co większych tragedii nie ma i choć wielkich sukcesów kinematografii też nie, to w ogólnym rozrachunku oglądało się to dosyć dobrze. Frenemies to zdecydowanie najlepszy odcinek sezonu, nie trzeba mówić dlaczego. Pozostałe warte wspomnienia to: The Last Crusade z rodzicami Scootaloo, Between Dark and Dawn z wakacjami księżniczek, Dragon Dropped z zazdrosną o Spike'a Rarity oraz The Big Mac Question ze ślubem tego tytułowego. Czarną listę stanowią natomiast Uprooted z odbudową drzewa harmonii bo nuda i A Trivial Pursuit z konkursem wiedzy, bo był idiotyczny. Reszta trzyma poziom, więc jest dużo lepiej niż 8, a może nawet 7 i 6 sezon.

 

Tak czy owak, nie umiem opisać sprecyzować, które sezonu są lepsze od innych, bo każdy z nich ma trochę złych, ale i trochę bardzo dobrych epizodów. Jednak koniec końców najlepiej wychodzi 2, czyli jednak nostalgicznie mocno.


Inne

 

Piosenki

Nie można zaprzeczyć, że poziom piosenek z MLP stoi na bardzo wysokim poziomie. Owszem, sam odnoszę wrażenie, że o ile w 1 i 2 sezonie były one dosyć różnorodne i wszystkie łatwo wpadały w ucho, to dalej uległo to nieco spłyceniu, ale może mi się to tylko wydawać. Jakbym miał tworzyć jakąś listę, to najpewniej na dniach wstawię posta tutaj, a tak to mogę wymienić moim zdaniem piosenki bez konkretnej kolejności: Smile Song, This Day Aria, Equestria Grils, Battle (chyba najlepsza), Under Our Spell, Shine Like Rainbow, Life is a Runway, In Our Town, The Spectacle, Better way to Be Bad i ostatnia.

 

 

Equestria Girls

Wiele osób miało obawy odnośnie przeniesienie przygód kuców w świat ludzi. Ja to jakoś od razu łyknąłem i teraz jestem w stanie stwierdzić, że wyszło to jak bardziej na plus. 4 główne filmy trzymają poziom, 40 minutowe specjały są na ogół dobre, a masa krótkich shortów, pomimo tego, że niektóre są słabe, podtrzymują do wszystko przy życiu. Wiele osób nie uznaję Equestira Girls za kanon i w ogóle tego nie oglądają, a ja dobrze się przy tym bawię i mam szczerą nadzieję, że będzie to trwać jeszcze długo (poza tym, tam jest Sunset więc szach mat). Jakbym miał wybierać, to najlepszym filmem jest Rainbow Rock, bo: fajny motyw, fajne złe, Sunset redemption i najlepsze piosenki w całym MLP. 

 

Film

Był spoko, bo ładnie wyglądał i fabularnie było przystępnie, ale skarpet mi z nóg nie zerwał.

 

Komiksy 

Oficjalnie komiksy robione tą charakterystyczną kreską, którą wszyscy kojarzą, są niesamowite. Nie dość, że wizualnie są one wspaniałe, pełne ukrytych smaczków, humoru i z mega dbałością o detale, to często poruszają one tematy, które serial tak tylko liznął. Owszem, niektóre z nich okazały się być oklepane i nudne (Nightmare Rarity), ale np. taki Reflections z dobrym Sombrą i lustrem do innego świata to jest takie mistrzostwo, że do dzisiaj nie mogę spać po nocach, bo rozmyślam, jak bardzo to było niesprawiedliwe  :/

 

Fandom

Nie partycypuję praktycznie w żadnych fandomach, bardzo rzadko mam w zwyczaju wypowiadać się na jakieś tematy i na ogół ograniczam się do przeglądania reddita itd. Z kucami było tak, że poza tym forum nie udzielam się nigdzie indziej. Z początku starałem się słuchać fandomowej muzyki, lecz szybko się wypaliłem, a na kompie nadal zalegają mi jakieś remiksy i inne z 2013 roku. Fanficków nie czytałem w ogóle i choć miałem kilka pomysłów na napisanie własnych, raczej aż tak mi nie zależy na ich realizacji. Zdecydowanie najbardziej lubię przeglądać wszelkiej maści fan arty. Owszem, robię to praktycznie dla każdego tworu, którego jestem fanem (Dota, Gravity Falls, gry valve, Fallout itd.), ale z kuców mam zdecydowanie najwięcej. Przeglądam deviantarta regularnie od mniej więcej 2014-2015 roku, natomiast wiele artów zapisuje na komputerze z przyzwyczajenia i specjalnie je sortuje według postaci itd. (arty SFW, bez obaw). Aktualnie w folderze My Little Pony mam, uwaga uwaga, 4918 plików w 86 folderach, które warzą łącznie 9,79 GB. Nie wiem, po co mi to ani co z tym zrobię, ale jakoś nie umiem się powstrzymać przed pobraniem fajnego arta, jak takiego widzę.

 

Co do ludzi, to nikogo nie poznaję, bo mi na tym nie zależy. Owszem, zdaję się mieć jakiś "kolegów/koleżanki" na tym forum, ale nigdy nie wyszło to poza tą stronę. Przy okazji, miejsce to pozwoliło mi odkryć "talent" przelewania słów na papier oraz (a przynajmniej mam taką nadzieję) dobrego pisania recenzji itd., więc z tego powodu jestem szczęśliwy, że tu trafiłem.

Szczerze, to oczekuję dnia, w którym to forum oficjalnie padnie (nie chce tego dosłownie), to wtedy pododaje wszystkie osoby, na których mi jakoś zależy, na facebooku, aby jakoś to potrzymać. Ale tak to serial niestety mnie nie przekonał i wielu przyjaciół to ja nie mam, jednak nie powiem, przydałoby się z kimś pogadać o tych kucach, bo co jak co, ale dobrze się o tym mówi.

 


 

Bo serial ten jest szczerze mówiąc bardzo specyficzny i ciężko go porównać do czegokolwiek innego. Nie jest on na pewno czymś obiektywnie dobrym, jednak jak się wpadnie w jego sidła, to już się z nich nie wydostaniesz. Nie chce wchodzić w szczegóły, bo planuje a najbliższej przyszłości założyć temat o takim mentalnym podejściu do tego serialu itd., ale nie ma takiej drugiej rzeczy, jak My Little Pony: Frienship is Magic. Nic nie wywróciło całego internetu, całej idei fandomu, całej wizji oglądania animacji oraz niepozorności rzeczy wyglądających na "dziecinne", jak ten właśnie serial dla małych dziewczynek o kolorowych kucykach, które rozwiązują naiwne problemy śpiewem i śmiechem, aby dowiedzieć się i zyskać magie przyjaźni.

Pisząc całe te strony tekstu i marnując całą niedziele, chciałem podejść do tego serialu jak najbardziej obiektywnie: co jest fajne a co nie; co mi się podobało a co uważałem za słabe. Nie wiem, czy jest jeszcze sens o czymś pisać, bo i tak jest tego za dużo, a sam już nie mam pomysłu, co tu można poruszyć. Nie jest to na pewno najlepszy serial jaki oglądałem (obiektywnie dużo lepsze było np. Braking Bad albo Gravity Falls), choć nie obejrzałem ich za dużo w swoim życiu. Suma summarum, serial ten jest dosyć.. ciekawy. Postacie są różnorodne i każdy znajdzie coś dla siebie, odcinki bywają różne, ale raczej widzi się te lepsze, niż gorsze, piosenki to top wszystkiego, a sami twórcy zrobili dużo przysług dla fanów, okrywając ciekawostki i mrugając oczkiem tu i ówdzie. Fani natomiast siedzą wiernie i nadal tworzą ten, nie ukrywajmy, chyba największy fandom, jaki istnieje. Owszem, jest on niezwykle rozciągnięty, a sama definicja broniego nie jest jasna do końca, ale wciąż uważam, że bijemy na głowę fanów anime, furrych inne internetowe twory. A jest tak, ponieważ My Little Pony... My Little Pony to ciekawy przypadek :)

Dobranoc

  • Upvote 3
  • Like 1
  • Thanks 1

Share this post


Link to post
Share on other sites

Cóż jako że to już koniec serialu przynajmniej w tv ( 10 sezon to będzie trzeba czekać aż Egmoncik łaskawie wyda  komiksy) to czas na małe podsumowanko z  mojej strony     

Sezony 1-3   

Jedyne sezony przy których kopytka maczała Fretka Atomówka Lauren Faust i przez to najbardziej spójny fabularnie etap serialu.Mamy bowiem jeden główny wątek - Twilight uczącą się Aracanea Amicea 1 sezon jest typowy dla pierwotnego audytorium serialu czyli dzieci  5-10 lat widać to w podejściu do pewnych tematów jak w finale sezony który można streścić jednym słowem " Farma  x Zamek  = Bajucha"    

Z tego sezonu mam jednak parę ulubinych odcinków jak Ticket Master, Dargonshy, Call of the Cutie, Winter Wrap Up, Stare Master (z tą przecudną kołysanką :fluttershy:) i Party of One

Sezon 2 jest moim zdaniem najlepszym, bowiem mamy tu już nieco odważniejsze omówienie pewnych tematów, widać też, że Hasbro jest świadome istnienia naszego fandomu ale jeszcze nie myśl z nas wyciskać kasy, przez co odcinki są bardzo wyważone i właściwe dla każdego dlatego polecałbym ten sezon początkującym którzy serialu nie znaju. Lubię też zdecydowaną większość odcinków,   jest sporo wybitnych jak Lesson Zero czy odcinki z :fluttershy4: czy z  :pinkiesmile: i Cranckym  

Sezon 3 to już niestety miłe początki wątków znikąd, choć widać, że ekipa wykorzystywała jeszcze to co Faust zostawiła w "Szufladzie", ale widać tu pewien nie wykorzystany potencjał (2 częściowiec Crystal Empire czy postacie które są ciekawe ale wykorzystane tylko na 1 odcinek np Babs Seed). Jest to też początek 1 podziału w fandomie bowiem nie każdemu pasowało iż pewien Nerd dostał piórek czy nacechowanych negatywnie nazw dla pewnych postaci (to od tego sezonu zaczęto nazywać :spike: murzynem). Zaczął się też zalew toksyny i odejście od przyjaznych wartości,, ale mimo wszytko były tu fajne momenty jak wspomniane przez mnie Crystal Empie, czy Magic Mystery Cure , ale też fajne odcinki o rodzince Apple czy Pinkie Pie rozwijające uniwersum. W tymm też sezonie po raz ostatni widzimy listy bowiem w następnym sezonie zastąpi je Dziennik

Sezon 4 - 7 

Tu już niestety mam do czynienia z cudownym chaosem choć da się wyłapać jeszcze pewien wątek który umownie nazywam "Becoming a Princess Saga" bowiem początkowo :twilight2: wydaje się nie przygotowana do nowej roli  bowiem jej tytuł wydaje się  raczej umowny, jednak wydarzenia sezonu 4 udowadniają, ze pozycja księżniczki jak najbardziej jej się należy  choć wyzwania ma nie łatwe ale zamek swój w końcu dostaje z okrągłym stołem w  pakiecie. Niestety ten sezon to też pożegnanie z Elementami Harmonii ale za to przywitanie się z Drzewkiem które będzie z nami aż do sezonu 9

No  i smutna rzecz Biblioteka Złotego Dębu poszła z dymem , ale  ten sezon to też zamknięcie wątku głównego z sezonów wcześniejszych, ale też rozwinięcie wątku "relacji siostrzanych" czy nie winne zaczynanie wątku "Fllarów" i w tym sezonie po raz 1 widać odcinki wybitnie słabe jak Trade ya czy Darling Don't, ale jest masa dobrych średniaków jak i odcinki wybitne ( Bats , Twilights Kingdom  For Whom The Sweetie Bells Tolls)   

Sezon 5  cóż   to uzupełnienie równania skrzydła + Korona + Zamek + y = full princess ale czym jest to y ? Cóż Każda z księżniczek ma swoje uczennice to  i :twilight: uczennice dostaję choć rozpoczynający sezon 2 odcinkowiec zapowiada kolejnego złola chcącego wprowadzić równość w kolorze czerwonym, bo uważa ze znaczki to samo zło ale koniec Twi poprawia kucyka i oferuje mu naukę przyjaźni, a co z wątkami pobocznymi cóż :cmcride: dostają oznaczenia swe lecz nie zdradzę w jaki sposób, ogółem tu widać po odcinkach, że tematyka spoważniała, mamy bowiem tematy związane z przeznaczeniem i sensem życia kucyka (Bloom & Gloom , Appleossa's Most Wanted, Crusaders of the Lost Mark) tematy trudne (Tanks for  the Memories, Do Princesses Dream of Magic Sheep), wątek o przyjaźni nadal jest obecny choć właściwe tylko w jednym odcinku pełni role nadrzędną  (Amending Fences), reszta zaś to albo odcinki wybitnie bekowe (Princess Spike), albo robione pod fandom (Silce of life), ale tak jest to mój 2 ulubiony sezon

6 sezon  mimo iż wciąż kręci się wokól wyzwań dla Twi i spólki to jednak nie jest to na wybitnie 1 miejscu tu wybija się raczej wątek :starlight: i jej resocjalizcji, która nie należy do łatwych, bowiem ciężko kucykowi zmienić pewne nawyki, ale z pomocą swej mentorki oraz Najwspanialszej Wszechpotęznej Przyjaciólki :trixie:wszystko idzie ku dobremu ba :starlight: zaprzyjaźnia się nawet z :discord: a wiecie że to raczej trudny przypadek do lubienia i te odcinki mają jakąś fabułę ciekawą i co ważniejsze spójną reszta to średniaki wybijające się czasem jednym elementem lub tonąca w swej średniości ale ten chaos jeszcze nie drażni

Sezon 7 to kolejne przygody :starlight: związane z przyjaźnią  ( od trudnej przyjaźni z :trixie2:, nowej z Maud Pie, a na sztuce dzielenia się przyjaźnią z :sunburst: kończąc) nasza Twilight 2.0 dostaje nawet misję pogodzenia Królewskich Sióstr a nawet udaje się jej wbić nie bezpośrednio pewnemu zapotrzonemu w siebie czarodzejowi czym jest przyjaźń i że każdy zasługuje na 2 szansę. Mamy tu też rozwinięcie wątku Kucyka Cienia i Filarów i te odcinki trzymają jakiś poziom, reśzta to znowu w większosci dobre średniaki, po za odcinkiem Secrets anD Pies który chyba był robiony na odpał więc go nie polecam, mogę polecić Discordant Harmony, The Perffect Pear, Once upon the Zepelin 

Reszta jakoś nie zapdła mi w pamieć albo była zwyczajnie irytująca (  mówie tu o średnch odcinkach bo odcinki poruszający wątki główne są dobrze zrobiono w tym mój ulubiony odcinek o Legedzie Sonammbuli)

Sezon średni jak dla mnie ale raczej w od 7 do 8+

Sezony 8-9

Ostatni etap serialu Twi ma już wszystko w równaniu ale po co sekrety przyjaźni dawać tylko kucom nie lepiej dawać je wszystkim rasom, więc zakładamy szkólkę drogie panie, ale co to jakiś kucyk rasista mówi tylko kuce mąją prawo do edukacji to ok  zrobimy jak chce i :twilightsparkle:panikuje bo i tak dostaje banka mimo iż wszystko jest cacy na to :starlight: do niej "a srać na to to jest twoja szkólka i twoje zasady" tak wygląda wątek na poczatku, a więc mamy nowe m 6 skladające się z przedstawiceli róznych ras choć tam jest jeden kucyk i oczywscie główny wątek to ich nauka w szkole i odpały nauczycielek co fajnie sie ogląda, a i Ocelus jest słodziusia  @Paladyn Zanderson chcieć  tego:changeling: do hugania, pojawia się też ladacznica Pana Tireka o  imeniu Cozy Glow,, która wszytkich robi w jajo, bo jak takie slodkie pegaziątko moze być złe ale Student  M6  ją powstrzymuje tak się przestawia w skrócie wątek główny który jako jedyny trzyma jako tako jakiś poziom, choć doprawdy  cięzko jest się w tym połapać bo kazdy odcinek tego sezonu mógłby robić za osobną historię i jeśli taki był cel twórców to wyszedł średnio, bo sporo tu średniaków z dolnej pólki niestety no mozę poza odcinkiem z Spikiem i odcinkiami z  :cmc: jeśli chodzi o nie związne z  głównym wątkiem zaś z wątkiem szkolnym to początek sezonu jego koniec i odcniek ze Starlight i Discordem  

Poziom Chaosu na poziomie mega jak widać ale tragedia dopero nadejdzie

Bo Sezon 9 to jakby reset wszytkiego czego Twilight się nauczyła, powtarzalnosć zachowań pewnych postaci osiąga poziom :facehoof: przynajmniej przez jego 1 połowe tylko odcinek "Freeenmies  oraz" następujące po nim są jako tako dobre i niestety ten sezon ma najsłabszy odcinek otwierający pomimo iż miało to potencjał to jednak gdzieś on się rozlazł, wątki były domykane na szybko i byle jak,  a gdby tak dać je do sezonu ósmego to napewno skończyły by lepiej lub nawet do 4 sezonu czy 2, ale ak się potwierało tyle drzwi na raz, złe Hasbro żąda zamkniecia stacji g4 by wprowadzić g5, to mam to co mam. 2 połowa sezonu jest lepsza ale cierpi cna powyżej wspomniane bolączki, mimo iż chaos w zamykaniu wątków został w miarę ogarniety, to nadal zdarzają się bohaterom zachowania typu :facehoof: odciinek z Rarcią najlepszym przykładem, ale pzynajmniej jakoś udało im sie zachować twarz odcinkami 24 i 25 choć zmarnowali potencjał Grogara z początku, ale to w sumei mi nie przeszkadza bo to potwierdza moją teorię że Discord to Grogar na magicznym haju albo prznajmniej którys z jego towrów, zaś odcinek 26 można raczej trakotwać w  kategorii Epilogu, mamy bowiem nowe pokolenie :starlight:i :sunburst: są razem :cmc: są nauczycielkami tak samo :trixie:i idealny happy end  

Podsumowanie ogólne

Jak ogólnie oceniam serial po wiernum jego obejrzeniu ? Cóż  bedę szczery i dam ogólnie 5/6 w skali szkolnej a 8/10 w ogólnej, bo kto stawiał na to że serial o kolorowych konikach będzie jedną z  wplywowych anmiacji przełomu dekad XII wieku ? W 2007 napewno nikt by się tego nie spodzewał, ani Fandomu, ani takiego wpływu na kulturę światową, a co dla mnie naważneisze  nauki o podstawowych wartosciach które często nam umykają w tym zimnym ludzkim świecie, ale na szczeście jest jeszcze to światło choć przygaszone, ale wciaż tlące się niczym żar Serca Serdeczności które odgania cemności z Equestrii i niech zgaśnie on nigdy 

Ave Amici

Ave Harmonia

Tego życzy wam Paladyn XII Sekcji Solestrot

 

Edited by Paladyn Zanderson

Share this post


Link to post
Share on other sites

Create an account or sign in to comment

You need to be a member in order to leave a comment

Create an account

Sign up for a new account in our community. It's easy!

Register a new account

Sign in

Already have an account? Sign in here.

Sign In Now