Jump to content

Strona Główna  |  Ogłoszenia  |  Lista Fanfików  |  Fanpage  |  Feedback
USER1

Cesarski Bankiet [PL] [OneShot] [EaW]

Recommended Posts

Autor:Mitamajr

Oryginał:[EAW] The Imperial Banquet

 

Cesarski bankiet

 

Opis:

Król Wingbardy, Garibald Talonuel III bierze udział w bankiecie organizowanym w Griffenheim, stolicy Imperium Gryfów. Co zrobi, kiedy spotka z pozoru nielubianego przez siebie Cesarza imperium i jak zachowa się w nietypowej dla siebie sytuacji?

 

 

Krótkie wyjaśnienie zdarzeń w punktach dla osób nie znających EaW i mapa Gryffoni:

Spoiler

 

spacer.png

Gryffonia Stan aktualny na 1007 ALB

Na pomarańczowo Imperium Gryfów oraz jego wasale

Użyte skróty:

ALB - After Luna Banishment

 

uniwersum:

705 ALB-Grover I (wtedy król Griffonstone) z użyciem mocy Idola Boreasów podbija Królestwo Aquileia oraz wingbardy, dzięki czemu zostaje pierwszym cesarzem Imperium Gryfów.


713 ALB-Po zjednoczeniu północnych plemium, Król Albert z Księstwa CloudBury pada na kolana przez Groverem.


747 ALB-Łupem Grovera padaja wschodnie księstwa i królestwa takie jak Księstwo Lushi oraz Krolestwo Brodweld (wtedy równiesz rozbite na księstwa). Zajął równierz kontynentalną część krainy, w której żyły minotaury powołując do życia Hrabstwo Cyanolisia.


751 ALB-Najemnicy Grovera I Złupili Jezeragrad w Lake City. Był to pierwszy atak na kucyki osiedlone na wschodzie


783 ALB-Grover I rozpoczyna konflikt z królestwem Pingwinów oraz z niedźwiedziami polarnymi, który kończy się ustanowieniem Nowej Gryfoni na Equsie.


785 ALB-Grover I umiera, dzień po koronacji Grovera II w Królestwie Aquileia wybucha bunt. Nimbusia wypowiada wojne Gryphin Host.

- Wkrótce potem jego brat Gucio zostaje nowym królem Griffonstone, tworząc nową linie dynastyczną.

- Grover II podbija Minutaurie (Republic of asterion) oraz Sicameon, a następnie rozpoczyna pierwszą krucjatę przeciwko kucukom mieszkającym na wschodzie.

854 ALB-Po 40 latach krucjaty zdobywa on prawie cały kontynent, jednak umiera w skutek dostania strałą w oko, co zakończyło krucjate.

- Grover III, w przeciwięstwie do ojca stawiał raczej na stabilnośc Imperium niż na ciągłe podboje, co nie przeszkodziło my jednak rozwiązywac problemów siłą.

862 ALB-Grover III zabija Kihai de Kissau, pierwszego księcia zjednoczonego Brodweld z powodu jego wpływów.
914 ALB-Grover III umiera.

- Grover IV uważany jest za władcę, za którego imperium zaczeło upadać. Był on bardzo niecharyzmatyczny oraz nie miał żadnych sojuszników wśród szlachty. Lubił on czekolade, co najprawdopodobniej doprowadziło do jego śmierci.

970 ALB-Umiera Grover IV.

- Grover V, Nie bez powodu zwany „Słabym”, miał trudne dzieciństwo, jego ojciec odszedł, kiedy ten był tylko małym dzieckiem, a on sam był bardzo schorowany.

972 ALB-Król Wingbardy, Gumberto umiera podczas imprezy w Griffenheim w dziwnych okolicznościach, co prowadzi do secesji Wingbardy, Królestwa Aquileia oraz kilku pomniejszych państw.


978 ALB-Dochodzi do Republikańskiej rewolucji. Prezydent, a jednocześnie marszałek zajmuje prawie całe imperium i ogłasza Republike Gryfów. Groverowi V przy pomocy lojalnych mu generałów oraz Archona Erosa VII udaje się uciec bez szwanku.


979 ALB-Kontrrewolucja zwyciężyła, Kemerskai (Prezydent) oraz podległe mu jednostki zostały zmuszone do ucieczki na północ gdzie obali Księcia Cloudbury i na nowo proklamowali republike


1007 ALB-Umiera Grover V.

 

 

źródło i bardziej szczegółowy opis:Equestria at war wiki - Grifonian Empire

 

 

 

Notka od autora tłumaczenia:

No witam, chciałbym przedstawić wam krótkie opowiadanie w uniwersum EaW, w którym to Król Wingbardy, Garibald Talonuel III wybiera się na bankiet w Griffenheim. mimo poprawek mogą pojawić się dobne błędy (Będe wdzięczny za sugestie w dokumencie), ale mam nadzieje, że ten fanfik się wam spodoba. Miłej lektury.

 

 

 

 

Edited by USER1
  • Upvote 2

Share this post


Link to post
Share on other sites

Przeczytane. Nie takie 15 stron straszne, jak się wydaje. A to za sprawą użytej czcionki.

I właśnie od czcionki, oraz od formy zacznę.

 

Czcionka: Arial 16. Serio? Znaczy, Arial to nic złego (choć personalnie go nie lubię), ale 16? strasznie wielkie te literki. Śmiało można zejść do 11-12. Do tego jest strasznie dużo dodatkowych odstępów w postaci nadprogramowego entera. Przez to (oraz przez automatyczny odstęp między akapitami) całość jest strasznie rozstrzelona i nieco ponad 1700 słów mieści się na 15 stronach. 

Ponadto, do wad należy zaliczyć brak justowania, oraz brak wcięć pierwszego wiersza. Ale od czego są sugestie ;) 

Poza tym pojawiły się błędy w zapisie dialogowym. Jeśli narracja po wypowiedzi zaczyna się słowem odnoszącym się do wypowiedzi (powiedział, spytał, mruknął, krzyknął, warknął, rzucił i tak dalej), to piszemy z małej litery, a po wspomnianej wypowiedzi nie ma kropki (wykrzyknik i znak zapytania, jak najbardziej są, jeśli występują). 

Niepotrzebnym też była kursywa przy każdym dialogu. Kursywę stosujemy, gdy chcemy zwrócić na coś uwagę w tekście. Na przykład, używamy jej na jakimś, jednym słowie w całym zdaniu, co wskazuje, że postać wypowiedziała je nieco inaczej. Co może nadawać dwuznaczności wypowiedzi. Spotkałem się też z tym, że używa się jej do przemyśleń postaci. Sam zaś stosuję w swoim fanfiku, by wydzielić część, w której narrator naprzykład opowiada o tym, co ma zamiar opowiedzieć (czyli o fiku), albo do jego wtrąceń, gdzie na przykład przyznaje, że ta część może obfitować w niedopowiedzenia, bo nie mógł znaleźć informacji (albo po prostu podkoloryzował). Można jej też użyć kiedy mamy w fanfiku list. Na przykład list Twilight do Celestii. Wtedy ładnie go odkreślamy dodatkową, pustą linijką i dajemy go kursywą (można też inną czcionką, wyglądającą jak odręczne pismo, albo coś). Nie mówiąc o tym, że odpowiednio użyta kursywa może nadać zdaniu podtekst. Tak wiec kursywa ma wiele pożytecznych zastosowań. Jednak pisanie dialogów nie jest jednym z nich.

Spoiler

tak, od tego mogą być wyjątki, jak chociażby telepatia

Od dialogów jest półpauza. 

I tu dochodzę do punktu, w którym będę chwalił. Nie zauważyłem w tekście żadnych literówek. Może to niewiele, ale zawsze to jakiś pozytyw. 

 

A jeśli chodzi o samo tłumaczenie, to tutaj też trochę ponarzekam. Niestety widać na każdym kroku, że to tłumaczenie. Wprawdzie jest ono poprawne (w niektórych miejscach do bólu poprawne, ale o tym za moment), ale widać tu angielską składnię i raz czy dwa zdarzył się angielski styl? dialogowy (Angielski dopuszcza by akapit zaczynał się od narracji, a wypowiedź postaci była później. U nas, jeśli jest wypowiedź w akapicie, to automatycznie musi go zaczynać).  Do tego część zdań brzmi sztucznie i ma jakby złą kolejność wyrazów. Poza tym, że fik powinien być poprawny, powinien też być płynny. I choć czasami można odnieść wrażenie, ze to się wyklucza, to jest to jak najbardziej wykonalne (tu polecam zerknąć na tłumaczenia aTOMa i Doalra 84 i poddac je drobnej analizie, bo to jak dla mnie, najlepsze przykłady dobrego tłumaczenia).

Jest jeszcze ta nadmierna poprawność, o której wspomniałem. 

Cytat

A knock on the door alerted the drowsy pair

Spoiler

Pukanie do drzwi zaalarmowało senną parę

Owszem, to zdanie jest ,,poprawne", ale też trochę bez sensu. Powinno być raczej przysypiajacą, albo drzemiącą, albo pogrążoną w półśnie. Senny, moim zdaniem, nie pasuje do kontekstu. 

Ogólnie, tłumaczenie wymaga sporo poprawek, ale nie powiedziałbym żeby było jakoś bardzo złe (dobrym tez niestety bym go nie nazwał). Zwłaszcza, że samo tłumaczenie (jako proces) to trudna sztuka, która wymaga nie tylko znajomości słówek, ale też znajomości samego języka  (a w zasadzie nawet dwóch). Myślę jednak, ze warto by autor (tłumaczenia) podjął się pracy w tej materii, bo pierwszy krok jaki uczynił tym fanfikiem, nie był taki zły i w autorze drzemie potencjał.

 

  Skoro już pogadałem o formie, to pora na treść tego dzieła. Na wstępie powiem, że treść fika wywołała we mnie uczucie takiego trochę Meh.

Z jednej strony, tam jest pewien potencjał i kilka ciekawych informacji zapisanych miedzy wierszami. Widzimy tu gryfie cesarstwo z młodym, nieletnim cesarzem, za którego rządzi ciotka. Widać też, że są gry polityczne, w których może uczestniczyć główny bohater (król, co ciekawe). Widać też pewną niechęć bohatera do rodu panującego, po czym można by wnioskować, że mógłby się pojawić w spisku. No i sam bankiet wypada znośnie i ma potencjał fabuło i światotwórczy.

 Z drugiej jednak strony, ten fik jest krótki i szybki. Stanowczo za krótki i za szybki. Brakło mi opisów, rozmów pozornie o niczym (to bankiet), czy więcej przemyśleń. w tych 1700 słowach (około), autor zawarł audiencję, bankiet, taniec, małe spotkanie z małym cesarzem i scenę jak cesarzowa ciotka dostaje żyletkę do golenia, dla małego. To bardzo dużo, jak na takie krótkie dzieło. Zabrakło też informacji o świecie, czy o stronnictwach. Zupełnie jakby ten fik był fragmentem czegoś większego. I chyba jest, sądząc po tagach. Tyle, że jako czytelnik, nie znam uniwersum, nie znam postaci (i w zasadzie nie bardzo poznaję to w tym fiku). Odnoszę wiec wrażenie, jakby dzieło było niekompletne. 

 

Podsumowując, samo dzieło nie powala i nie nazwałbym go fortunnym wyborem na pierwsze tłumaczenie. Tym niemniej cieszę się, że pojawił się tu ktoś jeszcze, kto jest zainteresowany tworzeniem fanfikcji. zapraszam do klubu konesera polskiego fanfika, gdzie z chęcią służymy pomocą, dobrą radą i staramy się trzymać fajną atmosferę by można było pogadać o wszystkim (nie tylko o fikach). Polecam też autorowi tego tłumaczenia poczytać trochę tłumaczeń od aTOM i Dolar84.

Postaram się też śledzić fanfikowe poczynania nowego tłumacza, bo fajnie widzieć kogoś nowego, kto chce spróbować i ma potencjał (tak, widzę tu potencjał na nowego tłumacza fików, choć będzie mu potrzeba trochę pracy. Duże trochę.). 

A sam bankiet? Może i mi się nie podobał, ale może kogoś zainteresuje samym uniwersum. 

 

  • Upvote 1

Share this post


Link to post
Share on other sites

Dziękuję za wszystkie rady i sugestię odnośnie do formatowania tekstu, zapisu dialogów oraz tłumaczenia. Entery i kursywa były niestety wynikiem mojego przekombinowania z "poprawkami" pod sam koniec. Jeśli chodzi o uniwersum, to chyba dodam krótkie wyjaśnienie w głównym poście dla osób, które go nie znają.

Edit: Dodano krótkie wyjaśnienie zdarzeń w punktach jak i mape Gryffoni

Edited by USER1
  • Upvote 1

Share this post


Link to post
Share on other sites

Tłumaczenie widzę poprawione.  Świetnie się czyta. Ale mam pytanie. Czy to powinno być śmieszne? Bo bardzo mnie ten kawałek tekstu rozbawił. 

Share this post


Link to post
Share on other sites

No nareszcie jakiś fanfik, przy którym nie będę się denerwować.

 

SPOJLERY

 

Jeżeli chodzi o uniwersum Equestria at War to jestem obeznany i… dziwi mnie, że tak mało dociera do nas twórczości w tych klimatach. Dostaliśmy tutaj krótką historyjkę, przyjemną, na swój sposób uroczą, a gracze powinni być zadowoleni, widząc w akcji postacie z modyfikacji do HOI4. Właściwie to polityki nie ma tu zbyt wiele, nie ma też żadnych wojen, a mamy takie typowe… SOL z domieszką komedii. I to się broni.

 

Po śmierci Grovera V nastał czas, aby jego następca Grover VI objął stery nad Imperium Gryfów. Jednakże nasz cesarz ma dopiero 4 lata, więc władzę póki co objęła kuzynka Gabriela Eagelclaw, różowa gryfica. Tak się dzieje w samej grze, o ile na to pozwolimy, bo mamy również alternatywne ścieżki fabularne, wiadomo jak to w grach. Ale głównym bohaterem jest tak naprawdę król Garibald Talonuel III, który przybył na uroczystość. Jesteśmy witani krótkim, dość ubogim opisem pałacu. Król staje w kolejce za innymi szlachcicami, a po chwili herold zapowiada jego przybycie.

 

“– Król Garibald Talonuel trzeci! – krzyknął herold.

Talonuel powitał Grovera VI ukłonem, choć nie tak niskim, jak inni, w końcu nie był wasalem. 

Cesarz miał żółte futro i pióra oraz był grubo ubrany w dwurzędowy płaszcz. Młody władca popatrzył w górę na znacznie starszego gryfa ze zmieszaniem i ciekawością.

Pomijając niechęć Talonuela do wszystkiego, co związane z Imperium, widok słodkiego małego gryfa wzbudzał poczucie ciepła w jego klatce piersiowej oraz powodował, że jego białe wąsy trzęsły się, kiedy ten walczył, aby powstrzymać uśmiech.”

 

Możemy łatwo dostrzec, że pomiędzy Garibaldem i Gabrielą narasta pewne napięcie, a spowodowane jest to konfliktami na polu politycznym. W skrócie; król nie lubi wszystkiego, co ma związek z Imperium Gryfów. Natomiast widok małego Groverka, takiego słodziutkiego dzieciaczka, który w przyszłości będzie mieć po kilka gryfic na jedną noc przy strumieniach alkoholu oraz tonie żarcia i który pewnie wybije połowę kontynentu, wzbudza u Garbalda ciepło na serduszku. Po krótkich formalnościach i przywitaniu się, nasz król idzie dalej. Gdy wchodzi do środka, ma okazję podziwiać bogate wnętrze pałacu stolicy Imperium… To znaczy dosyć ubogie wnętrze pałacu stolicy Imperium. Sami zobaczcie;

 

“ Cała podłoga zrobiona była z wypolerowanego, egzotycznego drewna, przez co odbijała światło świec, padające z ozdobnych żyrandoli zawieszonych wysoko na ciemnoniebieskim suficie. 

Było tam pięć żyrandoli, każdy z nich, z setkami świec. Talonuel pomachał głową z uznania.”

 

No, no, było tam pięć żyrandoli, za czasów Komorowskiego pewnie sześć, ale jeden sobie wziął  Ach, no i była podłoga. Z polerowanego drewna… To strasznie mało. Wiadomo, że nie należy przesadzać z opisami, ale tutaj, a ZWŁASZCZA TUTAJ, gdy mamy do czynienia z najważniejszym miejscem na gryfim kontynencie, gdzie skupia się historia i potęga całego Imperium, może warto by było napisać coś więcej niż kilka marnych linijek? To dałoby świetną okazję, do opowiedzenia historii. Garibald mógłby się przejść korytarzem, mijając liczne obrazy, freski, pamiątki zeszłych wieków… No cokolwiek. Niestety opisy są dosyć miałkie. Wiadomo, że gdy ktoś stoi na pustym parkingu albo siedzi w klasie na nudnej lekcji, no to zbyt wiele opisać nie można, chyba że akurat coś się dzieje albo będzie to potrzebne później. No nic.

 

Do Garibalda podbija jakiś typ, który zaczyna pierdzielić coś o żyrandolach, które zaprojektował jego pradziadek. I w sumie tylko na tym się zna. Natomiast król grzecznie przytakuje i… idzie w pierony. Ale, ale! Ten typ zaczyna iść za nim i dalej opowiada o żyrandolach. Mam nadzieję, że go powieszą obok tych jego ukochanych żyrandoli, żeby mógł je podziwiać z bliska. A nie, przepraszam, gada jeszcze o suficie. No… To jak chcecie sobie zamontować w domu żyrandol albo zrobić sufit, to wiecie, do kogo się zgłosić.

 

Garibald (niestety nie mogę zapamiętać jego nazwiska rodowego… Talolunel? Nie…Tulenuel). No więc Tulenuel zasiada na swoim miejscu. Po chwili zjawia się młody cesarz i rozpoczyna swoją przemowę. Krótką przemowę, ponieważ dzieciaka zażarły nerwy i się schował za swoją kuzynką. Oooch… Jakie słodkie. Nie to co TOO SHY FOR A RAINBOW 2. Po tym wszystkim uczta się rozpoczyna, a sługi serwują jedzenie na stół. Do Garibalda podbija jakaś gryfica-rycerz. Tutaj był lekki problem z tłumaczeniem, ponieważ… na początku myślałem, że to samiec. Po prostu, jeżeli to była jednak kobieta, to powinno się używać rzeczowników w rodzaju żeńskim, aby nie tworzyć dysonansu. Czasami trudno tego uniknąć, bo nasz język jest wybrakowany (patrz; jednorożec i próby utworzenia słowa “jednorożka”) i broni się przed odmianą żeńską. No język polski przyznam że jest… dość pojechany pod względem, a co najmniej ubogi. Ufam Mirosławowi Bańce z PWN-u, a on podaje, że… te formy, który próbujemy tutaj tworzyć, są jedynie potoczne i nie są akceptowane w poważnych tekstach. Nie można na serio kogoś nazwać Panią Prezydentką lub psycholożką, choć to ostatnie trochę się wybija pod wpływem głośnych mord naszych kochanych feministek. Akurat z tym nie mam problemu. Jest facet zajmujący się danym zawodem, który ma własną nazwę, to niech i kobita ma. W czym problem? A to, że dla niektórych nowe formy brzmią debilnie, to nic. Jak wymrą, to następnym pokoleniom nie będzie to przeszkadzać. Tak właśnie ewoluuje język.

 

Wracamy. No więc do króla podbija RYCERKA, a nie rycerz (choć słowo rycerka jest przestarzałe) i od razu pruje się do króla o to, że jest zdrajcą Imperium. W pewnym momencie emocje biorą górę, kiedy król po prostu spokojnie odpowiada na zaczepki. Na szczęście gryfica zostaje powstrzymana od próby zaatakowania monarchy i wywołania skandalu.

 

“– A więc – rzekł Talonuel, odwracając się do innych niepodległych szlachciców. – Proponuje toast za naszą bandę zdrajców.

 Było kilka śmiechów i wzniesionych szklanek. Bankiet kontynuowano, a po godzinie, służba wysprzątała stoły i odsunęła je. Sprowadzony został zespół, a wielki parkiet taneczny został posprzątany. Kiedy kilka par poszło tańczyć, wiele z nich ustawiło się z boku, wracając do szeptania między sobą.”

 

Ach te szeptanie do uszka… Garbalda zaczepia jakiś inny gryf, który pyta o sytuację na południu, w państwie króla. Tutaj mamy parę smaczków z gry, jak postać Beakoliniego, który mógł dokonać przewrotu w królewskie Wingbardy, jednak akurat w tej historii nie udało mu się dojść do władzy. Gospodarka również wraca do normy. Politykowanie zostaje przerwane, gdy młody cesarz wpada na Garibalda. Hmm… no cóż, to nic. Jest tylko najważniejszą osobą na całym kontynencie, którą jakiś płatny zabójca może w każdej chwili sprzątnąć. No kurde… Ktoś go powinien pilnować, a Grover jako pierwszą osobę spotyka władcę negatywnie nastawionego do Imperium z innym obcym szlachcicem. Absurd! Absurd, absurd, absurd! No trudno. Ale całe szczęście Garibald postanawia pomóc Groverowi i odszukać wraz z nim jego opiekunkę, Gabrielę.

 

Rozpoczyna się przepychanka przez tłum szlachciców. Grover natomiast…. zaczyna komplementować wąsy króla! O kurde… 

 

“– um… Panie Talonuel? – powiedział Grover

– Tak?

– Lubię twoje wąsy.

Talonuel potkną się, zaskoczony nieoczekiwanym komentarzem.

 – Naprawdę? – spytał się, nerwowo szurając nogą. Nie spodziewał się usłyszeć komplementu odnośnie jego owłosienia na twarzy, szczególnie od znienawidzonego Cesarza. 

Bo nienawidzi go, Czyż nie?

 – Tak! Jest taki puszysty i ładny. Czy mogę zapuścić taki wąs jak ty?

 Talonuel rozejrzał się wokoło, modląc się, żeby nikt ich nie usłyszał. Co do cholery powinien teraz zrobić?

– Może jak będziesz starszy – powiedział.

– Tak! – Grover rozpromienił się na te słowa. – Chcę być taki jak ty.”

 

Powiem szczerze, że jest to urocze na swój sposób. I dosyć zabawne. Nie to co OKŁADANIE KUTASAMI PO PYSKU JAKIEŚ KLACZY, JAK TO BYŁO W INNYCH FIKACH. Brrrry… Garibald dostrzega w tłumie różową gryficę i zaczyna się kierować w jej stronę. Niestety trudno jest się przepchać przez wszystkich gości, więc… Grover wpada na genialny pomysł, aby wskoczyć na parkiet i w rytmie walca (jak mniemam wiedeńskiego) zatańczyć w jej stronę. Dlatego porywa króla i bierze w tany. Trochę trudno mi sobie wyobrazić to, że taki gówniarz mógł zaciągnąć gdziekolwiek dorosłego chłopa, no ale może Garibald nie chciał się szarpać z młodym cesarzem i jakoś tak wyszło. No więc… zaczynają tańczyć. To też mi się spodobało. Fajny żarcik sytuacyjny. Widok tańczącej pary wzbudza małą sensację i dużo śmiechu na bankiecie.

 

“ Dwójka w końcu dotarła do Księżnej, która wyrażała mieszankę zmartwienia, obrzydzenia, przerażenia i zabawy.

– Jego wysokość jest bardzo energiczny – powiedział Talonuel, kiedy Grover w końcu go puścił  

– Jakby inaczej – dostał lakoniczną odpowiedź.

 Grover wyjaśnił księżnej, jak zgubił się w tłumie i szybko został wepchnięty w coś, co definitywnie nie było publicznym uwielbieniem. Definitywnie.

 – Król Talonuel jest super! Pomógł mi cię znaleźć!

 – Dziękuje – powiedziała Księżna. Jej głos był spokojny, i nie zawierał wrogości tak jak wcześniej.

 – Czy  może on odwiedzać nas częściej? – spytał się Grover, odsuwając się od swojej kuzynki. – Może być moim wujkiem? Weźmiecie ślub?”

 

Oooch… Po tych słowach Garibald oraz Grover ponownie idą zabalować. Pod koniec dostajemy jeszcze krótką scenę, kiedy to Gabriela leży na sofie wtulona w bok swojego księcia. Ktoś puka do ich drzwi, a księżna, po upewnieniu się, że wygląda jak należy, otwiera przejście. Okazuje się, że to posłaniec postanowił dostarczyć przesyłkę z Wingbardy, królestwa Garibalda.

 

“ „Dla młodego Cesarza Grovera VI. Powinien zrobić z tego użytek”

Podpisano – Król Garibald Talonuel III z Wingbardy

 Pod notką była żyletka i instrukcja odnośnie golenia.”

 

No i tak to się kończy. Szkoda, że nie ma więcej. Naprawdę. To mógłby być wstęp do czegoś większego. Po tym wstępie moglibyśmy dostać timeskip, kiedy na przykład Grover jest już starszy i po raz pierwszy goli wąsy albo to co dopiero je przypomina, a sytuacja na świecie zaognia się z każdym dniem. Ewentualnie dostalibyśmy więcej dzieciństwa młodego cesarza i kolejne spotkania z Garibaldem. No można to poprowadzić na wiele sposobów. Historia naprawdę mi się spodobała. Nie ma tu nic szczególnego, ale… postacie. Postacie są w stanie uratować wszystko. Nawet denną fabułę (choć nie wierzę, że przy ciekawych bohaterach fabuła może być beznadziejna). Jasne, nie mamy tutaj niezwykłej głębi, ale jeżeli charaktery są dobrze zarysowane, to nie mam na co narzekać. Długość tego fika sprawia, że chciałoby się więcej przeczytać. Niestety opisy są miałkie. Autor powinien nad tym popracować. Jeżeli chodzi o tłumaczenie, to jest średnio. Zdarzają się błędy w stronie technicznej, ale nie jest tego dużo. Momentami szwankuje składnia, a dobór słownictwa również jest nietrafiony. Ale nie stawiam tego na pierwszym miejscu i jak dla mnie ten fik jest wart przeczytania.

 

Jeżeli masz ochotę na krótki, fajny i zabawny fik, a do tego lubisz uniwersum Equestria ar War, to nie krępuj się i sięgnij po Cesarski Bankiet.

 

Tyle ode mnie.

 

Pozdrawiam!

  • Upvote 1

Share this post


Link to post
Share on other sites

Create an account or sign in to comment

You need to be a member in order to leave a comment

Create an account

Sign up for a new account in our community. It's easy!

Register a new account

Sign in

Already have an account? Sign in here.

Sign In Now

×
×
  • Create New...