Jump to content

Strona Główna  |  Ogłoszenia  |  Lista Fanfików  |  Fanpage  |  Feedback
USER1

Rainbow Dash`s Unstoppable Ego[NZ][PL][Adventure]

Recommended Posts

Autor: MagicS

Oryginał:Rainbow Dash's Unstoppable Ego

Opis:

Znudzona brakiem zajęcia Rainbow Dash wyrusza na północ, by znaleźć przygodę, chwałę oraz nieznane społeczeństwa poza granicami Equestrii. Na zdeterminowanego pegaza czyhać też będzie wiele niebezpieczeństw oraz nowych złoczyńców.

Rozdziały:

No witam, tym razem postanowiłem zabrać się za coś dłuższego. Jako że wiele rozdziałów tego opowiadania jest dość krótka, postaram się w miarę systematycznie je tu publikować. Oczywiście będę wdzięczny za wszystkie sugestię i rady, jako że czasami miewam jeszcze pewne kłopoty z przetłumaczeniem niektórych rzeczy. 

 

Edited by USER1
  • Upvote 1

Share this post


Link to post
Share on other sites

Przeczytane oba rozdziały. Po oryginał nie będę sięgał, więc jakości samego tłumaczenia nie ocenię, ale gołym okiem widać, że tu i ówdzie trafiają Ci się błędy - szczególnie interpunkcyjne. Aczkolwiek da się czytać, więc nie jest aż tak źle.

 

Sama historyjka dosyć przyjemna, bardzo luźna i z wyraźnym "serialowym" klimatem. Charaktery bohaterów też całkiem zgrabnie oddane. O fabule ciężko coś więcej powiedzieć po raptem dwóch rozdziałach, ale... zapowiada się nie najgorzej. Jak pojawią się kolejne części to pewnie też na nie zerknę.

  • Upvote 1

Share this post


Link to post
Share on other sites

Przeczytany Rozdział 1.

 

Beware the spoilers! Albo i nie...

 

Skoro miałem tu do czynienia z tłumaczeniem, to swoim zwyczajem najpierw sięgnąłem po oryginał. To był wielki błąd. Tak tragicznie napisanego fanfika dawno nie widziałem na fimfiction. Jakim cudem to ma pozytywną ocenę to ja naprawę nie wiem. O ile do samej treści nie można się przyczepić, bo to typowe wprowadzenie do dalszej części, to forma woła o pomstę do nieba. Błędy wręcz się piętrzą - autor niemal na pewno nie pisze w swoim ojczystym języku. A jeżeli tak przypadkiem jest, to jest niemalże analfabetą, którego nie powinno się wypuścić z podstawówki. Na szczęście było to stosunkowo krótkie, więc zacisnąwszy zęby dobrnąłem do końca.

 

Następnie przyszła pora na tłumaczenie. Po tym co napisałeś w pierwszym poście, podejrzewałem, iż może być to pierwsze podejście do przekładu fanfika. Albo jedno z pierwszych. No i tak było. Powiem tak - idealnie nie jest, ale na pewno nie ma tragedii. Owszem, w wielu miejscach przekład jest zbyt dosłowny i to mocno kłuje w oczy, ale to są potknięcia i błędy typowe dla kogoś kto dopiero zaczyna zabawę z tłumaczeniami i najczęściej znikają, kiedy nabierze się nieco wprawy. Tak więc nie należy się łamać a działać dalej - efekty mogą pojawić się zadziwiająco szybko. Tu na dodatek mamy do czynienia z kuriozalną sytuacją - dosłowny przekład często powiela błędy, które popełnił sam autor. Przy pewnym doświadczeniu i większej ilości napisanego tekstu widziałbyś gdzie możesz niektóre rzeczy zmienić, żeby całość była strawna w naszym języku. I tak w paru miejscach widziałem takie właśnie zamiany i wyglądało to po prostu dobrze. Tak więc działaj dalej, a będzie dobrze.

  • Upvote 1

Share this post


Link to post
Share on other sites

No, już dawno nie miałem okazji przeczytać fika w serialowym klimacie. A do tego z RD w roli głównej… co oznacza, że to będzie ból.

 

SPOJLERY

 

Motyw z podróżą Dash gdzieś daleko… Hmm, gdzie ja to… Aha! Austraeoh! Tylko tam leciała na wschód, a tutaj leci na północ. Okej, w sensie możliwie, że wspomniany fik posłużył jako inspiracja albo po prostu dwa utwory powstawały niezależnie od siebie. To akurat nie problem. Poczekajmy jeszcze na kolejne dwa fiki, gdzie Rainbow poleci na zachód, a potem na południe. Albo nie! Powstaną jeszcze dwa, gdzie Tęczka zapragnie zbadać kosmos, więc wyleci w górę albo będzie chciała wkopać się w ziemię i podąży w dół. No możliwości jest… w sumie nie aż tak dużo. Fanfik jest dosyć dobrze przetłumaczony. W prawdzie co chwilę zdarzają się potknięcia, gdzieś tam formatowanie szwankuje, interpunkcja, widać drobne błędy jeżeli chodzi o konsystencję świata, jednak nie natknąłem się na nic takiego, co by przeszkadzało w odbiorze tego tekstu. Ponadto (ten fragment dopisuję później) ponoć oryginał był słabo napisany i to NAPRAWDĘ SŁABO. Dlatego brawa dla tłumacza, że i tak udało mu się naprostować wiele błędów. Teraz już rozumiem, dlaczego ogólnie tekst jest jakiś taki sztywny… Nie wiem, taki trochę kiepski do czytania, a czasem nie da się już czegoś poprawić i trzeba zaczynać od początku. Ogólnie gdy biorę się za omawianie tłumaczenia jakiegoś fika, to 90% skarg kieruję do autora a nie tłumacza, a tutaj tłumacz poradził sobie… zaskakująco dobrze. Tak, jest dużo głupot w tekście, ale jak już wspominałem; oryginał kuleje i tego już się nie załatać w całości.

 

(AKTUALIZACJA; Cholera… jednak tłumaczenie jest aż tak dobre. Zwłaszcza w rozdziale 3 męczy niemożebnie. Niestety rozdział 3 doszedł, gdy już napisałem większość tego posta, więc… No może to wszystko sprawiać wrażenie nieco sprzecznego ze sobą. Moje uwagi trochę się zmieniają w trakcie komentarza.)

 

Fabuła. Oczywiście, ta głupia RD jak zwykle musi marudzić. Jest największą marudą i narzekaczką w historii. W sumie większą niż Rarity, a to już coś. No i większą niż ja. Wszystko rozpoczyna się od tego, jak to Dash przesiaduje w bibliotece Twilight i jęczy z powodu nudy. Ciągle wypomina, jak to kiedyś wyruszały całą szóstką na misje ratowania świata, a obecnie nic się nie dzieje. Widać, że ta głupia Rainbow Dash w ogóle nie dba o bezpieczeństwo Ponyville i wszystkich mieszkańców. Jej zależy jedynie na sławie i pochwałach. To sytuacja identyczna do tej, którą nam pokazano w którymś tam odcinku z drugiego sezonu, gdzie przyjaciółki pegaz przebierały się na zmianę za tego samego bohatera. To dokładnie ten sam poziom egoizmu, narcyzmu i Celestia wie czego jeszcze. Nie wiem, jak można lubić tę postać. Rozumiem, że w serialach zdarzają się “lubiane” dupki, ale RD nie ma niczego do zaoferowania w zamian. Na przykład taki Dr. House był inteligentny i posiadał cięte riposty, którymi gasił innych chamów, a w głębi serca dbał o swoich pacjentów. Zależało mu na nich. RD chce pomagać innym tylko dla własnej przyjemności. Jasne, zdarzały się jaśniejsze momenty w serialu, zwłaszcza gdy opiekowała się Scootaloo, ale całościowo nie wypada zbyt korzystnie. Nie wiem, jak można lubić postać, której gdy się powie, że nie jest fajna, to zacznie Ci zawracać głowę i narzekać; "COOOOO?! JA NIE JESTEM FAJNA?! JAK ŚMIEEEEESZ!!! "A dlaczego o tym wspominam?

 

Żeby mieć już za sobą omówienie głównej postaci. Niestety w tym fiku jest bardzo serialowa, jednak nie uznaję tego za wadę samego opowiadanka.

 

Wracajmy. Twilight sugeruje, żeby pomogła jej posprzątać w bibliotece i poukładać książki, ale, jak wiadomo, pegazicy taka praca nie w smak, więc odlatuje w pierony na jakąś chmurkę, aby się zdrzemnąć. Nie dane jest jej pospać zbyt długo, ponieważ do uszów lotniczki docierają ryki potwora oraz krzyki kucyków. Natychmiast zrywa się z obłoku i leci na akcję. Przypominam tylko, że jej motywacją nie jest uratowanie kogokolwiek, tylko zabicie nudy oraz zdobycie pochwał. Ech… Okazuje się, że Fluttershy zaatakował jakiś krokodyl, ale na miejscu była już Applejack i pokonała potwora. Nie spodobało się to RD, bo, ponownie; nie zależy jej na ratowaniu innych. Nawet miała pretensje wobec przyjaciółki, że nie zaczekała na nią, podczas gdy krokodyl mógłby z łatwością schrupać Fluttershy. W sumie dziwię się, że w serialu jej chatka nigdy nie została zaatakowana przez jakieś cholerstwo. Mieszka tak blisko lasu, gdzie gnieżdżą się same skurczysyństwa.

 

Po zapoznaniu się z sytuacją, RD odlatuje, nawet nie reagując na pytania przyjaciółek. Phe… Widać ma wszystko w dupie, oprócz własnej chwały. Ponownie ląduje na chmurze i stamtąd obserwuje zamek Canterlot, majaczący gdzieś w oddali. Ten widok sprawia, że dwie, ostatnie zębatki w tym pustaku zdołały zatrybić. Otóż zaczęła zadawać sobie pytania; co jest na północ od Kryształowego Imperium? W sumie wiemy to z niekanonicznej gry Equestria at War. Ale jak będzie w tej historii? No zobaczymy, zobaczymy. Tak więc Rainbow postanawia, że poleci sobie na północ. Ot tak, samotnie, bez żadnego rekonesansu, co byłoby przydatne, ponieważ z jakiegoś powodu tamte ziemie są niezamieszkałe.

 

Lotniczka wpada z powrotem do Twilight. Wypytuje o wszystko, jednak ta niczego nie wie. 

 

“W międzyczasie Twilight Sparkle i Spike dokończyli całodniową reorganizację (podziękowania dla Starlight, która wolała wziąć długą po południową kąpiel, zamiast im pomóc), i chcieli uczcić to późną kolacją. 

Wszystko było na półkach, tam, gdzie być powinno według nowego formatu. Księżniczka po prostu dawała wszystkiego po trzykroć, zanim mogła skończyć dzień.

        

– TWIIIIIILIGHT!

         – O nie…”

 

Miałem podobną reakcję, gdy zorientowałem się, kto będzie w tym fiku grać pierwsze skrzypce, ale jakoś się przemogłem. Poza tym; nie, nie, to nie Starlight jest niewolnikiem w tym zamku, tylko Spike. 

 

“Tęczowy piorun uderzył w jej bibliotekę, zatrzymując się wprost przed jej twarzą, kiedy fala uderzeniowa zatrzęsła Spikiem i wszystkimi bibliotecznymi meblami.”

 

Nie ma to zniszczyć całodniową, ciężką pracę swojego przyjaciela, a do tego go potrącić. No brawo, RD. Ale lotniczka w sumie wleciała i wyleciała. Po wpadnięciu na pomysł, aby wyruszyć na północ, leci niemal od razu…

 

“        – Przygodo, nadchodzę.

         I odleciała, tworząc za sobą tęczową smugę.”

 

I tak po prostu sobie odleciała w daleką podróż? No bez jaj. Mam nadzieję, że w drugim rozdziale jednak okaże się, że odpowiednie przygotowania zostały poczynione… 

 

“Rainbow Dash leciała przez cały poprzedni wieczór, śpiąc tylko przez chwilę, by o świcie znowu zacząć lecieć. Nie mogła marnować czasu, chciała jak najszybciej przeżyć jakąś ekscytującą przygodę. Wiedziała, że to będzie czadowe, że tam, gdzie leci, będzie miała mnóstwo rzeczy do zrobienia i wiele potworów do pokonania. W końcu na północy żyły Bug Bear`y, więc musiały tam być też inne niebezpieczne rzeczy do zrobienia.”

 

No ja pier***ę. Więc ona na serio nie wzięła ze sobą żadnego ekwipunku, żadnych map, aby dotrzeć do granicy znanego świata, żadnego prowiantu, żadnych medykamentów, żadnych ubrań… no ku**a niczego? Ech… Mam nadzieję, że jej trupa nigdy nikt nie odnajdzie. Poza tym jakie Ty czadowe rzeczy chcesz tam robić, Rainbow? Twilight powiedziała ci, że tamte miejsca są niezamieszkałe. Nic tam kuźwa nie ma, bo gdyby coś było, jakaś cywilizacja, to już dawno każdy by o tym wiedział. Ewentualnie wpieprzy się do wioski kanibali albo gniazda potworów. Tak; tego jej właśnie życzę i temu kibicuję. Och, jeszcze jedno… Rainbow Dash ma zamiar przylecieć na obce terytorium, nie należące do niej, i tak po prostu pobić te Bug Beary? To jest ich naturalne środowisko. To tak, jakbym ja postanowił wybrać się do Afryki, na sawannę, aby strzelać do lwów i mordować je; no przecież te zwierzęta również są groźne dla człowieka! No i co z tego? Naprawdę autor tego absurdalnego fika uważał, że to, co planuje Rainbow, ot tak sobie można zrobić? Iść zabijać zwierzęta dla rozrywki? Bo przecież tego chce Rainbow. Ech… Co za psychopatka. Co za brak wyobraźni i logicznego myślenia. Powtórzę jeszcze raz; Dash ma zamiar wj*bać się na obce terytorium, do naturalnego środowiska pewnych zwierząt, i tak po prostu powybijać te istoty, kiedy one sobie tam żyją i nie wadzą kucykom? No ku**a… 

 

Tęczka leci i leci, aż widzi Kryształowy Zamek na horyzoncie.

 

“Przelatując nad Kryształową Górą, dostrzegła zbliżające się Imperium. Ogromny zamek oraz budynki, wyglądały tutaj, jak lśniąca latarnia. Rainbow Dash przygryzała wargę, kiedy się zastanawiała.

– Myślę, że mogłabym się zatrzymać, by wpaść na lunch do Cadance i Shining Armora. Przekąszenie czegoś konkretnego przed opuszczeniem Equestrii jest dobrym pomysłem.”

 

O, tak! Nie ma to jak wpier**lić się komuś na chatę bez zapowiedzi i jeszcze wyjadać jedzenie! Wiem, że to rodzina królewska, i strawy im nie zabraknie, ale mimo wszystko powinno się dla samych zasad uprzedzić o swoim przybyciu. Shining Armor oraz Cadance mają lepsze rzeczy do roboty, niż usługiwanie jakieś pindzie, która nawet nie pomyślała o zabraniu prowiantu! Lepsze rzeczy takie jak… No, są młodym małżeństwem. Pewnie mają swoje sprawy. O których się zaraz dowiemy… O cholera… 

 

“Niebieski pegaz zanurkował, aby ominąć górę, która oddzielała Imperium od reszty Equestrii. Bezpośrednio pod nią, mogła zobaczyć tory kolejowe, które pokonuje razem z przyjaciółkami, kiedy normalnie jedzie z wizytą. Lecz kiedy jest sama nie używa ona pociągu, chyba że chcę na chwilę uciec od zimna, w końcu północne powietrze jest chłodniejsze. Jeśli chciałaby polecieć dalej na północ, to musiałaby się do tego przyzwyczaić, ale odkąd Dash latała dość wysoko, zimno nie było dla niej takim problemem.”

 

To jest po prostu źle przetłumaczone. I o ile do tej pory kierowałem moje gorzkie żale do autora, to tym razem mam ochotę pacnąć tłumacza po głowie. Wcześniej wspominałem, że tekst ogólnie jest dobrze napisany, ale wtedy jeszcze nie zapoznałem się z drugim rozdziałem. A teraz? No mamy niezłe kwiatki. Jak to pokonuje tory kolejowe? Nie pisze się w ten sposób!  Pokonywać można kilometry. Poza tym czas teraźniejszy? No właśnie niezbyt dobrze to wygląda. I jak ona ominęła górę, nurkując w powietrzu? Wleciała do tunelu?! Każdy, normalny pegaz skręciłby w którąś stronę i ominął górę po łuku. No tak czy nie?! A tak to Rainbow naraża się na to, że akurat nadjedzie pociąg, z którym się zderzy. I szczerze; mam nadzieje, że tak się stanie… Ale oczywiście tak się nie stanie, bo plot armor. Miała całą przestrzeń dla siebie, to akurat musiała wpieprzyć się w to jedno miejsce. I całe to gadanie o zimnym wietrze to bullshit, bo jakoś do tej pory leciała. 

 

“Rainbow szybko wyleciała z gór, między nią a Imperium nie było już nic, tylko pusta przestrzeń. Potrzeba było tylko kilku kolejnych sekund, żeby znalazła się nad domami i ulicami. “

 

Jak to z gór? W sensie z tego tunelu? A nie powinno być zza gór albo spomiędzy gór? Ech… Poza tym jak bardzo szybka jest Rainbow, aby przemierzyć całą Equestrię jednego dnia? Dla mnie to już jest gruba przesada. No nie róbmy z niej Flasha, błagam. 

 

“W Imperium było cieplej niż teren, który je otaczał, dlatego Rainbow Dash łatwo poszybowała w kierunku pałacu.”

 

Ponownie; tłumaczenie tutaj nieco oklapło. Tu musiał zostać użyty translator. Chociaż może po prostu to nie miało takiej dobrej korekty jak w rozdziale pierwszym, a sam tłumacz się machnął w tym fragmencie. 

 

“Kryształowe Imperium zawsze było miłym miejscem do odwiedzin i prawdopodobnie Rainbow Dash spędziłaby więcej czasu na rozglądaniu się i zabawie, gdyby nie miała czegoś innego do zrobienia. Jedyne czego teraz chciała, to szybko spotkać się z Cadance i Shining Armorem, zjeść coś i ruszać dalej.”

 

O proszę, a to kolejny przykład durnoty ze strony tego fika. Widzicie, co tu jest nie tak? Dam Wam chwilę, drodzy internauci, na zastanowienie… 

… 

Widzicie? Jaka jest motywacja Rainbow Dash? No kurde zrobić coś szalonego, coś rozrywkowego. Kryształowe Imperium może zaspokoić jej potrzeby. Ale nie, ona woli polecieć w pierony nie wiadomo gdzie. Rozejrzyj się po rynku! Ile razy byłaś w Kryształowym Imperium? Policzmy… raz w 3 sezonie, gdy Sombra powrócił, drugi raz podczas igrzysk, trzeci podczas kryształowania, czwarty, gdy przyjmowały tę babkę od igrzysk, no i piąty, jeśli policzymy Equestria Girls. Zdaję sobię sprawę, zapomniałem o czymś, ale za każdym razem, poza kryształowaniem, była zajęta czymś innym niż rozrywką, więc teraz mogłaby się zabawić, bo tak naprawdę nie zna zbyt dobrze tego miejsca. Ech… 

 

“Hej, a może ci dwaj wiedzą też coś więcej o tym, co jest na północy, co wydawało się bardzo prawdopodobne, oraz mogliby powiedzieć jej coś więcej na temat Góry Everhoof.”

 

Skoro Twilight tego nie wie, to nie jestem pewien, czy oni będą wiedzieć. Mimo wszystko to TWILIGHT. Już lepiej by było, gdyby RD spytała Celestię albo Starswirla (jeśli już był w Equestrii). Poza tym jacy “dwaj”? Chyba “dwoje” - klacz i ogier/kobieta i mężczyzna, a nie DWAJ osobnicy męscy. No i miło zobaczyć, że sam narrator się podniecił, skoro wtrąca swoje wykrzykniki i onomatopeje.

 

“– Zastanawiam się, czy powinnam skorzystać z drzwi na dole, czy może wlecieć przez jakieś okno lub balkon – zamyśliła się Rainbow, kiedy latała wokoło pałacu “

 

Ja pie**olę… Niezidentyfikowany obiekt latający ot tak może sobie wlecieć do pałacu? Przecież podmieńce atakowały to miejsce! I sam Thorax podniósł alarm, gdy pojawił się po raz pierwszy!

 

“– Twilight nie miałaby nic przeciwko temu, że tu wchodzę, więc jej brat i szwagierka też nie powinni mieć – prawdziwość tego stwierdzenia powinna zostać wkrótce wystawiona na próbę.”

 

To co za logika?! To tak, jakbym ja nie miał nic przeciwko temu, aby mój kolega wszedł sobie do mieszkania MOJEGO BRATA, więc on również z pewnością nie będzie mieć nic przeciwko. Co za głupia… 

 

Ale wlatuje do pałacu i dociera do jadalni, gdzie skłócone małżeństwo je drugie śniadanie.

 

“Flurry Heart zachichotała z radości, kiedy Cadance przytuliła się do niej, a Shining Armor obserwował ich z daleka, musząc mrużyć oczy, przez to, jak długi był stół. “

 

No i oczywiście Rainbow Dash, tak po prostu, wlatuje do czyjeś jadalni! Nosz ja pier… 

 

“– Oczywiście, nie muszę – Pomyślał Shining Armor, lecz nie wypowiedział tych słów na głos.”

 

Jak on miał to ku**a powiedzieć na głos, skoro myślał? No jak?! Nie było tam żadnej informacji, że myślał głośno albo na głos. Po co dodawać tę idiotyczną uwagę, że nie wypowiedział tych słów na głos. Przecież jeśli jakaś postać po prostu myśli, to to rozumie się samo przez się. 

 

“Drzwi do sali jadalnej otworzyły się z hukiem, a znajomy pegaz wleciał do środka, zatrzymując się naprzeciwko stołu.

 

– Hej tu jesteście! – Powiedziała Rainbow Dash do nich trzech.”

 

Boże, daj mi siłę… 

 

Królewska para pyta, czy nic się nie stało, a na to Dash odpowiada, że nie. Tak po prostu sobie przyleciała. Po chwili Rainbow, ten darmozjad, pasożyt i sprzedawczyk, dostaje talerz wyżebranego jedzenia. Zasiada do stołu, który ciągnie się chyba z kilometr, bo Shining musiał wcześniej mrużyć oczy, aby dobrze widzieć swoją żonę z drugiego końca. Jedzą w milczeniu. Lotniczka wyczuwa, że coś jest nie tak… 

 

“Zując marchew, spoglądała raz w jedną raz w drugą na zaręczone kucyki i nawet ona mogła stwierdzić, że z nimi jest coś nie tak.

A jeśli Rainbow Dash mogła odczuć atmosferę, oznacza to, że każdy mógł.”

 

Chwila, chwila, chwila… Zaręczone? Przecież oni mają dziecko! I nie chodzi mi o to, że nie postępują zgodnie z naukami Kościoła. Po prostu w serialu było tak, że dopiero po ślubie urodziła się Flurry Heart. W dodatku, wcześniej, w pierwszym rozdziale, Twilight była wspomniana jako jednorożec, pomimo bycia księżniczką. To w końcu trzymamy się kanonu, czy rozpierdzielamy logikę jeszcze bardziej? Ach, no i podoba mi się ten komentarz narratora, który jednoznacznie dowodzi, że Rainbow Dash jest debilna. Pięć punktów do mojego zadowolenia. 

 

“Jednak Cadance ukrywała prawdziwą twarz pod plastikową maską a Shining Armor wyglądał posępnie. Ogier po prostu popychał swoje jedzenie wokoło, zamiast je jeść, wyglądając, jakby miał ciężką depresję. “

 

Radź sobie sam, Shining. W końcu jesteś ogierem… Meh, no niestety sprawiedliwości nigdy nie uświadczymy na tym padole. Ale jeszcze bardziej martwi mnie to “popychanie jedzenia”. Może bawienie się jedzenie, dłubanie w nim? Jeszcze jakieś określenie by się znalazło. Tyle możliwości! Plastikowej maski księżniczki nie będę już komentować… 

 

“– Psst, hej. Coś się stało między tobą a Cadance?

– Nic takiego się nie dzieje, Rainbow Dash – Cadance odpowiedziała, powodując, że Rainbow i Shining Armor zatrzęśli się z szoku “

 

Ech… Shining powinien wy**bać ją z tej jadalni. Wyobrażacie sobie pytać prawie nieznane Wam małżeństwo o ich kłótnie w związku? Hym? HYMMMM?! Awkward as hell!

 

“– Nie musisz dziękować –  Cadance odpowiedziała, uśmiechając się, kiedy Flurry Heart lewitowała jej talerz za nią – to wielka przyjemność gościć przyjaciół, nasze drzwi są zawsze otwarte, ale jeśli chodzi o ciebie to okna.”

 

To by się nie zdarzyło w rzeczywistości, gdyby ten fik był logiczny i miał jaką konsystencję.

 

“–Rainbow Dash, dam ci pewną radę na przyszłość, kiedy będziesz wychodzić za mąż – Shining Armor położył kopyto na jej ramieniu – jeżeli kiedykolwiek twój małżonek zapyta cię, czy królowa podmieńców, która się pod niego podszyła na weselu, lepiej się całuje, nie zastanawiaj się, po prostu powiedz nie.”

 

Shining Armor… to debil. Tyle w sumie mam do powiedzenia. Aha, no i mam nadzieję, że Rainbow nigdy nie wyjdzie za mąż. To też musiałem dodać.

 

No ale fabuła dalej rozgrywa się tak, że Rainbow zjada śniadanie, w sumie niczego nowego się nie dowiaduje o swoim celu podróży i leci w pierony… Jedyną, ważną informacją jest to, że Shining i Cadance mają kłótnię małżeńską. I tyle. Czy to wróci? Mam nadzieję, że nie, bo to nic ciekawego. To w sumie głupota, nic poważnego, po prostu Shining powiedział, że Kryśka go lepiej pocałowała. No rozumiem humory Cadance, ale raczej chyba jej przejdzie, co? Więc o co takie wielkie halo? On jej nie zdradził, nie skrzywdził ani nic takiego, po prostu palnął coś głupiego, a to każdemu się zdarza.

 

Trzeci rozdział. Tęczka leci na Górę Everhoof. Robi się coraz zimniej (wielkie zaskoczenie), a warunki pogodowe wykańczają pegazkę.

 

“Patrząc w dół, można było dostrzec tylko śnieg i śnieg, dokąd tylko sięgał wzrok. Był to kolejny powód, dlaczego była wdzięczna, że jest pegazem. Rainbow Dash nie wyobrażała sobie przedzierania się przez to. Wolne tempo, lodowce, nic tylko zaspy śnieżne z każdej strony, mogłaby zwariować. Umiejętność latania dawała jej znacznie więcej swobody i radości oraz więcej do zobaczenia, no, chyba że złapała ją burza czy coś innego. Cieszyła się z tych łopoczących po bokach skrzydeł.”

 

W każdym fanfiku w którym pojawia się pegaz, musi się być opis mówiący, jak to fajnie jest sobie tak latać i czuć wiatr w grzywie… Do jasnej Equestrii! Wiemy, jak to jest latać! Widzieliśmy to już setki razy. Ach, no i człowiek lata od ponad stu lat. Co ciekawe już 60 lat później, po pierwszym locie samolotem, człowiek stanął na Księżycu. Dosyć duży przeskok, nie? Widać, jak człowiek chce, jeśli wierzy, jeśli podąża za marzeniami, to potrafi. No i jeśli są pieniądze, ale to SZCZEGÓŁ. 

 

RD widzi coś, co przypomina jej las zasypany w całości przez śnieg.

 

“Prawdopodobnie w tym miejscu jest rzeka i las, jednak muszą być one zasypane przez śnieg i pojawiać się tylko w cieplejszych porach. Rainbow Dash jednak nie myślała o tym, że ich nie widzi, jeśli widziało się jeden las, to widziało się je wszystkie, prawda? Oraz przecież nie każdy las mógł kryć jakąś przygodę lub niebezpieczeństwo tak jak Everfree.”

 

Nie jestem pewien, ale jeśli las jest CAŁKIEM zasypany przez śnieg, (a można to wywnioskować po tym, że prawie nic nie wystaje i dlatego trudno rozpoznać, co to jest), to ten las nie powinien istnieć, jeśli te setki ton śniegu zaczną się roztapiać. Wtedy po prostu dojdzie do powodzi i wszystko wygnije, i ewentualnie powstanie bagno. Ale las? Nie sądzę. Poza tym oczywiście, że większość lasów jest podobna, ale w każdym można jednak znaleźć coś innego; inne ukształtowanie terenu, inną florę i faunę itd. No i, z tego co mi wiadomo, to w świecie MLP nie tylko Everfree jest takim niebezpiecznym lasem. Dżungla była pilnowana przez dzikie koty tego kolesia… od dzikich kotów (nie pamiętam, jak on się nazywał, ale miał jakieś imię zaczynające się na “A”).

 

Tęczka rozgląda się po krajobrazie i po prostu leci… Nie dzieje się nic ciekawego. Nie ma żadnego klimatu, bo opisy są minimalistyczne, a sposób napisania tego woła o pomstę do Nieba. Po prostu po kilku niezręcznie napisanych zdaniach trafiamy na JESZCZE GORSZE. Zobaczcie;

 

“Wzleciała w górę na nisko lecącej chmurze, na którą nadeptując, spowodowała opad śniegu, który unosił się na południe, w stronę Kryształowego Imperium, dopóki nie straciła go z pola widzenia i zeskoczyła na następną chmurę i następną, powtarzając tę czynność.”

 

Niby wiadomo o co chodzi, ale łatwo zgubić sens akapitu, gdy jest tu tyle zdań podrzędnie i współrzędnie złożonych. Boże… ten post chyba się nie skończy, a to dlatego, że jest tu tyle głupot, jak jeszcze w żadnym fiku omawianym przeze mnie. Ech… 

 

“– Nie można mówić o przygodzie bez zabawy.”

 

No fajnie, RD, ale moja przygoda nie ma nic wspólnego z zabawą, więc podziękuję za te mądrości, OKEJ?!

 

“Lekki wiaterek uderzył w nią od wschodu, jednak Rainbow Dash zdecydowała się płynąć razem z nim, pozwalając sobie na szybowanie, kiedy była już na tyle blisko gór, że mogła pozwolić sobie na lot w trochę inną stronę niż prosto na północ, oszczędzając energię.”

 

No i znowu to samo… Ciągle czytam o jakiś farmazonach. Nie wiem konkretnie, o co chodzi bohaterce ani nawet gdzie się znajduje, bo ciągle gdzieś lata. Jakoś w innych fikach mogłem sobie wyobrazić wszystko. Nie było problemu. Ach, no i też ujrzymy tu zły dobór słownictwa. “Lekki wiaterek” i “uderzył”; to po prostu do siebie nie pasuje. Wichura może uderzyć. “Uderzyć” to mocne słowo, to czasownik dynamiczny kompletnie nieadekwatny do “wiaterka”. Muśnięcie lub pogłaskanie brzmiałyby lepiej. No nie będę teraz robić za słownik, więc przestanę. Ach, no i mamy tak zwane “papugi”, czyli niepotrzebne słowa, które tylko… no właśnie papugują to, co zostało lub zostanie przedstawione. Wiaterek już sam w sobie jest “lekki”, więc nie trzeba pisać dodatkowego określenia. Wiem, że się przywalam, ale czemu by nie zwrócić na to uwagi tłumaczowi? Może to mu pomoże.

 

“Prawdopodobnie Rainbow Dash dzieliła już tylko minuta od dotarcia do góry. “

 

Jak to prawdopodobnie? Z takiej odległości pierdzielona góra byłaby widoczna już daaaawno.

 

“– to właśnie nazywam górą.”

 

To właśnie nazywam NIEKONSEKWENCJĄ W ZAPISIE MAŁYCH I WIELKICH LITER. Poza tym… wow, dziękujemy ci Dash, że powiedziałaś nam, czym jest góra. Jestem z ciebie dumny. Klask, klask. Jupi!

 

Rainbow wreszcie dociera do jakiegoś charakterystycznego punktu. Do szczytu Everhoof. Postanawia zniżyć lot i rozpocząć eksplorację od dołu, tak jak każdy ziemniak by zrobił. Coś tam jeszcze pitoli, że bycie pegazem bardzo ułatwia takie zadania. Nosz kurde nie miałem o tym pojęcia, meh. Jej uwagi są kompletnie bez sensu, bo mówi o tym, że gdyby nie miała skrzydeł, to musiałaby męczyć się z ekwipunkiem, a przecież ona nic przy sobie nie ma. Czy ona coś wzięła ze sobą? Może już tego nie pamiętam, bo pisze tego posta już tydzień, ale cholera… ona chyba jest goła i wesoła. I pier**lnięta, ale to tak na marginesie. Ach, no i pegaz również czułby się obciążony, może nawet bardziej niż kucyk ziemny, bo latające konie zazwyczaj są słabsze fizycznie, a utrzymanie w tego w locie również musi być wymagające przez dłuższy czas. To tak na marginesie marginesu. Cholera, dużo tych marginesów.

 

Okej, już prawie koniec. No więc na RD “spada gwałtowny podmuch wiatru”, więc pegaz zostaje wrzucona w śnieg. Niestety nic jej się nie dzieje. Narratorowi włącza się jakiś dziwny tryb, niczym komentującemu mecz dwudziestej ligii i takie tam… Ważne jest to, że góra Everhoof rzucą wyzwanie protagonistce, a ta postanawia być “niesamowita”. Fak dys szit… 

 

“Kiedy tylko wiatr ustał, Rainbow Dash otrząsnęła swoje ciało ze śniegu, który na nią spadł. Może góra chciała jej przekazać, by nie traktowała tego tak lekko?

Jeśli tak, to się jej nie udało. Rainbow Dash uśmiechnęła się w stronę Góry Everhoof i poruszała szyją.

– Okej, czas być niesamowita.”

 

No i na tym to wszystko się kończy. Szczerze, to spodziewałem się czegoś lepszego. Sam fik nie jest zbyt dobry, ale przynajmniej nie tak rozwleczony jak Austraeoh, który próbował być poetycki i klimatyczny, ale w zbyt dużych dawkach po prostu nudził i najzwyczajniej w świecie marnował nasz czas, dobierając się do fabuły jak pies do jeża. Wiem, że to tak miało być, ale… nie zawsze podejmuje się słuszne decyzje. Ale jak się komuś podoba, to też okej. Sam fik ma swoich fanów (jak kontrowersyjne Kryształowe Oblężenie, khe, khe), jednak na dzisiejsze standardy ten fik nie domaga na podstawie zasady prawdopodobieństwa. Po prostu ogólna tendencja czytelników kieruje się ku historiom z szybszym tempem akcji, co nie oznacza, że to akcyjniak, czy po prostu wywalone cycki i wybuchy. No właśnie nie. Tę opinię sformowałem na podstawie moich obserwacji, ale również wniosków z badań doktor nauk humanistycznych Wryczy-Bekier. Nie oznacza to również, że jeżeli jakieś dzieło podoba się większej ilości osób, to automatycznie jest lepsze. Chociaż w sumie… No trudno to tak naprawdę rozsądzić, co to znaczy, że coś jest lepsze, bo jeden tekst może być poprawniej napisany od drugiego, ale nie wywoływać zbytnich emocji. No cóż, Austraeoh przynajmniej był dobry w tym, co sobie zamierzył. Może to ja byłem zbyt niecierpliwy, kto wie. A może jednak to słaby fik. Musiałbym się jeszcze nad tym zastanowić. Słabe fiki również mogą dawać przyjemność, a inne słabe aspekty, dla innych mogą być tymi pożądanymi. Chyba tak mogę to póki co spuentować. Tylko liznąłem ten temat, ale nie będę już się rozpisywać.

 

Co do omawianego fika, to jest tu sporo problemów. Samo tłumaczenie potrzebuje gruntownej korekty. Fabuła… jest absurdalna. Główna postać SSIE po same jajca. Może poprawi się w kolejnych rozdziałach, kto wie. Nie będę się już powtarzać, bo wiele napisałem wyżej, tak więc kończę.

 

Tyle ode mnie.

 

Pozdrawiam!

 

Edited by Grento YTP
  • Upvote 2

Share this post


Link to post
Share on other sites

@Grento YTP Hej, dzięki za wypisanie błędów, które zrobiłem w tłumaczeniu. W następnych rozdziałach postaram się lepiej wszystko posprawdzać przed publikacją, by potem nie wynikały takie sytuacje.

 

 Szczególnie dziękuje za zwrócenie uwagi na to. Jak teraz zobaczyłem co tutaj napisałem, to aż sam pacnąłem się w głowę.

Cytat

Niebieski pegaz zanurkował, aby ominąć górę, która oddzielała Imperium od reszty Equestrii. Bezpośrednio pod nią, mogła zobaczyć tory kolejowe, które pokonuje razem z przyjaciółkami, kiedy normalnie jedzie z wizytą. Lecz kiedy jest sama nie używa ona pociągu, chyba że chcę na chwilę uciec od zimna, w końcu północne powietrze jest chłodniejsze. Jeśli chciałaby polecieć dalej na północ, to musiałaby się do tego przyzwyczaić, ale odkąd Dash latała dość wysoko, zimno nie było dla niej takim problemem.

No cóż, pozostaje mi również pozdrowić i życzyć miłego dnia. Za niedługo opublikuje rozdział czwarty.

 

Edited by USER1
  • Upvote 1

Share this post


Link to post
Share on other sites

Create an account or sign in to comment

You need to be a member in order to leave a comment

Create an account

Sign up for a new account in our community. It's easy!

Register a new account

Sign in

Already have an account? Sign in here.

Sign In Now

×
×
  • Create New...