Jump to content

Strona Główna  |  Ogłoszenia  |  Lista Fanfików  |  Fanpage  |  Feedback
Nika

Twilight Sparkle w nowoczesnej baśni o Księżycu [NZ][Mature][Slice of Life][Mystery][Violence][Romans]

Recommended Posts

spacer.png

 

Księżniczka Cadance obchodzi swoje dwusetne urodziny.

 

Od autora:

Spoiler

Opowiadanie nie jest jeszcze skończone. Podejrzewam, że aktualizacje będą bardzo nieregularne.

Mam pewne obawy, ze względu na tag [Mature]. Postaram się nie przesadzać w żadną stronę. Zastanawiam się też, czy nie jestem przewrażliwiona - z drugiej strony, to opowiadanie w klimatach bajki o kucykach (Czy to w tych czasach jest jeszcze argumentem? Kiedy posłucham albo spojrzę na inne uniwersa nie jestem pewna niczego, świat fanfików bywa dla mnie trochę niejasny).

Nie będę ukrywać, że jestem też ciekawa waszej reakcji na podobną tematykę.

Jestem otwarta na sugestie i propozycje zmian.

 

UWAGA!

Pomimo, że opowiadanie jest głównie historią [Slice of Life], jest nieco groteskowe oraz zawiera tag [MATURE]. Może być nieodpowiednie dla młodszych czytelników!

 

Korekta, prereading i cenna krytyka:

@Hoffman

 

 

 

Twilight Sparkle w nowoczesnej baśni o Księżycu

 

Rozdział 1 - Wcale nie tak dawno temu...

 

Rozdział 2 - Ostateczny dowód na to, że miłość jest ślepa

 

Rozdział 3 - Mała sroczka – pica pica, czyli relacja Słońce-Ziemia jest trochę skomplikowana

 

Rozdział 4 - Twilight Sparkle po drugiej stronie Księżyca

 

Rozdział 5 - Ptaszki w klatce (i inne zwierzątka)

 

Rozdział 6 - Twoja Nemesis

 

Rozdział 7 - Antonimy siostry złodziejki

 

Rozdział 8 - Księżyc krąży wokół Ziemi – i trzeba z tym żyć

  • Upvote 1
  • Like 3

Share this post


Link to post
Share on other sites

Okej, to była interesująca i dziwna lektura. Oczywiście, nie spodziewałam się, że będzie inaczej, ale jednak... i tak udało Ci się mnie zaskoczyć. Gratuluję.

 

Czyta się to bardzo przyjemnie, tekst intryguje i wciąga od samego początku. Chciałabym postawić jakieś rozpoznanie, jakąś teorię, ale brakuje mi danych. Czy kiedyś je otrzymam? Może... Na pewno czekam na ciąg dalszy.

 

Kreacja postaci jest nietypowa, zwłaszcza ta średniowieczna Luna. Twilight nie lubię, ale nie dlatego, że coś jest z nią nie tak, tylko dlatego... bo to wciąż Twilight. Przyznaję, że akurat ona zazwyczaj wywołuje we mnie chęć strzelenia jej wychowawczego plaskacza w pysk. Jest taka no... przeżywająca wszystko, bez zdolności do ogarnięcia siebie i wywalenia emocji do kosza.

 

Najbardziej przypadła mi do gustu Celestia. Co nie powinno dziwić, bo jestem celestiofagiem. Ale też lubię ją, bo ona wie. Wie lepiej. Rozumie. Jest cierpliwa i umie się ogarnąć.

 

Chciałabym wiedzieć do czego to prowadzi, czemu one w ogóle skończyły na tym Księżycu, kto je tam wsadził i za co. W pewnym momencie nawet myślałam, że są martwe i to jakieś alikronie życie pozagrobowe. Jak potoczyło się małżeństwo Twilight? Czemu Cadance wymiotowała w tym kiblu, nie mogła się wysikać i czemu rodzice Twilight aż tak się przejęli? Niechciana ciąża? Bulimia? Coś jeszcze innego? Wiele niuansów. Stara historia w tle, Luna skłócona z całą resztą. Ojciec Starlight mordercą Chrysalis i robienie z tego incydentu... Dlaczego?

 

Na początku zdziwiły mnie niektóre sceny. Te nacechowane w sposób seksualny. Gorszyły. Wzbudzały krindż. Ale później... Później zrozumiałam dlaczego tu są. Jak bardzo zwyczajne są alikorny. Jak małostkowe. Jak szukające w życiu czegoś. Pocieszenia, odwrócenia uwagi, ucieczki.

 

Całość jest napisana bardzo sprytnie. Zabawa tempem, długością zdań, treścią. Dobra robota.

  • Like 2

Share this post


Link to post
Share on other sites

Twórczyni "Ewolucji gwiazd typu słonecznego", "Grzechów Księżniczki Cadenzy" oraz "W oczekiwaniu na Solarną Księżniczkę", powraca z nową opowieścią, tym razem opatrzoną tytułem "Nowoczesnej Baśni o Księżycu", z Twilight Sparkle w roli głównej. Jak się okazuje, dzieło - choć jeszcze niekompletne - ma z wymienionymi tytułami całkiem wiele wspólnego, począwszy od królewskiej obsady, poprzez gęsty, tajemniczy i na swój sposób mroczny, ale wciąż refleksyjny klimat, na nawiązaniach do astronomii kończąc. Jednocześnie, historia ta - przynajmniej w mojej opinii - wciąż wydaje się świeża i mimo różnych smaczków i nawiązań, nie miałem wrażenia wtórności, choć z drugiej strony ciężko mówić o rozwoju formy czy rewolucji w stylu, gdyż po prostu dostajemy więcej tego, co już znamy i lubimy. Zamiast zmieniać to, co działa, autorka najwyraźniej zaczerpnęła przeróżne elementy z poprzednich dzieł, zebrała je, a potem w oparciu o nie napisała następną, nową fabułę, tym razem realizowaną w formie dłuższego wielorozdziałowca - nareszcie!

 

Tagi również nie wskazują na rewolucję, a prędzej na kombinację tego, co już czytaliśmy właśnie. Ponieważ miałem przyjemność działać przy poszczególnych kawałkach tekstu przedpremierowo, przyznam, że taki zestaw mi odpowiada, chociaż z drugiej strony, tag [Romans] wydaje się być nieco poszkodowany, ale zapewne to tylko chwilowe wrażenie. Czy w tekst podejmuje trudniejsze, życiowe sprawy, porusza delikatne problemy? Tak. Trochę między wierszami, raz w mniej, raz w bardziej widoczny sposób, ale owszem. Czy znajdziemy w nim kawałki życia? Pewnie. Czy jest tajemniczo? No baa :D A co z przemocą? Tego także nie zabraknie, chociaż póki co nie powiedziałbym, że tekst epatuje kopytoczynami, z pewnością przytrafiają mu się trudniejsze, mroczniejsze fragmenty, gdzie oprócz czynów obserwujemy ich skutki, czemu niejednokrotnie towarzyszy pewna groteska. Jak dla mnie autorka nie przekracza szeroko pojętych granic dobrego smaku, ale każdy ma swój gust, każdy ma swoje wyczucie, toteż i dla każdego wspomniane granice będą szersze czy węższe - jestem ciekaw jak ocenią (między innymi) tę kwestię inni czytelnicy, ogólnie.

 

Bo fanfik istotnie jest ciekawy, chociaż - znowu - nie określiłbym go mianem tak prostego do przełknięcia, (nadal trudno mi ocenić, czy swoją konstrukcją i zagadkami doskakuje do "Solarnej"), niemniej cieszy większa ilość postaci, no i wydarzenia, które zostały porozrzucane w czasie, acz wątek główny został należycie nakreślony, toteż ani razu nie czułem się zbytnio zagubiony; myślę, że jestem w stanie poprawnie określić co dzieje się "teraz", a więc dwieście lat później, a co miało miejsce kiedyś i może zostać uznane za retrospekcję. Jednakże poziom skupienia nad czytaną treścią jak najbardziej mogę zestawić z tym, który udzielał mi się przy "Solarnej" - i tu wspomnę o czymś, czego chyba autorka nie wie, tj. poszczególne rozdziały zazwyczaj czytywałem kilkukrotnie, natomiast przy premierze, a także później, przygotowując się do skomentowania fanfika, jeszcze raz zabrałem się za dotychczasową całość, rozdział po rozdziale, odświeżając historię w pamięci i odnajdując coraz to nowe smaczki (plus pewne drobne modyfikacje, szczególnie przy pierwszych dwóch rozdziałach, których, zdaje się, wcześniej nie było, oceniam je pozytywnie, cieszę się, że mogłem pomóc ;)), nie czując znużenia materiałem. Gdyby była to gra, powiedziałbym, że cieszy się ona wysoką grywalnością, można rozpoczynać ją od nowa i przechodzić wiele razy, a mimo to się nie znudzi. To bezsprzecznie dobry znak.

 

Uwaga! W dalszej części komentarza możliwe drobne spoilery! Jeżeli jeszcze nie czytałaś/ nie czytałeś fanfika, zaleca się przewinąć wątek do góry i poklikać w rozdziały!

 

Autorka nie zdradziła wiele - wiemy tylko tyle, że Cadance obchodzi swoje dwusetne urodziny. Na pierwszy rzut oka rozwiązuje to kwestię tego, a gdzie umieścić to opowiadanie w chronologii, lecz wczytując się w treść, odnajdziemy mnóstwo scen z przeszłości, których kolejność - znów - z jednej strony wydaje się prosta do odgadnięcia, ale z drugiej, jest to także wprowadzenie do fabuły szeregu wątków pobocznych, które zdają się rzutować na życie protagonistki oraz jej relacje z pozostałymi księżniczkami, nawet te sto kilkadziesiąt ileś lat po fakcie. Na okładce, jaką otrzymało opowiadanie, spogląda za siebie zamyślona Twilight Sparkle, wyższa, dojrzalsza, z dłuższą, lekko falującą grzywą, sygnalizując nam upływ czasu, jednocześnie takie oto przedstawienie nie odbiera znanej postaci królewskości, a znakomicie skomponowane barwy - również przy okazji widocznej w tle Ziemi - wespół z łagodnymi odcieniami oraz miękkim oświetleniem, tworzą wrażenie czystości i łagodności.

 

To jednak tylko pozory - w opowiadaniu dowiadujemy się bowiem, iż Twilight jest byłą Księżniczką Przyjaźni, zaś wydarzenia, jakie przyjdzie nam śledzić, nie są takie bajkowe, często towarzyszą im smutek, złość czy żal, niejednokrotnie łagodność i spokój ustępują miejsca gęstszej, bardziej mrocznej atmosferze, a nawet pewnemu napięciu, zaś wrażenie czystości znika tak szybko jak dowiadujemy się o krwi wypływającej ze świeżych ran, pozostałościach po ofierze nieszczęśliwego "wypadku" tudzież zawartości żołądka wybranych postaci, które to nie zawsze lądują w sedesie, bo także na cudzym kopytku, czy skrzydełku. Rzeczy, które w jakimś sensie można by uznać - przynajmniej na poziomie koncepcyjnym - za serialowe, są tutaj przedstawione inaczej, bardziej "po ludzku", z typową dla naszego świata powagą, autorka nie boi się zestawiać tychże spraw z typowo dziecięcą naiwnością czy ciekawością, nie zawsze zdrową. Pytanie, czy księżniczki siusiają, może, na przykład, początkowo budzić politowanie i śmiech, lecz kiedy okazuje się, że w poszukiwaniu prawdy Twilight odkrywa coś niepokojącego, czego (jeszcze) nie rozumie, człowiek dostrzega problem, jaki porusza autorka, jednocześnie doświadczając tego charakterystycznego, innego klimatu, uzyskiwanego między innymi poprzez podobne zagrywki - coś groteskowego, coś dziwnego, coś poważnego, zagadka do rozwiązania. Innym razem próba przeobrażenia góry błota w tort urodzinowy przez Celestię przypomina Twilight dawne dzieje, kiedy z czegoś, co jest "be" próbowała uczynić coś "amciu" (i odwrotnie), by ostatecznie pogrzebać swój mroczny sekret w domowym ogródku, w obawie przed karzącym kopytem ojca.

 

Dodając do tego postać Starlight Glimmer, Spike'a, wątek podmieńczy (w tym wątek małżeństwa Twilight), a nawet kolejne oblicza niestrudzonej kolejnymi porażkami Trixie, otrzymujemy całkiem różnorodną mieszankę, zarówno postaci, jak i wątków pobocznych, stopniowo odkrywając tajemnice z życia Twilight oraz eksplorując jej relacje z przyjaciółkami, z czasem otrzymując kolejne wskazówki odnośnie pobytu głównych bohaterek na Księżycu. Towarzyszą temu różne refleksje, z czego przoduje pytanie o to, czy warto przejmować się rzeczami, na które nie ma się wpływu? Nie tracąc czasu, autorka stara się dokładać do tego coraz to nowe smaczki, co dodaje całości filozoficznego wydźwięku. Mam na myśli oczywiście zagadkę Celestii, a także tajemnice, które chce odkryć Twilight, choć nie wydaje się do końca pewna tego, czy powinna ową wiedzę posiąść. Wygląda też na to, że w tle przewija się dawny dramat Cadance, nie zabraknie również wzmianek o Flurry Heart, co do której podejrzewam, że z czasem stanie się siłą napędzającą zwroty akcji, szokujące rewelacje, które wywrócą nasze spojrzenie na tę historię do góry nogami.

 

Jak zatem Państwo widzą, chociaż fanfik nie jest jeszcze ukończony, już mamy w nim mnóstwo różnych rzeczy, ale jak się to wewnętrznie komponuje, jak autorka prowadzi różne wątki, jednocześnie rozwijając główną linię fabularną? Powiedziałbym, że całkiem kompetentnie i z niczym nie przesadzając, choć początkowe rozdziały potrafią bardzo zmylić. W języku angielskim jest takie słówko - "disjointed" - i ono troszkę pasuje, gdyż rozpoczynając lekturę czytelnik jeszcze nie wie tak do końca co będzie wątkiem głównym, a co nie (autorka nie pokusiła się o prolog, toteż w historię wprowadza nas rozdział pierwszy, który siłą rzeczy musi jednocześnie pełnić funkcję prologu), toteż później, gdy czytamy o perypetiach Twilight i Starlight tudzież gdy powracamy do przeszłości, by poobserwować zmagania małej Twilight z czarnoksięstwem (nie zabraknie także wspólnego wątku z młodszą Cadance), da się odnieść wrażenie, jakby opowiadanie samo gubiło wątek, nie było dostatecznie skoncentrowane, a kolejne rozdziały były ze sobą związane dosyć luźno i przynajmniej na wczesnym etapie fabuła niekoniecznie jest prowadzona w sposób ciągły.

 

Szczęśliwie, po rozdziale czwartym zaczyna się to... harmonizować - spośród poszczególnych scen wyłania się w końcu to, co jest tym głównym wątkiem, czyli księżniczki na Księżycu, nieubłaganie płynący czas, sekrety oraz rzeczy, na które nie ma się wpływu. Plus oczywiście urodziny Cadance i poszukiwanie dla niej prezentu. W tekście zostało to poprzeplatane epizodami z przeszłości i zadaniem czytelnika jest nie tylko zrozumienie kolejności poszczególnych wydarzeń, ale również odnalezienie paraleli oraz odkrycie tego, jak te rzeczy rzutują na księżniczki i ich relacje obecnie, gdy tkwią na księżycu... gdyż nikt już ich nie kocha?

 

Przyznam, że z jakichś powodów, ze wszystkich drobnych szczegółów urozmaicających główny wątek, najbardziej w pamięci zapadła mi scena z tortem oraz cały wątek z zaklęciem przeobrażającym. Za świetnie ukazane emocje i entuzjazm Twilight (jeden z tych "jaśniejszych" momentów, urocze) oraz klimat scenek, w których młoda Twily próbuje czarnoksięstwa. Ciekawe zderzenie jej dziecięcych ambicji i chęci bycia docenioną przez Celestię z karą oraz desperacką próbą odwrócenia sytuacji, co ostatecznie zakończyło się niepowodzeniem, opisanym w dosyć makabryczny sposób, ale co z kolei nadaje tło temu, co się dzieje później, gdy ma miejsce wypadek - fascynacja Twilight gorem, że tak to ujmę. Niedaleko za tą sceną jest motyw zagadki, którą Celestia zadaje Twilight, a którą lawendowa klacz stara się rozgryźć, czemu towarzyszyło mi wrażenie, jakby od jej odpowiedzi zależało niemalże wszystko, zaś im dalej ta brnie, tym bliżej jest czegoś strasznego. Poważnie, ten aspekt fabuły autentycznie ma w sobie szczyptę grozy, chociaż nie za bardzo potrafię wytłumaczyć, dlaczego. Plus nawiązanie do martwego zwierzątka w pudełku. Na trzecim miejscu uplasował się motyw racji żywnościowych, czyli cztery poszewki na jaśki, wypełnione jedzonkiem, dla każdej z czterech księżniczek plus Celestia, która miała to oszczędnie i sprawiedliwie wydzielać.

 

Nie tylko są to te rzeczy, które mają związki z wybranymi scenami z przeszłości, którymi autorka przemieszała wątek księżycowy, ale to, dzięki czemu opowiadanie - mimo chaotycznych początków - zaczyna zyskiwać na spójności, a czytelnik zaczyna dostrzegać, że wszystko, co autorka zawarła do tej pory w swoim fanfiku, nie znalazło się w nim bez przyczyny i że w tym wszystkim jest jakiś plan. Wierzę, że im dalej, tym więcej rzeczy nabierze sensu, choć zapewne w trakcie do mieszanki dojdą kolejne wątki poboczne, kolejne wycinki z przeszłości, a zagadka będzie się komplikować. W każdym razie, jestem ciekaw ciągu dalszego, tego, jak się to wszystko ze sobą zazębi, zgra i zaskoczy oraz tego, jak daleko zabrnie wyobraźnia autorki i co mnie zainspiruje tym razem :rdblink:

 

Powracając jeszcze na moment do konstrukcji opowiadania, niedawno zauważyłem, że o ile sama treść zapada w pamięci, o tyle po przerwie miałem kłopot z przypomnieniem sobie co konkretnie znajdowało się w poszczególnych rozdziałach. Przygotowując niniejszy komentarz, byłem pewien, że np. scenka w której Twilight zastanawia się co robi Cadance w łazience i czy ma to związek z jej ciasteczkami, była w innym rozdziale, niż w tym, w którym ją ostatecznie znalazłem podczas powtórnej lektury. Nie powiedziałbym, że to minus, z pewnością coś interesującego, czego nie było przy okazji poprzednich fanfików autorki.

 

Co ciekawe, przez ten szczegół wspomnienie fanfika jest niewyraźne, jakby wszystko, co widziałem oczyma wyobraźni, z upływem czasu okrywało się mgłą. Zupełnie jak sen. Aspekt oniryczny? Odhaczone :D I tym razem jest to bardziej autentyczne wrażenie, niż coś, co można odnaleźć w tekście i zidentyfikować jako coś, co zostało opisane jak sen. Odczuwam pewien vibe z "Tego świata sprzed lat".

 

Jeśli chodzi o tempo akcji, to mam pewien problem. Z jednej strony, rozdziały mają stabilnie około dziesięć stron, z pewnymi wyjątkami, kiedy są dłuższe i podchodzą pod dwadzieścia, co jednak powinno stworzyć wrażenie historii prowadzonej a miarę jednostajnym tempem, niemalże jakby z góry zostało założone jak długie mają być kolejne kawałki tekstu, jaki jest maksymalny dopuszczalny błąd pomiarowy, co z kolei oznaczać powinno dokładne rozplanowanie poszczególnych scen, czy to pod kątem ilości i długości opisów, czy też gdzie i jakie sceny mają się znaleźć. A jednak, jest dosyć nieregularnie, co moim zdaniem wynika ze stylu narracji. W fanfikcji znajdziemy momenty, w których opisów brakuje bądź są one bardzo skromne, co podkręca tempo akcji (wówczas opowiadanie polega na dialogach i didaskaliach), jednakże kiedy opisów jest więcej i są one obszerne, wówczas akcja zwalnia, zaś sama treść wypada bardziej bogato. Wystarczy rzucić okiem chociażby na pierwsze strony pierwszego czy piątego rozdziału i porównać je z całością rozdziału ósmego - jak prezentują się opisy, jaki jest ich stosunek do dialogów, w ogóle, gdzie są one dłuższe i gdzie podejmowane są szczegóły. Różnica między fragmentami "szybkimi", a "wolnymi" jest dość jaskrawa i chociaż mnie osobiście nie przeszkadzało to w lekturze i nie psuło klimatu, to jednak niejednokrotnie czułem się częściowo zaabsorbowany myślą, że czegoś brakuje, że tam spokojnie mogłoby się znaleźć więcej.

 

Zdarzają się rozdziały, które miksują oba style - choćby rozdział czwarty, który rozpoczyna się szybko, niekiedy opisy składają się z jednego, czy trzech zdań, następujące po sobie "entery" powodują scrollowanie i pokonywanie kolejnych stron bardzo sprawnie, lecz z czasem gabaryty opisów powiększają się, przechodzimy do kolejnego wątku, gdzie mamy przemyślenia protagonistki, a tempo zwalnia, co pozwala lepiej się wczuć, zauważyć problem, poczuć nastrój. Zdaję sobie sprawę z tego, że autorka tu i ówdzie dokonała pewnych modyfikacji, niemniej opisywany rozrzut wciąż jest odczuwalny i nie da się o nim nie wspomnieć - rozdziały są pisane konsekwentnie, ich długość w stronach wydaje się być dobrze pilnowana, ale niemalże każdy z nich może poszczycić się swoim własnym tempem akcji. Wszystko zależy od tego, jaki jest stosunek opisów do dialogów, jak długie są to opisy i o czym właściwie traktują. Czy przemyślenia postaci, a może ich dialogi, będą przeplatane pojedynczymi, prostymi zdaniami, czy może dialogów będzie mniej, na rzecz dłuższych opisów, skonstruowanych z większej ilości zdań złożonych? Zależy. W tym sensie, każdy rozdział próbuje nas nakarmić czymś innym, lecz ostatecznie tempo akcji wypada na bardziej nierówne, niż usystematyzowane.

 

Dosyć mocno eksperymentalne konstrukcja i tempo akcji opowiadania nie wydają się zaburzać jego klimatu, który - tak jak przyzwyczaiła nas do tego autorka - pozostaje intrygujący, gęsty, bardzo tajemniczy, niekiedy refleksyjny, a innym razem mroczniejszy, z elementami groteski czy smutku. Zwykle takie zróżnicowanie to ryzykowna sprawa, lecz póki co autorka odnajduje się we wszystkich tych motywach bardzo dobrze i umiejętnie łączy ze sobą przeróżne elementy, zastanawiam się, jak jej pójdzie z zabarwieniem romantycznym, co obiecuje tag [Romans], ale oceniając po jej poprzednich dziełach, myślę, że można być spokojnym. Myślę, że wyjdzie emocjonalnie, dojrzale, wiarygodnie, ale i... mrocznie, a może niepokojąco. Zobaczymy.

 

Sprawie pomagają interesujące kreacje bohaterek, które są - niczym to powietrze na Księżycu - inne. Zaraz, zaraz, jakie powietrze na Księżycu? :wut: W ogóle, jak to, czy to nasza Ziemia, nasz Księżyc? Cóż, nie ukrywam, to mi troszkę zgrzyta w tejże historii i o ile tłumaczę sobie warunki panujące na ichnim księżycu kucykowym, bajkowym światem, a więc wynikającymi z tego drogami na skróty, o tyle obraz ten zaburzają mi sugestie, jakoby planeta, z której księżniczki trafiły na (nasz?) Księżyc była Ziemią właśnie. Może to tylko pewne uproszczenie, może szukam dziury w całym, ale mam z tym mały kłopot. Z jednej strony Equestria to zbyt wąskie określenie, gdyż postacie nie zostały wygnane z kraju do innego z kraju, z drugiej stworzenie oryginalnej nazwy planety miałoby więcej sensu, ale mogłoby nie zapaść w pamięć, z trzeciej nazwanie planety Ziemią rozwiązuje ten problem, bo daje coś, co możemy sobie od tak wyobrazić i zidentyfikować, ale przy okazji powoduje inne, stwarzając wrażenie sprzeczności.

 

A może wystarczy przyjąć, że zbieżność nazw jest przypadkowa i kucykowy Księżyc, choć podobny, rzeczywiście jest inny i posiada swoje powietrze, swoje zasoby, które można przeobrażać magią, no i można tam rozbić obóz, a nawet przeteleportować pałac? Tak, to chyba wystarczy.

 

Wracając do postaci - cieszę się, iż najwyraźniej mam z autorką podobne wizje odnośnie tego, jak mogłaby funkcjonować Twilight w różnych scenariuszach i na ile sposobów mogłoby jej się udzielać szaleństwo, ale z zachowaniem jakiegoś toku rozumowania, jakiegokolwiek. Bohaterka, którą obserwujemy, nie wydaje się do końca stabilna, powiedziałbym, że targają nią różne emocje, zaś jej wewnętrzne demony nie dają jej w spokoju nie myśleć o tym, na co nie ma wpływu. Ponieważ lubi się wszystkim przejmować, obsadzenie jej w tej roli oceniam za strzał w dziesiątkę :) Jej temperament próbuje tonować Celestia, która niby zachowuje w sobie coś z władczyni, mentorki, ale w opowiadaniu daje się poznać bardziej jako kumpela Twilight i tak też podchodzi do jej problemów. Rozmawia dużo swobodniej, przypomina różne rzeczy, dowcipkuje sobie, co nie oznacza, iż nie da się jej zdenerwować, oferuje też Twilight różne sposoby poprawienia sobie nastroju, z czego nie wszystkich spodziewać by się mógł czytelnik. Jest cierpliwa i wyrozumiała. W pewnym sensie przeciwieństwo Luny, która wciąż zachowuje się jak z zamierzchłej epoki - inaczej się wypowiada, inaczej dobiera słowa, widać, że nie zapomniała o swoich królewskich korzeniach i przeszłości, co czyni ją postacią kontrastującą z parą protagonistek, bardziej tajemniczą, dostojniejszą personą, która wzbudza respekt, ale i wydaje się ciężej doświadczona przez los. Z kolei o Cadance i Flurry Heart niewiele mogę powiedzieć, gdyż jeszcze nie przewijają się tak gęsto i często, co Twilight czy Celestia. Są w tej historii i stanowią jej część, ale nie mogę powiedzieć, że biorą w niej udział. Jeszcze nie.

 

3 godziny temu, Cahan napisał:

Na początku zdziwiły mnie niektóre sceny. Te nacechowane w sposób seksualny. Gorszyły. Wzbudzały krindż. Ale później... Później zrozumiałam dlaczego tu są. Jak bardzo zwyczajne są alikorny. Jak małostkowe. Jak szukające w życiu czegoś. Pocieszenia, odwrócenia uwagi, ucieczki.

 

Rzeczywiście... Przyznam, że tego nie zauważyłem, ale analizując te postacie pod tym kątem, trudno się nie zgodzić. Co nadaje im - mimo małostkowości - głębi oraz sprawia, że tym bardziej wypadają "ludzko", tak sadzę. Muszę zapamiętać ten wniosek przy lekturze nadchodzących rozdziałów.

 

Oprócz księżniczek, w fanfiku znajdziemy także Spike'a, który pozostaje wiernym asystentem Twilight, choć widać, że chłopakowi raz po raz puszczają nerwy, na przykład wtedy, gdy uwaga lawendowej alikorn jest skutecznie okupowana przez Starlight Glimmer. Postać ta także została ciekawie opisana, głównie skrajnościami. Widzimy ją zadziorną, gadatliwą, nierzadko rzucającą czarne żarty, ale widzimy ją także zrozpaczoną, błagającą Twilight o interwencję, bądź przebaczenie, bo przecież tak postępują przyjaciółki (Prawda?). Zostaje wspomniana Trixie, która przypomina samą siebie z serialu, ale - znów - wypada nieco inaczej, rzekłbym też, że dynamiczniej, co wydaje się nie lada osiągnięciem, zważywszy na fakt, że sztukmistrzyni nie występuje w fanfiku fizycznie, dowiadujemy się o niej z konwersacji Twilight i Starlight. Konwersacja ta jest bardzo klimatyczna i ciekawa, zapada w pamięci, jest to jednocześnie jedna z tych jaśniejszych stron w tejże historii. Trixie nieustannie powraca i powraca, wyzywając Twilight na pojedynek, lecz nie jako ona – w ramach każdego starcia klacz wciela się w inną postać, ale nie da się ukryć, że da się odczuć z jej strony przedziwne koleżeństwo, zapewne takie, którego sens rozumie tylko ona sama.

 

Charakterystyczne - w mojej opinii - jest to, że o ile każda z postaci wydaje się inna, zmieniona/ zmodyfikowana, nie miałem wrażenia czystego Out Of Character, wręcz przeciwnie, jak zagadkowo, jak mrocznie, jak krwawo momentami by nie było, cały czas potrafiłem sobie wyobrazić te postacie, w tych konkretnych sytuacjach i interakcjach (zwłaszcza Twilight i jej przedziwne reakcje czy lista rzeczy do zrobienia). Mieściło mi się to w głowie, widziałem to oczyma wyobraźni. I im dalej brnąłem w lekturę, tym bardziej zaczynał mnie się podobać ten inny, dziwny świat, jaki wykreowała autorka - świat nowoczesnej baśni o Księżycu :D

 

Aha, chociaż pisałem o mroku i krwi, zapewniam, że to z braku lepszych określeń - to z pewnością nie jest najmroczniejszy i najbrutalniejszy fanfik, jaki istnieje, "Nowoczesnej baśni o Księżycu" zdecydowanie bardzo daleko do tych klimatów. Posiada te elementy, ale nie przykrywają one treści, nie wychodzą przed szereg, autorka niczym nie epatuje, wyraźnie stara się je balansować w taki sposób, by stanowiły pewne urozmaicenie do tego, o czym pisze się jej najlepiej. A skoro o tym mowa - pojawiło się też troszeczkę światotworzenia, vide staroequestriański, trochę rzeczy wywodzących się z tamtego okresu oraz naturalne różnice między różnymi rasami kucyków. Drobne rzeczy, ale urozmaicają treść i są ciekawe.

 

Zdaje się, że do omówienia pozostała jeszcze strona techniczna, która jakością nie odbiega od nowszych dzieł autorki - znajdziemy sporo znajomych zabiegów stylistycznych, zdań skonstruowanych w charakterystyczny sposób, ba, całe sceny zostały znajomo skomponowane, nie zabrakło także prób wizualnego uatrakcyjnienia tekstu, tym razem w postaci... no, to może okazać się dla co niektórych czynnikiem negatywnym, ale pozwólcie, że wyjaśnię. Tak, w tekście występuje kolorowa czcionka, tzn. w trakcie czytania niektórych rozdziałów natkniemy się na fragmenty napisane np. kolorem żółtym, czy granatowym. Z reguły fragmentów tych nie ma wiele, występują dosyć rzadko, a i nie są znowu takie obszerne, co nadaje im wyjątkowości, a inny kolor zwraca uwagę czytelnika, niemniej... nie jestem pewien, czy komponuje się to najlepiej zresztą tekstu. Wspomniany kolor żółty, w zależności od ustawień jasności/ kąta pod jakim wychylono ekran laptopa, może ginąć w bieli elektronicznej strony, granat nie ma tego problemu i przy automatycznym czarnym wygląda lepiej. Jest to coś nowego, czego jednak nie jestem ani zwolennikiem, ani przeciwnikiem. Uważam, że autorka powinna pisać tak, jak chce i jak uważa, ale podejrzewam, że dla niektórych czytelników taka mieszanka może wyglądać źle. Sugerowałbym, jeżeli już, pozostać przy obecnym rozrzucie i gabarytach tychże fragmentów, no i ograniczyć się do jednego innego koloru per rozdział, a do tego nie przesadzać z paletą barw. Ostatecznie ocenić na sto procent będę mógł dopiero wtedy, kiedy kolejne partie tekstu zostaną ukończone, a autorka odsłoni więcej kart, ale na dzień dzisiejszy, na przestrzeni całego fanfika, trzy-cztery kolorki wystarczą. Ale zobaczymy, jestem otwarty na nowości.

 

Dialogi zostały napisane sprawnie i moim zdaniem wypadają dobrze, relacje między bohaterkami wyglądają na autentycznie. Szczególnie luźne rozmówki Twilight i Starlight, czy też wspólne sceny tej pierwszej z Panią Dnia, wszystkie. Jak już wspomniałem, zdarzają się "szybsze" fragmenty, gdzie konstrukcja narracji jest prosta i opiera się na pojedynczych zdaniach, raz po raz nawet pojedynczych słowach, oczami przeskakujemy z linijki na linijkę, a strony scrollują się niczym ekran w klasycznym Super Mario Bros, ale kiedy "entery" hamują, a czytelnik raczony jest dłuższymi, bardziej rozbudowanymi opisami, czyta się to świetnie, wszystko brzmi tak, jak w danym momencie powinno, wprowadzając w atmosferę fanfika i - co najważniejsze - bez pamięci wciągając w lekturę. Myślę, że w trakcie pisania jednym z głównych wyzwań było nie tylko balansowanie różnymi motywami, ale także interpunkcja. Wydaje mnie się, że została zrealizowana tak (zwłaszcza przy dialogach), by powiedzieć nam jak najwięcej o nastroju postaci, ekspresji, o tym, jak poszczególne kwestie mogą/ mają być wypowiadane i wyobrażane. Czytanie idzie sprawnie i chociaż pod względem ilości stron jest to chyba do tej pory najdłuższa praca autorki, w ogóle nie czuć upływu czasu nad nią spędzonego. Chce się do tego wracać, chce się to odkrywać i czekać na więcej. Znakomita robota :D

 

Ostatecznie, powiedziałbym, że pod kątem formy, najnowszemu opowiadaniu najbliżej jest do "Ewolucji gwiazd typu słonecznego", z domieszką "Pedantki", zaś smaczki/ wrażenia oniryczne nawiązują najsilniej, moim zdaniem, do "Tego świata sprzed lat". Takie połączenie mi odpowiada, tym bardziej, że mimo znajomych rzeczy, fanfik zachowuje świeżość, a ciągu dalszego jestem niezmiernie ciekaw, głównie dlatego, że spodziewam się mieć taaaką długą listę teorii, domysłów oraz interpretacji ;)

 

Nowe dzieło autorki do najprostszych nie należy, początkowo może się wydać zbiorem niekoniecznie związanych ze sobą scen, które wcale nie muszą tworzyć fabuły ciągłej, jednakże odpowiednio szybko rzeczy ulegają usystematyzowaniu, a nam krystalizuje się główny wątek, zaczynamy też rozumieć, a po co tyle tych "oderwanych" scenek i dodatkowych wątków. Fabuła napędzana jest przez ciekawie napisane, inne, acz podobne do siebie postacie, została okraszona intrygującym klimatem z wieloma różnymi domieszkami, z czego póki co brakuje romansu, ale myślę, że jak tylko na scenie zacznie częściej pojawiać się Cadance, wówczas i ten tag zostanie należycie zrealizowany. Nie zabraknie postaci pobocznych, które z kolei pociągną dodatkowe wątki, a wyzwanie polega na ułożeniu tego w całość i odkryciu jak doszło do tego, że bohaterki tkwią na Księżycu. Powierzona Twilight zagadka, a także urodziny Cadance, trzymają czytelnika w niepewności i nakręcają ochotę na ciąg dalszy. Nie wszystkie zabiegi stylistyczne określiłbym jako w pełni trafne, ale robią swoją robotę - urozmaicają treść, wyróżniają się.

 

Myślę, że jest to jedna z tych historii, których rozwój będzie się śledzić w napięciu. Nie tylko ze względu na fabułę, ale również ciekawość wobec tego, jak daleko zabrnie wyobraźnia autorki i co jeszcze dla nas zaplanowała. Z pewnością jest to coś innego, być może luźno związanego/ nawiązującego do poprzednich tytułów, ale nie wydaje mnie się, by była to inność dla inności - jest w tym wszystkim jakiś plan, zamysł i choćby z tego powodu warto poświęcić fanfikowi nieco czasu. Inne, dziwne, niewyjaśnione, ale wciągające, działające na wyobraźnię. Czy polecam? Oczywiście, że tak ;)

  • Like 2

Share this post


Link to post
Share on other sites

Create an account or sign in to comment

You need to be a member in order to leave a comment

Create an account

Sign up for a new account in our community. It's easy!

Register a new account

Sign in

Already have an account? Sign in here.

Sign In Now

×
×
  • Create New...