Jump to content

Strona Główna  |  Ogłoszenia  |  Lista Fanfików  |  Fanpage  |  Feedback
Krulig

Historia Glossy Amber [NZ][Slice of Life][Przygoda]

Recommended Posts

Wiatajcie.Tutaj jest historia o Glossy Amber

Rozdział 1 https://docs.google.com/document/d/1V_c5UAWcI27ga4BHC3dpG2MEzmlGiebRdfjpvHmQKkY/edit
Rozdział 2 https://docs.google.com/document/d/1qjL0Tx_RPXZBFLDJtEUntp5ZgemCjIYmUp7a94FempQ/edit
Rozdział 3 https://docs.google.com/document/d/1rQlXZeM4P7ps3LPioLInQ2pNkcW-ZfCcQpRbP7Xox8c/edit
Rozdział 4 https://docs.google.com/document/d/1BR8FQSyUA2eD5-pHSZUjSIixXiPsRsms15ayLuOtRbY/edit



Część Druga(na podstawie książki pt."Ten Obcy")
Prolog
Rozdział 1-Niedługo

Część druga(mam nadzieję,że dłuższa)Będzie się skupiała na relacjach między Glossy i jej ojcem Time Turnerem(doctorem Whooves'em).Po zakradnięciu się do TARDISa Glossy dostaje szlaban,później wszystko w jej życiu zaczyna się walić.Ojciec ją zostawia,matka oddaje ją ciotką (księżniczce Lunie i Celestii).Spędza tam 2 lata.W wieku 16 lat wraca do Ponyville na wakacje.Tam wraz z NCMC i Toxy odnajdują malutką wysepkę na rzece płynącej przy mieście.Po krótkim czasie dowiadują się o nowym przybyszu,który zamieszkał na ich wyspie.Glossy i Toxy pierwsze go spotykają.Kiedy Glossy zostaje sam na sam z nowo przybyłym on się budzi.Dalej zaczyna się akcja właściwa.Jaka?Dowiecie się wkrótce,a na razie zajmę się prologiem i umieszczę okładkę/logo części drugiej.

historia_glossy_amber_cz_2__logo_okladka

Share this post


Link to post
Share on other sites

Historia Glossy Amber to fanfik, który według tagów ma mieć przygodę oraz SOL. Hmm, wydaje mi się, że to mocno na wyrost, właściwie to JEST mocno na wyrost.

 

Nadeszła wreszcie zima. W kucykowym sierocińcu młoda pegaziczka przechodzi rekonwalescencję po wypadku w którym traci wspomnienia związane z jej poprzednim życiem, nie kojarzy swoich rodziców, nie wie, jak wyglądają ich twarze. No i ok, takich historii było już trochę. Ktoś traci pamięć w wypadku i musi sobie przypominać wszystko od nowa. Pierwszym moim skojarzeniem był Geralt z Wiedźmina 1. To dosyć oklepane, ale wygodne i stanowiące dobry punkt wyjścia do dalszej historii. Której w tym fanfiku nie ma. Serio. Nic szczególnego się nie dzieje. 

 

Fluttershy teleportuje się do domu dziecka i tak po prostu postanawia zaadoptować tytułową bohaterkę. Dlaczego akurat ją? Rozumiem, że Fluttershy mogłaby się na coś takiego zdecydować, w końcu to Fluttershy, jednak z drugiej strony gdzieś tam później bardzo szybko zaczyna narzekać na brak czasu dla klaczki. Aha, no i w sierocińcu mieszka również wiele innych źrebaków pokrzywdzonych przez los. To, że Glossy nie pamięta o swoim poprzednim życiu według mnie jest błogosławieństwem. Czasem lepiej jest zapomnieć o życiu, które się straciło, bo wtedy się nie tęskni. Relacja Fluttershy i Glossy jest… no nie ma jej. Nie ma żadnej chemii między postaciami. Fluta pojawia się i od razu zgarnia klaczkę. Brakowało mi tutaj jakiegoś procesu, czegoś, co by połączyło te dwie bohaterki, czegoś, co właśnie przekonałoby Fluttershy, że chce się opiekować tym małym pegazem.

 

Trafiają wreszcie do domu Fluterki. Niestety nasza powierniczka elementu harmonii przestaje mieć czas dla młodego pegaza (to po co go adoptowała?) i postanawia odnaleźć ogiera, który uratował klaczkę od śmierci w wypadku w którym została ranna i w którym zginęli jej rodzice. Aha… super, ale dlaczego ktoś taki jest dobrym kandydatem na przyszywanego ojca? To, że ktoś uratował dziecku życie, nie obliguje go do opieki nad nim. Ten ogier może mieć własne życie i własne dzieci. Nie lepiej byłoby poprosić przyjaciółki Fluttershy o pomoc nad wychowaniem adoptowanej córki? I najlepsze w tym wszystkim jest to, że nasza mała Glossy to taka trochę Cozy Glow, ponieważ potrafi manipulować dorosłymi. Kiedy to potrzebne, wykorzystuje fakt, że jest sierotą i wywołuje na innych poczucie winy i wstydu. Tak właśnie się stało w przypadku tego ogiera, któremu zawdzięczała życie. Chłop ewidentnie nie chciał mieć z tym wszystkim nic wspólnego, ale Glossy popłakała no i ogierowi zmiękło serce. I fujarka. Już przestał się stawiać. To wszystko jest takie głupie… 

 

Ale to nie koniec. Przenosimy się o kilka lat w przód. Glossy jest już poważną (phe-hehe) nastolatką, a nie tym głupim, rozkapryszonym dzieckiem, który bierze wszystkich na litość. I co się dzieje? Twilight pojawia się z własną adoptowaną córką! O kurde, a do tego to Nyx. Tak, bohaterka Past Sins. Do jasnej Celestii dlaczego to tutaj jest? Po co to wszystko? 

 

Jakby nam jeszcze kurde było mało, to po raz kolejny przenosimy się w przyszłość. Zaledwie po tej jednej, krótkiej scence, która nic nie wnosi. Teraz Glossy ma… ile ona ma lat? 16? Chyba tak.  Ale spokojnie. Jedzie pociągiem do Ponyville i spotyka swoje przyjaciółki po dwuletniej przerwie. Jest tam OCZYWIŚCIE Dinky oraz ta głupia Derpy Hooves. Glossy to teraz roszczeniowy korniszon, który nie słucha swojej matki. Okej, uważam, że to byłoby dobre, ale… nic z tego nie wynika! I tak jest cały czas. Ten fanfik jest o niczym. Nie ma tu żadnych relacji, żadnej akcji. To tylko wypełnianie questów w jakieś nudnej, niedokończonej grze RPG. Można było z tego zrobić coś naprawdę fajnego. Opowieść o dorastaniu przy boku przyszywanej matki. Były już takie historie, ale wyegzekwowanie tego w oryginalny sposób sprawiłby, że dobrze by się to czytało. To bardzo duże pole do popisu. Można było napisać coś w stylu Past Sins o relacji matki i córki. Ale to zostało zmarnowane.

 

Aha i co się w ogóle dzieje dalej? Nic. Bo fanfik się kończy. To znaczy, pierwsza część została ukończona, a jest tylko prolog drugiej część. Pierwsza część skończyła się tak szybko? Kiedy? Nawet nie zauważyłem. Długość tego wszystkiego jest krótsza od niektórych prologów w innych fikach. I na dodatek; nic się tutaj nie dzieje. Po prostu; jakiś zamysł był, moim zdaniem dobry, ale później zabrakło pomysłów. Czy polecam? Nie. Jednak jeżeli autorowi kiedykolwiek będzie jeszcze zależeć na tej historii, to myślę, że teraz napisze to dużo lepiej.

 

Jeżeli chodzi o technikalia i styl to… denerwowały mnie te niepotrzebne angielskie nazwy. Było sporo literówek. Autor najpewniej nie sprawdziły własnego tekstu. Gdyby tak było, błędów byłoby dużo mniej. Ech, no nie wiem. Nie czytało się zbyt dobrze. Brakowało opisów. Konstrukcja całej opowieści leży w gruzach.

 

Tyle ode mnie.

 

Pozdrawiam!

  • Thanks 1

Share this post


Link to post
Share on other sites

×
×
  • Create New...