Jump to content

Strona Główna  |  Ogłoszenia  |  Lista Fanfików  |  Fanpage  |  Feedback
ridio428

Life of the Surgeon [NZ][Grimdark][Shipping]

Recommended Posts

Witam! Oto moja robota. Tak, zrobiłem sobie postać z nudów i wpadłem na pomysł. Napisanie opowieści! Przygód Shadow Edge'a (czyli mojej postaci) i jego znajomka Blue Sky'a (Postać Siewcy13, pomaga mi w tworzeniu) Prolog to taki jakby krótka biografia, wstęp do opowiadania jak sama nazwa mówi :D Później będzie to opowiadane tak jakby z oczu Edge'a. Kumpel też pisze. Tyle że wersje mogą się różnić. Nie wykluczam kłótni co do wersji itp. ale też nie przesądzam. Wersje są INNE
A no i Shippingu będzie tu tyle co kot napłakał. Przepraszam za krótki prolog. Mam dalszą część opowieści ale ona jest w wersji Beta tzn. trza ją ogarnąć :P Dialogi będą. Tylko prolog taki... lekko pusty. Liczę na krytykę i życzę Miłego czytania!

 

Wersja google docs

LINK

 


Prolog
 

Spoiler

Shadow Edge był dzieckiem miłości nie przypadku. Był dobrym pegazem, uczynnym i mądrym. Niestety bardzo młodzi i niedojrzali emocjonalnie rodzice systematycznie zaczęli go zaniedbywać. Pozostawiony sam sobie poznawał otaczający go świat. Często obrywał od innych kucy bo był sam i nie miał kto go obronić ani się zemścić. Często zapuszczał się do lasu. Podczas jednej z takich wycieczek poznał Blavika.


Blavik był zabójcą, kucem ziemnym. Blavik był już stary i szukał następcy. Był dobry dla młodego pegaza i zastępował mu rodziców. w dniu szóstych urodzin kiedy rodzice zajęci sobą zapomnieli o jego święcie zrozpaczony i zły opuścił na dobre swój dom i zamieszkał u Blavika. Blavik uczył go swojej profesji i sztuki przetrwania w okrutnym świecie. Kiedy szkolenie zostało ukończone nadszedł dzień próby.
Ofiara miała być przypadkowa. Padło na nieznaną klacz, która zapuściła się zbyt blisko ich siedziby. Pegaz zabrał nóż Blavika i podciął jej gardło.Klacz zatoczyła się, zaczęła bulgotać i padła charcząc i plując krwią. Widział już wcześniej jak Blavik wykańcza swoje ofiary, ale teraz było inaczej! On sam tego dokonał! Jej jęki były jak muzyka dla jego uszu .Czuł jednak nie dostyt - za szybko umarła! Swoją następnej ofierze poprzecinał mięśnie i ścięgna. Patrzył jak się zwijała w konwulsjach, próbowała uciec. Na marne. Wbił jej nóż w brzuch i rozciął aż do pachwiny. Klacz umarła. Wiedział wiele o ciele kuców od swojego nauczyciela, ale brakowało mu doświadczenia.
Blavik był już stary kiedy się poznali i niestety zaczął chorować. Brakowało mu już sił na wyprawy z Edgem. Kiedy młody kuc skończył 12 lat Blavik był już tak chory, ze nie był w stanie wstać. Poprosił swojego ucznia o pomoc - szybką śmierć. Pegazowi ciężko było spełnić tą prośbę bo pokochał Blavika. Ze łzami w oczach skończył cierpienia swojego mistrz - cios w serce to była szybka i dobra śmierć. Musiał opuścić to miejsce, bez Blavika
było tu smutno i źle. Spakował ekwipunek (narzędzia Blavika ), spalił kryjówkę i ruszył do Ponyville. Trochę się obawiał, że ktoś go pozna, a wtedy więzienie i śmierć.
Na jego szczęście nikt tu nie znał żadnego Shadow Edge’a. Pegaz osiedlił się w Ponyville. Wynajął mieszkanie w klinice. Został Chirurgiem.
Zamieszkał w domku który stał obok Sugarcube Corner. Najpierw się przyczaił a potem wrócił do tego co lubił - do mordowania. Jeden z podziemnych pokoi domu przeznaczył na salę operacyjną. Miał też składzik na narzędzia. Z Ponyville znikały kuce ale nikt nie mógł podejrzewać zaufanego pana Chirurga Shadow Edge’a. Pegaz był prawie nietykalny w miasteczku. Shadow był opanowany i spokojny, nie spieszyło mu się. Dobrze wybierał ofiary , często były to przyjezdne kuce.
Jego Cutie Markiem (uroczym znaczkiem, Talentem) był skalpel. Ukazywał on precyzję i opanowanie jakim pegaz został obdarowany. Miasteczko przypadło mu do gustu. Poznał
wiele kucy ( Pinkie Pie, Twilight Sparkle i inne ), ale z nikim się nie zaprzyjaźnił.
Żył spokojnie do czasu aż natknął się na Blue Sky a



I Rozdział
 

Spoiler

Padało. Stałem przed drzwiami kliniki.


To był ciężki dzień – amputacja zmiażdżonych
skrzydeł , trepanacja czaszki , przebite płuco i zestawianie paru złamań – wszystko u jednego pegaza któremu się wydawało, że jest supermanem. Byłem wykończony, nawet nie zdjąłem zakrwawionego kitla ( teraz to sobie uświadomiłem ). Czas wracać do domu. Mieszkanie było z drugiej strony budynku. Kiedy szedłem zauważyłem, że ktoś mnie śledzi.
Zasadziłem się za rogiem. Przez chwilę wydawało mi się, że się pomyliłem, ale – nie ktoś szedł. Kiedy mnie mijał wyćwiczonym przez lata szybkim ruchem przystawiłem mu skalpel do gardła.
- Kim jesteś i czego chcesz ?
- Nazywam się Blue Sky i potrzebuje Twojej pomocy
- Taaaa, jasne , tak się prosi o pomoc?
- Wybacz, nie chciałem aby ktoś mnie zobaczył bo to bardzo delikatna sprawa
- Zapewne
- Jestem bratem Twilight i to o nią chodzi.
Znałem ją i dług wdzięczności u niej i jej brata mógłby mi się kiedyś przydać (byli jedną z najbogatszych i najbardziej wpływowych rodzin w mieście).
- Dobrze, prowadź więc
Ulice były puste – ciągle padało i było już późno. Mimo to miałem dziwne wrażenie, że ktoś nas obserwuje, ale nikogo nie widziałem, może to przemęczenie i tyle - pomyślałem .
Kiedy wreszcie dotarliśmy byliśmy cali mokrzy i jedynym plusem było to, że cała krew z kitla spłynęła. Mieliśmy wejść bocznymi drzwiami, aby służba nas nie widziała.
- Proszę wejdź, zapal światło, włącznik jest po prawej stronie.
Wszedłem. Znalazłem włącznik, nacisnąłem - ciemność, spadanie, ból i znowu ciemność.
Kiedy się ocknąłem wszystko mnie bolało i światło raziło w oczy. Rozejrzałem się .
Byłem w dobrze oświetlonym dużym pomieszczeniu, wyglądało na salę operacyjną, a raczej na salę tortur. Na środku był duży stół na którym był rozciągnięty jakiś pegaz, na pewno nie była to Twilight. Miał przepaskę na oczach i zatkane uszy. Chyba mam naśladowcę – pomyślałem.

- Obudziłeś się – to dobrze, jesteś cały ?

Głos należał do Blue ale dobiegał z głośnika. Pokój był częściowo oszklony - Prawdopodobnie było to lustro weneckie i Blue był w pomieszczeniu obok i wszystko widział.

- Chyba tak,
- To dobrze
- O co Ci chodzi ? Po co to wszystko?
- Wiem kim jesteś i kim był Blavik. Gdybym od razu powiedział Ci prawdę to pewnie byś mnie zabił
- Bardzo możliwe
- Umiem i lubię zabijać, ale ten kuc musi długo żyć i bardzo cierpieć! Gdybym to ja się za niego wziął to na pewno by nie przeżył
- Czym sobie na to zasłużył?
- Nie twoja sprawa! Bierz się lepiej za robotę!
- A co ja z tego będę miał ?
- Przyjemność z tortur, moją wdzięczność i kasę jeżeli będziesz chciał.
- Ahaaa, czyli same korzyści. Co mam mu zrobić?
- Coś co go oszpeci i bardzo utrudni życie!
- Rozumiem, że nie wie kto go złapał i nic nie słyszy?
- Dokładnie
- Ok, to do dzieła

Zacząłem od skrzydeł – przyciąłem je tak, że zostaną kikuty. Do ich przycięcia użyłem sekatora do przycinania gałęzi . Kuc oczywiście zemdlał, ból musiał być straszny. Opatrzyłem rany i zawiązałem bandażami. Kiedy odzyskał przytomność zabrałem się za nogi. Imadło i kolana – to było to. Jedno przednie i jedno tylne zostały zmiażdżone – już sobie nigdy nie pobiega. Kiedy ponownie odzyskał przytomność zabrałem się za jego język – przewierciłem wiertarką – do końca życia będzie się feflunił. To wytrzymał, twardziel pomyślałem. Grzywa – wyrwałem kombinerkami, trwało to trochę, ale było warto. Opatrzyłem nowe rany i dałem mu odpocząć. Zastanawiałem się co mu jeszcze zrobić. Padło na oczy. Słyszeć może, ale widzieć nie koniecznie. Łyżeczka będzie odpowiednia do tego zadania.
- Muszę zgasić na chwilę światło. Masz tu latarkę?
- Co Ty kombinujesz cwaniaku?
- Nic , chcę go pozbawić oczu. Muszę zdjąć mu opaskę a nie może mnie widzieć. Jak zgaszę światło i będę świecił mu w oczy latarką to nic nie zobaczy.
- Rozumiem, jest w szufladzie pod umywalką.
Blue do tej pory zachowywał się w miarę spokojnie, ale teraz nie wytrzymał
- Przesuń się, chcę to widzieć!
- Nie mogę, tylko w tej pozycji mogę to bezpiecznie zrobić! Jak chcesz zobaczyć to tu wejdź!
Jedno oko wyłupione, wrzask był okrutny. Szybko musiałem zatamować krwawienie bo kuc już i tak dużo stracił krwi. Chwila przerwy, jeszcze tylko jedno oko mi koniec zabawy. Kiedy pochyliłem się aby wyłupić drugie oko wszedł Blue.
- Zaczekaj, muszę to zobaczyć!
- Ok, tylko mnie nie potrąć bo razem z okiem pozbawię go części mózgu! Stań tutaj – wskazałem miejsce obok siebie.
Kidy mnie minął i pochylił się aby zobaczyć jak to robię popełnił wielki błąd! Był tak podekscytowany, że zapomniał, że ma do czynienia z profesjonalistą.
Kolano, krocze, szczęka i ciemność. Kiedy odzyskał przytomność było już po zabiegu, a on sam był przywiązany i rozciągnięty na stole.
- Dlaczego to zrobiłeś?
- Nie dałeś mi wyboru
- Zabijesz mnie ?
- Zastanawiałem się nad tym, ale możesz mi się jeszcze przydać
- Co z tamtym?
- Opatrzyłem go, nafaszerowałem lekami, teraz śpi. Będzie musiał u Ciebie zostać około czterech tygodni aby rany się zagoiły. Potem możesz go wypuścić – przeżyje, chociaż bardzo marne będzie to życie.
- Co ze mną zrobisz ?
- Wszystko w swoim czasie. Teraz muszę trochę odpocząć. Masz tu coś do picia?
- Tak, w drugim pokoju w barku.
Znalazłem barek (był tam spory wybór, padło na wódkę Dębową) , napełniłem szklankę, rozsiadłem się wygodnie w fotelu i zapytałem :
- To czym Ci podpadł ten ex-pegaz ?
- Znasz Rainbow Dash?
- Tylko z widzenia, a co?
- Zakochałem się w niej. Trochę trwało zanim się do mnie przekonała i zaczynało już między nami iskrzyć kiedy pojawił się ten pajac i zaczął się do niej przystawiać! Należy do Wonderbolts i tym jej zaimponował. Szybko o mnie zapomniała szmata jedna!!!!!!
- Niespełniona miłość – aha, interesujące.
Nie rozumiałem tego bo nigdy nie zaznałem takiej miłości. Kochałem tylko Blavika, ale to nie taka miłość. Nigdy nie planowałem zakładać rodziny, ani wiązać się z kimś. Owszem zwracałem uwagę na ładne klacze, lubiłem ich towarzystwo, ale nie nic nie iskrzyło. Może kiedyś to się zmieni, ale kiedy? Wtedy gdy spotkam swoją Rainbow Dash? Kto wie …
Cały czas zastanawiałem się co zrobić z Blue. Teoretycznie nie zagrażał mi, ale w życiu bywa różnie. Znał prawdę o mnie i kiedyś mógłby się wygadać nawet przypadkiem np. po pijaku. Cały czas coś gadał, ale go nie słuchałem, myślałem. Jedynym sensownym rozwiązaniem było uzależnienie go od siebie. Znalazłem wreszcie rozwiązanie.
- Będę musiał Cię na trochę opuścić. Jak stąd wyjść i wejść z powrotem? Nie radzę kłamać . Domyślam się, że nikt nie wie o tym miejscu, więc zdechniesz jeżeli nie wrócę.

- To prawda – nikt nie wie .

Wytłumaczył mi dokładnie co i jak. Muszę przyznać, że dobrze to wykombinował – zapadnia uruchamiana włącznikiem światła. Dobrze, że się nie połamałem, albo nie skręciłem karku!
Przed wyjściem zakleiłem mu pysk – na wszelki wypadek . Dotarłem do mieszkania. Wykąpałem się i przebrałem. Miałem jeszcze trzy godziny aby zrobić swoje i wrócić do Blue zanim zacznie robić się widno. Wziąłem się do pracy. Ledwo zdążyłem, prawie świtało jak dotarłem . Będąc na dworze znowu miałem wrażenie, że ktoś mnie obserwuje – dziwne uczucie . Blue leżał jak go zostawiłem.

- Wróciłem, cieszysz się? (zapytałem zrywając mu taśmę z pyska )
- Wyjątkowo, chociaż nie wiem czy powinienem bo nadal nie wiem co chcesz ze mną zrobić.
- Zaraz się dowiesz a raczej przekonasz .

Wyjąłem pudełko z dwiema napełnionymi strzykawkami. Jedną położyłem na zlewie, a drugą przyłożyłem do szyi Blue. Wbiłem igłę i zrobiłem zastrzyk. Blue zasyczał

- Coś ty wykombinował ?
- Zaraz się przekonasz, medycyna to potężna wiedza. Blavik nauczył mnie wszystkiego co wiedział, a wiedział i umiał naprawdę wiele.

Odwiązałem pasy którymi Blue był przywiązany do stołu. Usiadł na stole i zaczął się we mnie wpatrywać. Wyczuwałem, że zaraz może skoczyć mi do gardła. Kiedy właśnie miał to zrobić zgiął się w pół i spadł na podłogę. Zaczął się wić, tracić oddech, oblały go poty, a na koniec zwymiotował.

- Co Ty mi zrobiłeś ? Co to kur*a było?
- Miałeś coś w rodzaju zawału serca. Wstrzyknąłem Ci wirusa który to powoduje. Taki młody i silny kuc jak Ty wytrzyma 5 – 7 takich ataków zanim umrze. Następny atak będzie za około 24 godziny
- Czyli jednak umrę gnido!!!
- Niekoniecznie. W drugiej strzykawce jest coś co blokuje wirusa, ale tylko na 30 dni. Jeżeli będziesz chciał żyć to będziesz musiał mnie systematycznie odwiedzać. Nikt poza mną Ci nie pomoże i tylko ja wiem co to jest. Odpręż się bo muszę zrobić zastrzyk. Gotowe. Wiesz co masz robić z tamtym kucem. Gdybyś miał problemy to daj znać. Jak będzie wszystko ok to spotkamy się za cztery tygodnie. Żegnam kolegę.
- Spierdalaj !!!!!!!!!!

Wracając zastanawiałem się czy dobrze zrobiłem. Wcześniej myślałem o nafaszerowaniu go narkotykami, ale kiedy by się od nich uzależnił to na głodzie mógłby wszystko wypaplać, no i długo by raczej nie pożył. Wirus jest bezpieczniejszy no i można w dosyć prosty sposób się wyleczyć. W zasadzie tak naprawdę chciałem go dobrze nastraszyć i zastanawiałem się ile czasu zajmie mu zanim znajdzie sposób na pozbycie się wirusa. Mam nadzieję, że kiedy to odkryje doceni co zrobiłem bo przecież mogłem go po prostu zabić. Słońce już wstało, było ciepło, dzisiaj nie powinno padać - pomyślałem , chociaż KTO WIE CO TEN DZIEŃ NAM PRZYNIESIE ...

Edited by Dolar84
Dodanie wersji google docs

Share this post


Link to post
Share on other sites

Create an account or sign in to comment

You need to be a member in order to leave a comment

Create an account

Sign up for a new account in our community. It's easy!

Register a new account

Sign in

Already have an account? Sign in here.

Sign In Now

×
×
  • Create New...